• Nazwisko Chwalińskiej skreślone. Ważą się losy. Sztab Polki ogłasza

    Nazwisko Chwalińskiej skreślone. Ważą się losy. Sztab Polki ogłasza

    Maja Chwalińska opuściła Wimbledon z poczuciem rozczarowania i kontuzją, która wpływa na jej dalszej plany. Wiemy już, że polska tenisistka w ramach londyńskich reperkusji opuści turniej WTA 250 w Jassach. Jej nazwisko zostało już nawet skreślone z listy uczestniczek. Jakie jednak będą dalsze plany 24-latki? Najnowsze wieści w tej sprawie przedstawił w rozmowie z TVP Sport reprezentant jej sztabu – menadżer Piotr Szczypka. Jak się okazuje, wciąż ważą się losy naszej finalistki Rolanda Garrosa.

    Na zdjęciu Maja Chwalińska oraz jej menadżer Piotr SzczypkaTomasz Jastrzebowski/REPORTER / TOMASZ BARANSKI/REPORTERReporter

    Nie tak miał wyglądać ostatni czas dla Mai Chwalińskiej. Po wielkim sukcesie, jakim był finał Rolanda Garrosa, 24-latka udała się na Wimbledon w aurze rozbudzonych oczekiwań i przede wszystkim wsparcia płynącego ze strony polskich kibiców.

    Wrócił temat Chwalińskiej na Wimbledonie. Popełniła błąd? Jest reakcja

    Obdarowana “dziką kartą” Polka w meczu pierwszej rundy Mananchayą Sawangkae spisywała się koncertowo, prezentując cały wachlarz swoich zalet. W zasadzie wygraną miała już na tacy, ale w kluczowym momencie, przy piłce meczowej, nabawiła się kontuzji. Walczyła wprawdzie do końca, ale ostatecznie musiała uznać wyższość rywalki, przegrywając 6:2, 5:7, 2:6.

    Kiedy Maja Chwalińska wróci do gry? Jej menadżer zabrał głos

    Po powrocie Mai Chwalińskiej do kraju pojawiło się pytanie, jak zdrowotne reperkusje wpłyną na jej najbliższe plany. Pierwszą część odpowiedzi zdążyliśmy już poznać. Nazwisko 21. rakiety świata zostało bowiem skreślone z listy uczestniczek imprezy WTA 250 w Jassach, gdzie przed rokiem nasza zawodniczka dotarła do 1/8 finału.

    Kiedy i gdzie możemy się więc spodziewać powrotu Mai Chwalińskiej na kort? Głos w tej sprawie zabrał na łamach portalu Sport.tvp.pl jej menadżer Piotr Szczypka. Jak wynika z jego wypowiedzi, nie wszystko jest jeszcze jasne i wciąż ważą się najbliższe losy 24-latki.

    W Jassach nie gra, co do Hamburga, to jeszcze nie wiadomo

    Zaznaczył przy tym, że pewne są występy Mai Chwalińskiej w Toronto, Cinncinati, Guadalajarze oraz na US Open.

    Turniej w Jassach rozgrywany będzie w dniach 13-19 lipca, z kolei rywalizacja w Kanadzie wystartuje 3 sierpnia. I być może właśnie wtedy Maja Chwalińska wróci na korty w cyklu WTA. Jeśli nie, dojdzie do tego w Cincinnati. Tamtejszy “tysięcznik” potrwa od 13 do 23 sierpnia.
    Młoda kobieta w zielonej sportowej kurtce trzyma bukiet kolorowych kwiatów, w tle liczni fotografowie i reporterzy z aparatami.

    Maja ChwalińskaAnita WalczewskaEast News
    Kobieta uderzająca piłkę tenisową rakietą podczas meczu na korcie

    Maja ChwalińskaJULIEN DE ROSAAFP

    Maja Chwalińska: Trzeba to zaakceptować.

  • Niewiarygodne, czego dokonał Djoković. Wimbledon przekazuje. Historyczny wyczyn

    Niewiarygodne, czego dokonał Djoković. Wimbledon przekazuje. Historyczny wyczyn

    6:7 (10), 6:3, 3:6, 7:6(4), 7:6 (10:4) – takim wynikiem zakończyło się spotkanie Novaka Djokovicia z Felixem Auger-Aliassimem. Legendarny Serb pokonał Kanadyjczyka w ćwierćfinałowym meczu Wimbledonu, który trwał aż pięć godzin i piętnaście minut. W spotkaniu nie brakowało dramaturgii, zwrotów akcji, co widać po samym wyniku.

    Zaraz po zakończeniu pojedynku w mediach społecznościowych pojawiło się mnóstwo komentarzy ekspertów. Zareagował tez sam Djoković, dla którego był to najdłuższy bój w długiej historii występów na Wielkim Szlemie w Londynie.

    Fala reakcji po historycznym meczu Djokovicia na Wimbledonie

    “Mój najdłuższy mecz w Wimbledonie. Niezapomniana nocna zmiana” – czytamy we wpisie siedmiokrotnego mistrza Wimbledonu.

    – Niesamowite. Messi ma 39 lat i wciąż strzela gole. A ty wygrywasz po 5 godzinach i 15 minutach – usłyszał Djoković podczas pomeczowej konferencji prasowej. – Chciałbym grać 90 minut jak on, ale… – odpowiedział w swoim stylu.

    Nie mogło zabraknąć również reakcji samych organizatorów londyńskich zawodów. “55. półfinał Wielkiego Szlema. 15. na Wimbledonie. Novak Djoković pokonuje Felixa Auger-Aliassime’a w najdłuższym ćwierćfinale wszech czasów na Wimbledonie” – odnotowano.

