Author: newuser

  • Narzeczony Sabalenki ogłasza decyzję ws. związku. To musiało się tak skończyć

    Narzeczony Sabalenki ogłasza decyzję ws. związku. To musiało się tak skończyć

    Triumf Aryna Sabalenka w prestiżowym turnieju Indian Wells odbił się szerokim echem nie tylko w świecie sportu. Tuż po zwycięstwie białoruskiej tenisistki głos zabrał jej narzeczony, Georgios Frangulis, który w mediach społecznościowych podzielił się wyjątkowo osobistym wpisem. Grecki biznesmen nie tylko publicznie wyznał ukochanej miłość, ale również zasugerował ważną decyzję dotyczącą ich wspólnej przyszłości. Ostatnie tygodnie spędzone razem w Kalifornii okazały się dla pary niezwykle szczęśliwe – i zakończyły się symboliczną obietnicą.

    Wielki finał w Indian Wells

    Niedzielny finał turnieju w Indian Wells potwierdził dominację Sabalenki w kobiecym tenisie. Liderka rankingu WTA stoczyła niezwykle zacięty pojedynek z reprezentującą Kazachstan Jelena Rybakina. Po trzech emocjonujących setach Białorusinka zwyciężyła 3:6, 6:3, 7:6(6), udowadniając, że jej pozycja na szczycie rankingu nie jest przypadkowa.

    Wygrana w Kalifornii jeszcze bardziej powiększyła jej przewagę nad rywalkami. W najnowszym zestawieniu WTA Sabalenka wyprzedza Rybakinę o 3242 punkty, natomiast trzecią w rankingu Iga Świątek aż o 3612 punktów. Tak duża różnica sprawia, że jej dominacja w kobiecym tourze staje się coraz bardziej wyraźna, a rywalki będą potrzebowały wielu świetnych wyników, by zmniejszyć tę stratę.

    Emocjonalny wpis narzeczonego

    Na sukces Sabalenki szybko zareagował jej partner, Georgios Frangulis. Grecki przedsiębiorca zamieścił w mediach społecznościowych wpis podsumowujący ostatnie tygodnie, które spędzili razem w Kalifornii.

    „Za nami kilka tygodni w Kalifornii zakończonych powrotem z trofeum, ogromnym pierścionkiem i małym pieskiem” – napisał Frangulis.

    W ten sposób nawiązał do trzech ważnych wydarzeń w ich życiu: zwycięstwa Sabalenki w Indian Wells, niedawnych zaręczyn oraz pojawienia się w ich domu nowego pupila. Para zdecydowała się przygarnąć szczeniaka rasy Cavalier King Charles Spaniel o imieniu Ash. Inspiracją dla Sabalenki był legendarny amerykański tenisista Arthur Ashe, jeden z najwybitniejszych mistrzów w historii tej dyscypliny.

    W dalszej części wpisu Frangulis zwrócił się bezpośrednio do swojej narzeczonej.

    „Jesteś legendą, moja miłości. Kocham cię, Aryno” – napisał.

    Obietnica dotycząca przyszłości

    To jednak nie wszystko. W swoim wpisie Grek zasugerował również, że w przyszłości para może na stałe związać się z Kalifornią.

    „Uwielbiam to miejsce. Kiedyś kupimy tu dom” – zapowiedział.

    Do wpisu dołączył zdjęcie, na którym całuje Sabalenkę, a obok nich siedzi ich nowy pies. Fotografia szybko obiegła media społecznościowe i wzbudziła ogromne zainteresowanie fanów tenisistki.

    Jak zaczęła się ich historia

    Związek Sabalenki i Frangulisa rozpoczął się w 2024 roku. Grecki biznesmen jest starszy od tenisistki o osiem lat i w ostatnim czasie stał się ważną częścią jej otoczenia. Dołączył również do jej sztabu, oferując wsparcie mentalne, które – jak podkreślają obserwatorzy – może mieć istotny wpływ na jej stabilność i wyniki na korcie.

    Relacja ma także wymiar zawodowy. Sabalenka została ambasadorką firmy Frangulisa – sieci kawiarni oferujących napoje i przekąski na bazie jagód acai, które zdobywają popularność w wielu krajach świata.

    Żart, który stał się rzeczywistością

    Jeszcze w styczniu, po zwycięstwie w finale turnieju w Brisbane International, Sabalenka żartobliwie zwróciła się do swojego partnera podczas ceremonii wręczenia trofeum. Trzymając mikrofon w ręku, skierowała do niego słowa z trybun.

    Podziękowała mu za wsparcie, po czym z uśmiechem dodała, że ma nadzieję, iż wkrótce będzie mogła nazywać go inaczej niż „chłopakiem”. Jej wypowiedź wywołała śmiech publiczności i została odebrana jako sympatyczny żart.

    Jak się okazało, żart szybko przerodził się w rzeczywistość. Niespełna dwa miesiące później Frangulis uklęknął przed Sabalenką i poprosił ją o rękę. Tenisistka bez wahania odpowiedziała „tak”.

    Plany na przyszłość

    Na razie para nie ujawniła szczegółów dotyczących ślubu. Nie wiadomo również, kiedy dokładnie mogłaby odbyć się ceremonia. Sabalenka otwarcie mówi natomiast o swoich planach rodzinnych.

    W jednym z wywiadów udzielonych w styczniu przyznała, że macierzyństwo widzi raczej w dalszej perspektywie.

    – Myślę, że dla mnie najlepszym momentem na urodzenie dziecka będzie prawdopodobnie wiek około 32 lat – powiedziała 27-letnia tenisistka.

