• Chwalińska wystosowała pilny apel. Ostrzega. Komunikat już w sieci

    Chwalińska wystosowała pilny apel. Ostrzega. Komunikat już w sieci

    Maja Chwalińska nie będzie miło wspominać tegorocznego Wimbledonu. Polka odpadła w pierwszej rundzie, ale przegrała nie tylko z rywalką. Na pokazanie pełni możliwości nie było szans, bowiem od końcówki drugiego seta borykała się z urazem. Nieoczekiwanie w sobotnie przedpołudnie wydała komunikat.
    Maja Chwalińska wydała komunikat. Polka ostrzega kibiców

    Chwalińska wystosowała pilny apel. Ostrzega. Komunikat już w sieciAnita WalczewskaEast News

    Kilka tygodni temu Maja Chwalińska nieoczekiwanie zachwyciła cały tenisowy świat. Polka przebrnęła eliminacje do Roland Garros, a potem dotarła aż do finału, w którym uległa Mirze Andriejewej.

    Porażka Chwalińskiej na Wimbledonie. Polka przegrała z kontuzją

    Wielkoszlemowy finał sprawił, że zarobiła duże pieniądze, ale też znacząco awansowała do rankingu WTA. Doskonały występ sprawił, że otrzymała ona on organizatorów Wimbledonu dziką kartę. I wydawało się po losowaniu, że może całkiem daleko zajść.

    W meczu 1. rundy zmierzyła się z Mananchayą Sawangkaew. Pierwszego seta wygrała 6:2, a w drugim prowadziła 5:4 i miała piłkę meczową. Wówczas się poślizgnęła i nabawiła urazu. Wykazała się jednak heroiczną postawą i dokończyła spotkanie, ale przegrała dwie kolejne partie 5:7, 2:6.

    Chwalińska wróciła do Polski, gdzie przechodzi leczenie skręconego prawego stawu skokowego. Ostatnie informacje są optymistyczne, bowiem 24-latka rozpoczęła już lekkie ćwiczenia ogólnorozwojowe.

    Maja Chwalińska ostrzega kibiców

    Tymczasem 24-latka w sobotnie przedpołudnie wydała komunikat. Okazuje się, że najprawdopodobniej ktoś się podszywał pod naszą tenisistkę.

    – Krótka, ale ważna informacja: nie mam konta na X (dawniej Twitterze). Moim jedynym oficjalnym profilem w mediach społecznościowych jest Instagram. Proszę, nie zwracajcie uwagi na żadne inne konta podszywające się pode mnie – nie należą do mnie i nie są ze mną w żaden sposób powiązane – napisała.

    Na koniec podziękowała kibicom za wsparcie i poprosiła, aby nie wchodzili w interakcje z żadnymi innymi kontami poza jej oficjalnym na Instagramie.
    Czarny ekran z białym tekstem zawierającym oświadczenie Maji Chwalińskiej o braku konta na X (Twitterze) i informację, że jej jedynym oficjalnym profilem w mediach społecznościowych jest Instagram, z prośbą o ignorowanie fałszywych kont oraz podziękowa…

    Apel Mai Chwalińskiejinsagram.commateriał zewnętrzny
    Kobieta w zielonej bluzie sportowej z logo sponsora, siedząca przy mikrofonie podczas konferencji prasowej, z wyrazem twarzy sugerującym niezadowolenie lub zakłopotanie.

    Maja ChwalińskaTomasz JastrzebowskiEast News
    Tenisistka w jasnożółtym topie i czarnej spódniczce w trakcie meczu na korcie, trzymająca rakietę tenisową i wykonująca gest ręką.

    Maja ChwalińskaALAIN JOCARDAFP
    Uśmiechnięta tenisistka w żółtej koszulce z logotypami sponsorów trzyma rękę na czole, wyrażając radość lub ulgę po zakończeniu meczu.

    Maja ChwalińskaZabulon Laurent/ABACAEast News

  • Abramowicz zabrała głos na temat problemu Świątek. Już wszystko jasne

    Abramowicz zabrała głos na temat problemu Świątek. Już wszystko jasne

    Dla Igi Świątek dzisiejszy mecz (godz. 14:30 czasu polskiego) z Alexandrą Ealą, to może nie być spacerek. Ranking nie gra, to już od dawna mamy ustalone, zwłaszcza że niestabilność i wahania Polki w ostatnich miesiącach były jej drugimi imionami. Mocny leworęczny forhend, agresywna gra z głębi kortu oraz wywierający presję return to bez wątpienia elementy, którymi Filipinka teoretycznie może naprawdę wysoko zawiesić poprzeczkę obrończyni tytułu.

    Świątek o Eali: Potrafi wykorzystać atuty, jak zmiany rytmu gry

    W dotychczasowych konfrontacjach obu tenisistek mamy remis (1:1), przy czym nigdy nie zmierzyły się na trawie. Zabawna scenka miała miejsce wczoraj, gdy Iga jeszcze odbywała swoją praktykę na korcie, a nadchodząca Eala, zmierzająca w zupełnie inny sektor kompleksu treningowego Aorangi, najpierw przywitała się z polskimi dziennikarzami. A następnie zażartowała, że przyszła na przeszpiegi.

    Iga Świątek rozstrzyga odnośnie końca kariery. Jednego jest już pewna

    Faktem jest, że na tym poziomie niczego nie pozostawia się dziełu przypadku. Zapytana przez dziennikarza Iga Świątek o to, co mogłaby powiedzieć o Eali i jak postrzega jej grę na trawie, odparła tak:

    – Cóż, nie znam zbyt dobrze jej gry na trawie. Oczywiście mogę co nieco podpatrzeć. Wiem, jak gra, bo już się mierzyłyśmy. Prezentuje nietypowy styl. Mogę przypuszczać, że na trawie jest on jeszcze bardziej wymagający ze względu na specyfikę nawierzchni. Z pewnością potrafi wykorzystać swoje atuty, jak zmiany rytmu gry i tym podobne. Przygotuję się i będę gotowa. To będzie dla mnie spore wyzwanie, bo ona nie narzuca stałego rytmu. Będę musiała być przygotowana na różnego rodzaju uderzenia – zapowiedziała.

    I dokładnie tak się stało. Obecność, wprawdzie przypadkowa, Agnieszki Radwańskiej była doskonałym przykładem reagowania na wymagania sytuacji tu i teraz. A także włączenie do treningu sparingpartnera leworęcznego, aby pewną sekwencją uderzeń już nabrać troszkę automatyzmów przed zmierzeniem się z 32. tenisistką świata.

