Category: Uncategorized

  • Nikola Grbić zdecydował ws. Wilfredo Leona. Taki plan ma selekcjoner

    Nikola Grbić zdecydował ws. Wilfredo Leona. Taki plan ma selekcjoner

    W nadchodzącym sezonie reprezentacji Polski siatkarzy zabraknie kilku głośnych nazwisk, jednak dla selekcjonera Nikola Grbić jedno pozostaje niezmienne – nie wyobraża sobie kadry bez Wilfredo Leon. Przyjmujący Bogdanka LUK Lublin, który niedawno poprowadził swój zespół do finału PlusLiga, otrzyma od trenera wyjątkowo długą przerwę po sezonie klubowym. Co ciekawe, w realizacji tego planu pomogła okoliczność, która jednocześnie pozbawiła Leona szansy na ważne trofeum.

    W tym roku Grbić nie będzie mógł skorzystać z sześciu wicemistrzów olimpijskich z Letnie Igrzyska Olimpijskie Paryż 2024. Pozostali medaliści dołączą do zgrupowania z opóźnieniem, bo selekcjoner chce zapewnić swoim liderom łagodne wejście w sezon reprezentacyjny. W tej grupie znajduje się także Leon – filar kadry od 2019 roku, który pod wodzą Grbicia opuścił tylko mistrzostwa świata w 2022 roku z powodu problemów zdrowotnych.

    Serbski szkoleniowiec nie ukrywa, że chce szczególnie zadbać o regenerację swojego lidera. – Najdłuższą przerwę dostaną Mateusz Bieniek i Wilfredo Leon. „Leo” naprawdę tego potrzebuje, bo praktycznie cały czas gra. Dla nas korzystne jest również to, że nie wystąpi w turnieju finałowym Ligi Mistrzów – przyznał Grbić.

    Leon w obecnym sezonie jest mocno eksploatowany w klubie. W poprzednich rozgrywkach, gdy lublinianie rywalizowali w Pucharze Challenge, mógł częściej odpoczywać. Tym razem jednak udział w CEV Champions League Volley wymagał jego niemal stałej obecności na parkiecie. Dodatkowo sytuację kadrową zespołu komplikowały zawieszenie Mikołaja Sawickiego i problemy zdrowotne Jakuba Wachnika, co ograniczało możliwości rotacji.

    Z tego względu przedwczesne odpadnięcie Bogdanki LUK w ćwierćfinale Ligi Mistrzów – po rywalizacji z PGE Projekt Warszawa – okazało się dla Grbicia paradoksalnie korzystne. Dzięki temu Leon zakończy sezon klubowy wcześniej i zyska dodatkowy czas na odpoczynek przed zgrupowaniem. Finały europejskich rozgrywek zaplanowano na połowę maja, natomiast sezon PlusLigi zakończy się najpóźniej 9 maja, co daje nawet dwa tygodnie więcej na regenerację.

    Początek sezonu reprezentacyjnego będzie należał głównie do młodszych zawodników. Grbić chce dać im szansę poznania realiów kadry – intensywności treningów i presji związanej z grą na najwyższym poziomie. W tym czasie doświadczeni gracze będą odpoczywać. – Młodzi dostaną swoją szansę, a jeśli ją wykorzystają, mogą zostać w zespole na dłużej. Starsi zawodnicy potrzebują natomiast kilku tygodni wolnego, bo przez cały rok grają na najwyższym poziomie – tłumaczy selekcjoner.

    Szkoleniowiec podkreśla również, jak ważna jest komunikacja z zawodnikami przy planowaniu ich obciążeń. Jako przykład wskazał sytuację Norberta Hubera, który sam poinformował o rezygnacji z gry w kadrze w tym sezonie. – Tydzień przerwy to za mało, by się w pełni zregenerować. Każdy jednak dostanie tyle czasu, ile potrzebuje, by utrzymać formę. Kluczowa jest rozmowa i wzajemne zrozumienie – zaznacza Grbić.

    Po ostatnim zwycięstwie nad Projektem Warszawa Leon ma tydzień przerwy przed finałem PlusLigi. Pierwszy mecz o mistrzostwo Polski przeciwko Aluron CMC Warta Zawiercie zaplanowano na 29 kwietnia.

  • Legenda odchodzi z KSW, zaskakujący kierunek. Polak pełnoprawnym mistrzem bez walki

    Legenda odchodzi z KSW, zaskakujący kierunek. Polak pełnoprawnym mistrzem bez walki

    Podczas gali KSW 117 w Warszawie kibice byli świadkami wielu istotnych rozstrzygnięć mistrzowskich. Jednak równie dużym echem odbiła się informacja ogłoszona w trakcie wydarzenia – federacja KSW oficjalnie zakończyła współpracę z jedną ze swoich największych gwiazd, Salahdine Parnasse. Decyzja Francuza okazała się zaskakująca i pociągnęła za sobą poważne zmiany w układzie mistrzowskich pasów.

    Parnasse przez lata budował swoją legendę w KSW, sięgając po tytuły w dwóch kategoriach wagowych – lekkiej i piórkowej. Ostatni raz pojawił się w klatce 17 stycznia w Radomiu, gdzie pokonał Marcin Held, skutecznie broniąc pasa w wadze lekkiej. Wkrótce potem pojawiły się informacje o jego występie na gali w Los Angeles organizowanej przez Most Valuable Promotions, należącą do Jake Paul. Tam jego rywalem ma być Kenneth Cross.

    Plotki o możliwym odejściu Francuza z KSW krążyły od pewnego czasu, a podczas sobotniej gali zostały oficjalnie potwierdzone. W komunikacie federacja podkreśliła ogromny wkład zawodnika w rozwój organizacji, dziękując mu za emocje i niezapomniane momenty.

