• Radwańska z legendą rozszyfrowały problem Świątek. Pilna rada dla gwiazdy

    Radwańska z legendą rozszyfrowały problem Świątek. Pilna rada dla gwiazdy

    Agnieszki Radwańska: – Wydaje mi się, że ten pierwszy mecz pokaże już chyba wszystko. Chwilę pograłyśmy, wiadomo, te kilka dni, od kiedy tu jesteśmy. Przy czym każda z nas miała też swoje jakieś rzeczy, więc tak jak się miksowałyśmy. Ta, która była wolna, pisała i umawiałyśmy się. A i z przeciwniczkami zdarzało się pograć, bo tak czasami się spotykałyśmy na korcie.

    Podział na korcie, o którym pani wspominała, nic się nie zmienił? Zagracie na swoich najlepszych stronach?

    – Na ten moment tak, ale po pierwszym starcie, jak będzie źle, to się zmienimy.

    Gra pani chętnie w turniejach legend, ale mówiła pani już wcześniej, że kariery by nie chciała wznawiać. Co było najtrudniejsze w byciu zawodową tenisistką?

    – Myślę, że ogólnie na korcie widzimy tylko czubek góry, czyli półtorej-dwie godziny meczu. Najcięższe jest to, czego nie widać. Czyli ta cała praca, która jest tak napprawdę 24/7 poza kortem. Wszystko jest poświęcane, wszystko jest robione pod tenis, pod trening, wyjście, odpoczynek, regeneracja. Absolutnie wszystko, wszystko. To jest najcięższe, bo jest ciągła, monotonna praca.

    I to nie tylko praca czysto tenisowa, ale i mentalna i w zakresie zobowiązań sponsorskich?

    – Tak, absolutnie wszystko. Ale głównie też taka, aby organizm był cały czas w 100 procentach zregenerowany i w stu procentach gotowy do treningu oraz do meczu. Czyli po prostu absolutnie wszystko robimy tak, żeby być najlepszą wersją siebie na korcie. Tenis zawsze był priorytetem i dla każdego jest, dlatego tutaj jesteśmy, ale to łatwo nie jest.

    Pani z dobrego przygotowania zawsze słynęła.

    – Powiedzmy (uśmiech). Jeżeli chodzi o samą kondycję i sprawność, to jak najbardziej. Pewnie jeśli chodzi o fizyczność, czy ogólnie siłę, to…

    Bardziej na myśli miałem wytrzymałość.

    – Tak, bo jestem jeszcze ze starej szkoły też jeszcze jestem, więc u mnie na początku była duża objętość i dużo cardio. Więc ja swoje maratony przebiegłam. I to nie jeden, tylko wiele, wiele, łącząc wszystko. Dlatego dla mnie nie było problemem grać po 3-4 godziny mecz.

    Kilka dni temu rozmawialiśmy dużo na temat sytuacji Igi Świątek i całej skomplikowanej układance, w której aktualnie się znajduje. Przegrany mecz z Alexandrą Ealą pani zdaniem i pani okiem przede wszystkim co pokazał?

    – Jeżeli chodzi o pierwszego seta, to był naprawdę bardzo fajny i dobry set, na dobrym poziomie. Bardzo duża intensywność na korcie z obu stron. Też Eala mnie zaskoczyła, że naprawdę zagrała bardzo dobrze i solidnie od samego początku. Wiadomo, później ten tie-break troszkę uciekł i kilka piłek, w najważniejszych momentach, Iga nie wykorzystała. Błędy pojawiały się wtedy, kiedy nie trzeba. Ale na pewno przełomowym momentem był bardzo słaby początek drugiego seta, gdzie praktycznie po pięciu minutach przegrywała 0:3. Był jeszcze długi gem na 3:1, w którym Iga mogła jeszcze to wyciągnąć i też by było inaczej, gdyby to zrobiła. Potem oczywiście walczyła i goniła, ale ciężko jest od razu na dwóch breakach gonić drugiego seta. Mam wrażenie, że chyba drugi set jest teraz u Igi najcięższym momentem. Nieważne, co dzieje się w pierwszym, to nawet jak jest dobrze, początek drugiego jest punktem kulminacyjnym. A jeśli gra się z dziewczyną z czołówki i w sztosie, która pokazuje dobry tenis, jest ciężko z tego wyjść.

    Wciąż pamiętamy też Igę w swoim sztosie, a dziś niekonwencjonalny serwis przeciwniczki, który nie jest najmocniejszy, ale różnicowany, też wytrąca ją z jej rytmu grania.

    – Tak. Wydaje mi się, że parę razy wręcz jakby nie była przygotowana na to, że ten serwis będzie trochę lżejszy. Przeciwniczka też trochę się spinała, więc posyłała lżejsze piłki, a wiemy, że nieuderzona na trawie piłka praktycznie staje dęba, a nie sunie po korcie. W takiej sytuacji, jak to się mówi, faktycznie trzeba już wszystko robić samemu, bo piłka nie ma żadnej prędkości. Na pewno szkoda tego meczu, bo wydawało mi się, że po tym pierwszym stracie jeszcze może to wyciągnąć, ale niestety…

    Iga Świątek “uwięziona w klatce”. Uznany trener apeluje ws. Abramowicz

    Legendarna Martina Navratilova zwróciła uwagę, że jeśli dzisiaj Iga przy swoim chwycie rakiety zwalnia rękę na forhendzie i nie jest mocny, czyli w jej stylu, to – w cudzysłowie – staje się na korcie martwa.

    – Też, trochę tak jest, oczywiście. I tak samo, kiedy Iga jest trochę wyżej, a pod wpływem emocji, nerwów, stresu wychodzi za szybko do góry, to wiadomo, że piłka od razu nie jest czysto uderzona, więc zwalnia. Przy takim ekstremalnym uchwycie, jaki ma Iga, to ustawienie, uderzenie i pójście do przodu całym ciałem w ogóle jest kluczowe. Zwłaszcza na trawie.

