Author: newuser

  • Przyjaciółka Sabalenki bezradna, popis Amerykanki. 6:1 i finisz po 76 minutach

    Przyjaciółka Sabalenki bezradna, popis Amerykanki. 6:1 i finisz po 76 minutach

    W sobotę na kortach w Miami rozpoczęto rywalizację w trzeciej rundzie turnieju rangi WTA 1000. Ze względu na wcześniejsze opóźnienia spowodowane deszczem, organizatorzy wciąż kończyli jednak także spotkania drugiej rundy. Jednym z nich był mecz na korcie numer 2, gdzie zaprezentowała się rozstawiona z numerem 18 Iva Jovic. Młoda Amerykanka potrzebowała zaledwie 76 minut, by pewnie pokonać Paula Badosa – prywatnie bliską znajomą Aryna Sabalenka.

    18-letnia Jovic coraz śmielej zaznacza swoją obecność w światowym tenisie. Zajmuje już wysokie, 17. miejsce w rankingu i wyraźnie celuje w kolejne sukcesy. Turniej w Miami był dla niej kolejną szansą na zdobycie cennych punktów. Dzięki rozstawieniu rozpoczęła zmagania od drugiej rundy, gdzie trafiła właśnie na Badosę.

    Hiszpanka, była wiceliderka światowego rankingu, wciąż próbuje wrócić do swojej najlepszej formy. Obecnie plasuje się pod koniec pierwszej setki zestawienia. W poprzednim tygodniu dotarła do półfinału turnieju WTA 125 w Austin, gdzie zatrzymała ją Bianca Andreescu. W Miami rozpoczęła od zwycięstwa nad Alaksandra Sasnowicz, ale starcie z Jovic okazało się już znacznie większym wyzwaniem.

    Pierwszy set rozpoczął się od serii przełamań. Jovic jako pierwsza utrzymała własne podanie dopiero w czwartym gemie, wychodząc z bardzo trudnej sytuacji 0:40 i broniąc aż czterech break pointów. Ten moment okazał się przełomowy. Amerykanka szybko przejęła inicjatywę, zdobyła kolejne gemy i zbudowała bezpieczną przewagę, którą utrzymała do końca partii, wygrywając 6:2.

    Drugi set od początku układał się pod dyktando Jovic. Szybkie przełamanie i pewna gra przy własnym serwisie pozwoliły jej kontrolować przebieg spotkania. W piątym gemie ponownie przełamała rywalkę, a Badosa nie była w stanie odpowiedzieć. Hiszpanka nie wygrała już ani jednego gema, a Jovic przypieczętowała zwycięstwo wynikiem 6:2, 6:1.

    W kolejnej rundzie Amerykanka zmierzy się z Talia Gibson, jedną z największych rewelacji tegorocznego Sunshine Double. Australijka zachwyciła już w Indian Wells, gdzie dotarła do ćwierćfinału, eliminując m.in. Jasmine Paolini, Clara Tauson oraz Jekaterina Aleksandrowa. W Miami również przebijała się przez kwalifikacje, a w drugiej rundzie sprawiła ogromną niespodziankę, pokonując Naomi Osaka.

    Zapowiada się więc niezwykle interesujące starcie o awans do najlepszej szesnastki turnieju.

  • Narzeczony Sabalenki pochwalił się całemu światu. Aryna musiała zareagować

    Narzeczony Sabalenki pochwalił się całemu światu. Aryna musiała zareagować

    Aryna Sabalenka i Georgios Frangulis ponownie znaleźli się w centrum zainteresowania fanów. Tym razem to wpis multimilionera w mediach społecznościowych wywołał spore poruszenie. Frangulis opublikował serię zdjęć z narzeczoną, na które tenisistka zareagowała w wyjątkowo emocjonalny sposób, dzieląc się publicznie romantycznym wyznaniem.

    Białorusinka od lat imponuje formą na korcie i regularnie powiększa swoją kolekcję trofeów. Ma już na koncie cztery tytuły wielkoszlemowe, była liderką rankingu deblowego WTA, a obecnie przewodzi zestawieniu singlistek. Równie dobrze układa się jej życie prywatne – w codzienności i karierze wspiera ją partner, Georgios Frangulis.

    Ich związek od początku budzi duże zainteresowanie kibiców. Para chętnie dzieli się wspólnymi chwilami w sieci, publikując zarówno zdjęcia z podróży, jak i bardziej prywatne кадry. Niedawno zakochani ogłosili także zaręczyny, co tylko zwiększyło zainteresowanie ich relacją.

