Category: Uncategorized

  • Skandaliczny gest Izraelczyka w trakcie meczu z Polakami. Będzie o tym głośno

    Skandaliczny gest Izraelczyka w trakcie meczu z Polakami. Będzie o tym głośno

    Polscy koszykarze w swoim drugim meczu grupowym EuroBasketu zmierzyli się z Izraelem i szybko okazało się, że to nie będzie zwykłe spotkanie. Emocje sięgały zenitu zarówno przed halą, jak i na trybunach Spodka, a napięta atmosfera miała swoje konsekwencje również na parkiecie.

    Już na kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem w Katowicach było niespokojnie. Pod halą odbywały się demonstracje, w których – mimo ogromnych różnic ideologicznych – wspólnie występowali przedstawiciele Młodzieży Wszechpolskiej oraz inicjatywy „Katowice dla Palestyny”. Obie strony podkreślały: „Nie zgadzamy się na ludobójstwo w Gazie”.

    Nie mniej gorąco było wewnątrz hali. Kibice przywitali izraelską drużynę gwizdami, a kiedy rozbrzmiał hymn rywali, reakcja była jeszcze mocniejsza. Część fanów nie tylko wygwizdała melodię, ale też ostentacyjnie pozostała na swoich miejscach, bojkotując ten moment.

    W takiej atmosferze doszło do zachowania, które wzbudziło prawdziwe oburzenie. Rozgrywający Izraela Yam Madar po jednym z celnych rzutów wykonał gest przypominający pistolet i zaczął udawać, że strzela w stronę trybun. Symbolika była oczywista, a sytuacja od razu wywołała falę krytyki. Ten ruch nie tylko podgrzał napięcie, ale może też stać się poważnym problemem dla samego zawodnika, który będzie musiał tłumaczyć swoje intencje.

    Incydent nabiera szczególnego znaczenia w kontekście niedawnych spięć na linii Polska–Izrael. Jeszcze niedawno głośno było o transparentach podczas meczów Rakowa Częstochowa z Maccabi Hajfa – w Częstochowie pojawił się napis „Izrael morduje, a świat milczy”, a w rewanżu w Debreczynie izraelscy kibice odpowiedzieli hasłem „Mordercy od 1939 r.”.

    Trudno nie przypomnieć też sytuacji z 2019 roku, gdy piłkarska reprezentacja Polski mierzyła się z Izraelem. Krzysztof Piątek po zdobytej bramce zrezygnował wtedy ze swojej charakterystycznej cieszynki z gestem pistoletów. – „Mamy szacunek do każdego rywala. Wiadomo, jaka jest sytuacja polityczna w Izraelu i zachowałem się z respektem. Do swojego gestu wrócę, ale nie w tym meczu” – tłumaczył wtedy napastnik. To porównanie samo nasuwa się w odniesieniu do Madara.

    Na koniec dnia izraelski koszykarz i tak nie miał powodów do radości. Jego drużyna przegrała z Polską 64:66 po dramatycznej końcówce. Decydujące punkty na 13 sekund przed ostatnią syreną zdobył Jordan Loyd, zapewniając biało-czerwonym zwycięstwo i dodatkowo pogłębiając frustrację rywali.

    https://x.com/1976Tomek/status/1961888579317039350?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1961888579317039350%7Ctwgr%5E689f4ff91e8e54fd5c11fd7fa56ed525ec5b54fc%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fkoszykowka%2F76494732214702skandaliczny-gest-izraelczyka-w-trakcie-meczu-z-polakami-bedzie.html

  • US Open: Iga Świątek – Anna Kalinska [RELACJA NA ŻYWO]

    US Open: Iga Świątek – Anna Kalinska [RELACJA NA ŻYWO]

    Iga Świątek w trzeciej rundzie US Open podejmie Annę Kalinską. Zapraszamy na naszą relację na żywo z tego niezwykle interesującego pojedynku, który już teraz budzi ogromne emocje wśród kibiców tenisa na całym świecie.

