Category: Uncategorized

  • Tym razem nie Świątek. Kyrgios zadrwił z Sabalenki przed “bitwą płci”

    Tym razem nie Świątek. Kyrgios zadrwił z Sabalenki przed “bitwą płci”

    „Bitwa płci” wraca po latach. Kyrgios prowokuje przed meczem z Sabalenką

    Legendarny pokazowy pojedynek tenisowy między Bobbym Riggsem a Billie Jean King z 1973 roku przeszedł do historii jako „bitwa płci”. Ponad pół wieku później kibice znów zobaczą podobne widowisko. Na początku przyszłego roku Nick Kyrgios zmierzy się z Aryną Sabalenką, a Australijczyk już teraz dba o to, by wokół wydarzenia było głośno. – Myślisz, że muszę dać z siebie sto procent? – pytał prowokacyjnie, jednocześnie wskazując wynik, jaki jego zdaniem padnie.

    Kyrgios znów na ustach kibiców

    Choć w ostatnich latach nie potrafi nawiązać do gry czołówki, Kyrgios nie daje o sobie zapomnieć. Australijczyk regularnie wywołuje kontrowersje, a szczególnie często wytyka dopingowe afery Idze Świątek i Jannikowi Sinnerowi. Teraz jednak postanowił zyskać rozgłos w inny sposób – zaproponował zorganizowanie nowej „bitwy płci”, w której rywalką ma być liderka światowego rankingu, Aryna Sabalenka.

    „Ona wierzy w zwycięstwo”

    Do pierwszej konfrontacji tego typu doszło w 1973 roku. Billie Jean King pokonała wówczas Bobby’ego Riggsa, a mecz obejrzało na całym świecie ponad 90 mln widzów. Spotkanie Kyrgiosa z Sabalenką ma odbyć się w styczniu przy okazji turnieju ATP 250 w Hongkongu. Do rywalizacji pozostaje jeszcze trochę czasu, ale atmosfera jest już rozgrzewana.

    Australijczyk w podcaście „First & Red” prowadzonym przez Aleksandra Bublika opowiadał o planowanym meczu. – Sabalenka jest świetna, ma niesamowity charakter. To typ zawodniczki, która naprawdę wierzy w zwycięstwo – mówił, szeroko się uśmiechając.

    „Nie muszę grać na sto procent”

    Bublik zapytał kolegę, czy on sam potraktuje spotkanie poważnie. Kyrgios bez wahania odpowiedział: – Ona mnie nie pokona. Naprawdę uważasz, że muszę grać na sto procent? Spróbuję, będę skoncentrowany. Reprezentuję także ciebie i całą męską stronę.

    – Nie wybrałbym ciebie jako naszego reprezentanta! – odpowiedział żartobliwie Bublik. Kyrgios jednak nie odpuszczał: – Nie chcę, żeby ona wygrała. Typuję 6:2 – obstawał przy swoim.

    Fani nie pozostawili suchej nitki

    W sieci szybko pojawiły się reakcje kibiców. „Całkowicie nie docenia siły i umiejętności Sabalenki, a przecenia swoje własne”, „Przynajmniej nie będzie mógł tłumaczyć się wymówkami, gdy dostanie 6:0, 6:1”, „My, faceci, też nie mielibyśmy nic przeciwko, gdyby Kyrgios przegrał. Niech spróbuje” – komentowali internauci.

    Nie brakowało również głosów, że Australijczyk w ostatniej chwili się wycofa i w ogóle nie stanie na korcie. Jego pewność siebie budzi dodatkowe wątpliwości, ponieważ w meczu pokazowym ma mieć utrudnione zadanie – jego część kortu będzie powiększona, a do dyspozycji nie będzie miał drugiego serwisu.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1962897633695158658

    ← Back

    Thank you for your response. ✨

     

  • Gromy spadły na Gauff po US Open. “To było katastrofalne”

    Gromy spadły na Gauff po US Open. “To było katastrofalne”

    „Gauff utknęła w miejscu”. Coraz więcej krytyki wobec młodej Amerykanki

    Coco Gauff, trzecia rakieta świata, zakończyła udział w tegorocznym US Open znacznie wcześniej, niż wszyscy się spodziewali. Obrończyni tytułu sprzed roku nie była w stanie nawiązać wyrównanej walki z powracającą do formy Naomi Osaką. Japońska mistrzyni wygrała pewnie 6:3, 6:2, a cały pojedynek trwał zaledwie 66 minut. Wynik i styl gry Amerykanki wywołały falę krytyki, zarówno ze strony ekspertów, jak i byłych tenisowych gwiazd.

