Category: Uncategorized

  • Niepokojące wieści ws. Świątek. Jej lekarz ujawnia po porażce

    Niepokojące wieści ws. Świątek. Jej lekarz ujawnia po porażce

    Iga Świątek zakończyła swój udział w tegorocznym US Open na ćwierćfinale, przegrywając z Amandą Anisimovą 4:6, 3:6. Tego dnia Polka była wyraźnie słabsza od rywalki, która skutecznie zrewanżowała się za dotkliwą porażkę w finale Wimbledonu, gdzie Amerykanka nie ugrała nawet gema. Tym razem to Anisimova zwyciężyła i awansowała do półfinału.

    Kulisy gorszej dyspozycji liderki polskiego tenisa ujawnił jej lekarz, Mateusz Dawidziuk, w rozmowie z Radiem ZET. Zdradził, że Świątek od początku nowojorskiego turnieju borykała się z problemami zdrowotnymi.

    – Iga praktycznie od startu zmagała się ze zmianami przeciążeniowymi w stopie. Utrudniało jej to grę i swobodne poruszanie się po korcie, a dodatkowo sprawiło, że część zaplanowanych treningów musiała zostać odwołana – powiedział Dawidziuk.

    Po powrocie do Polski Świątek przejdzie dokładniejsze badania. Jej kłopoty mają wynikać z bardzo napiętego kalendarza startów i dużej liczby rozegranych spotkań w krótkim odstępie czasu. Co ciekawe, sama zawodniczka nie informowała o swoich problemach w trakcie turnieju. Dopiero po porażce z Anisimovą odniosła się do nich w mediach społecznościowych.

    „Jestem bardzo wdzięczna za całą pomoc – również fizjoterapeutom WTA i lekarzom US Open. Grałam mecze bez treningów w dni wolne, radziłam sobie z problemami ze stopami, a mimo to dotarłam do ćwierćfinału. Jestem dumna z tego, co osiągnęłam w takich okolicznościach. Najważniejsze jednak jest doświadczenie, które zdobyłam. Wrócę za rok z jeszcze większą determinacją” – napisała na Instagramie.

  • Iga Świątek życzy dziennikarzowi „Powodzenia” w napiętej wymianie po porażce w US Open

    Iga Świątek życzy dziennikarzowi „Powodzenia” w napiętej wymianie po porażce w US Open

    Iga Świątek życzy dziennikarzowi „Powodzenia” w napiętej wymianie po porażce w US Open

     

    Była liderka światowego rankingu została zapytana, czy odczuwała zmęczenie po ćwierćfinałowej porażce z Amandą Anisimovą.

     

    NOWY JORK — Konferencja prasowa Igi Świątek po meczu wzięła nieoczekiwany obrót po jej porażce w ćwierćfinale US Open z Amandą Anisimovą w środę.

    https://www.instagram.com/reel/DOKMn7ejlEF/?igsh=MXE3Z3locGdqOG11cw==

     

    Po przegranej w rewanżu za tegoroczny finał Wimbledonu była numer jeden na świecie wyraźnie i stanowczo obruszyła się na sugestię, że zmęczenie mogło odegrać rolę w wyniku 6:4, 6:3:

     

    Pytanie: Generalnie, to było dużo tenisa w ostatnich tygodniach: Wimbledon, turnieje w Ameryce przed tym i teraz to. Jak bardzo jesteś teraz zmęczona?

     

    IGA ŚWIĄTEK: Nie wiem. To nie jest tak, że moje mecze tutaj były wyczerpujące.

     

    Pytanie: Czujesz, że potrzebujesz przerwy psychicznej? Nie mówię o samej porażce.

    IGA ŚWIĄTEK: Dlaczego tak mówisz?

    Pytanie: Po prostu się zastanawiam. To było sporo meczów z rzędu. Czy czekasz na przerwę?

    IGA ŚWIĄTEK: Porozmawiaj z osobami odpowiedzialnymi za terminarz. Ty potrzebujesz przerwy psychicznej?

    Pytanie: Słucham?

    IGA ŚWIĄTEK: Wyglądasz, jakbyś potrzebował przerwy psychicznej.

    Pytanie: Tak, potrzebuję.

    IGA ŚWIĄTEK: No to co tu robisz?

