• Zastal pokonuje Trefl Sopot. Jeden kluczowy moment

    Zastal pokonuje Trefl Sopot. Jeden kluczowy moment

    Zastal pokonuje Trefl Sopot. Jeden kluczowy momen

     

    W Zielonej Górze odbył się emocjonujący mecz koszykarskiej Ekstraklasy, w którym Zastal Zielona Góra pokonał Trefl Sopot 83:72. Spotkanie miało miejsce w sobotę i przyciągnęło wielu kibiców. Zastal zdominował trzecią kwartę, co okazało się kluczowe dla końcowego wyniku. Najwięcej punktów dla gospodarzy zdobył Filip Matczak.

     

    Mecz rozpoczął się wyrównaną walką, co odzwierciedla wynik pierwszej kwarty zakończonej remisem 22:22. W drugiej kwarcie Zastal zdołał wypracować niewielką przewagę, prowadząc do przerwy 44:42. Kluczowa okazała się trzecia kwarta, w której gospodarze zdominowali rywali, wygrywając ją 25:9.

     

    W ostatniej części meczu Trefl próbował odrobić straty, jednak Zastal utrzymał przewagę, kończąc spotkanie wynikiem 83:72. Filip Matczak był najskuteczniejszym zawodnikiem Zastalu, zdobywając 20 punktów. Sindarius Thornwell i Wesley Harris również przyczynili się do zwycięstwa, zdobywając odpowiednio 19 i 18 punktów

     

    Skuteczność zawodników Zastalu

    W drużynie Zastalu Zielona Góra wyróżnili się Filip Matczak, Sindarius Thornwell i Wesley Harris, którzy łącznie zdobyli 57 punktów. Michał Kołodziej dołożył 8 punktów, a Walter Hodge 7. Kamal Murphy, Evaldas Saulys i Marcin Woroniecki również przyczynili się do wyniku, zdobywając odpowiednio 6, 4 i 1 punkt.

     

    Walka Trefla Sopot

    W drużynie Trefl Sopot najwięcej punktów zdobył Geoffrey Groselle, który zakończył mecz z dorobkiem 19 punktów. Nicholas Johnson i Jarosław Zyskowski zdobyli po 13 punktów, a Andy Van Vliet dodał 11. Mimo starań Trefl nie zdołał odwrócić losów spotkania w ostatniej kwarcie.

  • Bartosz Kurek odchodzi z ZAKSY! Właśnie to ogłosił. Ogromne zaskoczenie

    Bartosz Kurek odchodzi z ZAKSY! Właśnie to ogłosił. Ogromne zaskoczenie

    Bartosz Kurek odchodzi z ZAKSY! Właśnie to ogłosił. Ogromne zaskoczeni

     

    Bartosz Kurek po sezonie odchodzi z Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle! Informację przekazał w sobotnim programie Kanału Zero. – Nie mam kontraktu na przyszły sezon. Nie mam kontraktu na przyszły sezon w ZAKSIE. Ta informacja jeszcze się nie pojawiła, ale wraz z moimi menedżerami jesteśmy w trakcie rozmów. Szukamy jakiegoś nowego klubu – wyznał Kurek.

     

    Bartosz Kurek latem wrócił do PlusLigi po pięciu sezonach spędzonych za granicą. Od kilku miesięcy rywalizował w barwach Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. Już wiadomo, że nie zagrzeje tam miejsca na dłużej, bo po obecnie trwającym sezonie kapitan reprezentacji Polski zmieni zespół.

     

    Kurek w tym sezonie PlusLigi po pierwszym meczu (14 września) przeciwko PGE Projektowi Warszawa nabawił się kontuzji oka. Przez niemal dwa miesiące pauzował i do gry wrócił dopiero 9 listopada w starciu przeciwko Jastrzębskiemu Węglowi. Łącznie Kurek w tym sezonie rozegrał osiem meczów, w których zdobył 90 pkt.

     

    Myślę, że jeszcze trzy dobre sezony chciałbym zagrać. Nie wiem, czy w Polsce – wyznał Kurek w Kanale Zero.

     

    Nie mam kontraktu na przyszły sezon. Nie mam kontraktu na przyszły sezon w ZAKSIE. Ta informacja jeszcze się nie pojawiła, ale wraz z moimi menedżerami jesteśmy w trakcie rozmów. Szukamy jakiegoś nowego klubu – dodał.

