Category: Uncategorized

  • Porażka Sabalenki, a to nie koniec jej problemów. Ujawniła tuż po meczu

    Porażka Sabalenki, a to nie koniec jej problemów. Ujawniła tuż po meczu

    Aryna Sabalenka z pewnością inaczej wyobrażała sobie występ podczas turnieju WTA 1000 w Rzymie. Liderka światowego rankingu była wymieniana w gronie głównych faworytek do końcowego triumfu, jednak już w 1/16 finału sensacyjnie pożegnała się z rywalizacją. Białorusinka przegrała z Soraną Cirsteą 6:2, 3:6, 5:7, a po meczu zdradziła, że od pewnego czasu zmaga się z problemami zdrowotnymi.

    Tegoroczna edycja prestiżowego turnieju w stolicy Włoch jest dla wielu tenisistek ostatnim ważnym sprawdzianem przed Roland Garros. Aryna Sabalenka przystępowała do zawodów jako jedna z największych gwiazd imprezy. Dzięki rozstawieniu w pierwszej rundzie otrzymała wolny los, a rywalizację rozpoczęła od starcia z Barborą Krejcikovą. Czeszka nie była w stanie zagrozić liderce rankingu i przegrała w dwóch setach 2:6, 3:6.

    Znacznie trudniejsza okazała się jednak kolejna przeszkoda. W meczu z Soraną Cirsteą Sabalenka rozpoczęła znakomicie i pewnie wygrała pierwszego seta 6:2. Później sytuacja całkowicie się odwróciła. Rumunka zaczęła grać coraz odważniej i skuteczniej, wykorzystując problemy rywalki. Ostatecznie triumfowała 2:6, 6:3, 7:5, eliminując najwyżej rozstawioną zawodniczkę turnieju.

    Po spotkaniu Sabalenka nie pojawiła się na tradycyjnej konferencji prasowej, ale udzieliła krótkiej wypowiedzi mediom WTA. Tenisistka przyznała, że w trakcie meczu odczuwała wyraźne ograniczenia fizyczne.

    – Czułam, że nie potrafiłam utrzymać wysokiego poziomu przez cały mecz. Początek był bardzo dobry, ale później wszystko zaczęło się komplikować. Miałam wrażenie, że moje ciało mnie ograniczało i nie pozwalało grać na sto procent – wyznała.

    Liderka rankingu zdradziła także, z czym dokładnie się zmaga.

    – To prawdopodobnie ból w dolnej części pleców, który promieniuje także na biodro. Przez to nie mogłam wykonywać pełnej rotacji podczas uderzeń. Teraz najważniejsza będzie regeneracja i kilka dni odpoczynku – dodała.

    Sabalenka nie szczędziła również słów uznania swojej rywalce. Podkreśliła, że Cirstea rozegrała znakomite spotkanie i praktycznie nie dawała jej okazji do przejęcia kontroli nad meczem.

    – Ona zagrała naprawdę niesamowity tenis. Walczyła o każdą piłkę i zasłużyła na zwycięstwo – przyznała Białorusinka.

    28-latka odniosła się także do niedawnych zapowiedzi Rumunki dotyczących zakończenia kariery po sezonie 2026. Sabalenka nie ukrywała, że będzie jej brakowało na światowych kortach.

    – Szkoda, że zdecydowała się odejść. To jedna z tych zawodniczek, które zawsze walczą do końca, niezależnie od sytuacji. Mam wrażenie, że mogłaby grać jeszcze dłużej, ale oczywiście szanujemy jej decyzję. Życzę jej wszystkiego najlepszego i pięknego zakończenia kariery – podsumowała liderka światowego rankingu.

  • Andriejewa wracała po 4:6 w Rzymie. Urządziła demolkę na sam koniec

    Andriejewa wracała po 4:6 w Rzymie. Urządziła demolkę na sam koniec

    Sobotnie mecze 1/16 finału turnieju WTA 1000 w Rzymie przyniosły prawdziwe trzęsienie ziemi. Na Foro Italico nie brakowało dramatów, niespodzianek i nagłych zwrotów akcji. Ogromne problemy miała Coco Gauff, sensacyjnie odpadła Aryna Sabalenka, a emocji nie zabrakło także w spotkaniu Mirry Andriejewej z Viktoriją Golubić. Rosjanka była już o krok od spokojnego zwycięstwa, ale nagle całkowicie straciła kontrolę nad wydarzeniami na korcie. Ostatecznie jednak zdołała wrócić na właściwe tory i zakończyła mecz prawdziwą demolacją.

    Po pierwszych dniach turnieju, gdy do rywalizacji przystąpiły rozstawione zawodniczki, wydawało się, że większych sensacji raczej nie będzie. Co prawda wcześniej z zawodami pożegnała się Karolina Muchova, a Iga Świątek miała spore problemy w swoim meczu, jednak prawdziwa bomba eksplodowała dopiero w sobotni wieczór.

    Na Campo Centrale Aryna Sabalenka niespodziewanie przegrała z Soraną Cirsteą. 36-letnia Rumunka, która rozgrywa ostatni sezon w zawodowej karierze, osiągnęła jedno z największych zwycięstw w swoim życiu. Po raz pierwszy pokonała liderkę światowego rankingu i przypomniała o sobie kibicom na największej scenie. Cirstea od lat pozostaje obecna w światowym tenisie, a jej ćwierćfinał Roland Garros z 2009 roku wciąż pozostaje jednym z najlepszych wyników w karierze. Teraz jednak dopisała do swojego CV kolejne wyjątkowe osiągnięcie.

    To nie był koniec niespodzianek. Z turniejem pożegnała się również broniąca tytułu Jasmine Paolini, odpadła mistrzyni olimpijska Qinwen Zheng, a Coco Gauff musiała stoczyć niezwykle trudny bój z dużo niżej notowaną Solaną Sierrą.

