Category: Uncategorized

  • Niezwykły finał 20-letniej Polki. Życiowy sukces

    Niezwykły finał 20-letniej Polki. Życiowy sukces

    Zuzanna Kolonus stanęła przed szansą wygrania pierwszego w karierze turnieju singlowego. W finale turnieju ITF W15 w indyjskim Nowym Delhi 20-latka przegrała z reprezentantką gospodarzy, Shruti Ahlawat. 20-letnia Polka nie wykorzystała swoich szans i uległa 5:7, 6:2, 6:7(3-7).

    Zuzanna Kolonus (1044. WTA) ma za sobą najbardziej owocny tydzień w krótkiej jak dotąd karierze. W Nowym Delhi osiągnęła swój życiowy sukces. Niestety jednak dobrych występów nie udało się spuentować końcowym zwycięstwem.

    Kolonus nie wykorzystała okazji do wygranej
    Dwukrotna mistrzyni Polski kadetek, a także m.in. wicemistrzyni Polski w grze podwójnej w Indiach podczas turnieju niższej rangi imponowała skutecznością.

    W drodze do finału pokonała reprezentantkę gospodarzy Saily Thakkar, w 1/8 finału okazała się lepsza od kolejnej reprezentantki Indii, Akankshy Nitture (906. WTA), w ćwierćfinale po niemal trzygodzinnym pojedynku wygrała z Rosjanką Eliną Neplij (653. WTA). Kolonus w 1/2 finału zaś nie dała większych szans następnej zawodniczce z Rosji, Kseni Laskutovej (1069. WTA).

    Jak przebiegał finał turnieju w Nowym Delhi? W 1. secie 20-latka serwowała na zwycięstwo, ale ostatecznie więcej zimnej krwi w kluczowym fragmencie tej partii zachowała Shruti Ahlawat (902. WTA). Drugi set padł łupem naszej reprezentantki, a jej wygrana setowa (6:2) nie podlegała dyskusji. Zacięty przebieg miała ostatnia część meczu. Kolonus prowadziła już 3:2 z przełamaniem rywalki, ale Induska doprowadziła do tie-breaku, w którym okazała się lepsza.

    Finał osiągnięty w Nowym Delhi to najlepszy singlowy wynik Zuzanny Kolonus. W 2023 roku Polka w serbskiej Kursumlijskiej Banji dotarła do ćwierćfinału, w którym przegrała z Turczynką Pemrą Ozgen.

    20-latka zostaje w Indiach. W przyszłym tygodniu weźmie udział w turnieju ITF W35 w Tumkur. Rywalizacja zacznie się w poniedziałek 4 maja i potrwa do niedzieli 10 maja.

  • Kibice wściekli po tym, jak Ukrainka potraktowała Rosjankę. Afera w Madrycie

    Kibice wściekli po tym, jak Ukrainka potraktowała Rosjankę. Afera w Madrycie

    Marta Kostiuk w finale turnieju WTA 1000 w Madrycie pokonała Mirrę Andriejewą, a po zakończeniu spotkania obie zawodniczki wygłosiły przemówienia na korcie. Pokonana Rosjanka nawet nie kryła swojego smutku, ale wspomniała o rywalce i pogratulowała jej triumfu. Zgoła inaczej zachowała się świeżo upieczona mistrzyni, którą kibice w mediach społecznościowych zaczęli krytykować za słowa, jakie padły z jej ust. A to nie wszystko.

    Marta Kostiuk (L) po wygranym finale nie podała dłoni i nie podziękowała Mirze Andriejewej (P)THOMAS COEX/OSCAR J BARROSO/SPAIN DPPI AFP

    W finale turnieju WTA 1000 w Madrycie zmierzyły się Mirra Andriejewa i Marta Kostiuk, a spotkanie zapowiadało się ekscytująco nie tylko ze względu na to, że obie zawodniczki świetnie spisywały się w Hiszpanii. Na kort wybiegły bowiem Rosjanka i Ukrainka, co dodawało dodatkowego “smaczku” rywalizacji. Tym bardziej, że Kostiuk nie kryje się z niechęcią do zawodniczek reprezentujących kraj, który od ponad czterech lat prowadzi wojnę w jej ojczyźnie.

    Marta Kostiuk wygłosiła przemowę po finale turnieju WTA 1000 w Madrycie

    “Zajęło mi wiele lat, żeby dotrzeć do tego punktu, a jedyne słowo, o którym teraz myślę, to konsekwencja. To pojawianie się na korcie każdego dnia, bez względu na to, jak ciężko jest, bez względu na to, jak bardzo kochasz lub nienawidzisz tego, co robisz. I w ciągu ostatniego roku radziłam sobie z tym naprawdę dobrze” – powiedziała.

    Jestem bardzo dumna z siebie i mojego zespołu. Dziękuję wam bardzo, że byliście przy mnie. Myślę, że tylko my wiemy, przez co przeszliśmy i ile razy chciałam się poddać, ale to wy utrzymaliście mnie na powierzchni i zmusiliście do dalszego działania. I dlatego jestem tu dzisiaj

    Ukrainka podziękowała także swojej trenerce Sandrze Zaniewskiej oraz mężowi, zwróciła się również do rywalek, z którymi mierzyła się w Madrycie.

    “Chcę podziękować wszystkim moim przeciwniczkom, z którymi grałam w tym tygodniu. Dziewczyny pchnęły mnie na skraj moich możliwości. Jeden z najbardziej niesamowitych meczów dla mnie w tych tygodniach… bardzo szczególne dwa tygodnie tutaj. Jeśli spojrzycie na statystyki sprzed zeszłego roku, myślę, że miałam bilans 2-7 w Madrycie. Nigdy nie myślałam, że będę w stanie wznieść tutaj tytuł. To na pewno nie był mój ulubiony turniej” – żartowała.

    Mirra Andriejewa wspomniała o Marcie Kostiuk. W komentarzach zawrzało

    Co z kolei do powiedzenia miała Andriejewa? Rosjanka była wyraźnie przybita porażką, zresztą chwilę po zakończeniu meczu usiadła na ławce przy korcie i ukryła twarz w dłoniach. Podczas przemówienia w jej oczach pojawiły się łzy, postanowiła jednak docenić to, co na korcie zaprezentowała Kostiuk.

    “Chciałabym pogratulować Marcie i jej teamowi tego niesamowitego zwycięstwa dzisiaj oraz tego, jak wam idzie sezon na mączce. Wygraliście dwa turnieje z rzędu. Grasz bardzo dobrze. Gratulacje także za dzisiejsze zwycięstwo” – powiedziała.

    Kibice komentujący oba przemówienia, których nagrania zamieszczono na profilu The Tennis Letter w serwisie X, nie zostawili suchej nitki na Ukraince. Zauważyli, że pochodząca z Kijowa tenisistka nie zwróciła się bezpośrednio do Andriejewej, nawet nie wspomniała o niej w swoim przemówieniu. W komentarzach momentalnie zawrzało. A to nie wszystko – świeżo upieczonej mistrzyni wypomniano także to, że nie podaje dłoni Rosjankom.

    “Ona jest taka arogancka. Żadnego uścisku dłoni. Żadnych słów dla rywalek. Zdecydowanie nie jestem jej fanką”; “Kostiuk, cieszę się z twojego powodu, ale możesz nazywać swoje rywalki po imieniu i im podziękować. Mirra doceniła ciebie i twój zespół z szacunkiem. Myślę, że możesz to zrobić lepiej”; “Myślę, że jest jedyną zawodniczką, która nie gratuluje przeciwniczce po wygranej… To trochę żałosne, że nie potrafi nawet powiedzieć słowa do 19-letniej zawodniczki”; “Wszyscy wiemy i spodziewamy się braku uścisków dłoni, ale to było złośliwe – nie odwzajemnić uznania dla Mirry, kiedy ona była wobec niej taka miła” – czytamy w komentarzach pod nagraniem przemówienia Kostiuk.

    “Nastolatka pokazująca Marcie, czym jest prawdziwa klasa”; “To jest uprzejme ze strony Miry, że pogratulowała Marcie pomimo sytuacji politycznej między ich krajami. Miło byłoby, gdyby ten gest został odwzajemniony”; “Marta patrzy na nastolatkę, która płacząc wychwala ją po przegraniu takiej bitwy, a ona nawet o niej nie wspomniała, bezwstydna” – tak z kolei zrecenzowano postawę Rosjanki.