     

    – Myślę, że środowisko siatkarskie już o tym wiedziało. To jest jedna z rzeczy, które wymagają bardzo szybkiej zmiany w naszym środowisuo siatkarskim. Czyli roznoszenie się plotek, jakiś takich twitterowych informacji. Ja bym wolał, żeby pewne rzeczy były podawane szybko i oficjalnie – wyjawił Kurek.

     

    W grę ma wchodzić m.in. powrót do Japonii, ale to tylko jedna z możliwości.

  • Przecież to musiał być gol! Koszmarny kiks Roberta Lewandowskiego [WIDEO]

    Przecież to musiał być gol! Koszmarny kiks Roberta Lewandowskiego [WIDEO]

    Przecież to musiał być gol! Koszmarny kiks Roberta Lewandowskiego [WIDEO

     

    Wróciły demony Roberta Lewandowskiego z ostatnich spotkań LaLiga. W hitowym starciu z Atletico Madryt polski napastnik powinien wpisać się na listę strzelców, ale w znakomitej okazji zaliczył fatalny kiks. I niewykluczone, że ten kiks zadecydował o kolejnej stracie punktów przez kataloński zespół. To nie mieści się w głowie.

     

    To nie mogło się wydarzyć. W 76. minucie meczu Barcelony z Atletico Madryt Robert Lewandowski mógł zostać bohaterem Blaugrany. Polak stanął przed wymarzoną okazją, by wyprowadzić kataloński zespół na prowadzenie i zmazać plamę po meczu z Leganes (0:1), w którym na potęgę marnował znakomite sytuacje.

     

    Mógł być bohaterem. Wielki zawód po “pudle” Lewandowskiego

    Polski napastnik lepszej okazji nie mógł sobie wymarzyć. Po zagraniu Raphinhi piłkę kapitanowi polskiej kadry zgrał Ferran Torres, ale Polak skiksował. I to w fatalny wręcz sposób.

     

    Gdyby Polakowi udało się trafić do siatki, to niewykluczone, że arbitrzy VAR przyjrzeliby się jeszcze, czy w momencie podania na spalonym nie znajdował się Ferran Torres. Nie zmienia to jednak faktu, że Lewandowski powinien wpisać się w tej sytuacji na listę strzelców.

     

    Po przegranym meczu z Leganes na polskiego napastnika spadła ogromna krytyka. Barcelona roztrwoniła też ogromną przewagę, którą wypracowała sobie w tabeli LaLiga po znakomitym początku rozgrywek. W starciu Atletico Madryt, którego stawką była pozycja lidera, podopieczni Hansiego Flicka długo dyktowali warunki gry.

     

    Ale w 60. minucie po błędzie Marca Casado do remisu doprowadził Rodrigo de Paul. Polak mógł zatem przechylić szalę zwycięstwa na korzyść Blaugrany i dać jej upragnione trzy punkty. Zmarnował to jednak koncertowo.

  • Polski związek ogłasza. Przełom! Ważne wieści dla Julii Szeremety

    Polski związek ogłasza. Przełom! Ważne wieści dla Julii Szeremety

    Polski związek ogłasza. Przełom! Ważne wieści dla Julii Szeremet

    — Polski boks wkracza w nową erę — zapewnia prezes Polskiego Związku Bokserskiego Grzegorz Nowaczek. Działacze jednogłośnie zdecydowali o wystąpieniu z organizacji zarządzanej przez sprzymierzeńca Władimira Putina i wstąpieniu w szeregi federacji World Boxing. A to otwiera nowe możliwości, w tym również m.in. dla Julii Szeremety

    Na sobotnim nadzwyczajnym kongresie zapadły absolutnie kluczowe decyzje dla przyszłości Polskiego Związku Bokserskiego. Delegaci nie mieli wątpliwości i najpierw jednogłośnie opowiedzieli się za rezygnacją z członkostwa w IBA (International Boxing Association), a następnie zdecydowali o dołączeniu do nowo powstałej organizacji World Boxing. Ona zdążyła już zyskać aprobatę Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego.

