Category: Uncategorized

  • Szalony bój Świątek na Campo Centrale w Rzymie, a to nie koniec. Komunikat o rekordzie

    Szalony bój Świątek na Campo Centrale w Rzymie, a to nie koniec. Komunikat o rekordzie

    Iga Świątek started the title competition in the WTA 1000 tournament in Rome with a three-set battle with Catherine McNally. In the end, Iga won against the American. It turns out that on that day in Rome the record in the number of tickets sold was broken. The organizers sent an appropriate message to the press.
    Iga Christmas

    Iga Świątek Robert Prange Getty Images

    Iga Świątek po kompletnie nieudanym występie w turnieju WTA 1000 w Madrycie z dużymi nadziejami przystąpiła do rywalizacji w znanym i lubianym przez siebie Rzymie. Polka na papierze miała nieco szczęścia, jeśli chodzi o losowanie drabinki na początkowych etapach włoskiej imprezy.

    In the first round, due to the high place in the ranking, she was of course awarded a free draw. In the second, it was time to meet a very good friend from the time of early tennis youth. On the other side of the grid stood an American – Catherine McNally, who gave herself to Iga at Wimbledon.

    Rekord w Rzymie. Ogłaszają po meczu Igi Świątek

    Tym razem nie było inaczej. Polka wygrała pierwszą partię, tracąc ledwie gema. Później sprawy znacznie się skomplikowały i mecz został rozegrany na pełnym dystansie. Ostatecznie jednak to Iga cieszyła się z końcowego triumfu i czeka na swoją rywalkę już w trzeciej rundzie.

    Jak się okazuje, w tym dniu organizatorzy pobili rekord. “IBI 2026: rekord wszech czasów pod względem liczby sprzedanych biletów w ciągu jednego dnia. Internazionali BNL d’Italia nadal pisze własną historię: 30 703 bilety sprzedano tylko podczas dzisiejszej popołudniowej sesji, a po doliczeniu sesji wieczornej łączna liczba sprzedanych dziś biletów przekroczyła 40 000” – czytamy w komunikacie.

    “To niezwykły wynik, który potwierdza rosnące zainteresowanie kibiców turniejem oraz tenisem na najwyższym poziomie na Foro Italico. Dzisiejsze dane ustanowiły więc nowy absolutny rekord liczby biletów sprzedanych w ciągu jednego dnia w historii BNL Italia Open” – dodano. Bez wątpienia mecz Igi Świątek w znaczącym stopniu przyczynił się do takiego wyniku.
    Tenisistka ubrana w pomarańczową koszulkę bez rękawów i daszek, z opuszczoną głową i dłonią poprawiającą nakrycie głowy.

    Naomi Osaka, Rzym 2026TIZIANA FABI AFP
    Zawodniczka tenisowa w czapce i sportowym stroju świętuje zdobycie punktu, trzymając rakietę i zaciśniętą pięść na kortach ziemnych.

    Iga Świątek po meczu z Caty McNallyEPA/ETTORE FERRARI/PAP/EPA
    Zawodniczka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem uderza piłkę tenisową rakietą, skupiona na grze.

    Iga Świątek z problemami awansowała do 3. rundy turnieju w RzymieFILIPPO MONTEFORTEAFP

    Analiza Dariusza Rolaka: Mecz Aston Villa – Nottingham Forest z półfinału Ligi Europy

  • Mistrzyni WTA 1000 znika ze ścieżki Świątek. Skandalistka znów bez litości

    Mistrzyni WTA 1000 znika ze ścieżki Świątek. Skandalistka znów bez litości

    Karolina Muchova w ostatnich miesiącach imponowała regularnością i rozsądnym planowaniem startów. Triumf w Dosze, półfinał w Miami oraz finał turnieju w Stuttgarcie sprawiły, że Czeszka należała do najgroźniejszych zawodniczek początku sezonu. Po intensywnym występie w Niemczech zdecydowała się nawet odpuścić obowiązkowy turniej WTA 1000 w Madrycie, godząc się na utratę punktów rankingowych, by uniknąć przemęczenia przed kluczową częścią rywalizacji na kortach ziemnych.

    Do Rzymu przyjechała więc wypoczęta i pełna nadziei na kolejny dobry wynik. Losowanie wydawało się sprzyjające — w drugiej rundzie miała zmierzyć się z kwalifikantką. Szybko jednak okazało się, że będzie nią Anastazja Potapowa, która już wcześniej zdążyła pokazać świetną dyspozycję na mączce. Reprezentująca obecnie Austrię tenisistka potwierdziła, że jej sukcesy z ostatnich tygodni nie były przypadkiem.