    Tym razem to jednak Frangulis skradł uwagę internautów. Biznesmen opublikował wpis ze zdjęciami, na których nie zabrakło ujęć z Sabalenką, opatrując go krótkim podpisem: „Kilka tygodni miłości”. Post szybko zdobył popularność, a w komentarzach pojawiło się wiele ciepłych słów pod adresem pary.

    Największe emocje wzbudziła jednak reakcja samej tenisistki. Sabalenka nie kryła uczuć i napisała pod postem: „Kocham cię kochanie, miłości mojego życia”, czym jeszcze bardziej rozczuliła fanów.

    Tymczasem liderka światowego rankingu przebywa obecnie w Miami, gdzie broni tytułu w turnieju rangi Miami Open. Na inaugurację zmagań zmierzyła się z Ann Li. Amerykanka postawiła trudne warunki, jednak ostatecznie Sabalenka zwyciężyła 7:6(5), 6:4 i awansowała do kolejnej rundy.

    W następnym meczu jej rywalką będzie Catherine McNally, a Białorusinka kontynuuje walkę o kolejne trofeum w swojej imponującej karierze.

  • Niepokonany od stycznia, niepokonany w finale. Szymański mistrzem świata

    Sobota przyniosła polskim kibicom sporo powodów do radości – najpierw brązowy medal sztafety mieszanej 4×400 m, a wieczorem srebro Natalii Bukowieckiej na tym samym dystansie. Wszyscy jednak czekali na najcenniejszy krążek. Miał go zdobyć Jakub Szymański, który w tym sezonie halowym pozostawał niepokonany. Tymczasem w półfinale błysnął Amerykanin Trey Cunningham, uzyskując świetny czas 7,35 s i ustanawiając rekord życiowy. To on wydawał się głównym faworytem. Polak odpowiedział jednak tam, gdzie miało to największe znaczenie – w finale. Choć nie poprawił rekordu kraju, dogonił rywala już w połowie dystansu i sięgnął po historyczne złoto.

    Trzy tygodnie wcześniej, podczas mistrzostw Polski, Szymański przebiegł 60 m przez płotki w 7,40 s, mimo drobnego kontaktu z Damianem Czykierem. Wtedy zapowiedział, że jeśli złoży wszystko w jedną całość, poprawi rekord kraju – i słowa dotrzymał. Kilka dni później w Berlinie uzyskał 7,37 s, wyrównując wyniki Dylana Bearda i właśnie Cunninghama, którzy mieli być jego najgroźniejszymi rywalami w walce o złoto w Toruniu.

    Półfinały wywróciły jednak sytuację do góry nogami. Cunningham wygrał swoją serię w imponującym stylu, co musiało zrobić wrażenie. Szymański podkreślał jednak po finale, że decydujący bieg rządzi się własnymi prawami – i miał rację. Dodatkowo z rywalizacji odpadł Dylan Beard, który co prawda awansował do finału, ale nie pojawił się na starcie z powodu kontuzji.

    Przed finałem Szymański został zapytany przez Małgorzatę Hołub-Kowalik o przewidywany wynik. Zapisał na kartce czas 7,34 s. Był w stanie pobiec tak szybko, choć start nie należał do idealnych – miał najgorszy czas reakcji wśród finalistów (0,162 s). Straty szybko jednak odrobił. Stawka długo biegła niemal równo, ale już na dwa płotki przed metą Polak wysunął się na prowadzenie. Niewielkie, lecz wystarczające, by utrzymać je do końca. Do złota wystarczył wynik 7,40 s.

    Cunningham ostatecznie nie zdobył nawet srebra – wyprzedził go Hiszpan Enrique Llopis. Warto też dodać, że w tym sezonie zabrakło dominatora tej konkurencji, rekordzisty świata Granta Hollowaya, który nie wystartował w hali. Tym samym tytuł mistrzowski nie powędrował do Stanów Zjednoczonych.

    Jakub Szymański został trzecim Europejczykiem w historii, który sięgnął po złoto halowych mistrzostw świata na 60 m przez płotki.

