Category: Uncategorized

  • Wyciekły zdjęcia, Świątek została sama. Fissette opuścił Polskę. Ma dwie próby

    Wyciekły zdjęcia, Świątek została sama. Fissette opuścił Polskę. Ma dwie próby

    Wyciekły zdjęcia, Świątek została sama. Fissette opuścił Polskę. Ma dwie próby

    Iga Świątek przygotowuje się do turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, który rozpoczyna się już za tydzień. Polka ćwiczy w kraju bez trenera Wima Fissette’a. Belg przebywa obecnie w Wilnie, gdzie już we wtorek żeńska reprezentacja jego kraju przystąpi do rywalizacji w Billie Jean King Cup. Najlepsza polska tenisistka sprawiła rodzimej publiczności ogromny zawód i nie zagra pod tym samym szyldem w Radomiu.

     

    “Zawsze z dumą reprezentuję Polskę. W zeszłym roku zagrałam dla kraju wszystko, co było do zagrania. Jestem niezwykle dumna z historycznych sukcesów – półfinału BJKC oraz finał UC. Teraz przyszedł czas na więcej balansu, skupienie się na sobie i swoich treningach. Trzymam kciuki za dziewczyny i za cały zespół” – post o takiej treści zamieściła w ubiegłym tygodniu Iga Świątek w mediach społecznościowych.

     

    Polscy kibice byli zdruzgotani. Turniej kwalifikacyjny Billie Jean King Cup z udziałem “Biało-Czerwonych” zostanie rozegrany w Radomiu. Nasza drużyna rywalizować będzie z Ukrainkami i Szwajcarkami. Nie tylko bez wiceliderki światowego rankingu, ale również bez Magdaleny Fręch, która przegrała z kontuzją nadgarstka.

     

    BJK Cup bez Igi Świątek, ale z Wimem Fissette’em. Belg jest już na Litwie

     

    Świątek jest mocno zdeprymowana niepowodzeniami w bieżącym sezonie. W pierwszym kwartale roku nie wygrała żadnego turnieju, co przydarzyło jej się poprzednio przed pięcioma laty. Teraz uznała, że to, czego potrzebuje najbardziej, to sumienny trening w pełnym skupieniu.

     

    W poniedziałek wrzuciła do sieci zdjęcia z siłowni. Nie ma na nich trenera Wima Fissette’a. Widać go natomiast na obrazkach zamieszczanych w social mediach przez belgijską federację.

     

    Fissette przebywa obecnie w Wilnie. Pełni tam rolę kapitana kadry Belgijek, które już we wtorek zmierzą się z Greczynkami… w BJK Cup. Dzień później zagrają z Węgierkami.

     

    Ekipa z Beneluksu rywalizuje w strefie afrykańsko-europejskiej, szczebel niżej niż Grupa Światowa. Jeśli turniej na Litwie zakończy się zwycięstwem Belgijek, zyskają prawo gry o awans do elity. I możliwe, że wówczas, w listopadzie, trafią na Polskę, jeśli nasz zespół nie zdoła awansować do finału w Shenzhen.

    https://www.instagram.com/share/p/_j0_mJj6e

  • Za 6 dni Świątek gra turniej, a tu nagle wychodzi coś takiego. Bezlitosne słowa legendy

    Za 6 dni Świątek gra turniej, a tu nagle wychodzi coś takiego. Bezlitosne słowa legendy

    Za 6 dni Świątek gra turniej, a tu nagle wychodzi coś takiego. Bezlitosne słowa legendy

    Lubiany przez Igę Świątek turniej w Stuttgarcie zbliża się wielkimi krokami. Polka dwukrotnie udowodniła, że na tamtejszym korcie czuje się świetnie, wygrywając i w 2022 i 2023 roku. Wtedy jednak była w innej sytuacji niż obecnie. Niezbyt dobrze rozpoczęła rok i do tej pory nie zdołała powiększyć kolekcji trofeów. Tym samym naraża się na mocno krytyczne oceny. Jedną z nich wygłasza legendarna Rennae Stubbs. Bezlitośnie punktuje słabą stronę wiceliderki rankingu WTA. Fatalnie to brzmi.

     

    Gorąco wokół Igi Świątek. Jej decyzja o wycofaniu się z reprezentowania Polski w nadchodzącym Billie Jean King Cup w Radomiu wywołała sporo kontrowersji. Eksperci i kibice mówią o sporym rozczarowaniu, wiele osób – choć częściowo rozumie motywacje tenisistki – i tak nie może pogodzić się z takim obrotem spraw. Iga nieczęsto ma okazję zagrać na rodzimych kortach, a jedna z nielicznych ku temu szans właśnie przemyka koło nosa.

     

    Do tego dochodzą dyskusje na temat relacji wiceliderki rankingu WTA z psycholog Darią Abramowicz i brak tegorocznych triumfów. Świątek nie dotarła do finału lubianych przez siebie turniejów w Dosze i Dubaju, na półfinale zakończyła również zmagania w Indian Wells. Z kolei w Miami Open sensacyjnie uległa dużo mniej doświadczonej Alexandrze Eali 2:6, 5:7 i pożegnała się z zawodami na etapie ćwierćfinału.

     

    Trwają próby poprawy sytuacji i znalezienia przyczyn słabszej dyspozycji. Niewesoło brzmiącymi spostrzeżeniami podzielił się m.in. komentator Karol Stopa. Zasygnalizował, że i na mączce Idze może pójść nie tak, jakby sobie wymarzyła. “Coś jej się w głowie kotłuje. Rozmawiałem już z kilkoma trenerami i wszyscy mówią, że jeżeli ten proces będzie postępował, to i na ziemi będą wywrotki” – oceniał w “Fakcie”.

