• Świątek nie mogła milczeć. Ostrzegła wszystkich. “To oszustwo”

    Świątek nie mogła milczeć. Ostrzegła wszystkich. “To oszustwo”

    “Docierają do mnie informacje o osobach podszywających się pode mnie lub moją Fundację” – napisała Iga Świątek na swoim profilu Instagram. W ten sposób reprezentantka Polski ostrzegła swoich fanów przed oszustami, którzy podszywają się pod nią, aby wyłudzić pieniądze.
    Iga Świątek w sportowej czapce i fioletowej koszulce bez rękawów podczas wydarzenia sportowego

    Iga ŚwiątekChristophe Ena/Associated Press/East News East News

    Po porażce z Martą Kostiuk na Roland Garros Iga Świątek rozpoczęła treningi na trawiastych kortach. Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa przygotowuje się obecnie do turnieju WTA Bad Homburg, w którym rok temu dotarła do samego finału. Wówczas lepsza okazała się Jessica Pegula.

    Faktem jest, że Polka to międzynarodowa gwiazda. Jej popularność ma też jednak ciemne strony. Jedną z nich jest fakt, iż oszuści często wykorzystują jej renomę do swoich niecnych planów. Podszywają pod się ikonę tenisa, chcąc wyłudzić od ludzi pieniądze.

    Świątek nie mogła milczeć. Tak ostrzegła fanów

    Jak w swoich mediach społecznościowych przekazała sama Świątek, w ostatnim czasie takich incydentów było coraz więcej.

    “Docierają do mnie informacje o osobach podszywających się pode mnie lub moją Fundację. Jeśli ktoś obiecuje Wam finansowanie wyjazdu na turniej, spotkanie ze mną, pieniądze lub inne korzyści – nie ufajcie takim wiadomościom – to oszustwo” – czytamy na jej profilu Instagram.

    “Ani ja, ani mój zespół, ani Fundacja nie prowadzimy takich działań przez wiadomości prywatne, WhatsApp, YouTube, TikTok czy inne media społecznościowe. Wszystkie oficjalne informacje publikuję wyłącznie za pośrednictwem moich oficjalnych kanałów oraz oficjalnych kanałów Fundacji” – dodała.

    Na koniec zwróciła się do swoich kibiców: “Proszę, bądźcie ostrożni i nie udostępniajcie swoich danych nieznanym osobom. Trzymajcie się!” – podsumowała.
    Sportowiec w białej kurtce i czapce z daszkiem, ubrany w odzież z widocznymi logotypami sponsorów, stoi w jasnym, nowoczesnym wnętrzu pośród kilku osób w tle.

    Iga ŚwiątekDennis Agyeman / Spain DPPI / DPPI via AFP AFP
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News
    Tenisistka w białej koszulce bez rękawów i fioletowej czapce z daszkiem trzyma ręcznik i wskazuje palcem w dół, wydaje się być zaangażowana w rozmowę; w tle rozmazane, niebieskie elementy kortu tenisowego.

    Iga ŚwiątekElla Ling/ShutterstockEast News

    Alex de Minaur – Brandon Nakashima. Skrót meczu.

  • Tyle kosztował Chwalińską sukces w Roland Garros. Wszystko policzył

    Tyle kosztował Chwalińską sukces w Roland Garros. Wszystko policzył

    Maja Chwalińska została wicemistrzynią Roland Garros. To największy sukces w jej karierze, za którym poszedł skok o 93. miejsca w klasyfikacji WTA. Polka jest obecnie 21. rakietą świata. Wszyscy piszą teraz o wielkiej nagrodzie. Okazuje się jednak, że cena, jaką zapłaciła Chwalińska za ten sukces, jest gigantyczna. Jej menedżer Piotr Szczypka wszystko policzył i zdradził nam, ile to kosztowało. Słony rachunek, to mało powiedziane.
    Tyle kosztował Maję Chwalińską sukces w Roland Garros. Menedżer wszystko policzył.

    Tyle kosztował Maję Chwalińską sukces w Roland Garros. Menedżer wszystko policzył. EastNewsEast News

    1,4 miliona euro miała dostać Maja Chwalińska za finał Roland Garros. Po przeliczeniu na złotówki wychodzi prawie 6 milionów złotych. Jednak na konto zawodniczki trafiło finalnie 3,25 mln zł, resztę pochłonęły podatki od nagród sportowych, które we Francji są bardzo wysokie.

    Tyle potrzebuje Chwalińska, żeby wyjść na zero

    Jakby nie spojrzeć, to te 3,25 mln zł też mocno działa na wyobraźnię. Można by pomyśleć, że teraz dopiero zawodniczka odetchnie i poczuje, że to, co robi, ma sens. Piotr Szczypka, menedżer Mai szybko jednak wyprowadza nas z błędu. Mówi nam wprost: – Maja potrzebuje jeszcze dwóch finałów, żeby wyjść na zero.

    Chwalińska trenuje od 7 roku życia, a pan Piotr założył, że wszystkie wydatki poniesione w związku z jej startami przez te 17 lat (to jest według niego ta jej droga do finału Roland Garros), daje kwotę na poziomie przynajmniej 10 milionów złotych. Wystarczy do tej nagrody, którą już dostała dodać dwie podobnej wysokości i mamy odpowiedź, jaką cenę zapłaciła Chwalińska i wszyscy ci, którzy wspierali jej karierę, żeby 6 czerwca 2026 wyjść na kort Philippe Chartiera.

    Teraz dopiero się zacznie. O tyle wzrosną koszty obsługi teamu

    A to nie koniec. Z tej nagrody, jaką dostała Chwalińska, nie da się niczego odzyskać czy wyciągnąć. Te pieniądze, choć duże, bardzo szybko znikną. Zwłaszcza jeśli Maja myśli o tym, żeby pozostać w czołówce, a tak jest. Zawodniczka już po powrocie do Polski powiedziała, że nie interesuje jej wydawanie pieniędzy na przyjemności, że nagroda pójdzie na rozwój.

    Szczypka całkiem niedawno mówił, że roczne wydatki na wyjazdy i obsługę teamu wynoszą około miliona złotych. – Tak jest, ale tu mówimy o wydatkach zawodniczki spoza setki, która próbuje do niej wejść. Ten etap szczęśliwie jest za Mają. Cieszymy się z tego bardzo, ale też mamy świadomość tego, że teraz wydatki poszybują mocno w górę. Teraz wreszcie Maja będzie mogła sobie pozwolić na jakiegoś fizjoterapeutę i na to, żeby zabierać cały sztab, ale w ślad za tym pójdą większe rachunki za hotele i samoloty. A to nie wszystko. Nie zmieni się jedno. Ja i pani menedżer Ola Musiał byliśmy i będziemy za darmo, bo jesteśmy jej rodziną – oświadcza pan Piotr.