    Relacja na żywo

    Status: trwa
    Najświeższe informacje

    00:01
    Już teraz wiadomo, że w przypadku zwycięstwa w meczu trzeciej rundy Iga Świątek w walce o ćwierćfinał zmierzy się z tenisistką z Rosji – Jekateriną Aleksandrową. To rywalka wymagająca, słynąca z mocnego serwisu i agresywnego stylu gry, a ich ewentualny pojedynek zapowiadałby się niezwykle ciekawie.

    Wczoraj, 23:59
    Przypomnijmy, jak wygląda dotychczasowa droga liderki światowego rankingu przez tegoroczne US Open:

    pierwsza runda: pewne zwycięstwo nad Kolumbijką Emilianą Arango 2:0 (6:1, 6:2),

    druga runda: dużo trudniejszy bój z Holenderką Suzan Lamens, zakończony wynikiem 2:1 (6:1, 4:6, 6:4).

    Świątek nie uniknęła wpadki w drugim meczu, ale ostatecznie pokazała charakter i utrzymała się w turnieju.

    Wczoraj, 23:58
    Tak z kolei radziła sobie w Nowym Jorku dotychczasowa rywalka Polki – Anna Kalinska:

    pierwsza runda: zwycięstwo z Julią Putincewą 2:0 (6:1, 7:5),

    druga runda: bardzo wymagający pojedynek z młodą Amerykanką Clervie Ngounoue, zakończony triumfem Rosjanki 2:1 (6:0, 5:7, 6:4).

    Kalinska udowodniła, że potrafi wychodzić z trudnych sytuacji, a jej forma w tegorocznym US Open wydaje się solidna.

    Wczoraj, 23:50
    Spotkanie Igi Świątek z Anną Kalinską zaplanowano na około godzinę 1:00 w nocy czasu polskiego. Kibice mogą więc przygotować się na nocne tenisowe emocje w Nowym Jorku.

    Wczoraj, 23:50
    Bilans bezpośrednich spotkań pomiędzy obiema zawodniczkami to 1:1. Ostatni raz Polka i Rosjanka mierzyły się w sierpniu podczas turnieju WTA w Cincinnati. W ćwierćfinale tamtej imprezy górą była Świątek, która odniosła cenne zwycięstwo i w dobrym stylu awansowała do półfinału.

  • Tak Lavarini nazwał Polki po niewiarygodnym meczu o ćwierćfinał MŚ

    Tak Lavarini nazwał Polki po niewiarygodnym meczu o ćwierćfinał MŚ

    Polskie siatkarki po raz kolejny dostarczyły kibicom ogromnych emocji podczas mistrzostw świata w Tajlandii. Po pięciosetowym boju z reprezentacją Belgii zapewniły sobie awans do ćwierćfinału. – W decydujących chwilach potrafiłyśmy zachować koncentrację – podkreślała po meczu Paulina Damaske, która ponownie odegrała ważną rolę w drużynie Stefano Lavariniego.

    Kolejny thriller w wykonaniu Polek

    Spotkania polskiej kadry w fazie pucharowej to prawdziwe siatkarskie dreszczowce. Już starcie z Niemkami, rozstrzygnięte dopiero w tie-breaku, przyprawiło kibiców o szybsze bicie serca. Pojedynek z Belgijkami miał bardzo podobny scenariusz – momenty słabszej gry, nerwy do samego końca i ogromna ulga po ostatniej piłce.

    Biało-Czerwone musiały gonić wynik – przegrywały 0:1 w setach, w drugiej partii rywalizacja toczyła się punkt za punkt do stanu 18:18, a w tie-breaku było 9:9. W najważniejszych akcjach to jednak Polki zachowały więcej zimnej krwi i wytrzymały presję.

    Bohaterki z ławki

    Jedną z kluczowych postaci znów była Paulina Damaske. To ona w meczu z Niemkami przesądziła o zwycięstwie, zdobywając ostatni punkt serwisem. Teraz również wniosła sporo energii z ławki, a trener Lavarini nie mógł żałować decyzji o wpuszczeniu jej na boisko. – W tie-breaku kończyłyśmy ważne piłki. Cieszy, że każda z nas miała szansę wejść i poczuć atmosferę takiego meczu – mówiła przyjmująca.