    Od mistrzostwa do rozczarowania

    Rok temu Gauff przeżywała jeden z najpiękniejszych momentów kariery – triumfowała w Nowym Jorku, pokonując w finale Arynę Sabalenkę. Wydawało się, że będzie to początek ery, w której młoda Amerykanka zacznie sięgać po kolejne wielkoszlemowe trofea. Tymczasem dwanaście miesięcy później sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Jej gra stanęła w miejscu, a słabości techniczne i mentalne wychodzą na jaw w najważniejszych momentach.

    W starciu z Osaką Gauff zanotowała zaledwie osiem kończących uderzeń, przy czym aż 33 razy popełniła niewymuszone błędy. Japonka zaprezentowała się solidnie, ale nie musiała grać niczego spektakularnego – wystarczyło utrzymać równy poziom i wykorzystywać liczne pomyłki rywalki.

    Henin: „Brak postępu to poważny problem”

    Jedną z pierwszych, które skomentowały występ Amerykanki, była Justine Henin, była liderka rankingu i wielokrotna mistrzyni wielkoszlemowa. Belgijka nie owijała w bawełnę.
    – Osaka nie musiała prezentować geniuszu, wystarczyła jej solidność i koncentracja. Już od pierwszych gemów było widać, że Gauff wraca do dawnych, złych nawyków – w serwisie i forhendu. To wyglądało katastrofalnie. Najbardziej martwi mnie brak rozwoju. W jej wieku nie można stać w miejscu, trzeba cały czas iść do przodu – oceniła Henin.

    Stubbs: „Coco walczy sama ze sobą”

    Krytyczne słowa padły także z ust Rennae Stubbs, znakomitej australijskiej deblistki i byłej trenerki Sereny Williams.
    – Coco nie czuje się pewnie na korcie. Zmaga się nie tylko z serwisem, ale też z własną psychiką. Jej trener od podania, Gavin MacMillan, stara się poprawić pewne elementy, ale takich zmian nie da się przeprowadzić w tydzień – podkreśliła Stubbs.
    Australijka doradziła również, aby Amerykanka zrobiła dłuższą przerwę. – Moim zdaniem powinna odpuścić resztę sezonu i szczegółowo przeanalizować każdy aspekt swojej gry. Osaka zaprezentowała się jako tenisistka kompletna – ma lepszy serwis, pewniejszy chwyt rakiety, wie, dokąd zmierza. Niestety tego samego nie można powiedzieć o Coco – dodała.

    Henman: „Potrzebuje czasu, by złapać oddech”

    Do chóru krytyków dołączył także Tim Henman, były czołowy tenisista i obecny ekspert. Brytyjczyk podkreślił, że Gauff była na korcie kompletnie zagubiona.
    – Była zbyt skoncentrowana na jednym elemencie – serwisie. W takim stanie trudno o najlepszy tenis, zwłaszcza przeciwko zawodniczce z najwyższej półki. Pod koniec spotkania sprawiała wrażenie, jakby chciała jak najszybciej zejść z kortu. Widać było emocje, a momentami nawet łzy. To wyglądało jak prawdziwa trauma. Coco musi teraz zrobić krok w tył, odpocząć, odciąć się od presji i spokojnie przemyśleć swoje kolejne ruchy – stwierdził Henman.

    Gauff na zakręcie kariery

    Zaledwie rok po największym sukcesie Coco Gauff znalazła się w trudnym momencie swojej kariery. Zamiast kolejnych zwycięstw i nowych trofeów pojawiają się pytania o stagnację, braki techniczne i presję, której młoda tenisistka nie potrafi udźwignąć. Krytyka ze strony dawnych mistrzów może być dla niej bolesna, ale jednocześnie stanowi jasny sygnał – jeśli chce powrócić na szczyt, musi dokonać poważnych zmian.

  • Mecz Świątek – Anisimova “rozstrzygnięty”? Nie mają wątpliwości

    Mecz Świątek – Anisimova “rozstrzygnięty”? Nie mają wątpliwości

    Iga Świątek staje przed szansą na drugi w karierze triumf w US Open, rozgrywanym na kortach twardych w Nowym Jorku. Polka w ćwierćfinale zmierzy się z Amerykanką Amandą Anisimovą. Zarówno dziennikarze WTA, jak i tennis.com nie mają większych wątpliwości, kto jest faworytką tego pojedynku. Do ponownego zdobycia tytułu w Nowym Jorku Świątek potrzebuje już tylko dwóch wygranych spotkań.

    Sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa w środę stanie naprzeciw Anisimovej (9. WTA). Media szeroko komentują nadchodzące starcie. Portal tennis.com prowokacyjnie pyta: „Czy Amanda Anisimova zdoła zrewanżować się za porażkę 0:6, 0:6 z Igą Świątek na Wimbledonie?”. Autor tekstu, Pete Bodo, porównał obie tenisistki, pokazując ich kontrastujące historie.

    O Anisimovej pisze jako o introwertycznej 24-latce, niegdyś cudownym dziecku tenisa, które zmagało się z problemami psychicznymi i musiało zrobić przerwę w karierze. Dziś wraca jako czołowa zawodniczka, mająca za sobą finał Wimbledonu, choć tam została zdeklasowana przez Świątek. Jej postawę po tej porażce – pełną godności i klasy – doceniło jednak wielu kibiców.

    Świątek z kolei została opisana jako pełna energii 24-letnia Polka, sześciokrotna mistrzyni Wielkiego Szlema, przez długi czas liderka światowego rankingu. Jej największy triumf to niedawny finał Wimbledonu, w którym bezlitośnie ograła właśnie Anisimovą, nie oddając jej nawet gema. Teraz ponownie wkroczy na kort Arthura Ashe, gdzie zmierzy się z przeciwniczką wspieraną przez głośną amerykańską publiczność.

    Zdaniem Bodo to Świątek powinna dyktować warunki gry – zmuszać rywalkę do biegania, wykorzystywać skuteczny pierwszy serwis oraz rotowane forhendy. Jego zdaniem mecz będzie obrazem esencji tenisa: walki o każdy punkt, mocnych wymian i gry na granicy ryzyka. Autor przypomniał również, że Polka wielokrotnie w swojej karierze odbierała rywalkom marzenia o wielkim zwycięstwie, a jej podejście – by walczyć o każdy punkt – jest kodeksem prawdziwej mistrzyni.

    Z kolei w przedmeczowej analizie na WTA.com podkreślono przede wszystkim dominację Świątek. Przypomniano, że wynik 6:0, 6:0 z Wimbledonu wisi nad tym spotkaniem jak cień. Polka, mimo że kojarzona z kortami ziemnymi, od czterech lat jako jedyna w kobiecym tourze wygrywa co najmniej 30 meczów rocznie na twardej nawierzchni. Jej bilans w turniejach wielkoszlemowych to imponujące 104 zwycięstwa przy 20 porażkach, co daje współczynnik wygranych 83,9%.

    Atuty Anisimovej przedstawiono znacznie krócej – podkreślono jej umiejętność podnoszenia się po trudnych porażkach i zdolność do tworzenia efektownych zagrań z końcowej linii. To, że potrafiła się otrząsnąć po bolesnym finale w Londynie, uznano za kluczowy dowód jej siły mentalnej.

    Spotkanie Świątek – Anisimova zaplanowano jako drugi mecz dnia na korcie Arthura Ashe. Początek rywalizacji przewidziano nie wcześniej niż na godzinę 19:00 czasu polskiego, po zakończeniu pojedynku Felixa Augera-Aliassime’a z Alexem de Minaurem.

  • Wielki dramat mistrzyni Wimbledonu. Sabalenka natychmiast zareagowała. “Wiem”

    Wielki dramat mistrzyni Wimbledonu. Sabalenka natychmiast zareagowała. “Wiem”

    Kibice z ogromnym zainteresowaniem wyczekiwali ćwierćfinałowego starcia Aryny Sabalenki z Marketą Vondrousovą podczas US Open. Wielu zastanawiało się, czy Czeszka będzie w stanie sprawić niespodziankę. Niestety, doszło do rozczarowania – i to w najgorszym możliwym sensie. Vondrousova nie była w stanie wyjść na kort z powodu kontuzji odniesionej w poprzednim meczu.

    Sama tenisistka opublikowała w sieci poruszające oświadczenie, w którym wyjaśniła swoją decyzję:
    „Serce mi pęka, że nie mogę zagrać na US Open z powodu urazu, którego doznałam w ostatnim spotkaniu. To miejsce jest dla mnie wyjątkowe – dokładnie rok temu byłam w szpitalu i nie wiedziałam, czy w ogóle wrócę do gry. Powrót tutaj, ponowna rywalizacja i możliwość przeżywania tak pięknych chwil na korcie znaczą dla mnie więcej, niż potrafię opisać. Jestem ogromnie wdzięczna za całe wsparcie i miłość” – napisała Vondrousova, tłumacząc się z oddania meczu walkowerem.

