• Andriejewa przetestowała formę Świątek. Premierowy sprawdzian dla Polki w Bad Homburg

    Andriejewa przetestowała formę Świątek. Premierowy sprawdzian dla Polki w Bad Homburg

    Since Iga Świątek dropped out of Roland Garros at the fourth round stage, the Polish woman has not been seen in any competitions. She stayed in London for a few days, then in Majorca. Finally, it was time for Raszynianka to return to professional competition. Our representative took the same direction before Wimbledon as a year ago, the WTA 500 tournament in Bad Homburg. The 25-year-old immediately met on the court with the champion of the Paris event – Mirra Andreyeva. This is what happened in Germany.
    Iga Świątek i Mirra Andriejewa spotkały się na korcie w Bad Homburg

    Iga Świątek and Mirra Andreyeva met on the court in Bad Homburg Matthieu Mirville / Matthieu Mirville / DPPI via AFP / MUSTAFA YALCIN / ANADOLU / Anadolu via AFP AFP

    Nie tak wyobrażała sobie Iga Świątek swój występ w wielkoszlemowym Roland Garros. Po tym, jak Polka dotarła do półfinału WTA 1000 w Rzymie, nasza reprezentantka wlała nadzieje, że jej forma zmierza w coraz lepszym kierunku. Niestety, w czwartej rundzie paryskiej imprezy natrafiła na przeszkodę, która okazała się nie do przejścia. Marta Kostiuk zdominowała drugą fazę rywalizacji z Raszynianką i odniosła zasłużone zwycięstwo 7:5, 6:1, rewanżując się za porażkę w stolicy Francji sprzed pięciu lat.

    Świątek miała kilka dni na spokojną analizę, a potem wzięła się za treningi na trawie, by jak najlepiej przygotować się do próby obrony tytułu na Wimbledonie, który startuje już 29 czerwca. Przez kilka dni Polka przebywała w Londynie, potem udała się na Majorkę. Wiemy już, że Iga dotarła do Bad Homburg. Szczegóły zdradzili organizatorzy turnieju rangi WTA 500. Raszynianka podąża podobnym tropem, co rok temu. Wówczas również wybrała się na te niemieckie rozgrywki i później zaowocowało to sukcesem w stolicy Wielkiej Brytanii. Zobaczymy, jak to połączenie wypadnie w tym sezonie. Presja z pewnością będzie znacznie większa niż niespełna 12 miesięcy temu.

    Iga Świątek spotkała się z Mirrą Andriejewą na korcie w Bad Homburg

    O tym, że Świątek zameldowała się w Bad Homburg, dowiedzieliśmy się z mediów społecznościowych imprezy. Na relacji na Instagramie pojawiło się nagranie, jak Iga trenuje na kortach w Niemczech. Jak się okazało – nie była sama. “Jak myślicie, z kim trenuje Iga?” – zapytano kibiców. Odpowiedź pojawiła się na kolejnym ujęciu. Polka spotkała się z Mirrą Andriejewą, triumfatorką Roland Garros. Obie zawodniczki sprawdziły swoją aktualną dyspozycję na trawie.
    Dwie tenisistki trenujące na trawiastych kortach otoczonych zielenią, każda z nich w dynamicznej pozie podczas gry.

    Iga Świątek i Mirra Andriejewa podczas treningu w Bad Homburgscreen z Instagrama – Bad Homburg Openmateriał zewnętrzny

    Dla Rosjanki, która pokonała Maję Chwalińską w wielkoszlemowym finale, również będzie to jedyny turniej przed zmaganiami w Londynie. Odpuściła start w Berlinie, chcąc poświęcić więcej czasu na regenerację po wyczerpujących rozgrywkach w Paryżu. Z pewnością musiała sobie również poukładać kilka rzeczy, bowiem to był jej pierwszy wielkoszlemowy tytuł. Teraz musi się zmierzyć z dodatkową presją – zwłaszcza, że została liderką rankingu WTA Race, biorącego pod uwagę wyłącznie tegoroczne osiągnięcia.

    Według pierwotnego planu Świątek i Andriejewa miały być dwiema najwyżej rozstawionymi tenisistkami turnieju rangi “500” w Bad Homburg, ale 10 dni temu do obsady dołączyła Jelena Rybakina. Jeśli reprezentantka Kazachstanu nie wycofa się ze startu, wówczas to mistrzyni Australian Open 2026 otrzyma numerek jeden w drabince. Iga dostanie wtedy “2”, a Mirra – “3”. Potencjalnie zatem Polka i Rosjanka mogłyby się spotkać już na etapie półfinału imprezy w Niemczech. W ciągu kilkudziesięciu godzin przekonamy się, jak ostatecznie ułoży się drabinka.
    Sportowiec w białej kurtce i czapce z daszkiem, ubrany w odzież z widocznymi logotypami sponsorów, stoi w jasnym, nowoczesnym wnętrzu pośród kilku osób w tle.

    Iga ŚwiątekDennis Agyeman / Spain DPPI / DPPI via AFP AFP
    Młoda kobieta w sportowym stroju i opasce na głowie poprawia daszek podczas meczu tenisowego.

    Mirra AndriejewaBurak Akbulut/AnadoluAFP
    Jelena Rybakina

    Jelena RybakinaIZHAR KHANAFP

  • 168 minut bitwy Polki z mistrzynią Australian Open. Życiowy sukces rówieśniczki Świątek

    168 minut bitwy Polki z mistrzynią Australian Open. Życiowy sukces rówieśniczki Świątek

    Mirra Andriejewa i Alina Korniejewa – te dwa nazwiska były na topie juniorskiego tenisa na początku 2023 roku. Dwie 15-letnie zawodniczki zagrała wtedy o tytuł w Melbourne, ta pierwsza wkrótce zaczęła niesamowitą karierę. Korniejewa została w tyle, ale teraz, tuż przed 19. urodzinami, jest już w najlepszej setce singlistek WTA. I to właśnie do starcia z nią przystąpiła dziś w Portugalii Martyna Kubka – Polka, która ostatnio gra życiowy tenis. Polka wygrała ten porywający bój 7:6 (4), 5:7, 6:4, awansowała do 1/4 finału. I praktycznie może już bukować bilet na kwalifikacje US Open. Oto szczegóły.
    article cover

    Trzy lata temu Alina Korniejewa (z prawej) pokonała w finale juniorskiego AO starszą od siebie Andriejewą. To jednak Mirra zrobiła wielką karieręRobert PrangeGetty Images

    Na przykładzie Aliny Korniejewej i Mirry Andriejewej doskonale widać, jak różna może być droga zawodniczek, które w czasach juniorskich są na zbliżonym poziomie. W Melbourne, w 2023 roku, obie spotkały się w singlowym finale dziewcząt – ich batalia trwała trzy godziny i 18 minut, wygrała młodsza o 2,5 miesiąca Alina.

