Category: Uncategorized

  • Wojna nerwów z Niemkami. Polskie siatkarki wytrzymały, kluczowy triumf

    Wojna nerwów z Niemkami. Polskie siatkarki wytrzymały, kluczowy triumf

    Olbrzymie emocje i niesamowity finał towarzyszyły starciu reprezentacji Polski z Niemkami na mistrzostwach świata siatkarek w Phuket. “Biało-Czerwone” rozpoczęły spotkanie bardzo słabo, w czwartym secie musiały bronić piłek meczowych, a mimo to odwróciły losy rywalizacji i po dramatycznym tie-breaku wygrały 3:2. Ten triumf ma ogromne znaczenie – Polki uniknęły w 1/8 finału niezwykle groźnych mistrzyń olimpijskich z Włoch i zmierzą się z Belgią.

    Trudny początek i przegrany pierwszy set

    To, co od wielu tygodni jest problemem Polek, znów dało o sobie znać. Nasza drużyna weszła w mecz ospale i nie potrafiła odnaleźć rytmu. Kilka piłek zmarnowała Magdalena Stysiak, blokiem zatrzymana została Martyna Czyrniańska i Niemki odskoczyły na 6:1. Trener Stefano Lavarini szybko zareagował, ale choć Polki stopniowo zmniejszały stratę, nie potrafiły doprowadzić do remisu. Gdy brakowało asekuracji w obronie, włoski szkoleniowiec nie krył frustracji. Ostatecznie Niemki utrzymały przewagę i zwyciężyły 25:21.

    Świetna odpowiedź w drugiej partii

    Drugi set to już zupełnie inna gra Polek. Skuteczne serwisy Czyrniańskiej i Agnieszki Korneluk pozwoliły odskoczyć rywalkom, a problemy Niemek w ataku sprawiły, że to “Biało-Czerwone” dyktowały warunki. Sześć punktów dołożyła Martyna Łukasik, ulubienica lokalnej publiczności, a Polska pewnie wygrała 25:15, doprowadzając do remisu.

    Powrót Niemek i problemy Polek

    Trzecia partia to ponownie przewaga Niemek. Choć Polki miały swoje momenty – jak efektowna obrona nogą Aleksandry Szczygłowskiej czy bloki Korneluk – to rywalki w decydujących fragmentach były dokładniejsze. Końcówka seta należała do drużyny Vitala Heynena, która wygrała 25:19.

    Set pełen zwrotów akcji i obronione piłki meczowe

    Czwarta odsłona również nie układała się po myśli Polek. Niemki prowadziły, a Lavarini musiał wprowadzić na boisko Paulinę Damaske, która wniosła sporo energii. To jej bloki pozwoliły doprowadzić do remisu 16:16. Emocje sięgały zenitu w końcówce – Polki przegrywały 22:24, ale obroniły piłki meczowe. Były błędy Niemek, nerwy związane z urazem Malwiny Smarzek i wreszcie decydujący atak Łukasik. Polska wygrała 28:26 i doprowadziła do tie-breaka.

    Tie-break jak thriller

    Decydujący set był festiwalem nerwów. Polska zaczęła dobrze, ale po kilku akcjach to Niemki prowadziły 6:5. Na boisku wciąż pozostawała Damaske, a na zmianę nie wróciła Czyrniańska. W kluczowych momentach świetną zagrywką popisała się Marlena Kowalewska, a blok pozwolił odzyskać przewagę. Ostatecznie po dramatycznej końcówce Polki zwyciężyły 19:17, a hala w Phuket eksplodowała radością.

    Polska w 1/8 finału z Belgią

    Triumf nad Niemkami daje Polkom nie tylko wielką satysfakcję, lecz także korzystniejszy układ w drabince pucharowej. W 1/8 finału “Biało-Czerwone” zagrają z Belgią, podczas gdy Niemki trafią na niepokonane od ponad roku Włoszki. Teraz Polki czeka dwa dni przerwy – w czwartek przenoszą się do Bangkoku, gdzie w sobotę rozegrają mecz o ćwierćfinał mistrzostw świata.