    A co powiedzieć o Hubercie Hurkaczu, gdy wszystko idzie dobrze, a nagle zawodzi ciało?

    – Myślę, że powodem też było to, że jednak po przerwach Hubert wchodził na kolejny mecz na bardzo dużej intensywności. Serwował po 145 mil na godzinę przez tyle setów, więc ciało nie wytrzymało którejś godziny na korcie. Wchodzi w grę na pewno przygotowanie fizyczne i myślę, że też meczów na takim poziomie i na takiej intensywności było ostatnio w niego trochę mniej. Po prostu coś nie wytrzymało, przy takim ilości serwisów z tą prędkością jest ciężko.

    Rozmawiał i notował Artur Gac, Wimbledon

    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce na głowie, pijąca wodę z niebieskiego bidonu podczas przerwy w meczu tenisowym na korcie.

    Iga ŚwiątekDita Alangkara/Associated Press/East NewsEast News
    Kobieta w białej czapce z daszkiem i sportowej koszulce stoi z rakietą tenisową, w tle druga osoba z notesem.

    Agnieszka RadwańskaArtur GacPUSTE

    Iga Świątek – Alexandra Eala. Skrót meczu.

  • Maja Chwalińska rezygnuje! Ogłosiła wycofanie tuż po Wimbledonie

    Maja Chwalińska rezygnuje! Ogłosiła wycofanie tuż po Wimbledonie

    Maja Chwalińska była już w połowie drugiej setki rankingu latem 2022 roku, po swoim najlepszym Wielkim Szlemie w karierze – z kwalifikacji przebiła się wtedy do głównej drabinki, dotarła w niej do drugiej rundy. Pech polegał na tym, że wówczas za zmagania w Londynie były gratyfikacje tenisowe, a nie punktowe. Organizująca turniej All England Lawn Tennis Club oraz brytyjska federacja Lawn Tennis Association zostały ukarane grzywnami za zakaz gry dla tenisistów z Białorusi i Rosji, a uczestnicy – nie dostali punktów. Gdyby nie to, już wtedy Maja byłaby blisko wejścia do najlepszej setki.

    A tak wszystko opóźniło się o cztery lata. Tenisistka z Bielska-Białej przeszła bowiem niedługo później operację kolana, wróciła do gry po sześciu miesiącach, ale odbudowywanie pozycji trwało bardzo długo. Dopiero tegoroczny Roland Garros stal się przełomem, choć w drodze do niego wygrała trzy turnieje rangi WTA 125, wszystkie na mączce. I to jest nawierzchnia, na której 24-latka czuje się najlepiej.

    Zaraz po Wimbledonie miała na nią zresztą wrócić – na dwa ostatnie w tym roku turnieje na kortach ziemnych w głównym cyklu WTA. Mowa o rywalizacji w Jassach w Rumunii oraz w Hamburgu.

    WTA Jassy. Turniej rangi 250 zaraz po Wimbledonie. Zapadła decyzja ws. Mai Chwalińskiej

    Jak się skończył dla Chwalińskiej Wimbledon – już doskonale wiemy. I można żałować tego, co stało się przy piłce meczowej w potyczce z Mananchayą Sawangkaew, gdy Polka prowadziła 6:2, 5:2. Jeden uślizg, kontuzja stawu skokowego – i wszystko na korcie się odwróciło. Maja przegrała praktycznie wygrany już mecz, uraz sprawił, że musiała wycofać się ze zmagań deblistek.
    Młoda kobieta z długimi, jasnymi włosami w zielonej sportowej kurtce z logotypami Lotto i Orlen, stojąca na tle z rozmytymi emblematami.

    Maja ChwalińskaTomasz Jastrzebowski/REPORTEREast News

    Wróciła do kraju, przeszła badania, które nie wykazały jednak poważniejszych uszkodzeń. “Z przyjemnością informujemy, że proces powrotu do zdrowia przebiega pomyślnie, a zawodniczka rozpoczęła już lekkie ćwiczenia ogólnorozwojowe w ramach rehabilitacji” – poinformował sztab zawodniczki. Tyle że plany dotyczące najbliższych tygodni i tak uległy zmianie.

    Maja planowała bowiem, by zaraz po Wimbledonie wystąpić w turnieju WTA 250 w Jassach – rok temu doszła tam do 1/8 finału – przegrała z Jil Teichmann, której później zrewanżowała się w Montreux.

    Teraz zostałaby rozstawiona z “2” – za Soraną Cirsteą, dla której będzie to zapewne ostatni turniej w ojczyźnie w karierze. 36-letnia Rumunka kończy bowiem karierę po sezonie, a w najbliższym notowaniu być może będzie… na najwyższej pozycji w historii. W rankingu WTA “na żywo” jest 17. – i zachowa to miejsce, jeśli Elise Mertens nie awansuje do finału.

    Tyle że nazwisko Chwalińskiej właśnie zniknęło z listy startowej turnieju w Jassach, co potwierdziła też oficjalna strona WTA.
    Portrety sześciu tenisistek na zielonym tle, każda podpisana imieniem, nazwiskiem oraz flagą kraju: Emiliana Arango, Anna Bondar, Maja Chwalińska, Sorana Cîrstea i Jaqueline Cristian.

    Na górze lista zgłoszeń w zeszłym tygodniu. Na dole – już po aktualizacjiscreeny za WTAmateriał zewnętrzny

    To zaś oznacza, że Maja najwcześniej wróci do gry w Hamburgu, tam powinna zostać rozstawiona z “1”. Choć nie zwalnia to w imprezach rangi 250 z występu w pierwszej rundzie.

    A później zostają już imprezy na kortach twardych – najpierw w Toronto, później w Cincinnati, wreszcie – w US Open. W każdej z nich podopieczna trenera Machovsky’ego będzie rozstawiona, turnieje w Kanadzie i Ohio zacznie więc od drugiej rundy.
    Kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym z uniesionym palcem wskazującym, wyrażającą koncentrację i determinację.

