Category: Uncategorized

  • Mistrzyni Australian Open za burtą w Rzymie. Porazka z kwalifikantka

    Mistrzyni Australian Open za burtą w Rzymie. Porazka z kwalifikantka

    W sobotę, w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie sensacyjnie przegrała Aryna Sabalenka. Dzień później jej los podzieliła także inna mistrzyni Wielkiego Szlema. Na Pietrangeli mierzyły się ze sobą Madison Keys oraz Nikola Bartunkova. Dla Czeszki to druga szansa, bo odpadła w kwalifikacjach, ale dostała kolejną szasnę gry w Rzymie. Skorzystała z niej wybornie. Po blisko dwóch godzinach walki wyrzuciła z imprezy mistrzynię Australian Open 2025.
    Madison Keys

    Madison KeysRobert PrangeGetty Images

    Turniej WTA 1000 w Rzymie już w pierwszych rundach dla zawodniczek rozstawionych “przyniósł” niespodzianki, a nawet sensacje. Bez wątpienia ze sporym zdziwieniem należy traktować odpadnięcie Jasmine Paolini. Włoszka nie gra w tym sezonie tak dobrze, jak potrafi, ale broniła tytułu.

    Paolini odpadła już w trzeciej rundzie, przegrywając z Elise Mertens. Tego samego dnia na Foro Italico doszło do sensacji. Z imprezą pożegnała się bowiem liderka rankingu WTA. Aryna Sabalenka poległa po trzysetowym boju z 36-letnią Rumunką Soraną Cirsteą, która po tym sezonie planuje zakończyć karierę.

    Keys już odpadła z Rzymu. Sensacyjna porażka

    Dzień później na kort w Rzymie wyszła rywalka Aryny Sabalenki z finału Australian Open 2025. Mowa rzecz jasna o Madison Keys. Amerykanka w tym sezonie daleka jest od swojej topowej dyspozycji, ale wydawało się, że z Nikolą Bartunkovą powinna sobie poradzić bez większych kłopotów.

    W końcu mowa o tenisistce, która odpadła z walki o udział w Rzymie po kwalifikacjach. Później dostała szansę jako szczęśliwa przegrana i wybitnie z niej korzysta. Mecz z utytułowaną rywalką rozpoczęła znakomicie, zdobywając przełamanie już w drugim gemie. Przewagi nie oddała, a seta wygrała 6:3.

    Już samo to było niespodzianką. Drugi set przywrócił nieco oczekiwaną normalność na korcie Pietrangeli. Tym razem bowiem to Keys wyszła na szybkie prowadzenie z przełamaniem i już go nie oddała, co więcej, odebrała rywalce podanie jeszcze raz i ostatecznie wygrała 6:1.

    Fani dostali więc trzeciego – decydującego seta. W tym emocje były zdecydowanie największe. Przez dziewięć kolejnych gemów serwisowych panie nie wypracowały sobie bowiem żadnej szansy na przełamanie. Te pojawiły się, gdy przy stanie 5:4 dla Czeszki podawała Keys. Amerykanka presji nie wytrzymała i przy drugiej szansie dla rywalki poległa.

    Bartunkova wygrała trzeciego seta 6:4 i po niespełna dwóch godzinach walki na korcie zapewniła sobie awans do czwartej rundy turnieju w Rzymie. W tej czeka już na nią znajdująca się w wysokiej formie Ukrainka – Elina Switolina. Wygrana zagra z Karoliną Pliskovą lub Laurą Siegemund.
    Aryna Sabalenka rywalizowała z Sofią Kenin o awans do czwartej rundy WTA 1000 w Rzymie

    Aryna Sabalenka rywalizowała z Sofią Kenin o awans do czwartej rundy WTA 1000 w RzymieOSCAR DEL POZO / AFPAFP
    Zawodniczka tenisowa w sportowej stylizacji trzyma dłoń na czole, wyrażając zmęczenie lub frustrację podczas meczu.

    Aryna Sabalenka odpała z turnieju w Rzymie już w 3. rundzieTIZIANA FABI AFP
    Madison Keys

    Madison KeysANGELA WEISS AFP

    Robert Lewandowski będzie gwiazdą kolejnego El Clasico? WIDEO [Eleven Sports]Eleven SportsEleven Sports

  • Dwa finały polskiej tenisistki! A potem taki dramat

    Dwa finały polskiej tenisistki! A potem taki dramat

    Zuzanna Pawlikowska (406. WTA) has had a really good week in Indian Tumkur. The Polish tennis player advanced to the doubles and singles final of the ITF W35 tournament. And yet this week ultimately might be considered unsuccessful. All because none of these two finals managed to make it to the end. “Health did not allow me anything else,” Pawlikowska admitted.

    Zuzanna Pawlikowska
    Screenshot FB Zuzanna Pawlikowska

    Pawlikowska była jedną z faworytek do końcowego triumfu w Tumkurze. Polska tenisistka w drodze do finału turnieju singlowego dwukrotnie wygrywała dzięki kreczom rywalek. W półfinale Zeel Desai zrezygnowała z dalszej gry, choć wygrywała z reprezentantką naszego kraju już 7:6, 2:1.

    Tuż po tym meczu Pawlikowska miała grać w finale debla. Tylko że Polka sama zaczęła mieć problemy ze zdrowiem i postanowiła poddać ten mecz walkowerem, żeby móc wystąpić następnego dnia w finale singla.

