• Iga Świątek ogłasza odnośnie końca kariery. Jednego jest już pewna

    Iga Świątek ogłasza odnośnie końca kariery. Jednego jest już pewna

    Iga Świątek ma za sobą bardzo dobry mecz z dawną liderką rankingu WTA, 34-letnią Karoliną Pliskovą. Czeszka była tylko tłem dla naszej zawodniczki na korcie centralnym Wimbledonu, w zasadzie jedynie w jednym momencie zapędzając do narożnika wielką faworytkę.

    Iga Świątek nie pójdzie drogą Sereny Williams. Tak stawia sprawę

    Polka, z czym miała problem w starciu z Taylor Townsend oraz w wielu pojedynkach na przestrzeni ostatnich miesięcy, tym razem nie wpadła w meczowy dołek. Szybko odpowiedziała, co sama poczytała sobie za największą wartość dodaną z tego bardzo pewnego zwycięstwa, odniesionego w nieco ponad godzinę.

    Tymczasem gdyby stres jeszcze bardziej spętał nogi Australijce Mayi Joint, a później konfrontacji z legendą nie wytrzymałaby Alexandra Eala, zgodnie z drabinką turniejową rywalką Igi Świątek w trzeciej rundzie byłaby nie Filipinka, ale Serena Williams. Niespełna 45-letnia była gigantka tenisa, która wymyśliła sobie, że po czteroletniej przerwie wraca na kort.

    Ikona kobiecego tenisa w całej karierze wygrała 73 turnieje, w tym odniosła rekordowe aż 23 triumfy wielkoszlemowe. Pomimo całej tej spuścizny uznała, że chce nadpisać kolejny rozdział tej wielkiej historii. Amerykanka walczyła w pierwszej rundzie bardzo dzielnie, spisywała się nadspodziewanie dobrze, ale 20-letnia Australijka Joint poradziła sobie w trzech setach.

    Nestor tenisowego dziennikarstwa zapytał Świątek, czy w ogóle sobie wyobraża, że jest na miejscu Sereny i mając najwięcej tytułów wielkoszlemowych w historii damskiego tenisa oraz w wieku 44 lat wraca na kort.

    – Myślę, że nie wróciłabym. Raczej po prostu żyłabym sobie dalej innymi wyzwaniami, zwłaszcza że Serena ma taki biznes, że na pewno jej się nie nudzi. Sądzę, że to także zależy od motywacji. Nie wiem do końca, jaką miała, ale choćby sam fakt, że może chciała wystąpić dla dzieci, by widziały, jak gra. Są już świadome, więc by pamiętały na całe życie, jak to było, jak grała na Wimbledonie – trafnie wskazała Świątek. A następnie dodała:

    – Naprawdę życie układa się tak, że motywacje mogą być różne, ale ja raczej myślę, że jak już skończę, to skończę i tyle. Jednak mam dopiero 26 lat – stwierdziła, niespodziewanie dokładając sobie jeden rok. Szybko z błędu wyprowadzili ją dziennikarze, a Iga w sekundzie się zreflektowała.

    Świątek bardzo dojrzale oceniła także to, iż wyciąganie nadmiernych wniosków z jej różnych postaw w meczach pierwszej i drugiej rundy w Londynie byłoby błędem. Otrzymała bowiem pytanie, czy z chwilą gdy po inauguracji z pozycji obrończyni tytułu usiadła na krzesełku i wyrzuciła z siebie wszystkie emocje, da się to potraktować jako symbol i moment przejściowy, który pozwolił jej w meczu z Pliskovą zagrać na trochę większym luzie.

    Radwańska: “Byłam wrakiem człowieka”. Potęga przekazu dla Świątek i Chwalińskiej

    – Sądzę, że za bardzo filozoficznie podchodzicie do tego, taka analiza byłaby za głęboka. Po prostu każdy dzień jest inny. Na pewno mecz otwarcia nie był łatwy, ale to nie jest tak, że drugim meczem pozbyłam się wszystkiego i teraz będę oazą spokoju przez kolejne dwa lata. Dlatego Wielkie Szlemy są trudne, bo w trakcie dwóch tygodni przychodzą różne wyzwania i trzeba do nich wszystkich umieć się dostosować – wyjaśniła Świątek.

    Z Londynu – Artur Gac

    Tenisistka w białym stroju sportowym i czapce z daszkiem trzymająca dwie piłki tenisowe na korcie podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAdam VaughanEPA
    Tenisistka w białym stroju i czapce z daszkiem gestykuluje rakietą na tle rozmytego tłumu widzów na trybunach.

    Iga ŚwiątekAdam VaughanEPA

    Iga Świątek jedną z głównych faworytek do wygrania Wimbledonu. Rywalki zmieniły podejście do Polki.

  • Rywalka Świątek mówi o przełomie. Ostrzeżenie dla Polki tuż przed meczem

    Rywalka Świątek mówi o przełomie. Ostrzeżenie dla Polki tuż przed meczem

    Iga Świątek przygotowuje się do meczu trzeciej rundy Wimbledonu, w którym zmierzy się z Alexandrą Ealą. Tymczasem Filipinka wielkie powody do radości ma jeszcze przed starciem z Polką. Na brytyjskich kortach dokonała ona bowiem przełomu dla swojego kraju. To poważne ostrzeżenie dla sześciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej.
    Iga Świątek, Alexandra Eala

    Iga Świątek, Alexandra EalaKentaro Tominaga / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFP/AFP, Clive BrunskillGetty Images

    Iga Świątek w czwartkowe popołudnie zapewniła sobie awans do trzeciej rundy Wimbledonu, w której zmierzy się z Alexandrą Ealą. Jeszcze przed starciem obu pań stało się jasne, że dla Filipinki będzie to wyjątkowy mecz. Jest ona bowiem pierwszą przedstawicielką swojego kraju w erze open, której udało się dotrzeć do trzeciej rundy wielkoszlemowego turnieju.