    Maja ChwalińskaCHRISTOPHE ENAEast News

    Jasmine Paolini – droga do ćwierćfinału Wimbledonu.

  • Zaskoczenie na Wimbledonie. Chwalińska wywołana. Bezwzględny werdykt

    Zaskoczenie na Wimbledonie. Chwalińska wywołana. Bezwzględny werdykt

    Tegoroczny Wimbledon wkracza w decydującą fazę bez choćby jednej polskiej tenisistki w drabince. Nieoczekiwanie jednak po meczu 1/8 finału pomiędzy Alexandrą Ealą oraz Jasmine Paolini wywołana została Maja Chwalińska. O polskiej tenisistce zaczął mówić były niemiecki tenisistka Michael Stich, nawiązując do występu 24-latki na Rolandzie Garrosie. A werdykt, jaki wygłosił, brzmi bezwzględnie.
    Alexandra Eala podczas gry w Wimbledonie, obok Maja Chwalińska w okrągłym kadrze, obie w białych strojach.

    Na zdjęciu Alexandra Eala oraz Maja Chwalińska podczas tegorocznego WimbledonuKentaro Tominaga / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFP AFP

    Piękna podróż Alexandry Eali po drabince Wimbledonu zakończyła się na 1/8 finału. Po tym, jak filipińska tenisistka ograła w sobotę w dwóch setach Igę Świątek, jej pogromczynią została wczoraj mająca polskie korzenie reprezentantka Włoch – Jasmine Paolini.

    Porażkę 32. rakiety świata skomentował przed kamerami Prime Video były niemiecki tenisista Michael Stich. Jego zdaniem, wpływ na dyspozycję Alexandry Eali miała jej potyczką z Igą Świątek, a także rozegrane wcześniej spotkania, które przełożyły się na zmęczenie znacząco obniżające dyspozycję 21-latki.

    – Paolini grała równo, a Eala popełniła kilka błędów w kluczowych momentach. Ostatecznie lepsza i bardziej agresywna zawodniczka zasłużyła dziś na zwycięstwo. Eala rozegrała już wiele meczów i wyglądała na nieco zmęczoną. Opiera się na kreatywności umysłowej, która pod koniec meczu nieco osłabła – stwierdził były wicelider rankingu ATP.

    Przykro czytać. Tych słów o Świątek Navratilova już nie cofnie

    Odniósł się przy tym do tematu presji związanej z występem Alexandry Eali.

    – Jeśli chodzi o presję z zewnątrz, mam na ten temat inne zdanie. Presja pochodzi od ciebie samego i od oczekiwań, jakie sobie stawiasz. Oczywiście ludzie chcą, żebyś wygrał, ale jeśli psychicznie jesteś o pięć procent poniżej swojej najlepszej formy, bo jesteś zmęczony, to ma na ciebie wpływ. Na tym poziomie liczą się właśnie takie drobne różnice – powiedział Niemiec.

    Wimbledon. Eala poza drabinką. I nagle słowa o Chwalińskiej

    Ubolewając nad porażką Eali, Michael Stich niespodziewanie wywołał Maję Chwalińską, nawiązując do jej genialnego występu na kortach Rolanda Garrosa. A jego werdykt względem paryskiej bajki Polki był dość bezwzględny.

    – Szkoda, że Eala odpadła, ale ostatecznie chcesz, żeby w turnieju grali najlepsi zawodnicy. To jak na Rolandzie Garrosie. Awans zawodniczki z kwalifikacji do finału to wspaniała historia, ale w końcu chcemy oglądać rywalizację najlepszych graczy – orzekł krótko 57-latek.

    22 godziny po pokonaniu Świątek zapadł werdykt Wimbledonu ws. Eali. Ostateczna decyzja

    Po wygranej z Alexandrą Ealą Jasmine Paolini zagra w ćwierćfinale Wimbledonu z reprezentantką Ukrainy Martą Kostiuk, która w poprzedniej rundzie wyeliminowała reprezentantkę Stanów Zjednoczonych Ashlyn Krueger.
    Kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym z uniesionym palcem wskazującym, wyrażającą koncentrację i determinację.

    Maja ChwalińskaCHRISTOPHE ENAEast News
    Tenisistka ubrana w niebieską koszulkę sportową z żółtymi akcentami skupia wzrok na zbliżającej się do niej piłce tenisowej, wyrażając zaskoczenie na twarzy, a w tle widać rozmyte niebieskie pasy.

    Alexandra EalaWaleed Zein/AnadoluAFP
    Kobieta w czapce sportowej trzyma biały ręcznik przy twarzy, wygląda na skoncentrowaną i zmęczoną po intensywnym wysiłku fizycznym.

    Iga ŚwiątekWILLIAM WEST / AFPAFP

    Najlepsze akcje dnia tenisistek na kortach Wimbledonu.

  • Potwierdza się ws. Wiktorowskiego i Świątek. To musiało tak się skończyć

    Potwierdza się ws. Wiktorowskiego i Świątek. To musiało tak się skończyć

    Maciej Synówka i Tomasz Wiktorowski znają się od 20 lat. Był czas, że pierwszy z panów trenował Urszulę Radwańską, drugi Agnieszkę. Przyszło więc im, w pewnym sensie, współpracować. Synówka miał okazję z bliska oglądać, jak jego kolega-trener dochodzi z “Isią” do finału Wielkiego Szlema oraz do 2. miejsca w rankingu WTA.

    Teraz, przy okazji wizyty w studiu “Halo tu Wimbledon” w Polsacie Sport, wspomina tę znajomość i początki pracy Wiktorowskiego z Igą Świątek. Ta komitywa musiała skończyć się w jeden możliwy sposób – sukcesami Polki.

    Przyszła współpraca z Igą Świątek i natychmiastowy efekt – została liderką światowego zestawienia, dominowała, wygrywała turnieje wielkoszlemowe

    Ujawnia, z jakim nastawieniem Tomasz Wiktorowski wszedł do sztabu szkoleniowego Igi Świątek i co oświadczył już na samym wstępie.

