Author: newuser

  • Kapitalny rewanż Świątek w Indian Wells! Świetna reakcja w drugim secie

    Kapitalny rewanż Świątek w Indian Wells! Świetna reakcja w drugim secie

    Iga Świątek wygrywa z Marią Sakkari w Indian Wells i awansuje do czwartej rundy

    Iga Świątek w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Indian Wells pokonała Marię Sakkari 6:3, 6:2, odgrywając się za niedawną porażkę w Dosze. W kolejnej rundzie Polka zmierzy się z Karoliną Muchową.

    Niecały miesiąc temu w ćwierćfinale turnieju w Dosze Świątek niespodziewanie przegrała z Greczynką 6:2, 4:6, 5:7. Była to duża sensacja, bo Sakkari, obecnie 34. w rankingu WTA, wcześniej ulegała Polce w czterech kolejnych pojedynkach.

    Świetna reakcja po początkowych problemach

    Początek meczu w Indian Wells był trudny dla Świątek – po długim pierwszym gemie została przełamana. Obroniła trzy break pointy, ale przy czwartym nie dała rady. Sakkari imponowała returnem i skuteczną defensywą, ratując się nawet w trudnych sytuacjach przy atakach Polki.

    Świątek próbowała narzucić swój styl gry, ale początkowo popełniała sporo błędów i wybierała nietrafione momenty na wejścia pod siatkę, co pozwoliło Greczynce prowadzić 2:0. Wtedy jednak Polka zareagowała znakomicie: uspokoiła grę, poprawiła precyzję uderzeń i wygrała trzy kolejne gemy z rzędu, w tym jedno przełamanie do zera. Jeden z jej returnów był tak mocny i celny, że Sakkari nie zdążyła nawet dotknąć piłki rakietą. Komentująca Joanna Sakowicz-Kostecka w Canal+ Sport nie kryła zachwytu: „Znakomicie!”.

    Od tego momentu Świątek kontrolowała przebieg pierwszego seta. W swoich serwisach straciła tylko jeden punkt, a Sakkari coraz częściej popełniała błędy pod presją. Polka ostatecznie zamknęła seta wynikiem 6:3. – Obóz Sakkari wydawał się nieco „przemotywowany”, podczas gdy sztab Igi zachowywał spokój – zauważył komentator Bartosz Ignacik.

    Kontrola gry w drugim secie

    Druga partia rozpoczęła się dobrze dla Świątek, która wyszła na prowadzenie 2:0 i miała szansę na podwójne przełamanie. Sakkari jednak zdołała się odbudować, serwując szybciej i wprowadzając zaskakujące zagrania, wyrównując na 2:2. Polka jednak nie straciła koncentracji i po kilku efektownych wymianach przełamała Greczynkę, m.in. popisując się agresywnym skrótem i precyzyjnym bekhendem po linii.

    Kluczowy okazał się piąty gem drugiego seta – od tego momentu Świątek grała jeszcze swobodniej, a Sakkari popełniała coraz więcej błędów. Polka spokojnie wykorzystała sytuację, kończąc spotkanie wynikiem 6:3, 6:2 po 86 minutach gry.

    Kolejna rywalka – Karolina Muchowa

    W czwartej rundzie w Indian Wells Świątek zmierzy się z Czeszką Karoliną Muchową (13. WTA), która pokonała w trzeciej rundzie Chorwatkę Antonię Ruzic 6:0, 6:3. Muchowa niedawno triumfowała w Dosze, a następnie wycofała się z turnieju w Dubaju. Dotychczas Świątek wygrała cztery z pięciu spotkań z Muchową.

  • Tak wygląda ranking WTA po meczu Świątek – Sakkari

    Tak wygląda ranking WTA po meczu Świątek – Sakkari

    Iga Świątek rozegrała już swój drugi mecz w tegorocznym turnieju w Indian Wells. W III rundzie Polka miała okazję do rewanżu za porażkę w ćwierćfinale w Dosze i wykorzystała ją w pełni, pokonując Marię Sakkari 6:3, 6:2. Wynik ten ma jednak ograniczony wpływ na sytuację Świątek w rankingu WTA, który wciąż pozostaje napięty. Jak wygląda czołówka zestawienia po tym meczu?

    Świątek awansuje dalej, ale musi uważać w rankingu
    Dzięki zwycięstwu Polka zwiększyła swój dorobek punktowy do 7318 i utrzymała drugą pozycję na światowych listach. Do prowadzącej Aryny Sabalenki traci jednak 2827 punktów, więc wyprzedzenie Białorusinki w tym turnieju jest niemożliwe. Sabalenka nadal pozostaje w grze i w niedzielę pewnie pokonała Rumunkę Jaqueline Cristian 6:4, 6:1, awansując do IV rundy.

    Sytuacja staje się ciekawsza za plecami Świątek. Teoretycznie Polka może stracić pozycję wiceliderki, jeśli dobrze zaprezentuje się Jelena Rybakina. Trzecia obecnie zawodniczka świata ma zaledwie 120 punktów mniej od Świątek. Wszystko rozstrzygnie najbliższy mecz Rybakiny z Martą Kostiuk — ewentualna wygrana Kazaszki zmniejszy dystans do zaledwie 65 punktów.

    TOP 10 rankingu WTA – kto goni Świątek
    Polce nie zagraża natomiast Coco Gauff, która niespodziewanie zakończyła udział w Indian Wells już w III rundzie. Amerykanka przy stanie 2:6, 0:2 zrezygnowała z dalszej gry z powodu kontuzji przedramienia, co oznacza, że na jej koncie pozostanie 6748 punktów. Świątek ma jeszcze szansę wyprzedzić piątą Jessicę Pegulę, ale wymagałoby to triumfu w całym turnieju. Pozostałe zawodniczki nie mają już matematycznych szans na zmianę układu w czołówce.

