Category: Uncategorized

  • Świątek numerem jeden tuż przed US Open! Sabalenka za plecami

    Świątek numerem jeden tuż przed US Open! Sabalenka za plecami

    Już 24 sierpnia wystartuje turniej singlowy kobiet na US Open. Nic więc dziwnego, że pojawia się coraz więcej analiz i prognoz dotyczących potencjalnej triumfatorki. Jedną z nich opublikował renomowany portal Tennis365, który jednoznacznie wskazuje Igę Świątek jako główną kandydatkę do zwycięstwa. „Jej ostatnie świetne występy sprawiają, że to ona jest faworytką do zdobycia siódmego tytułu wielkoszlemowego” – podkreślono w analizie.

    Świątek na czele listy kandydatek

    Autorem publikacji jest Oli Dickson Jefford, doświadczony dziennikarz Tennis365, który przygotował już ponad 1800 artykułów dla tego portalu. W swoim najnowszym tekście sporządził krótką listę pięciu głównych faworytek US Open, a na jej szczycie umieścił właśnie Świątek. „Jeżeli pierwsza część sezonu mogła budzić lekkie rozczarowanie, patrząc przez pryzmat wysokich standardów Igi, to w ciągu ostatnich dwóch miesięcy sytuacja uległa diametralnej zmianie” – zauważył Jefford.

    Przypomniał także jej sensacyjne triumfy – najpierw na Wimbledonie, a niedawno na turnieju WTA 1000 w Cincinnati, mimo że dotychczas te korty nie były dla niej szczęśliwe. „Wygrane w imprezach, które wcześniej nie należały do jej najmocniejszych, to świetny prognostyk przed Flushing Meadows, gdzie w 2022 roku zdobyła tytuł. Wygląda na to, że Świątek wróciła do najwyższej dyspozycji – albo jest jej bardzo blisko – a ostatnie wyniki czynią ją naturalną faworytką do kolejnego, siódmego wielkoszlemowego triumfu” – napisał Tennis365.

    Najgroźniejsze rywalki

    Choć Polka – obecnie numer dwa rankingu WTA – otwiera listę głównych kandydatek, konkurencja w Nowym Jorku będzie niezwykle mocna. Na jej drodze mogą stanąć przede wszystkim Aryna Sabalenka (1. WTA) oraz Coco Gauff (3. WTA).

    Sabalenka broni tytułu i – jak podkreślono – w ostatnich czterech edycjach US Open za każdym razem docierała co najmniej do półfinału. „To sprawia, że jest jedną z największych kandydatek do końcowego triumfu” – napisano o liderce światowego rankingu. Gauff natomiast, zdaniem analityków, jeszcze nie weszła na absolutny szczyt swoich możliwości, lecz jej pozycja w światowym tenisie i dynamiczny rozwój sprawiają, że należy do ścisłego grona faworytek.

    Kolejne nazwiska na liście

    Ostatnie dwa miejsca w zestawieniu zajęły Jelena Rybakina oraz Madison Keys. Kazaszka imponuje stabilnością formy – w Waszyngtonie, Montrealu i Cincinnati dochodziła do półfinału. Z kolei Keys ma wyjątkową historię startów w Nowym Jorku – wygrała tam już 33 mecze, a w 2017 roku dotarła aż do finału.

    US Open – turniej niespodzianek

    Czy przewidywania Tennis365 się sprawdzą? Polscy kibice na pewno bardzo by tego chcieli, bo oznaczałoby to kolejny wielki sukces Igi Świątek. Jednak historia US Open pokazuje, że to turniej pełen zaskoczeń. Wystarczy przypomnieć zwycięstwa Emmy Raducanu w 2021 roku czy Bianki Andreescu dwa lata wcześniej. Choć obie nadal rywalizują na światowych kortach, żadnej nie udało się powtórzyć tamtych sukcesów w kolejnych edycjach Wielkiego Szlema.

  • Raz, dwa, trzy! Co za występ Polaków na MŚ! Pokazali, jak to się robi

    Raz, dwa, trzy! Co za występ Polaków na MŚ! Pokazali, jak to się robi

    Polska reprezentacja siatkarzy do lat 21 znakomicie rozpoczęła mistrzostwa świata w Jiangmen, pewnie pokonując Portoryko 3:0. Choć wynik sugeruje łatwe zwycięstwo, to szczególnie w drugim secie podopieczni Piotra Grabana musieli wykazać się odpornością psychiczną i skutecznością w kluczowych momentach.

    Mocne otwarcie turnieju

    Biało-Czerwoni przyjechali do Chin jako jedni z głównych faworytów do złota. W grupie B rywalizują z Portoryko, Koreą Południową, Kazachstanem, Kanadą i obrońcą tytułu – Iranem. To właśnie drużyna z Bliskiego Wschodu, pokonując Kazachstan 3:1, już w pierwszym meczu potwierdziła, że będzie najgroźniejszym przeciwnikiem Polaków w walce o pierwsze miejsce w tabeli.

