Category: Uncategorized

  • Komentator patrzył na mecz Świątek i nie mógł się nadziwić. “Trudno tego nie przypominać”

    Komentator patrzył na mecz Świątek i nie mógł się nadziwić. “Trudno tego nie przypominać”

    To nie był spacer dla Igi Świątek. W trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Montrealu, 69. rakieta świata Eva Lys zrobiła wszystko, by postawić się Polce, która zajmuje 3. miejsce w rankingu. Niemka zebrała zasłużone brawa, ale Świątek zasługuje na jeszcze większe oklaski, bo mimo trudnego meczu, wygrała pewnie 6:2, 6:2.

    W styczniu Eva Lys otrzymała owację w Melbourne, kiedy przy stanie 0:6, 0:3 wygrała jednego gema z Igą Świątek w czwartej rundzie Australian Open. Teraz, w trzeciej rundzie Montrealu, Niemka o ukraińskim pochodzeniu była skazana na porażkę. Mimo to, Polka pokonała ją pewnie. Jednak tym razem Świątek nie miała łatwego meczu, tylko solidne wyzwanie, które było cennym sprawdzianem przed kolejnymi rywalkami.

    Wspomniane starcie w Australian Open Świątek wygrała 6:0, 6:1, a w 2022 roku w Stuttgarcie 6:1, 6:1. “Trudno tego nie przypominać. Jak w czterech setach wygrywasz tylko trzy gemy, to trudno wyjść z tak pozytywnym podejściem” – komentował Żelisław Żyżyński, który analizował to starcie. Tym razem jednak, do stanu 4:2 dla Polki, Lys walczyła dzielnie. Solidnie serwowała, walczyła w długich wymianach, biegając od lewej do prawej strony kortu, nie ustępując ani o krok, mimo że zaczęła mecz od utraty podania i przez cały czas była w tyle.

    Świątek musiała się sporo napracować, aby zdobyć pierwsze przełamanie na 2:0 oraz kolejne, które dało jej prowadzenie 5:2. “To nie są łatwe gemy dla Igi, to nie jest spacerek, jest bardzo dużo jakości w tenisie Lys” – podkreślali komentatorzy Żyżyński i Klaudia Jans-Ignacik. Oceniając grę Niemki, komentatorzy zauważyli dużą poprawę w porównaniu z wcześniejszymi występami Lys, które były słabiej oceniane przez innych komentatorów.

    Wówczas, w Australii, pierwszy set trwał prawie dwukrotnie krócej niż teraz w Montrealu (24 minuty do 40 minut). W drugim secie Świątek zdecydowanie poczuła się pewniej, a Lys wyglądała fizycznie gorzej i mentalnie także nie była już tak silna. Przy stanie 2:6, 0:3, Lys próbowała walczyć, zaciskała pięść i powtarzała sobie coś pod nosem, ale zdawała sobie sprawę, że na 2:6, 0:1, przy swoim serwisie przegrała do zera. Kolejne przełamanie na 6:2, 3:0 również było wynikiem jej błędów.

    Przy stanie 6:2, 3:0, Świątek zaledwie po 10 minutach drugiego seta zbliżyła się do końca meczu. Lys walczyła, zbierała brawa od kanadyjskiej publiczności, ale przy stanie 2:6, 0:3 miała swoją jedyną szansę na breaka, której nie wykorzystała, po czym wyrzuciła forhend w aut. Świątek nie denerwowała się, spokojnie realizując swój plan. Kiedy prowadziła 6:2, 4:0, Lys urwała jej jeszcze jeden gem, co wywołało śmiech Niemki, która cieszyła się z trzeciego wygranego gema w meczu. “To jej rekord w spotkaniach z Igą Świątek” – komentowali to komentatorzy, zauważając, że cieszy się z małych sukcesów.

    Lys ostatecznie ugrała cztery gemy, a Świątek była zdecydowanie za dobra, by Niemka mogła zagrozić jej w tym meczu. Polka zakończyła spotkanie po godzinie i 14 minutach, wykorzystując pierwszego meczbola.

    W czwartej rundzie Świątek zmierzy się z Dunką Clarą Tauson (19. miejsce WTA). Niedawno pokonała ją w czwartej rundzie Wimbledonu 6:4, 6:1 i ma z nią bilans 3:0.

     

  • Iga Świątek totalnie pominięta. Rok temu wybuchła wielka burza

    Iga Świątek totalnie pominięta. Rok temu wybuchła wielka burza

    Dziękuję za ten obszerny opis – sprawa rzeczywiście pokazuje, jak bardzo prestiżowe, ale i kontrowersyjne potrafią być nagrody ESPY, zwłaszcza gdy w grę wchodzi popularność sportowców w USA.

    ← Back

    Thank you for your response. ✨

     

    Kluczowe punkty z Twojego tekstu:

    Coco Gauff zdobyła nagrodę ESPY drugi rok z rzędu – tym razem bez większych kontrowersji, ponieważ w ocenianym okresie wygrała Roland Garros 2025.

