• Świątek w szoku, Fissette odpowiedział tuż przed meczem. “Nie byłem zaskoczony”

    Świątek w szoku, Fissette odpowiedział tuż przed meczem. “Nie byłem zaskoczony”

    Świątek w szoku, Fissette odpowiedział tuż przed meczem. “Nie byłem zaskoczony”

    ‎Iga Świątek rozpoczęła tegoroczny US Open w iście mistrzowskim stylu. W pierwszej rundzie kompletnie zdominowała Kolumbijkę Emilianę Arango, tracąc zaledwie trzy gemy i pewnie meldując się w kolejnym etapie turnieju. Jej kolejną rywalką była Holenderka Suzan Lamens, ale jeszcze zanim Polka wyszła na kort, w studiu Eurosportu pojawiły się słowa, które zelektryzowały kibiców. Wim Fissette – trener Świątek – udzielił szczerego wywiadu, w którym nie tylko opisał drogę Igi do wielkiej formy, lecz także zdradził kulisy ich współpracy.

    ‎Zaskoczenie mistrzyni i spokojna pewność trenera

    ‎Po zwycięstwie w Cincinnati Iga otwarcie przyznała, że jest w szoku, jak dobrze poradziła sobie na niezwykle szybkim korcie. Sama nie wierzyła, że ta nawierzchnia, z którą wcześniej miewała problemy, może stać się jej sprzymierzeńcem. Tymczasem Fissette podkreślił, że on… wcale nie był tym zaskoczony.

    ‎– Od początku wiedziałem, że Iga może grać dobrze wszędzie. Może ona sama jeszcze tego nie czuła, ale z zewnątrz to było widoczne. Niezależnie, czy mówimy o mączce, trawie czy szybkim hardzie, jej gra daje jej ogromną pewność siebie – powiedział Belg, zdradzając, że klucz tkwił w podejściu i cierpliwości.

    ‎Przełamanie barier i odkrycie nowej wersji Świątek

    ‎Jeszcze kilka miesięcy temu wielu ekspertów twierdziło, że trawa nigdy nie będzie przyjazna dla Polki. A jednak to właśnie pod okiem Fissette’a Świątek „odczarowała” tę nawierzchnię i sięgnęła po wymarzony tytuł w Wimbledonie. Później przyszło zwycięstwo w Cincinnati – miejscu, które uchodzi za jedną z najszybszych aren w całym kalendarzu WTA.

    ‎Fissette nie ukrywał, że droga do tego sukcesu nie była prosta. – Początek nie należał do łatwych. Były trudne miesiące, wielkie oczekiwania i presja. Madryt i Rzym nie były perfekcyjne, ale po tamtych turniejach w jej podejściu nastąpiła wyraźna zmiana. I to odmieniło całą dynamikę – zaznaczył trener.

    ‎Klucz do sukcesu – doświadczenie i cierpliwość

    ‎Świątek często mówi o swojej nieufności wobec komplementów i zapowiedzi. Jak wyznał Fissette, Iga musi najpierw czegoś doświadczyć, by naprawdę w to uwierzyć. – Mogę jej coś powiedzieć, ale dopiero, gdy zobaczy i poczuje to na własnej skórze, rodzi się prawdziwa wiara. Cincinnati było właśnie takim momentem – zdradził Belg.

    ‎Według niego recepta na tamten turniej była prosta: solidna gra z głębi kortu, duża rotacja i dopiero w dalszej kolejności ofensywa. Takie podejście pozwoliło Świątek zdominować rywalki i sięgnąć po tytuł, który jeszcze rok wcześniej wydawał się poza jej zasięgiem.

    ‎Przedsmak nowej ery?

    ‎Dziś Polka wydaje się być w punkcie, w którym każdy kort, każda nawierzchnia i każde wyzwanie może stać się jej szansą. A Fissette, choć nie ukrywa, że początki były wyboiste, jest przekonany, że Świątek ma przed sobą kolejne wielkie chwile. – To dopiero początek. Teraz naprawdę może grać dobrze wszędzie – podsumował, dając jasno do zrozumienia, że jego podopieczna ma szansę na coś więcej niż tylko obronę tytułu w Nowym Jorku.

    ‎US Open dopiero się rozkręca, ale już teraz widać, że Polka wchodzi w turniej z niezwykłą pewnością siebie i spokojem. Jeśli jej trener się nie myli, kibice mogą być świadkami kolejnego przełomowego rozdziału w historii Igi Świątek.

  • ‎Sabalenka wchodzi do gry po awanturze Ostapenko. Nowe światło ws. “zmory Świątek”

    ‎Sabalenka wchodzi do gry po awanturze Ostapenko. Nowe światło ws. “zmory Świątek”

    ‎Sabalenka wchodzi do gry po awanturze Ostapenko. Nowe światło ws. “zmory Świątek”

    ‎Jelena Ostapenko dość długo nie mogła pogodzić się z wynikiem meczu drugiej rundy US Open z Taylor Townsend, dla niej oznaczającym eliminację z turnieju singla. Zrobiła przy siatce awanturę, która później przeniosła się do mediów społecznościowych. Ta ich rywalizacja ma drugie dno, bo Amerykanka jest liderką rankingu deblistek, a Łotyszka, broniąca w deblu tytułu, też miała na to w ostatnich tygodniach szansę. Jej kuriozalne zachowanie skomentowała już Aryna Sabalenka. A miała sporą wiedzę, bo tuż po meczu rozmawiała ze “zmorą Igi Świątek”.

