Category: Uncategorized

  • Iga Świątek odpadła w Stuttgarcie! Nie starczyło prowadzenie w setach

    Iga Świątek odpadła w Stuttgarcie! Nie starczyło prowadzenie w setach

    Iga Świątek odpadła w ćwierćfinale turnieju WTA w Stuttgarcie. Polka, mimo że wygrała pierwszego seta w starciu z Mirrą Andriejewą, to na pełnym dystansie okazała się gorsza. Rosjanka triumfowała 3:6, 6:4, 6:3.

    Turniej WTA 500 w Stuttgarcie był dla Igi Świątek pierwszym pod skrzydłami nowego trenera – Hiszpana Francisco Roiga. Rozstawiona z “3” Polka w pierwszej rundzie miała wolny los, natomiast w drugiej bez żadnych problemów odprawiła Niemkę Laurę Siegemund.

    ZOBACZ TAKŻE: Coco Gauff za burtą turnieju w Stuttgarcie!

    W ćwierćfinale przeciwniczką Świątek była turniejowa “6” – Rosjanka Mirra Andriejewa. Starcie lepiej otworzyła niżej notowana tenisistka, która już w pierwszym gemie przełamała naszą rodaczkę.

    Świątek zdołała jednak odwrócić losy rywalizacji. Najpierw doprowadziła do remisu 2:2, a w kluczowych momentach ponownie przejęła inicjatywę i zanotowała breaka na 5:3. Kilka minut później Polka domknęła premierową partię przy swoim serwisie.

    Początek drugiego seta należał do Andriejewej. Rosjanka odskoczyła na 2:0. Następne trzy gemy również jednak kończyły się przełamaniami. Serię przerwała Świątek, która utrzymała podanie i wyrównała na 3:3.

    Losy drugiej odsłony zmagań rozstrzygnął 10. gem. W nim na serwis Polki nacisnęła Andriejewa. Rosjanka zaliczyła breaka, kończąc tym samym seta i triumfując 6:4.

    Decydujący akt zmagań wystartował po myśli Świątek, która przełamała i prowadziła 2:0. Następne cztery gemy należały jednak do Andriejewej. Rosjanka wypracowała sobie przewagę 4:2 z jednym breakiem.

    Andriejewa utrzymała korzystny rezultat i zwyciężyła 6:3. Rosjanka awansowała tym samym do półfinału turnieju w Stuttgarcie, eliminując Świątek.

    Iga Świątek – Mirra Andriejewa 6:3, 4:6, 3:6

  • Luksusowe wille, w garażu najdroższy SUV świata. Tak żyje Wojciech Szczęsny

    Luksusowe wille, w garażu najdroższy SUV świata. Tak żyje Wojciech Szczęsny

    Wojciech Szczęsny seniorską karierę rozpoczął w barwach Arsenalu w 2009 r. W listopadzie tego samego roku trafił na wypożyczenie do Brentford i został tam do końca sezonu. W lipcu 2015 r. Kanonierzy wypożyczyli Polaka do AS Roma i w Rzymie występował przez dwa sezony.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
    Zakończył karierę, a potem wrócił. “Miałem nadzieję, że Marina się nie zgodzi”

    Latem 2017 r. Szczęsny podpisał kontrakt z Juventusem. Gdy w sierpniu 2024 r. klub z Turynu poinformował o rozstaniu za porozumieniem stron, niedługo później golkiper ogłosił koniec kariery. Na sportowej emeryturze nie wytrwał jednak długo, bo kilka tygodni później niespodziewanie został zawodnikiem FC Barcelona.

    “Ani przez sekundę nie żałowałem, że tak się stało. Ale gdy przyszła ta propozycja, miałem nadzieję, że Marina się nie zgodzi” — wyznał Wojciech Szczęsny w zeszłorocznym wywiadzie dla “Vivy!”.

    Tak Wojciech Szczęsny oświadczył się ukochanej. “Okropnie się bałem zadać jej to pytanie”

    “A ja powiedziałam: »Kochanie, nie martw się, ja tu wszystko ogarnę, a ty jedź na testy do Barcelony«. Wiem, że Wojtek był zmęczony i chciał odpocząć, ale uważałam, że to nie był już jego czas na emeryturę” — wtrąciła wokalistka. W sezonie 2024/2025 Szczęsny zdobył z Dumą Katalonii: mistrzostwo Hiszpanii, Puchar Króla oraz Superpuchar Hiszpanii, a później przedłużył kontrakt.
    Tyle wynosi majątek Wojciecha Szczęsnego

    Przez lata kariery Wojciech Szczęsny dorobił się gigantycznej fortuny. — Majątek mam większy niż 100 mln zł — przyznał w 2024 r. W ubiegłym roku golkiper po raz kolejny trafił na listę 40 najbogatszych Polaków przed 40. rokiem życia według “Wprost”. Autor zestawienia oszacował majątek Szczęsnego na 172 mln zł, co dało mu 27. miejsce w rankingu (rok wcześniej sportowiec uplasował się na 21. pozycji z majątkiem szacowanym na 166 mln zł).

    Szymon Krawiec zwrócił uwagę na coś, czym wyróżnia się Szczęsny. Jako jeden z niewielu polskich piłkarzy, którzy zgromadzili na swoich kontach wielkie pieniądze, do tej pory nie zainwestował w żaden biznes.

    Sprzedał 3000 mieszkań w Polsce. Jest ustawiony do końca życia

    “Nie ma własnej firmy ani udziałów w żadnej spółce w polskim Krajowym Rejestrze Sądowym. Wiadomo, że zarobione pieniądze inwestuje głównie w nieruchomości. […] Kwota przy nazwisku Szczęsnego pochodzi przede wszystkim z kontraktów reklamowych i pensji, które otrzymywał przez lata gry […]. Nie bierze pod uwagę, ile z tego wszystkiego Szczęsny mógł przez te lata gry po prostu wydać na fajne, wygodne życie” — pisał dziennikarz “Wprost”.

    “Pieniędzy mi w życiu nie brakuje” — przyznał trzy lata temu w wywiadzie dla TVP Sport. Dał wtedy jasno do zrozumienia, że nie interesuje go gra w Arabii Saudyjskiej, gdzie kluby oferują gwiazdom kosmiczne kontrakty. “Uważam, że warto mieć inne priorytety niż pogoń za pieniędzmi” — podkreślał.