    Na jej dramat błyskawicznie zareagowała Aryna Sabalenka. Kilkanaście minut po oficjalnej informacji o wycofaniu się Czeszki Białorusinka zamieściła krótką relację w mediach społecznościowych, w której zwróciła się bezpośrednio do rywalki:
    „Jest mi bardzo przykro z powodu Markety po tym wszystkim, co przeszła. Grała niesamowity tenis i wiem, jak bardzo musi ją to boleć. Dbaj o siebie i mam nadzieję, że szybko wrócisz do zdrowia. Kocham, Aryna” – przekazała pierwsza rakieta świata.

    Internauci nie kryli uznania dla tego gestu. W komentarzach dominowały słowa podziwu i szacunku: „Wielka klasa”, „Akt serdeczności i wdzięczności”, „Idealnie powiedziane”.

    Dzięki decyzji Vondrousovej Sabalenka bez gry zameldowała się w półfinale. Tam zmierzy się z Jessicą Pegulą, ulubienicą amerykańskiej publiczności. Eksperci więcej szans dają Białorusince – tym bardziej, że broni tytułu, a do tej pory w Nowym Jorku nie straciła ani jednego seta, choć stoczyła kilka zaciętych bojów. Co ważne, niezależnie od wyniku półfinału Sabalenka pozostanie liderką rankingu WTA po zakończeniu turnieju.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1963001091454599344?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1963001091454599344%7Ctwgr%5E14c329b62a6fa428e156f2240a42661dcc301146%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732222087wielki-dramat-mistrzyni-wimbledonu-sabalenka-natychmiast-zareagowala.html

  • O 23:20 gruchnęły wieści o Sabalence. Nawet nie wyszła na kort

    O 23:20 gruchnęły wieści o Sabalence. Nawet nie wyszła na kort

    Jessica Pegula nie musiała długo czekać, by poznać swoją półfinałową rywalkę. Po szybkim zwycięstwie nad Barborą Krejčíkovą Amerykanka miała zmierzyć się z lepszą z pary Aryna Sabalenka – Markéta Vondroušová. Losy meczu rozstrzygnęły się jednak jeszcze przed jego rozpoczęciem, bo Czeszka wycofała się z turnieju, oddając spotkanie walkowerem.

    Sabalenka awansuje bez gry

    Organizatorzy US Open potwierdzili, że mistrzyni Wimbledonu 2023 nie zdoła wyjść na kort z powodu kontuzji. Już na wtorkowym treningu ESPN uchwyciło moment, w którym Vondroušová po jednym z forhendom chwyta się za kolano i natychmiast kończy zajęcia. Decyzja o rezygnacji z gry zapadła niedługo potem.

    To oznacza, że Aryna Sabalenka awansowała bez gry do półfinału i powalczy z Jessicą Pegulą – największą nadzieją gospodarzy na triumf w Nowym Jorku.

    Poruszające słowa Vondroušovej

    Czeszka zwróciła się do kibiców za pośrednictwem mediów społecznościowych. Wyjaśniła, że problem zdrowotny, którego nabawiła się w meczu z Jeleną Rybakiną, znacznie się nasilił.
    Serce mi pęka, że nie mogę wystąpić podczas US Open. Dokładnie rok temu leżałam w szpitalu i nie wiedziałam, czy jeszcze wrócę do rywalizacji. Powrót tutaj i rozegranie tak pięknych spotkań znaczy dla mnie więcej, niż mogę opisać. Jestem ogromnie wdzięczna za wsparcie i miłość, którą od was otrzymuję – napisała tenisistka.

    Reakcja Sabalenki

    Na słowa rywalki odpowiedziała również Białorusinka. W swoim InstaStories okazała współczucie i podziw dla Czeszki:
    Jest mi bardzo przykro z powodu Markéty. Grała wspaniały tenis i wiem, jak bardzo ta sytuacja musi ją boleć. Życzę ci szybkiego powrotu do zdrowia – podkreśliła Sabalenka.

    Sezon Sabalenki i konsekwencje dla rankingu

    Dla Białorusinki to kolejny wielkoszlemowy półfinał w tym sezonie. Wcześniej dotarła do finału Australian Open i Roland Garros oraz do półfinału Wimbledonu. Za każdym razem zatrzymywały ją Amerykanki – Madison Keys, Coco Gauff i Amanda Anisimova. Teraz w Nowym Jorku broni tytułu, a niezależnie od wyniku zachowa pozycję liderki rankingu WTA.

    Z kolei Vondroušová, mimo wcześniejszego wycofania się z turnieju, może cieszyć się z awansu w klasyfikacji – z 60. miejsca przesunie się na 36. pozycję.