    W ciągu czterech lat Parnasse stoczył w KSW 16 walk, z których wygrał aż 14. Jedynych porażek doznał w starciach z Dan Torres oraz Adrian Bartosiński.

    Jego odejście oznaczało natychmiastowe zmiany w strukturze mistrzowskiej. Tymczasowy czempion kategorii piórkowej, Patryk Kaczmarczyk, został automatycznie pełnoprawnym mistrzem. Polak stanie do pierwszej obrony tytułu już 20 czerwca podczas gali KSW 119 w Radomiu, gdzie zmierzy się z Leo Brichta.

    Kaczmarczyk sięgnął po tymczasowy pas w listopadzie 2025 roku, pokonując Adama Soldajewa. Po tamtym zwycięstwie udzielił wywiadu w Kanał Sportowy, gdzie niespodziewanie zwrócił się do prezydenta Karol Nawrocki. Zainspirowany obecnością Donald Trump na galach UFC, zaprosił głowę państwa na wydarzenie w Radomiu, podkreślając, że byłby to duży prestiż dla polskiego MMA i samej federacji.

  • Pokonała Świątek, dziś została rozbita. Andriejewa dostała lekcję tenisa

    Jelena Rybakina pokonała Mirra Andriejewa 7:5, 6:1 i awansowała do finału turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Choć Kazaszka nie prezentuje obecnie takiej formy jak podczas Australian Open, w półfinale udowodniła swoją klasę, imponując skutecznością i opanowaniem w kluczowych momentach, co wyraźnie wybiło z rytmu młodą Rosjankę.

    Rybakina jeszcze poprzedniego dnia późnym wieczorem rywalizowała o miejsce w półfinale, gdzie po niezwykle wymagającym meczu pokonała Leylah Fernandez. Spotkanie trwało trzy sety, z czego dwa rozstrzygały się w tie-breakach. Zaledwie kilkanaście godzin później Kazaszka ponownie wyszła na kort, by zmierzyć się z Andriejewą, która wcześniej wyeliminowała Igę Świątek po ponad dwóch i pół godzinach gry.

    Zacięty początek i przełom w końcówce seta

    Pierwszy set półfinału był bardzo wyrównany. Andriejewa, uskrzydlona zwycięstwem nad Świątek, grała odważnie i agresywnie, dotrzymując kroku wyżej notowanej rywalce. Już na początku mogło dojść do przełamania – Rybakina miała dwie okazje przy serwisie Rosjanki, jednak nie potrafiła ich wykorzystać.

    Przełamanie przyszło jednak chwilę później – Kazaszka wyszła na prowadzenie 4:2. Nie utrzymała go długo, bo Andriejewa szybko odrobiła stratę. Do końcówki seta obie zawodniczki szły niemal równo, ale decydujące momenty należały do wiceliderki światowego rankingu. Rybakina najpierw wygrała gema do zera na 6:5, a następnie wykorzystała pierwszą okazję do przełamania, zamykając partię 7:5.

    Dominacja Rybakiny i frustracja rywalki

    Drugi set miał już zupełnie inny przebieg. U Andriejewej zaczęły pojawiać się błędy, a jej postawa wskazywała na rosnącą frustrację. Rybakina natomiast grała konsekwentnie, opierając swoją przewagę na mocnym serwisie i precyzyjnych uderzeniach.

    Rosjanka musiała bronić się nawet przy własnym podaniu, a długie, wyrównane gemy coraz częściej kończyły się na korzyść Kazaszki. W jednym z momentów Andriejewa nie wytrzymała napięcia i rzuciła rakietą, co tylko podkreśliło jej bezradność wobec świetnie dysponowanej rywalki.

    Rybakina szybko zbudowała wyraźną przewagę i wyszła na prowadzenie 5:0. Andriejewa zdołała jeszcze wygrać jednego gema, podtrzymując na chwilę nadzieje, ale to było wszystko, na co było ją stać. Kazaszka pewnie domknęła mecz, wygrywając drugiego seta 6:1.

    Finał z wymagającą rywalką

    W decydującym starciu turnieju Rybakina zmierzy się z Karoliną Muchovą. Czeszka w półfinale pokonała Elinę Switolinę, prezentując bardzo wysoką formę i pewnie torując sobie drogę do finału.

    Zapowiada się niezwykle interesujące starcie dwóch zawodniczek, które w Stuttgarcie prezentują tenis na najwyższym poziomie.

  • Zwycięstwo Andriejewej ze Świątek i na tym koniec. Rosjanka wyeliminowana z turnieju

    Zwycięstwo Andriejewej ze Świątek i na tym koniec. Rosjanka wyeliminowana z turnieju

    Piątkowy ćwierćfinał turnieju WTA 500 w Stuttgarcie przyniósł kolejne zwycięstwo Mirry Andriejewej nad Igą Świątek. Był to już trzeci z rzędu triumf młodej Rosjanki nad Polką. Mimo że Świątek miała w trzecim secie break pointa na prowadzenie 3:0, nie zdołała wykorzystać swojej szansy. Od tego momentu inicjatywę przejęła Andriejewa, która wygrała pięć kolejnych gemów i ostatecznie zwyciężyła 3:6, 6:4, 6:3, meldując się w półfinale.

    Niespełna dobę po tym wymagającym spotkaniu 18-latka ponownie pojawiła się na korcie, by zmierzyć się z Jeleną Rybakiną w walce o finał. Starcie to potoczyło się jednak zupełnie inaczej niż jej wcześniejszy pojedynek.

