Category: Uncategorized

  • Był świadkiem Lewandowskiego na ślubie. Stracił mnóstwo pieniędzy

    Był świadkiem Lewandowskiego na ślubie. Stracił mnóstwo pieniędzy

    Było hucznie i długo — trzy dni zabawy. Tak wesele Roberta Lewandowskiego wspominał Sławomir Peszko, który pełnił na uroczystości rolę świadka. Mało kto jednak wie, że jakiś czas po tym wydarzeniu były reprezentant Polski stracił ogromne pieniądze na nieudanej inwestycji. Postanowił spróbować swoich sił w branży alkoholowej i zainwestował w… piwo. Niestety, przedsięwzięcie szybko okazało się kompletnym fiaskiem. Co poszło nie tak?

    Wielka impreza i wielka strata

    Sławomir Peszko od lat należy do grona najbliższych przyjaciół Roberta Lewandowskiego. Znają się jeszcze z czasów wspólnej gry w Lechu Poznań, a później regularnie spotykali się przy okazji zgrupowań reprezentacji Polski. To właśnie Peszko był świadkiem na ślubie Lewandowskiego w 2013 roku. – Było grubo. Trzy dni. Na grubasie, ale myślę, że utrzymałem poziom do końca. Nie zawsze tak było, ale tym razem postarałem się – wspominał po latach podczas jednej z konferencji Clout MMA, nawiązując w żartobliwy sposób do swojej słabości do alkoholu. Okazuje się, że ten temat nie tylko dotyczył imprez, ale też… biznesu.

    Pół miliona złotych utopione w piwie

    Peszko postanowił w pewnym momencie zainwestować w rynek alkoholi. Jak opisał w swojej biografii, za namową menedżera włożył w projekt aż 500 tysięcy złotych — pieniądze, które trzymał „na czarną godzinę”. Co więcej, nie poinformował o tym nawet swojej żony. Szybko okazało się, że to był poważny błąd.

    Całą historię opowiedział szerzej w 2020 roku w programie „Duży w Maluchu” Filipa Nowobilskiego. – Znowu ludzie powiedzą, że Peszko jest alkoholikiem, ale chciałem kiedyś zainwestować w piwo. Razem z moim byłym menedżerem złożyliśmy się po pół miliona. W maju kupiliśmy z Niemiec piwo o nazwie Frankfurter. Bardzo dobre – relacjonował.

    Brak doświadczenia kosztował fortunę

    Początkowy entuzjazm szybko przerodził się w rozczarowanie. Wszystko przez jeden, kluczowy szczegół, którego zabrakło w planowaniu całej operacji. – Sprowadziliśmy kilka tirów piwa do Polski z myślą o sprzedaży. Ale przyszła dostawa pod koniec maja, a ważność miała do początku września. Czyli dwa miesiące na zbycie całego towaru. Bez szans. Ani piwa, ani pieniędzy – wspominał Peszko.

    Choć inwestycja okazała się kompletnym niepowodzeniem, były piłkarz nie zrezygnował z prób zawojowania rynku alkoholowego. Niedawno wypuścił na rynek własną markę wódki – Peszko Team Vodka. Do kwietnia 2025 roku jego głównym zajęciem była praca trenera w klubie Wieczysta Kraków. Obecnie pełni funkcję wiceprezesa tej drużyny.

  • Wiktorowski jasno pokazał, co sądzi o grze Osaki. To była totalna demolka

    Wiktorowski jasno pokazał, co sądzi o grze Osaki. To była totalna demolka

    Naomi Osaka nie do zatrzymania pod okiem Tomasza Wiktorowskiego. Pogrom w Montrealu!

    Naomi Osaka od początku współpracy z Tomaszem Wiktorowskim prezentuje się znakomicie i wciąż pozostaje niepokonana. W czwartej rundzie turnieju WTA 1000 w Montrealu Japonka w imponującym stylu pokonała Anastasiję Sevastovą 6:1, 6:0. Mecz trwał zaledwie 49 minut, a kamery uchwyciły moment, gdy polski trener z wyraźnym uznaniem bił brawo swojej zawodniczce.

    Turniej w Montrealu to dla Osaki nie tylko powrót do świetnej formy, ale też początek nowego rozdziału w karierze. Od momentu rozpoczęcia współpracy z byłym trenerem Igi Świątek i Agnieszki Radwańskiej, Japonka pokonała już Ludmiłę Samsonową (16. WTA) oraz Jelenę Ostapenko (26. WTA). Teraz w czwartej rundzie zmierzyła się z wracającą do rywalizacji po przerwie macierzyńskiej Sevastovą, która obecnie zajmuje odległe 386. miejsce w rankingu.