    ‎To miała być względnie spokojna noc – bez polskich akcentów, z raczej spodziewanym awansem Aryny Sabalenki do trzeciej rundy US Open. Do jednej niespodzianki doszło, Ann Li pokonała rozstawioną Belindę Bencic, choć patrząc na formę Szwajcarki po półfinale Wimbledonu – aż tak to nie dziwi.

    ‎A później długimi godzinami rozprawiano o spotkaniu Jeleny Ostapenko z Taylor Townsend, a właściwie o tym, co wydarzyło się po jego zakończeniu. Zapytana o to została nawet Aryna Sabalenka, bo sytuacja rzeczywiście była iście kuriozalna. Wyjaśnienia Białorusinki rzucają inne światło na zachowanie sześciokrotnej pogromczyni Igi Świątek.

    ‎Jelena Ostapenko kontra Taylor Townsend w drugiej rundzie US Open. Sceny po meczu. Do rewanżu może dojść w… finale debla

    ‎Obie panie zakończyły grę już po północy polskiego czasu – Townsend sprawiła niespodziankę, bo jest znacznie niżej notowana w singlu od Ostapenko. Łotyszka zagrała w tym sezonie dwa genialne turnieje, w Dosze i Stuttgarcie, w obu ogrywała Świątek, w Niemczech – także i Sabalenkę. Gdyby wyjąć je z jej dorobku, miałaby w tym sezonie bilans 8 zwycięstw i 16 porażek. Sytuację ratuje jednak w deblu, tam miała w sierpniu okazję by zostać światową jedynką. Nie udało się, Katerinę Siniakovą wyprzedziła za to właśnie Taylor Townsend, z którą Czeszka gra w jednej parze.

    ‎Amerykanka wygrała w US Open z Ostapenko 7:5, 6:1, choć pierwsze trzy gemy wygrała Łotyszka. Do gorszących scen doszło po meczu, bo Jelena zaczęła coś mówić do rywalki, wskazywała palcem, a wyraz twarzy potwierdzał, że nie są to miłe słowa. Kibice zaś buczeli na Łotyszkę.

    ‎- Ona powiedziała mi, że nie mam żadnej klasy, że jestem niewyedukowana i że zobaczę, co się stanie, jak wyjadę poza USA – powiedziała później Townsend. Ostapenko zaś kontrowała, że rywalka nie okazała jej szacunku. A to dlatego, że… nie przeprosiła po zagraniu piłki po siatce. – Ona zaś odpowiedziała, że w ogóle nie musi za to przepraszać – napisała Łotyszka. I przypomniała, że Świątek czy Sabalenka przepraszają w takich sytuacjach. A później jeszcze gorączkowała się w mediach społecznościowych.

    ‎O komentarz do takiego zachowania poproszona też została Aryna Sabalenka, która później stoczyła bój z Poliną Kudiermietową, wygrany 7:6 (4), 6:2. Na konferencji prasowej po swoim spotkaniu odpowiedziała, że zaraz po meczu Ostapenko rozmawiała z Łotyszką. – Wciąż jednak nie wiem, co się wydarzyło. Ona jest miła, ale czasem traci kontrolę – mówiła Białorusinka.

    ‎I zdradziła, że Ostapenko “ma w życiu pewne problemy, z którymi musi się zmierzyć” – Próbowałam jej pomóc, może trochę ją uspokoić. Być dla niej kimś, z kim może porozmawiać i odpuścić. Ona, tak myślę, czasem traci kontrolę nad emocjami, ale mam nadzieję, że któregoś dnia sama sobie z tym poradzi – mówiła Sabalenka.

    ‎Z jej słów wynika, że właśnie z tego powodu Ostapenko może mieć takie wahania w singlu. I tyle słabych spotkań. – Jestem prawie pewna, że patrząc wstecz, ona nie jest zadowolona ze swojego zachowania – dodała liderka rankingu WTA.

  • Sabalenka nawet się nie zawahała. Tak nazwała Ostapenko po skandalu

    Sabalenka nawet się nie zawahała. Tak nazwała Ostapenko po skandalu

    Na kortach US Open emocje sięgają zenitu nie tylko z powodu wyników meczów, ale także przez wydarzenia poza nimi. Jedną z bohaterek ostatnich dni, choć wcale nie w pozytywnym sensie, stała się Jelena Ostapenko. Łotyszka po niespodziewanej porażce w drugiej rundzie z Amerykanką Taylor Townsend znalazła się w centrum kontrowersji, które rozgrzały do czerwoności sportowe media i internetowe dyskusje. Teraz głos w tej sprawie zabrała także liderka światowego rankingu Aryna Sabalenka, która wprost powiedziała, że jej koleżanka z kortu „czasami traci kontrolę nad sobą”.

    Spotkanie Ostapenko (26. WTA) z Townsend (139. WTA) samo w sobie już było dużym wydarzeniem, bo faworytka z Łotwy wyraźnie zawiodła i przegrała 5:7, 1:6. Jednak to, co wydarzyło się później, przyćmiło nawet wynik meczu. Pod siatką doszło do spięcia – jak relacjonował Norbert Amlicki ze Sport.pl, Ostapenko zarzuciła rywalce brak sportowej postawy i domagała się przeprosin za zagranie, w którym piłka trafiła w górną część siatki i spadła po jej stronie. Townsend miała odpowiedzieć chłodno, że nie ma absolutnie za co przepraszać. Od tej wymiany zdań zaczęła się burzliwa kłótnia.