    Dla Mirry był to ostatni turniej juniorski, wiosną zaczęła marsz w górę rankingu, finał tego już znamy. Od razu wygrała dwa turnieje ITF W60, później była czwarta runda w Madrycie, świetne występy w Paryżu i Londynie. Jeszcze w tym samym roku wskoczyła do TOP 50 rankingu WTA, dziś jest w nim piąta, ale po Wimbledonie może znaleźć się już w najlepszej trójce.

    Korniejewa wygrała jeszcze juniorski Roland Garros, później skupiła się już na profesjonalnej rywalizacji. Tyle że często przerywały ją kontuzje, po awansie na 134. miejsce w rankingu, jako 16-latka (luty 2024), zniknęła na pół roku. A później brakowało stabilizacji.

    Dopiero dwa tygodnie temu, po udanym turnieju w Paryżu (wygrane kwalifikacje, triumf nad Elisabettą Cocciaretto w pierwszej rundzie), wskoczyła do TOP 100. I jako zawodniczka z najlepszej setki zmierzyła się z Martyną Kubką – stawką był ćwierćfinał turnieju WTA 125 w Figueira Da Foz.

    Polka zaczynała ten rok w czwartej setce, nigdy dotąd nie zagrała jeszcze w kwalifikacjach Wielkich Szlemów. Ostatnie tygodnie są jednak dla niej bardzo udane – błyszczy już nie tylko serwisem, dołożyła jeszcze inne elementy. I przyszły wyniki. Jeden finał, pięć półfinałów, dwa ćwierćfinały w imprezach ITF wywindowały 25-latkę z Zielonej Góry na 230. miejsce na świecie. To już niemal granica awansu do wspomnianych już kwalifikacji. A można było wręcz stwierdzić, że ewentualna wygrana z Korniejewą “wpychała” Kubkę ponad kreskę w kontekście gry o US Open w Nowym Jorku w drugiej połowie sierpnia.

    Był tylko jeden problem – Martyna stoczyła dotąd tylko jeden mecz z rywalką z TOP 100 na świecie. I go przegrała – z Kateriną Siniakovą.

    WTA 125 w Figueira Da Foz. Martyna Kubka kontra Alina Korniejewa. Stawką ćwierćfinał

    Korniejewa została tu rozstawiona z “1” – wybrała korty twarde tuż przed wylotem do Londynu – będzie rozstawiona w kwalifikacjach Wimbledonu. I była naturalną faworytką tego starcia z zawodniczką klasyfikowaną o ponad 130 pozycji niżej.

    Tymczasem Kubka wyszła z opresji w swoich dwóch pierwszych gemach serwisowych, obroniła kilka break pointów. A później pokazywała, że jej mocnym atutem jest serwis, ale też i gra w forhendu. A jak trzeba było, dodawała nawet skróty.
    Martyna Kubka

    Martyna KubkaFoto Olimpik/Nur Photo via AFPAFP

    Rosjanka była zaskoczona, choć też w miarę spokojnie kontrolowała sytuację w swoich gemach serwisowych. Jest wysoka, ma 180 cm wzrostu, potrafi solidnie huknąć z końcowej linii. Czyli tak właśnie, jak czyni to Martyna. W dziesiątym gemie pojawiła się szansa na przełom, Polka wywalczyła trzy setbole. Dwa pierwsze Korniejewa obroniła serwisem i atakiem, w trzecim musiała posłać lżejsze drugie podanie. Kubka jednak przegrała tę akcję, spudłowała topspinem.

    Ostatecznie decydował tie-break, kluczowa była akcja przy stanie 5-4 dla Polki. Martyna nie dała się zaskoczyć skrótem, wygrała wymianę przy siatce, zakończyła ją smeczem. A później Korniejewa jeszcze raz pogubiła się w ofensywie. Było więc 7:6 (4) dla 25-latki z Zielonej Góry.

    Druga partia była już jednak inna, serwis odgrywał mniejsze znaczenie. Korniejewa odskoczyła na 2:0, a później – z 2:2 – na 5:2. I miała wyklarowaną sytuację. Kubka miała szansę wrócić do gry w tym secie, wywalczyła szansę na przełamanie w dziewiątym gemie, gdy Korniejewa serwowała po seta. Trafiła w siatkę. Drugą jednak już wykorzystała, nawiązała kontakt (4:5). A później wyrównała. Wydawało się, że znów zdecyduje tie-break, gdy jednak Rosjanka w samej końcówce zagrała kilka świetnych piłek. Uzyskała trzy piłki setowe przy podaniu Polki, wykorzystała tę trzecią.
    Zawodniczka w sportowym stroju wykonuje gest triumfu z zaciśniętą pięścią na tle czerwonej ściany z logotypem.

    Alina KorniejewaMATTHIEU MIRVILLE/DPPIAFP

    Kubka momentalnie zabrała ręcznik i ruszyła w kierunku szatni – na przerwę toaletową. Lepiej zaczęła decydującą rozgrywkę (2:0), obie jednak na zmianę się przełamywały. Aż w końcu Polka przerwała tę serię, prowadziła 5:3. I miała dwie piłki meczowe na returnie. Nie udało się ich wykorzystać.

    Został więc jeszcze własny gem serwisowy. Aż w końcu sukces stał się faktem – Martyna po raz pierwszy wygrała z rywalką z TOP 100 rankingu – pokonała ją 7:6 (4), 5:7, 6:4.