    Pierwszy set pod pełną kontrolą

    Spotkanie z Portoryko rozpoczęło się dla Polaków wręcz koncertowo. Skuteczność ataku na poziomie aż 80% sprawiła, że rywale nie mieli wiele do powiedzenia. Pierwsza partia zakończyła się zdecydowaną wygraną 25:15.

    Nerwy w drugim secie

    Drugi set miał zupełnie inny przebieg. Portoryko, grając odważnie i wykorzystując błędy Polaków, prowadziło nawet 15:11, a w końcówce utrzymywało przewagę 21:18. Biało-Czerwoni sami utrudniali sobie sytuację – popełnili aż 11 błędów, z czego 5 w ataku i 6 na zagrywce, oddając rywalom sporą część punktów praktycznie za darmo.
    W decydującym fragmencie odpowiedzialność wziął na siebie Wojciech Gajek, który świetnie zaprezentował się na zagrywce. Dzięki temu Polacy odwrócili losy seta i zwyciężyli 25:22.

    Ostatnia partia bez większych emocji

    Trzeci set miał już zupełnie inny charakter. Portorykańczycy, podłamani utraconą szansą w poprzedniej odsłonie, nie byli w stanie poważnie zagrozić Biało-Czerwonym. Polacy szybko objęli wysokie prowadzenie (19:12) i mimo lekkiego zrywu rywali w końcówce, ponownie wygrali 25:22, pieczętując swoje pierwsze zwycięstwo na turnieju.

    Co dalej?

    Kolejne spotkanie Polacy rozegrają już jutro o godzinie 7:50 czasu polskiego, a ich przeciwnikiem będzie Korea Południowa. Zespół Piotra Grabana przystąpi do tego starcia jako zdecydowany faworyt.

    Polska – Portoryko 3:0 (25:15, 25:22, 25:22)

  • Tyle Świątek zarobiła za finał US Open. Rekord!

    Tyle Świątek zarobiła za finał US Open. Rekord!

    Iga Świątek i Casper Ruud awansowali do finału wielkoszlemowego US Open w mikście. Choć w decydującym meczu musieli uznać wyższość rywali, i tak zakończyli turniej z imponującą nagrodą finansową. W porównaniu z poprzednią edycją różnica jest kolosalna.

    Intensywny czas dla Świątek

    Ostatnie dni były dla Igi Świątek wyjątkowo pracowite. Najpierw Polka triumfowała w turnieju WTA 1000 w Cincinnati, gdzie w finale pokonała Jasmine Paolini 7:5, 6:4. Kilkanaście godzin później przeniosła się do Nowego Jorku, by rozpocząć rywalizację w mikście na US Open. W parze z Casperem Ruudem szybko udowodniła, że tworzą zgrany duet – pierwszego dnia odnieśli dwa zwycięstwa i zapewnili sobie miejsce w półfinale.

    Droga do finału i nagrody

    Półfinał i finał rozegrano w nocy ze środy na czwartek. Świątek i Ruud dostarczyli kibicom ogromnych emocji. Najpierw w starciu z Jessicą Pegulą i Jackiem Draperem odwrócili losy meczu, wygrywając w super tie-breaku 3:5, 5:3, 10-8. W finale zmierzyli się z doświadczonym włoskim duetem – Sarą Errani i Andreą Vavassorim. Spotkanie było bardzo wyrównane, ale ostatecznie to Włosi okazali się lepsi, zwyciężając 6:3, 5:7, 10-6.

    Errani i Vavassori sięgnęli po główną nagrodę – milion dolarów do podziału. Świątek i Ruud również mogą być zadowoleni, bo za grę w finale otrzymali 400 tysięcy dolarów, czyli po ponad 200 tysięcy na osobę (około 730 tys. złotych).

    Historyczne pieniądze w mikście

    Tegoroczna edycja miksta odbywała się w zupełnie nowej formule. Organizatorzy zaprosili największe gwiazdy singla, co sprawiło, że wielu specjalistów od gry podwójnej i mieszanej nie dostało szansy występu. Mecze skrócono, a na trybunach zasiadły tłumy. Największe zmiany dotyczyły jednak puli nagród.

    Wystarczy porównać z 2024 rokiem: zwycięzcy otrzymywali wówczas 200 tysięcy dolarów do podziału, a finaliści 100 tysięcy. W 2025 roku te kwoty zostały podwojone, a nawet potrojone. To sprawia, że Iga Świątek zgarnęła w Nowym Jorku rekordową wypłatę w grze mieszanej.

