Category: Uncategorized

  • Polska legenda wzywa Lewandowskiego do odejścia z Barcelony i ucieczki do Arabii Saudyjskiej. Zaczynamy!

    Polska legenda wzywa Lewandowskiego do odejścia z Barcelony i ucieczki do Arabii Saudyjskiej. Zaczynamy!

    „Nie Jest Już Mile Widziany?” Legenda Polskiej Piłki Uderza w Lewandowskiego – Wzywa Go do Natychmiastowego Odejścia z Barcelony i Przeprowadzki do Arabii Saudyjskiej

    Wypowiedź, która wstrząsnęła światem polskiego i hiszpańskiego futbolu – legendarny bramkarz reprezentacji Polski Jan Tomaszewski publicznie wezwał Roberta Lewandowskiego do zakończenia swojej przygody z FC Barceloną. Pomimo imponującej liczby zdobytych bramek i wywalczonych trofeów, Tomaszewski twierdzi, że 36-latek stał się outsiderem w szatni i powinien pójść śladem Cristiano Ronaldo i Karima Benzemy, przenosząc się do ligi saudyjskiej.

    ⚠️ „Nie Jest Zbyt Lubiany” – Tomaszewski Bez Owijania w Bawełnę

    W rozmowie z Super Expressem, cytowanej przez Mundo Deportivo, Tomaszewski nie przebierał w słowach. Były reprezentant Polski przedstawił ponury obraz sytuacji Lewandowskiego w Barcelonie:

    > „Robert powinien już teraz zakończyć swoją przygodę z Barceloną i przenieść się do ‘lżejszego’ klubu w Arabii Saudyjskiej, tak jak zrobili to najlepsi piłkarze świata – z wyjątkiem [Lionela] Messiego,” stwierdził Tomaszewski.

    > „Spójrzmy prawdzie w oczy – to koniec. Robert nie jest zbyt lubiany w drużynie, a najlepsi zawodnicy Barcelony nie podają mu piłki.”

    Te słowa odbiły się szerokim echem zarówno w Polsce, jak i w całej Europie. Czy naprawdę jeden z największych piłkarzy w historii Polski stał się niechciany w szeregach Dumy Katalonii?

    🏆 Wciąż w Wielkiej Formie?

    Mimo zarzutów Tomaszewskiego, statystyki mówią coś zupełnie innego. W ubiegłym sezonie Lewandowski zdobył aż 42 gole we wszystkich rozgrywkach, prowadząc Barcelonę do dubletu – mistrzostwa Hiszpanii oraz triumfu w Pucharze Króla. 36-latek nie daje po sobie poznać oznak spadku formy fizycznej i wielokrotnie podkreślał, że chce dalej grać na Camp Nou, mimo pojawiających się plotek o transferze do Arabii.

    Jednak coraz więcej doniesień wskazuje na napięcia w szatni. Młodsi koledzy z drużyny oraz zmiany taktyczne pod wodzą trenera Hansiego Flicka sprawiły, że Lewandowski bywa coraz bardziej osamotniony na boisku.

    🛫 Transfer do Arabii – Coraz Bardziej Realny?

    Pomysł Tomaszewskiego nie jest pozbawiony podstaw. Saudyjska Pro League w ostatnich latach intensywnie zabiega o wielkie nazwiska, oferując im astronomiczne kontrakty – z powodzeniem przyciągnęła już Neymara, Benzemę i Ronaldo. Choć Lewandowski do tej pory odrzucał takie oferty, obecna sytuacja w Barcelonie może zmusić go do zmiany zdania – zwłaszcza jeśli rzeczywiście jest marginalizowany przez kolegów z drużyny.

    Przenosiny do „lżejszego” klubu, jak ujął to Tomaszewski, mogą kusić doświadczonego napastnika, który zbliża się do 37. urodzin. Może to być ostatnia szansa, by skorzystać z lukratywnej oferty poza Europą.

    ⚽ Co Dalej?

    Lewandowski ma wystąpić w kolejnym meczu sparingowym Barcelony przeciwko południowokoreańskiemu Daegu FC w poniedziałek, a następnie zakończyć przygotowania meczem z włoskim Como w niedzielę. Teraz jednak wszyscy będą obserwować nie tylko jego grę, ale też mowę ciała, interakcje z kolegami i to, czy rzeczywiście jest traktowany jak gwiazda, na jaką zasługuje.

    Czy zostanie i powalczy o miejsce w podstawowym składzie Blaugrany? A może kontrowersyjne słowa Tomaszewskiego staną się początkiem transferowej burzy?

    Jedno jest pewne: saga z Robertem Lewandowskim w roli głównej daleka jest od zakończenia.