    Iga Świątek nie została nawet nominowana, mimo że rok temu to właśnie brak jej zwycięstwa wywołał medialną burzę – wtedy wielu ekspertów i fanów uważało, że była bardziej zasłużoną kandydatką niż Gauff

    W przeszłości, w 2022 roku, podobna sytuacja dotyczyła Emmy Raducanu, która wygrała nagrodę ESPY mimo sukcesów Świątek i jej pozycji liderki WTA

    ESPY przyznawane są przez publiczność (głosowanie fanów) po wcześniejszym wytypowaniu kandydatów przez jury – co tłumaczy, dlaczego częściej wygrywają sportowcy popularni w USA

    Dlaczego Iga Świątek nie została nominowana w 2025?

    Okres oceniany przez jury to druga połowa 2024 i pierwsza połowa 2025.

    W tym czasie Świątek nie wygrała żadnego turnieju wielkoszlemowego, a Coco Gauff zdobyła tytuł mistrzyni Roland Garros 2025 – co mocno podnosi jej notowania.

    Brak nominacji może wynikać z tego, że jury skupia się na wynikach z konkretnego okresu, nie zaś na całokształcie czy ogólnej pozycji w rankingu WTA.

    Komentarz:

    Nagrody takie jak ESPY są często mocno subiektywne – wpływa na nie nie tylko sportowy dorobek, ale też rozpoznawalność, marketing i popularność medialna. Iga Świątek, mimo świetnych wyników i pozycji numer 1 w rankingu, nie zawsze cieszy się takim rozgłosem w USA jak Gauff czy Raducanu. To niestety typowy problem plebiscytów opartych na głosowaniu publiczności.

    Wielu fanów Świątek w Polsce (i nie tylko) może czuć zawód, ale w tym roku – biorąc pod uwagę wyraźne zwycięstwo Gauff w Paryżu – trudno mówić o skandalu.

     

     

  • Rennae Stubbs wydała wyrok ws. Świątek po Wimbledonie. “Wyczerpana”

    Rennae Stubbs wydała wyrok ws. Świątek po Wimbledonie. “Wyczerpana”

    To, co wydarzyło się na kortach Wimbledonu, wciąż wzbudza wiele emocji i komentarzy. Tym razem swoimi przemyśleniami na temat finału podzieliła się Rennae Stubbs. – Nawet w finale Iga Świątek nie odpuściła. Konsekwentnie realizowała swój plan – stwierdziła była tenisistka i trenerka Sereny Williams.

    Był to najbardziej jednostronny finał Wimbledonu kobiet od ponad stu lat. Iga Świątek potrzebowała zaledwie 57 minut, by pokonać Amandę Anisimową 6:0, 6:0 i zapisać się w historii jako pierwsza Polka, która wygrała tę prestiżową imprezę. Dla Świątek to już szósty tytuł wielkoszlemowy – co więcej, wszystkie finały, w których wystąpiła, zakończyła zwycięstwem.

    Amanda Anisimowa debiutowała w meczu o tak wysoką stawkę. Na korcie centralnym All England Clubu wyraźnie było widać, że towarzyszy jej ogromna presja. Amerykanka była spięta i nie potrafiła zaprezentować tenisowej klasy, która doprowadziła ją do finału. Mimo to Rennae Stubbs uważa, że ta porażka może okazać się cenną lekcją.

    – Nawet w takim meczu Iga Świątek była bezwzględna. Wiedziała, co ma robić, i po prostu to robiła. Amanda była całkowicie przytłoczona – prawdopodobnie wyczerpana po trudnym półfinale. Wyszła na kort zdenerwowana i fizycznie zmęczona. Jej ruchy były nienaturalne, brakowało jej równowagi, nie była sobą. Myślałam, że dosłownie zamarła na korcie. Ale takie sytuacje się zdarzają. Jestem przekonana, że wyciągnie z tego doświadczenia wnioski i wróci silniejsza – oceniła Stubbs.

    Przypomnijmy, że w półfinale Anisimowa stoczyła zacięty, trzysetowy bój z Aryną Sabalenką.

    Pomimo porażki, finał Wimbledonu pozwolił jej awansować na 7. miejsce w rankingu WTA – to najwyższa pozycja w jej karierze. Natomiast Iga Świątek dzięki triumfowi w Londynie awansowała na 3. miejsce i walczy o powrót na fotel liderki światowego rankingu.

  • Niespodziewany atak na Igę Świątek. Legenda tenisa wypaliła po Wimbledonie

    Niespodziewany atak na Igę Świątek. Legenda tenisa wypaliła po Wimbledonie

    Niespodziewany atak na Igę Świątek. Legenda tenisa wypaliła po Wimbledonie

    John McEnroe słynie z kontrowersyjnych opinii. Legenda tenisa, a dzisiaj komentator odniósł się jeszcze do wydarzeń z kobiecego finału Wimbledonu. Bardzo chwalił Igę Świątek, ale jedna rzecz mu się bardzo nie spodobała. W związku z tym zaapelował do tenisistek oraz władz Wimbledonu.

     

    Powoli już opadają emocje po tegorocznym Wimbledonie. Iga Świątek wygrała turniej w wielkim stylu i mogła cieszyć się ze swojego szóstego wielkoszlemowego triumfu. Z całego świata popłynęły gratulacje dla 24-latki z Raszyna. Polkę chwaliła m.in. legenda tenisa John McEnroe.