  • Oto co Świątek powiedziała po finale US Open. Wielka klasa

    Oto co Świątek powiedziała po finale US Open. Wielka klasa

    Po pierwsze, gratulacje dla Sary i Andrei. To zwycięstwo było w pełni zasłużone – powiedziała Iga Świątek po przegranym finale miksta na US Open. W swojej wypowiedzi Polka sporo miejsca poświęciła także partnerowi z kortu, Casperowi Ruudowi. – Zawsze miałam do ciebie ogromny szacunek – podkreśliła.

    Finał zakończony triumfem Włochów

    Świątek i Ruud dotarli do finału gry mieszanej, gdzie po niezwykle wyrównanym i emocjonującym meczu musieli uznać wyższość włoskiego duetu – Sary Errani i Andrei Vavassoriego. Spotkanie zakończyło się wynikiem 3:6, 7:5, 6-10. Dla włoskiej pary był to drugi z rzędu triumf w nowojorskim turnieju. Świątek jednak zapowiedziała, że będzie walczyć o to, by zrekompensować sobie porażkę w mikście sukcesem w singlu.

    Słowa Igi Świątek po meczu

    Podczas ceremonii wręczenia nagród jako pierwsza głos zabrała Polka. – Przede wszystkim gratulacje dla Sary i Andrei. To w pełni zasłużona wygrana. Pokazaliście, że deblowi specjaliści są taktycznie sprytniejsi niż singliści. Walczyliśmy do samego końca, starając się, by spotkanie było jak najbardziej wyrównane. To była przyjemność dzielić z wami kort – powiedziała Świątek.

    Następnie zwróciła się bezpośrednio do swojego partnera. – Zazwyczaj skupiamy się na singlu, ale tym razem mogliśmy spróbować gry mieszanej i naprawdę mi się to spodobało. Dziękuję, Casper, że napisałeś do mnie. Chyba już wiemy, kto zaczął tę całą historię – żartowała, nawiązując do ich wcześniejszej wymiany zdań po awansie do półfinału. – Zawsze darzyłam cię ogromnym szacunkiem, wiesz o tym. Wspólna gra była niesamowitym doświadczeniem. Myślę, że stworzyliśmy bardzo dobry duet, mimo że nie mieliśmy żadnego przygotowania. Ja długo rywalizowałam w Cincinnati, a on odpowiadał za całą taktykę, przedstawiając mi ją dziesięć minut przed każdym meczem. To było świetne. Mogliśmy grać swobodnie i cieszyć się atmosferą. Dziękuję też kibicom – jesteście tu po to, by dobrze się bawić, a my daliśmy z siebie wszystko. Dzięki, że zostaliście do końca – zakończyła.

    Głos Caspera Ruuda

    Norweg także podziękował i pogratulował rywalom. – Iga, dziękuję za wspólną grę i również twojemu sztabowi, że się na to zgodzili. Wiem, że miałaś bardzo intensywny dzień. Mam nadzieję, że uda ci się trochę odpocząć przed singlowymi zmaganiami. To była dla nas świetna zabawa i mam nadzieję, że dla kibiców także – powiedział Ruud.

    Czas na singiel

    Po zakończeniu przygody w mikście Świątek ma kilka dni na regenerację przed turniejem singlowym US Open, który potrwa od 25 sierpnia do 7 września. Polka rozpocznie rywalizację od pierwszej rundy i na pewno będzie chciała powtórzyć swój sukces sprzed dwóch lat, kiedy to sięgnęła po tytuł w Nowym Jorku.

  • Świątek i Ruud grali do końca! Niesamowity mecz w półfinale US Open

    Świątek i Ruud grali do końca! Niesamowity mecz w półfinale US Open

    Ależ to były przeżycia! Iga Świątek i Casper Ruud w półfinale miksta US Open przeżyli prawdziwą huśtawkę nastrojów. Polsko-norweski duet był o krok od porażki – najpierw dwa gemy dzieliły ich od przegranej w dwóch setach, a potem zaledwie dwa punkty od odpadnięcia w trzech partiach. Jednak pokazali ogromny charakter i wolę walki, zwyciężając Jessicę Pegulę oraz Jacka Drapera 3:5, 5:3, 10-8.

    Dla obojga tenisistów US Open ma wyjątkowe znaczenie – to właśnie tutaj osiągnęli swoje najlepsze rezultaty w singlu. W 2022 roku Świątek sięgnęła po triumf w turnieju, a Ruud dotarł aż do finału. Teraz wspólnie zagrają w decydującym starciu o tytuł w mikście.

