Category: Uncategorized

  • Po tym pytaniu Świątek się odpaliła. Sceny na konferencji

    Po tym pytaniu Świątek się odpaliła. Sceny na konferencji

    Na konferencji prasowej po zwycięstwie nad Yue Yuan w turnieju WTA 1000 w Pekinie Iga Świątek nie kryła zaskoczenia jednym z pytań. Polka przez chwilę wyglądała na zażenowaną, a jej odpowiedź nie obyła się bez nuty sarkazmu.

    Ostatnie spotkania z mediami nie należą do najłatwiejszych dla wiceliderki rankingu WTA. Podczas US Open musiała zmagać się z pytaniami, które wywołały konsternację – najpierw o „koraliki we włosach”, a później o ewentualną potrzebę przerwy dla dobra psychicznego. W obu przypadkach reakcja Świątek odbiła się szerokim echem na świecie. Podobnie może być i tym razem, po jej wystąpieniu w Pekinie.

    Zaskakujące pytanie i sarkastyczna odpowiedź

    Dziennikarz zwrócił uwagę na rzekomą zmianę zachowania Świątek na korcie – jego zdaniem Polka miała stać się bardziej żywiołowa i agresywna. Zapytał, czy nie wynika to z faktu utraty pozycji liderki rankingu WTA. Odpowiedź przyszła natychmiast. – Cóż, dziękuję za nadmierną analizę – rzuciła z przekąsem, cytowana przez profootballnetwork.com.

    Świątek od razu odcięła się od tej sugestii. – Nie wiem nawet, jak na to odpowiedzieć, bo… nie, nie jestem inną osobą z powodu tego, że jestem numerem dwa. Nie zachowuję się inaczej. Nie myślę o tym codziennie, a już na pewno nie podczas meczu, kiedy mam konkretne zadanie do wykonania.

    Podkreśliła, że zmiana osobowości na korcie z powodu pozycji w rankingu byłaby nienaturalna. – To tylko kilka tygodni albo miesięcy na pierwszym miejscu. Nie uważam, żeby taki czynnik miał kogokolwiek zmieniać. To byłoby dziwne i niezbyt zdrowe – podsumowała.

    Świątek goni Sabalenkę

    Mimo że pozycja w rankingu nie jest jej obsesją, w Pekinie Świątek ma wyjątkowo korzystną sytuację, by zbliżyć się do Aryny Sabalenki. Obecnie dzieli je ponad dwa tysiące punktów, lecz Białorusinka nie występuje w Chinach, a więc nie obroni punktów zdobytych w ubiegłym roku. Polka natomiast nie ma nic do stracenia – w poprzedniej edycji nie brała udziału z powodu zawieszenia.

    Na razie wszystko układa się po myśli Świątek. W pierwszym meczu bez większych problemów pokonała Yue Yuan 6:0, 6:3. Teraz zmierzy się z Camilą Osorio. Celem jest oczywiście końcowy triumf – taki, jaki odniosła już w Pekinie w 2023 roku. – To był świetny turniej, mam z nim wspaniałe wspomnienia i cieszyłam się, że mogłam tu wrócić. Ale każdy turniej to nowa historia – zaczynasz od zera i musisz wspinać się krok po kroku – wspominała liderka polskiego tenisa.

  • Faworytka zmiażdżona w Pekinie! 0:6 w drugim secie. Katastrofa

    Faworytka zmiażdżona w Pekinie! 0:6 w drugim secie. Katastrofa

    Daria Kasatkina przystępowała do turnieju w Pekinie z dużą motywacją po nieudanym występie w Seulu, gdzie pożegnała się z rywalizacją już w pierwszym meczu. Liczyła na przełamanie w imprezie rangi WTA 1000, jednak jej przygoda w stolicy Chin zakończyła się jeszcze szybciej i bardziej bolesnie. Już w drugiej rundzie została rozbita przez niżej notowaną Sonay Kartal.