    Włoski selekcjoner po spotkaniu określił swój zespół mianem „drużyny reagującej na problemy”. Same zawodniczki przyznają jednak, że chciałyby przestać wciąż gonić wynik i zapanować nad przebiegiem meczu od początku do końca. – W kolejnym spotkaniu musimy lepiej utrzymywać wypracowaną przewagę – zaznaczyła Malwina Smarzek.

    Belgijki postawiły trudne warunki

    Część zawodniczek przyznała, że nie spodziewała się aż tak wymagającego rywala. Belgijki imponowały zagrywką i obroną, jednak Smarzek twierdziła, że była na to przygotowana. – To są mecze o wszystko. Wiedziałam, że czeka nas ciężka walka – oceniła atakująca.

    Przed Polkami „mission impossible”

    Awans do ćwierćfinału to realizacja planu minimum. Kolejnym rywalem Polek będą jednak Włoszki – aktualne mistrzynie olimpijskie i zwyciężczynie tegorocznej Ligi Narodów. Drużyna Italii jest niepokonana od 33 spotkań i uważana za głównego faworyta do tytułu. Pokonanie ich byłoby jedną z największych sensacji turnieju.

    Polki same przyznają, że nie prezentują jeszcze najwyższego poziomu, ale wierzą, że zdołają „odpalić” w odpowiednim momencie. – Jeśli uda nam się wejść na wyższe obroty, wszystko będzie możliwe – mówiły zgodnie.

    Czas na odpoczynek i przygotowania

    Przed ćwierćfinałem Biało-Czerwone mają trzy dni przerwy. Może to być zarówno okazja do regeneracji, jak i ryzyko utraty rytmu meczowego. – Dobrze, że możemy odpocząć po pięciu setach. Mam nadzieję, że ta przerwa nas nie wybije z rytmu i zbierzemy siły na starcie z Włoszkami – zaznaczyła rozgrywająca Katarzyna Wenerska.

    Ćwierćfinał mistrzostw świata z Italią odbędzie się w środę, 3 września, o godz. 15:30 czasu polskiego. Relację na żywo będzie można śledzić w serwisie Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE.

  • Kalinskaja wypaliła przed meczem ze Świątek. “Nigdy nie usłyszałam przeprosin”

    Kalinskaja wypaliła przed meczem ze Świątek. “Nigdy nie usłyszałam przeprosin”

    Godziny dzielą nas od starcia Igi Świątek z Anną Kalinską w trzeciej rundzie US Open. Rosjanka jeszcze przed wejściem na kort nie kryje zdenerwowania – a wszystko przez sytuację z meczu deblowego.

    Świątek rozpoczęła turniej od pewnego zwycięstwa nad Emilianą Arango (6:1, 6:2), lecz już w drugiej rundzie musiała się mocniej napracować. Polka dopiero po trzysetowej batalii uporała się z Suzan Lamens (6:1, 4:6, 6:4). Teraz przed drugą rakietą świata szykuje się teoretycznie najtrudniejsze zadanie – pojedynek z Anną Kalinską. Panie mierzyły się dotychczas dwukrotnie, a bilans jest wyrównany – Rosjanka potrafiła już znaleźć sposób na Świątek. Do kolejnego starcia przystępuje jednak w wyraźnie bojowym, choć i nerwowym nastroju.

    Kalinska czuje się zlekceważona

    26-letnia tenisistka była wyraźnie poirytowana po meczu deblowym pierwszej rundy US Open. W duecie z Rumunką Soraną Cirsteą przegrała 5:7, 4:6 z amerykańską parą McCartney Kessler / Peyton Stearns. Nie sama porażka wywołała w niej tak duże emocje, lecz zachowanie przeciwniczek.

    Zdaniem Kalinskiej rywalki ani razu nie przeprosiły po sytuacjach, gdy piłka po odbiciu otarła się o taśmę siatki i spadła szczęśliwie na ich korcie. W tenisie obowiązuje wówczas zwyczaj okazania rywalowi szacunku prostym gestem czy słowem – tak jak robią to najlepsze zawodniczki świata, w tym Iga Świątek. Tym razem jednak Amerykanki miały tego gestu zabraknąć.