    Zmęczenie Polki i wsparcie Ruuda

    Świątek do gry mieszanej przystąpiła niemal bez chwili wytchnienia. Jeszcze kilkanaście godzin wcześniej cieszyła się z wygranej w Cincinnati, a już następnego dnia przeniosła się do Nowego Jorku, gdzie w parze z Ruudem rozegrała dwa mecze jednego popołudnia. Nic dziwnego, że Norweg w początkowych spotkaniach starał się brać na siebie jak najwięcej obowiązków. Z czasem jednak liderka rankingu coraz mocniej dochodziła do głosu. W półfinale jednak oboje mieli trudne momenty i potrzebowali cierpliwości, by złapać właściwy rytm.

    Wcześniej ich droga do półfinału wyglądała bardzo pewnie. Pokonali kolejno Madison Keys i Francesa Tiafoe 4:1, 4:2, a następnie Caty McNally i Lorenzo Musettiego w identycznym stosunku. Jednak Pegula i Draper, najwyżej rozstawiona para w turnieju (rozstawienie ustalano na podstawie rankingów singlowych), od początku postawili znacznie twardsze warunki.

    Pegula błyszczała, Draper imponował serwisem

    Pegula, znana z sukcesów w deblu i mikście, imponowała stabilnością i doświadczeniem, co komentatorzy Eurosportu podkreślali określeniami „skała” czy „można się jej przestraszyć”. Draper z kolei nadrabiał brak ogrania mocnym serwisem, przez długi czas utrzymując wysoki poziom. Świątek i Ruud mieli natomiast sporo problemów przy własnym podaniu, co dało się zauważyć zwłaszcza w pierwszej partii.

    Choć udało im się odrobić pierwsze przełamanie, przy stanie 3:3 ponownie stracili podanie. W końcówce Ruud nie wytrzymał napięcia i zagrał w siatkę, co przesądziło o losach seta.

    Powroty, które przesądziły o finale

    W drugim secie historia niemal się powtórzyła – strata serwisu na początku meczu mogła ich pogrążyć, ale znów pokazali charakter i szybko odrobili straty. Z czasem przejęli inicjatywę, a mimo że nie wykorzystali trzech piłek setowych przy 3:2, w końcu zamknęli partię w ósmym gemie.

    Najwięcej emocji przyniósł jednak super tie-break. Świątek i Ruud przegrywali już 0:3, potem 4:8, a dodatkowo Polka popełniała podwójne błędy serwisowe. Mimo to oboje pokazali niesamowitą wolę walki, zdobyli sześć punktów z rzędu i ostatecznie to Świątek przypieczętowała awans decydującym uderzeniem.

    Doświadczenie Świątek w grze podwójnej

    Choć Polka rzadko występuje w deblu, ma już za sobą finał Roland Garros w tej konkurencji (z Bethanie Mattek-Sands w 2019 roku). Kilkakrotnie próbowała też swoich sił w mikście – m.in. w Australian Open z Łukaszem Kubotem, a także podczas igrzysk w Tokio. Ostatnio grała w tej formule w United Cup, gdzie miała okazję mierzyć się… właśnie z Ruudem, z którym teraz tworzy skuteczny duet.

    Rywali w finale wyłoni mecz broniących tytułu Włochów, Sary Errani i Andrei Vavassoriego, z Amerykanami Danielle Collins i Christianem Harrisonem. Spotkanie o mistrzostwo odbędzie się tuż po zakończeniu tego półfinału.

  • Co za sukces Polki. Wygrała Diamentową Ligę pierwszy raz w karierze!

    Co za sukces Polki. Wygrała Diamentową Ligę pierwszy raz w karierze!

    Zawody Diamentowej Ligi w Lozannie zapisały się w historii jako jedne z najbardziej nietypowych w ostatnich latach. Wszystko za sprawą potężnej ulewy, która spadła na Stade Olympique de la Pontaise i całkowicie odmieniła przebieg rywalizacji. Deszcz zalał bieżnię i rozbieg, a organizatorzy przez długi czas walczyli o to, by zawody w ogóle mogły się odbyć. Walka z wodą na stadionie przypominała wręcz syzyfową pracę – gdy tylko udało się osuszyć fragment nawierzchni, kolejne opady ponownie zalewały płytę obiektu. Komentatorzy i kibice zastanawiali się, czy program uda się dokończyć, a zawodnicy musieli zmierzyć się z ekstremalnie trudnymi warunkami.

    Ostatecznie wszystkie konkurencje udało się rozegrać, ale rezultaty wielu z nich były dalekie od najlepszych osiągnięć sezonu. Szczególnie dużo emocji wzbudził konkurs skoku wzwyż kobiet, w którym doszło do niespotykanego rozstrzygnięcia. Na najwyższym stopniu podium znalazły się aż trzy zawodniczki – Polka Maria Żodzik, Niemka Christina Honsel oraz Australijka Nicola Olyslagers. Wszystkie trzy skoczyły 1,91 m bez żadnego strącenia, jednak przy kolejnej próbie – 1,94 m – żadnej nie udało się zaliczyć.