    Jednogłośna decyzja. “Polski boks wkracza w nową erę”
    To niezwykle istotna informacja zarówno dla rozwoju federacji, jak i polskich pięściarzy. Członkostwo w World Boxing umożliwi im możliwość startu na najważniejszych imprezach. Zwiększy zatem szansę m.in. Julii Szeremety na kolejny sukces na igrzyskach olimpijskich.

    — Polski boks wkracza w nową erę. Decyzje, które dziś podjęliśmy, są efektem intensywnych konsultacji i analizy międzynarodowych działań w naszej dyscyplinie. Naszym celem jest zapewnienie najlepszych możliwości rozwoju dla naszych zawodniczek i zawodników, a federacja World Boxing otwiera przed nami szansę na stabilny rozwój oraz obecność w elicie światowego boksu — podkreśla prezes Polskiego Związku Bokserskiego Grzegorz Nowaczek cytowany na oficjalnej stronie federacji

    Sprzymierzeniec Władimira Putina na czele organizacji IBA
    Funkcjonowanie organizacji IBA, na której czele stawał Umar Kremlow, sprzymierzeniec Władimira Putina, od dłuższego czasu budziło ogromne kontrowersje. Głośno mówiło się o tym, że boks może zniknąć z programu igrzysk olimpijskich. Powstała w kwietniu 2023 r. organizacja World Boxing zyskała już akceptację ok. 60 krajowych federacji.

    Sprzyja jej również Międzynarodowy Komitet Olimpijski, co sprawia, że szansę na pozostanie boksu w programie igrzysk olimpijskich w Los Angeles w 2028 r. rośnie. Gdyby światowy boks pozostał pod auspicjami IBA i tym samym rządami Kremlowa, taki scenariusz nie wchodziłby raczej w grę.

    Decyzja Polskiego Związku Bokserskiego o dołączeniu w szeregi World Boxing sprawia, że polscy bokserzy będą wciąż mogli rywalizować na największych światowych ringach. Podczas ostatnich igrzysk olimpijskich w Paryżu Julia Szeremeta sięgnęła po srebrny medal w kategorii do 57 kg. Był to pierwszy olimpijski krążek dla polskiego boksu od 1992 r., gdy w Barcelonie brąz zawisł na szyi Wojciecha Bartnika.

  • Barcelona dobita w 96. minucie! Już nie jest liderem ligi. I to pudło Lewandowskiego!

    Barcelona dobita w 96. minucie! Już nie jest liderem ligi. I to pudło Lewandowskiego!

    Barcelona dobita w 96. minucie! Już nie jest liderem ligi. I to pudło Lewandowskiego!

    Barcelona przegrała w hicie kolejki ze świetnie spisującym się ostatnio Atletico 1:2. Robert Lewandowski rozegrał słabszy mecz. Po tym meczu straciła prowadzenie w tabeli.

     

    Fani Barcelony długo czuli się rozczarowani, bo zanosiło się na remis, choć ich zespół przeważał i prowadził. Rzeczywistość okazała się jeszcze gorsza. Atletico w ostatniej minucie doliczonego czasu gry zadało zabójczy cios i wygrało 2:1.

     

    To kolejne zawód ze strony katalońskiej drużyny. Zdobyła tylko pięć punktów w ostatnich siedmiu meczach. Atletico odniosło 12. zwycięstw oz rzędu we wszystkich rozgrywkach. Dzięki temu zostało nowym liderem. Ma 41 punktów, Barcelona jest druga z 38. W niedzielę Real podejmuje Sevillę. Jeśli wygra, to z dorobkiem 40 “oczek” zostanie wiceliderem. Barcelona może więc przywitać nowy rok na trzeciej pozycji. Nic z tym już nie zrobi, bo to był jej ostatni mecz w tym roku.

     

    Robert Lewandowski nie mógł być zadowolony ze swojej postawy, nie tylko dlatego, że nie strzelił gola. Dalej prowadzi w klasyfikacji strzelców z 16 bramkami, ale w ostatnich czterech spotkaniach tylko raz trafił do siatki.

     

    Kontrowersyjna decyzja na niekorzyść Barcelony

    Przed hitem kolejki Hansi Flick dokonał dwóch zmian w pierwszym składzie. W miejsce kontuzjowanego Lamine Yamala i Daniego Olmo pojawili się Gavi i Fermin Lopez.