    – To świetne, ale to po prostu kolejny półfinał dla mnie. Popatrzę na wszystkie te liczby i wszystko, kiedy zakończę karierę. Teraz to czysta robota. Muszę się jeszcze zregenerować, wciąż jestem w turnieju i za kilka dni zmierzę się z najlepszym graczem na świecie – a to już słowa Novaka Djokovocia prosto z kortu, tuż po ćwierćfinale.

    “Cyborg jakiś. Nadczłowiek” – określa go Dawid Żbik.

    “Novak Djoković będzie miał dwa pełne dni wolnego przed półfinałem z Jannikiem Sinnerem w piątek. To może się okazać kluczowe. Ponadto, półfinał zapowiada się na bardzo gorący, a to będzie mecz w ciągu dnia. Wiemy, że Sinner historycznie miał problemy w upale. To może być bitwa na wyniszczenie” – zapowiada jeden z profili kibicowskich Serba.

    “Novak Djoković jest jak ten letni romans, o którym wiesz, że wkrótce się skończy, ale nigdy nie chcesz, żeby się skończył. Ten romans, przy którym widzisz się na ławce w parku, z żalem licząc dni do końca i próbując wykorzystać każdą sekundę u jego boku. Wkrótce czas powie, że nadszedł moment, by rozstać się i się pożegnać. Prawdopodobnie na zawsze. Dlatego każda minuta na tej ławce będzie darem. Podczas gdy Nole kroczy ku wyjściu z kortu centralnego Wimbledonu, po epickiej walce trwającej ponad pięć godzin i z rakietą na ramieniu, życie mówi nam, że wkrótce będziemy musieli się pożegnać. Obiecamy sobie nie płakać. Życie wymyka nam się z rąk jak rtęć, ale ślad tego letniego romansu na zawsze wryje się ogniem w nasze serca, dowodząc, że każdy mecz Nole’a, na tym etapie, smakuje wiecznością i pożegnaniem. Oboje przeżyjemy tę chwilę z intensywnością tego, kto wie, że nie ma czasu do stracenia” – podsumował poetycko Jose Maron.
    Novak Djoković

    Novak DjokovićFAYEZ NURELDINEAFP
    Novak Djoković

    Novak DjokovićIZHAR KHANAFP
    Novak Djoković

    Novak DjokovićAFP

    Felix Auger-Aliassime – Novak Djoković. Skrót meczu.

  • Interwencja po Wimbledonie. Komunikat wprost do Świątek. Konsternacja

    Interwencja po Wimbledonie. Komunikat wprost do Świątek. Konsternacja

    Karolina Muchova, Coco Gauff, Marta Kostiuk, Jasmine Paolini, Linda Noskova oraz Elise Mertens – to zawodniczki, które pozostały w grze na tegorocznym Wimbledonie. To któraś z nich odbierze wielkoszlemowy tytuł Idze Świątek, po raz pierwszy w karierze triumfując na londyńskich kortach.

    Aż huczy ws. ręczników na Wimbledonie. Nagle padło nazwisko Świątek

    Wciąż nie milkną jednak i echa występu naszej zawodniczki, która pożegnała się z rywalizacją w III rundzie po porażce 6:7(9), 2:6 z Alexandrą Ealą.

    Wimbledon. Zwrot wprost do Igi Świątek: “Co się dzieje?”

    Do występu naszej tenisistki odniosła się w swoim podcaście słynna Rennae Stubbs. Zasiadająca w sztabie Sereny Williams była liderka rankingu deblistek zwróciła się przy tym bezpośrednio do Raszynianki.

    – Chciałbym zwrócić się do Igi. Nawet przy piłce setowej w pierwszym secie miała przed sobą całkowicie wolną przestrzeń na korcie na forhendzie, z którego jeszcze dwa czy trzy lata temu bez problemu zagrałaby zwycięskie uderzenie a tym razem chybiła o około 20 stóp, tracąc w ten sposób pierwszego seta, To właśnie w takich momentach zastanawiasz się: “Co się dzieje?”. Jak to możliwe, że jako jedna z najlepszych tenisistek ostatnich sześciu czy siedmiu lat tak fatalnie pudłujesz w tak ważnym momencie przeciwko tak niedoświadczonej zawodniczce jak Alex Eala? Właśnie w takich sytuacjach trzeba się skupić i nie pudłować. Wróćmy nawet do gry Sereny, kiedy przegrywała przy punkcie meczowym. Co ona robi? Potężny pierwszy serwis – przemówiła Australijka.

    Znaczący głos pod adresem sztabu Świątek. Była światowa jedynka doradza

    Rennae Stubbs zauważyła przy tym, że tak proste błędy świadczą o niezwykle trudnej sytuacji Igi Świątek, o którą niebawem trzeba będzie pytać jej sztab oraz samą 25-latkę. Zwłaszcza, że dalsza część sezonu w teorii nie zapowiada się jako łatwiejsza niż to, co już za polską tenisistką.

    – Fakt, że Iga nie potrafi nawet zagrać podstawowego forhendu na otwartym korcie w kluczowym momencie meczu, wskazuje mi, że w jej grze, jak i w samopoczucie na korcie, panuje ogromna niepewność. W przyszłości pojawi się wiele pytań, które trzeba będzie zadać jej i jej zespołowi, zwłaszcza że przechodzi na nawierzchnię, którą lubi, czyli twardą, ale nadal nie jest ona dla niej tak komfortowa jak mączka, a widzieliśmy, co się tam wydarzyło – zakończyła swój wywód 55-latka z Sydney.
    Zbliżenie twarzy sportowca w czapce z widocznym jednym okiem, w prawym górnym rogu okrągłe powiększenie prezentujące tę samą osobę trzymającą przy twarzy biały ręcznik.

    Iga Świątek Artur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP

    Najlepsze akcje dnia w meczach o półfinał Wimbledonu.