    Nie brakuje jednak głosów, że Kostiuk po prostu jest konsekwentna, a jej postawa nie dziwi, skoro na terenie Ukrainy toczy się wojna wywołana przez Rosjan. Takie opinie się pojawiają, ale jest ich zdecydowanie mniej, niż krytycznych głosów pod adresem mistrzyni z Madrytu.

    Zagraniczni obserwatorzy tenisa są zresztą coraz mniej krytyczni wobec Rosjan i przedstawicieli tego kraju w sporcie, co może dziwić fanów z Polski, którzy niejednokrotnie dawali wyraz oburzeniu wobec działań wojennych prowadzonych za naszą wschodnią granicą. Oburzenie wyrażali także przedstawiciele poszczególnych dyscyplin, swego czasu głośno było o “proukraińskiej” postawie Igi Świątek, która występowała na korcie ze wstążką w barwach Ukrainy przyczepioną do czapki.
    Kobieta w sportowym stroju z łzami w oczach zakrywa usta jedną ręką, a drugą unosi w geście pożegnania lub podziękowania, na twarzy widoczne silne emocje.

    Marta KostiukMinas Panagiotakis / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    tenisistka w granatowej sukience wykonuje zamach rakietą, przygotowując się do uderzenia nadlatującej piłki na ceglastym korcie

    Marta KostiukOSCAR DEL POZOAFP
    Emocjonująca chwila podczas meczu tenisowego. Młoda zawodniczka w ciemnym stroju i białej czapce z daszkiem krzyczy, pokazując intensywne emocje związane z rywalizacją. W tle rozmyte postaci sugerujące obecność innych uczestników wydarzenia.

    Mirra AndriejewaCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Alexander Blockx – Alexander Zverev. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Donald Tusk rezygnuje ze stanowiska premiera po utracie większości parlamentarnej przez koalicję rządzącą.

    Donald Tusk rezygnuje ze stanowiska premiera po utracie większości parlamentarnej przez koalicję rządzącą.

    Donald Tusk rzekomo rezygnuje ze stanowiska premiera po utracie większości parlamentarnej przez koalicję rządzącą

    Donald Tusk miałby rzekomo podjąć decyzję o rezygnacji ze stanowiska szefa rządu w związku z utratą większości parlamentarnej przez rządzącą koalicję. Sytuacja ta, jeśli potwierdzona, oznaczałaby jedno z najpoważniejszych przesileń politycznych w Polsce w ostatnich latach.

    Donald Tusk rezygnuje ze stanowiska premiera po utracie większości parlamentarnej przez koalicję rządzącą.

    Źródła określane jako nieoficjalne sugerują, że narastające napięcia wewnątrz koalicji, konflikty programowe oraz spadek zdolności do utrzymania stabilnej większości w parlamencie doprowadziły do politycznego impasu. W tym kontekście pojawiają się doniesienia, że premier rzekomo uznał dalsze sprawowanie funkcji za niemożliwe.

    Rozpad większości parlamentarnej jako kluczowy czynnik kryzysu

    Według spekulacji politycznych, główną przyczyną rzekomej rezygnacji Donalda Tuska miałaby być utrata większości parlamentarnej przez obóz rządzący. Koalicja, która wcześniej zapewniała stabilne zaplecze legislacyjne, miała ulec stopniowej erozji.

    Niektóre niepotwierdzone analizy wskazują, że różnice programowe pomiędzy partiami tworzącymi rządzącą większość zaczęły narastać już kilka miesięcy wcześniej. Spory dotyczyły m.in. polityki gospodarczej, reform sądownictwa, wydatków publicznych oraz kierunku polityki zagranicznej.

    Rzekomo kluczowym momentem miało być wycofanie poparcia przez część mniejszych ugrupowań koalicyjnych, co doprowadziło do utraty zdolności rządu do uchwalania ustaw bez wsparcia opozycji.

    Rzekome napięcia wewnątrz koalicji

    Według nieoficjalnych doniesień, w ostatnich tygodniach miało dochodzić do intensywnych sporów wewnętrznych w obrębie koalicji rządzącej. Źródła polityczne sugerują, że poszczególne ugrupowania zaczęły realizować własne interesy polityczne, co osłabiło wspólne działania rządu.

    Rzekomo pojawiały się również zarzuty o brak skutecznej komunikacji pomiędzy liderami partii koalicyjnych. Niektóre frakcje miały wyrażać niezadowolenie z tempa reform oraz sposobu zarządzania kryzysami gospodarczymi i społecznymi.

    W tym kontekście mówi się, że Donald Tusk miał próbować utrzymać jedność koalicji poprzez negocjacje i kompromisy, jednak działania te nie przyniosły oczekiwanego efektu.

    Nieudane próby odbudowy większości

    Według spekulacyjnych informacji, w obliczu narastającego kryzysu premier miał rzekomo podejmować próby odbudowy większości parlamentarnej poprzez rozmowy z niezależnymi posłami oraz mniejszymi ugrupowaniami politycznymi.

    Jednakże, jak wskazują niepotwierdzone źródła, negocjacje te nie doprowadziły do stabilnego porozumienia. Część polityków miała odrzucić możliwość wejścia w nową konfigurację rządową, wskazując na brak zaufania lub różnice programowe.

    W rezultacie rząd miał znaleźć się w sytuacji, w której dalsze sprawowanie władzy bez stabilnego zaplecza parlamentarnego stało się coraz trudniejsze.

    Presja opozycji i rosnące napięcia polityczne

    W tle całej sytuacji miała narastać presja ze strony opozycji, która według nieoficjalnych doniesień domagała się przeprowadzenia głosowania nad wotum nieufności wobec rządu.

    Opozycja miała argumentować, że brak stabilnej większości uniemożliwia skuteczne rządzenie państwem oraz realizację kluczowych reform. Pojawiały się także wezwania do wcześniejszych wyborów parlamentarnych.

    W tym kontekście rezygnacja premiera miałaby być interpretowana jako sposób na uniknięcie dalszej eskalacji konfliktu politycznego oraz umożliwienie uporządkowanego przejścia do nowego etapu politycznego.

    Reakcje rynków i opinii publicznej

    Niezweryfikowane doniesienia o możliwej rezygnacji premiera miały rzekomo wywołać reakcje na rynkach finansowych. Analitycy spekulują, że niepewność polityczna mogłaby wpłynąć na kurs waluty, nastroje inwestorów oraz ogólną stabilność gospodarczą.

    W społeczeństwie natomiast miały pojawić się podzielone opinie. Część komentatorów politycznych uznaje ewentualne odejście premiera za konsekwencję narastających problemów systemowych, inni natomiast wskazują, że może to pogłębić kryzys i doprowadzić do dalszej destabilizacji sceny politycznej.

    Możliwe scenariusze dalszego rozwoju sytuacji

    Według hipotetycznych analiz, istnieje kilka możliwych scenariuszy rozwoju wydarzeń:

    1. Powołanie nowego premiera przez obecną większość – jeśli koalicja zdoła się częściowo odbudować, możliwe byłoby wskazanie nowego szefa rządu.

    2. Rząd techniczny lub przejściowy – w przypadku całkowitego rozpadu większości możliwe byłoby powołanie rządu tymczasowego.

    3. Przedterminowe wybory parlamentarne – jako najbardziej radykalne rozwiązanie, które mogłoby zostać wymuszone przez brak stabilnej większości.

    4. Utrzymanie status quo w warunkach kryzysu – rząd mógłby formalnie funkcjonować, ale bez realnej zdolności do skutecznego rządzenia.

    Niepewność i brak oficjalnego potwierdzenia

    Wszystkie powyższe informacje należy traktować jako niezweryfikowane i spekulacyjne. Brak jest oficjalnych komunikatów potwierdzających rezygnację Donalda Tuska ze stanowiska premiera.

    Eksperci polityczni podkreślają, że w dynamicznej sytuacji medialnej często pojawiają się doniesienia, które nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. Dlatego konieczne jest zachowanie ostrożności w interpretacji takich informacji.

    Rzekoma rezygnacja premiera Donalda Tuska w wyniku utraty większości parlamentarnej przez koalicję rządzącą, jeśli byłaby prawdziwa, stanowiłaby jeden z najważniejszych momentów politycznych ostatnich lat w Polsce.

    Jednak obecnie brak jest oficjalnych dowodów potwierdzających te doniesienia. Sytuacja pozostaje niejasna, a wszelkie informacje w tej sprawie mają charakter spekulacyjny i niezweryfikowany.