    – Spodziewałam się choćby odrobiny szacunku. Ale nigdy nie usłyszałam przeprosin – powiedziała wyraźnie wzburzona Kalinska w rozmowie cytowanej przez serwis sport.ru.

    Kiedy mecz Świątek – Kalinska?

    Polscy kibice przekonają się, czy sportowa złość pomoże Rosjance w rywalizacji z naszą tenisistką. Spotkanie Świątek z Kalinską zaplanowano w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego, nie wcześniej niż o godz. 1:00.

    Przypomnijmy, że Świątek ma już na koncie jeden triumf w US Open – w 2022 roku. Najlepszym osiągnięciem Kalinskiej w nowojorskim turnieju pozostaje trzecia runda, do której dotarła rok temu. W tym sezonie powtórzyła więc swój życiowy wynik.

  • Przerwali mecz, Sabalenka reaguje. “Popatrzyłam na mojego chłopaka”

    Przerwali mecz, Sabalenka reaguje. “Popatrzyłam na mojego chłopaka”

    Aryna Sabalenka awansowała do czwartej rundy US Open po zwycięstwie nad Leylah Fernandez. Choć samo spotkanie dostarczyło emocji, to jednak największym echem odbiło się zupełnie inne wydarzenie. Mecz Białorusinki został na moment przerwany, gdy jeden z kibiców na trybunach… oświadczył się swojej partnerce. – To był naprawdę uroczy moment – przyznała po spotkaniu Sabalenka, a przy okazji wystosowała nieco żartobliwy apel.

    Leylah Fernandez, finalistka US Open z 2021 roku, w ostatnich sezonach nie zdołała na stałe zadomowić się w czołówce światowego tenisa. W starciu z liderką rankingu WTA nie była faworytką – tym bardziej że Sabalenka w poprzednich meczach w Nowym Jorku grała bardzo pewnie, odprawiając Rebekę Masarovą i Polinę Kudermietową bez straty seta. Wydawało się, że podobny scenariusz czeka ją w trzeciej rundzie.

    Rzeczywiście, Białorusinka pokonała Fernandez, choć w drugim secie Kanadyjka zdołała doprowadzić do tie-breaka i na chwilę zagroziła faworytce. Na konferencji prasowej więcej niż o przebiegu meczu mówiło się jednak o scenie, jaka rozegrała się na trybunach. Oświadczyny jednego z kibiców zostały pokazane przez kamery, wywołały aplauz publiczności i nie umknęły uwadze samych zawodniczek.

    – Myślę, że to pierwszy raz, kiedy ktoś się oświadczył w trakcie mojego meczu. To było bardzo słodkie i starałam się zachować koncentrację, choć trudno było powstrzymać uśmiech. To naprawdę piękna chwila i jestem pewna, że teraz są bardzo szczęśliwi. Na korcie życzyłam im udanego i szczęśliwego małżeństwa – powiedziała Sabalenka.

    Chwilę później liderka światowego rankingu z uśmiechem odniosła się też do swojego partnera, Georgiosa Frangulisa. – Nie chciałabym dokładnie takich oświadczyn. Ale spojrzałam wtedy na mojego chłopaka. Tak, bez presji – dodała rozbawiona.

    W kolejnym meczu, w czwartej rundzie US Open, rywalką Sabalenki będzie Hiszpanka Cristina Bucsa.

    https://x.com/usopen/status/1961603189121155559?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1961603189121155559%7Ctwgr%5E09a26281522b7810bbfde29a8abb6976ccd98b8d%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732213800przerwali-mecz-sabalenka-reaguje-popatrzylam-na-mojego-chlopaka.html

  • Ależ kłopoty Aryny Sabalenki. Nagle wszystko się załamało

    Ależ kłopoty Aryny Sabalenki. Nagle wszystko się załamało

    Aryna Sabalenka ma za sobą kolejne trudne spotkanie na kortach US Open. Tym razem jej rywalką była Leylah Fernandez, finalistka nowojorskiego turnieju sprzed czterech lat. Liderka światowego rankingu po raz trzeci w tegorocznej edycji musiała rozgrywać seta do siedmiu gemów i po raz drugi z rzędu decydował tie-break. Ostatecznie Białorusinka zwyciężyła 6:3, 7:6(2) i awansowała do czwartej rundy.