    Za ten rezultat dostanie wypłatę w wysokości 3000 euro brutto, ale też 27 punktów do rankingu. A to da jej awans na 213. miejsce na świecie w klasyfikacji “na żywo”. I już praktycznie przepustkę do kwalifikacji US Open.
    Tenisistka w niebieskim stroju sportowym uderza piłkę rakietą na tle fioletowej tablicy z napisem, koncentrując się na wykonaniu zagrania i prezentując skupioną, zadowoloną minę.

    Martyna KubkaFoto Olimpik/Nur PhotoAFP
    Martyna Kubka

    Martyna KubkaFoto Olimpik/NurPhotoAFP

    Liga Narodów kobiet. Najlepsze akcje

  • Niebywała wiadomość. Świątek przyjęła ofertę. Fani w ekstazie

    Niebywała wiadomość. Świątek przyjęła ofertę. Fani w ekstazie

    Iga Świątek przygotowuje się do inauguracji sezonu na trawie, który otworzy w Bad Homburg. Następnie przystąpi do obrony tytułu na wielkoszlemowych kortach Wimbledonu. Między treningami Polka znalazła jednak czas, by przyjąć ofertę pewnej dobrze znanej sobie gwiazdy. A przynajmniej to zdaje się potwierdzać wpis samej zainteresowanej, na który z wielkim entuzjazmem zareagowali fani polskiej tenisistki i nie tylko.
    Iga Świątek w jasnej kurtce i ciemnej czapce z daszkiem, podnosi rękę do czoła, przed nią mikrofon.

    Iga ŚwiątekAFP7

    Mowa o nikim innym, a o Mikaeli Shiffrin – trzykrotnej mistrzyni olimpijskiej i ośmiokrotnej mistrzyni świata w narciarstwie alpejskim, która błysnęła także na tegorocznej imprezie czterolecia, sięgając po złoty medal w slalomie.

    Słynna Amerykanka potrafi jednak błyszczeć nie tylko na stoku, ale i za mikrofonem. W tym roku 31-latka założyła bowiem swój podcast “What’s the point”, w którym gościła osobistości ze świata sportu. U jej boku wystąpili w nim między innymi: Alice Robinson, Paula Moltzan, Simone Biles czy Bode Miller.

    – Założyłam podcast nie z powodu poczucia, że mam jakiekolwiek odpowiedzi. Ale dlatego, że wciąż stawiam wiele pytań. A to główne, które zadają ciągle, brzmi: “Jaki jest sens?” (…) Mam nadzieję, że rozmowy z innymi pomogą mi zyskać nową perspektywę – mówiła Mikaela Shiffrin, tłumacząc powody zainicjowania swojej internetowej działalności.

    Teraz reprezentantka Stanów Zjednoczonych pracuje nad drugim sezonem wspomnianego podcastu. I – jak wynika z jej wpisu – w tym celu zaprosiła do siebie wyjątkowego gościa – Igę Świątek. A polska tenisistka przyjęła jej propozycję.

    Iga Świątek przed mikrofonem. Amerykańska gwiazda ujawnia

    Mikaela Shiffrin pochwaliła się tym faktem za pośrednictwem mediów społecznościowych.

    Pracuję nad drugim sezonem “What’s the point” i jestem bardzo podekscytowana tym, jak się kształtuję. Może właśnie dziś nagrywam, a może nie, z jedyną i niepowtarzalną Igą Świątek

    I choć w teorii przekaz tej wiadomości jest dwuznaczny, w praktyce potwierdza on udział Igi Świątek w jednym z odcinków, na co natychmiast zareagowali fani obu sportsmenek.

    – “Moje dwie ulubione zawodniczki. Zastanawiam się, czy podniesiony został temat Taylor Swift”, “O mój Boże, w końcu! Jestem podekscytowany. To mój ulubiony duet”, “Najpierw nieprzespana noc z hat-trickiem Leo Messiego, a teraz Iga Świątek w twoim podcaście. Co w ogóle dzisiaj się dzieje?”, “Jakie wspaniałe wieści. Nie mogę się doczekać. Dwie wielkie mistrzynie” – czytamy w komentarzach.

    Igę Świątek i Mikaelę Shiffrin łączą przyjacielskie relacje, co obie miały już okazję podkreślić i udowodnić, dopingując sobie nawzajem i gratulując wzajemnie sukcesów. Teraz w końcu najprawdopodobniej będziemy mieć okazję, by zobaczyć i usłyszeć je razem w akcji.

    Amerykanka poinformowała, że drugi sezon jej podcastu będzie miał swoją premierę jesienią tego roku.
    Kobieta w sportowej czapce i koszulce bez rękawów energicznie gestykuluje rakietą tenisową, wyrażając silne emocje podczas meczu tenisowego.

    Iga ŚwiątekCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Mikaela Shiffrin

    Mikaela ShiffrinAFP

    Francisco Cerundolo – Jenson Brooksby. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Serena Williams wraca na korty Wimbledonu. Zaskoczyła wyznaniem, nikt nie miał pojęcia

    Serena Williams wraca na korty Wimbledonu. Zaskoczyła wyznaniem, nikt nie miał pojęcia

    Ogromne poruszenie wywołał komunikat o powrocie Sereny Williams do tenisa. Przed Wimbledonem Amerykanka postanowiła wziąć udział w kilku turniejach, jednak legenda nie ukrywa, że priorytetem jest dla niej właśnie turniej wielkoszlemowy na trawie. W tym 44-latka połączy siły z siostrą, Venus. Co ciekawe, pomysł na wspólną grę w deblu nie wyszedł od żadnej z pań. O kulisach 39-krotna mistrzyni wielkoszlemowa w singlu, deblu i mikście opowiedziała w wywiadzie dla WTA.
    Serena Williams

    Serena WilliamsHarriet LanderGetty Images

    Takiego ogłoszenia nie spodziewał się chyba żaden fan tenisa. Choć o możliwym powrocie Sereny Williams media spekulowały już od jakiegoś czasu, mało kto wierzył, że legendarna Amerykanka rzeczywiście zdecyduje się na wznowienie kariery. A jednak – na kilka tygodni przed Wimbledonem ogłoszono wielki powrót czterokrotnej mistrzyni olimpijskiej.