    Podczas konferencji prasowej Eala poruszyła ten temat i nie kryła entuzjazmu. “To niesamowita rzecz, że mogę to zrobić dla mojego kraju. Jest to też bardzo emocjonalne za każdym razem, gdy uda mi się przejść nowy etap lub osiągnąć coś przełomowego, ponieważ jest są to również moje “prywatne” i osiągnięcia. Jest to coś, nad czym dużo pracowałam, nad czym mój sztab dużo pracował. Więc jestem dumna, że mogę dzielić się tym z moim krajem, ale przede wszystkim z pracy, którą w to włożyłam” – przyznała.

    Pewność siebie Filipinki przed meczem z Igą Świątek jest ogromna, a dodatkowo dramaturgii dodaje fakt, że do tej pory panie mierzyły się ze sobą dwukrotnie i pierwszy z tych pojedynków wygrała właśnie Eala. W Miami w ubiegłym sezonie pokonała Polkę w ćwierćfinale 6:2, 7:5. Potem spotkały się jeszcze w 1/32 finału turnieju w Madrycie, jednak wówczas górą była Świątek – wygrała 4:6, 6:4, 6:2.

    Niespodziewana “porażka” Świątek na Wimbledonie. 7-32. Sabalenka wśród zwycięzców

    Iga Świątek już w trzeciej rundzie Wimbledonu. Pierwsza rywalka dała jej mocno popalić

    To było słodko-gorzkie rozpoczęcie Wimbledonu dla Igi Świątek. Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa zmagania na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Club rozpoczęła od starcia z Taylor Townsend. Polka pewnie wygrała pierwszego seta, jednak w drugim lepsza okazała się Amerykanka. Ostatecznie o losach obu zawodniczek przesądził trzeci set, w którym awans do kolejnej rundy zapewniła sobie Iga Świątek. Wygrała ona 6:1, 2:6, 6:3.

    W drugiej rundzie była liderka światowego rankingu poradziła sobie znacznie lepiej. Od początku meczu z Karoliną Pliskovą widać było wyraźną dominację zawodniczki z Raszyna. Ostatecznie Polka odprawiła Czeszkę z kwitkiem, wygrywając 6:1, 6:3. W meczu trzeciej rundy 25-latka zmierzy się z Alexandrą Ealą. Do starcia dojdzie w sobotę, 3 lipca. Relację “na żywo” z tego meczu śledzić będzie można na bieżąco na stronie Interii. Serdecznie zapraszamy.

    Iga Świątek rozstrzyga odnośnie końca kariery. Jednego jest już pewna
    Tenisistka ubrana w biały strój sportowy i czapkę z daszkiem zaciska pięść w geście radości podczas meczu tenisowego, trzymając rakietę w drugiej ręce.

    Iga ŚwiątekKieran McManus/ShutterstockEast News
    Alexandra Eala

    Alexandra EalaUlises RuizAFP
    Iga Świątek, Alexandra Eala

    Iga Świątek, Alexandra EalaAl Bello/Getty Images/AFPAFP

    Grigor Dimitrov – Jakub Mensik. Skrót meczu.

  • Urwała seta Świątek, a teraz to. Zagrała z turniejową “2”. Szybko poszło

    Urwała seta Świątek, a teraz to. Zagrała z turniejową “2”. Szybko poszło

    Po wygranej z Francuzką Lois Boisson Jelena Rybakina przystąpiła do drugiej rundy Wimbledonu. Teraz jej przeciwniczką była Caty McNally. Spotkanie zostało rozstrzygnięte w nieco ponad godzinę. Amerykanka walczyła naprawdę dzielnie, jednak to Kazaszka triumfowała 6:1, 6:2 i zameldowała się na kolejnym etapie turnieju.
    Jelena Rybakina podczas meczu, w białej koszulce i czapce, z czerwoną rakietą na korcie tenisowym

    Jelena RybakinaDubreuil Corinne/ABACANewspix.pl

    Jelena Rybakina to mistrzyni Wimbledonu z 2022 roku. Wtedy to pokonała Ons Jabeur 3:6, 6:2, 6:2. W tym sezonie Kazaszka sięgnęła po tytuł na Australian Open, obecnie jest drugą rakietą świata.

    Na start tegorocznej edycji Wielkiego Szlema w Londynie nie miała łatwej przeprawy. Krwi napsuła jej Francuzka Lois Boisson, która w drugim secie pierwszej rundy ograła ją aż 6:1. W decydującej partii to Rybakina wykazała się profesjonalizmem, zamykając całe spotkanie wynikiem 6:4, 1:6, 6:3.

    Tak Rybakina zagrała w 2. rundzie Wimbledonu. Oto wynik

    Na etapie 1/32 finał przeciwniczką Kazaszki była Caty McNally. Amerykanka niedawno urwała seta Idze Świątek w Rzymie. Teraz marzyła o wyrzuceniu z turnieju Jeleny Rybakiny. Ale na marzeniach się skończyło.

    Od początku pojedynku druga rakieta świata była po prostu lepszą zawodniczką na każdej płaszczyźnie. W pierwszym secie przeciwniczce udało się ugrać tylko jednego gema – na 1:1, przy własnym podaniu. Potem coraz bardziej rozkręcała się Rybakina.

    Podopieczna Stefano Vukova nękała rywalkę płaskimi i silnymi zagraniami z forhendu i bekhendu. Szczególnie drugie z nich to jej znak firmowy. Dobrze radziła sobie także przy siatce. Dzięki świetnym warunkom fizycznym neutralizowała próby minięcia skutecznymi wolejami.

    Partię numer dwa rozpoczęła od przełamania, choć trzeba przyznać, że McNally walczyła dzielnie. Szybko zrobiło się 2:0. W trzecim gemie Rybakina poległa w ostatniej akcji, kiedy najprawdopodobniej zmieniła decyzję z agresywnego slajsa bekhendowego na nieudany skrót. Było 1:2.