     

    Obym nie miał racji, ale to wisi jej nad głową. Świątek gra na najwyższych obrotach, ale sukcesów już nie ma, więc stres robi się coraz większy

     

    ~ – dodawał.

     

    To nie koniec fatalnych dla Igi opinii. Głos zabiera Rennae Stubbs, niegdysiejsza liderka rankingu WTA w deblu (2000) oraz kilkukrotna triumfatorka Wielkiego Szlema. W swoim cyklu The Rennae Stubbs Tennis Podcast bezlitośnie podsumowuje to, co widzi w grze Polki.

     

    Bezlitosne słowa pod adresem Igi Świątek. I od razu kontra

     

    “Tak szczerze, to zupełnie nie podoba mi się jej ruch serwisowy, który jest nieskładny i chaotyczny. Najpierw rusza ręką, a dopiero potem nogą, która jest wysunięta za bardzo do przodu” – tak o serwisie Świątek mówi Stubbs. Jest przekonana, że przy wzroście 178 cm Iga mogłaby lepiej wypadać w tym elemencie gry i tym samym uczynić z niego coś, co “przynosiłoby darmowe punkty”

     

    “Ona ustawia się za bardzo frontalnie, a powinna bokiem. Piłka wyrzucana jest zdecydowanie za bardzo w prawo. Jej serwis w ogóle się nie rozwinął, jest bardzo przewidywalny. Z tego powodu traci wiele gemów” – objaśnia, raz jeszcze podkreślając, że Iga ma wiele do poprawy, jeśli chce wygrywać turnieje.

     

    Nieco inaczej sprawę serwisu Świątek postrzega niemiecka tenisistka Andrea Petković, która gościła w podcaście Rennae. Wywiązała się ciekawa dyskusja. Petković zauważyła, że Polka “kiedyś serwowała tylko z rotacją awansującą, a teraz potrafi serwować także w ciało”. “Oczywiście powinna potrafić również zaserwować slice’a, ale moim zdaniem to nie do końca uczciwe mówić, że w ogóle nie poprawiła serwisu” – odparowała.

     

    Z jej obserwacji wynika, że serwis nie jest tym, na czym Świątek opierałaby swoją grę. Zaznacza, że atutem wiceliderki rankingu WTA jest coś innego, a konkretnie gra z głębi kortu i return. To dlatego miała wcześniej nieszczególnie koncentrować się na ruchu serwisowym, lecz teraz musi się to zmienić. “To nie w fair mówić, że ona ma słaby serwis w porównaniu z Keys i Andriejewą, bo one używają go jako broni, odkąd skończyły 15 lat. Myślę, że bardziej w porządku byłoby porównywać ją do Switoliny. Ona nigdy nie wyróżniała się serwisem, a potem wróciła do gry po przerwie spowodowanej urlopem macierzyńskim i nagle potrafi słać piłkę z prędkością prawie 190 km/h ” – podsumowała.

     

    Tymczasem Iga Świątek przygotowuje się do zawodów, w których miała okazję triumfować już dwukrotnie – do Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie. Turniej startuje już niebawem, bo w sobotę 12 kwietnia. Potrwado niedzieli 20 kwietnia.

     

  • Minister rządu Donalda Tuska nie wytrzymał. Tak zakpił z kibiców GKS-u

    Minister rządu Donalda Tuska nie wytrzymał. Tak zakpił z kibiców GKS-u

    Minister rządu Donalda Tuska nie wytrzymał. Tak zakpił z kibiców GKS-u

    Sławomir Nitras odpowiedział kibicom GKS-u Katowice! W niedzielę GieKSa przegrała aż 0:4 w wyjazdowym meczu z Pogonią Szczecin. Fani przyjezdnych zatem po meczu 27. kolejki byli w zdecydowanie gorszych humorach w porównaniu z sytuacją sprzed tygodnia, gdy świętowali zwycięstwo po bramce w 101. minucie na nowym stadionie. Po spotkaniu z Pogonią szpilkę kibicom z Katowic wbił Sławomir Nitras, który odniósł się do ich zachowania tydzień temu. Przypomnijmy, że minister sportu został wygwizdany na Arenie Katowice.

     

    GKS Katowice został w niedzielę rozbity przez Pogoń Szczecin. Portowcy strzelili przyjezdnym aż cztery bramki, a absolutnym bohaterem tego meczu został grecki napastnik Efthymios Koulouris, który aż trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców. Dzięki temu Pogoń znacznie zbliżyła się do czołowej trójki w tabeli Ekstraklasy i wciąż ma nadzieję na awans do europejskich pucharów.

     

    Na reakcję po zakończeniu tego meczu zdecydował się minister sportu Sławomir Nitras. Przypomnijmy, że tydzień temu był on obecny na otwarciu nowego stadionu GKS-u, kiedy zespół z Katowic zwyciężył z Górnikiem Zabrze 2:1, i został wygwizdany przez kibiców gospodarzy. Tuż po tym wydarzeniu zdecydował się odpowiedzieć fanom GieKSy, sugerując, że nie pojawił się na Arenie Katowice.

     

    “Podnieconych nadmiernie pisowców informuję. Spędziłem miłą niedzielę z moją rodziną w Szczecinie” — napisał przed tygodniem minister.