    Amerykanka w swoim pomeczowym wywiadzie nie gryzła się w język. – To jest rywalizacja, to są emocje… ludzie reagują różnie, gdy przegrywają. Niektórzy mówią rzeczy, których później żałują. Ona powiedziała mi, że nie mam klasy ani wykształcenia i żebym zobaczyła, co się stanie, gdy wyjedziemy poza USA – wyznała Townsend. Jej słowa wywołały falę komentarzy, a cała sytuacja szybko nabrała dodatkowego wymiaru. Ostapenko w mediach społecznościowych próbowała się bronić i odpowiadała nawet na zarzuty o rasizm, jednak po kilku godzinach zdecydowała się usunąć większość wpisów. Zostawiła jedynie krótką rolkę, w której dziękowała kibicom za wsparcie.

    Nic więc dziwnego, że cała sprawa odbiła się szerokim echem także wśród innych tenisistek. Podczas konferencji prasowej po swoim meczu w drugiej rundzie została o nią zapytana Aryna Sabalenka (1. WTA). Liderka światowego rankingu nie ukrywała, że sytuacja jest dla niej trudna do oceny, ale jednocześnie zdecydowała się na dość szczery komentarz. – Rozmawiałam z Jeleną po meczu i nadal nie do końca rozumiem, co się wydarzyło. To naprawdę miła dziewczyna, ale czasami traci kontrolę nad sobą. Starałam się ją uspokoić, pokazać, że można podejść do tej sytuacji dojrzale i spokojnie, ale ona była kompletnie pogrążona we własnych emocjach – mówiła Białorusinka.

    Sabalenka posunęła się nawet do osobistej refleksji na temat rywalki z touru. – Mam nadzieję, że pewnego dnia zrozumie, co się dzieje. Wydaje mi się, że Jelena zmaga się z trudnościami, które nie ograniczają się tylko do tenisa. To sprawia, że bywa osobą niestabilną. Chciałabym, żeby znalazła równowagę – dodała.

    Dyskusja wokół Ostapenko to kolejny przykład, jak cienka jest granica między sportową rywalizacją a osobistymi emocjami. Jedni winią Łotyszkę za brak profesjonalizmu, inni wskazują, że tenis to nie tylko technika i przygotowanie fizyczne, ale też presja, która potrafi przytłoczyć nawet doświadczonych zawodników.

    Tymczasem sama Sabalenka skupia się na dalszej walce w turnieju. W trzeciej rundzie jej rywalką będzie Leylah Fernandez (30. WTA). Dla wielu kibiców to starcie zapowiada się niezwykle emocjonująco, bo obie tenisistki mierzyły się już w pamiętnym półfinale US Open w 2021 roku. Wtedy Kanadyjka okazała się lepsza po trzysetowym boju – 7:6(3), 4:6, 6:4. Teraz faworytką będzie Sabalenka, ale biorąc pod uwagę formę Fernandez i jej styl gry, kibice mogą liczyć na kolejne widowisko na najwyższym poziomie.

  • ‎‎Zaskakujący opór Holenderki, tak Iga Swiątek znalazła się w 3. rundzie Szlema. Rekord pobity

    ‎‎Zaskakujący opór Holenderki, tak Iga Swiątek znalazła się w 3. rundzie Szlema. Rekord pobity

    ‎‎Zaskakujący opór Holenderki, tak Iga Swiątek znalazła się w 3. rundzie Szlema. Rekord pobity

    ‎Od czasu zakończenia kariery przez Kiki Bertens Iga Świątek Holandia nie ma zawodniczki, która w singlu byłaby na poziomie światowej czołówki. Dziś rakietą numer 1 Niderlandów jest Suzan Lamens – i to ona w czwartek stanie w szranki z Igą Świątek. A stawką będzie trzecia runda US Open. Nasza gwiazda z zawodniczkami z tego kraju rozegrała dotąd tylko cztery spotkania. Jedno z nich sensacyjnie przegrała, w jednym zaś ustanowiła swój wspaniały rekord. Wtedy też stawką była trzecia runda Wielkiego Szlema.

    ‎Tytuł w Wimbledonie, tytuł w Cincinnati – to wszystko sprawiło, że akcja Igi Świątek na wygranie kolejnego Wielkiego Szlema znów znacząco wzrosły. Dziś bukmacherzy w jednym szeregu stawiają Polką i Arynę Sabalenkę, a przecież jeszcze przed zmaganiami na trawie różnica między nimi była wyraźna. W teorii Polka może nawet zostać za 11 dni nową liderką światowego rankingu, ale tu zdecydowanie więcej zależy od Białorusinki. Jeśli dojdzie do ćwierćfinału, “przyklepie” sobie jedynkę na kolejne tygodnie.

    ‎Polka w Nowym Jorku zdążyła już się jednak zapoznać z kortami, zwłaszcza na Arthur Ashe Arena. Doszła do finału rywalizacji miksta, we wtorek zaś ograła w pierwszej rundzie Kolumbijkę Emilianę Arango, oddała jej ledwie trzy gemy (6:1, 6:2), zakończyła spotkanie w godzinę.

    ‎W czwartek po godz. 17.30 Polkę czeka starcie na największym korcie Flushing Meadows z Suzane Lamens. I nie da się ukryć, że możemy spodziewać się podobnego scenariusza jak ze starcia z Arango.

