• Wrze przed US Open. Tyle trzeba zapłacić za mecze Świątek i Chwalińskiej. Grzmi o skandalu

    Wrze przed US Open. Tyle trzeba zapłacić za mecze Świątek i Chwalińskiej. Grzmi o skandalu

    Iga Świątek zdaje się wracać na dobre tory. Wobec tego szanse Polki na wygranie US Open naturalnie wzrastają. Przed startem turnieju notowania Igi bez wątpienia będą wysokie. Podobnie jest w przypadku cen, jakie trzeba będzie zapłacić za wstęp na mecze amerykańskiego szlema. Mowa o kwotach przekraczających tysiąc polskich złotych. W porównaniu do innych szlemów Amerykanie ze swoimi cenami “odlecieli” szczególnie w kontekście potencjalnego meczu Mai Chwalińskiej. “To skandal” – grzmi Simon Cambers.
    Francisco Roig i Iga Świątek

    Francisco Roig i Iga ŚwiątekRobert PrangeGetty Images

    Pieniądze w tenisie są tematem od wielu lat. Najgłośniej o tej kwestii zrobiło się podczas Roland Garros, gdy wiele z najlepszych tenisistów i tenisistek świata rozpoczęło medialny protest. Celem było wywalczenie sobie lepszych warunków finansowych od organizatorów Wielkich Szlemów.

    Radość Sabalenki w 54 minuty. Świątek o krok. WTA oficjalnie potwierdza

    Wielkimi krokami zbliża się ten ostatni w sezonie 2026. Tradycyjnie rywalizację na najwyższym światowym poziomie zamknie amerykańskie US Open. Tytułów w Nowym Jorku bronić będą Carlos Alcaraz (jego występ nie jest pewny przyp. red.) oraz Aryna Sabalenka.

    Amerykanie oszaleli. Ośmiokrotna przebitka cen w US Open

    Na niecałe dwa tygodnie przed startem rywalizacji w ramach drabinki głównej wiele mówi się o rosnącej dyspozycji Igi Świątek, a także cenach biletów na pierwsze mecze turnieju. Głośny artykuł popełnił Simon Cambers. Dziennikarz wprost określił działania Amerykanów jako skandaliczne.

    On sam odnosi się do kortów, na których Świątek prawdopodobnie nie zagra, ale można spodziewać się, że tekst będzie miał zastosowanie w przypadku Mai Chwalińskiej. Dziennikarz przeanalizował kwoty, jakie trzeba zapłacić za bilet wstępu na pierwszy dzień turnieju, wykluczając korty główne.

    W tym momencie najtańszy tzw. ground pass na pierwszy dzień rywalizacji kosztuje 363 dolary na oficjalnym portalu współpracującym z US Open. To blisko 1400 złotych. Dziennikarz pisze wprost. “To skandal” – ocenił w swoim wpisie na Twitterze. W tekście na “simoncambers.substack.com” wszedł w temat głębiej.

    “Dla porównania: w tym roku grounds pass na dowolny dzień pierwszego tygodnia Wimbledonu kosztował 33 funty (44,70 dolarów). Na Roland-Garros cena ta wynosiła 39 euro (45 dolarów), a podczas Australian Open w 2027 roku wyniesie 49 dolarów australijskich (35 dolarów)” – przekazał.

    Rosjanin miał trzy piłki meczowe. Wtedy się zaczęło. Wybuch agresji i karygodne zachowanie Miedwiediewa

    “Zatem cena jednodniowej wejściówki na teren kompleksu US Open jest ponad ośmiokrotnie wyższa niż koszt wstępu na Wimbledon. Być może w przyszłości sytuacja ulegnie poprawie, ale na razie ceny są wręcz szokujące.

    Można by argumentować, że bilet wstępu na teren US Open oferuje nieco większą wartość, ponieważ pozwala zająć miejsca na zasadzie “kto pierwszy, ten lepszy” na dwóch kolejnych co do wielkości kortach – Louis Armstrong i Grandstand (podczas gdy na pozostałych trzech turniejach wielkoszlemowych taka wejściówka zapewnia jedynie wstęp na obiekt oraz dostęp do miejsc nienumerowanych na tylko jednym z głównych kortów). Mimo to ewidentnie coś tu poszło zupełnie nie tak; kwota 363,46 dolarów to cena, której spodziewalibyśmy się raczej za bilet na finał” – podsumował.

    Z ciekawości sprawdziliśmy także, jakie są obecnie ceny na potencjalny pierwszy mecz Igi Świątek, który prawdopodobnie zostanie rozegrany na głównej arenie turnieju. Jeśli Iga zostanie wysłana do gry już w niedzielę 30 sierpnia, to kibic zmuszony będzie zapłacić minimum 291 dolarów (ponad 1000 złotych przyp. red.) za miejsca na samej górze podczas sesji dziennej i 117 dolarów (nieco ponad 400 złotych) podczas sesji nocnej.

    Na poniedziałkową dzienną pierwszą rundę ta cena spada do 248 dolarów (nieco ponad 900 złotych), a przy meczach w sesji nocnej mowa o kwocie 128 dolarów (blisko 500 złotych). Jeśli Iga rozpocznie rywalizację we wtorkowej sesji dziennej, to koszt zobaczenia jej występu wyniesie 171 dolarów (ponad 600 złotych), a w sesji nocnej 117 dolarów. Turniej rozpocznie się 30 sierpnia.
    Iga Świątek w US Open

    Iga Świątek w US OpenANGELA WEISS AFP

    Julita Piasecka: Złoto byłoby spełnieniem marzeń, ale każdy medal będzie cudowny.