     

    – Muszę oddać Świątek, że zasłużyła na to zwycięstwo. Pełne uznanie dla niej. Zagrała fantastyczną godzinę. Grała przeciwko komuś, kto kompletnie zamarł, a to bardzo trudne do oglądania – mówił po finale.

     

    Legenda skrytykowała Świątek. Nietypowy powód

     

    Tyle że McEnroe potrafi jednocześnie pochwalić i skrytykować. 66-latkowi nie spodobały się… słuchawki, w których tenisistki wychodziły na kort.

     

    Dziewczyny, dajcie spokój

     

    powiedział John McEnroe na antenie BBC.

    – Oni nie powinni zezwalać na noszenie słuchawek. Musicie sprawić, że one poczują się dobrze w tej atmosferze, a nie że one puszczają muzykę – apelował do władz Wimbledonu były tenisista.

     

    Świątek weszła na kort centralny w dużych nausznych słuchawkach, a Anisimova miała mniejsze, douszne. Zresztą Polka nie ukrywa, że bardzo lubi słuchać muzyki przed meczami. Wielokrotnie w wywiadach przyznawała, że lubi słuchać muzyki rockowej przed wejściem na kort. – Kocham Pearl Jam, a teraz głównie ACDC i Led Zeppelin. Spiker na początku meczu powiedział, że cały czas słucham rocka, ale to nie jest prawda. Głównie słucham popu i jazzu – opowiadała Polka w trakcie tegorocznego Australian Open.

     

    Krytykowali Świątek po finale Wimbledonu

     

    Świątek była krytykowana nie tylko przez McEnroe. M.in. po finale na łamach portalu BBC pojawił się artykuł Dana Roana, który zaczął rozliczać Polkę i Jannika Sinnera z wpadek antydopingowych.

     

    Z kolei Brad Gilbert, były trener Coco Gauff, a dziś ekspert tenisowy ESPN próbował umniejszyć sukces 24-latki. – Szalone. Jak wskazują statystyki poturniejowe Igi, najwyżej notowaną zawodniczką, z którą grała podczas Wimbledonu, była znajdująca się na 19. miejscu w rankingu Ludmiła Samsonowa. Nie wiem, kiedy ostatni raz zdarzyło się tak, że ktoś wygrał szlem bez wygranej z zawodniczką z pierwszej dziesiątki rankingu – mówił.

     

    Świątek nie przejmuje się takimi opiniami, chociaż krytyczne komentarze do niej zawsze docierają. Na konferencji po finale zwróciła się do polskich dziennikarzy. – Na pewno w ostatnich miesiącach to, jak media mnie opisują, a muszę przyznać, niestety, polskie media, jak traktowały mnie i moją drużynę, nie było to zbyt przyjemne – odparła. I wyraziła wiarę, że sytuacja ulegnie zmianie – mówiła.

     

    24-latka po Wimbledonie na chwilę wróciła do Polski, ale lada dzień rusza na podbój Kanady i USA. 28 lipca startuje turniej WTA 1000 w Montrealu. Następnie przeniesie się do Cincinnati, a ostatnim akordem tournee będzie oczywiście wielkoszlemowy US Open, który rozpocznie się 25 sierpnia.

     

  • Ewa Pajor ustanowiła nowy rekord FC Barcelony. To najlepszy strzelecki start w historii klubu, który przewyższa dotychczasowy rekord.

    Ewa Pajor ustanowiła nowy rekord FC Barcelony. To najlepszy strzelecki start w historii klubu, który przewyższa dotychczasowy rekord.

    Jak Ewa Pajor odmieniła Barcelonę: “Góra goli” i niezapomniany dzień 28. urodzin

    Ewa Pajor nigdy nie zapomni swoich 28. urodzin. Sama przyznaje, że był to jeden z najpiękniejszych dni w jej życiu.

    3 grudnia 2024 roku Pajor zdobyła bramkę, która dała Polsce historyczny awans do pierwszego w historii wielkiego turnieju w kobiecej piłce nożnej. W 94. minucie meczu w Wiedniu trafiła do siatki, pieczętując zwycięstwo 2:0 w dwumeczu z Austrią i zapewniając Polsce udział w letnich Mistrzostwach Europy w Szwajcarii.

     

    To musiała być ona. Nikt nie zrobił więcej dla kobiecej piłki nożnej w Polsce. Od poprowadzenia reprezentacji do złota na mistrzostwach Europy U-17 w 2013 roku, przez debiut i bramkę w seniorskiej kadrze w tym samym roku, aż po rekord 64 bramek w 97 meczach – Pajor stała się symbolem i inspiracją dla całego pokolenia młodych piłkarek.

     

    – Ewa to niesamowity wzór do naśladowania dla młodych zawodniczek w Polsce – powiedziała trenerka reprezentacji Polski Nina Patalon w rozmowie z ESPN. – Jej droga od piłki amatorskiej do bycia czołową napastniczką Barcelony to prawdziwa inspiracja. Dziewczynki, które wcześniej bały się marzyć o karierze piłkarskiej, teraz widzą, że to realna droga.

     

    Jeszcze bardziej imponująca jest jej kariera klubowa. Zadebiutowała w Medyku Konin jako 15-latka (oczywiście zdobywając bramkę), a następnie przeniosła się do niemieckiego Wolfsburga, gdzie zdobyła 135 goli w 196 występach i czterokrotnie grała w finale Ligi Mistrzyń. Latem 2024 roku dołączyła do Barcelony, aktualnych mistrzyń Europy.