    Niedługo potem Amerykanka miała nawet break-pointa, ale Kazaszka wyratowała się serwisem i siłą uderzeń z głębi kortu. McNally zaczęła popełniać coraz więcej błędów. Ale nie był to “mecz do jednej bramki”. Gemy często były wyrównane. Przy stanie 3:2 Jelena Rybakina nadal grała z przewagą przełamania. Wygrała gema przy własnym podaniu, a następnie skorzystała z break-pointa i wyszła na prowadzenie 5:2.

    W ten sposób 27-latka serwowała po zwycięstwo. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 6:1, 6:2, trwało godzinę i 11 minut. Teraz przeciwniczką Kazaszki będzie Elise Mertens.
    Tenisistka ubrana w granatowy strój sportowy i białą czapkę z daszkiem wykonuje gest dłonią, mając wyraz twarzy sugerujący dezaprobatę lub zniechęcenie.

    Jelena RybakinaTIZIANA FABI AFP
    Zawodniczka tenisowa w czarnym topie świętuje zdobycie punktu, trzymając rakietę w prawej ręce i zaciśniętą pięść w lewej dłoni, wyrażając determinację na korcie.

    Caty McNallyDENNIS AGYEMANAFP
    Tenisistka w sportowym stroju w trakcie serwowania piłki, skupiona na wykonaniu perfekcyjnego ruchu, z uniesioną rakietą i piłką tenisową unoszącą się w powietrzu.

    Jelena RybakinaWilliam WestAFP

    Czego potrzebuje Hubert Hurkacz? “Dobre i powtarzalne wyniki”.

  • Dosadna diagnoza po meczu Świątek. “Sztywna ze strachu”

    Dosadna diagnoza po meczu Świątek. “Sztywna ze strachu”

    Iga Świątek wygrała z Karoliną Pliskovą w 2. rundzie Wimbledonu (6:1, 6:3). – Pliskova wyszła na ten mecz sztywna ze strachu. Pierwszy set powinien się skończyć 6:0 i trwać pięć minut krócej, ale Iga miała w pewnym momencie trochę za dużo inwencji własnej i przez to straciła kilka piłek. Jest jednak światełko w tunelu. Jest też jednak coś, co mnie hamuje przed postawieniem odważniejszej tezy – mówi nam Lech Sidor, twórca programu Trzeci Serwis na YouTube.
    Iga Świątek gładko wygrała z Karoliną Pliskovą, ale ten mecz niewiele mówi o formie Polki.

    Iga Świątek gładko wygrała z Karoliną Pliskovą, ale ten mecz niewiele mówi o formie Polki.Kieran McManus/ShutterstockEast News

    Tak, jak po pierwszym meczu Igi Świątek polały się łzy, tak po drugim był szeroki uśmiech na jej twarzy. Polka poza drobnymi perturbacjami na początku drugiego seta miała ten mecz pod kontrolą. Lech Sidor tonuje jednak nastroje. – Przełomu nie było. Natomiast jest światełko w tunelu – mówi tenisowy ekspert.

    Trudno mówić o weryfikacji Świątek

    – Na tle tak grającej Pliskovej, która wyszła na ten mecz sztywna ze strachu, trudno mówić o weryfikacji Świątek. Może ta weryfikacja nastąpi w kolejnym spotkaniu z Ealą. Ona gra trochę w stylu naszej Mai Chwalińskiej. Ma kąśliwy serwis i cięty backhand. Jeśli jednak Igi nie poniesie i nie będzie chciała wyważać otwartych drzwi, to powinna sobie poradzić – ocenia Sidor.

    Według naszego rozmówcy teraz sytuacja Świątek wygląda trochę tak, że największym zagrożeniem dla niej jest ona sama. – W ogóle ten jej stan mentalny jest taki, że nie pozwala mi to na postawienie twardej tezy. Choćby takiej, że teraz będzie już dobrze. Bo już nie raz szło pięknie, a kończyło się tragedią – zauważa Sidor.

    “Bez wiary”. Jedna dobra rada dla Świątek

    Mecz z Pliskovą daje więc nadzieję, ale nie daje żadnych odpowiedzi. – Nie może ich dać, bo Czeszka grała bez wiary. Przegrała wszystkie dotychczasowe mecze ze Świątek, jeden w Rzymie do zera, a teraz nawet wiatr wiał jej w oczy. O tym się nie mówiło, ale w trakcie meczu był taki poprzeczny wiatr, który przeszkadzał Pliskovej w serwisie. Ona wyrzuca piłkę najwyżej na świecie i jak nie ma idealnych warunków wietrznych, to jest to problem. Tym razem ten problem się pojawił i to była przeszkoda – analizuje Sidor.

    Wracając do Świątek, nasz rozmówca stawia tezę, że teraz chodzi już tylko o to, żeby zawodniczka trzymała się możliwie jak najmocniej wytycznych i planu trenera Francisco Roiga. – Jak myślę o ostatnich meczach Igi, to przypomina mi się Sakkari, która w Roland Garros gładko wygrała seta z Chwalińską, a potem zaczęła grać do góry nogami. Chciała pokazać światu, że potrafi inaczej, mocniej i przegrała. Iga też często robi ten błąd. Będzie w niej pokusa, żeby pokazać Eali przewagę fizyczną. Tego jednak nie powinna robić. Plan Roiga na cierpliwe i spokojne przebijanie, to dobry plan. Gdy był ten trudny moment meczu z Pliskovą, na początku drugiego seta, to Iga właśnie wróciła do takiego grania, zmusiła Pliskovą do biegania i wszystko wróciło do normy.
    Tenisistka w białym stroju i czapce z daszkiem okazuje silne emocje podczas meczu, trzymając rakietę tenisową.

    Iga ŚwiątekHenry NichollsEast News
    Kobieta w sportowej białej koszulce z logo marki Adidas stoi na tle zielonego kortu tenisowego, z wyrazem skupienia na twarzy.

    Karolina PliskovaOWEN HAMMOND/Nur PhotoAFP

    Kamil Majchrzak – Zachary Svajda. najlepsze akcje.