  • Chwalińska już szykuje się na US Open. “To nam pomoże”

    Chwalińska już szykuje się na US Open. “To nam pomoże”

    Maja Chwalińska już nie gra w Cincinnati, odpadła w 1/16 z Dianą Sznajder. Artur Szostaczko, były trener Igi Świątek nazwał ten pojedynek “meczem niewykorzystanych szans”. Jaroslav Machovsky, trener Chwalińskiej przyznaje w rozmowie z nami, że mimo porażki widzi plusy. – Każde takie spotkanie, jak to ze Sznajder będzie Maję utwierdzać w przekonaniu, że z tymi najlepszymi da się wygrywać, że to tylko ludzie – mówi i zdradza, że teraz leci z Chwalińską do Monterrey, by przygotować się lepiej na US Open.
    Maja Chwalińska i trener Jaroslav Machovsky szykują się na US Open.

    Maja Chwalińska i trener Jaroslav Machovsky szykują się na US Open.ZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

    Dariusz Ostafiński, Interia: W Toronto był jeden mecz, w Cincinnati dwa. Pan jednak ostrzegał, że łatwo nie będzie.

    Jaroslav Machovsky, trener Mai Chwalińskiej: Bo jednak Maja nie grała ostatnio za wiele. Cały czas jej tego brakuje. Ten mecz w Toronto i dwa w Cincinnati to wszystko, nie licząc sparingów, co zagrała od czasu kontuzji odniesionej w Wimbledonie. Brakuje jej rytmu.

    Dianie Sznajder się jednak postawiła.

    – Dlatego ten mecz odbieram i oceniam pozytywnie. Sama Maja też zobaczyła, że się da, że ta praca wykonana na ostatnich treningach zaczyna przynosić efekty. Teraz już wie, że jak będzie się starała, dalej pracowała i rozwijała swoją grę, to zacznie wygrywać.

    Tego wciąż brakuje Chwalińskiej

    Już niewiele brakowało.

    – W pierwszym secie ze Sznajder nie grała za dobrze. Jak sobie jednak myślę o całym meczu, o tym, jakie możliwości ma Maja, to powiedziałbym, że to było do wygrania. I to był naprawdę fajny mecz. Z dramaturgią i przerwami powodowanymi przez opady. Pierwsza przerwa pomogła Mai, druga Sznajder. Wyszło na zero, więc ok. Wpływ na końcowy wynik miało ostatecznie to, że Mai brakuje jeszcze dwóch, trzech spotkań i określonej liczby treningów.

    To jest jednak coś, czego nie da się przeskoczyć.

    – Niestety. Dla mnie jednak liczy się to, że Maja uczy się tego grania w nowej dla siebie rzeczywistości i zaczyna dostrzegać, że da się na tym poziomie grać. Przez brak rytmu sporo rzeczy jednak uciekło i czegoś w tych decydujących momentach brakowało.

    Były co najmniej dwa takie momenty, przy 4:1 i 4:2 dla Mai w drugim secie.

    – Kiedy jednak brakuje rytmu, to tu pojawi się spóźniona decyzja, tam zbyt mocne zagranie i te szanse uciekają. Nie da się jednak odzyskać rytmu inaczej, niż grając kolejne spotkania. Szkoda zatem przegranej, ale cieszymy się, bo Maja zrobiła kolejny duży krok do przodu.

    Trener Chwalińskiej tłumaczy jej nerwowe zachowanie. “Żyła w swojej bańce”

    Artur Szostaczko, kiedyś trener Igi Świątek, mówił nam, że w przypadku Mai wyzwanie jest podwójne, bo nie tylko chodzi o odzyskanie rytmu, ale i też odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Jednak dotąd nie grała regularnie z tymi najlepszymi na świecie, nie było jej też na tych wielkich turniejach.

    – Ja się z tym zgadzam. Maja się jednak dość szybko aklimatyzuje w tym towarzystwie. Każde takie spotkanie, jak to ze Sznajder będzie ją utwierdzać w przekonaniu, że z tymi najlepszymi da się wygrywać, że to tylko ludzie. Maja musi się starać, a jak będzie zdrowa, to dalej już pójdzie.

    Trener Szostaczko zwrócił nam też uwagę, że gdzieś zniknęła ta kamienna twarz Mai, którą widzieliśmy w Roland Garros. Pojawiło się natomiast rozkładanie rąk i rozmowy z boksem.

    – To nic nowego. Przed Roland Garros też było rozkładanie rąk i rozmowy. W Paryżu szło i ona żyła w tej swojej bańce. Była skoncentrowana i czuła się tak mocna, że nie miała potrzeby, by do nas krzyczeć. Tam była skupiona.

    Chwalińska w Meksyku. To ma pomóc

    Czyli dzieje się coś złego?

    – Nie, nic złego się nie dzieje. Czasem zawodnik potrzebuje, żeby upuścić trochę pary. Jakby był cały czas spokojny i skupiony, to byłoby to nudne. Jakby zawodnik robił cyrk, to byłoby to złe. Jednak okazanie emocji w ten sposób, jak to ostatnio zrobiła Maja, nie jest złe. To czasem pomaga. Można dostać więcej luzu, bardziej skupić się na grze. Mnie to nie przeszkadza, wiem, że Maja nie jest zła na mnie. Raczej na siebie, bo nie wszystko jej się układa tak, jakby chciała.

    Teraz turniej w Monterrey.

    – Tak. Lecimy do Meksyku na turniej WTA500. To będzie dla nas lepsze niż siedzenie i czekanie na US Open. Jak powiedziałem, Maja potrzebuje grania. Mecze z Bucsą i Sznajder dobrze jej zrobiły, ale im więcej dorzucimy przed US Open, tym lepiej. To nam pomoże. Jeszcze nie patrzyłem na listę startową w Monterrey, ale to duży turniej, z dobrymi zawodnikami. To na pewno pozwoli nam się jeszcze lepiej przygotować na ostatniego w tym roku Wielkiego Szlema.
    Mężczyzna w okularach i zielonej czapce z daszkiem obejmuje młodą kobietę ubraną w sportową bluzę z logo Lacoste i naszywkami sponsorów, oboje uśmiechają się do aparatu.

    Trener Jaroslav Machovsky i Maja ChwalińskaAdam Burakowski East News
    Starszy mężczyzna z siwą brodą i okularami, w zielonej czapce z daszkiem, patrzy przed siebie, podczas gdy ktoś robi mu zdjęcie telefonem komórkowym, na ekranie którego widoczny jest jego portret.