  • Trwa US Open, a Świątek ogłosiła takie wieści. “Jestem bardzo podekscytowana”

    Trwa US Open, a Świątek ogłosiła takie wieści. “Jestem bardzo podekscytowana”

    Iga Świątek bez najmniejszych problemów przeszła przez pierwszą rundę tegorocznego US Open i już przygotowuje się do kolejnego meczu. Między spotkaniami Polka postanowiła przekazać kibicom bardzo istotną informację.

    Turniej w Nowym Jorku rozpoczęła od starcia z Emilianą Arango. Liderka rankingu WTA zaprezentowała się znakomicie – od początku narzuciła swój rytm i nie pozwoliła rywalce na rozwinięcie skrzydeł. Kolumbijka mogła tylko chwilami nawiązywać walkę, ale ostatecznie Świątek gładko wygrała 6:1, 6:2 i pewnie awansowała do kolejnej fazy. – Fajerwerków nie było, bo i przeciwniczka nie miała zbyt wiele do zaoferowania. Iga była solidna i zdecydowanie za mocna – podsumowali eksperci.

    Ważne ogłoszenie Świątek – powrót do Chin

    Równolegle z rywalizacją w Nowym Jorku, Polka opublikowała wideo, w którym potwierdziła swój udział w turnieju WTA 1000 w Pekinie. – Cześć, tu Iga. Do wszystkich moich chińskich fanów: jestem bardzo podekscytowana, że w tym roku zagram w Pekinie – powiedziała tenisistka. Impreza rozpocznie się 24 września.

    Warto przypomnieć, że rok temu Świątek nie mogła wystąpić w tej imprezie z powodu miesięcznego zawieszenia po wykryciu śladowych ilości trimetazydyny. Substancja ta pojawiła się w jej organizmie w wyniku zażycia zanieczyszczonej melatoniny. W konsekwencji Polka nie zagrała również w turniejach w Seulu i Wuhan. Dwa lata temu za to odniosła w Pekinie wielki sukces – w finale pokonała Ludmiłę Samsonową i sięgnęła po tytuł.

    Na razie jednak cała uwaga Świątek skupia się na US Open. W drugiej rundzie zmierzy się z Holenderką Suzan Lamens, a spotkanie zaplanowano na czwartek.

    https://x.com/z_kortu/status/1960657125501222972?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1960657125501222972%7Ctwgr%5E28d645550051d9f2fb5b7ff4f21e164d6570abbb%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732206742trwa-us-open-a-swiatek-oglosila-takie-wiesci-jestem-bardzo.html

  • Było 6:3, 6:2, 3:1. Nie do wiary, co się stało później. Szaleństwo w US Open

    Było 6:3, 6:2, 3:1. Nie do wiary, co się stało później. Szaleństwo w US Open

    Czy już w pierwszej rundzie US Open byliśmy świadkami najbardziej efektownego powrotu całego turnieju? Bardzo możliwe. To, czego dokonał Francisco Cerundolo w starciu z Matteo Arnaldim, z miejsca stało się jednym z głównych kandydatów do miana „come-backu roku” w Nowym Jorku. Argentyńczyk znajdował się w dramatycznej sytuacji – przegrywał 3:6, 2:6, 1:3 i był o krok od niespodziewanej porażki. A jednak udowodnił, że w sporcie nigdy nie wolno się poddawać.

    „It’s not over, until it’s over” – mówiła Iga Świątek po spektakularnym odwróceniu losów meczu z Danielle Collins na Australian Open 2024. Wtedy Polka odrobiła straty w decydującym secie, choć przegrywała już 1:4. Podobnymi słowami mógłby opisać swój wyczyn Cerundolo. Argentyńczyk, mimo że wracał po kłopotach zdrowotnych – kontuzja mięśni brzucha zmusiła go niedawno do poddania meczu z Alexandrem Zverevem w Toronto i wykluczyła z turnieju w Cincinnati – w Nowym Jorku znalazł w sobie siłę, by odmienić losy rywalizacji.