  • Oczekiwanie na mecz Świątek z Ealą, a tu taka wiadomość z Londynu. Alexandra pokonana

    Oczekiwanie na mecz Świątek z Ealą, a tu taka wiadomość z Londynu. Alexandra pokonana

    Wczoraj Iga Świątek rozegrała znacznie lepszy mecz niż z Taylor Townsend w pierwszej rundzie tegorocznego Wimbledonu. Nasza reprezentantka pewnie pokonała Karolinę Pliskovą. Chwilę później przekonaliśmy się, że rywalką Raszynianki w 1/16 finału będzie Alexandra Eala. Co ciekawe, zawodniczka z Filipin odbyła w czwartek jeszcze jeden pojedynek. 21-latka wróciła na kort i została wyeliminowana z gry podwójnej przez Jelenę Ostapenko – mimo wyraźnej przewagi w początkowej fazie potyczki.
    Alexandra Eala i Iga Świątek trafiły na siebie w trzeciej rundzie Wimbledonu 2026

    Alexandra Eala i Iga Świątek trafiły na siebie w trzeciej rundzie Wimbledonu 2026AL BELLO / CLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    W czwartek dobiegła końca rywalizacja w drugiej rundzie singla kobiet w ramach tegorocznego Wimbledonu. Wczoraj zobaczyliśmy w akcji zawodniczki z dolnej części drabinki, do której należy m.in. Iga Świątek. Raszynianka w dobrym stylu pokonała Karolinę Pliskovą. Czeszka nawiązała rywalizację tylko na początku drugiej partii, ale tym razem nasza reprezentantka zareagowała szybciej niż podczas starcia z Taylor Townsend. Dzięki temu zdołała zamknąć spotkanie bez straty seta – 6:1, 6:3.

    Niedługo po ostatniej piłce meczu Świątek z Pliskova poznaliśmy przeciwniczkę Igi w 1/16 finału. Będzie nią Alexandra Eala. Reprezentantka Filipin była zapracowana tego dnia. Po wygranym spotkaniu 3:6, 6:2, 6:0 z Mayą Joint, 21-latka miała tylko kilka godzin odpoczynku, bowiem wieczorem musiała wrócić na arenę. Na czwartek zaplanowano jej jeszcze drugi pojedynek – tym razem w deblu. Razem z Nikolą Bartunkovą stanęły przed trudnym zadaniem, bowiem po drugiej stronie siatki zameldowały się rozstawione z “8” Sofia Kenin oraz Jelena Ostapenko.

    Wimbledon: Porażka Alexandry Eali przed meczem z Igą Świątek

    Już w pierwszym gemie spotkania obserwowaliśmy break pointy. Kenin i Ostapenko posiadały dwie okazje na przełamanie, ale do “oczka” na returnie doszło dopiero kilka minut później – uzyskały go Bartunkova oraz Eala. Chwilę później wyszły na prowadzenie 3:0. W następnych minutach Sofia i Jelena próbowały odrabiać straty. W trakcie piątego rozdania zgarnęły breaka, dzięki czemu po zmianie stron serwowały po wyrównanie. Nikola oraz Alexandra odzyskały jednak przewagę przełamania. Tym razem “dowiozły” ją do końca partii, zwyciężając w niej 6:3.

    Zawodniczki z Czech i Filipin dobrze weszły w drugą część pojedynku. W trzecim gemie wywalczyły przełamanie, potem miały piłkę na 3:1. Od tego momentu rozpoczął się zwrot akcji. Rozstawione z “8” tenisistki odrobiły stratę breaka, a potem przetrwały zaciętego gema, w którym broniły trzech piłek na przełamanie. Po siedmiu rozdaniach było już 5:2 dla Kenin i Ostapenko. Przeciwniczki próbowały jeszcze zniwelować różnicę, w trakcie dziewiątego gema Bartunkova oraz Eala posiadały break pointa. Ostatecznie set zakończył się jednak wynikiem 6:3.

    Podczas decydującej odsłony Sofia i Jelena szybko wypracowały sobie prowadzenie 3:0 z przewagą podwójnego przełamania. Wtedy tenisistki z Czech oraz Filipin zgarnęły jedno “oczko” na returnie, ale później nastąpiła kolejna seria na korzyść zawodniczek rozstawionych z “8”. W efekcie w trzeciej partii doszło do pogromu – finalnie Kenin oraz Ostapenko triumfowały 3:6, 6:3, 6:1. Tym samym Bartunkova i Eala zostały wyeliminowane z deblowych rozgrywek, mogą się już skupić wyłącznie na singlowej rywalizacji. Czeszka zmierzy się dziś ze swoją rodaczką – Barborą Krejcikovą, a z kolei Alexandra ma dzień wolny przed sobotnią potyczką z Igą Świątek.

    Główne zmagania w Londynie potrwają do 12 lipca. Najważniejsze informacje dotyczące Wimbledonu można śledzić za pomocą specjalnej zakładki na stronie Interia Sport.
    Nikola Bartunkova

    Nikola BartunkovaAFP
    Sofia Kenin

    Sofia KeninBERTRAND GUAYAFP
    Tenisistka z wyrazem silnych emocji na twarzy trzyma rakietę do tenisa w uniesionej dłoni podczas meczu.

    Jelena OstapenkoWANG KAIYANAFP

    Elena Rybakina – Caty McNally. Skrót meczu

  • Super tie-break zamknął mecz finałowej rywalki Świątek. Mistrzyni Szlema za burtą

    Super tie-break zamknął mecz finałowej rywalki Świątek. Mistrzyni Szlema za burtą

    Dziś tenisiści nie mogą reprezentować Rosji, muszą grać jako sportowcy neutralni, co ma związek z agresją wojsk Putina, przy cichym wsparciu Białorusi, na Ukrainę. Sporo zawodniczek opuściło ten kraj, wystarczy wymienić Darię Kasatkinę, Warwarę Graczową, Anastazję Potapową czy Polinę Kudiermietową. Te “ucieczki” były oczywiście już wcześniej, Jelena Rybakina jest tego przykładem. Na przełomie XX i XXI wieku kierunek był jeszcze inny.