    Osaka w ćwierćfinale. Totalna dominacja i najszybsze zwycięstwo turnieju

    Początek spotkania nie zapowiadał aż tak jednostronnego przebiegu. Już w pierwszym gemie Osaka musiała bronić break pointa, jednak wyszła z opresji obronną ręką. Od stanu 1:1 całkowicie przejęła kontrolę nad meczem, wygrywając pięć kolejnych gemów i kończąc seta 6:1. Co ważne, w piątym gemie ponownie skutecznie obroniła się przed przełamaniem.

    Druga partia to jeszcze większy popis podopiecznej Wiktorowskiego. Japonka błyskawicznie przełamała rywalkę na 1:0, a następnie nie pozwoliła jej już dojść do głosu. Kolejne gemy wygrywała z łatwością, nie marnując żadnej okazji do objęcia prowadzenia. Zakończyła spotkanie serią sześciu wygranych gemów i zwyciężyła w drugim secie do zera – 6:0.

    Wiktorowski zachwycony formą Osaki

    To był najszybszy mecz Osaki od początku turnieju – wcześniejsze starcie z Ostapenko trwało 72 minuty. Tym razem Japonka rozstrzygnęła wszystko w nieco ponad trzy kwadranse. Po ostatniej piłce telewizyjne kamery pokazały Tomasza Wiktorowskiego, który nie krył zadowolenia i nagrodził swoją zawodniczkę gromkimi brawami.

    W ćwierćfinale Naomi Osaka zmierzy się z kolejną wymagającą przeciwniczką – będzie to albo Amanda Anisimova (7. WTA), albo Elina Switolina (13. WTA). Jedno jest pewne: z taką formą i pewnością siebie, Japonka może być groźna dla każdej rywalki.

  • Absolutna kompromitacja! Polacy już podnosili puchar, gdy stało się coś takiego

    Absolutna kompromitacja! Polacy już podnosili puchar, gdy stało się coś takiego

    Wielki triumf Polaków i ogromna wpadka organizatorów! Skandal podczas ceremonii medalowej w Lidze Narodów

    Polscy siatkarze już unieśli trofeum i świętowali zwycięstwo w Lidze Narodów, gdy doszło do kompromitującej sytuacji. Zwycięstwo nad Włochami w finale miało historyczny wymiar – to nie była tylko wygrana, lecz prawdziwa deklasacja. Zespół Nikoli Grbicia zdemolował rywali w trzech setach, pozwalając im zdobyć zaledwie 55 punktów. Włosi byli w szoku, długo nie mogli uwierzyć, co wydarzyło się na parkiecie w Ningbo.

    Wstydliwa pomyłka na oczach całego świata

    Gdy Polacy radośnie celebrowali sukces, na telebimie pojawił się skandaliczny błąd. Organizatorzy – firma Volleyball World – w kulminacyjnym momencie ceremonii medalowej wyświetlili napis “Champions Italy” wraz z włoską flagą. Pomyłka była widoczna w transmisji na całym świecie i przyćmiła piękno chwili, którą przeżywała biało-czerwona drużyna. Na szczęście błąd szybko naprawiono i na pamiątkowych zdjęciach to już Polacy zostali właściwie oznaczeni jako mistrzowie.

    Ceremonia lepsza niż tydzień wcześniej w Łodzi

    Pomijając ten incydent, sama ceremonia wypadła znacznie lepiej niż finał Ligi Narodów kobiet w Łodzi, gdzie zwyciężczynie – Włoszki – odbierały medale wśród trybun, a nie na parkiecie. Tym razem wyciągnięto wnioski z wcześniejszej krytyki – Polacy odbierali medale na środku boiska, w otoczeniu kamer i błysków fleszy.

    Czas na odpoczynek, ale nie na długo

    Radość polskich siatkarzy musi jednak zostać nieco przygaszona – już w poniedziałkowy wieczór wracają do kraju. Po krótkim odpoczynku i kilku dniach wolnego rozpoczną przygotowania do kolejnego wielkiego wyzwania – mistrzostw świata, które odbędą się we wrześniu.

    To, czego dokonali w Chinach, zapisze się w historii polskiej siatkówki. Ale na prawdziwą fetę jeszcze przyjdzie czas.