    Wiemy, co z procentami od Chwalińskiej

    Menedżer Chwalińskiej uchyla nam również rąbka tajemnicy, jak wygląda rozliczenie między zawodniczką i BKT Advantage Bielsko-Biała. Klub ma z tenisistkami umowy, które z jednej strony zapewniają im duże wsparcie, a z drugiej zobowiązuje do wypłacenia kilku procent, gdy już zostaną gwiazdami. Te kilka procent, to dla klubu możliwość wsparcia kolejnych, młodych zawodniczek, które przychodzą do BKT Advantage i chcą pójść w ślady gwiazd.

    – Jeszcze nie rozmawialiśmy z Mają na ten temat, bo jest dużo obowiązków. Zresztą nie pali się, to nie jest teraz dla mnie takie ważne. Są istotniejsze sprawy. Choćby umowy sponsorskie, którym trzeba poświęcić czas. Także na spokojnie. Zresztą Maja i tak jest wciąż poniżej progu rentowności – kwituje Szczypka, a my przypomnijmy, że już kiedyś na łamach Interii menedżer wyjaśniał ten temat biznesowych umów zawodniczek z BKT, które powstały na bazie rozwiązań stosowanych w Czechach. – Jak będą w setce, czy pięćdziesiątce przez parę lat, jak zarobią miliony, to wtedy jakieś procenty zostaną im odliczone. One nie mają z tym problemu, są tego świadome – mówił nam wtedy Szczypka.
    Zawodniczka tenisowa zakrywająca twarz dłonią w geście rozczarowania, ubrana w żółtą koszulkę bez rękawów, w tle sędzia na korcie.

    Maja ChwalińskaZUMA Press Wire/ShutterstockEast News
    Kobieta w sportowej bluzie z ręką opartą na czole mówi do mikrofonu, za nią rozmyte logo sponsora i federacji.

    Maja ChwalińskaFoto OlimpikAFP
    Młoda kobieta w zielonej sportowej kurtce trzyma bukiet kolorowych kwiatów, w tle liczni fotografowie i reporterzy z aparatami.

    Maja ChwalińskaAnita WalczewskaEast News

    Jiri Lehecka – Rinky Hijikata. Skrót meczu.

  • Afera o pieniądze dla Chwalińskiej od polskiego rządu. Następny sprzeciw

    Afera o pieniądze dla Chwalińskiej od polskiego rządu. Następny sprzeciw

    Temat państwowego stypendium przyznanego Mai Chwalińskiej przez ministra sportu i turystyki jest gorąco dyskutowany przez polityków. Najpierw stanowczy sprzeciw zgłosił Marcin Możdżonek, teraz dołącza do niego Grzegorz Płaczek, szef klubu parlamentarnego Konfederacji. Wyjaśnia, dla kogo przeznaczone powinno być takie dofinansowanie.
    Grzegorz Płaczek, Maja Chwalińska

    Grzegorz Płaczek, Maja ChwalińskaFilip Naumienko/Tomasz JastrzebowskiReporter

    Grzegorz Płaczek , w rozmowie w RMF FM, wprost przyznał, że nie podoba mu się, że Maja Chwalińska dostała stypendium od ministerstwa sportu i turystyki. “Uważam, że pieniądze z budżetu państwa oraz od sponsorów – jeżeli ktoś idzie ze sztandarem pomagania tym, którzy się rozwijają – powinny iść dla tych, którzy się rozwijają i naprawdę nie mają pieniędzy, żeby kupić rakiety albo buty” – wyjaśnił.

    Stwierdził, że nie jest wielkim fanem tenisa i nie pamięta początków kariery Chwalińskiej. Tymczasem pierwsze sukcesy na korcie miały przypaść za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości.

    Jeżeli wcześniejsze rządy nic nie zrobiły, żeby pomagać młodym sportowcom, to oczywiście nie powinno to mieć miejsca. To jest absolutnie skandaliczne

    “Wydajemy pieniądze na głupoty. Natomiast tam, gdzie powinny być wydawane i tam gdzie, ten polski narybek powinien być pielęgnowany, to – jeżeli nie było – to tylko wstyd” – dopowiedział.

    Sprzeciw wobec pieniędzy dla Chwalińskiego od polskiego rządu. “Podpisuję się dwiema rękami”

    Jego zdaniem sukces tenisistki na wielkoszlemowym Roland Garros to absolutnie nie zasługa polskiego systemu szkolenia, a przyznanie jej przez resort Jakuba Rutnickiego 9600 zł brutto dofinansowania to po prostu zagrywka PR-owa i próba podpięcia się pod sportowe osiągnięcie.

    “Przyznawanie publicznych pieniędzy w momencie, gdy zawodniczka za sam finał w Paryżu swoją ciężką pracą zdobyła ponad 3 miliony złotych netto, nie ma nic wspólnego z realnym wspieraniem jej kariery. To klasyczna próba podpięcia się pod cudze osiągnięcia” – opisywał.

    Gdzie był resort, gdy Chwalińska była obiecującą nastolatką i borykała się z problemami finansowymi, nie mając za co opłacić noclegów podczas zagranicznych turniejów? Wtedy polski system był ślepy

    Apelował o stworzenie systemu, który wspomoże polskich sportowców jeszcze zanim ci staną się sławni. “Marcin Możdżonek jest mistrzem świata, w związku z tym zakładam, że wie, co mówi. (…) Absolutnie się zgadzam i podpisuję się dwiema rękami” – odniósł się do tego Płaczek.

    Podpytywany o porównanie sytuacji sportowców i artystów, od razu odpowiedział, że nie są one tożsame i artyści nie powinni dostawać państwowych dofinansowań zanim osiągną sukces.

    “Zawodowym sportowcem można być do 20-30. roku życia, a artystą można być do końca życia. Jeżeli jest się zawodowym sportowcem, to trenuje się naprawdę bardzo dużo i nie ma się chwili na nic. Natomiast jeśli ktoś jest artystą, ma więcej czasu” – podsumował szef klubu parlamentarnego Konfederacji.

