• Sabalenka ujawniła skrywany od lat sekret. Lawina komentarzy

    Sabalenka ujawniła skrywany od lat sekret. Lawina komentarzy

    Aryna Sabalenka aktywnie działa w mediach społecznościowych, gdzie dzieli się nowinkami z życia prywatnego i zawodowego. Są jednak rzeczy, którymi Białorusinka nie chwali się całemu światu. Przy okazji pobytu we Włoszech i turnieju Internazionali BNL d’Italia 28-latka postanowiła wyjawić jeden ze swoich “sekretów”.

    Aryna Sabalenka od kilku już lat należy do ścisłej czołówki światowego rankingu kobiecego tenisa, a po raz pierwszy liderką tego zestawienia została we wrześniu 2023 roku. Wówczas jednak szybko musiała oddać miejsce na fotelu liderki Idze Świątek. W październiku 2024 Białorusinka ponownie wróciła na szczyt, a pierwszą rakietą świata pozostaje do tej pory.

    Jako główna promotorka kobiecego tenisa Aryna Sabalenka czuje się jak ryba w wodzie. Białorusinka chętnie pojawia się na różnego rodzaju eventach, trafia na okładki światowych magazynów modowych i nawiązuje współprace z wieloma znanymi markami, dzięki czemu coraz więcej osób zaczyna interesować się uprawianą przez nią dyscypliną.

    Aryna Sabalenka pokazała, co nosi w torebce. Ogromne zaskoczenie
    Przy okazji turnieju Internazionali BNL d’Italia Aryna Sabalenka zdecydowała się na kolejny ważny krok, aby wypromować kobiecy tenis. Niegdyś Białorusinka pojawiła się na okładkach Vogue Arabia i Vogue Australia, a teraz nawiązała współpracę z Vogue Italy. Tym razem nie wzięła jednak udziału w okładkowej sesji, a… nagrała dość ciekawe wideo, które w środę obiegło media społecznościowe. Tenisistka postanowiła bowiem uchylić rąbka tajemnicy na temat, który z pewnością zainteresuje wielu kibiców i zdradziła… co znaleźć można w jej torebce.

    W pierwszej kolejności 28-latka sięgnęła po… psie przysmaki. “Odkąd podróżuję z psem, noszę przy sobie mnóstwo smakołyków dla psów. Ma na imię Ash, ma pięć miesięcy i za każdym razem, gdy zrobi coś dobrze, nagradzam go przysmakami, żeby to pamiętał. Noszę też mokre chusteczki, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy” – przyznała z rozbawieniem.

    W torebce liderki światowego rankingu kobiecego tenisa znaleźć można także produkty do makijażu. Jak przyznała, w chwilach wolnych od meczów i treningów uwielbia ona wychodzić na miasto i nosić make-up, patrzeć na siebie w lustrze i czuć się piękna. “Mam uczucie, że na korcie podczas meczów nie czuję się do końca piękna. Nie przeszkadza mi to, bo jestem tam, aby rywalizować, a nie, by dobrze wyglądać. Ale kiedy jestem poza kortem, lubię nosić makijaż, bo sprawia, że czuję się lepiej, jestem bardziej pewna siebie” – oznajmiła.

    Aryna Sabalenka zawsze nosi przy sobie także… aparat cyfrowy. Pozwala on jej na uwiecznianie ważnych momentów, w tym m.in. zdjęć ze swoim teamem, partnerem oraz pupilem. Jest jednak jedna rzecz, której Białorusinka nie lubi fotografować. “Jedzenia. Tak daleko się jeszcze nie posunęłam” – stwierdziła.

    Aryna Sabalenka dość sensacyjne odpadła z turnieju w Rzymie już na etapie 1/16 finału, przegrywając z Soraną Cirsteą 6:2, 3:6, 5:7. O końcowe trofeum wciąż walczy jeszcze Iga Świątek, która w środę pokonała Jessicę Pegulę i awansowała do półfinału.

  • Odliczanie do starcia Gauff – Cirstea, a tu walkower. Oficjalnie: choroba

    Odliczanie do starcia Gauff – Cirstea, a tu walkower. Oficjalnie: choroba

    Tegoroczny turniej Internazionali d’Italia wkracza w decydującą fazę. W środę na kortach Foro Italico mają zostać dokończone ćwierćfinały kobiecego singla, a jednym z najważniejszych wydarzeń dnia będzie starcie Igi Świątek z Jessicą Pegulą. Awans do półfinału zapewniły sobie już wcześniej Coco Gauff oraz Sorana Cirstea, której znakomita postawa w Rzymie wzbudza ogromne zainteresowanie. Szczególnie że doświadczona Rumunka wcześniej wyeliminowała Arynę Sabalenkę.

    36-letnia Cirstea przeżywa we włoskiej stolicy wyjątkowe chwile. Rumunka już wcześniej ogłosiła, że obecny sezon będzie jej ostatnim w zawodowej karierze, dlatego jej świetny występ w Rzymie ma dodatkowy wymiar. Pierwszy mecz w zawodowym tourze rozegrała jeszcze jako 14-latka, a teraz — po ponad dwóch dekadach rywalizacji — znów jest blisko życiowych osiągnięć. Dzięki awansowi do półfinału zapewniła sobie co najmniej 21. miejsce w rankingu WTA, wyrównując najlepszy wynik w karierze sprzed 13 lat.