    Czołową dziesiątkę uzupełniają: Amanda Anisimova, Jasmine Paolini, Jelina Switolina, Victoria Mboko oraz obrończyni tytułu sprzed roku Mirra Andriejewa. W najlepszej „50” oprócz Świątek znalazły się jeszcze dwie Polki — Magdalena Fręch (37. miejsce) i Magda Linette (50.). Obie niestety zakończyły już udział w tegorocznym Indian Wells.

    Ranking WTA Live po meczu Świątek – Sakkari:
    • 1. Aryna Sabalenka (Białoruś) 10145 pkt
    • 2. Iga Świątek (Polska) 7318 pkt
    • 3. Jelena Rybakina (Kazachstan) 7198 pkt
    • 4. Coco Gauff (USA) 6748 pkt
    • 5. Jessica Pegula (USA) 6583 pkt
    • 6. Amanda Anisimova (USA) 6180 pkt
    • 7. Jasmine Paolini (Włochy) 4232 pkt
    • 8. Jelina Switolina (Ukraina) 3750 pkt
    • 9. Victoria Mboko (Kanada) 3256 pkt
    • 10. Mirra Andriejewa (Rosja) 3066 pkt
    • ———————-
    • 37. Magdalena Fręch (Polska) 1348 pkt
    • 50. Magda Linette (Polska) 1209 pkt

  • Andriejewa odpadła z Indian Wells! Rosjanka obrażona na cały świat

    Andriejewa odpadła z Indian Wells! Rosjanka obrażona na cały świat

    Iga Świątek miała rozpocząć swój mecz w Indian Wells w poniedziałek około godziny 23:00, jednak na trybunach i na korcie wydarzenia związane z Mirrą Andriejewą i Kateriną Siniakovą pokrzyżowały te plany. Rosjanka zniszczyła rakietę, zmarnowała okazję na zakończenie meczu w dwóch setach, a jej sztab szkoleniowy na kilkanaście minut zniknął z trybun. Spotkanie zakończyło się w kuriozalny sposób, a Siniakova po długiej walce wygrała 4:6, 7:6 (7:5), 6:3.

    Mirra Andriejewa rozpoczęła turniej WTA 1000 w Indian Wells w imponującym stylu. Broniąca tytułu 18-letnia Rosjanka w II rundzie pokonała 6:0, 6:0 trzy lata starszą Argentynkę Solanę Sierrę (65. WTA) w zaledwie 52 minuty. W III rundzie jej rywalką była Czeszka Katerina Siniakova (44. WTA), która wcześniej w Indian Wells wygrała dwa trzysetowe mecze z Amerykanką Sofią Kenin (45. WTA) i Kanadyjką Leylah Fernandez (27. WTA).

    Początek meczu był zaskakujący. Siniakova objęła prowadzenie 3:0, dwukrotnie przełamując Rosjankę. Andriejewa szybko odrobiła jedno przełamanie, ale po sześciu gemach przegrywała 2:4. Następnie rozpoczął się niezwykły zwrot akcji – Rosjanka wygrała cztery gemy z rzędu.

    Przy stanie 5:4 dla Andriejewej Czeszka serwowała, by przedłużyć seta. Po dwóch błędach Siniakovej prowadziła 15:40. Pierwszą piłkę setową obroniła efektownym winnerem z forhendu przy siatce, jednak przy drugiej Rosjanka zagrała mocny return, a Czeszka popełniła błąd z bekhendu, oddając seta Rosjance.

    W drugim secie Andriejewa od razu została przełamana do zera, a chwilę później kłóciła się z sędzią o to, że nie zawsze była gotowa na czas na odbiór serwisu. Po jednym z gemów narzekała na zachowanie rywalki, ale szybko odrobiła straty i celebrowała kolejne udane akcje. Widoczne było napięcie między zawodniczkami.

    Andriejewa wygrała kluczowy trzeci gem przy własnym podaniu, broniąc dwa break pointy. Prowadziła 2:1, 40:0 i wydawało się, że zmierza po zwycięstwo, jednak zmarnowała cztery kolejne szanse na przełamanie i sama została przełamana, przegrywając 2:3. Chwilę później odzyskała przewagę, ale seria siedmiu przegranych punktów z rzędu sprawiła, że przegrywała 4:5. Siniakova serwowała na zwycięstwo w secie, ale przegrała gema do zera.

    Tie-break w drugiej partii zakończył się zwycięstwem Czeszki 7:5, po fatalnym drajwie wolejowym Rosjanki przy siatce. Andriejewa w frustracji uderzyła rakietą o kort i ją zniszczyła.

    Decydujący set był bardzo wyrównany. Andriejewa prowadziła 3:2 po przełamaniu, ale nagle straciła formę, przegrywając cztery gemy z rzędu. Spotkanie zakończyło się kuriozalnie – po bekhendzie Siniakovej piłka odbiła się od taśmy i wpadła po stronie Rosjanki, która nawet nie ruszyła się do odbioru.

    „Od kilku miesięcy bardzo niepokojąco wygląda gra Mirry Andriejewej. Problem nie dotyczy samego tenisa, lecz autodestrukcyjnych zachowań pełnych złości i frustracji. To wymaga szybkiej interwencji” – komentował Maciej Łuczak z Canal+ na X.

    W 1/8 finału Siniakova zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Elina Switolina (Ukraina, 9. WTA) – Ashlyn Krueger (USA, 82. WTA).