    Arnaldi dyktował warunki. Do czasu

    Na papierze to Cerundolo był faworytem – wyżej notowany (19. ATP wobec 64. miejsca Arnaldiego), bardziej doświadczony. Jednak to Włoch przez długi czas kontrolował wydarzenia. W pierwszych dwóch setach serwował jak natchniony, dając przeciwnikowi tylko dwie szanse na przełamanie, z czego tylko jedna została wykorzystana. Sam natomiast czterokrotnie odebrał podanie Argentyńczykowi i pewnie wygrał partie 6:3, 6:2.

    Trzeci set miał być formalnością. Kolejne przełamanie dało Arnaldiemu prowadzenie 3:1, a Cerundolo wyglądał na bezradnego. Ale właśnie wtedy nastąpił przełom. Argentyńczyk odłamał rywala w szóstym gemie, a przy stanie 5:6 zdominował go do zera przy jego własnym serwisie. Wygrał 7:5 i całkowicie odwrócił bieg meczu.

    Walka do końca i finałowa eksplozja

    Czwarty set był znacznie bardziej wyrównany, lecz w decydującym momencie znów lepszy okazał się Cerundolo. Przy stanie 5:4 przełamał Arnaldiego, odbierając mu podanie i wyrównując stan meczu na 2:2 w setach.

    O wszystkim decydował piąty set. Już na samym początku to Arnaldi miał szansę przechylić szalę na swoją stronę, lecz zmarnował dwa break pointy. Cerundolo natychmiast wykorzystał okazję – sam przełamał, objął prowadzenie 3:0 i nie oglądał się za siebie. Od tego momentu Włoch zdołał wygrać przy serwisie rywala zaledwie jedną wymianę. Argentyńczyk triumfował 3:6, 2:6, 7:5, 6:4, 6:3 po niemal czterech godzinach heroicznej walki (3 h 45 min).

    W nagrodę Cerundolo zagra w drugiej rundzie ze Szwajcarem Leandro Riedim (435. ATP). Zwycięzca tego meczu zmierzy się w kolejnej rundzie z lepszym z pary Kamil Majchrzak – Karen Chaczanow.

  • Było już po meczu, gdy Osaka powiedziała to o Wiktorowskim. Króciutko

    Było już po meczu, gdy Osaka powiedziała to o Wiktorowskim. Króciutko

    Naomi Osaka w dobrym stylu zameldowała się w drugiej rundzie US Open. Japonka w ciągu zaledwie 84 minut rozprawiła się z Greentje Minnen 6:3, 6:4, a po spotkaniu podkreślała, jak dużą rolę w jej grze odgrywa Tomasz Wiktorowski.

    Udany początek współpracy z Polakiem

    Pod koniec lipca media obiegła informacja, że Osaka (24. WTA) rozpoczęła tymczasową współpracę z Tomaszem Wiktorowskim. Początek był obiecujący – w Montrealu Japonka dotarła aż do finału turnieju rangi WTA 1000, gdzie po trzech setach uległa Victorii Mboko (23. WTA). W Nowym Jorku para kontynuuje współpracę, a już pierwszy mecz na US Open stał się testem tego, nad czym pracowali wspólnie na treningach.

    Kontrola meczu od połowy pierwszego seta

    Spotkanie z Minnen zaczęło się od wymiany przełamań, ale przy stanie 2:3 Osaka włączyła wyższy bieg. Triumfatorka US Open z 2018 i 2020 roku zaczęła dominować w wymianach, pewnie serwowała i nie dawała rywalce żadnych szans przy jej podaniu. Cztery gemy z rzędu wystarczyły, by wygrać pierwszego seta 6:3 w 38 minut.

    Druga partia rozpoczęła się równie dobrze – Japonka wyszła na prowadzenie 2:0, co oznaczało serię sześciu wygranych gemów z rzędu. Wkrótce jednak inicjatywa na chwilę przeszła w ręce Belgijki, która przy stanie 3:3 przełamała Osakę i prowadziła 4:3. Japonka jednak błyskawicznie odzyskała kontrolę – wygrała 12 z 15 kolejnych punktów i zakończyła spotkanie wynikiem 6:3, 6:4.