    Rodzice Sofii Kenin wyjechali z Rosji w poszukiwaniu lepszego życia w 1987 roku. Trafili do Nowego Jorku, mieli 300 dolarów. Głośno o tym było w 2020 roku, gdy Sofia, rozstawiona z “14”, awansowała do finału w Melbourne, ogrywając Ashleigh Barty. A później pokonała też w boju o tytuł Garbine Muguruzę. Jesienią zagrała też o tytuł w Paryżu – tę historię znają z kolei wszyscy polscy kibice. Iga Świątek wygrała wtedy w 84 minuty 6:4, 6:1 – zdobyła swój pierwszy tytuł.

    Kenin urodziła się jednak w Moskwie, bo rodzice chcieli, by na świat przyszła w otoczeniu rodziny, liczyli na pomoc. Szybko jednak wrócili do Nowego Jorku, później osiedlili się na Florydzie. Mając 3,5 roku Sofia chwyciła tenisową rakietę i zakochała się w tym sporcie.

    Inaczej wyglądało to u Anisimovej – jej siostra Maria urodziła się w Rosji, tam zaczęła grać w tenisa. A gdy miała 10 lat, w 1998 roku, rodzice wyjechali do USA. By dać córce lepsze szanse na rozwój. Tyle że Maria grała do końca studiów, a później odpuściła. Zrobiła karierę w biznesie, znalazła się na liście Forbesa 30 Under 30.

    Karierę zrobiła… Amanda, urodziła się w 2001 roku w New Jersey. To ona grała 12 miesięcy temu o tytuł w Londynie z Igą Świątek, wstydliwie przegrała go w 57 minut 0:6, 0:6. A później zrewanżowała się Polce w Nowym Jorku, dotarła do finału, ale po dwusetowej batalii uległa jednak Arynie Sabalence.

    Dziś zawodniczki, mające tak podobną historię i osiągnięcie, zmierzyły się w 1/32 finału Wimbledonu. Faworytką była Anisimova, choć w bezpośrednich rywalizacjach lepszy bilans miała Kenin.

    Wimbledon 2026. Sofia Kenin kontra Amanda Anisimova w amerykańskiej batalii o trzecią rundę

    Gdyby do starcia Kenin – Anisimova miało dojść na początku roku, w ciemno by można stawiać na tę drugą. Amanda zajmowała trzecie miejsce w rankingu WTA, z realną szansą na wyprzedzenie Igi Świątek. W Melbourne dotarła do 1/4 finału, później zaczęły się kłopoty. Krecz w Dosze, wycofania na mączce z Madrytu i Rzymu, zmiana trenera. W Paryżu niespodziewanie przegrała z Diane Parry, to Francuzka została rywalką Igi Świątek. A sprawdzian formy na trawie, w Queens, też wypadł przeciętnie. Choć i tak o dwa nieba lepiej niż u Kenin, która… przegrywała niemal wszystko.
    Tenisistka w białym stroju wykonuje energiczny bekhend, koncentrując się na lecącej piłce tenisowej.

    Sofia KeninNEIL HALLPAP/EPA

    Pierwszy set nie zapowiadał żadnych emocji, Amanda wygrała go bardzo gładko 6:2, w końcówce u Kenin całkowicie szwankował serwis. A to kończyło się kończyło kolejnymi przełamaniami.

    W drugiej partii sytuacja się jednak zmieniła o tyle, że jedna i druga miała break pointy. A udało się go w końcu wykorzystać Sofii, odskoczyła na 3:2, za chwilę poprawiła na 4:2. Anisimova miała jeszcze swoją szansę w dziesiątym gemie, uzyskała okazję przy 30-40, ale przegrała trzy ostatnie akcje.

    Decydował więc trzeci set, w nim do stanu 3:3 przełamywały się po dwa razy. A później już gładko wygrywały swoje gemy.

    Doszło więc do tie-breaka, granego do 10 punktów. W nim Kenin zaczęła popełniać błędy, siatka stała się jej barierą. I to siatka zatrzymała też piłkę przy stanie 3-9, gdy pojawił się pierwszy meczbol. Anisimowa wygrała, za moment chwyciła się za ucho, słuchając reakcji kibiców na Court 2.
    Uśmiechnięta tenisistka w białym stroju sportowym z dłonią przy uchu w geście nasłuchiwania, nosząca złoty łańcuszek i bransoletkę.

    Amanda Anisimova “słuchała” kibiców po swoim zwycięstwieHenry NichollsAFP

    Różnicę zrobił też jednak serwis, zwłaszcza w samej końcówce. Anisimova miała 20 asów i sześć podwójnych błędów, Kenin: też sześć błędów. I żadnego asa.

    A mimo tak dzielnie walczyła. Choć przegrała: 2:6, 6:4, 6:7 (3). Anisimova zagra o 1/8 finału z Madison Keys. Z Igą Świątek może się spotkać najwcześniej w półfinale.
    Zbliżenie dynamicznego uderzenia rakietą tenisową przez kobietę w sportowym stroju, z widocznym wysiłkiem na twarzy, włosami unoszącymi się w ruchu oraz opaską na głowie, tło rozmyte i neutralne.

    Sofia KeninFRANCK FIFEAFP
    Tenisistka ubrana w białą koszulkę unosi rękę, machając do widowni, z rakietą tenisową trzymaną w tle. Twarz kobiety jest uśmiechnięta, a na szyi ma sportowy wisiorek.

    Amanda AnisimovaHenry NichollsAFP

    Iga Świątek – Karolina Pliskova. Zwycięska piłka meczowa.

  • Kompletna konsternacja na konferencji Świątek. Tego nikt nie przewidział

    Kompletna konsternacja na konferencji Świątek. Tego nikt nie przewidział

    Dosłownie był tylko jeden moment w trwającym nieco ponad godzinę meczu Igi Świątek z Karoliną Pliskovą, gdy poziom gry Polki zaliczył mały spadek. Z trudniejszego położenia wygrzebała się w mgnieniu oka i z tego faktu, choćby w porównaniu do pojedynku pierwszej rundy z Taylor Townsend, ale i wielu wcześniejszych, 25-latka była najbardziej zadowolona.

