Category: Uncategorized

  • Kaczyńskiemu puściły nerwy na miesięcznicy smoleńskiej. “Te śmiecie, które tu stoją”

    Kaczyńskiemu puściły nerwy na miesięcznicy smoleńskiej. “Te śmiecie, które tu stoją”

    Jarosław Kaczyński ponownie wywołał kontrowersje swoimi wypowiedziami. W niedzielę, 10 sierpnia, podczas miesięcznicy smoleńskiej na placu Piłsudskiego w Warszawie prezes PiS odniósł się do grupy protestujących, którzy zagłuszali jego przemówienie okrzykami „kłamca” przez megafon.

    – Tutaj stoją ludzie, którymi powinny zająć się służby specjalne, ale mamy obecnie taki rząd i takie służby, które nie wykonują swoich obowiązków. To jednak wkrótce się zmieni – przyjdzie czas, że trafią tam, gdzie ich miejsce, czyli do więzień, a władza w Polsce zacznie realizować polskie interesy. I te śmiecie, które tu stoją – nie mam na myśli naszych zwolenników – boją się tego tak samo, jak ci, którzy dziś siedzą w rządowych gabinetach. Mówią o nich wszyscy w Polsce jednym słowem: KPO – koryto Platformy Obywatelskiej. Taka jest prawda o tych rządach i z tym trzeba skończyć – stwierdził Kaczyński.

    Była to już druga w ostatnich dniach ostra wypowiedź prezesa PiS. W środę, 6 sierpnia, w Sejmie nazwał dziennikarza TVN24 Radomira Wita „chamem”. Sytuacja miała miejsce po pytaniu o zapowiedź nowego prezydenta Karola Nawrockiego dotyczącą zmian w wymiarze sprawiedliwości. Obecni posłowie PiS zareagowali śmiechem, a posłanka Joanna Lichocka wtrąciła uwagę o rzekomo wysokich zarobkach reportera. Dziennikarz odpowiedział, aby „nie mierzyła innych swoją miarą”, nawiązując do jej majątku i dawnych zarobków w mediach publicznych. Kaczyński skomentował wtedy: „Niech pan się wobec kobiet inaczej zachowuje”, a gdy reporter próbował zadać kolejne pytanie, uciął rozmowę słowami: „Z chamami nie rozmawiam. Pan jest chamem” – po czym odszedł.

    Tego samego dnia europoseł KO Krzysztof Brejza złożył do sejmowej komisji etyki wniosek o ukaranie Kaczyńskiego. W uzasadnieniu napisał, że takie słowa są „skrajnie nieakceptowalne w przestrzeni publicznej” i nie przystoją parlamentarzyście. Jego zdaniem obraźliwe określenie wobec dziennikarza narusza zasady etyki poselskiej oraz konstytucyjną wolność słowa i prasy.

    Więcej o tej sprawie można przeczytać w artykule „Szokujące słowa Kaczyńskiego w Sejmie. Będzie kara. ‘Stwarza atmosferę zastraszania’”.

  • Ależ “triumf” Świątek! Polka się nie zatrzymuje, wynik mówi wszystko

    Ależ “triumf” Świątek! Polka się nie zatrzymuje, wynik mówi wszystko

    Iga Świątek wróciła na zwycięską ścieżkę, prezentując formę, która 12 lipca przyniosła jej upragniony triumf na Wimbledonie. Jak się jednak okazuje, miniony miesiąc przyniósł jej sukces nie tylko na korcie. Według danych firmy Sotrender, Polka wyprzedziła w jednej z kategorii nawet rodaków związanych z FC Barceloną – Roberta Lewandowskiego i Wojciecha Szczęsnego – a przy okazji przyczyniła się do spektakularnej akcji marketingowej jednej z polskich marek.

    Lipiec był dla liderki światowego rankingu wyjątkowo udany. Po roku przerwy w zdobywaniu tytułów znów stanęła na najwyższym stopniu podium, i to na nawierzchni, która dotychczas nie była jej sprzymierzeńcem. W londyńskim Wimbledonie Świątek zdominowała rywalizację, w finale nie oddając Amandzie Anisimovej ani jednego gema. Co więcej, w całym turnieju straciła zaledwie jednego seta, imponując formą i pewnością siebie.