    Późnym wieczorem kibice przenieśli uwagę na BNP Paribas Arena, gdzie do gry weszła Mirra Andriejewa. Rosjanka była ostatnio w bardzo dobrej formie — w Madrycie dotarła do finałów singla i debla, a wcześniej notowała znakomite występy w Linzu oraz Stuttgarcie. Nic więc dziwnego, że w starciu z Viktoriją Golubić była zdecydowaną faworytką.

    Początek spotkania tylko to potwierdził. 19-letnia tenisistka z Krasnojarska całkowicie dominowała na korcie. Pierwszego seta wygrała błyskawicznie 6:1, a w drugiej partii prowadziła już 2:0. Miała także dwa break pointy na kolejne przełamanie i wydawało się, że mecz za chwilę dobiegnie końca.

    Wtedy jednak wydarzyło się coś zupełnie niespodziewanego. Kilka prostych błędów Andriejewej pozwoliło Golubić uwierzyć, że może jeszcze wrócić do gry. Szwajcarka zaczęła wygrywać kolejne akcje, odzyskała pewność siebie i przejęła inicjatywę. W końcówce seta przełamała Rosjankę na 5:3 i choć chwilę później nie wykorzystała szansy przy własnym podaniu, to ostatecznie doprowadziła do remisu w całym meczu. Przy problemach Andriejewej z pierwszym serwisem Golubić wykorzystała czwartego break pointa i sensacyjnie wygrała drugą partię 6:4.

    Decydujący set rozpoczął się podobnie jak poprzedni — Andriejewa szybko objęła prowadzenie 2:0 i znów miała okazję na kolejne przełamanie. Tym razem jednak nie pozwoliła sobie na utratę kontroli. Rosjanka odzyskała koncentrację i całkowicie zdominowała rywalkę. Golubić przestała nadążać za tempem wymian, a Andriejewa grała coraz pewniej i agresywniej.

    Efekt był bezlitosny. Trzecia partia zakończyła się wynikiem 6:0 dla turniejowej „8”, która mimo ogromnego kryzysu w środku meczu ostatecznie awansowała do 1/8 finału. Tam zmierzy się z Elise Mertens.

  • Koszmar Sabalenki, ale co stało się potem. Nagły komunikat, piszą o precedensie

    Turniej WTA 1000 w Rzymie nabiera tempa, ale dla części największych gwiazd tegoroczna rywalizacja zakończyła się wyjątkowo szybko. Jedną z największych sensacji była porażka liderki światowego rankingu, Aryna Sabalenka, która już w 1/16 finału musiała uznać wyższość Sorana Cirstea. Chwilę po tym spotkaniu świat tenisa obiegły niezwykłe statystyki, które nadały zwycięstwu Rumunki historyczny wymiar.

    Tegoroczne Internazionali d’Italia rozpoczęło się 5 maja i już od pierwszych dni nie brakowało niespodziewanych rezultatów. Polskie tenisistki nie mogą zaliczyć rzymskich zmagań do udanych. Zarówno Magdalena Fręch, jak i Magda Linette pożegnały się z turniejem bardzo szybko. Awans wywalczyła wprawdzie Iga Świątek, lecz jej starcie z Caty McNally okazało się znacznie trudniejsze, niż wielu się spodziewało.

    W sobotnich meczach 1/16 finału doszło do kilku dużych niespodzianek. Najpierw kibice byli świadkami porażki obrończyni tytułu, Jasmine Paolini, która uległa Elise Mertens. Jeszcze większe emocje przyniósł jednak pojedynek Sabalenki z Cirsteą.

    Początek spotkania nie zwiastował sensacji. Białorusinka wygrała pierwszego seta i wydawało się, że kontroluje sytuację. Z biegiem meczu Rumunka zaczęła jednak grać coraz odważniej i doprowadziła do wyrównania po zwycięstwie w drugiej partii. Decydujący set był niezwykle wyrównany, lecz w kluczowych momentach więcej zimnej krwi zachowała Cirstea, która ostatecznie wyeliminowała aktualną liderkę rankingu WTA.

    Tuż po zakończeniu spotkania eksperci statystycznego serwisu Opta opublikowali zestawienie pokazujące, jak wyjątkowy był sukces Rumunki. Cirstea, mająca obecnie 36 lat i 28 dni, ustanowiła aż trzy historyczne osiągnięcia.

    Przede wszystkim została najstarszą tenisistką od czasu powstania rankingu WTA w 1975 roku, która pokonała liderkę światowego zestawienia na kortach ziemnych. Co więcej, dokonała tego mimo przegranego pierwszego seta, co również wcześniej nie zdarzyło się zawodniczce w takim wieku.

    To jednak nie koniec rekordów. Rumunka została także najstarszą tenisistką w historii, która odniosła swoje premierowe zwycięstwo nad aktualną numer jeden rankingu WTA. Choć Cirstea pokonywała już wcześniej Sabalenkę — między innymi w ćwierćfinale turnieju w Miami w 2023 roku — to wtedy Białorusinka zajmowała drugie miejsce w światowym rankingu. Pozycję liderki utrzymywała wówczas Świątek.

    Sobotni triumf Cirstei przeszedł więc do historii nie tylko jako ogromna sensacja sportowa, ale również jako wydarzenie, które zapisało się w statystykach kobiecego tenisa.