    Jeśli jednak sięgnęłaby po końcowy triumf w Rzymie, mogłaby awansować nawet na 15. pozycję światowego rankingu, co zagwarantowałoby jej bardzo korzystne rozstawienie przed Roland Garros.

    Cirstea miejsce w półfinale wywalczyła we wtorek, pokonując Jelenę Ostapenko. W walce o finał ma zmierzyć się z Coco Gauff. Tymczasem jeszcze przed tym spotkaniem z Rzymu napłynęły niepokojące informacje dotyczące zdrowia Rumunki.

    Środa miała być dla niej wyjątkowo intensywnym dniem. Organizatorzy zaplanowali bowiem nie tylko ćwierćfinały singla, ale również dalszą część rywalizacji deblowej. W harmonogramie znalazły się m.in. mecze Coco Gauff, Mirry Andriejewej czy Jessiki Peguli. Na kort miała wyjść także para Sorana Cirstea/Jaqueline Cristian, która miała walczyć o awans do ćwierćfinału debla przeciwko rozstawionym z numerem drugim Katerinie Siniakovej i Taylor Townsend.

    Ostatecznie tego spotkania zabrakło jednak w oficjalnym planie gier. Jak wynika z turniejowej drabinki opublikowanej przez WTA, Cirstea wycofała się z rywalizacji deblowej z powodu choroby.

    Na razie nic nie wskazuje jednak na poważniejsze problemy zdrowotne. Wszystko sugeruje, że Rumunka postanowiła przede wszystkim oszczędzać siły przed niezwykle wymagającym półfinałem z Gauff. W Rzymie rozegrała już pięć spotkań singlowych i jedno deblowe, dlatego regeneracja może okazać się kluczowa.

    Sama Gauff również nie będzie miała chwili wytchnienia. Amerykanka ma pojawić się na korcie deblowym po godz. 14 na Supertennis Arena. Włoski turniej rozgrywa w parze z Caty McNally — tenisistką, którą Iga Świątek po bardzo trudnym meczu pokonała wcześniej w pierwszej rundzie singla.

  • Iga Świątek ujawniła, co usłyszała od Nadala. “Wprowadziłam to”

    Obserwując Igę Świątek podczas tegorocznego turnieju na kortach Foro Italico, trudno oprzeć się wrażeniu, że w jej grze coraz mocniej widoczne są inspiracje stylem Rafaela Nadala. Po efektownym zwycięstwie nad Jessicą Pegulą właśnie o wpływ legendarnego Hiszpana została zapytana podczas konferencji prasowej.

    Polka rozegrała jeden z najlepszych meczów w tym sezonie, pokonując Amerykankę 6:1, 6:2 i awansując do półfinału turnieju WTA 1000 w Rzymie. To jej pierwszy półfinał imprezy singlowej od września ubiegłego roku, a jednocześnie pierwsze od miesięcy zwycięstwo nad zawodniczką z czołowej dziesiątki rankingu WTA. Pegula zajmuje obecnie piąte miejsce na świecie, jednak w starciu ze Świątek była praktycznie bezradna.

    Po spotkaniu Iga pojawiła się na konferencji prasowej, gdzie wiele pytań dotyczyło jej rosnącej formy oraz współpracy z nowym trenerem Francisco Roigiem. To właśnie były wieloletni współpracownik Rafaela Nadala od kilku tygodni odpowiada za przygotowanie Polki. Ich wspólna praca rozpoczęła się na Majorce w Akademii Nadala, a sam Hiszpan aktywnie uczestniczył w pierwszych treningach.

    Świątek została zapytana, czy wskazówki otrzymane od „Rafy” udało jej się już wykorzystać podczas meczów. Odpowiedziała bez wahania.

    – Tak, zdecydowanie. Wszystko, co mówił Rafael, było bardzo spójne z tym, co Francis powtarza mi każdego dnia. Pracujemy już jakiś czas i te elementy zaczynają przychodzić bardziej naturalnie. Dzięki temu łatwiej podejmuję decyzje na korcie. W ostatnich meczach realizowałam praktycznie wszystko, czego oczekiwał ode mnie trener – zarówno taktycznie, jak i technicznie. Mam też większy automatyzm w grze. W poprzednich miesiącach za dużo analizowałam podczas spotkań, za dużo myślałam. Teraz czuję większą pewność – tłumaczyła Polka.

    Współpraca z Roigiem wzbudziła spore zainteresowanie w tenisowym środowisku. Hiszpan przez niemal dwie dekady był jednym z najważniejszych ludzi w sztabie Nadala i współtworzył jego sukcesy na kortach ziemnych. Co ciekawe, według zagranicznych mediów Nadal osobiście angażował się w treningi Świątek bardziej niż wcześniej w przypadku innych zawodniczek, które pracowały z Roigiem.

    Sam mecz z Pegulą pokazał, jak wyraźnie zmienia się tenis Polki. Jej gra była pełna cierpliwości, rotacji i taktycznej dyscypliny – cech charakterystycznych dla stylu Nadala. Świątek imponowała przede wszystkim topspinem, który na wolnej mączce sprawiał Amerykance ogromne problemy.

    Polka zwróciła uwagę, że nawierzchnia odegrała w tym meczu kluczową rolę.