    Na razie jednak wszystko wskazuje na to, że Sabalenka koncentruje się przede wszystkim na karierze. Jej znakomita forma, triumf w Indian Wells i stabilna sytuacja w rankingu WTA pokazują, że znajduje się obecnie w jednym z najlepszych momentów swojej sportowej drogi – a u jej boku stoi partner, który nie ukrywa dumy i zachwytu nad jej osiągnięciami.

  • Świątek rzuciła ręcznikiem i wybuchła. Przekleństwa w kierunku sztabu

    Świątek rzuciła ręcznikiem i wybuchła. Przekleństwa w kierunku sztabu

    Ćwierćfinał tegorocznego turnieju Indian Wells Open okazał się dla Iga Świątek bardzo trudnym doświadczeniem. Po trzech przekonujących zwycięstwach wiceliderka światowego rankingu musiała uznać wyższość Elina Switolina, przegrywając 2:6, 6:4, 4:6. Emocje w końcówce spotkania sięgnęły zenitu – Polka była wyraźnie zdenerwowana, a jej reakcje uchwyciły telewizyjne kamery.

    Nerwowy początek i słabszy pierwszy set

    Mecz od początku nie układał się po myśli Polki. Już w pierwszym gemie serwisowym pojawiły się dwa podwójne błędy, które zapowiadały problemy. Switolina szybko przejęła inicjatywę, grała bardzo solidnie w defensywie i skutecznie wykorzystywała potknięcia rywalki. Ukrainka kontrolowała przebieg pierwszej partii i wygrała ją pewnie 6:2.

    Powrót Świątek w drugim secie

    W drugiej odsłonie spotkania Świątek zdołała jednak poprawić swoją grę. Polka zaczęła lepiej serwować i częściej przejmowała inicjatywę w wymianach. Dzięki temu odrobiła straty i zwyciężyła 6:4, doprowadzając do decydującego seta. Już wtedy było jednak widać, że towarzyszy jej duża frustracja.

    Kulminacja emocji w końcówce meczu

    Najwięcej emocji pojawiło się w trzeciej partii. W dziewiątym gemie, przy stanie 4:4, Świątek została przełamana. Po stracie serwisu schodząc na krótką przerwę przy wyniku 4:5, Polka dała upust zdenerwowaniu – rzuciła ręcznikiem o kort, a z jej ust padły wulgarne słowa.

    Gdy usiadła na ławce i zaczęła słuchać wskazówek sztabu, zirytowana tenisistka z ironią zwróciła się w stronę swojego zespołu: „Sorry, grałam na odwal się”. Całą scenę zarejestrowały kamery telewizji Canal+.

    Switolina zamyka mecz

    Po tej nerwowej końcówce Świątek nie zdołała już odwrócić losów spotkania. Switolina utrzymała koncentrację i wygrała decydującego seta 6:4, zapewniając sobie awans do półfinału, w którym zmierzy się z Jeleną Rybakiną.

    Konsekwencje w rankingu

    Porażka Polki, a jednocześnie zwycięstwo Rybakiny nad Jessicą Pegulą, oznacza spadek Świątek na trzecie miejsce w zestawieniu WTA Tour. Strata do liderującej Aryny Sabalenki dodatkowo się powiększyła i wynosi już ponad trzy tysiące punktów.

    Kolejny turniej już wkrótce

    Kolejną okazją do powrotu na zwycięską ścieżkę będzie dla Świątek start w Miami Open, który zaplanowano w dniach od 17 do 29 marca. To jeden z najważniejszych turniejów w kalendarzu wiosennej części sezonu i szansa dla Polki na szybkie odbudowanie formy oraz pozycji w rankingu.

    https://x.com/eni_87ch/status/2032253175952974198?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2032253175952974198%7Ctwgr%5E9b59586f136030f463cb732956abf8247f8a99ea%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732658509swiatek-rzucila-recznikiem-i-wybuchla-wykrzyczala-to-w-kierunku.html

  • Niezwykła przemiana Igi Świątek w 24 godziny. Na niekorzyść

    Niezwykła przemiana Igi Świątek w 24 godziny. Na niekorzyść

    Serwis i nerwy zawiodły Igę Świątek. Elina Switolina lepsza w ćwierćfinale Indian Wells

    Ćwierćfinał turnieju rangi WTA 1000 w Indian Wells okazał się dla Iga Świątek bardzo bolesnym doświadczeniem. Wiceliderka światowego rankingu przegrała w trudnych, upalnych warunkach z Elina Switolina 2:6, 6:4, 4:6. Mecz rozgrywany w ponad 35-stopniowym upale trwał ponad dwie godziny i obfitował w zwroty akcji, ale ostatecznie to Ukrainka okazała się skuteczniejsza w kluczowych momentach.

    Był to już 27. ćwierćfinał turnieju tej rangi w karierze Polki, jednak tym razem nie udało się zrobić kolejnego kroku. Porażka może mieć także znaczenie dla jej pozycji w rankingu WTA, dlatego wynik szczególnie boli.

    Fatalny początek meczu

    Spotkanie zaczęło się dla Świątek w najgorszy możliwy sposób. Już na samym początku popełniła dwa podwójne błędy serwisowe, a w pierwszych dwóch gemach przy własnym podaniu uzbierała ich aż cztery. Elina Switolina natychmiast wykorzystała problemy rywalki, przełamując ją w pierwszym gemie, a chwilę później ponownie. Kolejne przełamanie na 4:1 sprawiło, że Ukrainka przejęła pełną kontrolę nad wydarzeniami na korcie.

