Category: Uncategorized

  • Wszyscy słyszeli, co Anisimova powiedziała o Świątek po meczu

    Wszyscy słyszeli, co Anisimova powiedziała o Świątek po meczu

     

    Amanda Anisimova wciąż ma świeżo w pamięci bolesną porażkę, jakiej doznała w lipcowym finale Wimbledonu z Igą Świątek. Los sprawił jednak, że okazja do rewanżu nadeszła znacznie szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał – Amerykanka zmierzy się z Polką już w ćwierćfinale US Open. Tuż po awansie Anisimova nie kryła emocji. – Jestem bardzo podekscytowana – podkreśliła.

    Amerykanka i Świątek to rówieśniczki, które poznawały się jeszcze na kortach juniorskich. Ich sportowe ścieżki potoczyły się jednak odmiennie. Anisimova, mimo że już sześć lat temu zagrała w półfinale Roland Garros, do światowej czołówki na dobre przebiła się dopiero w 2025 roku, gdy po raz pierwszy znalazła się w TOP 10. Polka natomiast błyskawicznie wspięła się na szczyt – już jako nastolatka zdobyła swój pierwszy wielkoszlemowy tytuł.

    Ostatnie miesiące to dla Anisimovej pasmo znaczących sukcesów. W lutym triumfowała w prestiżowym turnieju WTA 1000 w Dosze, a latem zaskoczyła tenisowy świat, docierając do finału Wimbledonu. Po drodze wyeliminowała m.in. Arynę Sabalenkę, jednak w decydującym starciu nie miała żadnych argumentów przeciwko Świątek. Spotkanie zakończyło się błyskawicznie – 0:6, 0:6 w zaledwie 57 minut.

    Tamto doświadczenie mocno odbiło się na psychice 24-latki. W pomeczowym wywiadzie z trudem powstrzymywała łzy. – Było mi bardzo ciężko, bo chciałam zaprezentować się lepiej, albo chociaż stawić większy opór, zwłaszcza w finale Wielkiego Szlema. Czułam się winna, że nie podjęłam walki. Na szczęście słowa wsparcia, jakie usłyszałam później, pomogły mi oswoić się z tą porażką – mówiła na początku sierpnia.

    Szansa na rehabilitację pojawiła się szybciej, niż przypuszczała. W 1/8 finału US Open Anisimova w świetnym stylu rozprawiła się z Brazylijką Beatriz Haddad Maią, wygrywając 6:0, 6:3, i zameldowała się w ćwierćfinale, gdzie czeka na nią Świątek. Tuż po meczu, jeszcze na korcie, Amerykanka z uśmiechem rzuciła:
    – Kto by pomyślał, że znów spotkamy się tak szybko? Jestem naprawdę podekscytowana. To będzie świetny pojedynek… mam nadzieję, że tym razem. Iga gra teraz fantastycznie, ale wierzę, że wspólnie stworzymy widowisko na najwyższym poziomie.

  • Hit nad hity! Oto rywalka Igi Świątek w ćwierćfinale US Open

    Hit nad hity! Oto rywalka Igi Świątek w ćwierćfinale US Open

    Iga Świątek poznała już przeciwniczkę, z którą zmierzy się w ćwierćfinale tegorocznego US Open – ostatniego wielkoszlemowego turnieju w sezonie. Będzie nią Amanda Anisimova, zawodniczka, którą Polka w tym roku dosłownie rozbiła w wielkim finale Wimbledonu.

    Pewny awans Świątek

    Liderka polskiego tenisa w 1/8 finału zagrała jeden z najlepszych meczów w ostatnich miesiącach. Pokonała rozstawioną z numerem 12. Jekatierinę Aleksandrową 6:3, 6:1 i potrzebowała na to zaledwie 76 minut. Rosjanka, która w poprzednich rundach nie dała szans Sevastovej, Wang ani Siegemund, tym razem była kompletnie bezradna. Świątek imponowała serwisem, zminimalizowała liczbę niewymuszonych błędów (zaledwie 13) i sama przejęła inicjatywę, kończąc aż 21 wymian uderzeniami wygrywającymi. Aleksandrowa schodziła z kortu ze łzami w oczach, co najlepiej oddaje skalę dominacji Polki.