     

    Sławomir Nitras dobitnie po porażce GKS-u

    Jednak po porażce GKS-u zamieścił on kolejny wpis, w którym konkretnie odniósł się do aktu gwizdania.

     

    “Gieksa sobie dzisiaj pogwizdała” — czytamy we wpisie na platformie X.

    https://x.com/SlawomirNitras/status/1908939016671842535

    GKS Katowice zajmuje aktualnie dziesiąte miejsce w tabeli, mając na koncie 36 pkt. W następnym meczu 12 kwietnia zmierzy się z Puszczą Niepołomice. To spotkanie będzie miało szczególną wagę głównie dla rywali zespołu z Katowic, którzy walczą o utrzymanie w Ekstraklasie. GieKSa jest w miarę bezpiecznej sytuacji, ponieważ nad strefą spadkową mają dziesięć punktów przewagi.

     

  • Dreszczowiec w finale Chwalińskiej! A było już 6:3, 5:4

    Dreszczowiec w finale Chwalińskiej! A było już 6:3, 5:4

    Dreszczowiec w finale Chwalińskiej! A było już 6:3, 5:4

    Maja Chwalińska miała szansę na czwarty w karierze wygrany turniej deblowy. Polka w parze z Czeszką Anastasią Detiuc była bowiem w drugim finale z rzędu w Turcji. Doszło do dreszczowca.

     

    Maja Chwalińska (131. WTA) od połowy marca jest w Turcji, gdzie bardzo dobrze gra w turniejach deblowych. W ubiegłym tygodniu w turnieju WTA 125 w Antalyi w parze z Anastasią Detiuc (Czechy) wygrała finał. W finale pokonały 4:6, 6:3, 10:2 Jesikę Maleckovą oraz Miriam Skoch.

     

    Dreszczowiec w meczu polskiej tenisiski. W super tie-breaku stało się to

     

    Teraz duet Chwalińska/Detiuc znakomicie grał w kolejnych zawodach tej samej rangi w Antalyi. W drugim turnieju z rzędu dotarł do finału. W sobotnim spotkaniu o triumf w turnieju Polka i Czeszka zmierzyły się z parą Maria Lourdes Carle/Simona Waltert (Argentyna, Szwajcaria). Dla Chwalińskiej był to czwarty w karierze finału turnieju deblowego. Wszystkie trzy poprzednie wygrała. W pierwszym z nich w Buenos Aires grała w parze z Katarzyną Kawą, a w drugim we Florianopolis z Brazylijką Laurą Pigossi.

     

    Chwalińska i Detiuc nie wykorzystały wielkiej szansy na zwycięstwo w dwóch setach. Prowadziły bowiem 6:3, 5:4 i serwowały! Od tego momentu przegrały jednak trzy gemy z rzędu, w tym dwa przy swoim podaniu (do 15 i po decydującym punkcie w 12. gemie). Doszło do wielkich emocji i super tie breaka. W nim Polka i Czeszka prowadziły 2:1, by przegrać aż sześć punktów z rzędu. Ostatecznie rywalki wygrały pewnie 10:3. Pojedynek trwał godzinę i 48 minut.

     

    Chwalińska w tym samym turnieju słabo spisała się w singlu. Polka odpadła już w pierwszym meczu, przegrywając z Rosjanką Kamillą Rachimową (77. WTA) 5:7, 4:6.

     

    Finał debla turnieju w Antalyi: Chwalińska/Detiuc – Carle/Waltert 6:3, 5:7, 3:10.

     

  • Firma Elona Muska przejmuje firmę Elona Muska. W tle saudyjski książę. Po co ten ruch?

    Firma Elona Muska przejmuje firmę Elona Muska. W tle saudyjski książę. Po co ten ruch?

    Firma Elona Muska przejmuje firmę Elona Muska. W tle saudyjski książę. Po co ten ruch?

    Platforma X, należąca do Elona Muska, zostałą kupiona przez startup xAI, który także należy do miliardera. Jego zdaniem przyszłość obu podmiotów “jest ze sobą powiązana”.

     

    Firma Muska kupuje firmę Muska: xAI Elona Muska nabyło X w ramach transakcji all-stock, w której platforma społecznościowa została wyceniona na 33 miliardy dolarów. Umowa pozwala na dzielenie się zasobami firmy zajmującej się sztuczną inteligencją ze współinwestorami w X, czyli dawnym Twitterem – podaje Reuters. Umowa może również pomóc xAI w szkoleniu swojego chatbota znanego jako Grok.

     

    “Krok w kierunku połączenia danych”: Z kolei firma zajmująca się sztuczną inteligencją wyceniona została na 80 miliardów dolarów – podaje z kolei CNBC. “Przyszłość xAI i X jest ze sobą powiązana. Dziś oficjalnie podejmujemy krok w kierunku połączenia danych, modeli, obliczeń, dystrybucji i talentu” – napisał na X Elon Musk, najbogatszy człowiek na świecie.

     

    Wymiana akcji: Dodał, że fuzja “odblokuje ogromny potencjał poprzez połączenie zaawansowanych możliwości i wiedzy xAI w zakresie sztucznej inteligencji z ogromnym zasięgiem X”. Cena zakupu, jak przekazał Musk, wyniosła 45 miliardów dolarów minus 12 miliardów dolarów długu. “Ponieważ obie firmy są prywatne i kontrolowane przez Muska, transakcja prawdopodobnie sprowadza się do wymiany akcji, w której inwestorzy X otrzymują wypłatę w akcjach xAI” – tłumaczy CNBC.