    Tym bardziej mogło to zaskakiwać, że serwis był jedną z najmocniejszych broni Świątek w poprzednich rundach turnieju. W zwycięskich meczach z Maria Sakkari i Karolina Muchová Polka imponowała szczególnie drugim podaniem, osiągając skuteczność na poziomie około 70 procent. W pierwszym secie ćwierćfinału statystyka ta spadła jednak do zaledwie 13 procent. Problemy przy własnym podaniu okazały się główną przyczyną przegranej partii 2:6.

    Drugie sportowe życie Switoliny

    Sama porażka z Ukrainką nie jest jednak wielkim zaskoczeniem. Elina Switolina w wieku 31 lat przeżywa bowiem prawdziwy renesans kariery. Tenisistka, która w przeszłości wielokrotnie odpadała w ćwierćfinałach najważniejszych turniejów, dziś gra być może najlepszy tenis w swoim życiu.

    Jej powrót do zawodowego sportu po przerwie macierzyńskiej w 2022 roku jest imponujący. W ostatnich sezonach potrafiła ponownie rywalizować z najlepszymi, a w 2025 roku jej forma jest wyjątkowo stabilna. Ukrainka wygrała turniej w Auckland, a podczas Australian Open dotarła do półfinału, gdzie zatrzymała ją dopiero liderka rankingu Aryna Sabalenka. W drodze do tego wyniku rozgromiła między innymi Coco Gauff 6:1, 6:2.

    Później triumfowała także w Dubaju, pokonując w finale Jessica Pegula. W tym sezonie Ukrainka należy do najbardziej regularnych zawodniczek cyklu – ma już najwięcej zwycięstw w tourze i przekroczyła granicę miliona dolarów zarobionych na korcie. Co ciekawe, jest również jedyną matką w pierwszej dziesiątce rankingu WTA.

    Jej sportowy renesans można tłumaczyć kilkoma czynnikami. Z jednej strony to stabilizacja w życiu prywatnym – szczęśliwe macierzyństwo i udany związek. Z drugiej ogromna motywacja związana z działalnością społeczną. Tenisistka prowadzi fundację wspierającą obronę Ukrainy i od początku rosyjskiej agresji bardzo mocno angażuje się w pomoc swojemu krajowi.

    Walka Świątek o powrót do meczu

    Po przegranym pierwszym secie Świątek skorzystała z typowej dla siebie przerwy, podczas której udała się do szatni z notatnikiem. Początek drugiej partii znów jednak nie wyglądał najlepiej – Polka rozpoczęła ją od kolejnych podwójnych błędów serwisowych.

    Tym razem zdołała jednak opanować sytuację i utrzymać podanie. W kolejnych gemach zaczęła przejmować inicjatywę, a wreszcie sama przełamała rywalkę, zmuszając ją do długich, wyczerpujących wymian. W pewnym momencie prowadziła już 4:1.

    Switolina, słynąca z żelaznej defensywy, nie pozwoliła jednak uciec rywalce. Ukrainka doprowadziła do remisu 4:4, zmuszając Świątek do ogromnego wysiłku w każdej akcji. Polka zachowała jednak zimną krew w najważniejszym momencie i przełamała przeciwniczkę, wygrywając seta 6:4.

    Dramatyczna końcówka

    Decydująca partia była niezwykle wyrównana. Po około półtorej godziny gry Świątek po raz pierwszy głośno krzyknęła swoje charakterystyczne „jazda!”, co często jest sygnałem, że czuje coraz większą pewność na korcie.

    Obie tenisistki długo utrzymywały własne podania. Polka serwowała już wyraźnie lepiej niż na początku spotkania, choć nadal brakowało jej jakości znanej z poprzednich meczów w turnieju. W trakcie meczu aż cztery razy zmieniała rakietę, próbując znaleźć odpowiednie czucie uderzeń.

    Przy stanie 4:4 nastąpił jednak moment, który przesądził o losach spotkania. Switolina przełamała Świątek, wykorzystując chwilę dekoncentracji rywalki. Frustracja Polki była wyraźna – w kierunku swojego boksu padły mocne słowa, co rzadko zdarza się u zwykle opanowanej zawodniczki.

    Ukrainka nie zmarnowała już takiej okazji. Serwując po zwycięstwo, wygrała gema do zera i zamknęła mecz wynikiem 6:2, 4:6, 6:4.

    Co dalej w Indian Wells

    Dzięki temu zwycięstwu Elina Switolina awansowała do półfinału turnieju Indian Wells Open. Tam zmierzy się ze zwyciężczynią spotkania pomiędzy Jessica Pegula a Elena Rybakina.

    Dla Iga Świątek to natomiast bolesna lekcja – szczególnie że w decydujących momentach zawiodły elementy, które w poprzednich rundach były jej największymi atutami: serwis i opanowanie nerwów.

  • Najpierw 65 minut, teraz 68. Kolejny ekspresowy mecz Polki. Stawką ćwierćfinał WTA

    Najpierw 65 minut, teraz 68. Kolejny ekspresowy mecz Polki. Stawką ćwierćfinał WTA

    Po zwycięstwie nad Karolina Muchová w czwartej rundzie prestiżowego turnieju Indian Wells Open Iga Świątek nie tylko awansowała do ćwierćfinału, ale również podzieliła się z dziennikarzami zaskakującą historią ze swojego życia prywatnego. Okazało się, że w jednej dziedzinie wyraźnie odstaje od reszty swojej rodziny – i sama przyznaje, że jej próby zakończyły się prawdziwą katastrofą.