    ‎Świątek – Holenderki 3:1. Wszystko zaczęło się od starcia z zawodniczką, którą też czeka US Open

    ‎Najlepsza polska tenisistka dość często rywalizuje na korcie z Amerykankami, Rosjankami, Włoszkami czy Czeszkami – to wynika z poziomu tenisa i miejsc rankingowych zawodniczek z tych krajów.

    ‎Z Holenderkami zaś tych spotkań rozgrywa bardzo mało, ale dwa z nich były szczególne. Zaczęło się od starcia z Bibiane Schoofs, 37-letnią już dzisiaj zawodniczką, która wciąż jeszcze rywalizuje na kortach, choć tylko w deblu. I nawet zagra w US Open. Wpadły na siebie w pierwszej rundzie kwalifikacji WTA 250 w Budapeszcie, w lutym 2019 roku. 17-letnia Polka wygrała starcie 6:2, 6:3, doszła wówczas do drugiej rundy głównej drabinki.

    ‎A później doszło do meczu bardzo dziwnego – z Arantxą Rus, we wrześniu 2020 roku w Rzymie. Pandemia wywołała ogromne zawirowania w kalendarzu, część turniejów zlikwidowano, część przesunięto na jesień. Obie trafiły na siebie w Rzymie, na mączce. Iga sensacyjnie przegrała wówczas 6:7 (5), 3:6, a przecież za moment wygrała swój pierwszy Roland Garros. A w Rzymie zapisała triumf siedem miesięcy później, ogrywając m.in. Madison Keys, Elinę Switolinę, Barborę Krejcikovą, Coco Gauff, w finale rozbijając Karolinę Pliskovą w 46 minut “rowerem”.

    ‎Iga Świątek grała z Holenderką o trzecią rundę Wimbledonu. Stawką było też 37. zwycięstwo z rzędu

    ‎Okazję do rewanżu z Rus dostała zaś już po czterech miesiącach, w Australii. W Melbourne wpadły na siebie w pierwszej rundzie, Polka potrzebowała 76 minut, by wygrać z Holenderką 6:1, 6:3.

    ‎To było trzecie, przedostatnie starcie z zawodniczkami z tego kraju. Kolejne miało miejsce wczesnym latem 2022 roku – na trawie w Londynie. Polka była już światową jedynką, miała wspaniałą serię 35 zwycięstw, gdy zaczynała Wimbledon. Ale też już postępowało zmęczenie, nie miała czasu na przygotowania do trawy.

    ‎Wycofała się z WTA 500 w Berlinie, do Wimbledonu przystąpiła z marszu. W pierwszej rundzie ograła Chorwatkę Janę Fett w 75 minut (6:0, 6:3), później zmierzyła się z Lesley Pattinamą Kerkhove. Rywalka ze 138. miejsca na świecie nie powinna jej sprawić większych problemów. A tymczasem kontrola wymknęła się z rąk raszynianki.

    ‎Iga wygrała pierwszego seta 6:4, ale już wtedy widać było pewne problemy, dwa razy oddała własne podanie, przegrywała wtedy 2:3. I jeszcze się przewróciła.

    ‎W drugim secie 30-latka, która przecież dostała się do głównej drabinki jako “szczęśliwa przegrana”, była już nieznacznie lepsza, to ona wywalczyła w końcu breaka. Zdenerwowała Iga poszła po tym przegranym 4:6 secie do szatni, opanowała nerwy.

    ‎Ostatecznie wygrała mecz, trzeciego seta 6:3, odniosła 37. zwycięstwo z rzędu. To najdłuższa seria w XXI wieku, nieosiągalna na razie także dla Igi. W kolejnej rundzie przegrała już z Alize Cornet.

    ‎Do Nowego Jorku Polka przyleciała z pięcioma wygranymi z rzędu z Cinacinnati, wyjeżdżając zaś może mieć ich 12. Doliczając turnieje w Seulu, Pekinie, Wuhanie oraz Rijadzie – mogłaby się zbliżyć do tamtego osiągniecia. To jednak wciąż melodia przyszłości. Na razie wypada trzymać kciuki, by Polka w czwartek zameldowała się w trzeciej rundzie US Open.

  • ‎Szalony mecz Rybakiny. 5:2 40-30 i zwrot akcji. Mistrzyni Roland Garros za burtą

    ‎Szalony mecz Rybakiny. 5:2 40-30 i zwrot akcji. Mistrzyni Roland Garros za burtą

    ‎Szalony mecz Rybakiny. 5:2 40-30 i zwrot akcji. Mistrzyni Roland Garros za burtą

    ‎Środowe zmagania na korcie numer 17 US Open obfitowały w ciekawe rozstrzygnięcia. To na tej arenie swój mecz przegrał m.in. Casper Ruud. Tuż po starciu z udziałem Norwega do gry wkroczyła Jelena Rybakina. Reprezentantka Kazachstanu zmierzyła się z podwójną mistrzynią juniorskiego Roland Garros 2024 – Terezą Valentovą. Pojedynek obfitował w sporo zwrotów akcji, ale ostatecznie zakończył się po myśli faworytki. W trzeciej rundzie czeka nas hitowe starcie. Znamy już rywalkę 26-latki.