    Przed powrotem na korty All England Croquet Club Amerykanka postanowiła spróbować swoich sił w turniejach niższej rangi. W ostatnich dniach błyszczała podczas Queen’s Club Championships w Londynie, gdzie występowała w deblu u boku Victorii Mboko. Po kontuzji Kanadyjki panie musiały jednak wycofać się z dalszej rywalizacji i zagrały jedynie w 1/8 finału.

    Z Wielkiej Brytanii Serena Williams udała się następnie do Niemiec, gdzie rozgrywany jest właśnie turniej rangi WTA 500 w Berlinie. Tam Amerykanka grała w deblu z Karoliną Muchovą. Panie odpadły jednak z rywalizacji na etapie 1/8 finału – przegrały z Erin Routliffe i Giulianą Olmos 4:6, 4:6.

    Oba te turnieje miały być dla 39-krotnej mistrzyni wielkoszlemowej w singlu, deblu i mikście swego rodzaju “rozgrzewką” przed imprezą docelową, a więc Wimbledonem. Na kortach All England Croquet Club 44-latka walczyć będzie u boku swojej siostry, Venus Williams. Panie w przeszłości aż sześciokrotnie sięgały razem po końcowe trofeum w tej imprezie.

    Przed startem 139. edycji Wimbledonu Serena Williams uchyliła rąbka tajemnicy i w wywiadzie dla WTA szczerze przyznała, że ani ona, ani jej siostra nie miały w planach wspólnego występu w turnieju deblowym podczas The Championships. Pomysł ten tak naprawdę wyszedł od jej ośmioletniej córki, Olympii.

    “Moja córka Olympia powiedziała mi, że powinnam zagrać z Venus. Ona zawsze ma rację. Jest bardzo poważna, bardzo mądra. Odpowiedziałam jej: Dobrze, Olympia, zobaczymy, czy damy radę” – wyznała Amerykanka.

    Wimbledon tuż za rogiem. Serena Williams w “dziką kartą” w deblu, doczekała się również Maja Chwalińska

    Tymczasem w Londynie trwa odliczanie do Wimbledonu. Kibiców ze Stanów Zjednoczonych z pewnością cieszy fakt, że na tej imprezie wystąpią obie siostry Williams, dla fanów tenisa z Polski najważniejsze jest jednak to, że organizatorzy postanowili wręczyć “dziką kartę” Mai Chwalińskiej. Nasza zawodniczka, która po turnieju Rolanda Garrosa odnotowała niebywały awans w rankingu WTA, mimo miejsca w TOP30 musiałaby bowiem przebrnąć przez kwalifikacje, aby móc wywalczyć miejsce w głównej drabince tej imprezy. Wszystko przez fakt, że listy startowe do Wimbledonu zamykane są z dużym wyprzedzeniem – jeszcze przed rozpoczęciem Rolanda Garrosa. W tamtym okresie niska pozycja w rankingu WTA 24-latki nie gwarantowała bezpośredniego awansu.
    Kobieta o długich, falowanych blond włosach z delikatnym makijażem, ubrana w czarny strój i srebrny łańcuszek, patrzy spokojnie w stronę aparatu. Tło jest ciemne, co eksponuje jej twarz i fryzurę.

    Serena WilliamsJULIEN DE ROSAAFP
    Serena Williams

    Serena WilliamsAFP
    Venus i Serena Williams

    Venus i Serena WilliamsJared C. Tilton/Getty ImagesAFP

    Jaroslav Machovsky: Maja Chwalińska jest szachistką na korcie, gra zupełnie inaczej niż reszta

  • Celebra Chwalińskiej. Nie chcą powtórki. Gwiazda żąda zmiany przepisów

    Celebra Chwalińskiej. Nie chcą powtórki. Gwiazda żąda zmiany przepisów

    Maja Chwalińska w ostatnich dniach miała powody do celebry i świętowania. Za swój genialny występ na kortach Rolanda Garrosa, spuentowany występem w wielkoszlemowym finale, 24-latka została uhonorowana “dziką kartą” od władz Wimbledonu. Ta decyzja odbiła się szerokim echem. W tłumie głosów nie brakuje osób mówiących o tym, że taka sytuacja więcej nie powinna mieć miejsca, bo finalistka Wielkiego Szlema powinna z automatu mieć możliwość występu w imprezie tej rangi. Mówi o tym między innymi Danielle Collins, apelując o zmianę przepisów i obowiązującej obecnie normy.
    Maja Chwalińska, finalistka Rolanda Garrosa, w jasnej koszulce polo idzie wśród kilku osób, patrząc przed siebie.

    Maja Chwalińska – finalistka tegorocznego Rolanda GarrosaAliaksandr Valodzin/East News East News

    Choć zyskała globalną sławę, zyskując miano finalistki Rolanda Garrosa i olbrzymi awans na 21. lokatę w rankingu WTA, Maja Chwalińska była zdana na łaskę władz Wimbledonu, by móc zagrać w głównej drabince londyńskiej odnogi Wielkiego Szlema. Wszystko dlatego, że jej listy zostały zamknięte jeszcze przed Rolandem Garrosem.

    Ostatecznie paryski wyczyn Polki został odpowiednio uhonorowany – Maja Chwalińska otrzymała “dziką kartę”, co w środowisku uznano w zasadzie jednoznacznie uznane za dobrą decyzję. Nie brakuje jednak głosów, że ta w ogóle nie powinna być konieczna.

    Wimbledon. Maja Chwalińska z dziką kartą. Danielle Collins chce zmiany przepisów

    Właśnie takie stanowisko przedstawiła w studiu “Tennis Channel” Danielle Collins. Amerykanka znana między innymi z zatargu z Igą Świątek zaapelowała nawet o zmianę przepisów, by sytuacja, w której znalazła się Maja Chwalińska, nie miała już więcej miejsca.

