• Najbiedniejsi milionerzy grożą strajkiem. Elita rusza po swoje

    Najbiedniejsi milionerzy grożą strajkiem. Elita rusza po swoje

    Pomysł, by milionerzy i milionerki wychodzili na barykady i grozili strajkiem, może na pierwszy rzut oka wydawać się absurdalny. Historia sportu pokazuje jednak, że właśnie takie działania często okazują się najskuteczniejszym sposobem walki o większy udział w gigantycznych przychodach generowanych przez największe rozgrywki. Nic więc dziwnego, że coraz głośniej mówią o tym również tenisistki i tenisiści.

    Wszystko rozgorzało po ogłoszeniu przez organizatorów Roland Garros tegorocznej puli nagród. Choć zawodnicy i zawodniczki podzielą między siebie rekordowe 61,723 mln euro, czołowe gwiazdy światowego tenisa nie kryją rozczarowania. W specjalnym liście zwróciły uwagę, że wzrost nagród względem poprzedniego roku wyniósł jedynie 9,53 proc., podczas gdy przychody turniejów wielkoszlemowych rosną znacznie szybciej.

    Trudno oczywiście mówić o małych pieniądzach. Turnieje Wielkiego Szlema pozostają jednymi z najbardziej dochodowych wydarzeń w sporcie. Nawet golf, często uznawany za najbardziej zbliżoną dyscyplinę pod względem modelu finansowego, nie oferuje aż tak wysokich łącznych pul nagród. Tegoroczny Masters w Auguście dysponował budżetem 22,5 mln dolarów. Trzeba jednak zaznaczyć, że w golfie kobiety rywalizują osobno i walczą o zdecydowanie niższe premie.

    Są jednak obszary, w których golfiści wypadają lepiej od tenisistów. Rory McIlroy za triumf w Masters zgarnął aż 4,5 mln dolarów, czyli około 3,8 mln euro. Tymczasem zwycięzcy singlowego Roland Garros otrzymają po 2,8 mln euro.

    Największe pretensje tenisistów dotyczą jednak nie samych kwot, lecz procentowego udziału w przychodach generowanych przez turnieje. Według szacunków French Open przeznacza na premie niewiele ponad 15 proc. swoich wpływów. Podobny model obowiązuje również na Wimbledonie i US Open.

    W opublikowanym oświadczeniu zawodnicy podkreślili, że wraz ze wzrostem przychodów ich udział w zyskach systematycznie maleje.

    „Roland Garros bije rekordy przychodów, podczas gdy zawodnicy otrzymują coraz mniejszy udział w wartości, którą pomagają tworzyć” – napisano w stanowisku podpisanym przez czołowe gwiazdy tenisa.

    Tenisiści zwracają też uwagę, że inne wielkie dyscypliny sportu od dawna funkcjonują według nowocześniejszych zasad. W oświadczeniu podkreślono, że światowe ligi zawodowe inwestują w dobro zawodników i prowadzą z nimi realny dialog, podczas gdy organizatorzy Wielkich Szlemów pozostają odporni na zmiany.

    Coraz częściej mówi się więc o możliwości bojkotu największych turniejów. Taki scenariusz otwarcie poparła Aryna Sabalenka podczas konferencji prasowej przed zawodami w Rzymie.

    – To może być jedyny sposób walki o nasze prawa – przyznała liderka rankingu WTA. – Myślę, że prędzej czy później do tego dojdzie – dodała.

    Kilka godzin później podobne stanowisko zajęła Coco Gauff. Amerykanka podkreśliła, że problem nie dotyczy wyłącznie największych gwiazd, które mogą liczyć na wielomilionowe kontrakty sponsorskie.

    – Chodzi o przyszłość naszego sportu. Zawodniczki spoza ścisłej czołówki często żyją praktycznie od wypłaty do wypłaty. Jeśli spojrzymy na miejsca od 50. do 200. w rankingu, sytuacja wygląda zupełnie inaczej niż w innych dyscyplinach – zaznaczyła Gauff.

    Tenisistki i tenisiści chcą, by organizatorzy Wielkich Szlemów przeznaczali na nagrody około 22 proc. swoich przychodów. To i tak znacznie mniej niż w największych amerykańskich ligach zawodowych. W NBA czy NFL udział zawodników w przychodach sięga bowiem około 50 proc.

    Sport zna już wiele przypadków, gdy groźba strajku przynosiła gigantyczne zmiany. W kobiecej lidze koszykówki WNBA zawodniczki wywalczyły ostatnio ogromne podwyżki właśnie dzięki stanowczej postawie i zapowiedziom protestu. Największe gwiazdy mają teraz zarabiać nawet siedem razy więcej niż jeszcze rok temu.

    Także w historii futbolu czy baseballu podobne konflikty kończyły się ustępstwami właścicieli. W angielskiej piłce już sama groźba strajku w 1961 roku doprowadziła do zniesienia limitu płac. Niedługo później Johnny Haynes podpisał rekordowy kontrakt wart 100 funtów tygodniowo.

    Na postulaty tenisistów odpowiedziała już Francuska Federacja Tenisowa, organizator Roland Garros. Federacja przypomniała, że od 2019 roku premie wzrosły o 45 proc., a ogromna część przychodów trafia na rozwój całego tenisa.

    FFT podkreśla, że funkcjonuje jako organizacja non-profit, a zyski z turnieju są inwestowane nie tylko w sam Roland Garros, ale również w szkolenie młodzieży, rozwój kobiecego tenisa, programy inkluzywności czy tenis na wózkach. Przypomniano też o inwestycjach infrastrukturalnych przekraczających 400 mln euro, które miały poprawić warunki dla zawodników i kibiców.

    Choć dziś bojkot Wielkiego Szlema wydaje się mało prawdopodobny, tenis ma już za sobą podobny precedens. W 1973 roku aż 81 zawodników, w tym większość rozstawionych tenisistów, wycofało się z Wimbledonu w geście solidarności z Nikolą Piliciem, zawieszonym przez ITF po odmowie gry w Pucharze Davisa.

    Mimo nieobecności największych gwiazd turniej nie stracił wtedy zainteresowania kibiców. Na trybunach pojawiło się około 300 tys. widzów, co było jednym z najlepszych wyników frekwencyjnych w historii imprezy.