    Gdy w 2024 r. nieoczekiwanie dołączył do FC Barcelona, było jasne, że kieruje się wizją sportowego wyzwania, a nie zarobkami. Według doniesień medialnych w Dumie Katalonii dostaje 3 mln euro brutto za sezon, a to obecnie jedna z najniższych stawek w Blaugranie. Dodajmy, że w Juventusie Szczęsny dostawał 12 mln euro brutto rocznie.
    Dom z widokiem na morze

    Szczęśni szybko odnaleźli się w Katalonii. Zamieszkali w jednym z miasteczek pod Barceloną. Nieopodal swoją willę mają Anna i Robert Lewandowscy, dzięki czemu mogą się często spotykać z przyjaciółmi. Marina Łuczenko-Szczęsna od czasu do czasu pokazuje w sieci zdjęcia czy filmiki z domu z widokiem na morze.

    Widok z domu Szczęsnych pod Barceloną

    Widok z domu Szczęsnych pod BarcelonąŹródło: Instagram/marina_official

    Kiedy Szczęsny był bramkarzem Juventusu, mieszkał z rodziną w apartamencie z tarasem. Sportowiec i jego żona wiedzieli jednak, że Turyn nie jest miastem, w którym chcieliby spędzić resztę życia.

    “To nie było nasze miejsce na ziemi, a ja żyłam planami, co zrobimy, gdy wyjedziemy. Dzisiaj natomiast żyję tu i teraz. Los nam zaoferował niepowtarzalną szansę, a my jej nie przegapiliśmy. Zamieszkaliśmy w Barcelonie, gdzie mamy przyjaciół i znajomych, a Wojtek ma więcej wolnego czasu” — wyznała Marina w październiku 2025 r. w wywiadzie dla “Vivy!”.

    Szczęśni w apartamencie we Włoszech w 2022 r.:

    Wojciech Szczęsny i jego żona Marina pokochali Hiszpanię jeszcze zanim bramkarz trafił do FC Barcelona. Kilka lat temu para kupiła w Marbelli piękną willę.

    “Po rozstaniu z drużyną Juventusu miałem nadzieję, że przynajmniej przez rok będziemy mieszkali w naszej ukochanej Marbelli, a ja nic nie będę robił. Marzyłem o długich wakacjach. Noelka już była na świecie, a ja bardzo chciałem być blisko swojej rodziny” — opowiadał Szczęsny w “Vivie!”.

    Tak mieszkają Agnieszka Radwańska i Dawid Celt. Jest luksusowo

    Z okien ich domu w Marbelli rozpościera się widok na Morze Śródziemne, a w ogrodzie znajduje się m.in. duży basen i okazały taras. Salon został urządzony w jasnych kolorach i nie zabrakło w nim stylowych dodatków. W willi uwagę przykuwa również fortepian.

    Dom Szczęsnych w Marbelli

    Dom Szczęsnych w MarbelliŹródło: Instagram/marina_official
    Luksusowa willa w Warszawie to nie wszystko

    Szczęśni mają luksusowy dom w Warszawie. Marina nieraz pokazywała zdjęcia z posiadłości, dzięki czemu wiemy np., że w salonie dominują jasne kolory, pokoje dziecięce zostały urządzone bardzo stylowo, a w ogrodzie znalazło się miejsce na basen.

    Dom Szczęsnych w Warszawie

    Dom Szczęsnych w WarszawieŹródło: Instagram/marina_official

    Golkiper i piosenkarka mają również “dom sezonowo-weekendowy” w lesie pod Warszawą. Marina wspominała kiedyś, że uwielbiają w nim odpoczywać. To właśnie tam chętnie organizują rodzinne spotkania, np. imprezy urodzinowe dzieci.

    Dom Szczęsnych pod Warszawą

    Dom Szczęsnych pod WarszawąŹródło: Instagram/marina_official
    Wielu Polaków marzy o posiadłości w tym miejscu

    W grudniu 2021 r. Marina Łuczenko-Szczęsna pochwaliła się zakupem działki w Zakopanem, w dzielnicy Ciągłówka. “Po zimie zaczynamy budowę. Nie możemy się już doczekać” — pisała rok później na Instagramie. W styczniu 2023 r. wypowiedziała się w sprawie inwestycji.

    — To jest inwestycja tak jak nasze inne inwestycje. Być może będziemy tam przyjeżdżać zimą, być może będziemy dawać pod wynajem, może sprzedamy. Nie wiem jeszcze. Mamy gotowy projekt [domu — red.], ale nie chcemy się na ten temat rozgadywać, bo to nie jest jakaś taka nadzwyczajna sprawa w naszym życiu. Dość regularnie kupujemy nowe grunty i nieruchomości. Inwestujemy nasze pieniądze głównie w tych rejonach — tłumaczyła reporterce serwisu Party.

    Robert Lewandowski dostał pozwolenie. Zbudują ponad 2200 mieszkań

    Wielu Polaków marzy o domu w takiej scenerii, natomiast WAG podkreślała, że wymarzony dom postawiła w stolicy. — Oczywiście kochamy polskie góry, ale to nie jest tak, że to jest nasz dom marzeń. Dom marzeń mamy w Warszawie — mówiła wówczas. W marcu 2025 r. “Gazeta Krakowska” informowała, że para wciąż czeka na stosowne pozwolenie, by rozpocząć prace budowlane w Zakopanem.

    Szczęśni w Zakopanem w grudniu 2022 r.:
    Kolekcja samochodów Wojciecha Szczęsnego robi wrażenie

    Nie jest tajemnicą, że Wojciech Szczęsny lubi luksusowe samochody. Przez jego garaż przewinęło się sporo bardzo drogich modeli. W Polsce nieraz był widziany za kierownicą Rolls-Royce’a Cullinan Black Badge, za którego trzeba zapłacić grubo ponad milion zł. Swego czasu serwis Cars Guide nazwał to auto “najdroższym SUV-em świata”.