    Wszyscy w zasadzie zgadzamy się z tym, że jeśli ktoś dotrze do finału turnieju wielkoszlemowego, a później nie ma go na liście startowej, powinien automatycznie zostać przyjęty do drabinki głównej

    Zaproponowała także konkretne rozwiązanie: – Uważam, że okres pomiędzy Rolandem Garrosem i Wimbledonem, w którym ustalane są listy startowe, powinien zostać skrócony do trzech tygodni zamiast sześciu.

    – Tak, bo to jedyne turnieje wielkoszlemowe, które dzieli tak krótka przerwa. Możesz zanotować kapitalny występ na Rolandzie Garrosie, ale ranking na następną imprezę został już ustalony. Nie mamy tego problemu z Australian Open, listą na Rolanda Garrosa oraz US Open – wtrącił się w jej wywód były amerykański tenisista Sam Querrey.

    A sama Danielle Collins skwitowała wątek jeszcze raz chwaląc Maję Chwalińską za jej tegoroczny występ na paryskich kortach.

    – Tak więc zasłużyła sobie na dziką kartę. I nie mogłabym patrzeć na to, jak walczy w kwalifikacjach Wimbledonu, po tym czego dokonała i czym się wykazała – stwierdziła Amerykanka, komplementując 24-letnią Polkę.
    Młoda kobieta w jasnym, prążkowanym swetrze z krótkim rękawem i kołnierzykiem, z rozpuszczonymi blond włosami, idzie pewnym krokiem na zewnątrz.

    Maja ChwalińskaAliaksandr ValodzinEast News
    Tenisistka w sportowym stroju różowego koloru trzyma dłoń przy uchu i szeroko otwiera usta, sugerując gest wołania lub zachęcania kibiców. W tle widoczny ciemny, rozmyty fragment kortu.

    Danielle CollinsWilliam WestAFP

    Maja Chwalińska: Najpierw musi być pasja, a później trzeba dawać z siebie ws

  • Chwalińska wyjeżdża z Polski. Ma ważny powód, jest parę sekretów

    Chwalińska wyjeżdża z Polski. Ma ważny powód, jest parę sekretów

    Maja Chwalińska po sukcesie i zdobyciu wicemistrzostwa w Roland Garros poleciała na zasłużone wakacje do Grecji. Ledwo z nich wróciła, kiedy z Wimbledonu napłynęły fantastyczne informacje o przyznaniu jej dzikiej karty. Polka usiadła ze swoim sztabem i szybko ustaliła plan przygotowań na tę imprezę. Aleksandra Musiał, menedżer Chwalińskiej zdradza nam szczegóły.
    Maja Chwalińska ucieka z Polski. A dopiero co wróciła.

    Maja Chwalińska ucieka z Polski. A dopiero co wróciła.EastNewsEast News

    Maja Chwalińska dopiero co wróciła z Grecji, a już ponownie zamierza opuścić Polskę. Ma ważny powód. Chodzi o przyznanie jej dzikiej karty na Wimbledon i związany z tym plan przygotowań do tej imprezy. Znamy szczegóły.

    Chwalińska w sobotę poleci do Londynu

    – W sobotę, najpóźniej w poniedziałek Maja wylatuje do Londynu – mówi nam Aleksandra Musiał, menedżer Chwalińskiej. – Tam zostanie już do rozpoczęcia imprezy. Leci z nią dwóch trenerów (Jaroslav Machovsky i Petr Hajek – dop. red.). Będzie trenowała na kortach Wimbledonu. Tam ma być udostępniony obiekt treningowy.

    Wylot do Londynu ma sprawić, że Chwalińska będzie w spokoju szykować się do kolejnej ważnej imprezy. Na miejscu, w kraju, zawsze byłoby ryzyko, że coś zakłóci jej przygotowania. Po sukcesie w Roland Garros zrobiło się wokół Mai wielkie zamieszanie.

    Team Chwalińskiej nie chce zdradzać całego planu

    Jeśli chodzi o bardziej szczegółowy plan Chwalińskiej, to jej sztab mówi wprost, że nie chce wszystkiego zdradzać, że chce sobie zostawić parę rzeczy w sekrecie. W ciemno można jednak założyć, że w Londynie Maja będzie też trenowała pod okiem Macieja Ryszczuka, który od pewnego czasu dba o jej przygotowanie fizyczne.

    Nikt w teamie Mai głośno tego nie mówi, ale oni bardzo chcieliby, żeby tenisistka znów zaskoczyła tak, jak w Paryżu. – To jest możliwe. Jeśli będzie sucho, a nie mokro i wilgotno, to na pewno będą to

  • Nie będzie hitu Rybakiny z Gauff. 6:1 i sensacyjny zwrot akcji w Berlinie

    Nie będzie hitu Rybakiny z Gauff. 6:1 i sensacyjny zwrot akcji w Berlinie

    W niedzielne popołudnie zaszła zmiana w drabince turnieju WTA 500 w Berlinie, po której Coco Gauff zniknęła z ćwiartki Aryny Sabalenki i przeniosła się do dolnej połówki, gdzie znajdowała się Jelena Rybakina. Kibice tenisa liczyli, że może po blisko czterech latach w końcu doczekają się kolejnego bezpośredniego starcia pomiędzy reprezentantkami Kazachstanu i USA. Wiemy już jednak, że w stolicy Niemiec do tego nie dojdzie. Jedna z nich została wyeliminowana z singlowych rozgrywek w bolesnych okolicznościach.
    Jelena Rybakina i Coco Gauff mogły się spotkać w półfinale WTA 500 w Berlinie, ale do takiego meczu nie dojdzie

    Jelena Rybakina i Coco Gauff mogły się spotkać w półfinale WTA 500 w Berlinie, ale do takiego meczu nie dojdzieMUSTAFA YALCIN / ANADOLU / Anadolu via AFP / Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

    Aż trudno w to uwierzyć, ale mimo że Jelena Rybakina i Coco Gauff od lat znajdują się w ścisłej światowej czołówce WTA, to rozegrały jak dotąd tylko jeden bezpośredni mecz. Odbył się on w 2022 roku, podczas turnieju rangi “1000” w Toronto. Wówczas Amerykanka pokonała po emocjonującym pojedynku ówczesną mistrzynię Wimbledonu 6:4, 6:7(8), 7:6(3). Sześć miesięcy później panie miały się spotkać w batalii o ćwierćfinał tysięcznika w Dubaju. Wówczas reprezentantka Kazachstanu oddała jednak spotkanie walkowerem.