    Iga Świątek w jednej formie. Na korcie oraz na konferencji

    – Właśnie to podobało mi się w tym meczu, że w sumie jak popełniałam jakiś błąd, to od razu była korekta. Czułam się na tyle solidnie, że po prostu mogłam grać swoją grę, niezależnie od tego, co Karolina mogła zrobić z drugiej strony. Cały mecz byłam też dobrze skoncentrowana, więc za mną na pewno pozytywny dzień – uśmiechała się Iga Świątek, którą dziennikarz porównał do tenisowego… MacGyvera. Bohater tego niegdyś popularnego serialu z kawałka sznurka i zestawu śrubek potrafił zrobić dosłownie wszystko.

    Dzisiaj na konferencji prasowej zgadzało się kompletnie wszystko. A najlepsze było to, że Świątek swoim luzem i sposobem zachowania korespondowała z tym, co chwilę wcześniej zaprezentowała na korcie. Można było przed meczem obawiać się płaskich uderzeń 34-letniej Czeszki, ale Iga zagrała wspaniale na returnie, zupełnie wytrącając przeciwniczce jakiekolwiek atuty.

    Korespondent Interii skierował rozmowę na to, że często patrzymy w kierunku dużych rzeczy, a warta podkreślenia jest niewiarygodna regularność naszej gwiazdy. Na 26 występów wielkoszlemowych zaliczyła dotąd komplet 26 awansów co najmniej do trzeciej rundy tych najtrudniejszych zmagań świata. Słuchając tej statystyki i pytania tenisistka nie ukrywała zadowolenia, wymownie się uśmiechając. Przyznała, że zupełnie nie była tego świadoma.

    Pięć setów Majchrzaka w Londynie. Wszystko jasne ws. powtórki finału z Holandii

    – Nie wiedziałam o tym, bo szczerze mówiąc tego nie liczę. Przy czym wiem, że jestem z tych zawodniczek, która przechodzi pierwsze rundy, więc super. Zawsze staram się być gotowa do każdego meczu, niezależnie od tego, jaka jest przeciwniczka – odparła bohaterka dnia, a następnie kontynuowała:

    – Wiadomo, że w pierwszych rundach można wylosować raczej dziewczyny z niższym rankingiem i łatwo jest podejść do tych spotkań bardziej nonszalancko. A ja zawsze jestem gotowa od początku turnieju. I wiem, że w Wielkim Szlemie też mogą zdarzyć się różne niespodzianki. Dlatego ta czujność też mi pomaga być stabilną i gotową od pierwszych meczów – podsumowała tak miły sobie wątek trzecia tenisistka świata.

    Z Wimbledonu –

    Kobieta w białej koszulce siedzi za stołem z dwoma mikrofonami, przy którym stoi butelka wody, w tle widoczny fragment boiska tenisowego.

    Iga ŚwiątekArtur GacPUSTE

    Iga Świątek – Karolina Pliskova. Zwycięska piłka meczowa.

  • Świątek nawet nie zdążyła podziękować rywalce. Od razu komunikat.

    Świątek nawet nie zdążyła podziękować rywalce. Od razu komunikat.

    Po pierwszej rundzie łzy ulgi, po drugiej – promienny uśmiech. Iga Świątek zafundowała sobie na początek Wimbledonu huśtawkę nastrojów, ale w dobrym stylu zameldowała się w III rundzie. Przekonujące zwycięstwo nad Karoliną Pliskovą (6:1, 6:3) pozwoliło Polce dołączyć do wąskiego grona tenisistek, które w każdym z czterech turniejów wielkoszlemowych mają na koncie przynajmniej 20 singlowych zwycięstw.

    Iga ŚwiątekAndrew Schwartz/SIPAEast News

    Iga Świątek pojawiła się w Londynie, by stanąć do batalii o obronę tytułu sprzed roku. Stawka jest niebagatelna – 2000 rankingowych punktów. Pierwsze dwie rundy Polka ma już za sobą.

    Na inaugurację turnieju potrzebowała trzech setów, by pokonać Taylor Townsend. Nie bez trudu wygrała spotkanie 6:1, 2:6, 6:3. Po zejściu z kortu nie powstrzymała łez, co odebrano jako wyraz ulgi.

    Oto czego Świątek dokonała na Wimbledonie. Zareagowali nawet w Paryżu

    Iga Świątek rozdaje karty w Wielkim Szlemie. W każdym turnieju tej rangi wygrała przynajmniej 20 pojedynków

    W czwartkowe popołudnie Raszynianka przystąpiła do rywalizacji z Karoliną Pliskovą. Tym razem poszło gładko. Wygrana 6:1, 6:3 w naturalny sposób zrodziła na twarzy trzeciej rakiety świata uśmiech satysfakcji.

    Świątek nie zdążyła jeszcze podziękować Czeszce za grę, gdy w sieci ukazał się komunikat. Serwis Opta Ace poinformował, że Polka jest dopiero piątą wciąż aktywną tenisistką, która w każdym z czterech turniejów wielkoszlemowych wygrała przynajmniej 20 spotkań. Znalazła się na jednej liście obok Sereny Williams, Venus Williamas, Eliny Switoliny i Madison Keys.

    Aktualny bilans Igi wygląda następująco: 43 zwycięskie mecze w Roland Garros, 26 w Australian Open, 24 w US Open i od dzisiaj 20 w Wimbledonie.

    – Pierwsza runda na pewno była pełna emocji, ale dziś czułam, jakby to był kolejny dzień w biurze – oznajmiła Świątek po wygranej z Pliskovą. – Musiałam być gotowa, musiałam patrzeć trzeźwo na sytuację i podejmować dobre decyzje. Zawsze jest lepiej, gdy jestem w stanie to zrobić. Dziś był dobry pod tym względem dzień. Byłam konsekwentna i skupiona, więc jestem zadowolona z występu.

