Category: Uncategorized

  • Set dla Sabalenki i zwrot akcji w meczu z Zheng o półfinał w Miami. Koniec nastał o 3:17

    Set dla Sabalenki i zwrot akcji w meczu z Zheng o półfinał w Miami. Koniec nastał o 3:17

    Set dla Sabalenki i zwrot akcji w meczu z Zheng o półfinał w Miami. Koniec nastał o 3:17

    Sesja wieczorna w ramach wtorkowej rywalizacji w Miami przyniosła nam starcie z udziałem Aryny Sabalenki. Białorusinka walczyła o awans do półfinału turnieju rangi WTA 1000 z Qinwen Zheng. Liderka rankingu w pewnym stylu wygrała pierwszego seta, ale na starcie drugiego nastąpił zwrot akcji. Chinka często obejmowała prowadzenie dwoma gemami. W końcówce tenisistka z Mińska odrobiła jednak stratę i przechyliła szalę na swoją korzyść. Ostatecznie 26-latka triumfowała 6:2, 7:5. Pojedynek zakończył się o godz. 3:17 czasu polskiego.

     

    Po nieudanym tournee po Bliskim Wschodzie, Aryna Sabalenka przygotowała znacznie lepszą formę na zmagania w Indian Wells i Miami. Podczas kalifornijskich rozgrywek przegrała dopiero w finale, ulegając Mirrze Andriejewej. Na Florydzie jej dyspozycja również wyglądała jak dotąd nieźle. W czwartej rundzie dość pewnie rozprawiła się z obrończynią tytułu  – Danielle Collins. Amerykanka nie zdołała wygrać choćby jednego seta w potyczce z liderką rankingu.

     

    Dzisiejszej nocy Sabalenka rywalizowała o awans do półfinału WTA 1000 w Miami. Jej przeciwniczką okazała się Qinwen Zheng, która miała do tej pory fatalny bilans w bezpośrednich starciach przeciwko tenisistce z Mińska. Aryna prowadziła 5-0 w zestawieniu H2H. Chinka wygrała w tych potyczkach tylko jednego seta, podczas ubiegłorocznego finału tysięcznika w Wuhan. Zawodniczka z Azji, której forma również szła w górę, stanęła przed szansą na premierowy triumf w rywalizacji z Białorusinką.

     

    Mecz Sabalenka – Zheng wyłonił rywalkę dla Paolini w półfinale WTA 1000 w Miami

     

    Pojedynek od początku miał dość niespodziewany przebieg. Już w pierwszym gemie obserwowaliśmy break pointy. Wówczas Sabalenka prowadziła 40-15 przy podaniu Zheng, ale po rywalizacji na przewagi to Qinwen objęła prowadzenie. Później Chinka miała w sumie trzy szanse na 2:0. Nie wykorzystała jednak ani jednej okazji. Przegrała pięć akcji z rzędu i ostatecznie Aryna wyrównała na 1:1. W trakcie kolejnego rozdania Białorusinka dopięła już swego. Tym razem już pierwszą z dwóch sposobności zamieniła w przełamanie. Tenisistka z Mińska nie nacieszyła się nim jednak zbyt długo. Po chwili mistrzyni olimpijska z Paryża odrobiła stratę po szalonej akcji, zakończonej niewielką pomyłką liderki rankingu.

     

    Po piątym gemie 26-latka odzyskała stery. Znów dobrała się do serwisu Zheng, tym razem nie tracąc ani jednego punktu. Tym razem Sabalenka zdołała potwierdzić przewagę poprzez utrzymanie swojego podania i zrobiło się 4:2 dla Białorusinki. Problemy Chinki przy własnym serwisie nie ustawały. W trakcie siódmego rozdania doszło do kolejnego przełamania i przy stanie 5:2 Aryna mogła zamykać rywalizację w premierowej odsłonie pojedynku. Dopięła swego, triumfując ostatecznie 6:2.

     

    Początek drugiej partii przyniósł nam zwrot akcji. Pierwsze minuty należały do złotej medalistki z Paryża. Qinwen najpierw utrzymała swoje podanie, a następnie dość łatwo wywalczyła sobie przełamanie. Po chwili prowadziła już 30-0 przy własnym serwisie, wydawało się, że pewnie zmierza po prowadzenie 3:0. Doszło jednak do break pointów dla tenisistki z Mińska. Trzecia okazja zakończyła się odrobieniem straty przełamania przez Arynę. Liderka rankingu podawała po wyrównanie. Mimo rozpoczęcia gema od wygranej akcji, ponownie dała sobie odebrać serwis i zrobiło się 3:1 dla Zheng.

     

    Festiwal breaków nie ustawał. W następnym gemie Qinwen nie wygrała ani jednego punktu i Białorusinka znów stanęła przed szansą na doprowadzenie do remisu. Ponownie potwierdziło się jednak, że obie lepiej radzą sobie w tym meczu na returnie. Mistrzyni olimpijska znów miała dwa “oczka” przewagi. Problem Chinki polegał na tym, że wciąż miała niski procent pierwszego podania i była bardzo nieskuteczna przy drugim. Aryna znów mogła doprowadzić do wyrównania. W początkowej fazie ósmego rozdania zafundowała sobie kłopoty, przegrywała już 0-40. Od tego momentu wygrała jednak pięć akcji z rzędu i w końcu utrzymała swoje podanie w drugim secie, dzięki czemu mieliśmy 4:4.