  • Świątek i Sabalenka dały popis. Nagranie hitem w sieci

    Świątek i Sabalenka dały popis. Nagranie hitem w sieci

    Iga Świątek i Aryna Sabalenka przebywają obecnie w Rzymie, gdzie odbywa się turniej rangi WTA 1000. Choć jeszcze nie rozpoczęły zmagań, na brak zajęć panie nie mogą narzekać. W mediach społecznościowych pojawiło się teraz nagranie z udziałem czołowych tenisistek, w tym m.in. z Polką i Białorusinką. Panie miały okazję sprawdzić się w nietypowej dla siebie roli.
    Iga Świątek i Aryna Sabalenka jako piosenkarki

    Iga Świątek i Aryna Sabalenka jako piosenkarkiInstagram/tennischannelmateriał zewnętrzny

    Sezon na mączce trwa w najlepsze, a w Rzymie rozpoczął się właśnie turniej rangi WTA 1000, który dla wielu zawodniczek jest ostatnim sprawdzianem przed drugą imprezą wielkoszlemową w tym sezonie – Roland Garros. W stolicy Włoch o końcowe trofeum walczą m.in. była i obecna liderka światowego rankingu kobiecego tenisa – Iga Świątek i Aryna Sabalenka.

    Polka zmagania na rzymskich kortach rozpocznie w czwartek od meczu z triumfatorką spotkania Catherine McNally – Daria Kasatkina, Aryna Sabalenka natomiast tego samego dnia zmierzy się z Barborą Krejcikovą, która w pierwszej rundzie odprawiła z kwitkiem Elsę Jacquemot.

    Czołowe tenisistki jako piosenkarki. Nagranie ze Świątek i ekipą robi furorę w sieci

    Organizatorzy turnieju Internazionali BNL d’Italia dbają o to, żeby na brak rozrywki nie mogli narzekać zarówno zawodnicy, jak i kibice. W trakcie turnieju w mediach społecznościowych pojawia się mnóstwo contentu z walczącymi na włoskich kortach zawodnikami i zawodniczkami – i to nie koniecznie związanych z tenisem.

    Teraz na profilu Tennis Channel na Instagrame pojawiło się dość ciekawe nagranie, na którym pojawiły się m.in. Aryna Sabalenka i Iga Świątek. Panie miały okazję poczuć się jak światowej sławy gwiazdy estrady – zaopatrzone zostały w profesjonalne mikrofony i spróbowały swoich sił jako wokalistki, mierząc się z utworem “What Dreams Are Made Of” z filmu “The Lizzie McGuire Movie”, w którym główna bohaterka grana przez Hilary Duff szuka w Rzymie szczęścia i miłości. Na nagraniu nie zabrakło także innych tenisistek. Popis dały również Jessica Pegula, Madison Keys, Amanda Anisimova, Coco Gauff oraz Victoria Mboko.

    Na reakcję kibiców wcale nie trzeba było czekać. Wideo błyskawicznie stało się hitem, a serduszko pod nim zostawiło ponad 7 tys. użytkowników. “Iga najlepsza”, “Haha najlepsze”, “Uwielbiam to”, “Same gwiazdy tenisa”, “The Slice Girls”, “Iga Świątek jak gwiazda pop”, “Wow Iga”, “Jessica dała czadu”, “Jestem tu dla takiego contentu” – zachwycali się kibice w komentarzach.
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News
    Kobieta w sportowym stroju na korcie tenisowym wykonuje gest pocałunku skierowanego do publiczności, w tle widoczny rozmyty tłum kibiców.

    Aryna SabalenkaWilliam WestAFP
    Jessica Pegula

    Jessica PegulaArtur Widak / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP

    Camilo Ugo Carabelli – Alexander Shevchenko. Skrót meczu.

  • Tuż przed godz. 22 wyjaśniło się ws. Świątek. Powtórzyła się sytuacja z Madrytu

    Tuż przed godz. 22 wyjaśniło się ws. Świątek. Powtórzyła się sytuacja z Madrytu

    Turniej WTA 1000 w Rzymie na dobre rozkręcił się już we wtorek, jednak dopiero środowe spotkania miały wyłonić komplet zawodniczek, które zameldują się w 1/32 finału. Niewiele brakowało, by plany organizatorów pokrzyżowała pogoda. Deszcz nad Foro Italico sprawił bowiem, że pod znakiem zapytania stanęło także to, z kim swój pierwszy mecz rozegra Iga Świątek. Polka czekała na zwyciężczynię starcia Darii Kasatkiny z Caty McNally, lecz przed godziną 19 nad Rzymem rozpętała się ulewa i rywalizację na wszystkich kortach przerwano.

    Na korty błyskawicznie wjechały specjalne płachty zabezpieczające mączkę, a pojawiły się obawy, że część spotkań zostanie przełożona na czwartek. Ostatecznie aura okazała się łaskawsza i po około półtorej godziny tenisistki wróciły do gry. Kasatkina i McNally mogły rozpocząć mecz na korcie numer 1, choć warunki były już bardzo trudne — zrobiło się chłodno i wilgotno.

    Rzymski turniej to dla największych gwiazd kobiecego tenisa ostatni wielki sprawdzian przed Roland Garros. Co prawda przed Paryżem odbędzie się jeszcze impreza WTA 500 w Strasburgu, ale po wycofaniu się Marty Kostiuk lista uczestniczek straciła większość zawodniczek ze ścisłej czołówki. Nic więc dziwnego, że dla takich tenisistek jak Aryna Sabalenka, Jelena Rybakina, Coco Gauff, Iga Świątek czy Mirra Andriejewa występ w Rzymie ma ogromne znaczenie.

    Szczególnie zmotywowana jest Sabalenka, która wciąż nie zdobyła tytułu na Foro Italico. Z kolei Świątek liczy na przełamanie trudniejszego początku sezonu i pierwszy półfinał, a najlepiej triumf — pierwszy od września ubiegłego roku. Włoskie korty należą jednak do jej ulubionych miejsc w kalendarzu, bo aż trzykrotnie sięgała tam po trofeum.

    Polka, rozstawiona z numerem czwartym, rozpocznie rywalizację dopiero od drugiej rundy. W środę miała poznać swoją przeciwniczkę — mogła nią zostać albo Daria Kasatkina, albo Caty McNally. Deszcz sprawił jednak, że przez moment nie było pewności, czy spotkanie w ogóle uda się rozegrać tego samego dnia.