    W normalnych warunkach sędziowie zaproponowaliby dogrywkę, aby wyłonić jedną zwyciężczynię. Tym razem jednak żadna z zawodniczek nie zdecydowała się na dodatkowe podejścia, ponieważ śliska nawierzchnia stwarzała realne zagrożenie kontuzją. Zawody zakończyły się więc w wyjątkowy sposób – trzy triumfatorki stanęły obok siebie na najwyższym stopniu podium. Dla Marii Żodzik był to moment szczególny, bo po raz pierwszy w karierze zwyciężyła w prestiżowych zawodach Diamentowej Ligi.

    Warto podkreślić, że cykl Diamentowej Ligi uznawany jest za lekkoatletyczny odpowiednik piłkarskiej Ligi Mistrzów. Rywalizują w nim największe gwiazdy sportu, a same starty stanowią ogromne wyróżnienie. Triumf w tych zawodach to wydarzenie, o którym marzy niemal każdy lekkoatleta. Od 2022 roku do kalendarza cyklu należy również Memoriał Kamili Skolimowskiej rozgrywany w Chorzowie, co jeszcze mocniej podkreśla prestiż całej serii.

    Zwycięstwo Żodzik w Lozannie ma też historyczne znaczenie. Jak poinformował profil Athletics News, Polka została siedemnastym reprezentantem polskiej lekkoatletyki, który odniósł triumf w zawodach Diamentowej Ligi. To osiągnięcie, które stawia ją w gronie najlepszych i otwiera nowy rozdział w jej karierze.

    Chociaż ulewa sprawiła, że rywalizacja w Lozannie była daleka od ideału, to właśnie ten niezwykły konkurs skoku wzwyż zapamiętamy na długo. Deszcz, dramatyczne warunki, a na końcu trzy uśmiechnięte zawodniczki dzielące zwycięstwo – tak narodziła się jedna z najpiękniejszych historii tegorocznej Diamentowej Ligi, z Polką Marią Żodzik w roli głównej.

  • Oto co zrobiła rywalka po triumfie Świątek. Od razu na nią ruszyli

    Oto co zrobiła rywalka po triumfie Świątek. Od razu na nią ruszyli

    Różnice w wynagrodzeniach pomiędzy tenisistami a tenisistkami to temat, który powraca regularnie i niezmiennie budzi wiele emocji w środowisku sportowym. Sprawa odżyła ze zdwojoną siłą po triumfie Igi Świątek w turnieju Cincinnati Open. Choć Polka sięgnęła po trofeum w znakomitym stylu, szybko okazało się, że jej nagroda finansowa będzie znacznie niższa niż ta, którą otrzymał zwycięzca męskiej edycji imprezy, Carlos Alcaraz. Ta dysproporcja stała się początkiem burzliwej debaty, do której nieoczekiwanie dołączyła niemiecka tenisistka Eva Lys. Jej reakcja podzieliła kibiców – jedni pochwalili ją za odwagę, inni skrytykowali za wywołanie dodatkowego zamieszania.

    Tenis i kwestia równości płac

    Od wielu lat tenis uchodzi za jedną z nielicznych dyscyplin sportowych, w których udało się wypracować względnie sprawiedliwe zasady finansowe. Najlepszym przykładem są turnieje wielkoszlemowe – tam już od kilkunastu lat obowiązuje zasada równego podziału nagród: kobiety i mężczyźni otrzymują identyczne premie za takie same wyniki sportowe. Dzięki temu tenis bywa przedstawiany jako modelowy przykład równości płci w sporcie zawodowym.

    Nie wszystkie turnieje jednak stosują podobne rozwiązania. Cincinnati Open wciąż dzieli pulę nagród nierówno, znacznie bardziej premiując tenisistów. W praktyce oznacza to, że za zwycięstwo w turnieju Iga Świątek otrzymała 752 275 dolarów, podczas gdy Carlos Alcaraz wzbogacił się aż o 1 124 380 dolarów. Różnica przekraczająca 370 tys. dolarów nie mogła przejść bez echa, zwłaszcza że oboje rywalizowali w tym samym miejscu, przez ten sam czas i w identycznym formacie meczowym – do dwóch wygranych setów.

    Włoski dziennikarz dolewa oliwy do ognia

    Dyskusja nabrała tempa we wtorek, gdy włoski dziennikarz tenisowy Luigi Gatto w ostrych słowach skomentował sytuację. Na portalu „X” zestawił nagrody Świątek i Alcaraza, podkreślając, że oboje „grali na tych samych obiektach przez dwanaście dni, w tym samym systemie, a mimo to nie zarobią tyle samo”. Jego wpis wywołał falę komentarzy i ożywioną dyskusję w mediach społecznościowych.