     

    Po chwili pod presją znalazła się Zheng. Mimo pewnych kłopotów i gry na przewagi, zdołała utrzymać serwis za czwartym podejściem. W trakcie dziesiątego gema to samo uczyniła Sabalenka. Liderka rankingu zrobiła to jednak w zdecydowanie lepszym stylu, bowiem nie straciła ani jednego punktu. Białorusinka kontynuowała serię także przy podaniu przeciwniczki, wygrała na starcie dwie wymiany. Chociaż to Chinka jako pierwsza miała piłkę na 6:5, Aryna doczekała się break pointa. Wykorzystała go i po chwili mogła zamykać pojedynek. 26-latka dokonała tej sztuki, po raz szósty zwyciężając w starciu z Qinwen. Tenisistka z Mińska triumfowała 6:2, 7:5 i zameldowała się w półfinale WTA 1000 w Miami, gdzie zagra z Jasmine Paolini. Włoszka pokonała Magdę Linette 6:3, 6:2.

     

  • Obrzydliwy atak na kadrowicza. Sprawa ma drugie dno. “Tak tylko zostawię”

    Obrzydliwy atak na kadrowicza. Sprawa ma drugie dno. “Tak tylko zostawię”

    Obrzydliwy atak na kadrowicza. Sprawa ma drugie dno. “Tak tylko zostawię”

    Reprezentacja Polski pokonała w poniedziałkowy wieczór Maltę 2:0, robiąc kolejny krok w kierunku awansu na mistrzostwa świata. Mimo kompletu punktów nie rozkochała w sobie kibiców – wręcz przeciwnie, kolejny raz piłkarze stali się obiektami drwin i ataków. Najmocniej oberwało się strzelcowi obu bramek, Karolowi Świderskiemu za wykonywane przez niego gesty. Wszystko wskazuje jednak na to, że cała sprawa ma drugie dno. I to niekoniecznie takie, jakie dostrzegli kibice.

     

    Po piątkowym meczu z Litwą (wygranym w męczarniach 1:0) poprzeczka oczekiwań wobec drużyny Michała Probierza nie była zawieszona wysoko. Fani liczyli po prostu, że “Biało-Czerwoni” szybko i skutecznie wyleczą Maltę z marzeń o jakiejkolwiek niespodziance. Mimo początkowych problemów to się udało. W 27. minucie po dograniu z prawej strony wynik otworzył Karol Świderski. To, co stało się potem, rozpętało jednak prawdziwą burzę.

     

    Napastnik Panathinaikosu Ateny celebrując trafienie podbiegł w kierunku trybun i przyłożył ręce do uszu, jakby nasłuchując ich reakcji. W ślad za nim poszedł Jakub Moder. Dla kibiców, jak i części ekspertów przekaz był jednoznaczny – reprezentanci mieli “odgryźć” się kibicom za zmasowaną krytykę po poprzednim starciu. Media społecznościowe zapłonęły. Okazuje się jednak, że sprawa nie jest tak oczywista, a część sympatyków dostrzegła drugie dno.

     

    Karol Świderski pod ostrzałem. Sprawa nie jest tak oczywista

     

    Ci z kibiców, którzy nieco dokładniej śledzą klubowe występy Świderskiego zauważyli, że zaprezentowana przez niego “cieszynka” często pojawiała się w przeszłości i najprawdopodobniej nie była podszyta żadną złośliwością. W obronę wziął go między innymi były reprezentant (3 występy), gracz m.in. Górnika Zabrze i SC Heerenveen, Paweł Bochniewicz. “Tak tylko zostawię. Nie szukajmy problemów tam, gdzie ich nie ma” – przekazał, dołączając wideo ze wspomnianej celebracji jeszcze w barwach Charlotte FC.

     

    Co więcej, snajper podobną pozę pokazał w trakcie… prezentacji w Hellas Verona. Sam “Świderek” po spotkaniu tematu celebracji bezpośrednio nie poruszył. Przed telewizyjną kamerą przyznał jednak, że dwa strzelone gole, wobec poprzedniego, słabego meczu z Litwą bardzo go ucieszyły.

     

    Podopiecznych Michała Probierza kolejny raz w akcji zobaczymy w czerwcu. Zagrają towarzysko z Młodawią oraz o eliminacyjne punkty, na wyjeździe przeciwko Finlandii.

     

  • Tie-break w meczu Świątek – Switolina, a potem przerwa medyczna. Koniec po 125 minutach

    Tie-break w meczu Świątek – Switolina, a potem przerwa medyczna. Koniec po 125 minutach

    Tie-break w meczu Świątek – Switolina, a potem przerwa medyczna. Koniec po 125 minutach

    Długo trzeba było czekać na pojedynek z udziałem Igi Świątek o ćwierćfinał WTA 1000 w Miami. Mecz Polki z Eliną Switoliną wystartował dopiero około godz. 3:00 czasu polskiego ze względu na przedłużającą się rywalizację w ATP. Starcie obfitowało w sporą dawkę emocji. Finalnie triumfowała raszynianka – 7:6(5), 6:3 po 2 godzinach i 5 minutach walki. Mamy zatem dwie reprezentantki naszego kraju w najlepszej “8” zmagań na Florydzie. O awans do półfinału Iga powalczy z Alexandrą Ealą.