    Okazuje się jednak, że sukcesy Igi nie ograniczyły się do kortów. Z raportu Sotrendera wynika, że jej profil na Instagramie był w lipcu najszybciej rosnącym kontem w Polsce – liczba obserwujących zwiększyła się aż o 368 tysięcy. Drugi w zestawieniu Lewandowski zdobył 269 tys. nowych fanów, a trzeci Szczęsny – 251 tys. Tak imponujący wzrost popularności Świątek to efekt nie tylko mistrzowskiego występu w Londynie, lecz także… kulinarnych upodobań tenisistki.

    Podczas turnieju Polka głośno promowała swój ulubiony polski specjał – makaron z truskawkami – co wywołało w mediach i internecie falę komentarzy. Zainteresowanie tematem postanowiła wykorzystać marka Lubella, wprowadzając makaron w kształcie paletek tenisowych i prosząc internautów o pomysły na jego nazwę. Efekt? Ponad 10 tysięcy polubień, 4 tysiące komentarzy i tytuł najbardziej angażującego posta lipca w kategorii „Jedzenie”. Dodatkowo profil firmy awansował aż o 249 pozycji w rankingu zaangażowania, zajmując wysokie, szóste miejsce.

    Po londyńskim sukcesie Świątek przeniosła swoją energię z sieci ponownie na korty. Wystąpiła w turnieju WTA 1000 w Montrealu, gdzie odpadła w 1/8 finału, ale zdobyła cenne doświadczenie przed US Open. Kolejnym sprawdzianem jest dla niej WTA 1000 w Cincinnati. W pierwszym meczu bez większych problemów pokonała Anastazję Potapową, a w trzeciej rundzie otrzymała wolny awans po wycofaniu się Marty Kostiuk. W 1/8 finału zmierzy się z Soraną Cirsteą lub Yue Yuan.

  • Miedwiediew odpowiedział Idze Świątek. “Kiedy to usłyszałem…”

    Miedwiediew odpowiedział Idze Świątek. “Kiedy to usłyszałem…”

    Iga Świątek i Daniił Miedwiediew od kilku lat łączy nie tylko rywalizacja na korcie, ale także wspólna rola ambasadorów marki Tecnifibre. Ich znajomość zaczęła się około 2021 roku, kiedy to Polka rozpoczęła współpracę z francuskim producentem rakiet tenisowych. Miedwiediew jest związany z tą firmą już od 2016 roku. Od tamtej pory oboje wielokrotnie pojawiali się wspólnie przy okazji turniejów, a nawet grali razem w padla z zawodowcami.

    Jednym z najbardziej pamiętnych epizodów w ich relacji była wypowiedź Świątek sprzed czterech lat. Podczas transmisji na żywo na Instagramie Iga stwierdziła, że sposób poruszania się Miedwiediewa po korcie przypomina jej… precla. Chodziło o to, że Rosjanin potrafi tak wygiąć ciało przy uderzeniach, jak charakterystycznie skręcone pieczywo. Wówczas sam zainteresowany przyznał, że nie miał pojęcia, czym jest precel. Kilka dni później opublikował na Instagramie zdjęcie z tym przysmakiem, a Iga skomentowała je słowami: „uczyniłeś mój dzień szczęśliwszym”.

    Do tego tematu wrócono podczas tegorocznego turnieju w Cincinnati, gdy oboje pojawili się w studiu Tennis Channel. – Tak, pamiętam tę sytuację. Było to całkiem zabawne i doskonale rozumiem, co Iga miała na myśli – mówił Miedwiediew z uśmiechem. – Zwłaszcza mój forhend bywa „jak precel”. Bekhend nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale forhend potrafi być dość nietypowy. Kiedy usłyszałem to porównanie po raz pierwszy, rozbawiło mnie – dodał.

    Choć w tej sprawie panowała pełna zgoda, bywały sytuacje, w których oboje mieli zupełnie odmienne zdania. Tak było choćby przy okazji niedawnej zmiany nawierzchni w Indian Wells po 25 latach. Świątek twierdziła, że nie zauważyła wielkiej różnicy i podkreślała, że w tourze regularnie gra się na różnych typach kortów, które potrafią zmieniać szybkość z roku na rok. Miedwiediew miał jednak inne odczucia: – To prawdopodobnie najwolniejszy kort, na jakim grałem w życiu. Moim zdaniem jest bardzo wolny, zawsze taki był w Indian Wells – ocenił.

