• Tak zachowała się Chwalińska. Klub Polki ujawnia. Wielka niespodzianka

    Tak zachowała się Chwalińska. Klub Polki ujawnia. Wielka niespodzianka

    Przebojowa gra, szeroki wachlarz tenisowych zagrań, a przy tym pełna skromność i naturalność – to właśnie ta mieszanka pozwoliła Mai Chwalińskiej skraść serca kibiców podczas tegorocznego Rolanda Garrosa. Wielki sukces na paryskich kortach, jak się zdaje, nie zmienił jednak 24-latki, która teraz zachowała się w kapitalny sposób, sprawiając miłą niespodziankę dzieciom trenującym tenisa na kortach w Bielsku-Białej. O całej sytuacji poinformował klub naszej reprezentantki BKT Advantage.
    Maja Chwalińska w sportowej koszulce z logo Lacoste i OSHEE, na tle zielonego tła.

    Maja ChwalińskaKirill KUDRYAVTSEV / AFP AFP

    – Wracam do pracy. Cieszę się z postępów, które udało się osiągnąć – przekazała ostatnio Maja Chwalińska, publikując zdjęcie z treningu. Polska zawodniczka wraca do pełni formy po nieudanym dla siebie Wimbledonie, który mogła rozpocząć od wygranej w dobrym stylu na Mayanchayą Sawangkaew. Mogła, bo przy piłce meczowej skręciła prawy staw skokowy.

    Uraz okazał się kosztowny, bo skutkował nie tylko porażką w pierwszej rundzie wielkoszlemowych zmagań w Londynie, ale i rezygnacją ze startu w grze podwójnej oraz wypisaniem z listy uczestniczek imprezy WTA 250 w Jassach.

    Jakie są dalsze plany naszej finalistki Rolanda Garrosa? Zdradził je ostatnio na łamach portalu Sport.tvp.pl menadżer 24-latki Piotr Szczypka. Jak poinformował, Maja Chwalińska może wystąpić już za tydzień w imprezie WTA w Hamburgu, a już na pewno nie zabraknie jej na początku sierpnia w Toronto.

    Podczas treningów Maja Chwalińska skupia się nie tylko na sobie. Znalazła bowiem czas także dla młodych adeptów tenisa. Poinformował o tym Beskidzki Klub Tenisowy Advantage Bielsko-Biała, który reprezentuje, publikując w sieci wyjątkowe zdjęcie.

    Piękny gest Mai Chwalińskiej. Niespodzianka dla trenujących dzieci

    Nasza 21. zawodniczka rankingu WTA sprawiła niespodziankę dzieciom uczestniczącym w wakacyjnych zajęciach.

    – Pierwszy tydzień z letnimi szkółkami tenisowymi na kortach BKT Advantage za nami! Był to czas pełen sportowych emocji, świetnej zabawy oraz niezapomnianych wrażeń. Każdy dzień wypełniony był treningami tenisowymi, zajęciami ogólnorozwojowymi oraz ciekawymi wycieczkami. W ostatnim dniu na uczestników czekała wspaniała niespodzianka – spotkanie i pamiątkowe zdjęcie z samą Mają Chwalińską – czytamy w klubowym komunikacie.

    Jak widać na zamieszczonym zdjęciu, 24-latka rzeczywiście była bliska dzieciom, z którymi się spotkała. Jedną z dziewczynek wzięła bowiem na ręce. To piękne zachowanie nowej gwiazdy światowych kortów, które zapewne na długo zapadnie w pamięci najmłodszych, którym poświęciła swój czas.
    Tenisistka w jasnym stroju odbija piłkę rakietą oburącz podczas meczu, z pełnym skupieniem na twarzy.

    Maja ChwalińskaTHOMAS SAMSONEast News

    Maja Chwalińska: Trzeba to zaakceptować.

  • Iga Świątek zdecydowała się na podsumowanie. “Dziękuję”. Tysiące polubień

    Iga Świątek zdecydowała się na podsumowanie. “Dziękuję”. Tysiące polubień

    Zakończyła się “trawiasta” część sezonu tenisowego. Iga Świątek zdecydowała się na podsumowanie. W sobotnie przedpołudnie zamieściła post na Instagramie. Zwróciła się do kibiców, oznaczyła też Wimbledon, na którym broniła tytułu mistrzowskiego. Czytamy o “wyjątkowym przeżyciu”.
    Iga Świątek w sportowym stroju niesie dwie torby tenisowe, wychodząc z kortu na stadionie pełnym widzów.

    Iga ŚwiątekTim ClaytonGetty Images

    Część sezonu rozgrywana na trawie dla Igi Świątek tym razem liczyła tylko cztery mecze – najpierw jeden w Bad Homburg, gdzie Raszynianka zagrała trzeci raz na przestrzeni czterech lat, odpadła na “dzień dobry” z Emmą Navarro, a potem rzecz jasna trzy na Wimbledonie. Nasza rodaczka broniła tytułu w Londynie. Musiała więc mierzyć się z nowym rodzajem presji.

    W pierwszej rundzie pokonała Taylor Townsend, w drugiej Karolinę Pliskovą, a w trzeciej wyeliminowała ją Alexandra Eala. Starcie z Filipinką skończyło się w dwóch setach (7:6, 6:2), Świątek nie zostawiła po sobie najlepszych wrażeń, ale jej sobotni post na Instagramie jest utrzymany w pozytywnym tonie.

    Trzecia zawodniczka rankingu WTA postanowiła podsumować ostatnie tygodnie.