    ‎Jelena Rybakina zanotowała trzy półfinały przed wielkoszlemową rywalizacją na US Open. Ostatnią porażkę reprezentantka Kazachstanu zanotowała w potyczce z Igą Świątek. Polka wygrała z 26-latką 7:5, 6:3, a później pognała po tytuł WTA 1000 w Cincinnati. Mimo przegranej z raszynianką, można było śmiało stwierdzić, że forma mistrzyni Wimbledonu sprzed trzech lat była całkiem niezła przed imprezą w Nowym Jorku. Dziesiąta rakieta świata miała ogromną ochotę na to, by poprawić swoją “życiówkę” w tych zmaganiach. Do tej pory nigdy nie dotarła do 1/8 finału.

    ‎Kazaszka wylosowała w pierwszej rundzie utalentowaną juniorkę – Julietę Pareję. Amerykanka próbowała nawiązać rywalizację w premierowej odsłonie, ale później na korcie dominowała już Rybakina. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 6:3, 6:0 na korzyść Jeleny. W kolejnej fazie na turniejową “9” czekała kolejna nastolatka, ale już nieco bardziej ograna na poziomie zawodowym. Mowa o Terezie Valentovej – triumfatorce juniorskiego Roland Garros 2024 w singlu i deblu. Czeszka miała być już bardziej wymagającą przeciwniczką. Przebieg spotkania to potwierdził.

    ‎US Open: Jelena Rybakina kontra Tereza Valentova w drugiej rundzie

    ‎Mecz rozpoczął się od serwisu Rybakiny. Reprezentantka Kazachstanu już na “dzień dobry” musiała bronić break pointów – i to w sumie aż trzech. Zdołała jednak wyjść z opresji i jako pierwsza objęła prowadzenie. Valentova dotrzymywała kroku i w trakcie piątego gema przypuściła kolejny atak na returnie. Tym razem już premierowa z dwóch szans została zamieniona w przełamanie. Po zmianie stron Tereza posiadała dwie okazje z rzędu na 4:2, ale nie wykorzystała żadnej z nich. Przegrała cztery kolejne wymiany i zrobiło się 3:3. Mistrzyni Wimbledonu 2022 poszła za ciosem. Do końca seta nie straciła już ani jednego “oczka”. Ostatecznie partia zakończyła się wynikiem 6:3 na korzyść faworytki.

    ‎Na starcie drugiej części pojedynku znów zobaczyliśmy słabszy fragment w wykonaniu Rybakiny. 18-latka szybko uzyskała prowadzenie 2:0. Potem zobaczyliśmy reakcję ze strony Kazaszki. Po czterech gemach mieliśmy remis W piątym Jelena wyszła na 30-15 przy podaniu Valentovej. Mimo to Czeszka przetrwała trudny moment i przerwała korzystną serię rywalki. To od razu uruchomiło świetny moment z perspektywy Terezy. Reprezentantka naszych południowych sąsiadów dominowała w kolejnych minutach i już w ósmym gemie, przy wyniku 5:2 40-30, doczekała się setboli.

    ‎Rybakina nie pozwoliła jednak rywalce na domknięcie partii. Obroniła dwie okazje przeciwniczki i ostatecznie utrzymała swój serwis. Presja przeszła na stronę Valentovej. W momencie, gdy Czeszka podawała po doprowadzenie do trzeciej odsłony, została przełamana do zera. Potem Jelena wyrównała na 5:5 i gra o zwycięstwo w secie zaczęła się od nowa. Finalnie o wszystkim decydował emocjonujący tie-break. W nim obserwowaliśmy trzeciego i czwartego setbola dla 18-latki. W kluczowym momencie znów zabrakło jednak postawienia “kropki nad i”. Kazaszka przetrwała napór i przy stanie 8-7 doczekała się meczbola. Już po pierwszej okazji zapewniła sobie zwycięstwo 6:3, 7:6(7). W trzeciem rundzie US Open zmierzy się z Emmą Raducanu. Czeka nas zatem hitowe starcie z udziałem dwóch mistrzyń wielkoszlemowych.

  • 74 minuty i koniec. Sensacja! Półfinalistka Wimbledonu wyrzucona z US Open

    74 minuty i koniec. Sensacja! Półfinalistka Wimbledonu wyrzucona z US Open

    Jeszcze niedawno zachwycała kibiców świetnymi występami w wielkoszlemowych turniejach. Była czwarta runda Australian Open, był półfinał Wimbledonu – Belinda Bencic przeżywała bardzo dobry rok. Nawet kłopoty zdrowotne, które wykluczyły ją z Roland Garros, nie zatrzymały jej rozpędu. Tym większym zaskoczeniem okazał się tegoroczny start w Nowym Jorku – najgorszy dla Szwajcarki wynik w US Open od siedmiu lat.

    Udany sezon, obiecujące sygnały

    Rozstawiona z numerem 19. Bencic prezentowała w 2025 roku solidną i równą formę. W Melbourne dotarła do czwartej rundy, gdzie po trzech setach uległa Coco Gauff, a kilka tygodni później sięgnęła po tytuł w prestiżowym turnieju WTA 500 w Abu Zabi. Później były jeszcze ćwierćfinał w Indian Wells oraz czwarta runda w Madrycie. Po wymuszonej przerwie zdrowotnej Bencic wróciła do rywalizacji w wielkim stylu – na kortach Wimbledonu zameldowała się w półfinale, zatrzymana dopiero przez Igę Świątek, która rozbiła ją 6:2, 6:0.