    Podczas gdy Świątek udanie rozpoczęła występy w Cincinnati, pokonując 6:1, 6:4 Anastazję Potapową, a następnie awansując bez gry po wycofaniu się Marty Kostiuk, Miedwiediew szybko zakończył udział w turnieju. Rosjanin odpadł już w drugiej rundzie po porażce 7:6 (0), 4:6, 1:6 z Australijczykiem Adamem Waltonem. Teraz Polka czeka na rywalkę w czwartej rundzie – będzie nią zwyciężczyni meczu Sorana Cirstea – Yue Yuan.

    https://x.com/TennisChannel/status/1954247547150532874?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1954247547150532874%7Ctwgr%5E4c1f367061c2b84b5a93a60ea4d57c75ec7b09e1%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732168645miedwiediew-odpowiedzial-idze-swiatek-kiedy-to-uslyszalem.html

  • Była partnerka zwróciła się do Świątek. “Jestem tu dla niej”

    Była partnerka zwróciła się do Świątek. “Jestem tu dla niej”

    Czy Iga Świątek ponownie pojawi się w turniejach WTA w grze podwójnej? Od jej ostatnich oficjalnych występów w deblu minęły już niemal cztery lata. „Jak możecie zauważyć, Iga jest bardzo smutna, że przestała grać w deblu” – napisała w mediach społecznościowych Bethanie Mattek-Sands, utytułowana amerykańska tenisistka, dziewięciokrotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych w deblu i mikście, która przez pewien czas tworzyła duet z Polką. Jak się okazuje, Mattek-Sands ma dla Świątek ciekawą propozycję powrotu do wspólnej gry.

    Przez ostatnie sezony liderka światowego rankingu skupiała się niemal wyłącznie na singlu. Jeśli już występowała w deblu lub mikście, były to głównie mecze w Billie Jean King Cup lub pokazowe wydarzenia, jak World Tennis League. Teraz czeka ją jednak mała zmiana – podczas nadchodzącego US Open zagra w turnieju mikstów u boku Norwega Caspera Ruuda. Sam Ruud nie szczędził jej ciepłych słów, nawet po jej niedawnej porażce z Coco Gauff w Madrycie. – Jak miliony innych uwielbiam oglądać twoją grę. Dziś nie był twój dzień, ale wciąż inspirujesz tak wielu i wrócisz silniejsza niż kiedykolwiek – mówił.

    Choć dziś nie każdy o tym pamięta, Świątek miała okres, w którym regularnie grywała w deblu. Jej ostatnim oficjalnym partnerstwem była współpraca z Bethanie Mattek-Sands, zakończona w październiku 2021 roku po turnieju w Indian Wells. Niedawno jedna z fanek zapytała Amerykankę na Instagramie, dlaczego przestała grać z Igą. W odpowiedzi opublikowała ich wspólne zdjęcie z Cincinnati 2021 i napisała: „Jak możecie zauważyć, Iga jest bardzo smutna, że przestała grać w deblu. ALE ja zawsze jestem dla niej”. Wspólny duet miał na koncie m.in. finał Roland Garros oraz półfinał w Miami.

    Jak doszło do tego, że zaczęły występować razem? Mattek-Sands zdradziła, że wszystko zaczęło się dość przypadkowo. – To zabawna historia! Dosłownie 20–30 minut przed zamknięciem zgłoszeń do turnieju w Miami przeglądałam ranking i trafiłam na Igę. Pomyślałam: „Cholera, ona gra teraz świetny tenis”. Zdobyłam jej numer i napisałam na WhatsAppie. Iga jest wspaniała, cieszę się, że mogłam ją lepiej poznać – wspominała.

    Amerykanka podkreśla, że Świątek imponuje jej mentalnością. – Jest trochę nieśmiała i wycofana, ale potrafi być też zabawna i sarkastyczna. Jej obecność to czysta przyjemność. Wnosi na kort mnóstwo świeżej energii. Ma znakomity forhend i bekhend, świetnie się porusza, a choć najlepiej czuje się na mączce, jest groźna na każdej nawierzchni. Ma wszystko, czego potrzeba – i jest dla mnie inspiracją – dodała.

    Bethanie Mattek-Sands ma na koncie dziewięć tytułów wielkoszlemowych w deblu i mikście oraz złoty medal olimpijski w mikście z Rio de Janeiro w 2016 roku.

  • Sensacyjna decyzja Sabalenki. Świątek powiedziała “nie”

    Sensacyjna decyzja Sabalenki. Świątek powiedziała “nie”

    Aryna Sabalenka zdecydowała się wprowadzić do swojego sztabu nową osobę, która ma ją wspierać w najbliższych startach, w tym podczas zbliżającego się US Open. Rolę konsultanta objął były białoruski tenisista Max Mirny. Sabalenka już wyjaśniła, na czym ma polegać jego pomoc. Niedawno o podobne rozwiązanie zapytaliśmy Igę Świątek – jej odpowiedź była jednoznaczna.