    Oto co Wiktorowski powiedział od razu po wejściu do sztabu Świątek

    “Tomek był pierwszą osobą, która weszła do sztabu i powiedziała: ‘Pracujemy po to, żeby być numerem jeden’. On nadał zupełnie inny kierunek niż dotychczas. Wiedział, jak podzielić sztab i jak pracować z takim sztabem” – opowiada Maciej Synówka.

    Jego atuty dostrzegła Naomi Osaka, która – po wygraniu meczu z Aryną Sabalenką na Wimbledonie – nie szczędziła miłych słów pod adresem polskiego szkoleniowca. Gdy zapytano ją o przyczynę poprawy gry, od razu wskazała na Wiktorowskiego.

    Synówka nie dziwi się tej wypowiedzi. Sądzi, że już na początkowym etapie współpracy z Japonką Tomasz Wiktorowski miał określony plan, nad czym i jak pracować. Dał podopiecznej dużo swobody.

    “Trzeba było zbudować trochę dystansu, pozwolić Naomi, żeby odzyskała świeżość i radość z gry. Widzimy, że Tomek dał jej możliwość, aby rozwijała się choćby poprzez stroje, zachowania” – zaznacza ekspert.

    A na koniec nie szczędzi słów uznania pod adresem uznanego szkoleniowca. Wyjaśnia, w czym – jego zdaniem – tkwi klucz do sukcesu.

    “Myślę, że wielkość Tomka polega na tym, że jest świetnym obserwatorem i organizatorem procesu szkoleniowego. Potrafi popatrzeć na zawodniczkę z perspektywy całego sezonu, a nawet dwóch czy trzech. To jest jego wartość” – podsumowuje.

    Sukcesy Igi Świątek pod wodzą Tomasza Wiktorowskiego. Złoty okres kariery

    Tomasz Wiktorowski był głównym trenerem Igi Świątek od grudnia 2021 do października 2024 roku. W tym czasie polska tenisistka zdobyła 19 tytułów WTA, w tym cztery wielkoszlemowe (French Open 2022, 2023, 2024 oraz US Open 2022) oraz brązowy medal olimpijski w Paryżu (2024), zwyciężyła w WTA Finals (2023) i liderowała w rankingu WTA przez 123 tygodnie.

    Po rozstaniu z polskim szkoleniowcem zatrudniła Wima Fissette’a, z którym wygrała Wimbledon (2025). Współpraca jednak zakończyła się w marcu bieżącego roku. Od kwietnia trenerem Polki jest Francisco Roig.

    Z kolei Tomasz Wiktorowski od lipca 2025 roku trenuje Naomi Osakę. Oboje zdają się z tej współpracy bardzo zadowoleni.

  • Ograła Świątek i tak skończyła. Wyrok nadszedł dwie doby po meczu z Polką

    Ograła Świątek i tak skończyła. Wyrok nadszedł dwie doby po meczu z Polką

    Dwa lata w finale Wimbledonu Jasmine Paolini przegrała z Barborą Krejcikovą – ten skłąd meczu o tytuł był dość niespodziewany, choć Włoszka pięć tygodni wcześniej grała w decydującym spotkaniu w Paryżu. A rok później obie nie przeszły nawet trzeciej rundy, wtedy w finale Iga Świątek pokonała Amandę Anisimovą.

    Teraz historia się powtórzyła – zeszłorocznych finalistek znów nie ma w 1/8 finału. Polka dość nieoczekiwanie przegrała w sobotę z Alexandrą Ealą, po raz drugi w karierze. Dla 21-letniej zawodniczki z Filipin, wychowanki Akademii Rafaela Nadala, to największy sukces w Wielkim Szlemie. A dziś grała o kolejny – i znów z zawodniczką, która w Londynie grała już o tytuł.

    Mowa o Jasmine Paolini – Włoszka ma za sobą ciężkie miesiące, a nawet już w tegorocznym Wimbledonie była bliska pożegnania się z turniejem. I to na etapie pierwszej rundy, gdy przegrała seta z Robin Montgomery 0:6, a w drugim, przy 4:4, broniła break pointa. Tymczasem już dziś mogła mówić o najlepszym wyniku w Wielkim Szlemie od zeszłorocznego Garrosa, a ewentualny ćwierćfinał byłby tym najlepszy od… wspomnianego już Wimbledonu 2024.

    Wimbledon 2026. Alexandra Eala kontra Jasmine Paolini. Bój o ćwierćfinał na Center Court

    Trybuny na największym obiekcie w Londynie wypełniły się po brzegi, choć przecież…. to miał być mecz z udziałem Igi Świątek. To Polka w trzech poprzednich rundach dostawała dla siebie ten największy obiekt właśnie o godz. 14.30. Tyle że meczu z Ealą nie wygrała.

    A dziś pierwszy set uciekał Filipince bardzo szybko. Nie z uwagi na jakąś imponującą grę Włoszki, ale jej własne problemy, także z serwisem. Choć trzeba oddać Jasmine to, że dobrze serwowała, ale i na returnie próbowała za każdym razem wywierać presję. W efekcie Eala popełniała w początkowej fazie meczu sporo forhendowych błędów.
    Tenisistka w białym stroju dynamicznie odbija piłkę blisko siatki na trawiastym korcie podczas meczu, wokół zapełnione trybuny kibiców.

    Alexandra EalaNEIL HALLPAP/EPA

    Stąd się wzięło przełamanie na 3:1 Włoszki, która za moment dołożyła kolejnego gema. Do stanu 4:1 i 30-15 dla Jasmine, wszystko układało się po jej myśli. A później Alexandra zaczęła jednak grać nieco bardziej ofensywnie, próbowała spychać starszą rywalkę do defensywy. I coraz częściej to się jej udawało.