     

    Przejął Twittera w 2022 roku: Elon Musk, który jest również dyrektorem generalnym Tesli oraz SpaceX, przejął Twittera pod koniec 2022 roku w wyniku transakcji o wartości około 44 miliardów dolarów. Wprowadził wówczas ogromne cięcia kosztów, zmieniając przy tym nazwę platformy na X. Linda Yaccarino, którą Musk zatrudnił na stanowisko CEO X, napisała w poście po piątkowym ogłoszeniu fuzji: “Przyszłość nie mogłaby być jaśniejsza”. Musk uruchomił xAI niecałe dwa lata temu, w celu, jak mówił, “zrozumienia prawdziwej natury wszechświata”.

     

    Saudyjski książę w tle? Przypomnijmy, że Musk to bliski współpracownik prezydenta USA Donalda Trumpa i szef Departamentu Efektywności Rządowej (DOGE). Jak twierdzi Reuters, saudyjski inwestor, książę Alwaleed bin Talal, właściciel firmy inwestycyjnej Kingdom Holding, przekazał, że to on wnioskował o fuzję xA i z platformą X. Zauważył, że jego firmy są drugimi co do wielkości inwestorami w X i xAI. “Po tej transakcji wartość naszych inwestycji ma wynieść od 4 do 5 miliardów dolarów… i licznik rusza” – napisał książę w poście na X.

    https://x.com/elonmusk/status/1905731750275510312

    Zobacz także: Wielkie kłopoty Tesli. Więcej w tekście pt. “Tesla traci Europę. Ogromny spadek sprzedaży. Rywale przejmują rynek”.

     

  • “Porażka Linette, ale oto wiadomość z Miami. Polka i tak zagra w półfinale.”

    “Porażka Linette, ale oto wiadomość z Miami. Polka i tak zagra w półfinale.”

    Magda Linette Odpada w Ćwierćfinale, ale Sensacyjne Wieści z Miami!

    Po wielu emocjonujących starciach Magda Linette zakończyła swój imponujący występ w turnieju WTA 1000 w Miami na etapie ćwierćfinału. Choć polska tenisistka prezentowała świetną formę, nie zdołała zatrzymać Jasmine Paolini – Włoszki o polskich korzeniach, która rozegrała fenomenalne spotkanie i zrewanżowała się za poprzednią porażkę. Paolini zwyciężyła 6:3, 6:2 w 77 minut i awansowała do półfinału, gdzie zmierzy się z Aryną Sabalenką lub Qinwen Zheng.

     

    Linette Zaskoczyła w Miami – Niesamowita Droga do Ćwierćfinału

     

    Magda Linette od początku turnieju prezentowała się znakomicie, przechodząc przez kolejne rundy bez straty seta. Po raz pierwszy w karierze dotarła do ćwierćfinału singlowych zmagań w Miami, pokonując takie rywalki jak Anastazja Pawluczenkowa, Jekaterina Aleksandrowa, Linda Fruhvirtová oraz Coco Gauff. Zwłaszcza zwycięstwo nad amerykańską gwiazdą zrobiło ogromne wrażenie – Linette imponowała serwisem i opanowaniem, co pozwoliło jej odnieść jedno z najcenniejszych zwycięstw w karierze.

     

    Paolini w Formie – Włoszka z Polskimi Korzeniami Nie Dała Szans

     

    Ćwierćfinał zapowiadał się niezwykle ekscytująco. Po drugiej stronie siatki stanęła Jasmine Paolini – finalistka Roland Garros i Wimbledonu 2024, która w Miami odnalazła świetną formę. Jej triumf nad Naomi Osaką w czwartej rundzie pokazał, że jest gotowa na wielkie wyzwania. Spotkanie z Linette miało dla niej dodatkowy wymiar – Włoszka chciała zrewanżować się za porażkę z Polką z września ubiegłego roku, kiedy to Linette zwyciężyła 6:4, 6:0 w Pekinie.

     

    Mecz pierwotnie zaplanowany na godzinę 19:00 czasu polskiego musiał zostać opóźniony ze względu na opady deszczu. Zawodniczki pojawiły się na korcie dopiero cztery godziny później, a ich rywalizację przeniesiono z głównego stadionu na Grandstand.

     

    Mocny Początek Linette, Ale Paolini Przejmuje Kontrolę

     

    Spotkanie rozpoczęło się obiecująco dla Linette – już w pierwszym gemie przełamała serwis rywalki. Jednak od tego momentu Paolini zaczęła narzucać swój rytm gry. Włoszka przejęła inicjatywę, zmuszając Polkę do defensywy i punktując precyzyjnymi uderzeniami. Linette starała się znaleźć sposób na powrót do gry, ale Paolini skutecznie odpierała jej ataki. Przy stanie 5:3 Włoszka serwowała na zwycięstwo w pierwszym secie i nie dała Polce najmniejszych szans, zamykając partię wynikiem 6:3.

     

    Linette Walczyła, Ale Paolini Nie Pozostawiła Złudzeń

     

    Drugi set rozpoczął się równie wymagająco dla Linette. Paolini szybko przełamała serwis Polki, a następnie utrzymała własne podanie, wychodząc na prowadzenie 2:0. Mimo że Linette miała szanse na wyrównanie, nie zdołała wykorzystać break pointa, a Włoszka ponownie przejęła inicjatywę. Kluczowy moment nastąpił przy stanie 3:1 – Paolini wywalczyła drugie przełamanie, co praktycznie przypieczętowało jej zwycięstwo.