    W Nowym Jorku wielkie rozczarowanie

    Choć jej przygotowania do US Open nie były idealne – szybkie porażki w Montrealu i Cincinnati budziły niepokój – historia ostatnich lat sugerowała, że Bencic potrafi grać w Nowym Jorku znakomicie. Po pierwszorundowej wpadce w 2018 roku notowała już tylko coraz lepsze występy: półfinał (2019), ćwierćfinał (2021), trzecia runda (2022) czy czwarta runda (2023). Dlatego tym bardziej zaskoczył kibiców fakt, że tym razem jej przygoda zakończyła się tak szybko.

    Po zwycięstwie w pierwszym meczu ze Shuai Zhang (6:3, 6:3) wydawało się, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Jednak w drugiej rundzie Szwajcarka natrafiła na świetnie dysponowaną Ann Li. Amerykanka grała pewnie, wykorzystywała kluczowe momenty i bezlitośnie obnażyła słabsze punkty rywalki. W całym spotkaniu przełamała Bencic czterokrotnie, oddając serwis tylko raz. W efekcie mecz zakończył się błyskawicznie – 6:3, 6:3 w zaledwie 74 minuty.

    Tak zakończyła się tegoroczna przygoda półfinalistki Wimbledonu z US Open. Jej porażka to kolejna niespodzianka w turnieju, który już na początku przynosi sensacyjne rozstrzygnięcia.

    Ann Li pisze własną historię

    Triumf nad Bencic otworzył przed Amerykanką drzwi do trzeciej rundy, w której czeka na nią Australijka Priscilla Hon (126. WTA). Będzie to pierwsze spotkanie obu zawodniczek, a jego stawką może być życiowy sukces którejś z nich.

  • ‎‎74 minuty i koniec. Sensacja! Półfinalistka Wimbledonu wyrzucona z US Open

    ‎‎74 minuty i koniec. Sensacja! Półfinalistka Wimbledonu wyrzucona z US Open

    ‎‎74 minuty i koniec. Sensacja! Półfinalistka Wimbledonu wyrzucona z US Open

    ‎Była czwarta runda Australian Open, był półfinał Wimbledonu. Belinda Bencic miała za sobą naprawdę udane starty w turniejach wielkoszlemowych w tym roku (w Roland Garros nie zagrała z powodu problemów zdrowotnych). Aż przyszło US Open i najgorszy wynik Szwajcarki na nowojorskich kortach od siedmiu lat!

    ‎Belinda Bencic (19. WTA) rozgrywa naprawdę dobry sezon. Doszła do czwartej rundy Australian Open, w której przegrała po trzysetowym meczu z Coco Gauff (3. WTA). Następnie wygrała turniej WTA 500 w Abu Zabi, dotarła do ćwierćfinału zawodów WTA 1000 w Indian Wells i czwartej rundy w Madrycie. Po tym zmagała się z problemami zdrowotnymi, które sprawiły, że nie zagrała w Roland Garros. Przyszedł czas na Wimbledon, a w nim Szwajcarka dotarła aż do półfinału! Dopiero w nim przegrała z Igą Świątek (2. WTA) 2:6, 0:6.

    ‎Belinda Bencic z najgorszym wynikiem w US Open od siedmiu lat

    ‎Co prawda w turniejach WTA 1000 w Montrealu i Cincinnati nie poszło jej najlepiej, gdy odpadła w drugiej i pierwszej rundzie, to na kortach US Open szło jej w ostatnich latach nie najgorzej. W 2018 roku odpadła w pierwszej rundzie, ale potem było tylko lepiej – półfinał (2019), ćwierćfinał (2021), trzecia runda (2022) i czwarta runda (2024). W 2020 i 2024 roku Bencic nie rywalizowała na nowojorskich kortach.

    ‎W pierwszej rundzie tegorocznego turnieju Szwajcarka pokonała 6:3, 6:3 Chinkę Shuai Zhang (113. WTA), a w drugiej zmierzyła się z Amerykanką Ann Li (58. WTA). Trudno powiedzieć, żeby było to wyrównane spotkanie. Li była bardziej konkretna w kluczowych momentach, wykorzystała cztery z ośmiu break pointów, a sam tylko raz dała się przełamać na trzy okazje Bencic. To wystarczyło, żeby w zaledwie 74 minuty wygrała to spotkanie 6:3, 6:3! Kolejna niespodzianka w tegorocznym US Open stała się faktem i półfinalistka Wimbledonu odpadła już na etapie drugiej rundy.

    ‎W trzeciej rundzie Ann Li zmierzy się z Australijką Priscillą Hon (126. WTA). Będzie to pierwszy bezpośredni pojedynek obu pań.

  • ‎Tak wygląda drabinka Igi Świątek. Fantastyczne wieści płyną z US Open

    ‎Tak wygląda drabinka Igi Świątek. Fantastyczne wieści płyną z US Open

    ‎Tak wygląda drabinka Igi Świątek. Fantastyczne wieści płyną z US Open

    ‎Lepszego startu w US Open Iga Świątek nie mogła sobie wyobrazić. Polka rozpoczęła nowojorskie zawody od pewnej wygranej 6:1, 6:2 z Emilianą Arango i jest już w drugiej rundzie. W niej znów będzie faworytką. A potem? Dalsza część drabinki również układa się bardzo korzystnie. Z turnieju odpadły już cztery groźne zawodniczki, na które nasza rodaczka mogła lada moment trafić, więc są to świetne wieści. Tylko spójrzcie.

    ‎6:1, 6:2 w pierwszej rundzie US Open i było po wszystkim. Iga Świątek we wtorkowe popołudnie bez problemów pokonała Emilianę Arango i zameldowała się w kolejnym etapie. W międzyczasie trwało też spotkanie jej potencjalnych rywalek, a w nim mierzyły się Suzan Lamens (66. w rankingu WTA) i Valerie Glozman (902.). Górą ostatecznie była ta pierwsza.