    W III rundzie najlepsza polska tenisistka zmierzy się z Filipinką Alexandrą Ealą. Spotkanie zostanie rozegrane w najbliższą sobotę, 4 lipca. Relacja live w sportowym serwisie Interii.
    Tenisistka w białym stroju i czapce skupiona podczas meczu, trzymająca rakietę w pozycji gotowości do odbioru piłki.

    Iga ŚwiątekKENTARO TOMINAGAAFP
    Tenisistka w białym stroju sportowym i czapce z daszkiem wyraża emocje podczas meczu, trzymając rakietę tenisową w prawej ręce.

    Iga ŚwiątekHENRY NICHOLLS / AFP AFP
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News

    Iga Świątek jedną z głównych faworytek do wygrania Wimbledonu. Rywalki zmieniły podejście do Polki.

  • Świat czekał na mecz Świątek z Ealą. 3:6 Alexandry. Pogrom na koniec

    Świat czekał na mecz Świątek z Ealą. 3:6 Alexandry. Pogrom na koniec

    Już po losowaniu drabinki Wimbledonu, które odbyło się w ubiegły piątek, sporo mówiło się o potencjalnym starciu Igi Świątek z Alexandrą Ealą w trzeciej rundzie. Dziś panie walczyły o zagwarantowanie takiego pojedynku. Raszynianka w pewnym stylu pokonała Karolinę Pliskovą. Chwilę później zakończył się mecz reprezentantki Filipin. Rozstawiona z “29” tenisistka przypieczętowała bezpośrednią rywalizację w 1/16 finału, chociaż 21-latka zafundowała sobie dzisiaj spory rollercoaster emocji.
    Iga Świątek i Alexandra Eala znajdowały się kursie do bezpośredniego starcia w trzeciej rundzie Wimbledonu

    Iga Świątek i Alexandra Eala znajdowały się kursie do bezpośredniego starcia w trzeciej rundzie WimbledonuKentaro Tominaga / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFP / Ray Tang / ANADOLU / Anadolu via AFPAFP

    Iga Świątek zanotowała dzisiaj o wiele pewniejsze zwycięstwo niż w pierwszej rundzie tegorocznego Wimbledonu. Polka miała drobny kryzys na starcie drugiego seta, ale w czwartek zdołała go szybciej opanować. Ogólnie zaprezentowała się z bardzo dobrej strony. Wróciła ze stanu 0:2 15-30 i zapewniła sobie zwycięstwo 6:1, 6:3 w starciu z Karoliną Pliskovą. Potem nasza reprezentantka mogła oczekiwać na to, z kim przyjdzie jej się zmierzyć w kolejnej fazie wielkoszlemowych zmagań w Londynie.

    Rywalkę dla Raszynianki w 1/16 finału wyłaniał pojedynek pomiędzy Alexandrą Ealą oraz Mayą Joint. Reprezentantka Filipin była faworytką starcia z tenisistką, która w premierowej rundzie pokonała powracającą do singla po blisko czteroletniej przerwie Sereną Williams. Co ciekawe, Eala i Joint rozpoczęły swój pojedynek jeszcze zanim na kort centralny wyszły Świątek oraz Pliskova, a mimo to później sfinalizowały bezpośrednie starcie.

    Wimbledon: Alexandra Eala kontra Maya Joint w drugiej rundzie

    Mecz rozpoczął się od serwisu Eali. Reprezentantka Filipin już na “dzień dobry” została przełamana przez Joint. W dalszej fazie seta tenisistka z Australii kontrolowała sytuację. W piątym gemie miała nawet break pointa na 4:1. Wówczas Alexandra zdołała wyjść z opresji, ale Maya i tak doczekała się jeszcze jednego przełamania w tej partii. Dokonała tej sztuki podczas dziewiątego rozdania, wykorzystując trzeciego setbola na 6:3.

    Eala próbowała odpowiedzieć już na starcie drugiej części pojedynku. Wtedy Joint obroniła dwa break pointy, ale kilka minut później dała się przełamać, mimo okazji na 2:1. Wywalczenie przewagi pozwoliło rozstawionej zawodniczce nabrać rozpędu. Po tym, jak zgarnęła kolejne “oczko” na returnie w siódmym gemie, mogła zamykać partię przy własnym serwisie. Alexandra zapewniła sobie wynik 6:2, zdobywając dwa punkty z rzędu od stanu 30-30.

    W decydującej partii kluczowy okazał się początek. Na “dzień dobry” panie stoczyły niezwykle zaciętą rywalizację na przewagi, obie posiadały szansę na zdobycie gema. Ostatecznie Eala wykorzystała szósty break point i wyszła na prowadzenie. Podobna sytuacja wydarzyła się podczas trzeciego rozdania. Ten moment pozwolił turniejowej “29” nabrać wiatru w żagle. Już przy stanie 5:0 serwowała po awans do trzeciej rundy. Była jeszcze piłka na przełamanie dla Mayi, ale ostatecznie zawodniczka z Australii nie zdobyła ani jednego “oczka” w tym secie. Alexandra zwyciężyła 3:6, 6:2, 6:0. Dzięki temu zagra w sobotę z Igą Świątek.

    Główne zmagania w Londynie potrwają do 12 lipca. Najważniejsze informacje dotyczące Wimbledonu można śledzić za pomocą specjalnej zakładki na stronie Interia Sport.
    tenisistka w niebieskiej koszulce wykonująca zamach rakietą tenisową, skupiona podczas gry na tle jednolicie niebieskiego kortu

    Alexandra EalaAl BelloAFP
    Tenisistka w białej sukience i czapce z daszkiem wykonuje dynamiczne uderzenie forhendowe, skupiając się na żółtej piłce tenisowej tuż przed rakietą na korcie turniejowym.

    Maya JointKENTARO TOMINAGAAFP
    Tenisistka w białym stroju i czapce skupiona podczas meczu, trzymająca rakietę w pozycji gotowości do odbioru piłki.

    Iga Świątek mierzyła się z Karoliną Pliskovą w meczu o awans do trzeciej rundy WimbledonuKENTARO TOMINAGAAFP

    Iga Świątek – Karolina Pliskova. Zwycięska piłka meczowa.