    Kasatkina z problemami w azjatyckiej części sezonu

    1. tenisistka świata przystąpiła do gry w Pekinie jako rozstawiona z numerem 14. Jej pierwszą rywalką była Brytyjka Sonay Kartal (81. WTA), która nie miała nic do stracenia. Spotkanie rozpoczęło się w nietypowy sposób – od czterech kolejnych przełamań. Później jednak inicjatywę przejęła Kartal. Najpierw wygrała swoje podanie do zera, następnie po raz kolejny odebrała serwis faworytce i wyszła na prowadzenie 4:2.

    Kasatkina nie potrafiła już odrobić strat. Choć trzy kolejne gemy wygrywały serwujące, set padł łupem Brytyjki, która zwyciężyła 6:3.

    Katastrofa w drugim secie

    Początek drugiej partii był dla Kasatkiny dramatyczny – w dwóch pierwszych gemach zdobyła zaledwie jeden punkt. Z każdą kolejną wymianą wyglądała coraz bardziej bezradnie. Nie tylko nie była w stanie utrzymać swojego serwisu, ale w całym secie nie wywalczyła nawet jednego punktu przy podaniu rywalki.

    Kartal bezlitośnie wykorzystała niemoc przeciwniczki. Drugą partię zamknęła w zaledwie 24 minuty, a całe spotkanie potrwało godzinę i cztery minuty. Wynik 6:3, 6:0 mówi wszystko o dominacji Brytyjki w tym starciu.

    Kartal pisze historię, Kasatkina zawodzi

    Sonay Kartal sprawiła jedną z największych niespodzianek turnieju, eliminując tenisistkę z czołowej dwudziestki rankingu. W trzeciej rundzie WTA 1000 w Pekinie zmierzy się z Mayą Joint (36. WTA). Dla Kasatkiny to kolejny bolesny sygnał, że azjatycka część sezonu zupełnie jej nie służy.

  • Sensacja w Pekinie! Osaka prowadziła 6:1, 3:2. Niesamowite, co stało się potem

    Sensacja w Pekinie! Osaka prowadziła 6:1, 3:2. Niesamowite, co stało się potem

    To miał być spacerek dla Naomi Osaki. Japonka, rozstawiona w turnieju WTA 1000 w Pekinie z numerem 14., trafiła w drugiej rundzie na kwalifikantkę, Alaksandrę Sasnowicz. Początek spotkania układał się dla niej perfekcyjnie – wygrała pierwszego seta 6:1, a w drugim prowadziła już 3:2 i serwowała. Wydawało się, że kwestia awansu do kolejnej rundy jest przesądzona. A jednak losy meczu potoczyły się zupełnie inaczej.

    Osaka w świetnej formie po zmianach w sztabie

    Była liderka światowego rankingu wróciła do wielkiej formy po rozpoczęciu współpracy z Tomaszem Wiktorowskim. W Montrealu dotarła do finału, gdzie uległa 17-letniej Victorii Mboko 6:2, 4:6, 1:6. Następnie podczas US Open pokazała wielką determinację, meldując się w półfinale. Tam po trzygodzinnej batalii musiała uznać wyższość Amandy Anisimowej (7:6(4), 6:7(3), 3:6). Nic dziwnego, że w Pekinie wielu widziało w niej jedną z faworytek do końcowego triumfu.

    Zdominowany początek i nagły zwrot

    Pierwsza partia z Sasnowicz przebiegła dokładnie tak, jak zakładano. Osaka dominowała w każdym elemencie, szybko odskoczyła na 5:0 i oddała rywalce tylko jednego gema, wygrywając seta 6:1. Kiedy w drugiej odsłonie prowadziła 3:2 i miała serwis, wszystko wskazywało na pewny awans Japonki. Tymczasem Białorusinka zdołała natychmiast odrobić stratę przełamania, a następnie sama przejęła inicjatywę. Przy stanie 5:4 jeszcze raz odebrała serwis Osace i sensacyjnie wyrównała stan meczu po wygranej 6:4.

    Sasnowicz nie zatrzymała się już do końca

    Drugi set kompletnie wybił Osakę z rytmu, natomiast Sasnowicz nabrała ogromnej pewności siebie. W decydującej partii błyskawicznie wyszła na prowadzenie 3:0, a po kilkunastu minutach miała już wynik 5:1. Japonka zdołała jeszcze urwać jednego gema, lecz na więcej nie było jej stać. Spotkanie zakończyło się triumfem Sasnowicz 1:6, 6:4, 6:2.