  • Wszystko jasne. Rywalka czeka już na Świątek w ćwierćfinale w Montrealu

    Wszystko jasne. Rywalka czeka już na Świątek w ćwierćfinale w Montrealu

    Iga Świątek poznała już swoją potencjalną rywalkę w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Montrealu. Będzie nią Madison Keys, która po niezwykle zaciętym, trzysetowym boju pokonała Karolinę Muchovą. Teraz wszystko zależy od liderki polskiego tenisa — jeśli pokona Clarę Tauson, zmierzy się z Amerykanką w kolejnym etapie rywalizacji.

    Madison Keys czeka w ćwierćfinale

    Zanim Iga Świątek pojawiła się na korcie IGA Stadium, została rozstrzygnięta kwestia jej ewentualnej przeciwniczki w ćwierćfinale. W czwartej rundzie turnieju zmierzyły się Madison Keys (8. WTA) i Karolina Muchová (14. WTA). Spotkanie przyniosło sporo emocji i stało na bardzo wysokim poziomie.

    Początek meczu należał do Czeszki. Muchová szybko przełamała serwis rywalki i objęła prowadzenie 3:1, które utrzymała do końca pierwszej partii. Mimo chwilowego zrywu Keys, Muchová nie oddała przewagi i po 41 minutach wygrała seta 6:4.

    Druga odsłona była już popisem skuteczności ze strony Amerykanki. Kluczowe okazało się przełamanie przy stanie 2:1. Choć Muchová próbowała jeszcze wrócić do gry, Keys była bardzo solidna przy własnym serwisie i zamknęła seta wynikiem 6:3.

    Trzeci set to już prawdziwy rollercoaster. Keys świetnie rozpoczęła, prowadząc 2:0, ale chwilę później to Muchová była na prowadzeniu 3:2. Amerykanka zmarnowała trzy kolejne break pointy przy stanie 2:2, a następnie obie zawodniczki pilnowały własnych gemów serwisowych. Przy stanie 5:4 Muchová miała dwie piłki meczowe, ale Keys w dramatycznym gemie — z aż 14 wymianami — zdołała się obronić. W kolejnym gemie to ona przełamała rywalkę, a chwilę później, przy własnym podaniu, postawiła kropkę nad „i”, wygrywając decydującego seta 7:5. Cały mecz trwał 2 godziny i 20 minut.

    Wynik meczu:
    Madison Keys – Karolina Muchová 4:6, 6:3, 7:5

    Świątek kontra Tauson o ćwierćfinał

    Zanim Świątek będzie mogła myśleć o starciu z Keys, musi pokonać Clarę Tauson (19. WTA) w czwartej rundzie. Obie tenisistki niedawno spotkały się na tym samym etapie Wimbledonu, gdzie górą była Polka — wygrała 6:4, 6:1. W sumie Świątek i Tauson mierzyły się do tej pory trzykrotnie i za każdym razem to sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa była górą.

    Mecz Świątek z Tauson rozpocznie się w nocy z niedzieli na poniedziałek o północy czasu polskiego. Stawką będzie awans do ćwierćfinału i pojedynek z Madison Keys.

  • Osaka ogłasza ws. współpracy z Wiktorowskim. Dwa mecze wystarczyły

    Osaka ogłasza ws. współpracy z Wiktorowskim. Dwa mecze wystarczyły

    Tomasz Wiktorowski pracuje z Naomi Osaką. „Bardzo go lubię” – Japonka chwali byłego trenera Świątek

    Tomasz Wiktorowski, były trener Igi Świątek i Agnieszki Radwańskiej, rozpoczął nowy etap swojej kariery trenerskiej. Polski szkoleniowiec dołączył do sztabu Naomi Osaki podczas turnieju WTA 1000 w Montrealu. Obecnie ich współpraca znajduje się w fazie próbnej, jednak już teraz można mówić o pierwszych pozytywnych sygnałach. Japonka pod okiem Polaka spisuje się znakomicie, a jej słowa o nowym trenerze mogą napawać optymizmem.

    Nowy etap po rozstaniu z Mouratoglou

    Naomi Osaka, czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa i była liderka rankingu WTA, niedawno zakończyła współpracę z Patrickiem Mouratoglou. W poszukiwaniu nowego szkoleniowca postanowiła dać szansę Tomaszowi Wiktorowskiemu. We wtorek Polak pojawił się w Montrealu, gdzie wspólnie rozpoczęli testowy okres współpracy. Choć to dopiero początki, rezultaty są imponujące.