    – Każda nawierzchnia podkreśla inne atuty. Ostatnio grałyśmy głównie na szybkich kortach i tam Jessice było łatwiej. Tym razem sytuacja była odwrotna. Jej tenis opiera się na bardzo płaskich uderzeniach, a ja bazuję na rotacji. Na mączce mogłam lepiej wykorzystać swoje mocne strony – wyjaśniła Świątek.

    Różnica stylów była widoczna niemal w każdej wymianie. Pegula, która świetnie radzi sobie na kortach twardych dzięki szybkim, płaskim uderzeniom, w Rzymie nie była w stanie przejąć inicjatywy. Wolniejsza nawierzchnia odbierała jej zagranom dynamikę, a wysoko odbijające piłki po topspinach Świątek zmuszały ją do niewygodnych uderzeń ponad linią barków.

    Właśnie ten element szczególnie przypomina dziś tenis Nadala. Hiszpan przez lata dominował na mączce dzięki ogromnej rotacji i cierpliwemu budowaniu akcji. Teraz podobne schematy coraz częściej można dostrzec u Świątek. Roig wniósł do jej gry więcej spokoju i konsekwencji, a efekty tej pracy są coraz bardziej widoczne. Polka lepiej serwuje, odważniej gra po drugim podaniu i znacznie pewniej porusza się po korcie.

    Dla Peguli półfinał w Rzymie okazał się bolesnym zderzeniem z realiami gry na ziemi. Amerykanka próbowała skracać wymiany i zmieniać rytm, ale Świątek kontrolowała wydarzenia praktycznie od pierwszej do ostatniej piłki. Nawet zwykle spokojna Pegula momentami wyglądała na wyraźnie sfrustrowaną.

    Teraz przed Polką kolejne wyzwanie. W półfinale zmierzy się z Jeleną Rybakiną lub Eliną Switoliną. Obie rywalki sprawiały jej w ostatnich miesiącach problemy, ale forma prezentowana obecnie przez Świątek daje kibicom powody do optymizmu. W Rzymie wygląda na zawodniczkę, która odzyskuje swój najlepszy tenis – a wraz z nim pewność siebie, której brakowało jej jeszcze kilka tygodni temu.

  • Świątek ujawniła, co było jej problemem w ostatnich miesiącach. Jasny przekaz z Włoch

    Świątek ujawniła, co było jej problemem w ostatnich miesiącach. Jasny przekaz z Włoch

    Iga Świątek zdaje się wychodzić na prostą, jeśli chodzi o jej tenis. Polka w Rzymie prezentuje taką formę, do jakiej przyzwyczaiła nas w jej najlepszych czasach. To zapewniło już Raszyniance awans do półfinału. Na konferencji prasowej po meczu z Jessiką Pegulą zdradziła, co było jej problemem w ostatnich miesiącach.
    Iga Świątek

    Iga Świątek po meczu z Jessiką PeguląRobert PrangeGetty Images

    Iga Świątek ten sezon zaczynała pod wodzą Wima Fissette’a. To Belg przeprowadził Polkę przez cały okres przygotowawczy, to on odpowiadał za wszystko, co wydarzyło się do kwietnia. Fissette skończył współpracę ze Świątek pod koniec marca. Cierpliwość Polki skończyła się po imprezie w Miami.

    Świątek zdecydowała, że jej czas u boku Fissette’a dobiegł końca po niespełna osiemnastu miesiącach. Po zwolnieniu Belga ruszyła na poszukiwania nowego szkoleniowca. Szybko pojawił się wyraźny faworyt – Francisco Roig. Ostatecznie Hiszpan został ogłoszony nowym trenerem Igi na początku kwietnia.

    Tego brakowało Świątek. Iga przekazała, co było jej problemem

    Efekty tej współpracy widać już podczas turnieju WTA 1000 w Rzymie. Świątek pierwszy raz w tym sezonie przebrnęła przez ćwierćfinał, zapewniając sobie awans do najlepszej czwórki imprezy. Dokonała tego, pokonując w imponującym stylu Jessikę Pegulę 6:1, 6:2 na Campo Centrale.

    Po meczu Iga pojawiła się na konferencji prasowej. Najpierw odbyła się część angielskojęzyczna, o której więcej [TUTAJ]. Później Polka poświęciła kilka minut dziennikarzom, którzy przylecieli znad Wisły. Pytanie zadał Mateusz Stańczyk z Interia Sport, który dopytywał o wykorzystanie forehandu.

    – Zawsze chcę wykorzystywać te większe rotacje, bo to jest coś, co zawsze robiłam bardzo dobrze, trochę lepiej niż inne dziewczyny. Mogę to wykorzystywać jako taki extra atut. Na pewno te korty też sprzyjają temu, aby tego używać. Jak trenowaliśmy na Majorce, to była nieodłączna część treningów – oceniła Iga.

    Polka zdradziła także, co było jej największym problemem w ostatnich miesiącach. – W ostatnich meczach grało mi się tak dobrze, że zrealizowałam wszystko. Cieszę się, że mam więcej automatyzmów, bo w ostatnich miesiącach za dużo myślałam na korcie. Nie byłam pewna tych swoich decyzji – podsumowała Świątek, która już czeka na półfinał.
    Zawodniczka tenisowa w czapce z daszkiem, z mocno zaciśniętą pięścią i wyrazem determinacji na twarzy, w geście triumfu po wygranym punkcie podczas meczu.