    Finał – 60 m przez płotki:

    1. Jakub Szymański (Polska) – 7,40 s

    2. Enrique Llopis (Hiszpania) – 7,42 s

    3. Trey Cunningham (USA) – 7,43 s

    4. Demario Prince (Jamajka) – 7,43 s

    5. Wilhelm Belocian (Francja) – 7,45 s

    6. Shusei Nomoto (Japonia) – 7,49 s

    7. Franco Le Roux (RPA) – 7,51 s

    8. Lorenzo Simonelli (Włochy) – 7,52 s

  • 87 minut walki w meczu Naomi Osaki w Miami. Sensacja stała się faktem

    87 minut walki w meczu Naomi Osaki w Miami. Sensacja stała się faktem

    Naomi Osaka, podobnie jak Iga Świątek, rozpoczęła rywalizację w turnieju WTA 1000 w Miami od drugiej rundy dzięki rozstawieniu. Japonka, oznaczona numerem 16 i prowadzona przez Tomasza Wiktorowskiego, zmierzyła się z Talią Gibson, która do głównej drabinki przebijała się przez kwalifikacje. Już w pierwszym secie niżej notowana Australijka sprawiła niespodziankę, a drugą partię rozpoczęła od przełamania. Ostatecznie zwyciężczynię wyłoniono po 87 minutach rywalizacji.

    Osaka rozpoczęła sezon od występu w United Cup, a następnie pojawiła się w Australian Open, gdzie wygrała dwa spotkania. Do kolejnego meczu jednak nie przystąpiła, decydując się na wycofanie z turnieju ze względów zdrowotnych.
    „Podjęłam trudną decyzję o wycofaniu się, aby zadbać o organizm po ostatnim meczu. Bardzo zależało mi na dalszej grze, dlatego ta sytuacja jest dla mnie bolesna. Nie mogę jednak ryzykować pogorszenia stanu zdrowia, jeśli chcę wrócić do pełni sił” – przekazała w mediach społecznościowych.

    Na kort wróciła dopiero w marcu podczas turnieju w Indian Wells. Dotarła tam do czwartej rundy, w której przegrała z późniejszą triumfatorką całej imprezy, Aryną Sabalenką. Następnie, podobnie jak inne czołowe zawodniczki, przeniosła się na Florydę, by wziąć udział w kolejnym „tysięczniku” – Miami Open.

    W Miami Osaka, zajmująca obecnie 15. miejsce w rankingu WTA, rozpoczęła zmagania od drugiej rundy. Jej rywalką była notowana na 68. pozycji Talia Gibson, która wcześniej pewnie ograła Sarę Bejlek 6:1, 6:0.

    Początek meczu był wyrównany. Gibson już na starcie musiała bronić dwóch break pointów, ale wyszła z opresji obronną ręką. Gra długo toczyła się gem za gem, aż do stanu 5:5. Wówczas Australijka przełamała Osakę, a następnie – mimo kolejnych break pointów dla rywalki – utrzymała podanie i wykorzystała pierwszą piłkę setową, wygrywając inauguracyjną partię 7:5.

    Drugi set również rozpoczął się po myśli 21-letniej tenisistki. Gibson szybko przełamała Osakę i objęła prowadzenie 2:0. Japonka miała wyraźne problemy z odczytaniem serwisu przeciwniczki, przez co sensacyjny wynik stawał się coraz bardziej realny. Ostatecznie nie zdołała odwrócić losów spotkania – Australijka zwyciężyła 6:4, a cały mecz zakończyła w dwóch setach 7:5, 6:4.

    Po 87 minutach Gibson zameldowała się w trzeciej rundzie turnieju w Miami, gdzie zmierzy się z Ivą Jović. Osaka natomiast, podobnie jak Iga Świątek, odpadła już po swoim pierwszym meczu na Florydzie.

  • Tak kibice potraktowali Karola Nawrockiego. Inaczej niż zawsze. “Nie jesteś jednym z nas”

    Tak kibice potraktowali Karola Nawrockiego. Inaczej niż zawsze. “Nie jesteś jednym z nas”

    Podczas piątkowych spotkań PKO BP Ekstraklasy doszło do sytuacji, która może okazać się zaskakująca dla wielu obserwatorów życia publicznego. Kibice piłkarscy, dotąd raczej przychylni prezydentowi Karol Nawrocki, tym razem wyraźnie okazali swoje niezadowolenie. Na stadionach pojawiły się transparenty z ostrą krytyką, a jedno z haseł szczególnie mocno wybrzmiało: „Nie jesteś jednym z nas”.