    Wojciech Szczęsny za kierownicą Rolls-Royce’a Cullinan Black Badge

    Wojciech Szczęsny za kierownicą Rolls-Royce’a Cullinan Black BadgeAKPA

    W kolekcji Szczęsnego i jego żony znajdziemy też m.in. Rolls-Royce’a Wraith, Bentleya Bentaygę czy Porsche 911. Tą ostatnią furą Marina pochwaliła się w ubiegłym roku podczas pobytu w Marbelli. Na zdjęciu widać było też Mercedesa klasy G.

    Marina Łuczenko-Szczęsna pokazała auta

    Marina Łuczenko-Szczęsna pokazała autaŹródło: Instagram/marina_official

    Dodajmy, że od jakiegoś czasu małżonkowie promują razem markę Omoda & Jaecoo. Latem ubiegłego roku para wzięła udział w kampanii modelu OMODA 9 Super Hybrid (taki samochód kosztuje ponad 200 tys. zł), a w reklamie można było usłyszeć piosenkę Mariny “To Co Czuję”. Lada moment premierę będzie miała ich nowa kampania, promująca SUV-a JAECOO 8 Super Hybrid.
    “Czytałam, że Wojtek kupił mi prywatny samolot”

    Przed laty w mediach pojawiły się doniesienia, że Wojciech Szczęsny kupił żonie prywatny odrzutowiec. Marina wyśmiała te rewelacje, pokazując filmik z podróży tanimi liniami lotniczymi.

    Rafael Nadal wydał w Polsce 20 mln zł. Inne gwiazdy poszły jego śladem

    — Ostatnio czytałam, że Wojtek kupił mi prywatny samolot. Zapewne wszyscy się niecierpliwicie i chcecie zobaczyć, jak wygląda. Zaraz wam zaprezentuję. Oto on kochani! Wprawdzie nie jest to private jet, ale jest to EasyJet. Też fajnie się prezentuje — śmiała się na filmiku, który w 2017 r. opublikowała w sieci.

    Szczęśni faktycznie czasami podróżują prywatnym samolotem, ale nie jest to ich własna maszyna, lecz wynajęta.

    Marina Łuczenko-Szczęsna z dziećmi w marcu 2025 r.

    Marina Łuczenko-Szczęsna z dziećmi w marcu 2025 r.Źródło: Instagram/marina_official

    Szczęśni stwierdzili kiedyś, że nie szastają pieniędzmi. Nie odmawiają sobie jednak codziennych przyjemności. — Jak chcesz iść do dobrej restauracji, to idziesz. Nie muszę patrzeć na ceny. W dobrych restauracjach jest tak, że kobiecie dają karty bez cen — wyznał Wojciech w programie Kuby Wojewódzkiego. W jednym z wywiadów udzielonych przed laty wspominał za to, że jest zakupoholikiem, jeśli chodzi o ubrania.
    Wojciech Szczęsny ma zaskakujące plany na sportową emeryturę

    Swego czasu Wojciech Szczęsny wyznał, że po przejściu na sportową emeryturę planuje dalej pracować. — Mam jakieś pomysły, są one dosyć ambitne i zupełnie niezwiązane ze sportem. Na pewno nie chciałbym być w świecie sportu […] — opowiadał w programie “Mój Pierwszy Raz”.

    Była dziewczyną Wojciecha Szczęsnego. Potem spotykała się z synem miliardera

    — Ja lubię robotę, szczególnie taką niefizyczną. Wiem, że to bardzo źle brzmi, bo jestem sportowcem. […] Lubię używać swojej głowy i nieskromnie powiem, że ona jest moją mocną stroną. Ja się nie boję roboty po piłce nożnej, tym bardziej że jestem świadomy, że pracować nie będę musiał zarobkowo, a chcę. […] Sam fakt, że jestem w stanie do końca życia nie pracować, mnie nie satysfakcjonuje — oznajmił z kolei w podcaście “WojewódzkiKędzierski” w 2024 r.

    Kaprys milionera. Kupił kościół za ponad 45 mln zł i przerobił go na willę

    Wiadomo, że Szczęsny od dziecka chciał zostać architektem. — Planów mam parę. Wszystkie są mniej lub bardziej związane z biznesem deweloperskim. Niektóre są czystą deweloperką, inne mają związek z architekturą. Chciałbym, aby te biznesy ze sobą korelowały — mówił w “Foot Trucku”.

    Wojciech Szczęsny i Marina Łuczenko-Szczęsna

    Wojciech Szczęsny i Marina Łuczenko-SzczęsnaAndras Szilagyi / MW Media

    Wspominał wówczas, o czym marzył w młodości. — Jak mieszkałem na 10. piętrze na Grochowie, z mojego mieszkania nie było widać centrum Warszawy. Natomiast na klatce schodowej było takie małe okienko, w którym idealnie można było zobaczyć panoramę Warszawy. Nie wiem, kiedy i dlaczego, ale patrząc w to okienko, pomyślałem, że zaprojektuję budynek, który zmieni panoramę tego miasta. I to jest nadal aktualne. Bardzo bym tego chciał — wyznał blisko dwa lata temu.

    Był idolem całej Polski. Oto co robi dziś

    — Dziś moim marzeniem jest to zaprojektować i wybudować z własnych pieniędzy. Znajdzie się [działka] — oznajmił w podcaście Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego. Szczęsny zaznaczył wtedy, że na pewno nie będzie architektem na wynajem.

  • Padło pytanie o zaprzysiężenie sędziów TK. Prezydent: Miałem zastrzeżenia

    Padło pytanie o zaprzysiężenie sędziów TK. Prezydent: Miałem zastrzeżenia

    Prezydent Karol Nawrocki w obszernym wywiadzie udzielonym w Kanał Zero odniósł się do jednej z najbardziej kontrowersyjnych decyzji ostatnich tygodni, dotyczącej zaprzysiężenia nowych sędziów Trybunał Konstytucyjny. Wyjaśnił, że jego działania były podyktowane przede wszystkim chęcią zapewnienia ciągłości funkcjonowania tej kluczowej instytucji państwowej, nawet mimo poważnych wątpliwości co do sposobu wyłonienia wszystkich kandydatów przez parlament.

    „Chciałem, żeby Trybunał mógł działać”

    Prezydent podkreślił, że sytuacja była daleka od komfortowej, a decyzja, którą podjął, była wynikiem trudnego kompromisu. Jak zaznaczył, miał istotne zastrzeżenia wobec całej szóstki sędziów wybranych przez Sejm, jednak jednocześnie zdawał sobie sprawę, że brak odpowiedniej liczby członków w Trybunale może sparaliżować jego pracę.