     

    Iga Świątek dotarła do czwartej rundy WTA 1000 w Miami bez straty seta, chociaż jej droga była o wiele bardziej wymagająca niż podczas turnieju w Indian Wells. Musiała m.in. rozegrać tie-breaka z Elise Mertens, ale zakończyła go skutecznie. W drugim secie Polka zdominowała już reprezentantkę Belgii i ostatecznie triumfowała 7:6(2), 6:1.

     

    W nocnej batalii o ćwierćfinał imprezy rozgrywanej na Florydzie zmierzyła się z Eliną Switoliną. Przed spotkaniem można było przypuszczać, że przed raszynianką najtrudniejsze wyzwanie ze wszystkich dotychczasowych na tym turnieju. Ukrainka imponowała dobrą dyspozycją w ostatnich tygodniach. W drodze do czwartej fazy w Miami pokonała m.in. Karolinę Muchovą czy Belindę Bencić. Do tej pory bilans bezpośrednich spotkań wynosił 2-1 na korzyść Igi. Wiceliderka rankingu wygrała również ich ostatni pojedynek, rozegrany nieco ponad rok temu w Dubaju. Dzisiaj 23-latka stanęła przed szansą na trzeci triumf w potyczce z reprezentantką naszych wschodnich sąsiadów.

     

    Triumf Igi Świątek w sesji wieczornej. Polka w ćwierćfinale WTA 1000 w Miami

     

    Mecz rozpoczął się od serwisu Switoliny. Już na “dzień dobry” doszło do stanu równowagi. Dało się zauważyć, że obie poszukiwały jeszcze właściwego rytmu, obserwowaliśmy sporo błędów. Ostatecznie nie było żadnych okazji na przełamanie dla Świątek i Ukrainka utrzymała swoje podanie. Po chwili Iga odpowiedziała w bardzo dobrym stylu, nie tracąc żadnego punktu. Trzeci gem przyniósł nam pierwszego breaka na korzyść wiceliderki rankingu. Polka wyszła na prowadzenie 2:1, ale nie nacieszyła się nim zbyt długo. Elina natychmiast odrobiła stratę po świetnym returnie.

     

    Następne minuty należały do serwujących zawodniczek. Kolejne przełamanie nadeszło w trakcie siódmego rozdania. Wówczas Świątek wróciła ze stanu 0-30, wygrywając cztery akcje z rzędu. Niestety, także i tym razem nasza tenisistka miała problem z tym, by potwierdzić przewagę breaka. Brakowało jej pierwszego podania, pojawiało się sporo błędów w wymianach. Ostatecznie zrobiło się 4:4. W trakcie następnego gema Switolina również walczyła ze swoim podaniem, ale w kluczowym momencie wszystko zafunkcjonowało jak należy i Ukrainka znalazła się na prowadzeniu.

     

    Na Polkę czekał pierwszy poważny test w tym pojedynku, gdyż musiała utrzymać swoje podanie, by pozostać w grze o wygraną w secie. Nasza reprezentantka dobrze poradziła sobie jednak z tym wyzwaniem i zgarnęła gema do 15. Iga weszła na wyższe obroty, co dało się zauważyć także w trakcie jedenastego rozdania. Po dobrej akcji wiceliderka rankingu wypracowała sobie okazję na 6:5. Pierwszej nie udało się wykorzystać, ale po świetnym returnie pojawiła się druga. Tym razem Świątek dopięła już swego i serwowała po zwycięstwo w partii.

     

    Mimo prowadzenia 30-15 Polki w dwunastym gemie, doszło do tie-breaka. Czujni obserwatorzy zauważyli, że zawodniczki wygrywały gemy wyłącznie po tej stronie kortu, która znajdowała się bliżej głównej kamery. Trudno było jednak wskazać konkretny powód takiego przebiegu zdarzeń. Decydująca rozgrywka rozpoczęła się świetnie z perspektywy Igi, od wygrania trzech akcji z rzędu. Później Elina goniła naszą tenisistkę, doprowadziła do wyrównania na 5-5. Najważniejsze dwa punkty powędrowały jednak na konto wiceliderki rankingu. Świątek rozegrała dwie wymiany na swoich warunkach i dostała za to nagrodę. Wygrała premierową odsłonę 7:6(5) po 62 minutach walki. Po secie raszynianka udała się na przerwę toaletową, a Ukrainka korzystała z pomocy medycznej ze względu na problemy z palcem u prawej stopy.