    Na te słowa zwróciła uwagę także Eva Lys, obecnie 60. zawodniczka rankingu WTA. Niemka udostępniła wpis Gatto na Instagramie, czym błyskawicznie włączyła się do gorącej debaty.

    Burzliwa reakcja kibiców i odpowiedź Lys

    Jak się szybko okazało, Lys nie spodziewała się tak gwałtownego odzewu. Jej aktywność spotkała się z lawiną komentarzy, w większości krytycznych, głównie ze strony męskich kibiców. Sama zawodniczka postanowiła skomentować całą sytuację, publikując kolejne zdjęcie na Instagramie, na którym miała skonsternowaną minę. Podpisała je wymownie: „To takie zabawne (i przejmujące), jak wielu mężczyzn wkurzyło się przez moje ostatnie story”.

    Wpis ten tylko dolał oliwy do ognia i sprawił, że niemiecka tenisistka znalazła się w centrum internetow (more…)

  • Nieprawdziwy” Wielki Szlem ze Świątek w roli głównej. Historia tenisa zafałszowana

    Nieprawdziwy” Wielki Szlem ze Świątek w roli głównej. Historia tenisa zafałszowana

    „Nieprawdziwy” Wielki Szlem? Historia pokazuje coś innego

    Jeszcze przed rozpoczęciem tegorocznych zmagań miksta na US Open pojawiła się fala krytyki pod adresem organizatorów. Wszystko za sprawą nowej formuły, która diametralnie różni się od dotychczasowych zasad. Pojawiły się nawet głosy, że mamy do czynienia z „fałszywym Wielkim Szlemem”. Gdyby jednak konsekwentnie stosować taką logikę, należałoby podważyć ogromną część dotychczasowej historii tenisa, a wielu wielkich mistrzów należałoby oznaczyć gwiazdką z adnotacją: „nieprawdziwy triumfator”.

    Mikst w nowym wydaniu

    Turniej mieszany w Nowym Jorku zyskał w tym roku zupełnie nowe oblicze. Do rywalizacji zaproszono jedynie 16 par, a mecze odbywają się jeszcze przed rozpoczęciem głównej rywalizacji singlowej kobiet i mężczyzn. Wcześniej miksty były rozgrywane równolegle z turniejami singlowymi i deblowymi, przez co pozostawały w cieniu i rzadko przyciągały najlepszych graczy.

    Organizatorzy chcieli to zmienić. Podnieśli pulę nagród z 200 tys. dolarów do miliona i zaprosili do udziału czołówkę światowego tenisa, wybierając uczestników na podstawie rankingów singlowych. Efekt? Tłumy kibiców na trybunach – czego mikst dawno nie widział.

    „To już nie Wielki Szlem”

    Nie wszystkim jednak spodobały się te zmiany. Najbardziej rozczarowani byli ci zawodnicy i zawodniczki, którzy od lat specjalizują się w grze mieszanej. – Nie nazywajmy tego Wielkim Szlemem. To odejście od tradycji i historii. Do tej pory zwycięstwo w mikście wymagało rywalizacji przez tydzień czy półtora, a teraz wystarczy dwa dni i mecze do czterech gemów. To obniża rangę całego wydarzenia – mówił Jan Zieliński, dwukrotny triumfator wielkoszlemowych mikstów, w rozmowie ze Sport.pl.

    Podobne opinie pojawiły się także wśród innych graczy i kibiców.

    Spór o „prawdziwych mistrzów”

    Zastrzeżenia specjalistów od miksta są zrozumiałe, ale patrząc w przeszłość można by dojść do wniosku, że cała historia tenisa jest w pewnym sensie „sfałszowana”. W przeszłości wielu najwybitniejszych tenisistów nie mogło startować w turniejach wielkoszlemowych z powodu przepisów dzielących sportowców na amatorów i zawodowców.

    Mało kto dziś pamięta, że na początku XX wieku w kalendarzu znajdowało się nie cztery, ale aż siedem turniejów wielkoszlemowych. Wielu mistrzów, których dziś wspominamy, nigdy nie miało szans walczyć w całym cyklu.

    Lenglen, Richards i narodziny „zawodowego” Szlema

    Przykład? Suzanne Lenglen – sześciokrotna triumfatorka Wimbledonu i złota medalistka olimpijska – już w 1926 roku przeszła na zawodowstwo, podpisując kontrakt na lukratywne tournée po Stanach Zjednoczonych. Zyskała majątek, ale straciła możliwość dalszych występów w turniejach amatorskich, które do dziś uznaje się za „wielkoszlemowe”.