  • Reakcja trybun na Igę Świątek mówiła wszystko. Polka sama to wywołała

    Reakcja trybun na Igę Świątek mówiła wszystko. Polka sama to wywołała

    Na najważniejszym obiekcie w Wimbledonie doszło do konfrontacji na pierwszy rzut oka dwóch zupełnie różnych, ale w gruncie rzeczy podobnych historii. Igę Świątek i Karolinę Pliskovą dzieli dziewięć lat, historycznie w różnych momentach odnosiły największe sukcesy, ale łączy je wspólny mianownik – obie pragną wrócić do swoich najlepszych wersji. Właśnie dziewięć lat temu przypadł okres prawie dwumiesięcznego królowania Czeszki w rankingu WTA.

    Iga Świątek szanowana do granic. Kort centralny docenia mistrzów

    Pliskova, z racji wieku i długiej walki o zdrowie, jednak jest już w zupełnie innym momencie kariery, 73. miejsce na świecie nie jest przypadkowe. Z kolei Iga Świątek wciąż ma mocarne ambicje i eksperci są zgodni: jeśli uwolni olbrzymi potencjał, na powrót może stać się zwyciężczynią największych turniejów. Sprawa jest jednak szalenie skomplikowana, czego namiastkę widzieliśmy na wczorajszym treningu Polki (opartym na poprawie wielu detali i szczególików), a także przytłaczający ciężar radzenia sobie z presją, o czym tak genialnie w wywiadzie dla Interii opowiada dzisiaj Agnieszka Radwańska – pokazując na swoim przykładzie, jak ten sport rujnuje, doprowadzając do stanu, gdy staje się wrakiem człowieka.

    Świątek, z bilansem 3-0 z Pliskovą, z którą po raz ostatni grała trzy lata temu w Montrealu, obłędnie weszła w pojedynek drugiej rundy. Czeszka nie istniała, bo Polka pilnowała podania, będącego ostatnio jej piętą Achillesową, a także na returnie grała bardzo poprawnie. Szybkie 4:0 było tego najlepszym dowodem. Pierwszy sprawdzian z wygrzebywania z problemu pojawił się w piątym gemie, gdy podanie 25-latki znów zaczęło szwankować. Efekt? Przegrywała 0:40 i broniła się przed przełamaniem. Była bliska powodzenia, ale w najważniejszym momencie popełniła drugi podwójny błąd serwisowy. I zastanawialiśmy się, czy znów nie powtórzy się coś, co ostatnio prześladuje Igę, czyli dłużej trwający dołek z trwonieniem wypracowanej przewagi.

    Pytanie o kobietę, Hurkacz wybuchł śmiechem. Cała prawda na konferencji

    Wszyscy głębiej odetchnęliśmy, bo tym razem nie zadziałało prawo serii. Słabo serwująca Pliskova pozwoliła Idze szybko wrócić od stanu 0:30 i bardzo ważny gem padł łupem Polki. Z pozycji trybun można było się napawać reakcją publiczności, stanowiącej międzynarodową mieszankę miłośników tenisa. Widać było, a przede wszystkim słychać, z jakim szacunkiem traktują 6-krotną mistrzynię Wielkich Szlemów. Zwłaszcza, gdy tacy zawodnicy potrafią wyczarować akcję, która jest dla koneserów.

    Ponadto znów z przyjemnością dało się dostrzec tą dziewczęcą radość w zachowaniu naszej gwiazdy, gdy kończącym forhendem, wcale nie mocnym lecz technicznym, przypieczętowała triumf w pierwszym secie 6:1.

    To, co mogło się podobać w grze Świątek, to wyraźne przejmowanie inicjatywy na korcie. Wybierała uderzenia, które rozpędzały Pliskovą po całej szerokości kortu. A gdy wychwyciła moment zakończenia, odprowadzała wymuskaną piłkę w narożnik zielonego dywanu.

    Drugi set i nowa-stara historia. Czy Pliskova podniosła jakość gry? Bardziej powtórzyła się prawidłowość, że podopieczna trenera Francisco Roiga źle wchodzi w drugie partie. I prędko znalazła się na musiku, po przełamaniu w drugim gemie przegrywając 0:2. Arcyważny wydawał się być trzeci gem i Czeszka zrobiła wiele, aby jeszcze bardziej nie zachwiać pewnością siebie Polki. W najważniejszym momencie popełniła podwójny błąd serwisowy, dzięki czemu Iga mogła charakterystycznie dla siebie zacisnąć pięść.

    Kiepściutki (to eufemizm) serwis Pliskovej sprawił, że Iga Świątek była coraz bliżej wypełnienia zadania. Droga do celu w sporcie, nawet coraz krótsza, jednak zawsze wymaga pokory, dlatego po przełamaniu na 3:2 jeszcze nic nie było podane na tacy.

    Gdy Iga podwyższyła wynik, widać było więcej luzu w jej grze, a co za tym idzie bardziej wycyzelowanych zagrań. Tysiące dłoni biły brawo, bo mogący pomieścić blisko 15 tysięcy widzów kort kocha nagradzać za doznania, które ściągają tu ludzi z całego świata. “Brawo” – poniosło się z ust Polki, gdy zbudowała swoim podaniem wynik 5:3. A po chwili, cudownie uśmiechnięta, mogła powiedzieć do siebie: Iga, to była naprawdę solidna robota!

    Z Wimbledonu – Artur Gac

    Tenisistka w białym stroju wykonuje dynamiczny zamach rakietą, skupiając się na odbiciu nadlatującej piłki tenisowej.

    Iga ŚwiątekAdam VaughanEPA
    Zawodniczka tenisowa w koncentracji przygotowująca serwis, trzymająca piłkę w lewej ręce na tle niewyraźnego zegara.

    Karolina PliskovaAdam VaughanEPA

    Iga Świątek: Cieszę się, że w trzecim secie wróciłam do solidnej gry z pierwszej partii.