    21-letnia Alexandra Eala to dziś niejedyne wyzwanie przed Świątek. Z całym szacunkiem do Filipinki, ale powiedzielibyśmy nawet, że być może nie największe. Iga potęgę rezerw skrywa wbrew swoim intencjom w warstwie mentalne. Wspaniale w wywiadzie dla Interii opowiadała o tym Agnieszka Radwańska, mówiąc że to – jakkolwiek brzmi dojmująco – cena za wszystkie lata sukcesów i kumulowanie się presji. Dziś Świątek ma problem, by sobie z nią poradzić, bo tak dogłębnie zainfekowała jej organizm. To dlatego trener Francisco Roig robi wszystko, aby wprowadzić w organizm Świątek pełną swobodę ruchów, aby ciało znów odzyskało harmonię. Doskonale to widać właśnie na treningach, to wielki przywilej móc je obserwować dzięki specjalnej przepustce, tym bardziej na wielkoszlemowym turnieju.

    Daria Abramowicz wskazała paradoks. Co dolega Idze Świątek?

    W tym obszarze wyzwań w rozmowie z ESPN wypowiedziała się Daria Abramowicz. I użyła ciekawego porównania, bo najlepiej mówić o wyzwaniach w sposób obrazowy.

    “Wyobraźcie sobie, jak trudno jest zawodnikom zdawać sobie sprawę, że aby coś osiągnąć, musicie pozbyć się pragnienia osiągnięcia czegoś. To paradoks, bo całe życie wpajano im, że jeśli będą wystarczająco dużo ćwiczyć, osiągną wszystko, czego zapragną”.

    Ten, jak go nazwano, frustrujący paradoks hamuje znalezienie się w tzw. strefie, która w terminologii psychologicznej oznacza – tu znów cytat z Abramowicz – “złożony stan procesów poznawczych, przechodzących od części wyuczonej i kontrolowanej do bardziej automatycznej”.

    Kompletne zaskoczenie na treningu Świątek. Wszyscy przecieraliśmy oczy

    Krótko mówiąc chodzi o szalenie skomplikowany powrót do dobrostanu. Jeszcze innymi słowy, co chcemy w ten sposób uzyskać? “Zasadniczo chodzi o poczucie, że ciało robi to, co musi, bez ingerencji umysłu i przy minimalnym świadomym wysiłku. Gracze czują, że grają perfekcyjnie, niemal bezmyślnie” – pisze ESPN.

    Czy mecz z Alexandrą Ealą na korcie centralnym, jak dwa poprzednie, przybliży Igę do tego, o co tak usilnie walczy w gruncie rzeczy od igrzysk olimpijskich w 2024 roku?

    Z Londynu – Artur Gac

    Zawodniczka w białym stroju tenisowym wykonuje dynamiczny ruch z rakietą na tle zielonego kortu z logo turnieju tenisowego.

    Iga ŚwiątekKENTARO TOMINAGAAFP
    Dwie kobiety siedzące na podłodze, rozmawiające; obok nich leży aparat fotograficzny, tablet oraz rakieta tenisowa.

    Iga Świątek i Daria Abramowicz tworzą nierozłączny tandemArtur WidakAFP

    Iga Świątek: Taylor Townsend ma wyróżniający się styl i nie będzie to łatwa pierwsza runda

  • O której gra Iga Świątek? Gdzie oglądać mecz z Alexandrą Ealą? [TRANSMISJA, WIMBLEDON]

    O której gra Iga Świątek? Gdzie oglądać mecz z Alexandrą Ealą? [TRANSMISJA, WIMBLEDON]

    W trzeciej rundzie Wimbledonu Iga Świątek zmierzy się z Alexandrą Ealą. Obie zawodniczki mierzyły się dwukrotnie w karierze. Stawą pojedynku będzie awans do 1/8 finału trzeciego w sezonie Wielkiego Szlema. O której godzinie gra Iga Świątek? Gdzie obejrzeć w TV mecz Świątek – Eala? Transmisja na żywo. Relacja tekstowa i wynik w Interii Sport.
    Iga Świątek w białym stroju i czapce z daszkiem podczas meczu tenisowego, trzyma rakietę.

    Iga ŚwiątekHenry NichollsAFP

    Na start rywalizacji w Londynie Iga Świątek rozegrała trzysetowe spotkanie z Taylor Townsend. W pierwszym secie wygrała 6:1, jednak potem to Amerykanka ograła ją 6:2. Na szczęście w decydującej partii sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa zamknęła spotkanie (6:3).

    W drugiej rundzie jej przeciwniczką była doświadczona Karolina Pliskova. W tym pojedynku Świątek popełniała już zdecydowanie mniej błędów, była dużo bardziej regularna. Efekt? Wynik 6:1, 6:3 w godzinę i dziesięć minut oraz awans do trzeciej rundy Wimbledonu.

    Iga Świątek – Alexandra Eala. Wimbledon. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA NA ŻYWO, TV]

    Teraz nasza tenisistka zagra z Alexandrą Ealą. Do tej pory Polka i Filipinka mierzyły się ze sobą dwukrotnie. Oba spotkania zostały rozegrane w zeszłym roku. Na Miami Open niespodziewanie lepsza okazała się Eala (6:2, 7:5). Niedługo później Świątek zrewanżowała się w Madrycie (4:6, 6:4, 6:2).

    W tegorocznej edycji Wimbledonu najbliższa przeciwniczka Raszynianki pokonała 6:1, 6:2 Meksykankę Renatę Zarazuę i Australijkę Mayę Joint 3:6, 6:2, 6:0. Jak poradzi sobie w starciu z trzecią rakietą świata?

    Spotkanie Alexandra Eala – Iga Świątek, którego stawką jest awans do czwartej rundy Wimbledonu, zostanie rozegrane w sobotę 4 lipca o godz. 14:30 czasu polskiego na korcie centralnym.

    Transmisję na żywo w TV z tego spotkania będzie można obejrzeć w Polsacie Sport 1, Polsat Sport Premium 1 oraz na platformie Polsat Box Go. Zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej na żywo w Interii Sport.
    Iga Świątek i Alexandra Eala

    Iga Świątek i Alexandra EalaAL BELLO / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Tenisistka w białym stroju i czapce z daszkiem okazuje silne emocje podczas meczu, trzymając rakietę tenisową.

    Iga ŚwiątekHenry NichollsEast News
    Tenisistka ubrana w niebieską koszulkę sportową z żółtymi akcentami skupia wzrok na zbliżającej się do niej piłce tenisowej, wyrażając zaskoczenie na twarzy, a w tle widać rozmyte niebieskie pasy.