    Pewne zwycięstwo w Indian Wells

    Świątek znakomicie radzi sobie na kortach w Kalifornii, gdzie w przeszłości już dwukrotnie sięgała po tytuł. Tym razem także prezentuje wysoką formę. W środowym spotkaniu zmierzyła się z będącą w świetnej dyspozycji Muchovą, która niedawno triumfowała w turnieju w Dausze.

    Mecz jednak nie przyniósł większych emocji. Polka od początku kontrolowała przebieg gry i pewnie zwyciężyła 6:2, 6:0. Dzięki temu bez straty seta zameldowała się w ćwierćfinale turnieju rangi WTA 1000.

    Tuż po spotkaniu wiceliderka światowego rankingu nie kryła zadowolenia ze swojej dyspozycji.

    – Czuję się naprawdę dobrze. Mam wrażenie, że z meczu na mecz gram coraz lepiej. Uwielbiam występować tutaj i bardzo lubię te warunki. Z każdym rokiem coraz lepiej je rozumiem i potrafię wykorzystać swoje atuty. Gra przed takimi kibicami to ogromna przyjemność – mówiła tenisistka jeszcze na korcie.

    Nie tylko tenis. Zaskakujące wyznanie Świątek

    Podczas późniejszej konferencji prasowej rozmowa zeszła jednak na tematy niezwiązane bezpośrednio z tenisem. Jeden z dziennikarzy zapytał Polkę o hobby i o to, czy próbowała kiedyś zajęć, które okazały się kompletną porażką.

    Odpowiedź 24-letniej zawodniczki była bardzo szczera i rozbawiła zgromadzonych.

    Świątek przyznała, że w przeciwieństwie do reszty swojej rodziny kompletnie nie radzi sobie w kuchni. Szczególnie nieudane okazały się jej próby pieczenia.

    – Próbowałam piec, bo moja siostra świetnie to robi. W ogóle w mojej rodzinie praktycznie wszyscy potrafią gotować. A ja… jestem w tym koszmarna – przyznała z uśmiechem.

    „Skończyło się katastrofą”

    Tenisistka opowiedziała także, jak zakończyła się jedna z jej kulinarnych prób. Efekt był tak nieudany, że domownicy nie mieli wątpliwości, co zrobić z przygotowanym wypiekiem.

    – Spróbowałam coś upiec i skończyło się katastrofą. Reszta po prostu wyrzuciła to do kosza bez zastanowienia. I szczerze mówiąc, w pełni to rozumiałam. To naprawdę nie nadawało się do jedzenia – zdradziła.

    Świątek dodała również, że w przeszłości próbowała różnych innych zajęć w wolnym czasie, ale przez napięty kalendarz startów trudno było jej zachować w nich regularność. Wiele z tych pomysłów po prostu z czasem przestało istnieć.

    Choć kulinarne eksperymenty nie należą do jej mocnych stron, na korcie Polka nie pozostawia rywalkom złudzeń – a jej forma w Indian Wells sugeruje, że może ponownie powalczyć tam o końcowy triumf.

  • Sabalenka “mamą”, WTA oficjalnie ogłasza. Z radością potwierdziła na konferencji

    Sabalenka “mamą”, WTA oficjalnie ogłasza. Z radością potwierdziła na konferencji

    Aryna Sabalenka z nowym „członkiem zespołu”. Szczeniak Ash pojawił się nawet na konferencji prasowej

    „W pracy z mamą” – tak podpisała zdjęcie WTA, publikując fotografię Aryny Sabalenki ze szczeniakiem o imieniu Ash. Uroczy kadr został zrobiony podczas konferencji prasowej po zwycięskim meczu Białorusinki z Naomi Osaką w 1/8 finału turnieju w Indian Wells. Sama tenisistka z uśmiechem potwierdziła, że nowy piesek szybko stał się dla niej ważnym wsparciem psychicznym. Opowiedziała też, w jaki sposób trafił do jej życia oraz skąd wzięło się jego imię.

    Wielkie zmiany w życiu prywatnym Sabalenki

    Ostatnie tygodnie przyniosły liderce światowego rankingu wiele radosnych wydarzeń. Na początku marca Aryna Sabalenka poinformowała fanów o zaręczynach z Georgiosem Frangulisem, z którym spotyka się od 2024 roku. Na swoich mediach społecznościowych udostępniła nagranie, na którym jej partner klęka przed nią i prosi ją o rękę. Tenisistka nie wahała się ani chwili i odpowiedziała „tak”.

    „Ty i ja na zawsze. 3.3.2026” – napisała w opisie nagrania. Później dodała jeszcze jeden komentarz: „W końcu mogę nazywać go kimś więcej. Narzeczony”.

    Powrót na kort po Australian Open

    Po ogłoszeniu zaręczyn Białorusinka szybko wróciła do sportowej rzeczywistości. Turniej w Indian Wells jest dla niej pierwszym występem od Australian Open, gdzie dotarła aż do finału, w którym przegrała z Jeleną Rybakiną. W kolejnych imprezach w Dosze i Dubaju Sabalenka nie startowała.

    W Kalifornii prezentuje jednak znakomitą formę. W drodze do ćwierćfinału pokonała już Himeno Sakatsume, Jaqueline Cristian oraz Naomi Osakę. Po zwycięstwie nad Japonką federacja WTA zwróciła uwagę na coś jeszcze – nowego towarzysza tenisistki.

    Ash – nowy członek tenisowej rodziny

    Na konferencji prasowej po meczu z Osaką Sabalenka pojawiła się w nietypowym towarzystwie. Obok niej siedział Ash, szczeniak rasy Cavalier King Charles Spaniel, który niedawno dołączył do jej zespołu. Zdjęcie tenisistki z pupilem szybko obiegło media społecznościowe i wywołało falę pozytywnych komentarzy.