    Rywalka wyłoniona późną nocą

    Spotkanie Świątek zakończyło się tuż po godzinie 20, ale nazwisko jej rywalki poznaliśmy dopiero nad ranem, około 4 w nocy polskiego czasu. W meczu o ćwierćfinał Amanda Anisimova zmierzyła się z Brazylijką Beatriz Haddad Maią i zwyciężyła bez najmniejszych problemów.

    Amerykanka weszła w mecz jak burza – wygrała 15 z pierwszych 17 wymian i błyskawicznie prowadziła 4:0. Pierwszy set zakończyła w zaledwie 27 minut, nie oddając przeciwniczce ani jednego gema. Druga partia była nieco bardziej wyrównana, ale także w niej Anisimova kontrolowała przebieg wydarzeń. Mimo że raz straciła serwis, trzy razy przełamała Brazylijkę i ostatecznie wygrała 6:3.

    Całe spotkanie trwało tylko godzinę i 16 minut. Statystyki mówią same za siebie – Anisimova wygrała 73 proc. punktów po pierwszym i 60 proc. po drugim podaniu, podczas gdy Haddad Maia odpowiednio 51 i zaledwie 23 proc. Brazylijka zdołała zdobyć raptem pięć uderzeń kończących, podczas gdy Amerykanka miała ich aż 27.

    Powtórka z Wimbledonu?

    Po meczu Anisimova nie kryła radości:
    – Wspaniale było wrócić na kort Arthura Ashe’a. Nie grałam tutaj od kilku lat, a atmosfera jest naprawdę wyjątkowa. Wiedziałam, że muszę być silna psychicznie i cieszę się, że to się udało. Teraz zagram z Igą. Jeszcze niedawno mierzyłyśmy się w finale Wimbledonu, więc nie spodziewałam się, że tak szybko ponownie dojdzie do naszego starcia. Jestem podekscytowana, czuję się świetnie i mam nadzieję na wspaniały mecz – powiedziała Amerykanka.

    Wspomniany finał Wimbledonu to bolesne wspomnienie dla Anisimovej. Wówczas Świątek zdeklasowała ją w 58 minut, wygrywając 6:0, 6:0 i zdobywając swój szósty wielkoszlemowy tytuł. Teraz Amerykanka będzie miała okazję do rewanżu, choć faworytką pozostaje Polka.

    Dla Anisimovej awans do ćwierćfinału US Open to najlepszy wynik w karierze w nowojorskim turnieju. Dotąd jej maksimum była trzecia runda w 2020 roku.

    Wynik 1/8 finału:
    Amanda Anisimova – Beatriz Haddad Maia 6:0, 6:3

  • Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    Wielka sensacja w hicie Osaka – Gauff! To była demolka w 66 minut

    Czy podczas tegorocznego US Open jesteśmy świadkami wielkiego powrotu Naomi Osaki – i to pod okiem polskiego trenera? Wszystko na to wskazuje. Japonka, od niedawna współpracująca z Tomaszem Wiktorowskim, prezentuje w Nowym Jorku tenis na najwyższym poziomie. W poniedziałek w 1/8 finału rozbiła Coco Gauff, trzecią rakietę świata. Skala tego zwycięstwa może być określona tylko jednym słowem – sensacja.

    Turniej wyjątkowy dla obu

    US Open ma szczególne znaczenie zarówno dla Osaki, jak i dla Gauff. To właśnie w Nowym Jorku Japonka w 2018 roku zdobyła swój pierwszy tytuł wielkoszlemowy, a dwa lata później powtórzyła ten wyczyn. Z kolei Amerykanka przed własną publicznością czuje się szczególnie zmotywowana – to tutaj w 2023 roku sięgnęła po swój pierwszy triumf w Wielkim Szlemie.

    Tegoroczna edycja miała być dla obu okazją do nowego otwarcia. Gauff, która po Roland Garrosie prezentowała się poniżej oczekiwań, rozpoczęła współpracę z Gavinem MacMillanen – ekspertem od biomechaniki. Z kolei Osaka oddała stery Tomaszowi Wiktorowskiemu. Pierwsze efekty tej współpracy są imponujące – Japonka już w trzeciej rundzie pokonała wyżej notowaną Darię Kasatkinę (6:0, 4:6, 6:3).

    Przełamanie kluczem do sukcesu

    Spotkanie z Gauff rozpoczęło się dla Osaki znakomicie. Już w pierwszym gemie przełamała rywalkę, a własne podanie wygrała do zera. Choć Amerykanka zdołała ustabilizować serwis, to nie potrafiła znaleźć sposobu na returny Japonki. W kluczowych momentach to Osaka przejmowała inicjatywę i wygrywała najefektowniejsze wymiany. Pierwsza partia zakończyła się jej zwycięstwem 6:3 – znów po przełamaniu, tym razem przy serwisie Gauff w ostatnim gemie.