    Wynik III rundy Indian Wells: Mirra Andriejewa – Katerina Siniakova 6:4, 6:7 (5:7), 3:6

  • Świątek czekała w tunelu, trwał dramat Andriejewej. Wulgarne krzyki Rosjanki po meczu

    Świątek czekała w tunelu, trwał dramat Andriejewej. Wulgarne krzyki Rosjanki po meczu

    Triumf Mirra Andriejewa w zeszłorocznym turnieju Indian Wells Open był sporym zaskoczeniem dla tenisowego świata, choć młoda Rosjanka przyjechała do Kalifornii w świetnej formie – chwilę wcześniej wygrała przecież turniej Dubai Tennis Championships. W Indian Wells dokonała jednak czegoś jeszcze bardziej imponującego, pokonując po drodze takie gwiazdy jak Elena Rybakina, Elina Switolina, Iga Świątek oraz Aryna Sabalenka. Trudno wyobrazić sobie bardziej wymagającą drogę do tytułu.

    Dzięki tamtym sukcesom wielu ekspertów zaczęło otwarcie mówić o Andriejewej jako przyszłej liderce światowego rankingu. I to wcale nie w odległej przyszłości. Latem młoda tenisistka awansowała nawet na piąte miejsce w zestawieniu WTA. Później jednak jej forma wyraźnie spadła – jesień była dla niej rozczarowująca, a w końcówce sezonu w ostatniej chwili straciła szansę na awans do prestiżowego turnieju WTA Finals.

    Nowy sezon zaczęła już znacznie lepiej. Na początku roku sięgnęła po tytuł w Adelaide International. W Dubaju nie udało się jej jednak obronić trofeum – odpadła w ćwierćfinale po minimalnej porażce z Amanda Anisimova w bardzo wyrównanym i widowiskowym spotkaniu.

    Do Kalifornii przyjechała więc z nadzieją na udaną obronę punktów. W pierwszym meczu w Indian Wells rozbiła Solana Sierra w zaledwie 50 minut. Kolejną rywalką była jednak Kateřina Siniaková – wybitna deblistka, obecnie jedna z najlepszych zawodniczek świata w tej specjalności. W singlu Czeszka zwykle ustępuje jednak czołowym tenisistkom i wydawało się, że Rosjanka powinna sobie z nią poradzić.

    Niespodziewany początek meczu

    Spotkanie zaplanowano na korcie Stadium 1 jako drugie w kolejności, tuż po meczu Novak Djoković. Serb rozegrał jednak trzysetowe spotkanie, które znacznie się przedłużyło. W kolejce do gry czekała już także Iga Świątek, która miała później zmierzyć się z Maria Sakkari.

    Sam mecz rozpoczął się sensacyjnie. Siniaková bardzo dobrze weszła w spotkanie i szybko objęła prowadzenie 3:0, a po sześciu gemach było już 4:2 dla Czeszki. Obie zawodniczki musiały walczyć nie tylko ze sobą, lecz także z silnym wiatrem, który utrudniał kontrolę nad piłką.

    Z czasem Andriejewa zaczęła jednak grać znacznie lepiej. Przejęła inicjatywę i wygrała cztery kolejne gemy, odwracając losy pierwszego seta. Jednocześnie zaczęła bardzo ekspresyjnie okazywać radość po wygranych akcjach, co nie spodobało się Siniakovej. Czeszka kilkakrotnie zgłaszała swoje uwagi sędzi prowadzącej mecz – Jennifer Zhang.

    Coraz większa frustracja

    Druga partia przyniosła jeszcze więcej emocji, ale także chaosu. Pierwsze trzy gemy trwały aż 23 minuty. W jednym z nich Andriejewa po niezwykle długiej wymianie – liczącej aż 22 uderzenia – w końcu przełamała rywalkę i głośno krzyknęła z radości.

    Nie potrafiła jednak utrzymać przewagi. Siniaková szybko odrobiła straty, a końcówka seta przerodziła się w prawdziwy pokaz frustracji młodej Rosjanki. Po własnych błędach uderzała pięścią w nogę, waliła rakietą o kort, a w jednym z momentów z całej siły posłała piłkę w bandę reklamową.

    Kulminacja nastąpiła w tie-breaku. Gdy przy piłce setowej wyrzuciła piłkę poza kort, wpadła w furię – zaczęła uderzać rakietą o nawierzchnię najpierw za linią końcową, a później przy ławce zawodniczek. W końcu sprzęt nie wytrzymał i rakieta została złamana. Zaskoczona Siniaková tylko patrzyła na tę scenę, a Andriejewa otrzymała ostrzeżenie od sędzi.

    Reakcja sztabu była natychmiastowa. Trenerka Rosjanki, Conchita Martinez, wraz z innymi członkami zespołu oraz matką zawodniczki na chwilę opuściła boks. Hiszpanka wróciła dopiero po kilku gemach decydującej partii.

    Decydujący set i sensacyjny finał

    Trzecia odsłona rozpoczęła się obiecująco dla Andriejewej, która jako pierwsza zdobyła przełamanie i wyszła na prowadzenie 3:2. Później jednak całkowicie straciła rytm. Siniaková najpierw odrobiła stratę, a następnie przełamała Rosjankę jeszcze raz.

    Czeszka prowadziła już 5:3 i serwowała po zwycięstwo oraz awans do czwartej rundy. Andriejewa próbowała jeszcze ratować sytuację, grając bardzo ryzykownie. Wywalczyła kilka break pointów, ale nie potrafiła ich wykorzystać.

    W końcu to Siniaková doczekała się piłki meczowej. Ostatnia akcja była niezwykle dramatyczna – piłka po uderzeniu Czeszki spadła na taśmę i po chwili przetoczyła się na stronę Rosjanki. Mecz zakończył się wynikiem 4:6, 7:6(5), 6:3 dla Czeszki.

    Nerwowa reakcja po meczu

    Po ostatniej piłce publiczność wygwizdała Andriejewą. Schodząc z kortu, 18-letnia tenisistka nie potrafiła ukryć emocji i – według relacji obecnych na miejscu dziennikarzy – krzyczała w stronę trybun wulgarne słowa.