    Dla Kasatkiny była to już kolejna okazja, by zmierzyć się ze Świątek, która mogła przejść jej koło nosa. Dwa tygodnie wcześniej w Madrycie również była o krok od starcia z Polką, lecz sensacyjnie przegrała dramatyczny pojedynek z Darią Snigur, mimo że miała aż cztery piłki meczowe. Ukrainka triumfowała wtedy po niezwykłym tie-breaku trzeciego seta zakończonym wynikiem 15:13.

    Przed środowym spotkaniem trudno było wskazać wyraźną faworytkę. McNally zaprezentowała się bardzo dobrze w Madrycie, gdzie dotarła do czwartej rundy i pokonała po drodze Viktorię Mboko. Zatrzymała ją dopiero późniejsza triumfatorka turnieju, Marta Kostiuk. Amerykanka pokazała też dobrą formę wcześniej w Rouen, gdzie również postawiła się Ukraince.

    Kasatkina z kolei próbowała odbudować rytm meczowy podczas turnieju WTA 125 w hiszpańskiej La Bisbal d’Emporda. Tam sięgnęła po tytuł i zanotowała serię zwycięstw, której brakowało jej od jesieni 2024 roku, gdy triumfowała w Ningbo po finale z Mirrą Andriejewą.

    Mecz w Rzymie od początku układał się jednak po myśli McNally. Kasatkina miała ogromne problemy z własnym serwisem — w pierwszym secie przegrała wszystkie swoje gemy przy podaniu. Amerykanka również nie zachwycała, ale grała zdecydowanie stabilniej i popełniała mniej błędów. Dzięki temu pewnie wygrała pierwszą partię 6:2 po 42 minutach gry.

    W drugim secie reprezentująca Australię tenisistka próbowała zmienić taktykę i częściej atakowała bekhend rywalki. Miała break pointy już w pierwszym i trzecim gemie, lecz nie potrafiła ich wykorzystać. McNally była natomiast bezlitosna i kiedy tylko pojawiła się okazja, natychmiast przełamała przeciwniczkę, obejmując prowadzenie 6:2, 4:1.

    Kasatkina zdołała jeszcze częściowo odrobić straty, ale wtedy nad Foro Italico ponownie zaczął padać deszcz. Spotkanie kontynuowano mimo trudnych warunków, a końcówka należała już do Amerykanki. McNally wygrała ostatecznie 6:2, 6:3 i to ona zagra w piątek z Igą Świątek.

    Historia z Madrytu powtórzyła się więc niemal idealnie — Kasatkina znów nie wykorzystała szansy na pojedynek z Polką.

    Dla Świątek starcie z McNally będzie jednak wyjątkowe. Obie zawodniczki świetnie się znają i już jako juniorki odnosiły wspólne sukcesy. W 2018 roku triumfowały razem w deblu juniorskiego Roland Garros. Polka przez pewien czas mieszkała nawet w domu Amerykanki podczas pobytu w USA.

    Na zawodowych kortach mierzyły się dotąd dwukrotnie — w Ostrawie oraz w Londynie. Szczególnie pamiętny był ich ubiegłoroczny pojedynek na Wimbledonie. McNally jako jedyna tenisistka zdołała wtedy urwać Świątek seta podczas jej znakomitego marszu po historyczny triumf w Londynie.

  • Świątek porównana do dziecka. Mocne słowa Rosjanki, nie hamowała się

    Świątek porównana do dziecka. Mocne słowa Rosjanki, nie hamowała się

    Postawa Igi Świątek w trwającym sezonie budzi coraz większy niepokój – i to nie tylko wśród polskich kibiców oraz ekspertów. Liderka światowego tenisa, która jeszcze niedawno imponowała stabilnością i dominacją, dziś zmaga się z wyraźnym kryzysem formy. Brakuje nie tylko wyników – Polka nie dotarła jeszcze w tym roku nawet do półfinału żadnego turnieju – ale również spokoju i opanowania w trudnych momentach na korcie.

    Zmiana trenera, na którą zdecydowała się kilka tygodni temu, miała być impulsem do odbudowy. Współpraca z Francisco Roigiem jak na razie nie przyniosła jednak oczekiwanych rezultatów. Choć kibice liczyli, że nowy szkoleniowiec pomoże 24-latce wrócić na właściwe tory, rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana. Szczególnie rozczarowujący był turniej w Madrycie, gdzie nadzieje na dobry wynik przekreśliły problemy zdrowotne.

    Nie tylko wyniki są jednak powodem do zmartwień. Coraz częściej uwagę zwraca zachowanie Świątek na korcie. W momentach kryzysowych widać u niej frustrację, nerwowość i brak dawnej odporności psychicznej. Symboliczne sceny miały miejsce w Miami, gdzie Polka niespodziewanie przegrała już na starcie z Magdą Linette. Była wyraźnie rozbita, a łzy były bardzo blisko. Nawet wskazówki płynące z jej boksu nie przyniosły efektu. Sama zawodniczka przyznała później, że po pierwszym secie coś w jej grze się załamało, jakby straciła kontrolę nad tym, co wcześniej funkcjonowało.

    Temat formy psychicznej i sportowej Świątek nie umknął także zagranicznym obserwatorom. W Rosji głos zabrała była tenisistka Anastasija Piwowarowa, która w bardzo ostrych słowach oceniła obecną sytuację Polki. Jej zdaniem kluczowym momentem był epizod związany z zamieszaniem dopingowym, po którym – jak twierdzi – Świątek nie jest już tą samą zawodniczką.

    Piwowarowa zasugerowała, że tamte wydarzenia mogły mieć poważny wpływ na psychikę liderki światowego rankingu. Według niej wcześniej Świątek przypominała „maszynę”, odporną na emocje i presję. Teraz – jak stwierdziła – jej reakcje są znacznie bardziej impulsywne, a zachowanie na korcie bywa chwiejne i nieprzewidywalne. W jej opinii Polka sprawia wrażenie zawodniczki, która straciła dawną pewność siebie.