  • Trzęsienie ziemi, koszmar Sabalenki. Ostatnie zdanie należało do Polki

    Trzęsienie ziemi, koszmar Sabalenki. Ostatnie zdanie należało do Polki

    Na sobotę zaplanowano pierwsze spotkania w 1/16 finału WTA 1000 w Rzymie – te z udziałem górnej części drabinki. W niej zaś z “jedynką” została rozstawiona Aryna Sabalenka, która jednak Internazionali d’Italia nigdy nie wygrała. Na drodze Białorusinki stanęła tym razem Sorana Cirstea, zawodniczka kończąca już karierę. Trzy lata temu wygrała nawet w Miami z Aryną, dwie inne potyczki przegrała. Ich sobotnią batalię lepiej zaczęła Sabalenka, prowadziła 6:2, 2:0. A później wszystko się zmieniła. Po 135 minutach polska sędzia Marta Mrozińska ogłosiła, która zawodniczka zagra w 1/8 finału.

    Reakcja Aryny Sabalenki podczas meczu z Soraną CirsteąTIZIANA FABI AFP

    W teorii Sabalence korty na Foto Italico nigdy jakoś szczególnie nie sprzyjały – są dość wolne, piłka odbija się wysoko. To jednak tylko teoria, Białorusinka grała już tu w finale, choć Iga Świątek nie dała jej dwa lata temu większych szans. Wtedy Polka była jeszcze liderką rankingu, dziś jest nią Aryna.

    W ostatnich miesiącach Białorusinka wiele w swojej grze zmieniła – nie boi się stosować skrótów, często zbiega do siatki. To mocna broń, zwłaszcza na mączce i trawie. Docelowo ma pomóc w zdobyciu tych koron, których jeszcze nie miała. Najważniejsze czekają w Paryżu i Londynie, ale ta rzymska zapewne i też ma spore znaczenie.

    Sabalenka nie miała łatwego startu na Foro Italico, w czwartek musiała grać o 1/16 finału z Barborą Krejcikovą, dwukrotną wielkoszlemową mistrzynią. Zagrały bardzo ładne dla oka spotkanie, kibice się nie wynudzili. Tyle że Białorusinka miała pełną kontrolę – praktycznie od początku do końca.

    A dziś na Campo Centrale zmierzyła się z Soraną Cirsteą – dla 36-letniej Rumunki najbliższy Roland Garros będzie już tym ostatnim. Swoją karierę zaczęła znakomicie, jako 19-latka dotarła do ćwierćfinału tego ziemnego Szlema, było to w… 2009 roku. Mirra Andriejewa miała wtedy dwa lata, Aryna Sabalenka – 11. W Rzymie Rumunka nigdy nie błyszczała, zaledwie dwa razy dostała się do najlepszej “16”. Dziś miała taką trzecią okazję, za to – ekstremalnie trudną.

    Hailey Baptiste w zeszłym tygodniu w Madrycie pokazała jednak, że nie ma rzeczy niemożliwych.

    WTA 1000 w Rzymie. Aryna Sabalenka kontra Sorana Cirstea na największym obiekcie Foro Italico

    Po pierwszym secie nic nie wskazywało jednak na to, że mecz liderki światowego rankingu z weteranką z 27. pozycji będzie tak niesamowity. Na momentami wybitnym poziomie i pełnym emocji oraz zwrotów akcji. Sabalenka pierwszego seta zagrała niczym dwa dni temu z Krejcikovą. Na własnych warunkach, mając pełną kontrolę. Przełamała Soranę w trzecim gemie, później sama obroniła break point, a kolejny zabrany rywalce serwis dał już niemal gwarancję triumfu w partii. I tak się stało – 6:2 na korzyść Aryny, choć 36-letnia rywalka nie mogła mieć pretensji do siebie. Grała dobrze, nie dziwiło to, że w poprzedniej rundzie rozbiła 6:2, 6:0 Tatjanę Marię, która wcześniej rozprawiła się równie łatwo z Magdą Linette.
    Kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym z wyciągniętą ręką i tatuażem na lewym ramieniu wskazuje coś palcem, wyrażając emocje.

    Aryna Sabalenka, Rzym 2026Tullio PugliaGetty Images

    Sabalenka to jednak zupełnie inny poziom. Choć i jej zdarzają się słabsze momenty.

    W drugim secie Aryna znów szybko przełamała rywalkę, za chwilę zrobiło się 2:0. I można było obstawiać, czy to spotkanie potrwa dłużej niż 70 minut, czy jednak krócej. Więcej było argumentów za tą drugą opcją.

    I nagle wszystko się zmieniło – tak jakby Aryna zaczęła grać za bardzo nonszalancko. Trochę za często zbiegała do siatki. A Cirstea złapała rytm, zaczęła grać mecz życia. I momentalnie wszystko się odmieniło.

    W całej swojej karierze Sorana sześć razy mierzyła się z liderkami rankingu – trzykrotnie z Igą Świątek, dwukrotnie z Sereną Williams i raz z Sabalenką. W tych sześciu meczach wygrała… 19 gemów. Z tego sześć właśnie z Aryną.

    A dziś szybko do tego dobiła. Od stanu 2:3, z przełamaniem na korzyść Sabalenki, to ona zaczęła dyktować warunki. Grała niesamowicie, niczym zawodniczka ze światowego topu. I z tego 2:3 zrobiło się 6:3.
    Zawodniczka w ciemnozielonym stroju sportowym i daszku dynamicznie odbija piłkę tenisową rakietą, skupiona na grze.

    Sorana Cirstea, Rzym 2026TIZIANA FABI AFP

    To był ten moment, w którym można się było spodziewać reakcji Sabalenki. W tym roku przegrała tylko dwa spotkania – w finale AO z Rybakiną, no i to wspomniane już w Madrycie, z Baptiste. Oba po trzysetowych bataliach.