    Pytanie: Muszę dotrwać do końca turnieju.

    IGA ŚWIĄTEK: Powodzenia.

    Mimo niezręcznej wymiany, Świątek rzeczywiście miała za sobą intensyczne lato pełne zwycięstw, zdobywając swój szósty tytuł wielkoszlemowy na kortach Wimbledonu i przybywając do Nowego Jorku świeżo po triumfie w turnieju WTA 1000 w Cincinnati.

    Jako turniejowa „dwójka” nie miała wiele czasu na odpoczynek, bo od razu wystąpiła w mikście u boku Caspera Ruuda, gdzie dotarła do finału odświeżonej formuły imprezy, jeszcze zanim rozpoczęła start w singlu.

    W singlu oddała tylko jednego seta w drodze do drugiego z rzędu ćwierćfinału, lecz ostatecznie nie była w stanie powstrzymać mocnych uderzeń Anisimovej — szczególnie jej skutecznych returnów.

    „Może nie serwowałam najlepiej przez cały turniej” — przyznała Świątek — „ale myślę, że ponieważ ona tak dobrze returnowała, to widać było większą różnicę. Z drugiej strony, i tak nie trenowałam serwisu między meczami, więc muszę to odpuścić i skupić się na kolejnym turnieju.”

    Ponieważ nie udało jej się wyprzedzić Aryny Sabalenki w rankingu WTA po tym turnieju, Świątek nadal będzie miała okazje, aby zdobywać punkty tej jesieni podczas azjatyckiej części sezonu oraz w Finałach WTA.

     

  • Ależ burza po słowach Sabalenki. “Rozczarowujące”

    Ależ burza po słowach Sabalenki. “Rozczarowujące”

    “Bardzo rozczarowujące i wręcz szokujące” – takie komentarze pojawiły się pod adresem Aryny Sabalenki po jej niedawnej wypowiedzi. Wszystko zaczęło się od wywiadu, w którym Białorusinka została poproszona o wskazanie swojej piątki ulubionych tenisistów. Wybór zawodniczki nie spodobał się części kibiców, którzy zauważyli brak pewnego wielkiego nazwiska.

    Sabalenka bez straty seta w Nowym Jorku

    Aryna Sabalenka (1. WTA) kontynuuje marsz po obronę tytułu na US Open. Dotychczas nie straciła nawet seta, a w ćwierćfinale w ogóle nie musiała pojawiać się na korcie – jej rywalka, Marketa Vondrousova (60. WTA), poddała mecz z powodu problemów zdrowotnych. Dzięki temu Białorusinka w pełni wypoczęta szykuje się do półfinału.

    Lista ulubieńców, która wywołała burzę

    W rozmowie z serwisem Boardroom Sabalenka wymieniła piątkę swoich tenisowych idoli – niezależnie od płci. – „Hmm… Zdecydowanie Federer. Nadal – zrobił niesamowitą pracę. Oczywiście Serena Williams – sposób, w jaki dominowała, był niesamowity. Steffi Graf – uwielbiam ją. I jeszcze Agassi. Steffi i Agassi – ta rodzina jest najlepsza” – powiedziała liderka rankingu.

    To właśnie ten wybór rozwścieczył część serbskich kibiców, którzy byli zaskoczeni, że Sabalenka nie umieściła na liście Novaka Djokovicia. Białorusinka i „Nole” od lat darzą się sympatią i szacunkiem, a Serb wielokrotnie miał dla niej słowa wsparcia i rady. „Nikt nie musi uważać Novaka za swojego idola, ale biorąc pod uwagę wszystko, co dla niej zrobił i jak często okazywali sobie sympatię, to, że nie znalazł się nawet w pierwszej piątce, jest bardzo rozczarowujące i szokujące” – pisano w komentarzach.

    Przesadna reakcja?

    Wielu ekspertów wskazuje jednak, że oburzenie jest mocno na wyrost. Sabalenka wymieniła bowiem legendy, które zakończyły już kariery. Djoković tymczasem wciąż gra, i to z ogromnymi sukcesami – niektórzy więc interpretują jej wybór jako formę oddania hołdu dawnym mistrzom.