    Nie można jednak zapominać, że pojedyncze momenty słabości zdarzały się Świątek także wcześniej. Choćby łzy po porażce z Jessicą Pegulą podczas United Cup w 2023 roku pokazywały, że emocje zawsze były częścią jej sportowej natury. Różnica polega jednak na tym, że wcześniej potrafiła je szybciej kontrolować i przekuwać w skuteczność na korcie.

    Mimo krytycznych głosów wciąż jest czas, by odwrócić niekorzystny trend. Turniej w Rzymie może okazać się przełomowy, a tuż za nim czeka przecież najważniejszy cel – Roland Garros. To właśnie paryskie korty były w ostatnich latach królestwem Świątek. Jeśli gdzieś ma odzyskać pewność siebie i wrócić do swojej najlepszej wersji, to właśnie tam.

    Dla kibiców pozostaje więc nadzieja, że obecne problemy są jedynie przejściowe, a słowa krytyki – zarówno z kraju, jak i z zagranicy – wkrótce stracą na aktualności.

  • Demolka w meczu “koszmaru” Świątek w Rzymie. 54 minuty i po sprawie

    Demolka w meczu “koszmaru” Świątek w Rzymie. 54 minuty i po sprawie

    Podczas gdy Magda Linette i Magdalena Fręch rywalizowały w swoich meczach pierwszej rundy turnieju WTA 1000 w Rzymie, na kortach w stolicy Włoch pojawiła się również Jelena Ostapenko. Co ciekawe, wszystkie trzy spotkania połączył identyczny scenariusz otwarcia — każdy z pierwszych setów zakończył się wynikiem 6:0. O ile jednak dla Polek był to bolesny początek i zapowiedź trudnych zmagań, o tyle w przypadku Łotyszki kibice oglądali pokaz absolutnej dominacji. Nie bez powodu Ostapenko bywa określana mianem „zmory” Igi Świątek — ma bowiem wyjątkowo korzystny bilans bezpośrednich pojedynków z liderką polskiego tenisa.

    Rywalizacja w głównej drabince turnieju rozpoczęła się we wtorek, a dzień później do gry przystąpiły reprezentantki Polski. Iga Świątek, jako zawodniczka rozstawiona, rozpocznie swój udział dopiero od drugiej rundy, dlatego w środę uwaga kibiców skupiła się na występach Magdy Linette i Magdaleny Fręch. Linette zmierzyła się na korcie numer 14 z Tatjaną Marią, natomiast Fręch rywalizowała na korcie Pietrangeli z Alexandrą Ealą. Oba spotkania rozpoczęły się równolegle o godzinie 11:00 i w obu przypadkach pierwszy set zakończył się dla Polek bardzo dotkliwą porażką 0:6.

    W tym samym czasie na głównym korcie — Campo Centrale — rozgrywany był trzeci mecz, który przyniósł identyczny wynik w pierwszej partii. Jelena Ostapenko, aktualnie 36. rakieta świata, stanęła naprzeciw Lucrezii Stefanini, reprezentantki gospodarzy występującej dzięki dzikiej karcie. Choć Łotyszka nie może zaliczyć ostatnich tygodni do szczególnie udanych — po półfinale w Dosze jej forma wyraźnie spadła, a jedynie w Miami zdołała wygrać dwa mecze — w Rzymie pokazała tenis na bardzo wysokim poziomie.

    Z kolei Stefanini, plasująca się dopiero na 154. miejscu w rankingu WTA, nie imponowała ostatnio wynikami. Występowała głównie w mniej prestiżowych turniejach, a w ważniejszych imprezach, takich jak Madryt, Miami czy Indian Wells, odpadała już na etapie kwalifikacji. Również w Rzymie szybko okazało się, że różnica klas między nią a Ostapenko jest bardzo wyraźna.

    Pierwszy set był jednostronnym widowiskiem. Włoszka nie była w stanie nawiązać walki w żadnym gemie — nie tylko nie wypracowała break pointów, ale nawet ani razu nie doprowadziła do równowagi. Łącznie zdobyła zaledwie dziewięć punktów, przegrywając partię 0:6. Ostapenko, mimo że nie grała bezbłędnie, dominowała dzięki sile swoich uderzeń i skutecznemu drugiemu serwisowi, który pozwalał jej kontrolować przebieg wymian.

    Druga odsłona spotkania rozpoczęła się od kolejnego przełamania na korzyść Łotyszki, choć Stefanini zdołała w pewnym momencie wypracować break pointa. Ostapenko zachowała jednak zimną krew, wygrywając kluczowe akcje dzięki dobremu serwisowi i pewnemu forhendowi. Szybko objęła prowadzenie 4:0 i wydawało się, że zakończy mecz tzw. „rowerkiem”.

    Do tego jednak ostatecznie nie doszło. Przy stanie 0:4 Stefanini zdołała przełamać rywalkę i zapisać na swoim koncie jedynego gema w całym spotkaniu. Choć popełniła podwójny błąd serwisowy i musiała bronić się przed atakami Ostapenko przy siatce, wykorzystała moment słabszej koncentracji przeciwniczki. Był to jednak jedynie krótki przebłysk — w dalszej części meczu Włoszka zdobyła już tylko dwa punkty.

    Ostatecznie Jelena Ostapenko zwyciężyła 6:0, 6:1 w zaledwie 54 minuty, pewnie meldując się w drugiej rundzie. Tam czeka ją znacznie trudniejsze zadanie — starcie z rozstawioną z numerem szóstym Amandą Anisimovą.

  • 6:1, 1:6, 6:1. Świątek przykładem szaleństwa. Sabalenka wskazała powód

    6:1, 1:6, 6:1. Świątek przykładem szaleństwa. Sabalenka wskazała powód

    6:1, 1:6, 6:1 – takim wynikiem zakończył się tegoroczny mecz Igi Świątek z Anną Kalinską w trzeciej rundzie wielkoszlemowego Australian Open. To jeden z wielu przykładów szalonych spotkań pełnych zwrotów w akcji, które mają miejsce w kobiecym tenisie. Skąd bierze się ich mnogość? O to zapytana została liderka rankingu WTA Aryna Sabalenka, która wprost wskazała na dwa powody.
    Iga Świątek w zielonej sukience klęczy na korcie; w rogu zdjęcia Aryna Sabalenka całuje rakietę.