    Kolejne wymagające wyzwanie

    Choć Sabalenka pozostaje w turnieju niepokonana, jej droga nie jest łatwa. Już w pierwszej rundzie sporo problemów sprawiła jej Rebeka Masarova. Następnie Polina Kudermietowa zmusiła ją do gry tie-breaka w premierowym secie. Przewidywano więc, że również Fernandez może okazać się rywalką wyjątkowo niewygodną – i faktycznie Kanadyjka momentami potrafiła narzucić liderce rankingów trudne warunki.

    Nerwowy początek i przełamanie kluczem

    Sabalenka od początku meczu musiała bronić się przed stratą podania – Fernandez miała aż cztery break pointy w pierwszym gemie. Ostatecznie Białorusinka zdołała wyjść z opresji, choć potrzebowała aż czterech przewag, aby zamknąć partię serwisową. Zbyt pośpieszne ataki utrudniały jej złapanie odpowiedniego rytmu. Decydujący okazał się jednak czwarty gem, w którym przełamała rywalkę. Od tego momentu grała spokojniej, mocno serwowała, notowała asy i kontrolowała wydarzenia na korcie. Set zakończył się wynikiem 6:3.

    Fernandez podjęła rękawicę

    W drugiej partii obraz gry się wyrównał. Fernandez poprawiła serwis i skuteczność w obronie, a do tego odważnie ryzykowała, co chwilami zaskakiwało Sabalenkę. Kanadyjka wypracowała jedną szansę na przełamanie, lecz jej nie wykorzystała. Z kolei liderka światowego rankingu nie miała ani jednej okazji, by odebrać podanie przeciwniczce. O losach seta przesądził więc tie-break. W nim ponownie objawiła się mocna strona Białorusinki – gra pod presją. Sabalenka wygrała dogrywkę pewnie, 7:2, a cały mecz 2:0.

    Styl pozostawia pytania, wynik daje awans

    Choć wynik cieszy Sabalenkę, jej gra wciąż nie jest wolna od błędów. Popełniła więcej podwójnych i niewymuszonych błędów od Fernandez, a momentami widać było nerwowość, zwłaszcza na początku meczu i w drugim secie. Zadecydowała jednak jej siła ofensywna – miała zdecydowanie więcej uderzeń kończących niż waleczna rywalka, co w kluczowych momentach przesądziło o wyniku. Spotkanie trwało 100 minut.

    W czwartej rundzie turnieju Sabalenka zmierzy się z Hiszpanką Cristiną Bucsą.

    US Open – trzecia runda, singiel kobiet:
    Aryna Sabalenka (Białoruś, WTA 1) – Leylah Fernandez (Kanada, WTA 30) 6:3, 7:6(2)

  • Świątek prowadziła 4:2 i nagle stanęła. Koniec po 102 minutach

    Świątek prowadziła 4:2 i nagle stanęła. Koniec po 102 minutach

    Iga Świątek prowadziła już 4:2, a jej trener Tomasz Wiktorowski z zadowoleniem kiwał głową, obserwując solidną grę swojej zawodniczki. Niespodziewanie jednak Anna Kalinska przejęła inicjatywę, wygrywając aż sześć gemów z rzędu. Rosjanka wyszła na prowadzenie 6:4, 2:0 i nie oddała go do końca, choć Polka walczyła do ostatnich piłek. W tamtym spotkaniu sfrustrowana Świątek roztrzaskała rakietę o kort. To była ich pierwsza konfrontacja. Dwa tygodnie temu w Cincinnati Polka zrewanżowała się rywalce. Czy teraz ponownie znajdzie sposób na Kalinską – tym razem na kortach US Open?

    Awans do trzeciej rundy nowojorskiego turnieju nie przyszedł Świątek łatwo. Druga rakieta świata stoczyła ponad dwugodzinny bój z Suzan Lamens i dopiero po trzech setach (6:1, 4:6, 6:4) mogła odetchnąć z ulgą. Kalinska natomiast przeszła swoją poprzednią rundę znacznie pewniej – rozbiła Julię Putincewą 6:1, 7:5, a całe spotkanie trwało tylko godzinę i 19 minut. Forma Rosjanki może zwiastować trudne starcie, choć faworytką pozostaje Polka.