    Przed Sabalenką półfinał z Pegulą

    Teraz uwagę Sabalenki skupia jednak rywalizacja w Nowym Jorku. W półfinale zmierzy się z Jessicą Pegulą (4. WTA). Bilans dotychczasowych spotkań zdecydowanie przemawia za Białorusinką – wygrała siedem z dziewięciu pojedynków. W drugim półfinale Amanda Anisimova (9. WTA) zagra z Naomi Osaką (24. WTA). Mecze zaplanowano na noc z czwartku na piątek czasu polskiego, od godz. 1:00.

    https://x.com/nick_ally1986/status/1961169497387344058?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E1961169497387344058%7Ctwgr%5Eb4e5a201d996ef8899157356a494dfa1102bbebe%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Ftenis%2F76498732226412alez-burza-po-slowach-sabalenki-rozczarowujace.html

  • Burza po skandalu w US Open. “Pogardliwa postawa”

    Burza po skandalu w US Open. “Pogardliwa postawa”

    O Jelenie Ostapenko znów głośno – tym razem za sprawą skandalu, który wybuchł podczas tegorocznego US Open. Łotewscy dziennikarze sportowi, z którymi rozmawiał portal Sport.pl, nie kryją mieszanych opinii: jedni mówią o „pogardliwej postawie” swojej tenisistki, inni zwracają uwagę, że mogła zostać „wrobiona” w coś, czego wcale nie chciała powiedzieć.

    Burzliwe zakończenie meczu z Townsend

    US Open 2025 dostarcza wielu emocji, ale największe zamieszanie wzbudziło starcie Jeleny Ostapenko z Amerykanką Taylor Townsend. Łotyszka odpadła w drugiej rundzie po porażce 5:7, 1:6, a po zakończeniu spotkania doszło do ostrej wymiany zdań przy siatce. Ostapenko miała pretensje, że rywalka nie przeprosiła za punkt zdobyty po taśmie. Jak później zdradziła Townsend, usłyszała od przeciwniczki, że „nie ma klasy ani wykształcenia”. Łotyszka dodała też, że Amerykanka dopiero zrozumie tenisowe zasady, gdy zacznie częściej rywalizować poza własnym krajem.

    Jak zareagowała Łotwa?

    Sprawa szybko dotarła do ojczyzny Ostapenko. Część mediów odmówiła komentarza, inni byli krytyczni. – Nie jestem fanem Jeleny ze względu na jej zachowanie podczas meczów. Poza kortem to jednak inna osoba – spokojna, sympatyczna, otwarta – mówi Almants Poikans z portalu Delfi.lv. Dziennikarz freelancer Uldis Strautmanis dodaje: – Incydent nie poprawił jej wizerunku na Łotwie. Trzeba umieć przegrywać z klasą. Jeśli ma osobiste problemy, lepiej by zrobiła przerwę, niż wypaliła się na dobre.

    Kryzys formy i emocjonalność

    Ostatnie miesiące w karierze Ostapenko nie są najlepsze. Po igrzyskach w Paryżu zanotowała serię pięciu porażek z rzędu. W 2025 roku odpadała już w pierwszej rundzie Australian Open i Wimbledonu, a w Paryżu w trzeciej. Na plus można jej zapisać finał w Dosze oraz triumf w Stuttgarcie, gdzie sensacyjnie ograła m.in. Igę Świątek i Arynę Sabalenkę. Jednak generalnie częściej przegrywa, a emocje wielokrotnie wymykają jej się spod kontroli. – Gdy jest spokojna i skoncentrowana, potrafi wygrać z każdym. Niestety zbyt rzadko taka wersja Ostapenko pojawia się na korcie – komentuje Poikans.

    Przeprosiny i kontrowersje

    Po burzy medialnej tenisistka zamieściła przeprosiny w mediach społecznościowych. Napisała, że niektóre sformułowania mogły być odebrane opacznie, a mówiąc o „edukacji” miała na myśli wyłącznie tenisową etykietę. Dodała, że wciąż uczy się i rozwija zarówno jako sportowiec, jak i człowiek. Jej wpis nieco uspokoił nastroje, choć wcześniej pojawiały się oskarżenia o podtekst rasistowski. – Jelena nie jest rasistką. To niefortunne nieporozumienie, ktoś próbuje ją w coś wmanewrować – broni tenisistki Poikans.