    A teraz scenariusza zapowiadał się bardzo podobnie. Cirstea ani myślała zwalniać tempa, grała fenomenalnie. W czwartym gemie uzyskała kolejne break pointy. Ten trzeci powinien się zakończyć przełamaniem, Rumunka znalazła się przy siatce, miała odkryty kort, a się w nie zmieściła. Pojawił się jednak czwarty, już wykorzystany. Za chwilę zaś poparła go swoim serwisem, podwyższyła na 4:2.
    Fizjoterapeutka wykonuje masaż sportowczyni leżącej na brzuchu na kortach tenisowych, przykrytej niebieskim ręcznikiem, wokół sprzęt tenisowy i ławki turniejowe.

    Aryna Sabalenka korzystała z pomocy medycznej w połowie trzeciego setaTIZIANA FABI AFP

    Sabalenka poprosiła o przerwę medyczną, dostała ją po kolejnym gemie, przy stanie 3:4. Zgłosiła uraz dolnej części pleców, choć też pojawiły się wątpliwości, czy nie jest to zamysł taktyczny. By na moment wybić rywalkę z rytmu.

    Niewiele się jednak zmieniło, Cirstea wróciła z przytupem. Dorzuciła gema na 5:3. A później musiała jeszcze wyserwować awans. To wtedy pojawił się problem, przegrała piłkę przy 30-30, arcyważną. A kolejny return Aryny dał jej wyrównanie – na 5:5.

    Sorana jeszcze raz jednak przełamała światową “1” – już po raz szósty w meczu. I tym razem szansy nie zmarnowała, nie czekała na tie-break. Po 133 minutach walki Marta Mrozińska ogłosiła ostatnią formułkę: gem, set i mecz Cirstea.

    Rumunka wygrała 2:6, 6:3, 7:5.

    I to ona sensacyjnie zagra z Lindą Noskovą w poniedziałek.
    Zawodniczka tenisowa w sportowym stroju z zaciśniętą pięścią w geście triumfu na korcie.

    Aryna SabalenkaFILIPPO MONTEFORTEEast News
    Tenisistka w fioletowej koszulce z zaciśniętą pięścią krzyczy, wyrażając intensywne emocje po wygranym punkcie na korcie tenisowym; w tle widoczni rozmazani kibice.

    Sorana CirsteaMartin KeepAFP

    Kto jest winny sytuacji Realu Madryt.

  • Włoszka wprost o starciu ze Świątek. Chce tylko jednego. I wspomina klęskę

    Włoszka wprost o starciu ze Świątek. Chce tylko jednego. I wspomina klęskę

    Włoszka wprost o starciu ze Świątek. Chce tylko jednego. I wspomina klęskę

    Iga Świątek w 3. rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie zmierzy się z Elisabettą Cocciaretto. Tenisistki zmierzyły się ze sobą zaledwie raz w karierze. Włoszka w rozmowie ze “Sky Sports” zabrała głos na temat niedzielnego starcia z Polką. Wspomniała m.in. o ich zeszłorocznym starciu w Wiecznym Mieście.
    article cover

    Godziny do meczu Świątek, a tu takie słowa rywalki. Włoszka chce tylko jednegoDomenico Cippitelli / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP

    Tym samym Świątek awansowała do 3. rundy, w której skrzyżuje rakiety z Elisabettą Cocciaretto. Włoszka pokonała w turnieju Sinję Kraus i Emmę Navarro. Po zwycięstwie nad Amerykanką podkreśliła w rozmowie ze Sky Sports, że “to był intensywny mecz”, ale nie dała się ponieść emocjom.

    Świątek – Cocciaretto. Włoszka chce rewanżu za porażkę sprzed roku

    Świątek i Cocciaretto są równieśniczkami, ale w zawodowej karierze zmierzyły się tylko raz. Miało to miejsce przed rokiem w Rzymie. Wówczas Polka triumfowała 6:1, 6:0. Włoszka doskonale pamięta to spotkanie i ma jeden plan na najbliższe starcie.

    Muszę pomścić porażkę sprzed roku. To będzie zdecydowanie trudny mecz, bo Iga jest niesamowita. Znamy się od dziecka. Dla mnie mecz z nią to okazja do rywalizacji z kimś, kto wygrał wszystko na kortach ziemnych

    Cocciaretto obecnie jest na 41. miejscu w rankingu WTA. W dorobku ma dwa tytuły WTA. Triumfowala w 2023 roku w Lozannie i w 2026 w Hobart.

    Flavio Cobolli – Terence Atmane. Skrót meczu.

  • WTA 1000 w Rzymie bez obrończyni tytułu. Trzy meczbole nie wystarczyły

    WTA 1000 w Rzymie bez obrończyni tytułu. Trzy meczbole nie wystarczyły

    Jeszcze kilka dni temu włoscy kibice wierzyli, że Jasmine Paolini ponownie zachwyci na kortach Foro Italico. Bohaterka poprzedniej edycji turnieju, która przed rokiem triumfowała zarówno w singlu, jak i w deblu razem z Sara Errani, tym razem musiała jednak przełknąć bardzo bolesną porażkę. W meczu trzeciej rundy WTA 1000 w Rzymie sensacyjnie uległa Elise Mertens 6:4, 6:7(5), 3:6, mimo że w drugim secie miała aż trzy piłki meczowe.

    Poprzedni sezon był dla Paolini wyjątkowy. Włoszka przeżywała najlepszy okres w karierze, a zwieńczeniem fantastycznej passy był triumf na Foro Italico. W finale pokonała wtedy Coco Gauff, dając włoskim fanom powód do ogromnej dumy. W tegorocznej edycji oczekiwania wobec niej również były ogromne, choć forma 30-latki od początku sezonu pozostawiała sporo do życzenia.