     

  • Andrzej Duda nagradza prezesów PZPN. Kulesza z orderem

    Andrzej Duda nagradza prezesów PZPN. Kulesza z orderem

    Druga kadencja Andrzeja Dudy jako prezydenta dobiega końca. W środę urząd głowy państwa obejmie zaprzysiężony Karol Nawrocki. Jak donoszą media, Andrzej Duda postanowił uhonorować na zakończenie swojej prezydentury osoby związane z polskim futbolem. Wśród wyróżnionych znalazł się między innymi prezes PZPN, Cezary Kulesza.

    Nowy prezydent RP, Karol Nawrocki, zostanie zaprzysiężony w środę i zastąpi urzędującego od dziesięciu lat Andrzeja Dudę. Tymczasem – jak podaje prasa – ustępujący prezydent zdecydował się uhonorować przedstawicieli świata piłki nożnej, przyznając im państwowe odznaczenia. W gronie nagrodzonych znalazł się Cezary Kulesza.

    Portal Weszło.com poinformował: „Prezydent Andrzej Duda odznaczył orderami prezesa PZPN Cezarego Kuleszę oraz nowo mianowanego wiceprezesa PZPN Dariusza Mioduskiego. Dodatkowo wyróżnienia otrzymali Marcin Animucki, wiceprezes PZPN ds. piłkarstwa profesjonalnego, Wojciech Cygan, który do niedawna pełnił tę funkcję, oraz Karol Klimczak, prezes Lecha Poznań”.

  • Lewandowski strzela. Szczęsny wszedł, ale nie dograł do końca. Deklasacja!

    Lewandowski strzela. Szczęsny wszedł, ale nie dograł do końca. Deklasacja!

    FC Barcelona w wielkim stylu kończy azjatyckie tournee. Lewandowski z golem, Rashford z debiutanckim trafieniem

    FC Barcelona efektownie zakończyła swoje tournee po Azji, gromiąc południowokoreańskie Daegu FC aż 5:0. Dla drużyny prowadzonej przez Hansiego Flicka był to trzeci z rzędu przekonujący triumf w ramach przygotowań do nowego sezonu. Katalończycy dominowali od pierwszej do ostatniej minuty, a na listę strzelców wpisał się m.in. Robert Lewandowski, który tym samym udowodnił, że już teraz jest gotowy na rywalizację w La Lidze.

    Imponująca forma Barcelony przed sezonem

    Barcelona rozpoczęła swoje przygotowania do sezonu od sparingów z japońskim Visselem Kobe (3:1) i koreańskim FC Seoul (7:3), pokazując ofensywną moc zespołu Flicka. Starcie z Daegu było ostatnim aktem azjatyckiego tournee, a drużyna z Katalonii potraktowała to spotkanie bardzo poważnie, dominując przeciwnika praktycznie przez całe 90 minut.

    Gavi i Lewandowski bohaterami pierwszej połowy

    Od pierwszego gwizdka piłkarze Barcelony przejęli inicjatywę. Zespół często utrzymywał się przy piłce i z łatwością przedostawał się pod pole karne gospodarzy. W 21. minucie padł pierwszy gol — Gavi wykorzystał zamieszanie w polu karnym i pewnym strzałem otworzył wynik. Sześć minut później Katalończycy podwyższyli prowadzenie. Gerard Martin posłał idealne podanie w pole karne, a Robert Lewandowski nie miał problemów z umieszczeniem piłki w siatce. To jego kolejne trafienie podczas tego tournee i sygnał, że forma Polaka rośnie z meczu na mecz.

    Piłkarze Daegu byli wyraźnie zagubieni i jedyną groźną sytuację stworzyli dopiero w końcówce pierwszej połowy, kiedy Geovani Reis zmarnował znakomitą okazję, pudłując w dogodnej sytuacji. Tuż przed przerwą Barca ponownie przycisnęła, a drugi raz tego dnia na listę strzelców wpisał się Gavi, ustalając wynik pierwszej połowy na 3:0.

    Zmiany, nowa jedenastka i kolejna dominacja

    W przerwie Hansi Flick wymienił całą jedenastkę. Robert Lewandowski zszedł z boiska, a jego miejsce zajął Marcus Rashford. Co ciekawe, między słupkami pojawił się Wojciech Szczęsny, który rozegrał spokojną połowę. Rywale nie oddali żadnego celnego strzału na jego bramkę, a jedyne, czym wyróżnił się polski golkiper, to dwukrotne wybiegnięcia daleko poza pole karne, gdzie skutecznie przeciął akcje przeciwników.

    W 75. minucie Szczęsny został zmieniony przez 19-letniego Diego Kochena, który również nie miał zbyt wiele pracy, lecz zebrał cenne minuty w barwach pierwszej drużyny.