    Powrót po przerwie i nowy członek ekipy

    Aryna Sabalenka wróciła do rywalizacji po miesięcznej pauzie. Ostatni mecz rozegrała w półfinale Wimbledonu, gdzie musiała uznać wyższość Amandy Anisimowej. Następnie zrezygnowała z występu w turnieju WTA 1000 w Montrealu, aby ponownie pojawić się na korcie w imprezie tej samej rangi w Cincinnati. W drugiej rundzie turnieju pokonała Marketę Vondrousovą 7:5, 6:1.

    Podczas amerykańskiej części sezonu towarzyszy jej nowa postać – Max Mirny. Dołączył do zespołu na turnieje w Cincinnati i na US Open, który rozpocznie się 24 sierpnia. Jak poinformowało „The Athletic”, Mirny już w Wimbledonie pełnił rolę jej nieoficjalnego sparingpartnera. Po dobrych doświadczeniach Sabalenka zaprosiła go, by oficjalnie doradzał jej w roli konsultanta. Trenerem głównym pozostaje Anton Dubrow, a jego pozycja nie jest zagrożona.

    Kim jest Max Mirny?

    Mirny przez lata należał do światowej czołówki – zwłaszcza w deblu. Był liderem rankingu ATP w grze podwójnej i zdobył sześć tytułów wielkoszlemowych, w tym cztery na Roland Garros. W singlu najwyżej plasował się na 18. miejscu w rankingu i dotarł do ćwierćfinału US Open w 2002 roku. W 2012 roku w Londynie wywalczył złoty medal olimpijski w mikście wraz z Wiktorią Azarenką. Karierę zakończył w 2018 roku, a później pracował jako trener, m.in. z Keim Nishikorim. W styczniu 2024 roku przeszedł operację usunięcia złośliwego guza mózgu i kontynuował leczenie w USA, gdzie obecnie mieszka.

    Sabalenka o współpracy z Mirnym

    Sabalenka podkreśliła, że nowy członek ekipy może wnieść do jej gry cenne elementy. – To bardzo mądry człowiek. Jestem szczęśliwa, widząc, jak potrafi cieszyć się życiem po tym, co przeszedł. Walczył naprawdę dzielnie – powiedziała w rozmowie z Tennis Channel. Jak wyjaśniła, Mirny będzie pracował z nią nad grą przy siatce i serwisem, a także wniesie świeże spojrzenie do zespołu. – Był świetnym zawodnikiem zarówno w singlu, jak i w deblu. Wniesienie nowego głosu do teamu jest bardzo ważne – dodała.

    Iga Świątek ma inne podejście

    Temat dodatkowych konsultantów pojawił się także w rozmowie z Igą Świątek w czerwcu, gdy Polka przygotowywała się na Majorce do sezonu trawiastego. Liderka rankingu WTA przyznała, że sama rozważała taki krok, ale brakuje na to czasu. – Nawet okres przygotowawczy trwa tylko cztery tygodnie, jeśli wcześniej gra się w WTA Finals. Czasami nie nadążam z realizacją tego, co chce wprowadzić mój trener Wim Fissette. Kiedy mamy jedynie kilka dni przed turniejem, trudno o większe zmiany – wyjaśniała.

    Świątek zaznaczyła, że w tenisie trudno znaleźć moment na wdrożenie nowych elementów gry, bo nie ma długich przerw jak w innych dyscyplinach. – To fajny pomysł, jeśli chce się otworzyć na nową perspektywę lub gdy brakuje motywacji. Ja jednak cały czas mam ogromną chęć grania i wygrywania, czasami nawet za dużą – mówiła wówczas Polka.

    Różne drogi tenisistów

    Świątek ostatecznie sięgnęła po historyczny dla siebie tytuł Wimbledonu, potwierdzając, że jej podejście się sprawdza. Inni zawodnicy wybierają jednak dodatkowe wsparcie – Hubert Hurkacz współpracuje z legendarnym Ivanem Lendlem, a Magda Linette korzysta z pomocy Agnieszki Radwańskiej.

    Sabalenka w trzeciej rundzie w Cincinnati zagra z Emmą Raducanu, natomiast Świątek awansowała bez gry do czwartej rundy po tym, jak Marta Kostiuk wycofała się z powodu kontuzji. Relacje z turnieju można śledzić w Canal+ Sport oraz na portalu Sport.pl.

