• Było 6:3, 6:2, 3:1. Nie do wiary, co się stało później. Szaleństwo w US Open

    Było 6:3, 6:2, 3:1. Nie do wiary, co się stało później. Szaleństwo w US Open

    Czy już w pierwszej rundzie US Open byliśmy świadkami najbardziej efektownego powrotu całego turnieju? Bardzo możliwe. To, czego dokonał Francisco Cerundolo w starciu z Matteo Arnaldim, z miejsca stało się jednym z głównych kandydatów do miana „come-backu roku” w Nowym Jorku. Argentyńczyk znajdował się w dramatycznej sytuacji – przegrywał 3:6, 2:6, 1:3 i był o krok od niespodziewanej porażki. A jednak udowodnił, że w sporcie nigdy nie wolno się poddawać.

    „It’s not over, until it’s over” – mówiła Iga Świątek po spektakularnym odwróceniu losów meczu z Danielle Collins na Australian Open 2024. Wtedy Polka odrobiła straty w decydującym secie, choć przegrywała już 1:4. Podobnymi słowami mógłby opisać swój wyczyn Cerundolo. Argentyńczyk, mimo że wracał po kłopotach zdrowotnych – kontuzja mięśni brzucha zmusiła go niedawno do poddania meczu z Alexandrem Zverevem w Toronto i wykluczyła z turnieju w Cincinnati – w Nowym Jorku znalazł w sobie siłę, by odmienić losy rywalizacji.

    Arnaldi dyktował warunki. Do czasu

    Na papierze to Cerundolo był faworytem – wyżej notowany (19. ATP wobec 64. miejsca Arnaldiego), bardziej doświadczony. Jednak to Włoch przez długi czas kontrolował wydarzenia. W pierwszych dwóch setach serwował jak natchniony, dając przeciwnikowi tylko dwie szanse na przełamanie, z czego tylko jedna została wykorzystana. Sam natomiast czterokrotnie odebrał podanie Argentyńczykowi i pewnie wygrał partie 6:3, 6:2.

    Trzeci set miał być formalnością. Kolejne przełamanie dało Arnaldiemu prowadzenie 3:1, a Cerundolo wyglądał na bezradnego. Ale właśnie wtedy nastąpił przełom. Argentyńczyk odłamał rywala w szóstym gemie, a przy stanie 5:6 zdominował go do zera przy jego własnym serwisie. Wygrał 7:5 i całkowicie odwrócił bieg meczu.

    Walka do końca i finałowa eksplozja

    Czwarty set był znacznie bardziej wyrównany, lecz w decydującym momencie znów lepszy okazał się Cerundolo. Przy stanie 5:4 przełamał Arnaldiego, odbierając mu podanie i wyrównując stan meczu na 2:2 w setach.

    O wszystkim decydował piąty set. Już na samym początku to Arnaldi miał szansę przechylić szalę na swoją stronę, lecz zmarnował dwa break pointy. Cerundolo natychmiast wykorzystał okazję – sam przełamał, objął prowadzenie 3:0 i nie oglądał się za siebie. Od tego momentu Włoch zdołał wygrać przy serwisie rywala zaledwie jedną wymianę. Argentyńczyk triumfował 3:6, 2:6, 7:5, 6:4, 6:3 po niemal czterech godzinach heroicznej walki (3 h 45 min).

    W nagrodę Cerundolo zagra w drugiej rundzie ze Szwajcarem Leandro Riedim (435. ATP). Zwycięzca tego meczu zmierzy się w kolejnej rundzie z lepszym z pary Kamil Majchrzak – Karen Chaczanow.

  • ‎Sceny po meczu Świątek. Nie do wiary, do czego doszło na trybunach. Bez skrupułów

    ‎Sceny po meczu Świątek. Nie do wiary, do czego doszło na trybunach. Bez skrupułów

    Niewyobrażalny chaos po meczu Świątek – kibice stracili wszelkie zahamowania w Nowym Jorku

    ‎Iga Świątek potrzebowała zaledwie godziny, aby zameldować się w drugiej rundzie US Open, ale to nie jej dominacja na korcie przyciągnęła największą uwagę. To, co wydarzyło się tuż po jej zwycięstwie, zszokowało wszystkich na trybunach Arthur Ashe Stadium i stało się tematem rozmów tysięcy kibiców.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1960385050467324382

     

    ‎Wymarzony początek w Nowym Jorku

    ‎Polska gwiazda rozpoczęła swoją kampanię w najlepszy możliwy sposób, odprawiając Kolumbijkę Emilianę Arango wynikiem 6:1, 6:2. Jednostronny rezultat był jasnym sygnałem: Świątek przyjechała do Nowego Jorku, by walczyć o trofeum.