  • Aż huczy ws. ręczników na Wimbledonie. Nagle padło nazwisko Świątek

    Aż huczy ws. ręczników na Wimbledonie. Nagle padło nazwisko Świątek

    Iga Świątek z Wimbledonem pożegnała się już na etapie trzeciej rundy – uległa bowiem Alexandrze Eali 6:7(9), 2:6. Na kilka dni po eliminacji obrończyli tytułu brytyjskie media nieoczekiwanie wywołały polską zawodniczkę do tablicy. Poszło o… masową kradzież turniejowych ręczników.

    Jak donosi “The Sun”, tylko podczas pierwszego tygodnia zmagań na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Club tenisiści przywłaszczyli sobie ponad 3 tys. ręczników. Jak podkreślili dziennikarze, trend ten nasilił się po ubiegłorocznym incydencie z Igą Świątek, która otwarcie przyznała, że “kradnie” turniejowe ręczniki na pamiątkę, aby następnie rozdać je rodzinie i znajomym.

    “Broniąca tytułu mistrzyni singla kobiet Iga Świątek regularnie pakowała je do swojej torby w zeszłym roku podczas marszu po zwycięstwo i stała się popularna po tym, jak zyskała przydomek ‘złodziejka ręczników’” – czytamy w artykule.

    Świątek i Sabalenka w domu. A Ostapenko zagra o tytuł w Wimbledonie

    Iga Świątek przyłapana na wykradaniu ręczników na Wimbledonie. Tak się tłumaczyła

    Iga Świątek w ubiegłym roku wywołała niemałe poruszenie, gdy podczas Wimbledonu przyłapana została na… wykradaniu turniejowych ręczników. Podczas pomeczowego wywiadu po pokonaniu Poliny Kudiermietowej w pierwszej rundzie Polka zapytana została o swoje zdobycze, co wprowadziło ją w wyraźne zakłopotanie.

    “To temat, o którym nikt nigdy nie mówi. Uwielbiamy nasze ręczniki. Za każdym razem, gdy wracam ze szlema, myślę, że mam około dziesięciu przyjaciół i dziesięciu członków rodziny, którzy chcą ręczników. Przepraszam Wimbledon. Nie wiem, czy powinnam to robić” – przyznała była liderka światowego rankingu kobiecego tenisa z wyraźnym rozbawieniem.

    W tym roku jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem zmagań dziennikarze postanowili zapytać sześciokrotną mistrzynię wielkoszlemową, czy zamierza kontynuować “kradzież” ręczników. Polka postawiła na szczerość.

    “Cóż, zacznijmy od faktu, że nie mam już żadnych ręczników z zeszłego roku. Wszyscy, moi przyjaciele, moja rodzina, chcieli je mieć. Przekazałam je również na cele charytatywne, bo ta sprawa stała się oczywiście wiralem. Więc chyba powinnam “ukraść” jeszcze więcej. I tak, będę to kontynuować, bo to najlepsza pamiątka, jaką można zdobyć z turnieju” – odpowiedziała.

    Znaczący głos pod adresem sztabu Świątek. Była światowa jedynka doradza
    Tenisistka w białym stroju sportowym z uniesioną rakietą oraz zacisniętą pięścią wyrażającą radość i triumf. Na twarzy szeroki uśmiech, na głowie sportowa czapka, w tle rozmyte trybuny.

    Iga ŚwiątekKIRSTY WIGGLESWORTHEast News
    Kobieta w białej czapce z daszkiem i białym stroju sportowym, skupiona, patrzy przed siebie w naturalnym świetle.

    Iga Świątek, WimbledonHenry NichollsAFP
    Tenisistka w białym stroju i czapce z daszkiem okazuje silne emocje podczas meczu, trzymając rakietę tenisową.

    Iga ŚwiątekHenry NichollsEast News

    Coco Gauff – Jessica Pegula. Skrót meczu.

  • Pokonała Sabalenkę, nadszedł czas na Muchovą. 100 minut gry Osaki na oczach Wiktorowskiego

    Pokonała Sabalenkę, nadszedł czas na Muchovą. 100 minut gry Osaki na oczach Wiktorowskiego

    W niedzielę Naomi Osaka zrewanżowała się Arynie Sabalence za wszystkie przegrane bezpośrednie spotkania w sezonie 2026. Japonka doskonale serwowała, ani razu nie straciła serwisu i pokonała liderkę rankingu WTA 6:2, 7:6(2). Po meczu została zapytana, co się zmieniło, że nagle zaczęła odnosić takie dobre wyniki na trawie. Czterokrotna mistrzyni imprez wielkoszlemowych jednoznacznie wskazała na siedzącego w jej boksie Tomasza Wiktorowskiego. W ten sposób doceniła polskiego trenera, który poprowadził ją do pierwszego ćwierćfinału Wimbledonu.

    Osaka nie chciała na tym poprzestać. Dzisiaj ponownie stanęła do walki, tym razem o awans do najlepszej “4”. Po drugiej stronie siatki znalazła się Karolina Muchova. Japonka miała do wyrównania pewien rachunek z Czeszką. 27 czerwca panie spotkały się w finale WTA 500 w Bad Homburg. Wówczas Naomi skreczowała przy stanie 6:1, 1:0 dla rywalki. Na szczęście problem zdrowotny nie okazał się poważny i dzięki temu zawodniczka z Azji była gotowa do rywalizacji w Londynie. We wtorek chciała sobie powetować wydarzenia z Niemiec.