    Szybka egzekucja w drugim secie

    W drugiej odsłonie to Osaka dominowała praktycznie od początku. Grała pewnie, dokładnie i z polotem, momentami wręcz ośmieszając rywalkę. Gauff utrzymywała się w meczu jedynie dzięki uporowi i determinacji, ale w szóstym gemie wreszcie uległa. Po przełamaniu Japonka prowadziła 4:2 i pewnie zmierzała po zwycięstwo.

    Symbolicznym momentem była końcówka meczu – przy stanie 5:2 Gauff miała jeszcze przewagę 40:15 przy własnym podaniu, lecz sprawiała wrażenie zawodniczki, która myślami była już poza kortem. Osaka wykorzystała jej słabość, odwróciła losy gema i zakończyła spotkanie efektownym zwycięstwem 6:2. Cała rywalizacja trwała zaledwie 66 minut.

    Czas na ćwierćfinał

    Naomi Osaka melduje się w ćwierćfinale US Open, gdzie zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Marta Kostjuk – Karolina Muchova.

    Naomi Osaka – Coco Gauff 6:3, 6:2

     

  • Świątek dała prawdziwą lekcję tenisa! Postawa Rosjanki mówiła sama za siebie.

    Świątek dała prawdziwą lekcję tenisa! Postawa Rosjanki mówiła sama za siebie.

    Iga Świątek melduje się w ćwierćfinale US Open! Polka w wielkim stylu pokonała Jekaterinę Aleksandrową 6:3, 6:1 i udowodniła, że jest w kapitalnej formie. Rosjanka w końcówce spotkania reagowała gestami pełnymi frustracji, a na korcie wyraźnie brakowało jej wiary w sukces.

    Droga do meczu z Aleksandrową

    Świątek (2. WTA) wcześniej wyeliminowała w czwartej rundzie rodaczkę Aleksandrowej – Annę Kalinską (29. WTA), zwyciężając 7:6, 6:4. Sama Aleksandrowa (12. WTA) do meczu z liderką polskiego tenisa przystępowała w świetnym nastroju, bo wcześniej wręcz zmiażdżyła Niemkę Laurę Siegemund (52. WTA), oddając jej zaledwie jednego gema (6:0, 6:1).

    Pierwszy set – przełamanie i przejęcie kontroli

    Spotkanie rozpoczęło się nerwowo. Najpierw Rosjanka dała się przełamać, po czym Świątek oddała inicjatywę podwójnymi błędami serwisowymi (1:1). Później jednak Polka zaczęła coraz mocniej naciskać rywalkę. Przy stanie 3:3 Aleksandrowa popełniała błędy, które sama kwitowała ironicznymi gestami. Świątek wykorzystała moment słabości przeciwniczki, przełamała ją i objęła prowadzenie. Chwilę później Rosjanka wpadła w jeszcze większe kłopoty – zamiast grać, zaczęła „sędziować” własne piłki, pewna, że serwis Igi był autowy. Myliła się. Polka posłała asa, a Aleksandrowa wyglądała coraz bardziej bezradnie. Mimo prowadzenia 40:15 przy własnym serwisie Rosjanka nie utrzymała gema – dwa podwójne błędy serwisowe podcięły jej skrzydła. Iga zamknęła partię 6:3.

    Drugi set – pełna dominacja Świątek

    Od początku drugiej odsłony to Świątek nadawała ton wydarzeniom. Jej bekhend i skuteczność na returnie siały spustoszenie w grze rywalki. Przy stanie 3:1 Rosjanka coraz częściej wchodziła w dyskusje z samą sobą i gestykulowała z rezygnacją. Widać było, że traci wiarę w zwycięstwo. Tymczasem Polka nie zwalniała tempa – po kolejnym podwójnym błędzie Aleksandrowej objęła prowadzenie 4:1 i konsekwentnie zmierzała do końca meczu. Całość zamknęła wynikiem 6:1.

    Popis liderki rankingu

    Mecz trwał zaledwie godzinę i pięć minut. Od stanu 3:3 w pierwszym secie Aleksandrowa praktycznie nie istniała na korcie. Świątek dominowała i prezentowała tenis najwyższej klasy – agresywny, szybki, a jednocześnie niezwykle precyzyjny.