    „Po prostu robię to, co mówi Tomasz”

    Na konferencji prasowej Osaka przyznała, że towarzyszył jej duży stres:
    — Mogłam mieć lepsze nastawienie. Byłam strasznie zestresowana, bo to dla mnie wyjątkowy turniej. Chciałam bardzo wygrać. Żałuję, że bardziej myślałam o wyniku niż o procesie, ale cieszę się, że dałam radę — powiedziała.

    Następnie odniosła się do pracy z Wiktorowskim:
    — Muszę ufać sobie. To trudne, kiedy serwujesz dobrze, a nagle zostajesz przełamana. Tomasz dużo ze mną pracował nad returnami i dzięki temu czuję się pewniej. To właśnie pozwoliło mi szybko odrobić stratę w drugim secie i był to kluczowy moment meczu.

    Osaka dodała także z uśmiechem:
    — Nie próbuję iść śladami innych. Po prostu robię to, co każe mi Tomasz. Wprowadziłam pewną zmianę, o której raczej nikomu nie powiem, bo daje mi to sporą przewagę. Mam nadzieję, że nikt się tego nie domyśli.

    Kolejne wyzwanie – Hailey Baptiste

    W drugiej rundzie Naomi Osaka zmierzy się z Hailey Baptiste (47. WTA). To będzie ich trzeci mecz w tym sezonie. Dwa poprzednie – w Auckland i Miami – kończyły się zwycięstwami Japonki, choć oba były zacięte i rozstrzygały się w trzech setach.

  • Sceny w US Open. Gauff była absolutną faworytką. Trzy godziny walki

    Sceny w US Open. Gauff była absolutną faworytką. Trzy godziny walki

    Trzy godziny – dokładnie tyle trwał pojedynek pierwszej rundy US Open pomiędzy Coco Gauff a Ajlą Tomljanović. Amerykanka w decydującym secie prowadziła już 5:3, ale mimo to kibice doczekali się niezwykle emocjonującej końcówki.

    Obrończyni tytułu z 2023 roku i obecnie trzecia rakieta świata, Coco Gauff, była murowaną faworytką tego starcia. Jej rywalką była 79. w rankingu WTA Ajla Tomljanović – tenisistka, która do 2014 roku reprezentowała Chorwację, a od 2018 roku gra dla Australii. Co ważne, Australijka nigdy wcześniej nie dotarła do półfinału turnieju wielkoszlemowego.

    Trzygodzinny thriller Gauff

    Spotkanie od samego początku miało zaskakujący przebieg. Gauff szybko przegrywała 1:3, ale błyskawicznie odrobiła straty, wygrywając trzy kolejne gemy. Od stanu 4:4 w pierwszym secie to ona była już stroną dominującą – zwyciężyła w ośmiu z dziesięciu wymian i zamknęła partię 6:4.

    W drugim secie Amerykanka prowadziła 4:2 i była blisko zakończenia meczu w dwóch odsłonach. Wtedy jednak do gry wróciła Tomljanović, która odrobiła straty i serwowała nawet po zwycięstwo w secie. Miała dwie piłki setowe, ale żadnej nie wykorzystała. Ostatecznie losy partii rozstrzygnął tie-break, w którym Australijka okazała się bezwzględna i wygrała 7:2.

    Decydujący set znów toczył się pod dyktando Gauff, która prowadziła 5:3. Wydawało się, że wszystko jest już rozstrzygnięte, lecz Tomljanović jeszcze raz poderwała się do walki i doprowadziła do remisu 5:5. W 11. gemie straciła jednak serwis i tym razem Amerykanka nie wypuściła już przewagi z rąk. Po trzech godzinach zakończyła mecz efektownym uderzeniem po linii, które dało jej awans do drugiej rundy.