    Podobny los spotkał Vincenta Richardsa, złotego medalistę olimpijskiego i pięciokrotnego zwycięzcę Pucharu Davisa. W 1927 roku triumfował on w pierwszych mistrzostwach USA zawodowców. Kilka lat później powstały też odpowiedniki Roland Garros i Wimbledonu dla profesjonalistów, które zaczęto nazywać „zawodowym Wielkim Szlemem”.

    W tym gronie znaleźli się także Bill Tilden, Ellsworth Vines, Don Budge czy Fred Perry – wszyscy oni już w młodym wieku porzucali tenis amatorski, by kontynuować kariery w gronie profesjonalistów.

    Gwiazdy wykluczone z historii

    Lista takich przykładów jest długa. Bobby Riggs, Pancho Gonzalez, Ken Rosewall czy Rod Laver – wszyscy oni przez lata nie mogli rywalizować w „prawdziwych” Szlemach. Niektórzy, jak Laver, zdążyli nawet dwukrotnie skompletować wszystkie cztery tytuły – pierwszy raz jako amator, drugi raz już w erze Open, gdy zniesiono sztuczny podział.

    Ken Rosewall wygrał łącznie 23 wielkoszlemowe turnieje, ale aż 15 z nich w gronie zawodowców – dlatego dziś w oficjalnych statystykach mówi się tylko o ośmiu.

    Gdyby dziś zabrakło Djokovicia czy Federera…

    Historia pokazuje, że przez dziesięciolecia ogromna liczba tytułów i wielkich osiągnięć została w praktyce „wymazana”, bo rozgrywały się poza oficjalnym kalendarzem. A przecież ci zawodnicy byli odpowiednikami dzisiejszych Novaka Djokovicia, Rogera Federera czy Rafaela Nadala.

    Czy bylibyśmy w stanie wyobrazić sobie historię tenisa ostatnich 25 lat bez któregoś z nich? Tak właśnie wyglądała rzeczywistość w pierwszej połowie XX wieku. Dlatego podważanie wartości obecnego miksta jako „nieprawdziwego Szlema” wydaje się być zbyt dużym uproszczeniem.

  • Sukces Świątek w cieniu wielkiej burzy. Tak potraktowano drugą rakietę świata

    Sukces Świątek w cieniu wielkiej burzy. Tak potraktowano drugą rakietę świata

    Iga Świątek zameldowała się już w półfinale miksta podczas US Open, jednak sam turniej wzbudza sporo kontrowersji ze względu na nową formułę. Głos w sprawie zabrała nawet Amerykanka Jessica Pegula, otwarcie krytykując organizatorów. Najgłośniej mówi się jednak o tym, że przez zmienione zasady pominięto m.in. wiceliderkę rankingu deblistek Katerinę Siniakovą.

    Nowa formuła – krótsze mecze i inne zasady

    We wtorek w Nowym Jorku ruszył turniej gry mieszanej. W półfinale Świątek i Ruud zmierzą się z duetem Pegula – Draper, a w drugim meczu o finał zagrają Collins i Harrison przeciwko Errani i Vavassori. W tym roku rozgrywki skrócono do dwóch dni. Spotkania toczą się tylko do czterech gemów, a półfinały i finał zaplanowano na noc ze środy na czwartek.

    Najwięcej kontrowersji budzą jednak kryteria doboru uczestników. Organizatorzy chcieli, by mikst stał się bardziej atrakcyjny dla publiczności, dlatego wprowadzili zasadę, że osiem par dopuszcza się na podstawie łącznych rankingów singlowych, a kolejne osiem otrzymuje „dzikie karty”. Dzięki temu do gry weszły znane nazwiska jak Świątek i Ruud czy Pegula i Draper. Specjaliści od debla musieli liczyć na zaproszenia – i w większości się nie doczekali.

    Efekt? Wśród 16 par tylko jedna to prawdziwi specjaliści od gry podwójnej – Errani i Vavassori, którzy w tym roku wygrali Roland Garros w mikście. Reszta to głównie singliści, choć niektórzy, jak Taylor Townsend czy Mirra Andriejewa, odnoszą także sukcesy w deblu.

    Czeszka bez szans na grę

    Największą poszkodowaną okazała się Katerina Siniakova – jedna z najlepszych deblistek świata, mająca na koncie 11 tytułów wielkoszlemowych. Choć jest wiceliderką rankingu deblowego, to w singlu plasuje się dopiero w szóstej dziesiątce. Początkowo nie znalazła się w drabince, a „dziką kartę” otrzymała dopiero, gdy zgłosiła się do gry z Jannikiem Sinnerem. Pech chciał, że Włoch doznał kontuzji w finale w Cincinnati i musiał wycofać się z turnieju.