     

    Od tamtej pory strzela gola za golem. Przed zbliżającym się kluczowym starciem z Realem Madryt na Stadionie Olimpijskim ma na koncie 33 gole w 33 meczach. Zdobyła już pięć hat-tricków, w tym pierwszy w historii kobiecego Klasyku podczas półfinału Pucharu Królowej. A wszystko to w sezonie, który nie był dla Barcelony prosty – nowy trener Pere Romeu zastąpił Jonatana Giráldeza, a klub opuściły takie gwiazdy jak Mariona Caldentey, Lucy Bronze i Keira Walsh.

     

    Mimo to Barça wciąż dominuje: zdobyła Superpuchar Hiszpanii, prowadzi w lidze, jest blisko półfinału Ligi Mistrzyń i gra w finale Pucharu Królowej. Były jednak momenty niepewności – porażka z Manchesterem City w fazie grupowej Ligi Mistrzyń, domowa przegrana z Levante (pierwsza od 2019 roku), czy trudności ze zdobywaniem bramek. Źródła zbliżone do drużyny przyznają jednak, że zespół ewoluuje i z optymizmem patrzy na końcówkę sezonu – w dużej mierze dzięki obecności naturalnej środkowej napastniczki, jaką jest Pajor.

     

    – Styl gry Barcelony wymaga aktywnego udziału napastników w budowaniu akcji i Ewa świetnie się do tego dostosowała – mówi Patalon. – Udoskonaliła swoje poruszanie się bez piłki, co czyni ją jeszcze groźniejszą. Jej zaangażowanie zawsze było imponujące, ale w Barcelonie osiągnęła nowy poziom.

     

    – Jej transfer odmienił sposób gry Barcelony – powiedział asystent trenera Espanyolu Juan Ignacio Ibarra. – Potrzebowali typowej napastniczki, skutecznej w polu karnym. Przez ostatnie sezony brakowało im takiej zawodniczki. Pina, Mariona czy Salma Paralluelo rotowały na tej pozycji, ale to nie to samo.

     

    – Barça potrzebowała kogoś jak Pajor, by zyskać nowe opcje i przesunąć Salmę na skrzydło. Ten transfer był strzałem w dziesiątkę. Dane mówią same za siebie – strzeliła górę goli i była decydująca.

     

    Pajor lubi grać na granicy spalonego, wykorzystując przestrzeń za plecami obrońców – co nieczęsto się zdarza w meczach Barcelony – ale ma też inne atuty. W meczu z Espanyolem jej zespół przegrywał do 60. minuty, a ona strzeliła wyrównującą bramkę głową po stałym fragmencie gry, co rozpoczęło odwrócenie losów spotkania.

     

    – Przygotowując się do meczu z Barceloną, zwracaliśmy szczególną uwagę na to, jak Pajor porusza się w polu karnym – dodał Ibarra. – Jest świetna w atakowaniu dośrodkowań, zwłaszcza z prawej strony, gdzie gra Hansen. Ich współpraca, jeszcze z czasów Wolfsburga, przynosi efekty. Pajor często uderza z pierwszej piłki.

     

    – Również przy stałych fragmentach gry jest bardzo groźna, mimo że nie wydaje się wysoka. Właśnie w ten sposób zdobyła wyrównującego gola w pierwszym meczu z nami. Dzięki niej Barça może grać z typową dziewiątką, jeśli tego potrzebuje.

     

    – Największe atuty Ewy to szybkość, skuteczność i boiskowa inteligencja – mówi Patalon. – Ma niesamowity instynkt, potrafi zachować zimną krew pod presją i tworzyć sytuacje z niczego.

     

    Pajor wpisuje się też w coraz silniejszą polską reprezentację w barwach Barcelony. Ona przewodzi strzelczyniom w drużynie kobiet, Robert Lewandowski robi to samo u mężczyzn, a Wojciech Szczęsny wrócił z emerytury, by dołączyć do zespołu. Do tego młode talenty jak Emilia Szymczak – “jest na naszym radarze”, mówi Patalon – i Weronika Araśniewicz pukają do drzwi pierwszego zespołu.

     

    Dla takich zawodniczek jak Szymczak i Araśniewicz, obecność Pajor w zespole to nie tylko dowód na to, co jest możliwe, ale też lekcja ciężkiej pracy. Jej historia to połączenie talentu i determinacji.

     

    W dzieciństwie mierzyła się z typowymi problemami – brak zorganizowanej piłki dla dziewczyn. Pochodzi z wioski liczącej mniej niż 100 mieszkańców, jako jedno z pięciorga rodzeństwa pomagała na gospodarstwie, podziwiała Cristiano Ronaldo i grała z chłopakami, których regularnie ogrywała.

     

    W wieku 11 lat opuściła dom rodzinny i zamieszkała w internacie w Koninie wraz z o rok starszą siostrą Pauliną, rozpoczynając treningi w Medyku Konin. Jej pierwszą trenerką była… Nina Patalon, wiele lat zanim została selekcjonerką seniorskiej reprezentacji. Pajor płakała przez kilka dni po przeprowadzce, ale wiedziała, że to konieczne.