    ‎Po meczu przyznała, że warunki były wymagające, ale szybko się dostosowała.

    ‎> – Starałam się przyzwyczaić do kortu, do innego rytmu niż w Cincinnati, a przede wszystkim do światłocienia. Połowa piłek, gdy byłam po drugiej stronie, po prostu znikała. Ale to nie miało większego znaczenia – dostosowałam się dobrze i dzięki temu grałam solidnie – wyjaśniła Świątek.

    ‎Szokujące sceny na trybunach

    ‎To jednak, co stało się chwilę później, okazało się prawdziwym tematem wieczoru. Świątek rozdawała autografy, a następnie posłała w trybuny kilka podpisanych piłek tenisowych. W jednej chwili Arthur Ashe Stadium eksplodował chaosem.

    ‎Szansa na złapanie piłki od Świątek była dla kibiców nie do odparcia. Świadkowie mówili o „czystym szaleństwie”. Fani z różnych zakątków – nie tylko z Polski – rzucili się desperacko, przepychając i zderzając się nawzajem, jakby chodziło o skarby bezcennej wartości.

    ‎„Złapać piłkę od Igi Świątek to marzenie każdego kibica – i to bynajmniej nie tylko z Polski” – napisał Eurosport Polska, publikując krótkie nagranie pokazujące całe zajście. Klip natychmiast obiegł internet, a widzowie mogli zobaczyć, jak fani walczą zawzięcie o bezcenną pamiątkę.

    ‎Historyczne rekordy padają

    ‎Zwycięstwo Świątek nie było zwykłą formalnością – zapisało się w historii tenisa. Polka wyprzedziła Monicę Seles w klasyfikacji najdłuższych serii wygranych meczów otwarcia w erze Open. Rekord wynosi teraz imponujące 65 spotkań.

    ‎Świątek wyrównała także osiągnięcie Agnieszki Radwańskiej – 24 wygrane mecze otwarcia z rzędu w turniejach wielkoszlemowych. Radwańska zbudowała tę serię między Roland Garros 2009 a Australian Open 2015. Raszynianka swoją rozpoczęła właśnie podczas US Open 2019, co nadaje temu wyczynowi dodatkowego znaczenia.

    ‎Co czeka w drugiej rundzie?

    ‎Teraz poprzeczka zawieszona jest jeszcze wyżej. W kolejnej rundzie Świątek zmierzy się z Holenderką Suzan Lamens, która w pierwszym meczu pokonała Valerie Glozman 6:4, 6:2. Choć jej ranking nie stawia jej w roli faworytki, to właśnie dzięki temu może być niezwykle groźna.

    ‎Jedno pozostaje pewne: Świątek jest jedną z głównych kandydatek do końcowego triumfu w Nowym Jorku. A po pierwszym meczu, w którym połączyła bezlitosną skuteczność z widowiskowym chaosem na trybunach, oczy całego świata skierowane są na jej kolejny krok.

  • US Open: Ekspresowy mecz Igi Świątek. Zobacz skrót zwycięstwa z Arango [WIDEO]

    US Open: Ekspresowy mecz Igi Świątek. Zobacz skrót zwycięstwa z Arango [WIDEO]

    US Open: Ekspresowy mecz Igi Świątek. Zobacz skrót zwycięstwa z Arango [WIDEO]

    ‎Iga Świątek w imponującym stylu awansowała do drugiej rundy US Open. Polka, mistrzyni turnieju z 2022 roku, pokonała Kolumbijkę Emilianę Arango 6:1, 6:2 w zaledwie 61 minut i w kolejnym meczu zmierzy się z Holenderką Suzan Lamens.

     

    ‎Świątek od początku spotkania narzuciła swoje tempo i nie pozwoliła debiutantce z Kolumbii na rozwinięcie skrzydeł. W każdym secie przełamywała rywalkę dwukrotnie, a sama nie musiała bronić ani jednego break pointa. Skuteczny serwis i precyzyjne uderzenia sprawiły, że Polka kontrolowała przebieg meczu od pierwszej do ostatniej piłki.

    ‎Dla drugiej rakiety świata był to pierwszy występ w tegorocznej edycji nowojorskiego turnieju. Wcześniej Świątek mogła świętować zwycięstwo w prestiżowym Cincinnati Open, a jeszcze w lipcu po raz pierwszy zgromadziła komplet publiczności na korcie Wimbledonu. Forma 23-latki daje jej kibicom duże nadzieje na kolejny długi marsz w Wielkim Szlemie.