    Dystans wobec rodaków

    Według Strautmanisa sytuacja dodatkowo pogłębi dystans Ostapenko wobec kibiców w kraju. – To jedna z najwybitniejszych sportsmenek w historii Łotwy, ale nie jest szczególnie lubiana. Wynika to z jej arogancji i zamknięcia na rodzimych fanów. Nie udziela wywiadów lokalnym mediom, rzadko pojawia się publicznie – zauważa dziennikarz. Podobnie wcześniej oceniał ją Reinis Osenieks z Łotewskiej Telewizji Publicznej.

    Zupełnie inaczej postrzegana jest Anastazja Sevastova – druga rakieta Łotwy. – Opanowana, spokojna, nie okazuje emocji. To dlatego wszystkie trzy mecze z Ostapenko rozstrzygnęła na swoją korzyść – wskazuje Poikans. I dodaje: – Gdyby Jelena potrafiła przejąć choć odrobinę jej spokoju, osiągnęłaby znacznie więcej.

     

  • Nie do wiary, co zrobiła Anisimova. Świątek w szoku. “To się nie dzieje!”

    Nie do wiary, co zrobiła Anisimova. Świątek w szoku. “To się nie dzieje!”

    Amanda Anisimova rozegrała w ćwierćfinale US Open przeciwko Idze Świątek taki mecz (6:4, 6:3), że komentatorzy Eurosportu przecierali oczy ze zdumienia. Nie tylko oni – sama Świątek po ostatniej piłce zareagowała wymownie, unosząc ręce i mówiąc: „To się nie dzieje!”.

    Przedmeczowe zapowiedzi i rewanż za Wimbledon

    Jeszcze przed spotkaniem Łukasz Jachimiak z portalu Sport.pl przypominał słowa Amerykanki, która na pytanie o kolejne starcie z Polką odpowiedziała: – Kto by pomyślał, że tak szybko znowu się spotkamy? To będzie świetny mecz. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej. – Okazało się, że jej nadzieje nie były bezpodstawne. Kilka tygodni po bolesnej porażce w finale Wimbledonu (0:6, 0:6), Anisimova zrewanżowała się Świątek, grając na poziomie, który zapewnił jej awans do półfinału w Nowym Jorku.

    Fenomenalny występ Amerykanki

    Anisimova imponowała od początku do końca – ryzykowała, uderzała płasko i mocno, a mimo to unikała prostych błędów. Jej returny siały spustoszenie, a forhend z każdą minutą stawał się coraz pewniejszy. Publiczność na trybunach niosła ją do zwycięstwa, a statystyki tylko potwierdzają dominację: 23 kończące uderzenia i zaledwie 12 niewymuszonych błędów. W porównaniu z nią Świątek nie grała źle (13 winnerów, 15 błędów), ale to rywalka zaprezentowała tenis z absolutnej czołówki.

    Serwis i mentalność – klucze do sukcesu

    Choć Iga Świątek nie prezentowała swojego najlepszego podania, trudno stwierdzić, czy wynikało to tylko z jej problemów, czy przede wszystkim z presji wywieranej przez rywalkę. Anisimova czytała serwis Polki i wymuszała na niej próby ryzykownych, bardzo precyzyjnych podań. Sama natomiast serwowała solidnie, a w kluczowych momentach mogła polegać na własnym podaniu. Do tego dołożyła imponującą odporność psychiczną – zupełnie inną niż ta, którą oglądaliśmy w londyńskim finale.

    Odrobina szczęścia też się przydała

    Nie można też pominąć roli szczęścia. W decydujących momentach los sprzyjał Anisimovej – najpierw przy stanie 3:3 w drugim secie, kiedy piłka po jej zagraniu odbiła się od taśmy i spadła tuż za siatką, a później przy piłce meczowej, kiedy historia powtórzyła się niemal identycznie. Komentatorzy nie kryli emocji: – Niemożliwe! To się nie dzieje! – wołał Dawid Celt.