    Internauci nie kryli zachwytu.
    „Ash, wiedz, że twoja mama jest niesamowita”, „To jest przeurocze”, „Sabalenka ostatnio wygrywa wszędzie – na korcie i poza nim. Zaręczyny, szczeniak i kolejne zwycięstwa” – pisali kibice.

    „To moje wsparcie psychiczne”

    Podczas spotkania z dziennikarzami Sabalenka przyznała, że obecność psa ma dla niej ogromne znaczenie, szczególnie w intensywnym sezonie pełnym presji i podróży.

    – Jest dla mnie ogromnym wsparciem psychicznym. Czuję się bardziej spokojna, stabilna i mam większą kontrolę nad emocjami – powiedziała liderka rankingu WTA.

    Dodała też z uśmiechem:

    – Kiedy zaczynam denerwować się na mój zespół, wystarczy, że pogłaszczę Asha i od razu czuję się lepiej.

    Skąd wzięło się imię psa?

    Sabalenka zdradziła również historię stojącą za imieniem jej pupila. Okazuje się, że wszystko zaczęło się jeszcze przed US Open. Tenisistka wraz z narzeczonym zawarła z trenerem Antonem Dubrowem żartobliwy zakład – jeśli wygra turniej w Nowym Jorku, dostanie szczeniaka.

    Kiedy piesek w końcu pojawił się w jej życiu, trzeba było wybrać odpowiednie imię.

    – Uznaliśmy, że powinno mieć związek z Nowym Jorkiem. „Apple” nie brzmiało najlepiej, więc pomyśleliśmy o Arthurze Ashe. I tak powstał Ash – wyjaśniła tenisistka.

    Kolejne wyzwanie w Indian Wells

    Sabalenka nie ma jednak wiele czasu na świętowanie. Już w czwartek 12 marca czeka ją ćwierćfinał turnieju w Indian Wells, w którym zmierzy się z kanadyjską tenisistką Victorią Mboko. Do tej pory zawodniczki spotkały się tylko raz – podczas Australian Open, gdzie Białorusinka wygrała 6:1, 7:6.

    Jeśli utrzyma obecną formę, Sabalenka może być jedną z głównych faworytek do triumfu w całym turnieju. A wszystko wskazuje na to, że w drodze po kolejne zwycięstwa będzie jej towarzyszył wierny Ash. 🐶🎾

  • Tak zakończy się mecz Świątek – Muchova. “Szansa na zwycięstwo”

    Tak zakończy się mecz Świątek – Muchova. “Szansa na zwycięstwo”

    Już w środowy wieczór kibiców czeka kolejne starcie z udziałem Iga Świątek, która po raz szósty w swojej karierze zmierzy się z Karolina Muchová. Tym razem stawką będzie awans do ćwierćfinału prestiżowego turnieju Indian Wells Masters w kategorii WTA 1000. Choć patrząc na ranking oraz bilans bezpośrednich spotkań to Polka uchodzi za faworytkę, eksperci z portalu tennis.com nie są przekonani, że liderka polskiego tenisa zdoła tym razem przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.

    Świątek doskonale zna smak triumfu na kortach w Kalifornii. Polka wygrywała ten turniej już dwukrotnie – w 2022 oraz 2024 roku. Powtórzenie tego sukcesu w obecnej edycji może jednak okazać się trudnym zadaniem. Dziennikarze tennis.com sugerują nawet, że jej przygoda z tegoroczną edycją turnieju może zakończyć się już na etapie czwartej rundy.

    Eksperci wskazują faworytkę pojedynku

    W środę 11 marca Świątek stanie do walki o miejsce w ćwierćfinale. Po drugiej stronie siatki pojawi się Karolina Muchová. Choć 24-letnia Polka prowadzi w bezpośrednim bilansie spotkań 4–1, rywalki absolutnie nie można lekceważyć. Sama Świątek wielokrotnie podkreślała, że mecze z Czeszką należą do najbardziej wymagających w jej karierze.

    Dziennikarze tennis.com zwracają uwagę przede wszystkim na aktualną formę Muchovej. W lutym Czeszka triumfowała w turnieju Qatar TotalEnergies Open w Dosze, zaliczanym do cyklu WTA 1000, a obecnie może pochwalić się serią ośmiu zwycięstw z rzędu. To właśnie ta dyspozycja sprawia, że wielu ekspertów widzi ją jako potencjalną zwyciężczynię nadchodzącego pojedynku.

    Ich zdaniem kluczowy może być styl gry Muchovej. Kiedy Czeszka znajduje się w najwyższej formie, uchodzi za jedną z najbardziej utalentowanych zawodniczek w kobiecym tenisie. Potrafi skutecznie grać z głębi kortu, zmieniać tempo wymian, a także świetnie radzi sobie przy siatce. Według analityków tenisowego portalu średnio wolne korty w Kalifornii idealnie pasują do jej stylu gry. To właśnie na takich nawierzchniach Muchová potrafi najlepiej wykorzystywać swoje atuty – precyzyjne uderzenia w narożniki kortu oraz inteligentną grę taktyczną.

    Świątek również ma swoje argumenty

    Eksperci podkreślają jednak, że Świątek nie stoi na straconej pozycji. Polka jest jedną z najbardziej utytułowanych tenisistek ostatnich lat, a jej doświadczenie z Indian Wells może okazać się ogromnym atutem. Dodatkową motywacją mogą być również ostatnie trudniejsze momenty w sezonie, które często mobilizują najlepszych sportowców do jeszcze lepszej gry.