    Już przed przylotem Wiktorowskiego Osaka pokazała solidną formę, pokonując w pierwszej rundzie Kanadyjkę Arianę Arseneault 6:4, 6:2. Prawdziwe wyzwania rozpoczęły się jednak dopiero później. W kolejnym meczu, już z Wiktorowskim w boksie trenerskim, Osaka stoczyła zacięty bój z Rosjanką Ludmiłą Samsonową. Musiała bronić aż trzech piłek meczowych, ale ostatecznie wyszła z opresji zwycięsko – 4:6, 7:6(6), 6:3.

    W piątek Japonka dołożyła kolejne cenne zwycięstwo, pokonując Jelenę Ostapenko – tenisistkę, która nieraz uprzykrzała życie Idze Świątek. Mecz zakończył się wynikiem 6:2, 6:4, a Osaka awansowała do 1/8 finału prestiżowej imprezy.

    Zaskoczenie i pochwały – Osaka o Wiktorowskim

    Po serii zwycięstw dziennikarze i organizatorzy turnieju zapytali Osakę o jej wrażenia ze współpracy z nowym trenerem. Jej odpowiedzi były bardzo wymowne. – Myślę, że jeśli chodzi o osobowość, na początku byłam trochę zdenerwowana, ponieważ wydawał mi się trochę surowy – przyznała szczerze Japonka.

    Jednak z biegiem czasu jej spojrzenie na Polaka się zmieniło. – Okazało się, że jest zabawny. Czasami powie żart, którego zupełnie się nie spodziewam. Bardzo go lubię – dodała z uśmiechem.

    W słowach Osaki nie zabrakło również uznania dla profesjonalizmu Wiktorowskiego. – Wiem, że rozegraliśmy dopiero dwa mecze, ale sprawia wrażenie osoby bardzo konkretnej. Wie, czego chce, i potrafi to jasno przekazać. Dla mnie to niezwykle pomocne – podkreśliła tenisistka.

    Czy to początek dłuższej współpracy?

    Choć współpraca Osaki i Wiktorowskiego dopiero się zaczęła, wszystko wskazuje na to, że obie strony są na dobrej drodze do porozumienia. Jeśli Japonka utrzyma formę, a atmosfera w sztabie nadal będzie tak pozytywna, można spodziewać się, że okres próbny zamieni się w pełnoprawny kontrakt.

    Na razie jednak przed Osaką kolejne wyzwanie – mecz o ćwierćfinał turnieju w Montrealu. Jej rywalką będzie rewelacja imprezy, 35-letnia Anastasija Sevastova. Łotyszka w poprzedniej rundzie sensacyjnie wyeliminowała Jessicę Pegulę, rozstawioną z numerem czwartym.

    Zwyciężczyni tego starcia zmierzy się następnie z jedną z finalistek Wimbledonu – Amandą Anisimovą lub Jeliną Switoliną. Dla Osaki będzie to doskonała okazja, by udowodnić, że z nowym trenerem u boku wraca do ścisłej światowej czołówki.

    Jeśli tak się stanie, Tomasz Wiktorowski może znów odegrać kluczową rolę w rozwoju jednej z największych gwiazd kobiecego tenisa.

  • Tak wygląda ranking FIVB po triumfie Polaków! Piękniej się nie da!

    Tak wygląda ranking FIVB po triumfie Polaków! Piękniej się nie da!

    Polska z kolejnym triumfem! Pewna wygrana z Włochami i pierwsze miejsce w rankingu FIVB

    Reprezentacja Polski w siatkówce mężczyzn znów pokazała klasę! Biało-czerwoni w znakomitym stylu wygrali finał Ligi Narodów 2025, pokonując reprezentację Włoch aż 3:0 (25:22, 25:19, 25:14). To nie tylko kolejny medal w erze Nikoli Grbicia, ale również ważne utrzymanie pozycji lidera w światowym rankingu FIVB.

    Udany rewanż za finał MŚ. Polska nie dała Włochom szans

    Po sobotnim półfinale, w którym Polacy pokonali Brazylię, w niedzielę przyszedł czas na wielki finał przeciwko Włochom. To właśnie z tym rywalem biało-czerwoni przegrali finał mistrzostw świata w 2022 roku, ale tym razem historia potoczyła się zupełnie inaczej. Polacy od początku narzucili własne warunki gry, a każda kolejna partia tylko potwierdzała ich dominację. Ostatecznie zwyciężyli 3:0, a w ostatnim secie wręcz rozbili rywala, zostawiając go bez większych szans.