     

    Linette nie poddała się bez walki – jeszcze w szóstym gemie miała trzy okazje na przełamanie, jednak Paolini zachowała zimną krew i skutecznie odpierała ataki. Ostatecznie Włoszka wygrała 6:3, 6:2, zapewniając sobie miejsce w półfinale.

     

    Co Dalej dla Magdy Linette?

     

    Choć Polka kończy swoją przygodę w Miami na ćwierćfinale, jej występ z pewnością można uznać za ogromny sukces. Po raz kolejny udowodniła, że potrafi rywalizować na najwyższym poziomie, pokonując wielkie nazwiska światowego tenisa. To doświadczenie z pewnością zaprocentuje w kolejnych turniejach.

     

    A co z Jasmine Paolini? Włoszka jest teraz o krok od finału i zmierzy się z jedną z czołowych zawodniczek – Aryną Sabalenką lub Qinwen Zheng. Czy zdoła podtrzymać swoją świetną formę i sięgnąć po największy sukces w karierze? Wszystko rozstrzygnie się już wkrótce!

     

  • Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał WTA w Miami! Świetne wieści!

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał WTA w Miami! Świetne wieści!

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał WTA w Miami! Świetne wieści!

    Poznaliśmy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał turnieju WTA 1000 w Miami! Wiceliderka rankingu WTA po zwycięstwie nad Eliną Switoliną o półfinał zmierzy się z Alexandrą Ealą, która sensacyjnie awansowała do ćwierćfinału imprezy. Poznaliśmy godzinę tego meczu.

     

    Iga Świątek idzie jak burza w tegorocznym turnieju w Miami! Polka na Florydzie ograła już Caroline Garcię, Elise Mertens i Elinę Switolinę. Wszystkie spotkania zamknęła w dwóch setach. W ćwierćfinale czeka ją mecz z rewelacją tegorocznego turnieju — Alexandrą Ealą.

     

    Filipinka notowana na 140. miejscu w rankingu WTA ma zaledwie 19 lat. W Miami wystartowała po udziale w kilku turniejach niższej rangi. Na Florydzie Eala ograła kolejno Katie Volynets, Jelenę Ostapenko i Madison Keys. W 1/8 finału nie musiała rozegrać choćby jednego punktu, bo z turnieju przez kontuzję wycofała się Paula Badosa.

     

    Iga Świątek nigdy dotąd nie mierzyła się z Ealą.

     

    O której godzinie mecz Igi Świątek z Alexandrą Ealą?

    Spotkanie Igi Świątek z Alexandrą Ealą rozpocznie się o godz. 18.00 polskiego czasu. Mecz odbędzie się na Hard Rock Stadium jako pierwsze w środę. W następnej kolejności mają się tam odbyć mecze Alexandra Zvereva z Arhutrem Filsem (nie przed 20.00 polskiego czasu), a następnie Francisco Cerundolo z Grigorem Dimitrowem.

     

    Następnie na kort wybiegną Emma Raducanu i Jessica Pegula (nie przed północą), a w ostatnim meczu dnia Sebastian Korda zagra z Novakiem Djokoviciem. To spotkanie zaplanowano nie wcześniejniż o 1.30.

     

  • Jeszcze jest nadzieja. Jan Błachowicz poznał swoje miejsce w rankingu UFC

    Jeszcze jest nadzieja. Jan Błachowicz poznał swoje miejsce w rankingu UFC

    Jeszcze jest nadzieja. Jan Błachowicz poznał swoje miejsce w rankingu UFC

    Jan Błachowicz niestety zaliczył nieudany powrót do oktagonu po prawie dwóch latach absencji. Polak na gali UFC w Londynie przegrał z Carlosem Ulbergiem po kontrowersyjnej decyzji sędziów. “Black Jag” dzięki zwycięstwu zaliczył spory awans w rankingu kategorii półciężkiej i już teraz może liczyć się w rozgrywce o pas. Natomiast “Cieszyński Książę” nie może narzekać na swoje nowe miejsce we wspomnianej klasyfikacji. Obecna lokata pokazuje, że Polak przy odrobinie szczęścia nadal może wrócić na tron.

    Ponad 600 dni, tyle musiał czekać Jan Błachowicz na swój powrót do klatki UFC. Brak walk spowodowany był problemami zdrowotnymi, a dokładnie operacją obu barków i późniejszą rekonwalescencją. “Cieszyński Książę” w Londynie skrzyżował rękawice ze sklasyfikowanym wcześniej na 6. pozycji rankingu wagi półciężkiej Carlosem Ulbergiem.

     

    Według ekspertów długo niewalczący Polak nie był faworytem w tej walce. Jednak zaprezentował się dobrze, rywal w żadnym stopniu nie mógł zagrozić Polakowi. Niestety Biało-Czerwony również nie był bardzo aktywny, przez co sędziowie po trzech pełnych rundach przyznali zwycięstwo Nowozelandczykowi.

     

    Na szczycie dywizji zrobiło się ostatnio niemałe zawirowanie. Dominator Alex Pereira przegrał z Magomedem Ankalajewem i teraz to Rosjanin dzierży pas UFC. Mówiło się, że jeśli “Janek” triumfuje w stolicy Anglii, to znowu będzie blisko pasa mistrzowskiego. Przed walką zajmował 3. miejsce w rankingu i w przeszłości zremisował z obecnym czempionem, zatem byłby to idealny moment na wyrównanie rachunków.