    Iga Świątek zabrała głos. Takie słowa po Wimbledonie. “Do zobaczenia wkrótce”

    “Kończąc sezon na trawie, muszę przyznać, że że w pełni doceniłam ten rozdział. Powrót na Wimbledon w tym roku był dla mnie wyjątkowym przeżyciem i zabieram to doświadczenie ze sobą. Dziękuję wszystkim za wsparcie. Do zobaczenia wkrótce na korcie” – napisała.

    Post w niemal godzinę zebrał ponad 12 tysięcy polubień. Niektórzy internauci piszą, że nie rozumieją przekazu, jeden z nich zarzuca tenisistce “psychologiczne pustosłowie”.

    Polka wróci do gry 3 sierpnia w turnieju WTA 1000 w Toronto. Kibice zobaczą ją więc w akcji dopiero za ponad trzy tygodnie. Potem będzie grać w “tysięczniku” w Cincinnati i wielkoszlemowym US Open. Na ten moment jej zadaniem będzie najpewniej znalezienie rytmu gry i poprawy poszczególnych elementów, a nie osiągnięcie konkretnych rezultatów w meczach.

    – Nie dbam już o wyniki. Byłam na nich tak bardzo skupiona, że trudno było tak dalej funkcjonować. Naprawdę staram się to odpuścić. Nie mam dobrych wyników, więc nie będę ich od siebie oczekiwać, bo one po prostu się nie pojawią – mówiła na konferencji prasowej po porażce z Ealą.
    Sportowiec w białej kurtce i czapce z daszkiem, ubrany w odzież z widocznymi logotypami sponsorów, stoi w jasnym, nowoczesnym wnętrzu pośród kilku osób w tle.

    Iga ŚwiątekDennis Agyeman / Spain DPPI / DPPI via AFP AFP
    Tenisistka w białym stroju odbija żółtą piłkę podczas meczu na trawiastym korcie, w tle rozmyta widownia.

    Iga Świątek podczas Wimbledonu 2026KENTARO TOMINAGAAFP
    Tenisistka uderzająca piłkę rakietą podczas meczu, ubrana w biały strój i czapkę z daszkiem.

    Iga Świątek rywalizowała z Taylor Townsend o awans do drugiej rundy WimbledonuHenry NichollsAFP

    Tomasz Fornal: Wiemy, z kim zagramy w Chicago, ale jak ktoś się boi, to niech z nami nie leci.

  • Minął rok, powtórka ze Świątek. Znów 6:0, 6:0 w finale Wimbledonu

    Minął rok, powtórka ze Świątek. Znów 6:0, 6:0 w finale Wimbledonu

    Iga Świątek w ubiegłym roku zrobiła furorę na Wimbledonie nie tylko ze względu na niespodziewany triumf na nielubianej przez siebie nawierzchni. Polka w finale rozbiła Amandę Anisimovą 6:0, 6:0, zapisując się w historii. W sobotę jej wyczyn sprzed roku powtórzyła Yui Kamiji. W rywalizacji tenisistek na wózkach nie dała najmniejszych szans rywalce i triumfowała z takim samym co Świątek wynikiem.

    Yui KamijiMatthew Stockman/Getty ImagesGetty Images

    Iga Świątek do tegorocznej edycji Wimbledonu przystępowała w roli obrończyni tytułu. Niestety przygoda z trawiastymi kortami w Londynie zakończyła się stosunkowo szybko – bo już na etapie 3. rundy. Polka poległa w starciu z Alexandrą Ealą 6:7(9), 2:6. Nikt nie odbierze jej jednak osiągnięcia sprzed roku.

    Wielki triumf na Wimbledonie. Legendarna Japonka świętuje

    W 2025 roku Raszynianka szła jak burza przez kolejne rundy aż do finału. W nim zdeklasowała wyraźnie stremowaną Amandę Anisimovą, triumfując 6:0, 6:0, dzięki czemu zapisała się w historii turnieju. Jej wyczyn w sobotę powtórzyła Yui Kamiji.

    Japonka to absolutna legenda jeśli chodzi o rywalizację tenisistek z niepełnosprawnościami. Dwukrotna medalistka igrzysk paraolimpijskich ma na koncie aż osiem tytułów wielkoszlemowych. W sobotę dołożyła do kolekcji dziewiąty.

    Po serii imponujących występów dotarła do finału, w którym zmierzyła się z Diede De Groot. I nie dała Holenderce najmniejszych szans, rozbijając ją już w 1. secie 6:0. W drugim nie zamierzała zwalniać tempa.

    Osiągnięcie Igi Świątek wyrównane. Zaledwie 48 minut walki

    Wyraźnie podłamana tym wynikiem reprezentantka Holandii źle rozpoczeła drugą partię, a wraz z upływem czasu rosła przewaga Kamiji. W końcu po zaledwie 48 minutach mogła ona wyrzucić w górę ręce w triumfalnym geście – rozbiła przeciwniczkę 6:0, 6:0, powtarzając osiągnięcie Igi Świątek sprzed roku.

    Tym samym Japonka skompletowała Złotego Wielkiego Szlema – to właśnie triumfu na Wimbledonie brakowało jej “do kolekcji”.
    Uśmiechnięta zawodniczka w sportowym stroju podnosi trofeum nad głową, wyrażając radość ze zwycięstwa.

    Yui KamijiTim Clayton/Getty ImagesGetty Images

    Alexander Zverev – droga do finału Wimbledonu.