    Siniakova liczyła, że organizatorzy pomogą jej znaleźć innego partnera, ale zamiast tego miejsce jej pary zajęli… Amerykanie Collins i Harrison, którzy już awansowali do półfinału. Tymczasem Czeszka zrezygnowała specjalnie z występu w turnieju WTA w Cleveland, by móc zagrać w Nowym Jorku – teraz pozostały jej tylko treningi.

    Co więcej, aż 12 z 32 uczestników miksta to Amerykanie. Na przykład Jasmine Paolini, która wycofała się z gry z Musettim, została zastąpiona przez Caty McNally, a „dzikie karty” otrzymali także m.in. Venus Williams czy Reilly Opelka. Zdaniem wielu balans został zachwiany – w imprezie, która z definicji ma być „otwartymi mistrzostwami USA”, tym razem bardziej przypomina wewnętrzny turniej gospodarzy.

    Głośne głosy krytyki

    Siniakova już wcześniej komentowała nowe zasady. – Jeśli dwójka najlepszych tenisistów świata nie dostaje się do turnieju, to znaczy, że coś jest nie tak – mówiła w rozmowie z czeskim Canal+ Sport. Podkreślała, że wraz z Marcelo Arevalo (byłym liderem rankingu deblowego) nie otrzymali „dzikiej karty”, mimo że Arevalo wciąż jest w ścisłej czołówce.

    Krytycznie wypowiedziała się także Jessica Pegula, która sama korzysta z nowych reguł. – Nie podoba mi się sposób, w jaki to zorganizowano. Zmieniliście format bez konsultacji z zawodnikami. Kibice może będą zadowoleni, ale wielu graczy straciło szansę na występ i zarobek. Dla niektórych to był naprawdę ważny turniej – powiedziała Amerykanka.

    Prestiż pod znakiem zapytania

    Na problem zwrócił uwagę również Jan Zieliński, który przed rokiem triumfował w mikście na Wimbledonie i Australian Open. – Mikst w Nowym Jorku ma długą tradycję, a teraz nagle można zdobyć tytuł w dwa dni i przy meczu do czterech gemów. To odbiera wydarzeniu powagę i prestiż – ocenił.

    Kontrowersje wokół US Open 2025 sprawiły więc, że choć Iga Świątek i Casper Ruud notują świetny występ, to sukces Polki pozostaje w cieniu głośnej dyskusji o zasadach, które mocno uderzyły w deblistów i całkowicie zmieniły oblicze tej rywalizacji.

  • Tyle na US Open zarobiła już Świątek, kwota robi wrażenie. Na tym nie koniec

    Tyle na US Open zarobiła już Świątek, kwota robi wrażenie. Na tym nie koniec

    Iga Świątek świetnie odnajduje się na kortach US Open. Zanim rozpoczęła rywalizację singlową, zdążyła już zapewnić sobie awans do półfinału turnieju mikstów. W duecie z Casperem Ruudem pokonała pewnie pary Madison Keys – Frances Tiafoe oraz Caty McNally – Lorenzo Musetti, notując bardzo udany początek w tej konkurencji. Co więcej, sukces ten przyniósł im już pokaźne zyski, a w przypadku dalszych zwycięstw kwota ta może jeszcze wielokrotnie wzrosnąć.

    Ostatnie tygodnie to dla Świątek pasmo znakomitych wyników. Polka, niedawna triumfatorka Wimbledonu, sięgnęła bez straty seta po tytuł w turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Kilka godzin później rozpoczęła występy w mikście na US Open i w 1/8 finału wraz z Ruudem zwyciężyła 4:1, 4:2 nad duetem Keys – Tiafoe. W ćwierćfinale takim samym wynikiem odprawili McNally i Musettiego, meldując się w najlepszej czwórce.

    Awans do półfinału oznaczał również konkretne korzyści finansowe. Do tej pory para zarobiła już 200 tys. dolarów, co daje po 100 tys. na zawodnika – w przypadku Świątek to równowartość około 364 tys. złotych. Jeśli uda im się pokonać w półfinale duet Jessica Pegula – Jack Draper, ich konto wzrośnie do 400 tys. dolarów.

    Największa nagroda czeka jednak w finale – triumf w turnieju to aż milion dolarów do podziału. Wtedy na konto Świątek trafiłoby 500 tys. dolarów, czyli około 1,8 mln złotych. Droga do tego nie będzie jednak łatwa. Po ewentualnym starciu z Pegulą i Draperem w decydującym meczu czekałby ich pojedynek z wygranym pary Collins – Harrison lub Errani – Vavassori.

    Mecz Świątek i Ruuda z Pegulą oraz Draperem zaplanowano na godzinę 1:00 w nocy czasu polskiego. Relację tekstową na żywo będzie można śledzić w serwisie Interia Sport. Jeśli Polka awansuje do finału, zagra w nim jeszcze tej samej nocy.