    Rywalizacja tych tenisistek ma już swoją historię. W lutym 2024 roku spotkały się w półfinale turnieju WTA 1000 w Dubaju. Świątek była wówczas liderką rankingu i uchodziła za zdecydowaną faworytkę. Początek wyglądał zgodnie z przewidywaniami – przełamała serwis rywalki i wyszła na prowadzenie 4:2. Jednak Kalinska, zamiast się załamać, zaczęła grać jeszcze lepiej. Jej mocne, płaskie uderzenia zmuszały Polkę do błędów. W serii sześciu gemów z rzędu Rosjanka wygrała aż 25 z 35 punktów. Świątek, sfrustrowana, rzuciła rakietą o kort, która rozpadła się na kawałki.

    Choć ta reakcja była nietypowa dla Igi, nie złamała jej charakteru. Po chwili wróciła do gry i obroniła dwa meczbole, doprowadzając do stanu 4:6, 4:5. Miała nawet dwie szanse na wyrównanie, ale błędy w kluczowych momentach sprawiły, że mecz zakończył się zwycięstwem Kalinskiej w dwóch setach.

    Dopiero później ujawniono, że tamto spotkanie miało dodatkowy kontekst. W grudniu 2024 roku w serialu „Cztery pory Igi” wyszło na jaw, że Polka w Dubaju zmagała się z objawami COVID-19. Jej sztab wspominał, że trudno było jej złapać oddech i skoncentrować się na grze. Sama Świątek przyznała: „Po meczu zrobiłam test i okazało się, że mam covid. Wiem, że brzmi to jak wymówka, ale naprawdę tak było”.

    Z kolei w Cincinnati to Kalinska zmagała się z problemami zdrowotnymi. Już w pierwszym secie musiała korzystać z przerwy medycznej i grała dalej z zabandażowaną łydką. Mimo bólu walczyła, lecz ostatecznie przegrała z Polką 3:6, 4:6.

    Teraz, w trzeciej rundzie US Open, kibice mają nadzieję, że żadna z tenisistek nie będzie musiała mierzyć się z problemami zdrowotnymi, a o wyniku zadecyduje wyłącznie dyspozycja na korcie.

  • Polacy zagrali tak, że nie było czego zbierać! Absolutna demolka przed MŚ

    Polacy zagrali tak, że nie było czego zbierać! Absolutna demolka przed MŚ

    Rok temu Bartosz Kurek został wicemistrzem olimpijskim i wielu kibiców spodziewało się, że wraz z tym sukcesem zakończy swoją przygodę z reprezentacją Polski. Na szczęście tak się nie stało. W piątek w Krakowie, dokładnie w dniu swoich 37. urodzin, kapitan naszej kadry wrócił na boisko po rocznej przerwie i od razu pomógł drużynie pewnie zwyciężyć 3:0 (25:20, 25:13, 25:22) z Serbią w Memoriale Huberta Jerzego Wagnera. Najważniejsze, że w pełni wyleczył kontuzję pleców i już za kilka dni razem z kolegami poleci na mistrzostwa świata na Filipiny.

    Na taki moment – występ Kurka i Norberta Hubera w pierwszej szóstce – czekaliśmy od dawna. Obaj przez cały 2025 rok nie rozegrali ani jednego meczu w reprezentacji. Nikola Grbić, ogłaszając skład na mundial, mógł jednak wreszcie z ulgą stwierdzić, że rekonwalescenci wyglądają dobrze i zdrowotnie, i sportowo. Dla kibiców największym powodem do radości był oczywiście powrót kapitana.

    Sasak objawieniem, ale Kurek symbolem

    Podczas nieobecności Kurka w drużynie błyszczał Kewin Sasak. 28-letni atakujący z Bogdanki Lublin świetnie poradził sobie w Lidze Narodów i był jednym z filarów kadry, która sięgnęła po złoto. Jednak obecność Kurka to coś znacznie więcej niż tylko sportowa wartość – to symbol, ikona i lider. Trener Grbić doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego w turnieju poprzedzającym mistrzostwa od razu postawił na doświadczonego atakującego i Hubera.