    Muchova już podczas australijskiej części sezonu prezentowała wysoki poziom. Dotarła do półfinału w Brisbane i do czwartej rundy Australian Open, ale prawdziwy przełom przyszedł później. Czeszka wygrała turniej w Dosze, a w Stuttgarcie dotarła aż do finału. W tym okresie przegrała jedynie pięć spotkań — dwukrotnie z Coco Gauff, a także po jednym meczu z Igą Świątek, Aryną Sabalenką i Jeleną Rybakiną.

    Potapowa z kolei przeszła w ostatnich miesiącach ogromną przemianę. Jeszcze niedawno znajdowała się blisko wypadnięcia z czołowej setki rankingu WTA, ale od kwietnia zaczęła grać znakomicie. Dotarła do finału w Linzu, a później sensacyjnie awansowała do półfinału turnieju w Madrycie, eliminując po drodze między innymi Jelenę Rybakinę.

    O rosyjsko-austriackiej zawodniczce było głośno także z powodów pozasportowych. Po wprowadzeniu neutralnego statusu dla tenisistów z Rosji i Białorusi Potapowa pojawiała się na turniejach w koszulce Spartaka Moskwa, czemu sprzeciwiały się ukraińskie zawodniczki. Krytycznie wypowiadała się również Iga Świątek. Ostatecznie WTA ukarała tenisistkę i zabroniła jej podobnych manifestacji. Tym większym zaskoczeniem było późniejsze uzyskanie przez nią austriackiego obywatelstwa.

    Piątkowe starcie z Muchovą od początku układało się po myśli Potapowej. Choć Czeszka miała szanse na szybkie przełamanie i mogła objąć prowadzenie 3:0, nie wykorzystała żadnego z czterech break pointów w pierwszych gemach meczu. Zamiast komfortowej przewagi pojawiły się problemy, a agresywnie grająca rywalka zaczęła przejmować inicjatywę.

    Potapowa imponowała zwłaszcza grą z głębi kortu — uderzała mocno, płasko i bardzo ryzykownie, ale skutecznie. To właśnie taki tenis przyniósł jej sukces w Madrycie i podobnie wyglądało to w Rzymie. Rosjanka jako pierwsza zdobyła przełamanie, a choć Muchova zdołała jeszcze odrobić straty, chwilę później ponownie straciła podanie. Pierwszy set zakończył się wynikiem 6:3 dla Potapowej.

    Druga partia była już wyraźnie jednostronna. Spotkanie zostało przerwane przez opady deszczu po pierwszym gemie, jednak przerwa nie wybiła Potapowej z rytmu. Po wznowieniu gry szybko odskoczyła na 4:0 i całkowicie kontrolowała wydarzenia na korcie. Muchova nie potrafiła znaleźć sposobu na rozpędzoną przeciwniczkę.

    Ostatecznie Potapowa zwyciężyła 6:3, 6:2 i zameldowała się w 1/16 finału turnieju w Rzymie. Jej kolejną rywalką będzie Ludmiła Samsonowa. Niewykluczone, że jedna z nich w dalszej fazie turnieju trafi na Igę Świątek w potencjalnym ćwierćfinale.

  • Świątek już w szatni. Nagle WTA ogłasza ws. Polki. Totalny zwrot akcji

    Świątek już w szatni. Nagle WTA ogłasza ws. Polki. Totalny zwrot akcji

    Iga Świątek zameldowała się w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie, choć droga do zwycięstwa z Caty McNally okazała się znacznie trudniejsza, niż mogło się wydawać po pierwszym secie. Spotkanie trwało niemal trzy godziny i dostarczyło kibicom ogromnych emocji. Polka rozpoczęła mecz znakomicie, ale później Amerykanka niespodziewanie wróciła do gry i poważnie zagroziła byłej liderce światowego rankingu.

    Początek pojedynku nie zapowiadał aż takich problemów. Choć McNally już na starcie przełamała Świątek, kolejne minuty należały już wyłącznie do Polki. Raszynianka błyskawicznie odzyskała kontrolę nad wydarzeniami na korcie, wygrała sześć gemów z rzędu i zamknęła pierwszego seta wynikiem 6:1 po zaledwie 29 minutach gry.

    W drugim secie obraz meczu całkowicie się jednak zmienił. Amerykanka zaczęła grać odważniej i coraz częściej spychała Świątek do defensywy. Polka prowadziła już 5:3 i była o krok od zakończenia spotkania, lecz McNally zdołała odrobić straty i doprowadziła do tie-breaka. W nim okazała się skuteczniejsza, doprowadzając do decydującej partii i wywołując spore nerwy zarówno u Świątek, jak i jej kibiców.