    Eksperci z Sportskeedy przed spotkaniem nie mieli wątpliwości, kto jest faworytką. „Świątek świetnie odnajduje się na twardych kortach – jej mocny topspin, forehand kontrolujący wymiany i znakomity ruch, pozwalający błyskawicznie przechodzić z defensywy do ataku, czynią z niej niemal nie do zatrzymania rywalkę”. Te przewidywania potwierdziły się w stu procentach.

    Ćwierćfinał coraz bliżej marzeń

    W walce o półfinał Iga Świątek zmierzy się ze zwyciężczynią pojedynku Amanda Anisimova (9. WTA) – Beatriz Haddad-Maia (22. WTA). Spotkanie zaplanowano na noc z poniedziałku na wtorek, około godziny 3:00 czasu polskiego. Transmisję będzie można śledzić na HBO Max i w Eurosporcie, a relacje – w serwisie Sport.pl.

  • Ależ sensacja! Rybakina nie wiedziała, co się dzieje. Oto czarny koń US Open

    Ależ sensacja! Rybakina nie wiedziała, co się dzieje. Oto czarny koń US Open

    Jelena Rybakina zakończyła tegoroczny występ w US Open na czwartej rundzie. Kazaszka, rozstawiona z numerem dziesiątym, trafiła na Marketę Vondrousovą, która coraz śmielej wyrasta na specjalistkę od eliminowania faworytek. Czeszka po wyrównanym pojedynku wygrała 6:4, 5:7, 6:2 i zameldowała się w ćwierćfinale nowojorskiego turnieju.

    Vondrousova znów zaskoczyła wyżej notowaną rywalkę

    Rybakina do tej pory nie straciła seta w tegorocznej edycji, lecz starcie z Vondrousovą okazało się dla niej znacznie trudniejsze. Czeszka, notowana dopiero na 60. miejscu w rankingu WTA, wcześniej odprawiła już Jasmine Paolini (nr 8), a teraz znalazła sposób również na faworyzowaną Kazaszkę.

    Pierwszy set dla Czeszki

    Spotkanie rozpoczęło się od mocnego uderzenia Vondrousovej, która szybko przełamała serwis rywalki. Rybakina zdołała odrobić straty (2:2), ale w końcówce partii znów musiała uznać wyższość przeciwniczki. Vondrousova w dziewiątym gemie wykorzystała drugiego break pointa, a następnie zakończyła seta przy własnym podaniu – 6:4.

    Rybakina walczy o wyrównanie

    Druga odsłona miała bardziej wyrównany przebieg. Obie zawodniczki pilnowały serwisu, choć Rybakina zdołała przełamać w szóstym gemie (4:2). Chwilę później przewaga stopniała, bo Vondrousova natychmiast odpowiedziała re-breakiem. Przy stanie 5:4 Kazaszka miała szansę zamknąć seta, ale nie wykorzystała break pointa. Dopiero w kolejnym gemie Rybakina dopięła swego i wygrała 7:5, doprowadzając do trzeciej partii.

    Decydujący set bez historii

    W rozstrzygającym secie Vondrousova szybko przejęła inicjatywę. Już przy stanie 2:1 zdobyła kluczowe przełamanie, a później powiększała przewagę. Rybakina nie była w stanie odwrócić losów meczu, a Czeszka, broniąc dwóch break pointów, zakończyła pojedynek przy pierwszej piłce meczowej. Ostatecznie zwyciężyła 6:4, 5:7, 6:2 po 111 minutach walki.

    Przed Vondrousovą kolejne wyzwanie

    W ćwierćfinale US Open Vondrousova spróbuje sprawić następną niespodziankę. Jej rywalką będzie liderka światowego rankingu Aryna Sabalenka, która w poprzedniej rundzie bez większych problemów pokonała Cristinę Bucsę 6:1, 6:4.

  • Sabalenka była absolutną faworytką. Oto co zrobiła w meczu o ćwierćfinał

    Sabalenka była absolutną faworytką. Oto co zrobiła w meczu o ćwierćfinał

    Aryna Sabalenka w tegorocznym US Open nie zwalnia tempa. Liderka światowego rankingu w nocy z niedzieli na poniedziałek czasu polskiego bez większych problemów rozprawiła się z Cristiną Bucsą, wygrywając 6:1, 6:4. Spotkanie trwało zaledwie 73 minuty i zapewniło jej miejsce w ćwierćfinale nowojorskiego turnieju. Co więcej, wynik ten gwarantuje, że niezależnie od dalszych rezultatów Sabalenka pozostanie numerem jeden światowego tenisa po zakończeniu imprezy.