  • Mocna reakcja po geście Djokovicia. Był zdumiony. Powiedział to na antenie

    Mocna reakcja po geście Djokovicia. Był zdumiony. Powiedział to na antenie

    Jeden z elementów kortu centralnego pojawiał się często w piątkowych dyskusjach wimbledońskich, chodzi o siatkę. Najpierw Arthur Fery kilkukrotnie skarżył się sędziemu, że serwisy Alexandra Zvereva jej dotykają, a w czasie drugiego półfinału komentujący dla BBC Andre Agassi był zdumiony zachowaniem Novaka Djokovicia.
    Novak Djoković i Jannik Sinner ściskają sobie dłonie na korcie podczas Wimbledonu, w tle sędzia i widownia.

    Novak Djoković i Jannik SinnerMatthias HangstGetty Images

    Novak Djoković wciąż szuka swojego 25. triumfu wielkoszlemowego. Po 2023 roku jest nieskuteczny, a ten Wimbledon okazał się jedenastym z rzędu nieudanym polowaniem. Podobnie jak rok temu, na londyńskiej trawie w półfinale zatrzymał go Jannik Sinner. Serb poległ w trzech setach i nawet ani razu nie przełamał Włocha.

    Może i nie przełamał, ale na pewno przeprosił – mowa o sytuacji, w której zdobył punkt, a pomogło mu dotknięcie siatki przez piłkę. To stara zasada tenisowej etykiety, ale ikona tej dyscypliny sportu Andre Agassi był zdumiony, że “Nole” zdecydował się na taki gest. Jego zdaniem ta niepisana zasada powinna zostać usunięta.

    Djoković przeprosił. Nie wszystkim się to podoba. “Chciałbym, by zniknęło”

    – Andrew, czy możemy się zmobilizować i pozbyć tego “przepraszam za uderzenie w taśmę”? Naprawdę chciałbym, żeby to zniknęło z meczu – zwrócił się do współkomentującego dla BBC One Andrewa Castle’a.

    To tylko moja osobista opinia, przepraszam za dygresję. Jeśli tenisista trafi w taśmę, a piłka nie przejdzie na drugą stronę, to nie widzę, by przepraszał: “pech, nie przeszło”

    To nie pierwszy raz, gdy Agassi jest przeciwko tradycjom. W 2017 roku w programie “This Morning” przyznał, że nie był zadowolony z konieczności ubierania się na biało podczas The Championships. Nazwał siebie z tamtego okresu “buntownikiem przechodzącym okres dojrzewania”.

    Po spotkaniu zabrał także głos na temat samej gry Djokovicia. – Nie jestem w stanie znaleźć czegoś, czego Novak nie zrobił lub co powinien był zrobić, by wygrać. Przyszedł na kort centralny z naprawdę jasnym planem gry, realizując wszystko co mógł, najlepiej jak potrafił. Ale Sinner odpowiedział na wszystko – podkreślił.

    Brytyjscy kibice usłyszą go ponownie w niedzielę podczas finału, w którym Włoch zagra z Alexandrem Zverevem. Nie wszyscy będą zadowoleni z tego faktu. Komentarz 56-latka, który debiutował za mikrofonem w zeszłym roku, polaryzuje widzów. Wielu z nich twierdzi, że jest zbyt analityczny i za mało ekspresyjny.
    Tenisista w białej koszulce wyciera twarz fragmentem ubrania, z widocznym napięciem na twarzy, trzymając rękę przy czole podczas przerwy w meczu.

    Novak DjokovićKIRILL KUDRYAVTSEV AFP
    Novak Djoković

    Novak DjokovićBEN STANSALL / AFPAFP
    Steffi Graf i Andre Agassi

    Steffi Graf i Andre AgassiAFP

    Nietypowa sytuacja w półfinale Wimbledonu.

  • 6:1 i 2:0 dla Polki, a później zmiana scenariusza. Stawką był półfinał

    6:1 i 2:0 dla Polki, a później zmiana scenariusza. Stawką był półfinał

    Martyna Kubka to rówieśniczka Igi Świątek i Mai Chwalińskiej, a jednak w czasach juniorskich nie była z nimi – jako ta trzecia – w najważniejszych turniejach drużynowych. A przecież Biało-Czerwone były wówczas nawet mistrzyniami świata w ramach Fed Cupu.

    W sporcie, również w tenisie, rozwój może odbywać się zupełnie inaczej. Jednym gigantyczny skok przychodzi szybko, jak Świątek, innym po dłuższym czasie – jak Chwalińskiej. A Kubka powolutku przekraczała kolejne bariery – robiła krok do przodu, później pół kroku w tył. I znów jeden do przodu. Ten sezon stał się zaś dla niej przełomowym.

    Córka olimpijczyków z Zielonej Góry od lat jest powoływana do reprezentacji Polski przez Dawida Celta – kapitan kadry ceni ją też za to, że zawodniczka potrafi zadbać o atmosferę, ale i zna swoje miejsce w szeregu. Wspomagała drużynę w deblu, głównie wtedy, gdy losy były już rozstrzygnięte. Ale mówiła też Celtowi, co ten zdradził w kwietniu w programie Break Point, że marzą się jej występy singlowe. Tyle że trudno o nie, gdy obok są zawodniczki z pierwszej czy drugiej setki rankingu, a ona zawsze była tą piątą do składu.