    Jaroslav MachovskyFoto Olimpik/Nur PhotoAFP
    Zawodniczka tenisowa zakrywająca twarz dłonią w geście rozczarowania, ubrana w żółtą koszulkę bez rękawów, w tle sędzia na korcie.

    Maja ChwalińskaZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

    Julita Piasecka: Złoto byłoby spełnieniem marzeń, ale każdy medal będzie cudowny. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Sceny w meczu Andriejewej. Istny szał, do tego doprowadziła ją rywalka Świątek

    Sceny w meczu Andriejewej. Istny szał, do tego doprowadziła ją rywalka Świątek

    Diane Parry zaliczyła kolejny ogromny sukces, meldując się w 1/8 finału tegorocznej edycji WTA Cincinnati. Tam zmierzy się z Igą Świątek, która walczy właśnie o zwycięstwo w drugim “tysięczniku” z rzędu. Po przeciwległej stronie turniejowej drabinki wciąż znajduje się natomiast inna zawodniczka ze ścisłej czołówki rankingu WTA – Mirra Andriejewa. Triumfatorka French Open z pewnością nie wspomina najlepiej rywalizacji z Parry. Podczas ich spotkania z 2024 roku nastoletnia Rosjanka wpadła bowiem w istny szał, robiąc coś, co kompletnie zaskoczyło fanów tenisa.
    article cover

    Diane Parry i Mirra AndriejewaJulian Finney / Staff / Foto OlimpikAFP/Getty Images

    Mirra Andriejewa to bez wątpienia jedno z największych “objawień” w świecie kobiecego tenisa. W wieku zaledwie 19 lat może się ona pochwalić między innymi statusem mistrzyni wielkoszlemowego turnieju im. Rolanda Garrosa, wywalczonym w ramach tegorocznej edycji paryskiej rywalizacji.

    W lipcu 2025 roku Andriejewa wspięła się natomiast na historyczne 5. miejsce w rankingu WTA. Obecnie znajduje się natomiast na 6. pozycji, tracąc do swojej życiowej lokaty, okupowanej przez Igę Świątek, raptem 96 punktów.

    Obydwie zawodniczki wciąż biorą udział w trwającym obecnie turnieju WTA Cincinnati. Raszynianka wywalczyła już sobie awans do 1/8 finału, podczas gdy gwiazda ze wschodu powalczy o miejsce w topowej szesnastce turnieju z Janice Tjen.

    Kolejną rywalką Igi Świątek będzie natomiast Diane Parry, która w obecnym sezonie przeżyła kilka naprawdę ciekawych historii. W maju była ona jedną z sensacji tegorocznej edycji French Open. Francuska dotarła aż do 1/8 finału wielkoszlemowej imprezy. Tam odpadła po meczu z Mają Chwalińską, która później poległa w wielkim finale, będąc pokonaną właśnie przez Andriejewą.

    Dla Rosjanki taki obrót spraw był w pewien sposób bardzo korzystny. Ewentualna potyczka z Parry mogła bowiem przywołać u nastoletniej gwiazdy bardzo złe wspomnienia.

    Parry doprowadziła genialną nastolatkę do szału. Nie do wiary, co zrobiła na oczach kibiców

    W 2024 roku Diane Parry oraz Mirra Andriejewa zmierzyły się ze sobą w ramach 3. rundy wielkoszlemowego turnieju Australian Open. Murowaną faworytką tego pojedynku była nastoletnia gwiazda ze wschodu.

    Dość niespodziewanie pierwszy set tego pojedynku padł jednak łupem Parry. Francuska kompletnie zdominowała rywalkę, wygrywając otwierającą partię wynikiem 6:1. W drugiej partii Andriejewa zoptymalizowała formę i odpowiedziała rywalce dokładnie takim samym wynikiem.

    To wymusiło na zawodniczkach rozegranie dodatkowego, rozstrzygającego seta. Pierwsze dwa gemy padły łupem francuskiej tenisistki. To rozzłościło jej nastoletnią rywalkę do granic możliwości.

    Andriejewa postanowiła rozładować swoją frustrację w bardzo sensacyjny sposób. W przypływie złości nastolatka… ugryzła się w rękę. Próba “samookaleczenia” pozostawiła na jej ramieniu dość wyraźny ślad.

    Ostatecznie Andriejewa pokonała Parry w super tie-breaku i awansowała do kolejnej rundy australijskiego Wielkiego Szlema. Jej zwycięstwo zostało jednak w pewnym stopniu przyćmione przez opisany wyżej incydent. W pełni uwydatniła się wówczas bardzo porywcza i wybuchowa natura Andriejewej, która w znacznym stopniu zdefiniowała jej dalszą karierę.

    Frances Tiafoe – Arthur Rinderknech. Skrót meczu

  • Maja Chwalińska wysłała komunikat. Prosto z USA, tuż przed US Open

    Maja Chwalińska wysłała komunikat. Prosto z USA, tuż przed US Open

    Maja Chwalińska po Roland Garros nie prezentuje już tak wysokiej formy jak w Paryżu, ale prawda jest taka, że nie grała wielu meczów. Z turnieju WTA 1000 w Cincinnati odpadła po porażce w drugim spotkaniu. Niecałą dobę po meczu wysłała do kibiców wiadomość.
    Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaCHRISTOPHE ENAEast News

    Maja Chwalińska od wielu lat uchodziła za wielki tenisowy talent. Brakowało jej jednak nieco siły fizycznej, a kontuzje bardzo przeszkadzały jej w rozwinięciu potencjału. Przełom przyszedł w paryskim Wielkim Szlemie. Polka w końcu zdołała przebić pewną granicę, co pozwoliło “wystrzelić” jej karierę.

    Powrót Sereny Williams po 4 latach. Radość Polki po tie-breaku w Cincinnati

    Chwalińska w Roland Garros 2026 dotarła aż do finału. W tym przegrała, ale dzięki niepowtarzalnemu stylowi gry zyskała mnóstwo fanów. Oprócz tego awansowała o blisko 100 miejsc w rankingu WTA, dzięki czemu jest rozstawiona w kolejnych turniejach i może liczyć na wolne losy w “tysięcznikach”.