    Na zdjęciu Iga Świątek podczas meczu z Anną Kalinską, a obok Aryna SabalenkaMAHOUDEAU Clement / KMSP / KMSP via AFP / WILLIAM WEST / AFPAFP

    Wspomniane starcie z Anną Kalinską to na ten moment jeden z najbardziej szalonych meczów Igi Świątek w tym sezonie. Trwająca 101 minut tenisowa batalia rozpoczęła się po myśli Polki, która rozbiła Rosjankę 6:1 w pierwszym secie. W przerwie 27-latka poprosiła o przerwę medyczną, co – jak mogłoby się wydawać – jeszcze zmniejszało jej starcie na odrobienie strat.

    Mimo problemów z plecami Anna Kalinska dokonała jednak spektakularnego zwrotu akcji i to ona oddała w drugiej partii Idze Świątek jedynie jednego gema, po czym… o przerwę medyczną poprosiła nasza tenisistka.

    I dla niej był to szczęśliwy “omen”. Bo w decydującej odsłonie spotkania górą ponownie była właśnie Polka, znów wygrywając stosunkiem 6:1.

    WTA 1000 Rzym. Szalone mecze w tourze. Sabalenka wskazała 2 powody

    To jeden z przykładów tego typu spotkań, które mają miejsce w kobiecym tenisie. O swoje przemyślenia dotyczące tego zjawiska Aryna Sabalenka została zapytana podczas konferencji prasowej w Rzymie, przed swoim pierwszym meczem na tamtejszym “tysięczniku”.

    – Możesz nam wytłumaczyć, to oznacza fakt, że w meczach kobiet następuje tyle wzlotów i upadków? Wiele razy widzimy wynik 6:1, 1:6, 6:1 albo dzieje się tak, jak z tobą ostatnio, gdy musisz bronić sześć piłek meczowych i zdobywasz jedną. W wielu przypadkach wygrywasz. Te wzloty i upadki są spowodowane wysokim poziomem? A może to przez zbyt silne emocje? Dlaczego się tak dzieje? – zagadnął Arynę Sabalenkę jeden z dziennikarzy.

    – Cóż, to bardzo interesujące pytania. Myślę, że to może przez poziom. On jest naprawdę wysoki. Jeśli stracisz koncentrację w jednym gemie, już przepadło. Jest już po secie. Nie jest łatwo skupiać się przez cały czas, od początku do samego końca. To jedyne wytłumaczenie, jakie mam. Poziom ciągle wzrasta, co wymaga od nas większej koncentracji, powtarzalności i lepszej gry – odpowiedziała Aryna Sabalenka.

    Po czym znalazła jeszcze jedną możliwą przyczynę takiego stanu rzeczy w tourze WTA.

    Bycie kobietą przy zmieniających się dodatkowo sprawia, że mecz może się szybko zmienić. Możesz przejść z jednej skrajności w drugą naprawdę błyskawiczne. Sądzą, że to już jedyne wytłumaczenie, jakie mam

    Liderka rankingu WTA rozpocznie batalię o tytuł w Rzymie od czwartkowego starcia z reprezentantką Czech – Barborą Krejcikovą.
    Iga Świątek odwróciła losy meczu drugiej rundy z Danielle Collins na Australian Open 2024 w spektakularny sposób

    Iga ŚwiątekANTHONY WALLACE / AFPAFP
    Dwie tenisistki podczas gry, każda na osobnej połówce zdjęcia, skupione na wykonywanym uderzeniu rakietą tenisową, wyrażające intensywne emocje i zaangażowanie.

    Iga Świątek i Aryna SabalenkaJung Yeon-je / William WEST / AFPAFP

    Jannik Sinner – Alexander Zverev. Skrót meczuPolsat Sport

  • Czekali na wieści z Rzymu ws. Polki. Było warto. 6:0 skończyło mecz Chwalińskiej

    Czekali na wieści z Rzymu ws. Polki. Było warto. 6:0 skończyło mecz Chwalińskiej

    W poniedziałkowej aktualizacji rankingu WTA Maja Chwalińska znalazła się na 113. miejscu, najwyższym w karierze. I już blisko tej wymarzonej “setki”, dającej prawo gry w Wielkich Szlemach bez ciężkich kwalifikacji. 24-latka z Bielska-Białej w weekend była już w Rzymie, czekała na swoją szansę w eliminacjach tamtejszego WTA 1000. Została pierwszą rezerwową, potrzebowała rezygnacji jednej z zawodniczek, co przecież zdarza się dość często. A tym razem się nie wydarzyło. Chwalińska miała jednak opcję rezerwową. I właśnie zaczęła ją realizować.
    article cover

    Maja ChwalińskaMarcin Golba / NurPhotoAFP

    Gdyby Maja Chwalińska na tej 113. pozycji była w połowie kwietnia, znów, jak rok temu, powalczyłaby pewnie o główną drabinkę na Foro Italico. Wtedy pokonała po ponad trzygodzinnej walce Julię Starodubcewą, później przegrała trzysetową batalię z Marią Sakkari. Wtedy jednak pomogło jej to, że w pierwszej połowie kwietnia, gdy zamykały się zgłoszenia do Rzymu, była o mniej więcej 10 pozycji wyżej niż w tym roku. Owszem, niedawno zaliczyła wielki skok, po triumfie w WTA 125 w Oeiras, ale nieco za późno.

    Losowanie w Rzymie odbyło się w niedzielę – Chwalińska była pierwszą pod kreską. I czekała na to, czy któraś z zawodniczek się nie wycofa. Veronika Erjavec 30 godzin przed zaplanowanym w Rzymie meczem grała finał WTA 125 w Chinach z Katarzyną Kawą, Taylor Townsend w niedzielę rywalizowała w finale debla w Madrycie.

    Wszystkie zawodniczki przystąpiły jednak do gry. A Chwalińska od razu opuściła to miasto, ruszyła do Oksytanii we Francji. Miała bowiem wciąż aktywne zgłoszenie do zawodów ITF W75 w Saint-Gaudens. Została tam rozstawiona z “1”, organizatorzy czekali na wieści z Rzymu ws. Polki.

    I doczekali się jej przyjazdu.