    Barcelona nie zamierzała zwalniać tempa. W 54. minucie na 4:0 podwyższył 17-letni Toni Fernandez, a jedenaście minut później swoją debiutancką bramkę w barwach “Blaugrany” zdobył Marcus Rashford, finalizując szybki atak drużyny Flicka.

    Efektowny finisz i spokojna końcówka

    Do końca spotkania Barcelona dalej atakowała, jednak brakowało jej już nieco precyzji i skuteczności. Pomimo kilku kolejnych dogodnych okazji, wynik nie uległ zmianie, a mecz zakończył się wysokim, w pełni zasłużonym zwycięstwem Katalończyków 5:0. Styl gry, pressing i płynność akcji mogły się podobać i bez wątpienia napełniają optymizmem przed startem nowego sezonu.

    Ostatni test i start La Ligi

    FC Barcelona ma jeszcze przed sobą jeden sprawdzian — 10 sierpnia zagra mecz towarzyski z włoskim Como. Będzie to ostatnia próba generalna przed inauguracją nowego sezonu La Ligi, którą Barca rozpocznie już 16 sierpnia od wyjazdowego starcia z RCD Mallorca.


    FC Barcelona – Daegu FC 5:0 (3:0)
    Bramki:
    Gavi (21’, 45+2’)
    Robert Lewandowski (27’)
    Toni Fernandez (54’)
    Marcus Rashford (65’)

    Skład Barcelony:
    I połowa: Garcia – Kounde, Araujo, Martin, Balde – de Jong, Gavi – Yamal, Fernandez, Raphinha – Lewandowski
    II połowa: Szczęsny (75’ Kochen) – Garcia, Cubarsi, Christensen, Torrents – Pedri, Casado, Olmo – Roony, Fernandez, Rashford


    Nowa Barcelona Flicka powoli nabiera kształtów, a letnie sparingi potwierdzają, że drużyna ma potencjał, by walczyć o najwyższe cele.

  • Na całym świecie piszą to samo po triumfie Polski. Po prostu “zbyt mocna”

    Na całym świecie piszą to samo po triumfie Polski. Po prostu “zbyt mocna”

    W niedzielę reprezentacja Polski zdobyła złoty medal Ligi Narodów, rozbijając w wielkim finale Włochów 3:0. Drużyna prowadzona przez Nikolę Grbicia rozegrała znakomite spotkanie, nie pozostawiając żadnych wątpliwości co do swojej dominacji. “Włosi nie byli w stanie zbliżyć się do rywali w żadnym secie ani w żadnym elemencie gry. Ani przez chwilę nie było wątpliwości, która drużyna jest lepsza” — podkreśla portal sportklub.n1info.si. I nie jest to jedyny głos zachwytu – podziw dla Biało-Czerwonych płynie z całego świata.

    Polacy rozegrali wręcz koncertową fazę finałową turnieju w Ningbo. W trzech kolejnych spotkaniach – z Japonią, Brazylią i Włochami – nie stracili nawet seta, pokazując najwyższy poziom siatkówki. Finałowe starcie tylko potwierdziło ich wybitną dyspozycję – triumfowali pewnie 3:0 i sięgnęli po złoto.

    Zachwycone postawą Polaków są media z różnych zakątków świata. Brazylijski portal webvolei.com.br pisał:
    „Włosi dosłownie zagubieni na boisku, rozbici technicznie i mentalnie. Giannelli i Michieletto nie ukrywali frustracji. Polska, niewzruszona problemami przeciwnika, narzuciła swoje agresywne tempo, z Leonem i Semeniukiem wiodącymi prym w kontratakach”.

    Z kolei słoweński sportklub.n1info.si zwracał uwagę na absolutną dominację Biało-Czerwonych. „Włosi, którzy w półfinale ograli Słowenię i zapewnili sobie pierwszy w historii medal Ligi Narodów, nie potrafili zagrozić Polakom ani przez chwilę. W żadnym secie nie zdołali nawiązać walki, nie istnieli w żadnym aspekcie gry”.

    Francuskie Le Figaro podkreśliło rolę Wilfredo Leona, który zdobył 16 punktów i był najskuteczniejszym zawodnikiem meczu. “Polacy zagrali perfekcyjnie w Chinach. Dominowali od początku do końca. Włosi – mimo że grali w swoim pierwszym finale Ligi Narodów od 2004 roku – nie mieli nic do powiedzenia przeciwko znakomicie zorganizowanej drużynie Grbicia”.

    Podobne wnioski przedstawił również inny francuski dziennik – L’Équipe:
    „Trzeci set był już czystą formalnością. Polska systematycznie powiększała przewagę (10:5, 17:8), nie pozwalając Włochom na złapanie oddechu. To drugi triumf Polaków w Lidze Narodów – poprzedni wywalczyli w 2023 roku. W tegorocznej edycji zdetronizowali Francuzów”.