    Od tamtej pory nigdy nie trafiały na siebie w bezpośredniej rywalizacji. Szansa ku temu pojawiła się w trakcie turnieju WTA 500 w Berlinie – zwłaszcza po tym, gdy w niedzielę dokonano roszady w drabince. Gauff zajęła miejsce Amandy Anisimovej i trafiła do dolnej części, gdzie była już Jelena Rybakina. Obie potrzebowały po dwóch zwycięstw, by spotkać się w półfinale. Okazało się jednak, że Amerykanka potknęła się już na pierwszej przeszkodzie. Dziś Coco rywalizowała o awans do najlepszej “8” z poszukującą powrotu na dobre tory Paulą Badosą. Doszło do sensacyjnego zwrotu akcji na Steffi Graf Stadion.

    WTA Berlin: Coco Gauff kontra Paula Badosa w drugiej rundzie

    Gauff miała dzisiaj nieprzyjemne zajście w nocy. Została obudzona o godz. 3:00 ze względu na alarm przeciwpożarowy w hotelu. Początek spotkania nie wskazywał jednak, jakoby miało to jakieś znaczenie dla Amerykanki. W drugim gemie przełamała Hiszpankę, mimo że Badosa posiadała piłkę na wyrównanie. Chwilę później zrobiło się już 3:0 dla Coco. Tenisistka z USA kontrolowała sytuację na korcie. W trakcie szóstego rozdania zgarnęła jeszcze jednego breaka, przez co już przy stanie 5:1 mogła zamykać premierową odsłonę. Na koniec partii popisała się powrotem z 0-30, zgarniając cztery punkty z rzędu.

    Pierwsze minuty drugiej części pojedynku przyniosły zwrot akcji. W otwierającym gemie Gauff posiadała break pointa, ale ostatecznie Paula wyszła z opresji. Po zmianie stron Hiszpanka poszła za ciosem, wyszła na prowadzenie 3:0. Potem też obserwowaliśmy schemat, który był odbiciem lustrzanym pierwszej partii. Przy stanie 5:1 Badosa serwowała po doprowadzenie do decydującej odsłony. Wtedy jednak pozwoliła Amerykance na zniwelowanie części strat. Drugiej okazji na zamknięcie seta już nie zmarnowała. Rezultatem 6:3 zagwarantowała trzecią część spotkania.

    Coco szukała odpowiedzi na starcie decydującego fragmentu pojedynku, ale tenisistka z Półwyspu Iberyjskiego przetrwała trudne momenty i w trzecim gemie wywalczyła przełamanie. W następnych minutach przejęła kontrolę nad wydarzeniami, w sumie zgarnęła pięć “oczek” z rzędu. Próbowała zamknąć pojedynek już w trakcie siódmego rozdania, ale wtedy Gauff wyszła jeszcze ze stanu 0-30, po walce na przewagi. Po zmianie stron spotkanie dobiegło już końca. Ostatecznie Badosa niespodziewanie triumfowała 1:6, 6:3, 6:2. Podczas pomeczowego wywiadu 142. rakieta świata nie kryła wzruszenia, że po tylu problemach zdrowotnych wreszcie udało jej się zanotować cenne zwycięstwo. W ćwierćfinale WTA 500 w Berlinie zagra z triumfatorką meczu Linda Noskova – Diane Parry.
    Młoda tenisistka w sportowym stroju z opaską na głowie stoi na korcie, patrząc zamyślona w bok i trzymając palec przy ustach, wyrażając skupienie lub niepewność.

    Coco GauffRYAN LIMAFP
    Paula Badosa

    Paula BadosaIrina R Hipolito/DPPI via AFPAFP
    Tennisistka w czapce z daszkiem w stroju sportowym, z widocznymi logotypami sponsorów na koszulce, stoi na tle rozmytej publiczności z wyrazem zamyślenia lub rozczarowania na twarzy.

    Jelena RybakinaFoto OlimpikAFP

    Liga Narodów. Kanada – Holandia. Skrót meczu.

  • Porażka w Halle. Hurkacz poza turniejem po trzysetowym boju [WIDEO]

    Porażka w Halle. Hurkacz poza turniejem po trzysetowym boju [WIDEO]

    Hubert Hurkacz – Daniel Altmaier. Skrót meczu.

    Hubert Hurkacz nie zdołał awansować do ćwierćfinału turnieju ATP 500 w Halle. Polski tenisista przegrał w drugiej rundzie z reprezentantem gospodarzy Danielem Altmaierem 6:3, 3:6, 5:7 i pożegnał się z niemiecką imprezą. Tym samym zakończyły się jego nadzieje na powtórzenie sukcesu sprzed kilku lat.

    Początek spotkania układał się po myśli Polaka. Obaj zawodnicy pewnie utrzymywali własne podanie, jednak jako pierwszy przewagę wypracował sobie Hurkacz. W kluczowym momencie premierowej partii wykorzystał szansę na przełamanie serwisu rywala, a następnie kontrolował przebieg wydarzeń na korcie. Dzięki temu wygrał pierwszego seta 6:3.

    Druga odsłona rozpoczęła się od ambitnych prób wrocławianina, który już na starcie był blisko przełamania Niemca. Altmaier obronił jednak trudną sytuację, a z każdą kolejną akcją prezentował się coraz lepiej. Gospodarz turnieju zaczął grać odważniej i skuteczniej, co przełożyło się na wynik. Set zakończył się zwycięstwem Niemca 6:3, a losy meczu miała rozstrzygnąć trzecia partia.