    W takich warunkach kluczowe jest śledzenie oficjalnych komunikatów rządowych oraz wiarygodnych źródeł informacji, zanim zostaną wyciągnięte jakiekolwiek ostateczne wnioski dotyczące przyszłości politycznej kraju.

  • “Nowy sport” Igi Świątek. Sama się pochwaliła. Już sypią się brawa

    “Nowy sport” Igi Świątek. Sama się pochwaliła. Już sypią się brawa

    Iga Świątek przygotowuje się w Rzymie do startu prestiżowego turnieju rangi WTA 1000, ale w ostatnich dniach dała o sobie znać nie tylko na korcie. Polska tenisistka znalazła też czas, by spróbować czegoś zupełnie nowego — i od razu zrobiła wrażenie.

    24-latka wciąż szuka przełamania w obecnym sezonie. Zmiana trenera nie przyniosła jak dotąd oczekiwanego efektu. Zarówno w Stuttgarcie, jak i w Madrycie kończyła rywalizację już na etapie trzeciej rundy. W Niemczech musiała uznać wyższość Mirry Andriejewej, natomiast w Hiszpanii zatrzymały ją problemy zdrowotne. Infekcja wirusowa zmusiła Świątek do kreczowania w decydującym secie meczu, co przekreśliło jej szanse na obronę tytułu wywalczonego dwa lata wcześniej po pamiętnym finale z Aryną Sabalenką.

    Teraz przed Polką kolejna szansa na powrót do formy — turniej w Rzymie, który już trzykrotnie padał jej łupem. Świątek trenuje w stolicy Włoch od kilku dni, a jednym z elementów przygotowań był sparing z Madison Keys.

    Okazuje się jednak, że tenis to nie jedyne wyzwanie, jakiego podjęła się ostatnio raszynianka. W mediach społecznościowych pokazała, jak radzi sobie… na polu golfowym. Opublikowane nagranie szybko przyciągnęło uwagę fanów, ale nie tylko ich.

    Pod wrażeniem umiejętności Świątek był m.in. Adrian Meronk, czołowy polski golfista, który nie szczędził jej pochwał w komentarzach. Do grona zachwyconych dołączył także były reprezentant Polski w piłce nożnej, Jerzy Dudek, od lat pasjonujący się golfem. Zwrócił uwagę na technikę zamachu tenisistki, sugerując, że może mieć ona naprawdę duży potencjał w tej dyscyplinie. „Wygląda na bardzo niski handicap” — napisał.

    Choć głównym celem Świątek pozostaje powrót na szczyt światowego tenisa, jej przygoda z golfem pokazuje, że nie boi się nowych wyzwań — i nawet poza kortem potrafi zrobić spore wrażenie.

  • Rozpacz w Rosji. Ukrainka triumfuje w finale z Andriejewą. Naprawdę napisali to wprost

    Rozpacz w Rosji. Ukrainka triumfuje w finale z Andriejewą. Naprawdę napisali to wprost

    Finał turnieju rangi WTA 1000 w Madrycie przyniósł ogromne zaskoczenie. Choć obecność Mirry Andriejewej w decydującym meczu można było przewidywać, to awans Marty Kostiuk był sporą sensacją. Ostatecznie to Ukrainka okazała się lepsza, triumfując 6:3, 7:5 i sięgając po najcenniejszy tytuł w swojej karierze. W Rosji wynik ten wywołał szeroki oddźwięk, a tamtejsze media nie szczędziły komentarzy.

    Jeszcze przed startem turnieju głównymi kandydatkami do końcowego zwycięstwa wydawały się Jelena Rybakina oraz Aryna Sabalenka, czyli liderki rankingu race. Turniej szybko jednak zweryfikował te prognozy. Sabalenka zakończyła udział na etapie ćwierćfinału po porażce z Hailey Baptiste, natomiast Rybakina odpadła rundę wcześniej, przegrywając z Anastazją Potapową. Na tym samym etapie z rywalizacją pożegnały się również Iga Świątek oraz Coco Gauff.

    Taki rozwój wydarzeń sprawił, że turniejowa drabinka znacząco się otworzyła, co najlepiej wykorzystały Andriejewa i Kostiuk. W sobotnim finale od początku lepiej prezentowała się Ukrainka, która kontrolowała przebieg spotkania i zamknęła mecz w dwóch setach.

    Porażka młodej Rosjanki odbiła się szerokim echem w jej ojczyźnie. Portal Sport.ru podkreślił, że druga przegrana Andriejewej z Kostiuk w ciągu kilku miesięcy nie jest przypadkiem i wskazuje na potrzebę dalszej pracy. Zwrócono uwagę, że 19-latka miała swoje szanse – szczególnie w drugim secie, gdzie nie wykorzystała dwóch piłek setowych.

    Z kolei dziennikarze „Championat” skupili się na emocjach towarzyszących zawodniczce po meczu. Po zakończeniu spotkania Andriejewa nie była w stanie powstrzymać łez, co tylko podkreśliło, jak wiele znaczył dla niej ten finał.

  • Feta już gotowa. Lewandowski bohaterem Barcelony. Była 81. minuta

    Feta już gotowa. Lewandowski bohaterem Barcelony. Była 81. minuta

    Mistrzowska feta jest już na wyciągnięcie ręki i wszystko wskazuje na to, że w Barcelonie szykują się do świętowania. W sobotnim spotkaniu 34. kolejki La Liga „Duma Katalonii” pokonała Osasunę 2:1, choć przez długi czas miała ogromne problemy z przełamaniem defensywy rywali. Kluczowy moment nadszedł dopiero w 81. minucie, gdy na listę strzelców wpisał się Robert Lewandowski. Później trafiali jeszcze Ferran Torres i Raul Garcia. Dzięki temu zwycięstwu Barcelona może już w niedzielę zapewnić sobie tytuł mistrza Hiszpanii — wszystko zależy jednak od wyniku Realu Madryt.

    Hansi Flick jasno deklarował przed meczem, że jego zespół chce jak najszybciej zamknąć temat mistrzostwa. Warunek był prosty: wygrać z Osasuną i liczyć na potknięcie Realu w starciu z Espanyolem. Najpierw jednak Katalończycy musieli wykonać swoją część zadania.

    Od pierwszej minuty na murawie pojawił się Robert Lewandowski i już na początku mógł otworzyć wynik spotkania. Po podaniu Daniego Olmo uderzył z kilkunastu metrów, ale piłka minimalnie przeleciała nad poprzeczką. Polak doskonale wiedział, jak blisko był efektownego trafienia.

    Osasuna nie zamierzała jednak tylko się bronić. Gospodarze odpowiadali groźnymi atakami, a najwięcej zamieszania robił Ante Budimir. Chorwat domagał się nawet rzutu karnego po jednym ze starć, a chwilę później jego zagrania zmusiły Joana Garcię do interwencji.

    Barcelona długo nie potrafiła znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną defensywę rywali. Pierwszy celny strzał oddał dopiero w 22. minucie Roony Bardghji, ale nie sprawił większych problemów Sergio Herrerze. Z kolei Osasuna była bardzo konkretna — Budimir najpierw znalazł się na spalonym, a później po indywidualnym rajdzie trafił w słupek.

    Choć to goście częściej utrzymywali się przy piłce, brakowało im pomysłu i kreatywności. Nawet niestandardowe zagrania, jak podanie Joao Cancelo do Fermina Lopeza, nie przynosiły efektu. Do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis.

    Po zmianie stron Barcelona ruszyła odważniej. Dani Olmo miał świetną okazję, ale jego strzał został zablokowany przez Alejandro Catenę. Lewandowski był aktywny, próbował zarówno gry kombinacyjnej, jak i walki w powietrzu, jednak długo brakowało konkretów.

    Osasuna wciąż pozostawała groźna z kontrataków. W 69. minucie Ruben Garcia oddał celny strzał, który jednak został obroniony przez bramkarza Barcelony.

    Gdy wydawało się, że mecz może zakończyć się bezbramkowym remisem, wreszcie przełamanie przyszło po dośrodkowaniu Marcusa Rashforda. W 81. minucie Robert Lewandowski wyskoczył najwyżej i pewnym uderzeniem głową pokonał Herrerę. Było to jego 13. trafienie w tym sezonie ligowym i — jak się okazało — gol na wagę zwycięstwa.

    Barcelona poszła za ciosem. Pięć minut później Ferran Torres podwyższył prowadzenie, a chwilę później gospodarze odpowiedzieli golem kontaktowym autorstwa Raula Garcii. Końcówka była nerwowa, ale wynik nie uległ już zmianie.