    – W pewnym momencie stanąłem przed wyborem: albo podtrzymuję swoje wątpliwości i nie zaprzysiężam nikogo, ryzykując dalszą destabilizację, albo – mimo tych zastrzeżeń – podejmuję decyzję, która umożliwi funkcjonowanie Trybunału. Uznałem, że interes państwa wymaga działania – tłumaczył.

    W efekcie zdecydował się na zaprzysiężenie dwóch osób spośród sześciu wskazanych przez Sejm, co – jak zaznaczył – pozwoliło osiągnąć minimalny skład niezbędny do pracy organu, wynoszący 11 sędziów.

    Brak odpowiedzi ze strony Sejmu

    Prezydent zwrócił uwagę, że przed podjęciem decyzji próbował uzyskać dodatkowe wyjaśnienia od parlamentu. Jak relacjonował, szef jego kancelarii, Zbigniew Bogucki, skierował do marszałka Sejmu, Włodzimierz Czarzasty, formalne zapytanie w sprawie szczegółów dotyczących wyboru sędziów.

    Chodziło przede wszystkim o precyzyjne wskazanie, który z wybranych kandydatów ma zastąpić konkretnego sędziego kończącego kadencję. Tego typu dokument – zdaniem prezydenta – powinien zostać przekazany, aby umożliwić prawidłową ocenę sytuacji prawnej.

    – Liczyłem na współpracę i jasność ze strony Sejmu. Niestety, nie otrzymałem odpowiedzi, która rozwiałaby moje wątpliwości. Zostałem postawiony w sytuacji, w której musiałem sam dokonać wyboru – zaznaczył.

    Kontrowersje wokół pozostałych czterech sędziów

    Największe emocje budzi jednak los pozostałych czterech osób wybranych przez Sejm. Karol Nawrocki jednoznacznie podkreślił, że nigdy nie zadeklarował definitywnej odmowy przyjęcia od nich ślubowania. Jednocześnie skrytykował sposób, w jaki zdecydowali się oni złożyć przysięgę – bez udziału głowy państwa.

    Uroczystość w Sali Kolumnowej Sejmu, podczas której sędziowie złożyli ślubowanie w obecności marszałka, prezydent określił jako „show” oraz „cyrk”. Jego zdaniem było to działanie pozbawione podstaw konstytucyjnych, które dodatkowo komplikuje i tak napiętą sytuację wokół Trybunału.

    – Uważam, że powinni poczekać na rozstrzygnięcie tej kwestii w sposób zgodny z prawem, zamiast tworzyć fakty dokonane – mówił.

    Decyzja w rękach Trybunału

    Prezydent zaznaczył, że ostateczne rozstrzygnięcie w tej sprawie powinno należeć do samego Trybunał Konstytucyjny. Jak podkreślił, to właśnie ten organ – którego zdolność do działania została już jego zdaniem zabezpieczona – powinien dokonać interpretacji obowiązujących przepisów i ocenić skuteczność złożonego ślubowania.

    Zarysował dwa możliwe scenariusze. W pierwszym Trybunał uzna, że sędziowie, mimo wcześniejszego zaprzysiężenia przed notariuszem w Sejmie, powinni ponownie złożyć ślubowanie przed prezydentem. W takiej sytuacji – jak zadeklarował – nie będzie się wahał i dokona stosownych czynności.

    W drugim wariancie Trybunał może uznać, że działania sędziów w Sejmie były równoznaczne z odmową złożenia przysięgi przed głową państwa. Wówczas – jak zaznaczył prezydent – nie będzie podstaw do dalszych działań z jego strony.

    Tło sporu

    Cała sytuacja ma swoje źródło w decyzji Sejmu z 13 marca, kiedy to parlament wybrał sześciu nowych sędziów do Trybunał Konstytucyjny. W tamtym momencie w Trybunale obsadzonych było jedynie 9 z 15 przewidzianych stanowisk, co znacząco utrudniało jego funkcjonowanie.

    Prezydent zdecydował się zaprosić do Pałacu Prezydenckiego tylko dwoje z nich – Magdalenę Bentkowską oraz Dariusza Szostka – i to właśnie oni jako pierwsi złożyli ślubowanie zgodnie z dotychczasową praktyką konstytucyjną.

    Pozostała czwórka – Krystian Markiewicz, Maciej Taborowski, Marcin Dziurda oraz Anna Korwin-Piotrowska – zdecydowała się na inny krok. 9 kwietnia, podczas uroczystości w Sejmie, złożyli ślubowanie bez udziału prezydenta. Co więcej, w tej samej ceremonii ponownie uczestniczyli także Bentkowska i Szostek, którzy wcześniej byli już zaprzysiężeni przez głowę państwa.

    Stanowisko prezesa Trybunału

    Do sprawy odniósł się również prezes Trybunał Konstytucyjny, Bogdan Święczkowski. Jego stanowisko jest jednoznaczne – sędziowie, którzy nie złożyli ślubowania przed prezydentem, nie objęli swoich funkcji.

    W konsekwencji nie zostali oni dopuszczeni do orzekania ani do wykonywania obowiązków w Trybunale. To dodatkowo zaostrza spór i stawia pod znakiem zapytania legalność części działań oraz przyszłość funkcjonowania całej instytucji.

    Spór, który może mieć dalsze konsekwencje

    Obecna sytuacja wokół Trybunał Konstytucyjny jest jednym z najpoważniejszych kryzysów konstytucyjnych ostatnich lat. Różnice interpretacyjne dotyczą nie tylko samej procedury zaprzysiężenia, ale również zakresu kompetencji poszczególnych organów państwa.

    Decyzja, którą w najbliższym czasie podejmie Trybunał, może mieć kluczowe znaczenie nie tylko dla losu czterech sędziów, ale także dla ustabilizowania sytuacji prawnej w Polsce. Jednocześnie wypowiedzi prezydenta wskazują, że nie zamyka on drogi do kompromisu, pozostawiając sobie przestrzeń do działania w zależności od rozstrzygnięcia organu konstytucyjnego.