    ‎W drugiej rundzie rywalką Świątek będzie Holenderka Suzan Lamens. Spotkanie zapowiada się jako kolejny test formy Polki, która celuje w drugi w karierze triumf na kortach Flushing Meadows.

  • Było już po meczu, gdy Osaka powiedziała to o Wiktorowskim. Króciutko

    Było już po meczu, gdy Osaka powiedziała to o Wiktorowskim. Króciutko

    Naomi Osaka w dobrym stylu zameldowała się w drugiej rundzie US Open. Japonka w ciągu zaledwie 84 minut rozprawiła się z Greentje Minnen 6:3, 6:4, a po spotkaniu podkreślała, jak dużą rolę w jej grze odgrywa Tomasz Wiktorowski.

    Udany początek współpracy z Polakiem

    Pod koniec lipca media obiegła informacja, że Osaka (24. WTA) rozpoczęła tymczasową współpracę z Tomaszem Wiktorowskim. Początek był obiecujący – w Montrealu Japonka dotarła aż do finału turnieju rangi WTA 1000, gdzie po trzech setach uległa Victorii Mboko (23. WTA). W Nowym Jorku para kontynuuje współpracę, a już pierwszy mecz na US Open stał się testem tego, nad czym pracowali wspólnie na treningach.

    Kontrola meczu od połowy pierwszego seta

    Spotkanie z Minnen zaczęło się od wymiany przełamań, ale przy stanie 2:3 Osaka włączyła wyższy bieg. Triumfatorka US Open z 2018 i 2020 roku zaczęła dominować w wymianach, pewnie serwowała i nie dawała rywalce żadnych szans przy jej podaniu. Cztery gemy z rzędu wystarczyły, by wygrać pierwszego seta 6:3 w 38 minut.

    Druga partia rozpoczęła się równie dobrze – Japonka wyszła na prowadzenie 2:0, co oznaczało serię sześciu wygranych gemów z rzędu. Wkrótce jednak inicjatywa na chwilę przeszła w ręce Belgijki, która przy stanie 3:3 przełamała Osakę i prowadziła 4:3. Japonka jednak błyskawicznie odzyskała kontrolę – wygrała 12 z 15 kolejnych punktów i zakończyła spotkanie wynikiem 6:3, 6:4.

    „Po prostu robię to, co mówi Tomasz”

    Na konferencji prasowej Osaka przyznała, że towarzyszył jej duży stres:
    — Mogłam mieć lepsze nastawienie. Byłam strasznie zestresowana, bo to dla mnie wyjątkowy turniej. Chciałam bardzo wygrać. Żałuję, że bardziej myślałam o wyniku niż o procesie, ale cieszę się, że dałam radę — powiedziała.

    Następnie odniosła się do pracy z Wiktorowskim:
    — Muszę ufać sobie. To trudne, kiedy serwujesz dobrze, a nagle zostajesz przełamana. Tomasz dużo ze mną pracował nad returnami i dzięki temu czuję się pewniej. To właśnie pozwoliło mi szybko odrobić stratę w drugim secie i był to kluczowy moment meczu.

    Osaka dodała także z uśmiechem:
    — Nie próbuję iść śladami innych. Po prostu robię to, co każe mi Tomasz. Wprowadziłam pewną zmianę, o której raczej nikomu nie powiem, bo daje mi to sporą przewagę. Mam nadzieję, że nikt się tego nie domyśli.

    Kolejne wyzwanie – Hailey Baptiste

    W drugiej rundzie Naomi Osaka zmierzy się z Hailey Baptiste (47. WTA). To będzie ich trzeci mecz w tym sezonie. Dwa poprzednie – w Auckland i Miami – kończyły się zwycięstwami Japonki, choć oba były zacięte i rozstrzygały się w trzech setach.

  • Sceny w US Open. Gauff była absolutną faworytką. Trzy godziny walki

    Sceny w US Open. Gauff była absolutną faworytką. Trzy godziny walki

    Trzy godziny – dokładnie tyle trwał pojedynek pierwszej rundy US Open pomiędzy Coco Gauff a Ajlą Tomljanović. Amerykanka w decydującym secie prowadziła już 5:3, ale mimo to kibice doczekali się niezwykle emocjonującej końcówki.

    Obrończyni tytułu z 2023 roku i obecnie trzecia rakieta świata, Coco Gauff, była murowaną faworytką tego starcia. Jej rywalką była 79. w rankingu WTA Ajla Tomljanović – tenisistka, która do 2014 roku reprezentowała Chorwację, a od 2018 roku gra dla Australii. Co ważne, Australijka nigdy wcześniej nie dotarła do półfinału turnieju wielkoszlemowego.