     

    Po powrocie do gry serwowała Polka – po stronie znajdującej się dalej od głównej kamery. Tendencja wygrywania gemów na bliższym planie została podtrzymana. W związku z tym Świątek straciła podanie na starcie, ale po zmianie stron natychmiast odrobiła stratę. Później utrzymała swój serwis i po trzech rozdaniach Polka prowadziła 2:1. W czwartym gemie Iga powinna mieć na swoim koncie dwa break pointy z rzędu. Będąc blisko siatki, mając rywalkę blisko prawego narożnika kortu, raszynianka podjęła zbyt duże ryzyko i popełniła błąd, wyrzucając piłkę wkorytarz deblowy.

    Mimo niewykorzystanej okazji, w dalszym fragmencie rozdania nasza tenisistka finalnie doczekała się szans na przełamanie. Za drugą okazją wyszła na prowadzenie 3:1, przerywając serię 15 gemów z rzędu wygranych przez obie zawodniczki po tej stronie kortu, która znajduje się bliżej kamery telewizyjnej. Po chwili Świątek powiększyła swoje prowadzenie, utrzymując podanie po grze na przewagi. W trakcie szóstego gema wiceliderka rankingu miała w sumie trzy piłki na 5:1, ale ostatecznie Elina dorzuciła drugie “oczko” na swoje konto. Ukrainka odzyskała wiarę w to, że może jeszcze nawiązać walkę z raszynianką. Z kolei 23-latka wyraźnie zatraciła koncentrację, znów wkradały się błędy. Jeden z nich przyniósł odrobienie straty breaka przez przeciwniczkę.

     

    Switolina serwowała po wyrównanie na 4:4. Miała ku temu w sumie dwie piłki, ale żadnej z nich nie potrafiła wykorzystać. Chwilę później nadeszła okazja na przełamanie dla Świątek. Tym razem to Elina nie wytrzymała i popełniła prosty błąd, który sprawił, że przy stanie 5:3 Polka podawała po awans do ćwierćfinału. Polka wykonała swoje zadanie. Ostatecznie triumfowała 7:6(5), 6:3 po 125 minutach rywalizacji. Mamy zatem dwie Polki w najlepszej “8” WTA 1000 w Miami. Iga Świątek powalczy o półfinał z Alexandrą Ealą, a Magda Linette z Jasmine Paolini.

     

  • Magdalena Fręch zadziwia tenisową gwiazdę, ale potem dramatyczny upadek – szokujący zwrot akcji!

    Magdalena Fręch zadziwia tenisową gwiazdę, ale potem dramatyczny upadek – szokujący zwrot akcji!

    Magdalena Fręch zadziwia tenisową gwiazdę, ale potem dramatyczny upadek – szokujący zwrot akcji!

    Magdalena Fręch Oszołomiła Jelenę Ostapenko, Ale Potem Nastąpił Szokujący Upadek!

    Magdalena Fręch rozpoczęła mecz z Jeleną Ostapenko w pierwszej rundzie turnieju WTA 500 w Adelajdzie w wymarzony sposób, lecz to, co wyglądało na przełomowy moment, szybko zamieniło się w koszmar. Po dominującym pierwszym secie Polka doznała dramatycznego załamania, pozwalając doświadczonej Łotyszce przejąć całkowitą kontrolę nad spotkaniem. Mimo że początek meczu rozbudził ogromne nadzieje polskich kibiców, Fręch ostatecznie nie zdołała utrzymać poziomu i przegrała 6:4, 1:6, 1:6, odpadając z turnieju.

     

    Wymarzony Początek, Który Zachwycił Kibiców

     

    Od pierwszej piłki Fręch prezentowała się znakomicie. Już w pierwszym gemie przełamała serwis Ostapenko, a następnie z dużą pewnością siebie powiększała przewagę, błyskawicznie obejmując prowadzenie 4:0. Kibice w Polsce nie mogli uwierzyć w to, co widzą—w końcu nawet Iga Świątek nigdy nie pokonała Ostapenko. Łotyszka, znana ze swojego agresywnego stylu gry, była całkowicie zagubiona, popełniając aż 10 niewymuszonych błędów w mniej niż czterech gemach.

     

    Jednak gdy wydawało się, że Fręch pewnie zmierza po zwycięstwo w pierwszym secie, sytuacja diametralnie się zmieniła. Ostapenko odzyskała rytm i wygrała trzy kolejne gemy. Mimo to Fręch zdołała opanować nerwy i domknęła partię 6:4, ale nic jeszcze nie było przesądzone.

     

    Szokujący Zwrot Akcji – Fręch Całkowicie Się Rozsypuje

     

    To, co wydarzyło się w drugim secie, było prawdziwą katastrofą. Rozwścieczona nieudaną pierwszą partią Ostapenko ruszyła do ofensywy, dominując każdy aspekt gry i nie dając Polce najmniejszych szans. Fręch, która wcześniej kontrolowała przebieg meczu, nagle zaczęła popełniać coraz więcej błędów i nie była w stanie nadążyć za rywalką. W efekcie Ostapenko wygrała cztery gemy z rzędu, całkowicie odwracając losy spotkania. W mgnieniu oka Fręch znalazła się w dramatycznej sytuacji, przegrywając 1:6, wygrywając w secie zaledwie jednego gema.