    W tym roku wszystko się zmieniło, Martyna najpierw zbliżyła się do trzeciej setki tenisistek świata, później pewnie do niej weszła. Była już o włos od gry w kwalifikacjach Wimbledonu, czekała w Londynie na swoją szansę. Tam się nie udało, ale Nowy Jork stoi już otworem. Jest w okolicach 220. miejsca w rankingu WTA, pnie się w nim górę, ale najważniejsze będzie to, czy w okolicach tej pozycji znajdzie się 27 lipca. Bo wtedy zamkną się zgłoszenia do gry w kwalifikacjach.

    Turniej w San Benito. Martyna Kubka walczyła o półfinał. Demolka w pierwszym secie

    Aby tak się stało, Kubka powinna przynajmniej dojść do finału, wtedy poprawi swój dorobek z zeszłego roku, gdy odpisane zostaną jej punkty (14) za zeszłoroczny turniej w Monastyrze. Ma jeszcze w razie czego zawody ITF W75 w Vitorii-Gasteiz w Kraju Basków, już w przyszłym tygodniu.

    Najważniejsze jednak, że pierwszy cel udało się zrealizować – jest półfinał w Don Benito. To niewielki turniej rangi ITF W35, o puli nagród 30 tys. dolarów, w którym jednak obsada jest bardzo zróżnicowana. W drabince znalazły się znane tenisistki, jak Jodie Burrage czy Viktoria Hruncakova, ale też i takie, które… szukają pierwszych punktów do rankingu.

    A w półfinale i tak znalazły się trzy z czterech najwyżej rozstawionych. Wśród nich numer 1, czyli Kubka.
    Tenisistka w niebieskim stroju wykonuje forehend na korcie podczas meczu tenisowego, skoncentrowana na poruszającej się piłce.

    Martyna KubkaFoto Olimpik/Nur PhotoAFP

    Polka dwa pierwsze spotkania wygrała bardzo łatwo, właściwie nawet spacerkiem. I dziś też zapowiadało się na podobny scenariusz – jej rywalką byłą Włoszka Anastasia Bertacchi, tenisistka z 730. miejsca w rankingu.

    I taki był pierwszy set, podkreślający tę różnicę – jednostronny, Martyna nie potrzebowała nawet 30 minut, by wygrać 6:1.

    Drugi też nie zapowiadał jakiegoś większego przełomu – raczej tendencja była na kolejne 30 minut rywalizacji i dość łatwy awans Polki do następnej rundy. Martyna od razu przełamała rywalkę, za chwilę wygrała swojego gema. A później przyszedł ten moment dekoncentracji, który dał Włoszce nadzieję na odwrócenie losów spotkania. I możliwość sprawienia sensacji.

    Zaczęła się od gema wygranego na przewagi, Bertacchi dostała więc jedynkę na tablicy wyników. Za moment przełamała Polkę, kończąc rozgrywkę świetnym returnem w wolne pole. Później poprawiła na 3:2.

    Zaczęła się nerwowa rywalizacja, Martyna popełniała sporo błędów forhendowych, co akurat trochę zaskakiwało. Na dywanowej nawierzchni Włoszka prowadziła już równą grę, choć została przełamana przy stanie 4:4. Kubka nie zdołała wtedy zakończyć meczu, choć goniła od stanu 0-40. Udało jej się to dopiero w dwunastym gemie, triumfowała 6:1, 7:5.

    W sobotę jej rywalką będzie Szwajcarka Valentina Ryser, która tuż przed Wimbledonem pokonała deblową półfinalistkę z Londynu Kristinę Mladenović.
    Martyna Kubka

    Martyna KubkaFoto Olimpik/Nur Photo via AFPAFP

    Czeski finał Wimbledonu. Najlepsze zagrania finalistek [WIDEO]

  • A jednak, wielka zmiana. Dzieje się. Tak zachowała się Chwalińska

    A jednak, wielka zmiana. Dzieje się. Tak zachowała się Chwalińska

    Po smutnych wydarzeniach z Wimbledonu Maja Chwalińska pracuje nad tym, by jak najszybciej i w jak najlepszej dyspozycji wrócić na kort. 24-latka wciąż będzie musiała uczyć się operowania w nowej dla siebie rzeczywistości, co podkreślił Dawid Celt podczas rozmowy w “Misji Sport”. Odniósł się przy tym do tego, jak w obecnych realiach zachowuje się nasza finalistka Rolanda Garrosa, chwaląc Maję Chwalińską za jej postawę.
    Tenis. Na zdjęciu Maja Chwalińska

    Maja ChwalińskaJacek KurnikowskiAKPA

    – Po powrocie do Polski kilka dni temu Maja poddaje się leczeniu skręcenia prawego stawu skokowego, którego doznała podczas meczu pierwszej rundy Wimbledonu. Z przyjemnością informujemy, że proces powrotu do zdrowia przebiega pomyślnie, a zawodniczka rozpoczęła już lekkie ćwiczenia ogólnorozwojowe w ramach rehabilitacji – przekazał dokładnie tydzień temu klub naszej tenisistki BKT Advantage Bielsko-Biała.

    Wiemy już, że w związku z urazem odniesionym na Wimbledonie Maja Chwalińska opuści startujący za trzy dni turniej WTA 250 w Jassach. Wciąż może jednak wystąpić w imprezie w Hamburgu, a już na pewno nie zabraknie jej na początku sierpnia w Toronto, co potwierdził ostatnio w rozmowie z TVP Sport jej menadżer Piotr Szczypka. Zaznaczył przy tym, że później 24-latka zagra także w Cinncinati, Guadalajarze oraz na US Open.