    ← Back

    Thank you for your response. ✨

  • Córka legendy pojawiła się u boku Nawrockiego. “Mam zaszczyt”

    Córka legendy pojawiła się u boku Nawrockiego. “Mam zaszczyt”

    W niedzielę Karol Nawrocki odwiedził swój rodzinny Gdańsk, gdzie wziął udział w wyjątkowym wydarzeniu sportowym. Jako prezydent Polski, pełniący obowiązki od środy, otworzył II Memoriał im. Jana Biangi – turniej bokserski poświęcony legendarnemu pięściarzowi i trenerowi. – Za to, że był Polakiem, był więziony przez Niemców w niemieckich obozach koncentracyjnych – wspominał Nawrocki. Podczas uroczystości towarzyszyła mu córka patrona memoriału, Barbara Bianga.

    Wizyta w Gdańsku miała dla prezydenta szczególne znaczenie. Odwiedził m.in. Muzeum II Wojny Światowej, którym w przeszłości kierował, a następnie pojawił się na imprezie bokserskiej, by wesprzeć tę dyscyplinę sportu, którą sam amatorsko trenował.

    Podczas otwarcia memoriału Nawrocki podkreślał, że wydarzenie jest okazją nie tylko do sportowej rywalizacji, ale również do przypomnienia postaci Jana Biangi. – Nie po raz pierwszy mam zaszczyt stać obok pani Barbary Biangi. Ten memoriał nosi imię człowieka, który za to, że był Polakiem i że do Polski był przywiązany, został uwięziony w niemieckich obozach koncentracyjnych. Jan Bianga, który odmówił podpisania volkslisty, bo w jego sercu była Polska, a w żyłach płynęła polska krew, był gotów cierpieć, pracować w kamieniołomach, znosić więzienie tylko dlatego, że był jednym z nas – Polakiem takim jak my – mówił.

    Prezydent życzył także powodzenia wszystkim startującym w turnieju zawodnikom. – Brawa dla sportowców, którzy za chwilę wejdą do ringu. Wszyscy wiemy, ile siły, determinacji, ciężkiego treningu, potu i krwi to wymaga. Niech żyje polski boks, niech żyje sport, a przede wszystkim – niech żyje nasza wspaniała, wolna, niepodległa i suwerenna Rzeczpospolita – zakończył.

    Jan Bianga, pochodzący z Sopotu, w okresie międzywojennym był jednym z czołowych polskich bokserów. Dwukrotnie zdobywał brązowy medal mistrzostw kraju w kategorii koguciej. Po zakończeniu kariery zawodniczej został trenerem i bliskim współpracownikiem Feliksa Stamma, z którym wyszkolił wielu wybitnych pięściarzy, w tym reprezentantów Polski. W czasie II wojny światowej odmówił współpracy z Gestapo, za co spędził wiele lat w niemieckich obozach koncentracyjnych w Nowym Porcie, Stutthofie, Sachsenhausen i Mauthausen-Gusen.

  • Takiej Świątek dawno nie widzieliśmy, a sala aż reagowała śmiechem

    Takiej Świątek dawno nie widzieliśmy, a sala aż reagowała śmiechem

    W sobotnie popołudnie, tuż po swoim pierwszym meczu w tegorocznym turnieju WTA 1000 w Cincinnati, Iga Świątek pojawiła się w sali konferencyjnej, aby wziąć udział w tradycyjnym spotkaniu z mediami. Polka bez większych problemów pokonała Anastasię Potapową 6:1, 6:4, a początkowa część rozmowy z dziennikarzami dotyczyła głównie samego meczu oraz kwestii tenisowych. Jednak po kilku pytaniach wydarzyło się coś, czego nie widziano już dawno – konferencja zmieniła charakter, a atmosfera w sali stała się wyjątkowo swobodna i pełna śmiechu. Powodem była zupełnie niespodziewana zmiana tematu.

    W pewnym momencie jeden z dziennikarzy zapytał liderkę światowego rankingu o wrażenia po obejrzeniu filmu „Wicked: Part I” z 2024 roku – ekranizacji kultowego broadwayowskiego musicalu, inspirowanego powieścią „Czarnoksiężnik z Krainy Oz”. Pytanie to sprawiło, że Świątek nagle wyraźnie się ożywiła, a jej odpowiedź była tak entuzjastyczna i obszerna, że momentami można było odnieść wrażenie, iż zapomniała, że wciąż znajduje się na oficjalnej konferencji prasowej.