    Dla Świątek mecz z Andriejewą był pierwszym poważnym sprawdzianem pod okiem nowego trenera, Francisco Roiga. Początkowo wszystko układało się po jej myśli – nawet po przegranej końcówce drugiego seta Polka dobrze rozpoczęła trzecią partię i była blisko objęcia wyraźnego prowadzenia. Niewykorzystana okazja na 3:0 okazała się jednak punktem zwrotnym. Od tego momentu Rosjanka zaczęła grać coraz pewniej, skutecznie returnowała i wykorzystywała słabnący serwis czwartej rakiety świata.

    W półfinale Andriejewa stanęła naprzeciw Jeleny Rybakiny, która również nie miała łatwej drogi do tego etapu. Kazaszka dzień wcześniej stoczyła wyczerpujący bój z Leylah Fernandez. Choć przegrała pierwszego seta w tie-breaku i była o krok od porażki w kolejnych partiach, zdołała odwrócić losy spotkania, wygrywając 6:7(5), 6:4, 7:6(6).

    Półfinał rozpoczął się od wyrównanej gry, w której obie zawodniczki pewnie utrzymywały swoje podania. Przełom nastąpił w środkowej fazie pierwszego seta. Rybakina stopniowo zwiększała presję i w końcówce wykorzystała błędy rywalki, zamykając partię wynikiem 7:5.

    Drugi set miał już zdecydowanie jednostronny przebieg. Rybakina szybko narzuciła swoje warunki gry, dominując zarówno przy własnym serwisie, jak i na returnie. Andriejewa nie była w stanie znaleźć odpowiedzi na agresywną i konsekwentną grę przeciwniczki. Kazaszka wygrała pięć pierwszych gemów, praktycznie rozstrzygając losy meczu. Rosjanka zdołała ugrać jeszcze tylko jednego gema, a cały pojedynek zakończył się wynikiem 7:5, 6:1.

    Tym samym zakończyła się seria siedmiu kolejnych zwycięstw Andriejewej. Jelena Rybakina awansowała do finału turnieju w Stuttgarcie, gdzie zmierzy się z Karoliną Muchovą. Finał zaplanowano na niedzielę, na godzinę 13:00.

  • Świątek i Gauff będą zadowolone. Organizatorzy Rolanda Garrosa podjęli decyzję

    Świątek i Gauff będą zadowolone. Organizatorzy Rolanda Garrosa podjęli decyzję

    Świątek i Gauff będą zadowolone. Organizatorzy Rolanda Garrosa podjęli decyzję

    Amelie Mauresmo, dyrektorka Rolanda Garrosa, poinformowała o bardzo ważnej zmianie. Podczas wielkoszlemowych zmagań w Paryżu zawodniczki i zawodnicy będą mieli więcej prywatności, o co apelowały m.in. Iga Świątek i Coco Gauff.

    Amelie Mauresmo zapewniła, że organizatorzy Rolanda Garrosa postanowili odpowiedzieć na apel gwiazd tenisa. Był on związany ze zbyt dużą ilością kamer, które śledziły poczynania zawodniczek i zawodników również poza kortem. Dyrektorka wielkoszlemowych zmagań w Paryżu zdradziła, że tym razem będą oni mieli większą prywatność, m.in. po spotkaniach.

    Jest to pokłosie sytuacji, w których tenisiści po porażkach dali się ponieść emocjom poza kortem. Turniejowe kamery uwieczniały te zdarzenia, a nagrania później znajdowały się w mediach społecznościowych. To rzutowało np. na odbiór danego zawodnika przez kibiców.

    ZOBACZ WIDEO: “To pokazuje, jak źle jest tam w środku”. Ostre słowa o teamie Świątek

    Przykładów nie trzeba szukać. Podczas tegorocznego Australian Open Coco Gauff doznała w ćwierćfinale bolesnej porażki 1:6, 2:6 z Eliną Switoliną. Po tym spotkaniu Amerykanka w drodze do szatni nagle się zatrzymała i zaczęła uderzać rakietą o ziemię. Nagranie z tej sytuacji zostało wrzucone do internetu, a Gauff spotkała się później z falą krytyki.

    Amerykanka odniosła się do tej sprawy i powiedziała, że zawodniczki i zawodnicy nie mają prywatności, bowiem są pod obstrzałem kamer. Rywalkę poparła m.in. Iga Świątek. – Czy jesteśmy tenisistami, czy zwierzętami w zoo, które obserwuje się nawet, gdy idą do toalety? – stwierdziła wówczas nasza tenisistka. O większą prywatność zaapelował też Novak Djoković (więcej TUTAJ).

    Wielkoszlemowe zmagania na kortach Rolanda Garrosa odbędą się w dniach 24 maja – 7 czerwca. Wcześniej gwiazdy tenisa czekają z kolei prestiżowe zmagania w Madrycie (21 kwietnia – 3 maja) i Rzymie (5-17 maja).

  • Zwycięstwo Andriejewej ze Świątek i na tym koniec. Rosjanka wyeliminowana z turnieju

    Zwycięstwo Andriejewej ze Świątek i na tym koniec. Rosjanka wyeliminowana z turnieju

    W piątek Mirra Andriejewa po raz trzeci z rzędu pokonała Igę Świątek, dzięki czemu zameldowała się w najlepszej “4” turnieju WTA 500 w Stuttgarcie. Polka miała break pointa na 3:0 w trzecim secie, ale potem przegrała pięć gemów z rzędu. Ostatecznie to Rosjanka awansowała do półfinału. Niespełna dobę po zakończeniu tego starcia 18-latka ponownie wyszła na kort, tym razem by walczyć z Jeleną Rybakiną o miejsce w decydującym starciu. Spotkanie potoczyło się bardzo niekorzystnie dla pogromczyni Raszynianki.
    Iga Świątek i Mirra Andriejewa walczyły ze sobą o awans do półfinału WTA 500 w Stuttgarcie