     

    – Przyszła na trening z piłką rozmiaru 5, która sięgała jej do kolan – wspominała Patalon w rozmowie z TVP. – Była drobna, miała krótkie włosy… trochę wystraszona. Pomyślałam: “Mam nadzieję, że jej nie zrobię krzywdy”. Grała z dziewczynami o dwa lata starszymi, a i tak była od nich lepsza: szybsza, bardziej zwinna, agresywna. Pierwszy raz widziałam taki talent.

     

    Zadebiutowała w ekstralidze w wieku 15 lat i 133 dni – najmłodsza zawodniczka w historii. Potem przyszły sukcesy z kadrą młodzieżową i transfer do Wolfsburga w 2015 roku. To właśnie tam zdiagnozowano u niej poważny problem ze wzrokiem – stożek rogówki. Zwykłe badanie u sponsora klubu, optyka, wykazało, że widzi zaledwie 10% prawym okiem i 30% lewym. Groziła jej nawet utrata wzroku, ale operacja i specjalne soczewki pozwoliły jej kontynuować karierę.

     

    Pajor wracała też po dwóch poważnych kontuzjach kolana, które ograniczyły jej występy w sezonach 2020/21 i 2021/22. W tym czasie postanowiła pracować nad sobą. Rozpoczęła współpracę z psycholożką Darią Abramowicz – tą samą, która opiekuje się Igą Świątek. Zaczęła też jeszcze intensywniej analizować grę największych napastniczek, by doskonalić swój styl.

     

    Efekty były widoczne: w sezonie 2022/23 była królową strzelczyń Ligi Mistrzyń i zajęła 18. miejsce w plebiscycie Złotej Piłki. Sezon zakończył się jednak rozczarowaniem – Wolfsburg przegrał finał z Barceloną, mimo pięknego gola Pajor z dystansu.

     

    Do naturalnego talentu dołączyła pracowitość. Jak powiedział trener Wolfsburga Tommy Stroot w 2023 roku: – Rzadko spotyka się zawodniczki, które dają z siebie tyle na każdym treningu. Poziom w naszym klubie jest wysoki, a ona i tak go przekraczała.

     

    A rok 2025 może być jeszcze lepszy. Jeśli Ewa strzeli gola i poprowadzi drużynę do zwycięstwa nad Realem, Barça odskoczy na 10 punktów w lidze, a mistrzostwo Hiszpanii będzie na wyciągnięcie ręki. Ale to trofeum Ligi Mistrzyń pozostaje jej największym marzeniem. Zdobycie go byłoby idealnym wstępem do tego, co czeka ją latem – pierwszego w historii wielkiego turnieju z reprezentacją Polski.

     

  • Zwycięzca siatkarskiej Ligi Mistrzów zagra w PlusLidze. Wilfredo Leon już czeka

    Zwycięzca siatkarskiej Ligi Mistrzów zagra w PlusLidze. Wilfredo Leon już czeka

    Zwycięzca siatkarskiej Ligi Mistrzów zagra w PlusLidze. Wilfredo Leon już czeka

    Sezon PlusLigi powoli dobiega końca, a to oznacza, że już niebawem kluby będą oficjalnie ogłaszały ruchy transferowe. Nieoficjalna giełda nazwisk ruszyła jednak już dawno, a w ostatnich tygodniach pojawiały się kolejne spekulacje. Wiele wskazuje na to, że nowego klubowego kolegę będzie miał Wilfredo Leon. Do Bogdanki LUK Lublin ma bowiem dołączyć zawodnik, który w 2021 roku wygrał Ligę Mistrzów.

     

    Do finałów PlusLigi awansowali siatkarze Bogdanki LUK Lublin oraz Aluron CMC Warty Zawiercie, z kolei o brąz zagrają drużyny PGE Projektu Warszawa i JSW Jastrzębskiego Węgla. Walka o medale będzie toczyła się w systemie do trzech zwycięstw co oznacza, że końcowy układ tabeli poznamy najwcześniej 7 maja, ponieważ właśnie na ten dzień zaplanowano trzecie mecze między wspomnianymi drużynami.

     

    Po zakończeniu sezonu kluby zaczną z kolei ogłaszać ruchy kadrowe. Większość z nich nie będzie zaskoczeniem, ponieważ w PlusLidze transfery ustalane są jeszcze w trakcie trwania sezonu, a “przecieki” regularnie pojawiają się w mediach lub są przekazywane przez ekspertów w serwisach społecznościowych. Bohaterem ostatnich takich doniesień został siatkarz, który ma dołączyć do Bogdanki LUK Lublin.

     

    PlusLiga. Rafał Prokopczuk zagra w Bogdance LUK Lublin

     

    Jak przekazał siatkarski ekspert Jakub Balcerzak w serwisie X, do finalisty PlusLigi dołączy Rafał Prokopczuk, który w sezonie 2024/2025 związany jest z pierwszoligowym KPS-em Siedlce. Dla 26-letniego rozgrywającego będzie to powrót do PlusLigi – w sezonie 2020/2021 bronił bowiem barw ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, gdzie pełnił rolę zmiennika Benjamina Toniuttiego.