  • Kibice atakują Nawrockiego. W końcu przerwał milczenie. “Naturalna reakcja”

    Kibice atakują Nawrockiego. W końcu przerwał milczenie. “Naturalna reakcja”

    Prezydent RP wywodzi się ze środowiska kibicowskiego. Na przełomie marca i kwietnia na wielu stadionach pojawiły się banery, których treść uderzała w Karola Nawrockiego. – Kwestia reakcji kibiców dla mnie jest naturalna – powiedział w rozmowie w Kanale Zero.
    Karol Nawrocki
    Fot. Youtube.com/Kanał Zero

    Prezydent Polski został nazwany “Judaszem”. Na innych stadionach dominowało stwierdzenie: “nie jesteś jednym z nas”. Co było źródłem gniewu trybun, którego odbiorcą była głowa państwa?

    Zobacz wideo Cyrk w Ekstraklasie! Żelazny: Mistrz Polski? To są wyniki żenujące!
    Karol Nawrocki o kibolach: “To jest środowisko bardzo wolnościowe”

    Chodzi o weto pod ustawą nowelizującą Kodeks postępowania karnego. Według nowych przepisów przyjętych przez parlament policja lub prokuratura nie mogłaby wykorzystywać dowodów zdobytych niezgodnie z prawem, tzw. areszt wydobywczy byłby zniesiony, a zmianie m.in. uległyby zasady nadawania statusu świadka koronnego. Te przepisy mocno interesują środowisko kibicowskie.

    “Karol Nawrocki – niekończące się areszty, nielegalne dowody, 60-tkom [świadkom koronnym – przyp. red.] podajesz rękę, a krzywdzącym ludzi organom przyznajesz swobody” – baner tej treści w Lany Poniedziałek wywiesili kibole Wisły Kraków.

    Prezydent Polski został zapytany o swoją opinię na ten temat podczas niedawnej rozmowy z Kanale Zero.

    – Żeby to było bolesne, musiałbym nie znać środowiska kibiców w Polsce. Pozdrawiam kibiców ze wszystkich stadionów. Środowisko kibiców jest niesterowalne i autentyczne – powiedział. – To jest środowisko bardzo wolnościowe. Na trybunach wyrażają różne opinie i chwała im za to. Kwestia reakcji kibiców dla mnie jest naturalna. Rzeczy, które kibiców bolą, są komunikowane na transparentach – dodał.

    Czy nie uważa, że zrobił błąd wetując ustawę nowelizującą Kodeks postępowania karnego?

    – Zawetowałem tę ustawę i zawetowałbym ją drugi raz. Na jednym ze stadionów to się pojawiło. W Zabrzu. I pozdrawiam kibiców z Zabrza. Kibicom i obywatelom, takim jak my, należą się europejskie standardy, które z chęcią bym podpisał, gdyby były w ustawie. Kwestie takie jak te dotyczące tymczasowego aresztowania wymagają zmian. Ale do tego samego worka wrzucono kwestie, które są zasadnicze, czyli zabierano możliwość reakcji w rzeczach zasadniczych, które odnoszą się do takiego samego traktowania obywateli, którzy mają tego typu kłopoty i pedofili. Oczywiście, że nie podpisałbym umowy, która zabiera prokuratorom możliwości tymczasowego aresztowania pedofili – powiedział Karol Nawrocki w Kanale Zero.

    W sobotę 18 kwietnia odbędą się trzy mecze PKO Ekstraklasy. Radomiak podejmie Widzew (o godz. 14.45), Górnik Zabrze zmierzy się z Koroną (17.30), a Pogoń Szczecin zagra z Lechem Poznań (20.15). Tabeli po rozegraniu 28 meczów z 46 punktami przewodzi “Kolejorz”. W strefie spadkowej zaś Bruk-Bet, Widzew oraz Arka.

  • Rosjanie komentują porażkę Świątek. Zachwyt po meczu z Andriejewą, padło słowo “nokaut”

    Rosjanie komentują porażkę Świątek. Zachwyt po meczu z Andriejewą, padło słowo “nokaut”

    Iga Świątek bez większych problemów poradziła sobie w 1/8 finału WTA Stuttgart, pokonując Laurę Siegemund wynikiem 2:0 (6:2, 6:3). To dało jej awans do kolejnej rundy, gdzie na Polkę czekała zawodniczka ze znacznie wyższej półki – Mirra Andriejewa. Nastoletnia Rosjanka pokonała Raszyniankę w trzech setach. Jej rodacy momentalnie skomentowali porażkę tenisistki z kraju nad Wisłą. Przy okazji przekazali oni światu informację o precedensie, który miał miejsce podczas starcia w Stuttgarcie.
    Iga Świątek w sportowej koszulce i czapce z daszkiem podczas meczu tenisa, trzyma czerwoną rakietę.

    Iga ŚwiątekRobert PrangeGetty Images

    Pod koniec marca Iga Świątek podjęła decyzję o rezygnacji z udziału w turnieju Billie Jean King Cup, który rozegrany został w Gliwicach. Zamiast tego Raszynianka oficjalnie potwierdziła swój występ w rozgrywanym za naszą zachodnią granicą turnieju WTA Stuttgart.

    Jako turniejowa “3” Świątek rozpoczęła rywalizację od 1/8 finału. Tam spotkała się z reprezentantką gospodarzy – Laurą Siegemund. W poprzedniej rundzie Niemka pokonała Wiktoriję Tomową wynikiem 2:1 (4:6, 7:6, 6:1). Z Polką nie miała ona jednak wielkich szans na powtórzenie tego sukcesu. Iga Świątek uporała się z Siegemund, awansując do ćwierćfinału niemieckiej rywalizacji.

    Jej mecz ze Świątek przyniósł kibicom wiele różnorodnych emocji. Pierwszy set padł łupem Raszynianki, podczas gdy w drugiej partii górą była zawodniczka ze wschodu. W trzecim secie Iga Świątek przeszła jednak poważny kryzys, czego nie omieszkała wykorzystać pewna siebie Andriejewa. Ostatecznie to ona zwyciężyła ten mecz, odprawiając Polkę z przysłowiowym kwitkiem.

    Rosjanie komentują porażkę Świątek. Polka “znokautowana”

    Tuż po meczu w rosyjskich mediach pojawiły się komentarze tamtejszych dziennikarzy, którzy bacznie śledzili poczynania obydwu pań.