    Dla 30-letniej Białorusinki to jedna z największych wygranych ostatnich lat – awansowała do trzeciej rundy turnieju WTA 1000 w Pekinie, gdzie jej rywalką będzie rozstawiona z numerem 28. Marta Kostiuk.

  • Absolutny hit. Umieścili Świątek w nowej grze. “Ikoniczne”

    Absolutny hit. Umieścili Świątek w nowej grze. “Ikoniczne”

    Wizerunek Igi Świątek coraz częściej wykorzystywany jest w nietypowych formach. Polska mistrzyni pojawia się zarówno w prestiżowych kampaniach reklamowych luksusowych marek, jak i w świecie gier komputerowych. O ile jej obecność w produkcjach sportowych nie dziwi, o tyle najnowsze nawiązanie zaskoczyło fanów. Twórcy jednej z gier zamienili rakietę tenisową liderki światowego rankingu w… broń.

    To nie pierwszy przypadek, gdy Świątek trafia do wirtualnej rzeczywistości. Polka jest grywalną postacią w symulatorze tenisa TopSpin 2K25, gdzie obok niej można zobaczyć największe legendy tej dyscypliny oraz czołowych zawodników współczesnego touru.

    Rakieta Świątek jako broń w grze

    Największe zaskoczenie przyniosła jednak produkcja Dying Light: The Beast autorstwa polskiego studia Techland. W grze pojawia się specjalny przedmiot – rakieta Igi Świątek, którą gracze mogą wykorzystać w walce z zombie. Co więcej, przedmiot ten nosi nazwę Iga i posiada status broni legendarnej, czyli najwyższy możliwy poziom w klasyfikacji. W grze zaklasyfikowano ją jako jednoręczną buławę.

    Twórcy dodali również charakterystyczny opis: „Króluje na ziemi, wymiata na trawie”. To wyraźne odniesienie do imponujących osiągnięć Świątek – czterech triumfów na paryskiej mączce podczas Roland Garros oraz zwycięstwa na kortach Wimbledonu.

    Fani zachwyceni pomysłowością

    Internauci z entuzjazmem zareagowali na takie nawiązanie. W mediach społecznościowych pojawiło się wiele pozytywnych komentarzy. Popularny profil „The Tennis Letter” określił pomysł Techlandu jednym słowem: „Ikoniczne”.

    Gra Dying Light: The Beast pełna jest zresztą podobnych odniesień do popkultury – od filmów i seriali po muzykę i internetowe memy.

    Świątek nie zwalnia tempa

    Na sportowych arenach Polka również potwierdza swoją dominację. Niedawno wygrała turniej WTA 500 w Seulu, a w Pekinie rozpoczęła zmagania od pewnego zwycięstwa nad Chinką Yue Yuan 6:0, 6:3, meldując się w kolejnej rundzie prestiżowego turnieju WTA 1000.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/1971649345415242134?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1971649345415242134%7Ctwgr%5E947f5ba78e932ec7165a51469f7cebae88cc7ec1%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732282703absolutny-hit-umiescili-swiatek-w-nowej-grze-ikoniczne.html

  • Sensacja w Pekinie. Wygrała ze Świątek, a teraz to

    Sensacja w Pekinie. Wygrała ze Świątek, a teraz to

    Iga Świątek zameldowała się już w kolejnej rundzie turnieju WTA 1000 w Pekinie. Polka pewnie pokonała gospodynię Yue Yuan 6:0, 6:3 i w następnym meczu zmierzy się z Camilą Osorio, która sensacyjnie wyeliminowała rozstawioną Annę Kalinską. To jednak nie jedyna niespodzianka pierwszej fazy chińskich zawodów – z turniejem pożegnała się także tenisistka, która nie tak dawno sprawiła Świątek ogromny zawód.

    Mowa o Clarze Tauson. Duńska zawodniczka w sierpniu wyeliminowała liderkę światowego rankingu z Montrealu, zatrzymując ją w 1/8 finału po zwycięstwie 7:6, 6:3. Tamten sukces odbił się szerokim echem, bo nawet w jej kraju mało kto wierzył, że będzie w stanie zatrzymać „najlepszą tenisistkę świata”. Tauson dotarła w Kanadzie aż do półfinału, w którym lepsza okazała się Naomi Osaka.