  • Była 3. minuta meczu Polska – Francja. Wszystkie oczy na Lewandowskiego

    Była 3. minuta meczu Polska – Francja. Wszystkie oczy na Lewandowskiego

    Robert Lewandowski, Jan Bednarek i Piotr Zieliński – trzej ostatni kapitanowie reprezentacji Polski w piłce nożnej – pojawili się w Spodku, by z trybun obejrzeć mecz koszykarskiej kadry z Francją podczas EuroBasketu. Zajęli miejsca w pierwszym rzędzie przy samym boisku, obok m.in. siatkarza Tomasza Fornala.

    O tym, że piłkarze mogą odwiedzić Spodek, mówiło się już dzień wcześniej. Sam Lewandowski, zapytany na konferencji prasowej, przyznał, że chętnie wybrałby się na spotkanie Polska – Francja. Polski Związek Koszykówki był w kontakcie z PZPN i oficjalnie zaprosił zawodników.

    Do ostatnich chwil nie było jednak jasne, czy piłkarze faktycznie się pojawią – decyzja miała zapaść dopiero po treningu. Gdy drużyny przygotowywały się do rozpoczęcia meczu, w strefie VIP można już było dostrzec m.in. Tomasza Fornala, Kamila Glika oraz Lukasa Podolskiego.

    Lewandowski, Zieliński, Bednarek oraz pozostali reprezentanci – wśród nich Krzysztof Piątek, Nicola Zalewski, Tomasz Kędziora czy Łukasz Skorupski – weszli na halę chwilę po rozpoczęciu gry, w trzeciej minucie. Przeszli za stanowiskami telewizyjnymi i zajęli miejsca tuż przy parkiecie, w jednym rzędzie niedaleko Podolskiego. Niemal wszyscy od razu sięgnęli po telefony, co nie umknęło uwadze kibiców ani realizatorów transmisji.

    Z czasem jednak cała grupa coraz uważniej śledziła wydarzenia na boisku. Piłkarze dyskutowali między sobą, wymieniali komentarze, a Lewandowski – siedzący obok Podolskiego – dał się ponieść zabawie podczas przerwy z udziałem „Kiss Cam”. W przerwie między pierwszą a drugą kwartą „Lewy” przechadzał się wzdłuż trybuny VIP, witając się z Tomaszem Fornalem, prezesem PZKosz Grzegorzem Bachańskim oraz raperem Okim.

    Dopiero w 17. minucie spotkania spiker oficjalnie powitał piłkarzy. Obraz z trybuny VIP pojawił się na telebimie, a największy aplauz publiczności wywołał widok Roberta Lewandowskiego.

    Mecz Polska – Francja był czwartym pojedynkiem Biało-Czerwonych w fazie grupowej EuroBasketu w Katowicach. Po trzech wcześniejszych zwycięstwach Polacy mieli już zapewniony awans do 1/8 finału.

  • 6:0, 6:0 dla Świątek, a po tym walkower. “Nie chciała powtórki”

    6:0, 6:0 dla Świątek, a po tym walkower. “Nie chciała powtórki”

    Amanda Anisimova nie ukrywa, że porażka 0:6, 0:6 z Igą Świątek w finale tegorocznego Wimbledonu była dla niej bolesnym doświadczeniem. – Muszę zrobić wszystko, żeby coś takiego już nigdy się nie powtórzyło – przyznała po tamtym meczu. Teraz, przed ćwierćfinałem US Open, w którym znów stanie naprzeciw Polki, mówi otwarcie: – Kto by pomyślał, że tak szybko ponownie się spotkamy? To będzie świetny mecz. Mam nadzieję, że tym razem zobaczymy prawdziwe widowisko.

    Świątek w wielkiej formie

    Polka zameldowała się w najlepszej ósemce turnieju po pewnym zwycięstwie nad Jekatieriną Aleksandrową, rozstawioną z numerem 12. Choć spodziewano się zaciętej rywalizacji, Rosjanka zeszła z kortu pokonana w zaledwie 65 minut – 3:6, 1:6 – i nie kryła łez.

    Świątek udowodniła, że po nieco słabszych meczach z Suzan Lamens i Anną Kalinską, w kluczowych momentach potrafi włączyć wyższy bieg. Podobny scenariusz widzieliśmy podczas Wimbledonu – tam Polka rozkręcała się z meczu na mecz, by w finale zmiotła Anisimovą z kortu w 57 minut, nie oddając jej nawet gema.

    Anisimova: czas na rewanż?

    Amerykanka również prezentuje się solidnie. W drodze do ćwierćfinału pokonała m.in. Beatriz Haddad Maię 6:3, 6:0, a wcześniej wygrała trzy kolejne mecze, tracąc tylko jednego seta. Jej dyspozycja pozwala wierzyć, że tym razem rywalizacja ze Świątek może być bardziej wyrównana. – Ona gra teraz fantastyczny tenis. Liczę, że uda nam się stworzyć prawdziwe widowisko – mówi dziewiąta rakieta świata.