    Na szczęście dla polskich fanów trzecia odsłona zakończyła się po myśli naszej tenisistki. Świątek ponownie przejęła inicjatywę i wygrała seta 6:3, pieczętując awans do kolejnej rundy rzymskiego „tysięcznika”. W walce o miejsce w następnej fazie zmierzy się teraz z Emmą Navarro lub Elisabettą Cocciaretto.

    Na triumf Polki szybko zareagował oficjalny portal WTA. Organizacja opisała drogę Świątek do zwycięstwa jako „malowniczą ścieżkę”, podkreślając, jak wiele zwrotów akcji miało piątkowe starcie.

    „Świątek straciła prowadzenie, ale odzyskała kontrolę i wywalczyła awans w Rzymie” — napisano w podsumowaniu spotkania.

    WTA przypomniała również, że McNally była jedyną zawodniczką, która odebrała Świątek seta podczas ubiegłorocznego Wimbledonu. Choć Amerykanka nigdy nie pokonała Polki w głównym tourze, może pochwalić się zwycięstwem nad nią z juniorskiego Rolanda Garrosa w 2018 roku. Jak zauważono, także w piątkowym meczu była bardzo blisko sprawienia niespodzianki.

    Portal WTA zwrócił uwagę szczególnie na nerwowe momenty w trzecim secie. Świątek prowadziła już 3:1 po przełamaniu rywalki, ale chwilę później sama zaczęła popełniać błędy i zmarnowała szansę na jeszcze większą przewagę. Tym razem jednak potrafiła szybko odzyskać koncentrację i nie dopuściła do kolejnego zwrotu akcji.

  • Potwierdzają się doniesienia o Wilfredo Leonie. Na to zanosiło się od dawna

    Potwierdzają się doniesienia o Wilfredo Leonie. Na to zanosiło się od dawna

    Jeszcze trwa walka o mistrzostwo Polski, a wokół Wilfredo León zrobiło się wyjątkowo głośno. Jak informuje „Super Express”, zapadła decyzja o realizacji serii filmów dokumentalnych poświęconych gwieździe reprezentacji Polski. Produkcją ma zająć się Papaya Films, a zdjęcia mają rozpocząć się jeszcze w tym roku.

    To wiadomość, która z pewnością ucieszy kibiców siatkówki. Historia Leona od dawna wydaje się gotowym scenariuszem filmowym — pełnym dramatycznych momentów, sukcesów i ważnych życiowych wyborów. W tle wielkiej kariery znajduje się również jego rodzina, a szczególnie żona Małgorzata, która odegrała istotną rolę w jego życiu poza boiskiem.

    Tymczasem sam zawodnik skupia się na finale PlusLigi. Po czterech spotkaniach w rywalizacji pomiędzy Aluron CMC Warta Zawiercie a Bogdanka LUK Lublin nadal nie poznaliśmy mistrza Polski. O wszystkim zdecyduje piąty mecz, który odbędzie się 10 maja w Sosnowcu. Leon jeszcze kilka dni temu mobilizował kibiców w mediach społecznościowych, podkreślając, że drużyna wciąż wierzy w końcowy triumf.

    Życie reprezentanta Polski mogłoby spokojnie posłużyć za materiał na pełnometrażowy film. Urodził się na Kubie jako wcześniak i ważył niewiele ponad dwa kilogramy. Pochodzi ze sportowej rodziny — jego ojciec był zapaśnikiem, a matka siatkarką. Już jako 14-latek zadebiutował w seniorskiej reprezentacji Kuby, a trzy lata później został kapitanem kadry narodowej.

    Przełomowym momentem okazał się rok 2012. Po nieudanych kwalifikacjach olimpijskich Leon zdecydował się opuścić Kubę, co według tamtejszych przepisów oznaczało definitywne wykluczenie z reprezentacji. Kilka lat później rozpoczął nowy rozdział życia w Polsce. Od 2019 roku reprezentuje biało-czerwone barwy i sięgnął już po wiele sukcesów, w tym srebrny medal olimpijski w Paryżu, mistrzostwo Europy oraz triumfy w Lidze Narodów.

    Równie ciekawie wygląda jego historia miłosna. Z Małgorzatą poznał się przez internet, a po wielu rozmowach para spotkała się po raz pierwszy w 2011 roku w Gdańsku. Jak wspominał po latach siatkarz, już wtedy zrobiła na nim ogromne wrażenie. W tym roku małżeństwo będzie świętować 10. rocznicę ślubu.