    Później jednak forma Dunki mocno falowała. W Cincinnati odpadła już w 1/16 finału, ulegając Weronice Kudiermietowej. W Nowym Jorku, podczas US Open, przegrała w pierwszej rundzie z Alexandrą Ealą, a w Seulu udało jej się dotrzeć jedynie do ćwierćfinału, gdzie zatrzymała ją Maya Joint.

    Turniej w Pekinie także nie przyniósł przełamania. Los skojarzył ją w pierwszej rundzie z niżej notowaną, 82. w rankingu WTA Zeynep Sonmez. Wydawało się, że to będzie łatwa przeszkoda dla 12. tenisistki świata, ale rzeczywistość okazała się inna.

    Tauson rozpoczęła mecz bardzo słabo, przegrywając dwa pierwsze gemy przy własnym serwisie. Turczynka błyskawicznie odskoczyła na 4:0 i utrzymała przewagę do końca, wygrywając pierwszego seta 6:4. W drugiej partii role się odwróciły – tym razem to Dunka przejęła inicjatywę, szybko objęła prowadzenie 3:0 i pewnie zamknęła seta 6:2. O losach awansu miał więc zadecydować trzeci set.

    Decydująca odsłona zaczęła się wyrównanie, lecz kluczowe okazały się gemy numer trzy i pięć – oba rozgrywane przy serwisie Tauson i oba przez nią przegrane. Sonmez wykorzystała potknięcia rywalki i sensacyjnie wygrała całe spotkanie.

    Clara Tauson – Zeynep Sonmez 1:2 (4:6, 6:2, 3:6).

  • Tak wygląda ranking WTA po meczu Igi Świątek w Pekinie

    Tak wygląda ranking WTA po meczu Igi Świątek w Pekinie

    Iga Świątek krok po kroku zmniejsza dystans dzielący ją od Aryny Sabalenki w światowym rankingu WTA. W sobotnie przedpołudnie czasu polskiego nasza zawodniczka bez większych problemów rozprawiła się z Yue Yuan, dzięki czemu awansowała do trzeciej rundy turnieju WTA 1000 rozgrywanego w Pekinie. Sprawdźmy, jak obecnie wygląda układ sił w klasyfikacji najlepszych tenisistek globu.

    Polka wróciła na kort po zwycięstwie w turnieju WTA 500 w Seulu i od razu potwierdziła świetną formę. W drugiej rundzie zawodów w stolicy Chin rozbiła reprezentantkę gospodarzy, Yue Yuan (110. WTA), wygrywając 6:0, 6:3 i nie pozostawiając rywalce złudzeń.

    Świątek coraz bliżej Sabalenki

    Liderką światowego rankingu niezmiennie pozostaje Aryna Sabalenka. Białorusinka jednak z powodu urazu musiała wycofać się z rywalizacji w Pekinie, co oznacza, że jej dorobek punktowy wynosi obecnie 11 010. Iga Świątek po zwycięstwie nad Yuan zgromadziła 8498 punktów i traci do liderki 2512. Jeśli jednak triumfowałaby w całych zawodach, mogłaby powiększyć swój dorobek do 9433 „oczek”, a wówczas różnica zmniejszyłaby się do 1577.

    W Pekinie oglądamy większość czołówki światowej, wyjątkiem jest Madison Keys (6. WTA), która podobnie jak Sabalenka nie zdecydowała się na udział w turnieju.

    Aktualny ranking WTA (po meczu Świątek):

    1. Aryna Sabalenka – 11 010 pkt
    2. Iga Świątek – 8498 pkt [max. 9433]
    3. Coco Gauff – 6938 pkt [max. 7873]
    4. Amanda Anisimova – 5054 pkt [max. 5989]
    5. Mirra Andriejewa – 4643 pkt [max. 5578]
    6. Madison Keys – 4459 pkt
    7. Jessica Pegula – 4328 pkt [max. 5263]
    8. Jasmine Paolini – 4006 pkt [max. 4941]
    9. Jelena Rybakina – 3833 pkt [max. 4768]
    10. Qinwen Zheng – 3623 pkt [max. 4613]
      […
    11. Magda Linette – 1294 pkt
    12. Magdalena Fręch – 1146 pkt

    Kolejna rywalka Polki

    W trzeciej rundzie turnieju Świątek zmierzy się z Camilą Osorio (83. WTA). Kolumbijka w poprzedniej rundzie odwróciła losy meczu i pokonała Annę Kalinską 1:6, 6:4, 6:4. Obie zawodniczki miały dotąd okazję spotkać się tylko raz – w Australian Open 2023. Wówczas Polka zwyciężyła pewnie 6:2, 6:3.