    Droga do półfinału

    • Już w czwartej rundzie przeciwko Beatriz Haddad-Mai Anisimova pokazała, że jest w życiowej formie. W ćwierćfinale potwierdziła to z nawiązką, eliminując liderkę światowego rankingu. Teraz w półfinale zmierzy się z Naomi Osaką, która w dwóch setach pokonała Karolinę Muchovą (6:4, 7:6). W drugim półfinale zobaczymy Jessicę Pegulę i Arynę Sabalenkę. Transmisje z US Open dostępne są w Eurosporcie oraz na platformie Max.
  • Tak wygląda ranking WTA po porażce Świątek w ćwierćfinale US Open

    Tak wygląda ranking WTA po porażce Świątek w ćwierćfinale US Open

    Koniec wielkiej nowojorskiej przygody Igi Świątek. Polska liderka tenisa tym razem nie zdołała przedostać się do półfinału US Open. W ćwierćfinale musiała uznać wyższość Amandy Anisimovej, która wzięła na Polce srogi rewanż za pamiętną klęskę w finale Wimbledonu. Wówczas Amerykanka nie zdobyła nawet gema, przegrywając 0:6, 0:6. Tym razem to ona okazała się zdecydowanie lepsza, wygrywając po 98 minutach 6:4, 6:3 i meldując się w najlepszej czwórce turnieju.

    Rewanż w wielkim stylu

    Spotkanie Świątek z Anisimovą od początku było naznaczone historią sprzed kilku tygodni. W Londynie to Polka rozegrała jeden z najlepszych meczów w karierze, a Amerykanka – jeden z najgorszych. Finał Wimbledonu przeszedł do historii, bo tak druzgocącej porażki nie było od czasów legendarnego Roland Garros 1988, gdy Steffi Graf rozbiła Nataszę Zwierewą. Nic dziwnego, że Anisimova podeszła do meczu w Nowym Jorku z ogromną motywacją i żądzą udowodnienia, że tamten wynik był jedynie wypadkiem przy pracy.

    Tym razem zawodniczka gospodarzy grała konsekwentnie, agresywnie i pewnie. Niosła ją nowojorska publiczność, a każdy gem był dla niej okazją do odbudowania własnej reputacji. Świątek próbowała narzucać swoje tempo, jednak tym razem nie była w stanie przełamać rywalki w kluczowych momentach. Kilka błędów przy własnym podaniu przesądziło o losach całego spotkania.

    Najgorszy wynik wielkoszlemowy Świątek w tym roku

    Ćwierćfinał US Open to rezultat, który z perspektywy innych tenisistek byłby sukcesem, ale w przypadku Świątek to krok w tył. W trzech pozostałych turniejach wielkoszlemowych 2025 roku Polka meldowała się bowiem w półfinałach lub finałach, a teraz po raz pierwszy zatrzymała się na ósemce najlepszych. Sama zainteresowana na konferencji po meczu przyznała, że odczuwała presję, ale też doceniła klasę rywalki.

    Co dalej z rankingiem WTA?

    Mimo rozczarowania wynik nie oznacza drastycznych konsekwencji w rankingu. Świątek zatrzymała się na tym samym etapie, co przed rokiem, dzięki czemu nie straciła punktów. Nadal ma na koncie 7933 oczka, czyli dokładnie tyle samo co przed rozpoczęciem US Open. Jej przewaga nad trzecią w zestawieniu Coco Gauff wynosi jednak zaledwie 59 punktów, co sprawia, że sytuacja jest niezwykle napięta.

    Aryna Sabalenka, liderka rankingu, pozostaje daleko z przodu z 10 005 punktami i nawet w przypadku triumfu Polki w Nowym Jorku różnica byłaby zbyt duża. Co ciekawe, Białorusinka jako obrończyni tytułu mogła jedynie zachować dotychczasowe zdobycze rankingowe – żadnych dodatkowych punktów nie dopisze. To z kolei dobra wiadomość dla Świątek, bo utrzymanie drugiego miejsca nie jest zagrożone.

    Największą wygraną turnieju jest jednak Anisimova. Awans do półfinału sprawia, że Amerykanka może po raz pierwszy w karierze znaleźć się w czołowej czwórce rankingu, jeśli uda jej się wygrać cały turniej.