    Paolini nie potrafiła nawiązać do wyników z 2024 roku. Jedynie w Meridzie dotarła do półfinału, ale obsada tego turnieju była znacznie słabsza niż podczas największych imprez cyklu. W Madrycie szybko zatrzymała ją Maria Sakkari, a przed startem rywalizacji w Rzymie znalazła się już poza czołową dziesiątką rankingu WTA na żywo. Obrona tytułu była więc dla niej niezwykle ważna nie tylko prestiżowo, ale również rankingowo.

    Pierwszy mecz w Rzymie nie zwiastował katastrofy, choć Włoszka długo męczyła się z kwalifikantką Leolia Jeanjean. Dopiero po niemal trzech godzinach gry zapewniła sobie awans. Spotkanie z Mertens wyglądało jednak zupełnie inaczej. Paolini od początku prezentowała się pewniej, grała odważnie i przy wsparciu niemal dziesięciu tysięcy kibiców wygrała pierwszego seta 6:4 po przełamaniu w ostatnim gemie.

    Atmosfera na Campo Centrale była gorąca. Publiczność żyła każdym punktem i wyraźnie niosła swoją ulubienicę. W drugim secie Paolini odrobiła straty i wyszła na prowadzenie 4:2. Wszystko wskazywało na to, że kontroluje wydarzenia na korcie. Tymczasem Mertens zachowywała ogromny spokój i konsekwentnie czekała na swoje szanse.

    Kluczowy moment nastąpił przy stanie 6:5 dla Włoszki. Belgijka serwowała, a Paolini miała trzy piłki meczowe. Przy pierwszej pomyliła się minimalnie po agresywnym uderzeniu. Przy drugiej źle trafiła return, uderzając ramą rakiety. Trzecia dawała największe nadzieje kibicom, ale po dłuższej wymianie to właśnie Włoszka popełniła błąd, trafiając w siatkę.

    Mertens obroniła gema, a chwilę później wygrała tie-break 7:5. Wtedy mecz całkowicie się odwrócił. Belgijka przejęła inicjatywę, zaczęła popełniać mniej błędów i coraz częściej spychała Paolini do defensywy. W decydującej partii szybko odskoczyła na 5:2 i nie pozwoliła już rywalce wrócić do gry.

    Ostatecznie Elise Mertens triumfowała 4:6, 7:6(5), 6:3, eliminując obrończynię tytułu już na etapie 1/16 finału. Dla włoskiej publiczności był to ogromny cios, bo większość kibiców liczyła na kolejny wielki występ swojej gwiazdy. Belgijka w walce o ćwierćfinał zmierzy się teraz z Mirra Andriejewa lub Viktorija Golubic.

  • Włosi ogłaszają ws. meczu Świątek z mistrzynią świata. Nastąpiła zmiana

    Włosi ogłaszają ws. meczu Świątek z mistrzynią świata. Nastąpiła zmiana

    W bólach rodziło się piątkowe zwycięstwo Igi Świątek nad Caty McNally – Polka przegrała drugiego seta, choć serwowała już po awans, męczyła się w trzecim secie. Wywalczyła jednak miejsce w 1/16 finału, wieczorem poznała rywalkę, po spotkaniu rozstawionej Emmy Navarro z Elisabettą Cocciaretto. Lepsza okazała się Włoszka. A w sobotę organizatorzy Internazionali d’Italia przedstawili plan gier na niedzielę. W przypadku Igi Świątek doszło do ważnej zmiany. Takiej, która niekoniecznie musi sprzyjać Polce.

    Iga Świątek na Campo Centrale w RzymieRobert PrangeGetty Images

    Trzy tytuły mistrzyni Internazionali d’Italia – to dorobek Igi Świątek na rzymskich kortach. Dużo, ale mogło być więcej. Trzy lata temu Raszynianka grała późnym wieczorem o półfinał z Jeleną Rybakiną. Zaczęły po godz. 22, było wilgotno, momentami siąpił deszcz. Polka wygrała dość spokojnie pierwszego seta, pod koniec drugiego zaczęła odczuwać ból. Przegrała go w tie-breaku, powalczyła jeszcze w czterech gemach w “deciderze”, ale przy stanie 2:2 zrezygnowała z dalszej rywalizacji. Po raz drugi w karierze skreczowała, trzeci raz mieliśmy dwa tygodnie temu w Madrycie. I była obawa, czy zagra w Paryżu.

    Ostatecznie we French Open wystąpiła, zdobyła swój kolejny wielkoszlemowy tytuł. Dlaczego wspominamy tamto spotkanie? Bo odbywało się w sesji wieczornej. A nie jest tajemnicą, że Iga lubi grać w trakcie dnia. I zazwyczaj tak się w Rzymie dzieje.

    Iga Świątek kontra Elisabetta Cocciaretto w WTA 1000 w Rzymie. Oto godzina meczu

    W piątek Polka z trudem awansowała do trzeciej rundy – pokonała Caty McNally 6:1, 6:7 (5), 6:3. Zwycięsko wróciła więc na Campo Centrale, w idealnej dla siebie porze.

    Zdecydowanie nie był to łatwy pierwszy mecz. Warunki były dość trudne. Piłka leciała wolno. Mieliśmy więc wiele długich wymian, wiele momentów, w których można było stworzyć różne sytuacje na boisku.

    – mówiła później podczas spotkania – Musiałam być cierpliwa. Cieszę się, że pod koniec meczu byłam już solidna – dodała.

    Wieczorem okazało się, z kim zmierzy się w kolejnym etapie. Grały o to Emma Navarro, z którą Polka sensacyjnie przegrała w październiku w Pekinie, oraz Elisabetta Cocciaretto. Ta druga to dwukrotna drużynowa mistrzyni świata, bo taki status daje triumf w Billie Jean King Cup. Włoszki zaś panują w tych rozgrywkach w ostatnich sezonach.
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News

    Navarro wróciła na kort po wyleczeniu kontuzji, nie sprostała rywalce. I to właśnie Cocciaretto zagra z Igą na Campo Centrale. Tak jak rok temu, choć wtedy do ich potyczki doszło o rundę wcześniej. Włoszka była szczęśliwa, gdy przy stanie 0:5 wygrała gema. Jedynego w tamtym spotkaniu. A grały w sesji dziennej, po godz. 14. Iga uporała się w niecałą godzinę.