    Problemem dla Anisimovej może być jednak sfera mentalna. W lipcu wystąpiła w swoim pierwszym wielkoszlemowym finale, który na długo pozostanie dla niej bolesnym wspomnieniem. Porażka 0:6, 0:6 – tzw. „rower” – zdarzyła się w finale turnieju tej rangi po raz pierwszy od 1984 roku. – Czułam ogromny zawód, miałam poczucie winy, że nie pokazałam pełni możliwości. Dopiero późniejsze rozmowy i wsparcie innych pozwoliły mi to przetrawić – przyznaje dziś Anisimova.

    Historia nie daje jej nadziei

    Statystyki przemawiają jednak na korzyść Świątek. Polka w karierze aż dziewięć razy wygrywała mecze 6:0, 6:0 i żadna z tenisistek, które w ten sposób ograła, nigdy nie potrafiła jej się zrewanżować. Najbliżej była Karolina Pliskova, która po upokarzającej porażce w Rzymie w 2021 roku jeszcze kilkakrotnie próbowała – bezskutecznie. Podobnie było z Anastasiją Pawluczenkową czy Anastasiją Potapową, które po „podwójnym bajglu” również nie znalazły sposobu na Polkę.

    Lista ofiar Świątek, które kończyły mecz z wynikiem 0:6, 0:6, jest długa i obejmuje m.in. Vivian Tomę, Alessandrę Crump, Andreę Renee Villarreal, Andreę Prisacariu, Karolinę Pliskovą, Anastasiję Pawluczenkową, Wang Xinyu, Anastasiję Potapową i właśnie Amandę Anisimovą.

    Wszystko wskazuje więc na to, że jeśli Amerykanka marzy o rewanżu, musi przełamać nie tylko grę Świątek, ale i statystyczną klątwę, która ciąży na rywalkach Polki po „rowerze”.

  • Kibice zawiedzeni po tym, co zrobiła m.in. Świątek. “Totalne rozczarowanie”

    Kibice zawiedzeni po tym, co zrobiła m.in. Świątek. “Totalne rozczarowanie”

    Kibice nie kryli rozczarowania wydarzeniami z dziewiątego dnia wielkoszlemowego US Open. Na brak emocji narzekano zwłaszcza po meczach singlowych, a wśród uczestniczek znalazła się również Iga Świątek.

    Polka, która walczy o powtórzenie swojego największego sukcesu w Nowym Jorku, czyli triumfu z 2022 roku, kiedy w finale pokonała Tunezyjkę Ons Jabeur 6:2, 7:6(5), zameldowała się już w ćwierćfinale.

    Krótkie mecze, niezadowoleni kibice

    Świątek słynie z ekspresowego tempa gry w tegorocznym turnieju. W trzech pierwszych rundach potrzebowała odpowiednio 61, 127 i 118 minut, aby rozbić kolejne przeciwniczki. Spotkanie czwartej rundy z Jekatieriną Aleksandrową (12. WTA) również nie potrwało długo – Polka zwyciężyła 6:3, 6:1 w zaledwie 66 minut.

    Tymczasem w poniedziałek większość meczów przebiegała podobnie jednostronnie. Wszystkie cztery spotkania mężczyzn zakończyły się w trzech setach, co sprawiło, że wielu kibiców poczuło się zawiedzionych. Jak zauważył portal Sportskeeda.com, tylko jeden z siedmiu pojedynków singlowych rozegranych na głównych stadionach – Arthur Ashe i Louis Armstrong – trwał ponad dwie godziny.

    Fani nie szczędzili ostrych komentarzy:

    • „Dotąd to była senna edycja turnieju”,
    • „Można śmiało powiedzieć, że mecze były przereklamowane”,
    • „Największe emocje dał dziś mecz deblowy. To był smutny dzień”,
    • „Oglądam US Open od ośmiu lat i nigdy nie widziałem, żeby nocna sesja skończyła się tak wcześnie. ESPN musiał zapełniać czas antenowy, bo spotkania skończyły się przed 22:30”.

    Wątpliwości co do doboru meczów na wieczorną część dnia pojawiły się także wśród komentatorów.

    Gilbert: „Nie pamiętam tak jednostronnej IV rundy”

    Do dyskusji dołączył Brad Gilbert, były trener Coco Gauff, który w serwisie X napisał:
    – „Dzisiejsze mecze singlowe były bardzo jednostronne. Szczerze mówiąc, nie pamiętam takiej czwartej rundy w turnieju wielkoszlemowym. Mam nadzieję, że jutro zobaczymy bardziej wyrównane pojedynki”.