    Z kolei włoskie media nie zostawiły na swoich reprezentantach suchej nitki. Corriere dello Sport surowo podsumowało występ Azzurrich:
    „Liga Narodów. Polska zbyt silna. Włosi muszą zadowolić się srebrem. Zespół trenera De Giorgiego został zmiażdżony w finale przez ekipę Grbicia. Marzenie o pierwszym historycznym tytule prysło”.

    Polska drużyna po raz kolejny udowodniła, że należy do światowej czołówki. W takiej formie jest gotowa na każde wyzwanie.

  • Karol Nawrocki nie dostał zaproszenia. “Dziwne rzeczy się dzieją”

    Karol Nawrocki nie dostał zaproszenia. “Dziwne rzeczy się dzieją”

    W poniedziałek 4 sierpnia rozpocznie się 82. edycja Tour de Pologne, a Czesław Lang w rozmowie ze Sport.pl otwarcie wyjaśnił, dlaczego nie zdecydował się zaprosić prezydenta elekta Karola Nawrockiego do roli honorowego startera. Choć w przeszłości takie wyróżnienie spotkało m.in. Lecha Wałęsę, tym razem Lang postanowił nie angażować polityków, tłumacząc, że „w polityce dzieje się tyle dziwnych rzeczy”, iż nie chce swoimi decyzjami prowokować „politycznej wojenki”.

    Brak Karola Nawrockiego na Tour de Pologne? Lang nie ukrywa powodów

    Historia Tour de Pologne sięga 7 września 1928 roku – wyścig ruszył 25 lat po pierwszym Tour de France i niedługo po igrzyskach olimpijskich w Amsterdamie, gdzie Halina Konopacka zdobyła dla Polski pierwszy złoty medal. W tym roku peleton wystartuje z Wrocławia, a impreza będzie okazją do uczczenia tysiąclecia koronacji Polski. Mimo tak wyjątkowej okazji, na liście gości zabraknie Karola Nawrockiego.

    „Sport powinien być poza polityką” – mówi Czesław Lang

    Gdy w 2014 roku Tour de Pologne rozpoczynał się w Gdańsku, honorowym starterem został Lech Wałęsa – symboliczne nawiązanie do historii Stoczni i przemian w Polsce. Tym razem organizatorzy zrezygnowali z obecności polityków – w tym nowo wybranego prezydenta – w oficjalnym otwarciu wyścigu.

    – Sport powinien być poza polityką, bo w polityce tyle dziwnych rzeczy się dzieje – podkreślił Czesław Lang.

    Wicemistrz olimpijski z Moskwy dodał, że decyzję podjął świadomie, by nie doprowadzić do niepotrzebnych napięć. – Strzeżemy olimpijskich zasad – w czasie imprez sportowych wszyscy się godzą, nie ma wojen, jest przyjaźń – zaznaczył 70-letni dyrektor wyścigu.

  • Brad Gilbert wydał wyrok ws. Wiktorowskiego i Osaki. Jaśniej się nie da

    Brad Gilbert wydał wyrok ws. Wiktorowskiego i Osaki. Jaśniej się nie da

    Naomi Osaka błyszczy w Montrealu. Tomasz Wiktorowski zbiera pochwały. “Ciekawe” – komentuje Brad Gilbert

    Naomi Osaka imponuje formą podczas turnieju WTA 1000 w Montrealu, a nie sposób nie dostrzec w tym wpływu Tomasza Wiktorowskiego. Były trener Igi Świątek, który niedawno dołączył do sztabu Japonki, już teraz zdaje się odciskać piętno na jej grze. Występy Osaki chwalą nie tylko kibice, ale także eksperci, w tym Brad Gilbert, niegdyś trener m.in. Coco Gauff.

    „Ciekawe. Osaka od jakiegoś czasu szukała najlepszej wersji siebie, a teraz pracuje z byłym trenerem Igi. Często bywa tak, że przy nowym szkoleniowcu od razu chcesz pokazać się z najlepszej strony” – napisał Gilbert na platformie X, odnosząc się do świetnej dyspozycji Japonki.

    Informację o rozpoczęciu współpracy Tomasza Wiktorowskiego z Osaką jako pierwszy podał Dominik Senkowski ze Sport.pl. „To wielkie nazwisko w kobiecym tenisie, ale i ogromne wyzwanie dla byłego trenera Świątek i Radwańskiej. Jeśli ktoś ma sobie z tym poradzić, to właśnie on” – podkreślił dziennikarz.