    Para wychowuje troje dzieci — Natalię, Christiana i Selenę. Leonowie wielokrotnie podkreślali w wywiadach, że ogromną wagę przykładają do wychowania oraz nauki dobrych manier. Szczególnie zależy im na tym, by syn od najmłodszych lat uczył się szacunku i kultury osobistej.

  • Rywalka Świątek doskoczyła do Roiga i sztabu Igi. Od razu zapytała o jedno

    Rywalka Świątek doskoczyła do Roiga i sztabu Igi. Od razu zapytała o jedno

    Iga Świątek wraca do rywalizacji po problemach zdrowotnych, które zmusiły ją do poddania meczu z Ann Li w trakcie trzeciego seta turnieju w Madrycie. Polka zapowiadała jednak, że będzie gotowa na start w Rzymie — i słowa dotrzymała. Od kilku dni przygotowuje się we Włoszech, a już 8 maja rozegra swój pierwszy mecz przeciwko Caty McNally, z którą łączy ją wyjątkowa relacja sięgająca czasów juniorskich.

    Obie tenisistki dobrze się znają. Osiem lat temu stworzyły duet deblowy i wspólnie triumfowały w juniorskim French Open. McNally wspominała w rozmowie z Canal+ Sport, że ich wspólny start był spontaniczny.

    – To było zabawne, bo zgłosiłyśmy się praktycznie w ostatniej chwili. Wiedziałam, że Iga jest świetną zawodniczką i uznałam, że nasze style gry będą do siebie pasować – opowiadała Amerykanka.

    Przy okazji zdradziła też kulisy ich znajomości poza kortem.

    – Iga mieszkała u nas w domu i trenowała z moim bratem. Moja mama kupowała jej książki po angielsku, bo uwielbia czytać. Bardzo ją za to szanuję – wyznała McNally.

    Równie ciepło o swojej dawnej partnerce wypowiadała się także Świątek. Przed ich ubiegłorocznym spotkaniem na Wimbledon Championships podkreślała, że Amerykanka potrafi być bardzo niewygodną rywalką.

    – Znamy się jeszcze z czasów juniorskich. Caty świetnie czuje się na trawie, lubi chodzić do siatki, grać slajsem i zmieniać rytm gry. Mam do niej duży szacunek, bo świetnie weszła do touru, choć później zmagała się z licznymi kontuzjami – mówiła Polka.

    Ich ostatni pojedynek odbył się właśnie na Wimbledonie i zakończył zwycięstwem Świątek 5:7, 6:2, 6:1. Wcześniej Polka wygrała także w Ostrawie w 2022 roku 6:4, 6:4. Teraz będzie chciała podtrzymać zwycięską serię.

    Jeszcze przed meczem obie zawodniczki minęły się podczas treningów na Campo Centrale w Rzymie. Świątek kończyła zajęcia, gdy McNally pojawiła się na korcie. Amerykanka od razu podeszła do Francisco Roig i sztabu Polki, dopytując z troską o stan zdrowia Hiszpana. Roig obecnie porusza się o kulach po zerwaniu ścięgna Achillesa, którego doznał podczas jednego z treningów w Rzymie. Całą sytuację udało się uchwycić na nagraniu, które szybko obiegło media społecznościowe.

  • Niebywały zwrot akcji. Na to wszyscy czekali. Anita Włodarczyk ogłasza światu

    Niebywały zwrot akcji. Na to wszyscy czekali. Anita Włodarczyk ogłasza światu

    Choć Anita Włodarczyk ma już 40 lat, wciąż nie zamierza definitywnie zamknąć swojej wielkiej kariery. Trzykrotna mistrzyni olimpijska jeszcze niedawno sugerowała, że występ na igrzyskach w Paryżu będzie jej ostatnim olimpijskim rozdziałem. Dziś jednak patrzy na przyszłość zupełnie inaczej i coraz wyraźniej daje do zrozumienia, że celem mogą być także igrzyska w Los Angeles w 2028 roku.

    Historia olimpijskich startów Włodarczyk trwa już niemal dwie dekady. W 2008 roku w Pekinie otarła się o medal, kończąc rywalizację tuż za podium. Później jednak zdominowała konkurencję rzutu młotem i sięgała po złote medale kolejno w Londynie, Rio de Janeiro oraz Tokio. W Paryżu ponownie zabrakło jej niewiele do podium — zakończyła zmagania na czwartej pozycji. Wtedy wydawało się, że to definitywny koniec jej olimpijskiej drogi.