    Tak cieszyła się Iga Świątek po awansie do półfinału. Zanim wyłoniono jej rywalkę, podano godzinę meczuFILIPPO MONTEFORTEAFP
    Tenisistka w czapce triumfalnie zaciska pięść i głośno wyraża emocje podczas meczu na korcie ziemnym, trzymając rakietę w lewej dłoni.

    Iga Świątek jest mocno komplementowana przez Dawida CeltaETTORE FERRARIPAP/EPA
    tenisistka w białym stroju i fioletowej czapce skupiona na odbiciu żółtej piłki tenisowej przy użyciu rakiety, dynamiczna akcja na tle rozmytej publiczności

    Iga Świątek wraca do “ustawień fabrycznych”. Nowy trener Francisco Roig już ma kłopoty.ZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

    Roman Kołtoń: Życzę Piotrowi Zielińskiemu kolejnego trofeum.

  • Świątek ujawniła, co było jej problemem w ostatnich miesiącach. Jasny przekaz z Włoch

    Świątek ujawniła, co było jej problemem w ostatnich miesiącach. Jasny przekaz z Włoch

    Iga Świątek coraz wyraźniej wraca do poziomu, do którego przyzwyczaiła kibiców w swoich najlepszych momentach kariery. Podczas turnieju WTA 1000 w Rzymie Polka prezentuje tenis pełen pewności siebie, spokoju i agresji, co pozwoliło jej zameldować się już w półfinale imprezy. Po efektownym zwycięstwie nad Jessicą Pegulą raszynianka zdradziła, z czym zmagała się w ostatnich miesiącach i co najbardziej przeszkadzało jej na korcie.

    Sezon Świątek rozpoczęła jeszcze we współpracy z Wimem Fissette’em. Belg odpowiadał za przygotowania Polki do rozgrywek oraz prowadził ją aż do końca marcowych turniejów. Po zawodach w Miami doszło jednak do rozstania. Iga uznała, że potrzebuje zmian i zakończyła współpracę z trenerem po niespełna półtora roku.

    Niedługo później rozpoczęły się poszukiwania nowego szkoleniowca. Bardzo szybko na czoło kandydatów wysunął się Francisco Roig i to właśnie Hiszpan został oficjalnie ogłoszony trenerem Świątek na początku kwietnia.

    Już teraz widać pierwsze efekty tej współpracy. W Rzymie Polka po raz pierwszy w tym sezonie awansowała do półfinału turnieju, a w ćwierćfinale nie dała większych szans Jessice Peguli, wygrywając 6:1, 6:2 na głównym korcie Campo Centrale.

    Po spotkaniu liderka polskiego tenisa pojawiła się na konferencji prasowej. W rozmowie z dziennikarzami została zapytana między innymi o swój forehand i charakterystyczną rotację, która znów stała się jedną z jej największych broni.

    — Zawsze chcę wykorzystywać większą rotację, bo to coś, co od dawna robiłam bardzo dobrze, może nawet lepiej niż wiele innych zawodniczek. To mój dodatkowy atut. Te korty również bardzo temu sprzyjają. Podczas treningów na Majorce był to jeden z najważniejszych elementów pracy — przyznała Świątek.

    Najciekawsze słowa padły jednak wtedy, gdy Polka odniosła się do swojej dyspozycji mentalnej z ostatnich miesięcy. Świątek otwarcie przyznała, że na korcie brakowało jej automatyzmu i pewności w podejmowaniu decyzji.

    — W ostatnich meczach wszystko funkcjonowało bardzo dobrze i realizowałam założenia bez większego zastanawiania się. Cieszę się, że wracają automatyzmy, bo wcześniej za dużo analizowałam podczas gry. Nie byłam pewna swoich decyzji — podsumowała tenisistka.

    Forma prezentowana przez Świątek w stolicy Włoch może być bardzo dobrym sygnałem przed kolejnymi tygodniami sezonu i zbliżającym się Rolandem Garrosem. Polka wygląda na zawodniczkę, która odzyskuje swobodę oraz pewność siebie, a to w jej przypadku często oznacza powrót do dominacji na korcie.

  • Świątek już w półfinale w Rzymie. Fala śmiechu po meczu. Polka zdradziła tajemnicę

    Świątek już w półfinale w Rzymie. Fala śmiechu po meczu. Polka zdradziła tajemnicę

    Iga Świątek przełamała granicę ćwierćfinału. Polka pierwszy raz w tym sezonie zapewniła sobie awans do półfinału podczas turnieju WTA 1000 w Rzymie. W meczu 1/4 rozbiła Jessikę Pegulę 6:1, 6:2. Po spotkaniu pojawiła się na konferencji prasowej. Opowiedziała o tenisie, ale to nie wszystko. Iga zdradziła,
    Iga Świątek na Campo Centrale w Rzymie

    Iga Świątek na Campo Centrale w RzymieALESSANDRO DI MEO PAP

    Iga Świątek w tym sezonie jak na razie daleka była od swojej najwyższej dyspozycji. Oczywiście nadzieje na powrót do tej formy pojawiły się wraz z rozpoczęciem kwietnia, gdy tenis przenosi się na nawierzchnię ziemną. Świątek nie bez przyczyny w ostatnich latach zyskała miano “królowej mączki”.

    Dodatkowo przed tym czasem Iga zmieniła trenera. Wima Fissette’a zastąpił Francisco Roig. Hiszpan przez lata pracował z Rafaelem Nadalem, nie trzeba więc mówić, na jakiej nawierzchni legendarny Rafa dominował. Oczekiwania przed startem rywalizacji na “mączce” były spore.