    Bez straty seta, pewna droga po obronę tytułu

    Białorusinka nie przestaje imponować formą. W drodze do ćwierćfinału odprawiła już Rebekę Masarovą, Polinę Kudiermietową oraz Leylah Fernandez, nie tracąc przy tym ani jednego seta. Podobnie było w starciu z Bucsą, sklasyfikowaną na 95. miejscu w rankingu WTA.

    Hiszpanka bez szans w pierwszym secie

    Początek meczu nie zapowiadał niespodzianki. Po krótkiej wymianie gemów Sabalenka od stanu 1:1 całkowicie przejęła inicjatywę. Grała agresywnie, dominowała w wymianach i błyskawicznie zamknęła seta 6:1 w zaledwie 27 minut.

    Bucsa walczy w drugim secie, ale bez przełomu

    Druga partia była znacznie bardziej wyrównana. Choć Sabalenka znów kontrolowała przebieg gry, Hiszpanka miała swój moment chwały. Przy stanie 2:4 obroniła aż cztery breakpointy i po ponad dziesięciominutowym gemie utrzymała serwis, wywołując aplauz publiczności zgromadzonej na stadionie Louisa Armstronga.

    Na niewiele się to jednak zdało. Sabalenka nie pozwoliła już odebrać sobie przewagi przełamania i zakończyła mecz wynikiem 6:4, wykorzystując drugą piłkę meczową. – Drugi set był trudniejszy, ale cieszę się, że udało mi się go domknąć bez utraty podania. Wciąż miałam poczucie kontroli, choć ten długi gem przy 4:2 trochę mnie sfrustrował, bo byłam o krok od przełamania. Rywalka zagrała jednak kilka naprawdę świetnych punktów. Ogólnie jestem bardzo zadowolona ze swojego występu – przyznała na korcie po spotkaniu.

    12. raz z rzędu w ćwierćfinale Wielkiego Szlema

    Wygrana z Bucsą oznacza nie tylko awans do najlepszej ósemki US Open, ale też podtrzymanie znakomitej passy – Sabalenka po raz dwunasty z rzędu przeszła przez IV rundę turnieju wielkoszlemowego. Dodatkowo zapewniła sobie utrzymanie pozycji liderki rankingu WTA.

    W ćwierćfinale czeka ją wymagające zadanie – pojedynek z Marketą Vondrousovą, która w 1/8 finału sensacyjnie wyeliminowała Jelenę Rybakinę 6:4, 5:7, 6:2.


  • Katastrofa rosyjskiego tenisa. Świątek dobija ich marzenia. “Nic więcej”

    Katastrofa rosyjskiego tenisa. Świątek dobija ich marzenia. “Nic więcej”

    US Open 2025 koszmarem dla rosyjskich kibiców. Z siedemnastu zostało tylko dwoje

    Tegoroczny US Open okazuje się wyjątkowo bolesnym doświadczeniem dla rosyjskich fanów tenisa. Choć turniej dopiero wkracza w fazę IV rundy, w grze pozostało już tylko dwoje reprezentantów tego kraju – Jekaterina Aleksandrowa i Andriej Rublow. To ogromne rozczarowanie, biorąc pod uwagę, że na starcie nowojorskiego Wielkiego Szlema pojawiło się aż siedemnastu Rosjan – czterech w turnieju męskim i trzynaście w żeńskim.

    Nie należeli oni do grona głównych faworytów do końcowego triumfu, ale z pewnością można było oczekiwać kilku mocnych rezultatów. Mirra Andriejewa wymieniana była nawet w gronie potencjalnych półfinalistek – takie prognozy snuł przed turniejem Andy Roddick. U panów nadzieję pokładano w Karenie Chaczanowie, finaliście niedawnego turnieju ATP Masters 1000 w Toronto i rozstawionym w US Open z numerem 9.

    Wielkie nadzieje i szybkie rozczarowanie

    Czas pokazał jednak, że optymizm był mocno przesadzony. Andriejewa, która miała być rosyjską rewelacją, odpadła już w III rundzie po porażce z Amerykanką Taylor Townsend. Chaczanow natomiast zakończył udział w Nowym Jorku jeszcze wcześniej – w II rundzie sensacyjnie wyeliminował go Kamil Majchrzak, choć Polak musiał bronić aż pięciu piłek meczowych.