    Turniej w Saint-Gaudens. Maja Chwalińska kontra Amandine Hesse. Stawką 1/8 finału

    Dla Mai Chwalińskiej to najprawdopodobniej przedostatni turniej przed kwalifikacjami French Open. Zarazem decydujące chwile dotyczące występu w… WImbledonie. Na bazie rankingu z 18 maja zamkną się bowiem zgłoszenia do głównej części tego turnieju. A Chwalińska ma realną szansę, by pierwszy raz w karierze wskoczyć od razu, bez kwalifikacji, do drabinki.

    Prawdopodobnie nie da tego jeszcze tytuł w Oksytanii, ale po występie w kolejnym tygodniu, w zawodach ITF W75 w Zagrzebiu, może to stać się już realne.
    Tenisistka wykonująca uderzenie forhendowe podczas meczu na korcie z czerwoną nawierzchnią. Ubrana w czerwoną koszulkę i czarne szorty, skoncentrowana na piłce zbliżającej się do rakiety. Za zawodniczką widoczne ogrodzenie oraz baner reklamowy.

    Maja ChwalińskaANDREA ROSITOAFP

    Na razie reprezentantka Polski cieszy się grą w Saint-Gaudens. W środę jej pierwszą rywalkę była doświadczona Francuzka Amandine Hesse, z którą kiedyś zagrała nawet Iga Świątek. 10 lat temu Hesse była w połowie drugiej setki rankingu, dziś jest 250 pozycji niżej. Choć w zeszłym tygodniu dotarła do półfinału zawodów tej samej rangi w Lopocie.

    Tylko w początkowej fazie tego spotkania Polka trochę się męczyła, po breaku rywalki przegrywała nawet 1:2. Szybko jednak opanowała sytuację, wygrała cztery kolejne gemy. Straciła co prawda jeszcze zapas przełamania w samej końcówce seta, ale Hesse nie potrafiła wyrównać na 5:5. Inna sprawa, że mocno przeszkadzał wiatr, na odkrytym korcie ma to spore znaczenie. Przy setbolu 33-latka z Francji trzy razy podrzucała piłkę i ją łapała. Udało się za czwartym razem, ale w końcu i tak, po długiej wymianie, Chwalińska trafiła w sam narożnik. Po 54 minutach było 6:4.

    Druga partia była już jednostronna, zakończyła się bajglem. Już siódmym na mączce w tym roku w wykonaniu reprezentantki Polski.

    O ćwierćfinał Chwalińska powalczy w czwartek ze Szwedką Lisą Zaar, będzie zdecydowaną faworytką.
    Tenisistka w czerwonym stroju sportowym odbijająca piłkę rakietą podczas dynamicznej wymiany na korcie.

    Maja ChwalińskaTomasz Jastrzebowski/REPORTERReporter

    Zhizhen Zhang – Daniel Altmaier. Skrót meczu.

  • Demolka w meczu “koszmaru” Świątek w Rzymie. 54 minuty i po sprawie

    Demolka w meczu “koszmaru” Świątek w Rzymie. 54 minuty i po sprawie

    W czasie, gdy swoje mecze pierwszej rundy turnieju WTA 1000 w Rzymie rozgrywały Magda Linette i Magdalena Fręch, na korcie w stolicy Włoch zameldowała się też Jelena Ostapenko. W każdym z tych trzech spotkań pierwszy set zakończył się wynikiem 6:0 – równolegle do dramatu, jaki przeżywały Polki, kibice byli świadkami całkowitej dominacji Łotyszki, nazywanej “koszmarem” Igi Świątek ze względu na korzystny bilans spotkań z najlepszą polską tenisistką.

    Jelena OstapenkoTHOMAS KIENZLE / AFPAFP

    Pierwsze mecze turnieju głównego w Rzymie rozegrano we wtorek, następnego dnia do akcji wkroczyły polskie tenisistki. W czasie, gdy Iga Świątek z racji rozstawienia rozpocznie zmagania od drugiej rundy i na kort wybiegnie dopiero w piątek, przed wyzwaniami stanęły Magda Linette i Magdalena Fręch. Pierwsza z nich na korcie numer 14 zmierzyła się z Tatjaną Marią, równolegle, także o godz. 11, na korcie Pietrangeli rozpoczął się mecz Magdaleny Fręch z Alexandrą Ealą. Nasze reprezentantki pierwszego seta w swoich starciach przegrały 0:6.

    Co ciekawe, również w trzecim, rozgrywanym równolegle spotkaniu, padł wynik 6:0 w pierwszej partii. Na prestiżowym Campo Centrale zaprezentowała się Jelena Ostapenko, która o awans zagrała z występującą z dziką kartą przedstawicielką gospodarzy, Lucrezią Stefanini. Ostapenko (36. w rankingu WTA), która wygrała wszystkie dotychczasowe mecze z Igą Świątek i przez to jest nazywana “koszmarem” bądź “zmorą” Polki, nie ma za sobą udanych tygodni. Po tym, jak w Dosze dotarła do półfinału, zaliczyła “zjazd” formy – tylko w Miami udało jej się wygrać dwa mecze, w pozostałych turniejach szybciej żegnała się z rywalizacją. Teraz w Rzymie liczy na przełamanie.

    Stefanini z kolei zajmuje 154. miejsce w światowym zestawieniu, ostatnio 27-latkę oglądaliśmy w turnieju WTA 125 w La Bisbal D’Emporda, gdzie przegrała już w pierwszej rundzie. Wcześniej w Madrycie, Miami i Indian Wells odpadła na etapie kwalifikacji, a gdy już gdzieś notowała lepszy wynik, była to słabiej obsadzona impreza.

    WTA Rzym. Demolka w meczu Jelena Ostapenko – Lucrezia Stefanini

    Włoszka fatalnie rozpoczęła spotkanie z faworytką, w żadnym z gemów pierwszego seta nie nawiązała wyrównanej walki, nie zdołała doprowadzić choćby do równowagi, nie mówiąc już o wypracowaniu break pointów czy szansie na obronę podania. W sumie ugrała zaledwie dziewięć punktów, została zdeklasowana w stosunku 6:0. Ostapenko wprawdzie nie wystrzegała się błędów, ale nawet jeśli zawodził ją pierwszy serwis, sięgała po drugi i tym robiła “różnicę” na korcie.

    Stefanini lepiej weszła w drugiego seta, wprawdzie na otwarcie straciła podanie, ale w drugim gemie wypracowała break pointa. Łotyszka jednak kapitalnie rozegrała dwie kolejne akcje bazując na serwisie, którym wypracowała sobie możliwość wykończenia akcji precyzyjnym forhendem.