    Uroczyste spotkanie ministra Jakuba Rutnickiego z Mają Chwalińskąmateriały prasowe

  • Chwalińska jedyna. A jednak, możliwa wielka zmiana. Już huczy

    Chwalińska jedyna. A jednak, możliwa wielka zmiana. Już huczy

    Na ten moment Maja Chwalińska jest jedyną tenisistką spoza Wielkiej Brytanii, która otrzymała w tym roku “dziką kartę” od Wimbledonu. To jednak może niebawem ulec zmianie. I to jakiej. Na liście pań wciąż pozostaje bowiem jedno wolne miejsce, a w środowisku aż huczy, że może ono przypaść w udziale Venus Williams. Czy to rzeczywiście realna opcja? Głos w tej sprawie zabrała Danielle Collins.
    Maja Chwalińska w bordowej koszulce trzymająca rakietę tenisową podczas meczu

    Maja ChwalińskaFLAVIU BUBOIAFP

    Do inauguracji tegorocznego Wimbledonu zostało jeszcze 10 dni, ale – jak przed każdym Wielkim Szlemem – emocje z nim związane czuć już teraz. W Polsce atmosferę podgrzała sprawa Mai Chwalińskiej, która mimo genialnego występu na Rolandzie Garrosie, spuentowanego finałem, musiała czekać na “dziką kartę”, chcąc wystąpić z automatu w głównej drabince londyńskiej imprezy.

    Poza 24-latką “dziką kartę” otrzymały także: Harriet Dart, Alicia Dudeney, Hannah Klugman, Mika Stojsavljevic, Katie Swan oraz Mimi Xu. Do tego grona dołączy jednak jeszcze jedna zawodniczka. A w środowisku huczy o tym, że może to być Serena Williams.

    Wimbledon. Williams jak Chwalińska z “dziką kartą”? Collins komentuje

    Słynna Amerykanka otrzymała już “dziką kartę” w grze podwójnej, zresztą do spółki ze swoją równie znaną siostrą Venus. Ale czy zobaczymy ją także w rywalizacji singlowej?

    Głos w tej sprawie zabrała jej rodaczka – Danielle Collins, która wypowiedziała się na ten temat w studiu “Tennis Channel”.

    To całkiem możliwe. Przekonamy się

    Po czym jednak dodała, że taki obrót spraw stanowiłby dla niej sporą niespodziankę.

    – Byłbym nieco zaskoczona, gdyby Serena skorzystała z dzikiej karty w grze pojedynczej. Podczas swoich wystąpień na ostatnich konferencjach prasowych, stwierdziła, że gdyby chciała grać w grze pojedynczej, musiałaby więcej trenować. Myślę, że to, co robi teraz, ma sens – rozegra kilka meczów deblowych, a potem zobaczy, jak się sprawy potoczą. Nigdy jednak nie wiadomo. Jest w stanie zrobić wszystko, bo jest najlepszą zawodniczką wszech czasów – stwierdziła Danielle Collins, odnosząc się do całej sprawy.

    Tegoroczny Wimbledon rozpocznie się 29 czerwca i potrwa do 12 lipca. Wśród pań tytułu broni Iga Świątek.
    Uśmiechnięta tenisistka w żółtej koszulce z logotypami sponsorów trzyma rękę na czole, wyrażając radość lub ulgę po zakończeniu meczu.

    Maja ChwalińskaZabulon Laurent/ABACAEast News
    Kobieta w sportowej bluzie z ręką opartą na czole mówi do mikrofonu, za nią rozmyte logo sponsora i federacji.

    Maja ChwalińskaFoto OlimpikAFP

    Maja Chwalińska: Nie jestem za bardzo w social mediach, bo myślę, że bym zwariowała

    Maja Chwalińska już teraz może mówić o ogromnym wyróżnieniu przed tegorocznym Wimbledonem. Polska tenisistka otrzymała bowiem „dziką kartę” do turnieju głównego, dzięki czemu nie musi przebijać się przez wymagające kwalifikacje. Dla 24-latki to nagroda za znakomite wyniki osiągane w ostatnich miesiącach, a szczególnie za świetny występ podczas Roland Garros, gdzie dotarła aż do finału jednej z imprez poprzedzających wielkoszlemową rywalizację. Organizatorzy londyńskiego turnieju docenili jej postawę, czyniąc ją jedyną zawodniczką spoza Wielkiej Brytanii, która otrzymała w tym roku takie zaproszenie.
    Choć decyzja dotycząca Chwalińskiej została przyjęta bardzo pozytywnie, wokół listy „dzikich kart” wciąż nie brakuje emocji. Wszystko dlatego, że organizatorzy pozostawili jeszcze jedno wolne miejsce w kobiecej drabince. Od kilku dni w tenisowym środowisku pojawiają się spekulacje, że może ono trafić do jednej z największych legend tego sportu – Sereny Williams.
    Nazwisko Amerykanki od lat elektryzuje kibiców. Serena jest siedmiokrotną mistrzynią Wimbledonu i jedną z najbardziej utytułowanych tenisistek w historii. Każda informacja dotycząca jej ewentualnego powrotu na kort natychmiast wywołuje ogromne zainteresowanie. Tym razem plotki nabrały dodatkowego znaczenia, ponieważ Serena oraz jej siostra Venus otrzymały już „dziką kartę” do turnieju deblowego.
    Pojawiły się więc pytania, czy Serena mogłaby również wystąpić w singlu. Na temat tych spekulacji wypowiedziała się Danielle Collins. Amerykanka przyznała, że taki scenariusz jest możliwy, ale jednocześnie byłaby nim zaskoczona. Jej zdaniem Serena wielokrotnie podkreślała podczas ostatnich wystąpień medialnych, że występy w grze pojedynczej wymagałyby od niej znacznie większej liczby treningów i przygotowań.
    Collins zaznaczyła, że obecny plan wydaje się rozsądny. Serena ma skoncentrować się na deblu, rozegrać kilka spotkań i dopiero później ocenić swoją dyspozycję. Taki sposób działania pozwala stopniowo wracać do rywalizacji bez konieczności natychmiastowego mierzenia się z największymi wyzwaniami, jakie niesie ze sobą wielkoszlemowy turniej singlowy.
    Jednocześnie Collins podkreśliła, że w przypadku Sereny Williams niczego nie można wykluczyć. Według niej była liderka światowego rankingu wielokrotnie udowadniała, że potrafi dokonywać rzeczy, które innym wydawały się niemożliwe. To właśnie dlatego plotki o jej potencjalnym występie w singlu są traktowane przez kibiców bardzo poważnie.
    Dla Mai Chwalińskiej cała sytuacja ma jednak drugorzędne znaczenie. Polka skupia się przede wszystkim na własnych przygotowaniach do najważniejszego turnieju na trawie. Otrzymanie „dzikiej karty” daje jej komfort spokojnych treningów oraz możliwość odpowiedniego zaplanowania ostatnich dni przed startem zawodów.
    Wimbledon rozpocznie się 29 czerwca i potrwa do 12 lipca. W centrum uwagi polskich kibiców znajdzie się oczywiście Iga Świątek, która będzie broniła wywalczonego przed rokiem tytułu. Duże zainteresowanie wzbudzi również występ Chwalińskiej, dla której będzie to kolejna okazja do pokazania swoich umiejętności na jednej z najbardziej prestiżowych tenisowych scen świata.
    Jeżeli organizatorzy rzeczywiście zdecydują się przyznać ostatnią „dziką kartę” Serenie Williams, tegoroczny Wimbledon zyska dodatkowy element widowiska. Powrót jednej z największych legend tenisa byłby ogromnym wydarzeniem medialnym i sportowym. Na razie pozostaje jednak czekać na oficjalną decyzję, która może znacząco wpłynąć na zainteresowanie turniejem jeszcze przed jego rozpoczęciem.