    – Oglądałam ten film w drodze do Montrealu. Spodobało mi się absolutnie wszystko – zaczęła z energią. – Zawsze byłam fanką Taylor Swift, więc gdy w latach 2014–2016 Taylor była na fali, Ariana Grande, która teraz jest jedną z głównych bohaterek filmu, też była bardzo popularna. Ale wtedy porównywałam je i zdecydowanie bardziej lubiłam Taylor. Tak naprawdę nigdy nie słuchałam Ariany i specjalnie się nią nie interesowałam. Aż tu nagle w „Wicked” zobaczyłam, jak wspaniale sobie radzi – jak potrafi podnieść głos, osiągnąć skalę, której wcześniej u niej nie słyszałam, a do tego tańczyć, grać, kreować postać… Nie wiedziałam, że jest do tego zdolna. Pewnie jej fani wiedzieli o tym od dawna, ale ja byłam naprawdę zaskoczona. Zyskałam do niej ogromny szacunek – mówiła z pasją Świątek.

    Polka kontynuowała, opowiadając o muzyce z filmu: – Piosenki są niesamowite. Można ich słuchać codziennie. Niektóre mają charakter popowy, inne są bardziej operowe… – tu jednak przerwała, roześmiała się, zasłoniła usta dłonią i zauważyła, że mówi o „Wicked” już naprawdę długo. Sala zareagowała salwą śmiechu, a Iga z uśmiechem dodała: – Przepraszam, to chyba będzie moja najdłuższa wypowiedź na konferencji! Uwielbiałam też to, że w filmie znalazł się hołd dla oryginalnej broadwayowskiej wersji z Idiną Menzel i Kristen Chenoweth. To było po prostu fantastyczne. Uzależniłam się od ścieżki dźwiękowej i musiałam przestać jej słuchać, bo piosenki zaczęły chodzić mi po głowie bez przerwy – nawet trochę za bardzo! – wyznała, dodając, że obecnie próbuje się powstrzymać, by móc w pełni skupić się na tenisie.

    Gdy padło pytanie, czy planuje zobaczyć spektakl na Broadwayu, Świątek aż lekko stuknęła dłonią w stół i z rozbrajającą szczerością odparła: – Nie wiem, czy poczekać na drugą część filmu, czy od razu iść na przedstawienie. Kiedy czytam książkę, unikam oglądania ekranizacji, żeby nie psuć sobie wyobrażeń w głowie. Chyba poczekam na kontynuację, a dopiero potem wybiorę się na Broadway – stwierdziła.

    W tym momencie prowadząca konferencję zapowiedziała przejście do pytań od polskich dziennikarzy. Ku zaskoczeniu wszystkich Świątek wyraźnie nie chciała kończyć rozmowy na temat filmu. – Ja chcę mówić dalej! Pierwszy raz w życiu! Macie jeszcze jakieś pytania o Wicked? – rzuciła z szerokim uśmiechem. Na szczęście znalazło się jeszcze jedno pytanie – o ulubione utwory z filmu.

    – „Czarodziej i ja” – to był pierwszy utwór, przy którym pomyślałam: „O mój Boże, to jest zupełnie nowy poziom”. Potem „Popular”, „One Short Day” i oczywiście „Defying Gravity”. Ale szczerze mówiąc, nie potrafię wybrać jednej ulubionej piosenki. A jakie są wasze? – odpowiedziała, zwracając się do dziennikarzy.

    Jeden z nich zauważył, że film trafił do kin już na przełomie listopada i grudnia 2024 roku, a Świątek zobaczyła go dopiero teraz. Reakcja liderki rankingu znów wywołała śmiech na sali. – Jestem dziwna. Nie oglądam rzeczy wtedy, kiedy wszyscy o nich mówią. Nie wiem dlaczego. Cały świat się nimi ekscytuje, a ja myślę sobie: „Nieważne”. Nadal czekam, aż dotrze do mnie Gra o tron… Chyba się ośmieszam, zakończmy tę konferencję! – skwitowała rozbawiona.

    Świątek w Cincinnati miała w trzeciej rundzie zmierzyć się z Martą Kostiuk, ale z powodu kontuzji Ukrainki do tego spotkania nie dojdzie. Polka bez gry awansowała do IV rundy, w której jej rywalką będzie Sorana Cirstea lub Yue Yuan. Ich mecz zaplanowano na poniedziałkowy wieczór czasu lokalnego.

  • Ależ sensacja w Cincinnati! Gwiazda wyrzucona z turnieju

    Ależ sensacja w Cincinnati! Gwiazda wyrzucona z turnieju

    Ella Seidel sprawiła ogromną niespodziankę w turnieju WTA 1000 rozgrywanym na twardych kortach w Cincinnati. Niemka, która do głównej drabinki awansowała przez kwalifikacje, wyeliminowała 11. zawodniczkę światowego rankingu, choć w decydującym secie przegrywała już 1:4, tracąc podwójne przełamanie!