    Aktualny ranking WTA (po meczu Świątek – Anisimova):

    1. Aryna Sabalenka – 10 005 pkt (maks. 11 225 w przypadku triumfu w US Open)
    2. Iga Świątek – 7933 pkt
    3. Coco Gauff – 7874 pkt
    4. Mirra Andriejewa – 4793 pkt
    5. Amanda Anisimova – 4639 pkt (maks. 5859)
    6. Madison Keys – 4579 pkt
    7. Jessica Pegula – 4383 pkt (maks. 5603)
    8. Jasmine Paolini – 4006 pkt
    9. Qinwen Zheng – 4003 pkt
    10. Jelena Rybakina – 3833 pkt
      30. Magdalena Fręch – 1648 pkt       37 Magda Linette – 1404 pkt

    Podsumowanie

    Iga Świątek kończy US Open rozczarowana, ale jej pozycja w światowym tenisie pozostaje bardzo mocna. Na ten moment wciąż jest numerem dwa na świecie, choć przewaga nad goniącą Coco Gauff stopniała niemal do zera. Najbliższe tygodnie i starty w turniejach jesiennej części sezonu zadecydują, czy Polka obroni tę lokatę, czy też Amerykanka zepchnie ją z podium.

  • To dlatego Świątek tyle czekała. 250-minutowy thriller na US Open!

    To dlatego Świątek tyle czekała. 250-minutowy thriller na US Open!

    Iga Świątek powalczy z Amandą Anisimovą o miejsce w ćwierćfinale US Open. Zanim jednak Polka i Amerykanka mogły pojawić się na korcie, kibice obejrzeli prawdziwy maraton w wykonaniu Alexa De Minaura i Felixa Auger-Aliassime’a. Ich starcie trwało ponad cztery godziny i zakończyło się triumfem Kanadyjczyka 4:6, 7:6(7), 7:5, 7:6(4).

    Świątek (2. WTA) i Anisimova (9. WTA) miały rozpocząć swój mecz w środę najwcześniej o godz. 19:00 czasu polskiego, jednak wszystko zależało od długości poprzedzającego ich spotkania. De Minaur (8. ATP) i Auger-Aliassime (27. ATP) zaczęli rywalizację około 17:45, a ich pasjonująca walka mocno wydłużyła oczekiwanie fanów oraz samych zawodniczek.

    Początek należał do De Minaura
    Australijczyk pewnie wszedł w mecz – w siódmym gemie przełamał rywala i po obronie dwóch break pointów dowiózł prowadzenie do końca partii, zwyciężając 6:4. To jednak był dopiero wstęp do wielkich emocji.

    Tie-break na wagę seta
    W drugiej odsłonie De Minaur miał okazję na szybkie przełamanie, ale jej nie wykorzystał. Później obaj zawodnicy wymienili się stratami serwisu, a o losach seta zdecydował tie-break. Australijczyk prowadził już 6:5, ale nie wykorzystał piłki setowej. Szansę zmarnował też Auger-Aliassime (7:6), lecz w kolejnych akcjach przechylił szalę na swoją korzyść i zwyciężył 9:7 po ponad godzinie gry.

    Kanadyjczyk odwraca losy meczu
    W trzecim secie Auger-Aliassime szybko objął prowadzenie 3:2 z przełamaniem, a choć stracił serwis przy stanie 5:4, od razu odpowiedział skutecznym re-breakiem. Drugą piłkę setową zamienił na wygraną 7:5 i zrobił krok w stronę awansu.

    Zryw De Minaura i dramatyczna końcówka
    Czwarta partia zaczęła się od przewagi Australijczyka, który prowadził już 4:1, a później 5:3. Wydawało się, że doprowadzi do decydującego seta, ale Kanadyjczyk pokazał ogromny charakter – wyrównał na 5:5 i doprowadził do tie-breaka. W nim zachował więcej zimnej krwi, wygrywając 7:4.

    Po 250 minutach morderczej batalii to Auger-Aliassime cieszył się z awansu do ćwierćfinału. W kolejnym etapie zmierzy się ze zwycięzcą meczu Jannik Sinner (1. ATP) – Lorenzo Musetti (10. ATP).

  • Alarm w kadrze! Lewandowski może nie zagrać z Holandią

    Alarm w kadrze! Lewandowski może nie zagrać z Holandią

    Robert Lewandowski może rozpocząć mecz z Holandią na ławce rezerwowych. Wszystko z powodu problemów zdrowotnych, z którymi kapitan reprezentacji Polski zmagał się w ostatnich tygodniach. – Musimy dobrze to przemyśleć, by nie narazić go na kolejny uraz – podkreślił Jan Urban, który w czwartek zadebiutuje w roli selekcjonera biało-czerwonych.