    Co czeka Maję Chwalińską? Dawid Celt zabrał głos

    Mimo eliminacji w pierwszej rundzie Wimbledonu, Maja Chwalińska wróci do gry w aurze sporych oczekiwań, musząc odnaleźć się we wciąż nowej dla siebie rzeczywistości. Mówił o tym podczas wizyty w studiu “Misji Sport” Dawid Celt, zabierając głos w sprawie naszej finalistki Rolanda Garrosa i jej występu na Wimbledonie.

    – Maja zagrała z Tajką dobry mecz. W zasadzie mecz kontrolowany w dużym stopniu. Szkoda, że to się tak potoczyło, natomiast musi się zmierzyć z nową rzeczywistością. Dla mnie Mai nie definiuje na ten moment turniej w Paryżu, ani nie definiuje jej ta porażka na Wimbledonie. Ona teraz, będąc tu, gdzie się znalazła, musi zbudować to swoje miejsce. Ja nie oczekuję, że ona będzie w każdym turnieju grała na takim poziomie wynikowym, jak zrobiła to w Paryżu. Ale też jestem przekonany, że stać ją wynikowo na dużo więcej, niż to, co się wydarzyło w Londynie. Pech. Natomiast tenis jest strasznie brutalny – powiedział Dawid Celt.

    I dodał: – Ona będzie grała z większym bagażem, mówiłem o tym wielokrotnie. To już będzie inne postrzeganie Mai Chwalińskiej. Nie tenisistki Majeczki, która czaruje i jest na zapleczu pierwszej setki rankingu WTA, tylko Majeczki, która jest już 21. Opinia publiczna też zaraz zacznie wymagać, że to trzeba potwierdzać i wygrywać. Maja też to będzie czuła. Tego też się trzeba będzie na nowo uczyć.

    Dawid Celt podkreślił jednak przy tym, że jest zbudowany tym, jak obecnie zachowuje się Maja Chwalińska wobec całego zamieszania, jakiego rozgorzało wokół niej po wielkim sukcesie w stolicy Francji.

    Podoba mi się to, jak Maja do tego podchodzi. Widzę, że bardzo twardo stąpa po ziemi, więc to jest podstawa do tego wszystkiego. Natomiast trzeba się tego uczyć i mieć w sobie dużo pokory. Bo nic nie uczy pokory tak, jak tenis

    Uśmiechnięta tenisistka w żółtej koszulce z logotypami sponsorów trzyma rękę na czole, wyrażając radość lub ulgę po zakończeniu meczu.

    Maja ChwalińskaZabulon Laurent/ABACAEast News
    Tenisistka w jasnym stroju z wysoko uniesioną ręką i wyrazem radości na twarzy, włosy związane w kucyk dynamicznie rozwiane podczas gry.

    Roland Garros. Na zdjęciu Maja ChwalińskaAP | DIMITAR DILKOFF / AFPAFP

    Czeski finał Wimbledonu. Najlepsze zagrania finalistek [WIDEO]

  • Demolka Polki u progu półfinałów Wimbledonu. 62 minuty boju w upale

    Demolka Polki u progu półfinałów Wimbledonu. 62 minuty boju w upale

    Nieco ponad dwa tygodnie temu Martyna Kubka była przez kilka dni w Londynie – czekała, aż kilka zawodniczek mających grać w kwalifikacjach Wimbledonu z różnych powodów zrezygnuje z tego przywileju. I kilka zrezygnowało, ale o jedną za mało, by ona otrzymała szansę na debiut w tego typu zmaganiach. Wyjechała z Anglii, ale z perspektywą gry właśnie na tym poziomie – i to już wkrótce.

    27 lipca zamkną się zgłoszenia do kwalifikacji ostatniego w tym roku Wielkiego Szlema – właśnie na bazie rankingu z tego dnia. Aby mieć gwarancję gry w Nowym Jorku, trzeba zajmować miejsce w okolicach 215, choć przy dobrych wiatrach to i nawet 230. lokata daje to prawo. Wszystko zależy od wycofań zawodniczek z głównej drabinki oraz eliminacji, możliwości korzystania z “zamrożonych rankingów” dla graczy wracających.

    Na dziś Kubka w klasyfikacji “na żywo” jest 221., ale punkty wywalczone w Don Benito zostaną dopisane jej dopiero 20 lipca. Musi pamiętać, że tego dnia straci jeszcze zeszłoroczną zdobycz za półfinał turnieju w Monastyrze, też rangi W35.

    Martyna Kubka na drodze do kwalifikacji US Open. Ćwierćfinał reprezentantki Polski w Hiszpanii

    Turniej w Don Benito jest pierwszym dla Martyny od czasu powrotu z Londynu. W Hiszpanii rywalizacja odbywa się w sięgającym 35 stopni upale, mecz rozstawionej z “1” 25-latki został wyznaczony jako pierwszy. A jej rywalką była Brytyjka Georgina Hays, dla której już sam awans do tego etapu był olbrzymim osiągnięciem. I to dało się zauważyć na korcie.

    Przewaga Kubki była przygniatająca, pierwszą partię mogła spokojnie wygrać 6:0. Prowadziła bowiem już 5:0 i 30-0, później miała setbola przy podaniu rywalki. I dwa razy wyrzuciła forhend w aut.
    Tenisistka w niebieskim stroju wykonuje forehend na korcie podczas meczu tenisowego, skoncentrowana na poruszającej się piłce.

    Martyna KubkaFoto Olimpik/Nur PhotoAFP

    Hays wygrała tego gema, podobnie zaczęła drugiego seta. I na tym jej zdobycze się zakończyły, choć miała pod koniec meczu dwa break pointy przy serwisie Polki. Podobnie jednak jak w trzecim gemie pierwszej partii, Kubka znów je obroniła. I wygrała całe spotkanie 6:1, 6:1.