     

    Barcelona dominowała od początku spotkania, choć miała problemy z kreowaniem okazji. W 23. minucie Giuliano Simeone zagrał piłkę ręką w polu karnym, ale sędzia nie podyktował jedenastki. Analiza VAR nie zmieniła jego decyzji.

     

    Po półgodzinie gry Barcelona objęła prowadzenie po kapitalnej akcji młodych gwiazd Barcelony Pedriego i Gaviego. Ten drugi co prawda nieco przypadkowo odegrał mu piłkę, ale wyszła z tego efektowna asysta przy golu Pedriego.

     

    Atletico do przerwy w ogóle nie przypominało świetnie grającej ostatnio drużyny. Nie oddało żadnego strzału, a jego wskaźnik xG, tzw. goli oczekiwanych, wynosił 0,00. Inna sprawa, że Barcelony raptem 0,35. Hit nieco rozczarowywał.

     

    Lewandowski grał dość przeciętnie. – Jego poziom ofensywny spadł, choć jest to zrozumiałe, bo trudno było go zatrzymać. Niezrozumiałe jest to, że nie pracuje jak reszta jego kolegów – napisał o nim dziennik „Mundo Deportivo”.

     

    Atletico zaskoczyło Barcelonę

    W drugiej połowie Atletico zagrało odważniej i początkowo częściej było przy piłce. W 48. minucie dobrą okazję miał jednak Fermin Lopez, ale skutecznie interweniował Oblak.

     

    Po niespełna godzinie gry Pedri dograł do Raphinhi, a ten trafił w poprzeczkę. Lewandowski próbował dobijać, ale został zatrzymany przez Witsela.

     

    Chwilę później Atletico wyprowadziło kontrę i Rodrigo De Paul kapitalnym strzałem zza pola karnego doprowadził do wyrównania.

     

    Kwadrans przed końce Raphinha dograł Lewandowskiemu, ten znalazł się w świetnej sytuacji kilka metrów od bramki, ale się pogubił i nawet nie oddał strzału.

     

    Pod koniec meczu Barcelona miała dobrą okazję po akcji rezerwowego Daniego Olmo z Pedrim! Urochomili Raphinhę, którego jednak zatrzymał w bramce Oblak

     

    I gdy zdawało się, że mecz zakończy się remisem, Atletico wyprowadziło kontrę w szóstej minucie doliczonego czasu gry. De Paul podał do Nahuela Moliny, a ten z prawego skrzydła dograł do Alexandra Sorlotha. Zarówno strzelec gola, jak i podający mu Argentyńczyk weszli z ławki i pogrążyli Barcelonę. Atletico wygrało w swoim stylu. To pierwsza od 2006 r. porażkaBarcelony u siebie z Atletico.

     

  • Wielka kontrowersja w meczu Barcelony! Piłkarze od razu ruszyli do sędziego

    Wielka kontrowersja w meczu Barcelony! Piłkarze od razu ruszyli do sędziego

    Wielka kontrowersja w meczu Barcelony! Piłkarze od razu ruszyli doędziego

    https://x.com/BarcaExtra_/status/1870566321873989946

    To mogła być kapitalna okazja dla Roberta Lewandowskiego! Giuliano Simeone zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym, piłkarze Barcelony domagali się podyktowania jedenastki, ale arbiter podjął inną decyzję. A o tej sytuacji będzie się jeszcze długo dyskutowało.

     

    FC Barcelona kapitalnie rozpoczęła hit z Atletico. Gospodarze w pierwszym minutach dominowali na murawie, nie dawali rywalom się rozkręcić, a sami stwarzali sobie sytuacje bramkowe. Po jednej z ich akcji zrobiło się naprawdę gorąco, a gracze Blaugrany domagali się od sędziego podyktowania jedenastki.

     

    Po jednym z dośrodkowań w pole karne piłka minęła Gaviego, który nie zdołał oddać strzału z bliska. To nieoczekiwanie stworzyło jednak szansę dla Blaugrany, bowiem futbolówka trafiła w rękę Giuliano Simeone!