    Nie jest tajemnicą, że głowa państwa od lat sympatyzuje ze środowiskiem kibicowskim. Karol Nawrocki wielokrotnie podkreślał swoje przywiązanie do Lechia Gdańsk, a w trakcie swojej kadencji pojawiał się również na meczach Legia Warszawa, Górnik Zabrze czy reprezentacji Polski. Do tej pory mógł liczyć na wyraźne wsparcie fanów, czego przykładem była chociażby jego obecność na Patriotycznej Pielgrzymce Kibiców na Jasnej Górze, gdzie został przyjęty z dużym uznaniem.

    Sytuacja zmieniła się jednak w piątek, 21 marca, podczas dwóch meczów Ekstraklasy: Piast Gliwice – Radomiak Radom oraz Motor Lublin – Zagłębie Lubin. To właśnie tam kibice wywiesili transparenty uderzające w decyzje prezydenta.

    W Gliwicach pojawił się napis zarzucający władzy m.in. przyzwolenie na długotrwałe areszty oraz korzystanie z nielegalnie zdobytych dowodów, zakończony ostrym stwierdzeniem, że prezydent nie należy do ich środowiska. Z kolei w Lublinie kibice oskarżyli go o ciche blokowanie zmian w prawie oraz akceptację wieloletnich aresztów bez wystarczających dowodów.

    Źródłem niezadowolenia była niedawna decyzja prezydenta o zawetowaniu tzw. ustawy 1600. Projekt przewidywał m.in. zakaz wykorzystywania nielegalnie zdobytych dowodów, ograniczenie stosowania tymczasowego aresztu, większe prawa do obrony oraz łatwiejszy dostęp do pomocy prawnej z urzędu.

    Kancelaria prezydenta tłumaczyła, że weto wynikało z troski o bezpieczeństwo obywateli i skuteczność państwa w zwalczaniu przestępczości. Podkreślono, że choć część proponowanych rozwiązań była korzystna, całość mogła utrudnić prowadzenie postępowań karnych.

    Cała sytuacja pokazuje wyraźne pęknięcie w relacjach między Karol Nawrocki a środowiskiem kibicowskim, które dotąd było jednym z bardziej przychylnych wobec niego. Reakcja stadionów sugeruje, że decyzje polityczne mogą mieć bezpośredni wpływ nawet na tak specyficzne i lojalne grupy społeczne.

  • Bolesny wyrok ws. Świątek, żadnych wątpliwości. Tuż po fatalnej wpadce

    Bolesny wyrok ws. Świątek, żadnych wątpliwości. Tuż po fatalnej wpadce

    Iga Świątek odpadła w pierwszej rundzie turnieju w Miami, przegrywając z Magdą Linette. Po meczu najlepsza polska tenisistka udzieliła obszernego wywiadu, w którym otwarcie mówiła o swoich trudnościach i emocjach. Na jej twarzy widać było bliskość łez. Dawid Celt i Marek Furjan w podcaście „Break Point” szczegółowo omówili, jak emocje Świątek przełożyły się na jej występ na korcie.

    Już od początku rozmowy podkreślali, że choć sensacja dotyczy przede wszystkim porażki Świątek, warto również docenić postawę Magdy Linette. Po przegranym pierwszym secie Linette nie tylko zmieniła rakietę, ale też diametralnie zmieniła nastawienie i styl gry. Celt i Furjan nie szczędzili jej pochwał.

    Świątek kontra Linette: sensacja w Miami

    Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:6, 7:5, 6:3 dla Magdy Linette, co było ogromnym zaskoczeniem nie tylko ze względu na rezultat, ale też przebieg meczu. W mediach szeroko komentowano zachowanie Świątek w boksie, gdzie w trudniejszych momentach meczu słychać było uwagi zarówno Wima Fissette’a, jak i Darii Abramowicz oraz Macieja Ryszczuka.

    Po meczu Świątek udzieliła dwóch wywiadów – w języku polskim i angielskim. W obu przyznała, że nie jest zadowolona ze swojej gry i chce wrócić na dawny poziom, ale wie, że wymaga to cięższej pracy nad sobą. Podkreśliła, że tenis, który powinien być dla niej prosty, w ostatnim czasie stał się wyjątkowo trudny.