    ‎To dla naszej rodaczki dobra wiadomość. W pojedynku z Lamens będzie zdecydowaną faworytką, a to może oznaczać kolejną szybką przeprawę i awans do trzeciej rundy. Na kogo może w niej trafić? Powoli zaczyna robić się ciekawie, ale trzeba przyznać, że najlepsza polska tenisistka ma spore szczęście, bo zestaw możliwych rywalek w trzecim etapie również wydaje się dość korzystny: Anna Kalinska lub Julia Putincewa.

    ‎Świetne wieści dla Igi Świątek z US Open. Oto drabinka

    ‎Tą pierwszą Świątek pokonała niespełna dwa tygodnie temu w Cincinnati wynikiem 6:3, 6:4. Natomiast z drugą grała ponad rok temu w Wimbledonie i wówczas przegrała, ale co istotne ma z nią bilans czterech zwycięstw i tylko jednej porażki. Dlatego w obliczu meczu z 55. rakietą świata, to znów Polka byłaby faworytką. A co słychać w czwartej rundzie?

    ‎W niej dobór potencjalnych przeciwniczek jest już nieco większy. Warto odnotować, że mogło w niej dojść do starcia z rosyjską gwiazdą Dianą Sznajder, jednak ta odpadła w pierwszej rundzie. Dlatego na ten moment najgroźniejszą możliwą rywalką wydaje się… inna Rosjanka, a mianowicie Jekatierina Aleksandrowa (12.) Z nią Świątek również mierzyła się nie tak dawno, bo w czerwcu podczas zawodów w Bad Homburgu. Wówczas padł wynik 6:4, 7:6(5) dla Polki.

    ‎Cztery znane tenisistki odpadły już z US Open. To ważne wieści dla Świątek

    ‎Jeszcze ciekawiej robi się w potencjalnym ćwierćfinale. W nim może dojść już do spore sprawdzianu dla naszej rodaczki. Niewykluczone, że zagra w nim z Amandą Anisimovą (8.). Byłaby to dla Amerykanki szansa na rewanż po tym, jak druga rakieta świata pokonała ją w finale Wimbledonu 6:0, 6:0. Do tego starcia na razie jednak długa droga, ale warto wspomnieć, że z tej części drabinki szybko odpadły Elina Switolina, Lois Boisson i Danielle Collins.

    ‎To świetne wieści dla Świątek, bo wiadomo już, że na pewno z nimi w ćwierćfinale nie będzie mogła zagrać. Półfinał to na razie odległa przyszłość i wiele do tego momentu może się jeszcze zdarzyć. Dlatego typowanie potencjalnej przeciwniczki w nim, to jak wróżenie z fusów. Na razie trzeba skupić się na najbliższym meczu, a potem na kolejnych rundach. A poniżej możecie zobaczyć najgroźniejsze rywalki, z jakimi nasza rodaczka może zagrać w następnych dniach US Open:

    ‎runda — Suzan Lamens

    ‎3. runda — Anna Kalinska / Julia Putincewa

    ‎4. runda — Jekatierina Aleksandrowa / Xinyu Wang / Laura Siegemund / Anastasija Zacharowa

    ‎Ćwierćfinał — Maria Sakkari / Anna Bondar / Beatriz Haddad Maia / Viktorija Golubic / Amanda Anisimova / Maya Joint / Jaqueline Cristian / Ashlyn Krueger

    ‎Półfinał (wybrane rywalki) — Coco Gauff / Magdalena Fręch / Naomi Osaka / Donna Vekić / Daria Kasatkina / Karolina Muchova / Eva Lys / Marta Kostiuk

  • Ostapenko tłumaczy się z tego, co zrobiła. Poważne oskarżenia

    Ostapenko tłumaczy się z tego, co zrobiła. Poważne oskarżenia

    Ostapenko i Townsend w centrum burzy po meczu US Open. Poszło o brak przeprosin i oskarżenia o rasizm

    Mecz drugiej rundy US Open między Jeleną Ostapenko a Taylor Townsend zakończył się nie tylko pewnym zwycięstwem Amerykanki (5:7, 1:6), ale i głośną kłótnią, która przeniosła się później do mediów społecznościowych. Łotyszka zarzuciła rywalce brak szacunku i domagała się przeprosin za jedną z ostatnich akcji. Townsend nie zamierzała ich składać, co doprowadziło do ostrej wymiany zdań.

    Awantura na korcie i po meczu

    Tuż po zakończeniu spotkania obie tenisistki wdały się w emocjonalną sprzeczkę, której fragmenty szybko obiegły internet. Na nagraniach widać, jak Ostapenko kilkukrotnie powtarza w stronę rywalki „nie masz wykształcenia”, a Townsend odpowiada, by Łotyszka „nauczyła się lepiej znosić porażki”.

    Amerykanka później opowiedziała dziennikarzom, jak wyglądała sytuacja z jej perspektywy. – To rywalizacja. Ludzie denerwują się, gdy przegrywają. Niektórzy mówią wtedy złe rzeczy. Powiedziała mi, że nie mam klasy ani wykształcenia i że zobaczę, co się stanie, kiedy wyjedziemy poza USA – relacjonowała.

