• Robert Lewandowski opuszczony. A kamery i tak nie pokazały wszystkiego

    Robert Lewandowski opuszczony. A kamery i tak nie pokazały wszystkiego

    Robert Lewandowski opuszczony. A kamery i tak nie pokazały wszystkiego

    Detronizacja bez udziału jednego z głównych bohaterów tragedii. Zawieszony Hansi Flick mógł tylko spoglądać z daleka, jak FC Barcelona spada w przepaść w starciu z Atletico Madryt (1:2). Blaugrana nie jest już liderem tabeli LaLigi, a jego człowiek, Robert Lewandowski, nie był sobą. O jego porażającym pudle mówi się niemal tyle samo, co o kontrowersjach sędziowskich. I przez nie asystent trenera Flicka mógł poczuć się osamotniony. Zabrakło mu tego, co ma Flick, choć próbował reagować, czego nie pokazały telewizyjne kamery.

     

    Blaugrana na zakończenie rywalizacji w 2024 r. drżała o pozostanie na miejscu lidera. Nawet punkt po zdobyty turbulencjach nie bolałby tak, jak strata pierwszego miejsca i to po golu w samej końcówce.

     

    Rywal z Metropolitano zrealizował scenariusz, który jeszcze tydzień wydawał się nierealny. Wyjazdowy remis z Realem Betis (2:2) miał być tylko wpadką i gorszym dniem zawodników Hansiego Flicka. Wtedy szkoleniowiec nie wytrzymał po jednej decyzji sędziego i został zawieszony na dwa mecze. Pod jego nieobecność na ławce zespół przegrał sensacyjnie z Leganes (0:1) i sprawił, że stawka starcia z Atletico była podwójna. A i w tym spotkaniu jego brak z powodu czerwonej kartki z Betisem i zawieszenia na dwa mecze okazał się problemem.

     

    W ostatniej kolejce w tym roku wynik bezpośredniego starcia decydował o tym, kto spędzi świąteczną przerwę na fotelu lidera. Obie drużyny do rywalizacji wrócą bowiem 4 stycznia w Pucharze Króla ze zdecydowanie niżej notowanymi rywalami. W LaLidze Blaugrana ponownie zagra 8 stycznia w Bilbao z Athletikiem, a stołeczny zespół dopiero 12 stycznia zmierzy się z Osasuną. I przystąpią do niej w zupełnie innych nastrojach

     

    FC Barcelona wzburzona po decyzjach sędziego. Hansi Flick nie mógł reagować. I przegrał

    Hiszpanie, nie inaczej niż Polacy, bardzo lubią podważać decyzje arbitra. Tak było w sobotnim hicie, a zaczęło się już w siódmej minucie, gdy wydawało się, że po zagraniu Raphinhi gospodarzom należy się rzut rożny. To był jednak tylko mały wstęp do emocji na Estadi Olímpic Lluís Companys.

     

    Na ławce Flicka po raz drugi zastąpił jego najbardziej zaufany człowiek, Marcus Sorg, który jako trener zdobywał już m.in. młodzieżowe mistrzostwo Europy. Nie jest jednak typowym przywódcą. Do jego głównych zadań należy analiza spotkań na dwóch ekranach – na jednym obserwuje mecz na żywo, a na drugim zgłębia dane. Wszystko toczy się w stałym kontakcie z Westermannem, który pracuje z trybun prasowych. Katalończycy nie mają wątpliwości, że Sorg to znacznie więcej niż asystent, ale wydarzenia z soboty mogły go przerosnąć.

     

    Flick mógł tylko obserwować z trybun, jak jego wierny asystent musi reagować na decyzje sędziego. Jeszcze przed przerwą zagotowało się na boisku. Giuliano Simeone zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym, piłkarze Barcelony domagali się podyktowania jedenastki, ale Ricardo de Burgos Bengoetxea podjął inną decyzję. Wszystko wskazuje na to, że arbiter musiał uznać, że piłkarz Atletico uciekał ręką od piłki i ta trafiła go przypadkowo. Na stadionie słychać było ogromne gwizdy, a po kolejnych decyzjach były one coraz wyraźniejsze.

     

    Sorg musiał reagować. W telewizyjnej transmisji nie było widać, jak zdenerwowany próbuje komentować decyzję w kierunku sędziego technicznego. Ten starał się nie zaogniać sytuacji. A może czuł, że tak naprawdę na prawdziwą burzę przy ławce nie ma szans. 58-letni asystent nie ma ani charyzmy, ani doświadczenia, jak Hansi Flick. Gdyby to jego szef znajdował się na swoim miejscu, reakcje mogłyby być bardziej stanowcze.

     

    Robert Lewandowski nie dał rady. Człowiek Flicka załamany

    Czasu się nie cofnie i Flick nigdy nie dowie się, jak reagowałby na poczynania Blaugrany, gdyby nie dostał kary za swoje niewybredne zachowanie do sędziego w meczu LaLigi. Nie ma wątpliwości, że przez wiele miesięcy to on potrafił odmienić postawę Lewandowskiego. Wpływ na to musiały mieć intensywniejsze treningi, ale także długie rozmowy i nić porozumienia.