     

    Piłkarze Barcelony od razu ruszyli do sędziego! Rywal zagrał ręką

    W tym momencie piłkarze Barcelony ruszyli do sędziego i sugerowali, że takie zagranie powinno zakończyć się jedenastką. Ricardo de Burgos Bengoetxea na chwilę wstrzymał grę, poczekał na informację od swoich asystentów, ale ostatecznie nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego!

     

    Taka decyzja to spora kontrowersja. Wydaje się, że arbiter musiał uznać, że piłkarz Atletico uciekał ręką od piłki i ta trafiła goprzypadkowo.

     

  • Trzęsienie ziemi w polskim boksie! Arcyważne wieści dla Szeremety

    Trzęsienie ziemi w polskim boksie! Arcyważne wieści dla Szeremety

    Trzęsienie ziemi w polskim boksie! Arcyważne wieści dla Szeremety

    Ta decyzja była kluczowa dla przyszłości polskiego boksu amatorskiego na wielkich imprezach międzynarodowych. Polski Związek Bokserski (PZB) zadecydował o tym, czy dalej być częścią federacji IBA, na czele której stoi człowiek Władimira Putina. Wyjście z niej pozbawiało udziału w najbliższych mistrzostwach świata, ale przybliżało do utrzymania boksu w programie igrzysk olimpijskich, co jest ważne dla Julii Szeremety.

     

    Sprawa dalszego pozostania PZB w strukturach IBA miała zostać rozstrzygnięta przed świętami Bożego Narodzenia. Ta federacja tak naprawdę rządzi światowym boksem amatorskim. Władze związku zapewniały, że na potencjalną decyzję trzeba patrzeć w szerszym kontekście. Działacze mieli na myśli igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 r.

     

    Polska wychodzi ze światowej federacji

    W programie najbliższych IO w tym momencie brakuje boksu. Ostatni raz nie było tej dyscypliny w Sztokholmie w 1912 r. Walki bokserskie to zatem spory kawałek historii olimpijskiej, szczególnie dla nas. Polska wywalczyła w boksie aż 43 medale, więcej zdobyła tylko w konkurencjach lekkoatletycznych.

     

    MKOl chce odsunąć IBA od organizacji turniejów bokserskich na IO, zamierza te prawa przekazać innej federacji, a najpoważniejszym kandydatem jest World Boxing. To młoda organizacja, powstała w 2021 r. w wyniku rozpadu relacji na linii MKOl – IBA.

     

    Warto dodać, że IBA przewodzi Umar Kremlow, człowiek Władimira Putina. To on stoi za zamieszaniem odnośnie płci Lin Yu-ting i Imane Khelif. Przypomnijmy – Kremlow powielał informację, że Tajwanka i Algierka nie są kobietami, co miały potwierdzić odpowiednie testy, dlatego nie wzięły udziału w MŚ. Ale MKOl uznał testy IBA za niewiarygodne (nie wiadomo było, jaką metodą zostały przeprowadzone). Kremlow podjął też oburzającą decyzję o wyrzuceniu Ukrainy z federacji, a przywrócił Rosję i Białoruś. Rządzi w federacji zgodnie z wolą Kremla.

     

    Kontrowersje związane z IBA to była istotna kwestia do przemyślenia dla władz PZB. Pozostanie w jej strukturach mogło pogrzebać szansę na uratowanie boksu na igrzyskach. Dlatego 21 grudnia podjął decyzję o wyjściu z IBA i przystąpieniu do World Boxing.

     

    “Polski Związek Bokserski (PZB), w wyniku obrad Nadzwyczajnego Kongresu, podjął dwie kluczowe decyzje dotyczące przyszłości polskiego boksu. Pierwszą z nich było głosowanie nad rezygnacją z członkostwa w International Boxing Association (IBA), co zostało jednogłośnie przyjęte przez delegatów. Decyzja ta jest wynikiem dokładnej analizy aktualnej sytuacji w światowym boksie. W drugiej uchwale delegaci również jednogłośnie zadecydowali o przystąpieniu Polskiego Związku Bokserskiego do nowo powstałej federacji World Boxing, zyskującej coraz większe poparcie w międzynarodowym środowisku bokserskim. Decyzja ta ma na celu zabezpieczenie dalszego rozwoju polskiego pięściarstwa olimpijskiego oraz umożliwienie udziału polskich pięściarek i pięściarzy w kluczowych wydarzeniach sportowych, w tym przyszłych igrzyskach olimpijskich, które odbędą się w Los Angeles w 2028 roku” – czytamy w oświadczeniu PZB.