    Świątek triumfuje. Praca na treningach daje efekty

    Pierwsze dwa turnieje nie poszły jednak Idze dobrze. W Stuttgarcie przegrała w ćwierćfinale, a w Madrycie w trzeciej rundzie. Do Rzymu przyjechała bez pewności w grze. Ta przychodzi z meczu na mecz i najlepszym dowodem takiego stanu rzeczy jest triumf w ćwierćfinale.

    Polka wygrała 6:1, 6:2 z Jessiką Pegulą i zagra w pierwszym półfinale w tym sezonie. – Zdecydowanie jestem bardzo zadowolona z meczu. Od początku czułam, że mogę dyktować warunki. Taktycznie wszystko też miało sens. Czułam piłkę naprawdę dobrze. Po prostu wykorzystałam swoją szansę i byłam całkiem pewna siebie – rozpoczęła na konferencji prasowej po spotkaniu.

    Na treningach, które oglądaliśmy w Madrycie, a teraz obserwujemy w Rzymie Iga razem z trenerem Francisco Roigem dużą część czasu poświęca dwóm elementom – forhendowi i serwisowi.

    Powiedziałabym, że gram trochę inaczej. Bardziej podobnie do tego, jak grałam kilka lat temu, bardziej jak zawodniczka na kortach ziemnych. Myślę, że wszystkie rzeczy, które ćwiczyliśmy, naprawdę zaskoczyły podczas ostatnich kilku meczów. Tak, czułam, że mogę dodać forhendowi dużo rotacji i mocy. Trajektoria była naprawdę fajna. Po prostu ją wykorzystałam – oceniła.

    – Szczerze mówiąc, na kortach ziemnych presja na serwis nie jest tak duża, bo niełatwo zdobyć punkty za darmo. Wiem, że mam naprawdę świetną grę z głębi kortu, więc nawet jeśli mój serwis będzie raczej normalny i niewiele wniesie, to i tak to ode mnie zależy, co zrobię z punktem. Nie sądzę, żeby to było aż tak ważne. Ale na pewno, tak, uplasowanie jest tutaj ważniejsze niż prędkość, ponieważ piłka i tak odbije się dość wysoko, nawet jeśli serwujesz z prędkością 180 km/h otwieram sobie kort serwisem – dodała w kwestii serwisu.

    Na konferencji pojawił się także temat, który nieco rozbawił zgromadzonych dziennikarzy. Igę zapytano bowiem, czy wzorem innych tenisistek korzysta z Chatu GPT do analizy meczów. – Używam Chatu GPT do innych rzeczy, ale nie do tego. Czasami pisze dla mnie maile – odpowiedziała Polka, a to doprowadziło do śmiechu całą salę.

    W kolejnym meczu Świątek zagra z Jeleną Rybakiną lub Eliną Switoliną. – Teraz cieszę się, że rozegrałam kilka meczów. Mam nadzieję, że zagram tu jeszcze dwa – podsumowała nasza gwiazda angielskojęzyczną część konferencji.
    Tenisistka w czapce z daszkiem i sportowym stroju energicznie zaciska pięść i krzyczy, wyrażając silne emocje podczas meczu.

    Tak grającej Igi Świątek nie widział od dwóch lat. Wróciły “ustawienia fabryczne”.FILIPPO MONTEFORTEAFP
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem zaciska pięść w geście triumfu, wyrażając silne emocje podczas meczu.

    Iga Świątek po meczu z Jessicą Pegulą w RzymieFilippo MONTEFORTE / AFP AFP
    Tenisistka w błękitnym stroju skupiona na nadlatującej piłce podczas meczu, z białą czapką na głowie.

    Jessica Pegula na Campo CentraleFILIPPO MONTEFORTEAFP

    Paulina Czarnota-Bojarska podsumowuje 32. kolejkę PKO BP Ekstraklasy. WIDEOPaulina Czarnota BojarskaINTERIA.TV

  • Imponujący triumf Świątek w Rzymie, ale co stało się potem. Jest oficjalny komunikat WTA

    Imponujący triumf Świątek w Rzymie, ale co stało się potem. Jest oficjalny komunikat WTA

    Iga Świątek w ćwierćfinale turnieju WTA 1000 w Rzymie pokonała, a właściwie rozbiła, Jessikę Pegulę. Amerykanka na przestrzeni nieco ponad godziny zdołała ugrać tylko trzy gemy. Taki stan rzeczy sprawia, że Iga zagra w półfinale. Po meczu błyskawicznie pojawił się odpowiedni komunikat w mediach społecznościowych WTA.
    Iga Świątek i Jessika Pegula

    Iga Świątek i Jessika PegulaClive BrunskillGetty Images

    Iga Świątek do Rzymu na turniej WTA 1000 przyleciała bez pewności w swojej grze. Polce nie udało się zbudować podczas wcześniejszej imprezy w Madrycie. Z tej bowiem odpadła już po drugim spotkaniu. Wówczas przegrała nie tylko ze swoją rywalką, ale także stanem zdrowia.

    Polka na każdym kroku powtarza, że potrzebuje grać, ile się tylko da, aby budować pewność siebie, która w jej najlepszych czasach była niesamowitym atutem. Wydaje się, że to, co dzieje się w stolicy Włoch pozwala wierzyć w odbudowę. Wejście w turniej Iga miała dość skomplikowane.