     

    W sobotę Polak z tyłu głowy miał fakt, że Flicka nie ma tuż za linią boczną. Efekt? Dawno niewidziany kompletny brak skuteczności i fatalne pudło, o którym będzie mówiło się przez długi czas. Wystarczy spojrzeć

     

    Na Estadi Olímpic Lluís Companys zadziałał efekt motyla. Jedna reakcja Flicka sprzed dwóch tygodni mogła mieć wpływ na detale w hicie LaLigi. Gdy Niemiec wróci na ławkę swojego zespołu, ten nie będzie już liderem hiszpańskich rozgrywek. Jego fachowość, ciężka praca i ogromne zaangażowanie w Katalonii znów się przydadzą. Z pasją będzie chciał odbudować coś, co sam zaczął burzyć.

  • To była walka roku! Ołeksandr Usyk i Tyson Fury dali show. Kosmiczna końcówka

    To była walka roku! Ołeksandr Usyk i Tyson Fury dali show. Kosmiczna końcówka

    To była walka roku! Ołeksandr Usyk i Tyson Fury dali show. Kosmiczna końcówka

    Co to była za walka, co to był za rewanż! Tyson Fury i Ołeksandr Usyk w maju zachwycili cały świat, a teraz nie tylko chcieli to powtórzyć, ale i zrobić to jeszcze lepiej! Kibice oglądali 12 rund na genialnym bokserskim poziomie, a bezdyskusyjnym mistrzem świata wagi ciężkiej pozostał Ukrainiec. To on był szybszy, zwinniejszy i znów utarł nosa “Królowi Cyganów”, który przed walką robił wszystko, by go sprowokować.

    https://x.com/HappyPunch/status/1869796063101759697

    “Tyson Fury i Ołeksandr Usyk długo kazali na siebie czekać, ale gdy w końcu doszło do absolutnego hitu i walki o bycie bezdyskusyjnym mistrzem świata wagi ciężkiej, kibice doczekali się kapitalnego, niesamowitego show, który będą długo wspominać! Dwaj pięściarscy mistrzowie nie kalkulowali, chcieli udowodnić swoją wyższość, a gdy wydawało się już, że Ukrainiec jest bliski porażki, trafił potężnym ciosem, ustawił sobie rywala i wygrał na punkty. To miała być walka stulecia i zdecydowanie była!” — pisaliśmy po pierwszym starciu gigantów. Już wtedy można było przewidzieć, że dojdzie do kolejnego. Od tego czasu wydarzyło się jednak naprawdę dużo. Także już przed samą walką.

    https://x.com/HappyPunch/status/1870190122622431351

    11 minut — tyle trwało face to face pomiędzy Ołeksandrem Usykiem a Tysonem Furym. Pięściarzy trzeba było rozdzielać, a znany ze wzbudzania kontrowersji Brytyjczyk się nie popisał, bo zaczął wyzywać i obrażać ukraińskiego mistrza. — Zamierzam cię zarżnąć. Unicestwię cię. Obudzisz się w szpitalu klaunie — mówił, lecz to zdanie jest jednym z łagodniejszych, jakich użył.

     

    Na oficjalnym ważeniu natomiast wyglądało to kompletnie inaczej i Brytyjczyk nie miał zamiaru zbliżać się w stronę Ukraińca. Znudzony zerknął na niego przez trzy sekundy, a później rzucił jedno słowo i opuścił scenę. To słowo mówi jednak wszystko — “wojna

    https://x.com/ChampRDS/status/1870596944671953367

    A jakby tego było mało, przed walką doszło też do sporu obu pięściarzy o brodę Brytyjczyka, która zakończyła się jasną decyzją — Fury nie musiał zmieniać swojego zarostu. To był jednak tylko temat zastępczy przed wielkim rewanżem, którego stawką były trzy pasy mistrzowskie. A gdy już do niego doszło, kibice błyskawicznie zapomnieli o całym tym zamieszaniu i medialnych gierkach.

     

    Po godzinach oczekiwania od początku gali tuż przed północą polskiego czasu obaj pięściarze w końcu pojawili się w ringu. Oficjalnie rozbrzmiały hymny trzech państw (także gospodarzy, Arabii Saudyjskiej) i można było zacząć sportowe święto!

    https://x.com/garnekmedia/status/1870606250544685488

    Godziny oczekiwań i w końcu zaczęli! Ołeksandr Usyk i Tyson Fury od razu ruszyli na siebie

     

    A gdy już się zaczęło, od razu działo się naprawdę wiele! Usyk nie czekał, od razu zaczął pracować na nogach i szukać długich ciosów, a Fury nie pozostawał mu dłużny. A to zwiastowało kapitalne emocje, tak jak w ich pierwszej walce

     

    Szybszy rzecz jasna był Ukrainiec, ale musiał uważać na siłę rywala, który tym razem ważył aż o 25 kg więcej. A tę różnicę było widać w drugiej rundzie, gdy Fury był dużo bardziej statyczny i szukał tego jednego, potężnego uderzenia. I jednym z nich trafił Ukraińca, który zachwiał się na nogach, ale po chwili rozbrzmiał gong kończący rundę.

     

    W kolejnych odsłonach wyglądało to podobnie — Usyk obskakiwał rywala, ale musiał uważać na potężne uderzenia Brytyjczyka, który też decydował się na kombinacje ciosów. I to właśnie taka kombinacja pod koniec czwartej rundy zaskoczyła Ukraińca i wydawało się, że początek walki przebiegał delikatnie na korzyść pretendenta.