    Statystyki i reakcje

    Choć Gauff posłała ponad dwa razy więcej winnerów od rywalki (29–12), to jednocześnie popełniła więcej niewymuszonych błędów (59–56). Obie tenisistki miały też problem z serwisem – w całym meczu oddały aż 17 podwójnych błędów (Amerykanka 10, Tomljanović 7).

    – To był niezwykle trudny mecz. Miałam okazję wygrać w dwóch setach, ale jej nie wykorzystałam. Ajla była wymagającą rywalką. Nie zaprezentowałam najlepszego tenisa, ale cieszę się z awansu. I tak widzę postęp w porównaniu do turnieju w Cincinnati – powiedziała Gauff tuż po spotkaniu.

    Dla 21-letniej zawodniczki był to pierwszy mecz po rozpoczęciu współpracy z Gavinem MacMillanem – trenerem, który pomógł Arinie Sabalence ograniczyć problemy z podwójnymi błędami serwisowymi. To właśnie serwis pozostawał największą bolączką Amerykanki w ostatnich miesiącach.

    Kolejna rywalka

    W drugiej rundzie Gauff zmierzy się z Donną Vekić (49. WTA). Chorwatka po trzysetowym boju pokonała Hiszpankę Jessicę Bouzas Maneiro (40. WTA) 3:6, 7:5, 6:3.

    US Open, I runda:
    Coco Gauff – Ajla Tomljanović 6:4, 6:7(2), 7:5

  • Collins błyskawicznie wyrzucona z US Open! To była absolutna klęska

    Collins błyskawicznie wyrzucona z US Open! To była absolutna klęska

    Trzeci dzień rywalizacji na US Open błyskawicznie przyniósł dużą niespodziankę. Danielle Collins, jedna z ulubienic amerykańskiej publiczności, zakończyła udział w turnieju już na etapie pierwszej rundy. Ku zaskoczeniu kibiców, 61. rakieta świata została wręcz rozbita przez Jacqueline Cristian, przegrywając 2:6, 0:6. Choć Collins miała za sobą wsparcie trybun, nie potrafiła przełożyć go na swoją grę – przez większość meczu wyglądała na sfrustrowaną i wyraźnie podenerwowaną.

    Cristian, sklasyfikowana o jedenaście miejsc wyżej w rankingu WTA, wcale nie była faworytką tego spotkania. Tym bardziej że w ostatnich startach – w Cincinnati i Monterrey – odpadała już w pierwszych rundach. Nikt jednak nie spodziewał się, że tym razem zagra tak pewnie i szybko rozprawi się z Amerykanką.

    Collins bezradna od połowy pierwszego seta

    Początek meczu mógł jeszcze dawać nadzieję miejscowym kibicom – Collins pewnie utrzymała podanie w swoich dwóch pierwszych gemach serwisowych. Jednak już w piątym gemie Cristian wywalczyła przełamanie i od tego momentu zdecydowanie przejęła inicjatywę. Grała szybciej, mocniej i skuteczniej, a dodatkowo bardzo dobrze czytała zamiary rywalki. W siódmym gemie Collins próbowała się jeszcze bronić, ale i wtedy musiała uznać wyższość przeciwniczki. Chwilę później Cristian zamknęła seta wynikiem 6:2.

    Drugi set bez historii

    W drugiej partii Rumunka (choć urodzona w Rumunii, od 2024 roku reprezentująca Belgię) włączyła jeszcze wyższe tempo. Collins nie była w stanie odpowiedzieć – ograniczała się wyłącznie do rozpaczliwej defensywy, a jej język ciała zdradzał coraz większe zniechęcenie. Cristian konsekwentnie dominowała i punktowała niemal każdą akcję. Efekt? Błyskawiczne 6:0 i koniec meczu po zaledwie 67 minutach.

    Koniec sezonu dla Collins

    Jacqueline Cristian melduje się w drugiej rundzie, gdzie zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Ashlyn Krueger – Sofia Kenin. Dla Danielle Collins porażka oznacza koniec nie tylko przygody z nowojorskim turniejem, ale i całego sezonu – Amerykanka wcześniej zapowiadała, że tegoroczny US Open będzie jej ostatnim występem w 2025 roku. To już szósty raz w karierze, kiedy Collins odpada z US Open po zaledwie jednym meczu.