    Zobacz wideo Tchouaméni pobił Valverde? Kosecki: Zachowanie piłkarzy jest żenujące!
    Dwa gemy i koniec. Pawlikowska zrezygnowała w finale

    Pawlikowska dała radę wyjść dziś na kort, żeby zagrać w finale przeciwko Justinie Mikulskyte, ale tak naprawdę na tym skończył się jej udział w tym spotkaniu. Już po chwili poprosiła o pomoc medyczną. Po jej uzyskaniu wróciła jeszcze na chwilę do gry, ale to było jedynie przedłużenie nieuniknionego. Polka skreczowała już w drugim gemie, przy wyniku 0:1. Widać było, że bardzo to przeżywa, Mikulskyte podeszła do niej, żeby ją pocieszyć.

    Pawlikowska odniosła się do całej sytuacji w mediach społecznościowych.

    “Na finale kończę turniej w Tumkur, nie byłam w stanie rywalizować o więcej” – napisała.

    “Próbowałam podjąć rywalizację, ale tym razem zdrowie nie pozwoliło mi na nic więcej. Tak naprawdę cudem dokończyłam wczorajszy półfinał, a wieczór i dzisiejszy poranek nie przyniósł przełomu w zakresie mojej zdolności do gry. Turniej w Tumkur kończę jako podwójna finalistka gry pojedynczej oraz gry podwójnej” – dodała.

    Tenisistka przyznała też, że kontuzja psuje jej plany na najbliższą przyszłość. “Dzisiaj w nocy wracamy do Polski – wiem już na pewno, że nie zagram w kolejnym tygodniu w Hurghadzie. Co do kolejnych startów – na pewno będę musiała zmienić swoje plany. O tym, co dalej – będę informować na bieżąco” – przekazała.

    Dla Pawlikowskiej był to piąty finał turnieju singlowego ITF w karierze. Do tej pory wygrywała dwukrotnie zawody rangi ITF W15. Gdyby udało jej się pokonać Mikulskyte, to odniosłaby największy dotychczasowy sukces w karierze seniorskiej.

  • 54 minuty i już wszystko jasne ws. Osaki. Co zrobi Tomasz Wiktorowski?

    54 minuty i już wszystko jasne ws. Osaki. Co zrobi Tomasz Wiktorowski?

    Już zeszłej jesieni, tuż po tym jak Tomasz Wiktorowski został szkoleniowcem Naomi Osaki, kilka razy mogło dojść do konfrontacji jego byłej podopiecznej z Raszyna z tą nową. Były blisko siebie w drabince, ale zawsze coś się wysypywało. I tak samo stało się w Australian Open. W Rzymie pojawiła się kolejna okazja – w 1/8 finału. Obie musiały wygrać jeszcze w niedzielę po jednym spotkaniu, trudniejsze zadanie czekało Naomi. Mecz z Dianą Sznajder zakończył się po 54 minutach. A Tomasz Wiktorowski od razu wysłał palcami sygnał.

    Naomi Osaka i Iga ŚwiątekRobert PrangeGetty Images

    W Montrealu i Nowym Jorku swoje mecze przegrała Iga Świątek, dlatego nie doszło do jej konfrontacji z byłą liderką rankingu WTA, którą od kilku dni (Kanada) i tygodni (US Open) prowadził już Tomasz Wiktorowski. W obu Naomi Osaka prezentowała się świetnie, zdecydowała się na dłuższą współpracę z polskim szkoleniowcem, który przecież największe sukcesy w karierze osiągał z Igą Świątek.

    Mogły zagrać też szybko w Australian Open, ale tam zawodniczka z Japonii oddała swoje spotkanie w trzeciej rundzie walkowerem, powodem był stan zdrowia. I wciąż czekaliśmy na tę pierwszą potyczkę z tak mocnym podtekstem – Tomasz Wiktorowski zna przecież doskonale słabe i mocne strony Igi.

    Teraz szansa pojawiła się w Rzymie, na poziomie 1/8 finału, obie musiały wygrać po dwa spotkania. W tym pierwszym Osaka miała już spory kłopot z Evą Lys, mimo że wygrała pierwszego seta, a w drugim prowadziła z przełamaniem. Awansowała, ale dopiero po trzecim. Podobnie jak Świątek, która ograła Caty McNally.

    Dziś obie miały w terminarzu mecze w trzeciej rundzie, a ich stawką była już ich poniedziałkowa potyczka w 1/8 finału. Zapewne w sesji wieczornej, zapewne na Campo Centrale.

    Warunkiem było to, by rozstawiona z “15” najpierw Osaka pokonała rozstawioną z “18” Dianę Sznajder. A później, po godz. 19, Iga ograła Elisabettę Cocciaretto. O ile w tym drugim przypadku Polka będzie zdecydowaną faworytką, to już to pierwsze starcie zapowiadało się arcyciekawie.

    A takie nie było, potrwało zaledwie 54 minuty.

    WTA 1000 w Rzymie. Diana Sznajder kontra Naomi Osaka. Krótki mecz na Grandstand Arena

    Diana Sznajder potrafi grać bardzo mocno, a jeśli trafia, staje się niebezpieczna dla gwiazd. Leworęczna 22-latka miała obiecujący początek sezonu, naznaczony półfinałem w Adelajdzie, później jednak miała prawo czuć zawód. Madryt niewiele zmienił w sferze sportowej, w trzeciej rundzie przegrała z Belindą Bencic, ale już w tej mentalnej mógł mieć znaczenie. Bo po raz pierwszy od wielu miesięcy połączyła siły z Mirrą Andriejewą, w deblu dotarły do finału. A w przeszłości to miało znaczenie.
    Tenisistka w pomarańczowym stroju odbija piłkę rakietą podczas meczu na korcie tenisowym.