    Chwalińska z komunikatem. Na kilkanaście dni przed US Open

    Skorzystała już z tego w Toronto, gdzie przegrała w pierwszym meczu, a także kilkanaście dni później w Cincinnati. Na amerykańskiej ziemi poszło jej lepiej. W drugiej rundzie pokonała w dwóch setach Hiszpankę Cristinę Bucsę, ale w trzeciej przegrała z Dianą Sznajder, która wzięła rewanż za porażkę w Roland Garros.

    7:6 na koniec. Tak Rosjanka skarciła Chwalińską. Wszystko przygotowała

    Ta porażka sprawia, że Chwalińska ma sporo czasu na przygotowanie do US Open. Niespełna dobę po meczu z Rosjanką wysłała wiadomość w mediach społecznościowych. “Wiara w proces. Dziękuję Cincy” – napisała na Instagramie Polka, wykorzystując do tego język angielski.

    W tym momencie Chwalińska w rankingu WTA na żywo plasuje się na 21. miejscu. Jej rozstawienie w US Open jest bezpieczne. Niewiadomą pozostaje jedynie to, z którym numerem wystąpi w Nowym Jorku. Ostatni Wielki Szlem w tym sezonie zacznie się 30 sierpnia, a zakończy dwa tygodnie później.
    Maja Chwalińska rywalizowała z Cristiną Bucsą podczas turnieju WTA 1000 w Madrycie

    Maja Chwalińska rywalizowała z Cristiną Bucsą podczas turnieju WTA 1000 w MadrycieFOTO OLIMPIK / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFPAFP

    Alexander Zverev – Terence Atmane. Skrót meczu

  • Polka postraszyła Rybakinę, ta zdradziła kulisy triumfu. I to przed kamerą

    Polka postraszyła Rybakinę, ta zdradziła kulisy triumfu. I to przed kamerą

    Magdalena Fręch w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati postawiła się Jelenie Rybakinie, w drugim secie obroniła trzy piłki meczowe i doprowadziła do tie-breaka. Po spotkaniu przed kamerą Tennis Channel pojawiła się pogromczyni Polki, która w wymowny sposób odniosła się do tego, co zadziało się w starciu z naszą reprezentantką. Zdradziła też, co było kluczowe przy doprowadzeniu meczu do szczęśliwego dla niej końca.

    Magdalena Fręch (L) w Cincinnati przegrała z Jeleną Rybakiną (P)FOTO OLIMPIK/NURPHOTO/MERT ALPER DERVIS/ANADOLUAFP

    Magdalena Fręch nie była faworytką meczu trzeciej rundy “tysięcznika” w Cincinnati, przyszło jej bowiem zmierzyć się z aktualną wiceliderką rankingu WTA, finalistką ostatniego turnieju w Toronto, Jeleną Rybakiną. Kazaszka pierwszego, przerywanego z powodu opadów deszczu seta, wygrała 6:4. W drugim chciała pójść za ciosem.

    Starcie ponownie przerwano w drugiej partii, przy stanie 4:3 dla Rybakiny. Po powrocie na kort Fręch postawiła się faworytce, w dwunastym gemie wybroniła trzy piłki meczowe. I doprowadziła do tie-breaka, w którym nie była już w stanie zaskoczyć utytułowanej rywalki, urodzona w Moskwie zawodniczka przypieczętowała zwycięstwo i awans do czwartej rundy.

    WTA Cincinnati. Jelena Rybakina opowiedziała o meczu z Magdaleną Fręch

    Po tym meczu Rybakina pojawiła się w studiu Tennis Channel, tam współprowadzący zauważył, że drugi set nie był łatwy dla Kazaszki. “Magdalena rozegrała kilka naprawdę dobrych punktów, grała agresywnie. Ty popełniłaś kilka niewymuszonych błędów” – podjął, po czym zapytał triumfatorkę tego meczu, czy w takim momencie, gdy nie wykorzystuje okazji na zamknięcie spotkania, jest jej łatwo “wrócić do gry”.

    Wiceliderka rankingu w odpowiedzi ani słowem nie wspomniała o Fręch. Postanowiła za to wymownie “odpowiedzieć” na to, co Polka zrobiła na korcie. Dała bowiem do zrozumienia, że w takich momentach w ogóle nie myśli o rywalce, skupia się wyłącznie na sobie i to jest jej klucz do sukcesu.

    Wiedziałam, że wszystko może się zdarzyć, więc powtarzałam sobie, że niezależnie co się dzieje, muszę iść dalej. Nawet jeśli to miałyby być trzy sety, ja muszę iść dalej, ponieważ to wyglądało na łatwe piłki, ale zawsze trzeba zachować koncentrację

    Utrzymanie koncentracji było o tyle kluczowe, że mecz Rybakiny był przerywany z powodu opadów deszczu. “Starałam się być pozytywnie nastawiona i nawet jeśli miałabym rozegrać więcej setów, nie miałoby to znaczenia, zrobiłabym to” – dodała.

    Podczas wspomnianej rozmowy padł też temat przerw spowodowanych opadami deszczu. Co w momencie, gdy musi zejść na kilkadziesiąt minut z kortu, robi Rybakina? “Starałam się coś zjeść, ale też nie zjeść za dużo, ponieważ nie wiadomo, ile taka przerwa potrwa. Mój sztab z kolei przebywał na zewnątrz i sprawdzał, jaka jest pogoda. A ja starałam się pozostać w ruchu, ponieważ to niełatwe ‘zatrzymać się’ całkowicie i wystartować ponownie” – opowiadała.

    Kazaszka o ćwierćfinał turnieju WTA 1000 w Cincinnati zagra z Dianą Sznajder, która wyeliminowała Maję Chwalińską.

    Alexander Blockx – Flavio Cobolli. Skrót meczu.