    Mimo to dziennikarze portalu skłaniają się ku scenariuszowi, w którym zwycięsko z pojedynku wyjdzie Muchová. Ich zdaniem aktualna forma Czeszki oraz warunki na kortach w Kalifornii mogą przechylić szalę zwycięstwa właśnie na jej stronę.

    Wielki szacunek Świątek dla rywalki

    Co ciekawe, sama Świątek w ostatnich dniach bardzo ciepło wypowiadała się o swojej przeciwniczce. Podczas konferencji prasowej przyznała, że ogromnie ceni styl gry Muchovej.

    Polka porównała ją nawet do legendy światowego tenisa, Roger Federer.

    – Jest niesamowitą zawodniczką. Zazwyczaj rozgrywałyśmy bardzo wyrównane mecze. Szczerze mówiąc, uwielbiam z nią grać, a także oglądać jej tenis. Gra niezwykle inteligentnie i płynnie. Jest trochę jak kobieca wersja Rogera Federera – mówiła Świątek.

    Jednocześnie liderka polskiego tenisa zapowiada pełną gotowość do walki.

    – To na pewno będzie trudny mecz, ale jestem przygotowana na rywalizację – podkreśliła.

    Stawką ćwierćfinał turnieju

    Zwyciężczyni środowego spotkania awansuje do ćwierćfinału Indian Wells. Na tym etapie turnieju może zmierzyć się z jedną z dwóch Ukrainek lub Czeszek – Elina Switolina albo Kateřina Siniaková.

    Początek meczu Świątek – Muchová zaplanowano na godzinę 19:00 czasu polskiego. Kibice w Polsce z dużą uwagą będą śledzić to spotkanie, licząc, że dwukrotna triumfatorka turnieju po raz kolejny pokaże swoją siłę na kalifornijskich kortach.

  • Tak Tomasz Wiktorowski podsumował Świątek

    Tak Tomasz Wiktorowski podsumował Świątek

    Tomasz Wiktorowski, który w przeszłości prowadził zarówno Agnieszkę Radwańską, jak i Igę Świątek, od kilku miesięcy pracuje z Naomi Osaką. Japońska tenisistka nie ukrywa, że bardzo ceni sobie współpracę z polskim szkoleniowcem. W jednym z ostatnich wywiadów podkreślała, że imponuje jej jego profesjonalizm oraz sposób przekazywania wiedzy. Jak zaznaczyła, Wiktorowski doskonale rozumie tenis i potrafi jasno wyjaśnić swoje pomysły, co jest dla niej niezwykle ważne. Dodała również, że w ich zespole panuje bardzo dobra atmosfera.

    Polski trener rozpoczął współpracę z Osaką w lipcu 2025 roku. Już w pierwszych miesiącach przyniosła ona zauważalne efekty. Pod jego opieką Japonka dotarła między innymi do półfinału US Open, co było jej najlepszym wynikiem w turnieju wielkoszlemowym od triumfu w Australian Open w 2021 roku.

    O kulisach pracy z czterokrotną mistrzynią wielkoszlemową Wiktorowski opowiedział w rozmowie z Canal+ Sport. Trener został zapytany między innymi o porównanie współpracy z Naomi Osaką i Igą Świątek. Jak przyznał, różnic między obiema zawodniczkami jest bardzo wiele.

    — Myślę, że większość trenerów zaczęłaby odpowiedź w podobny sposób: każda tenisistka jest inna. Z każdą pracuje się trochę inaczej — tłumaczył szkoleniowiec.

    Podkreślił, że kiedy rozpoczynał współpracę ze Świątek i Osaką, obie znajdowały się w zupełnie odmiennych momentach swojego życia oraz kariery sportowej. Różnią się także charakterem i osobowością, co bezpośrednio przekłada się na sposób reagowania w trudnych momentach na korcie.

    — To są zupełnie inne proporcje, jeśli chodzi o trening przygotowania ogólnego czy elementy techniczno-taktyczne. Inne jest też miejsce, w którym obecnie pracujemy, a to wbrew pozorom ma znaczenie, bo wpływa na organizację dnia czy całego tygodnia treningowego. Różnic jest naprawdę bardzo dużo — wyjaśnił Wiktorowski.

    Jednocześnie trener wskazał także pewne elementy, które łączą obie zawodniczki. Zwrócił uwagę przede wszystkim na ich styl gry.

    — Obie mają bardzo płaski i skuteczny bekhend, który potrafią zagrać zarówno z otwartej, jak i zamkniętej pozycji. To ogromny atut. Z kolei po stronie forhendu w obu przypadkach pojawia się sporo rotacji. Co prawda różnią się pozycją i chwytem rakiety, ale sama rotacja daje duże możliwości w kontekście taktyki. W tym aspekcie można znaleźć pewne podobieństwa — zaznaczył.

    Na koniec Wiktorowski spróbował podsumować porównanie obu tenisistek w prosty sposób.

    — Gdybym miał to ująć procentowo, powiedziałbym: około 75 procent różnic i 25 procent podobieństw — stwierdził.