    Jeszcze gorzej wypadł Daniił Miedwiediew. Triumfator US Open sprzed czterech lat i finalista z 2023 roku wypadł z turnieju już po pierwszym spotkaniu, przegrywając z Francuzem Benjaminem Bonzim. Porażka ta nie tylko zaskoczyła kibiców, ale też stała się symbolem kryzysu formy byłego lidera rankingu ATP.

    Wszystko dopełniło się w nocy z soboty na niedzielę (30/31 sierpnia), gdy Iga Świątek pokonała Annę Kalinską (7:6(2), 6:4). Od tego momentu jasne stało się, że rosyjscy kibice mają już tylko dwoje przedstawicieli w grze – Aleksandrową i Rublowa.

    „Dzwony biły od dawna”. Rosyjskie media o kryzysie

    Portal sport.ru, komentując tę sytuację, podkreśla, że taki pogrom nie powinien być wielkim zaskoczeniem. „Niektórzy zawodnicy mają najlepszy czas już za sobą, inni wracali po kontuzjach, kolejnym zabrakło szczęścia. To jeszcze za wcześnie, by mówić o całkowitym kryzysie rosyjskiego tenisa, ale sygnały ostrzegawcze były widoczne już od dawna. Teraz zabrzmiały głośniej” – piszą dziennikarze.

    Najlepszym przykładem problemów jest właśnie Miedwiediew. W ciągu zaledwie dwóch sezonów przeszedł drogę od finału w Nowym Jorku do pierwszorundowej klęski. Zdaniem rosyjskich mediów nie tylko zatrzymał się w rozwoju, ale wręcz cofnął. Presja i ogromne oczekiwania wobec byłego numeru jeden światowego rankingu tylko pogłębiają jego kłopoty.

    Andriejewa i Chaczanow – inne historie porażki

    Chaczanow, jak zauważa sport.ru, całkowicie podporządkował przygotowania US Open, rezygnując nawet z występu w Cincinnati. Tymczasem na jego drodze stanął Majchrzak, który mimo prowadzenia Rosjanina 2:0 w setach zdołał odwrócić losy meczu. „Wielkie nadzieje zostały brutalnie zderzone z rzeczywistością” – czytamy w komentarzach rosyjskich mediów.

    W przypadku Andriejewej problem ma inny charakter. Po raz trzeci z rzędu odpadła w Wielkim Szlemie z Amerykanką, a jej występ w meczu z Townsend obnażył brak odporności psychicznej. „W jej języku ciała widać było zbyt wiele emocji, za dużo nerwów i presji. To może być dla niej lekcja, która zaprocentuje w przyszłości, ale na razie pozostaje bolesne rozczarowanie” – analizuje sport.ru.

    Aleksandrowa i Rublow ostatnią nadzieją, ale perspektywy marne

    Na tym tle Aleksandrowa i Rublow jawią się jako ostatni ratunek dla rosyjskich kibiców. Problem w tym, że oboje stoją przed niezwykle trudnymi zadaniami. Rublow zmierzy się w 1/8 finału z Felixem Augerem-Aliassimem, który wyeliminował już Alexandra Zvereva i prezentuje świetną formę. Aleksandrowa natomiast stanie naprzeciw samej Igi Świątek, liderki rankingu WTA, a to wystarczający komentarz do jej szans.

    Dlatego – jak zauważa sport.ru – istnieje spore ryzyko, że rosyjscy fani bardzo szybko będą mogli zapomnieć o emocjach drugiego tygodnia turnieju. Pozostaje im liczyć, że rok 2026 przyniesie lepsze przygotowanie i odbudowę formy ich reprezentantów.

  • Sabalenka pokazała, dlaczego jest numerem jeden na świecie

    Sabalenka pokazała, dlaczego jest numerem jeden na świecie

    • Żadna z tenisistek rywalizujących obecnie w światowym tourze nie może pochwalić się taką serią jak Aryna Sabalenka w tie-breakach. Liderka światowego rankingu odniosła się do tego wprost po swoim ostatnim meczu.

    Białorusinka bez większych problemów awansowała do IV rundy tegorocznego US Open. W trzech dotychczasowych spotkaniach nie oddała ani jednego seta, a w III rundzie pokonała finalistkę turnieju z 2021 roku – Kanadyjkę Leylah Fernandez (30. WTA) 6:3, 7:6(7:2).