    W piątek Zielonogórzanka zagra z Włoszką Anastasią Bertacchi. Jeśli wygra, nadrobi już to, co zostanie jej odpisane za zeszłoroczny Monastyr. W półfinale mogą zacząć się schody – tam Polka powinna zmierzyć się z Valentiną Ryser. Szwajcarka w tym roku pokonała już Darię Snigur, a w poprzednim rozbiła właśnie na kortach dywanowych Maję Chwalińską (6:0, 6:2), wygrała też z Alexandrą Ealą.

    W dolnej części drabinki do ćwierćfinału awansowała również Zuzanna Pawlikowska. O półfinał będzie rywalizować z 28-letnią Viktórią Hrunčákovą, w przeszłości zawodniczką z TOP 50 rankingu WTA.
    Tenisistka w białym topie i czerwonej spódniczce wykonuje dynamiczny ruch rakietą podczas meczu, widoczne skupienie na twarzy, piłka tenisowa w ruchu, puste trybuny w tle.

    Martyna KubkaTomasz Jastrzębowski/Foto Olimpik/REPORTERReporter
    Tenisistka w sportowym stroju odbija piłkę rakietą podczas meczu na korcie, w tle widoczna niebieska ściana z napisem turnieju US Open.

    Zuzanna PawlikowskaWojciech KubikEast News

    Liga Narodów siatkarek. Najlepsze bloki w meczu USA – Polska.

  • Powrót pogromczyni Chwalińskiej. 85 minut walki z półfinalistką trzech Wielkich Szlemów

    Powrót pogromczyni Chwalińskiej. 85 minut walki z półfinalistką trzech Wielkich Szlemów

    Maja Chwalińska zakończyła zmagania na tegorocznym Wimbledonie już na etapie pierwszej rundy. Polka przegrała nie tylko z rywalką (Mananchayą Sawangkaew), ale i z kontuzją. Tenisistka z Tajlandii dotarła aż do trzeciej rundy, a teraz przeniosła się za ocean, gdzie zmierzyła się z półfinalistką trzech turniejów wielkoszlemowych.
    Maja Chwalińska i Mananchaya Sawangkaew

    Zmora Chwalińskiej powróciła. Dwa sety w walce o drugą rundę w NewportKentaro Tominaga / Yomiuri / The Yomiuri Shimbun via AFP / Kirill KUDRYAVTSEV / AFPAFP

    Maja Chwalińska ma za sobą naprawdę zwariowane tygodnie. 24-latka w Roland Garros dotarła do finału, w którym uległa Mirze Andriejewej. Był to dla niej zdecydowanie największy sukces w dotychczasowej karierze, który wywindował ją na 21. miejsce w rankingu WTA i otworzył nowe, lepsze możliwości.

    Pogromczyni Chwalińskiej dotarła do 3. rundy Wimbledonu

    Polka po turnieju w Paryżu odpoczywała, a następnie udała się na Wimbledon. Pierwotnie miała wystąpić w eliminacjach, ale otrzymała od organizatorów dziką kartę do turnieju głównego. Jej rywalką w 1. rundzie była Mananchaya Sawangkaew (164. WTA). Chwalińska pierwszego seta wygrała 6:2, a w drugim prowadziła 5:2 i miała piłkę meczową. Wówczas doszło do niefortunnej sytuacji, która zmieniła oblicze meczu. Nasza reprezentantka się poślizgnęła i nabawiła kontuzji. Tajka wygrała drugiego seta 7:5, a w trzeciej partii triumfowała 6:2 i mogła cieszyć się z awansu do kolejnej rundy wielkoszlemowego turnieju w Londynie.

    Tenisistka z Tajlandii wyeliminowała w następnej rundzie Alycię Parks (7:5, 6:0), a jej przygoda z londyńskimi kortami skończyła się na kolejnej przeszkodzie. Lepsza okazała się od niej Karolina Muchova (6:2, 7:6), która w piątek powalczy z Coco Gauff o awans do finału.

    Powrót zmory Chwalińskiej. Pewne zwycięstwo ze świetną deblistką

    Sawangkaew z Londynu udała się do Newport, gdzie na trawie rozgrywany jest turniej WTA 125. Tajka jest rozstawiona z numerem “6”. W pierwszej rundzie jej rywalką była Caroline Dolehide (214. WTA), która jest zdecydowanie lepszą deblistką niż singlistką. Amerykanka docierała do półfinałów Roland Garros (2024), Wimbledonu (2021, 2023, 2024) i US Open (2019, 2022). Zresztą dwa lata temu była sklasyfikowana na dziewiątym miejscu w rankingu deblistek.

    Sawangkaew bardzo dobrze serwowała i to było kluczem do zwycięstwa nad Amerykanką 6:3, 6:4. W całym meczu miała dwa zawahania przy własnym podaniu, ale bardziej chwiejna była Dolehide. Tym samym po 85 minutach Tajka mogła cieszyć się z awansu do drugiej rundy, gdzie jej rywalką będzie Lea Ma (299. WTA), która w Newport występuje z dziką kartą.
    Tenisistka w jasnożółtym topie i czarnej spódniczce w trakcie meczu na korcie, trzymająca rakietę tenisową i wykonująca gest ręką.

    Maja ChwalińskaALAIN JOCARDAFP
    Uśmiechnięta tenisistka w żółtej koszulce z logotypami sponsorów trzyma rękę na czole, wyrażając radość lub ulgę po zakończeniu meczu.