     

    Tyson Fury poszukiwał nokautu. Ołeksandr Usyk od razu się uśmiechnął

    W piątej rundzie Fury znów mocno trafił rywala, a ten od razu uśmiechnął się w jego stronę, pokazując, że nie odczuł tego ciosu. I z każdą kolejną minutą coraz mocniej się rozkręcał, chcąc wykorzystać swoją przewagę w przygotowaniu kondycyjnym. Aż pod koniec szóstej rundy Brytyjczyk poszukiwał klinczu, co Usyk znów skwitował wymownym uśmiechem.

    https://x.com/TelegraphSport/status/1870611431340806613

    Co wiedzieliśmy po połowie walki? No właśnie niewiele. Zajmujący się od lat boksem Przemysław Garczarczyk pisał wprost, że do tej pory obaj zawodnicy wygrali po trzy rundy, a podobnie oceniał to Anthony Joshua.

     

    Od tego momentu każda odsłona walki była więc kluczowa i wydawało się, że obaj mistrzowie tylko się rozkręcają. Usyk był niezwykle szybki, co udowodnił pod koniec ósmej rundy, gdy potężnie trafił rywala. A w kolejnej chciał powtórzyć to, co dokonał w maju. Wówczas właśnie w dziewiątej odsłonie walki Brytyjczyk padł na deski, ale tym razem było inaczej — oglądaliśmy wymiany ciosów, szukanie słabszych punktów rywala i walkę na wyniszczenie.

     

    Nic nie zmieniło się w trzech finałowych rundach. Oglądaliśmy kapitalne starcie na niesamowitym wręcz bokserskim poziomie. W każdej odsłonie o zwycięstwie decydowały detale, a sędziowie, którzy ostatecznie byli potrzebni do werdyktu, mieli przed sobą niezwykle trudne zadanie. Tym bardziej, że w samej końcówce obaj weszli na wyżyny swoich umiejętności iwprawili kibiców w ekstazę!

    Wydawało się, że lepszy był szybszy i zwinniejszy Ołeksandr Usyk, który zdaniem sędziów wygrał osiem z 12 rund i obronił tytuł bezdyskusyjnego mistrza świata wagi ciężkiej!

  • PŚ w skokach: kwalifikacje i konkurs indywidualny [RELACJA NA ŻYWO]

    PŚ w skokach: kwalifikacje i konkurs indywidualny [RELACJA NA ŻYWO]

    PŚ w skokach: kwalifikacje i konkurs indywidualny [RELACJA NA ŻYWO

     

     

    W niedzielę ostatni akord weekendu z Pucharem Świata w Engelbergu. Dla skoczków będzie to bardzo długi dzień, który rozpoczną od porannych kwalifikacji. Pierwotnie miały się one odbyć przed popołudniowym konkurs, lecz ze względu na niekorzystne warunki pogodowe przesunięto je na godz. 9.15.

     

    W kwalifikacjach weźmie udział pięciu Polaków — Jakub Wolny, Piotr Żyła, Kamil Stoch, Aleksander Zniszczoł i Paweł Wąsek. Ten ostatni mógł w sobotę zaliczyć rewelacyjny wynik, lecz słaby drugi skok sprawił, że spadł on na 11. miejsce. Na dobry rezultat mógł też liczyć Piotr Żyła, który po ostatnim weekendzie PŚ zastąpił w składzie Dawida Kubackiego. Doświadczony skoczek został zdyskwalifikowany za nieprzepisowy kombinezon, przez co, spadł na koniec stawki w drugiej serii.

     

    Sobota pokazała, że w Engelbergu nie brakuje emocji. Dlatego też zapraszamy do śledzenia naszej relacji na żywo najpierw z klasyfikacji o godz. 9.15, a następnie z konkursu od godz. 16

  • Anna Lewandowska oglądała mecz Barcelony. Pokazała wideo z trybun

    Anna Lewandowska oglądała mecz Barcelony. Pokazała wideo z trybun

    Anna Lewandowska oglądała mecz Barcelony. Pokazała wideo z trybu

     

    FC Barcelona przegrała z Atletico Madryt i straciła pozycję lidera ligi hiszpańskiej. Mecz Dumy Katalonii oglądało z trybun wielu kibiców, a wśród nich Anna Lewandowska. Żona Roberta Lewandowskiego opublikowała krótkie wideo ze stadionu.

     

    W swoim ostatnim meczu w tym roku FC Barcelona mierzyła się u siebie z Atletico Madryt. Duma Katalonii przegrała 1:2 i tym samym straciła fotel lidera La Liga. Gola dla Barcelony strzelił Pedri, zaś dla Atletico Madryt do siatki trafiali Rodrigo de Paul i Alexander Sorloth. Ten drugi bramkę na wagę zwycięstwa zdobył już w doliczonym czasie gry

     

    Anna Lewandowska na meczu FC Barcelona — Atletico Madryt

    Mecz z trybun oglądało wielu kibiców. Wśród nich pojawiła się Anna Lewandowska. Żona Roberta Lewandowskiego opublikowała na Instagramie krótkie wideo ze stadionu.

     

    “Ostatni mecz w roku” — napisała na Instagramie trenerka.

     

    Robert Lewandowski zawsze może liczyć na wsparcie bliskich. Nigdy nie ukrywał, jak ważna jest w jego życiu rodzina.

     

    “Najlepiej regeneruję się, spędzając czas z rodziną. Rozmowa z bliskimi bardzo mi pomaga. Rodzina, przyjaciele i całe moje najbliższe otoczenie powoduje, że jest mi lżej, że potrafię zapomnieć o złych rzeczach, które się wydarzyły. Rodzina ma dla mnie ogromną wartość. Oni na co dzień widzą, ile mnie to wszystko kosztuje. Dla nich to także jest trudne” — mówił swego czasu w rozmowie dla “Łączy nas piłka”.