    Iga Świątek i Mirra Andriejewa walczyły ze sobą o awans do półfinału WTA 500 w StuttgarcieMark Avellino / ANADOLU / Anadolu via AFP / Severin Aichbauer / APA-PictureDesk / APA-PictureDesk via AFPAFP

    Mecz z Mirrą Andriejewą był dla Igi Świątek pierwszym poważniejszym testem pod wodzą nowego trenera – Francisco Roiga. Przez długi czas spotkanie układało się dobrze z perspektywy Raszynianki. Nawet gdy przegrała końcówkę drugiego seta, wydawało się, że opanowała sytuację na początku trzeciego. Nasza reprezentantka posiadała break pointa na 3:0. Od tamtej pory nastąpił słabszy fragment w grze 24-latki. Rosjanka doszła do głosu i wygrała pięć gemów z rzędu. Konsekwentnie wykorzystywała swoje okazje na returnie i fakt, że serwis 4. rakiety świata słabł z każdą partią. Ostatecznie to turniejowa “6” zwyciężyła 3:6, 6:4, 6:3 i zameldowała się w półfinale WTA 500 w Stuttgarcie.

    Tenisistka z Krasnojarska posiadała niespełna dobę na to, by zregenerować się przed kolejną rywalizacją. Jeszcze mniej czasu dostała jednak jej przeciwniczka – Jelena Rybakina. Reprezentantka Kazachstanu rozegrała intensywny pojedynek z Leylah Fernandez, który zakończył się dopiero kilkadziesiąt minut przed północą. Rozstawiona z “1” zawodniczka była o włos od odpadnięcia z rozgrywek. Kanadyjka wygrała pierwszego seta po tie-breaku, potem miała 4:2 w drugim oraz 5:3 w trzecim, otrzymując też po drodze dwa meczbole. Finalnie ze zwycięstwa cieszyła się jednak mistrzyni tegorocznego Australian Open, zwyciężając 6:7(5), 6:4, 7:6(6). Dzięki temu w dzisiejszym półfinale dostaliśmy zestawienie pomiędzy Rybakiną i Andriejewą.

    Jelena Rybakina kontra Mirra Andriejewa w półfinale

    Mecz rozpoczął się od serwisu Rybakiny. W pierwszych minutach obie tenisistki pewnie utrzymały swoje podania. Więcej emocji pojawiło się od trzeciego gema. Wówczas obserwowaliśmy premierową walkę na przewagi, ale finalnie Jelena nie musiała bronić break pointów. Okazje na przełamanie nastały po zmianie stron. Wtedy reprezentantka Kazachstanu miała dwie piłki z rzędu na 3:1. “Oczko” na returnie zgarnęła jednak dopiero w trakcie szóstego rozdania. Andriejewa nie wykorzystała prowadzenia 30-15, przegrała trzy akcje z rzędu. Zrobiło się 4:2 dla turniejowej “1”.

    Mistrzyni tegorocznego Australian Open nie poszła za ciosem. Po ośmiu gemach był już remis i gra o zwycięstwo w premierowej odsłonie została zainaugurowana na nowo. W pewnym momencie wydawało się, że obie rozegrają tie-breaka, ale dwunaste rozdanie okazało się ostatnim w tej partii. Wówczas Rybakina wywarła presję na 18-latce, wypracowała sobie dwa setbole. Już przy pierwszym błąd zanotowała Rosjanka. Dzięki temu turniejowa “1” zapisała na swoim koncie wynik 7:5 w premierowej części pojedynku.

    Reprezentantka Kazachstanu nie zwalniała tempa i kolekcjonowała kolejne “oczka” z rzędu na starcie kolejnej fazy spotkania. W drugim gemie Mirra posiadała trzy okazje na 1:1, ale żadnej z nich nie wykorzystała. Wiceliderka rankingu konsekwentnie uciekała z wynikiem, w pewnym momencie zrobiło się już 5:0. Andriejewa dorzuciła jeszcze honorowe rozdanie na swoje konto, ale na więcej Rybakina już nie pozwoliła. Turniejowa “1” wyeliminowała z rozgrywek pogromczynię Igi Świątek, zwyciężając 7:5, 6:1. W taki oto sposób dobiegła końca seria siedmiu wygranych meczów z rzędu przez Rosjankę. Rywalką Kazaszki w niedzielnym finale WTA 500 w Stuttgarcie będzie Karolina Muchova. Początek spotkania o godz. 13:00.
    Jelena Rybakina

    Jelena RybakinaIZHAR KHANAFP
    Młoda tenisistka w fioletowej koszulce sportowej i daszku sportowym unosi zaciśniętą pięść w geście triumfu, wyrażając emocje po jednym z rozegranych punktów na korcie tenisowym.

    Mirra AndriejewaDavid GrayAFP
    kobieta w pomarańczowym stroju sportowym i opasce na głowie ściska pięść w geście triumfu, skupiona twarz wyraża determinację podczas meczu tenisowego

    Karolina MuchovaMartin KeepAFP

    Nuno Borges – Hamad Medjedovic. Skrót meczu.

  • Turniejowa “1” za burtą zmagań “500” w Niemczech. Sensacja w półfinale

    Turniejowa “1” za burtą zmagań “500” w Niemczech. Sensacja w półfinale

    Na początku kwietnia najlepsi tenisiści świata przenieśli się z kortów o nawierzchni twardej na mączkę. Ten czas potrwa do końca pierwszego tygodnia czerwca, bowiem po finiszu Roland Garros kolejne turnieje z głównego cyklu będą już rozgrywane na trawie. Teraz wszyscy szykują jak najlepszą dyspozycję do wielkoszlemowych zmagań w Paryżu. Dziś, podczas imprezy rangi “500” na terenie Niemiec, doszło do sensacyjnego rozstrzygnięcia. Okazało się, że zawodnik rozstawiony z “1” nie obroni tytułu.
    Alexander Zverev na korcie centralnym turnieju ATP 500 w Monachium

    Alexander Zverev na korcie centralnym turnieju ATP 500 w MonachiumSVEN HOPPE / DPA / dpa Picture-Alliance via AFPAFP

    Podczas singlowych rozgrywek w ramach ATP 500 w Monachium miało wystąpić dwóch naszych reprezentantów. W minionych dniach dotarły jednak przykre wiadomości ws. Polaków. Z powodu kontuzji kolana z imprezy wycofał się Kamil Majchrzak, a już po losowaniu drabinki uczynił to również Hubert Hurkacz, ze względu na chorobę. Pierwszego z nich zabraknie także podczas tysięcznika w Madrycie.