    W meczu z Serbią towarzyszyli im m.in. Wilfredo Leon i Tomasz Fornal na przyjęciu, Marcin Komenda na rozegraniu oraz Jakub Popiwczak na libero. Na środku obok Hubera wyszedł debiutant Jakub Nowak, a także Szymon Jakubiszak, którzy w ostatnich miesiącach z powodzeniem zastępowali kontuzjowanych kolegów.

    Pierwsze punkty kapitana

    Kurek nie wszedł w spotkanie najlepiej – przy stanie 4:3 nie trafił w boisko w sytuacji, gdy miał przed sobą tylko pojedynczy blok. Szybko jednak odrobił to potknięcie, zdobywając pierwszy punkt sprytną kiwką w długiej wymianie. – „Bartosz w sumie z najgorszej piłki zdobył swój pierwszy punkt” – zauważył komentujący w Polsacie Sport Wojciech Drzyzga.

    Od tego momentu Polacy systematycznie powiększali przewagę. Blokiem błysnęli Jakubiszak i Leon, asa dołożył Fornal. Serbowie próbowali odpowiadać, a po jednej z przerw szkoleniowca Gheorghe Cretu doprowadzili nawet do remisu 13:13. Jednak seria świetnych zagrywek Leona i Kurka ponownie dała Polsce wyraźne prowadzenie, które utrzymaliśmy do końca seta.

    Druga partia koncertem biało-czerwonych

    Najbardziej jednostronny okazał się drugi set. Polska od stanu 7:5 dla Serbów zdobyła serię punktów po świetnych blokach i kontrach, a Kurek dołożył efektowny punkt blokiem po akcji, którą uratował Fornal. Później nasz kapitan posłał dwa asy serwisowe z rzędu, a zaraz po nim potężnymi zagrywkami popisywał się Leon. Polska wygrała aż 25:13, pokazując swoją przewagę nad rywalem.

    Spokojna kontrola w trzecim secie

    W trzeciej odsłonie Grbić nie dokonał wielu zmian, stawiając na stabilność i ogranie podstawowej szóstki. Choć w końcówce przydarzył się przestój i Serbowie wyrównali z 18:14 na 18:18, Polacy zachowali zimną krew i zakończyli spotkanie wygraną 25:22.

    Kurek z meczu na mecz powinien wyglądać coraz lepiej – już w Krakowie zaprezentował się solidnie, bez oznak presji, z uśmiechem na twarzy. Emocji nie ukrywał jedynie przed pierwszym gwizdkiem, gdy kibice odśpiewali mu gromkie „Sto lat” na trybunach.

    Optymizm przed MŚ

    Dla Grbicia i całej kadry zwycięstwo nad Serbią było idealnym otwarciem Memoriału Wagnera i ważnym testem przed mistrzostwami świata. Polacy pokazali siłę ataku, serwisu i bloku, a powroty Kurka i Hubera dają jeszcze większe pole manewru.

    Już w sobotę biało-czerwoni zmierzą się w Krakowie z Brazylią (20:30). Canarinhos w swoim pierwszym meczu przegrali 0:3 z Argentyną, ale starcia Polski z Brazylią zawsze mają dodatkowy ciężar i są zapowiedzią prawdziwego siatkarskiego widowiska.

  • Amerykanie nagle napisali to po meczu Świątek. Niepokojące słowa

    Amerykanie nagle napisali to po meczu Świątek. Niepokojące słowa

    Amerykański „New York Times” skrytykował występ Igi Świątek w drugiej rundzie US Open. Dziennik zwrócił uwagę, że Polka nie uniknęła błędów i tylko po ciężkiej walce pokonała Suzan Lamens 6:1, 4:6, 6:4. Jej serwis miał być mniej skuteczny, a forhend bardziej podatny na pomyłki. Mimo krytyki, gazeta dostrzegła też pozytywne strony tego spotkania i określiła je mianem „pożytecznego testu”, z którego nasza mistrzyni może wyciągnąć cenne wnioski.