    Dziś okazuje się jednak, że sportowa emerytura może jeszcze poczekać. Sama zawodniczka przyznaje, że po sukcesie w Tokio odzyskała ogromną motywację do dalszej pracy i rywalizacji na najwyższym poziomie. Jak podkreśla, jeszcze kilka lat temu była przekonana, że zakończy karierę około 35. roku życia. Tymczasem nadal regularnie trenuje i wciąż czerpie z tego ogromną satysfakcję.

    Włodarczyk nie ukrywa, że organizm wymaga dziś większej troski niż dawniej. Potrzebuje więcej czasu na regenerację, a w kole nie jest już tak dynamiczna jak przed laty. Mimo to nie zamierza rezygnować z marzeń o kolejnym olimpijskim występie. Zaznacza jednak ostrożnie, że kluczową rolę odegra zdrowie.

    Polka od dekady pozostaje również rekordzistką świata. Jej fenomenalny rezultat 82,98 m nadal pozostaje nieosiągalny dla rywalek i jest symbolem jej dominacji w historii tej konkurencji.

    Najbliższe tygodnie będą dla niej wyjątkowe także z innego powodu. Już 14 maja premierę będzie miał dokument „Anita”, opowiadający o życiu i karierze legendarnej lekkoatletki. Produkcja przygotowana przez Papaya Films ma pokazać nie tylko sukcesy sportsmenki, ale również kulisy jej wieloletniej walki o utrzymanie się na szczycie światowego sportu.

  • Demolka w meczu ze Świątek, do powtórki wyniku już nie dopuściła. Teraz sama deklasuje

    Demolka w meczu ze Świątek, do powtórki wyniku już nie dopuściła. Teraz sama deklasuje

    Sorana Cîrstea ma za sobą sześć pojedynków z Igą Świątek i każdy z nich kończył się zwycięstwem Polki. Kilka z tych starć było dla Rumunki wyjątkowo bolesnych. Dwa lata temu w Madrycie zdołała ugrać zaledwie dwa gemy, przegrywając 1:6, 1:6. Co ciekawe, od tamtego momentu żadna inna rywalka nie rozbiła jej już w tak wyraźny sposób. Nawet w przegranych spotkaniach Cîrstea potrafiła zdobywać przynajmniej trzy gemy. Teraz jednak sama urządziła tenisowy pokaz siły w Rzymie i wysłała wyraźny sygnał Arynie Sabalence.

    Doświadczona zawodniczka z Bukaresztu rozgrywa ostatni sezon w karierze. Z Igą Świątek po raz pierwszy zmierzyła się podczas Australian Open 2022, a ostatni raz obie tenisistki spotkały się w ubiegłym roku w Seulu. Wszystkie pojedynki padły łupem raszynianki, która dwukrotnie triumfowała bardzo pewnie — 6:1, 6:1. Takie rezultaty padły zarówno w Dosze, jak i później w Madrycie w 2024 roku.

    Właśnie mecz w stolicy Hiszpanii okazał się ostatnią tak dotkliwą porażką w karierze Rumunki. Od końcówki kwietnia 2024 roku Cîrstea, nawet jeśli schodziła z kortu pokonana, zawsze potrafiła ugrać co najmniej trzy gemy. W międzyczasie odniosła także dwa cenne triumfy — wygrała turniej w Cleveland w sierpniu 2025 roku, a trzy miesiące temu zwyciężyła również w Klużu-Napoce. Teraz chce pójść za ciosem podczas imprezy w Rzymie.

    Sezon na kortach ziemnych rozpoczęła od występu w Linzu, gdzie dotarła do ćwierćfinału i przegrała dopiero z późniejszą triumfatorką, Mirrą Andriejewą. Później awansowała do półfinału turnieju WTA 250 w Rouen, choć przed starciem z Weroniką Podrez wycofała się z rywalizacji. W Madrycie dotarła natomiast do trzeciej rundy, w której zatrzymała ją Coco Gauff. Następnym przystankiem stał się Rzym.

    W stolicy Włoch rozstawiona Cîrstea rozpoczęła zmagania od drugiej rundy, gdzie trafiła na Tatjanę Marię — pogromczynię Magdy Linette. Tym razem jednak to Niemka została całkowicie zdominowana.