    Naomi OsakaFILIPPO MONTEFORTEAFP

    Dziś jednak Rosjanka sama szybko przekonała, jak potężne uderzenia mogą przylatywać z drugiej strony siatki. Z 13 pierwszych akcji Naomi wygrała 12, była bezwględna. Dziś imponowała spokojem, konsekwencją, na korcie mieliśmy przepaść. Po niespełna 24 minutach ten set się zakończył – wynikiem 6:1. Osaka popełniła tylko trzy błędy, miała niemal 90 procent skuteczności przy drugim serwisie, niewiele mniej przy pierwszym. A Sznajder nie wygrała jednej akcji po tym drugim.

    W drugiej partii to Japonka szybko zaliczyła przełamanie na 2:1, za chwilę miała piłkę na 3:1. Nie wykorzystała szansy. Potężny return dał jednak Rosjance pierwszą w całym spotkaniu szansę na przełamanie byłej liderki rankingu. I wyrównanie na 2:2. Tak się stało, trafiła forhendem w linię, odpowiedź Naomi okazała się autowa.

    W sobotnich starciach Gauff czy Andriejewej też mieliśmy takie sytuacje, że jeden nieudany gem napędzał rywalkę, powodował też lawinę błędów u faworytek. A dziś Naomi na to nie pozwoliła. Do końca meczu była bezwzględna, przegrała zaledwie cztery akcje. A zanim upłynęło 55 minut, miała już zapewniony awans – wygrała 6:1, 6:2.

    Chwilę po tym kamery namierzyły na trybunach Tomasza Wiktorowskiego, który tym razem był na całym spotkaniu. I pokazały gesty palcami: do oczu, w kierunku kogoś, znów do własnych oczu. Jakby… wypatrzył kogoś ze sztabu Świątek.
    Mężczyzna w białej czapce z logo Mercedesa wykonuje gest ręką na trybunach podczas meczu tenisowego, obok niego siedzą inni widzowie, a na ekranie widoczny jest wynik meczu Naomi Osaka kontra Diana Shnaider.

    Kogo zobaczył Tomasz Wiktorowski po awansie Naomi Osaki?screen za Canal+materiał zewnętrzny

    A co na to Iga? Jeśli wygra wieczorem z Cocciaretto, w poniedziałek pierwszy raz stanie przeciw zawodniczce prowadzonej przeciwko jej byłemu trenerowi.
    Tenisistka w pomarańczowym stroju wykonuje uderzenie forhendowe podczas meczu na korcie tenisowym, koncentrując się na nadlatującej piłce.

    Naomi OsakaTIZIANA FABI AFP
    Diana Sznajder

    Diana SznajderPiero CRUCIATTIAFP

    Ugo Humbert – Dino Prizmic. Skrót meczu.

  • Pierwsze 6:0, 6:0 w Rzymie od dwóch potyczek Świątek. To sygnał dla Polki

    Pierwsze 6:0, 6:0 w Rzymie od dwóch potyczek Świątek. To sygnał dla Polki

    Gdy w 2021 roku 19-letnia jeszcze Iga Świątek rozbiła w finale Internazionali d’Italia Karolinę Pliskovą w 46 minut 6:0, 6:0, nikt już nie miał wątpliwości, że tytuł wywalczony pół roku wcześniej w Paryżu nie był przypadkiem. A później na Foro Italico Iga jeszcze raz wygrała rowerem, z Anastazją Pawluczenkową. Nikomu tego nie udało się powtórzyć, aż do tej niedzieli. Aż wreszcie takim wynikiem zakończył się mecz Jessiki Peguli na BNP Paribas Arena. Amerykanka może być rywalką Polki już w środę, na etapie 1/4 finału.

    Iga Świątek i Jessica PegulaDomenico Cippitelli/NurPhoto & Matthew Stockman/Getty ImagesAFP

    Jesienią 2020 roku Iga Świątek zdobyła swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł – oczywiście w Paryżu. Miała 19 lat, nie była nawet rozstawiona, ale w tamtej pandemicznej edycji znakomicie radziła sobie z nieco innymi niż zazwyczaj warunkami. Niższą temperaturą i większym wiatrem.

    W kolejnym sezonie nie dołożyła żadnego tytułu w tych czterech najważniejszych rywalizacjach, ale z przytupem wygrała na Foro Italico. Zaczęło się od kreczu Alison Riske, ale później Raszynianka ogrywała już Madison Keys, Barbora Krejcikova, Elina Switolina, Coco Gauff. I zameldowała się w finale, w którym “zniszczyła” w 46 minut Karolinę Pliskovą. Czeszka byłą wtedy dziewiątą rakietą świata, z trudem przyjęła ten wyrok.

    Iga dość szybko potwierdziła swoją dominację na mączce, WTA 1000 w Rzymie stało się miejscem jej dominacji. W 2023 roku powtórzyła to swoje 6:0, 6:0 – tym razem w starciu z Anastazją Pawluczenkową, która wówczas wracała po kontuzji. Wyników z jedynym wygranym gemem od tego czasu było sporo, nawet Iga rok temu ograła w takim stylu Elisabettę Cocciaretto. 6:0, 6:0 się jednak nie zdarzało.

    Aż do dziś.