    Świątek znów zachwyca. Napisali to o Polce

    Świątek walczyła bowiem z Catherine McNally na przestrzeni trzech setów. Od tego momentu kolejne rywalki odprawia z kwitkiem do domu w imponującym stylu. Przekonały się o tym Elisabetta Cociaretto, Naomi Osaka, a dziś także Jessika Pegula. Amerykanka mierzyła się z Igą w ćwierćfinale.

    Polka nie tyle nie dała rywalce szans, co zwyczajnie zmiotła ją z kortu. Iga oddała ledwie trzy gemy i zagra w półfinale. Wynik nie mógł umknąć uwadze WTA. “Pełny gaz, zero przerw. Iga Świątek pędzi do mety po pokonaniu w dwóch setach Peguli 6:1, 6:2” – czytamy w komunikacie na Twitterze.

    Jeszcze bardziej dosadnie występ naszej gwiazdy określili organizatorzy turnieju w Rzymie. “To, co wydarzyło się w Stuttgarcie, wydarzyło się. To, co wydarzyło się w Madrycie, wydarzyło się. Ale jesteśmy w Rzymie. Ponowne wprowadzenie: Królowa Mączki” – czytamy.
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem zaciska pięść w geście triumfu, wyrażając silne emocje podczas meczu.

    Iga Świątek po meczu z Jessicą Pegulą w RzymieFilippo MONTEFORTE / AFP AFP
    Tenisistka w błękitnym stroju skupiona na nadlatującej piłce podczas meczu, z białą czapką na głowie.

    Jessica Pegula na Campo CentraleFILIPPO MONTEFORTEAFP
    Zawodniczka tenisowa w trakcie dynamicznej akcji, skupiona twarz i piłka w locie tuż przed nią.

    Iga Świątek w starciu z Jessicą PeguląFILIPPO MONTEFORTEAFP

    Casper Ruud – Lorenzo Musett

  • Tak grającej Świątek nie widział od dwóch lat. “Ustawienia fabryczne” wróciły

    Tak grającej Świątek nie widział od dwóch lat. “Ustawienia fabryczne” wróciły

    Niezależnie od tego, czy w półfinale Iga trafi na Rybakinę, czy na Switolinę, to nie będzie to łatwy mecz. Po spotkaniach z Osaką i Pegulą można jednak stwierdzić, że to druga strona ma się czym martwić. Tak grającej Świątek nie widziałem od dwóch lat – mówi Adam Romer, redaktor naczelny Tenisklub.pl
    Tak grającej Igi Świątek nie widział od dwóch lat. Wróciły “ustawienia fabryczne”

    Tak grającej Igi Świątek nie widział od dwóch lat. Wróciły “ustawienia fabryczne”.FILIPPO MONTEFORTEAFP

    Dariusz Ostafiński, Interia: Szybko poszło.

    Adam Romer, redaktor naczelny Tenisklub.pl: I to jak poszło. Ostatni raz tak grającą Igę widziałem w 2024 roku na kortach Roland Garros.

    “Celt się nie pomylił. Mecz z Osaką dobry, z Pegulą jeszcze lepszy”

    To chyba dobrze.

    – Bardzo dobrze. W Rzymie Iga rośnie z każdym kolejnym rozegranym meczem. Ten pierwszy, z McNally był trudny, ale wtedy Dawid Celt celnie zauważył, że jest dobrej myśli – jest zdania, że Iga takiego spotkania potrzebowała. Nie pomylił się. Dalej już poszło. Z Cociaretto to było wiadomo, że wygra. Mecz z Osaką był dobry, a ten z Pegulą jeszcze lepszy. Jak weźmie się to wszystko razem zepnie, to można być dużym optymistą.

    Pegula nie potrafiła znaleźć sposobu na Świątek. Dopiero w końcówce wygrała kilka piłek, ale to było za późno.

    – Pegula jest na tyle doświadczona, że gra do końca. Widziała jednak, że nie ma żadnych argumentów. Zresztą można było zauważyć w tym meczu jedną ważną rzecz. Ostatnio Iga miała tak, że przychodził w jej spotkaniach moment dekoncentracji, gdzie rywalki dostawały swoje szanse. Tak było choćby w meczu z Linette. Z Pegulą tego nie było. To była kopia tych spotkań z lat 2022-23, kiedy Iga dominowała na światowych kortach.

    “Wróciła stara, dobra Iga Świątek”

    Jednym słowem Świątek wróciła do “ustawień fabrycznych”, lub innymi słowy “wróciła stara, dobra Iga”.

    – A już na pewno można powiedzieć, że nie dała Peguli szans na powrót do meczu i cały czas kontrolowała to, co dzieje się na korcie.

    Przy okazji przerwała dwie fatalne serie.

    – To są tylko statystyki. Choć jasne, że to dobrze, że zagra w półfinale pierwszy raz od pół roku i że po sześciu porażkach z rzędu z zawodniczkami z TOP 10 w końcu to odwróciła. Ale, gdzie miałaby wrócić do dobrej gry, jak nie w Rzymie.

    Rybakina i Switolina mają się czym martwić

    A już się martwiliśmy, czy ta współpraca z trenerem Roigem wypali.

    – Nigdy nie ma gwarancji, że taki mariaż wypali. Natomiast to jest wciąż świeża współpraca i jeszcze bym się z ocenami wstrzymał. W każdym razie wygląda to optymistycznie.