     

    Decyzja ta daje zatem nadzieję, że Julia Szeremeta przystąpi do obrony olimpijskiego srebra wywalczonego w Paryżu. Zapowiadała już po igrzyskach we Francji, że będzie chciała zdobyć złoto w Kalifornii.

     

    – Polski boks wkracza w nową erę. Decyzje, które dziś podjęliśmy, są efektem intensywnych konsultacji i analizy międzynarodowych działań w naszej dyscyplinie. Naszym celem jest zapewnienie najlepszych możliwości rozwoju dla naszych zawodniczek i zawodników, a federacja World Boxing otwiera przed nami szansę na stabilny rozwój oraz obecność w elicie światowego boksu – stwierdził Grzegorz Nowaczek, prezes PZB.

  • Zwycięzca PŚ w Engelbergu oszukał wszystkich! Te zdjęcia obiegną świat

    Zwycięzca PŚ w Engelbergu oszukał wszystkich! Te zdjęcia obiegną świat

    Zwycięzca PŚ w Engelbergu oszukał wszystkich! Te zdjęcia obiegną świat

    To już nie jest jednorazowy przypadek, to prawdziwa plaga. Sędziowie wypaczają w tym sezonie wyniki Pucharu Świata w skokach narciarskich i dłużej milczeć się nie da. W sobotę w Engelbergu doszło do być może największej kompromitacji w sezonie. Mowa o skoku Jana Hoerla. Austriak dostał w prezencie od sędziów przynajmniej sześć punktów. Oszukał ich z łatwością. I być może dzięki temu wygrał cały konkurs.

     

    Jan Hoerl w pierwszej serii Pucharu Świata w skokach narciarskich w Engelbergu pofrunął bardzo daleko – 142 m. Miał jednak duże problemy podczas lądowania, co dostrzegł każdy kibic, oglądający transmisję. Spadł na dwie nogi, widać to doskonale na zdjęciu ilustrującym ten tekst, i i dopiero po chwili wysunął lewą nogę, markując telemark.

     

    Skandal w Pucharze Świata. Jan Hoerl dostał noty po 19.0, a powinien mieć 17.0

    Według nowej interpretacji, ogłoszonej przed sezonem, najwyższa nota, jaką mógł dostać Hoerl za ten skok to 17.0. – Dotąd brak wypadu przy lądowaniu sędziowie stylowi karali odjęciem od noty maksymalnej dwóch punktów. Od teraz powinni odejmować trzy punkty, czyli o jeden więcej. Oczekuję, że będą rygorystyczni – powiedział u progu zimy szef Pucharu Świata w skokach Sandro Pertile.

    I co? I nic.

    Cały ten sezon to seria kompromitacji arbitrów. Wspomniany skok Hoerla sędzia włoski ocenił na 19.5, czyli prawie ideał [nota maksymalna w skokach narciarskich wynosi 20.0 – przyp. red.]. Panowie z Niemiec, Norwegii i Szwajcarii byli niewiele lepsi, przyznając Austriakowi po 19.0. W ten sposób Hoerl zarobił przynajmniej sześć punktów – a może więcej, bo lądowanie było mocniej zachwiane – i zakończył pierwszą serię na drugiej pozycji.

    Jan Hoerl z kontrowersyjnym zwycięstwem. “Oceny za styl w skokach narciarskich to fikcja”

    https://x.com/PatrykPancewicz/status/1870494734294417439

    W drugiej serii Austriak pofrunął fenomenalnie, na 139,5 m, już w znacznie lepszym stylu. Od sędziów dostał aż cztery noty 19.5! Dzięki temu wygrał cały konkurs, sześć i pół punktu przed Danielem Tschofenigiem. Czy byłoby tak, gdyby jego pierwszy skok został oceniony właściwie?

     

    “Oceny za styl w skokach narciarskich to fikcja” – napisał na platformie X Patryk Pancewicz, dziennikarz zajmujący się sportami zimowymi.

    https://x.com/localSJresults/status/1870499560285466804

    “Hoerl przy każdym lądowaniu walczy o życie a dostaje 19” – dodają autorzy, prowadzący konto localSJresults. W odpowiedziach na ten wpis można przeczytać, że Hoerl to nowa wersja Simona Ammanna. Faktycznie, kibice skoków doskonale pamiętają jak Szwajcar swoim udawanym telemarkiem wprowadzał sędziów w błąd.