    WTA 1000 w Rzymie. Efektowny mecz Jessiki Peguli. Rywalką Rebeka Masarova

    Na BNP Paribas Open pojawiły się bowiem Jessica Pegula i Rebeka Masarova. Pierwsza z nich jest gwiazdą, piątą rakietą świata, choć w Rzymie walczyć będzie z Coco Gauff o “czwórkę”. I lepsze rozstawienie w Paryżu. Masarova z kolei to była juniorska mistrzyni French Open, czuje takie korty, umie na nich grać.
    Tenisistka w niebieskiej sukience odbija piłkę rakietą podczas meczu na ceglastym korcie.

    Jessica Pegula, Rzym 2026FILIPPO MONTEFORTEAFP

    Faworytką była oczywiście Amerykanka – triumfowała pod koniec marca na zielonej mączce w Charleston, później co prawda odpadła już w trzeciej rundzie w Madrycie, ale przegraną z Martą Kostiuk można zrozumieć. Ukrainka ma swój najlepszy moment w karierze, od końca marca jest niepokonana.

    Tymczasem dziś reprezentantka Szwajcarii w pierwszym secie kompletnie nie zaistniała. Pierwsze dwa gemy przegrała do zera, w trzecim miała stan 40-0, by za chwilę polec w pięciu kolejnych akcjach. To musiało mieć wpływ na dalszą część meczu. Cały set zakończył się po 24 minutach, Pegula wygrała go do zera, Masarova uzbierała raptem siedem wygranych akcji.

    Szwajcarka kompletnie nie potrafiła wyczuć serwisu światowej piątki, była w tych gemach bezradna. W tych swoich ambitnie walczyła jednak o uniknięcie drugiego bajgla w spotkaniu, wynik 0:6, 0:6 jest jednak mocno wstydliwy. Miała siedem okazji, wszystkie przepadły. A gdy na zegarze pojawiło się “1:00”, Pegula dostała pierwszego meczbola. I go wykorzystała, return Masarovej okazał się za długi. Skończyło się na 6:0, 6:0.

    Amerykanka już w poprzedniej rundzie ograła Zeynep Sonmez 6:4, 6:0, to robi wrażenie. A jeśli sama ogra jeszcze Anstazję Potapową, a dwa mecze wygra też Iga Świątek, to z Polką może zmierzyć się już w środę. Stawką będzie wtedy półfinał.
    Zawodniczka wykonująca dynamiczny serwis podczas meczu tenisowego, skupiona twarz, napięta sylwetka i wyraźnie widoczna rakieta tenisowa, kontrastujące z niebieskim tłem kortu.

    Jessica PegulaKena BetancurAFP
    Rebeka Masarova pokonała Donnę Vekić w drugiej rundzie WTA 1000 w Miami

    Rebeka MasarovaBERTRAND GUAY / AFPAFP

    Casper Ruud – Jiri Lehecka. Skrót meczu.

  • Trzęsienie ziemi w rankingu WTA po porażce Sabalenki. Ma się czego obawiać

    Trzęsienie ziemi w rankingu WTA po porażce Sabalenki. Ma się czego obawiać

    Największa sensacja turnieju pań w Rzymie jest już znana. Na trzeciej rundzie udział w imprezie zakończyła Aryna Sabalenka. Białorusince praktycznie nie zdarza się odpadać wcześniej niż w półfinale. Szybka klęska może przynieść zmiany w rankingu WTA. Na porażce Sabalenki może zyskać Iga Świątek, jednak najwięcej do wygrania ma Jelena Rybakina.

    Takiego rozstrzygnięcia nikt się nie spodziewał. Aryna Sabalenka już na trzeciej rundzie zakończyła swój udział w turnieju WTA 1000 w Rzymie. Białorusinka przegrała 6:2, 3:6, 5:7 z Soraną Cirsteą. Wcześniej w 2026 roku liderka rankingu WTA odnotowała zaledwie dwie porażki. W finale Australian Open z Jeleną Rybakiną i w ćwierćfinale turnieju w Madrycie z Hailey Baptiste. Szybka klęska w stolicy Włoch może sprawić, że przewaga Sabalenki w rankingu WTA zacznie topnieć.

    Rybakina może zyskać najwięcej na porażce Sabalenki
    Sabalenka zakończy przyszły tydzień z dorobkiem 9960 punktów w rankingu WTA. Wcześniej, w bieżącym sezonie Białorusinka faktycznie prezentowała się doskonale, ale jest zawodniczka, która radzi sobie jeszcze lepiej. To Jelena Rybakina. Reprezentantka Kazachstanu prowadzi w WTA Race, czyli klasyfikacji, która uwzględnia wyniki od stycznia. Sabalenka jest druga, dopiero na 12. miejscu znajduje się Iga Świątek.

    Teraz wszystko w swoich rękach ma reprezentantka Kazachstanu. Jeśli Rybakina wygra turniej w Rzymie, to będzie miała na koncie 9490 punktów, to równe 470 oczek straty do Białorusinki. Kluczowy, jeżeli chodzi o prym w światowym tenisie może się okazać zbliżający się wielkimi krokami wielkoszlemowy Roland Garros, do zdobycia będzie aż 2000 pkt. Sabalenka będzie miała do obrony 1300 oczek za ubiegłoroczny finał, a jej wielka rywalka tylko 240 pkt, za czwartą rundę. W praktyce oznacza to, że Rybakina może wejść na sam szczyt nawet nie wygrywając turnieju, wystarczy lepszy rezultat niż przed rokiem, połączony z szybką klęską Sabalenki.