  • 7:6 na koniec. Tak Rosjanka skarciła Chwalińską. Wszystko przygotowała

    7:6 na koniec. Tak Rosjanka skarciła Chwalińską. Wszystko przygotowała

    Diana Sznajder zdołała wziąć rewanż na Mai Chwalińskiej po półfinałowej porażce na Rolandzie Garrosie. Rosjanka skarciła naszą tenisistkę wygrywając 6:2, 7:6(3) w meczu trzeciej rundy imprezy WTA 1000 w Cincinnati. Jak doprowadziła do swojego triumfu? Michał Dembek dopatrzył się w postawie 14. rakiety świata przygotowanego wcześniej planu, będącego bezpośrednią konsekwencją wydarzeń z Paryża, który sama Diana Sznajder bezwzględnie wyegzekwowała. Zwłaszcza w pierwszym secie.
    Tenis. Diana Sznajder oraz Maja Chwalińska grały na turnieju WTA 1000 w Cincinnati

    Na zdjęciu Diana Sznajder oraz Maja ChwalińskaMERT ALPER DERVIS / ANADOLU / ANADOLU VIA AFP / MERT ALPER DERVIS / ANADOLU / ANADOLU VIA AFPAFP

    Diana Sznajder była ostatnią przeciwniczką, jaka stanęła na drodze Mai Chwalińskiej podczas jej marszu z kwalifikacji do wielkiego finału tegorocznego Rolanda Garrosa. Polka pokonała w Paryżu Rosjankę 7:6(4), 6:4, przegrywając następnie bój o trofeum z jej rodaczką Mirrą Andriejewą.

    Teraz 14. zawodniczka rankingu WTA miała okazję do rewanżu w trzeciej rundzie zmagań w Cincinnati i wykorzystała swoją szansę, już w pierwszym secie zamykając drogę do przykrej dla siebie powtórki z rozrywki, jaką byłaby ewentualna porażka do zera. Ostatecznie Diana Sznajder wygrała pierwszą partię dokończonego w nocy w poniedziałku na wtorek spotkania 6:2.

    Tak Diana Sznajder pokonała Maję Chwalińską. Głos byłego tenisisty

    Występ obu tenisistek wziął pod lupę były tenisista, a obecnie trener Michał Dembek, który na kanale “Sofa Sportowa” dopatrzył się planu, jaki trener Rosjanki ułożył wraz ze swoją podopieczną, mając w pamięci czerwcowy mecz z Paryża.

    – Diana Sznajder ewidentnie była przygotowana przez Saschę Bajina w taki sposób, żeby grać troszkę cierpliwiej po tym, co się wydarzyło w Paryżu. Więcej grając przede wszystkim przez bekhend naszej tenisistki. Jako że ta nawierzchnia jest szybsza niż w Paryżu, to Diana Sznajder oczywiście częściej była w stanie przedrzeć się przez forhend i grać do bekhendu Mai Chwalińskiej – powiedział Michał Dembek.

    Zaznaczył przy tym, że problemy Polki nie wynikały jedynie z dobrej postawy rywalki, ale też jej własnych niedociągnięć.

    – W tym pierwszym secie Mai ewidentnie brakowało jakości. Brakowało też siły zagrań i przez to dosyć mocno zdominowany był przez Dianę Sznajder ten set, bez większych historii. (…) Diana Sznajder jest już mądrzejsza o ten kolejny mecz z Mają Chwalińską, co sprawia, że przygotowanie taktyczne było dużo łatwiejsze do tego spotkania, mając doświadczenia z Paryża – przyznał.
    Uśmiechnięta tenisistka w jasnozielonej koszulce z logotypami sponsorów, z uniesioną ręką dotykającą czoła, wyrażająca radość lub ulgę po zakończonym meczu.

    Maja ChwalińskaElla Ling/ShutterstockEast News

    Drugi set miał już znacznie bardziej wyrównany przebieg. Ba, Maja Chwalińska prowadziła w nim już nawet 4:1 i kto wie, jak potoczyłyby się dalej jego losy, gdyby nie opady deszczu, przez które obie zawodniczki musiały opuścić kort.

    – Naprawdę bardzo mi się podobało to, w jaki sposób Chwalińska doprowadziła do stanu 4:1 i 40:15, przy którym mecz niestety został przerwany ze względu na deszcz. Tego się nie dowiemy, ale uważam, że gdyby mecz trwał dalej, to patrząc na momentum i dynamikę spotkania, Maja była w naprawdę dobrym miejscu, żeby doprowadzić do trzeciej partii – podzielił się swoją refleksją Michał Dembek.

    Z jego ust mimo porażki Mai Chwalińskiej padło także sporo ciepłych słów dotyczących postawy Mai Chwalińskiej, którą docenił zwłaszcza ze jej ofensywne usposobienie i próbę proaktywnej gry w starciu z wymagającą przeciwniczką, jaką niewątpliwie jest Diana Sznajder.
    Zawodniczka tenisowa w czarno-czerwonym stroju sportowym oraz opasce, z opuszczoną głową i ręką uniesioną do tyłu szyi, wyrażająca zmęczenie lub zamyślenie.

    Diana SznajderMATTHIEU MIRVILLEAFP

    Alexander Blockx – Flavio Cobolli. Skrót meczu.

  • Ludzka twarz Chwalińskiej. “To już nie była ta dziewczyna z Paryża”

    Ludzka twarz Chwalińskiej. “To już nie była ta dziewczyna z Paryża”

    Maja Chwalińska odpadła z Cincinnati Open po porażce w dwóch setach z Dianą Sznajder. Rosjance udał się wielki rewanż za przegraną w Roland Garros, ale trwający cztery godziny z przerwami mecz mógł też zadowolić kibiców Polki. – Chwalińska zagrała dużo lepiej niż w Toronto, ale to nie jest ta Maja z Paryża. I tak jednak była blisko. To był mecz niewykorzystanych szans, nie mogę się doczekać US Open – mówi nam Artur Szostaczko, kiedyś trener Igi Świątek.
    Maja Chwalińska pokazała w Cincinnati “ludzką twarz”. To już nie ta Maja z Paryża.