    Alexandra EalaWaleed Zein/AnadoluAFP

    “Symboliczny wymiar”. Rocznica śmieci Diogo Joty.

  • Osaka zaczęła mówić o Świątek. Ogłosiła to publicznie po meczu na Wimbledonie

    Osaka zaczęła mówić o Świątek. Ogłosiła to publicznie po meczu na Wimbledonie

    Naomi Osaka idzie jak burza na Wimbledonie. W piątek Japonka gładko pokonała Darię Kasatkinę, dzięki czemu awansowała do czwartej rundy. Niedługo po zakończeniu spotkania odbyła się konferencja prasowa, podczas której czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa wspomniała o Arynie Sabalence i Idze Świątek.
    Naomi Osaka w białym stroju i czapce z daszkiem patrzy w górę; wstawione zdjęcie Igi Świątek w jasnej czapce.

    Iga Świątek, Naomi OsakaFOT. ABACA/NEWSPIX.PL / FOT. ZUMA/NEWSPIX.PLNewspix.pl

    Naomi Osaka to była liderka rankingu WTA. Od 2018 do 2021 roku zgarniała tytuł na Wielkim Szlemie. Naprzemiennie wygrywała US Open i Australian Open. Po narodzinach dziecka i spowodowanej tym przerwą od tenisa Japonka odbudowała pozycję i obecnie plasuje się na 14. miejscu.

    Tegoroczny Wimbledon rozpoczęła od pokonania Francuzki Elsy Jacquemot (6:1, 7:5). Potem ograła Anastazję Gasanową (6:3, 6:2), a w piątek nie dała szans Darii Kasatkinie. Australijka zdołała łącznie ugrać tylko cztery gemy. Poległa 1:6, 3:6.

    Naomi Osaka powiedziała to na konferencji. Chodzi o Świątek i Sabalenkę

    O ćwierćfinał zawodów w Londynie Osaka powalczy z… Aryną Sabalenką. W tym sezonie obie tenisistki spotkały się na światowych kortach trzykrotnie: w Indian Wells, Madrycie i na Rolandzie Garrosie. Za każdym razem wygrywała Białorusinka. Tylko w stolicy Hiszpanii Japonka zdołała urwać jej seta.

    Teraz czeka je starcie numer cztery w trwającej kampanii. Naomi Osaka została zapytana o liderkę światowego rankingu podczas pomeczowej konferencji prasowej. 28-latka uznała, że ostatnio przegrywała tylko z Sabalenką i Igą Świątek. A to w pewnym sensie można uznać za sukces, skoro lepsza jest tylko ścisła czołówka.

    – Myślę, że z mojej strony nie mam nic przeciwko graniu z kimś, z kim ostatnio grałam. Nawet jeśli spojrzę na moje wyniki, to w ciągu ostatnich kilku miesięcy przegrałam tylko z nią i Igą. Więc hej, zwycięstwo to zwycięstwo. Przyjmuję to – stwierdziła, cytowana przez profil “The Tennis” Letter”.

    – Poza tym ona jest numerem 1 na świecie. Gdybym miała przegrać z kimś, wybrałabym właśnie tę zawodniczkę z czołówki rankingu. Powiedziałabym raczej, że wyciągnęłam wnioski z tych wszystkich meczów. Mam nadzieję, że uda mi się to wykorzystać, jeśli znów z nią zagram. Ale Ostapenko też jest naprawdę trudną przeciwniczką, więc po prostu musimy poczekać i zobaczyć, co się wydarzy – mówiła Japonka jeszcze przed zakończeniem meczu Sabalenki z Łotyszką, który zakończył się triumfem Białorusinki 6:4, 6:4.

    Ze Świątek Osaka w trwającej kampanii przegrała w Rzymie (2:6, 1:6). Pozostaje czekać na to, jak spisze się w pojedynku z finalistką tegorocznego Australian Open.
    Zawodniczka tenisowa w sportowym stroju i czapce wyciera twarz ręcznikiem na korcie ziemnym podczas meczu, w tle trybuny pełne kibiców.

    Iga ŚwiątekROBERT SZANISZLOAFP
    Młoda kobieta ubrana w biały tradycyjny strój kimono trzyma niebieską rakietę tenisową, w tle widoczna rozmazana grupa ludzi.

    Naomi OsakaKENTARO TOMINAGAEast News
    Kobieta w sportowym żółtym stroju na korcie tenisowym z wyrazem emocji na twarzy. W tle widoczni rozmazani ludzie oraz nieostre światła.

    Aryna SabalenkaAFP

    Hubert Hurkacz pokonał Tommy’ego Paula: piłka meczow

  • Na kilka godzin przed meczem ostrzegł Świątek. Poszło o kibiców

    Na kilka godzin przed meczem ostrzegł Świątek. Poszło o kibiców

    Iga Świątek i Alexandra Eala powalczą w sobotnie popołudnie o awans do 4. rundy Wimbledonu. Faworytką bukmacherów i wielu ekspertów jest oczywiście Polka. Tymczasem kilka godzin przed meczem pojawiło się ostrzeżenie dla Świątek.
    Wimbledon. Alexandra Eala na drodze Igi Świątek. Głośno przed meczem

    Iga Świątek w 3. rundzie Wimbledonu zagra z Alexandrą EaląKENTARO TOMINAGAAFP

    Iga Świątek rozpoczęła misję pod nazwą “obrona tytułu na Wimbledonie” od pokonania Taylor Townsend i Karoliny Pliskovej. Teraz przed Polką starcie z Alexandrą Ealą. Filipinka także dobrze czuje się na londyńskiej trawie. Wyeliminowała Renatę Zarazuę i Mayę Joint.

    Bukmacherzy i większość ekspertów wskazuje Świątek, ale nie wszyscy. Greg Rusedski, czyli były brytyjski tenisista, sugeruje, że Filipinka może sprawić niespodziankę.

    Trudno przewidzieć wynik tego meczu

    Głośno po upadku Chwalińskiej. Nie tylko Polka. Wskazano przyczynę

    Brytyjczyk wskazuje, że Eala jest na fali, a jej gra na trawie naprawdę może się podobać. Rusedski przypomina, że Filipinka niedawno w Berlinie pokonała Jelenę Rybakinę i Elinę Switolinę. – To dodaje ci dużo pewności siebie. Więc teraz jest w dobrej formie. Potrafi wykorzystać kort na swoją korzyść – podkreśla.

    Świątek – Eala. Publiczność będzie po stronie Filipinki?