     

  • Był “misiek” ze Świątek, za chwilę Sabalenka skomentowała aferę dopingową. Dosadnie

    Był “misiek” ze Świątek, za chwilę Sabalenka skomentowała aferę dopingową. Dosadnie

    Był “misiek” ze Świątek, za chwilę Sabalenka skomentowała aferę dopingową. Dosadni

     

    Choć echa sprawy znalezienia zabronionej trimetazydyny w organizmie Igi Świątek powoli cichną, to wciąż w tym temacie pojawiają się głosy ważnych osób ze środowiska tenisowego. Niedawno swoje zdanie prezentował 66. zawodnik rankingu ATP Adrian Mannarino. Teraz w wywiadzie dla “The National” kilka słów od siebie powiedziała Aryna Sabalenka. Na jej wypowiedź czekało z pewnością wiele osób.

     

    28 listopada sztab Igi Świątek poinformował o postępowaniu Międzynarodowej Agencji ds. Integralności Tenisa (ITIA) w sprawie polskiej zawodniczki. Sierpniowy test dopingowy przeprowadzony w Cincinnati wykrył minimalne stężenie (0,05 ng/m) trimetadyzyny. Melatonina, którą wzięła nasza rodaczka, by zasnąć o 3:00 w nocy, była fabrycznie zanieczyszczona, co potwierdziło przeprowadzone dochodzenie. Raszynianka otrzymała miesięczne zawieszenie na czas wyjaśnienia sytuacji, odbyła jej główną część we wrześniu, a końcówkę na początku grudnia.

     

     

    Cała sprawa wywołała falę komentarzy, nie zawsze przychylnych Świątek. Głośne były słowa Nicolasa Kyrgiosa, w ostatnim czasie bardziej osoby medialnej niż tenisisty: “Nasz sport jest ugotowany. Wymówką, której wszyscy możemy użyć, jest to, że nie wiedzieliśmy. Po prostu nie wiedzieliśmy. Profesjonaliści na najwyższym poziomie sportu mogą teraz po prostu powiedzieć ‘nie wiedzieliśmy’” – przekazywał. Z kolei o Janniku Sinnerze, u którego wykryto klostebol, powiedział: “Jeśli dane będzie nam ze sobą zagrać, po prostu sprawię, że każda osoba z tłumu na niego naskoczy. Cały szacunek pójdzie w zapomnienie. Zamienię to w absolutny rozgardiasz. I zrobię wszystko, żeby wygrać”. Postaci Australijczyka wiele osób nie bierze na poważnie.Bardziej neutralny był 66. gracz ATP Adrian Mannarino, choć zostawiał nutę niepewności co do uczciwości Polki i Włocha. – Jestem skłonny dać im kredyt zaufania, ale nadal jest to bardzo zaskakujące. Można nieumyślnie wziąć niewłaściwą pigułkę, witaminę, ale to zadziwiające. Nie wierzę już w świętego Mikołaja. Jeśli ktoś chce wierzyć, to może. To nie do końca moja sprawa. Spośród 300 najlepszych na świecie było dwóch zawodników z pozytywnymi testami i oba należały do numerów 1. To bardzo zaskakujące – mówił na antenie Radia Monte Carlo Sport.

     

    Aryna Sabalenka w sprawie trimetazydyny u Świątek. “Nic więcej nie mogę dodać”Aryna Sabalenka, która obecnie otwiera ranking WTA, na najbliższym Australian Open spróbuje sięgnąć po trzeci z rzędu triumf w tym turnieju, czego nie dokonała żadna zawodniczka od Martiny Hingis z lat 1997-1999. Białorusinka do tej pory nie zabierała głosu w sprawie Świątek. W piątek wyściskała się z Polką po meczu deblowym w Abu Zabi.Zmieniła to w wywiadzie opublikowanym w sobotę w “The National”. Daleko było jej jednak do publicystycznego charakteru wypowiedzi, w zasadzie nie wniosła niczego nowego. Jeśli takie są jej wewnętrzne przemyślenia, to też trudno, by była kontrowersyjna na siłę.