    Rumunka błyskawicznie przejęła kontrolę nad spotkaniem. Już przy pierwszej okazji przełamała rywalkę i po chwili prowadziła 3:0. Maria próbowała jeszcze wrócić do gry, utrzymując dwa własne gemy serwisowe, ale nie potrafiła zagrozić przeciwniczce przy jej podaniu. Co więcej, przy stanie 2:5 ponownie straciła serwis i pierwsza partia zakończyła się wynikiem 6:2 dla Cîrstei.

    Drugi set był już prawdziwym popisem tenisistki z Bukaresztu. Największe problemy miała jedynie w czwartym gemie, kiedy Maria obroniła trzy break pointy. Przy czwartej okazji Rumunka dopięła jednak swego i odskoczyła na 4:0. Później nie oddała już ani jednego gema, kończąc spotkanie efektownym triumfem 6:2, 6:0 po zaledwie 54 minutach gry.

    Dzięki temu zwycięstwu 36-latka zameldowała się w trzeciej rundzie, gdzie czeka już Aryna Sabalenka. Liderka światowego rankingu wcześniej wyeliminowała Barborę Krejcikovą i pozostanie zdecydowaną faworytką sobotniego pojedynku. Cîrstea pokazała jednak, że znajduje się w bardzo dobrej formie i zamierza mocno postawić się Białorusince.

    Będzie to czwarte starcie obu zawodniczek. Dotychczas dwa razy wygrywała Sabalenka, ale Rumunka ma również miłe wspomnienie — triumfowała nad tenisistką z Mińska podczas turnieju w Miami w 2023 roku.

  • Switolina przetestowała formę Świątek. 70 minut gry na korcie w Rzymie

    Switolina przetestowała formę Świątek. 70 minut gry na korcie w Rzymie

    Turniej WTA 1000 w Rzymie przez lata był dla Iga Świątek miejscem wyjątkowym. Polka aż trzykrotnie triumfowała na słynnym Campo Centrale i właśnie na włoskiej mączce rozgrywała jedne z najlepszych spotkań w karierze. Tegoroczna edycja ma jednak dla niej zupełnie inny wymiar. 24-latka przystępuje do rywalizacji bez ani jednego indywidualnego półfinału w sezonie 2026 i w Rzymie chce wreszcie przełamać tę serię. W czwartek miała okazję sprawdzić swoją dyspozycję podczas treningu z Elina Switolina.

    Wszystko podporządkowano przygotowaniom do pierwszego meczu w turnieju. Losowanie drabinki, które odbyło się na Piazza del Popolo z udziałem samej Świątek, wskazało, że rywalką Polki będzie Daria Kasatkina albo Caty McNally. Ostatecznie awans wywalczyła Amerykanka, pokonując Kasatkinę bez straty seta. Tym samym kibice doczekają się kolejnego pojedynku Świątek z McNally. Poprzednio tenisistki zmierzyły się podczas ubiegłorocznego Wimbledonu i wtedy Amerykanka sprawiła Polce sporo problemów. Była jedyną zawodniczką, która odebrała Świątek seta w trakcie całego londyńskiego turnieju.

    Czwartkowe zajęcia miały być dla raszynianki generalnym sprawdzianem przed piątkowym starciem. Początkowo trening ze Switoliną zaplanowano na korcie numer 8, jednak organizatorzy zdecydowali się na zmianę i obie zawodniczki przeniosły się na kort numer 14, wyposażony w trybuny po obu stronach. Dzięki temu kibice mogli z bliska obserwować trening. Większość miejsc szybko zajęli polscy fani.

    Świątek i Switolina pojawiły się na korcie z niewielkim opóźnieniem, ale uwagę przyciągało coś jeszcze. Wcześniej na obiekcie zameldował się trener Polki, Francisco Roig, któremu towarzyszył Maciej Ryszczuk. Hiszpan miał gips na prawej nodze i poruszał się o kulach. Jak później przekazała PR manager tenisistki, Daria Sulgotowska, szkoleniowiec doznał zerwania ścięgna Achillesa podczas jednego z treningów w Rzymie. Z tego powodu nie brał aktywnego udziału w zajęciach i obserwował wszystko z ławki.

    W sztabie Świątek obecni byli również Tomasz Moczek oraz Daria Abramowicz, która wróciła po dłuższej nieobecności. Psycholożka aktywnie wspierała zawodniczkę — podawała piłki i co jakiś czas rozmawiała z Polką podczas ćwiczeń.