    Rusedski mówi wprost, że mecz Świątek – Eala to “z najgorętszych meczów w drabince kobiet w trzeciej rundzie”. Jest też przekonany, że za Filipinką będzie znaczna część publiczności, która przyjdzie na kort centralny. – Wiemy jakie będzie miała wsparcie. Eala to chyba najpopularniejszą zawodniczką w kobiecym tenisie – twierdzi.

    Brytyjczyk wskazuje również, że Eala doskonale zna Świątek. Panie grały ze sobą dwukrotnie i mają remisowy bilans. – Dużo ze sobą trenowali w Akademii Rafaela Nadala. Znają więc swoją grę bardzo, bardzo dobrze. Ona pokonała też Świątek. To jej najlepsza nawierzchnia. Myślę, że ten mecz może potoczyć się w obie strony – dodaje.

    Mecz Świątek – Eala zaplanowano na sobotę (4 lipca), godz. 14:30. Relację tekstową “na żywo” będziecie mogli śledzić w Interii Sport.
    Osoba w jasnej kurtce i ciemnej czapce z daszkiem podnosi rękę do czoła, patrząc w bok, z przodu mikrofon.

    Iga ŚwiątekAFP7 vía Europa Press/Associated Press/East News East News
    Kobieta w fioletowym stroju sportowym i czapce z daszkiem skupiona podczas meczu tenisowego, z widocznymi logotypami sponsorów na koszulce.

    Iga ŚwiątekCHRISTOPHE ENAEast News
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News

    Novak Djoković – Arthur Rinderknech. Skrót meczu

  • To największe nieporozumienie wokół Świątek. Wystarczy spojrzeć na rywalki

    To największe nieporozumienie wokół Świątek. Wystarczy spojrzeć na rywalki

    Z powodu pozornej prostoty i elegancji tenisa – para ludzi odbija piłkę, stojąc po przeciwnej stronie siatki – może umknąć nam, że to sport bezlitosny w chwilach słabości. Tenisistki doznają małych dramatów, dołują się nimi, z ich powodu płaczą, przeżywają na swój sposób: Sabalenka, Rybakina, Świątek, Anisimova, Andriejewa, Gauff – pisze Radosław Leniarski ze

    Iga Świątek po zwycięstwie nad Taylor Townsend ukrywała twarz w dłoniach, ukrywała łzy ulgi. Zaskakujący widok, zważywszy na to, że rywalka znajduje się w ósmej dziesiątce rankingu WTA. Długo to trwało. Pięć minut później jej głos wciąż łamał się pod wpływem wzruszenia. Jakby już rozegrała w głowie scenariusz porażki, a potem wyrwała się z tego filmu cudem, tuż przed ostatnią akcją.

    Jej kilka spotkań zakończyło się porażkami w trzech setach po łatwym wzięciu pierwszego z nich, ale w pojedynku z Townsend Polka przełamała ten trend, właśnie wtedy, gdy jako obrończyni tytułu na Wimbledonie grała mecz otwarcia na korcie centralnym z wymagającą rywalką. Ostrzegała potem, żeby nie przywiązywać “filozoficznej” miary do tych łez, bo one nie oznaczają żadnego wyzwolenia spod presji, są po prostu łzami ulgi i emocji.

    Piszę o tym, bo wydaje mi się, że zbyt krytycznie oceniamy Świątek po jej niepowodzeniach, w dodatku najczęściej jednoznacznie negatywnie, a zbyt mało wagi przywiązujemy do zwycięstw, nie biorąc pod uwagę kontekstu lub rywalek czy natury tenisa.

    Nie chodzi o porównania do przeciwniczek, w każdym razie nie tylko o to, ale o obserwację faktów. Na przykład tego, że Mirra Andriejewa odpadła z przedwimbledońskiego turnieju w Bad Homburg w swoim pierwszym meczu, czyli dokładnie tak jak Świątek. Ilu kibiców pomyślało, że przez to Rosjanka przestała być jedną z faworytek Wimbledonu a ilu, że przez to samo przestała nią być Świątek?

    Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! “Bardzo jej ufa”

    Tymczasem Andriejewej nie ma już w Wimbledonie, przeszła tylko pierwszą rundę, a Świątek wygrała swój drugi mecz – z Czeszką Karoliną Pliskovą (WTA 73) – w doskonałym stylu i teraz zmierzy się z Filipinką Alexandrą Ealą (WTA 32, ich bilans 1-1).

    Z powodu pozornej prostoty i elegancji tenisa w grze singlowej – para ludzi odbija piłkę, stojąc po przeciwnej stronie siatki – może umknąć nam to, że jest to sport bezlitosny w chwilach słabości. Jest to sport o olbrzymiej sile perswazji. Potrafi przekonać tenisistkę o jej wielkości po kilku pojedynczych wspaniałych zagraniach i zwycięstwach, i z podobną olbrzymią siłą zdołować ją po kilku błędach i porażkach. Jedno i drugie może doprowadzić zarówno do pięknych serii, jak i złych, do pogłębienia dobrych, ale i złych trendów. Zawodniczki są podatne na manipulację zastosowaną przez perfidny, podstępny tenis.

    Liderka rankingu WTA od niemal 90 tygodni, Aryna Sabalenka, grająca w aureoli półbogini tenisa, w ostatnich dwóch turniejach przed Wimbledonem przegrała do zera trzecie sety. Dlaczego? – Chyba znalazłam się w psychicznej czarnej dziurze – mówiła osoba, która uchodzi za “gniotsa nie łamiotsa”.

    Sabalenka – królowa twardej nawierzchni – jeszcze nie wygrała wielkoszlemowego turnieju na naturalnej nawierzchni: w Rolandzie Garrosie raz wystąpiła w finale, w Wimbledonie kilkukrotnie w półfinale. Czyli londyński turniej pozostaje jedynym w Wielkim Szlemie, w którym Sabalenka nie wbiła się do finału. Za każdym razem, gdy doznaje takiej porażki jak ostatnio z Dianą Sznajder w półfinale Rolanda Garrosa, Sabalenka przeprowadza superwizję z zespołem, w którym jednakowoż brakuje psychologa, a wszyscy od pierwszego trenera przez drugiego trenera i trzeciego oraz fizjoterapeutki są amatorami w sprawach psychologii i laikami w sprawie rozładowywania problemu. A to się robi łopata po łopacie, jak wagon z węglem.