    Filipinka miała szanse, by odrobić stratę przełamania – najpierw w siódmym gemie. Wywalczyła przewagę, miała return na drugim serwisie Jasmine – i uderzyła w siatkę. A w dziewiątym, gdy Paolini serwowała już po seta, pojawiły się kolejne break pointy. Pierwszego Jasmine obroniła na swoich warunkach – bardzo ładnie rozprowadziła akcję. A przy drugim zaskoczyła Ealę serwisem ze sporym kickiem, ta zaś wyrzuciła piłkę. Obie grały już bardzo nierówno, nawet Włoszka, która przecież na tym korcie walczyła dwa lata temu o tytuł. Pojawiła się więc trzecia okazja dla zawodniczki z Azji – tym razem już dająca “odłamanie” na 4:5. Paolini znów zawiódł forhend.

    Reprezentantka Filipin miała więc już wszystko w swoich rękach, by przedłużyć tego seta. A przedłużyła go o… kilka minut. Znów niepotrzebnie oddała inicjatywę Włoszce, została przełamana, po 50 minutach było 4:6.
    Zawodowa tenisistka w białym stroju dynamicznie biegnie po korcie, machając rakietą z dużą siłą podczas pojedynku.

    Jasmine PaoliniNEIL HALLPAP/EPA

    Eala wyciągnęła wnioski, zaczęła w drugiej partii atakować jeszcze częściej. Spychała Włoszkę do obrony, ta od czasu do czasu kąsała z głębi kortu, ale nie była już tak skuteczna. Paolini miała problemy już w pierwszym gemie (0-40), ale zdołała się uratować. Nie udało się to w trzecim gemie, aczkolwiek natychmiast odpowiedziała breakiem powrotnym. I podobny scenariusz zapowiadał się później, gdy Eala wywalczyła stan 4:3 przy serwisie rywalki, ale w swoim gemie miała 0-40. Włoszkę dopadła kolejna niemoc, zaczęła popełniać zaskakujące błędy. Nie wygrała tego gema, co miało kluczowe znaczenie. Bo Filipinka już okazji nie zmarnowała, doprowadziła do trzeciego seta.

    A w nim to ona łatwiej wygrywała swoje gemy serwisowe, Paolini przychodziło to po bardziej zaciętych akcjach. Choć w sześciu pierwszych nie było ani jednego stanu równowagi, nie mówiąc o break pointach.

    Tyle że mecz wkraczał w decydującą fazę, piłka – jak to mówią tenisistki – ważyły coraz więcej. Aż w ósmym gemie doszło do małego przełomu – Paolini najpierw wywalczyła tę równowagę, a później – swoją przewagę przy serwisie Eali. I koncertowo zepsuła return. Filipinka za chwilę podarowała jej jednak drugą szansę, fatalnym serwisem poza karo. A ponieważ wyrzuciła też kolejną piłkę, Paolini miała 5:3. I własny serwis po ćwierćfinał.

    Wykorzystała go, wygrała cały mecz 6:4, 4:6, 6:3.

    Włoszka o półfinał zagra z Martą Kostiuk.
    Jasmine Paolini

    Jasmine PaoliniNEIL HALLPAP/EPA
    Tenisistka w białym stroju odbija piłkę rakietą podczas intensywnej wymiany na korcie.

    Alexandra EalaNEIL HALLPAP/EPA

    Jannik Sinner – Shintaro Mochizuki. Skrót meczu

  • Niepokój ws. Świątek. Takich scen nie oglądaliśmy. Nigdy nie było gorzej

    Niepokój ws. Świątek. Takich scen nie oglądaliśmy. Nigdy nie było gorzej

    Pierwszy serwis Igi to nie jest jej najmocniejszy atut. Tyle że ja nie wierzę, żeby Fissette tego nie widział. Roig też o tym wie, ale z jakichś powodów ten problem nie znika. I pewnie Roig szuka klucza, żeby ten problem rozwiązać. Przy drugim podaniu rywalki atakują w ciemno, każda to robi (…) Dlatego jak u Igi poprawi się serwis, to i całe jej granie będzie lepsze (…) Jak wróci do pierwszego serwisu na poziomie 70, 80 procent, to daj Boże zdrowie – mówił pod koniec czerwca dla Interii Wojciech Andrzejewski, który przez 17 lat pracował w Polskim Związku Tenisowym i jest specjalistą od szkolenia.

    Gra Raszynianki obecnie ma wiele usterek, ale jednym z najmocniej naznaczanych aspektów jest właśnie podanie. Zmieniło się ono na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Porównajmy statystyki z sezonów 2024 i 2026 – ten pierwszy jest ostatnim, w którym była liderką światowego rankingu. Wtedy w październiku fotel “jedynki” przejęła Aryna Sabalenka.

    Co ciekawe, procent wygranych piłek po pierwszym serwisie jest niemal identyczny. Z drugiej strony jednak rzadziej trafia w kort pierwszym podaniem. Wtedy musi przechodzić do drugiego, który nawet jeśli “wchodzi”, to staje się coraz mniej efektywny (spadek o ponad 3 punkty procentowe).

    24 czerwca Świątek popełniła 9 podwójnych błędów w starciu z Emmą Navarro w Bad Homburg. Historia powtórzyła się sześć dni później na Wimbledonie przeciwko Taylor Townsend. Przed częścią sezonu trawiastego Polka miała tylko 5 meczów w karierze, w których popełniła więcej niż siedem “double faults”.

    Serwis jest agresywniejszy – wzrósł procent asów o 0,8 pp., ale z kolei przypada ich 0,83 na jeden podwójny błąd. W żadnym sezonie w profesjonalnej karierze Świątek ta statystyka nie wyglądała gorzej. W 2024 r. było to 1,18. Darmowe punkty nie rekompensują więc pomyłek.

    Nasza rodaczka częściej dopuszcza rywalki do break pointów i gorzej je broni. Dwa lata temu była przełamywana w 18,2 proc. przypadków, teraz jest to aż 25,6 proc. Stabilność serwisu uleciała, a bilans ryzyka i zysku wygląda źle.