    Dla Siniakovej było to jedno z najcenniejszych zwycięstw w singlu w ostatnim czasie. W walce o ćwierćfinał turnieju w Indian Wells Czeszka zmierzy się teraz ze zwyciężczynią meczu między Elina Switolina a Ashlyn Krueger.

    https://x.com/christianscourt/status/2031149865116328405?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2031149865116328405%7Ctwgr%5E33d1e43ad375acc647b40dc19a633fa96c47790d%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Ftenis%2Fnews-swiatek-czekala-w-tunelu-trwal-dramat-andriejewej-wulgarne-knId22628122

  • Trwa seria “Zmory Świątek” w Indian Wells. Trzy sety. To połówka Polki

    Trwa seria “Zmory Świątek” w Indian Wells. Trzy sety. To połówka Polki

    Pojedynek Igi Świątek z Marią Sakkari był dla polskich kibiców najważniejszym wydarzeniem poniedziałkowego programu turnieju w Indian Wells. W kalifornijskiej imprezie nie brakowało jednak także innych interesujących starć. Jednym z nich było spotkanie Jessiki Peguli z Jeleną Ostapenko, które zapowiadało się niezwykle ciekawie. Amerykanka prezentuje w tym sezonie znakomitą dyspozycję – przegrała dotąd tylko dwa mecze, a niedawno triumfowała w Dubaju. Z kolei Łotyszka potrafi grać znakomicie, szczególnie gdy po drugiej stronie siatki stoi Iga Świątek. Zdarza się jednak, że jej wysoka forma pojawia się również w innych spotkaniach.

    W Indian Wells Ostapenko w ostatnich latach nie radziła sobie najlepiej – w czterech poprzednich edycjach nie była w stanie wygrać dwóch meczów z rzędu. W poniedziałek miała jednak doskonałą okazję, by zakończyć tę niekorzystną serię. W starciu z Pegulą prowadziła już 6:4 i 3:1, a jej gra momentami wyglądała imponująco.

    W poniedziałkowych spotkaniach trzeciej rundy turnieju WTA 1000 rywalizowały zawodniczki z dolnej połowy drabinki – tej samej, w której znajduje się Iga Świątek, rozstawiona z numerem drugim. Jeszcze po losowaniu wskazywano kilka tenisistek, które potencjalnie mogą zagrozić Polce w drodze do finału. Wśród nich wymieniano Jelenę Rybakinę, Mirrę Andriejewą, Elinę Switolinę oraz Jessicę Pegulę. W tym gronie mogłaby znaleźć się także Ostapenko – jej bilans 6:0 w meczach ze Świątek sprawił, że wielu kibiców nadało jej przydomek „zmory Polki”. Na ewentualny pojedynek z liderką polskiego tenisa musiałaby jednak poczekać aż do półfinału, a wcześniej pokonać kilka bardzo wymagających rywalek.

    Pierwszą z nich była właśnie Pegula, która w tym sezonie wygrała 13 z 15 rozegranych spotkań. Sposób na Amerykankę znalazły dotąd jedynie Marta Kostiuk w półfinale turnieju w Brisbane oraz Jelena Rybakina w półfinale Australian Open.

    Już w pierwszym secie kluczowe okazało się jedno przełamanie. Gdy Ostapenko jest w pełni skoncentrowana na grze, nie wdaje się w dyskusje z sędzią i potrafi utrzymać stabilny serwis, jest w stanie pokonać właściwie każdą zawodniczkę w tourze. Tego dnia jej podanie funkcjonowało bardzo dobrze, przynajmniej w początkowej fazie spotkania. Pegula, która uchodzi za jedną z najlepszych tenisistek w tourze pod względem returnu, chwilami była bezradna. Nawet przy drugim serwisie rywalki zdobyła w pierwszym secie zaledwie trzy punkty.

    Po niespełna 39 minutach gry Ostapenko prowadziła 6:4. Łotyszka grała momentami wręcz fenomenalnie. Wprawdzie popełniła aż 11 niewymuszonych błędów, ale ryzykowała bardzo dużo i miała aż 16 uderzeń kończących. Pegula zagrała solidnie – w tej partii popełniła zaledwie trzy niewymuszone błędy – jednak nie była w stanie powstrzymać rozpędzonej rywalki.

    Druga odsłona rozpoczęła się od kolejnego mocnego uderzenia Ostapenko. Łotyszka od razu przełamała Amerykankę i kontynuowała agresywną grę. Zepchnęła Pegulę do defensywy, zaczynała akcje środkiem kortu, a później rozrzucała piłki po liniach. Wydawało się, że całkowicie kontroluje wydarzenia na korcie.

    Pegula była wyraźnie poirytowana jeszcze pod koniec pierwszego seta, ale z czasem przyjęła inną strategię – postanowiła cierpliwie czekać na moment słabości rywalki. Pytanie brzmiało tylko, czy taki moment w ogóle nadejdzie.

    W końcu się pojawił. Gdy mecz trwał około godziny, Amerykanka wypracowała break point na 3:3, jednak w długiej wymianie pomyliła się o centymetry. Chwilę później Ostapenko popełniła jednak dwa błędy z rzędu – najpierw z forhendu, potem z bekhendu – i wynik się wyrównał. Pegula natychmiast wykorzystała zmianę momentum i wygrała trzy kolejne gemy. W sumie – licząc przełamanie na początku trzeciego seta – nawet cztery.

    Łotyszka zaczęła się denerwować, jej gra straciła wcześniejszą precyzję. Pegula natomiast złapała rytm. W drugim secie popełniła tylko dwa niewymuszone błędy i pewnie odwróciła losy tej partii, wygrywając 6:3.

    Decydujący set rozpoczął się od przełamania Amerykanki, choć chwilę później sama je straciła. Spotkanie falowało – obie tenisistki miały swoje lepsze momenty – ale w dużej mierze wynik zależał od dyspozycji Ostapenko. Gdy tylko zaczynała popełniać błędy, Pegula natychmiast wykorzystywała okazję. Amerykance pomagał również serwis – już na początku trzeciej partii miała na koncie ponad dziesięć asów.