    Osaka błyszczy w Montrealu od pierwszego meczu. W niedzielnym spotkaniu IV rundy wręcz zmiotła z kortu Anastasiję Sevastovą, pokonując ją 6:1, 6:0 w zaledwie 49 minut. Kamery uchwyciły wówczas Tomasza Wiktorowskiego, który z uznaniem bił brawo swojej zawodniczce. Było to jej najbardziej efektowne zwycięstwo w turnieju, choć wcześniej odprawiła już m.in. Jelenę Ostapenkę (6:2, 6:4), Arianę Arseneault oraz Ludmiłę Samsonową.

    Choć współpraca Osaki i Wiktorowskiego znajduje się jeszcze w fazie próbnej – po rozstaniu zawodniczki z Patrickiem Mouratoglou – wszystko wskazuje na to, że zmierza w dobrym kierunku. – Bardzo go lubię. Wiem, że to dopiero dwa mecze, ale widać, że jest bardzo zdecydowany i wie, czego chce. To sprawia, że wszystko staje się dla mnie bardzo klarowne – przyznała Osaka.

    Dzięki ostatnim zwycięstwom Japonka awansowała do ćwierćfinału turnieju, gdzie zmierzy się z Eliną Switoliną. Do starcia z Igą Świątek w półfinale jednak nie dojdzie – Polka sensacyjnie przegrała w nocy z niedzieli na poniedziałek z Clarą Tauson 6:7 (1), 3:6 i zakończyła udział w zawodach.

    Duńska tenisistka była niezwykle solidna i opanowana. Jak relacjonował Łukasz Jachimiak ze Sport.pl, nawet dziennikarze z jej kraju nie wierzyli w zwycięstwo nad „najlepszą obecnie tenisistką świata”, jak określali Świątek. Tymczasem Tauson powalczy teraz o półfinał z Madison Keys.

    Turniej w Montrealu dostarcza wielu emocji – nie tylko dzięki nieoczekiwanym wynikom, ale również przez nowe trenerskie roszady, które już teraz zaczynają przynosić efekty.

  • Gigantyczna sensacja w Montrealu! Anisimova nie wiedziała, co się dzieje

    Gigantyczna sensacja w Montrealu! Anisimova nie wiedziała, co się dzieje

    Elina Switolina lepsza od Amandy Anisimovej. Ukrainka w ćwierćfinale WTA 1000 w Montrealu

    Pojedynek Amandy Anisimovej z Eliną Switoliną zapowiadał się jako jedno z najbardziej interesujących starć 1/8 finału turnieju WTA 1000 w Montrealu – i rzeczywiście nie zabrakło emocji. Szczególnie pierwsza partia była wyrównana i zacięta, a o jej losach zdecydował dziesiąty gem. Drugi set miał już zupełnie inny przebieg – Switolina zdominowała rywalkę i pewnie awansowała do ćwierćfinału, wygrywając 6:4, 6:1.

    Anisimova wciąż szuka przełamania po nieudanym finale Wimbledonu, w którym została rozbita przez Igę Świątek 0:6, 0:6. W Montrealu liczyła na rehabilitację i wszystko szło zgodnie z planem – pokonała bez straty seta Lulu Sun i Emmę Raducanu. W 1/8 finału przyszło jej jednak zmierzyć się z bardziej doświadczoną Eliną Switoliną.

    Wyrównana pierwsza partia. Zadecydował jeden gem

    Choć wyżej w rankingu była Anisimova (7. miejsce przy 13. pozycji Switoliny), to historia bezpośrednich pojedynków przemawiała za Ukrainką – wygrała trzy z czterech wcześniejszych spotkań. Tym razem Amerykanka rozpoczęła obiecująco, przełamując rywalkę już w trzecim gemie. Radość nie trwała jednak długo – Switolina szybko odrobiła stratę i od tego momentu gra toczyła się punkt za punkt. Obie tenisistki miały okazje na przełamanie, ale żadna z nich długo nie potrafiła ich wykorzystać. Dopiero w dziesiątym gemie Ukrainka zdobyła piłkę setową – pierwszej nie wykorzystała, ale drugiej już nie zmarnowała i zakończyła seta 6:4.

    Anisimova się posypała. Switolina nie dała jej szans

    Początek drugiej partii nie wskazywał jeszcze na pogrom. W trzecim gemie Anisimova miała aż trzy okazje na przełamanie przeciwniczki, ale żadnej nie zdołała zamienić w punkt. I jak mówi tenisowe porzekadło – niewykorzystane szanse się mszczą. Od tego momentu Switolina całkowicie przejęła inicjatywę, a gra Amerykanki kompletnie się rozpadła. Nie wygrała już ani jednego gema przy własnym serwisie, nie potrafiła też zagrozić returnem. Drugi set zakończył się wynikiem 6:1 dla Ukrainki, a cały mecz trwał zaledwie godzinę i 27 minut.