    Zespół Hansiego Flicka dopisał trzy punkty i jest o krok od mistrzostwa Hiszpanii. Jeśli Real Madryt straci punkty, tytuł trafi do Barcelony już teraz. Jeśli nie — wszystko może rozstrzygnąć się w przyszły weekend, kiedy kibiców czeka wielki hit, czyli El Clasico.

  • Andriejewa grała z Kostiuk o tytuł WTA Madryt. 81 minut emocji na Manolo Santana Stadium

    Andriejewa grała z Kostiuk o tytuł WTA Madryt. 81 minut emocji na Manolo Santana Stadium

    Na godz. 17:00 zaplanowano finał tegorocznej edycji turnieju WTA 1000 w Madrycie. Doszło w nim do zestawienia o silnym podłożu emocjonalnym, bowiem na Manolo Santana Stadium zmierzyły się ze sobą Rosjanka i Ukrainka. Walcząca o swój trzeci tytuł tej rangi w singlu Mirra Andriejewa grała przeciwko Marcie Kostiuk, trenowanej przez Polkę – Sandrę Zaniewską. Ostatecznie doszło do niespodzianki – po 81 minutach lepsza okazała się Ukrainka, zwyciężając 6:3, 7:5. Oto co się wydarzyło w stolicy Hiszpanii.
    Marta Kostiuk i Mirra Andriejewa rywalizowały ze sobą o tytuł WTA 1000 w Madrycie

    Marta Kostiuk i Mirra Andriejewa rywalizowały ze sobą o tytuł WTA 1000 w MadrycieOscar J Barroso / Spain DPPI / DPPI via AFP / MAHOUDEAU Clement / KMSP / KMSP via AFPAFP

    Tegoroczna edycja turnieju WTA 1000 w Madrycie dostarczyła sporej dawki niespodzianek. W najlepszej “4” zabrakło Aryny Sabalenki, Jeleny Rybakiny, Igi Świątek oraz Coco Gauff. Część zawodniczek, jak choćby Polka, zmagała się wirusem. Największą sensacją była eliminacja Białorusinki. Liderka rankingu posiadała sześć meczboli w ćwierćfinale z Hailey Baptiste, ale ostatecznie to Amerykanka okazała się lepsza po tie-breaku trzeciego seta. Później tenisistka z USA przegrała z Mirrą Andriejewą.

    W związku z tym to Rosjanka czekała na swoją finałową przeciwniczkę. Wyłoniono ją w czwartkowy wieczór, podczas starcia Marty Kostiuk z Anastazją Potapową. Spotkanie to przyniosło wiele zwrotów akcji. Ostatecznie po trzysetowej batalii lepsza okazała się Ukrainka, trenowana przez Polkę – Sandrę Zaniewską. Czekał nas zatem mecz o tytuł z wieloma podtekstami. Dotychczas Andriejewa i Kostiuk mierzyły się ze sobą tylko raz, na początku obecnego sezonu. Podczas turnieju w Brisbane aktualna 8. rakieta świata uległa Ukraince 6:7(7), 3:6.

    Teraz Mirra chciała się zrewanżować. Przedmeczowe notowania wskazywały ją jako nieznaczną faworytkę. Chociaż jest młodsza, to posiadała o wiele większe doświadczenie od Marty w takich finałach. Tenisistka z Kijowa grała dzisiaj o największe trofeum w swojej zawodowej karierze. Z kolei 19-latka mogła dzisiaj zgarnąć swój trzeci singlowy skalp rangi WTA 1000 – po ubiegłorocznych triumfach w Dubaju oraz Indian Wells. Zapowiadała się bardzo ciekawa rywalizacja. Już na “dzień dobry” byliśmy świadkami nieco kuriozalnej sytuacji, bowiem tenisistki osobno stawały do pamiątkowego zdjęcia.

    Mirra Andriejewa kontra Marta Kostiuk w finale

    Mecz rozpoczął się od serwisu Kostiuk. Ukrainka imponująco rozegrała pierwszego gema, nie tracąc ani jednego punktu. Marta dobrze wyglądała także w kolejnych minutach i starała się wywierać presję na Andriejewej. Rosjanka pilnowała swoich podań, ale tylko do czasu. Podczas szóstego rozdania nastały dwa break pointy z rzędu dla 23. rakiety świata. Już przy pierwszej okazji tenisistka z Kijowa objęła prowadzenie 4:2. Kilka minut później powiększyła przewagę do trzech “oczek” i znalazła się blisko zwycięstwa w premierowej odsłonie. Mirra wyglądała w tym fragmencie na lekko zagubioną, podejmowała błędne decyzje. To się mogło jednak szybko zmienić.

    W dziewiątym gemie Kostiuk serwowała po wygranie partii i po raz pierwszy została przetestowana. Zrobiło się 15-40 z perspektywy Ukrainki, a to oznaczało dwie szanse na powrotne przełamanie dla Rosjanki. Podopieczna Sandry Zaniewskiej wykazała się jednak sporym charakterem. Doprowadziła do piłek setowych po zaciętej walce i dopięła swego, zapisując na swoim koncie wynik 6:3 w całym secie.

    Marta świetnie zainaugurowała drugą część potyczki, od przełamania. Po zmianie stron nastał jednak słabszy fragment w wykonaniu Ukrainki. Wyglądało to tak, jakby do Kostiuk dotarła szansa, jaka się przed nią otworzyła. Triumfatorka premierowej odsłony przegrała trzy gemy z rzędu i nagle zrobiło się 3:1 dla Andriejewej. To nie był ostateczny zwrot akcji w tej partii. Po sześciu rozdaniach nastał remis. Pachniało nawet trzecim “oczkiem” po kolei dla 23-latki, ale 8. rakieta świata przerwała dobrą passę przeciwniczki, wracając ze stanu 15-30.

    W następnych minutach panie pilnowały własnych podań. W dziesiątym gemie Kostiuk serwowała pod presją pozostania w grze o zwycięstwo w drugiej odsłonie. Pojawiły się dwa setbole dla Rosjanki, a mimo to Marta wyszła z opresji. Jedną okazję rywalki obroniła asem. Ukrainka wyrównała na 5:5 i poszła za ciosem. Po chwili zgarnęła przełamanie, po czym podawała po największy tytuł w karierze. 23-latka wykonała swoje zadanie.

    Po 81 minutach walki triumfowała 6:3, 7:5, wykorzystując trzeciego meczbola. To jej 12. zwycięstwo z rzędu, wciąż jest niepokonana w tym roku na mączce. Zgodnie z tym, czego można się było spodziewać – nie doszło do podania ręki przy siatce. W najnowszym notowaniu rankingu Kostiuk po raz pierwszy awansuje na 15. miejsce. Z kolei Andriejewa, której udzieliło się sporo emocji i łez po ostatniej piłce, od poniedziałki będzie 7. rakietą świata.

    Dokładny zapis relacji z meczu Mirra Andriejewa – Marta Kostiuk jest dostępny TUTAJ.
    młoda kobieta w sportowym stroju i niebieskiej czapce z daszkiem, z zaciętą miną, na tle rozmytego tłumu

    Mirra AndriejewaDubreuil Corinne/ABACAEast News
    Marta Kostiuk

    Marta KostiukNoushad Thekkayil / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Kobieta z długimi, ciemnymi włosami stoi z założonymi rękami, ubrana w czarną bluzę z białym zamkiem i białym wzorem na rękawie, patrzy przed siebie z poważnym wyrazem twarzy na tle szarej, industrialnej ściany.

    Sandra Zaniewska – trenerka Marty KostiukRob PrangeAFP

    Jannik Sinner – Arthur Fils. Skrót meczu.

  • Polka zdeklasowała Rosjankę, 6:0 już na starcie. Pierwszy finał w karierze

    Polka zdeklasowała Rosjankę, 6:0 już na starcie. Pierwszy finał w karierze

    Maj rozpoczął się bardzo obiecująco dla polskich tenisistów. Wczoraj Hubert Hurkacz awansował do półfinału turnieju ATP Challenger 175 w Cagliari, pokonując Matteo Berrettini. Dobre wyniki notują także nasi debliści, a do grona wyróżniających się zawodników dołączyła również Zuzanna Kolonus. 20-latka rywalizuje w tym tygodniu w Nowym Delhi i właśnie wywalczyła pierwszy singlowy finał w swojej zawodowej karierze. Co ważne, dokonała tego w bardzo przekonującym stylu, nie pozostawiając rywalce żadnych złudzeń.