  • To naprawdę koniec. Świątek nie dostanie już szansy. Zapadła ostateczna decyzja

    To naprawdę koniec. Świątek nie dostanie już szansy. Zapadła ostateczna decyzja

    Kilkanaście dni po rozegraniu swojego ostatniego meczu Alizé Cornet oficjalnie ogłosiła koniec zawodowej kariery. Francuzka żegna się z kortem w wieku 35 lat i – jak podkreśla – tym razem już na zawsze. W pamięci polskich kibiców pozostanie przede wszystkim jako ta, która zatrzymała niesamowitą serię 37 zwycięstw Igi Świątek.

    Decydujący moment przyszedł podczas III rundy Wimbledonu w 2022 roku. Wtedy Cornet sprawiła ogromną niespodziankę, pokonując liderkę światowego rankingu 6:4, 6:2. Passa Polki, która przez cztery miesiące absolutnie dominowała kobiecy tenis, została przerwana właśnie przez nią.

    Niespełna dwa lata później Francuzka ogłosiła zakończenie kariery, ale długo nie wytrwała w tym postanowieniu. W kwietniu tego roku spróbowała jeszcze raz wrócić do gry, jednak jak się okazało – tylko na chwilę.

    Ostateczny mecz Cornet rozegrała 17 dni temu w turnieju WTA 125 w San Sebastian. W pierwszej rundzie przegrała z Niemką Tamarą Korpatsch 3:6, 2:6. To właśnie po tej porażce zdecydowała, że pora zamknąć sportowy rozdział na dobre. – Mała podróż wstecz do pięknego pobytu w San Sebastian i zakończenie (tym razem naprawdę) tego etapu w roli zawodniczki. Idealne miejsce, by definitywnie zamknąć tę stronę i zacząć pisać nową – napisała w mediach społecznościowych.

    Tym samym wiadomo już, że Iga Świątek nie otrzyma szansy na rewanż. Bilans spotkań pomiędzy Polką a Cornet pozostanie na poziomie 0:1.

    Francuzka kończy karierę z dorobkiem sześciu tytułów WTA. Najwyżej w rankingu znalazła się w lutym 2009 roku, kiedy była 11. rakietą świata. Jej największym osiągnięciem w Wielkim Szlemie był ćwierćfinał Australian Open w 2022 roku.

    Cornet nie jest jedyną Francuzką, która w tym roku postanowiła zakończyć profesjonalną karierę. Podczas tegorocznego US Open podobną decyzję ogłosiła Caroline Garcia, która zdecydowała się na ten krok w wieku 31 lat.

  • Sensacja w Pekinie! Było już 6:1, 3:0. Świątek poznała rywalkę

    Sensacja w Pekinie! Było już 6:1, 3:0. Świątek poznała rywalkę

    Iga Świątek udanie rozpoczęła rywalizację w turnieju WTA 1000 w Pekinie. Polka w drugiej rundzie nie dała większych szans reprezentantce gospodarzy, Yue Yuan, wygrywając pewnie 6:3, 6:0. Zanim jednak skończyła swoje spotkanie, poznaliśmy jej kolejną przeciwniczkę w stolicy Chin.

    O awans do trzeciej rundy walczyły Anna Kalinska (29. WTA) i Camila Osorio (83. WTA). Choć faworytką była Rosjanka, to przebieg meczu przyniósł dużą niespodziankę. Początek pojedynku należał do Osorio, która szybko objęła prowadzenie 4:0, wykorzystując błędy rywalki i jej słabsze serwisy. Kolumbijka nie wypuściła przewagi i pewnie zapisała pierwszego seta na swoim koncie 6:1.