    Amanda Anisimova – Elina Switolina 4:6, 1:6

    Po meczu Switolina nie kryła zadowolenia ze swojej dyspozycji:
    – Dałam z siebie wszystko. Cieszę się, że dobrze się dziś poruszałam po korcie i zagrałam solidnie, bo Amanda to naprawdę trudna przeciwniczka. Musiałam być silna fizycznie i cieszę się, że podołałam temu zadaniu – powiedziała Ukrainka w pomeczowym wywiadzie.

    Tym samym Switolina awansowała do ćwierćfinału turnieju w Montrealu, gdzie zmierzy się z Naomi Osaką. Japonka od niedawna współpracuje z Tomaszem Wiktorowskim – byłym szkoleniowcem Igi Świątek. Anisimova zakończyła udział w kanadyjskich zawodach i najprawdopodobniej wróci na kort podczas turnieju WTA 1000 w Cincinnati, który rozpoczyna się już 7 sierpnia.

  • Tak wygląda ranking WTA po porażce Świątek w Montrealu

    Tak wygląda ranking WTA po porażce Świątek w Montrealu

    Koniec pięknej serii Igi Świątek w Montrealu. Przegrała z Clarą Tauson i żegna się z turniejem

    Iga Świątek zakończyła swój udział w turnieju WTA 1000 w Montrealu na etapie 1/8 finału. Polka nie zdołała urwać nawet seta Clarze Tauson i po raz pierwszy w karierze musiała uznać wyższość Dunki, przegrywając 6:7(1), 3:6. To rozczarowujący rezultat, szczególnie że wygrana przybliżyłaby ją do drugiego miejsca w światowym rankingu. Mimo to Polka ma powody do zadowolenia po występie w Kanadzie.

    Świątek odpada, ale jej ranking pozostaje bez zmian

    Dla Igi Świątek porażka w Montrealu oznacza koniec imponującej serii dziewięciu kolejnych zwycięstw. Ostatni raz przegrała na początku Wimbledonu – od tamtej pory pokonała między innymi Hanyu Guo i Evę Lys, licząc na dziesiąty triumf z rzędu właśnie w meczu z Clarą Tauson. Niestety, Polka popełniała zbyt wiele błędów, szczególnie w pierwszym secie, w którym jako pierwsza została przełamana. Choć zdołała odrobić stratę, to w tie-breaku została zdeklasowana – uległa 1:7.

    Drugi set okazał się jeszcze trudniejszy. Duńska tenisistka grała pewnie i agresywnie, nie pozwalając Świątek złapać rytmu. Mimo prób odwrócenia losów meczu, Iga przegrała 3:6 i musiała pożegnać się z turniejem.

    Polka utrzymuje trzecie miejsce w rankingu WTA

    Porażka w Montrealu nie wpłynie znacząco na sytuację rankingową Świątek. Nadal będzie zajmować trzecie miejsce z dorobkiem 6 933 punktów. Zarówno Coco Gauff (7 789 pkt), jak i Aryna Sabalenka (12 225 pkt) nie powiększą przewagi nad Polką – Amerykanka również odpadła w 1/8 finału, a Białorusinka nie wzięła udziału w turnieju.

    Świątek nie musi się także martwić o zawodniczki plasujące się tuż za nią. Jessica Pegula i Mirra Andriejewa również zakończyły udział w Montrealu. W grze pozostała Madison Keys – potencjalna rywalka Igi w ćwierćfinale – jednak nawet zwycięstwo w całym turnieju nie pozwoli jej wyprzedzić Polki. Keys może co najwyżej awansować na piąte miejsce.

    Aktualny ranking WTA Live (stan na 4 sierpnia 2025):

    1. Aryna Sabalenka – 12 225 pkt
    2. Coco Gauff – 7 789 pkt
    3. Iga Świątek – 6 933 pkt
    4. Jessica Pegula – 6 423 pkt
    5. Mirra Andriejewa – 4 948 pkt
    6. Madison Keys – 4 579 pkt (maksymalnie 5 364 pkt)
    7. Qinwen Zheng – 4 553 pkt
    8. Amanda Anisimova – 4 474 pkt
    9. Jasmine Paolini – 3 586 pkt
    10. Emma Navarro – 3 475 pkt
    11. Magdalena Fręch – 1 766 pkt
    12. Magda Linette – 1 404 pkt

    Czas na Cincinnati

    Następnym przystankiem w kalendarzu Świątek będzie turniej WTA 1000 w Cincinnati. W zeszłym roku dotarła tam do półfinału, gdzie uległa Arynie Sabalence 3:6, 3:6. Nowa edycja imprezy rozpoczyna się już 7 sierpnia. Polka z pewnością będzie chciała udowodnić, że porażka z Tauson była tylko chwilowym potknięciem.