    Dla reprezentacji Polski to drugie w historii zwycięstwo w Lidze Narodów. Co więcej, ten sukces pozwolił nie tylko zachować, ale i umocnić prowadzenie w rankingu FIVB.

    Ranking FIVB po finale Ligi Narodów

    Przed finałem Polska miała na koncie 390,90 punktów, a Włosi – 377,26. Dzięki wygranej nad Italią biało-czerwoni dopisali sobie 9,24 pkt, co daje obecnie 400,14 pkt. Przewaga nad drugą w zestawieniu reprezentacją Włoch wzrosła do ponad 30 punktów. Trzecie miejsce zajmuje Brazylia, która w meczu o brązowy medal pokonała Słowenię 3:1.

    Aktualna klasyfikacja FIVB (po finale LN 2025):

    1. Polska – 400,14 pkt
    2. Włochy – 368,02 pkt
    3. Brazylia – 356,43 pkt
    4. Francja – 353,60 pkt
    5. Japonia – 331,08 pkt
    6. USA – 319,50 pkt
    7. Słowenia – 315,98 pkt
    8. Niemcy – 264,34 pkt
    9. Argentyna – 262,20 pkt
    10. Kuba – 260,69 pkt

    Mistrzostwa świata coraz bliżej

    Triumf w Lidze Narodów to nie tylko potwierdzenie siły reprezentacji Polski, ale i świetny sygnał przed zbliżającymi się mistrzostwami świata. Najważniejsza siatkarska impreza roku rozpocznie się we wrześniu, a jej gospodarzem będą tym razem Filipiny. Przypomnijmy, że Polska w trzech ostatnich edycjach MŚ zawsze docierała do finału – dwukrotnie zdobywając złoto (2014 i 2018), a w 2022 roku kończąc z srebrem.

    Teraz cel jest jasny – odzyskać tytuł mistrza świata. A zwycięstwo w Lidze Narodów pokazuje, że podopieczni Grbicia są na dobrej drodze.

  • Znamy brązowych medalistów Ligi Narodów! A było już 0:1

    Znamy brązowych medalistów Ligi Narodów! A było już 0:1

    Brazylia z brązowym medalem Ligi Narodów. Słowenia postawiła się tylko na chwilę

    W niedzielny poranek czasu polskiego poznaliśmy brązowego medalistę tegorocznej edycji siatkarskiej Ligi Narodów. Choć Słowenia miała na koncie tylko jedno zwycięstwo w dziesięciu ostatnich spotkaniach z Brazylią, to właśnie ona lepiej rozpoczęła mecz o trzecie miejsce. Ostatecznie jednak to ekipa Bernardo Rezende wygrała 3:1 i sięgnęła po pierwszy medal w tych rozgrywkach od 2021 roku.

    Turniej finałowy Ligi Narodów w chińskim Ningbo wchodzi w decydującą fazę. Po sobotnich półfinałach było już wiadomo, że o złoto zagrają Polska i Włochy. Biało-Czerwoni pewnie pokonali Brazylię 3:0 (28:26, 25:19, 25:21), a Włosi okazali się lepsi od Słoweńców, wygrywając 3:1 (25:22, 22:25, 25:21, 25:18). W meczu o trzecie miejsce doszło więc do starcia Słowenii z Brazylią – drużyn, które w ostatnich latach często rywalizowały na wysokim poziomie, ale z wyraźną przewagą „Canarinhos”.

    Słowenia zaczęła od mocnego uderzenia

    Początek meczu był bardzo obiecujący dla Słowenii. Choć przez większość pierwszego seta to Brazylia miała niewielką przewagę, końcówka należała do podopiecznych Gheorghe Cretu. Przy stanie 22:22 Słoweńcy przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę. Piłkę setową wykorzystał Rok Mozić, który obił brazylijski blok, a piłka wypadła na aut. Słowenia wygrała 25:23 i objęła prowadzenie w meczu 1:0.

    Brazylia odpowiada zdecydowanie

    W drugim secie Brazylijczycy wrócili do gry, szybko wychodząc na prowadzenie 16:12. Doszło wtedy do kontrowersyjnej sytuacji – Mozić nie zgadzał się z decyzją sędziego po wideoweryfikacji, co zakończyło się dla niego żółtą kartką. Mimo chwilowego powrotu Słowenii do remisu 16:16, końcówka należała do Brazylii. Drużyna Rezende wygrała seta 25:20, wyrównując stan meczu.