    Tymczasem Naomi Osaka rywalizowała we wtorek w 1/8 finału turnieju WTA 1000 w Indian Wells z Aryną Sabalenką. Japonka przegrała to spotkanie w dwóch setach 2:6, 4:6. Z kolei Iga Świątek swój mecz o ćwierćfinał kalifornijskiej imprezy rozegra w środę 11 marca, kiedy zmierzy się z Karoliną Muchovą.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/2031427006303445111?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2031427006303445111%7Ctwgr%5E9c57da8d7b69572336769df384b5e4d3a99323e6%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732653037tak-tomasz-wiktorowski-podsumowal-swiatek.html

  • Znamy godzinę meczu Świątek – Muchova! Świetne wieści dla kibiców

    Znamy godzinę meczu Świątek – Muchova! Świetne wieści dla kibiców

    Poznaliśmy już dokładną godzinę rozpoczęcia kolejnego meczu Iga Świątek w turnieju Indian Wells Open. Polska tenisistka stanie przed trudnym wyzwaniem w walce o ćwierćfinał prestiżowej imprezy rangi WTA 1000, ponieważ jej rywalką będzie znakomicie dysponowana Karolina Muchová. Dla polskich kibiców pojawiła się jednak dobra wiadomość – tym razem nie będą musieli zarywać nocy, aby obejrzeć spotkanie swojej faworytki.

    Optymizm po meczu z Sakkari

    Pojedynek z Maria Sakkari w trzeciej rundzie był dla fanów Świątek bardzo budujący. Raszynianka zaprezentowała się pewnie, grała z dużą swobodą i wyraźnie czerpała radość z rywalizacji na korcie. W ostatnich tygodniach taki obraz Polki pojawiał się rzadziej, dlatego zwycięstwo 6:3, 6:2 zostało przyjęte z dużą ulgą. Był to również udany rewanż za niedawną porażkę z Greczynką w 1/8 finału turnieju w Dosze.

    Teraz jednak przed wiceliderką światowego rankingu stoi kolejne wyzwanie, które może okazać się znacznie trudniejsze. Świątek zmierzy się z zawodniczką będącą obecnie w znakomitej dyspozycji.

    Muchová w świetnej formie

    Karolina Muchová w ostatnich tygodniach prezentuje tenis na bardzo wysokim poziomie. W lutym triumfowała w turnieju w Dosze, gdzie po drodze pokonała między innymi Marię Sakkari, a w finale w dwóch setach okazała się lepsza od Victoria Mboko. Czeszka nie wystąpiła później w Dubaju, lecz w Kalifornii od razu pokazała, że utrzymała wysoką formę.

    W dwóch pierwszych meczach w Indian Wells nie straciła nawet seta. Najpierw pokonała Anna Bondár 7:5, 6:2, choć to spotkanie było dość wymagające i trwało prawie dwie godziny. W kolejnym starciu Muchová nie pozostawiła już żadnych złudzeń Antonia Ružić, wygrywając zdecydowanie 6:0, 6:3.

    Bilans przemawia za Świątek

    Historia bezpośrednich pojedynków przemawia jednak na korzyść Polki. Iga Świątek wygrała cztery z pięciu dotychczasowych spotkań z Muchovą. Jedyną porażkę poniosła jeszcze w 2019 roku w Pradze, gdy dopiero rozpoczynała swoją drogę do światowej czołówki. Później kilkukrotnie potrafiła znaleźć sposób na Czeszkę, w tym także w pamiętnym finale French Open 2023.

    Mimo korzystnego bilansu Polka musi zachować pełną koncentrację. Wiele wskazuje na to, że jeszcze nigdy wcześniej nie mierzyła się z Muchovą w tak wysokiej formie. Co ciekawe, sama Świątek przyznała po meczu z Sakkari, że Czeszka jest jedną z jej ulubionych zawodniczek do oglądania na całym tourze WTA.

    O której mecz Świątek – Muchová?

    Organizatorzy turnieju ogłosili już plan gier na środę. Spotkanie Iga Świątek – Karolina Muchová rozpocznie się o godzinie 19:00 czasu polskiego i będzie pierwszym meczem dnia na korcie centralnym w Indian Wells.

    Dla polskich kibiców oznacza to dużą zmianę – poprzednie mecze naszej tenisistki rozgrywane były bardzo późno w nocy. Tym razem fani będą mogli śledzić rywalizację o ćwierćfinał w znacznie bardziej komfortowej porze.

  • Semirunnij zmieni nazwisko. Tak będzie się nazywał

    Semirunnij zmieni nazwisko. Tak będzie się nazywał

    Rosyjski panczenista reprezentujący Polskę, Władimir Semirunnij, zapowiedział zmianę zapisu swojego nazwiska. Srebrny medalista olimpijski ujawnił, że chce dopasować je bardziej do polskiej wymowy i pisowni, aby uniknąć problemów z jego zapisem i wymową.

    Chce uporządkować zapis swojego nazwiska

    Władimir Semirunnij zdobył sympatię polskich kibiców dzięki bardzo dobrym występom na torze. Urodzony w Rosji zawodnik od ubiegłego roku reprezentuje Polskę, a w krótkim czasie osiągnął już znaczące sukcesy. Podczas Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan-Cortina 2026 wywalczył srebrny medal, a w ostatnią niedzielę sięgnął także po brązowy krążek mistrzostw świata w wieloboju klasycznym w Heerenveen.

    Mimo sportowych osiągnięć wielu kibiców, a także dziennikarzy, wciąż ma trudności z poprawnym zapisaniem lub wymówieniem jego nazwiska. Sam zawodnik przyznaje, że wynika to głównie z niedokładnego tłumaczenia z rosyjskiej cyrylicy.

    Już po igrzyskach olimpijskich w Mediolanie panczenista mówił o planach uporządkowania tej kwestii. Wyjaśniał, że chce oficjalnie zaktualizować dane w dokumentach.

    – Chciałbym zaktualizować zapis moich danych w dokumentach. Dziennikarze często mają z tym problem, bo moje imię i nazwisko zostało nie do końca poprawnie przetłumaczone z rosyjskiej cyrylicy. Żeby nie było wątpliwości: „Siemirunni” to właściwe brzmienie mojego nazwiska – tłumaczył sportowiec.