    Wimbledon: Naomi Osaka kontra Karolina Muchova w ćwierćfinale

    Mecz rozpoczął się nietypowo – od festiwalu breaków. Najpierw doszło do przełamania na korzyść Muchovej, potem serwisu nie utrzymała Osaka. W trzecim gemie Karolina prowadziła 30-15, a mimo to znów dała sobie odebrać podanie. Niekorzystna seria zaczęła się od podwójnego błędu. Przy break poincie zobaczyliśmy doskonałe minięcie w wykonaniu Naomi. Po zmianie stron Japonka posiadała piłkę na 3:1, ale nie zdołała potwierdzić przewagi. Dopiero Czeszka jako pierwsza przypilnowała własnego podania – podczas piątego rozdania.

    Muchova chciała podtrzymać kapitalną passę na returnie, była okazja na 4:2. Od tamtej pory Osaka uruchomiła serwis i wyszła z opresji, doprowadzając do remisu. W kolejnych minutach panie złapały lepszy rytm, pewnie pilnowały swoich podań. Ciekawiej zrobiło się w jedenastym gemie. Wówczas, po podwójnym błędzie serwisowym Karoliny, pojawił się break point na 6:5 dla Naomi. Ostatecznie o losach partii zdecydował dopiero tie-break. Decydująca rozgrywka od początku toczyła się po myśli Czeszki. Już przy stanie 6-2 miała pierwsze setbole. Japonka odrobiła część strat, ale przy trzeciej szansie Muchova dopięła swego, zapisując na swoim koncie wynik 7:6(4).

    Pierwsze dwa gemy kolejnej części pojedynku przebiegły bez większej historii. Ciekawiej zrobiło się w trakcie trzeciego rozdania. Panie stoczyły długą walkę na przewagi, był nawet break point dla Muchovej. Ostatecznie Osaka utrzymała podanie i wciąż mogła kontrolować sytuację w drugiej odsłonie. Czeszka znajdowała jednak skuteczne odpowiedzi i w trakcie dziewiątego rozdania doczekała się swojego wielkiego momentu. Naomi rozegrała gem pełen skrajnych emocji – asy przeplatała podwójnymi błędami serwisowymi.

    Przy drugim break poincie Japonka zagrała piłkę drajw wolejem, czyli prosto z powietrza i zupełnie nie trafiła w pole wyznaczone do gry pojedynczej. Po zmianie stron Karolina w doskonałym stylu przypieczętowała awans do najlepszej “4”. Pojawiły się asy, utrzymała podanie bez straty punktu. Ostatecznie Muchova triumfowała w starciu z podopieczną Tomasza Wiktorowskiego 7:6(4), 6:4 po 100 minutach walki. O finał Wimbledonu Czeszka powalczy w czwartek z Coco Gauff.

    Główne zmagania w Londynie potrwają do 12 lipca. Najważniejsze informacje dotyczące Wimbledonu można śledzić za pomocą specjalnej zakładki na stronie Interia Sport.
    Dwoje ludzi ubranych w sportowe koszulki stoi obok siebie na tle niebieskiego boiska tenisowego, kobieta po lewej stronie ma na koszulce nadrukowane piłki tenisowe, mężczyzna po prawej stronie nosi okulary przeciwsłoneczne i czarną koszulkę z kolorowym…

    Naomi Osaka i Tomasz WiktorowskiWojciech KubikEast News
    Tenisistka w pomarańczowym stroju sportowym i opasce na głowie, trzymająca rakietę tenisową, z wyrazem determinacji na twarzy, na tle jasnego kortu tenisowego.

    Karolina MuchovaNoushad Thekkayil / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Kobieta w sportowym stroju koncentruje się na odbiciu nadlatującej piłki tenisowej, trzymając mocno rakietę obiema rękami.

    Coco GauffTIZIANA FABI AFP

    James Blake: Hurkacz na twardych kortach może być jeszcze lepszy.

  • Ostapenko grała o finał Wimbledonu. 16 asów, dwa na sam koniec meczu

    Ostapenko grała o finał Wimbledonu. 16 asów, dwa na sam koniec meczu

    Jelena Ostapenko nie ma dziś sportowej klasy Aryny Sabalenki, Igi Świątek czy Jeleny Rybakiny, ale z każdą z nich jest w stanie wygrać. Trudno o bardziej nieobliczalną zawodniczkę w TOP 50 rankingu WTA, co pokazał choćby poprzedni sezon. A w nim cała seria porażek z tenisistkami z drugiej czy trzeciej setki, ale też tytuł w Stuttgarcie, po ograniu Świątek i Sabalenki, czy też finał w Dosze.

    Ten rok jest nieco inny. O tyle, że mniej w nim tak sporych spadek, jak w tamtym sezonie, ale też i mniej podobnych sukcesów. Półfinał w Dosze, ćwierćfinał w Rzymie – to te w największych imprezach, rangi 1000. W Szlemach była zaś co najwyżej trzecia runda – teraz w Londynie.

    Słabsze były też wyniki w deblu, Ostapenko spadnie w najbliższym notowaniu rankingu gry podwójnej z 10. miejsca na koniec drugiej dziesiątki. Może dlatego zdecydowała się wrócić do gry mieszanej. Zgłosiła się do turnieju z Marcelo Arevalo – 35-latkiem z Salwadoru, czołowym deblistą świata. Zostali rozstawieni z “2”, więc miejsce w finale nie powinno dziwić. Ale w przypadku Jeleny nigdy nic do końca nie wiadomo.

    Wimbledon 2026. Jelena Ostapenko w półfinale Wimbledonu. Wspólnie z Marcelo Arevalo

    Dla duetu Ostapenko/Arevalo było to już czwarte spotkanie, zarazem kolejne dzień po dniu. To wczorajsze z parą Laura Siegemund/Edouard Roger-Vasselin dostarczyło emocji w samej końcówce, a wrzało po jego zakończeniu. Niemka nie podała ręki Łotyszce, obie od dawna mają na pieńku.