    Kluczowy moment nastąpił prawdopodobnie w piątym gemie trzeciego seta. Ostapenko prowadziła 30:0, lecz w kolejnej wymianie piłka po uderzeniu Peguli zahaczyła o taśmę i spadła po stronie Łotyszki. Ten pechowy moment wyraźnie ją wytrącił z równowagi. Przegrała gema, zaczęła okazywać frustrację i gestykulować w kierunku swojego boksu.

    Pegula natychmiast to wykorzystała. Piąta rakieta świata podwyższyła prowadzenie na 4:2, a później spokojnie kontrolowała przebieg końcówki spotkania. Ostatecznie triumfowała 4:6, 6:3, 6:2.

    Dla Amerykanki było to już szóste zwycięstwo w szóstym trzysetowym meczu w tym sezonie. Ostapenko natomiast nie zdołała przełamać swojej niekorzystnej passy w Indian Wells. W 2021 roku dotarła tu do półfinału, w którym przegrała z Wiktorią Azarenką, ale w czterech kolejnych edycjach wygrała tylko jedno spotkanie. Tym razem była bardzo blisko poprawienia tego bilansu – jednak ostatecznie znów zakończyła rywalizację z zaledwie jednym zwycięstwem.

  • 6:0 u Muchovej. Rewelacja z Dubaju odpada. Znamy ew. rywalkę Świątek w 4. rundzie

    Na poniedziałek czasu lokalnego zaplanowano mecze trzeciej rundy dolnej części drabinki turnieju WTA 1000 w Indian Wells. Zanim na korcie centralnym doszło do spotkania Igi Świątek z Marią Sakkari, poznaliśmy potencjalną rywalkę zwyciężczyni tego pojedynku w 1/8 finału. Wyłonił ją mecz na Stadium 4, w którym zmierzyły się mistrzyni tysięcznika w Dosze, Karolina Muchova, oraz Chorwatka Antonia Ruzic. Po 70 minutach rywalizacji wszystko stało się jasne.

    W poprzednim sezonie Iga Świątek i Karolina Muchova spotkały się w czwartej rundzie WTA 1000 w Indian Wells. Polka rozgromiła wówczas Czeszkę, wygrywając 6:1, 6:1. Tegoroczne losowanie sprawiło, że obie zawodniczki mogły ponownie zmierzyć się w tej samej fazie turnieju. Dzisiaj stawką była walka o awans do najlepszej „16”. Jako pierwsza na kort wyszła tenisistka z Ołomuńca.

    Mecz rozpoczął się tuż po godzinie 19:00 czasu polskiego, a przeciwniczką Muchovej była Antonia Ruzic – zawodniczka, która w ostatnich tygodniach stała się niespodziewanie głośna po udanym występie w Dubaju. Chorwatka awansowała tam do ćwierćfinału mimo porażki w pierwszej rundzie kwalifikacji, co dało jej ponad 200 punktów do rankingu, a obecnie zajmuje 57. miejsce. W Indian Wells Ruzic wyeliminowała już m.in. Qinwen Zheng. Faworytką poniedziałkowego starcia była jednak zdecydowanie triumfatorka tysięcznika w Dosze.

    Spotkanie rozpoczęło się od serwisu Ruzic, ale już od pierwszego gema doszło do przełamania na korzyść Muchovej. Czeszka wykorzystała drugiego break pointa i wyszła na prowadzenie. W kolejnym gemie Karolina obroniła stan 15-30 przy własnym podaniu i podwyższyła wynik na 2:0. Muchova kontynuowała dominację, a piąte rozdanie mogło przynieść Chorwatce pierwsze „oczko”, jednak doszło do kolejnego przełamania dla Czeszki. Przy stanie 5:0 Muchova serwowała po wygraną w secie i pewnie zamknęła pierwszą partię, tracąc tylko jeden punkt przy własnym podaniu – końcowy wynik seta brzmiał 6:0.

    Początek drugiego seta miał kluczowe znaczenie dla dalszego przebiegu meczu. Ruzic obroniła dwa break pointy, co dodało jej pewności siebie, ale Muchova szybko odrobiła straty. W szóstym gemie Czeszka musiała gonić wynik od stanu 0-30, jednak zbudowała serię punktową, która pozwoliła jej utrzymać prowadzenie także w kolejnym gemie. Przy stanie 4:3 Karolina wypracowała trzy break pointy z rzędu, a przy ostatniej okazji Antonia trafiła w siatkę, co przesądziło o przełamaniu. Chorwatka nie była już w stanie odwrócić losów pojedynku, a Muchova kontrolowała grę do końca, wygrywając kolejne dwa gemy. Po 70 minutach triumfatorka turnieju w Dosze zwyciężyła 6:0, 6:3. W 1/8 finału zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Igi Świątek z Marią Sakkari.

  • Maria Sakkari zatrzymała Igę Świątek. To był koniec dla Polki, nie mogła obronić tytułu

    Maria Sakkari zatrzymała Igę Świątek. To był koniec dla Polki, nie mogła obronić tytułu

    Już 9 marca około godziny 22:00 czasu polskiego Iga Świątek zmierzy się z Marią Sakkari w meczu trzeciej rundy turnieju Indian Wells Open. W ubiegłym sezonie Polka dotarła w Kalifornii aż do półfinału, gdzie zatrzymała ją będąca w znakomitej formie Mirra Andriejewa. Tym razem jednak przed wiceliderką światowego rankingu stoi kolejne trudne wyzwanie, bo Greczynka znów prezentuje bardzo solidną dyspozycję. W historii ich pojedynków jest jedno spotkanie, które szczególnie zapadło w pamięć polskim kibicom — i niestety nie zakończyło się ono pomyślnie dla Świątek. Wtedy straciła szansę na obronę ważnego tytułu.