    Maja Chwalińska Zabulon Laurent/ABACAEast News
    Tenisistka w białym stroju z koncentracją odbija piłkę rakietą podczas meczu.

    Mananchaya SawangkaewKIRILL KUDRYAVTSEV AFP

    Kostyuk zatańczyła balet na Centre Court. Paolini była bezradna

  • Demolka w polskim meczu o półfinał. 69 minut rywalizacji w Londynie

    Demolka w polskim meczu o półfinał. 69 minut rywalizacji w Londynie

    Jasmine Paolini to jedyna tenisistka w całym tourze, która w trzech ostatnich edycjach Wimbledonu dwukrotnie znalazła się w najlepszej ósemce. Dwa lata temu wystąpiła w wielkim finale, przegrała jednak trzysetową batalię z Barborą Krejcikovą. Jeszcze w poprzednim sezonie miała świetny domowy turniej w Rzymie – podwójną wygraną, tak w singlu i deblu. Ten 1000 punktów trzymał ją wysoko w rankingu, w pierwszej dziesiątce.

    A gdy te punkty zostały już odpisane, Włoszka wypadła ze ścisłej elity. I niewiele wskazywało, że w Londynie dojdzie do jakiegoś przełomu. Sama mówiła, że potrzebowała krótkiej przerwy, by znów znaleźć przyjemność z gry w tenisa.

    Inaczej wyglądała sytuacja Kostiuk – niegdyś świetnej juniorki, która jako… 14-latka wygrała Australian Open. Tyle że w profesjonalnych zmaganiach nie potrafiła przebić pewnej granicy, miejsce w trzeciej dziesiątce świata było tym szczytem.

    Zmiany zaczęły pojawiać się, gdy efekty dała jej współpraca z Sandrą Zaniewską – polską trenerką, byłą zawodniczką. A teraz widać je już w pełnej krasie – Marta triumfowała w WTA 1000 w Madrycie, w Paryżu była w półfinale, teraz błyszczy w Londynie. Przełomem było tu spotkanie z Emmą Navarro w 1/16 finału – z Amerykanką miała dotąd bilans 0:4. A Navarro potrafiła zaskoczyć Igę Świątek w Bad Homburg. Zwycięstwo 6:1 w trzecim secie było dla Ukrainki tą właśnie kluczową chwilą. Pokazało, że coraz lepsze slajsy i znakomity forhend mogą dawać gigantyczną przewagę na trawie.
    Tenisistka w białym stroju z zaciśniętą pięścią okazuje emocje po udanym zagraniu na korcie.

    Jasmine PaoliniDaniel HamburyPAP/EPA

    Wimbledon 2026. Marta Kostiuk kontra Jasmine Paolini w ćwierćfinale Wimbledonu

    Organizatorzy na stronie internetowej turnieju pokazali moment, w którym obie zawodniczki szykują się do wyjścia na kort centralny. Obie uśmiechnięte, pulsujące energią. Mimo ogromnego upału.

    Dość szybko okazało się, że dominacja jednej ze stron będzie jednak tym razem znacząca. Paolini może i wygrała dwie ostatnie potyczki z Kostiuk, ale miało to miejsce wtedy, gdy ona była w peaku swojej formy.

    Po czterech gemach było jeszcze 2:2, w piątym gemie pojawił się już jednak pierwszy break point dla Ukrainki. Kostiuk atakowała każdy drugi serwis Włoszki, wręcz obchodziła go na forhend, gdy tylko pojawiała się taka okazja. A to wywoływało dodatkową presję na rywalkę, która uważniej musiała wprowadzać piłkę pierwszym podaniem. Albo ryzykować drugim.
    Marta Kostiuk

    Marta KostiukDaniel HamburyPAP/EPA

    Przy tej pierwszej szansie Paolini się jeszcze obroniła, za chwilę jednak pojawiła się druga. I tu Kostiuk zaatakowała już forhendem, swoją największą bronią. Odskoczyła na 3:2, ze spokojem wygrała już tę partię. Skończyło się na 6:3, ale miała też okazje do przełamania w siódmym gemie. Pewnie wtedy byłoby 6:2.

    Kostiuk fenomenalnie weszła też w drugiego seta. Jeśli nie popełniała podwójnych błędów, to Włoszka nie była w stanie utrzymać się w wymianach. W czwartym gemie doszło w końcu do przełamania, Jasmine była już bezradna. Najpierw trafiła w połowę siatki, za chwilę wyrzuciła piłkę o dobre 40-50 cm w aut.

    Ta dominacja trwała już do końca spotkania. Kostiuk pierwszy raz w karierze grała na Central Court, sama później przyznała, że była tu dziewięć lat temu, jako dziewczynka. Ale na widowni, bo oglądała mecz Rogera Federera. A wczoraj przyprowadziła ją tu na spacer Sandra Zaniewska – by obejrzała tę piękną arenę.

    Teraz tysiące kibiców oklaskiwało jej zabójczy forhend, po 68 minutach pojawiła się pierwsza piłka meczowa. A po kolejnych kilkudziesięciu sekundach nastąpił koniec.

    Kostiuk wygrała 6:3, 6:2. Ona wyrzuciła ręce w górę, na trybunach cieszyła się Sandra Zaniewska. Polka wykonała fantastyczną pracę z zawodniczką, która zawsze miała predyspozycje do tego, by być w elicie. A teraz w niej już jest.