    Teraz dojdzie zaś do zmiany – mecz Igi z Elisabettą znów odbędzie się na największym stadionie, czyli Campo Centrale. Tyle że zacznie sesję wieczorną – panie wyjdą na kort nie przed godz. 19. Dla Igi to o tyle dobrze, że dopiero po zakończeniu ich starcia swój mecz zaczną panowie: Matteo Arnaldi i Rafael Jodar. Nie będzie więc powtórki z tamtego spotkania z Rybakiną z 2023 roku, które kończyło się grubo po północy. Choć może to dotknąć rywalizację panów.

    Tekstowa relacja “na żywo” z meczu Świątek – Cocciaretto oczywiście w Interii Sport.
    Zawodniczka w sportowej koszulce i czapce uderza piłkę tenisową rakietą, skupiając się na precyzyjnym zagraniu.

    Iga Świątek w meczu z Caty McNally w RzymieFILIPPO MONTEFORTEAFP
    Ekspresyjna twarz tenisistki koncentrującej się podczas gry, z dynamicznie rozmytą piłką tenisową unoszącą się na pierwszym planie na tle zielonego kortu.

    Elisabetta CocciarettoKIRILL KUDRYAVTSEV AFP

    Polski siatkarz spotkał się z Cristiano Ronaldo. “Dostęp do niego jest praktycznie niemożliwy”. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Trzęsienie ziemi w Rzymie, koszmar Sabalenki. Ostatnie zdanie należało do Polki

    Trzęsienie ziemi w Rzymie, koszmar Sabalenki. Ostatnie zdanie należało do Polki

    Aryna Sabalenka miała pewnie zameldować się w 1/8 finału turnieju WTA 1000 w Rzymie. Po świetnym początku meczu z Soraną Cirsteą nic nie wskazywało na to, że liderka światowego rankingu może mieć jakiekolwiek problemy. Rumunka była już jedną nogą poza turniejem, ale wtedy na Campo Centrale doszło do niespodziewanego zwrotu akcji. Ostatecznie po ponad dwóch godzinach walki i ogromnych emocjach to właśnie 36-letnia Cirstea mogła świętować jedno z największych zwycięstw ostatnich miesięcy.

    Choć rzymskie korty teoretycznie nie są idealne dla Sabalenki, Białorusinka w ostatnim czasie znacząco rozwinęła swoją grę. Coraz częściej korzysta ze skrótów, chętnie atakuje przy siatce i potrafi dostosować się do wolniejszej nawierzchni. Wszystko po to, by skuteczniej walczyć o triumfy nie tylko na kortach twardych, ale także w Paryżu i Londynie. Rzym również pozostaje jednym z ważnych celów w jej kalendarzu.

    Już poprzedni mecz z Barborą Krejcikovą pokazał, że Sabalenka jest w bardzo dobrej formie. Dwukrotna mistrzyni wielkoszlemowa nie była w stanie znaleźć sposobu na agresywną i pewną siebie liderkę rankingu. Wydawało się więc, że podobny scenariusz czeka także Soranę Cirsteę.

    Rumunka, która zapowiedziała już, że zbliża się do końca kariery, stanęła przed niezwykle trudnym zadaniem. Jej największy sukces w Roland Garros miał miejsce aż 17 lat temu, gdy jako nastolatka dotarła do ćwierćfinału paryskiego turnieju. W Rzymie nigdy nie należała do ścisłej czołówki, dlatego starcie z Sabalenką wydawało się dla niej niemal misją niemożliwą.

    Początek meczu tylko to potwierdził. Sabalenka od pierwszych gemów narzuciła swoje warunki gry. Szybko przełamała rywalkę i całkowicie kontrolowała przebieg spotkania. Cirstea próbowała odpowiadać, ale przewaga liderki rankingu była wyraźna. Pierwszy set zakończył się wynikiem 6:2 dla Aryny.

    W drugiej partii Białorusinka poszła za ciosem. Błyskawiczne przełamanie i prowadzenie 2:0 sugerowały, że mecz zakończy się ekspresowo. Wtedy jednak wszystko nagle się odmieniło.

    Sabalenka zaczęła popełniać coraz więcej błędów, momentami grała zbyt ryzykownie i nonszalancko. Częściej ruszała do siatki, ale nie przynosiło to oczekiwanych efektów. Z kolei Cirstea złapała niesamowity rytm. Rumunka zaczęła trafiać niemal wszystko, grała odważnie i z ogromną pewnością siebie. Z każdą kolejną akcją rosła jej wiara, że może sprawić sensację.

    Od stanu 2:3 w drugim secie to właśnie ona przejęła inicjatywę. Grała jak zawodniczka ze światowej czołówki i kompletnie zaskoczyła Sabalenkę. Efekt był imponujący — Cirstea wygrała cztery gemy z rzędu i zamknęła seta wynikiem 6:3.

    Decydująca partia rozpoczęła się od kolejnych problemów liderki rankingu. Rumunka kontynuowała fenomenalną grę i znów przełamała Sabalenkę. Przy stanie 4:2 była o kilka gemów od ogromnej sensacji.

    W trakcie seta Aryna poprosiła jeszcze o przerwę medyczną z powodu problemów z dolną częścią pleców. Nie brakowało jednak opinii, że mogła to być również próba wybicia przeciwniczki z rytmu. Jeśli taki był plan, nie przyniósł większego efektu. Cirstea wróciła na kort skoncentrowana i nadal prezentowała tenis na bardzo wysokim poziomie.