     

    Niestety, decydująca partia nie przyniosła poprawy. Ostapenko, będąc już w pełni kontrolująca mecz, przełamała serwis Fręch dwukrotnie i objęła prowadzenie 4:1. Polka próbowała jeszcze walczyć, ale Łotyszka nie zamierzała zwalniać tempa. Z każdą wymianą nabierała jeszcze większej pewności siebie, aż w końcu zamknęła spotkanie, zadając Fręch piątą porażkę z rzędu.

     

    Bolesna Porażka Tuż Przed Australian Open

     

    To kolejne niepokojące niepowodzenie dla Fręch, której seria porażek rozpoczęła się już w 2024 roku, kiedy przegrała z Aryną Sabalenką w Wuhanie. Od tego momentu Polka nie potrafi wrócić do formy, odpadając szybko z turniejów w Brisbane i teraz w Adelajdzie. A tymczasem Australian Open zbliża się wielkimi krokami. Czy Fręch zdoła się jeszcze podnieść i zaprezentować lepszą grę w Melbourne?

     

    Ostapenko Przed Kolejnym Wyzwanie – Starcie z Madison Keys

     

    Podczas gdy Fręch musi skupić się na odbudowie formy, Ostapenko awansuje do kolejnej rundy. Jej następną rywalką będzie Madison Keys (18. rakieta świata), co zapowiada niezwykle wymagający pojedynek. Łotyszka, mimo wcześniejszych problemów i serii porażek, udowodniła, że nadal potrafi odwracać losy spotkań i narzucać swój styl gry. Jeśli utrzyma tę formę, może być jedną z głównych kandydatek do triumfu w Adelajdzie.

     

    Dla Magdaleny Fręch jednak poszukiwanie przełamania trwa dalej.

     

  • Sensacja w WTA w Miami w środku nocy. Mirra Andriejewa poza turniejem!

    Sensacja w WTA w Miami w środku nocy. Mirra Andriejewa poza turniejem!

    Sensacja w WTA w Miami w środku nocy. Mirra Andriejewa poza turniejem!

    — Wszyscy wiemy, dlaczego — wściekała się w trzecim secie w kierunku sędzi Mirra Andriejewa niedługo przed tym, jak dobiegła końca jej seria zwycięstw. Rewelacyjna 17-latka zakończyła rywalizację w turnieju WTA 1000 w Miami już na etapie trzeciej rundy, ulegając Amandzie Anisimovej 6:7(5), 6:2, 3:6 po szalonym meczu. Na kilka gemów przed końcem Andriejewej nie spodobało się zachowanie rywalki, która nagle postanowiła przerwać grę i skorzystać z przerwy medycznej. Wygrana Anisimovej oznacza istotne zmiany w drabince Igi Świątek.

     

    Jedna z najlepszych tenisistek ostatnich tygodni sensacyjnie żegna się z turniejem w Miami już w trzeciej rundzie

     

    Mirra Andriejewa sugerowała, że rywalka chce wybić ją z rytmu w trzecim secie. Po problemach zdrowotnych Amandy Anisimovej po powrocie na kort nie było śladu

     

    Amerykanka zakończyła fantastyczną serię zwycięstw 17-latki. I tym samym wyeliminowała jedną z najgroźniejszych rywalek dla Igi Świątek w jej części drabinki

     

    Mirra Andriejewa mogła czuć się zdecydowaną faworytką tego meczu. 17-latka to niewątpliwie najlepsza tenisistka WTA ostatnich tygodni. W tym czasie wygrała swoje pierwsze turnieje rangi 1000, w Dubaju i Indian Wells. Po drodze pokonała między innymi Jelenę Rybakinę, Igę Świątek (dwukrotnie) i Arynę Sabalenkę, przez co awansowała do ścisłej czołówki rankingu.

     

    Rzecz w tym, że w Miami przyszło jej tym razem zmierzyć się z triumfatorką poprzedniego dużego turnieju. Amanda Anisimova okazała się najlepsza w Dausze i była w stanie przerwać serię zwycięstw młodszej koleżanki po fachu. Ta po meczu drugiej rundy w Miami z Weroniką Kudermietową przedłużyła się do 13 triumfów z rzędu. Już po pierwszym secie było jasne, że o kolejny nie będzie łatwo.

     

    Mirra Andriejewa poza turniejem w Miami! Zmiany w drabince Igi Świątek

     

    W nim Andriejewa dwukrotnie przełamywała Anisimovą i dwukrotnie traciła podanie już w kolejnym gemie. Rywalizacja była niezwykle wyrównana, więc decydować musiał tie-break. Amerykanka w końcu wykorzystała swoją trzecią piłkę setową i wyszła na prowadzenie 7:6(5), zbliżając się do sprawienia sporej niespodzianki.

     

    Drugi set to już popis 17-latki, która od stanu 2:2 wygrała cztery kolejne gemy i po dwóch przełamaniach z rzędu szybko wyrównała wynik spotkania. O wszystkim decydować musiał trzeci set, w którym również nie brakowało emocji. Również tych negatywnych, bo Andriejewa postanowiła zaprotestować wobec niespodziewanej decyzji przeciwniczki.