    W drugiej odsłonie Kalinska również znalazła się w opałach, przegrywając już 0:3 po dwóch przełamaniach. Tym razem jednak potrafiła odwrócić sytuację – wygrała pięć z sześciu kolejnych gemów i ostatecznie triumfowała 6:4, doprowadzając do wyrównania w meczu.

    Decydujący set przyniósł sporo emocji. Najpierw Kalinska straciła serwis i musiała gonić wynik, później sama odrobiła straty i doprowadziła do remisu 3:3. W kluczowym momencie jednak znów zawiodła przy własnym podaniu – Osorio wykorzystała okazję, przełamała rywalkę i prowadziła 5:4. Chwilę później zamknęła spotkanie swoim serwisem, zwyciężając 6:1, 4:6, 6:4. Cała rywalizacja trwała 133 minuty i zakończyła się niespodzianką.

    To właśnie Camila Osorio stanie teraz na drodze Igi Świątek w trzeciej rundzie turnieju w Pekinie.

     

  • Magdalena Fręch zostawiła Polskę. Wybrała sobie inny kraj do życia

    Magdalena Fręch zostawiła Polskę. Wybrała sobie inny kraj do życia

    Magdalena Fręch, obecnie trzecia rakieta Polski w kobiecym tenisie, od dłuższego czasu nie mieszka już w kraju. Choć wciąż mocno związana jest z Łodzią, gdzie dorastała i gdzie mieszka jej rodzina, na co dzień bazuje w Dubaju. Jak sama tłumaczy, to właśnie tam ma najlepsze warunki do rozwoju kariery.

    — Do Łodzi wracam głównie po to, żeby spotkać się z najbliższymi. Mam do tego miasta ogromny sentyment, ale Dubaj daje mi znacznie więcej możliwości. Mogę tam trenować przez cały rok na otwartych kortach, mam szeroki wybór sparingpartnerek, a dodatkowo to świetna baza wypadowa na cały świat — mówiła w rozmowie z Rzeczpospolitą.

    Fręch dodała, że jej życie to w dużej mierze funkcjonowanie „na walizkach”. — Zawodnicy najczęściej mają bazę tam, gdzie trenują. Ja okres przygotowawczy spędzam w Dubaju, ale tak naprawdę bywam tam rzadko. W sezonie ziemnym czy trawiastym przenoszę się do Europy, a przy okazji odwiedzam rodzinę i znajomych. W listopadzie i grudniu jestem w Dubaju, bo tam przygotowuję się do Australian Open. Ten system działa, więc nie planuję niczego zmieniać — przyznała w podcaście Zdyscyplinowani.

    Podkreśliła też, że na stałe nie planuje osiedlać się w jednym miejscu. — Dopóki gram, trudno mi zbudować dom i stworzyć prawdziwą bazę. W Dubaju mam mieszkanie, bo spędzam tam co najmniej dwa miesiące w roku. Z kolei w Polsce są moi bliscy, więc nie mogłabym tak po prostu zaszyć się daleko od nich — zaznaczyła.

    Choć Fręch ma już na koncie jeden tytuł WTA (zdobyty we wrześniu 2024 roku w Guadalajarze), w tym sezonie jeszcze nie udało jej się triumfować. Ostatnio dotarła do ćwierćfinału turnieju WTA 500 w Guadalajarze, gdzie musiała uznać wyższość Nikoli Bartunkovej. W Pekinie z kolei odpadła już w pierwszej rundzie po porażce z Niemką Allą Seidel.

    Podobne decyzje dotyczące miejsca zamieszkania podejmują także inni polscy tenisiści. Hubert Hurkacz od 2021 roku mieszka w Monte Carlo. W jego przypadku najważniejsze były kwestie logistyczne i pogodowe, a nie – jak często się sugeruje – podatki. Sam zawodnik podkreślał, że od kontraktów sponsorskich i tak rozlicza się w Polsce, a podatki od nagród płaci w krajach, w których odbywają się poszczególne turnieje, zgodnie z międzynarodowymi przepisami.