    Jelena Rybakina (WTA 2) – wydawałoby się jedyna, która ostatnimi czasy mogłaby rzucić wyzwanie Sabalence – mierzy się z demonami o zróżnicowanej sile żrącej. Słabiutki system odpornościowy jej organizmu powoduje, że Moskwianka wycofuje się z turniejów częściej niż inne zawodniczki, a ostatnie turnieje trawiaste przed Wimbledonem były dla mistrzyni w 2022 r. wręcz okropne: dokładnie tak jak Świątek i Andrejewa, Rybakina odpadła już w pierwszym swoim meczu na trawiastym turnieju w Berlinie przed startem Wimbledonu. Chwilę wcześniej przegrała swój drugi mecz na turnieju w Queen’s Club. Z zawodów w Bad Homburg wycofała się prawdopodobnie z powodu urazu biodra (bardziej prawdopodobne, że chciała dać mu odpocząć i nie narażać na kontuzję). W pierwszym meczu w Wimbledonie – z Lois Boisson – ledwo się podniosła po utracie drugiego seta 1:6. Francuzka jest w szesnastej “10” rankingu WTA. Potem Rybakina sporo mówiła o braku pewności siebie.

    Po utracie niemal całego sezonu na mączce z powodu kontuzji nadgarstka głównym zmartwieniem Amandy Anisimovej (WTA 5) – zeszłorocznej finalistki, która z pewnością chciałaby zatrzeć pamięć po 0:6, 0:6 w tamtym meczu ze Świątek – będzie reakcja fizyczna jej ciała na wyzwania dwutygodniowego wysiłku. Jessica Pegula (WTA 4) pokonała Sabalenkę w Berlinie i wygrała w Bad Homburg, ale w Londynie nigdy nie zaszła wyżej niż do ćwierćfinału, a ma już 32 lata.

    Gauff, do niedawna wiceliderka WTA, a dziś zaledwie siódma w rankingu WTA – miejsce, w okolicy którego może wylądować Świątek, jeśli przegra z Ealą – podchodząc do Wimbledonu, miała w bilansie zaledwie jeden wygrany mecz w trzech edycjach tego szacownego turnieju. W tym roku w Londynie już zwyciężyła w dwóch, choć była o dwie piłki od porażki z Argentynką Solaną Sierrą (WTA 56).

    Gauff ma bodaj najlepszy serwis po Rybakinie, czyli dysponuje najpotężniejszą bronią na Wimbledonie, atomówką. A jednak nie potrafi się dostosować do trawy. I ona, jak Świątek i Adriejewa, przegrała swój jedyny przedwimbledoński mecz na trawie – w Berlinie (czyli tam, gdzie w pierwszym meczu przegrała też Rybakina).

    Chodzi o to, że tenis na trawie – najkrótsza część sezonu, najmniej turniejów, a więc piekielnie trudno się zaadaptować – akurat w tej grupie kapitalnych zawodniczek jest całkowicie nieprzewidywalny, bo dodatkowo i one przeżywają trudne chwile. Wszystkie, nie tylko Świątek, jak myślimy w Polsce. Tylko że te problemy każdej z nich są nieco inne, nasilają się w różnych okolicznościach i z różną siłą.

    W tej sytuacji nie byłoby wcale ogromnej sensacji, gdyby Sabalenka uległa Jelenie Ostapenko (WTA 31) w najbliższym meczu, Gauff z Belindą Bencic (WTA 11) w następnym, Anisimovej z Madison Keys (WTA 26), zaś Świątek w Ealą (WTA 29), która gra w sposób bardzo podobający się trawie, w dodatku trwa jej najlepszy sezon na tej nawierzchni w karierze.

    Fakt, iż podczas tegorocznego Wimbledonu nic nie jest oczywiste i każda zawodniczka może ograć inną, jest oczywiście pięknem sportu, jest cudowną nieprzewidywalnością. Ale jest to zarazem bardzo ludzkie i wykracza poza kort. Tam, gdzie zawodniczki walczą nie tylko z rywalkami, ale i własnymi emocjami.

    Radosław Leniarski

    W „Gazecie Wyborczej” od 1994 r. Laureat Nagrody Grand Press im. Bohdana Tomaszewskiego w 2021 r. Korespondent na dwunastu igrzyskach olimpijskich.

    Dziękujemy za przeczytanie
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

    Wczytywanie kolejnego artykułu…

  • Dwa sety i już wszystko jasne ws. gry Polaka o finał ATP. Dwa niedługie sety

    Dwa sety i już wszystko jasne ws. gry Polaka o finał ATP. Dwa niedługie sety

    W Wimbledonie mieliśmy tylko dwóch przedstawicieli w męskim singlu – Kamil Majchrzak i Hubert Hurkacz grali od razu w głównych zmaganiach, choć Wrocławianin tuż przed zmaganiami w Londynie wypadł nawet z czołowej setki rankingu ATP. Ale tylko na moment, dziś już do niej wrócił, na pewno nie będzie musiał używać “zamrożonego rankingu” do startu w US Open. Choć zapewne skorzysta z niego w przypadku zgłoszenia do ATP Masters 1000 w Montrealu.

    A później – za nimi – była już przepaść. Jeszcze 2-3 miesiące temu w połowie trzeciej setki znajdował się Daniel Michalski, ale pewnego pułapu nie był w stanie pokonać. Drobnymi kroczkami zaś w te okolice zbliżał się Maks Kaśnikowski. Niespełna 23-letni zawodnik z Mazowsza wie już, jak smakują triumfy w challengerach ATP, wie też, jaka atmosfera towarzyszy wielkoszlemowym zmaganiom. Dwa lata temu przeszedł kwalifikacje w US Open, zagrał w głównej części turnieju. A później ta sztuka nie udała się w Melbourne.

    Kolejnych prób już nie doświadczył, przeszkodziła kontuzja. A teraz cierpliwie buduje swój ranking, krok po kroku. Trwający właśnie turniej ATP Challenger w Braszowie może być przełomem.

    Ion Tiriac Challenger. Maks Kaśnikowski grał o półfinał ATP Challenger 75. Tylko dwa sety

    Rumuński turniej odbywa się na kortach ziemnych – dla Polaka był pierwszym z dwóch, jakie zaplanował w tym kraju. Oba pierwotnie miał zaczynać od eliminacji, w Braszowie dostał się jednak do głównej drabinki po wycofaniach innych zawodników. A pozycja Maksa w Challengerze 100 w Jassach jest niewiadomą, za sprawą świetnych wyników w Braszowie. Bo one wykluczają możliwość gry w kwalifikacjach w innym miejscu, ale z drugiej strony, być może Polak dostanie specjalną przepustkę od organizatorów.

    W tym tygodniu wygrał bowiem już trzy spotkania – wszystkie bez straty seta.