    Maja Chwalińska pokazała w Cincinnati “ludzką twarz”. To już nie ta Maja z Paryża. ZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

    Dariusz Ostafiński, Interia: Ponad cztery godziny, liczne przerwy i na koniec porażka Mai Chwalińskiej z Dianą Sznajder.

    Artur Szostaczko, były trener Igi Świątek: Pamięta pan, jak przed spotkaniem mówiłem, że to będzie inny mecz niż ten w Paryżu. Głównie ze względu na nawierzchnię. Poza tym Sznajder i jej trener odrobili lekcję z Roland Garros. Sznajder weszła w ten mecz bardzo spokojnie i tak też grała. Na początku, to Maja nie wykorzystywała swoich szans, psuła łatwe piłki. Potem Polka się trochę przebudziła, ale na pierwszą przerwę związaną z deszczem schodziła z wynikiem 2:5.

    Chwalińska przegrywa. “Mecz niewykorzystanych szans”

    Mówi pan: Sznajder odrobiła lekcję.

    – Nie tylko. Trzeba by też dodać, że Mai jednak brakuje ogrania. Za dużo błędów popełniała. Na pewno grała lepiej niż w Toronto, ale to nie jest ta Maja, którą pamiętamy z Paryża.

    W drugim secie Maja zrobiła jednak wiele, żeby tamten obraz przywołać.

    – To prawda. Było 4:1, miała piłkę na 5:1. A potem, przy 4:2, miała piłkę na 5:2. Nie wykorzystała i to był koniec. Przy tak wyrównanym poziomie takie rzeczy jednak się zdarzają, a każdy detal ma znaczenie. Za Chwalińską absolutnie nie przemawiała jej długa przerwa w grze spowodowana kontuzją i to, że jeszcze nie złapała tego rytmu. Doświadczenie gry na hardzie, chodzi mi o mecze z dobrymi zawodniczkami, też nie jest u niej wielkie. Poza tym ciężko się ten mecz oglądało. Te przerwy rozbijały wszystko. I na pewno zmieniały losy spotkania, pomagając raz jednej, raz drugiej.

    Chyba jednak moglibyśmy to wszystko skwitować stwierdzeniem: szkoda.

    – To dobre określenie. Bo mimo wszystkich uwag i zastrzeżeń muszę powiedzieć, że to taka niewykorzystana szansa Mai. Jak Chwalińska zaczęła lepiej grać w drugim secie i psuć mniej piłek, to wtedy Sznajder zaczęła produkować więcej błędów. Wydawało się, że to wszystko idzie w dobrą stronę. Sznajder zdołała się jednak uspokoić i wrócić do tego stylu, w jakim zaczęła mecz. Pewnie pomogły konsultacje z trenerem, ale tu nie ma się co oburzać. W końcu Maja też skorzystała na pierwszej przerwie.

    Gdzieś zniknęła kamienna twarz Mai Chwalińskiej

    Zauważył pan jeszcze coś ciekawego, oglądając ten mecz?

    – Myślę, że wszyscy zobaczyliśmy. W Paryżu Maja była skałą, jak chodzi o stronę mentalną. W Cincinnati to już nie była ta dziewczyna z Paryża. Ona wie, gdzie jest i wie, co może, więc było już trochę frustracji, zobaczyliśmy ludzką twarz Mai. Były sytuacje, gdzie rozkładała ręce, gdzie zaczęła mówić coś do boksu.

    O czym to świadczy?

    – Zaczyna się presja jak u wszystkich. To jest ta chęć wygrania i udowodnienia wszystkim, że ja nie trafiłam tu przez przypadek. To jest fajne, normalne i naturalne zachowanie. W Paryżu była kamienna twarz, ale ona tam sobie grała na zasadzie: będzie, co będzie, a wyszło fenomenalnie. Teraz natomiast ona sama chce coś udowodnić sobie i innym. To się dało zauważyć. Dobre jest to, że ona zdawała sobie sprawę, gdzie pokpiła sprawę. Mowa ciała była znamienna.

    Pewnych rzeczy nie da się jednak przeskoczyć. Tu chyba można też mówić o nauce i płaceniu frycowego.

    – To jest nauka i to taka mocna. Wskoczyć do tysięcznika zaraz po kontuzji, to jest wyzwanie. Zwłaszcza dla kogoś, kto nagle znalazł się w tym towarzystwie. Maja potrzebuje czasu, żeby się do tego przyzwyczaić. Najlepsi są obok, na wyciągnięcie ręki i praktycznie każdy dzień jest nauką. Pamiętajmy, że dotąd nie grała regularnie z zawodniczkami z TOP50. Od razu jednak powiem, że Maja szybko się w tym wszystkim odnajduje. Jest zdecydowana poprawa w stosunku do tego, co widzieliśmy w Toronto. Były w meczu ze Sznajder błędy, w tym te niewymuszone, ale to ma najpewniej związek, z tym że brakuje jeszcze 10-15 treningów i 2-3 meczów.

    Chwalińska wróci mocniejsza na US Open

    Być może dostaniemy to w US Open?

    – Już nie mogę się doczekać. Tam mogą być trzy, cztery mecze i już to będzie świetnym wynikiem. Z drugiej strony może uda się coś więcej. Na pewno idzie to w dobrym kierunku. Już inaczej byśmy rozmawiali jakby nie te przerwy. Nie ma jednak co narzekać, bo mimo porażki, jest dużo plusów. Maja zagrała lepszy turniej niż w Toronto.

    Trochę jednak żal, że nie zagra z Rybakiną, a na horyzoncie była też szansa na mecz ze Świątek.

    – Nie lubię gdybać. Jasne, że szkoda, ale prędzej czy później dojdzie do jednego i drugiego. Niech się tylko Maja przyzwyczai tak na dobre, to będziemy zadowoleni. Ja jestem zadowolony, bo mimo porażek tak Chwalińska, jak i Fręch się postawiły, zagrały dobre mecze. O Idze już nie wspomnę, bo jest w sztosie, a jeden przegrany set z Sakkari był wypadkiem przy pracy.