  • Niewiarygodny wyczyn Świątek! US Open aż nie mogło się powstrzymać. “Rekord świata”

    Niewiarygodny wyczyn Świątek! US Open aż nie mogło się powstrzymać. “Rekord świata”

    Oficjalne konto US Open w mediach społecznościowych ogłosiło właśnie niezwykły wyczyn Igi Świątek. Polka pobiła historyczny rekord należący dotąd do Moniki Seles i zapisała się w annałach tenisa. Od początku ery open, czyli od 1968 roku, żadna zawodniczka nie mogła pochwalić się serią aż 65 kolejnych zwycięstw w meczach otwarcia turniejów. Teraz rekord należy do Świątek.

    Polka dokonała tego, pokonując w pierwszej rundzie US Open 2025 Emilianę Arango 6:1, 6:2. Spotkanie trwało zaledwie godzinę i było jednostronnym widowiskiem, ale miało wielką wartość historyczną. To właśnie to zwycięstwo pozwoliło Świątek ustanowić nowy rekord świata – 65. triumf z rzędu w meczach rozpoczynających kolejne turnieje.

    Tenisowi statystycy już od dłuższego czasu śledzili tę serię. Iga nie przegrywa na otwarcie – od lat zawsze zaczyna turnieje od zwycięstwa, często idąc później znacznie dalej w drabince. Dla porównania, Monica Seles była niepokonana w 64 kolejnych spotkaniach otwarcia pomiędzy 1990 a 1996 rokiem. Warto jednak podkreślić, że mowa o „meczach otwarcia”, a nie wyłącznie o pierwszych rundach – bo czołowe zawodniczki często mają w nich wolny los.

    Cztery lata bez porażki na otwarcie. Na horyzoncie rekord Djokovicia
    Ostatni raz Świątek odpadła w pierwszym meczu turnieju w 2021 roku w Cincinnati, gdzie po wolnym losie w pierwszej rundzie przegrała w drugiej z Ons Jabeur 3:6, 3:6. Od tamtej pory minęły cztery lata, a Iga nieprzerwanie wygrywa mecze otwarcia. Teraz goni już tylko jeden absolutny rekord – Novak Djoković w swojej karierze rozpoczął zwycięsko aż 75 kolejnych turniejów. To najlepszy wynik w historii, bez podziału na płeć.

    Rywalki daleko w tyle
    Dla porównania, Aryna Sabalenka, aktualna liderka rankingu WTA i najpoważniejsza rywalka Polki, ma obecnie serię 11 wygranych meczów otwarcia. Jej ostatnia porażka w pierwszym spotkaniu turnieju miała miejsce w lutym tego roku w Dosze. Jeszcze gorzej wygląda bilans Coco Gauff – trzeciej rakiety świata – która w ostatnich miesiącach odpadała już po pierwszych meczach zarówno w Berlinie, jak i na Wimbledonie.

    Seria 65 zwycięstw Świątek to osiągnięcie, do którego współczesne rywalki nie są w stanie się nawet zbliżyć.

  • Oto prawda o relacji Świątek i Fissette’a. Nastąpił zwrot

    Oto prawda o relacji Świątek i Fissette’a. Nastąpił zwrot

    Iga Świątek pod koniec ubiegłego roku zdecydowała się nawiązać współpracę z belgijskim szkoleniowcem Wimem Fissette’em. Początki nie były łatwe – brak oczekiwanych rezultatów sprawił, że w mediach coraz częściej pojawiały się głosy o braku porozumienia między nimi, a nawet sugestie, że trener powinien zostać zwolniony. Sytuacja jednak diametralnie zmieniła się po Wimbledonie. Eksperci wyjaśniają, co wpłynęło na ten przełom.