     

    Wówczas młody rozgrywający zdobył z zespołem wicemistrzostwo kraju, krajowy puchar i superpuchar oraz triumfował w Lidze Mistrzów. Wystąpił w 19 meczach ligowych, a dokładniej w 35 setach, zdobył w tym czasie dwa punkty.

     

    Teraz Prokopczuk dołączy do drużyny, gdzie “jedynką” na rozegraniu jest Marcin Komenda. Klubowym kolegą 26-latka będzie też Wilfredo Leon, który przedłużył kontrakt z Bogdanką i zostanie w zespole na kolejny sezon, podobnie zresztą jak atakujący Kewin Sasak, którego ostatnio chwalił Massimo Botti.

     

    Widziałem w Kewinie duży potencjał i wiem, że stać jest go na bardzo wiele, bo jego możliwości są nieograniczone. W tym sezonie dużo pracowaliśmy, żeby Kewin jak najbardziej ustabilizował swoją dyspozycję, tak aby nie miał za dużo wahań formy i był regularny. Czasami ma takie chwile, że traci pewność siebie, zwłaszcza jak coś mu nie idzie i ma trudniejszy moment, ale moim zdaniem, to jeszcze kwestia, żeby nabrał większego doświadczenia

     

    ~ przekonywał trener Bogdanki w rozmowie z plusliga.pl.

     

    Wiele wskazuje na to, że Prokopczuk, Leon, Sasak i spółka nie będą w kampanii 2025/2026 trenowali pod okiem Bottiego, ponieważ w lubelskim klubie prawdopodobnie dojdzie do zmiany szkoleniowca. Włocha ma zastąpić Stephane Antiga, czyli były selekcjoner reprezentacji Polski, który niedawno poprowadził DevelopRes Rzeszów do triumfu w żeńskiej Tauron Lidze.

     

  • Iga Świątek przerywa milczenie. Na takie słowa czekaliśmy

    Iga Świątek przerywa milczenie. Na takie słowa czekaliśmy

    Iga Świątek przerywa milczenie. Na takie słowa czekaliśmy

    Już w tym tygodniu Iga Świątek rozpocznie rywalizację w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, w którym zwyciężała w 2022 i 2023 roku. To pierwsza impreza na “mączce” w tym sezonie. A jak wszyscy dobrze wiemy, to nawierzchnia, na której Polka czuje się najlepiej. Czy będzie w stanie odnieść na niej sukces? Głos w sprawie zabrała sama zainteresowana.

     

    Iga Świątek ma ponad cztery tysiące punktów do obrony na “mączce”. To efekt kapitalnych wyników z poprzedniego sezonu. Wówczas zdobyła tytuły w Madrycie, Rzymie i wygrała Roland Garros. Dobrze poradziła sobie też w Stuttgarcie, gdzie dotarła do półfinału. I właśnie od tego turnieju rozpocznie tegoroczną rywalizację na kortach ziemnych.

     

    Iga Świątek przemówiła przed turniejem w Stuttgarcie

     

    Wszyscy zastanawiają się, jaką formę zaprezentuje Polka. W końcu w ostatnich tygodniach miała spore problemy. Dość powiedzieć, że od 10 miesięcy czeka na tytuł, a nawet na finał. Czy na “mączce” uda jej się przełamać? Już na starcie wlała nadzieję w serca kibiców.

     

    – Na pewno czuję, że jestem we właściwym miejscu. Z dużą ilością pracy i skupieniem, szybko będę w stanie zacząć grać w moją grę – zaczęła na konferencji prasowej, nawiązując do zmiany nawierzchni z twardej na ziemną. Stwierdziła, że nie wszystko będzie jej wychodzić już od początku, ale nie ukrywa, że to jej ulubiony rodzaj kortu.

     

    – Oczywiście każdy rok jest inny. W poprzednich latach nie miałam czasu na zmianę nawierzchni. W tym roku mogę to zrobić nieco spokojniej i jestem szczęśliwa, że mam szansę to zrobić. Cieszę się, że tu jestem – podkreślała.

     

    I faktycznie po raz ostatni Polka pojawiła się na korcie w połowie marca, kiedy przegrała w ćwierćfinale w Miami. Później zrezygnowała z udziału w Billie Jean King Cup, by odpocząć i lepiej przygotować się do nadchodzącej części sezonu, jednej z najważniejszych dla niej w tym roku.

     

    Czy Świątek szybciej przyzwyczaja się do gry na kortach ziemnych niż na twardych, czy trawie? – Nie porównywałabym tego z kortami twardymi, ponieważ fakt, że gramy na nich przez większość sezonu, ułatwia nam to, z pewnością – podkreślała, zaznaczając, że na trawie zawsze jest najtrudniej. – “Mączka”? Tak, przejście na nią zawsze będzie łatwiejsze. Staram się wykorzystywać to jako moją przewagę – dodawała.

    Teraz przed nią pierwszy mecz. W I rundzie otrzymała wolny los. Na kolejnym etapie rywalizacji zmierzy się z Donną Vekić lub Janą Fett.