    Pojawiają się informacje, że Maja pojedzie teraz na turniej do Monterey.

    – Pewnie liczyli się z tym, że granie w Cincinnati może się szybko skończyć, a Mai brakuje meczów. Niech zagra trzy, cztery i wróci na US Open jeszcze mocniejsza. A już tak na koniec, to powiem, że strasznie żałuję tego Wimbledonu i tej kontuzji. Ta trawa jej leżała, była szansa na to, żeby pójść za ciosem.

    Alexander Blockx – Flavio Cobolli. Skrót meczu.

  • W Rosji zawrzało po porażce Chwalińskiej. Powtarza się jedno

    W Rosji zawrzało po porażce Chwalińskiej. Powtarza się jedno

    Maja Chwalińska w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati trafiła na Dianę Sznajder, którą pokonała w półfinale tegorocznego Roland Garros. Tym razem górą była rosyjska tenisistka, o czym momentalnie zaczęły rozpisywać się media w jej kraju. W relacjach dziennikarzy powtarza się jedno – krótki komunikat, jaki po spotkaniu zamieściła sama Sznajder. A to nie wszystko.

    Maja ChwalińskaEYEPIXAFP

    Maja Chwalińska jak dotąd ma problem z tym, by nawiązać do fenomenalnego wyniku z Paryża, kiedy to dotarła aż do finału wielkoszlemowego Roland Garros. Polka po tym turnieju zagrała jeszcze na Wimbledonie, ale miała dużego pecha, bo odniosła kontuzję w meczu pierwszej rundy i przegrała spotkanie. W Toronto ograła ją z kolei Talia Gibson. Szansa na przełamanie tej niekorzystnej serii nadeszła w Cincinnati.

    Chwalińska w końcu dopięła swego i pierwszy raz od turnieju w Paryżu wygrała mecz, w stanie Ohio z racji rozstawienia zmagania zaczęła od drugiej rundy, a w tej pokonała Cristinę Bucsę, oddając jej zaledwie cztery gemy. W kolejnym meczu trafiła na Dianę Sznajder, którą wyeliminowała w półfinale Roland Garros. Rosjanka powetowała sobie tę porażkę, w meczu przerywanym przez opady deszczu triumfowała 6:2, 7:6(3).

    “Byłam na siebie bardzo zła, ponieważ miałam kilka okazji, piłek na przełamanie, ale ich nie wykorzystałam, a potem straciłam własne podanie. Zdecydowanie byłam tym sfrustrowana i zaczęłam przygotowywać się na trzeciego seta, starając się po prostu zachować energię” – zdradziła Sznajder podczas pomeczowego wywiadu na korcie.

    WTA 1000 w Cincinnati. Rosyjskie media o meczu Chwalińska – Sznajder

    O meczu Chwalińskiej ze Sznajder rozpisują się rosyjskie media. Serwis Championat już w tytule nawiązał do ostatniego spotkania tych zawodniczek. “Sznajder zemściła się na Chwalińskiej za RG” – czytamy. A w treści na czynniki pierwsze rozłożono przebieg spotkania w Cincinnati.

    Już od pierwszych minut Diana narzuciła agresywne tempo gry, z którym Maja nie potrafiła sobie poradzić. Ostatecznie Sznajder objęła prowadzenie przy trzecim break-poincie, 1:0, a następnie podwyższyła je na 2:0. W piątym gemie Rosjanka miała trzy szanse na przełamanie serwisu Chwalińskiej, ale Chwalińska utrzymała go, Sznajder prowadziła 3:2. Chwilę później Diana zdołała jednak przełamać serwis, prowadząc 5:2, i właśnie w tym momencie mecz przerwał deszcz!

    Dziennikarze wspomnianego serwisu opisali także to, co działo się po pierwszej przerwie spowodowanej opadami deszczu i odnotowali historyczny wynik swojej rodaczki. “Diana po raz pierwszy w karierze dotarła do 1/8 finału w Cincinnati” – napisali.

    Pogromczyni Chwalińskiej po meczu na Instagramie dała do zrozumienia, że starcie z Polką nie należało do najłatwiejszych. “Cóż to była dzisiaj za bitwa. Zostawiłam tam moją duszę. I przyprawiłam swój zespół o kilka ataków serca. Istne szaleństwo” – napisała, a jej wpis powtarza się w relacjach kilku rosyjskich serwisów.

    Słowa Sznajder cytują m.in. portale sportbox.ru, sport.ru i sport24.ru. Przypominają też, że Rosjanka w czwartej rundzie zagra z Jeleną Rybakiną.

    Thiago Agustin Tirante – Martin Landaluce. Skrót meczu.

  • Radość Sabalenki w Cincinnati. Wystarczyło… 5 sekund. “Tak się wygrywa”

    Radość Sabalenki w Cincinnati. Wystarczyło… 5 sekund. “Tak się wygrywa”

    Aryna Sabalenka miała w Cincinnati powody do zadowolenia i radości – zarówno podczas spotkania z Talią Gibson, jak i bezpośrednio po nim. Liderka rankingu WTA pokonała bowiem australijską tenisistkę w dwóch setach (6:2, 7:6), a później wykonała zadanie, jakie postawili przed nią przedstawiciele kanału “Tennis Channel”. Co więcej, potrzebowała na to zaledwie 5 sekund, po których sama wybuchła śmiechem.
    Aryna Sabalenka przygotowuje się do odbicia piłki tenisowej podczas meczu, ujęcie w sportowym stroju.

    Aryna Sabalenka – liderka rankingu WTAPhoto by EYEPIX / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFPAFP

    Półfinał w Berlinie, a potem 1/8 finału na Wimbledonie oraz w Toronto – tak wyglądały ostatnie występy w wykonaniu Aryny Sabalenki, która na kolejny tytuł czeka od marca tego roku, gdy triumfowała w Miami po finale z Coco Gauff. Okazją do tego, by przełamać złą passę, jest dla niej trwająca właśnie impreza WTA 1000 w Cincinnati.