    Sam trening rozpoczął się od standardowej rozgrzewki i ćwiczeń serwisowych. Później tenisistki przeszły do intensywnych wymian przypominających fragmenty meczu. Zajęcia zakończyły się około godziny 14:15. Na koniec oba zespoły podziękowały sobie za wspólny trening, a wokół trybun ustawił się tłum kibiców liczących na autograf lub wspólne zdjęcie. Świątek i Switolina przez kilka minut spacerowały wokół kortu numer 14, rozdając podpisy i pozując do fotografii, po czym udały się do szatni.

    Teraz cała uwaga skupia się już na piątkowym spotkaniu Świątek z McNally. Organizatorzy umieścili pojedynek na Campo Centrale jako pierwszy mecz dnia.

    https://x.com/z_kortu/status/2052403333130842450?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2052403333130842450%7Ctwgr%5E12b9b2fc41886a9b2854abbb740394c705600021%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-switolina-przetestowala-forme-swiatek-70-minut-gry-na-korcienId23474539

  • One to widzą”. To dlatego Świątek ma takie problemy z wygrywaniem

    One to widzą”. To dlatego Świątek ma takie problemy z wygrywaniem

    Turniej w Internazionali d’Italia może okazać się dla Iga Świątek kluczowym momentem przed nadchodzącym French Open. Polka wraca do rywalizacji po nieudanym występie w Madrycie i problemach zdrowotnych, a eksperci zgodnie podkreślają, że w stolicy Włoch potrzebuje przede wszystkim odzyskać pewność siebie oraz rytm meczowy.

    Świątek rozpoczęła współpracę z nowym trenerem, Francisco Roig, który zastąpił Wim Fissette. Na razie jednak efekty tej zmiany trudno jednoznacznie ocenić. W Stuttgarcie Polka odpadła już po pierwszym meczu, a w Madrycie musiała wycofać się z turnieju z powodu wirusowego zatrucia i fatalnego samopoczucia. Właśnie dlatego rzymski „tysięcznik” urósł do rangi niezwykle ważnego sprawdzianu przed obroną tytułu w Paryżu.

    Zdaniem eksperta Polsatu Sport, Dawid Olejniczak, szanse Świątek na przełamanie nadal są duże, mimo że wielu obserwatorów zwraca uwagę na trudną drabinkę. Już w drugiej rundzie Polka zmierzy się z Catherine McNally, zawodniczką grającą bardzo szybko i agresywnie. Olejniczak podkreśla, że jeśli Amerykanka złapie swój rytm, może być niewygodną rywalką.

    Jeszcze większe wyzwania mogą czekać Świątek w kolejnych rundach. Potencjalnymi przeciwniczkami są między innymi Emma Navarro oraz Naomi Osaka. Ekspert zaznacza jednak, że przy pełni możliwości Polka nadal jest w stanie pokonać każdą z nich nawet bez straty seta.

    Problem polega na tym, że obecna forma Świątek pozostaje wielką niewiadomą. Jak zauważa Olejniczak, tenis to sport, w którym odbudowa pewności siebie nie następuje z dnia na dzień. Jednego dnia można zagrać znakomicie, a kolejnego wyraźnie słabiej. Dlatego trudno dziś przewidzieć, czy w Rzymie zobaczymy dawną dominującą wersję liderki światowego tenisa.

    Ekspert zwraca też uwagę na zmianę nastawienia rywalek wobec Polki. Gdy Świątek dominowała w tourze, wiele zawodniczek wychodziło na kort już z poczuciem respektu, a nawet strachu. Teraz sytuacja wygląda inaczej. Kolejne tenisistki przekonały się, że można ją pokonać, co wyraźnie wpłynęło na psychologiczną równowagę w kobiecym tourze.

    Mimo to pojawiają się również pozytywne sygnały. Dobry mecz przeciwko Mirra Andriejewa w Stuttgarcie pokazał, że potencjał nadal jest ogromny, a występ w Madrycie trudno traktować jako wiarygodny punkt odniesienia z powodu choroby. Kluczowe będzie teraz to, czy Świątek zdoła rozegrać w Rzymie kilka solidnych spotkań z rzędu i odzyskać swobodę gry przed najważniejszym momentem sezonu na mączce.

    Równolegle ponownie wrócił temat współpracy Świątek z psycholożką Daria Abramowicz. Część ekspertów i komentatorów coraz częściej zastanawia się, jak duży wpływ na obecną sytuację tenisistki mają kwestie mentalne. Sama zawodniczka stara się jednak zachowywać spokój. Po przyjeździe do Rzymu podkreślała, że bardzo lubi atmosferę tego turnieju i cieszy się z powrotu do „wiecznego miasta”, które należy do jej ulubionych miejsc w całym kalendarzu WTA.