    Kolejne dwa gemy również padły łupem faworytki i gdy wydawało się, że ta zaserwuje rywalce klasyczny “rowerek”, czyli wynik 6:0, 6:0, nadeszło przełamanie. Przy stanie 0:4 Stefanini wprawdzie popełniła podwójny błąd, a po chwili dała się zaskoczyć Ostapenko podchodzącej do siatki, ale finalnie po autowym returnie rywalki mogła cieszyć się z pierwszego gema w meczu. Pierwszego i ostatniego zarazem, w kolejnych minutach ugrała zaledwie dwa punkty, przegrała mecz 0:6, 1:6. Ostapenko po spotkaniu trwającym zaledwie 54 minuty zameldowała się w drugiej rundzie, w niej zagra z rozstawioną z “6” Amandą Anisimovą.
    Młoda kobieta z jasnobrązowymi włosami spiętymi w kucyk, ubrana w biały sportowy strój, stoi zwrócona bokiem, patrząc z powagą przed siebie. Tło jest rozmyte, podkreślając główną postać.

    Jelena OstapenkoPatrick HAMILTONAFP
    Zawodniczka tenisowa w niebieskim stroju gestykuluje i wyraża silne emocje, trzymając rakietę tenisową podczas meczu.

    Jelena Ostapenko, Australian Open 2026PAUL CROCKAFP
    Tenisistka w czarnej koszulce i czapce z daszkiem, z wyrazem emocji na twarzy, na tle fioletowego kortu z dużym napisem 1000 w tle.

    Jelena OstapenkoNoushad ThekkayilAFP

    Przygotowania PSG przed rewanżowym starciem w Lidze Mistrzów.

  • Nowy ruch prezydenta w sprawie kryptowalut. Skierował projekt do Sejmu

    Nowy ruch prezydenta w sprawie kryptowalut. Skierował projekt do Sejmu

    Nowy ruch prezydenta w sprawie kryptowalut. Projekt trafił do Sejmu

    W polskiej polityce gospodarczej doszło do kolejnego zwrotu akcji. Prezydent Karol Nawrocki zdecydował się skierować do Sejmu własny projekt ustawy dotyczącej rynku kryptowalut. To wydarzenie wpisuje się w trwający od miesięcy spór między Pałacem Prezydenckim a rządem w sprawie regulacji tego dynamicznie rozwijającego się sektora finansowego.

    Spór o regulację rynku kryptowalut

    Rynek kryptowalut w Polsce od dłuższego czasu pozostaje w centrum debaty publicznej. Rząd kierowany przez Donald Tusk już kilkukrotnie próbował wprowadzić przepisy regulujące ten obszar, jednak wcześniejsze projekty ustaw zostały zawetowane przez prezydenta.

    Głównym powodem sprzeciwu były obawy o nadmierne regulacje oraz potencjalne ograniczenia dla przedsiębiorców działających na rynku kryptoaktywów. Prezydent wskazywał, że proponowane rozwiązania mogą tworzyć zbyt duże bariery administracyjne oraz ingerować w swobodę działalności gospodarczej.

    Jednocześnie rząd podkreślał konieczność szybkiego wprowadzenia przepisów, zwłaszcza w kontekście obowiązujących regulacji unijnych, takich jak rozporządzenie MiCA (Markets in Crypto-Assets). Brak implementacji tych przepisów może skutkować sankcjami dla Polski.

    Nowa inicjatywa prezydenta

    W odpowiedzi na impas legislacyjny prezydent postanowił przedstawić własny projekt ustawy. Jak poinformował szef Kancelarii Prezydenta, dokument został już oficjalnie przekazany do Sejmu.

    Nowy projekt ma charakter kompromisowy i – według przedstawicieli prezydenta – w dużej mierze opiera się na wcześniejszych propozycjach rządowych.

    Celem tej inicjatywy jest przełamanie politycznego impasu i stworzenie podstaw prawnych dla funkcjonowania rynku kryptowalut w Polsce.

    Trzy filary projektu

    Prezydencki projekt ustawy opiera się na trzech głównych założeniach:

    1. Ochrona konsumentów i inwestorów – wzmocnienie bezpieczeństwa osób inwestujących w kryptowaluty, szczególnie w kontekście rosnącej liczby oszustw finansowych.

    2. Skuteczny nadzór państwa – zapewnienie realnej kontroli nad rynkiem przez instytucje państwowe.

    3. Poszanowanie praw przedsiębiorców – ochrona działalności firm działających w sektorze kryptoaktywów oraz unikanie nadmiernych ograniczeń.

    Według przedstawicieli Pałacu Prezydenckiego, projekt ma być „rozsądny” i zgodny z konstytucją, a jednocześnie odpowiadać na potrzeby rynku.

    Konflikt polityczny trwa

    Pomimo deklaracji o chęci kompromisu, napięcia między rządem a prezydentem nie ustają. Przedstawiciele rządu wskazują, że brak regulacji może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa finansowego państwa oraz obywateli.

    Z kolei krytycy działań prezydenta zarzucają mu blokowanie reform i opóźnianie wdrożenia unijnych regulacji. Minister spraw zagranicznych publicznie skrytykował decyzje prezydenta, podkreślając, że opór wobec ustawy utrudnia uporządkowanie rynku kryptowalut.

    Dwa projekty – jedna ustawa?

    Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że równolegle procedowane są dwa projekty ustaw – rządowy i prezydencki. Oba mają na celu wdrożenie unijnych regulacji, ale różnią się szczegółowymi rozwiązaniami dotyczącymi nadzoru oraz obowiązków informacyjnych.

    Może to prowadzić do dalszych sporów w parlamencie, ale jednocześnie stwarza szansę na wypracowanie ostatecznego kompromisu.

    Co zmieni nowa ustawa?

    Jeśli projekt zostanie przyjęty, może znacząco zmienić funkcjonowanie rynku kryptowalut w Polsce. Wśród potencjalnych zmian wymienia się:

    większą kontrolę nad działalnością platform kryptowalutowych,

    możliwość nakładania sankcji na nieuczciwe podmioty,

    zwiększenie przejrzystości rynku,

    lepszą ochronę inwestorów indywidualnych.