    Kiedy serwowała po zwycięstwo przy stanie 5:3, pojawiły się nerwy. Sabalenka odrobiła stratę przełamania i doprowadziła do remisu 5:5. Wydawało się, że doświadczenie i mentalna odporność liderki rankingu mogą jeszcze odwrócić losy spotkania.

    Rumunka nie pozwoliła jednak odebrać sobie tej szansy. Jeszcze raz przełamała Sabalenkę, a chwilę później przy własnym podaniu zakończyła mecz. Po 133 minutach walki polska sędzia Marta Mrozińska wypowiedziała ostatnie słowa: gem, set i mecz dla Sorany Cirstei.

    Dla Sabalenki to jedna z najbardziej zaskakujących porażek w ostatnich miesiącach. Dla Cirstei — być może jeden z ostatnich wielkich momentów w karierze.

  • Potwierdzają się doniesienia o Wilfredo Leonie. Na to zanosiło się od dawna

    Potwierdzają się doniesienia o Wilfredo Leonie. Na to zanosiło się od dawna

    Jeszcze trwa walka o mistrzostwo Polski, a wokół Wilfredo León zrobiło się wyjątkowo głośno. Jak informuje „Super Express”, zapadła decyzja o realizacji serii filmów dokumentalnych poświęconych gwieździe reprezentacji Polski. Produkcją ma zająć się Papaya Films, a zdjęcia mają rozpocząć się jeszcze w tym roku.

    To wiadomość, która z pewnością ucieszy kibiców siatkówki. Historia Leona od dawna wydaje się gotowym scenariuszem filmowym — pełnym dramatycznych momentów, sukcesów i ważnych życiowych wyborów. W tle wielkiej kariery znajduje się również jego rodzina, a szczególnie żona Małgorzata, która odegrała istotną rolę w jego życiu poza boiskiem.

    Tymczasem sam zawodnik skupia się na finale PlusLigi. Po czterech spotkaniach w rywalizacji pomiędzy Aluron CMC Warta Zawiercie a Bogdanka LUK Lublin nadal nie poznaliśmy mistrza Polski. O wszystkim zdecyduje piąty mecz, który odbędzie się 10 maja w Sosnowcu. Leon jeszcze kilka dni temu mobilizował kibiców w mediach społecznościowych, podkreślając, że drużyna wciąż wierzy w końcowy triumf.

    Życie reprezentanta Polski mogłoby spokojnie posłużyć za materiał na pełnometrażowy film. Urodził się na Kubie jako wcześniak i ważył niewiele ponad dwa kilogramy. Pochodzi ze sportowej rodziny — jego ojciec był zapaśnikiem, a matka siatkarką. Już jako 14-latek zadebiutował w seniorskiej reprezentacji Kuby, a trzy lata później został kapitanem kadry narodowej.

    Przełomowym momentem okazał się rok 2012. Po nieudanych kwalifikacjach olimpijskich Leon zdecydował się opuścić Kubę, co według tamtejszych przepisów oznaczało definitywne wykluczenie z reprezentacji. Kilka lat później rozpoczął nowy rozdział życia w Polsce. Od 2019 roku reprezentuje biało-czerwone barwy i sięgnął już po wiele sukcesów, w tym srebrny medal olimpijski w Paryżu, mistrzostwo Europy oraz triumfy w Lidze Narodów.

    Równie ciekawie wygląda jego historia miłosna. Z Małgorzatą poznał się przez internet, a po wielu rozmowach para spotkała się po raz pierwszy w 2011 roku w Gdańsku. Jak wspominał po latach siatkarz, już wtedy zrobiła na nim ogromne wrażenie. W tym roku małżeństwo będzie świętować 10. rocznicę ślubu.

    Para wychowuje troje dzieci — Natalię, Christiana i Selenę. Leonowie wielokrotnie podkreślali w wywiadach, że ogromną wagę przykładają do wychowania oraz nauki dobrych manier. Szczególnie zależy im na tym, by syn od najmłodszych lat uczył się szacunku i kultury osobistej.

  • Było 0:3 Gauff w trzecim secie na Foro Italico. Koniec nastąpił 28 minut później

    Było 0:3 Gauff w trzecim secie na Foro Italico. Koniec nastąpił 28 minut później

    Na sobotę organizatorzy Internazionali D’Italia zaplanowali pierwsze spotkania w 1/16 finału turnieju WTA – z udziałem zawodniczek z górnej części drabinki. A jako pierwsza z nich na korcie pojawiła się Coco Gauff, turniejowa “3”. Jej mecz z Argentynką Solaną Sierrą był szalony – Amerykanka przegrała pierwszego seta 5:7, w trzecim było już 0:3. Uderzała się ręką w głowę, była wściekła, krzyczała o braku pomocy do trenerów. Scenariusz zmieniał się kilka razy, ostatnim punktem był… podwójny błąd serwisowy.

    Coco Gauff w meczu z Solaną SierrąFILIPPO MONTEFORTEAFP

    3 stycznia Coco Gauff zaczęła sezon od potyczki z Solaną Sierrą w Perth – w United Cup. Amerykanka rozbiła wtedy Argentynkę 6:1, 6:1 – wynik zupełnie wtedy nie dziwił. O 21-letniej Argentynce niewiele się wcześniej mówiło, wypromował ją właściwie tylko zeszłoroczny Wimbledon. Mimo że przegrała swój mecz w decydującej rundzie kwalifikacji. Trafiła jednak do głównej drabinki jako “szczęśliwa przegrana”, wygrała trzy spotkania, dopiero w 1/8 finału zatrzymała ją inna rewelacja – Laura Siegemund.