    Jakie są szanse Świątek na wygraną w półfinale?

    – Niezależnie od tego, czy trafi na Rybakinę, czy na Switolinę, to nie będzie to łatwy mecz. Po spotkaniach z Osaką i Pegulą można jednak stwierdzić, że to druga strona ma się czym martwić.
    Tenisistka w sportowej koszulce i czapce z daszkiem zaciska pięść w geście triumfu, wyrażając silne emocje podczas meczu.

    Iga Świątek po meczu z Jessicą Pegulą w RzymieFilippo MONTEFORTE / AFP AFP
    zawodniczka tenisowa w czapce i sportowym stroju z uniesioną w geście triumfu zaciśniętą pięścią oraz wyrazem silnych emocji na twarzy

    Iga ŚwiątekAFP
    Zawodniczka tenisowa w sportowym stroju opiera czoło o rakietę z zamkniętymi oczami, wyrażając silne emocje podczas meczu.

    Jessica PegulaADEK BERRYAFP

    Tomasz Hajto ostro w studiu! “Nienawidzę lamentu”.

  • Świątek jest nie do zatrzymania. Tak wygląda ranking WTA po meczu z Pegulą

    Świątek jest nie do zatrzymania. Tak wygląda ranking WTA po meczu z Pegulą

    Iga Świątek nie zwalnia tempa podczas turnieju w Rzymie. Polska tenisistka w imponującym stylu awansowała do półfinału imprezy rangi WTA 1000, rozbijając Jessica Pegula 6:1, 6:2. Dzięki temu umocniła się na trzeciej pozycji w światowym rankingu WTA i zwiększyła przewagę nad depczącą jej po piętach Coco Gauff.

    Ćwierćfinałowe spotkanie miało jednostronny przebieg. Pierwszy set trwał zaledwie 29 minut, a Świątek całkowicie zdominowała rywalkę, oddając jej tylko jednego gema. W drugiej partii obraz gry się nie zmienił — Polka kontrolowała wydarzenia na korcie od początku do końca i przypieczętowała zwycięstwo wynikiem 6:2. Cały pojedynek zakończył się po 68 minutach gry.

    Dla 24-letniej raszynianki to pierwszy w tym sezonie awans do półfinału turnieju głównego cyklu WTA. Sukces w Rzymie przyniósł jej kolejne punkty rankingowe i obecnie Świątek ma na koncie 7273 punkty. Oznacza to, że niezależnie od wyniku półfinału utrzyma trzecią lokatę przed Coco Gauff, która zgromadziła dotąd 6489 punktów.

    Amerykanka również zameldowała się w półfinale i pozostaje faworytką starcia z Sorana Cîrstea. Nawet triumf Gauff w całym turnieju nie pozwoli jej jednak wyprzedzić Świątek — w takim przypadku jej dorobek wyniósłby 7099 punktów. Rumunka pokazała już jednak w Rzymie, że potrafi sprawiać niespodzianki, eliminując m.in. Linda Nosková oraz liderkę rankingu WTA Aryna Sabalenka.

    Białorusinka może odczuwać spory niedosyt po swoim występie w stolicy Włoch, tym bardziej że coraz mocniej naciska ją Elena Rybakina. Kazaszka ma obecnie 8705 punktów, a zwycięstwo w Rzymie pozwoliłoby jej zbliżyć się do Sabalenki na dystans zaledwie kilkuset punktów. Najpierw musi jednak pokonać Elina Svitolina, a później ewentualnie zmierzyć się ze Świątek.

    W dalszej części zestawienia piąte miejsce utrzymuje Jessica Pegula z dorobkiem 6286 punktów. Za nią plasuje się Amanda Anisimova, która zgromadziła 5958 punktów. Mirra Andreeva po porażce z Gauff musi natomiast oglądać się za siebie, ponieważ triumf Switoliny w Rzymie oznaczałby awans Ukrainki przed Rosjankę w rankingu.

    Czołową dziesiątkę światowego rankingu uzupełniają Victoria Mboko oraz Karolína Muchová.

    Aktualne TOP 10 rankingu WTA po zwycięstwie Świątek nad Pegulą prezentuje się następująco:

    1. Aryna Sabalenka – 9960 pkt

    2. Jelena Rybakina – 8705 pkt

    3. Iga Świątek – 7273 pkt

    4. Coco Gauff – 6489 pkt

    5. Jessica Pegula – 6286 pkt

    6. Amanda Anisimova – 5958 pkt

    7. Mirra Andriejewa – 4181 pkt

    8. Elina Switolina – 3530 pkt

    9. Victoria Mboko – 3405 pkt

    10. Karolina Muchova – 3328 pkt

  • To dlatego Świątek rozbiła Pegulę. Aż przecieraliśmy oczy

    To dlatego Świątek rozbiła Pegulę. Aż przecieraliśmy oczy

    Iga Świątek rozegrała w Rzymie jeden z najlepszych meczów w tym sezonie. W ćwierćfinale turnieju WTA 1000 nie pozostawiła żadnych złudzeń Jessice Peguli, wygrywając 6:1, 6:2. Z trybun można było dostrzec nie tylko dominację Polki na korcie, ale także coraz wyraźniejszy wpływ nowego szkoleniowca — Francisco Roiga — którego energia i sposób pracy zaczynają przynosić efekty.