    Trzy lata temu, na przełomie maja i czerwca, Kolonus dotarła do ćwierćfinału turnieju ITF W15 w Kursumlijskiej Banji. Wówczas jednak nie była w stanie dokończyć spotkania – skreczowała przy stanie 0:6, 1:3 w meczu z Beatrice Ricci. Od tamtej pory Polka długo czekała na powrót do tak zaawansowanej fazy singlowych zmagań. Przełom przyszedł dopiero teraz – podczas zawodów tej samej rangi, rozgrywanych w stolicy Indii.

    Polska tenisistka imponowała formą już od pierwszych rund. Bez większych problemów ograła dwie reprezentantki gospodarzy, zwyciężając 6:1, 6:1 oraz 6:4, 6:0. Prawdziwy test przyszedł jednak w ćwierćfinale, gdzie jej rywalką była rozstawiona z numerem drugim Elina Nepily. Kolonus znalazła się w trudnej sytuacji, przegrywając w decydującym secie 3:5, ale zdołała odwrócić losy pojedynku. Ostatecznie triumfowała 7:6(2), 5:7, 7:6(2) po niemal trzech godzinach walki, osiągając tym samym najlepszy wynik w swojej dotychczasowej karierze. To jednak nie był koniec jej ambicji.

    W półfinale zmierzyła się z kolejną Rosjanką – Ksenia Laskutova. 29-latka zajmuje obecnie 1018. miejsce w rankingu WTA, czyli nieco wyższe niż Polka, choć jeszcze w październiku 2024 roku była notowana nawet na 330. pozycji. Jej spadek w rankingu to efekt długiej przerwy od startów – nie rywalizowała od września do końca lutego i dopiero teraz próbuje odbudować formę.

    Sam mecz od początku układał się po myśli Kolonus. Choć pierwsze gemy przyniosły sporo emocji, szybko stało się jasne, kto kontroluje wydarzenia na korcie. Polka przełamała rywalkę i całkowicie zdominowała pierwszego seta, wygrywając go 6:0 bez straty punktu przy własnym serwisie w gemie kończącym partię.

    Drugi set rozpoczął się podobnie – choć Laskutowa próbowała nawiązać walkę i miała nawet kilka okazji na utrzymanie podania, nie była w stanie zatrzymać rozpędzonej Polki. Kolonus wykorzystywała błędy przeciwniczki, w tym podwójne błędy serwisowe, i konsekwentnie budowała przewagę. Mimo chwilowych problemów przy własnym serwisie, zachowała kontrolę nad przebiegiem spotkania i przypieczętowała zwycięstwo wynikiem 6:0, 6:2 po 84 minutach gry.

    Dzięki temu imponującemu występowi 20-latka awansowała do pierwszego singlowego finału w swojej karierze. W decydującym meczu zmierzy się z reprezentantką Indii, rozstawioną z numerem szóstym Shruti Ahlawat.

  • Iga Świątek wycofuje się z meczu z powodu krótkotrwałej infekcji wirusowej – niepokojący incydent w Madrycie

    Iga Świątek wycofuje się z meczu z powodu krótkotrwałej infekcji wirusowej – niepokojący incydent w Madrycie

    Iga Świątek wycofuje się z meczu z powodu krótkotrwałej infekcji wirusowej – niepokojący incydent w Madrycie

    W świecie profesjonalnego tenisa każdy turniej niesie ze sobą nie tylko sportowe emocje, ale także ogromne obciążenia fizyczne i psychiczne dla zawodników. Ostatnie wydarzenia z udziałem Iga Świątek podczas turnieju w Madrycie przypomniały kibicom, jak kruche potrafi być zdrowie nawet najlepiej przygotowanych sportowców. Polska tenisistka została zmuszona do przedwczesnego zakończenia meczu z powodu nagłej, krótkotrwałej infekcji wirusowej, która znacząco wpłynęła na jej dyspozycję.

    Nagłe pogorszenie stanu zdrowia

    Do niepokojącej sytuacji doszło w trakcie jednego z meczów turnieju Madrid Open, gdzie Świątek zmierzyła się z amerykańską zawodniczką Ann Li. Początkowo nic nie wskazywało na poważne problemy zdrowotne, jednak wraz z upływem czasu było widać, że Polka zmaga się z wyraźnym osłabieniem.

    Z relacji dostępnych po meczu wynika, że już w dniach poprzedzających spotkanie Świątek nie czuła się najlepiej. Sama zawodniczka przyznała, że odczuwała silne zmęczenie, brak energii oraz ogólne rozbicie organizmu. Objawy te są charakterystyczne dla infekcji wirusowych, zwłaszcza tych o podłożu żołądkowo-jelitowym, które mogą gwałtownie osłabić organizm sportowca.

    Walka na korcie mimo choroby

    Mimo pogarszającego się samopoczucia, Iga Świątek zdecydowała się wyjść na kort i podjąć rywalizację. To pokazuje nie tylko jej profesjonalizm, ale również determinację i chęć walki do samego końca. Niestety, w trakcie meczu objawy nasiliły się na tyle, że dalsza gra stała się niemożliwa.

    W pewnym momencie spotkania Świątek poprosiła o przerwę medyczną. Na korcie pojawił się zespół medyczny, który sprawdził jej podstawowe parametry życiowe. Zawodniczka wyraźnie odczuwała zawroty głowy oraz brak stabilności, co w sporcie na tak wysokim poziomie stanowi poważne zagrożenie – zarówno dla wyniku meczu, jak i zdrowia samej tenisistki.

    Ostatecznie, przy stanie wskazującym na znaczące wyczerpanie organizmu, Świątek podjęła decyzję o wycofaniu się z meczu. Była to trudna, ale konieczna decyzja.

    Wirus krążący wśród zawodników?

    Interesującym aspektem całej sytuacji jest fakt, że nie była to odosobniona przypadłość. Pojawiły się sugestie, że podczas turnieju Madrid Open mógł krążyć wirus, który dotknął także innych uczestników zawodów. Świątek sama wspomniała, że podejrzewała obecność infekcji wśród graczy.

    W środowisku sportowym, gdzie zawodnicy podróżują często, mają kontakt z wieloma osobami i są narażeni na zmiany klimatyczne, takie sytuacje nie należą do rzadkości. Jednak ich konsekwencje mogą być poważne, szczególnie w trakcie intensywnego sezonu.

    Krótkotrwała, ale wyniszczająca infekcja

    Choć określenie „krótkotrwała infekcja wirusowa” może brzmieć niegroźnie, w praktyce potrafi ona całkowicie wyeliminować sportowca z rywalizacji – nawet jeśli tylko na kilka dni. Objawy takie jak odwodnienie, osłabienie mięśni, brak koncentracji czy problemy z równowagą sprawiają, że gra na najwyższym poziomie staje się niemożliwa.

    W przypadku Iga Świątek kluczowe było szybkie rozpoznanie problemu i podjęcie decyzji o przerwaniu meczu. Kontynuowanie gry w takim stanie mogłoby prowadzić do poważniejszych komplikacji zdrowotnych.

    Reakcje świata sportu

    Decyzja Świątek spotkała się ze zrozumieniem zarówno ze strony kibiców, jak i ekspertów. Wielu komentatorów podkreślało, że zdrowie zawodnika zawsze powinno być na pierwszym miejscu, nawet kosztem wyniku sportowego.

    Również przeciwniczka Polki, Ann Li, okazała wsparcie i zrozumienie dla trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się Świątek. Takie gesty pokazują, że mimo rywalizacji, w świecie sportu wciąż obecny jest duch fair play.

    Czy to wpłynie na dalszy sezon?

    Najważniejszą informacją dla fanów jest to, że nie mamy do czynienia z poważną kontuzją ani długotrwałą chorobą. Krótkotrwałe infekcje wirusowe zazwyczaj ustępują w ciągu kilku dni, choć pełny powrót do optymalnej formy może zająć nieco więcej czasu.

    W przypadku Iga Świątek wiele zależy od tempa regeneracji organizmu oraz odpowiedniego leczenia. Sztab medyczny zawodniczki z pewnością zadba o to, aby powrót na kort nastąpił dopiero wtedy, gdy będzie ona w pełni gotowa do rywalizacji.