    Wszystko zaczęło się od przełomowego momentu w karierze Polki. W 2020 roku Świątek zaskoczyła tenisowy świat, triumfując w turnieju French Open. W finale pokonała Amerykankę Sofia Kenin 6:4, 6:1 i została pierwszą Polką w historii, która zdobyła wielkoszlemowy tytuł w singlu. Rok później przyjechała do Paryża jako obrończyni trofeum, licząc na powtórzenie spektakularnego sukcesu. Jej marsz po kolejne zwycięstwa zatrzymała jednak właśnie Sakkari.

    Ćwierćfinał Roland Garros 2021 – bolesna lekcja dla Świątek

    Po znakomitym triumfie w 2020 roku Świątek ponownie prezentowała się bardzo dobrze podczas kolejnej edycji French Open. W drodze do ćwierćfinału pokonała kilka wymagających rywalek. Najpierw wygrała z przyjaciółką Kaja Juvan, następnie z Rebecca Peterson, później z Anett Kontaveit, a w czwartej rundzie okazała się lepsza od Marta Kostiuk.

    Dopiero w ćwierćfinale trafiła na Sakkari. Greczynka rozegrała wtedy jedno z najlepszych spotkań w swojej karierze. W wielu elementach gry była skuteczniejsza od Polki i potrafiła wykorzystać kluczowe momenty meczu. Ostatecznie wygrała 6:4, 6:4, eliminując Świątek z turnieju i odbierając jej możliwość obrony tytułu.

    Tamta porażka nie zatrzymała jednak rozwoju Polki. W kolejnych latach udowodniła, że jej triumf w Paryżu nie był przypadkiem. Świątek jeszcze trzy razy triumfowała w finale French Open, umacniając swoją pozycję w światowej czołówce.

    Kolejne starcie Świątek i Sakkari. Greczynka znów groźna

    W ostatnich sezonach Sakkari przeżywała trudniejszy okres. Często odpadała z turniejów na wczesnym etapie i długo nie mogła odnaleźć najwyższej formy. Ostatnio jednak w jej grze widać wyraźną poprawę. Co więcej, niedawno była bardzo blisko kolejnego zwycięstwa nad Świątek na kortach twardych.

    Do takiej sytuacji doszło w turnieju w Dosze podczas Qatar Open. Polka rozpoczęła spotkanie znakomicie i wygrała pierwszego seta, oddając rywalce zaledwie dwa gemy. W kolejnych partiach jej gra jednak wyraźnie straciła płynność, co wykorzystała Sakkari. Greczynka odwróciła losy pojedynku i ostatecznie awansowała do półfinału, w którym przegrała z późniejszą triumfatorką turnieju — Karolína Muchová.

    To może być dla Świątek sygnał ostrzegawczy przed kolejną konfrontacją. Z jednej strony Polka ma bardzo dobre wspomnienia z Indian Wells Open — triumfowała tu w 2022 i 2024 roku, a w obu finałach pokonała właśnie Sakkari. Z drugiej strony Greczynka wyraźnie odzyskała pewność siebie i będzie chciała udowodnić, że znów należy do ścisłej światowej czołówki.

    Ich najbliższy pojedynek w Kalifornii zapowiada się więc niezwykle interesująco. Początek spotkania zaplanowano na godzinę 22:00 czasu polskiego.

  • Iga Świątek wpakowała się w bagno. Sama to przyznała

    Iga Świątek wpakowała się w bagno. Sama to przyznała

    Powrót Igi Świątek na kort po kilkutygodniowej przerwie przyniósł zwycięstwo, ale jednocześnie pozostawił kilka znaków zapytania. Polka pokonała Kayla Day 6:0, 7:6 w drugiej rundzie turnieju Indian Wells Open, jednak po spotkaniu sama przyznała, że momentami znalazła się w trudnej sytuacji. – Najbardziej cieszy mnie to, że wyszłam z bagna, w które sama się wpakowałam – powiedziała po meczu.

    Choć wynik wygląda pewnie, przebieg spotkania był znacznie bardziej skomplikowany.

    Kontrast między setami

    Pierwsza partia trwała zaledwie 28 minut i była niemal perfekcyjna w wykonaniu wiceliderki światowego rankingu. Świątek zagrała wtedy bardzo ofensywnie i skutecznie – zanotowała aż 16 uderzeń kończących przy zaledwie siedmiu niewymuszonych błędach. Amerykanka praktycznie nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki, a set zakończył się błyskawicznym wynikiem 6:0.

    Druga odsłona wyglądała jednak zupełnie inaczej. Trwała aż 70 minut, a gra Polki straciła stabilność. Co prawda Świątek ponownie zanotowała 16 winnerów, ale liczba niewymuszonych błędów wzrosła do aż 18. Szczególnie widoczne były problemy przy własnym podaniu – element gry, który już wcześniej sprawiał jej najwięcej trudności.

    Był to pierwszy mecz Polki od niemal miesiąca. Od 12 lutego do początku marca nie brała udziału w turniejach, decydując się na przerwę od rywalizacji. Ten czas miała poświęcić na odpoczynek i trening. Przed startem w Kalifornii przyznała w rozmowie z Bartoszem Ignacikiem z Canal+, że skupiała się przede wszystkim na stabilności gry.

    – Pracowałam nad tym, żeby lepiej wytrzymywać dłuższe wymiany i dłużej utrzymywać solidny poziom, zamiast zbyt szybko przyspieszać i ryzykować. Zawsze opierałam swoją grę na stabilności, a w ostatnich miesiącach trochę mi to uciekło – tłumaczyła.