    To spotkanie miało dla Świątek ogromne znaczenie. Nie chodziło wyłącznie o awans do półfinału. Polka od dawna czekała na zwycięstwo nad rywalką z czołowej dziesiątki rankingu WTA — ostatni taki triumf odniosła jeszcze podczas WTA Finals w Rijadzie, gdy pokonała Madison Keys. Również bilans z Pegulą nie przemawiał na jej korzyść, bo ostatni raz wygrała z Amerykanką trzy lata temu, podczas turnieju kończącego sezon w Cancun. Dodatkowo w tym roku ani razu nie udało jej się przebić bariery ćwierćfinału.

    Od pierwszych piłek było jednak widać, że Świątek jest wyjątkowo skoncentrowana. Charakterystyczne rytuały — poprawianie czapki, kontrolowanie naciągu rakiety czy głębokie wydechy — pomagały jej utrzymać odpowiedni poziom skupienia. Z perspektywy trybun doskonale było widać, jak intensywnie pracuje mentalnie podczas meczu.

    Polka rozpoczęła spotkanie znakomicie. Grała agresywnie, ale jednocześnie bardzo precyzyjnie. Budowała akcje cierpliwie, odpowiednio dobierała moment przyspieszenia i niemal nie popełniała błędów. Pegula szybko zaczęła mieć problemy z odnalezieniem rytmu. Amerykanka, zwykle niezwykle spokojna na korcie, tym razem już po pierwszym przełamaniu dała upust frustracji. Przy stanie 0:2 kopnęła nogą w powietrze, później coraz częściej kręciła głową i gestykulowała po nieudanych akcjach.

    Nie sposób było nie wrócić myślami do jej słów sprzed kilku tygodni, wypowiedzianych w podcaście „The Player’s Box Podcast”. Pegula żartowała wtedy, że współpraca Świątek z Rafaelem Nadalem na Majorce brzmi „nielegalnie”, bo połączenie Igi i Rafy na mączce jest przerażające dla rywalek. Po tym meczu te słowa mogły brzmieć już znacznie mniej humorystycznie.

    W pierwszym secie Pegula kompletnie nie radziła sobie z rotacją i tempem piłek posyłanych przez Polkę. Topspin Świątek sprawiał Amerykance ogromne problemy, a kolejne błędy rywalki tylko napędzały liderkę polskiego tenisa. Efekt był bezlitosny — 6:1 po zaledwie kilkudziesięciu minutach gry.

    Największe wrażenie robiło jednak to, że Świątek nie straciła koncentracji po tak pewnie wygranej partii. W poprzednich miesiącach zdarzało jej się obniżać poziom po mocnym początku meczu, ale tym razem wyglądała dojrzale i stabilnie mentalnie. Drugi set rozpoczęła od kolejnego przełamania i błyskawicznie objęła prowadzenie 2:0.

    Pegula była coraz bardziej bezradna. Coraz częściej mówiła do siebie, rozkładała ręce i irytowała się po prostych błędach. Nawet próby mobilizacji ze strony trenera Marka Knowlesa nie przynosiły efektów — Amerykanka momentami nawet nie spoglądała w stronę swojego boksu.

    Z kolei w sztabie Świątek panowała zupełnie inna atmosfera. Siedząc blisko boksu Polki, można było dokładnie obserwować zachowanie Francisco Roiga. Hiszpan jest znacznie bardziej ekspresyjny niż poprzedni trenerzy Igi. Żywo reaguje na przebieg akcji, często pokazuje gestami sposób zagrania czy rotację piłki, a Świątek regularnie szuka z nim kontaktu wzrokowego.

    To wyraźna zmiana. Wcześniej Polka najczęściej spoglądała w stronę Darii Abramowicz, szukając wsparcia mentalnego. Teraz coraz częściej wymienia spojrzenia właśnie z Roigiem, a ich komunikacja ma bardziej techniczny charakter. Widać, że tenisistka zaczyna coraz lepiej rozumieć filozofię pracy nowego szkoleniowca.

    Roig przez całe spotkanie bardzo żywiołowo reagował na dobre zagrania Świątek. Bił brawo, zachęcał do dalszej agresywnej gry i nieustannie wysyłał pozytywne sygnały. Często rozmawiał też z pozostałymi członkami sztabu — Tomaszem Moczekiem czy Maciejem Ryszczukiem. Sama Świątek przyznała zresztą niedawno w Rzymie, że od początku bardzo dobrze dogaduje się z Hiszpanem i szybko złapała z nim wspólny język.

    Na korcie przewaga Polki tylko rosła. Było już 4:0, potem 5:1 i stało się jasne, że Pegula nie będzie w stanie odwrócić losów spotkania. Ostatecznie Świątek wygrała 6:1, 6:2 w zaledwie 67 minut, awansując do pierwszego w tym sezonie półfinału turnieju WTA.

    To był występ imponujący nie tylko pod względem tenisowym, ale przede wszystkim mentalnym. Polka wytrzymała presję ćwierćfinału, nie dała się ponieść emocjom i od początku kontrolowała przebieg meczu. Z bliska naprawdę można było poczuć, jak pozytywna energia płynąca od Francisco Roiga zaczyna działać na Świątek. Coraz częściej przypomina zawodniczkę, która w poprzednich latach dominowała na kortach ziemnych.

    W półfinale turnieju w Rzymie Świątek zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Elina Switolina — Jelena Rybakina. Drugą parę półfinałową stworzą Sorana Cirstea i Coco Gauff.