    Rywalizację w stanie Ohio liderka światowego rankingu rozpoczęła od drugiej rundy, w której zmierzyła się z Talią Gibson, która dopiero co odprawiła z kwitkiem w Toronto Maję Chwalińską. Australijska tenisistka postawiła się także Białorusince, lecz ostatecznie i tak przegrała w dwóch setach 2:6, 6:7(2).

    – Jestem po prostu strasznie zmęczona. Było strasznie gorąco. Mam nadzieję, że się nawadniacie. To naprawdę szalona pogoda – narzekała po wygranym spotkaniu 28-latka.

    WTA Cincinnati. Aryna Sabalenka wykonała zadanie. I to błyskawicznie

    Po zejściu z kortu Aryna Sabalenka pojawiła się jeszcze w studiu “Tennis Channel”. Jego prowadzący regularnie przygotowują w Cincinnati wyzwania dla swoich gości, którzy muszą wpleść do rozmowy wylosowane przez siebie humorystyczne frazy.

    Nie inaczej było w przypadku pierwszej rakiety świata, która miała na wizji wydać z siebie krótki dźwięk: “boink boink”. I ze swoim zadaniem uporała się błyskawicznie.

    – Dobrze cię widzieć. Jak zwykle wyglądasz świetnie. Jak się czujesz? – została zapytana na wstępie Aryna Sabalenka.

    – Czuję się świetnie, boink boink – odparła, po czym wybuchła pełnym radości śmiechem. A całość trwała zaledwie 5 sekund.

    – Tak się wygrywa – usłyszała w odpowiedzi liderka światowego rankingu, która swoim wystąpieniem ewidentnie sprawiła radość nie tylko samej sobie, ale i prowadzącym rozmowę gospodarzom.
    Kobieta ubrana w czarną sportową koszulkę na ramiączkach, z rozpuszczonymi włosami, patrzy w górę z wyrazem rozbawienia lub zaskoczenia na twarzy, tło rozmyte, skupienie na postaci.

    Aryna SabalenkaChristopher PikeAFP
    Kobieta ubrana w sportowy strój na ciemnym tle, z wyrazem zmęczenia lub frustracji na twarzy, ma upięte włosy i nosi kilka złotych łańcuszków na szyi.

    Aryna SabalenkaFAYEZ NURELDINEAFP

    Alexander Blockx – Flavio Cobolli. Skrót meczu.

  • Rosjanka przyznaje się po meczu z Chwalińską. Tak zemściła się na Polce

    Rosjanka przyznaje się po meczu z Chwalińską. Tak zemściła się na Polce

    Diana Sznajder wygrała z Mają Chwalińską 6:2, 7:6(3) i wyeliminowała Polkę z dalszej gry w turnieju w Cincinnati. Tym samym niejako zemściła się na 24-latce za porażkę w wielkoszlemowym Roland Garros. Po wszystkim Rosjanka opublikowała wpis w mediach społecznościowych i przyznała się, jak trudny to był mecz i co “zaserwowała” swojemu sztabowi szkoleniowemu.
    Diana Sznajder, Maja Chwalińska – turniej w Cincinnati

    Diana Sznajder, Maja Chwalińska – turniej w CincinnatiRobert PrangeGetty Images

    Maja Chwalińska przebrnęła przed 1/32 finału turnieju w Cincinnati, pokonując Cristinę Bucsę 6:2, 6:2, ale na tym koniec. W meczu kolejnej rundy los przydzielił jej Dianę Sznajder, która okazała się dla Polki za mocna. Rosjanka wygrała 6:2, 7:6(3) i wzięła udany rewanż za przegraną na wielkoszlemowym Roland Garros (6:7, 4:6).

    Po wszystkim Sznajder zabrała głos w mediach społecznościowych. Wyznała, jak się czuła, tocząc bój z Chwalińską.

    Wpis Diany Sznajder po zwycięstwie nad Mają Chwalińską

    “Cóż to była dzisiaj za bitwa. Zostawiłam tam moją duszę. I przyprawiłam swój zespół o kilka ataków serca. Istne szaleństwo” – dzieli się wrażeniami Sznajder, opisując niełatwy mecz z Mają Chwalińską w WTA 1000 Cincinnati.

    Rosjanka dołączyła do wpisu kilka materiałów ze spotkania. Na końcu jest nagranie, na którym uwieczniono reakcję jej trenera, Saschy Bajina, na długą wymianę podopiecznej z Chwalińską, która to zakończyła się po myśli Diany i zapewniła jej wygraną.

    O tym, jak ważne, ale i wymagające, było to zwycięstwo świadczy też zachowanie samej tenisistki tuż po piłce meczowej. Z ulgą krzyknęła na całe gardło.

    Sznajder zmierzy się z Rybakiną w Cincinnati. Wiadomo, kiedy mecz

    Teraz na Dianę Sznajder czeka starcie w 1/8 finału turnieju w Cincinnati. A łatwo nie będzie, bo zmierzy się z Jeleną Rybakiną, czyli wiceliderką rankingu WTA i liderką WTA Race. Mecz zaplanowano na środę 19 sierpnia.

    Do tej pory panie mierzyły się ze sobą raz, w tym roku w Stuttgarcie. Górą była Kazaszka, która wygrała wówczas 6:3, 6:4. Zresztą później ostatecznie sięgnęła po triumf w całym turnieju, pokonując Karolinę Muchovą 7:5, 6:1.

    Terminarz Mai Chwalińskiej. Przed nią jeszcze dwa turnieje

    Porażka w Cincinnati nie oznacza absolutnie końca sezonu dla Chwalińskiej. Ma ona jeszcze w planach występy w dwóch turniejach: w US Open (ostatni w tym roku Wielki Szlem odbędzie się w terminie od 30 sierpnia do 13 września) oraz w zawodach w Guadalajarze (13-19 września).

    Maja Chwalińska: Trzeba to zaakceptować.