     

    Ludzie są naprawdę przyzwyczajeni do przesadnego reagowania, zanim coś zrozumieją, więc nie chcę zostawiać żadnych komentarzy. Wierzę w czysty sport i nic więcej nie mogę dodać~ Aryna Sabalenka (cyt. za TheNationalNews.com)Tenisistka urodzona w Mińsku przebywa obecnie w Abu Zabi, gdzie walczy w pokazowym turnieju World Tennis League. W piątek w duecie z Mirrą Andriejewą pokonały w starciu deblowym Świątek i Paulę Badosę 6:1 w zaledwie 24 minut.

  • Zwycięzca PŚ w Engelbergu oszukał wszystkich! Te zdjęcia obiegną świat

    Zwycięzca PŚ w Engelbergu oszukał wszystkich! Te zdjęcia obiegną świat

    Zwycięzca PŚ w Engelbergu oszukał wszystkich! Te zdjęcia obiegną świa

     

    To już nie jest jednorazowy przypadek, to prawdziwa plaga. Sędziowie wypaczają w tym sezonie wyniki Pucharu Świata w skokach narciarskich i dłużej milczeć się nie da. W sobotę w Engelbergu doszło do być może największej kompromitacji w sezonie. Mowa o skoku Jana Hoerla. Austriak dostał w prezencie od sędziów przynajmniej sześć punktów. Oszukał ich z łatwością. I być może dzięki temu wygrał cały konkurs.

     

    Jan Hoerl w pierwszej serii Pucharu Świata w skokach narciarskich w Engelbergu pofrunął bardzo daleko – 142 m. Miał jednak duże problemy podczas lądowania, co dostrzegł każdy kibic, oglądający transmisję. Spadł na dwie nogi, widać to doskonale na zdjęciu ilustrującym ten tekst, i i dopiero po chwili wysunął lewą nogę, markując telemark.

     

    Skandal w Pucharze Świata. Jan Hoerl dostał noty po 19.0, a powinien mieć 17.0

    Według nowej interpretacji, ogłoszonej przed sezonem, najwyższa nota, jaką mógł dostać Hoerl za ten skok to 17.0. – Dotąd brak wypadu przy lądowaniu sędziowie stylowi karali odjęciem od noty maksymalnej dwóch punktów. Od teraz powinni odejmować trzy punkty, czyli o jeden więcej. Oczekuję, że będą rygorystyczni – powiedział u progu zimy szef Pucharu Świata w skokach Sandro Pertile.

     

    I co? I nic.

     

    Cały ten sezon to seria kompromitacji arbitrów. Wspomniany skok Hoerla sędzia włoski ocenił na 19.5, czyli prawie ideał [nota maksymalna w skokach narciarskich wynosi 20.0 – przyp. red.]. Panowie z Niemiec, Norwegii i Szwajcarii byli niewiele lepsi, przyznając Austriakowi po 19.0. W ten sposób Hoerl zarobił przynajmniej sześć punktów – a może więcej, bo lądowanie było mocniej zachwiane – i zakończył pierwszą serię na drugiej pozycji.

     

    Jan Hoerl z kontrowersyjnym zwycięstwem. “Oceny za styl w skokach narciarskich to fikcja”

    W drugiej serii Austriak pofrunął fenomenalnie, na 139,5 m, już w znacznie lepszym stylu. Od sędziów dostał aż cztery noty 19.5! Dzięki temu wygrał cały konkurs, sześć i pół punktu przed Danielem Tschofenigiem. Czy byłoby tak, gdyby jego pierwszy skok został oceniony właściwie?

     

    Oceny za styl w skokach narciarskich to fikcja” – napisał na platformie X Patryk Pancewicz, dziennikarz zajmujący się sportami zimowymi.

     

    Hoerl przy każdym lądowaniu walczy o życie a dostaje 19″ – dodają autorzy, prowadzący konto localSJresults. W odpowiedziach na ten wpis można przeczytać, że Hoerl to nowa wersja Simona Ammanna. Faktycznie, kibice skoków doskonale pamiętają jak Szwajcar swoim udawanym telemarkiem wprowadzał sędziów w błąd.