    Mniej meczów niż zwykle

    Początek sezonu 2026 wyglądał u Świątek inaczej niż w poprzednich latach. W styczniu i lutym rozegrała tylko 13 spotkań, z których wygrała dziewięć. Rok wcześniej w analogicznym okresie miała na koncie aż 18 meczów i zdecydowanie lepszą dynamikę startu sezonu.

    Polka od dawna zwraca uwagę na zbyt napięty kalendarz turniejowy. Tym razem nie poprzestała na słowach – zdecydowała się zrezygnować z jednego z turniejów, wycofując się z rywalizacji w Dubaju.

    Problemy z serwisem znów wróciły

    W starciu z Day ponownie ujawnił się największy problem Świątek z ostatnich miesięcy – niestabilny serwis. Nawet w pierwszym secie, wygranym 6:0, jej własne gemy serwisowe nie przychodziły tak łatwo jak te przy podaniu rywalki.

    Druga partia szybko zamieniła się w prawdziwą walkę o przetrwanie.

    przy stanie 6:0 Świątek przegrała swojego pierwszego gema serwisowego w drugim secie

    przy wyniku 6:0, 0:2 przegrywała już 0:40 przy własnym podaniu, ale zdołała odrobić straty

    przy stanie 6:0, 1:3 ponownie znalazła się w sytuacji 0:40 i tym razem została przełamana

    W efekcie Polka przegrywała już 1:5 i znalazła się w bardzo trudnej sytuacji.

    Spokój zamiast paniki

    W kluczowym momencie Świątek zachowała jednak zimną krew. Po jednym z podwójnych błędów serwisowych rzuciła kilka ostrych słów pod swoim adresem, a realizator transmisji długo pokazywał na trybunach jej psycholożkę Daria Abramowicz. W pobliżu siedział również trener Wim Fissette.

    Żadne wskazówki jednak nie padły. Członkowie sztabu pozwolili zawodniczce samodzielnie poradzić sobie z kryzysem.

    Świątek zaczęła grać spokojniej, ograniczyła ryzyko i przestała podejmować nieprzygotowane ataki. Dzięki temu zmniejszyła liczbę błędów i stopniowo odzyskała kontrolę nad meczem. Kluczowe było też ustabilizowanie serwisu – od stanu 1:5 Amerykanka nie miała już ani jednej okazji na przełamanie.

    Statystyki, które niepokoją

    Choć zwycięstwo cieszy, pewne liczby pozostawiają powody do niepokoju. Zawodniczka znajdująca się pod koniec drugiej setki rankingu WTA wypracowała aż 13 breakpointów w dwusetowym meczu, z których dwa wykorzystała.

    Jeszcze bardziej wymowne są statystyki całego sezonu. W 13 rozegranych meczach w 2026 roku Świątek była przełamywana aż 44 razy, co daje średnio ponad trzy straty serwisu na spotkanie.

    Najwięcej problemów sprawiały jej pojedynki z:

    Eva Lys – 7 przełamań

    Coco Gauff – 5 przełamań

    Belinda Bencic – 6 przełamań

    Maria Sakkari – 5 przełamań

    Elena Rybakina – 4 przełamania

    Kontrast z Wimbledonem

    Tak duża liczba przełamań kontrastuje z turniejem Wimbledon Championships w 2025 roku, który Świątek wygrała. W siedmiu meczach straciła tam serwis zaledwie sześć razy, czyli średnio niecały raz na spotkanie.

    Podczas tamtego turnieju jej podanie było jednym z największych atutów. W pojedynku z Veronika Kudermetova czy Danielle Collins nie dała się przełamać ani razu. W finale turnieju w Rzymie 2024 przeciwko Aryna Sabalenka obroniła wszystkie siedem breakpointów.

    Wtedy potrafiła przy najważniejszych punktach serwować z prędkością przekraczającą 190 km/h, co było wyraźnym pokazem pewności siebie i dominacji.

    Kolejne wyzwanie już czeka

    Na razie Świątek musi zmagać się z niestabilną formą i falującą grą. Mecz z Day nie przyniósł odpowiedzi na wszystkie pytania, ale pokazał, że Polka potrafi zachować spokój w trudnych momentach.

    Teraz przed nią jednak znacznie trudniejsze wyzwanie. W trzeciej rundzie turnieju w Indian Wells zmierzy się ponownie z Marią Sakkari, z którą niedawno przegrała w ćwierćfinale w Dosze.

    To właśnie po tamtym spotkaniu zdecydowała się na przerwę w startach. Teraz okaże się, czy czas poświęcony na trening pozwoli jej wrócić na poziom, który w ostatnich latach uczynił ją jedną z dominujących postaci światowego tenisa.

  • Andriejewa opowiedziała o relacjach z trenerką. “Mści się, gdy nie ma kamer”

    Andriejewa opowiedziała o relacjach z trenerką. “Mści się, gdy nie ma kamer”

    18-letnia Mirra Andriejewa zajmuje obecnie ósme miejsce w światowym rankingu WTA i pozostaje najmłodszą tenisistką w czołowej dziesiątce zestawienia. Od kwietnia 2024 roku nad jej rozwojem czuwa była znakomita hiszpańska tenisistka Conchita Martinez, triumfatorka Wimbledon Championships z 1994 roku. Współpraca obu pań przyniosła bardzo szybkie efekty – młoda Rosjanka w krótkim czasie wskoczyła na wyższy poziom sportowy i zaczęła regularnie walczyć o największe trofea.

    Już w 2024 roku Andriejewa dotarła do półfinału French Open, a w kolejnym sezonie dołożyła dwa ćwierćfinały turniejów wielkoszlemowych. Do tego triumfowała dwukrotnie w imprezach rangi WTA 1000, stając się najmłodszą tenisistką w historii, której udało się osiągnąć taki wynik. Nic więc dziwnego, że współpraca z Martinez uznawana jest za jedną z najbardziej udanych w ostatnich latach w kobiecym tourze.