    Kolejny test: Anisimova

    W ćwierćfinale Iga Świątek zmierzy się z Amerykanką Amandą Anisimową (9. WTA). Tenisistka ze Stanów Zjednoczonych pewnie pokonała Brazylijkę Beatriz Haddad Maię (22. WTA) 6:0, 6:3.

    Przypomnijmy, że ostatnie starcie Świątek z Anisimovą miało miejsce w tegorocznym finale Wimbledonu. Wówczas Polka nie dała rywalce najmniejszych szans, wygrywając 6:0, 6:0.

    Relację na żywo z meczu Świątek – Anisimova będzie można śledzić na Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE.

  • Sabalenka wyłożyła kawę na ławę ws. numeru jeden. Poszło w świat

    Sabalenka wyłożyła kawę na ławę ws. numeru jeden. Poszło w świat

    Aryna Sabalenka nie ukrywa, że dobrze odnajduje się w roli liderki światowego rankingu. Tuż po awansie do ćwierćfinału US Open Białorusinka została zapytana o presję związaną z byciem numerem jeden w kobiecym tenisie. Jej odpowiedź była bezpośrednia i szczera. – Cieszę się z tej presji – stwierdziła, podkreślając, że wysokie miejsce w rankingu niesie ze sobą nie tylko oczekiwania, ale również ogromne korzyści.

    Sabalenka i życie liderki WTA

    27-latka nieprzerwanie przewodzi zestawieniu WTA od października ubiegłego roku. Po zwycięstwie nad Cristiną Bucsą (6:1, 6:4) zapewniła sobie utrzymanie pozycji liderki co najmniej do końca nowojorskiego turnieju. Jak przyznała, już dawno przywykła do tej roli, choć nie da się ukryć, że wiąże się ona także z presją. – Presja jest częścią naszego życia. Dla nas normalne jest to, że żyjemy pod presją. Trzeba jednak pamiętać również o dobrych stronach. Ja naprawdę cieszę się, że jestem numerem jeden na świecie i że mogę towarzyszyć temu uczuciu. Jednocześnie wiem, ile pracy kosztuje mnie to miejsce – podkreśliła w rozmowie cytowanej przez portal Puntodebreak.

    Korzyści większe niż trudności

    Sabalenka zaznaczyła, że mimo stresu, jaki niesie ze sobą pozycja liderki, pozytywne aspekty zdecydowanie przeważają. – Dopóki lubisz swoją pracę, bycie numerem jeden daje ci po prostu fajne życie. To otwiera wiele drzwi – możesz poznawać wyjątkowych ludzi, współpracować z wieloma markami i uczyć się czegoś więcej niż tylko samego tenisa. To właśnie piękno tego sportu – wyjaśniła.

    Sekret sukcesu: równowaga

    Podczas konferencji prasowej zdradziła również swój klucz do sukcesu. – Uważam, że w ostatnich latach nauczyłam się zachowywać idealny balans między intensywną pracą a odpoczynkiem i czasem wolnym. To właśnie dzięki temu czuję, że naprawdę cieszę się swoją drogą i swoim życiem. To jest najważniejsze – powiedziała.

    Przedsmak wielkiego starcia

    1. Sabalenka w ćwierćfinale zmierzy się z Marketą Vondrousovą. Po drugiej stronie drabinki o półfinał powalczy również Iga Świątek, której przeciwniczką będzie Amanda Anisimova.
  • Polski biznesmen wywołał aferę na cały świat. Świątek reaguje

    Polski biznesmen wywołał aferę na cały świat. Świątek reaguje

    Iga Świątek komentuje aferę z polskim przedsiębiorcą. “Nie o to w tym chodzi”

    Od kilku dni świat tenisa, a także media w Polsce i za granicą, żyją nie tyle wydarzeniami sportowymi, co głośną aferą, do której doszło podczas tegorocznego US Open. Poszkodowanym w całej sytuacji był małoletni chłopiec, a sprawcą – jak się później okazało – jeden z polskich biznesmenów. Teraz do sprawy w subtelny, ale jednoznaczny sposób odniosła się sama Iga Świątek. Liderka polskiego tenisa, choć nie wymieniła nazwisk, jasno zasugerowała, że nie akceptuje podobnych zachowań.

    Świątek pewnie w drodze po półfinał

    Na kortach Flushing Meadows Polka spisuje się znakomicie. Po nieco trudniejszych przeprawach w dwóch pierwszych rundach – z Holenderką Suzan Lamens i Rosjanką Anną Kalińską – Świątek złapała właściwy rytm i w poniedziałkowy wieczór bez większych kłopotów pokonała Jekatierinę Aleksandrową 6:3, 6:1. Już na korcie, tuż po zakończonym spotkaniu, podziękowała kibicom za obecność i wsparcie. – Dziękuję, że jesteście ze mną, gdziekolwiek gram. To daje mi ogromną energię – podkreślała 24-latka.