    Emocje w trzecim secie i as na wagę prowadzenia

    Trzeci set znów zaczął się lepiej dla Słowenii – prowadzili już 10:5, głównie dzięki błędom rywali. Brazylia jednak szybko wyrównała (10:10), a od tego momentu gra toczyła się punkt za punkt. W końcówce znów decydujący okazał się serwis – Darlan Souza posłał asa serwisowego przy stanie 24:23, dając swojej drużynie zwycięstwo w secie 25:23 i prowadzenie 2:1.

    “Wirus błędów” i koniec słoweńskich marzeń

    Czwarty set obfitował w błędy z obu stron – jak zauważył komentujący spotkanie Wojciech Drzyzga, obie drużyny miały już na koncie ponad 25 błędów własnych. Brazylia jednak potrafiła lepiej wykorzystać potknięcia rywali. Od stanu 11:11 zbudowała bezpieczną przewagę, a po nieudanym ataku Tonceka Sterna zrobiło się 15:11 dla Canarinhos. Słowenia nie była już w stanie odrobić strat, przegrywając 19:25.

    Brazylia wraca na podium po czterech latach

    Zwycięstwo 3:1 (23:25, 25:20, 25:23, 25:19) dało Brazylii pierwszy medal Ligi Narodów od 2021 roku, kiedy to sięgnęła po złoto, pokonując w finale Polskę. Tym razem musiała zadowolić się brązem, ale forma prezentowana w końcówce turnieju może być dla tej drużyny budująca w kontekście zbliżających się igrzysk olimpijskich.

    Finał Polska – Włochy odbędzie się w niedzielę o godzinie 13:00 czasu polskiego. Relację na żywo można śledzić na portalu Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE.

  • Polska pokazała Brazylii, jak się gra w siatkówkę! Mamy finał Ligi Narodów

    Polska pokazała Brazylii, jak się gra w siatkówkę! Mamy finał Ligi Narodów

    Polscy siatkarze zagrają w kolejnym finale Ligi Narodów! Brazylia bez szans po potężnym meczu Biało-Czerwonych

    Reprezentacja Polski siatkarzy po raz czwarty w historii zagra w finale Ligi Narodów (wcześniej Ligi Światowej). Po triumfach z 2012 i 2023 roku nasi zawodnicy mają szansę sięgnąć po kolejne trofeum. W sobotnim półfinale rozbili Brazylijczyków 3:0 (28:26, 25:19, 25:21), mimo że mecz nie był wolny od nerwów, błędów i momentów niepewności.

    Brazylijczycy zagubieni i pełni błędów, Sasak znów błyszczy

    Od pierwszych minut spotkania było widać, że Brazylia ma ogromny respekt przed Polakami. Grała bardzo nerwowo, popełniała mnóstwo błędów, a mimo to Polacy nie potrafili od razu przejąć pełnej kontroli nad meczem. Zespół Nikoli Grbicia wyglądał momentami nierówno, ale imponował siłą w ataku – głównie za sprawą Kewina Sasaka, który raz po raz wbijał piłki w brazylijską stronę boiska z nieprawdopodobną mocą.

    Pierwszy set to mieszanka dobrej gry Polaków i fatalnych błędów Brazylijczyków. Przy stanie 13:13 nasza drużyna wrzuciła wyższy bieg – zagrywka Leona, skuteczność Sasaka i szczelny blok (Nowak, Fornal) dały prowadzenie 21:16. Niestety, problemy z lewym skrzydłem i słaba dyspozycja Wilfredo Leona niemal wypuściły wygraną z rąk. Leon skończył zaledwie 25% ataków, a mimo to to właśnie on zdobył kluczowy punkt na 28:26, kończąc seta.

    Drugi set: kontuzja Fornala i przełamanie bez Leona

    Początek drugiej partii był znacznie spokojniejszy – Polacy prowadzili 7:3, jednak znów przydarzył się przestój. Najbardziej niepokojący moment to uraz Tomasza Fornala, który po ataku źle wylądował na jednej nodze i padł na parkiet. Na szczęście kontuzja nie okazała się groźna i przyjmujący wrócił do gry, choć z widocznym dyskomfortem.