    Żarty na konferencjach i… „rewanż” poza kamerami

    Relacja między zawodniczką a trenerką nie ogranicza się jednak tylko do pracy na korcie. Andriejewa często pozwala sobie na humorystyczne komentarze pod adresem swojej szkoleniowczyni, zwłaszcza podczas pomeczowych rozmów z mediami.

    Podczas konferencji prasowej przed meczem z Katerina Siniaková w turnieju Indian Wells Open Rosjanka została zapytana, czy Martinez kiedykolwiek „odpłaca się” jej za te żarty.

    – Myślę, że dzięki mediom wiele mi uchodzi na sucho – przyznała z uśmiechem. – Ale zdecydowanie potrafi się „zemścić”, kiedy nie ma wokół kamer ani dziennikarzy. Zawsze znajduje sposób, żeby się odegrać. Ja po prostu staram się wybierać odpowiedni moment na żarty – wtedy, gdy wiem, że wszystko jest nagrywane i ogląda to wiele osób. Ona jednak nigdy nie przepuści okazji, żeby mi się odwdzięczyć – powiedziała Andriejewa.

    Przykład z Adelajdy

    Jedną z takich sytuacji była konferencja prasowa podczas turnieju w Adelaide International na początku sezonu. Andriejewa została wówczas zapytana, dlaczego tak długo czekała na swój pierwszy start w tej imprezie.

    – Szczerze? To moja trenerka podejmuje złe decyzje – zażartowała tenisistka, wskazując na Martinez.

    Żart najwyraźniej przyniósł szczęście, bo Rosjanka ostatecznie wygrała cały turniej.

    Możliwy rewanż Świątek

    Teraz Andriejewa przygotowuje się do spotkania z Siniakovą w Indian Wells. Jeśli awansuje dalej, może trafić w ćwierćfinale na Iga Świątek. Dla Polki byłaby to okazja do rewanżu za ubiegłoroczną porażkę w półfinale kalifornijskiej imprezy, gdy przegrała z Rosjanką 6:7, 6:1, 3:6.

    Ewentualne starcie zapowiada się niezwykle interesująco – zarówno ze względu na sportową formę Andriejewej, jak i jej błyskawiczny rozwój pod okiem doświadczonej Martinez.

  • Co za słowa Osaki o Wiktorowskim. Tak oceniła współpracę z Polakiem

    Co za słowa Osaki o Wiktorowskim. Tak oceniła współpracę z Polakiem

    Współpraca Naomi Osaka z polskim trenerem Tomasz Wiktorowski trwa dopiero od kilku miesięcy, ale już zdążyła przynieść pierwsze interesujące efekty. Japońska tenisistka opowiedziała niedawno o swojej relacji z byłym szkoleniowcem Agnieszka Radwańska i Iga Świątek, zdradzając przy tym kilka ciekawych szczegółów dotyczących ich codziennej pracy.

    Nowy rozdział po rozstaniu z Mouratoglou

    Latem 2025 roku Osaka zdecydowała się zakończyć współpracę z renomowanym trenerem Patrick Mouratoglou. Niewiele później ogłoszono, że czterokrotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych rozpoczyna treningi pod okiem Tomasza Wiktorowskiego. Polak w przeszłości odnosił duże sukcesy w pracy z Radwańską, a w ostatnich latach współtworzył również triumfy Igi Świątek.

    Pierwsze miesiące wspólnej pracy przyniosły obiecujące rezultaty. Osaka dotarła między innymi do półfinału US Open, a podczas turnieju w Montrealu awansowała aż do finału, w którym musiała uznać wyższość kanadyjskiej tenisistki Victoria Mboko.

    „Jest o wiele zabawniejszy, niż myślałam”

    Podczas występu w Indian Wells Open japońska zawodniczka udzieliła wywiadu Joanna Sakowicz-Kostecka, w którym opowiedziała o kulisach współpracy z polskim szkoleniowcem. Przyznała, że Wiktorowski zaskoczył ją swoim poczuciem humoru.

    – Jest bardzo zabawny. Zupełnie się tego nie spodziewałam, bo kiedy wcześniej widywałam go na tourze z daleka, zawsze wyglądał bardzo poważnie. Tymczasem w rzeczywistości jest naprawdę śmieszny – ciągle żartuje i bywa bardzo sarkastyczny. Bardzo mi się to podoba – przyznała Osaka.

    Trener, który wie, co robi

    28-letnia tenisistka podkreśliła również, że ceni swojego trenera nie tylko za poczucie humoru, lecz przede wszystkim za ogromną wiedzę tenisową.

    – To świetny trener. Doskonale rozumie grę i zawsze wie, o czym mówi. Bardzo to szanuję. Poza tym atmosfera w naszym zespole jest naprawdę dobra – powiedziała była liderka światowego rankingu.

    Lekcje polskiego… ale raczej nie do powtórzenia

    W trakcie rozmowy pojawił się także wątek językowy. Osaka została zapytana, czy Wiktorowski nauczył ją już jakichś polskich słów. Okazało się, że tak – choć tenisistka nie chciała ich powtarzać.

    – Myślę, że były to raczej brzydkie słowa, więc nie będę ich mówić – zażartowała. – Czasem próbuje zwracać się do mnie po polsku i zwykle rozumiem sens, ale gdybym miała coś teraz powtórzyć, pewnie nie potrafiłabym sobie przypomnieć – dodała zawodniczka urodzona w Osace.

    Kolejne wyzwanie w Indian Wells

    W drugiej rundzie turnieju w Indian Wells Naomi Osaka zmierzy się z kolumbijską tenisistką Camila Osorio. Jeśli odniesie zwycięstwo, w następnej fazie rywalizacji może czekać ją niezwykle trudne zadanie – potencjalne starcie z liderką rankingu WTA, Aryna Sabalenka.