  • Sensacyjny rewanż na Świątek! Nawet Duńczycy w to nie wierzyli

    Sensacyjny rewanż na Świątek! Nawet Duńczycy w to nie wierzyli

    Miesiąc temu w czwartej rundzie Wimbledonu Clara Tauson nie poradziła sobie mentalnie w starciu z Igą Świątek. Teraz, w czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Montrealu, Dunka była twarda jak skała. Nawet dziennikarze w jej rodzinnym kraju nie dawali jej szans na pokonanie – jak to określano – “najlepszej tenisistki świata”. A jednak Świątek została pokonana. Po porażce 6:7, 3:6 Polka pożegnała się z turniejem w Montrealu przed ćwierćfinałem.

    Iga Świątek rozpoczęła mecz podwójnym błędem serwisowym, a 66 minut później zakończyła pierwszego seta kolejnym podwójnym błędem serwisowym. Przegrała go w tie-breaku, ulegając Dunce 1-7. To było zaskakujące, ponieważ po imponującym pościgu Polka dogoniła rywalkę i wydawało się, że kontroluje przebieg spotkania.

    W pierwszej partii Tauson miała tylko jedną szansę na przełamanie serwisu Świątek i wykorzystała ją. Polka miała aż osiem breakpointów, z czego wykorzystała tylko jeden – ósmy, doprowadzając do remisu 5:5, gdy rywalka mogła już serwować na seta.

    Po wygraniu Wimbledonu, Świątek w Montrealu zaczęła od gładkich zwycięstw nad Chinką Guo (6:3, 6:1) oraz Niemką Lys (6:2, 6:2). Przed meczem z Tauson w francuskich mediach pisano, że Polka znów, jak w najlepszych latach, jest nie do pokonania. Z kolei Duńczycy nazywali ją najlepszą tenisistką świata, mimo że Świątek w rankingu zajmowała 3. miejsce, za Aryną Sabalenką i Coco Gauff. TV 2 w zapowiedzi meczu zauważała, że Tauson gra dobry turniej, ale nie dawała jej szans na zwycięstwo. Pisano nawet, że szkoda, iż w czwartej rundzie Dunka musi zmierzyć się właśnie z Igą.

    Tauson jednak najwyraźniej myślała inaczej. Miesiąc temu, w czwartej rundzie Wimbledonu, starcie z Igą ją przerosło. Po raz trzeci w karierze grała z Polką i po raz trzeci przegrała – 4:6, 1:6. Teraz, po kilku przekonywujących zwycięstwach w Montrealu, w tym nad Włoszką Bronzetti (6:1, 6:2) oraz Ukrainką Starodubcewą (6:3, 6:0), 19. rakieta świata wyraźnie nabrała pewności siebie i chęci na kolejne wielkie zwycięstwo w tym sezonie. Tauson w tym roku pokonała już m.in. Aryną Sabalenkę i Jelenę Rybakinę.

    Dunka w meczu z Igą zaprezentowała się znakomicie. W pierwszym secie wykorzystała chwilowe słabości Polki przy serwisie. W trzecim gemie przełamała Świątek, mimo że przegrywała 15:40. Żelisław Żyżyński komentujący mecz w Canal+ twierdził, że Iga nie mogła zaserwować optymalnie, bo najpierw przeszkadzały jej widzowie, a później silny wiatr. Jednak podkreślał, że Tauson świetnie returnowała i później imponująco broniła prowadzenia.

    Po przełamaniu Tauson na 2:1 wygrała gema serwisowego do zera, co Świątek sama ułatwiła, popełniając cztery błędy z rzędu na forhendzie. Duńczycy komentujący mecz w TV 2 byli zaskoczeni, a po ostatnim błędzie Igi pokazano spokojnego Wima Fissette’a, trenera Polki, który zdawał się wiedzieć, że to dopiero początek.

    Od stanu 1:3 Świątek zaczęła dominować w swoich gemach serwisowych, wywierając ogromną presję na Tauson. W liczbach wyglądało to tak:

    • Gem na 3:2 dla Świątek, wygrany do 15,
    • Gem na 4:2 dla Tauson, po obronie czterech breakpointów – Dunka wybroniła się z 0:40,
    • Gem na 4:3 dla Świątek, wygrany do 15,
    • Gem na 5:3 dla Tauson, po obronie trzech breakpointów,
    • Gem na 5:4 dla Świątek, wygrany do 15.