  • Linette ujawnia prawdę o współpracy z Radwańską. W tym jej pomaga

    Linette ujawnia prawdę o współpracy z Radwańską. W tym jej pomaga

    Linette ujawnia prawdę o współpracy z Radwańską. W tym jej pomaga

    Wpływ Agnieszki Radwańskiej na grę Magdy Linette jest coraz mocniejszy, ale to dobry znak. Sama tenisistka jest zadowolona z dotychczasowej współpracy z byłą wiceliderką światowego rankingu. – Wniosła spokój i ogromne doświadczenie. Pokazuje mi, że czasem warto wybrać inną drogę. Chce się jej słuchać – przyznała Linette w najnowszym wywiadzie

     

    Magda Linette współpracuje z Agnieszką Radwańską od grudnia 2024 r., ale dopiero podczas marcowych turniejów w Stanach Zjednoczonych mogliśmy widzieć wymierne efekty tej współpracy. Poznanianka szczególnie zaimponowała w Miami, gdzie dotarła do ćwierćfinału. Do końca turnieju na Florydzie była przy niej właśnie Radwańska.

     

    Linette zachwycona pracą z Radwańską. “Wniosła spokój”

     

    Linette bardzo ceni sobie współpracę z Radwańską. Była wiceliderka rankingu WTA wnosi sporo doświadczenia do sztabu szkoleniowego i rzuca nowe spojrzenie na pewne kwestie dotyczące gry. Linette czuje też, że krakowianka chce ją w pewnym sensie chronić przed tym, by nie popełniała tych samych błędów co ona.

     

    – Wniosła spokój i ogromne doświadczenie. Przeszła w swej karierze przez wiele rzeczy, popełniła błędy i teraz przed tymi samymi potrafi mnie przestrzec. Pokazuje mi, że czasem warto wybrać inną drogę. Dzięki temu, że osiągnęła tak wiele, po prostu chce się jej słuchać – powiedziała Linette w rozmowie z “Przeglądem Sportowym Onet”.

     

    Aktualnie 30. rakieta świata właściwie od początku zachwala Radwańską i sposób, w jaki pracuje w sztabie. – Agnieszka zachwyciła mnie swoim podejściem. Poznałam ją, kiedy miałam 10 czy 11 lat, ale pierwszy raz jestem w takiej sytuacji, że współpracujemy, bo wcześniej grałyśmy razem w tourze. Teraz trochę bardziej zbliżyłyśmy się do siebie. Jestem nią zachwycona i osobowościowo, i jeśli chodzi o współpracę na korcie. Agnieszka zasłużyła, żeby zobaczyć lepsze mecze w moim wykonaniu – mówiła w wywiadzie dla Sport.pl na początku lutego.

     

    Tenis nie jest jedynym tematem w rozmowach między Linette a Radwańską. Obie łączy wspólne hobby, czyli moda. To sprawia, że współpraca między nimi jest lepsza, dużo łatwiej było o nić porozumienia.

     

    – To coś, co bardzo lubię. Śmieję się, że to moja wielka słabość. Ekspertką nie jestem, ale sprawia mi to ogromną frajdę. Agnieszka Radwańska idealnie się w to wpisuje, bo mamy tę samą słabość. Jako dziecko nie miałam żadnych zdolności artystycznych, a dzięki modzie odnoszę wrażenie, że w jakiś sposób twórczo się spełniam – zupełnie inaczej, niż kiedykolwiek bym pomyślała – przyznała.

     

    Magda Linette zagrała w meczu ze Szwajcarią w ramach Billie Jean King Cup. Pokonała Viktoriję Golubić. Zabrakło jej jednak w starciu z Ukrainą ze względu na problemy zdrowotne.

     

  • Polityczny manifest na meczu Legia – Chelsea. To nie powinno się tu znaleźć

    Polityczny manifest na meczu Legia – Chelsea. To nie powinno się tu znaleźć

    Polityczny manifest na meczu Legia – Chelsea. To nie powinno się tu znaleźć

    “Żyleta” zaimponowała oprawą na początku meczu, ale pod koniec pierwszej połowy byliśmy świadkami kontrowersji. W trakcie meczu najbardziej zagorzali fani Legii wyrazili swoje poglądy polityczne, co przy dzisiejszym meczu było zakazane. Zapewne podpadli obserwatorowi UEFA.

     

    “Żyleta” przed meczem zaprezentowała imponującą oprawę z hasłem “Nie bój się nikogo”. Zrobiła ona szczególne wrażenie na dziennikarzach z Anglii, którzy ochoczo nagrywali ją telefonami i robili jej zdjęcia. Ale dobre wrażenie zostało zatarte przez polityczny manifest.

     

    Polityczny transparent na meczu Legia – Chelsea. “Zabronione”

     

    Pod koniec pierwszej połowy, kiedy piłkarze Legii odpierali ataki Chelsea, na “Żylecie” pojawił się baner z treścią polityczną. Na nim napisane były dwie daty – 18 maja i 1 czerwca. To dni, na które zaplanowano pierwszą i drugą turę wyborów prezydenckich. Obok pojawiły się trzy słowa: “Byle nie Trzaskowski”.

     

    “Żyleta” jasno dała do zrozumienia, że nie będzie popierać obecnego prezydenta Warszawy w tegorocznym wyścigu o pałac prezydencki. Trzaskowski jest faworytem sondaży i notowań, które wskazują na jego zwycięstwo po dwóch turach.