    Analiza Celt i Furjana

    W podcaście „Break Point” Dawid Celt i Marek Furjan przyjrzeli się wypowiedziom Świątek i zestawili je z jej zachowaniem na korcie. Celt bez ogródek stwierdził, że dobrze, iż Iga przyznała się do swoich problemów. „Iga jest człowiekiem i w tym momencie zmaga się z różnymi kwestiami, które musi poukładać wokół siebie” – mówił.

    „Pod koniec meczu wyglądała na wyczerpaną, jakby mówiła: mam dość, nie mam pomysłu, po prostu mam tego serdecznie dość” – dodał Celt. Furjan przyznał, że choć Świątek walczyła do końca, jej energia i zapał były wyraźnie mniejsze niż zwykle. „Nie widziałem w jej oczach ognia, w działaniach sportowej złości. Widziałem kogoś, komu brakuje energii i pomysłów, kto po prostu już ma wszystkiego dość” – tłumaczył.

    Sama Świątek podkreśliła, że wciąż ma w sobie iskrę i chęć do gry, ale ostatnio ten błysk gdzieś się gubi. Teraz będzie miała czas, by przygotować się do sezonu na kortach ziemnych i spróbować odzyskać dawną formę.

  • Zbigniew Boniek zobaczył, co stało się z Igą Świątek. I wypalił: zwolnić wszystkich

    Zbigniew Boniek zobaczył, co stało się z Igą Świątek. I wypalił: zwolnić wszystkich

    Sensacyjna porażka Iga Świątek z Magda Linette w pierwszej rundzie Miami Open wywołała prawdziwą burzę komentarzy i ponownie skierowała uwagę opinii publicznej na funkcjonowanie jej sztabu szkoleniowego. W centrum dyskusji znalazła się przede wszystkim dalsza współpraca z psycholożką Daria Abramowicz. Do debaty dołączył również Zbigniew Boniek, który – jak zwykle – nie szczędził mocnych słów.

    Były prezes PZPN opublikował w mediach społecznościowych wpis, w którym wprost przedstawił swoją opinię na temat sytuacji wokół tenisistki. „Wszyscy doradzają Idze, więc ja też powiem, co o tym myślę. Zwolnić wszystkich i zbudować sztab od nowa — nowy trener, fizjoterapeuta, masażysta” — napisał bez ogródek. Jednocześnie podkreślił, że jego zdaniem problem nie tkwi w możliwościach zawodniczki. „Trochę świeżości, więcej luzu i uśmiechu, a wszystko wróci na właściwe tory. Dla mnie potencjał Igi wciąż jest ogromny” — dodał.

    Porażka w Miami ma także wymiar historyczny. Po imponującej serii 73 zwycięstw w meczach otwarcia Iga Świątek po raz pierwszy od ponad czterech lat zakończyła turniej już na starcie. Coraz częściej pojawiają się więc głosy mówiące o kryzysie formy, zwłaszcza że w sezonie 2026 nie udało jej się jeszcze awansować do półfinału żadnej imprezy.

    W przestrzeni medialnej przybywa opinii sugerujących konieczność zmian w sztabie. Lech Sidor w programie „Trzeci Serwis” zwrócił uwagę na brak klarownego podziału ról w zespole. Jego zdaniem to Wim Fissette powinien pełnić funkcję głównego decydenta. „Nie Daria Abramowicz, nie Maciej Ryszczuk — w pewnym momencie zaczęli się przekrzykiwać” — ocenił komentator.

    Nie jest to odosobniona opinia. Coraz więcej ekspertów i dziennikarzy wskazuje na potrzebę uporządkowania struktury zespołu i jasnego określenia kompetencji jego członków. Z kolei pierwszy trener tenisistki, Artur Szostaczko, zaproponował bardziej wyważone rozwiązanie. Zasugerował, że być może warto rozważyć ograniczenie współpracy z Daria Abramowicz, na przykład poprzez wspólne starty tylko w wybranych turniejach.

    Dyskusja wokół Iga Świątek nabiera więc coraz większej intensywności i wyraźnie pokazuje, że sytuacja wymaga przemyślanych decyzji. Jedno jest pewne — najbliższe tygodnie mogą okazać się kluczowe dla dalszego kierunku jej kariery oraz kształtu sztabu, który ma pomóc jej wrócić na najwyższy poziom.

  • Idze Świątek aż załamał się głos. I nagle takie słowa. “Przepraszam”

    Idze Świątek aż załamał się głos. I nagle takie słowa. “Przepraszam”

    Porażka Iga Świątek w drugiej rundzie Miami Open z Magda Linette wywołała u trzeciej rakiety świata ogromne emocje. Tuż po spotkaniu tenisistka stanęła przed kamerami Canal+ i w krótkiej rozmowie nie kryła rozczarowania swoim występem. W pewnym momencie było słychać, jak załamuje jej się głos.