  • Afera o pieniądze dla Chwalińskiej od polskiego rządu. Następny sprzeciw

    Afera o pieniądze dla Chwalińskiej od polskiego rządu. Następny sprzeciw

    Temat państwowego stypendium przyznanego Mai Chwalińskiej przez ministra sportu i turystyki jest gorąco dyskutowany przez polityków. Najpierw stanowczy sprzeciw zgłosił Marcin Możdżonek, teraz dołącza do niego Grzegorz Płaczek, szef klubu parlamentarnego Konfederacji. Wyjaśnia, dla kogo przeznaczone powinno być takie dofinansowanie.
    Grzegorz Płaczek, Maja Chwalińska

    Grzegorz Płaczek, Maja ChwalińskaFilip Naumienko/Tomasz JastrzebowskiReporter

    Grzegorz Płaczek , w rozmowie w RMF FM, wprost przyznał, że nie podoba mu się, że Maja Chwalińska dostała stypendium od ministerstwa sportu i turystyki. “Uważam, że pieniądze z budżetu państwa oraz od sponsorów – jeżeli ktoś idzie ze sztandarem pomagania tym, którzy się rozwijają – powinny iść dla tych, którzy się rozwijają i naprawdę nie mają pieniędzy, żeby kupić rakiety albo buty” – wyjaśnił.

    Stwierdził, że nie jest wielkim fanem tenisa i nie pamięta początków kariery Chwalińskiej. Tymczasem pierwsze sukcesy na korcie miały przypaść za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości.

    Jeżeli wcześniejsze rządy nic nie zrobiły, żeby pomagać młodym sportowcom, to oczywiście nie powinno to mieć miejsca. To jest absolutnie skandaliczne

    “Wydajemy pieniądze na głupoty. Natomiast tam, gdzie powinny być wydawane i tam gdzie, ten polski narybek powinien być pielęgnowany, to – jeżeli nie było – to tylko wstyd” – dopowiedział.

    Sprzeciw wobec pieniędzy dla Chwalińskiego od polskiego rządu. “Podpisuję się dwiema rękami”

    Jego zdaniem sukces tenisistki na wielkoszlemowym Roland Garros to absolutnie nie zasługa polskiego systemu szkolenia, a przyznanie jej przez resort Jakuba Rutnickiego 9600 zł brutto dofinansowania to po prostu zagrywka PR-owa i próba podpięcia się pod sportowe osiągnięcie.

    “Przyznawanie publicznych pieniędzy w momencie, gdy zawodniczka za sam finał w Paryżu swoją ciężką pracą zdobyła ponad 3 miliony złotych netto, nie ma nic wspólnego z realnym wspieraniem jej kariery. To klasyczna próba podpięcia się pod cudze osiągnięcia” – opisywał.

    Gdzie był resort, gdy Chwalińska była obiecującą nastolatką i borykała się z problemami finansowymi, nie mając za co opłacić noclegów podczas zagranicznych turniejów? Wtedy polski system był ślepy

    Apelował o stworzenie systemu, który wspomoże polskich sportowców jeszcze zanim ci staną się sławni. “Marcin Możdżonek jest mistrzem świata, w związku z tym zakładam, że wie, co mówi. (…) Absolutnie się zgadzam i podpisuję się dwiema rękami” – odniósł się do tego Płaczek.

    Podpytywany o porównanie sytuacji sportowców i artystów, od razu odpowiedział, że nie są one tożsame i artyści nie powinni dostawać państwowych dofinansowań zanim osiągną sukces.

    “Zawodowym sportowcem można być do 20-30. roku życia, a artystą można być do końca życia. Jeżeli jest się zawodowym sportowcem, to trenuje się naprawdę bardzo dużo i nie ma się chwili na nic. Natomiast jeśli ktoś jest artystą, ma więcej czasu” – podsumował szef klubu parlamentarnego Konfederacji.

    Uroczyste spotkanie ministra Jakuba Rutnickiego z Mają Chwalińskąmateriały prasowe

  • Iga Świątek triumfuje. Dopisali jej szósty tytuł. Absolutna dominacja Polki

    Iga Świątek triumfuje. Dopisali jej szósty tytuł. Absolutna dominacja Polki

    Iga Świątek znalazła się na szczycie rankingu “100 najcenniejszych kobiecych marek osobistych w Polsce”. Najlepsza polska tenisistka otwiera prestiżowe zestawienie magazynu “Forbes Woman” po raz szósty z rzędu. Jej obecne notowania aż pięciokrotnie przewyższają wartość medialną drugiej na liście Justyny Steczkowskiej. Podium uzupełnia Dorota “Doda” Rabczewska.

    Iga ŚwiątekLI JINGEast News

    Iga Świątek nie jest już liderką rankingu WTA, ale w zestawieniu magazynu “Forbes Woman” nadal nie ma sobie równych. I to już po raz szósty z rzędu. W najnowszym notowaniu tzw. wartość medialna trzeciej rakiety świata przekracza 1,5 mld złotych.

    Dwa kolejne miejsca na liście “100 najcenniejszych kobiecych marek osobistych w Polsce” zajmują wokalistki – Justyna Steczkowska (288 mln zł) i Dorota “Doda” Rabczewska (270 mln zł).

    Świątek poza konkurencją. Kilka lat sukcesów na korcie nadal pozwala jej cieszyć się pozycją liderki w prestiżowym rankingu

    Wspomniany ranking opublikowany został po raz siódmy. W pierwszej edycji otwierała go Olga Tokarczuk. Zwyciężyła krótko po otrzymaniu Literackiej Nagrody Nobla.

    Później niepodzielnie panowała już tylko Świątek. Ma na koncie sześć triumfów z rzędu. Warto zauważyć, że kwota widniejąca obok jej nazwiska aż pięciokrotnie przewyższa sumy przypisane dwóm kolejnym postaciom w zestawieniu.