    Tym razem to Anisimova wywalczyła szybkie prowadzenie, a potem broniła go we wszystkich kolejnych gemach serwisowych. Amerykanka była bliska powiększenia swojej przewagi, a przy serwisie Andriejewej przy stanie 3:1, 40:40 zupełnie niespodziewanie postanowiła skorzystać z… przerwy medycznej, skarżąc się na problemy z odciskami na dłoniach.

    https://x.com/kostekcanu/status/1903982617843917253

    — Wszyscy wiemy, dlaczego — mówiła zdenerwowana Rosjanka do lekarki, która pojawiła się na korcie. Triumfatorka z Dubaju i Indian Wells uważała, że w ten sposób przeciwniczka chciała wybić ją z równowagi, choć sędzia przekonywała, że sama widziała problemy Anisimovej.

    Do końca meczu Anisimova nie straciła już podania, a w końcówce zadała rywalce jeszcze jeden cios, wykorzystując pierwszą piłkę meczową. Tym samym to Amerykanka wygrała 7:6(5), 2:6, 6:3, kończąc serię zwycięstw Mirry Andriejewej. Szósta rakieta świata nie wykorzysta wcześniejszej wpadki Madison Keys i nie poprawi swojej pozycji w rankingu WTA, a może wkrótce znów dać się wyprzedzić Jasmine Paolini.

    https://x.com/WTA/status/1903991228619968528

    Nocna niespodzianka na Florydzie. WTA w Miami bez gwiazdy

    Porażka Andriejewej wpływa na drogę Igi Świątek do ewentualnego finału. Do dziś to Rosjanka wydawała się najpoważniejszą kandydatką do tego, by zagrać z Polką w ewentualnym półfinale po raz drugi z rzędu. Dziś wiemy już, że na pewno nie dojdzie do ich kolejnego spotkania.

    Świątek w czwartej rundzie zagra z Eliną Switoliną, w ćwierćfinale czekać może Paula Badosa lub Alexandra Eala, a w półfinale zagrać może z Jessicą Pegulą, Martą Kostiuk, Amandą Anisimovą lub Emmą Raducanu.

    Amanda Anisimova — Mirra Andriejewa 7:6(5), 2:6, 6:3

  • Piotr Żyła na podium, szaleństwo w Lahti! Tuż po decyzji Thomasa Thurnbichlera

    Piotr Żyła na podium, szaleństwo w Lahti! Tuż po decyzji Thomasa Thurnbichlera

    Piotr Żyła na podium, szaleństwo w Lahti! Tuż po decyzji Thomasa Thurnbichlera

    Piotr Żyła na podium Pucharu Kontynentalnego! Polski weteran, z którego po mistrzostwach świata w Trondheim zrezygnował Thomas Thurnbichler, był drugi w zawodach w Lahti. Mało brakowało, a na podium w Finlandii zobaczylibyśmy dwóch Biało-Czerwonych.

     

    Trwający weekend Pucharu Kontynentalnego jest bardzo udany dla Żyły. Już w sobotę pokazał, że nie można go lekceważyć. Był najlepszym z Polaków i zajął rewelacyjne piąte miejsce. Jednak nikt nie spodziewał się, że może ten wynik jeszcze poprawić.

     

    W niedzielę w Lahti panowały bardzo dobre warunki, a rywalizacji towarzyszyło mocno świecące słońce. Żyła w pierwszej serii osiągnął bardzo dobre 129 m, co na półmetku dawało mu czwarte miejsce.

     

    W drugiej serii poprawił się o pół metra, co napawało optymizmem, w szczególności, że jego rywale osiągnęli krótsze odległości. Żyła ostatecznie zajął rewelacyjne drugie miejsce. Przegrał jedynie z Markusem Muellerem. Austriak w serii finałowej skoczył jedynie 126,5 m, lecz skok z pierwszej rundy na odległość 138,5 m pozwolił mu utrzymać przewagę punktową nad polskim weteranem.

    https://x.com/Bucholz_Adam/status/1901208550925353360

     

    Na podium Polaków mogło być więcej

    Nie wiele brakowało, a na podium stałoby dwóch Polaków, bo do Żyły mógł dołączyć Kacper Juroszek. Jednak skok o długości 115,5 m sprawił, że 23-latek rywalizację zakończył na czwartym miejscu.

     

    W konkursie wzięło udział jeszcze pięciu Polaków. 17. lokatę zajął Kacper Tomasiak (106,5 m, 117 m), 27. był Tymoteusz Amilkiewicz (114,5 m, 82,5 m), Adam Niżnik uplasował się na 36. miejscu (98,5 m), Szymon Byrski był 46. (90 m), a Klemens Joniak został zdyskwalifikowany.

     

    Przed skoczkami ostatni weekend w Pucharze Kontynentalnym. Odbędzie się on w Zakopanem (22-23 marca), gdzie zaplanowano dwa konkursy indywidualne.