    Decydujący set długo zapowiadał tie-break. Obaj tenisiści pewnie wygrywali swoje gemy serwisowe i nie pozwalali przeciwnikowi na stworzenie realnego zagrożenia. Gdy wydawało się, że o wszystkim zdecyduje dodatkowa rozgrywka, Altmaier podkręcił tempo. W końcówce meczu przejął inicjatywę, wykorzystał swoją szansę i zamknął spotkanie wynikiem 7:5.

    Dla Hurkacza to bolesne pożegnanie z Halle, gdzie w 2022 roku sięgnął po tytuł mistrzowski. Tym razem Polak zakończył rywalizację już na etapie drugiej rundy.

    W ćwierćfinale Daniel Altmaier zmierzy się ze zwycięzcą pojedynku pomiędzy Daniiłem Miedwiediewem a Terence’em Atmane.

    Wynik meczu:

    Hubert Hurkacz – Daniel Altmaier 6:3, 3:6, 5:7.

  • Udany rewanż w starciu Rosjanki z Sabalenką. Tylko dwa sety w Berlinie

    Udany rewanż w starciu Rosjanki z Sabalenką. Tylko dwa sety w Berlinie

    Udany rewanż w starciu Rosjanki z Sabalenką. Tylko dwa sety w Berlinie

    Dokładnie dwa tygodnie temu Aryna Sabalenka była o krok od półfinału Roland Garros – i starcia z Mają Chwalińską. Wysoko wygrywała z Dianą Sznajder, jej gra całkowicie się załamała. A Białorusinka po spotkaniu mówiła, że ma dość tenisa. Ta przerwa długo nie trwała – wróciła już na trawie, to jej jedyny sprawdzian przed Wimbledonem. I od razu trafiła na Jekaterinę Aleksandrową – zawodniczkę, która ma fatalny sezon. Ale i bilans 4-4 z Aryną. To ona była lepsza w ich ostatnim starciu. A teraz doszło do rewanżu.
    article cover

    Aryna Sabalenka, WTA Berlin 2026Foto Olimpik/Nur PhotoAFP

    Jest liderką rankingu, po raz pierwszy w karierze zgarnęła Sunshine Double, czyli triumfowała w jednym sezonie w Indian Wells i Miami. A jednocześnie nie zdołała wygrać ani Australian Open, ani – o raz pierwszy – Roland Garros. Sabalenka zaś nie ukrywa, że właśnie na tych największych tytułach zależy jej najbardziej. I pod te turnieje układa cały swój kalendarz.

    Wimbledon też jest tym, którego nigdy w singlu nie wygrała. Mało tego, nie triumfowała – aż trudno w to uwierzyć – w żadnej imprezie na trawie. Dwukrotnie była w finale – osiem lat temu w Eastbourne, trzy lata temu w ‘s-Hertogenbosch. Ten w Holandii przegrała z Jekateriną Aleksandrową.

    Doświadczona Rosjanka, choć od wielu lat mieszkająca w Czechach, jest jedną z tych tenisistek, które zawsze potrafiły się Arynie postawić. Ich bilans wynosi 4:4, choć od półtora roku nie grały. A ta ostatnia potyczka miała miejsce w Dosze – w identycznej sytuacji jak ta teraz. Sabalenka wracała do gry, zaczynała od drugiej rundy, trafiła w niej na Aleksandrową. I przegrała tamto spotkanie – po tie-breaku w trzecim secie.

    WTA 500 w Berlinie. Aryna Sabalenka kontra Jekatrina Aleksandrowa. Stawką ćwierćfinał

    Dziś sytuacja jest jednak inna, nawet jeśli Sabalenkę w ostatnim czasie spotykają zaskakujące porażki. Bo z Hailey Baptiste (Madryt), Soraną Cirsteą (Rzym) i Sznajder (Paryż) miała wszystko pod kontrolą – i to bardzo długo. Nie była w stanie jednak tych potyczek domknąć. Tyle że Aleksandrową dotykają jeszcze większe problemy. Z 21 spotkań wygrała zaledwie 7, choć na razie nie daje to jeszcze tak wielkiej zmiany w rankingu. Z początku drugiej dziesiątki spadła na jej koniec, choć wkrótce efekty mogą być bardziej opłakane.
    Tenisistka w czarno-czerwonym stroju sportowym stoi na trawiastym korcie, trzymając rakietę tenisową w jednej ręce i wydaje się zamyślona.

    Aryna Sabalenka, Berlin 2026FILIP SINGERPAP/EPA

    Rosjanka akurat na trawie zawsze grać potrafiła, ale trudno było się spodziewać, że tym razem w jakiś sposób może zaskoczyć światową “1”. Sabalenka już w pierwszym gemie wywalczyła dwa break pointy, ale Jekaterina obroniła się serwisami. A później Aleksandrowa już radziła sobie całkiem nieźle. Do tego stopnia, że prowadziła nawet 4:3.

    A później coś się zacięło w jej grze – Sabalenka kiepsko wyglądała dziś w elemencie drugiego serwisu, ale pierwszym tworzyła olbrzymią przewagę. Wyrównała na 4:4, za chwilę Rosjanka popełniła podwójny błąd serwisowy. I przegrała dwie kolejne akcje, kończone w świetny sposób przez Sabalenkę. Ruszyła lawina – już do końca seta Aleksandrowa nie wygrała żadnego punktu, przegrała tę partię 4:6.

    Ta kiepska seria trwała nadal, już na starcie drugiej partii Rosjanka musiała pogodzić się z breakiem. Ilu wtedy było kibiców, którzy liczyli się z jakąś zmianą sytuacji? Pewnie niewielu. A tymczasem Aleksandrowa momentalnie odrobiła stratę, miała dwie szanse z rzędu, by odskoczyć na 3:1, mając zapas przełamania. Pierwszą z nich Białorusinka wykorzystała serwisem, ale za moment miała już do dyspozycji tylko drugie podanie. Trochę pomogła jej siatka po zagraniu rywalki, niemniej sama ładnie rozprowadziła tę akcję. Wygrała gema, za chwilę przełamała Aleksandrową. I było po sprawie.

    Sabalenka pierwszy test na trawie przeszła pozytywnie, miała dużo więcej winnerów niż błędów (18/10). Po 81 minutach wygrała to starcie 6:4, 6:4.