    Trudny początek sezonu

    Sezon 2025 Iga Świątek rozpoczęła w wyjątkowo wymagających okolicznościach. Wracała do gry po problemach, które mocno dały jej się we znaki w poprzednim roku. Niestety pierwsze miesiące nie układały się po jej myśli. Nawet na mączce, która zawsze była jej największym atutem, nie potrafiła sięgnąć po tytuł. Na dodatek spadła w rankingu WTA, co stanowiło kolejny cios.

    Zwrot w pracy z Fissette’em

    Sytuacja zaczęła się odwracać dopiero latem. Świątek najpierw dotarła do finału w Bad Homburg, a następnie sięgnęła po wielki triumf na Wimbledonie. Później, po raz pierwszy w karierze, zwyciężyła także w prestiżowym turnieju w Cincinnati. To sprawiło, że przed US Open jej forma wygląda znacznie obiecującej.

    Paweł Ostrowski, były trener m.in. Angelique Kerber, w rozmowie z Interią zaznaczył, że utrzymanie najwyższego poziomu przez cały rok jest praktycznie niemożliwe. Podkreślił również, że rozpoczęcie współpracy z nowym szkoleniowcem wymaga czasu. – Trzeba pamiętać, że docieranie się Igi z trenerem było procesem, który musiał trochę potrwać – ocenił.

    Bariera języka i zaufanie

    Do tej pory Świątek współpracowała wyłącznie z polskimi trenerami. Jak zaznaczył Ostrowski, w takich relacjach znaczenie mają nawet drobne niuanse w komunikacji. – Można perfekcyjnie znać język obcy, ale istnieje jeszcze specyficzny żargon sportowy i sposób przekazywania informacji. Zanim się do niego przyzwyczaimy, potrzeba trochę czasu – wyjaśnił.

    Według eksperta kluczowym momentem było to, że Świątek „wpuściła” Fissette’a bliżej siebie, zaufała jego metodom i zaczęła konsekwentnie wdrażać jego koncepcję. – Iga dopuściła trenera do swojego świata i zaczęła realizować jego wizję, dlatego jej gra wygląda coraz lepiej i możemy spodziewać się dalszych sukcesów – podkreślił Ostrowski.

    Początek US Open

    Już we wtorek, 26 sierpnia, Iga Świątek rozpocznie rywalizację w nowojorskim turnieju. W pierwszej rundzie zmierzy się z Emilianą Arango, 84. zawodniczką światowego rankingu. Spotkanie rozpocznie się nie wcześniej niż o godzinie 17:30 czasu polskiego. Transmisję przeprowadzi Eurosport oraz platforma MAX.

  • Ależ sensacja na kortach US Open! “Nie takiego wyniku chciałam”

    Ależ sensacja na kortach US Open! “Nie takiego wyniku chciałam”

    Weronika Kudermietowa nie zaliczy US Open 2025 do udanych. Rosjanka odpadła już w pierwszej rundzie po niespodziewanej porażce z 149. rakietą świata, Janice Tjen. Jak sama skomentowała ten wynik? Bardzo krótko i wymownie.

    Tegoroczny turniej w Nowym Jorku przynosi coraz więcej sensacji w rywalizacji kobiet. Madison Keys (6. WTA), triumfatorka Australian Open, musiała uznać wyższość Renaty Zarazúy (82. WTA), przegrywając po ponad trzygodzinnym boju 7:6(10), 6:7(3), 5:7. Z kolei rozstawiona z numerem 15 Elina Switolina uległa 2:6, 4:6 Węgierce Annie Bondar (97. WTA).

    Do sporej niespodzianki doszło także w starciu Kudermietowej (25. WTA) z Tjen. Mecz trwał 133 minuty i obfitował w zwroty akcji, ale to debiutująca w wielkoszlemowej imprezie Indonezyjka zwyciężyła 6:4, 4:6, 6:4. Co ciekawe, do turnieju głównego musiała przebijać się przez kwalifikacje, a w ich półfinale wyeliminowała Maję Chwalińską (177. WTA). To bez wątpienia występ, który zapisze się w jej karierze na długo.