    – Zawsze powtarzam, że największą wartością rozpoznawalności jest możliwość wykorzystywania jej do promowania dobrych postaw, wspierania innych i inspirowania młodych ludzi do działania po swojemu – oznajmiła najlepsza polska tenisistka cytowana przez “Forbes Woman”.

    – Staram się budować swoją markę w zgodzie ze sobą – autentycznie, z szacunkiem do ludzi i z odpowiedzialnością za to, jaki przekaz niesie moja obecność w mediach – dodała.

    W pierwszej dziesiątce rankingu znalazły się jeszcze dwie sportsmenki. Szóstą lokatę zajmuje Ewa Pajor (212 mln zł), z kolei na 10. pozycji sklasyfikowano Magdę Linette (192 mln zł).

    W czołowej setce umieszczono jeszcze 15 innych kobiet związanych ze światem sportu. Tylko dziewięć z nich to wciąż czynne zawodniczki. Grupę tę tworzą Magdalena Fręch (11. lokata), Natalia Bukowiecka (23), Katarzyna Kawa (32), Julia Szeremeta (45), Klaudia Zwolińska (47), Katarzyna Niewiadoma (61), Pia Skrzyszowska (70), Anita Włodarczyk (86) i Ewa Swoboda (91).

    Na 55. pozycji odnajdujemy Darię Abramowicz, osobistą psycholog Świątek i zarazem jej trenerkę mentalną.
    Młoda kobieta z krótkimi, falowanymi włosami, ubrana w jasny garnitur i niebieską koszulę, patrzy w bok z delikatnym uśmiechem. W tle znajduje się niebieski, abstrakcyjny wzór.

    Iga ŚwiątekPIOTR GRZYBOWSKI/AGENCJA SE/East News East News
    Tenisistka w fioletowej czapce podczas intensywnego uderzenia piłki rakietą, z wyraźną koncentracją na twarzy i dynamicznym ruchem ramienia na tle ciemnego boiska z fioletowym światłem.

    Iga ŚwiątekIMAGO/NOUSHADEast News
    Sportowiec w białej czapce i koszulce z polską flagą oraz czerwonym nadrukiem, ściska pięść w geście zwycięstwa na korcie tenisowym.

    Iga ŚwiątekAFP

    Francisco Cerundolo – Jenson Brooksby. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Sensacja na starcie z Chwalińską. Teraz taka decyzja. Wieści dla Świątek

    Sensacja na starcie z Chwalińską. Teraz taka decyzja. Wieści dla Świątek

    Turniej WTA 500 w Bad Homburg startuje już za dwa dni, w niedzielę. Tymczasem w ostatniej chwili do stawki dołączyła kolejna zawodniczka. I to nie byle jaka. Mowa bowiem o mistrzyni olimpijskiej Qinwen Zheng, która otrzymała od organizatorów niemieckiej imprezy “dziką kartę”. A tym samym stała się jedną z rywalek Igi Świątek w imprezie bezpośrednio poprzedzającej wielkoszlemowy Wimbledon.
    Iga Świątek i Qinwen Zheng podczas turnieju WTA, zbliżenie na Zheng przykładającą ręcznik do twarzy.

    Na zdjęciu Iga Świątek oraz Qinwen ZhengMiguel Reis / NurPhoto / NurPhoto via AFP / Wang Kaiyan / XINHUA / Xinhua via AFPAFP

    – Qinwen Zheng wraca do Bad Homburg – ogłosili organizatorzy tamtejszej “pięćsetki”, informując w mediach społecznościowych o przyznaniu “dzikiej karty” chińskiej mistrzyni olimpijskiej sprzed dwóch lat.

    23-latka zdążyła już zainaugurować sezon na trawie. Ba, zdążyła nawet wystąpić w dwóch turniejach, rozgrywając łącznie… trzy spotkania.

    Z drabinki imprezy w Queens Qinwen Zheng wypadła już po pierwszym meczu przegrywając w dwóch setach – 4:6, 6:7 (4) – z reprezentantką Rumunii Jaqueline Cristian. Niewiele lepiej spisała się tydzień później w Nottingham. Tam, po zaciętym pojedynku pokonała wprawdzie Greczynkę Marię Sakkari 4:6, 7:6(1), 6:4, ale potem uległa australijskiej tenisistce Talii Gibson. Decydującą partię zwieńczył emocjonujący tie-break, który tenisistka z Anypodów wygrała 12:10.

    A serię tych nieudanych występów Qinwen Zheng poprzedził Roland Garros, na którym – jak pamiętamy – Chinka zatrzymała się już na pierwszej rundzie, uznając wyższość późniejszej finalistki – Mai Chwalińskiej.

    Teraz, tuż przed Wimbledonem, Qinwen Zheng poszuka więc ogrania i formy w Bad Homburg, co umożliwili jej organizatorzy.

    WTA Bad Homburg. Qinwen Zheng z dziką kartą. Iga Świątek na liście

    W Bad Homburg – podobnie jak przed rokiem – wystąpi także Iga Świątek. W minionym sezonie nasza była liderka rankingu WTA dotarła aż do finału, w którym przegrała z reprezentantką Stanów Zjednoczonych – Jessicą Pegulą, a później sięgnęła po tytuł na Wimbledonie, którego już niebawem będzie bronić w Londynie.
    Tenisistka w białym stroju sportowym i czapce z daszkiem stoi na korcie podczas meczu, jest skoncentrowana, widoczne są logotypy sponsorskie na jej koszulce oraz flaga Polski.

    Turniej WTA 500 w Bad Homburg zapowiada się niezwykle interesująco, a przyznanie „dzikiej karty” Qinwen Zheng tylko podniosło poziom rywalizacji. Chińska tenisistka, która w ostatnich latach wyrosła na jedną z największych gwiazd kobiecego tenisa, będzie chciała wykorzystać niemiecką imprezę do odbudowania pewności siebie przed rozpoczynającym się niebawem Wimbledonem. Dla kibiców oznacza to natomiast jeszcze mocniejszą obsadę zawodów, w których wystąpi także Iga Świątek.