    Ostapenko tłumaczy swoje zachowanie

    Łotyszka w mediach społecznościowych przedstawiła swoją wersję wydarzeń. – Powiedziałam mojej przeciwniczce, że zachowała się niegrzecznie, ponieważ w decydującym momencie zagrała piłkę po taśmie i nie przeprosiła. Odpowiedziała, że nie musi tego robić. W tenisie istnieją pewne zasady i po raz pierwszy spotkałam się z taką sytuacją – pisała.

    Następnie dodała: – To, że gra się w ojczyźnie, nie daje prawa do lekceważenia przeciwnika. Publiczność może być po twojej stronie, ale nie powinna być wykorzystywana w taki sposób. Niestety, pochodzę z małego kraju i nie mam tak ogromnego wsparcia jak inni.

    Oskarżenia o rasizm

    Sprawa szybko nabrała jeszcze poważniejszego wymiaru. Ostapenko poinformowała, że zaczęła otrzymywać wiadomości, w których zarzucano jej rasizm. – Nigdy w życiu nie byłam rasistką. Szanuję wszystkie narody i nie ma dla mnie znaczenia, skąd ktoś pochodzi. Uwielbiam grać w Stanach Zjednoczonych i na US Open, ale po raz pierwszy spotkałam się z tak lekceważącym podejściem – podkreśliła.

    Niedługo później jednak usunęła większość swoich wpisów, zostawiając jedynie krótkie nagranie z podziękowaniami dla fanów.

    Townsend odpowiada na konferencji prasowej

    Na pomeczowym spotkaniu z mediami Amerykanka nie gryzła się w język. – Takie zachowania nie są niczym nowym w przypadku Ostapenko. Często po porażkach wyładowuje swoje emocje i robi to w podobny sposób. Dla mnie granica została przekroczona, bo nie zamierzam tolerować braku szacunku – stwierdziła Townsend.

    Teraz Amerykanka może skupić się już na kolejnym meczu. W trzeciej rundzie jej rywalką będzie Rosjanka Mirra Andriejewa, która bez większych problemów wyeliminowała Anastazję Potapową.

  • ‎‎Świątek i Wiktorowski “przyłapani” w Nowym Jorku. Zdjęcie obiegło sieć

    ‎‎Świątek i Wiktorowski “przyłapani” w Nowym Jorku. Zdjęcie obiegło sieć

    ‎‎Świątek i Wiktorowski “przyłapani” w Nowym Jorku. Zdjęcie obiegło sieć

    ‎Iga Świątek szykuje się do swego kolejnego występu w ramach wielkoszlemowego US Open – po pokonaniu bez większych problemów Emiliany Arango tym razem raszyniankę czekać będzie starcie z Suzan Lamens. Podczas jednego z treningów przed tą potyczką Świątek zaliczyła przy tym spotkanie ze “starym znajomym” na nowojorskim korcie.

    ‎Iga Świątek tegoroczną rywalizację w US Open zaczęła – nietypowo dla siebie – od gry w mikście, w którym wzięła udział wespół z Casprem Ruudem. Polsko-norweska para zawędrowała aż do finału, gdzie jednak uległa włoskiemu duetowi Errani/ Vavassori.

    ‎Następnie druga rakieta globu podeszła do rozgrywek singlowych i te rozpoczęła od mocnego akcentu, bowiem od pokonania w dwóch setach (6:1, 6:2) Kolumbijki Emiliany Arango. Raszynianka nie chce przy tym bez dwóch zdań “ściągać nogi z gazu”.

    ‎Świątek na korcie, a obok niej… Wiktorowski. “Rzadki widok”

    ‎W środę Polka trenowała w Nowym Jorku przed swym kolejnym występem na USO i wówczas zrządzenie losu sprawiło, że spotkała się na korcie z… Tomaszem Wiktorowskim, czyli swoim byłym szkoleniowcem, którego nie tak dawno zastąpił Wim Fissette.

    ‎Zdarzenie to uwiecznił Adam Romer, redaktor naczelny “Tenisklubu” – jak wyjaśnił na portalu X Świątek minęła się na placu gry z Naomi Osaką, a więc nową podopieczną Wiktorowskiego. Między “dwójką” rankingu WTA a jej dawnym trenerem jak widać wywiązała się nawet krótka rozmowa, nim ten przeszedł do zajęć z Japonką.

    https://x.com/AdamRomer13/status/1960751668670165304

    ‎Zdarzenie to uwiecznił Adam Romer, redaktor naczelny “Tenisklubu” – jak wyjaśnił na portalu X Świątek minęła się na placu gry z Naomi Osaką, a więc nową podopieczną Wiktorowskiego. Między “dwójką” rankingu WTA a jej dawnym trenerem jak widać wywiązała się nawet krótka rozmowa, nim ten przeszedł do zajęć z Japonką.

    ‎Iga Świątek w kolejnym meczu na US Open zagra z Suzan Lamens

    ‎Iga Świątek w kolejnym meczu na US Open zagra z Holenderką Suzan Lamens – potyczka ta odbędzie się dokładnie 28 sierpnia. Zapraszamy do śledzenia jej przebiegu w tekstowej relacji na żywo wraz z Interią Sport – link do niej znajduje się poniżej.

    ‎Naomi Osaka z kolei ograła ostatnio Belgijkę Greet Minnen i w następnej rundzie skrzyżuje rakietę z Hailey Baptiste – do tego starcia także dojdzie w czwartek. Ostatnia odsłona Wielkiego Szlema w tym sezonie potrwa w ogólnym rozrachunku do 7 września.