    Droga Świątek do finału nie będzie łatwa. W potencjalnych dalszych etapach turnieju mogą czekać między innymi Karolina Muchova, Jessica Pegula, Jelena Rybakina czy liderka rankingu Aryna Sabalenka. To sprawia, że każdy kolejny mecz może mieć ogromne znaczenie nie tylko dla wyniku turnieju, ale także dla psychicznego odbudowania Polki przed Roland Garros.

  • To miał być spacer “Zmory Świątek”. Przegrany set, lekarz na korcie. Sceny na Pietrangeli

    To miał być spacer “Zmory Świątek”. Przegrany set, lekarz na korcie. Sceny na Pietrangeli

    Jeszcze przed rozpoczęciem czwartkowej rywalizacji na Foro Italico starcie Jeleny Ostapenko z Amandą Anisimovą zapowiadano jako jeden z największych hitów dnia. Ostatecznie kibice nie doczekali się jednak pojedynku Łotyszki z Amerykanką. Tuż przed wyjściem na kort Anisimova wycofała się z turnieju z powodu problemów z lewym nadgarstkiem, a jej miejsce zajęła Elena Gabriela Ruse. Rumunka, choć dzień wcześniej przegrała w finale kwalifikacji z Sinją Kraus, pozostała w Rzymie z nadzieją na status „szczęśliwej przegranej”. I właśnie ta decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę.

    Ruse dostała niespodziewaną szansę i od początku sprawiała ogromne problemy Ostapenko. Łotyszka, która dzień wcześniej rozbiła Lucię Stefanini 6:0, 6:1 w niespełna godzinę, tym razem wyglądała zupełnie inaczej. Po świetnym występie z Włoszką wydawało się, że odzyskuje dawną formę, choć obecnie znajduje się poza czołową „40” rankingu WTA po utracie wielu punktów zdobytych rok wcześniej w Dosze i Stuttgarcie.

    Mecz z Ruse od pierwszych piłek miał jednak bardzo nerwowy przebieg. Rumunka przyjęła prostą, ale skuteczną taktykę — starała się przede wszystkim utrzymywać piłkę w korcie, zmuszając Ostapenko do podejmowania ryzyka. Łotyszka odpowiadała agresywnymi uderzeniami, ale bardzo często pudłowała. Od stanu 2:2 przegrała cztery kolejne gemy, wszystkie po długich bataliach na przewagi, i niespodziewanie oddała pierwszego seta 2:6.

    Problemy Ostapenko nie ograniczały się wyłącznie do gry. W przerwie między partiami na korcie pojawiły się służby medyczne. Tenisistce mierzono ciśnienie, a jej reakcje sugerowały ogromną frustrację i zniechęcenie. Przez chwilę można było nawet odnieść wrażenie, że nie będzie w stanie kontynuować spotkania.

    Łotyszka wróciła jednak do gry, choć początek drugiego seta również nie był dla niej udany — została przełamana już w pierwszym gemie. Wtedy nastąpił jednak całkowity zwrot wydarzeń. Ostapenko zaczęła grać jeszcze bardziej ofensywnie, ale tym razem ryzykowne uderzenia zaczęły trafiać w kort. Błyskawicznie przejęła inicjatywę, odskoczyła rywalce i wygrała drugą partię 6:2.

    Decydujący set dostarczył kibicom prawdziwego tenisowego chaosu i ogromnych emocji. Na trybunach trwała głośna wymiana dopingu pomiędzy sympatykami obu zawodniczek, a na korcie nie brakowało nerwów, pretensji i dramatycznych momentów. Obie tenisistki seryjnie popełniały podwójne błędy serwisowe — w całym spotkaniu uzbierało się ich aż 19, przy zaledwie jednym asie.

    Ostapenko wielokrotnie dyskutowała z sędzią Fabio Souzą, gestykulowała w stronę swojego sztabu i wyraźnie przeżywała każdą akcję. Mimo chaosu w kluczowych momentach zachowała jednak więcej zimnej krwi. Nie pozwoliła Ruse doprowadzić do remisu 4:4, choć Rumunka miała ku temu dwie okazje przy własnym serwisie. Chwilę później Łotyszka obroniła jeszcze pięć break pointów, gdy walczyła o utrzymanie prowadzenia.

    Ostatecznie dopiero trzecia piłka meczowa zakończyła ten pełen zwrotów akcji pojedynek. Po ponad dwóch godzinach walki Jelena Ostapenko pokonała Elenę Gabrielę Ruse 2:6, 6:2, 6:3 i awansowała do kolejnej rundy turnieju w Rzymie.