    Ostatnie tygodnie nie były łatwe dla Zheng. Mistrzyni olimpijska z Paryża nie może zaliczyć początku sezonu na trawie do udanych. Najpierw niespodziewanie odpadła już w pierwszym meczu turnieju w Queen’s Club, przegrywając z Jaqueline Cristian. Następnie w Nottingham zanotowała tylko jedno zwycięstwo, pokonując Marię Sakkari, by później ulec Talii Gibson. Co więcej, jeszcze wcześniej rozczarowała swoich kibiców podczas Roland Garros, gdzie sensacyjnie zakończyła udział już w pierwszej rundzie po porażce z Mają Chwalińską.
    Dla Zheng start w Bad Homburg będzie więc niezwykle ważny. Chinka potrzebuje meczów na trawie, aby odzyskać rytm i odpowiednio przygotować się do najważniejszego turnieju tej części sezonu – Wimbledonu. Jej potężny serwis i agresywny styl gry mogą być bardzo skuteczne na szybkiej nawierzchni, dlatego mimo ostatnich niepowodzeń pozostaje zawodniczką, której żadna rywalka nie może lekceważyć.
    W centrum uwagi polskich kibiców znajdzie się oczywiście Iga Świątek. Polka wraca do Bad Homburg z bardzo dobrymi wspomnieniami. Przed rokiem dotarła tutaj do finału, gdzie musiała uznać wyższość Jessiki Peguli. Tamten występ okazał się jednak doskonałym przygotowaniem do Wimbledonu, na którym Świątek zaprezentowała znakomitą formę. Teraz będzie chciała powtórzyć ten scenariusz i ponownie wykorzystać niemiecki turniej jako ostatni sprawdzian przed rywalizacją w Londynie.

    Obsada zawodów prezentuje się imponująco. Oprócz Świątek i Zheng na kortach w Bad Homburg pojawi się wiele czołowych tenisistek świata, co sprawia, że już od pierwszej rundy można spodziewać się pojedynków na bardzo wysokim poziomie. Każde zwycięstwo będzie miało znaczenie nie tylko w kontekście rankingu WTA, ale również budowania pewności siebie przed trzecią wielkoszlemową imprezą sezonu.
    Dla Igi Świątek szczególnie interesująca może być możliwość ponownego zmierzenia się z Qinwen Zheng. Ich dotychczasowe spotkania dostarczały kibicom wielu emocji, a obie zawodniczki należą do ścisłej światowej czołówki. Jeśli los skojarzy je ze sobą w Bad Homburg, będzie to jeden z najbardziej wyczekiwanych meczów całego turnieju.
    Nadchodzące dni pokażą, czy Zheng zdoła przełamać serię słabszych występów i odzyskać dawną skuteczność. Jedno jest pewne – jej obecność sprawia, że turniej w Bad Homburg staje się jeszcze ciekawszy, a kibice mogą liczyć na tenis na najwyższym światowym poziomie. Dla Świątek będzie to natomiast kolejna okazja, by potwierdzić wysoką formę i wysłać rywalkom wyraźny sygnał przed obroną tytułu na londyńskich kortach.

    Iga ŚwiątekMa Ping/Xinhua News/East NewsAFP
    Qinwen Zheng

    Qinwen ZhengNoushad Thekkayil / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Maja Chwalińska: Najpierw musi być pasja, a później trzeba dawać z siebie wszystko

  • Milionowy kontrakt już czeka na Chwalińską. Menedżer prosi o jedno

    Milionowy kontrakt już czeka na Chwalińską. Menedżer prosi o jedno

    Po udanym występie i zdobyciu tytułu wicemistrzyni Roland Garros Maja Chwalińska znalazła się w centrum zainteresowania rynku reklamowego. Polka zaczęła otrzymywać liczne propozycje współpracy sponsorskiej i reklamowej, a jej rozpoznawalność gwałtownie wzrosła.

    Jak przypomina jej menedżer, Piotr Szczypka z BKT Advantage Bielsko-Biała, zainteresowanie wokół zawodniczki jest obecnie ogromne. – To już się dzieje. Od tygodnia praktycznie nie rozmawiamy o niczym innym – podkreśla. Chwalińska ma już na koncie pierwsze doświadczenia reklamowe, m.in. udział w spocie Oral-B, gdzie wystąpiła obok Igi Świątek, choć wówczas pełniła raczej rolę drugoplanową. Teraz jednak sytuacja ma się zmienić – według doniesień ma podpisać kontrakt, w którym to ona będzie główną ambasadorką marki.

    Rynek wycenia potencjał reklamowy Chwalińskiej bardzo wysoko. W środowisku marketingowym pojawiają się szacunki, że pojedyncze kontrakty mogą sięgać nawet około 2 milionów złotych. Już w trakcie Roland Garros do gry weszły pierwsze firmy, w tym Oshee – producent napojów izotonicznych. Marka najpierw wsparła zawodniczkę w praktyczny sposób, pokrywając jej koszty hotelu po tym, jak po awansie do czwartej rundy sama przyznała przed kamerami, że nie jest pewna, czy będzie ją stać na dalszy pobyt w Paryżu. Wkrótce później firma zdecydowała się na dalszą współpracę i dołączyła do jej otoczenia sponsorskiego.

    Obecnie rozmowy z kolejnymi partnerami są w toku, choć – jak zaznacza menedżer – większość szczegółów pozostaje poufna. – Proszę o wyrozumiałość, nie mogę zdradzać konkretów. Takie umowy wymagają spokoju i dyskrecji. Za mną intensywny czas rozmów, maili i analiz projektów kontraktów – wyjaśnia Szczypka, dodając, że obecnie kwestie sponsorskie zajmują niemal cały jego czas.

    Nie wyklucza się, że kolejne informacje dotyczące nowych umów pojawią się już po Wimbledonie. Dobry występ Chwalińskiej w tym turnieju mógłby znacząco zwiększyć jej wartość marketingową i przyspieszyć finalizację negocjacji. W branży mówi się, że solidny wynik w Londynie mógłby otworzyć jej drzwi do jeszcze większych kontraktów – zarówno w sektorze kosmetycznym, motoryzacyjnym premium, jak i wśród dużych spółek.

    W trakcie Roland Garros na stroju Chwalińskiej widoczne były logotypy Oshee oraz XTB. Jak jednak wyjaśnia przedstawiciel XTB, współpraca miała charakter turniejowy i jej dalszy los nie jest przesądzony. Firma znana jest z inwestowania w sportowców spoza ścisłej czołówki, licząc na ich przełomowe sukcesy, co często przekłada się na duży efekt marketingowy.

    Wszystko wskazuje na to, że po przełomowym występie w Paryżu kariera reklamowa Mai Chwalińskiej dopiero się rozpędza, a kolejne tygodnie mogą przynieść pierwsze konkretne i długoterminowe umowy sponsorsko-marketingowe.

  • Absurdalny pomysł dla Chwalińskiej. Trener Polki: Tego nie było w planie

    Absurdalny pomysł dla Chwalińskiej. Trener Polki: Tego nie było w planie

    Gratulacje w oczywisty sposób najpierw trafiają do Mai Chwalińskiej, ale gratuluję także panu, to wasz wspólny sukces ta dzika karta na Wimbledon. Mocno pan wierzył w ten scenariusz, czy bardziej podchodził jak Maja w Paryżu, gdy mówiła nam, że to byłaby wiadomość stulecia?