    W półfinale po drugiej stronie siatki znaleźli się: Shuai Zhang – Christian Harrison, nr 3 w drabince. Amerykanina polscy kibice mogą pamiętać z boju o finał United Cup, gdy wspólnie z Coco Gauff mierzył się z parą Katarzyna Kawa/Jan Zieliński. I to polski duet wygrał.

    Pierwszy set toczyła się niemal do samego końca przy potężnej dominacji serwisu. Z jednym wyjątkiem, gdy w piątym gemie kłopoty serwisowe dopadły Arevalo. Do przełamania jednak nie doszło. Nastąpiło ono w ósmym gemie, gdy piłkę do gry wprowadzała Chinka. A za chwilę zawodnik z Salwadoru wyserwował stan 6:3.

    Po drugiej partii był już jednak remis, choć duet Zhang/Harrison mógł to rozstrzygnąć trochę wcześniej. Miał przewagę breaka, gdy jednak serwis zawiódł Jelenę. I to Ostapenko została po raz drugi przełamana – w gemie, który miał dać jej i Arevalo tie-breaka.
    Dwoje tenisistów w białych strojach obejmuje się przy siatce, trzymając w dłoniach rakiety do tenisa.

    Radość Jeleny Ostapenko i Marcelo Arevaloscreen za Polsatem Sportmateriał zewnętrzny

    O finale decydował więc trzeci set – w nim do stanu 3:3 wszystko rozgrywało się zgodnie z planem. A później przełamana została Shuai Zhang. Choć większą winę ponosi tu Harrison, któy przy stanie 0-15 wolejem spod samej siatki trafił w tę siatki. Mimo że Arevalo i Ostapenko pogubili się na linii końcowej. Za moment w opałach znalazła się Łotyszka, znów zaliczyła podwójny błąd, pojawiły się trzy break pointy na 4:4. Do przełamania nie doszło. A na końcu błysnął zawodnik z Salwadoru. Dwa jego asy zakończyły to spotkanie – 6:3, 5:7, 6:4 – to końcowy wynik po równych 120 minutach. 16 asów też zrobiło swoje.

    W finale rywalem Łotyszki i Salwadorczyka będą Austrlijczycy: Storm Hunter i Marc Polmans.
    Kobieta w sportowym stroju z zaplecionym warkoczem unosi dłoń, wykonując gest sugerujący mierzenie odległości lub pokazanie wysokości, skupiona mina wskazuje na koncentrację podczas meczu.

    Jelena Ostapenko Noushad Thekkayil/NurPhoto AFP
    Shuai Zhang

    Shuai ZhangAFP

    Coco Gauff – Jessica Pegula. Skrót meczu.

  • Radwańska z legendą rozszyfrowały problem Świątek. Pilna rada dla gwiazdy

    Radwańska z legendą rozszyfrowały problem Świątek. Pilna rada dla gwiazdy

    Agnieszki Radwańska: – Wydaje mi się, że ten pierwszy mecz pokaże już chyba wszystko. Chwilę pograłyśmy, wiadomo, te kilka dni, od kiedy tu jesteśmy. Przy czym każda z nas miała też swoje jakieś rzeczy, więc tak jak się miksowałyśmy. Ta, która była wolna, pisała i umawiałyśmy się. A i z przeciwniczkami zdarzało się pograć, bo tak czasami się spotykałyśmy na korcie.

    Podział na korcie, o którym pani wspominała, nic się nie zmienił? Zagracie na swoich najlepszych stronach?

    – Na ten moment tak, ale po pierwszym starcie, jak będzie źle, to się zmienimy.

    Gra pani chętnie w turniejach legend, ale mówiła pani już wcześniej, że kariery by nie chciała wznawiać. Co było najtrudniejsze w byciu zawodową tenisistką?

    – Myślę, że ogólnie na korcie widzimy tylko czubek góry, czyli półtorej-dwie godziny meczu. Najcięższe jest to, czego nie widać. Czyli ta cała praca, która jest tak napprawdę 24/7 poza kortem. Wszystko jest poświęcane, wszystko jest robione pod tenis, pod trening, wyjście, odpoczynek, regeneracja. Absolutnie wszystko, wszystko. To jest najcięższe, bo jest ciągła, monotonna praca.

    I to nie tylko praca czysto tenisowa, ale i mentalna i w zakresie zobowiązań sponsorskich?

    – Tak, absolutnie wszystko. Ale głównie też taka, aby organizm był cały czas w 100 procentach zregenerowany i w stu procentach gotowy do treningu oraz do meczu. Czyli po prostu absolutnie wszystko robimy tak, żeby być najlepszą wersją siebie na korcie. Tenis zawsze był priorytetem i dla każdego jest, dlatego tutaj jesteśmy, ale to łatwo nie jest.

    Pani z dobrego przygotowania zawsze słynęła.

    – Powiedzmy (uśmiech). Jeżeli chodzi o samą kondycję i sprawność, to jak najbardziej. Pewnie jeśli chodzi o fizyczność, czy ogólnie siłę, to…

    Bardziej na myśli miałem wytrzymałość.

    – Tak, bo jestem jeszcze ze starej szkoły też jeszcze jestem, więc u mnie na początku była duża objętość i dużo cardio. Więc ja swoje maratony przebiegłam. I to nie jeden, tylko wiele, wiele, łącząc wszystko. Dlatego dla mnie nie było problemem grać po 3-4 godziny mecz.

    Kilka dni temu rozmawialiśmy dużo na temat sytuacji Igi Świątek i całej skomplikowanej układance, w której aktualnie się znajduje. Przegrany mecz z Alexandrą Ealą pani zdaniem i pani okiem przede wszystkim co pokazał?