    Dziennikarze rosyjskiego “Championatu” dokładnie relacjonowali każde zagranie. Wytykali oni błędy po obu stronach kortu, ale też chwalili godne uwagi momenty. Podkreślili również, że triumf ze Świątek był pierwszym w sezonie zwycięstwem ich zawodniczki z tenisistką, znajdującą się w czołowej dziesiątce rankingu WTA.

    Nieco inaczej swoją narrację poprowadzili natomiast żurnaliści portalu “sport.ru”. Już w tytule nie pozostawili oni żadnych wątpliwości co do swoich odczuć względem meczu Rosjanki z Polką. “Mirra Andriejewa znokautowała Świątek” – od takich słów rozpoczęli oni pomeczową relację, w której, podobnie jak poprzednicy, streścili oni przebieg meczu Świątek z Andriejewą.

    O dość interesującą ciekawostkę pokusili się natomiast dziennikarze portalu “sport24.ru”. Przekazali oni, że od siedmiu lat nikt nie był w stanie pokonać Igi Świątek na mączce, przegrywając z nią uprzednio w pierwszym secie pojedynku. Ta sztuka udała się dziś Andriejewej, co czyni wygraną Rosjanki jeszcze bardziej wyjątkową.
    Emocjonująca chwila podczas meczu tenisowego. Młoda zawodniczka w ciemnym stroju i białej czapce z daszkiem krzyczy, pokazując intensywne emocje związane z rywalizacją. W tle rozmyte postaci sugerujące obecność innych uczestników wydarzenia.

    Mirra AndriejewaCLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Tenisistka w ciemnym stroju i białej czapce zakrywa dłonią twarz w geście wyrażającym emocje, stojąc na korcie tenisowym, w tle rozmyta widownia.

    Iga ŚwiątekAFP
    Mirra Andriejewa

    Mirra AndriejewaIMAGO/nordphoto GmbH / Engler/Imago Sport and News/East NewsEast News

    Nuno Borges – Hamad Medjedovic. Skrót meczu.

  • Obroniła piłki meczowe, zdecydował dopiero tie-break! Horror Jeleny Rybakiny

    Obroniła piłki meczowe, zdecydował dopiero tie-break! Horror Jeleny Rybakiny

    Pierwszy set od początku miał bardzo zaskakujący przebieg. Faworytka już w czwartym gemie straciła serwis i zrobiło się 1:3. Chwilę później Kanadyjka podwyższyła prowadzenie, a w kolejnej partii wypracowała sobie następną okazję do przełamania. Tym razem jednak Kazaszka wyszła z opresji obronną ręką.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Jak się później okazało, to nie był koniec wielkich problemów triumfatorki tegorocznego Australian Open. Przy stanie 2:5 ponownie znalazła się bowiem pod ścianą i musiała bronić aż trzech break pointów, które były jednocześnie piłkami setowymi. Po raz kolejny jednak wytrzymała presję i wciąż pozostawała w walce o seta.
    Porażka Jeleny Rybakiny w Stuttgarcie!

    Niewykorzystane okazje zemściły się na Kanadyjce już w kolejnej partii, kiedy to sama straciła serwis. Tuż po tym Rybakina wygrała podanie do zera i zrobiło się 5:5. Ostatecznie o wszystkim zadecydował tie-break. W nim decydujące okazało się jedno mini-przełamanie autorstwa Fernandez, która po 56-minutowej batalii objęła sensacyjne prowadzenie w meczu.

    Drugi set także mógł zacząć się dla Rybakiny źle, ale zdołała obronić break pointa. Chwilę później sama stanęła przed szansą na przełamanie, jednak jej nie wykorzystała. Zmarnowana okazja szybko się zemściła — w piątym gemie straciła serwis. Kazaszka mogła błyskawicznie odrobić straty, ale ponownie zawiodła przy break poincie i przegrywała już 2:4.

    Zobacz również: Jelena Rybakina nagle wskazała na Huberta Hurkacza. Wiadomo, dlaczego

    Wiceliderka światowego zestawienia nie zamierzała jednak złożyć broni i w końcu dopięła swego. Po wygraniu gema na 3:4 udało jej się odrobić straty i wyrównać na 4:4. Uskrzydlona takim obrotem spraw zapisała na swoim koncie także następną partię i zrobiło się 5:4, a po chwili 6:4.

    W decydującej partii kapitalnie serwująca na co dzień Rybakina znów miała problem akurat z tym elementem rozgrywki. W piątym gemie dała się przełamać Kanadyjce, ale w decydującym momencie odrobiła stratę podania. Przy tak wyrównanym spotkaniu, które trwało trzy godziny, wynik mógł rozstrzygnąć jedynie tie-break.

    Nawet w nim Rybakina potrafiła popełnić dwa podwójne błędy serwisowe z rzędu, ale mimo to obroniła piłki meczowe i wygrała 8:6. To ona zmierzy się z Mirrą Andriejewą, która wyeliminowała Igę Świątek.

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.
    Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

  • “Rozgromiła królową”. Rosjanie z reakcją na porażkę Igi

    “Rozgromiła królową”. Rosjanie z reakcją na porażkę Igi

    Rosyjskie media odnotowały to, że Mirra Andriejewa pokonała Igę Świątek w ćwierćfinale turnieju rangi WTA 500 w Stuttgarcie. Jednak tylko portal sports.ru opisał szerzej wspomniany pojedynek.

    Iga Świątek odpadła w ćwierćfinale turnieju rangi WTA 500 w Stuttgarcie. Nasza tenisistka po tym, jak pokonała Laurę Siegemund 6:2, 6:3, nie znalazła sposobu na Mirrę Andriejewą.

    Choć nasza tenisistka okazała się lepsza w premierowej odsłonie, to ostatecznie Rosjanka odwróciła losy pojedynku. Tym samym 18-latka zwyciężyła po trzysetowym boju 3:6, 6:4, 6:3 i to ona powalczy o finał w Niemczech.

    ZOBACZ WIDEO: Sabalenka już odjechała. A po chwili takie słowa o Świątek i “nowej miotle”

    Wynik tej rywalizacji odnotowały oczywiście rosyjskie media. “Mirra rozgromiła królową kortów ziemnych Świątek – takiego zwycięstwa nie odniosła od prawie roku” – czytamy w tytule relacji pomeczowej portalu sports.ru.