  • To była walka roku! Ołeksandr Usyk i Tyson Fury dali show. Kosmiczna końcówka

    To była walka roku! Ołeksandr Usyk i Tyson Fury dali show. Kosmiczna końcówka

    To była walka roku! Ołeksandr Usyk i Tyson Fury dali show. Kosmiczna końcówk

    Co to była za walka, co to był za rewanż! Tyson Fury i Ołeksandr Usyk w maju zachwycili cały świat, a teraz nie tylko chcieli to powtórzyć, ale i zrobić to jeszcze lepiej! Kibice oglądali 12 rund na genialnym bokserskim poziomie, a bezdyskusyjnym mistrzem świata wagi ciężkiej pozostał Ukrainiec. To on był szybszy, zwinniejszy i znów utarł nosa “Królowi Cyganów”, który przed walką robił wszystko, by go sprowokować

    Tyson Fury i Ołeksandr Usyk długo kazali na siebie czekać, ale gdy w końcu doszło do absolutnego hitu i walki o bycie bezdyskusyjnym mistrzem świata wagi ciężkiej, kibice doczekali się kapitalnego, niesamowitego show, który będą długo wspominać! Dwaj pięściarscy mistrzowie nie kalkulowali, chcieli udowodnić swoją wyższość, a gdy wydawało się już, że Ukrainiec jest bliski porażki, trafił potężnym ciosem, ustawił sobie rywala i wygrał na punkty. To miała być walka stulecia i zdecydowanie była!” — pisaliśmy po pierwszym starciu gigantów. Już wtedy można było przewidzieć, że dojdzie do kolejnego. Od tego czasu wydarzyło się jednak naprawdę dużo. Także już przed samą walką.

    11 minut — tyle trwało face to face pomiędzy Ołeksandrem Usykiem a Tysonem Furym. Pięściarzy trzeba było rozdzielać, a znany ze wzbudzania kontrowersji Brytyjczyk się nie popisał, bo zaczął wyzywać i obrażać ukraińskiego mistrza. — Zamierzam cię zarżnąć. Unicestwię cię. Obudzisz się w szpitalu klaunie — mówił, lecz to zdanie jest jednym z łagodniejszych, jakich użył.

    Na oficjalnym ważeniu natomiast wyglądało to kompletnie inaczej i Brytyjczyk nie miał zamiaru zbliżać się w stronę Ukraińca. Znudzony zerknął na niego przez trzy sekundy, a później rzucił jedno słowo i opuścił scenę. To słowo mówi jednak wszystko — “wojna”.

    A jakby tego było mało, przed walką doszło też do sporu obu pięściarzy o brodę Brytyjczyka, która zakończyła się jasną decyzją — Fury nie musiał zmieniać swojego zarostu. To był jednak tylko temat zastępczy przed wielkim rewanżem, którego stawką były trzy pasy mistrzowskie. A gdy już do niego doszło, kibice błyskawicznie zapomnieli o całym tym zamieszaniu i medialnych gierkach.

    Po godzinach oczekiwania od początku gali tuż przed północą polskiego czasu obaj pięściarze w końcu pojawili się w ringu. Oficjalnie rozbrzmiały hymny trzech państw (także gospodarzy, Arabii Saudyjskiej) i można było zacząć sportowe święto!

    Godziny oczekiwań i w końcu zaczęli! Ołeksandr Usyk i Tyson Fury od razu ruszyli na siebie
    A gdy już się zaczęło, od razu działo się naprawdę wiele! Usyk nie czekał, od razu zaczął pracować na nogach i szukać długich ciosów, a Fury nie pozostawał mu dłużny. A to zwiastowało kapitalne emocje, tak jak w ich pierwszej walce.

    Szybszy rzecz jasna był Ukrainiec, ale musiał uważać na siłę rywala, który tym razem ważył aż o 25 kg więcej. A tę różnicę było widać w drugiej rundzie, gdy Fury był dużo bardziej statyczny i szukał tego jednego, potężnego uderzenia. I jednym z nich trafił Ukraińca, który zachwiał się na nogach, ale po chwili rozbrzmiał gong kończący rundę.

    W kolejnych odsłonach wyglądało to podobnie — Usyk obskakiwał rywala, ale musiał uważać na potężne uderzenia Brytyjczyka, który też decydował się na kombinacje ciosów. I to właśnie taka kombinacja pod koniec czwartej rundy zaskoczyła Ukraińca i wydawało się, że początek walki przebiegał delikatnie na korzyść pretendenta

    Tyson Fury poszukiwał nokautu. Ołeksandr Usyk od razu się uśmiechnął
    W piątej rundzie Fury znów mocno trafił rywala, a ten od razu uśmiechnął się w jego stronę, pokazując, że nie odczuł tego ciosu. I z każdą kolejną minutą coraz mocniej się rozkręcał, chcąc wykorzystać swoją przewagę w przygotowaniu kondycyjnym. Aż pod koniec szóstej rundy Brytyjczyk poszukiwał klinczu, co Usyk znów skwitował wymownym uśmiechem.

    Co wiedzieliśmy po połowie walki? No właśnie niewiele. Zajmujący się od lat boksem Przemysław Garczarczyk pisał wprost, że do tej pory obaj zawodnicy wygrali po trzy rundy, a podobnie oceniał to Anthony Joshua.