    Zaczął od pokonania Ekwadorczyka Andresa Andrade 7:6 (4), 6:1, później przyszła kolej na juniorską światową “1” z zeszłego roku – Hiszpana Andresa Santamartę Roiga. Tu skończyło się na 6:3, 6:2. W meczu o półfinał rywalem Polaka był Francuz Sascha Gueymard Wayenburg, młodszy od naszego zawodnika o niecały miesiąc, zarazem… sąsiad w rankingu ATP. A był na początku roku nawet w TOP 200. Co ciekawe, wspólnie w tym turnieju grali w deblu.

    Od początku obaj świetnie spisywali się na serwisie, do dziewiątego gema nie było ani jednego break pointa, ani razu te partie nie kończyły się grą na przewagi. Aż w końcu Kaśnikowski sam wywalczył sobie pierwszą taką okazję, a za moment zamienił ją na przełamanie. I już do końca seta nie pozwolił, by Gueymard Wayenburg wywalczył choć jeden punkt. Skończyło się na 6:4.
    Maks Kaśnikowski

    Maks KaśnikowskiKarolina Kiraga-Rychter/Enea Poznan Openmateriały prasowe

    Początek drugiego seta był decydujący, zupełnie inny niż ten pierwszy. Trzy pierwsze gemy okazały się najdłuższymi w całym spotkaniu, w każdym miały miejsce break pointy i kilka stanów równowagi. Zarazem wszystkie trzy padły łupem Maksa. Polak odskoczył na 3:0, później 4:0, a całe spotkanie wygrał 6:4, 6:2.

    O finał zawodnik reprezentujący w Tennis Lidze BKT Advantage Bielsko-Biała zmierzy się z Węgrem Zsomborem Pirosem, turniejową “2” i 150. zawodnikiem świata na liście ATP “na żywo”. Ten mecz ma bardzo istotne znaczenie dla Kaśnikowskiego, bo ewentualne zwycięstwo pozwoli mu na awans w okolice 235. pozycji na świecie. Z uwagi na fakt, że do zamknięcia drabinek na kwalifikacje US Open (ranking z 27 lipca) nie broni już zbyt wielu punktów, to może, choć nie musi, wystarczyć.

    Triumf w całym turnieju da już jednak gwarancję wyjazdu do Nowego Jorku – Maks wskoczyłby na początek trzeciej setki.
    Maks Kaśnikowski

    Maks KaśnikowskiAFP

    Grigor Dimitrov – Jakub Mensik. Skrót meczu.

  • Dwa sety w boju Ostapenko z Sabalenką w Londynie. Doszło do udanego rewanżu

    Dwa sety w boju Ostapenko z Sabalenką w Londynie. Doszło do udanego rewanżu

    Trzeba bardzo głęboko sięgać w statystyki, by znaleźć przypadek, w którym Aryna Sabalenka pożegnała się z Wielkim Szlemem w pierwszym tygodniu zmagań. A tak mówi się o spotkaniach przed czwartą rundą.

    W Londynie zaś to naprawdę było realne. Po zakończeniu zmagań na kortach twardych w USA Aryna zaczęła spisywać się dużo słabiej. Nie było żadnego tytułu na ziemi, raptem dwa ćwierćfinały w Madrycie i Paryżu. Nie było pierwszego triumfu na trawie, bo te marzenia w Berlinie zastopowała Jessica Pegula. I to jak, wygrywając 6:0 w ostatnim secie. No i była ciężka przeprawa dwa dni temu z McCartney Kessler, gdzie musiała bronić kilku setboli na 1:1. Nie jest to już ta pewna siebie Aryna, która zachwycała w Australii, Indian Wells czy Miami.

    A po drugiej stronie siatki znalazła się Jelena Ostapenko. Ona z kolei zawsze jest… pewna siebie. Zwłaszcza wtedy, gdy wychodzi do gry z gwiazdami. Takimi jak Świątek czy Sabalenka, rok temu – będąc w potężnym dołku – pokonała obie w Stuttgarcie, Arynę wysoko ograła w finale. Później się już nie mierzyły, ale też Łotyszka, gdy ma dobry dzień, potrafi wygrać z każdą rywalką na świecie. Ona nie kalkuluje, podobnie jak Sabalenka, stara się przejmować inicjatywę.

    Zapowiadało się wielkie widowisko na Center Court. A jednak nie do końca takie było.

    Wimbledon 2026. Jelena Ostapenko kontra Aryna Sabalenka. Mecz o 1/8 finału w Londynie

    Łotyszka zaczęła od mocnego uderzenia, wygrała gema, za chwilę była bliska podwyższenia na 2:0. Nie ma chyba jednak tenisistki, która w takich sytuacjach, broniąc break pointów, czyniła to skuteczniej niż Sabalenka.

    Dokonała tej sztuki właśnie wówczas, dokonała też w szóstym gemie, gdy prowadziła już 3:2 i potrzebowała potwierdzenia breaka w swoim gemie serwisowym. To był właśnie kluczowy moment w pierwszej partii, Sabalenka odskoczyła na 4:2. I dość spokojnie kontrolowała swoje gemy, nie dała już Łotyszce żadnej okazji, by cokolwiek zmienić. Ostapenko zachowywała jeszcze spokój, potrafi przecież “wybuchnąć”. Przegrała partię 4:6.
    Tenisistka w białym stroju sportowym z naszyjnikiem na szyi, na tle kortu, zasłonięta częściowo przez lecącą piłkę tenisową.

    Aryna SabalenkaGlyn KirkAFP

    W drugim secie Łotyszka dalej więc jako pierwsza wprowadzała piłkę do gry. Tyle że dość szybko okazało się, że to ona musi gonić wynik, a nie uciekać. Pojawiła się ta Jelena, którą znaliśmy z wielu wielkich turniejów w ostatnich miesiącach. Mająca dobrą sytuację na korcie i… wyrzucająca piłkę w aut. Albo w siatkę. Sabalenka uzyskała kilka break pointów, także po podwójnych błędach Jeleny. I w końcu jednego, znakomitym returnem, wykorzystała.

    Cieszyła się z tego prowadzenia dosłownie chwilę. Za moment bowiem… została przełamana do zera. Moment zwrotny? Nic z tego. Trzy kolejne gemy trafiły na konto Sabalenki, dwukrotnie na returnie. Grała konsekwentnie, punktowała Łotyszkę, odskoczyła na 4:1. Można już było odliczać minuty do końca tego spotkania.