    “W trzecim secie Mirra przegrywała 0:2, a Świątek miała szansę na drugie przełamanie. Co zrobiła Andriejewa? Uderzyła forhendem z całej siły w odpowiedzi na niecelne uderzenie Świątek, które wytrąciło ją z rytmu. Ogólnie rzecz biorąc, Mirra zawsze była bardzo aktywna w grze, gdy było to najbardziej potrzebne” – podkreślono w tekście.

    “Andriejewa bardzo dobrze neutralizowała zagrania Świątek. To było kluczowe, ponieważ Polka miała długie fragmenty, w których nie potrafiła skończyć akcji. Kiedy musiała wykończyć akcję, popełniała błędy. Najczęściej nie trafiała w kort” – dodano, zaznaczając, iż Rosjanka wygrała pierwszy mecz z tenisistką z pierwszej dziesiątki rankingu od Wimbledonu 2025.

    Informację o zwycięstwie Andriejewej ze Świątek odnotowały także inne rosyjskie portal. RIA Novosti, Sport-express, Championat, Sport24, Gotennis czy MatchTV nie opisały jednak szerzej tej rywalizacji oprócz wyniku i statystyk.

  • Morderczy bój Świątek z młodą Rosjanką. Wielki zwrot w trzecim secie

    Morderczy bój Świątek z młodą Rosjanką. Wielki zwrot w trzecim secie

    Iga Świątek miała w Stuttgarcie nie tylko sportowy cel, ale i osobisty rachunek do wyrównania. Przed rokiem dwukrotnie przegrała z Mirrą Andriejewą – i były to porażki, które kosztowały ją sporo emocji oraz odbiły się szerokim echem w mediach. Ćwierćfinał WTA 500 w Niemczech wydawał się idealną okazją, by odwrócić niekorzystną historię. Tak się jednak nie stało. Polka uległa 6:3, 4:6, 3:6.

    Rywalek, z którymi Świątek ma ujemny bilans, jest niewiele. Rosjanka wciąż pozostaje jedną z nich. Choć przez długi czas zanosiło się na przełamanie tej serii, końcówka znów należała do młodszej zawodniczki.

    Początek spotkania nie ułożył się po myśli Polki. Już w pierwszym gemie została przełamana, a chwilę później Andriejewa prowadziła 2:0. Mimo to zarówno Świątek, jak i jej trener Francisco Roig zachowywali spokój. To było szczególnie widoczne w kontekście wydarzeń sprzed roku, gdy emocje często brały górę.

    Tym razem reakcja była zupełnie inna. Świątek szybko się pozbierała – najpierw pewnie wygrała gema serwisowego, potem odrobiła stratę przełamania, a następnie objęła prowadzenie. Kluczowy moment nastąpił przy stanie 3:2, gdy Polka obroniła dwa break pointy i zakończyła długiego gema asem serwisowym. Od tego momentu kontrolowała przebieg pierwszego seta, który wygrała zasłużenie 6:3.

    Jej gra była wtedy solidna i przemyślana. Dobrze operowała głębokimi uderzeniami, szczególnie kierując piłki na forhend rywalki, który nie zawsze był stabilny. Nie grała przesadnie agresywnie, ale wystarczająco skutecznie, by wywierać presję.

    Druga partia przyniosła więcej wahań. Andriejewa zaczęła grać odważniej, ryzykując szczególnie przy serwisie, gdzie osiągała imponujące prędkości. Ponownie objęła prowadzenie 2:0, lecz Świątek znów potrafiła wrócić do gry. Mimo problemów z pierwszym podaniem, Polka wyrównała na 3:3.

    Końcówka seta należała jednak do Rosjanki. W decydującym momencie wykorzystała słabszy serwis Świątek i przełamała ją na 6:4. Choć statystyki nie wskazywały na wyraźną przewagę którejkolwiek z zawodniczek, to Andriejewa była w tym fragmencie bardziej konkretna.

    Decydujący set rozpoczął się obiecująco dla Polki. Świątek przełamała rywalkę i wyszła na 2:0, zachowując spokój i kontrolę nad emocjami. Wydawało się, że tym razem utrzyma przewagę. Miała nawet szansę na podwójne przełamanie i prowadzenie 3:0.

    To był jednak moment zwrotny. Andriejewa, mimo wcześniejszych oznak frustracji, potrafiła wrócić na wysoki poziom. Zaczęła grać odważniej i skuteczniej, a Świątek stopniowo traciła pewność. Od stanu bliskiego 3:0 dla Polki zrobiło się 5:2 dla Rosjanki.

    W tym fragmencie meczu u Świątek pojawiły się oznaki bezradności. Zaczęła częściej popełniać błędy, jej serwis przestał funkcjonować, a w dłuższych wymianach brakowało jej cierpliwości. Andriejewa wykorzystała ten moment bez wahania i zamknęła mecz.

    To już trzecia z rzędu porażka Świątek z tą rywalką. Choć przez długi czas Polka prezentowała się lepiej – szczególnie mentalnie w porównaniu do poprzednich spotkań – to końcówka ponownie pokazała, że Andriejewa potrafi odwracać losy trudnych meczów.

    Przed Świątek teraz kluczowa część sezonu na kortach ziemnych. Turnieje w Madrycie i Rzymie będą ostatnim etapem przygotowań do Rolanda Garrosa. Jeśli chce wrócić na swój najwyższy poziom, musi znaleźć sposób, by utrzymywać koncentrację i jakość gry w decydujących momentach – właśnie takich jak ten w Stuttgarcie.

  • Dlatego Świątek przegrała z Andriejewą. To było widać nawet z trybun

    Dlatego Świątek przegrała z Andriejewą. To było widać nawet z trybun

    Ćwierćfinał turnieju WTA w Stuttgarcie nie zakończył się po myśli Iga Świątek. Polka przegrała z Mirra Andriejewa 6:3, 4:6, 3:6, mimo że rozpoczęła spotkanie od wygrania pierwszego seta. Choć na korcie prezentowała się spokojniej niż w poprzednich tygodniach, nie zdołało to przełamać jej niekorzystnej serii – od listopada 2025 roku nie pokonała żadnej zawodniczki z czołowej dziesiątki rankingu.