    W ostatnim momencie Świątek przełamała Tauson na 5:5, wykorzystując ósmego breakpointa. Jednak przy stanie 5:6 i serwisie rywalki Polka miała szansę na przełamanie i ewentualnie zwycięstwo w secie. Zaczęła od 40:15, ale Dunka wytrzymała presję, a Świątek popełniła błąd przy serwisie i znowu przegrała tie-breaka 1-7.

    Po pierwszym secie Świątek poszła na przerwę toaletową. Duńczycy spekulowali, że to “sztuczka”, którą Polka stosuje, gdy przegrywa. Jednak takie przerwy są zgodne z regulaminem i nie są niczym nadzwyczajnym. Po powrocie na kort Iga miała gorszy moment, podczas gdy Tauson była jeszcze pewniejsza i bardziej konsekwentna. Dunka wygrała 4:1, przełamując Świątek przy stanie 3:1, a później nie pozwalając jej na przełamanie powrotne.

    Mimo, że Iga walczyła do końca, w kluczowym gemie przy stanie 6:7, 3:4 popełniła podwójny błąd serwisowy. Tauson serwowała na mecz przy prowadzeniu 7:6, 5:3 i ostatecznie wygrała.

    Tauson w ćwierćfinale zmierzy się z Madison Keys, a Świątek już wkrótce rozpocznie turniej w Cincinnati, który będzie ostatnim sprawdzianem przed US Open 2025.

  • Nawrocki nie dostał zaproszenia, Wałęsa tak. “Dzieją się dziwne rzeczy”

    Nawrocki nie dostał zaproszenia, Wałęsa tak. “Dzieją się dziwne rzeczy”

    Czesław Lang: „W polityce dzieją się dziwne rzeczy. My trzymamy się zasad olimpijskich”

    Już w poniedziałek, 4 sierpnia, rozpocznie się 82. edycja Tour de Pologne – prestiżowego tygodniowego wyścigu kolarskiego, należącego do grona dziewięciu najważniejszych imprez w światowym kolarstwie. Tegoroczne zmagania rozpoczną się we Wrocławiu, a zakończą 10 sierpnia w Wieliczce.

    Choć wyścig w 2025 roku będzie nawiązywał do wyjątkowej rocznicy – tysiąclecia koronacji Polski – jego organizator Czesław Lang nie zamierza zapraszać żadnych polityków, w tym prezydenta elekta Karola Nawrockiego.

    Wałęsa tak, Nawrocki nie?

    W przeszłości Lang nie stronił od symbolicznych gestów – w 2014 roku, gdy Tour de Pologne ruszał spod Stoczni Gdańskiej, honorowym starterem był Lech Wałęsa. Wybór był jasny – Wałęsa to postać historyczna, związana z miejscem i wydarzeniami, które zmieniły bieg dziejów Polski.

    – Oczywiście, że to pamiętam, to był 2014 rok – wspomina dziś Lang w rozmowie ze Sport.pl.

    W tym roku wyścig ma uczcić tysiąclecie koronacji Bolesława Chrobrego, jednak organizator nie planuje zapraszać żadnych polityków, nawet tych nowo wybranych.

    – Mamy przygotowany piękny zwiastun, który nawiązuje do tej rocznicy. Warto zobaczyć, jest dostępny na YouTubie – mówi Lang. – Wspaniale pokazuje przejście rycerzy w kolarzy. Natomiast my o obecność polityków nie zabiegamy – podkreśla.

    „Sport powinien być poza polityką”

    – W polityce dzieje się tyle dziwnych rzeczy – dodaje wicemistrz olimpijski z Moskwy z 1980 roku. – My chronimy olimpijskie zasady: podczas wydarzeń sportowych nie ma wojen, jest przyjaźń i zgoda. Tego się trzymamy. Robimy wyścig dla całej Polski, pięknej Polski, którą chcemy promować.

    Dopytywany o to, czy gdyby Polską rządził król, spróbowałby uczynić go honorowym starterem, Lang odpowiada wymijająco. Można jednak odczytać, że symbolika monarchii bardziej mu odpowiada niż obecność przedstawicieli świata polityki współczesnej.

    Tour de Pologne 2025 – kto w grze o zwycięstwo?

    1. Tour de Pologne potrwa od 4 do 10 sierpnia. Etapowy wyścig wystartuje we Wrocławiu, a zakończy się w Wieliczce. Transmisje z rywalizacji będzie można śledzić na żywo w TVP Sport, Eurosporcie, platformie MAX oraz w relacjach tekstowych na Sport.pl.

    W gronie faworytów wymienia się m.in. Rafała Majkę – zwycięzcę TdP z 2014 roku – oraz Michała Kwiatkowskiego, który triumfował w tej imprezie w 2018 roku.