    Lekcja dla sportowców i kibiców

    Sytuacja z Madrytu jest ważnym przypomnieniem, że nawet najlepsi sportowcy nie są odporni na choroby. W świecie, gdzie oczekiwania wobec zawodników są ogromne, a kalendarz rozgrywek napięty, łatwo zapomnieć o podstawowej kwestii – zdrowiu.

    Decyzja Świątek pokazuje dojrzałość i odpowiedzialność. Zamiast ryzykować pogorszenie stanu zdrowia, postawiła na regenerację i długofalowe myślenie o karierze.

    Podsumowanie

    Wycofanie się Iga Świątek z meczu podczas Madrid Open było wynikiem krótkotrwałej, ale intensywnej infekcji wirusowej. Choć sytuacja mogła zaniepokoić fanów, wszystko wskazuje na to, że była to jedynie chwilowa przeszkoda.

    Sport na najwyższym poziomie wymaga nie tylko talentu i ciężkiej pracy, ale także umiejętności słuchania własnego organizmu. Świątek udowodniła, że potrafi podejmować trudne decyzje – nawet wtedy, gdy oznaczają one rezygnację z walki na korcie.

    Dla kibiców pozostaje nadzieja, że już wkrótce zobaczą ją ponownie w pełni sił, gotową do dalszych sukcesów i rywalizacji z najlepszymi zawodniczkami świata.

  • Ruszyły dwa wyłącznie polskie kanały. “Jedyna taka telewizja sportowa”

    Ruszyły dwa wyłącznie polskie kanały. “Jedyna taka telewizja sportowa”

    Chcemy, by żużel, NBA i trzeci filar – tenis wielkoszlemowy – były w ofercie dystrybutorów, a widz nie musiał dokupować kolejnej platformy – mówi Sport.pl Łukasz Fijałkowski, dyrektor operacyjny Eurosportu. I w szczegółowej rozmowie o planach stacji zapowiada nowość: transmisje kwalifikacji i meczów z dodatkowych kortów turniejów Wielkiego Szlema.

    Łukasz Fijałkowski z polskim oddziałem Eurosportu związany jest od 2018 roku. Od 2020 pełni funkcję dyrektora operacyjnego. Odpowiada nie tylko za analizę i akwizycję praw sportowych, ale też rozwój biznesu i technologii oraz marketing nadawcy. Od początku kwietnia działają już cztery kanały nadawcy, bo na rynku pojawiły się Eurosport 3 i 4. W poniższej rozmowie szczegółowo opowiada o funkcjonowaniu i planach stacji.

    Zobacz wideo Daria Abramowicz może zostać z Igą Świątek do końca! “Bardzo jej ufa”
    Kacper Sosnowski: Aż tak ciasno było z kontentem, że trzeba było od razu uruchomić dwa nowe kanały?

    Łukasz Fijałkowski: Kontentu nigdy nie jest za dużo, szczególnie sportowego. Natomiast rzeczywiście, jeśli w sporcie nakładają się na siebie wydarzenia, to nie da się pokazać wszystkiego w telewizji linearnej. Wtedy część transmisji wkładamy do streamingu, budując mocną streamingową ofertę dla widzów. Chcielibyśmy również móc je oferować tym, którzy wybrali telewizję linearną. Trzeba jednak brać pod uwagę także kwestię kosztów. Prawa sportowe są bardzo drogie, te ceny bywają wręcz niewiarygodne. Każda telewizja sportowa, która jest telewizją komercyjną, musi na swej działalności zarobić.
    Trudno zakładać, by przy większej konkurencji na rynku koszty praw nagle ostro wyhamowały, a to nie są dobre informacje dla telewizji i kibiców.

    – Wiesz jaki jest problem z prawami sportowymi? One są w tej chwili rozczłonkowane. Fani sportu muszą korzystać z usług wielu dostawców, żeby obejrzeć swoją ulubioną dyscyplinę, czy ligę w całości. Tak się dzieje, bo pieniądze wydawane na prawa, czasem po prostu nie spinają się telewizjom. Ktoś płaci ogromne pieniądze, a potem często musi się wspomagać sublicencją, która pomoże mu spłacić koszty i wyjść na swoje.
    Dlatego często przy nowych prawach nadawcy proponują widzom droższe pakiety, nowe kanały, czy rozwijają streaming.

    – Kiedy trafiły się nam prawa do NBA, które są bardzo atrakcyjnymi prawami, zastanawialiśmy się jak nimi zarządzać. Uznaliśmy, że najlepszym sposobem z punktu widzenia biznesowego, ale jednocześnie szerokiego dotarcia do widza, będą nowe kanały. Streaming nie ma jeszcze takiej penetracji jak telewizja, on się rozwija, jest przyszłością, ale na razie nie dociera do tylu widzów, ilu nadal ma telewizja linearna. Już od dekady słyszymy, że telewizja się kończy, niemniej jednak akurat sportowa telewizja ma się świetnie. W ostatnich latach regularnie bijemy rekordy oglądalności, co jest ogromnym osiągnięciem biorąc pod uwagę dużą konkurencję i nasycenie transmisji sportowych. Igrzyska w Paryżu były ogromnym sukcesem w stosunku do Tokio, a te w Mediolanie i Cortinie, w porównaniu z Pekinem. US Open w zeszłym roku obejrzało się najlepiej w historii transmisji tego turnieju w Eurosporcie. Skoki narciarskie? Teoretycznie w Pucharze Świata nasi skoczkowie nie bardzo mieli się czym pochwalić, a przed telewizorami zanotowaliśmy najlepsze otwarcie sezonu w historii. Potem to się wyrównało. Emocje sportowe raczej są przeżywane na żywo, bez względu na medium z jakiego korzystamy.
    I żeby wasz sport był na dużym ekranie i nie było rozczłonkowywania, musiał wejść Eurosport 3 i 4.

    – Takie jest założenie. W Eurosporcie 3, oprócz NBA, będzie całe Speedway Grand Prix. Widzowie żużla do tej pory musieli kombinować, korzystać ze streamingu albo kupować kanały kodowane, czego wielu w Polsce nie zrobiło. Ponieważ nasz model biznesowy polega na podpisywaniu umów z dystrybutorami, a nie na posiadaniu własnej platformy, postanowiliśmy otworzyć dwa dodatkowe kanały linearne i zaoferować je każdemu z operatorów telewizji w Polsce. Chcemy, by żużel, NBA i trzeci filar – tenis wielkoszlemowy – były w ofercie dystrybutorów, a widz nie musiał dokupować kolejnej platformy. Jednocześnie jesteśmy oczywiście w streamingu: w Playerze i HBO Max. W Playerze otworzyliśmy specjalnie nowy pakiet sportowy Eurosport Pass. Oferuje on wszystko, co ma Eurosport, w tym linearne kanały Eurosport 3 i 4 za bardzo rozsądne pieniądze.

    Na nowych antenach będziemy mogli pokazać dwa dodatkowe korty ze szlemów [Roland Garros, US Open i Australian Open]. Na początku turnieju, będziemy tam pokazywali też kwalifikacje! Tyle, ile zmieścimy. W Playerze będzie można za to obejrzeć również wszystkie transmitowane mecze, nawet te rozgrywane na bocznych kortach i bez wielkiej realizacji telewizyjnej.
    Ale widz najpierw musi te kanały mieć możliwość oglądać.

    – Liczba operatorów kablowych, którzy oferują nowe kanały zwiększa się z każdym tygodniem – teraz jest ich już około 37. Z dużych dystrybutorów mamy już podpisane umowy z Play i T-Mobile. Rozmawiamy z innymi. Zakładam, że za chwilę będziemy finalizowali współpracę z pozostałymi wielkimi platformami. Nasze założenie jest takie, że będziemy wszędzie, a tam, gdzie są nasze dwa pierwsze kanały, będą także dwa kolejne.
    Te kanały dla części widzów też będą jednak dodatkowo płatne, kolejne 5 czy 10 złotych u dystrybutora.

    – Jaka to będzie dokładnie kwota, to zależy od dystrybutora. Niektórzy oferują swoim abonentom Eurosportu oba kanały bez dodatkowych opłat. Eurosport Pass też jest u nas w dobrej cenie – za 20 złotych i jest tam wszystko: cztery kanały i dodatkowe transmisje. Nie wymagamy przy tym posiadania jakiegokolwiek innego pakietu. Jak ktoś nie chce paczki telewizji na żywo, bo interesuje go tylko sport, to bierze ten pakiet. Co miesiąc można go zresztą wypowiedzieć. I pytanie, czy dwie dychy to w takim układzie dużo? Tyle kosztuje jedna kawa na mieście albo trzy litry benzyny.
    Czy NBA, żużel i wielkie szlemy, które zresztą są skumulowane w pewnych okresach, wystarczą, by przekonać kibiców do dokupienia nowego pakietu na rok czy dwa?