    Dla Świątek był to szczególny występ – pierwszy turniej pod okiem nowego szkoleniowca Francisco Roig, a zarazem inauguracja sezonu na kortach ziemnych. Dodatkowego smaczku dodawał fakt, że Andriejewa – aktualnie dziewiąta rakieta świata – wygrała z Polką już dwa wcześniejsze pojedynki w ubiegłym roku.

    Początek meczu nie był udany dla Świątek. Szybko została przełamana i przegrywała 0:2, popełniając sporo błędów, szczególnie przy własnym serwisie. Mimo trudnego startu zachowała jednak spokój, który w ostatnich miesiącach nie zawsze był jej atutem. Stopniowo poprawiała swoją grę, zwłaszcza z bekhendu, i odrobiła straty, wychodząc na prowadzenie 3:2. Kluczowy moment nastąpił w długim, 18-punktowym gemie, który pozwolił jej przejąć inicjatywę.

    Z biegiem czasu Polka zaczęła dominować – jej forhend nabrał rotacji i stabilności, a serwis funkcjonował coraz lepiej. Tymczasem Andriejewa zaczęła tracić cierpliwość, popełniała więcej błędów i reagowała nerwowo, nawet wdając się w dyskusje ze swoją trenerką Conchita Martínez. Ostatecznie Świątek wygrała pierwszego seta 6:3, wygrywając cztery z ostatnich pięciu gemów.

    Na trybunach panowała znakomita atmosfera. Kibice – w tym liczni Polacy – głośno wspierali dwukrotną triumfatorkę turnieju (2022–2023), skandując jej imię. W pewnym momencie spotkanie z uwagą obserwowała także Karolína Muchová, która chwilę wcześniej awansowała do półfinału po zwycięstwie nad Coco Gauff.

    Drugi set rozpoczął się jednak podobnie jak pierwszy – od prowadzenia Andriejewej 2:0. Choć Świątek zdołała odrobić straty i doprowadzić do remisu 4:4, końcówka należała do Rosjanki. W decydujących momentach grała odważnie i skutecznie, zamykając partię efektownym returnem na 6:4.

    Przed trzecim setem Świątek udała się na krótką przerwę, natomiast Andriejewa intensywnie konsultowała się z trenerką. Po powrocie na kort Polka szybko przełamała rywalkę i była bliska objęcia prowadzenia 3:0, jednak nie wykorzystała swojej szansy. Rosjanka wyrównała na 2:2, imponując kolejnym finezyjnym skrótem.

    Od tego momentu inicjatywa przeszła na stronę Andriejewej. Świątek obniżyła poziom, a w końcówce zaczęła okazywać więcej frustracji. Mimo gorącego dopingu publiczności nie była w stanie odwrócić losów spotkania i przegrała decydującego seta 3:6.

    Dla Polki to kolejny mecz w tym sezonie, w którym – mimo wygranego pierwszego seta – nie potrafiła utrzymać przewagi. Teraz przed nią przygotowania do turnieju rangi WTA 1000 w Madrycie, który rozpoczyna się 21 kwietnia.

    W półfinałach w Stuttgarcie Karolína Muchová zmierzy się z Elina Switolina, natomiast Mirra Andriejewa zagra z Jelena Rybakina lub Leylah Fernandez.

  • Zapytaliśmy Świątek po przegranej z Andriejewą. “Nie jestem taką osobą”

    Zapytaliśmy Świątek po przegranej z Andriejewą. “Nie jestem taką osobą”

    Iga Świątek zakończyła swój udział w turnieju WTA 500 w Stuttgarcie na etapie ćwierćfinału. Polka uległa Mirrze Andriejewej 6:3, 4:6, 3:6, choć w decydującym secie była bardzo blisko przechylenia szali zwycięstwa na swoją stronę. Mimo rozczarowania wynikiem, w jej wypowiedziach po meczu dało się wyczuć nutę optymizmu.

    Po spotkaniu Świątek pojawiła się na konferencji prasowej, gdzie odniosła się m.in. do kwestii pewności siebie. Jeszcze miesiąc wcześniej, po porażce z Magdą Linette w Miami, przyznawała, że brakuje jej tego elementu. Teraz podkreśla, że odbudowa mentalna to proces, który wymaga czasu i regularnej gry.

    – Pewność siebie nie pojawia się z dnia na dzień. Potrzebuję kolejnych meczów, powtórzeń i pozytywnych doświadczeń na korcie. To coś, nad czym muszę pracować krok po kroku – zaznaczyła.

    Choć wynik w Stuttgarcie nie spełnił jej oczekiwań, zawodniczka dostrzega pozytywne aspekty swojej gry. Turniej był dla niej jednym z pierwszych występów pod okiem nowego trenera, Francisco Roiga, z którym niedawno rozpoczęła współpracę. Przygotowania do startu obejmowały m.in. treningi w akademii Rafaela Nadala.

    Sama tenisistka przyznała, że nie spodziewała się natychmiastowej poprawy formy i pełnej zmiany nastawienia. Jednocześnie zauważyła, że w trakcie meczu z Andriejewą towarzyszyło jej więcej spokoju niż w poprzednich występach.

    – Przez większą część spotkania czerpałam radość z gry. To dla mnie ważny sygnał, bo wcześniej nie zawsze tak było. Chcę znów cieszyć się tenisem i wierzyć w swoje możliwości – podkreśliła.

    Świątek odniosła się także do momentu, w którym straciła kontrolę nad trzecim setem. Od prowadzenia 2:0 wygrała już tylko jednego gema, mimo że miała szansę na podwójne przełamanie.

    – Muszę jeszcze raz obejrzeć ten mecz. Na korcie nie czułam się wystarczająco pewnie przy serwisie. Brakowało precyzji, piłki były zbyt wygodne dla rywalki. Z głębi kortu grałam jednak całkiem solidnie – oceniła.

    Polka nie ukrywa, że serwis pozostaje jednym z elementów wymagających poprawy. Ma jednak świadomość, nad czym powinna pracować w najbliższym czasie.

    Kolejną okazją do sprawdzenia formy będzie turniej WTA 1000 w Madrycie. W ubiegłym roku Świątek dotarła tam do półfinału, natomiast w obecnym sezonie wciąż czeka na pierwszy awans do najlepszej czwórki zawodów.