    O finał 24-letnia Ukrainka zagra w czwartek z młodszą od siebie Lindą Noskovą. Ta, która wygra, zadebiutuje w poniedziałek w TOP 10 rankingu WTA.
    kobieta w sportowym stroju z opaską na głowie zaciska pięść i wyraża silne emocje, stojąc na korcie tenisowym

    Marta KostiukOSCAR DEL POZOAFP
    Zawodniczka tenisa ubrana w niebieską koszulkę unosi zaciśniętą pięść w geście triumfu, wyrażając radość i determinację po udanym zagraniu. Jasna opaska na nadgarstku z widocznym logo marki.

    Jasmine PaoliniJULIEN DE ROSAAFP

    Julita Piasecka – najlepsze akcje meczu Polska – Turcja.

  • 6:1 otworzyło mecz Polki ze światową “3”. Godzina gry o półfinał Wimbledonu

    6:1 otworzyło mecz Polki ze światową “3”. Godzina gry o półfinał Wimbledonu

    Tegoroczny Wimbledon okazał się najlepszym w karierze Katarzyny Piter. W wieku 35 lat nasza reprezentantka awansowała do swojego pierwszego wielkoszlemowego ćwierćfinału. Dokonała tej sztuki w duecie z Czeszką Anną Siskovą. Obie świetnie uzupełniały się na korcie. Dziś obie tenisistki czekał bardzo poważny test. Po drugiej stronie siatki zameldowała się m.in. światowa “3” w deblowym rankingu WTA. Po 59 minutach to rywalki cieszyły się ze zwycięstwa 6:1, 6:2. Oto co wydarzyło się w Londynie.
    Katarzyna Piter rywalizowała o awans do półfinału Wimbledonu 2026 w grze podwójnej

    Katarzyna Piter rywalizowała o awans do półfinału Wimbledonu 2026 w grze podwójnejGodfrey PittNewspix.pl

    Do momentu rozpoczęcia tegorocznego Wimbledonu, Katarzyna Piter nie miała ani jednego zwycięstwa podczas wielkoszlemowych zmagań w Londynie. W tym sezonie udało się przerwać tę negatywną passę, z pomocą Anny Siskovej. Polka oraz Czeszka nie poprzestały na jednej wygranej. W drugiej rundzie pokonały duet Jesika Maleckova/Miriam Skoch po super tie-breaku w trzecim secie, a wczoraj awansowały do ćwierćfinału, wygrywając z parą Linda Noskova/Rebecca Sramkova bez straty partii.

    W ten oto sposób Piter, w wieku 35 lat, zameldowała się w swoim pierwszym wielkoszlemowym ćwierćfinale w karierze. Katarzyna oraz Anna nie miały zbyt dużo czasu na odpoczynek i ochłonięcie po wczorajszej batalii, bowiem już dziś musiały stanąć do walki o awans do najlepszej “4” duetów tegorocznego Wimbledonu. Zadanie było niezwykle trudne, bowiem po drugiej stronie siatki znajdowała się światowa “3” – Gabriela Dabrowski. Tenisistka posiadająca polskie korzenie, ale występująca dla Kanady, otrzymała numer dwa w drabince razem z Luisą Stefani.

    Wimbledon: Katarzyna Piter rywalizowała o awans do półfinału debla

    Mecz rozpoczął doskonale z perspektywy Dabrowski i Stefani. Turniejowa “2” bardzo pewnie utrzymywały własne podania, przez co mogły wywierać ogromną presję na returnie. W drugim gemie nie poradziła sobie Siskova, a dwa rozdania później z problemami musiała się zmierzyć Piter. Po podwójnym błędzie serwisowym Polki pojawiły się dwa break pointy na 4:0 dla rywalek. Ostatecznie Katarzyna wyszła z opresji i zdobyła premierowe “oczko” dla swojego teamu, ale kilka minut później podwójny błąd serwisowy Anny sprawił, że zrobiło się 5:1 dla przeciwniczek. Po chwili Gabriela oraz Luisa zapewniły sobie triumf 6:1 w premierowej odsłonie.

    Drugą część spotkania otwierała Piter. Zamiana kolejności serwowania nie pomogła jednak polsko-czeskiemu duetowi. Już na “dzień dobry” doszło do przełamania podania Polki. W następnych minutach duże kłopoty miała także Siskova. Ostatecznie Anna zachowała serwis, broniąc po drodze dwóch break pointów. Dzięki temu team naszej reprezentantki posiadał ciągle kontakt z przeciwniczkami. Dabrowski i Stefani kontrolowały jednak wydarzenia na korcie. W siódmym gemie znów pogubiła się Czeszka. Po podwójnym błędzie serwisowym Siskovej, rywalki mogły zamykać spotkanie. Już po 59 minutach gry Gabriela i Luisa mogły się cieszyć ze zwycięstwa 6:1, 6:2.

    Główne zmagania w Londynie potrwają do 12 lipca. Najważniejsze informacje dotyczące Wimbledonu można śledzić za pomocą specjalnej zakładki na stronie Interia Sport.
    Katarzyna Pite

    Katarzyna PiterOWEN HAMMONDAFP
    Gabriela Dabrowski

    Gabriela DabrowskiArtur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP
    Dwie tenisistki w ciemnych strojach sportowych stoją obok siebie na korcie, jedna trzyma piłkę tenisową przy ustach, druga zasłania usta dłonią, obie koncentrują się przed kolejną akcją.

    Luisa Stefani (z lewej) i Timea BabosGAO JING/XINHUAAFP

    Najlepsze akcje dnia w meczach o półfinał Wimbledonu.