    Jaroslav Machovsky: – Wszystko, co mogliśmy zrobić, wykonaliśmy w Paryżu, a Maja pokazała to na korcie. Wszystko inne było już w rękach komitetu Wimbledonu. Myśmy tylko złożyli taką prośbę, lecz na tym kończyły się nasze możliwości. Gdy w końcu dotarła ta wiadomość, że Maja otrzymała dziką kartą, po prostu ogromnie się ucieszyłem.

    A panu co podpowiadała intuicja?

    – Ja nastawiałem się tak, że dostosujemy się do tego, co przyniesie los. Chcieliśmy tej dzikiej karty, ale gdyby jej nie otrzymała, zagralibyśmy to, co poprzednio w Paryżu. A tak dzięki temu ma trochę więcej czasu, by się przygotować, którego wcześniej za dużo nie było. Do tego obecnie dochodzą także inne rzeczy, zmęczenie jest sprawą naturalną. Więc cenne były krótkie wakacje, a teraz możemy nieco spokojniej podchodzić do czekającego nas startu. Krótko mówiąc, zyskaliśmy więcej czasu i mnie to bardzo cieszy.

    Wojciech Fibak, który bardzo mocno trzymał kciuki za dziką kartę, szukał powodów do optymizmu, gdyby przyszło znów przebijać się przez kwalifikacje. W rozmowie z Interią mówił, że wówczas podobnie jak w Paryżu Maja miałaby okazję bardziej przyzwyczaić się do rywalizacji na trawie. Natomiast obalił głosy, by Maja odpuściła Wimbledon, gdyby przyszło jej grać w eliminacjach.

    – Jest tak, ale też byłoby mniej czasu, żeby się przygotować. Trudy tego sezonu są odczuwalne, Maja od początku dużo grała, dlatego dogadaliśmy się, że po Roland Garros będzie trochę wolnego, bo już była zmęczona. Więc dzięki temu, że dostała dziką kartę, jest lepiej. Wiadomo, gdyby musiała grać eliminacje, to by je zagrała, bez odpuszczania turnieju, tego nie było w planie. Przy czym takie mecze zawsze są trudne, przeciwniczki które niedawno ograła starałyby się jeszcze bardziej. Dlatego wygodniej jest grać od razu w głównej drabince, bo wcześniejsze mecze są trudne nie tylko pod względem fizycznym, ale także psychicznym.

    Pamiętamy, że w Paryżu dla Mai jednym z najtrudniejszych meczów była właśnie trzecia, ostatnia runda kwalifikacji. Dziś cieszymy się, że jest finalistką z Paryża, a ta historia mogła napisać się zupełnie inaczej.

    – To prawda. Każdy zawodnik czuje presję, zwłaszcza gdy marzenia, by grać w turnieju wielkoszlemowym, są już na wyciągnięcie ręki. W takim momencie toczy się już nie tylko tenisowy i fizyczny pojedynek na korcie, ale także dochodzi gra nerwów.

    Jak Maja odnajduje się w tej nowej dla siebie rzeczywistości? W jednej chwili, w ciągu kilkunastu dni, stała się rozchwytywana przez wszystkich.

    – Ja myślę, że daje sobie z tym bardzo dobrze radę. Została ta sama Maja, która była. Chce bardzo pracować i potwierdzić tę pozycję, którą teraz ma, że to nie zasługa tylko jednego, wyjątkowego turnieju. Będzie się starała, aby takich wyników było więcej, zobaczymy czy się uda. Mamy przed sobą dużo roboty, ale najważniejsze jest podejście Mai, które bardzo mnie cieszy. Chce jeszcze więcej i to jest to, o co nam chodzi. Oczywiście zmiana jej położenia i sytuacja wokół niej jest inna, ale najważniejsze, że podchodzi do swojego tenisa tak, jak wcześniej, czyli będziemy pracować, by nadal ją rozwijać.

    Jaki macie scenariusz na Wimbledon? To znaczy kiedy ruszacie do Londynu?

    – Wylot mamy w poniedziałek. I w następnym tygodniu będziemy trenować w Londynie na trawie.

    Od początku będziecie mogli skorzystać z obiektów należących do klubu?

    – Ma być możliwość, by korzystać z kortów treningowych w Aorangi Park. I to jest przez nas pożądany scenariusz.

    Pytałem o Maję. A jak pan odnajduje się w “życiu po Paryżu”?

    – (śmiech) Tak samo jak wcześniej, czyli bardzo dobrze. Moje nastawienie także się nie zmienia. Najważniejsza jest ciągła praca w klubie w Bielsku, tam wszyscy nam pomagają, nic się nie zmieniło w złą stronę. Czuję się dobrze i cieszę się sukcesem Mai, że w końcu zrobiła coś, o czym marzyła całe życie. Wiadomo, że oczekiwania z jej strony były wysokie, przechodziła przez trudne czasy, ale dała sobie radę. A jeśli coś teraz miałoby się zmienić, to chyba tylko to, że jeszcze więcej trzeba będzie pracować niż wcześniej, byśmy utrzymali ten sam poziom, bo rywalki będą coraz bardziej zmotywowane na mecze z Mają. Będziemy ciężko pracować i cieszyć się z każdego wygranego meczu. Teraz będziemy regularnie rywalizować z bardzo dobrymi zawodniczkami i grać na wyższym tempie, czyli jest to, o czym marzyła całe życie. Zrobimy wszystko, aby Maja mogła wygrywać kolejne turnieje, bo na razie, że tak powiem, była tylko w finale (śmiech).

    Wspólnie przeszliście przez te trudne czasy, najmroczniejsze doświadczenia które spotkały Maję, więc tym bardziej myślę, że jesteście emocjonalnie sobie bliscy.

    – Ufam panie redaktorze, że tak właśnie jest. Znam Maję od wielu lat i mogę powiedzieć, że nasza relacja jest bardzo dobra. Dzisiaj dobrze być nieosamotnionym, ale mieć wokół siebie dużo osób, które pomagają. Wspomina pan o trudnych czasach… Tak było, to także zbudowało naszą relację, moim zdaniem na całe życie. Maja jest dla mnie, jak córka.

    Najpierw Maja powiedziała mi w Paryżu, że jest pan jak jej drugi tata. Teraz pan rewanżuje się w drugą stronę. Piękne słowa. Gdyby nawet w którymś momencie sportowe drogi się rozeszły, tak trwała relacja może na zawsze pozostać serdeczną.