    Nowa forma nazwiska

    Obecnie w oficjalnych dokumentach widnieje zapis „Vladimir Semirunnii”. W rozmowie z mediami zawodnik przyznał jednak, że po zakończeniu najbliższych startów zamierza rozpocząć formalną procedurę zmiany.

    – Przede mną jeszcze mistrzostwa Polski. Po nich porozmawiam z Konrad Niedźwiedzki, dyrektorem sportowym w Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego, jak dokładnie wyglądają formalności związane ze złożeniem dokumentów i co zrobić, aby cały proces przebiegł jak najszybciej – wyjaśnił.

    Jak dodał, nad właściwą formą jego imienia i nazwiska pracował również specjalista od języka.

    – Wiem, że jeden z filologów kontaktował się ze związkiem i przygotował propozycję najlepszego zapisu mojego imienia i nazwiska. Imię nadal pozostanie Władimir, tylko w nieco zmienionej pisowni. Natomiast nazwisko na końcu będzie miało dwie litery „n” i „y”. Dzięki temu będzie brzmiało bardziej po polsku – powiedział.

    Tak może brzmieć jego nazwisko

    Jeśli wszystkie formalności zostaną dopięte, reprezentant Polski będzie występował pod nazwiskiem Władimir Semirunny.

    – Tak, taka forma byłaby łatwiejsza do odmiany w języku polskim. Z tego, co zrozumiałem, gdybym nie zdecydował się na zmianę, w przyszłości problem z nazwiskiem mogłaby mieć także moja żona. Sam widzę na zawodach, że kibice i dziennikarze czasem mają trudność z jego wymówieniem. Myślę, że taka zmiana wszystko uporządkuje i znacznie ułatwi – podsumował panczenista.

  • Skandaliczne zachowanie Andriejewej w Indian Wells

    Skandaliczne zachowanie Andriejewej w Indian Wells

    Mirra Andriejewa odpadła z turnieju WTA 1000 w Indian Wells po niezwykle emocjonującym meczu trzeciej rundy. Rosyjska tenisistka przegrała z Czeszką Kateřina Siniaková 6:4, 6:7(5), 3:6. Sam wynik spotkania szybko jednak przestał być najważniejszym tematem. Znacznie więcej mówi się o zachowaniu młodej zawodniczki tuż po zakończeniu pojedynku, które wywołało ogromne zdziwienie wśród kibiców na trybunach.

    Od dłuższego czasu uwagę obserwatorów przyciąga nie tyle gra Mirra Andriejewa, co jej coraz częstsze wybuchy emocji na korcie. Wielu komentatorów zwraca uwagę, że młoda Rosjanka coraz trudniej radzi sobie z presją i frustracją. „Od kilku miesięcy naprawdę trudno oglądać jej zachowanie podczas meczów. Nie chodzi o poziom sportowy, ale o autodestrukcyjne reakcje pełne złości i frustracji. To zaczyna wyglądać bardzo niepokojąco” — napisał w serwisie X dziennikarz Canal+ Maciej Łuczak.

    Właśnie podczas spotkania z Siniakovą emocje znów wzięły górę. Andriejewa była bardzo blisko zakończenia meczu już w dwóch setach. W kluczowych momentach nie potrafiła jednak wykorzystać przewagi, co wyraźnie ją wyprowadzało z równowagi. W trakcie spotkania rzucała rakietą, nerwowo reagowała na niektóre decyzje sędziowskie i wdawała się w dyskusje z arbitrem.

    Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem Czeszki, a Rosjanka musiała pożegnać się z rywalizacją singlową w Kalifornii. To jednak dopiero po ostatniej piłce doszło do scen, które wywołały największe poruszenie.

    Zazwyczaj nawet pokonani zawodnicy opuszczają kort, dziękując publiczności za wsparcie. Andriejewa postąpiła zupełnie inaczej. Schodząc z kortu, odwróciła się w stronę trybun i zaczęła krzyczeć wulgarne słowa pod adresem kibiców. Według relacji obecnych na miejscu osób z jej ust padło: „Pieprzyć was wszystkich”.

    Publiczność była wyraźnie zszokowana. W sieci ogromną popularność zdobyło nagranie przedstawiające reakcję jednej ze starszych kobiet siedzących na trybunach. Jej szeroko otwarte usta i wyraz niedowierzania szybko stały się viralem w mediach społecznościowych. Internauci komentowali to z ironią, pisząc m.in. o „bezcennej minie tej kobiety”.

    Porażka w Indian Wells ma również konkretne konsekwencje sportowe dla Andriejewej. Rosjanka broniła w tym turnieju tytułu wywalczonego przed rokiem, gdy w finale sensacyjnie pokonała liderkę światowego rankingu Aryna Sabalenka. W związku z wczesnym odpadnięciem z turnieju straci sporą liczbę punktów rankingowych i najprawdopodobniej spadnie w klasyfikacji WTA — w najlepszym scenariuszu na 10. miejsce.

    To jednak nie oznacza końca jej występów w Kalifornii. Andriejewa nadal rywalizuje w turnieju deblowym. W parze z kanadyjską tenisistką Victoria Mboko awansowała już do ćwierćfinału. W kolejnym meczu duet zmierzy się z parą Anna Danilina / Aleksandra Krunić, walcząc o miejsce w półfinale prestiżowej imprezy w Indian Wells.

    https://x.com/settenisok/status/2031169104409735526?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2031169104409735526%7Ctwgr%5E0b6b5e418678fad028f6f8f189d4f70eaa5a9722%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732650464skandaliczne-zachowanie-andriejewej-w-indian-wells.html