    Statystyki serwisowe Igi Świątek – sezon 2024 vs 2026 (dane za wheeloratings.com)

    procent 1. serwisu: 66,3% – 61,7%

    wygrane piłki po 1. serwisie: 69,3% – 69%

    wygrane piłki po 2. serwisie: 53,7% – 50,5%

    wygrane piłki przy serwisie: 64% – 61,9%

    procent asów serwisowych: 3,2% – 4%

    liczba asów na gema serwisowego: 0,21 – 0,24

    procent podwójnych błędów serwisowych: 2,7% – 4,8%

    liczba podwójnych błędów na gema serwisowego: 0,18 – 0,29

    liczba asów w stosunku do jednego podwójnego błędu: 1,18 – 0,83

    break pointy rywalek na gema serwisowego: 0,53 – 0,67

    procent obronionych break pointów: 65,6% – 61,7%
    Tabela z danymi statystycznymi serwowania tenisisty w poszczególnych sezonach od 2018 do 2026 roku, obejmująca między innymi procent pierwszego serwisu, wygranych punktów po pierwszym i drugim serwisie, asy, podwójne błędy oraz skuteczność obrony break…

    Statystykiwheeloratings.commateriał zewnętrzny
    Kobieta w sportowej koszulce i czapce z daszkiem podczas meczu tenisowego, gestykulująca dłonią z wyrazem intensywnych emocji na twarzy, sfotografowana na ciemnym tle.

    Iga Świątek, 05.11.2025 r.FAYEZ NURELDINEAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekMartin KeepAFP
    Kobieta z średniej długości brązowymi włosami zakrywa dłonią usta, siedząc przy mikrofonie z pomarańczową osłoną, ubrana w ciemny t-shirt, na stole zielona butelka.

    Iga Świątek podczas Roland GarrosFoto OlimpikAFP

    Belinda Bencic – Coco Gauff. Skrót meczu.

  • Polski ekspert bez litości dla Świątek. “Ona jest w kompletnej rozsypce”

    Polski ekspert bez litości dla Świątek. “Ona jest w kompletnej rozsypce”

    Iga Świątek w kryzysie? To na pewno. Trwa jednak dyskusja dotycząca faktycznego wymiaru takiego stanu rzeczy. Część ekspertów twierdzi, że chodzi wyłącznie o aspekt sportowy. Inni przekonują, że zahacza to jednak o sferę mentalną. Do tej drugiej grupy należy Lech Sidor, komentator Eurosportu. Do niepokojących wypowiedzi najlepszej polskiej tenisistki podchodzi nad wyraz krytycznie.

    Lech Sidor krytycznie ocenia ostatnie wypowiedzi Igi Świątek AFP/Newspix

    – Szczerze mówiąc, nie przejmuję się już wynikami. Byłam na nich tak skupiona, że trudno jest kontynuować to w taki sposób. Naprawdę staram się odpuścić w tej kwestii i podążać dalej. Nie mam dobrych rezultatów, więc nie zamierzam oczekiwać od siebie dobrych wyników. Po prostu one się nie przydarzają – te słowa Iga Świątek wypowiedziała po porażce w III rundzie tegorocznej edycji Wimbledonu.

    Wypowiedź mogła budzić niepokój. Do tej pory podobnej rezygnacji próżno było szukać w postawie Raszynianki. Przeżywała przegrane spotkania rozmaicie, ale nigdy w taki sposób.

    O północy stało się jasne. Dwie kandydatki do zajęcia miejsca Świątek

    Iga Świątek w poszukiwaniu renesansu. Lech Sidor krytycznie: Musisz mieć cel, którym jest granie i wygrywanie

    Świątek broniła w Londynie tytułu sprzed roku. Misja zakończyła się jednak już po trzecim występie. Polka uległa niżej notowanej Alexandrze Eali 6:7(9), 2:6. To po tym meczu Iga zdobyła się na cytowaną wyżej obserwację.

    – Wałkujemy idiotyczną sprawę wywiadów, konferencji. Mam wrażenie, że na nich nie przemawia Iga. Nie czuję tego – nie kryje irytacji Lech Sidor w audycji “Trzeci serwis”.

    – Jeżeli mówisz, że wierzysz w proces, a jednocześnie, że nie obchodzą cię wyniki, to ta druga część jest kompletnie niezrozumiała – dodaje Sidor. – Co jest głównym celem trenowania i poświęcania całego życia? Musisz mieć cel, którym jest granie i wygrywanie. Ona jest w kompletnej rozsypce mentalnej.

    Po szybkim pożegnaniu z Wimbledonem nasza zawodniczka musi pogodzić się ze spadkiem w rankingu WTA. Osunęła się z trzeciej na szóstą lokatę. W zestawieniu WTA Race plasuje się poza czołową dziesiątką.

    Na kort Polka wraca najprawdopodobniej na początku sierpnia. Najpierw czeka ją turniej WTA 1000 w Toronto (2-13.08). Zaraz potem przystąpi do obrony tytułu w Cincinnati.
    Sportowiec w białej koszulce i czapce z daszkiem poprawia nakrycie głowy, wyraźnie skupiony i skoncentrowany, widoczne logotypy marek Oshee, Infosys i On na ubraniu.

    Iga ŚwiątekNEIL HALLPAP
    Zawodniczka tenisowa w białej koszulce i czapce podczas dynamicznego uderzenia piłki rakietą, skoncentrowana na grze.

    Iga ŚwiątekKentaro Tominaga / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFP AFP
    Tenisistka w białej sportowej koszulce bez rękawów i białej czapce z daszkiem stoi na korcie trawiastym podczas meczu.

  • Sabalenka zdeklasowana przez gwiazdę Wiktorowskiego. Sceny na konferencji

    Sabalenka zdeklasowana przez gwiazdę Wiktorowskiego. Sceny na konferencji

    Aryna Sabalenka podjęła natychmiastową decyzję, w jednej chwili po zakończeniu meczu z Naomi Osaką meldując się na konferencji prasowej. Jeszcze dobrze nie zeszła z kortu, a już była pośród dziennikarzy.