    – Jeżeli chodzi o pierwszego seta, to był naprawdę bardzo fajny i dobry set, na dobrym poziomie. Bardzo duża intensywność na korcie z obu stron. Też Eala mnie zaskoczyła, że naprawdę zagrała bardzo dobrze i solidnie od samego początku. Wiadomo, później ten tie-break troszkę uciekł i kilka piłek, w najważniejszych momentach, Iga nie wykorzystała. Błędy pojawiały się wtedy, kiedy nie trzeba. Ale na pewno przełomowym momentem był bardzo słaby początek drugiego seta, gdzie praktycznie po pięciu minutach przegrywała 0:3. Był jeszcze długi gem na 3:1, w którym Iga mogła jeszcze to wyciągnąć i też by było inaczej, gdyby to zrobiła. Potem oczywiście walczyła i goniła, ale ciężko jest od razu na dwóch breakach gonić drugiego seta. Mam wrażenie, że chyba drugi set jest teraz u Igi najcięższym momentem. Nieważne, co dzieje się w pierwszym, to nawet jak jest dobrze, początek drugiego jest punktem kulminacyjnym. A jeśli gra się z dziewczyną z czołówki i w sztosie, która pokazuje dobry tenis, jest ciężko z tego wyjść.

    Wciąż pamiętamy też Igę w swoim sztosie, a dziś niekonwencjonalny serwis przeciwniczki, który nie jest najmocniejszy, ale różnicowany, też wytrąca ją z jej rytmu grania.

    – Tak. Wydaje mi się, że parę razy wręcz jakby nie była przygotowana na to, że ten serwis będzie trochę lżejszy. Przeciwniczka też trochę się spinała, więc posyłała lżejsze piłki, a wiemy, że nieuderzona na trawie piłka praktycznie staje dęba, a nie sunie po korcie. W takiej sytuacji, jak to się mówi, faktycznie trzeba już wszystko robić samemu, bo piłka nie ma żadnej prędkości. Na pewno szkoda tego meczu, bo wydawało mi się, że po tym pierwszym stracie jeszcze może to wyciągnąć, ale niestety…

    Iga Świątek “uwięziona w klatce”. Uznany trener apeluje ws. Abramowicz

    Legendarna Martina Navratilova zwróciła uwagę, że jeśli dzisiaj Iga przy swoim chwycie rakiety zwalnia rękę na forhendzie i nie jest mocny, czyli w jej stylu, to – w cudzysłowie – staje się na korcie martwa.

    – Też, trochę tak jest, oczywiście. I tak samo, kiedy Iga jest trochę wyżej, a pod wpływem emocji, nerwów, stresu wychodzi za szybko do góry, to wiadomo, że piłka od razu nie jest czysto uderzona, więc zwalnia. Przy takim ekstremalnym uchwycie, jaki ma Iga, to ustawienie, uderzenie i pójście do przodu całym ciałem w ogóle jest kluczowe. Zwłaszcza na trawie.

    A co powiedzieć o Hubercie Hurkaczu, gdy wszystko idzie dobrze, a nagle zawodzi ciało?

    – Myślę, że powodem też było to, że jednak po przerwach Hubert wchodził na kolejny mecz na bardzo dużej intensywności. Serwował po 145 mil na godzinę przez tyle setów, więc ciało nie wytrzymało którejś godziny na korcie. Wchodzi w grę na pewno przygotowanie fizyczne i myślę, że też meczów na takim poziomie i na takiej intensywności było ostatnio w niego trochę mniej. Po prostu coś nie wytrzymało, przy takim ilości serwisów z tą prędkością jest ciężko.

    Rozmawiał i notował Artur Gac, Wimbledon

    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce na głowie, pijąca wodę z niebieskiego bidonu podczas przerwy w meczu tenisowym na korcie.

    Iga ŚwiątekDita Alangkara/Associated Press/East NewsEast News
    Kobieta w białej czapce z daszkiem i sportowej koszulce stoi z rakietą tenisową, w tle druga osoba z notesem.

    Agnieszka RadwańskaArtur GacPUSTE

    Iga Świątek – Alexandra Eala. Skrót meczu.

  • Maja Chwalińska rezygnuje! Ogłosiła wycofanie tuż po Wimbledonie

    Maja Chwalińska rezygnuje! Ogłosiła wycofanie tuż po Wimbledonie

    Maja Chwalińska była już w połowie drugiej setki rankingu latem 2022 roku, po swoim najlepszym Wielkim Szlemie w karierze – z kwalifikacji przebiła się wtedy do głównej drabinki, dotarła w niej do drugiej rundy. Pech polegał na tym, że wówczas za zmagania w Londynie były gratyfikacje tenisowe, a nie punktowe. Organizująca turniej All England Lawn Tennis Club oraz brytyjska federacja Lawn Tennis Association zostały ukarane grzywnami za zakaz gry dla tenisistów z Białorusi i Rosji, a uczestnicy – nie dostali punktów. Gdyby nie to, już wtedy Maja byłaby blisko wejścia do najlepszej setki.

    A tak wszystko opóźniło się o cztery lata. Tenisistka z Bielska-Białej przeszła bowiem niedługo później operację kolana, wróciła do gry po sześciu miesiącach, ale odbudowywanie pozycji trwało bardzo długo. Dopiero tegoroczny Roland Garros stal się przełomem, choć w drodze do niego wygrała trzy turnieje rangi WTA 125, wszystkie na mączce. I to jest nawierzchnia, na której 24-latka czuje się najlepiej.

    Zaraz po Wimbledonie miała na nią zresztą wrócić – na dwa ostatnie w tym roku turnieje na kortach ziemnych w głównym cyklu WTA. Mowa o rywalizacji w Jassach w Rumunii oraz w Hamburgu.