     

  • Musk znów atakuje Sikorskiego. Dosadny wpis miliardera

    Musk znów atakuje Sikorskiego. Dosadny wpis miliardera

    Musk znów atakuje Sikorskiego. Dosadny wpis miliardera

    “Tak, jest marionetką Sorosa” – stwierdził Elon Musk, odnosząc się do wpisu dotyczącego Radosława Sikorskiego. To kolejny raz gdy amerykański miliarder i współpracownik prezydenta USA Donalda Trumpa atakuje szefa polskiej dyplomacji. Wcześniej przy okazji dyskusji nad systemami Starlink w Ukrainie nazwał go “małym człowiekiem”.

     

    W poniedziałek Elon Musk ponownie zaatakował szefa polskiego MSZ Radosława Sikorskiego. Tym razem amerykański miliarder odpowiedział na jeden ze wpisów na platformie X, w którym go oznaczono. Autor posta przekonywał, że Sikorski “jest kumplem Alexa Sorosa”, czyli syna George’a Sorosa.

     

    “Tak, jest marionetką (George’a) Sorosa” – stwierdził Musk.

     

    Przypomnijmy, że wcześniej w ostrych słowach bezpośrednio krytykował szefa polskiej dyplomacji, gdy ten przypomniał o tym, że za Starlinki w Ukrainie płaci Polska.

     

    Musk odpowiedział mu wówczas: “Cicho bądź mały człowieku. Płacisz niewielką część kosztów. I nie ma zamiennika dla Starlinka”.

     

    Wojna w Ukrainie. Ostra dyskusja wokół Starlinków

     

    Przypomnijmy, że wymianę wpisów rozpoczął Elon Musk, właściciel SpaceX (firmy odpowiadającej za Starlinki – red.) i doradca prezydenta Donalda Trumpa, stwierdzając na X, że “cały front zapadłby się”, gdyby odłączył Ukraińcom dostęp do systemu łączności satelitarnej.

     

    Następnie dodał: “To, co mnie obrzydza, to lata rzezi w impasie, który Ukraina nieuchronnie przegra”.

     

    Szef Departamentu ds. Efektywności Rozwoju (DOGE) w administracji Donalda Trumpa stwierdził również, że – według niego – każdy, kto “umie myśleć” i troszczy się o przyszłość, chce zatrzymać “maszynkę do mielenia mięsa”. Swój wpis zakończył wezwaniem do natychmiastowego pokoju w Ukrainie.

     

    Spór o Starlinki. Szef dyplomacji USA do Sikorskiego: Podziękuj

     

    Na słowa współpracownika Donalda Trumpa zareagował Sikorski, który przypomniał, że “koszty Starlinków dla Ukrainy pokrywa polskie Ministerstwo Cyfryzacji” i jest to blisko 50 milionów dolarów. “Pomijając kwestię etyki grożenia ofierze agresji, jeśli SpaceX okaże się niewiarygodnym dostawcą, będziemy zmuszeni poszukać innych dostawców” – napisał szef polskiej dyplomacji.

     

    Wpis ten spowodował odpowiedź sekretarza stanu USA. Szef dyplomacji USA zarzucił Sikorskiemu że “zmyśla”. “Nikt nie groził odcięciem Ukrainy od Starlinka. I podziękuj, bo bez Starlinka Ukraina dawno by przegrała tę wojnę, a Rosjanie byliby teraz u granic z Polską” – dodał Rubio.

     

    Wymianę zdań postanowił zakończyć Sikorski. Szef polskiej dyplomacji podziękował Rubio za potwierdzenie, że system nie zostanie wyłączony, a “dzielni żołnierze Ukrainy mogą liczyć na niezbędną usługę internetową świadczoną wspólnie przez USA i Polskę”.

     

  • Niezwykłe i fenomenalne zwycięstwo Barcelony! Ewa Pajor zdobywa swoją 17. bramkę w lidze hiszpańskiej. Obejrzyj wideo!

    Niezwykłe i fenomenalne zwycięstwo Barcelony! Ewa Pajor zdobywa swoją 17. bramkę w lidze hiszpańskiej. Obejrzyj wideo!

    Ewa Pajor uderza ponownie! Co stoi za jej niepowstrzymaną formą w Barcelonie?

    Ewa Pajor udowadnia, że jest nie do zatrzymania w hiszpańskiej lidze kobiet, a jej najnowszy występ tylko podsyca emocje wokół jej fantastycznego sezonu. Gwiazda FC Barcelony ponownie błyszczała na boisku, zdobywając gola i notując kluczową asystę w efektownym zwycięstwie 4:1 nad Valencią CF w 21. kolejce rozgrywek.

     

    Dzięki temu trafieniu Pajor ma już 17 goli w lidze, co jeszcze bardziej umacnia jej pozycję jako jednej z najbardziej zabójczych napastniczek w Europie. Jej konsekwencja w osiąganiu najwyższego poziomu rodzi istotne pytanie: Czy ktoś jest w stanie ją zatrzymać?

     

    Mecz przeciwko Valencii był dowodem na siłę ofensywną Barcelony, a Pajor odegrała kluczową rolę w rozmontowaniu defensywy rywala. Tworzyła okazje bramkowe, wykazywała się precyzją przy wykończeniu akcji i po raz kolejny udowodniła, że jest prawdziwym koszmarem dla obrończyń.

    https://www.youtube.com/live/jidjUXEcvAA?si=tjN-V2v-peWzHJT4

    Barcelona kroczy pewnie naprzód, a niezwykła forma Pajor wywołuje coraz większe spekulacje na temat jej przyszłości oraz dalszych losów drużyny. Czy utrzyma swoje niesamowite tempo i poprowadzi klub do jeszcze większych sukcesów?