     

    Kibice odpowiedzialni za wywieszenie politycznego transparentu zostali upomniani przez spikera Łukasza “Jurasa” Jurkowskiego. Powiedział, że głoszenie politycznych haseł w jakiejkolwiek formie na trybunach w przypadku meczu rozgrywek pod egidą UEFA jest zabronione.

     

    Z pewnością to zostało zanotowane przez obserwatora UEFA, więc nie można wykluczyć kar z tego tytułu. Sam transparent nie miał żadnego obraźliwego hasła – wyrażał postawę kibiców Legii, którzy są przeciwko Trzaskowskiemu. Jednak fakt, że to był transparent polityczny, może być wystarczający. Wisiał on także przez długą część drugiej połowy spotkania.

     

    Chwilę później pojawił się transparent na rocznicę katastrofy smoleńskiej. “Nie zapomnimy, nie wybaczymy” – można było przeczytać.

     

  • Zdumiewające chwile w Collalbo: 16-letnia Polka zadziwia świat – dwa medale mistrzostw świata w zaledwie dwie godziny!

    Zdumiewające chwile w Collalbo: 16-letnia Polka zadziwia świat – dwa medale mistrzostw świata w zaledwie dwie godziny!

    Zdumiewające chwile w Collalbo: 16-letnia Polka zadziwia świat – dwa medale mistrzostw świata w zaledwie dwie godziny!

    W świecie sportu rzadko zdarzają się momenty, które zapierają dech w piersiach – a jednak właśnie tego dokonała młodziutka Hanna Mazur. 16-letnia reprezentantka Polski przeszła do historii, osiągając coś, co wydaje się wręcz niemożliwe. W ciągu zaledwie dwóch godzin na lodowisku we włoskim Collalbo zdobyła dwa medale mistrzostw świata juniorów w łyżwiarstwie szybkim. To wydarzenie, które bez wątpienia zostanie zapamiętane na długo – nie tylko w Polsce.

     

    Początek sensacyjnego dnia – brąz na 500 metrów

     

    Mistrzostwa świata juniorów dopiero co się rozpoczęły, a już dostarczyły Polsce niesamowite emocje. Hanna Mazur, zawodniczka UKS Orlica Duszniki-Zdrój, najpierw stanęła do rywalizacji w sprincie na 500 metrów. Pokazała zimną krew, niesamowitą determinację i fenomenalną technikę. Z czasem 39,44 sekundy sięgnęła po brązowy medal, ustępując jedynie Shizuko Okuaki z Japonii (39,00) i Huidan Jung z Korei Południowej (39,30). To był dopiero początek czegoś wielkiego.

     

    Czas nie zdążył ostygnąć… a już był drugi medal

     

    Zaledwie dwie godziny później Hanna Mazur znów pojawiła się na tafli – tym razem na dystansie 1500 metrów. Dla wielu zawodników taka krótka przerwa między startami to ogromne wyzwanie fizyczne i psychiczne. Ale nie dla niej. 16-latka ponownie pokazała klasę, utrzymując się w czołówce od samego początku biegu. Jej czas – 2.03,73 – wystarczył, by ponownie znaleźć się na podium. Choć ostatni bieg mógł jeszcze zmienić kolejność medalistek, żadna z rywalek nie była w stanie zagrozić Polce. Drugi tego dnia brąz stał się faktem!

     

    Złoto w tej konkurencji powędrowało do Austriaczki Jeannine Rosner (2.01,60), a srebro zdobyła Japonka Ayano Sekiguchi (2.02,43).

     

    Polska siła młodego pokolenia

     

    Hanna Mazur to bez wątpienia przyszłość polskiego łyżwiarstwa szybkiego. Jej osiągnięcie w Collalbo to nie tylko dowód ogromnego talentu, ale także wyjątkowej siły psychicznej i fizycznej. Ale nie była jedyną Polką, która przyciągnęła uwagę kibiców i ekspertów.

     

    W biegu na 1500 metrów w czołowej dziesiątce znalazła się także Zofia Braun z czasem 2.04,61. Natomiast na dystansie 500 metrów bardzo dobrze spisała się również Wiktora Dąbrowska – zajęła piąte miejsce z wynikiem 39,84 sekundy. Tuż za pierwszą dziesiątką uplasowała się Julia Grzywińska (40,77).

     

    Światowa rywalizacja – emocje nie tylko wśród kobiet

     

    Wśród mężczyzn również nie brakowało emocji. Mistrzem świata juniorów na 500 metrów został Kanadyjczyk Jalen Doan (35,83), który minimalnie wyprzedził Japończyka Fugę Tsujimoto (35,84) i Niemca Finna Sonnekalba (35,91). Różnice były minimalne – walka o medale toczyła się dosłownie na ułamki sekundy.

     

    Nie tylko sukces, ale i znak przyszłości

     

    Hanna Mazur już wcześniej dała sygnał, że jest zawodniczką światowej klasy – zdobywając brąz podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich Młodzieży w Gangwon w 2024 roku. Teraz jej podwójny sukces w Collalbo tylko potwierdza, że mamy do czynienia z jednym z największych talentów ostatnich lat.

     

    Jej dwa medale mistrzostw świata juniorów w tak krótkim czasie to nie tylko imponujące osiągnięcie, ale także jasny sygnał, że nadchodzi nowa era w polskim łyżwiarstwie szybkim. Era, którą może zdumą otwierać Hanna Mazur.