    – Mogę potwierdzić, że wszyscy zawodnicy są gotowi do gry – oznajmił Urban na konferencji prasowej. Zaznaczył jednak, że nie oznacza to braku zmian w wyjściowym składzie na spotkanie w Rotterdamie. Jedną z największych niespodzianek może być brak Lewandowskiego od pierwszej minuty.

    37-letni napastnik Barcelony wrócił do kadry po burzliwym okresie. W czerwcu poprosił o wolne, tłumacząc się zmęczeniem, a później wszedł w otwarty konflikt z Michałem Probierzem, deklarując, że dopóki ten prowadzi drużynę, on w niej nie wystąpi. Zmiana na stanowisku selekcjonera sprawiła, że Lewandowski znów założy opaskę kapitana, ale jego rola w składzie nie jest pewna.

    Kłopoty zdrowotne dodatkowo komplikują sprawę. Polak opuścił pierwszy mecz nowego sezonu La Liga, a w dwóch kolejnych rozegrał łącznie zaledwie 26 minut – przeciwko Levante (14 minut) i Rayo Vallecano (11 minut). Nie wystąpił też w spotkaniu z Mallorcą.

    – Robert przepracował okres przygotowawczy, grał w sparingach, ale później doznał kontuzji i w lidze praktycznie nie występował. Czy w tej sytuacji powinien rozegrać dwa mecze po 90 minut w tak krótkim odstępie czasu? To ryzykowne. Musimy podjąć najlepszą decyzję, żeby nie doprowadzić do kolejnego urazu – wyjaśniał Urban.

    Jednocześnie selekcjoner zaznaczył, że nie zamierza odpuszczać starcia z Holandią: – Nie możemy sobie pozwolić, by traktować to spotkanie jako mniej ważne. Musimy dać z siebie wszystko i zagrać najlepiej, jak potrafimy – dodał.

    Mecz Holandia – Polska rozpocznie się w czwartek o godzinie 20:45 w Rotterdamie. Relację na żywo przeprowadzi Sport.pl.

  • Tak Osaka nazwała Wiktorowskiego. Tego już nie cofnie

    Tak Osaka nazwała Wiktorowskiego. Tego już nie cofnie

    Naomi Osaka w szczerych słowach o Tomaszu Wiktorowskim. „Jak pluszowy miś”

    Naomi Osaka podczas konferencji prasowej opowiedziała o współpracy z Tomaszem Wiktorowskim. Japonka przyznała, że kiedy szukała nowego trenera, zależało jej przede wszystkim na kimś z ogromną wiedzą i doświadczeniem. – Nie lubię mieć wątpliwości, czy trener naprawdę wie, o czym mówi – podkreśliła.

    Do współpracy doszło pod koniec lipca i już pierwsze tygodnie przyniosły widoczne efekty. Osaka dotarła do finału prestiżowego turnieju WTA 1000 w Montrealu, gdzie uległa Victorii Mboko 6:2, 4:6, 1:6. Obecnie Japonka kontynuuje wspólne przygotowania z Polakiem i osiąga świetne wyniki – awansowała właśnie do ćwierćfinału US Open, co jest jej najlepszym występem w turnieju wielkoszlemowym od triumfu w Australian Open w 2021 roku.

    – Na początku uważałam go za „strasznego”, bo nigdy się nie uśmiechał – przyznała Osaka z uśmiechem. – Ale kiedy to robi, jest jak pluszowy miś. Daje mi poczucie bezpieczeństwa i przestrzeń, w której mogę w pełni wyrażać siebie oraz swój tenis – dodała.

    Była liderka światowego rankingu zaznaczyła, że Wiktorowski w bardzo krótkim czasie wprowadził w jej grze istotne, a zarazem proste zmiany, które przyniosły spektakularne efekty. Podkreśliła też, że zwycięstwo nad Coco Gauff w czwartej rundzie US Open zawdzięcza planowi taktycznemu przygotowanemu przez polskiego szkoleniowca.