    Po tamtym turnieju Sierra wskoczyła do TOP 100 rankingu WTA, jest w nim do dziś. Może i specjalnie nie błyszczała, ale w Madrycie pokazała, że ma ogromny potencjał. Zwłaszcza na mączce. Pokonała Magdalenę Fręch, gromiąc ją przez 3/4 spotkania, też dotarła do czwartej rundy. I dziś miała podobną szansę, warunkiem było jednak ogranie rozstawionej na Foro Italico z “3” Coco Gauff.

    Amerykanka zaś, w razie porażki, traciła szansę na wyprzedzenie Igi Świątek przed startem French Open. Dla Coco ten turniej ma olbrzymie znaczenie – walczy z Jessicą Pegulą o czwartą lokatę i łatwiejszą ścieżkę do obrony tytułu w Paryżu.

    Dziś zaś wszystko mogło przepaść w starciu z mało znaną rywalką, która świetnie jednak czuje korty ziemne. I grała trzy lata temu w finale juniorskiego French Open.

    WTA 1000 w Rzymie. Coco Gauff grała o 1/8 finału. Rywalką Solana Sierra

    Gauff zaczęła dobrze, miała przewagę przełamania tuż po starcie meczu. W tej pierwszej części spotkania unikała tego, co prześladowało ją w ostatnich miesiącach. Czyli podwójnych błędów serwisowych. Aż w końcu one się pojawiły, na co wpływ miały też odważne returny Sierry. Tak zaczął się siódmy gem, od darmowego punktu dla Argentynki. I tak zakończył, Amerykanka została przełamana, przy stanie 3:4 poirytowana usiadła na ławeczce.
    Zawodniczka tenisowa skupiona na piłce, gotowa do odbicia, intensywna mimika twarzy podkreślająca koncentrację.

    Coco Gauff w meczu z Solaną SierrąFILIPPO MONTEFORTEAFP

    Gdy jednak ponownie dostały minutę przerwy między gemami, sytuacja całkowicie się odmieniła. Tym razem to Coco triumfowała, łatwo, w obu gemach. Miała 5:4 i… znów pokpiła sprawę. Sierra znakomicie wyczuwała zamiary swojej rywalki, grała odważnie. Wyrównała, a później znów wywalczyła breaka. Wściekła Gauff uderzała się po ostatniej akcji ręką w głowę. I tak samo wściekła usiadła na ławce, miała ochotę zgnieść butelkę, z której piła wodę.

    Przegrała też kolejnego gema, zarazem i seta – 5:7. Sierra była niczym ściana, przebijała potężne uderzenia Amerykanki. Coco grała przyzwoicie, miała zbliżony bilans winnerów i niewymuszonych błędów. Jej rywalka przechodziła jednak momentami samą siebie – 17 wygrywających uderzeń, zaledwie 10 pomyłek bez presji przeciwniczki: to statystyki znakomite.

    Gauff momentalnie uciekła z kortu, poszła do szatni – by ochłonąć.

    Wróciła nabuzowana, między serwisami robiła kilkusekundowe przerwy – coś dziś właściwie niespotykanego. Szybko wygrała swojego gema, ale kluczowy był ten drugi. Gauff miała trzy break pointy, Sierra wygrała cztery kolejne akcje. I jednak Argentynka oddała swoje podanie. A później znalazła się w cieniu turniejowej “4”, mimo że nie popełniała błędów. Cała partia skończyła się po 28 minutach – wynikiem 6:0. Dla Coco.
    Zbliżenie na tenisistkę przygotowującą się do odbicia piłki rakietą, skupiona twarz i napięte mięśnie podkreślają intensywność sportowej rywalizacji.

    Solana Sierra, Rzym 2026FILIPPO MONTEFORTEAFP

    Wydawało się, że Amerykanka opanowała już sytuację. Tyle że na starcie trzeciej partii… została przełamana. A za chwilę Sierra poprawiła na 2:0. Znów na korcie mieliśmy Coco sfrustrowaną, wściekłą. Trzeciego gema zaczęła od serwisu posłanego z mocą 196 km/godz, w kolejnym zmierzono 193. Nie panowała już nad sobą, za chwilę pojawił się kolejny podwójny błąd. A gdy Sierra podwyższyła na 3:0, kibice na BNP Paribas Open Arena przecierali oczy ze zdumienia.

    I za chwilę znów role się zmieniły, Coco jednak trochę opanowała emocje, wściekła była Sierra, w siódmym gemie rzuciła rakietą w kort, ta pękła. A za chwilę przegrywała 3:4.

    Amerykanka była już na fali, prowadziła 5:3, miała meczbola przy 40-30. I gdy kibice szykowali się już na koniec, przegrała trzy kolejne punkty. Sierra dostała drugie życie.

    Zawodniczka z Argentyny jednak nie opanowała emocji we własnym gemie. Obroniła kolejnego meczbola, został jeszcze jeden. I popełniła podwójny błąd.

    To Gauff zagra więc w poniedziałek w 1/8 finału. Rywalką będzie jej rodaczka: lepsza z sobotniego meczu: Iva Jović (16) – Taylor Townsend.
    Młoda tenisistka w sportowym stroju z opaską na głowie stoi na korcie, patrząc zamyślona w bok i trzymając palec przy ustach, wyrażając skupienie lub niepewność.

    Coco GauffRYAN LIMAFP
    Zawodniczka w niebieskiej koszulce wykonuje forehand podczas meczu tenisowego, trzymając rakietę i koncentrując się na piłce znajdującej się tuż przed nią, w tle widoczny rozmazany napis i publiczność.

    Solana SierraANTONY DICKSONAFP

    Lorenzo Musetti – Giovanni Mpetshi Perricard. Skrót meczu.