    Od tego momentu każda odsłona walki była więc kluczowa i wydawało się, że obaj mistrzowie tylko się rozkręcają. Usyk był niezwykle szybki, co udowodnił pod koniec ósmej rundy, gdy potężnie trafił rywala. A w kolejnej chciał powtórzyć to, co dokonał w maju. Wówczas właśnie w dziewiątej odsłonie walki Brytyjczyk padł na deski, ale tym razem było inaczej — oglądaliśmy wymiany ciosów, szukanie słabszych punktów rywala i walkę na wyniszczenie.

    Nic nie zmieniło się w trzech finałowych rundach. Oglądaliśmy kapitalne starcie na niesamowitym wręcz bokserskim poziomie. W każdej odsłonie o zwycięstwie decydowały detale, a sędziowie, którzy ostatecznie byli potrzebni do werdyktu, mieli przed sobą niezwykle trudne zadanie. Tym bardziej, że w samej końcówce obaj weszli na wyżyny swoich umiejętności i wprawili kibiców w ekstaz

  • W głowie się nie mieści, co Lewandowski zrobił w 76. minucie

    W głowie się nie mieści, co Lewandowski zrobił w 76. minucie

    W głowie się nie mieści, co Lewandowski zrobił w 76. minucie

    Atletico Madryt wygrało na wyjeździe z FC Barceloną 2:1 i zostało nowym liderem La Ligi! Chociaż wydawało się, że to Katalończycy są bliżej wygranej, to stało się inaczej. Jedną ze świetnych okazji nie wykorzystał Robert Lewandowski, co idealnie pokazało, że ostatnie tygodnie nie są tak dobre w jego wykonaniu, jak fantastyczny początek sezonu.

    https://x.com/ELEVENSPORTSPL/status/1870584764303839632

    Do czasu sobotniego spotkania z Atletico Madryt w 18. kolejce La Ligi Robert Lewandowski osiem razy (w barwach Bayernu Monachium i FC Barcelony) grał przeciwko drużynie Diego Simeone. W tych spotkaniach zdobył trzy bramki i zanotował dwie asysty. W ostatnim meczu podczas rundy wiosennej w sezonie 2023/2024 zdobył bramkę i zanotował dwie asysty w wygranym 3:0 meczu na Civitas Metropolitano. W sobotni wieczór jednak to Atletico wygrało 2:1 po golu w Alexandra Sorlotha w doliczonym czasie gry!

     

    Nie ma wątpliwości, że w ostatnim czasie Robert Lewandowski znajdował się w słabszej formie niż w pierwszych miesiącach bieżącego sezonu. Ostatnie cztery mecze to zaledwie jedna bramka zdobyta przez polskiego napastnika. Zaufanie Hansiego Flicka do Lewandowskiego pozostaje niezmiennie i 36-latek od pierwszej minuty rozpoczął mecz z Atletico Madryt.

     

    Robert Lewandowski z pudłem w meczu z Atletico Madryt

    Polski napastnik starał się rozgrywać, robić miejsce kolegom w polu karnym, ale napastnika przede wszystkim rozlicza się z tego, jak wykorzystuje sytuacje. Fakt, że Lewandowski nie miał zbyt wielu klarownych sytuacji. Jednak w 76. minucie miał fantastyczną okazję, ale… nie trafił w piłkę, stojąc pięć metrów przed Janem Oblakiem! To było idealnym podsumowaniem tego, że ostatnie tygodnie nie są najlepsze w wykonaniu Polaka.

     

    Co prawda po obejrzeniu powtórki wydawało się, że biorący udział w akcji Ferran Torres był na spalonym, ale w razie trafienia Lewandowskiego na pewno cała sytuacja byłaby analizowana przez VAR.

     

    W sumie w obecnym sezonie Robert Lewandowski rozegrał 24 spotkania dla FC Barcelony, w których zdobył 23 bramki i zanotował dwie asysty. Kolejny mecz FC Barcelona 4 stycznia o godz. 19:00 na wyjeździe z UD Barbastro w Pucharze Króla.

     

  • Pierwsze trofeum Aleksandra Śliwki! Co za sukces Polaka w Japoni

    Pierwsze trofeum Aleksandra Śliwki! Co za sukces Polaka w Japoni

    Pierwsze trofeum Aleksandra Śliwki: Sukces Polaka w Japonii, który na długo zostanie w pamięci!

     

    Aleksander Śliwka, polski siatkarz, przeżywa jeden z najbardziej pamiętnych momentów w swojej karierze. Choć jego początek przygody w Japonii nie należał do najłatwiejszych, teraz może świętować swój pierwszy sukces na Dalekim Wschodzie. Jego zespół, Suntory Sunbirds, zdobył prestiżowy Puchar Cesarza, pokonując w wielkim finale drużynę Osaka Bluteon 3:0. To zwycięstwo nie tylko zapewniło drużynie tytuł, ale także potwierdziło, jak wielką rolę odegrał sam Śliwka w całym sukcesie zespołu.

     

    Początek w Japonii: trudności i wyzwania

     

    Początek Aleksandra Śliwki w Japonii nie należał do najłatwiejszych. Po przyjeździe do kraju kwitnącej wiśni, polski przyjmujący zmagał się z kontuzją, która zmusiła go do oglądania pierwszych meczów swojego zespołu z kwadratu rezerwowych. Zespół Suntory Sunbirds zaczął rozgrywki bez jego aktywnego udziału, co oznaczało, że Śliwka musiał poczekać na swoją szansę, by w pełni wkomponować się w zespół i wrócić do pełnej sprawności.