    Sabalenka: Zostałam zdominowana, to dziwne uczucie

    Jeden z reporterów, który widział przechodzącą przez pomieszczenie medialne zrelacjonował, że przemknęła jak chmura gradowa. Nie sposób się jednak dziwić, Sabalenka miała wrażenie, że w końcu w tym roku “przeprosi się” z nielubianą przez siebie trawą. Nic podobnego.

    Ból był tym większy, że trzy ostatnie mecze z Osaką w tym sezonie padły łupem Białorusinki. Różnica była jednak znacząca, wszystkie odbyły się na innej nawierzchni. Czy w takim razie większą rolę odegrała trawa czy poziom prezentowany przez Japonkę?

    – Myślę, że to połączenie obu tych czynników. Nie grałam najlepiej, a ona prawdopodobnie zagrała swój najlepszy tenis. Czasami tak bywa. Czasami wychodzisz na kort, robisz wszystko, co w twojej mocy, a mimo to przegrywasz. Oczywiście nie jestem zadowolona. Brawo dla Naomi. Życzę jej wszystkiego dobrego – z klasą zachowała się liderka rankingu WTA.

    Białorusinka gorzko zażartowała, że po takim meczu nie czuje żadnych emocji. – Wiem po prostu, że potrafię radzić sobie ze sobą znacznie lepiej niż w zeszłym roku. Oczywiście, jeśli liczyliście na coś naprawdę zabawnego, to nic z tego. Pewnie będę odpowiadać krótko. Spieprzyłam sprawę w tym roku. W przyszłym spróbuję wypaść lepiej – zapowiedziała.

    A gdy przywołano jej słowa wypowiedziane chwilę wcześniej o tym, że czuła się zdominowana przez Osakę, krótko odparła: – To dziwne uczucie.

    28-latka, której najlepszym wynikiem w Londynie pozostaje ćwierćfinał z 2019 roku, bardzo krytycznie oceniła wszystko, co w niedzielę zaprezentowała w starciu z byłą numer jeden światowego rankingu.

    Radykalny krok Igi Świątek. Polka ogłasza już na konferencji

    – Tego dnia z niczego nie mogę być zadowolona. Muszę jednak przyznać, że było kilka momentów, w których mogłam całkowicie stracić panowanie nad sobą. Ale szanowałam nawierzchnię i kolejne zawodniczki, które będą na niej grać, więc naprawdę dobrze się powstrzymywałam – stwierdziła, nawiązując do tego, że w kilku momentach poskromiła swoje nerwy. I zamiast wyładować agresję na Bogu ducha winnej nawierzchni, sobie nie szczędziła razów.

    Z Londynu – Artur Gac

    Tenisistka w białym stroju odbijająca piłkę rakietą podczas meczu na korcie, skupiona publiczność w tle.

    Aryna SabalenkaKENTARO TOMINAGAAFP
    Tenisistka ubrana w biały strój sportowy stoi na korcie, trzymając rakietę i zakrywając usta dłonią, wyrażając silne emocje po zakończonej akcji.

    Naomi OsakaKIRILL KUDRYAVTSEV AFP

    Aryna Sabalenka – Naomi Osaka. Skrót meczu.

  • Polska radość w Londynie. Stało się. Sabalenka dołącza do Świątek

    Polska radość w Londynie. Stało się. Sabalenka dołącza do Świątek

    W sobotę z Wimbledonem pożegnała się obrończyni tytułu – Iga Świątek, przegrywając w meczu III rundy z Alexandrą Ealą 6:7 (9), 2:6. Na tym samym etapie rywalizacji z drabinki wypadła także wiceliderka rankingu WTA Jelena Rybakina, której pogromczynią okazała się Belgijka Elise Mertens. W ten sposób Aryna Sabalenka została jedyną z trzech najwyżej rozstawionych tenisistek, która pozostała w grze o wielkoszlemowy łup. A jej rywalką w boju o ćwierćfinał londyńskiej imprezy była podopieczna trenera Tomasza Wiktorowskiego – Naomi Osaka.

    Mecz rozpoczął się gemem serwisowym Aryny Sabalenki, w którym ta nie oddała rywalce choćby jednego punktu. Tym bardziej dziwić mógł fakt, że przy następnej okazji liderka światowego rankingu została przełamana. I tak rozpoczęły się jej problemy. W czwartym gemie miała wprawdzie dwie okazje do przełamania, ale Naomi Osaka wyszła z problemów obronną ręką, obejmując prowadzenie 3:1.

    I zaczęło się to, co doskonale znamy. Emocje Aryny Sabalenki powoli zaczęły brać górę. Gdy na początku piątego gema ułożyła sobie wymianę, mając wyczyszczony kort trafiła prosto w siatkę, co skwitowała przeraźliwym wrzaskiem. Na niepowodzenie odpowiedziała asem serwisowym, ale i tak przegrała tego gema, przez co zrobiło się 4:1 na rzecz Osaki.

    Przy stanie 5:2 na rzecz Japonki pojawiły się nowe piłki… ale i nowe rakiety, jakie Aryna Sabalenka otrzymała od jednego z członków swojego sztabu. To jednak na nic się zdało. Osaka swoim gemem serwisowym domknęła pierwszą partię, wykonując spory krok w stronę ćwierćfinału Wimbledonu.

    Ostatnia deska ratunku dla Igi Świątek. “Musi sama zdecydować”

    Wimbledon: Sabalenka kontra Osaka.

    Początek drugiego seta znów był nerwowy w wykonaniu Sabalenki. Choć na jego początku obroniła podanie, w kolejnym gemie serwisowym napotkała na opór Osaki. A gdy przegrywała 0:30, zaczęła ze złości bić się rakietą po głowie. Choć była to terapia bolesna, to – jakby nie patrzeć – okazała się skuteczna, bo Białorusinka zdobyła po niej cztery punkty z rzędu, obejmując prowadzenie 2:1.