    Polka niespodziewanie przegrała mecz wynikiem 6:1, 5:7, 3:6, mimo że rozpoczęła go w znakomitym stylu. Po pewnie wygranym pierwszym secie jej gra zaczęła się jednak załamywać, co sama przyznała w pomeczowej wypowiedzi.

    — W pewnym momencie całkowicie odeszłam od planu i zaczęłam podejmować złe decyzje. Niestety, ostatnio zdarza się to coraz częściej, dlatego czeka mnie dużo pracy, żeby się z tego wydostać. Moja dyspozycja na pewno nie jest teraz na odpowiednim poziomie — powiedziała.

    Świątek podkreśliła również, że dawno nie mierzyła się z tak trudnymi emocjami na korcie. — Nie pamiętam, kiedy ostatnio czułam coś takiego. To chyba pierwszy raz od kilku lat — dodała szczerze.

    Tenisistka nie ukrywała, że powrót do optymalnej formy nie będzie prosty. — Takie momenty się zdarzają i trzeba je przepracować. To nie stanie się z dnia na dzień. Zamierzam ciężko pracować, żeby znów poczuć pewność siebie i pozbyć się chaosu, który teraz towarzyszy mi podczas gry — tłumaczyła.

    Odniosła się także do samego przebiegu meczu, wskazując na elementy, które zadecydowały o zwycięstwie Linette. — Magda w drugim i trzecim secie lepiej serwowała, ale kluczowe było to, że ja popełniałam zbyt wiele błędów i podejmowałam złe decyzje. W tenisie wszystko zależy od obu stron — ona wykorzystała swoją szansę, a ja nie zagrałam wystarczająco dobrze — oceniła.

    Na zakończenie Świątek zdobyła się na bardzo osobiste wyznanie i przeprosiła za swój występ. — Trudno uznać ten mecz za krok do przodu. Jest ciężko i jedyne, co mogę zrobić, to dalej pracować, żeby się z tego podnieść. To nie jest tenis, jaki chcę pokazywać kibicom, dlatego przepraszam, że nie wyglądało to lepiej — powiedziała, wyraźnie poruszona.

    https://x.com/CANALPLUS_SPORT/status/2035002778846650803?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2035002778846650803%7Ctwgr%5E9d018fbc15f8f12d040aeaa11fbcfb01809d317f%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fpulsembed.eu%2Fp2em%2FLlfMd7jIo%2F

  • Widział, jak zachowywała się Abramowicz. Potężny cios: Kakofonia, zawsze musi dołożyć trzy grosze

    Widział, jak zachowywała się Abramowicz. Potężny cios: Kakofonia, zawsze musi dołożyć trzy grosze

    Sensacyjna porażka Iga Świątek z Magda Linette w drugiej rundzie Miami Open odbiła się szerokim echem w świecie tenisa. Eksperci nie mają wątpliwości, że w trakcie meczu w obozie liderki rankingu zabrakło klarownego przywództwa, a nadmiar komunikatów mógł tylko pogłębić chaos.

    Do niespodziewanego rozstrzygnięcia doszło w nocy z czwartku na piątek czasu polskiego. Świątek przegrała 6:1, 5:7, 3:6, odpadając z turnieju już po swoim pierwszym spotkaniu. To pierwszy taki przypadek od ponad czterech i pół roku, co tylko podkreśla skalę sensacji. Przed meczem mało kto zakładał, że 34-letnia Linette będzie w stanie odwrócić losy rywalizacji po przegranym pierwszym secie.

    A jednak poznanianka pokazała ogromną determinację i doświadczenie. Po słabszym początku wyraźnie poprawiła serwis i zaczęła lepiej wykorzystywać momenty zawahania rywalki. Z każdym kolejnym gemem rosła jej pewność siebie, co ostatecznie przełożyło się na jedno z najważniejszych zwycięstw w jej karierze.

    Zdaniem eksperta tenisowego Lech Sidor, zbyt mało mówi się o znakomitej postawie Linette, a zbyt dużo o słabszym występie Świątek. Podkreślił, że kluczowym elementem sukcesu była nie tylko poprawa serwisu, ale także spokój w jej boksie. W przeciwieństwie do sztabu Świątek, tam nie było nerwowych reakcji ani nadmiaru wskazówek.