     

    Ranking UFC: spadek Jana Błachowicza

     

    Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna i po przegranej Błachowicz spał z 3. na 5. miejsce. Ulberg z kolei zajął poprzednią lokatę Polaka. Przy takim obrocie spraw można nadal stwierdzić, że kolejne zwycięstwo znowu da awans i ponowie pozwoli “Cieszyńskiemu Księciu” w walce powrót na tron. Z kolei porażka mogłaby już na dobre zamknąć marzenia. Wszystko zależy od sytuacji, która ułoży się w topie rankingu wagi do 93 kilogramów.

     

    Z kim zatem biało-czerwony stoczy kolejny bój? Opcji jest kilka. Pierwsza to rewanż z Aleksandarem Rakiciem, który jest po trzech porażkach, a w 2022 r. przegrał z Polakiem przez kontuzję nogi. Druga opcja to przegrany walki Jamahal Hill – Khaill Rountree Jr. lub ktoś z zestawienia Dominick Reyes – Nikita Kryłow. Obaj w przeszłości przegrywali z naszym reprezentantem. Poza zasięgiem natomiast obecnie są Prohazka, Pereira i Ankalajew. Najprawdopodobniej kolejnym starciem o pas będzie rewanż Rosjanina z Brazylijczykiem.

     

  • Świątek rozkładała bezradnie ręce. Fissette musiał interweniować

    Świątek rozkładała bezradnie ręce. Fissette musiał interweniować

    Świątek rozkładała bezradnie ręce. Fissette musiał interweniować

    Iga Świątek bezradnie wzruszała ramionami w pierwszym secie 1/8 finału w Miami, a w pewnym momencie interweniować musiał trener Wim Fissette. Polska tenisistka – tak jak jej rywalka Elina Switolina – najlepsze zostawiła na koniec odsłony, czego podsumowaniem były reakcje publiczności. Ukrainka zrealizowała przedmeczową deklarację, ale górą i tak była Świątek – 7:6, 6:3.

     

    Switolina uczy cierpliwości, Świątek odrobiła lekcję

    – Fajny challenge – tak Świątek zareagowała, gdy dowiedziała się, z kim zagra o ćwierćfinał. I przypominała, że jej wcześniejsze pojedynki z 22. w zestawieniu WTA Ukrainką były bardzo wymagające fizycznie. Nie inaczej było i tym razem.

     

    W żadnym z wcześniejszych meczów w Miami dalszy los Świątek w turnieju nie był poważnie zagrożony, ale w obu miała przejściowe kłopoty. Po pokonaniu Francuzki Caroline Garcii 6:2, 7:5 wskazywała na nagły spadek energii w drugiej partii, a w pierwszej odsłonie pojedynku z Belgijką Elise Mertens – w której roztrwoniła przewagę 5:2 – szwankował serwis. 23-latka wygrała wtedy jedynie 60 procent akcji po pierwszym podaniu i 43 proc. po drugim. Dla porównania owe 60 proc. w drugim secie zamieniła na 79 proc.

     

    – Jestem zadowolona, że byłam wystarczająco cierpliwa, by po prostu nad tym pracować – przyznała Polka po niedzielnym zwycięstwie 7:6, 6:1.

     

    Cierpliwość to także cecha, która bardzo przydaje się w rywalizacji ze Switoliną. 30-latka gra w sposób urozmaicony, a do tego jest waleczna. Podziw budziły przede wszystkim jej determinacja i wyniki po powrocie do gry wiosną 2023 roku po urodzeniu dziecka. W trzy miesiące awansowała z 1344. na 27. miejsce w rankingu. Miejsce w Top30 dał jej półfinał Wimbledonu, do którego dostała się właśnie dzięki pokonaniu Świątek.

     

    Z Polką mierzyły się w sumie przed meczem w Miami trzykrotnie i za każdym razem na innej nawierzchni. Switolina wygrała wspomniane spotkanie na londyńskiej trawie, a Świątek na rzymskiej mączce cztery lata temu i w poprzednim sezonie na korcie twardym w Dubaju. Najbardziej jednostronny był ten ostatni mecz -druga rakieta świata straciła łącznie pięć gemów. Pojedynek był na tyle krótki, że wyżej notowana z zawodniczek… o nim zapomniała. W niedzielnym wywiadzie dla Canal+ była pewna, że ostatnio grała przeciwko byłej trzeciej tenisistce globu w Wimbledonie.

     

    Teraz po raz drugi przyszło im się zmierzyć na betonie. Obie mają na koncie sukcesy na tej nawierzchni i obie w drugiej połowie ubiegłego roku przechodziły trudne chwile. Świątek rozstała się po US Open z trenerem Tomaszem Wiktorowskim i miała pozytywny wynik testu na obecność zabronionych substancji (została zawieszona na miesiąc), a Switolina zaraz po nowojorskim turnieju poddała się operacji stopy.

     

    W tym sezonie obie nie pokazują jeszcze pełni możliwości, ale znacznie lepsze wyniki osiągała Polka. Jednak fakt, że Ukrainka ani razu nie przeszła ćwierćfinału, a do niego dotarła wcześniej tylko dwukrotnie, nie powinien uśpić czujności. Bo wygrała w tym czasie m.in. dwukrotnie z tenisistkami z Top5.

     

    – Nie mam nic do stracenia, a mogę jedynie zyskać. Postaram się odzyskać siły, bo gramy już jutro. Iga to wielka mistrzyni i wie, jak wygrywać. Będzie mnie sporo kosztowało, by ją pokonać, ale jestem na to gotowa – deklarowała zawodniczka z Odessy po trzysetowym niedzielnym meczu z Czeszką Karoliną Muchovą.