    Tytułu w niemieckim turnieju próbował bronić Alexander Zverev. Trzeci tenisista rankingu, który okazał się najlepszy w Monachium 12 miesięcy temu, został rozstawiony z “1” w domowych rozgrywkach. 28-latek posiadał spore problemy już w pierwszej rundzie. Zwyciężył z Miomirem Kecmanoviciem dopiero po tie-breaku trzeciego seta. Problemów nie uniknął także w ćwierćfinale. Tam musiał odrabiać stratę partii w potyczce z Francisco Cerundolo. Dzisiaj reprezentant Niemiec walczył o awans do decydującego starcia z turniejową “4” – Flavio Cobollim. Wyraźnym faworytem tej rywalizacji był oczywiście gospodarz.

    Alexander Zverev kontra Flavio Cobolli w półfinale

    Mecz rozpoczął się od serwisu Włocha. Już na “dzień dobry” obejrzeliśmy walkę na przewagi, ale ostatecznie 16. zawodnik rankingu nie musiał bronić break pointów. Te nadeszły w czwartym gemie. Wówczas Cobolli wywalczył sobie aż trzy szanse z rzędu na przełamanie podania Zvereva. Tenisista z Półwyspu Apenińskiego z łatwością dokonał tej sztuki, a po chwili podwyższył prowadzenie do stanu 4:1. Alexander szukał odpowiedzi, jednak w premierowej odsłonie jej nie znalazł. Flavio pewnie przypilnował przewagi, zwyciężając 6:3 w pierwszej partii.

    Szansą dla turniejowej “1” na nowe rozdanie mogło być otwarcie drugiej części pojedynku. Stało się wręcz przeciwnie – Zverev od razu stracił własne podanie i postawił się w bardzo trudnej sytuacji. Cobolli zaś nie zamierzał zwalniać. W trakcie siódmego rozdania jeszcze raz dobrał się do serwisu Saschy, przez co przy wyniku 5:2 Włoch podawał po awans do wielkiego finału. Wtedy wkradło się trochę nerwów, doszło do przełamania na korzyść Alexandra. Kolejny gem okazał się jednak ostatnim. Flavio uzyskał jeszcze jednego breaka, dzięki czemu zwyciężył w całym spotkaniu 6:3, 6:3.

    Tym samym Zverev nie obroni tytułu wywalczonego przed rokiem. Od tamtej pory Niemiec nie zgarnął żadnego trofeum. Wydawało się, że w Monachium ma świetną okazję, by zgarnąć 25. singlowy skalp w głównym cyklu ATP. W końcu nie grał nikt z trójki: Jannik Sinner, Carlos Alcaraz oraz Novak Djokovic. Stało się inaczej. To Cobolli zameldował się w finale rangi “500”. Jutro zmierzy się z Alexem Molcanem albo Benem Sheltonem.
    tenisista w czarnej koszulce i opasce na głowie stoi na korcie, wykonując gest ręką; jego wyraz twarzy sugeruje skupienie lub dyskusję z sędzią lub przeciwnikiem

    Alexander Zverev Mauricio Paiz/NurPhotoAFP
    Ben Shelton

    Ben SheltonAFP
    młody tenisista w szarej koszulce i czarnych spodenkach stoi na korcie ziemnym, unosi rękę w geście pozdrowienia, trzymając w drugiej ręce rakietę tenisową; w tle widoczna jasnoniebieska tablica z fragmentem napisu i włoską flagą

    Flavio CobolliSVEN HOPPE / DPA / dpa Picture-Alliance via AFPAFP

    Joao Fonseca – Alexander Zverev. Skrót meczu.

  • Świątek wróciła do meczu z Andriejewą. Nagle wyznała: Nie ma co oczekiwać

    Świątek wróciła do meczu z Andriejewą. Nagle wyznała: Nie ma co oczekiwać

    W piątek Iga Świątek pożegnała się z WTA 500 Stuttgart. Nasza reprezentantka w ćwierćfinale przegrała z Mirrą Andriejewą. Tego samego dnia musiała spełnić jeszcze obowiązki medialne. Polka porozmawiała ze stacją Canal+ Sport. W pewnym momencie poruszyła wątek swojego serwisu. – Wiem jak to jest podchodzić do drugiego serwisu z przekonaniem i z poczuciem tego, że wiem, gdzie ta piłka poleci – słyszymy.
    Iga Świątek w jasnej bluzie i czarnej czapce udziela wywiadu Canal+ podczas WTA Stuttgart na tle studia.

    Iga Świątek, WTA Stuttgartzrzut ekranu canal+materiał zewnętrzny

    Iga Świątek w przeszłości zgarnęła już dwa Porsche za triumfy w Stuttgarcie – w 2022 i 2023 roku. Teraz walczyła o to, aby ustrzelić hat-tricka. Niestety wiemy już, że na trzeci samochód prestiżowej marki będzie musiała poczekać.