    Sabalenka o serii tie-breaków

    Sabalenka może poszczycić się imponującą passą aż 18 zwycięstw z rzędu w tie-breakach. Ostatni raz schodziła z kortu pokonana w takim decydującym fragmencie 11 lutego tego roku – w drugiej rundzie turnieju w Dosze, gdzie przegrała z Jekatieriną Aleksandrową (12. WTA).

    Tenisistka przyznała, że jej niezwykła seria wywołuje dodatkową presję u rywalek:
    — Mam taką nadzieję. Oczywiście nie myślę o tym w trakcie meczu, ale wiem, że przeciwniczki mogą czuć dodatkowy ciężar. Podoba mi się to — stwierdziła z uśmiechem.

    Zapytana, czy w tie-breakach gra jej się lepiej niż w normalnych gemach, odpowiedziała:
    — W trakcie seta czasami analizuję swoje decyzje i zdarza mi się wątpić. Ale gdy dochodzi do tie-breaka, wiem, że nie ma już miejsca na takie myśli. Trzeba po prostu grać, ufać sobie i trzymać się planu. Staram się być agresywna, narzucać swój rytm i wywierać presję na przeciwniczkach.

    W IV rundzie US Open Sabalenka zmierzy się z Hiszpanką Cristiną Bucsą (95. WTA). Na ewentualne starcie z Igą Świątek kibice mogą liczyć dopiero w finale turnieju.

  • Ostapenko rozpętała burzę na US Open, teraz ogłasza. “Żegnam”

    Ostapenko rozpętała burzę na US Open, teraz ogłasza. “Żegnam”

    Burza po meczu Townsend – Ostapenko. Łotyszka przeprasza za swoje zachowanie

    O tym, co wydarzyło się po środowym pojedynku Jeleny Ostapenko z Taylor Townsend na US Open, wciąż mówi się bardzo głośno. Choć sama rywalizacja sportowa zakończyła się zdecydowanym zwycięstwem Amerykanki, to właśnie wydarzenia tuż po meczu przyciągnęły największą uwagę kibiców i mediów. Ostapenko nie kryła frustracji i w ostrych słowach zwróciła się do swojej przeciwniczki, zarzucając jej brak klasy. Teraz jednak Łotyszka postanowiła zabrać głos i wydała oficjalne oświadczenie.

    Przegrana i awantura tuż po meczu

    Jelena Ostapenko od lat uchodzi za jedną z najbardziej wybuchowych i kontrowersyjnych postaci kobiecego tenisa. W Nowym Jorku jej przygoda zakończyła się już na etapie II rundy, gdy musiała uznać wyższość Taylor Townsend. Amerykanka zwyciężyła 7:5, 6:1, a cały mecz toczył się pod dyktando gospodyni.

    To jednak nie sam wynik wywołał największe emocje. Po zakończeniu spotkania zawodniczki najpierw wymieniły uścisk dłoni, lecz chwilę później Ostapenko rozpoczęła ostrą wymianę zdań. Powodem miała być jedna z akcji, w której piłka po zagraniu Townsend otarła się o siatkę i spadła po stronie Łotyszki. W jej ocenie rywalka powinna była przeprosić za tego typu zagranie – zgodnie z tenisową etykietą.

    „Brak klasy i wykształcenia” – mocne oskarżenia Ostapenko

    Na konferencji prasowej po meczu Townsend zdradziła, jak mocne słowa usłyszała od rywalki. Ostapenko miała zarzucić jej brak klasy, a nawet wykształcenia. Dodała również, że Amerykanka dopiero przekona się, „jak to będzie wyglądało, kiedy obie zagrają poza Stanami Zjednoczonymi”. Takie wypowiedzi odbiły się szerokim echem.

    Reakcje kibiców były bardzo podzielone. Część jednoznacznie stanęła po stronie reprezentantki gospodarzy, podkreślając, że Townsend nie zrobiła niczego złego. Z drugiej strony pojawiły się głosy, że Ostapenko miała prawo oczekiwać symbolicznego gestu przeprosin – w końcu podobnie reagują największe gwiazdy touru, jak Aryna Sabalenka czy Iga Świątek.

    Ostapenko przeprasza. „Źle się wyraziłam”

    Kilka dni po całym zajściu Ostapenko opublikowała na Instagramie krótkie oświadczenie, w którym odniosła się do zamieszania. Tym razem ton jej słów był zdecydowanie spokojniejszy.