    Sidor zwrócił szczególną uwagę na to, co działo się po drugiej stronie kortu. W trakcie meczu z trybun dochodziło wiele komunikatów jednocześnie – zarówno od trenerów, jak i członków sztabu. Daria Abramowicz aktywnie instruowała zawodniczkę, podobnie jak Maciej Ryszczuk oraz trener Wim Fissette. Zdaniem komentatora taka „kakofonia” mogła tylko zaszkodzić.

    Według Sidora w zespole powinna panować jasna hierarchia, a główną rolę w komunikacji z zawodniczką powinien odgrywać trener. Nadmiar wskazówek z różnych źródeł sprawił, że Świątek mogła poczuć się zagubiona i mieć problem z podjęciem właściwych decyzji w kluczowych momentach meczu.

    Na koniec ekspert zaznaczył, że przed Świątek czas refleksji i odbudowy – zarówno mentalnej, jak i fizycznej. Kluczowe będzie wyciągnięcie wniosków z tej porażki i uporządkowanie współpracy w sztabie. Jeśli to się uda, powrót do najwyższej formy powinien być tylko kwestią czasu.

  • Świątek na ustach Rosjan. Wszystko po historycznej porażce w Miami. “Co się z nią dzieje?”

    Świątek na ustach Rosjan. Wszystko po historycznej porażce w Miami. “Co się z nią dzieje?”

    Noc z 19 na 20 marca przyniosła wydarzenie, które wielu kibiców uznało za jedno z najbardziej zaskakujących w tym sezonie kobiecego tenisa. Iga Świątek odpadła z turnieju WTA Miami Open już w swoim pierwszym meczu, przegrywając z niżej notowaną Magda Linette. Sensacyjny wynik błyskawicznie obiegł świat i wywołał szeroką dyskusję w mediach, także poza Polską.

    Od pewnego czasu coraz częściej mówi się o kryzysie formy raszynianki. Jeszcze w poprzednim sezonie jej słabsze momenty objawiały się głównie niespodziewanymi porażkami w turniejach, w których była zdecydowaną faworytką. Mimo to potrafiła sięgać po wielkie sukcesy – na czele z triumfem w Wimbledon. Początek obecnego roku wygląda jednak znacznie mniej optymistycznie. Ćwierćfinały w Australian Open, w Dosze czy w Indian Wells to wyniki solidne, ale poniżej oczekiwań wobec zawodniczki tej klasy.

    Największe zaniepokojenie wywołał jednak jej występ w Miami. W pojedynku 1/32 finału przeciwko Magdzie Linette Świątek rozpoczęła bardzo dobrze, pewnie wygrywając pierwszego seta. W kolejnych partiach jej gra całkowicie się jednak rozsypała – zabrakło rytmu, pewności i kontroli nad przebiegiem meczu. Ostatecznie poniosła porażkę, która dla wielu obserwatorów była ogromnym zaskoczeniem.

    Nie dziwi więc, że sprawa odbiła się szerokim echem także za granicą. Rosyjski portal Sports.ru opublikował obszerną analizę obecnej sytuacji liderki polskiego tenisa. Dziennikarze wskazali kilka kluczowych problemów, które – ich zdaniem – wpływają na jej wyniki. Wśród nich wymieniono przede wszystkim brak stabilności w grze, wyraźny spadek formy, nadmierne analizowanie sytuacji na korcie oraz zatracenie swobody, która wcześniej była jednym z jej największych atutów.

    Zwrócono również uwagę na niepokojącą statystykę. Jeszcze od 2022 roku Świątek niezwykle rzadko przegrywała mecze po wygraniu pierwszego seta – zdarzało się to najwyżej dwa razy w sezonie. Tymczasem w ostatnich miesiącach takich porażek zanotowała już kilka, co może świadczyć o problemach mentalnych. Sama zawodniczka przyznała niedawno, że ma tendencję do nadmiernego analizowania, a ostatnio ten aspekt jeszcze się nasilił.

    Coraz więcej ekspertów na całym świecie podkreśla, że trudności Świątek przestają być chwilowym wahaniem formy, a zaczynają przypominać poważniejszy kryzys. Tym bardziej niepokojące jest to, że mimo licznych analiz wciąż brakuje jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, co dokładnie stoi za jej problemami.