    Dla użytkowników kryptowalut oznacza to większe bezpieczeństwo, ale również możliwe dodatkowe obowiązki i ograniczenia.

    Wpływ na gospodarkę i inwestorów

    Regulacja rynku kryptowalut ma kluczowe znaczenie dla przyszłości sektora finansowego w Polsce. Kryptowaluty stają się coraz bardziej popularne, a ich rola w gospodarce rośnie.

    Z jednej strony odpowiednie przepisy mogą przyciągnąć inwestorów i zwiększyć zaufanie do rynku. Z drugiej – zbyt restrykcyjne regulacje mogą ograniczyć innowacyjność i zniechęcić przedsiębiorców.

    Dlatego tak istotne jest znalezienie równowagi między bezpieczeństwem a swobodą działalności gospodarczej.

    Co dalej?

    Projekt prezydencki trafił już do Sejmu, gdzie rozpocznie się jego procedowanie. W najbliższych tygodniach można spodziewać się intensywnych debat oraz prób wypracowania wspólnego stanowiska między rządem a prezydentem.

    Czas odgrywa tu kluczową rolę – Polska musi dostosować swoje przepisy do wymogów Unii Europejskiej, aby uniknąć potencjalnych sankcji.

    Podsumowanie

    Nowy ruch prezydenta w sprawie kryptowalut to kolejny etap polityczno-gospodarcznego sporu o przyszłość tego rynku w Polsce. Skierowanie projektu do Sejmu może być szansą na przełamanie impasu, ale równie dobrze może doprowadzić do dalszych napięć.

    Jedno jest pewne – regulacja kryptowalut w Polsce jest nieunikniona. Pytanie brzmi nie „czy”, lecz „w jaki sposób” zostanie ona wprowadzona i jakie konsekwencje przyniesie dla inwestorów, przedsiębiorców oraz całej gospodarki.

  • Podwójny triumf Igi Świątek. To była perfekcja. Polka sama ogłasza

    Podwójny triumf Igi Świątek. To była perfekcja. Polka sama ogłasza

    Rzym to miejsce na tenisowej mapie touru WTA, które ma szczególne znaczenie dla wielu zawodniczek. Nie inaczej jest w przypadku Igi Świątek. Polka już trzykrotnie opuszczała stolicę Italii z trofeum w rękach, a przed starciem kolejnej edycji imprezy rangi 1000 została zapytana o swój ulubiony finał. W odpowiedzi wspomniała o chwili, w której mogła świętować w Rzymie podwójny triumf, połączony z sukcesem w Madrycie. Jak sama ogłosiła, cały turniej był dla niej wówczas po prostu perfekcyjny.
    Iga Świątek w białej czapce obejmuje dwie osoby po wygranej, w tle widoczna publiczność.

    Iga Świątek ciesząca się z wygranejAndrzej Iwańczuk/Nur PhotoAFP

    Iga Świątek szykuje się do swojego premierowego meczu na turnieju WTA 1000 w Rzymie, w którym jej rywalką będzie występująca pod australijską flagą Rosjanka Daria Kasatkina lub reprezentantka Stanów Zjednoczonych Caty McNally.

    Już na samym starcie imprezy polska tenisistka zagwarantowała, że w stolicy Italii czuje się wyśmienicie, a jej stolica ma dla byłej liderki światowego rankingu szczególne znaczenie.

    – Cieszę się, że wróciłam. Uwielbiam tu być. To dla mnie najbardziej ekscytujące imprezy, także pod względem spędzania czasu poza kortem. Po prostu cieszę się życiem – przyznała Iga Świątek podczas konferencji prasowej.

    To wcale nie był jednak koniec jej aktywności medialnej.

    WTA 1000 Rzym. Iga Świątek wspomina podwójny triumf. “Turniej idealny”

    W sieci pojawił się także wywiad z naszą tenisistką opublikowany na kanale “TennisLegends”. Podczas rozmowy przypomniano, że Iga Świątek triumfowała na kortach w Rzymie już trzykrotnie. Przy okazji 24-latka została zapytana o to, czy któryś z finałów miał dla niej szczególne znaczenie. A w odpowiedzi Raszynianka zabrała swoich kibiców w “podróż w czasie”.

    – Cóż. Były dwa takie finały, które znaczyły dla mnie więcej. Gdy wygrałam w 2021 roku był to mój pierwszy triumf w turnieju WTA rangi 1000. To było dla mnie potwierdzenie, że mogę wygrywać duże imprezy po Rolandzie Garrosie. Naprawdę stanowiło to dla mnie skok pozytywnej motywacji – rozpoczęła swój wywód Iga Świątek, wspominając swój triumf nad Karoliną Plískovą. Nasza zawodniczka bezwzględnie rozbiła wówczas reprezentantkę Czech, zwyciężając 6:0, 6:0.

    Jako drugi Iga Świątek podała finał z 2024 roku, którym zwieńczyła swój “podwójny triumf”, obejmujący również rywalizację w stolicy Hiszpanii.

    – Potem w 2024 roku, gdy wygrałam w Madrycie i Rzymie, powiedziałam sobie: “Wow”. Wygranie tych dwóch turniejów nie jest łatwe. Oba rozgrywane są w różnych warunkach. A ja zrobiłam to z tak dużą pewnością siebie, że było to po prostu kapitalnym doświadczeniem. 2024 rok był tym, w którym najbardziej cieszyłam się Rzymem. Także poza kortem. Szczerze mówiąc, opisałabym to jako perfekcyjny turniej. I wyjazd na Rolanda Garrosa po tamtych dwóch imprezach także był czymś szczególnym – przyznała Iga Świątek.
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem wyraża silne emocje, szeroko otwierając usta i zaciskając szczękę podczas meczu.

    Iga ŚwiątekAaron FavilaEast News
    Tenisistka w stroju sportowym z rakietą w ręku podczas meczu na korcie, z wyrazem emocji na twarzy, w tle rozmyte elementy hali z widocznym fragmentem napisu.

    Iga ŚwiątekAFP
    Kobieta siedząca przy stole podczas konferencji prasowej, trzymająca mikrofon, w tle logo WTA Tour oraz BNP Paribas, sportowe ubranie

    Iga ŚwiątekAFP

    Ekspert uderza w sztab Świątek. “Nie może być tak, że rady dają osoby, które nie powinny”.