    Co z pozycją Igi Świątek?
    Trwający sezon jest bardzo trudny dla Igi Świątek. Przeszkodą nie do przejścia dla naszej najlepszej tenisistki jest ćwierćfinał. Turniej w Rzymie jest istotny od każdej możliwej strony. Wygrana pozwoliłaby Polce mocno zbliżyć się do dominującej dwójki. Dużo gorzej może być w przypadku przedwczesnego pożegnania się ze stolicą Włoch. Na trzecią zawodniczkę rankingu mocno naciska szczególnie grupa Amerykanek – Coco Gauff, Jessica Pegula i Amanda Anisimowa.

    Ważne będą też nadchodzące turnieje. Świątek będzie bronić 780 pkt za półfinał Rolanda Garrosa, 325 pkt za finał w Bad Homburgu i 2000 pkt za wygrany Wimbledon. Porażka Sabalenki sprawiła, że nasza reprezentantka już teraz odrobiła 150 pkt, w przypadku całego turnieju w Rzymie mowa o 1085 pkt. Najpierw trzeba jednak wygrać mecz trzeciej rundy, rywalką Polki będzie reprezentantka gospodarzy, Elisabetta Cocciaretto.

  • Minęło 50 sekund finału z Polką, medyk wezwany na kort. Koniec po 6 akcjach

    Minęło 50 sekund finału z Polką, medyk wezwany na kort. Koniec po 6 akcjach

    Światowa czołówka w kobiecym tenisie spędza dwa tygodnie w Rzymie – na Foro Italico trwa walka w szóstym w tym roku turnieju rangi 1000. Tyle że zmagania na niższym poziomie odbywają się na całym świecie – także i Polki szukają swoich szans. Zuzanna Kolonus i Zuzanna Pawlikowska wybrały się do Indii, w tym tygodniu walczyły w zawodach w Tumkurze, na południu kraju, niedaleko Bangalore. Pawlikowska awansowała do finału, zmierzyła się w nim z rozstawioną z “1” Litwinką Justiną Mikulskyte. Po kilku minutach został on rozstrzygnięty.
    Zuzanna Pawlikowska grająca backhand podczas meczu tenisowego, trzyma rakietę i obserwuje piłkę.

    Zuzanna PawlikowskaANNA KLEPACZKO/FOTOPYKNewspix.pl

    W Europie rywalizacja odbywa się obecnie na mączce – przynajmniej na tym najwyzszym poziomie. Gwiazdy testują formę przed French Open, w Rzymie w niedzielę swój mecz o 1/8 finału zagra Iga Świątek – starcie z Elisabettą Cocciaretto zacznie się nie przed godz. 19. Z turniejem pożegnały się już Aryna Sabalenka i Jasmine Paolini, wcześniej odpadły zaś Magdalena Fręch i Magda Linette.

    Inne reprezentantki Polski grały zaś w innych miejscach świata – Gina Feistel wybrała zieloną mączkę na Florydzie, dwie Zuzanny – Kolonus i Pawlikowska – przebywały w Indiach. Tamtejsze turnieje odbywają się na twardych kortach, Kolonus wcześniej dotarła do finału turnieju ITF W15 w Nowym Delhi. Pawlikowska z kolei miała kilka tygodni przerwy, w połowie kwietnia zakończyła zmagania w Bużumburze w Burundi.

    Zawody w Tumkurze były dla niej o tyle ważne, że dzięki awansowi do finału praktycznie zapewniła sobie powrót do grona 400 najlepszych zawodniczek świata, z rekordową pozycją. Na dziś w klasyfikacji “na żywo” jest 367., rekordem była dotąd 395. pozycja.

    Turniej ITF w Tumkurze. Zuzanna Pawlikowska zagrała w finale. Przerwa medyczna po dwóch akcjach

    W Indiach z “1” została rozstawiona Litwinka Justina Mikulskyte – zawodniczka zajmująca miejsce w połowie trzeciej setki rankingu WTA, choć wcześniej była o kilkadziesiąt pozycji wyżej. Dla niej to szczególnie istotne – 30-latka walczy o kwalifikacje Wimbledonu, za sam występ w Londynie może dostać ok. 20 tys. euro brutto, a jeśli wygra choć jeden mecz – już ponad 30. To zaś podstawa funkcjonowania – od stycznia do końca kwietnia zarobiła niewiele więcej.

    Tymczasem Litwinka już w środku tygodnia była bliska odpadnięcia – przegrała pierwszego seta z Zuzanną Kolonus 0:6. Młoda Polka nie utrzymała jednak takiego poziomu, dwa kolejne przegrała.
    Czworo tenisistów pozuje na korcie z pucharami, siedząc przy siatce na tle budynku klubowego i trybun.

    Zuzanna Pawlikowska i Justina Mikulskyte z trenerami – już po finaleFacebook Zuzanny Pawlikowskiejmateriał zewnętrzny

    W finale Mikulskyte zmierzyła się z drugą z naszych zawodniczek – Zuzanną Pawlikowską, mającą w drabince numer “2”. Inaczej mówiąc – taki skład meczu o tytuł nie był niespodzianką. Dla 21-letniej Polki był to pierwszy mecz na tym etapie od czerwca zeszłego roku, gdy przegrała finał w Santo Domingo na Dominikanie.

    Dwa wcześniejsze spotkania Pawlikowskiej kończyły się kreczami rywalek – najpierw rozstawionej tu z “5” Rosjanki Eliny Neplij (1:6, 7:5, 3:0 z perspektywy Polki), a w półfinale – Zeel Desai z Indii, “4” w drabince. Choć to Azjatka prowadziła 7:6 (9), 2:1.

    Niemniej Zuzanna oddała walkowerem finał debla, ten miał się zacząć już kilkadziesiąt sekund później.