     

    I rzeczywiście dawała z siebie wszystko, nieraz mocno utrudniając Polce zadanie. Przełożenie na poziom gry miało to zwłaszcza w końcówce seta otwarcia. Wcześniej obie zawodniczki dość często się myliły, a od 11. gema – ku uciesze kibiców – zaczęły się właściwie licytować na efektowne zagrania.

     

    Świątek podbiegła do sztabu, trener interweniował. “Tu nie ma nic za darmo”. Polska powtórka z Wuhan

     

    Wcześniej po stronie Świątek było trochę frustracji. Był to efekt problemów ze wstrzeleniem się w kort. Polka kilka razy bezradnie rozkładała ręce. Po czwartym gemie podbiegła z rakietami do trybun, gdzie siedział jej sztab szkoleniowy, a Fissette przejął je i sprawdzał uważnie naciąg. Mogło to przywołać sytuację z meczu z Garcią, gdy to Francuzka już na początku rozgrzewki zgłosiła, że ma nieodpowiedni naciąg i była z tego wyraźnie niezadowolona w pierwszym secie.

     

    Wydawać się mogło, że u Polki ten problem był mniejszy. Ta sytuacja nie wybiła jej z rytmu, ale pewne kłopoty miała. Trzy razy w pierwszej odsłonie miała przewagę przełamania i trzykrotnie ją od razu straciła. O ile niedzielny tie-break w meczu z Mertens był jednostronny, to mocno skupiona Switolina do końca walczyła o odwrócenie jego losów dzień później. Nie odpuszczała także w drugiej odsłonie, przed którą korzystała z pomocy medycznej (stopa). A potwierdzeniem wysiłku, do jakiego zmusiła przeciwniczkę, niech będzie worek z lodem, który podczas jednej z przerw w drugiej partii Świątek – choć było już blisko północy czasu miejscowego – kładła sobie na kark.

    – Tu nie ma nic za darmo. Ani z jednej, ani z drugiej strony – stwierdziła w pewnym momencie partnerująca za mikrofonem Ignacikowi Paula Kania-Choduń.

     

    A Świątek przetrwała ten napór. I wygrała mimo aż 37 niewymuszonych błędów, których miała więcej niż uderzeń wygrywających (34).

     

    Zaskakiwać może nazwisko kolejnej rywalki Świątek. Alexandra Eala z Filipin, która w maju będzie obchodzić 20. urodziny, jest 140. tenisistką świata. W głównej drabince imprezy na Florydzie znalazła się dzięki przyznanej przez organizatorów “dzikiej karcie”. I pokazała, jak wykorzystywać takie szanse – wcześniej wyeliminowała m.in. mistrzynie wielkoszlemowe Łotyszkę Jelenę Ostapenko i Amerykankę Madison Keys. W ćwierćfinale w ogóle nie musiała wychodzić na kort – Hiszpanka Paula Badosa wycofała się przed spotkaniem.

     

    Świątek nie jest jedyną polską tenisistką w najlepszej ósemce tegorocznej edycji imprezy w Miami. Kilka godzin wcześniej jako pierwsza awansowała do niej Magda Linette. Poprzednio taka sytuacja w “tysięczniku” zdarzyła się w październiku w Wuhan, gdy do ćwierćfinału dotarły Linette i Magdalena Fręch.

  • Nie dała jej szans! Jednostronny mecz Linette – Paolini w Miami

    Nie dała jej szans! Jednostronny mecz Linette – Paolini w Miami

    Nie dała jej szans! Jednostronny mecz Linette – Paolini w Miami

    Miał być długi i zacięty mecz w “polskim hicie” w ćwierćfinale w Miami, a zamiast tego był jednostronny pojedynek bez szczęśliwego zakończenia dla Magdy Linette. Polska tenisistka, której wyraźnie brakowało już paliwa, przegrała z Włoszką Jasmine Paolini 3:6, 2:6. A pomagającej jej Agnieszce Radwańskiej zniknął przyjemny problem.

     

    Planowane pierwotnie na godzinę 19 czasu polskiego spotkanie Magdy Linette z Jasmine Paolini miało uprzyjemnić wieczór w wielu polskich domach. Za sprawą przedłużającego się wcześniejszego meczu, ale przede wszystkim za sprawą dłuższej przerwy spowodowanej deszczem, pojedynek ten rozpoczął się jednak dopiero cztery godziny później. Kibice szykowali się na ucztę, ale o niej można było mówić tylko po jednej stronie kortu. Włoszka wyjątkowo podczas meczu ani przez chwilę się nie uśmiechała, ale w tym wypadku nie był to zły znak.

     

    Włoska tenisowa ściana sfrustrowała Linette

    Na papierze był to pojedynek 34. tenisistki świata z siódmą. W losach 33-letniej Linette i młodszej o cztery lata Paolini jest pewna analogia – obie dość długo czekały na przełom. Polka zanotowała go dwa lata temu, gdy dotarła do półfinału wielkoszlemowego Australian Open. Potem mierzyła się z kłopotami zdrowotnymi i większymi niż wcześniej oczekiwaniami. Od tego czasu dość regularnie sukcesy przeplata okresami słabszych wyników.