    A co po meczu powiedziała sama Kudermietowa? Jej wpis w mediach społecznościowych był krótki i emocjonalny:
    — Nie takiego wyniku chciałam. Dałam z siebie wszystko, ale dziś się nie udało. Przynajmniej zdobyłam serca najlepszych kibiców. Dziękuję za niesamowite wsparcie! — napisała Rosjanka, cytowana przez championat.com.

    W drugiej rundzie rywalką Janice Tjen będzie Emma Raducanu (36. WTA). Będzie to pierwsze spotkanie obu tenisistek. Czy Brytyjka zdoła powtórzyć swoją sensacyjną drogę sprzed czterech lat, kiedy sięgnęła po tytuł w Nowym Jorku? Choć wydaje się to mało realne, tenis nieraz widział już jeszcze bardziej nieprawdopodobne historie.

  • Godziny do meczu Świątek, a tu takie wieści. Zawrzało. “Co oni wyprawiają?”

    Godziny do meczu Świątek, a tu takie wieści. Zawrzało. “Co oni wyprawiają?”

    Już we wtorek o godzinie 17:30 Iga Świątek zainauguruje swój udział w tegorocznym US Open. Na otwarcie turnieju zmierzy się z Kolumbijką Emilianą Arango. Pogoda sprzyja organizatorom i wszystko wskazuje na to, że spotkanie rozpocznie się zgodnie z planem. Pojawiły się jednak wątpliwości, czy polscy kibice będą mogli obejrzeć transmisję bez przeszkód. W sieci zawrzało, a fani nie kryją swojego oburzenia.

    Podczas sobotniej konferencji prasowej Świątek podkreślała, że w kobiecym tenisie nie ma sensu mówić o jednej faworytce. – To nie jest tak, że panuje tu zupełna nieprzewidywalność, bo mamy zawodniczki, które regularnie utrzymują się w czołówce i pokazują wysoki poziom przez cały sezon. Ale jednocześnie wiele tenisistek prezentuje świetną formę i każda z nich może wygrać turniej – mówiła Polka. Mimo takiego podejścia to właśnie ona znajduje się w ścisłym gronie kandydatek do końcowego triumfu. W 2022 roku zdobyła już tytuł w Nowym Jorku i teraz spróbuje powtórzyć ten sukces. Jej pierwszy krok w kierunku siódmego wielkoszlemowego zwycięstwa przypadnie na wtorkowe popołudnie. Problem wcale nie dotyczy jednak samej zawodniczki, lecz widzów w Polsce.

    Kibice wściekli: „Eurosport zwariował?”

    Mecz pierwszej rundy między Świątek a Arango wyznaczono na 17:30 czasu polskiego. W telewizji pokaże go Eurosport 1, ale dopiero po zakończeniu etapu kolarskiej Vuelty a Espana. Na profilu „Z kortu – informacje tenisowe” zwrócono uwagę, że może dojść do kolizji transmisji. Dziennikarz Michał Chojecki ostrzegał na X: – Prognozowany finisz etapu to 17:20–17:25. Jeśli jednak kolarze będą jechali dłużej, w Polsce grozi nam prawdziwa „burza”.

    Ten scenariusz wywołał falę ostrych komentarzy fanów tenisa. „Już od rana podnieśli mi ciśnienie… Lepiej, żeby kolarze szybko dojechali do mety”, „Chyba stanę na czele zamieszek, jeśli znowu będą opóźnienia. Potrzebne jest inne rozwiązanie”, „Czy Eurosport upadł na głowę? Jeśli nie pokażą meczu Igi od początku, kibice im tego nie darują. Nie interesują nas ich wymówki” – pisali sfrustrowani internauci.

    Świątek zaczyna walkę o siódmy wielkoszlemowy tytuł

    Pozostaje liczyć, że wyścig zakończy się zgodnie z planem i transmisja meczu Polki wystartuje punktualnie. Spotkanie będzie można śledzić także w relacji tekstowej na stronie głównej Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE. Będzie to pierwsze w historii seniorskie starcie Świątek z Arango, a zdecydowaną faworytką – co do tego nikt nie ma wątpliwości – jest wiceliderka światowego rankingu.