    W ćwierćfinale lepsza od sześciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej okazała się Mirra Andriejewa. Rosjanka w ponad dwu i półgodzinnym meczu wygrała 3:6, 6:4, 6:3. – To na pewno nie był wynik, na który liczyłam. Myślę, że moja gra z linii końcowej była w porządku i widzę w niej postęp w porównaniu z poprzednimi turniejami – opowiadała 24-latka na konferencji prasowej.

    Tomasz Tomaszewski: Rola Roiga w sztabie Świątek będzie ograniczona. Są jeszcze Abramowicz i RyszczukPolsat Sport

    Świątek nie owija w bawełnę. Chodzi o serwis

    Oprócz tego polska tenisistka odniosła się także do swojego podania, które mimo rozpoczęcia współpracy z Francisco Roigem nadal pozostawia wiele do życzenia. – Z mojego punktu widzenia na pewno nie czułam się zbyt pewnie przy serwisie. Wydawało mi się, że mogłam serwować dokładniej, a czasami chciałam zagrać tak samo jak w pierwszym secie – dodawała.

    O serwisie Iga Świątek mówiła również w wywiadzie dla Canal+Sport, już w ojczystym języku. 24-latka podkreśliła, że w takim krótkim czasie pracy z nowym trenerem nie może wdrożyć jeszcze wszystkich modyfikacji. Do tego potrzebny jest czas.

    Nie ma co oczekiwać wspaniałego serwisu po tych meczach, jakie zagrałam ostatnio. To będzie dłuższy proces, żeby go odbudować, poczuć pewność

    – Już trochę lat gram na tourze. Wiem jak to jest podchodzić do drugiego serwisu z przekonaniem i z poczuciem tego, że wiem, gdzie ta piłka poleci. Kiedy podchodzę i czuję, że tak ręka jest zwolniona… To nie weźmie się znikąd. Muszę mieć godziny przeserwowane na korcie z tym nowym początkiem (ruchu – red.) – dodawała, tłumacząc że podczas meczu z Rosjanką zdarzało jej się wracać do starych nawyków.

    W ostatnim czasie czwarta rakieta świata ma problemy z zawodniczkami z pierwszej dziesiątki rankingu oraz w ćwierćfinałach turniejów. Czy analizuje to pod tym kątem? – Chodzi tylko o poziom tenisa. Chcę rywalizować, niezależnie od tego z kim i na jakim etapie. Jeśli nie jestem w stu procentach przekonana do tego jak grać – tak jak było przez ostatnie miesiące – to z lepszymi zawodniczkami będzie to uwydatnione, a z gorszymi sobie poradzę. Teraz potrzebuję tej pewności – uzupełniła.
    tenisistka w czarnej czapce i sportowej koszulce dynamicznie odbija piłkę rakietą, skupiona na intensywnym pojedynku na korcie

    Iga Świątek rywalizowała z Mirrą Andriejewą o półfinał WTA 500 w StuttgarcieKatharina Kausche / DPA / dpa Picture-Alliance via AFPAFP
    Tenisistka w sportowym stroju obejmuje ręką twarz i opuszcza głowę, stojąc na korcie tenisowym, w tle tłum kibiców.

    Iga Świątek po finale US Open 2022Matthew StockmanAFP
    Dwie tenisistki podczas meczu, po lewej zawodniczka w niebieskim stroju z wyrazem determinacji na twarzy, po prawej zawodniczka w czapce zaciśnięta pięść w geście triumfu i skupienia.

    Mirra Andriejewa i Iga Świątek walczyły ze sobą o awans do półfinału WTA 500 w StuttgarcieBARBARA GINDL / APA / AFP / Katharina Kausche / DPA / dpa Picture-Alliance via AFPAFP

  • Świątek przegrała nie tylko z rywalką. Jest coś jeszcze, to ogromny problem

    Świątek przegrała nie tylko z rywalką. Jest coś jeszcze, to ogromny problem

    Michał Kaznowski, pierwszy trener Igi Świątek mówił, że w Stuttgarcie będą dwa, góra trzy mecze. Skończyło się na dwóch.

    Lech Sidor, autor programu Trzeci Serwis, komentator Eurosportu: Tutaj jest taki problem, że ci, którzy w tenisie nie siedzą, spodziewali się cudów.

    A cudów, jak wiadomo, nie ma.

    – My chyba o tym już rozmawialiśmy, że możesz przegrać, ale jak nie masz do siebie pretensji, jak nie było kiepskiej gry, to zawodnik wie, że idzie w dobrym kierunku. Porażka go boli, ale czuje, jak to mówią Czesi, że to mu “zafunguje”. I ta wypowiedź Świątek po przegranej jest utrzymana w tym duchu. A tak w ogóle, to w Stuttgarcie zobaczyliśmy, że Świątek brakuje spotkań na wysokim poziomie. Ona musi teraz dużo grać, żeby wyeliminować błędy i wprowadzić te nowe rzeczy.

    Obłędne tempo meczu Świątek

    To jakie są wnioski po meczu z Andriejewą?

    – Dawno nie widziałem tak dobrze jakościowo rozegranego meczu, jak chodzi o warianty taktyczne i techniczne. Oglądałem mecz Rybakiny, ale ten Świątek z Andriejewą odstawał na korzyść. Iga ma coś takiego w sobie, że wyzwala w rywalkach emocje i zaangażowanie. Te, które mają możliwości, żeby ją ograć, wchodzą na szczyt. Przez to samej Świątek gra się ciężko. A ta Andriejewa wygrała ostatnio w Linzu, teraz pokonała Ostapenko i pokazała, że jest mocna. Szkoda niektórych przegranych piłek, ale też trzeba powiedzieć, że tylko ktoś grający na najwyższym światowym poziomie może to zrobić. To, że Rosjanka potrafiła wyjść z 0:2 na 5:2, to na jej duży plus, a nie na minus dla Świątek.

    Andriejewą na pewno trzeba pochwalić.