    Spotkanie rozpoczęło się dla Świątek zgodnie z planem – szybko wygrała pierwszego seta 6:1 i prowadziła 2:1 w kolejnym. Wtedy jednak jej koncentracja wyraźnie spadła, a Lamens niespodziewanie przejęła inicjatywę. Holenderka wygrała drugą partię 6:4 i doprowadziła do decydującego seta. W trzecim secie Polka musiała znów walczyć o kontrolę nad przebiegiem meczu, ale w końcówce pokazała większe doświadczenie i zwyciężyła 6:4, meldując się w trzeciej rundzie.

    „New York Times” odnotował, że Świątek awansowała „mimo iż była daleka od najlepszej dyspozycji”. Zdaniem dziennika jej gra różniła się od tej z pierwszej rundy, kiedy rozgromiła rywalkę. Podkreślono też, że występ Lamens był imponujący i pokazał, że niewiele dzieli ją od czołówki światowego tenisa.

    Gazeta przypomniała również, że po Rolandzie Garros Świątek znacząco poprawiła swój serwis, co przyniosło jej sukces na Wimbledonie. W starciu z Lamens właśnie ten element zawodził częściej niż zwykle, a Polka miała kłopoty także z przełamaniem rytmu gry narzuconego przez rywalkę.

    Mimo krytycznych uwag, „New York Times” wskazał, że mecz można traktować jako wartościowe doświadczenie. „Świątek, która zapowiadała, że chce częściej grać przy siatce, będzie mogła uznać ten występ za przykład spotkania, które mogłoby potoczyć się łatwiej, gdyby śmielej korzystała z nowych rozwiązań taktycznych i wykorzystywała je z większą pewnością siebie pod presją” – podsumowano.

    W trzeciej rundzie US Open liderka światowego rankingu zmierzy się z Rosjanką Anną Kalinską (29. WTA). Niespełna dwa tygodnie temu Świątek pokonała ją w ćwierćfinale turnieju w Cincinnati i mimo kłopotów w meczu z Lamens pozostaje zdecydowaną faworytką.

  • Trwa US Open, a Amerykanie rozpisują się o rodzinie Świątek

    Trwa US Open, a Amerykanie rozpisują się o rodzinie Świątek

    Iga Świątek walczy w tegorocznym US Open, a jej występy – jak zawsze – przyciągają uwagę światowych mediów. Tym razem portal Townandcountrymag.com skupił się nie tyle na samej tenisistce, ile na jej rodzinie, a szczególnie na ojcu, Tomaszu Świątku.

    Polka ma już za sobą dwa spotkania na nowojorskich kortach. W pierwszej rundzie gładko pokonała Emilianę Arango 6:1, 6:2. Znacznie trudniejsze zadanie czekało ją w kolejnym meczu przeciwko Suzan Lamens. Choć rywalka zdołała urwać seta, liderka polskiego tenisa ostatecznie zwyciężyła 6:1, 4:6, 6:4 i awansowała do trzeciej rundy.

    Amerykańscy dziennikarze zwrócili uwagę na ojca Igi. Podkreślili, że Tomasz Świątek reprezentował Polskę na igrzyskach olimpijskich w Seulu w 1988 roku, gdzie zajął siódme miejsce w wioślarstwie. Przypomnieli też, że na początku kariery to on prowadził treningi córki, choć z czasem zdecydował się wycofać z tej roli. Cytowali jego dawną wypowiedź dla WP SportoweFakty, w której krytycznie ocenił rodziców nadmiernie kontrolujących sportowy rozwój swoich dzieci: – Są częścią komitetu szalonych rodziców – mówił.

    Portal wspomniał również o mamie tenisistki – Dorocie Świątek. Zaznaczono, że była ortodontką, jednak obecnie nie utrzymuje bliskich relacji z córką i rzadko pojawia się publicznie. „Jest osobą bardzo skrytą i w sieci można znaleźć o niej niewiele informacji” – napisano. Dziennikarze dodali, że Iga ma starszą siostrę Agatę, która pracuje jako dentystka.

    Teraz Świątek przygotowuje się do meczu trzeciej rundy. Jej przeciwniczką będzie Anna Kalinska.