     

    Jednak po wyleczeniu kontuzji, sytuacja zaczęła się zmieniać. Trener Olivier Lecat, zdając sobie sprawę z talentu Polaka, zastosował rotację w składzie na pozycji przyjmującego, co dało Śliwce możliwość rywalizacji o miejsce w podstawowej szóstce. Co ciekawe, w tym sezonie Śliwka nie był jedynym przyjmującym w zespole, który wywoływał ogromne emocje. Największą gwiazdą drużyny jest japoński siatkarz Ran Takahashi, który zazwyczaj rozpoczynał mecze w wyjściowym składzie. Polak, w zależności od potrzeb drużyny, dzielił czas na boisku z Alainem de Armasem, kubańskim zawodnikiem, który również reprezentuje Japonię.

     

    Przełomowy moment: wielki finał

     

    Sukces Aleksandra Śliwki w Japonii nadszedł w najbardziej prestiżowym momencie rozgrywek, czyli w finale Pucharu Cesarza. Zespół Suntory Sunbirds stanął naprzeciw drużynie Osaka Bluteon, mistrzowi Japonii. Mecz zapowiadał się niezwykle emocjonująco, a napięcie sięgało zenitu. Początek spotkania jednak należał do drużyny Polaka. Suntory Sunbirds od samego początku narzuciło mocne tempo gry, wygrywając pierwszego seta w imponującym stylu, rozbijając rywali do 12. Wydawało się, że zwycięstwo w meczu jest na wyciągnięcie ręki.

     

    Jednak w drugim secie Osaka Bluteon nie zamierzała się poddać. Po kilku świetnych zagrywkach i dynamicznych akcjach, Bluteon prowadziło 17:12, a mecz nabrał zupełnie nowego charakteru. Wydawało się, że drużyna z Osaki odzyska kontrolę nad spotkaniem i wyrówna stan meczu. Na szczęście dla Suntory Sunbirds, zespół Śliwki zdołał się zebrać, a Polak zagrał kluczową rolę w odwróceniu losów drugiego seta. Jego dwa punkty w końcówce seta okazały się decydujące i pozwoliły Suntory wygrać 25:22, obejmując prowadzenie 2:0 w meczu.

     

    Trzeci set rozpoczął się dość wyrównanie, jednak z biegiem czasu drużyna Suntory przejęła inicjatywę. Z każdą minutą Polacy grali coraz pewniej, a przewaga w końcu zaczęła rosnąć. Ostatecznie trzeci set zakończył się wynikiem 25:17 na korzyść Sunbirds, co oznaczało, że polski zespół zwyciężył 3:0 i zdobył tytuł Pucharu Cesarza.

     

    Śliwka: kluczowy element zwycięstwa

     

    Aleksander Śliwka odegrał kluczową rolę w tym sukcesie. Choć początkowo nie miał pewnego miejsca w składzie, to w finale zagrał od deski do deski, pokazując swoje umiejętności, zaangażowanie i mentalność zwycięzcy. Polak był bardzo ważnym elementem drużyny, zarówno w ofensywie, jak i obronie. Jego postawa na boisku była nieoceniona, szczególnie w drugiej i trzeciej partii, kiedy jego punkty miały ogromne znaczenie w końcowym rezultacie meczu.

     

    Puchar Cesarza był pierwszym tak dużym trofeum, które Śliwka zdobył w Azji, i od razu udało mu się wykorzystać tę szansę w sposób perfekcyjny. Triumf w Japonii stanowi dla niego nie tylko zawodowy sukces, ale również potwierdzenie, że jest w stanie odnosić sukcesy na najwyższym poziomie międzynarodowym.

     

    Suntory Sunbirds: droga do sukcesu

     

    Zwycięstwo Suntory Sunbirds w Pucharze Cesarza jest dowodem na doskonałą pracę zespołową, zaangażowanie wszystkich zawodników i przemyślaną strategię trenerską. Zespół, który na początku sezonu nie był faworytem do zdobycia tytułu, udowodnił, że ma ogromny potencjał. Choć w tabeli ligowej zespół zajmuje dopiero czwarte miejsce, wygrywając 11 z 16 spotkań, to do końca rozgrywek pozostało jeszcze wiele meczów, a drużyna Śliwki ma szansę na dalsze sukcesy. Zwycięstwo w Pucharze Cesarza będzie niewątpliwie jednym z momentów, które będą motywować drużynę do dalszej walki o wyższe cele w nadchodzących miesiącach.

     

    Podsumowanie: wyjątkowy dzień w karierze Śliwki

     

    Dla Aleksandra Śliwki zdobycie Pucharu Cesarza to ogromny krok w karierze. Sukces ten pokazuje, jak wielką rolę odgrywa nie tylko umiejętności sportowe, ale także determinacja, wytrwałość i pozytywne podejście do trudności, które napotykają sportowcy na swojej drodze. Pierwsze trofeum w Japonii, zwłaszcza w tak prestiżowym turnieju, to coś, czego Śliwka z pewnością nie zapomni. W przyszłości możemy spodziewać się kolejnych sukcesów tego utalentowanego siatkarza, który udowodnił, że potrafi stawić czołanawet największym wyzwaniom.

     

  • MP w pływaniu: Famulok i Chmielewski najlepsi na 200 m stylem motylkowym

    MP w pływaniu: Famulok i Chmielewski najlepsi na 200 m stylem motylkowym

    Niewiarygodne Występy na Mistrzostwach Polski w Pływaniu: Rekordy Pękają, Złota Zdobyte!