    – Mamy NBA od października do czerwca, potem od maja do października jest żużel. W trakcie są szlemy. Oprócz tego na Eurosporcie 3 będziemy pokazywali całe łyżwiarstwo, które po igrzyskach cieszy się dużym zainteresowaniem. Będzie łyżwiarstwo figurowe, szybkie, short track. Pokażemy też kolarstwo, którego jest tak dużo, że nawet dwie anteny nie są w stanie obsłużyć wszystkiego. Sezon kolarski trwa właściwie cały rok. Jest kolarstwo szosowe, przełajowe, torowe, MTB, czy BMX. Do tego mamy sporty motorowe, zimowe, snowboard i skoki kobiet. Mam nadzieję, że to zadowoli naszych kibiców, gdy czegoś zabraknie im na głównych antenach.
    Czasem było o tym głośno na portalach społecznościowych, że choćby przez sterowane z centrali transmisje na Eurosporcie 1 i 2 nie było ważnych dla Polaków zmagań.

    – Sam mam taką anegdotę: kiedyś zadzwonił do mnie kibic z awanturą, że nie pokazujemy pływania. Nawet nie wiem, skąd miał numer. Tłumaczyłem mu, że my decydujemy, co ma priorytet pod kątem ważności dla odbiorcy. Okazało się, że jego syn startuje w zawodach, no i się nie dogadaliśmy. Oczywiście nie wszystko możemy pokazywać, bo do części wydarzeń nie mamy praw, ale mając dwie dodatkowe anteny, i to dedykowane polskiemu rynkowi, będzie nam łatwiej sprostać oczekiwaniom widzów.
    To teraz pewnie byłoby z tym pływaniem łatwiej, bo jest jeszcze mniej obłożony transmisjami Eurosport 4.

    – Tak, bo Eurosport 4 będzie też obszarem dla powtórek, wspomnień sportowych i dokumentów. W telewizji sportowej 24/7 większość programów to powtórki. Mało kogo stać na prawa siedem dni w tygodniu nawet w tzw. prime time.

    Natomiast obserwujemy zainteresowanie “złotymi momentami” z naszymi w roli głównej, więc na czwartym kanale pokażemy między innymi ważne dla Polaków retransmisje z Robertem Kubicą, Dawidem Kubackim, Igą Świątek, czy siatkarzami w roli głównej. Będą tam też podcasty Eurosportu, które nagrywamy od dwóch lat. Świetnie prowadzi je Piotr Karpiński. Pokażemy też dokumenty lokalne i międzynarodowe, w tym olimpijskie.
    Czyli, jak rozumiem, po pierwsze nie ma presji dokładania tam nowych praw, po drugie będziecie z zawartością nowych kanałów autonomiczni.

    – My cały czas szukamy. Mamy centralny dział praw. Jego priorytetem jest kupowanie praw paneuropejskich na 65 krajów. Wtedy dostajemy coś z dobrodziejstwem inwentarza. Eurosport 3 i 4 to kanały wyłącznie polskie! Oczywiście możemy przenieść tam część praw nabytych centralnie, których nie mieścimy na antenach 1 i 2, by nie trzymać ich tylko w streamingu. Z drugiej strony moim zadaniem jest też szukanie praw lokalnych, patrzenie na trendy, rzeczy przyszłościowe, sugerowanie ich centrali. Przygotowuję analizy biznesowe, biorąc pod uwagę oglądalność, koszty, grupę docelową, to, czy gdzieś są polscy sportowcy, gdzie możemy to pokazać. Sprawdzam też, czy gdzieś jeszcze w Europie kibice będą takim produktem zainteresowani, by była w tym synergia.
    A co konkretnie było kupione głównie pod Polskę?

    – Dobrym tego przykładem jest właśnie żużel. On był kupowany głównie pod Polskę, bo tu ma największą oglądalność, ale sprawdzamy przy tym też synergię z innymi rynkami: skandynawskim, niemieckim, czy brytyjskim, bo tam ten produkt też będzie atrakcyjny. Wtedy możemy lepiej ten zakup zmonetyzować. Jak tak się stanie, to mamy więcej pieniędzy, żeby kupić kolejne prawa i widzowie znów na czymś skorzystają.
    Jak ważny jest wasz głos dla centrali?

    – My mamy bardzo mocny głos. Eurosport w Polsce ma szczególną pozycję, bo jesteśmy częścią dużej grupy mediowej. Mamy w niej przecież TVN i TVN24. Możemy monetyzować sport w kanałach otwartych. Tak robimy ze skokami narciarskimi czy finałami Wielkich Szlemów z Igą Świątek, których wcześniej nie było w naziemnej TV. To jest ekosystem, który się napędza: Eurosport kupuje prawa, TVN z nich korzysta, co zwiększa zainteresowanie, na czym z kolei zyskuje Eurosport. Robimy też newsy sportowe dla TVN i TVN24. Ten drugi kanał informuje także o naszych ważnych sportowych wydarzeniach. Możemy również sami sobie kupić prawa lokalnie, jeśli to się nam zepnie biznesowo. Tour de Pologne, który teraz trafił do Eurosportu, jest kupiony przez nas w Polsce, a będzie pokazywany na wszystkich naszych rynkach, w 65 krajach w 27 językach, nawet w Kanadzie u naszego partnera. To również jest nasza siła, bo przecież organizator tego wyścigu też jest zainteresowany pokazywaniem go jak najszerzej. Tour de Pologne był zresztą brakującym ogniwem w Eurosporcie. Teraz mamy wszystkie wyścigi World Touru. Dodam też, że prawa kupujemy czasem tylko na Playera. Głównie są to lokalne prawa.
    Można jakoś określić ilu klientów pozyskaliście dzięki NBA lub chociaż jakim zainteresowaniem się amerykańska koszykówka cieszy?

    – NBA jest w Polsce zaskakująco popularne, zwłaszcza z polskim akcentem. Jest też przez niektórych odbierane jako wydarzenie, rodzaj show. Eurosport 3 jest obecnie kanałem niemierzonym, bez reklam, więc nie mam szczegółowych danych oglądalności telewizyjnej. Widzimy za to duże zainteresowanie w streamingu. Na początku NBA było transmitowane tylko jako kanał pop-up, włączający się na konkretne transmisje, co budziło pytania widzów o powtórki. Teraz Eurosport 3 ma pełną ramówkę, więc można obejrzeć mecz NBA również w ciągu dnia, bez wstawania w środku nocy czy o świcie. I tu mam również dobrą wiadomość, powtórki są już o stałych, przewidywalnych godzinach tak, żeby każdy mógł obejrzeć mecz swojej ulubionej drużyny.
    Z komunikatów waszych i publicznego nadawcy, który też ma swój pakiet NBA, wychodzi, że nie będzie u was finałów rozgrywek.

    – Tak, ale będziemy mieli finały konferencji. Mamy duży pakiet. W sezonie jest w sumie półtora tysiąca meczów. To jest nie do obejrzenia. Nasz kontrakt jest długofalowy – my mamy umowę na 11 lat, podczas gdy TVP na trzy lata. Zdradzę, że przy NBA, będziemy robili więcej niż tylko transmisje, bądźcie czujni.
    Redakcja, jeśli chodzi i o ludzi i o miejsce, też się powiększa.

    – W przypadku żużla zostajemy przy znanych twarzach, jak Michał Korościel, Marcin Kuźbicki, czy Marcelina Rutkowska-Konikiewicz. Jednak przy NBA, której wcześniej nie było w Eurosporcie, redakcja zdecydowanie urosła. Na stałe związali się z nami m.in. Mirek Noculak czy Eryk Chmielewski. Rozbudowujemy też infrastrukturę techniczną – nowe reżyserki i budki komentatorskie, do tego potrzeba inżynierów, wydawców, nad tym wszystkim czuwa Maciej Słomczyński.
    Mówiłeś, że telewizja nie umiera. Jak jednak wygląda przyrost waszych widzów w internecie?