    WTA Jassy. Turniej rangi 250 zaraz po Wimbledonie. Zapadła decyzja ws. Mai Chwalińskiej

    Jak się skończył dla Chwalińskiej Wimbledon – już doskonale wiemy. I można żałować tego, co stało się przy piłce meczowej w potyczce z Mananchayą Sawangkaew, gdy Polka prowadziła 6:2, 5:2. Jeden uślizg, kontuzja stawu skokowego – i wszystko na korcie się odwróciło. Maja przegrała praktycznie wygrany już mecz, uraz sprawił, że musiała wycofać się ze zmagań deblistek.
    Młoda kobieta z długimi, jasnymi włosami w zielonej sportowej kurtce z logotypami Lotto i Orlen, stojąca na tle z rozmytymi emblematami.

    Maja ChwalińskaTomasz Jastrzebowski/REPORTEREast News

    Wróciła do kraju, przeszła badania, które nie wykazały jednak poważniejszych uszkodzeń. “Z przyjemnością informujemy, że proces powrotu do zdrowia przebiega pomyślnie, a zawodniczka rozpoczęła już lekkie ćwiczenia ogólnorozwojowe w ramach rehabilitacji” – poinformował sztab zawodniczki. Tyle że plany dotyczące najbliższych tygodni i tak uległy zmianie.

    Maja planowała bowiem, by zaraz po Wimbledonie wystąpić w turnieju WTA 250 w Jassach – rok temu doszła tam do 1/8 finału – przegrała z Jil Teichmann, której później zrewanżowała się w Montreux.

    Teraz zostałaby rozstawiona z “2” – za Soraną Cirsteą, dla której będzie to zapewne ostatni turniej w ojczyźnie w karierze. 36-letnia Rumunka kończy bowiem karierę po sezonie, a w najbliższym notowaniu być może będzie… na najwyższej pozycji w historii. W rankingu WTA “na żywo” jest 17. – i zachowa to miejsce, jeśli Elise Mertens nie awansuje do finału.

    Tyle że nazwisko Chwalińskiej właśnie zniknęło z listy startowej turnieju w Jassach, co potwierdziła też oficjalna strona WTA.
    Portrety sześciu tenisistek na zielonym tle, każda podpisana imieniem, nazwiskiem oraz flagą kraju: Emiliana Arango, Anna Bondar, Maja Chwalińska, Sorana Cîrstea i Jaqueline Cristian.

    Na górze lista zgłoszeń w zeszłym tygodniu. Na dole – już po aktualizacjiscreeny za WTAmateriał zewnętrzny

    To zaś oznacza, że Maja najwcześniej wróci do gry w Hamburgu, tam powinna zostać rozstawiona z “1”. Choć nie zwalnia to w imprezach rangi 250 z występu w pierwszej rundzie.

    A później zostają już imprezy na kortach twardych – najpierw w Toronto, później w Cincinnati, wreszcie – w US Open. W każdej z nich podopieczna trenera Machovsky’ego będzie rozstawiona, turnieje w Kanadzie i Ohio zacznie więc od drugiej rundy.
    Kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym z uniesionym palcem wskazującym, wyrażającą koncentrację i determinację.

    Maja ChwalińskaCHRISTOPHE ENAEast News

    Jasmine Paolini – droga do ćwierćfinału Wimbledonu.

  • Zaskoczenie na Wimbledonie. Chwalińska wywołana. Bezwzględny werdykt

    Zaskoczenie na Wimbledonie. Chwalińska wywołana. Bezwzględny werdykt

    Tegoroczny Wimbledon wkracza w decydującą fazę bez choćby jednej polskiej tenisistki w drabince. Nieoczekiwanie jednak po meczu 1/8 finału pomiędzy Alexandrą Ealą oraz Jasmine Paolini wywołana została Maja Chwalińska. O polskiej tenisistce zaczął mówić były niemiecki tenisistka Michael Stich, nawiązując do występu 24-latki na Rolandzie Garrosie. A werdykt, jaki wygłosił, brzmi bezwzględnie.
    Alexandra Eala podczas gry w Wimbledonie, obok Maja Chwalińska w okrągłym kadrze, obie w białych strojach.

    Na zdjęciu Alexandra Eala oraz Maja Chwalińska podczas tegorocznego WimbledonuKentaro Tominaga / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFP AFP

    Piękna podróż Alexandry Eali po drabince Wimbledonu zakończyła się na 1/8 finału. Po tym, jak filipińska tenisistka ograła w sobotę w dwóch setach Igę Świątek, jej pogromczynią została wczoraj mająca polskie korzenie reprezentantka Włoch – Jasmine Paolini.

    Porażkę 32. rakiety świata skomentował przed kamerami Prime Video były niemiecki tenisista Michael Stich. Jego zdaniem, wpływ na dyspozycję Alexandry Eali miała jej potyczką z Igą Świątek, a także rozegrane wcześniej spotkania, które przełożyły się na zmęczenie znacząco obniżające dyspozycję 21-latki.

    – Paolini grała równo, a Eala popełniła kilka błędów w kluczowych momentach. Ostatecznie lepsza i bardziej agresywna zawodniczka zasłużyła dziś na zwycięstwo. Eala rozegrała już wiele meczów i wyglądała na nieco zmęczoną. Opiera się na kreatywności umysłowej, która pod koniec meczu nieco osłabła – stwierdził były wicelider rankingu ATP.

    Przykro czytać. Tych słów o Świątek Navratilova już nie cofnie

    Odniósł się przy tym do tematu presji związanej z występem Alexandry Eali.

    – Jeśli chodzi o presję z zewnątrz, mam na ten temat inne zdanie. Presja pochodzi od ciebie samego i od oczekiwań, jakie sobie stawiasz. Oczywiście ludzie chcą, żebyś wygrał, ale jeśli psychicznie jesteś o pięć procent poniżej swojej najlepszej formy, bo jesteś zmęczony, to ma na ciebie wpływ. Na tym poziomie liczą się właśnie takie drobne różnice – powiedział Niemiec.