    Mistrzostwa Polski w pływaniu w Bydgoszczy dostarczyły niesamowitych emocji, gdy gwiazdy takie jak Krzysztof Chmielewski i Zuzanna Famulok triumfowały w konkurencjach na 200 m stylem motylkowym, a Jan Kałusowski przepisał księgi rekordów w konkurencji na 200 m stylem klasycznym.

     

    Krzysztof Chmielewski, brązowy medalista mistrzostw świata, pokazał swoją dominację na 200 m stylem motylkowym. Co niezwykłe, aby zdobyć złoto, nie musiał zbliżyć się do swojego sensacyjnego rekordu Polski – 1:49,26 – ustanowionego w Budapeszcie. Jego czas 1:52,24 wystarczył, by sięgnąć po tytuł mistrza Polski. W rywalizacji kobiet Zuzanna Famulok triumfowała z imponującym wynikiem 2:08,32, potwierdzając swoją pozycję wśród najlepszych pływaczek w kraju.

     

    Jan Kałusowski skradł show swoim spektakularnym występem na 200 m stylem klasycznym. Nie tylko zdobył złoty medal, ale także pobił własny rekord Polski. Nowy najlepszy wynik w historii kraju wynosi teraz 2:04,23 i przejdzie do historii. Wśród kobiet w stylu klasycznym dominowała Kinga Paradowska, która sięgnęła po złoto z czasem 2:25,29.

     

    Mistrzostwa potrwają do niedzieli, a kibice z niecierpliwością oczekują kolejnych niespodzianek i niezwykłych wyczynów. Śledźcie dalsze relacje z Bydgoszczy!

     

  • Takich ocen występu Roberta Lewandowskiego dawno nie widzieliśmy. “Nie przystoi”

    Takich ocen występu Roberta Lewandowskiego dawno nie widzieliśmy. “Nie przystoi”

    Hiszpańskie media bez litości dla Roberta Lewandowskiego – krytyka po meczu z Atletico Madryt

     

    Hiszpańscy dziennikarze nie pozostawili suchej nitki na Robercie Lewandowskim po niedzielnym meczu FC Barcelony z Atletico Madryt, zakończonym wynikiem 1:2. Polak, który miał okazję odwrócić losy spotkania, nie tylko zmarnował dogodną sytuację w 76. minucie, ale również został ostro skrytykowany za swoją ogólną postawę na boisku. “Mundo Deportivo” i “Marca” nie szczędzą słów, oceniając występ kapitana reprezentacji Polski jako jeden z najgorszych w jego karierze w barwach Barcelony.

     

    Kluczowy moment meczu i fatalne pudło

     

    Mecz na Camp Nou rozpoczął się od wysokiego tempa i dużej determinacji obu drużyn, ale niestety dla fanów Barcelony to Atletico Madryt zdołało wyjść zwycięsko z tego pojedynku. Decydującą bramkę w szóstej minucie doliczonego czasu gry zdobył Alexander Sorloth, ale prawdziwym gwoździem do trumny Katalończyków mogło być niewykorzystanie szansy przez Lewandowskiego 20 minut wcześniej.

     

    W 76. minucie, przy stanie 1:1, polski napastnik miał przed sobą niemal pustą bramkę, lecz skiksował w sytuacji, która wydawała się formalnością dla gracza jego klasy. Ten moment okazał się punktem zwrotnym, który ostatecznie przekreślił szanse Barcelony na zwycięstwo. Dziennikarze “Sport” nie mają wątpliwości: “Takie pudło nie przystoi zawodnikowi o renomie Roberta Lewandowskiego. To był niewiarygodny błąd.”

     

    Oceny poniżej krytyki

     

    Hiszpańskie media nie zostawiły na Lewandowskim suchej nitki, wystawiając mu jedne z najniższych ocen w drużynie. “Sport” ocenił jego występ na “4” w dziesięciopunktowej skali, co było najgorszym wynikiem spośród wszystkich zawodników Barcelony. “Od kilku tygodni Lewandowski jest zbyt oderwany od gry. Nie potrafi znaleźć swojego miejsca na boisku, brakuje mu dokładności zarówno w kontroli piłki, jak i w sytuacjach strzeleckich. To bardzo symptomatyczne dla jego obecnej formy” – piszą dziennikarze.

     

    Podobne oceny padły ze strony “Mundo Deportivo”, gdzie Polak otrzymał ostrą krytykę nie tylko za brak skuteczności, ale także za postawę w grze defensywnej. “To niezrozumiałe, że nie pracuje tak ciężko jak reszta kolegów z drużyny. Jego poziom ofensywny spadł, co jest jeszcze do wytłumaczenia, ale brak zaangażowania w inne aspekty gry jest nie do przyjęcia” – stwierdzają brutalnie.

     

    Spadek formy i konieczność poprawy

     

    Dziennik “Marca” również wystawił Lewandowskiemu niską notę – “4,5”. Dziennikarze wskazują, że polski napastnik musi jak najszybciej odnaleźć swoją dawną formę, jeśli Barcelona chce myśleć o sukcesach w tym sezonie. “Jego brak skuteczności stał się poważnym problemem. W 76. minucie, po odbitej od poprzeczki piłce Raphinhi, Lewandowski miał idealną okazję, aby zmienić wynik meczu. Jego błąd był niewiarygodny i kosztował Barcelonę punkty” – czytamy w analizie.

     

    Co dalej z Lewandowskim?