    – Z mojej strony cokolwiek by się nie stało, bo różnie układają się losy, to ta relacja zawsze będzie dobra. Maja nawet w każdym udzielonym wywiadzie pokazuje siebie, jako super człowieka. To naprawdę miła osoba z dużym sercem. A gdy było trudno, ufała w swoje umiejętności i kierunek, który jej proponowałem. Mówiłem, że ma umiejętności, a przyjście wyniku to kwestia czasu i potrzeba cierpliwości, nawet jak widziała, że jej rówieśniczki wcześniej dochodzą do sukcesów. Każdy zawodnik ma swoje tempo rozwoju, bo wpływają też okoliczności, które go po drodze spotykają. Człowiek w moim wieku też już inaczej patrzy, docenia również inne aspekty, a więc właśnie podejście dużo młodszego zawodnika. Jej profesjonalizm i charakter są godne naśladowania. A teraz uważam, że wynik w Paryżu da jej jeszcze więcej pewności siebie.

    Rozmawiał Artur Gac, Interia

    Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl
    Starszy mężczyzna w białej koszulce marki Lacoste i zielonej czapce obejmuje młodą kobietę ubraną w zieloną sportową bluzę, oboje stoją na tle z logo PZT i patrzą w obiektyw z uśmiechem.

    Maja Chwalińska i trener Jaroslav MachovskyGrzegorz WajdaNewspix.pl
    Tenisistka siedząca na korcie ziemnym z uniesionymi dłońmi, uśmiechnięta, w sportowej odzieży i z opaską na udzie.

    Maja Chwalińska tu jeszcze nie dowierza w to, co stało się na mączce w ParyżuMarcin CholewińskiNewspix.pl

    Zespół Mai Chwalińskiej zabrał głos ws. sukcesu na Roland Garros. “Dopiero zaczyna to docierać”

  • To on przygotuje Chwalińską do Wimbledonu. “Gra, jak 90 procent dziewczyn w tourze”

    To on przygotuje Chwalińską do Wimbledonu. “Gra, jak 90 procent dziewczyn w tourze”

    Maja Chwalińska po rewelacyjnym występie i wicemistrzostwie w Roland Garros szykuje się na Wimbledon. W poniedziałek leci do Londynu, gdzie zostanie do rozpoczęcia imprezy. Piotr Szczypka, menedżer BKT Advantage Bielsko-Biała, gdzie gra Chwalińska, uchylił nam rąbka tajemnicy ws. szczegółowego planu przygotowań Mai do ważnego turnieju. Zdradził istotny szczegół odnośnie sparingpartnera i współpracy z Maciejem Ryszczukiem.
    Wiemy, kto przygotuje Maję Chwalińską na Wimbledon.

    Wiemy, kto przygotuje Maję Chwalińską na Wimbledon. EastNewsEast News

    Wimbledon rusza 29 czerwca, ale Maja Chwalińska już w poniedziałek poleci do Londynu i zostanie tam do rozpoczęcia imprezy. Wcześniej Aleksandra Musiał, menedżer zawodniczki informowała nas, że z Chwalińską leci dwóch trenerów (Jaroslav Machovsky i Petr Hajek), a do jej dyspozycji będzie jeden z kortów treningowych udostępnionych przez Wimbledon. Teraz Piotr Szczypka, menedżer BKT Advantage zdradza nam kolejne szczegóły planu Chwalińskiej.

    To nie leży w interesie Mai Chwalińskiej

    Zacznijmy od tego, że wiemy, z kim będzie trenowała Polka, szykując się do meczu pierwszej rundy. W Paryżu Chwalińska zaliczyła sparingi z Igą Świątek i Naomi Osaką. Niewykluczone, że teraz nie będzie grała z nikim z touru. Jest taka pokusa. – Nie wtrącam się do tego, co dzieje się na korcie, ale każdy taki mecz będzie pomagał rywalkom Mai rozszyfrować jej styl grania. Pół żartem, pół serio mogę stwierdzić, że to nie leży w jej interesie – mówi nam Szczypka.

    – Zresztą na miejscu jest Hajek, który od jakiegoś czasu jest tym głównym sparingpartnerem Mai. On gra, jak 90 procent dziewczyn w tourze, więc tym bardziej nie ma konieczności grania z rywalkami. Po co odkrywać karty. Z drugiej strony ostatnie zdanie należy do trenera Machovskiego. Maja ma specjalną aplikację, gdzie może w każdej chwili umówić się z zawodniczką touru na sparing. Może się zdarzyć tak, że Machovsky uzna przed jakimś meczem, że to ma sens, że takie doświadczenie może się przydać i pomóc – zauważa Szczypka.

    Już wiadomo, co z człowiekiem Świątek

    Treningi na korcie i taktyka, to jedno. Równolegle będą się odbywać treningi ogólnorozwojowe. – Jeszcze nie wiem, jak będzie z dostępnością Maćka Ryszczuka (w ten weekend jedzie ze Świątek na turniej w Bad Homburg – dop. red.) w Londynie, bo nie rozmawiałem o tym z trenerskim sztabem Mai. Wiem jednak, że Maja ma od Maćka rozpiskę, jest z nim w kontakcie, więc tu nie będzie żadnych zakłóceń. Maja na pewno niczego nie straci przez to, że Maciek nie będzie z nią przez cały czas na miejscu – informuje nas menedżer klubu z Bielska.

    Wracając do tematu treningów z Hajkiem, to warto wiedzieć, że pomagają one Mai szlifować, a potem, już w trakcie meczów, narzucać swój styl grania rywalkom. Tak przynajmniej wynika ze słów Szczypki. To jest bardzo ważne, bo dzięki temu Chwalińska może przejmować na korcie inicjatywę i zaskakiwać przeciwniczki tak, jak to robiła na kortach Roland Garros.
    Mężczyzna w granatowej marynarce patrzący przed siebie oraz kobieta w zielonej sportowej bluzie, trzymająca bukiet kolorowych kwiatów.

    Na zdjęciu menadżer Mai Chwalińskiej Piotr Szczypka oraz nasza finalistka Rolanda GarrosaPawel Wodzynski/East News / Anita Walczewska/East NewsEast News
    Kobieta o blond włosach w zielonej sportowej bluzie stoi zwrócona na wprost, z dłońmi złożonymi przed sobą, na tle ściany z logotypami w ciepłym oświetleniu.

    Maja ChwalińskaGrzegorz WajdaEast News
    Tenisistka uśmiecha się, trzymając rakietę w jednej ręce i przykładając drugą dłoń do czoła, sugerując silne emocje po zakończonej akcji na korcie.

    Maja ChwalińskaMustafa YalcinAFP

    Liga Narodów. Ukraina – Polska. Skrót meczu