     

    Jedno jest pewne—Ewa Pajor dopiero się rozkręca, a fani nie mogą się doczekać jej kolejnychwystępów!

     

  • Nagle pojawiła się szokująca wiadomość. Mecz Barcelony odwołany!

    Nagle pojawiła się szokująca wiadomość. Mecz Barcelony odwołany!

    Nagle pojawiła się szokująca wiadomość. Mecz Barcelony odwołany!

     

    Tego nikt się nie spodziewał! Mecz Barcelony został odwołany dosłownie w ostatniej chwili! Wojciech Szczęsny i spółka nie zagrają z Osasuną!

     

    Już po godz. 20.00 z Hiszpanii dotarły do nas zaskakujące wieści. Okazuje się bowiem, że mecz Barcelony z Osasuną ma zostać odwołany. O co dokładnie chodzi? Najpierw pojawiła się informacja, że chodzi o kwestie bezpieczeństwa, ale okazało się, że przyczyna jest zupełnie inna.

     

    Niedługo później te informacje zaczęły potwierdzać inne media. “Mundo Deportivo” poinformowało, że mecz został odwołany, a powodem takiej decyzji była “siła wyższa”. “Carrusel Deportivo” poinformowało natomiast, że chodzi o śmierć kogoś blisko związanego z klubem. A o przełożenie meczu mieli poprosić sami piłkarze.

     

    Następnie “DAZN” przekazało, że ma chodzić o członka sztabu medycznego drużyny.

     

    “Był w hotelu drużyny. Wszyscy gracze i personel są w olbrzymim szoku” – czytamy”.

  • “Fenomenalny Wojciech Szczęsny błyszczy ponownie! Zobacz jego interwencje przeciwko Benfice [SKRÓT MECZU]…”

    “Fenomenalny Wojciech Szczęsny błyszczy ponownie! Zobacz jego interwencje przeciwko Benfice [SKRÓT MECZU]…”

    FC Barcelona stanęła przed ogromnym wyzwaniem w Lizbonie, ale mimo gry w osłabieniu przez większość meczu, zdołała wywalczyć cenne zwycięstwo 1:0 nad SL Benfiką w Lidze Mistrzów. Bohaterem wieczoru został Wojciech Szczęsny, którego fenomenalna postawa między słupkami zapewniła Blaugranie ogromny krok w kierunku ćwierćfinału.

    Szczęsny błyszczy w Lizbonie!

    https://youtu.be/nnfgMyAyW3I?si=2aTWKmaitMtwf_Ig

     

    Barcelona może dziękować swojemu 34-letniemu bramkarzowi za ten triumf. Szczęsny zaprezentował prawdziwy pokaz umiejętności, skutecznie zatrzymując groźne strzały Orkuna Kökçü, Fredrika Aursnesa i Vangelisa Pavlidisa. Jego najefektowniejsza interwencja miała miejsce w 43. minucie, kiedy błyskawicznie zareagował na strzał Kerema Aktürkoğlu z bliskiej odległości.

     

    W doliczonym czasie gry Renato Sanches oddał potężne uderzenie z dystansu, ale Szczęsny po raz kolejny pokazał swoją klasę, broniąc strzał w spektakularnym stylu. Dzięki temu występowi polski golkiper zanotował już ósme czyste konto, a Barcelona pozostaje niepokonana we wszystkich 14 meczach, w których stanął między słupkami.

     

    Decydujący gol

     

    61′ (0:1) – Wbrew przebiegowi gry to Barcelona objęła prowadzenie. Fatalny błąd Antonio Silvy sprawił, że piłka trafiła pod nogi Raphinhi. Brazylijczyk bez wahania uderzył płasko zza pola karnego, posyłając piłkę w kierunku prawego słupka i nie dając Anatolijowi Trubinowi żadnych szans.

     

    Kluczowy moment: Barcelona w osłabieniu

     

    22′ – Zadanie Barcelony stało się znacznie trudniejsze, gdy Pau Cubarsí został wyrzucony z boiska. Młody obrońca faulował Vangelisa Pavlidisa tuż przed polem karnym, gdy napastnik Benfiki wychodził na czystą pozycję. Sędzia bez wahania pokazał mu bezpośrednią czerwoną kartkę, zmuszając Barcelonę do gry w osłabieniu przez ponad godzinę.

     

    Co dalej dla Barcelony?

     

    Dzięki temu kluczowemu zwycięstwu na wyjeździe Barcelona jest w świetnej pozycji, by awansować do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Rewanż odbędzie się 11 marca na Camp Nou. Jeśli Blaugrana wyeliminuje Benfikę, w kolejnej rundzie zmierzy się z Borussią Dortmund lub Lille OSC. Ich pierwsze starcie zakończyło się remisem 1:1 na Signal Iduna Park, co oznacza, że wszystko jest jeszcze możliwe.