     

    Występ przeciwko Atletico Madryt nie był odosobnionym przypadkiem. Od kilku tygodni forma Lewandowskiego pozostawia wiele do życzenia, co wywołuje coraz większe obawy zarówno wśród kibiców, jak i ekspertów. Polak, który w poprzednim sezonie był niekwestionowanym liderem ofensywy Barcelony, obecnie zdaje się borykać z problemami, które wyraźnie odbijają się na jego skuteczności.

     

    Jedno jest pewne – jeśli Lewandowski nie odnajdzie swojej formy w najbliższych tygodniach, presja na jego osobie będzie rosła. Dziennikarze hiszpańscy nie zamierzają przymykać oka na jego słabsze występy, a kibice Barcelony również zaczynają tracić cierpliwość. Czy polski napastnik zdoła wrócić na właściwe tory i znów stać się kluczowym graczem Blaugrany? Odpowiedź na to pytanie poznamy w kolejnych meczach.

     

    Tymczasem krytyka nie milknie, a hiszpańskie media przypominają, że od gracza o renomie i doświadczeniu Lewandowskiego oczekuje się nie tylko bramek, ale także pełnego zaangażowania i odpowiedzialności za grę drużyny. Czas pokaże, czy Polak poradzi sobie z narastającą presją i znajdzie sposób na przełamanie kryzysu.

     

  • Katarzyna Cichopek gorzko o małżeństwie z Marcinem Hakielem. “Starałam się poświęcać siebie w imię rodziny”

    Katarzyna Cichopek gorzko o małżeństwie z Marcinem Hakielem. “Starałam się poświęcać siebie w imię rodziny”

    Katarzyna Cichopek gorzko o małżeństwie z Marcinem Hakielem. “Starałam się poświęcać siebie w imię rodziny

     

    Katarzyna Cichopek była gościnią programu “W bliskim planie”. Aktorka podczas rozmowy została zapytana, czy znalazła receptę na szczęście. W pewnym momencie opowiedziała, jak bardzo różna jest relacja z Maciejem Kurzajewskim od związku z Marcinem Hakielem. “Doszłam do wniosku, że jeszcze chwilę to potrwa i zaraz mnie nie będzie, mnie jako Kasi. Dlatego dzisiaj żyję zupełnie inaczej, na własnych zasadach i wydaję mi się, że jeżeli będę szczęśliwa, to to szczęście odbije się też na moich dzieciach” — opowiadała.

     

    Katarzyna Cichopek przez 17 lat była związana z Marcinem Hakielem, z którym doczekała się dwójki dzieci: Adama i Heleny. Wieści o rozstaniu aktorki z tancerzem rozeszły się szerokim echem, zwłaszcza że wcześniej w mediach nie pojawiały się żadne doniesienia wskazujące na to, że para przechodzi jakiś kryzys. Jednak niedługo po rozstaniu pary w internecie pojawiały się sugestie, że aktorka ma już nowego partnera, a mianowicie kolegę z pracy, Macieja Kurzajewskiego. Jak się z czasem okazało, już byli prowadzący “Pytanie na śniadanie”, faktycznie związali się ze sobą.

     

    Katarzyna Cichopek po dwóch latach związku z dziennikarzem w programie “W bliskim planie” odpowiedziała na pytanie, czy ma receptę na szczęście. Wróciła też wspomnieniami do relacji z Marcinem Hakielem

     

    Katarzyna Cichopek ma receptę na szczęście?

    Można oczywiście dyskutować z tym, czy mam takową receptę, bo nie udało mi się za pierwszym razem

     

    — zaczęła prowadząca “Halo tu Polsat”.

     

    “Ja wychodzę z założenia, że szczęście jest czasownikiem. Trzeba pracować, cały czas być w jakiejś aktywności, żeby je utrzymać. Ono nie jest dane raz na zawsze. I trzeba obudzić się codziennie rano z uśmiechem na twarzy i myśleć sobie: jestem w dobrym miejscu, czuję się bezpiecznie, czuję się kochana, czuję się doceniona i jest tak, jak sobie wyobrażałam, że moje życie będzie wyglądało. Oczywiście, można pójść na kompromis, robiłam to wielokrotnie” — opowiadała.

     

    Następnie aktorka podjęła temat psychoterapii.

     

    “To jest, uważam, najlepsza inwestycja w siebie. Też przez ogromną empatię, którą mam, raczej starałam się dać z siebie jak najwięcej, prawie nic dla siebie nie brać, poświęcać siebie cały czas w imię rodziny, dobra i tak dalej.”

     

    Doszłam do wniosku, że jeszcze chwilę to potrwa i zaraz mnie nie będzie, mnie jako Kasi. Dlatego dzisiaj żyję zupełnie inaczej, na własnych zasadach i wydaję mi się, że jeżeli będę szczęśliwa, to to szczęście odbije się też na moich dzieciach. One widzą mój uśmiech, widzą przede wszystkim mój spokój, a to jest chyba najcenniejsze dla nich

     

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. W serwisie Plejada.pl każdego dnia piszemy o najważniejszych wydarzeniach show-biznesowych. Bądź na bieżąco! Obserwuj Plejadę w Wiadomościach Google. Odwiedź nas także na Facebooku, Instagramie, YouTubie oraz TikToku.

     

    Chcesz podzielić się ciekawym newsem lub zaproponować temat? Skontaktuj się z nami, pisząc maila na adres: plejada@redakcjaonet.pl.

     

     

    Kontynuuj czytanie od miejsca, w którym skończyłeś.