    Faworytką niedzielnego starcia była Amerykanka Emma Navarro (nr 11 WTA), rozstawiona w turnieju z numerem 8. Po drugiej stronie siatki stanęła jednak 20-letnia Ella Seidel (124. WTA), która już w kwalifikacjach pokazała charakter. W decydującej rundzie eliminacji przegrywała z Australijką Priscillą Hon 0:3 w trzecim secie, a mimo to odwróciła losy meczu. W pierwszej rundzie turnieju głównego także musiała odrabiać straty – po przegranym secie z Rosjanką Poliną Kudermietową (60. WTA) ponownie wyszła zwycięsko z opresji.

    Pojedynek z Navarro rozpoczął się wyrównanie. Przy stanie 4:4 w pierwszej partii Amerykanka oddała swoje podanie, a po chwili zmarnowała dwie okazje na odrobienie strat i przegrała seta 4:6. W drugiej odsłonie sytuacja się odwróciła – Navarro zdobyła pięć gemów z rzędu i pewnie doprowadziła do remisu w meczu.

    Trzeci set miał jednak dramatyczny przebieg. Navarro wyszła na prowadzenie 4:1, mając dwa przełamania przewagi, ale wówczas nastąpił niesamowity zwrot akcji. Seidel wygrała pięć gemów z rzędu, pieczętując swoje największe zwycięstwo w dotychczasowej karierze – pokonanie 11. rakiety świata 6:4, 1:6, 6:4.

    „To niespodzianka dnia. Przegrywając z dwoma przełamaniami w decydującym secie, Ella Seidel odniosła swoje największe zwycięstwo w karierze” – skomentował na platformie X profil Univers Tennis. Znany dziennikarz Jose Morgado nazwał porażkę Navarro „szaloną”, podkreślając, że miała ona wyraźną przewagę w kluczowym momencie meczu.

    W trzeciej rundzie turnieju w Cincinnati Seidel zmierzy się ze zwyciężczynią starcia dwóch Amerykanek – Caty McNally (104. WTA) lub McCartney Kessler (32. WTA).

    Wynik meczu II rundy:
    Emma Navarro – Ella Seidel 4:6, 6:1, 4:6

    Inne wyniki niedzielnych spotkań:

    Magda Linette (Polska, 40. WTA) – Rebecca Sramkova (Słowacja, 38. WTA) 7:6 (7:4), 6:0

    Aryna Sabalenka (Białoruś, 1. WTA) – Marketa Vondrousova (Czechy, 59. WTA) 7:5, 6:1

    Leolia Jeanjean (Francja, 95. WTA) – Amanda Anisimowa (USA, 8. WTA) – walkower, wygrana Anisimowej

    Dajana Jastremska (Ukraina, 31. WTA) – Wiktoria Tomowa (Bułgaria, 102. WTA) 6:4, 2:6, 6:2

    Anastasija Sevastova (Łotwa, 267. WTA) – Ashlyn Krueger (USA, 35. WTA) 4:6, 6:0, 3:6

    Weronika Kudermietowa (Rosja, 36. WTA) – Belinda Bencić (Szwajcaria, 19. WTA) 6:4, 7:6 (7:0)

    Clara Tauson (Dania, 15. WTA) – Ajla Tomljanović (Australia, 86. WTA) 6:3, 6:7 (5:7), 6:4

    Camila Osorio (Kolumbia, 56. WTA) – Jelena Ostapenko (Łotwa, 30. WTA) – walkower, wygrana Ostapenko

    Xinyu Wang (Chiny, 37. WTA) – Coco Gauff (USA, 2. WTA) 3:6, 2:6

    Kimberly Birrell (Australia, 82. WTA) – Jessica Pegula (USA, 4. WTA) 4:6, 3:6

  • Najpierw mecz Świątek, a teraz to! Jest kolejny walkower Cincinnati

    Najpierw mecz Świątek, a teraz to! Jest kolejny walkower Cincinnati

    Iga Świątek, wbrew wcześniejszym zapowiedziom, nie zagra w poniedziałek z Martą Kostiuk w III rundzie turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Ukrainka wycofała się z zawodów z powodu kontuzji nadgarstka, co automatycznie dało Polce awans do kolejnego etapu. To jednak nie jedyny przypadek walkowera w tegorocznej edycji imprezy — z podobnych okoliczności skorzystała także Jelena Ostapenko.