    W dalszej części seta Grbić postanowił w końcu dać odpocząć Leonowi, który był bardzo nieskuteczny – wszedł za niego Kamil Semeniuk. Zespół od razu wyglądał lepiej, a show kontynuował Sasak, który w tej partii zdobył siedem punktów przy dziewięciu atakach. Brazylijczycy zdołali zbliżyć się do stanu 18:16, ale wtedy znów Polacy przejęli kontrolę i zamknęli seta 25:19 – również dzięki prezentowi od Judsona Nunesa, który popełnił błąd serwisowy przy piłce setowej.

    Trzeci set: Fornal schodzi, wraca Leon, ale Polacy dokańczają dzieła

    W trzecim secie emocji nie brakowało. Brazylia była pod ścianą i grała o wszystko. Na boisko musiał wrócić Leon, bo Fornal ostatecznie opuścił parkiet z powodu urazu. Niestety, powrót Leona oznaczał też powrót problemów z lewego skrzydła. Na szczęście zagrywką potrafił wywrzeć presję na rywalach.

    Końcówka seta to prawdziwa demonstracja siły Biało-Czerwonych. Przy stanie 20:20 Polacy wrzucili wyższy bieg – punktowy atak Sasaka, blok Kochanowskiego, kapitalna zagrywka Leona i błędy Brazylijczyków pozwoliły zdobyć cztery piłki meczowe. Wykorzystali drugą z nich po autowej zagrywce rywali i wygrali całe spotkanie 3:0.

    Wielki sukces, ale też lekcje do wyciągnięcia

    To było bardzo dobre spotkanie w wykonaniu reprezentacji Polski. Mimo problemów – nierównej gry, kontuzji Fornala i fatalnego dnia Leona – nasza drużyna pokazała siłę, jakość i wielką klasę. Bohaterem meczu bez wątpienia był Kewin Sasak, który zakończył starcie z kosmiczną skutecznością 76%.

    Biało-Czerwoni awansowali do swojego czwartego finału tych rozgrywek (z uwzględnieniem Ligi Światowej). Wcześniej triumfowali dwa razy – w 2012 i 2023 roku, pokonując za każdym razem USA. Jedyny finał przegrali w 2021 roku… właśnie z Brazylią. Tym razem role się odwróciły.

    W niedzielę o godzinie 13:00 czasu polskiego Polacy zagrają w wielkim finale z reprezentacją Włoch. Brazylia o 9:00 zmierzy się w meczu o brąz ze Słowenią. Transmisję i relację na żywo będzie można śledzić w serwisie Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE.

  • Świetne wieści dla Świątek! Tak wygląda drabinka w Montrealu

    Świetne wieści dla Świątek! Tak wygląda drabinka w Montrealu

    Iga Świątek kontynuuje swój występ w turnieju WTA 1000 w Montrealu. W trzeciej rundzie pewnie pokonała Evę Lys 6:2, 6:2 i już przygotowuje się do meczu o ćwierćfinał. Tymczasem z turniejem pożegnały się inne faworytki, w tym Jessica Pegula i Belinda Bencić, co znacząco wpłynęło na potencjalną drogę Polki do finału. Jak więc obecnie wygląda turniejowa drabinka Świątek?

    Pewne zwycięstwo z Lys, ale nie bez wyzwań

    W nocy z piątku na sobotę Iga Świątek rozegrała bardzo solidny mecz przeciwko Evie Lys. Choć wynik 6:2, 6:2 może sugerować łatwą przeprawę, to jak zauważył Łukasz Jachimiak z Sport.pl, tym razem nie był to spacer, lecz wartościowy sprawdzian formy Polki przed kolejnymi wyzwaniami w Montrealu.

    Z kim teraz zagra Iga Świątek? Znamy jej drabinkę

    W IV rundzie turnieju (1/8 finału) Świątek zmierzy się z Clarą Tauson. Dunka w poprzedniej rundzie wyeliminowała Julię Starodubcewą, która z kolei była pogromczynią Magdaleny Fręch. Co ciekawe, Świątek i Tauson spotkały się już niedawno – w IV rundzie tegorocznego Wimbledonu. Wówczas Polka wygrała pewnie 6:4, 6:1. Teraz Dunka będzie miała okazję do rewanżu.

    W ćwierćfinale Świątek może trafić na Madison Keys lub Karolinę Muchovą. Początkowo wydawało się, że w tej fazie może dojść do powtórki z półfinału Wimbledonu i meczu Świątek z Belindą Bencić, ale Szwajcarka odpadła w III rundzie po porażce z Muchovą.