    – Rozwój internetu jest olbrzymi, sam korzystam głównie z Playera, ale to nie oznacza końca telewizji, zwłaszcza w sporcie. Są to platformy komplementarne. Sport najlepiej ogląda się na dużym ekranie z dobrym dźwiękiem, a telefon czy tablet przydaje się w sytuacjach awaryjnych. Widz sportowy konsumuje treści wielokanałowo: w telewizji, na komórce i w social mediach. Ogląda zarówno pełne transmisje, jak i skróty w mediach społecznościowych czy newsy na dużej antenie. Tu też mamy mocną ofertę. Moim zdaniem mamy najlepsze wśród nadawców sportu media społecznościowe. Średnio publikujemy na naszych kanałach ponad 70 postów dziennie. W czasie igrzysk było ich ponad 200 dziennie. W tym czasie przebiliśmy milion obserwujących na Facebooku.

    W streamingu, podczas zmagań w Mediolanie i Cortinie odnotowaliśmy też 103 proc. wzrost widzów względem Pekinu. Obecnie najlepszą platformą do oglądania tego typu wydarzeń sportowych jest HBO Max, który pozwala na wybór dowolnej areny, oferuje powiadomienia o medalach i multistream czy komentarz w wielu językach. Widz sam sobie wybiera, co chce. Streaming jest idealny do wydarzeń sportowych o dużej intensywności.
    Czy Eurosportowi potrzebna jest jeszcze piłka nożna?

    – Szczerze, to nie. Eurosport nie inwestuje w piłkę nożną strategicznie na całym świecie, choć w niektórych krajach zdarzają się takie incydenty. To chyba jedyna telewizja sportowa, która radzi sobie bez futbolu, choć za każdym razem, gdy pojawiają się na rynku interesujące prawa piłkarskie, również bardzo poważnie je analizujemy. Często cena tych praw jest jednak nieracjonalna. Nasz model biznesowy opiera się na dystrybutorach, więc nie możemy nagle drastycznie podnieść cen abonamentu, żeby spłacić koszty transmisji jakiejś piłkarskiej ligi. Stawiamy na sporty, które rosną lokalnie i takie, które budują wierną widownię, jak kolarstwo czy sporty zimowe.
    Co ze skokami narciarskimi? Niedawno skończył się sezon i wasz dotychczasowy kontrakt.

    – To bardzo biznesowa kwestia i dopóki nie ma pewności, nic nie mogę powiedzieć. Skoki kojarzą się z Eurosportem od zawsze i chcielibyśmy, aby widzowie nadal mogli je u nas oglądać w dotychczasowym formacie.
    Czy transakcja przejęcia Warner Bros przez Paramount, która cały czas się proceduje, wpływa lub za chwilę wpłynie na waszą działalność?

    – My robimy swoje. Jak się pracuje w dużej amerykańskiej albo międzynarodowej korporacji, to dobrze się przyzwyczaić do tego, że coś się dookoła dzieje.
    Ile trwają przygotowania do igrzysk olimpijskich? One pochłaniają nie tylko mnóstwo pracy, ale też pieniędzy. Jak to się wam opłaca?

    – Ten temat powinieneś szczegółowo omówić z Maćkiem Słomczyńskim. On odpowiada za produkcję i redakcję Eurosportu w Polsce oraz prowadzi cały projekt igrzyskowy i wszystko zna od kuchni. A muszę powiedzieć, że byłoby o czym opowiadać. Ja przy igrzyskach zajmuję się głównie ich promocją, komunikacją i mediami społecznościowymi. Na produkcję patrzę trochę z boku i to, co mogę powiedzieć to, że przygotowania do igrzysk właściwie się nie kończą, bo igrzyska letnie i zimowe odbywają się co dwa lata. Obmyśla się wtedy m.in. koncepcję studia, miejsce pod to studio, scenografię, podpisuje umowy. Szuka gwiazd, z którymi się będzie współpracowało, tych lokalnych i międzynarodowych. Same igrzyska to ogromna operacja, Jesteśmy jedynym nadawcą, który produkuje je i transmituje na kilkudziesięciu rynkach jednocześnie. W ponad 20 językach. Robimy to z tak wielkim rozmachem, że chętnie współpracują z nami największe nazwiska. Przykładowo, jednego olimpijskiego dnia mamy u nas tyle godzin transmisji, co przez całe mistrzostwa świata w piłce nożnej. Igrzyska na pewno opłacają się wizerunkowo, bo Eurosport jest jednoznacznie kojarzony z tą imprezą.
    W lutym – miesiącu igrzysk – Eurosport 1 był w top 10 oglądalności wszystkich kanałów w Polsce.

    – To oczywiście wielki sukces, pokazujący także jak wielką magię mają w sobie igrzyska. W czasie igrzysk mamy taki udział w rynku, który normalnie jest nie do uzyskania.
    Teraz pytania od czytelników. Czy obok Speedway Grand Prix jest też szansa na żużlową ligę angielską lub szwedzką?

    – Po pierwsze, prawa sportowe muszą być dostępne na dany rynek, czyli w naszym przypadku na Polskę. Wtedy sprawdzamy, czy jesteśmy w stanie je zmonetyzować. W Polsce każdy żużel jest interesujący. Myśmy mieli długi czas zawody SEC, które oglądały się znakomicie. Jeszcze nie tak dawno pokazywaliśmy British Speedway i moim zdaniem jest to ciekawy temat, który warto mieć na oku.
    A gale MMA lub bokserskie? Kiedyś sportów walki było u was więcej.

    – Eurosport jest stacją na licencji francuskiej, nadawaną z Paryża. Musimy się dostosować do prawa francuskiego i do prawa polskiego. Przypomnę, że we Francji MMA jeszcze kilka lat temu było zabronione. Jako grupa jesteśmy jednak absolutnie zainteresowani MMA. Dowodem tego były choćby gale pokazywane na TVN Turbo. Ważne, by takie gale miały naszego lokalnego bohatera i były transmitowane o dobrej godzinie, a nie np. w amerykańskiej strefie czasowej. Czasem zresztą zgłaszają się do mnie różne federacje MMA i chętnie z nimi rozmawiam o potencjalnej współpracy.
    Czy wrócą WATTS? Wycinki ze śmiesznymi, dziwnymi rzeczami ze świata sportu?

    – Moim zdaniem nie wrócą. WATTS były programem produkowanym przez centralę Eurosportu, natomiast my ostatnio reaktywowaliśmy takie nasze, polskie WATTS na mediach społecznościowych. To się nazywało EuroShorty. Zrezygnowaliśmy z tych produkcji, bo jednak nie rezonowały. Sam żałuję, że nie ma WATTS.
    Dlaczego wasi komentatorzy są rzadko wysyłani na zawody, aby komentować je z miejsca?

    – W tej chwili komentuje się raczej centralnie z różnych powodów, również możliwości technologicznych. Wdrożyliśmy taki system play-outu [nadawania i realizacji], który pozwala realizować z polskiej reżyserki, coś, co się odbywa w zupełnie w innym miejscu na świecie. Zresztą z każdej reżyserki w Eurosporcie możemy zrealizować każde wydarzenie, które Eurosport transmituje. Są takie dyscypliny, jak na przykład kolarstwo, w których komentowanie sprzed ekranu ułatwia pracę, bo kolarze jadą setki kilometrów i nawet będąc na miejscu wyścigu, trzeba komentować patrząc na transmisję telewizyjną. Wyścig przenosi się z etapami i budki komentatorskie trzeba każdorazowo zwijać i stawiać w nowym miejscu, z całą infrastrukturą.

    Z drugiej strony są też takie wydarzenia, podczas których ewidentnie chcemy, żeby komentatorzy byli na miejscu, bo wtedy czują ducha imprezy, mają jej lepszy ogląd. Tak jest przy żużlu, polskich weekendach “skokowych” czy – częściowo – igrzyskach olimpijskich.

    Tutaj dodam, że przy niektórych transmisjach organizujemy strefy kibica, gdzie instalujemy budki komentatorskie i można zobaczyć na żywo, jak to wygląda. Tak jest na przykład podczas Tour de Pologne. Jeśli ktoś chciałby się spotkać ze swoimi ulubionymi komentatorami, znów zapraszam do śledzenia naszych socjali i wiadomości sportowych.
    Co z transmisjami w 4K? Otwarcie igrzysk miało taki standard, potem było już gorzej.

    – 4K to drogie medium, m.in. ze względu na koszty przesyłu danych. Będziemy jednak walczyć, by nie zniknęło, zwłaszcza przy Wielkich Szlemach czy igrzyskach. Najlepiej sprawdza się tu streaming, gdzie możemy zagwarantować dostarczenie sygnału w tej jakości. U operat