    – Cześć wszystkim, chciałam przeprosić za niektóre rzeczy, które powiedziałam podczas mojego meczu w drugiej rundzie. Angielski nie jest moim językiem ojczystym, więc kiedy mówiłam o edukacji, chodziło mi wyłącznie o tenisową etykietę. Rozumiem jednak, że użyte przeze mnie słowa mogły zostać odebrane inaczej i urazić wiele osób poza kortem. Jestem wdzięczna za wsparcie, jakie otrzymuję, i staram się ciągle uczyć i rozwijać – zarówno jako człowiek, jak i tenisistka. Żegnam się z Nowym Jorkiem i nie mogę się doczekać powrotu w przyszłym roku – napisała 29-latka.

    Townsend skupiona na grze

    Sama Taylor Townsend zdaje się w ogóle nie przejmować przykrymi słowami rywalki. Na korcie prezentuje się świetnie i udowadnia, że jej forma rośnie. Amerykanka awansowała już do IV rundy US Open, gdzie zmierzy się z wymagającą Czeszką – Barborą Krejčíkovą.

    Spór, który na chwilę przyćmił sportowe wydarzenia, został więc w dużej mierze zamknięty. Ostapenko spróbowała złagodzić napięcie, a Townsend – zamiast wdawać się w medialną polemikę – po prostu koncentruje się na kolejnym wyzwaniu turniejowym.

  • W Rosji gorąco po tym, co zrobiła Andriejewa. “Musi się wiele nauczyć”

    W Rosji gorąco po tym, co zrobiła Andriejewa. “Musi się wiele nauczyć”

    Mirra Andriejewa z pewnością nie będzie mile wspominać tegorocznego US Open. Rosyjska tenisistka zakończyła swój udział w turnieju już na trzeciej rundzie, przegrywając z Amerykanką Taylor Townsend 5:7, 2:6. W ojczyźnie 18-latki pojawiła się fala krytycznych komentarzy. – Wielka szkoda, że nie potrafiła poradzić sobie z presją trybun – oceniła w mediach społecznościowych była gwiazda tenisa Nadieżda Pietrowa. Z kolei Jelena Wiesnina stwierdziła krótko: – Widać, że wciąż ma blokadę.

    Choć Andriejewa uchodziła za wyraźną faworytkę tego spotkania, na korcie nie potrafiła znaleźć skutecznego sposobu na rywalkę. Jej bezradność i rosnąca frustracja sprawiły, że to Townsend przejęła inicjatywę i bez większych problemów zamknęła mecz w niespełna półtorej godziny.

    „Musi uczyć się odporności jak Djoković”

    Rosyjskie media wskazują, że o porażce w dużej mierze zadecydowała atmosfera na trybunach. – Publiczność miała na nią ogromny wpływ. Nocne mecze z Amerykankami zawsze są pełne show. Kibice dodają im skrzydeł, a to złamało Mirrę – powiedziała Natalja Wichlancewa na łamach portalu championat.com.

    Była tenisistka odwołała się także do przykładu Novaka Djokovicia: – On często grał przeciwko Rogerowi Federerowi, kiedy fani byli po stronie rywala. Ale potrafił nauczyć się dystansu i dzięki metodzie prób i błędów wypracował odporność psychiczną. Mirra nie powinna od razu reagować płaczem i stresem – dodała.

    Nadieżda Pietrowa również podkreślała, że największym problemem młodej zawodniczki była presja otoczenia. Natomiast trener Wiktor Janczuk zwrócił uwagę na inne aspekty: – To dowód, że wciąż brakuje jej doświadczenia. Musi popracować nad przygotowaniem fizycznym, bo jej uderzeniom brakuje mocy – stwierdził.

    Problem powtarza się co roku

    Wiesnina, analizując mecz, nie miała wątpliwości: – Atmosfera była elektryzująca, kibice reagowali żywiołowo na każdy punkt Townsend. A Mirra ponownie nie radziła sobie z presją publiczności, co wyraźnie paraliżowało jej grę.

    Warto zauważyć, że każdy występ Andriejewej w US Open kończył się porażką z zawodniczką gospodarzy. W 2023 roku uległa Coco Gauff, w kolejnym sezonie przegrała z Ashlyn Krueger, a teraz musiała uznać wyższość Taylor Townsend.