    Świątek swój mecz II rundy rozegrała w sobotę, pokonując Anastazję Potapową 6:1, 6:4. Jej kolejną rywalką miała być Marta Kostiuk, jednak w niedzielny wieczór pojawiły się wieści, że Ukrainka nie stanie do gry. Powodem jest uraz nadgarstka, który uniemożliwił jej dalszy udział w turnieju. Okazało się, że nie była jedyną tenisistką zmuszoną do podjęcia takiej decyzji.

    Tego samego dnia z gry zrezygnowała również Camila Osorio. Kolumbijka, sklasyfikowana na 56. miejscu w rankingu WTA, miała w II rundzie zmierzyć się z Jeleną Ostapenko, ale nie wyszła na kort z powodu kontuzji mięśni brzucha. Informację tę przekazał na platformie X dziennikarz Fabian Valeth. Osorio wcześniej rozegrała w Cincinnati tylko jeden mecz, pokonując Moyukę Uchijamę 7:5, 1:6, 6:4. To dopiero drugi przypadek w jej seniorskiej karierze, gdy wycofuje się z turnieju — wcześniej podobna sytuacja miała miejsce w Eastbourne w 2024 roku.

    Dzięki temu w III rundzie bez gry znalazła się Jelena Ostapenko, znana z tego, że Świątek jeszcze nigdy z nią nie wygrała, co przylgnęło do niej jako miano „koszmaru” liderki rankingu. W Cincinnati obie tenisistki mogłyby się spotkać dopiero w finale. Co ciekawe, Łotyszka w tym turnieju nie rozegrała jeszcze żadnego meczu — w I rundzie miała wolny los, a jej pierwszą rywalkę wyłoni starcie Darii Kasatkiny z Lucią Bronzetti.

  • Oto co zrobili kibice Barcelony, gdy Lewandowski wyszedł na murawę

    Oto co zrobili kibice Barcelony, gdy Lewandowski wyszedł na murawę

    Robert Lewandowski nie zagrał w meczu o Puchar Gampera, jednak pojawił się podczas oficjalnej, przedsezonowej prezentacji drużyny FC Barcelony. Gdy polski napastnik wyszedł z tunelu na murawę, reakcja kibiców była natychmiastowa i pełna entuzjazmu – zupełnie inna niż ta, z jaką spotkał się Wojciech Szczęsny.

    Lewandowski pauzuje z powodu niedawno odniesionej kontuzji, która wykluczyła go z rywalizacji z Como. Mimo to uczestniczył w uroczystym przedstawieniu kadry przed rozpoczęciem spotkania.

    Owacyjne powitanie Lewandowskiego

    W momencie, gdy spiker wyczytał nazwisko 36-letniego kapitana reprezentacji Polski, stadion wypełnił się głośnymi okrzykami i brawami. Lewandowski odwzajemnił gesty publiczności – uśmiechał się, bił brawo, a następnie obrócił się w stronę trybun i pomachał fanom.

    Taka reakcja nikogo nie zaskoczyła. Od momentu dołączenia do Barcelony Polak odegrał kluczową rolę w sukcesach zespołu – w 147 spotkaniach strzelił 101 goli i zaliczył 20 asyst, przyczyniając się do zdobycia dwóch mistrzostw Hiszpanii, dwóch Superpucharów oraz Pucharu Króla. W sezonie 2022/23 sięgnął także po koronę króla strzelców La Ligi.

    Mniej entuzjazmu wobec Szczęsnego

    Kilka chwil później na murawę wyszedł Wojciech Szczęsny. Powitanie bramkarza było znacznie spokojniejsze – choć także usłyszał brawa, nie dorównywały one skali entuzjazmu, jaki towarzyszył wejściu Lewandowskiego. Szczęsny z uśmiechem uniósł rękę w geście pozdrowienia.

    Nowi zawodnicy i przemowy

    Jako ostatni przedstawieni zostali nowi piłkarze Barcelony – Joan Garcia i Marcus Rashford. Chwilę później krótkie przemówienia wygłosili trener Hansi Flick oraz kapitan Marc-André ter Stegen. Następnie cała drużyna udała się do szatni, aby rozpocząć bezpośrednie przygotowania do meczu.

    Pierwszy gwizdek spotkania o Puchar Gampera pomiędzy FC Barceloną a Como zaplanowano na godzinę 21:00. Transmisję można było śledzić na oficjalnym kanale katalońskiego klubu w serwisie YouTube.