    Dziś niestety sytuacja się powtórzyła, mecz nie został dokończony. Minęło zaledwie 50 sekund od rozpoczęcia gry, czyli od komendy sędzi “Justina Mikulskyte to play”, a po dwóch returnach w siatkę Pawlikowska ruszyła do stolika. I poprosiła o pomoc medyczną. Nie było czekania na przerwę między gemami, fizjoterapeutka i lekarz zjawili się od razu. Zuzanna wróciła jeszcze do gry, ale tylko na cztery akcje, dwie z nich wygrała. A później znów zjawił się lekarz – decyzja o końcu spotkania nastąpiła szybko. Pawlikowska siedziała na krzesełku, przeżywała to, co się stało. Od razu podeszła jednak rywalka, przytuliła naszą zawodniczkę.
    Kort tenisowy podczas meczu, widok na główną linię serwisową, widoczne nazwiska zawodniczek oraz wynik na tablicy, centralnie ustawione stanowisko sędziego pod parasolem.

    Zuzanna Pawlikowska poddała mecz z Justiną Mikulskytescreen za ITF TVmateriał zewnętrzny

    Zawodniczka Górnika Bytom szybko wyjaśniła sytuację.

    Próbowałam podjąć rywalizację, ale tym razem zdrowie nie pozwoliło mi na nic więcej. Tak naprawdę cudem dokończyłam wczorajszy półfinał, a wieczór i dzisiejszy poranek nie przyniósł przełomu w zakresie mojej zdolności do gry.

    – Turniej w Tumkur kończę jako podwójna finalistka gry pojedynczej oraz gry podwójnej – napisała Pawlikowska.

    Jeszcze dziś w nocy wróci do Polski – zapadła już decyzja o rezygnacji z turnieju ITF w Egipcie. – Co do kolejnych startów – na pewno będę musiała zmienić swoje plany. O tym, co dalej – będę informować na bieżąco – napisała.
    Tenisistka w sportowym stroju wykonuje uderzenie rakietą podczas meczu na niebieskim korcie, w tle widoczne fragmenty napisu US Open.

    Zuzanna PawlikowskaWojciech KubikEast News

    Hamad Medjedovic – Joao Fonseca. Skrót

  • Trener musi poruszać się o kulach. Świątek ujawniła, co się stało

    Trener musi poruszać się o kulach. Świątek ujawniła, co się stało

    Iga Świątek zainaugurowała turniej WTA 1000 w Rzymie zwycięstwem. Media po zakończeniu spotkania z Caty McNally wielokrotnie poruszały temat jej trenera. To dlatego, że nagrano, jak porusza się o kulach. Polka zdradziła, co dokładnie się stało.

    Francisco Roig zerwał ścięgno Achillesa, o czym informowaliśmy państwa w osobnym materiale (więcej -> TUTAJ). Uraz jest na tyle poważny, że Hiszpan porusza się o kulach. Iga Świątek zabrała głos w tej sprawie.

    – Mieliśmy trening na Piazza del Popolo. Zagraliśmy sobie krótki mecz, założyliśmy się o 100 euro. Myślałam już, że przegram, bo tak dobrze gra woleje. Chciałam wygrać, postanowiłam go trochę rozruszać – opowiadała Polka, cytowana przez tennishead.net.

    ZOBACZ WIDEO: Abramowicz o nowym trenerze Świątek. “Wspaniały mentor”

    Z dalszej relacji wynika, że Świątek miała piłkę meczową, prowadząc 5:4. Wówczas Roig stanął na tyle niefortunnie, że zerwał ścięgno Achillesa. Urazu doznał tydzień temu w sobotę, a już we wtorek przeszedł operację w Warszawie.

    – Zaopiekowaliśmy się nim. Bardzo chciał do nas wrócić, nie chciał wziąć wolnego. Bardzo to doceniam, że tu jest, bo nie jest to dla niego łatwe. Troszczymy się o niego, w końcu to członek naszego zespołu – zdradziła Świątek.

    W pierwszej chwili podopieczna Hiszpana nie zdawała sobie sprawy, że sytuacja jest poważna. To dlatego, że ten zachował kamienną twarz. Mimika nie wskazywała, że Roig mierzy się w danej chwili z tak ogromnym bólem.

    – Myślę, że nawet kibice tego nie zrozumieli. Był taki odważny. Ja bym się rozpłakała i zrobiła wielką aferę. A jego twarz była normalna, na początku myślałam, że sobie żartuje. Opuścił tylko jeden trening. Trudno mu się teraz poruszać po korcie, ale jakoś dobie damy radę – podsumowała Iga Świątek.

  • Andriejewa wracała po 4:6 w Rzymie. Urządziła demolkę na sam koniec

    Andriejewa wracała po 4:6 w Rzymie. Urządziła demolkę na sam koniec

    Kobiece zmagania w Internazionali BNL d’Italia wkroczyły w sobotę w etap 1/16 finału. Na obiekcie BNP Paribas Arena potwornie męczyła się Coco Gauff, wyrwała jednak zwycięstwo w potyczce ze znacznie niżej notowaną Solaną Sierrą. Później na Campo Centrale doszło do największej sensacji – z turniejem pożegnała się Aryna Sabalenka. A gdy ona kończyła potyczkę, na BNP Paribas do gry szykowała się już inna z faworytek. Mirra Andriejewa wygrała z Viktoriją Golubić seta 6:1, w drugim miała 2:0 i 40-15. Zaczęły dziać się cuda, doszło do trzeciej partii. Ona skończyła się demolką.