    Półfinał bez Peguli, finał może z Gauff

    Kolejną niespodzianką turnieju była porażka Jessiki Peguli. Amerykanka, czwarta rakieta świata, przegrała sensacyjnie z Anastasiją Sevastovą i tym samym nie dojdzie do potencjalnego półfinału Świątek – Pegula, który mógłby być rewanżem za finał w Bad Homburg.

    W walce o finał Iga Świątek może teraz zmierzyć się z kimś z grona: Anastasija Sevastova, Amanda Anisimova (finalistka Wimbledonu), Jelina Switolina lub Naomi Osaka. Co ważne, to właśnie Osaka pokonała Jelenę Ostapenko, co oznacza, że Polka uniknie potencjalnej konfrontacji z Łotyszką, z którą jeszcze nigdy nie wygrała.

    Finał? Gauff i inne wielkie nazwiska

    Jeśli Iga dotrze do finału, może czekać ją jedno z najtrudniejszych wyzwań – mecz z Coco Gauff. Amerykanka, obecnie druga w światowym rankingu, zagra w IV rundzie z Victorią Mboką. W tej części drabinki do finału aspirują również Marta Kostiuk, Jelena Rybakina oraz Dajana Jastremska.

    Drabinka Igi Świątek w Montrealu – możliwe rywalki:

    • 1/8 finału: Clara Tauson
    • Ćwierćfinał: Madison Keys / Karolina Muchova
    • Półfinał: Amanda Anisimova / Jelina Switolina / Naomi Osaka / Anastasija Sevastova
    • Finał: Coco Gauff / Marta Kostiuk / Jelena Rybakina / Dajana Jastremska

    Droga do finału wydaje się otwarta, ale niełatwa. Dzięki odpadnięciu kilku faworytek Świątek uniknie najgroźniejszych rywalek, z którymi miała negatywny bilans, ale przed nią wciąż potencjalnie trudne mecze z czołowymi zawodniczkami.

  • Oto co wydarzyło się przy siatce po meczu Świątek. Mina Polki mówi wszystko

    Oto co wydarzyło się przy siatce po meczu Świątek. Mina Polki mówi wszystko

    Iga Świątek awansowała do kolejnej rundy turnieju w Montrealu. Zachwyciła nie tylko grą, ale i atmosferą po meczu

    Iga Świątek zameldowała się w kolejnej rundzie turnieju WTA 1000 w Montrealu po przekonującym zwycięstwie nad Evą Lys. Choć na korcie dominowała Polka, to uwagę przyciągnęły także ciepłe relacje między obiema tenisistkami – co najlepiej pokazały sceny po meczu.

    Było to trzecie spotkanie Świątek z Niemką w zawodowym tourze. Znowu górą okazała się liderka światowego rankingu, która wygrała 6:2, 6:2. Mimo jednostronnego wyniku mecz przebiegał w przyjaznej atmosferze. Po ostatniej piłce obie zawodniczki serdecznie przybiły piątkę i zamieniły kilka zdań z uśmiechami na twarzach.

    Jak relacjonuje oficjalna strona turnieju, Lys zażartowała przy siatce: „Cieszę się, że tym razem zagrałam więcej gemów niż ostatnio!”. W Australian Open 2024 Świątek oddała jej zaledwie jednego gema – teraz aż cztery.

    Iga odniosła się do tego z humorem:
    – To naprawdę bardzo miła dziewczyna z dużym poczuciem humoru. Doceniam to. Na początku nie usłyszałam, co mówi, bo te rozmowy przy siatce są często takie dziwne i krótkie. Ale bardzo mi się podobało, że potrafi podejść do tego z dystansem – przyznała Polka.

    W kolejnej rundzie Świątek zmierzy się z Clarą Tauson – Dunka to dobrze znana jej rywalka, z którą wygrała niedawno podczas Wimbledonu (6:4, 6:1). Również tym razem faworytką będzie raszynianka, a w przypadku wygranej awansuje do ćwierćfinału, gdzie jej przeciwniczką będzie zwyciężczyni pojedynku Madison Keys – Karolina Muchova.

    Montreal to szczęśliwe miejsce dla Igi Świątek – w 2023 roku dotarła tam do półfinału, gdzie uległa późniejszej triumfatorce, Jessice Peguli. Tegoroczna edycja turnieju w Kanadzie jest jednym z kluczowych etapów przygotowań do zbliżającego się US Open – ostatniego turnieju wielkoszlemowego w sezonie.