    Tymczasem Ostapenko zaczęła ryzykować, grać płasko, piłka często prześlizgiwała się nad siatką. Odważnie wchodziła w akcje returnem, niemal w gemie ostatniej szansy dość pewnie wywalczyła breaka. I w końcu utrzymała serwis, co oznaczało, że – z jej perspektywy – było już tylko 3:4.

    Łotyszka potrzebowała przełamania, nie udało się w kolejnym gemie. Aby dostać jeszcze jedną szansę, musiała wygrać własnego gema. A tymczasem jej podwójny błąd serwisowy dał meczbola zawodniczce z Mińska. Sabalenka za chwilę zaryzykowała returnem po drugim podaniu Jeleny. I nieznacznie się pomyliła. Ostatecznie Ostapenko doprowadziła do stanu 4:5.
    Zawodniczka w białej sukience wykonuje dynamiczny forhend podczas meczu tenisowego na trawiastym korcie, w tle elektroniczna tablica wyników z nazwiskami Aryna Sabalenka i Jelena Ostapenko.

    Jelena OstapenkoGlyn KirkAFP

    Sabalenka serowała po awans. I kolejne w ostatnim czasie starcie z Osaką – tym razem o ćwierćfinał. Wywalczyła piłkę meczową, a za moment uderzyła tak mocno, że return Jeleny wrócił za końcową linię. Skończyło się więc na 6:4, 6:4 – Kader Nouni ogłosił słynną formułkę “gem, set i mecz” po 92 minutach rywalizacji.

    – Było ciężko, gdy grałyśmy ostatnim razem, nie miałam nic do powiedzenia. Ale dziś cieszę się z wyniku – powiedziała tuż po meczu liderka rankingu. Dziś zagrała świetnie, miała tylko sześć niewymuszonych błędów, trzy razy mniej od Łotyszki. A punktów zdobytych bezpośrednio po uderzeniu Ostapenko wywalczyła tylko o 1/3 więcej.
    Kobieta w sportowym stroju siedzi na trybunach i trzyma worek z lodem na głowie, wokół niej widoczne są zamazane sylwetki widzów.

    Aryna SabalenkaWilliam WestAFP
    Tenisistka w czarnej koszulce z wyrazem silnych emocji na twarzy oraz rakietą tenisową uniesioną w dłoni.

    Jelena OstapenkoWANG KAIYANAFP

    Novak Djoković – Arthur Rinderknech

  • Powrót Polki z 2:4. Mistrzyni Australian Open 2026 bezradna. Jest półfinał

    Powrót Polki z 2:4. Mistrzyni Australian Open 2026 bezradna. Jest półfinał

    Oczy tenisowego świata są obecnie skoncentrowane przede wszystkim na tym, co dzieje się podczas wielkoszlemowego Wimbledonu. Tam wystartowały dzisiaj mecze trzeciej rundy singla. Obecnie toczą się również zmagania niższej rangi, w innych częściach Europy i świata. W jednym z takich turniejów bierze udział Weronika Falkowska. Nasza reprezentantka zanotowała w piątek zwycięstwo w dwóch setach przeciwko zawodniczce, która cieszyła się ze zdobycia trofeum podczas tegorocznego Australian Open.
    Weronika Falkowska bardzo dobrze radzi sobie w turnieju rozgrywanym w Amstelveen

    Weronika Falkowska bardzo dobrze radzi sobie w turnieju rozgrywanym w AmstelveenPIOTR KUCZA/FOTOPYK/NEWSPIX.PL Newspix.pl

    Weroniki Falkowskiej nie oglądaliśmy w akcji podczas tegorocznych zmagań na trawnikach Wimbledonu. Nasza tenisistka próbuje zbudować ranking, który pozwoli jej na udział w wielkoszlemowych eliminacjach. Dlatego też bierze udział w turniejach niższej rangi – m.in. w czasie rozgrywek w Londynie. 26-latka udała się do Holandii, na imprezę ITF W35 w Amstelveen. Singlowe zmagania w tej lokalizacji posiadają bardzo rozbudowaną drabinkę, na 48 zawodniczek.

    16 rozstawionych tenisistek otrzymało wolny los w pierwszej rundzie. Do tego grona załapała się Falkowska, otrzymując “12” w turniejowej drabince. Weronika dotarła do ćwierćfinału tracąc jednego seta w starciu z Francescą Pace. Polka pokonała Włoszkę 2:6, 6:4, 6:1. Dziś naszą reprezentantkę czekało ciekawe wyzwanie. Po drugiej stronie znalazła się zawodniczka, która zdobyła trzy wielkoszlemowe tytuły w juniorskim deblu. Mowa o Alenie Kovackovej, mistrzyni m.in. Australian Open 2026 w grze podwójnej dziewcząt. 18-letnia Czeszka próbuje swoich sił w zawodowych rozgrywkach. W piątek lepsza okazała się jednak Polka.

    Weronika Falkowska zagra w półfinale turnieju w Holandii

    Mecz rozpoczął się od serwisu Falkowskiej. Już na “dzień dobry” Polka musiała się zmierzyć z drobnym wyzwaniem, bowiem przegrywała 15-30. Od tego momentu zgarnęła trzy punkty i zainaugurowała spotkanie od prowadzenia. Niestety w piątym gemie Kovackova wypracowała już sobie trzy break pointy, wykorzystała drugiego z nich. Po zmianie stron Alena wyszła na 4:2. Po ósmym rozdaniu na tablicy wyników pojawił się remis. Czeszka nie zachowała serwisu, mimo prowadzenia 30-15.

    Zrobiło się 4:4 i gra o zwycięstwo w partii rozpoczęła się od nowa. Niezwykle istotny okazał się dziewiąty gem. Znów zobaczyliśmy rezultat 0-40 z perspektywy Weroniki, ale tym razem nasza reprezentantka wyszła z opresji. Doprowadziła do walki na przewagi, która zakończyła się po jej myśli. Potem udało się przełamać podanie Kovackovej, wykorzystując już pierwszego z dwóch setboli. Dzięki temu Polka zapisała na swoim koncie triumf 6:4 w premierowej odsłonie.

    Na starcie drugiej części pojedynku obie tenisistki utrzymały swoje podania. W trakcie trzeciego rozdania Falkowska straciła serwis, mimo prowadzenia 30-15. Po zmianie stron taki sam scenariusz powtórzyła Alena. To był punkt zwrotny dla losów tej odsłony. Weronika poszła za ciosem, kolekcjonowała kolejne “oczka”. Spotkanie zakończyła już podczas ósmego gema. Najpierw zobaczyliśmy meczbola dla Polki, potem piłkę na trzecie rozdanie dla Czeszki. Ostatecznie po drugiej szansie na zamknięcie potyczki, Falkowska triumfowała 6:4, 6:2. Dzięki temu zagra w półfinale ITF W35 w Amstelveen z Sandrą Samir albo Carmen Andreeą Hereą.
    Weronika Falkowska

    Weronika FalkowskaFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Zawodniczka tenisa walcząca o piłkę podczas intensywnego meczu na korcie, skupiona twarz widoczna przez struny rakiety, dynamiczny ruch i profesjonalny strój sportowy.