    Mirra Andreyev Jose Breton/NurPhoto AFP

    We wtorek i w środą na Foro Italico odbyła się rywalizacja w pierwszej rundzie, jeszcze bez zawodniczek rozstawionych. Te ruszyły do gry w czwartek i piątek, od 1/32 finału. Zdarzyło się kilka niespodzianek, na pewno taką było pożegnanie Karoliny Muchovej. Grubych sensacji jednak brakowało. Choć wcale nie było do niej daleko w starciu z udziałem Igi Świątek.

    Prawdziwa tenisowa bomba została zdetonowana już w sobotę, po godz. 18. Na Campo Centrale, gdy zakończył się mecz światowej “1”, czyli Aryny Sabalenki, z 36-letnią Soraną Cirsteą. Dla Rumunki to ostatni zawodowy sezon, jest w elicie od blisko 20 lat, swój pierwszy ćwierćfinał French Open zagrała w 2009 roku. A teraz ma swój najlepszy okres, pierwszy raz w karierze ograła zawodniczkę, będącą w danym momencie liderką rankingu.

    A na koniec zadziwiające rzeczy działy się w starciu Mirry Andriejewej.

    WTA 1000 w Rzymie. Mirra Andriejewa kontra Viktorija Golubic na BNP Paribas Arena

    Rosjanka w poprzednim tygodniu dotarła do dwóch finałów na Caja Magica w Madrycie – tak w singlu, jak i w deblu. Przegrała oba, niemniej pokazała się w Hiszpanii z bardzo dobrej strony. Podobnie było już wcześniej w Linzu i Stuttgarcie, a chyba jeszcze korzystając z tej euforii, całkiem udanie wróciła do debla z Dianą Sznajder.

    W Rzymie też zaczęła imponująco – Antoni Ruzić oddała zaledwie jednego gema. Tym bardziej trudno więc było się spodziewać jakichkolwiek emocji w potyczce z 33-letnią Viktoriją Golubic, która nigdy w elicie nie była. A jej bilans z zawodniczkami z najlepszej “10” w karierze to 2-14.
    młoda tenisistka w żółtym stroju sportowym i daszku skupiona podczas meczu na korcie tenisowym

    Mirra AndriejewaOSCAR J BARROSO/DPPIAFP

    I tak też przebiegał ten mecz – bez większych emocji, pod pełną kontrolą 19-latki z Krasnojarska. Mirra gładko wygrała pierwszego seta 6:1, w drugim objęła prowadzenie 2:0, miała kolejne break pointy na 3:0. Konkretnie – dwa, przy stanie 15-40, patrząc od strony serwującej.

    I stała się rzecz dziwna, choć przecież spotykana już w karierze Andriejewej. Kilka małych wpadek nakręciło lawinę. Szwajcarka wygrałą to rozdanie, za chwilę kolejne. I jeszcze następne. A później przełamała Andriejewą na 5:3, serwowała po seta. Nie uzyskała jednak setbola, Rosjanka wygrała tego gema, ale za chwilę sama musiała wyserwować remis. Zawiódł jednak pierwszy serwis, pojawiły się break pointy dla rywalki. Czwarty został wykorzystany, Golubic sensacyjnie wyrównała stan meczu.

    Panie musiały więc rozgrywać trzecią partię, a tu… zanosiło się na powtórkę. Znów Andriejewa objęła prowadzenie 2:0, znów miała 40-15 z jej perspektywy, choć znajdowała się na returnie. Golubic wygrała dwie kolejne akcje, ale tym razem nie poszła za ciosem. Oddała tego gema, oddała dwa następne. I przestała już liczyć na sensację ze swoim udziałem. Andriejewa zakończyła mecz demolką, rozbiła rywalkę tutaj 6:0. Choć w całym meczu miała długi okres spadku jakości swojej gry.

    Końcowy wynik to 6:1, 4:6, 6:0 – na korzyść turniejowej “8”. W niedzielę Mirrę czeka mecz deblowy, a w poniedziałek – potyczka w 1/8 finału z Elise Mertens.
    młoda kobieta w sportowym stroju i niebieskiej czapce z daszkiem, z zaciętą miną, na tle rozmytego tłumu

    Mirra AndriejewaDubreuil Corinne/ABACAEast News
    Viktorija Golubić pokonała Barborę Krejcikovą w pierwszej rundzie Roland Garros

    Viktorija GolubicBERTRAND GUAY / AFPAFP

    KGHM MKS Zagłębie Lubin – PGE MKS El-Volt Lublin. Skrót meczu.

  • Kiedy Iga Świątek gra z Elisabettą Cocciaretto? O której mecz? WTA Rzym

    Kiedy Iga Świątek gra z Elisabettą Cocciaretto? O której mecz? WTA Rzym

    Iga Świątek zagra z Elisabettą Cocciaretto w III rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie. Dla obu tenisistek będzie to drugie bezpośrednie spotkanie w historii. O której godzinie gra Świątek? Gdzie obejrzeć w TV mecz Świątek – Cocciaretto? Tenis. Transmisja na żywo, stream. Relacja tekstowa i wynik w Interii Sport.

    Iga Świątek podczas turnieju WTA 1000 w Rzymie 2026Robert PrangeGetty Images

    Mecz Iga Świątek – Elisabetta Cocciaretto w III rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie zostanie rozegrany dzisiaj 10 maja nie przed godz. 19:00. Transmisję na żywo w TV z tego spotkania będzie można obejrzeć na kanale CANAL+ Sport 2. Z kolei stream online będzie dostępny dla abonentów platformy CANAL+ Online. Relacja tekstowa oraz wynik na stronie Interii Sport.