     

    Teraz z dużymi oczekiwaniami próbuje radzić sobie Włoszka, której życie odmieniło się w minionym sezonie. Zaczęło się od lutowego triumfu w Dubaju, a później zawodniczka, której znakiem rozpoznawczym jest niemal nieznikający z twarzy uśmiech, dołożyła do tego jeszcze m.in. dwa wielkoszlemowe finały – w Roland Garros i Wimbledonie. To tym bardziej imponujące, że z powodzeniem łączy starty w singlu z deblem. W tej drugiej konkurencji w ubiegłym roku wygrała cztery turnieje i jeszcze dwukrotnie dotarła do finału. Nic dziwnego więc, że pod koniec minionego sezonu grała już na oparach.

     

    Skorzystała na tym trochę m.in. Linette, gdy zmierzyły się jesienią w trzeciej rundzie w Pekinie. Niżej notowana tenisistka wygrała 6:4, 6:0. Wspominając teraz tamten mecz, zwracała uwagę na bardzo dobry return – zarówno swój, jak i rywalki. Chciała też znów nakładać na Paolini presję. Tak, jak robiła to rundę wcześniej w Miami.

     

    Drugi w karierze ćwierćfinał w turnieju rangi 1000 poznaniance dało teraz zwycięstwo nad Amerykanką Coco Gauff (3. WTA) 6:4, 6:4. Zrobiła w tym meczu to samo, co w pojedynku przeciwko Włoszce w Chinach – wykorzystała słabszą dyspozycję faworytki i dołożyła do tego odważną i agresywną grę. Dzięki temu 33-latka po raz pierwszy w karierze w pełnym wymiarze pokonała rywalkę z Top3 światowej listy (W 2021 r. wygrała z ówczesną liderką Ashleigh Barty, ale tamten mecz zakończył się kreczem Australijki w drugiej partii). I po raz szósty w karierze pokonała tenisistkę z czołowej dziesiątki (jej bilans w takich meczach to 6-28). Poprzednią była właśnie Paolini w Pekinie.

     

    Polka od tego momentu aż do teraz nie była w stanie ponownie dotrzeć do ósemki w żadnym turnieju. Ale podobne kłopoty miała Paolini, która poprzednio na tym etapie była w październiku w Wuhan i był to jej jedyny ćwierćfinał od Wimbledonu. Dlatego teraz po pokonaniu w trzech setach w poniedziałek Japonki Naomi Osaki odetchnęła z ulgą i rzuciła z uśmiechem: “Wreszcie”.

     

    Obie z Linette w Miami zyskały więc pewność siebie i obie szykowały się na długą i trudną walkę w ćwierćfinale. Przygotowany na to był też sztab szkoleniowy Polki, czyli trener Mark Gellard i pełniąca od tego sezonu rolę konsultantki 34. rakiety świata Agnieszka Radwańska.

     

    – Ważne, żeby – tak jak w meczu z Coco – wejść i robić swoje. Jak najszybciej przejmować kontrolę – opowiadała na antenie Canal+ przed wtorkowym meczem Radwańska. Za sprawą zaskakująco dobrego występu Linette już kilka razy zmieniała w ostatnich dniach termin biletu lotniczego do domu.

     

    Niestety, kolejnego razu nie będzie…Bo choć Linette zaczęła od przełamania, to potem jak burza szła tylko Paolini. Włoszka na wcześniejszym etapie turnieju zaoszczędziła więcej sił (na otwarcie miała “wolny los”, a w 3. rundzie rozegrała zaledwie siedem gemów przed kreczem rywalki). Ta różnica dała o sobie znać we wtorek.

     

    Co prawda Linette zaczęła od przełamania, ale potem cztery gemy z rzędu zgarnęła rywalka. To ta druga nakładała presję i dominowała. – Ona próbuje zamęczyć – skwitował komentujący mecz w Canal+ Bartosz Ignacik. A chwilę później porównał Paolini do tenisowej ścianki, po odbiciu od której piłka wciąż wracana drugą stronę kortu.

    U Linette zaś zamiast wcześniejszego świetnego poruszania się było już więcej spóźnionych reakcji. Nie można odmówić jej starań, ale problem polegał na tym, że nie dawały one zbytnio efektu. Granie piątego meczu w trudnych warunkach w Miami (duża wilgotność) sprawiło, że tym razem szwankował pierwszy serwis Polki, a jej zagraniom w wymianach brakowało dokładności. Strat z początku seta już nie zdołała zniwelować

     

    Druga partia miała podobny przebieg. Partnerująca Ignacikowi Paula Kania-Choduń zwracała uwagę, że 33-latka z Poznania jest tak nisko na nogach (by lepiej ustawić się do piłek), że wręcz szoruje kolanami po korcie. To niestety też nie pomogło, bo Włoszka wciąż grała niemal bezbłędnie i była nie do ruszenia. Przy stanie 4:1 Linette zaczęła się mocniej frustrować sytuacją, a Paolini robiła swoje. W końcówce Polka jeszcze zmieniła rakietę, ale cudownego zwrotu akcji ów manewr jej nie zapewnił. Po ostatniej piłce meczu zaś maksymalnie wcześniej skupiona Włoszka mogła się wreszcie uśmiechnąć.

     

    Był to czwarty pojedynek tych tenisistek. Bilans jest remisowy. W półfinale Paolini zmierzy się z liderką rankingu WTA Białorusinką Aryną Sabalenką lub Chinką Qinwen Zheng. W drugiej parze może się znaleźć Iga Świątek, o ile w środę pokona Alexandrę Ealę z Filipin, największą sensację tegorocznej edycji turnieju w Miami.