    O półfinał powalczy z Nikolą Bartunkovą.
    Kobieta w sportowym żółtym stroju na korcie tenisowym z wyrazem emocji na twarzy. W tle widoczni rozmazani ludzie oraz nieostre światła.

    Aryna SabalenkaAFP
    Kobieta w sportowym stroju i białej czapce z daszkiem na korcie tenisowym, wyraz twarzy skupiony i lekko zamyślony, w tle widoczne rozmazane postaci.

    Jekaterina AleksandrowaMarleen FouchierAFP

    Liga Narodów. Kanada – Holandia. Skrót meczu.

  • Ekspert tłumaczy nam, dlaczego Chwalińska dostała dziką kartę

    Ekspert tłumaczy nam, dlaczego Chwalińska dostała dziką kartę

    Maja Chwalińska dostała dziką kartę i nie musi grać w kwalifikacjach Wimbledonu. Sekretarz redakcji magazynu “Tenisklub” i ekspert Artur Rolak wyjaśnia, dlaczego Anglicy to zrobili.

    O tym, jak istotna jest dzika karta dla Mai Chwalińskiej, mówił w rozmowie z WP SportoweFakty jej trener, Jaroslav Machovsky (więcej -> TUTAJ). Dzięki wyróżnieniu przyznanemu przez klub tenisowy organizujący turniej, rewelacja tegorocznego Rolanda Garrosa może się skupić na przygotowaniach do rywalizacji.

    – Należy sobie uzmysłowić, z czym wiązałaby się konieczność gry w eliminacjach. Maja musiałaby rozegrać trzy trudne mecze, w których na pewno wychodziłaby na kort z pozycji murowanej faworytki, co nie ułatwia zadania – mówi WP SportoweFakty Artur Rolak, autor wielu tenisowych książek, na przykład biografii Agnieszki Radwańskiej albo Łukasza Kubota.

    ZOBACZ WIDEO: TYLKO W WP. Iga Świątek i fala hejtu. “Nigdy bym się czegoś takiego nie spodziewała”

    Udział Polki w finale tegorocznego Rolanda Garrosa, w którym przeszła eliminacje, na pewno był wyczerpujący, więc ponowna walka w Londynie o wejście do głównego turnieju byłaby trudna fizycznie dla Polki.

    – Awans byłby dla mnie wielką niespodzianką. Uważam że dla Mai to byłoby zbyt duże wyzwanie pod względem fizycznym. Przed chwilą spędziła trzy intensywne tygodnie na paryskich kortach, teraz po krótkim odpoczynku miałaby przed sobą kolejne trudne spotkania – zauważa Rolak.

    Chwalińska z dziką kartą. Istotna była postawa Williams

    Ekspert tłumaczy zasady przyznawania dzikiej karty ze szczegółami. Paradoksalnie, Chwalińska wiele zawdzięcza chęciom albo ich braku… Sereny Williams. Legendarna zawodniczka wróciła z emerytury i była przymierzana do tego wyróżnienia.

    – Wimbledon ma pule dzikich kart do turniejów głównych, a nawet eliminacji. Zwykle jest przyznawana jedna, w wyjątkowych sytuacjach dwie dla reprezentantów zza granicy. I one są przeznaczane dla gwiazd, w dodatku zasłużonych dla Wimbledonu. Dlatego gdyby tylko Serena otworzyła usta, miałaby dziką kartę momentalnie. Zresztą na jej mecz przyjdzie więcej kibiców, niż w przypadku wszystkich pozostałych beneficjentów – podkreśla ekspert.

    Tymczasem Williams otrzymała nominację, ale na rywalizację deblową. Podobnie jak jej siostra Venus. – Gdyby jednak Serena zmieniła decyzję w ostatniej chwili, na pewno dostałaby dziką kartę również w singlu – rozwiewa wątpliwości Rolak.

    – Serena nie chciała jechać na Wimbledon i odpadać w pierwszej rundzie. Gdyby czuła się na siłach, by zajść w tym turnieju dalej, zapewne poprosiłaby o dziką kartę. Gra w deblu to zupełnie inna bajka. Można pół meczu przestać na korcie i spotkanie samo się wygrywa. Zresztą wyobraźmy sobie, co by było, gdyby zawodniczka, nawet tej klasy, wróciła z emerytury po kilku latach i wygrywałaby z zawodowymi tenisistkami, które są w treningu. To nie świadczyłoby najlepiej o dyscyplinie – zauważa nasz rozmówca.

    Wyróżnienie, które trafiło do rąk Chwalińskiej, jednak zupełnie nie zdziwiło Rolaka – Wygrałem zakład z bratankiem o wino. Uważałem, że na pewno dostanie dziką kartę. Trzeba również mieć świadomość, że łatwiej o nią w rywalizacji żeńskiej. W męskiej Brytyjczycy prezentują wyższy poziom. Proszę sobie wyobrazić, że w całej historii turnieju nie zdarzyło się, by wszyscy odpadli w pierwszej rundzie. W przypadku pań taka sytuacja miała miejsce już dwa razy i to w tym wieku – tłumaczy sekretarz redakcji magazynu “Tenisklub”.

    To tylko i wyłącznie uprzejmość organizatorów

    Dzika karta wynikała z dobrej woli organizatorów turnieju. – W przypadku pozostałych turniejów wielkoszlemowych decydują właśnie federacje. Mało tego, często wymieniają się między sobą dzikimi kartami. W tym przypadku decyduje prywatny klub organizujący Wimbledon – wyjaśnia. – Dzika karta dla Mai Chwalińskiej to wyłącznie uprzejmość słynnego tenisowego klubu – podsumowuje.

    Początek tegorocznego Wimbledonu już w poniedziałek, 29 czerwca. Zmagania w głównej drabince kobiet potrwają dwa tygodnie i zakończą się w sobotę, 11 lipca. Tytułu bronić będzie Iga Świątek, a oprócz niej i Chwalińskiej zagrają też Magdalena Fręch czy Magda Linette. W kwalifikacjach wystąpią Linda Klivmovicova oraz Katarzyna Kawa.