    W ćwierćfinale Naomi Osaka zagra z Karoliną Muchovą. Będzie to ich szóste spotkanie – do tej pory Japonka wygrała trzy razy, a Czeszka dwa. Mecz zaplanowano na noc ze środy na czwartek o godz. 1:00 czasu polskiego. Zwyciężczyni tego starcia w półfinale zmierzy się z lepszą z pary Iga Świątek – Amanda Anisimova.

  • była lekcja siatkówki! Demolka w meczu Polek o półfinał MŚ

    była lekcja siatkówki! Demolka w meczu Polek o półfinał MŚ

    Polskie siatkarki bez wątpienia należą dziś do światowej czołówki. Najlepszym dowodem jest fakt, że właśnie zagrały w ćwierćfinale mistrzostw świata. Problem w tym, że gdy przychodzi moment walki o strefę medalową, nasza reprezentacja wciąż nie potrafi zrobić decydującego kroku. W Bangkoku boleśnie przypomniały o tym Włoszki, które udzieliły Polkom prawdziwej lekcji siatkówki na najwyższym poziomie, wygrywając 3:0 (25:17, 25:21, 25:18).

    Italia prezentuje się wręcz fenomenalnie. Julio Velasco, legenda trenerskiego fachu, zbudował zespół niemal nie do zatrzymania. Po olimpijskim złocie sprzed roku, drużyna idzie po kolejny wielki triumf – tym razem mistrzostwo świata. Wygrana nad Polską była ich 34. zwycięstwem z rzędu. W takim starciu musiały wyjść na jaw ograniczenia naszej reprezentacji.

    Stefano Lavarini przejął polską kadrę w 2022 roku, po tym jak sensacyjnie poprowadził Koreę Południową do półfinału igrzysk w Tokio. Od tamtej pory Polki regularnie meldują się w elicie – zawsze w najlepszej ósemce:

    • MŚ 2022 – ćwierćfinał
    • ME 2023 – ćwierćfinał
    • IO 2024 – ćwierćfinał
    • MŚ 2025 – ćwierćfinał

    To bezsprzecznie duży postęp. Po raz pierwszy od ponad 60 lat Polska zagrała dwa razy z rzędu w ćwierćfinale MŚ, a na igrzyskach nasze siatkarki nie występowały przez 16 lat. Do tego dochodzą trzy brązowe medale Ligi Narodów (2023, 2024, 2025). Lavarini zasłużył więc na uznanie, choć apetyty są większe – kibice marzą o przełamaniu bariery ćwierćfinałów.

    Czy realnie można było tego dokonać w Bangkoku? Patrząc na formę Polek – raczej nie. Już grupowe mecze z Wietnamem (3:1), Kenią (3:1) i Niemcami (3:2) pokazały, że drużyna gra nierówno. Z Belgią w 1/8 finału męczyła się do tie-breaka. Na tle potężnych Włoszek nie miała argumentów, by myśleć nawet o wyrównanej walce.

    Pierwszy set od początku układał się pod dyktando Italii. Lavarini brał czasy, próbował korygować ustawienia, ale rywalki kontrolowały sytuację i wygrały 25:17. W drugiej partii Polki zdołały nawet wyjść na prowadzenie 14:13, jednak po przerwie na żądanie Velasco Włoszki zdobyły cztery punkty z rzędu i szybko odskoczyły. Trzeci set wyglądał podobnie – chwilowe prowadzenie Polek (6:5) natychmiast zamieniło się w przewagę rywalek (8:12). Ostatecznie 0:3 oddaje pełną dominację Italii.

    To kolejny przypadek, gdy w meczu o medalową strefę Polki odbijają się od siatkarskiej potęgi. W 2022 roku były blisko sensacji, przegrywając w Gliwicach z Serbią 2:3. Potem jednak przyszły coraz wyraźniejsze porażki:

    • ME 2023 z Turcją 0:3 (23:25, 22:25, 18:25)
    • IO 2024 z USA 0:3 (22:25, 14:25, 20:25)
    • MŚ 2025 z Włochami 0:3 (17:25, 21:25, 18:25)

    Tendencja jest więc niepokojąca. Polki są w ścisłej czołówce, ale jeszcze nie w tej grupie, która zdobywa medale. Zadaniem Lavariniego i jego drużyny pozostaje wykonanie następnego kroku – pytanie tylko, czy to w ogóle możliwe.