    Osaka odpowiedziała, wyrównując wynik w drugim secie. A następnie obie zawodniczki stoczyły morderczy, trwający niemal 10 minut bój w piątym gemie. Japonka miała w nim dwa break pointy, ale górą była Sabalenka.

    Obie tenisistki grały potem gem za gem, broniąc własnego podania, aż do tie-breaka. Jako pierwsza serwowała w nim Sabalenka, doprowadzając do błędu Osaki. Ale była liderka rankingu WTA skutecznie odpowiedziała, najpierw wyrównując, a potem obejmując prowadzenie 2:1 po asie. Potem pomyliła się Sabalenka i zrobiło się już 3:1 na rzecz Osaki. Sabalenka krzyczała po każdym odbiciu, co jednak nie pomagało Białorusince, która popełniała błędy. W efekcie Japonka miała piłki meczowe. Wykorzystała już drugą z nich i wyrzuciła z drabinki pierwszą rakietę świata, meldując się w ćwierćfinale Wimbledonu. Jej kolejną rywalką będzie Czeszka Karolina Muchova.
    Kobieta w sportowym żółtym stroju na korcie tenisowym z wyrazem emocji na twarzy. W tle widoczni rozmazani ludzie oraz nieostre światła.

    Aryna SabalenkaAFP
    Tenisistka w białym stroju z długim, efektownym trenem przechodzi obok siatki na kortcie trawiastym, trzymając rakietę tenisową w prawej ręce.

    Naomi OsakaKENTARO TOMINAGAAFP
    Mężczyzna z siwą brodą i okularami przeciwsłonecznymi trzymający rakietę tenisową, stojący przy siatce na niebieskim korcie tenisowym, wykonujący gest ręką podczas rozmowy lub instruktażu.

    Tomasz WiktorowskiFoto OlimpikAFP

    Aryna Sabalenka – Naomi Osaka. Skrót meczu.

  • Wreszcie dobre wieści. Legendarny trener rusza na pomoc Idze Świątek. 3 miesiące

    Wreszcie dobre wieści. Legendarny trener rusza na pomoc Idze Świątek. 3 miesiące

    Trzy miesiące po zmianie szkoleniowca Iga Świątek nie zmieniła w swojej grze nic, co zwiastowałoby progres. Próbuje, ale efekty są jak na radzie rozczarowujące. Nie wzbogaciła dorobku o kolejny tytuł, przegrywając po drodze dwa turnieje wielkoszlemowe – na stosunkowo wczesnym etapie. Błędy popełniane na korcie? Są i czekają na skuteczną korektę. Precyzyjnie punktuje je legendarny trener Rick Macci. I od razu roztacza przed fanami Polki optymistyczną prognozę.

    Iga ŚwiątekAdam VaughanPAP

    Na początku kwietnia Iga Świątek poinformowała o zatrudnieniu nowego trenera. Został nim Francisco Roig kojarzony z wieloletniej współpracy z Rafaelem Nadalem. To miał być moment zwrotny na obecnym etapie kariery Raszynianki.

    Zamiast tego na razie mamy co najwyżej stagnację. Najlepsza polska tenisistka zanotowała najsłabsze pierwsze półrocze od lat. Nie sięgnęła po tytuł, nie awansowała w żadnym turnieju do finału.

    Legendarny trener wierzy w Igę Świątek. Wskazuje błędy, jakie działają na niekorzyść Polki

    W trzech tegorocznych turniejach wielkoszlemowych Świątek osiągała coraz słabsze rezultaty. Z Australian Open pożegnała się po ćwierćfinale, z Roland Garros – po 4. rundzie, a z Wimbledonem – już po 3.

    Kiedy wszyscy znów mówią i piszą o kryzysie Igi, narrację w nieco innym tonie proponuje Rick Macci. Legendarny trener poświęcił Polce jeden z ostatnich postów na platformie X. Obserwował 25-latkę szczególnie wnikliwie od momentu dokooptowania do jej sztabu Roiga.

    “Ogólnie rzecz biorąc, z Igą będzie w porządku. W ostatnich trzech miesiącach widzę, że jej forhend czasami jest inny. Bardziej pionowa sylwetka przy obszerniejszym zamachu powoduje, że nie uderza piłki jak wcześniej” – twierdzi Macci.

    I od razu spieszy z pomocą, informując, jakie błędy Świątek musi wyeliminować w pierwszej kolejności: “Podanie jest takie samo, z większą relaksacją na górze, ale wciąż niewłaściwym skrętem i pozycją prawej stopy. Drugie podanie wciąż bardzo podatne na atak”.

    Po pożegnaniu z Wimbledonem najlepsza polska tenisistka już wie, że w rankingu WTA spadnie o trzy lokaty. W nowym rozdaniu klasyfikowana będzie na 6. pozycji. Cały czas pozostaje też poza pierwszą “10” rankingu WTA Race. Szerzej o tym piszemy TUTAJ.

    “Pewność siebie jest ulotna. Ale lepszy forhend i skuteczniejszy serwis rodzi pewność siebie. A pewność siebie wygrywa tytuły” – kwituje Ricci.
    Sportowiec w białej koszulce i czapce z daszkiem poprawia nakrycie głowy, wyraźnie skupiony i skoncentrowany, widoczne logotypy marek Oshee, Infosys i On na ubraniu.

    Iga ŚwiątekNEIL HALLPAP
    Tenisistka w białej czapce i koszulce siedzi na ławce z zamkniętymi oczami, trzymając w rękach bidon i ręcznik na kolanach.

    Iga ŚwiątekMAJA SMIEJKOWSKAEast News
    Zawodniczka tenisowa w białej koszulce i czapce podczas dynamicznego uderzenia piłki rakietą, skoncentrowana na grze.

    Iga ŚwiątekKentaro Tominaga / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFPAFP

    Najlepsze akcje Igi Świątek w meczu z Alexandrą Ealą.