  • Syn polskiego wicemistrza Europy ma trzy obywatelstwa. W MŚ zagra z kadrą Grbicia

    Syn polskiego wicemistrza Europy ma trzy obywatelstwa. W MŚ zagra z kadrą Grbicia

    Kamil Rychlicki ma niezwykłą historię, którą można by zekranizować. Syn polskich siatkarzy, a zarazem zawodnik z trzema obywatelstwami, dziś broni barw reprezentacji Włoch. W sobotnim półfinale mistrzostw świata stanie naprzeciwko Biało-Czerwonych i – jak sam przyznaje – jego serce na pewno zabije mocniej niż zwykle.

    Trzy paszporty i rodzinne korzenie w siatkówce

    Rychlicki urodził się w Luksemburgu, tam też stawiał pierwsze kroki w siatkówce i przez wiele lat występował w tamtejszej reprezentacji. Od 2013 do 2022 roku grał w narodowych barwach tego kraju, ale nie mógł liczyć na udział w najważniejszych imprezach, bo Luksemburg pozostaje jednym z outsiderów światowej siatkówki. Zainteresowanie jego talentem przyszło z Włoch, gdzie już od kilku sezonów gra w Serie A. Trzy lata temu otrzymał włoskie obywatelstwo i rozpoczął procedury zmiany reprezentacji. Debiut zaliczył w maju 2024 roku w meczu towarzyskim z Niemcami, a następnie znalazł się w składzie drużyny, która wywalczyła srebro w Lidze Narodów.

    Nie zapomina jednak o swoich korzeniach. Jego ojciec, Jacek Rychlicki, to wicemistrz Europy z 1983 roku, a matka Elżbieta również była siatkarką. Dzięki nim Kamil biegle mówi po polsku i świetnie orientuje się w realiach PlusLigi, do której trafi już w nadchodzącym sezonie – zasili bowiem szeregi ZAKSY Kędzierzyn-Koźle.

    Pierwsze starcie z Polską

    Półfinał mundialu będzie dla niego wyjątkowy – po raz pierwszy zagra przeciwko reprezentacji Polski. W strefie wywiadów na Filipinach czekała na niego spora grupa dziennikarzy znad Wisły. Gdy padło pytanie, czy podczas meczu serce zabije mu mocniej, Rychlicki odpowiedział bez wahania:
    – Staram się podchodzić do tego profesjonalnie. Ale myślę, że serce zabije mocniej, i to nie raz.

    Zapytany o ewentualne śpiewanie „Mazurka Dąbrowskiego”, odparł:
    – To dla mnie nowa sytuacja. Zobaczymy, jak się zachowam, ale jestem tutaj z kolegami z włoskiej kadry i reprezentuję Włochy.

    Temat gry w biało-czerwonych barwach również się pojawił. Rychlicki jednak uciął spekulacje:
    – Nigdy nie było takiej okazji, więc nie zastanawiam się nad tym.

    W cieniu Romano, ale z dużą motywacją

    Na razie Rychlicki pełni rolę zmiennika Yuriego Romano – lidera włoskiej ofensywy. W mistrzostwach świata na boisku pojawił się tylko raz, w przegranym meczu grupowym z Belgią. W ćwierćfinale Italia wzięła srogi rewanż, wygrywając pewnie 3:0.
    – Tamta porażka bolała nas bardzo, dlatego byliśmy podwójnie zmotywowani. To był nasz najlepszy mecz w turnieju – ocenił atakujący.

    Rewanż za Ligę Narodów

    Teraz przed Włochami szansa, by odegrać się Polakom za finał Ligi Narodów sprzed dwóch miesięcy, w którym zespół Nikoli Grbicia nie dał im najmniejszych szans i wygrał 3:0.
    – To będzie doskonała okazja, by się zrewanżować. Wtedy nie było wielkiej walki – przyznał Rychlicki.

    Nie chciał wskazywać, która formacja jest największą siłą Italii:
    – Mam wrażenie, że kiedy gramy na wysokim poziomie, to dlatego, że działamy jako jeden organizm.

    Podobnie mówi się o Polakach – że ich największym atutem jest zespołowość. Dlatego sobotni półfinał zapowiada się na prawdziwy hit. Początek spotkania zaplanowano na godz. 12:30 czasu polskiego.