    – Psioczyliśmy na nią. Na to, jak odzywa się do Conchity Martinez, jak rzuca rakietami, czy uderzy się nimi po udach. A w Stuttgarcie, to była metamorfoza. Popracowała nad forehandem. Tam już nie było zagrań typu: uderzam, zamykam oczy i niech się dzieje, co chce. W ogóle to tempo tego meczu było obłędne. U Igi było widać, że Hiszpanie coś tam wymajstrowali przy forehandzie, ale więcej zmian zobaczymy, jak Światek będzie grała na większym spokoju i luzie. Tego w Stuttgarcie nie było. Mecz z Siegemund był rwany, ten z Andriejewą bardzo, bardzo trudny.

    Sidora martwi statystyka Świątek

    Pierwszy etap przygotowań do Rolanda Garrosa udało się jednak zaliczyć.

    – A te następne powinny dać więcej materiału do analizy, bo w Madrycie i Rzymie drabinki będą bardziej rozbudowane. Jest szansa, że przy spokojnym losowaniu uda się zagrać trzy rundy.

    Minusy?

    – Marginalne. Nie przywiązywałbym do nich wagi. Jakbym miał powiedzieć, to najbardziej martwi mnie statystyka, czyli to, że od igrzysk Iga nie była w finale na kortach ziemnych, a to przecież wybitna specjalistka od tej nawierzchni. Z tym na pewno będzie musiała powalczyć w głowie, a na pewno może czuć z tego powodu pewien niepokój. Plus to, że nie wygrywa z tymi topowymi zawodniczkami. Ostatnio z Keys, ale to już nie jest ta sama Keys, co błyszczała w Australian Open.

    A co się panu podobało?

    – Podejście samej Świątek. Jest pewna ewolucja podejścia. To wynika z jej wypowiedzi dotyczącej tego, że aby właściwie ocenić swoją grę musi raz jeszcze to obejrzeć. Powiedziała też, że nie czuła się dobrze przy serwisie. Ten serwis był dobry na początku, w pierwszym secie miała 71,8 procent trafień. W kolejnych setach zanotowaliśmy jednak spadki. O 10 procent w drugim i o dodatkowe 15 procent w trzecim. Kowalskiemu siedzącemu na kanapie nic to nie powie, ale to była taka słabnąca pomoc serwisu. A to ważny element. Bo jeśli taka Andriejewa uderza z prędkością 195 kilometrów na godzinę, to nawet, jak nie trafi, to rywalka, widząc kątem oka wartości, pomyśli sobie: a jak następnym razem trafi, to urwie mi rękę.

    Pewnie teraz sztab będzie analizował to wszystko. Wrócą na Majorkę i będzie naprawianie tego, co jeszcze szwankuje.

    – W serwisie zawsze jest coś do poprawy. Podejdźmy jednak optymistycznie, bo to był dobry mecz, a statystyki Świątek zasługują na uwagę. Procent trafienia pierwszego serwisu wyniósł u Świątek 62, a według mnie wszystko, co powyżej 60 procent, to jest dobra wartość. Jeszcze szwankowały break-pointy, bo jak masz 14, a wygrywasz 5, to znaczy, że tego trzeba bardziej przypilnować, ale to są szczegóły. A jeszcze bym zwrócił uwagę na to, że i Świątek i Andriejewa zakończyły mecz na plusie. U Igi było 26 winnerów i 20 błędów, u Andriejewej 28 do 26.

    Świątek nie wpadła w panikę

    Nie wiem, jak panu, ale mnie się podobała kamienna twarz Świątek po meczu.

    – Raz w trakcie meczu rozłożyła ręce i zrobiła minę, ale to nic. Na pewno była zła po porażce, ale nie wpadła w panikę, nie pokazała tego. Mnie bardziej martwi coś innego.

    Co?

    – To, że znów zaliczyła upadki. Myślę, że to przez buty. One tak nie trzymają i Świątek ślizga się na korcie. To źle, bo to peszy, deprymuje i to było widać w tych meczach. Myślę jednak, że nie było czasu w krótkim czasie zmienić modelu, znaleźć takiego, który by pasował. To na pewno jest do zmiany.

    A reszta w rękach Nadala i Roiga.

    – W trakcie treningów w akademii było widać, że chcieli ją przybliżyć do linii, żeby tempo wzrosło. Jednak dopiero mecze dają materiał do analizy. Roig oglądał na żywo, a Nadal pewnie śledził w telewizji. Ten Stuttgart na pewno odpowiedział im na pytanie, gdzie jest dziura i co trzeba zrobić, żeby iść w dobrą stronę.
    Tenisistka celebrująca zdobyty punkt na korcie, ubrana w biały top, czerwone spodenki i białą czapkę z daszkiem, w tle widoczna polska flaga oraz publiczność na trybunach.

    Iga ŚwiątekSAEED KHAN/AFPEast News
    Emocjonująca chwila podczas meczu tenisowego. Młoda zawodniczka w ciemnym stroju i białej czapce z daszkiem krzyczy, pokazując intensywne emocje związane z rywalizacją. W tle rozmyte postaci sugerujące obecność innych uczestników wydarzenia.

    Mirra AndriejewaCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Mężczyzna w garniturze o poważnym wyrazie twarzy, ze łzami w oczach, stoi na tle rozmytego, tłumnego otoczenia w ciepłych odcieniach.