    Słowa o kibicach powróciły także podczas konferencji prasowej, gdzie dziennikarze zapytali liderkę polskiego tenisa o pamiątki, jakie zawodnicy często rozdają po meczach. Chodziło zwłaszcza o ręczniki, które – choć przepocone – bywają dla fanów cenną zdobyczą.

    “Chciałabym mieć ręcznik Nadala, ale…”

    Świątek odpowiedziała z charakterystycznym dla siebie humorem. – Nie uważam tego za coś dziwnego. Sama, kiedy byłam dzieckiem, marzyłabym o spoconym ręczniku Rafaela Nadala, jeszcze z jego zapachem – żartowała. Po chwili jednak spoważniała i dodała słowa, które wielu odebrało jako bezpośrednie nawiązanie do afery z udziałem Piotra Szczerka. – Czasami dziwne jest natomiast to, kiedy próbuję dać coś dziecku, a dorosła osoba mu to zabiera. Wtedy myślę sobie: “No weź… Nie o to w tym chodzi” – skwitowała Świątek.

    Choć nazwiska nie padły, wątpliwości nie było. Eksperci i użytkownicy mediów społecznościowych od razu powiązali wypowiedź Polki z sytuacją, jaka miała miejsce po jednym z meczów Kamila Majchrzaka.

    Afera z czapką Kamila Majchrzaka

    Przypomnijmy: polski tenisista, świętując zwycięstwo, postanowił podarować swoją czapkę młodemu fanowi. Niestety, zanim trafiła do rąk chłopca, zgarnął ją dorosły kibic – znany polski przedsiębiorca. Nagranie błyskawicznie obiegło internet, a na mężczyznę spadła fala krytyki. Sam Majchrzak nie krył rozczarowania, ale szybko zareagował – zorganizował akcję w mediach społecznościowych, aby odnaleźć dziecko i przekazać mu prezent.

    Sam biznesmen, przedstawiający się jako Piotr Szczerek, po kilku dniach przerwał milczenie i wydał oświadczenie. – Popełniłem poważny błąd. W emocjach, w tłumie radości byłem przekonany, że czapka trafia w moim kierunku – dla moich synów, którzy prosili wcześniej o autograf. Wiem, że wyglądało to jak świadome odebranie pamiątki dziecku, ale to nie była moja intencja – tłumaczył.

    Reakcje fanów i ekspertów

    Słowa Świątek odbiły się szerokim echem. W sieci pojawiły się setki komentarzy, a większość kibiców chwaliła Polkę za to, że w elegancki, ale stanowczy sposób odniosła się do całej sytuacji. – “Królowa, jak zawsze z klasą”, “Mądrze nie wymieniła nazwiska, bo jeszcze by ją pozwał”, “Połączyła Nadala i polskiego prezesa w jednej odpowiedzi – mistrzostwo” – pisali internauci.

    Eksperci zauważyli, że wypowiedź Świątek była czymś więcej niż tylko żartem. Był to jasny sygnał, że sport, a szczególnie tenis, powinien przede wszystkim dawać radość najmłodszym fanom i inspirować kolejne pokolenia, a nie być okazją dla dorosłych do egoistycznego zdobywania pamiątek.

    Kolejne wyzwanie – rewanż Anisimowej

    Teraz jednak Iga musi skupić się na kolejnym, sportowym wyzwaniu. Awans do ćwierćfinału US Open oznacza dla niej czwarty wielkoszlemowy ćwierćfinał w sezonie 2025. Jej rywalką będzie Amerykanka Amanda Anisimova. To spotkanie zapowiada się wyjątkowo ciekawie, bo tenisistki mierzyły się niedawno – w finale tegorocznego Wimbledonu. Wówczas Polka zdemolowała przeciwniczkę, oddając jej… zaledwie sześć gemów w całym meczu i triumfując 6:0, 6:0.

    Mecz ćwierćfinałowy odbędzie się w środę, 3 września. Dokładna godzina rozpoczęcia nie jest jeszcze znana, ale jedno jest pewne – emocji w Nowym Jorku z pewnością nie zabraknie.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1962617073580032002?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1962617073580032002%7Ctwgr%5E4895d050b3060198e10c11be7bddc6dcb2f5e974%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732218912polski-biznesmen-wywolal-afere-na-caly-swiat-swiatek-reaguje.html