    Wimbledon. Eala poza drabinką. I nagle słowa o Chwalińskiej

    Ubolewając nad porażką Eali, Michael Stich niespodziewanie wywołał Maję Chwalińską, nawiązując do jej genialnego występu na kortach Rolanda Garrosa. A jego werdykt względem paryskiej bajki Polki był dość bezwzględny.

    – Szkoda, że Eala odpadła, ale ostatecznie chcesz, żeby w turnieju grali najlepsi zawodnicy. To jak na Rolandzie Garrosie. Awans zawodniczki z kwalifikacji do finału to wspaniała historia, ale w końcu chcemy oglądać rywalizację najlepszych graczy – orzekł krótko 57-latek.

    22 godziny po pokonaniu Świątek zapadł werdykt Wimbledonu ws. Eali. Ostateczna decyzja

    Po wygranej z Alexandrą Ealą Jasmine Paolini zagra w ćwierćfinale Wimbledonu z reprezentantką Ukrainy Martą Kostiuk, która w poprzedniej rundzie wyeliminowała reprezentantkę Stanów Zjednoczonych Ashlyn Krueger.
    Kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym z uniesionym palcem wskazującym, wyrażającą koncentrację i determinację.

    Maja ChwalińskaCHRISTOPHE ENAEast News
    Tenisistka ubrana w niebieską koszulkę sportową z żółtymi akcentami skupia wzrok na zbliżającej się do niej piłce tenisowej, wyrażając zaskoczenie na twarzy, a w tle widać rozmyte niebieskie pasy.

    Alexandra EalaWaleed Zein/AnadoluAFP
    Kobieta w czapce sportowej trzyma biały ręcznik przy twarzy, wygląda na skoncentrowaną i zmęczoną po intensywnym wysiłku fizycznym.

    Iga ŚwiątekWILLIAM WEST / AFPAFP

    Najlepsze akcje dnia tenisistek na kortach Wimbledonu.

  • Potwierdza się ws. Wiktorowskiego i Świątek. To musiało tak się skończyć

    Potwierdza się ws. Wiktorowskiego i Świątek. To musiało tak się skończyć

    Maciej Synówka i Tomasz Wiktorowski znają się od 20 lat. Był czas, że pierwszy z panów trenował Urszulę Radwańską, drugi Agnieszkę. Przyszło więc im, w pewnym sensie, współpracować. Synówka miał okazję z bliska oglądać, jak jego kolega-trener dochodzi z “Isią” do finału Wielkiego Szlema oraz do 2. miejsca w rankingu WTA.

    Teraz, przy okazji wizyty w studiu “Halo tu Wimbledon” w Polsacie Sport, wspomina tę znajomość i początki pracy Wiktorowskiego z Igą Świątek. Ta komitywa musiała skończyć się w jeden możliwy sposób – sukcesami Polki.

    Przyszła współpraca z Igą Świątek i natychmiastowy efekt – została liderką światowego zestawienia, dominowała, wygrywała turnieje wielkoszlemowe

    Ujawnia, z jakim nastawieniem Tomasz Wiktorowski wszedł do sztabu szkoleniowego Igi Świątek i co oświadczył już na samym wstępie.

    Oto co Wiktorowski powiedział od razu po wejściu do sztabu Świątek

    “Tomek był pierwszą osobą, która weszła do sztabu i powiedziała: ‘Pracujemy po to, żeby być numerem jeden’. On nadał zupełnie inny kierunek niż dotychczas. Wiedział, jak podzielić sztab i jak pracować z takim sztabem” – opowiada Maciej Synówka.

    Jego atuty dostrzegła Naomi Osaka, która – po wygraniu meczu z Aryną Sabalenką na Wimbledonie – nie szczędziła miłych słów pod adresem polskiego szkoleniowca. Gdy zapytano ją o przyczynę poprawy gry, od razu wskazała na Wiktorowskiego.

    Synówka nie dziwi się tej wypowiedzi. Sądzi, że już na początkowym etapie współpracy z Japonką Tomasz Wiktorowski miał określony plan, nad czym i jak pracować. Dał podopiecznej dużo swobody.

    “Trzeba było zbudować trochę dystansu, pozwolić Naomi, żeby odzyskała świeżość i radość z gry. Widzimy, że Tomek dał jej możliwość, aby rozwijała się choćby poprzez stroje, zachowania” – zaznacza ekspert.

    A na koniec nie szczędzi słów uznania pod adresem uznanego szkoleniowca. Wyjaśnia, w czym – jego zdaniem – tkwi klucz do sukcesu.

    “Myślę, że wielkość Tomka polega na tym, że jest świetnym obserwatorem i organizatorem procesu szkoleniowego. Potrafi popatrzeć na zawodniczkę z perspektywy całego sezonu, a nawet dwóch czy trzech. To jest jego wartość” – podsumowuje.

    Sukcesy Igi Świątek pod wodzą Tomasza Wiktorowskiego. Złoty okres kariery

    Tomasz Wiktorowski był głównym trenerem Igi Świątek od grudnia 2021 do października 2024 roku. W tym czasie polska tenisistka zdobyła 19 tytułów WTA, w tym cztery wielkoszlemowe (French Open 2022, 2023, 2024 oraz US Open 2022) oraz brązowy medal olimpijski w Paryżu (2024), zwyciężyła w WTA Finals (2023) i liderowała w rankingu WTA przez 123 tygodnie.

    Po rozstaniu z polskim szkoleniowcem zatrudniła Wima Fissette’a, z którym wygrała Wimbledon (2025). Współpraca jednak zakończyła się w marcu bieżącego roku. Od kwietnia trenerem Polki jest Francisco Roig.

    Z kolei Tomasz Wiktorowski od lipca 2025 roku trenuje Naomi Osakę. Oboje zdają się z tej współpracy bardzo zadowoleni.