    Rafael NadalLI JINGEast News

    Gol Zielińskiego w samo okienko! WIDEO (Eleven Sports)Eleven Sports

  • Demolka w starciu Polki z mistrzynią US Open. Stawką mecz o tytuł WTA

    Demolka w starciu Polki z mistrzynią US Open. Stawką mecz o tytuł WTA

    Każdy chyba kibic tenisa w Polsce śledził w tym tygodniu wydarzenia w Stuttgarcie – z uwagi na pierwszy występ Igi Świątek pod opieką nowego trenera Francisco Roiga. 24-latka z Raszyna przegrała jednak w piątek swój ćwierćfinał. A trochę w cieniu jej występ w portugalskim Oeiras rywalizuje jej przyjaciółka i rówieśniczka – Maja Chwalińska. I to jak! Beatriz Haddad Maia wygrała z nią cztery gemy, Simona Waltert – jednego. A dziś o kapitalnej dyspozycji Polki przekonała się podwójna juniorska mistrzyni US Open – Robin Montgomery. Oto szczegóły.
    article cover

    Idze Świątek nie udało się awansować do półfinału w Stuttgarcie. Maja Chwalińska zagra o tytuł w OeirasRobert PrangeGetty Images

    Tydzień temu Maja Chwalińska, wspólnie z Martyną Kubką, walczyły o utrzymanie reprezentacji Polski w rywalizacji z Ukrainą w Billie Jean King Cup. Rok temu 24-latka grała przeciwko tej drużynie w singlu, była o włos od wygrania pierwszego seta w potyczce z Eliną Switoliną. Miała pięć piłek meczowych. Wtedy się nie udało, teraz też – Polki przegrały z duetem sióstr Kiczenok, choć po dramatycznym, trzysetowym boju.

    Z Gliwic Chwalińska od razu przeniosła się do Oeiras – na turniej rangi WTA 125. Pierwszy mecz miała bardzo ciężki – 20-letnia Kaitlin Quevedo odwróciła losy pierwszego seta, w trzecim prowadziła już 4:1. A Maja wygrała pięć kolejnych gemów.

    Później zaś wszystko już się ułożyło idealnie. Chwalińska ograła turniejową “1” Beatriz Haddad Maię 6:0, 6:4, w piątek robiła turniejową “5” Simonę Waltert – 6:1, 6:0. Wyniki-marzenie, zwłaszcza że obie jej rywalki to tenisistki z TOP 100, a z takimi Chwalińska w całej karierze wygrywała jednak dość rzadko.
    Zawodniczka w czerwono-białym stroju sportowym podczas dynamicznej akcji tenisowej, skoncentrowana na odbiciu żółtej piłki rakietą.

    Maja ChwalińskaJarek PraszkiewiczPAP

    Dziś w meczu o finał zmierzyła się z rywalką z 416. pozycji na świecie, ale to bardzo mylące. Rok temu o tej samej porze 21-letnia obecnie Robin Montgomery była na setnej pozycji. A dwa lata temu w stolicy Hiszpanii stoczyła 2-5 godzinny bój z królową Caja Magica – Aryną Sabalenką. I przegrała 1:6, 7:6 (5), 4:6. Mówimy o zawodniczce niezwykle utalentowanej, podwójnej mistrzyni juniorskiego US Open z 2021 roku – w singlu i deblu.

    A skąd tak niskie miejsce obecnie? Ostatni mecz w poprzednim sezonie zagrała w finałowej rundzie Wimbledonu, przegrała z… przyjaciółką Świątek i Chwalińskiej Kają Juvan. Wróciła do gry dopiero pod koniec marca – najpierw w Bogocie przegrała z Anną Blinkową, później w Madrycie z Elviną Kalievą. W Oeiras przyszło już jednak przełamanie – wygrała trzy spotkania, w tym z Mayar Sherif i Suzan Lamens.

    A Chwalińska dość brutalnie sprowadziła ją na ziemię.

    WTA 125 Oeiras Jamor Ladies Open. Maja Chwalińska kontra Robin Montgomery. Stawką finał

    Już w czwartek i piątek Chwalińska pokazywała kapitalną formę, podopieczna Jaroslava Machovsky’ego nie dała przecież żadnych szans zawodniczkom wyżej notowanym. Dziś też zaczęła wyśmienicie, skoro po sześciu gemach prowadziła 5:1, a w siódmym miała pierwszego setbola. Wtedy Amerykanka wywalczyła jedyną w całym spotkaniu szansę na przełamanie, wykorzystała ją. Za dużo było w tym gemie skrótów Polki, która chciała wykorzystać fakt, że jej rywalka słabo biegała do siatki. Tu jednak trochę przesadziła.

    Co się jednak odwlecze… Kolejne przełamanie zakończyło partię. A dokładniej – skończył ją podwójny błąd serwisowy Montgomery.

    Polka była niemal bezbłędna, nie grała zachowawczo, szybko starała się przejmować inicjatywę. A mówimy przecież o tenisistce, która nie ma wielkiej siły w ręce. Czuje jednak taktyczną i techniczną grę jak mało kto na świecie, a gdy poczuje “krew”, momentalnie wykorzystuje sytuację.

    Amerykanka starała się walczyć, byłą jednak bezradna. Chwalińska często schodziła do siatki, to dawało jej punkty. W drugiej partii tylko w jednym gemie Montgomery miała szansę na honorowego gema, ale nawet wtedy Polka nie okazała litości. A skończyło się po 80 minutach – Maja intuicyjnie odegrała piłkę stojąc trzy metry od siatki. A może nawet została trafiona.

    Polka wygrała 6:2, 6:0 – kontynuuje więc wybitną passę. W trzech spotkaniach straciła łącznie siedem gemów.
    Młoda kobieta ubrana w sportową odzież wykonuje gest zwycięstwa z zaciśniętą pięścią, patrząc z determinacją w dal, w tle widoczna rozmyta reklama i fragment kortu tenisowego.

    Maja ChwalińskaFoto Olimpik/Nur Photo via AFPAFP
    Robin Montgomery

    Robin MontgomeryUlises Ruiz / AFPAFP

    Maja Chwalińska – Elina Switolina. Skrót meczu.