    Iga Świątek – Elisabetta Cocciaretto. WTA Rzym. O której i gdzie obejrzeć? [TRANSMISJA NA ŻYWO, TV]

    Iga Świątek (WTA 3) ma za sobą bardzo trudny początek sezonu, w trakcie którego nie powiódł jej się udział w żadnym z turniejów w tourze. Po słabych występach Polka z pewnością liczy, że podczas turnieju w Rzymie nadejdzie przełom.

    W niej Świątek zmierzy się z Elisabettą Cocciaretto. Włoska tenisistka w drugiej rundzie w Rzymie pokonała rozstawioną z numerem “28” Amerykankę Emmę Navarro 6:3, 6:3. Z kolei na inaugurację rozprawiła się z Sinją Kraus 6:2, 6:4.

    Świątek grała ze swoją równolatką z Włoch dotychczas tylko raz. Miało to miejsce przed rokiem w Rzymie, kiedy to Polka triumfowała 6:1, 6:0.

    Mecz Iga Świątek – Elisabetta Cocciaretto w III rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie zostanie rozegrany dzisiaj 10 maja nie przed godz. 19:00. Relacja tekstowa oraz wynik na stronie Interii Sport.

    Transmisję na żywo w TV z tego spotkania będzie można obejrzeć na kanale CANAL+ Sport 2. Z kolei stream online będzie dostępny dla abonentów platformy CANAL+ Online.
    Zawodniczka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem uderza piłkę tenisową rakietą, skupiona na grze.

    Iga Świątek z problemami awansowała do 3. rundy turnieju w RzymieFILIPPO MONTEFORTEAFP
    Tenisistka w czarnej czapce skupiona na odbiciu nadlatującej piłki, wyprowadzając mocny backhand dwuręczny na korcie.

    Iga Świątek podczas meczu z Catty McNally, WTA RzymANDREW MEDICHINIEast News

    Caty McNally zaczepiła Francisca Roiga i sztab Igi ŚwiątekINTERIA.PL

  • Zwrot akcji po porażce Sabalenki. Zaskakujące wyznanie, już padła obietnica

    Zwrot akcji po porażce Sabalenki. Zaskakujące wyznanie, już padła obietnica

    Sobotnie popołudnie przyniosło ogromne zaskoczenie dla fanów Aryny Sabalenki. Liderka światowego rankingu sensacyjnie zakończyła udział w turnieju WTA 1000 w Rzymie już po swoim drugim meczu. Pogromczynią Białorusinki okazała się doświadczona Sorana Cirstea, która po sezonie planuje zakończyć sportową karierę. Rumunka po triumfie długo celebrowała sukces z kibicami, a podczas pomeczowej rozmowy na korcie zdobyła ich serca jeszcze bardziej swoim niespodziewanym wyznaniem.

    Dla Sabalenki była to dopiero trzecia porażka w całym sezonie 2026. Tym większe zdziwienie wywołał fakt, że lepsza od niej okazała się tenisistka spoza czołowej dwudziestki rankingu WTA. Dodatkowo w trakcie spotkania pojawiły się problemy zdrowotne Białorusinki. Mecz został nawet na chwilę przerwany, gdy na korcie pojawiła się fizjoterapeutka.

    Mimo kłopotów liderka rankingu zdecydowała się kontynuować rywalizację, jednak nie zdołała odwrócić losów pojedynku. Ostatecznie przegrała 6:2, 3:6, 5:7 i niespodziewanie pożegnała się z rzymskim turniejem. Dla Cirstei to z kolei jedno z najcenniejszych zwycięstw w całej karierze.

    Po meczu uwagę kibiców przykuł temat zbliżającego się zakończenia kariery Rumunki. 36-latka została zapytana o swoje plany i odpowiedziała z uśmiechem: „Może jeśli wygram ten turniej, obiecuję, że jeszcze się zastanowię”. Te słowa wywołały natychmiastową falę entuzjazmu na trybunach.

    Niewykluczone, że przed Rumunką jeszcze wyjątkowy moment w karierze. Cirstea ma bowiem szansę osiągnąć jeden z najlepszych wyników rankingowych w życiu. Dotychczas najwyżej była sklasyfikowana na 21. miejscu światowej listy. Po triumfie nad Sabalenką nie kryła ogromnej radości.

    – Jestem bardzo szczęśliwa z tego zwycięstwa. Myślę, że rozegrałam naprawdę bardzo dobry mecz. Ciężko pracuję każdego dnia i wspaniale jest otrzymać taką nagrodę za cały wysiłek – mówiła uradowana tenisistka.

    Nie zabrakło także komplementów pod adresem pokonanej rywalki. Rumunka podkreśliła klasę liderki światowego rankingu.

    – Aryna jest niesamowitą zawodniczką. Nie trzeba jej nikomu przedstawiać. To numer jeden na świecie – przyznała.

    Sabalenka nie ma już szans na triumf w tegorocznym Internazionali d’Italia, natomiast Cirstea powalczy teraz o ćwierćfinał z Lindą Noskovą. Czeszka prezentuje się w Rzymie znakomicie i do tej pory nie straciła nawet seta, dlatego zapowiada się niezwykle interesujące spotkanie.

    Na zakończenie pomeczowej rozmowy Rumunka ponownie zwróciła się do kibiców i wywołała kolejną falę aplauzu.

    – Jeszcze raz dziękuję wam za to, że sprawiliście, iż czuję się tutaj w Rzymie tak mile widziana. To właśnie dla takich emocji, dla tego wsparcia i dla ludzi nadal gram – podsumowała wzruszona 36-latka.