    Weronika Falkowska w akcjiFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP_AFP
    Weronika Falkowska

    Weronika FalkowskaFOTO OLIMPIK/NurPhoto via AFPAFP

    Iga Świątek – Karolina Pliskova. Skrót meczu.

  • Hit w Wimbledonie. Świątek kontra Radwańska. Polskie “starcie” na korcie

    Hit w Wimbledonie. Świątek kontra Radwańska. Polskie “starcie” na korcie

    Podkreślmy to jeszcze raz – tego scenariusza w ogóle nie było w planie. Absolutnie! Wszystko po pytaniu wysłannika Interii do Wimbledonu wyjaśniła Agnieszka Radwańska, gdy już pakowała rakietę do torby, zostawiając na miejscu ogromną dawką dobrej energii.

    Siła i finezja na korcie. Świątek kontra Radwańska

    – Ja dzisiaj grałam swój trening, po nim przechodziłam tu obok kortu Igi i wszystko zrodziło się spontanicznie – promieniała “Isia”, przygotowująca się do turnieju legend w parze z mającą polskie korzenie Caroline Wozniacki. Idze wydatnie pomogła w szlifie formy do jutrzejszego pojedynku w trzeciej rundzie z Filipinką Alexandrą Ealą.

    – To nie był pierwszy raz, gdy grałam razem z Igą. Kiedyś miałyśmy pokazówkę w Krakowie, wcześniej też grałyśmy wspólny trening, ale ciekawostką jest to, że dopiero po raz pierwszy na trawie – zaakcentowała finalistka Wimbledonu z 2012 roku.

    – Jeszcze tylko nie grałyśmy z Igą na mączce, ale mówię tak: ja z nią na clay nie wchodzę – śmiała się 37-letnia krakowianka, wiedząc czym to pachnie w konfrontacji z czterokrotną mistrzynią Roland Garros.

    Treningowa gierka obu gwiazd rozpoczęła się na starcie zajęć Świątek. Ze strony “Isi” oglądaliśmy wymuskane slajsy z głębi kortu, których Iga by się nie powstydziła. – Co to było? – w pewnym momencie krzyknęła z uśmiechem trzecia tenisistka świata, gdy slajsik odbił się na jej stronie tak, że nie zdołała przenieść piłki nad siatką.

    – Specjalne zagranie a’la Aga – odpowiedział Tomasz Moczek, który był najszczęśliwszym facetem na zajęciach. Zawsze w roli eksploatowanego sparingpartnera, a teraz mógł przyglądać się treningowi tak samo, jak trener od przygotowania fizycznego i motorycznego Maciej Ryszczuk oraz psycholożka Daria Abramowicz.

    Konsternacja na konferencji Świątek. Tej odpowiedzi nikt nie przewidział

    Po kilkunastu minutach intensywnych zagrań z obu stron, przy PESEL-u różniącym obie zawodniczki o 12 lat, Iga Świątek doceniła kunszt swojej wielkiej poprzedniczki. – Daj mi trochę przerwy – zwróciła się do Agnieszki. Schodząca z kort “Isia” odparła: – Ja też ledwo zipię. Na bezdechu od pięciu minut – śmiała się.

    Najpiękniejsza wypowiedź, będąca uznaniem klasy Świątek, padła jednak w tym momencie.

    – Ja do legend przygotowuję się z legendami. Tak, jak przystało – Radwańska tą wypowiedzią pokazała najwyższą klasę.

    Po Radwańskiej do zadaniowej roli, na życzenie szefa, czyli trenera Francisco Roiga, wszedł Moczek, ale chodziło tylko o pokrycie pewnej strefy z jednej strony kortu. Na drugiej połowie stał Hiszpan, a Iga znów realizowała – jak poprzednim razem – koncepcję konkretnych zagrań.

    – Bardzo dobra prędkość i spin – chwalił podopieczną szkoleniowiec, gdy Iga forhendem trafiała w różne strefy kortu.

    Następnie dostała zadanie, aby ostrzeliwać narożnik kortu, w którym ustawiony był Roig i ze stojącej piłki posyłał jej zagrania. Iga znów bez końca “strzelała” forhendem, a raz tak przyłożyła trenerowi w okolice nerki, że aż skrzywił się z bólu. Jednak nic się nie odezwał, w gruncie rzeczy przecież chodziło mu o bicie w punkt.

    Rady odnośnie woleja też były fachowe. Bardzo drobiazgowe, począwszy od tego jak ułożyć rakietę, a skończywszy na tym, jaką wykonać dynamikę ruchu całego ramienia. W końcu, gdy wybiła 30 minuta zajęć, Iga dłużej nie poskromiła swojej ciekawości.

    – Dlaczego tylko forhend? – rzuciła pytanie.

    – Bo ty grasz głównie forhendem, grasz więcej tą stroną – spokojnym głosem odparł trener, a zarazem pedagog.

    Po 40 minutach trzeba było, zgodnie z ustaleniem, zwrócić przepustkę na trening. Gdy opuszczałem okolice kortu, Iga już szlifowała podanie, a jej sparingpartnerem został lokalny zawodnik. Co ważne, leworęczny, wszak jej najbliższa rywalka Alexandra Eala gra właśnie z tej pozycji. Jakby ciekawostek było mało, w tym momencie z naprzeciwka nadchodziła wystrojona w elegancki casualowy zestaw i modne okulary Filipinka, aby rozpocząć swoje zajęcia.

    Z Wimbledonu – Artur Gac

    Dwoje tenisistów stoi na trawiastym korcie, prowadząc rozmowę podczas przerwy, jedna z osób w ręku trzyma rakietę tenisową, druga ręcznik i butelkę wody.

    Iga Świątek oraz trener Francisco RoigArtur GacPUSTE
    Trzy tenisistki w sportowych strojach rozmawiają na trawiastym korcie, dwie z nich trzymają rakiety, a jedna butelkę z wodą.

    Iga Świątek, Agnieszka Radwańska i Daria AbramowiczArtur GacPUSTE

    Iga Świątek jedną z głównych faworytek do wygrania Wimbledonu. Rywalki zmieniły podejście do Polki.