    Trzygodzinny thriller Gauff

    Spotkanie od samego początku miało zaskakujący przebieg. Gauff szybko przegrywała 1:3, ale błyskawicznie odrobiła straty, wygrywając trzy kolejne gemy. Od stanu 4:4 w pierwszym secie to ona była już stroną dominującą – zwyciężyła w ośmiu z dziesięciu wymian i zamknęła partię 6:4.

    W drugim secie Amerykanka prowadziła 4:2 i była blisko zakończenia meczu w dwóch odsłonach. Wtedy jednak do gry wróciła Tomljanović, która odrobiła straty i serwowała nawet po zwycięstwo w secie. Miała dwie piłki setowe, ale żadnej nie wykorzystała. Ostatecznie losy partii rozstrzygnął tie-break, w którym Australijka okazała się bezwzględna i wygrała 7:2.

    Decydujący set znów toczył się pod dyktando Gauff, która prowadziła 5:3. Wydawało się, że wszystko jest już rozstrzygnięte, lecz Tomljanović jeszcze raz poderwała się do walki i doprowadziła do remisu 5:5. W 11. gemie straciła jednak serwis i tym razem Amerykanka nie wypuściła już przewagi z rąk. Po trzech godzinach zakończyła mecz efektownym uderzeniem po linii, które dało jej awans do drugiej rundy.

    Statystyki i reakcje

    Choć Gauff posłała ponad dwa razy więcej winnerów od rywalki (29–12), to jednocześnie popełniła więcej niewymuszonych błędów (59–56). Obie tenisistki miały też problem z serwisem – w całym meczu oddały aż 17 podwójnych błędów (Amerykanka 10, Tomljanović 7).

    – To był niezwykle trudny mecz. Miałam okazję wygrać w dwóch setach, ale jej nie wykorzystałam. Ajla była wymagającą rywalką. Nie zaprezentowałam najlepszego tenisa, ale cieszę się z awansu. I tak widzę postęp w porównaniu do turnieju w Cincinnati – powiedziała Gauff tuż po spotkaniu.

    Dla 21-letniej zawodniczki był to pierwszy mecz po rozpoczęciu współpracy z Gavinem MacMillanem – trenerem, który pomógł Arinie Sabalence ograniczyć problemy z podwójnymi błędami serwisowymi. To właśnie serwis pozostawał największą bolączką Amerykanki w ostatnich miesiącach.

    Kolejna rywalka

    W drugiej rundzie Gauff zmierzy się z Donną Vekić (49. WTA). Chorwatka po trzysetowym boju pokonała Hiszpankę Jessicę Bouzas Maneiro (40. WTA) 3:6, 7:5, 6:3.

    US Open, I runda:
    Coco Gauff – Ajla Tomljanović 6:4, 6:7(2), 7:5

  • Collins błyskawicznie wyrzucona z US Open! To była absolutna klęska

    Collins błyskawicznie wyrzucona z US Open! To była absolutna klęska

    Trzeci dzień rywalizacji na US Open błyskawicznie przyniósł dużą niespodziankę. Danielle Collins, jedna z ulubienic amerykańskiej publiczności, zakończyła udział w turnieju już na etapie pierwszej rundy. Ku zaskoczeniu kibiców, 61. rakieta świata została wręcz rozbita przez Jacqueline Cristian, przegrywając 2:6, 0:6. Choć Collins miała za sobą wsparcie trybun, nie potrafiła przełożyć go na swoją grę – przez większość meczu wyglądała na sfrustrowaną i wyraźnie podenerwowaną.

    Cristian, sklasyfikowana o jedenaście miejsc wyżej w rankingu WTA, wcale nie była faworytką tego spotkania. Tym bardziej że w ostatnich startach – w Cincinnati i Monterrey – odpadała już w pierwszych rundach. Nikt jednak nie spodziewał się, że tym razem zagra tak pewnie i szybko rozprawi się z Amerykanką.

    Collins bezradna od połowy pierwszego seta

    Początek meczu mógł jeszcze dawać nadzieję miejscowym kibicom – Collins pewnie utrzymała podanie w swoich dwóch pierwszych gemach serwisowych. Jednak już w piątym gemie Cristian wywalczyła przełamanie i od tego momentu zdecydowanie przejęła inicjatywę. Grała szybciej, mocniej i skuteczniej, a dodatkowo bardzo dobrze czytała zamiary rywalki. W siódmym gemie Collins próbowała się jeszcze bronić, ale i wtedy musiała uznać wyższość przeciwniczki. Chwilę później Cristian zamknęła seta wynikiem 6:2.

    Drugi set bez historii

    W drugiej partii Rumunka (choć urodzona w Rumunii, od 2024 roku reprezentująca Belgię) włączyła jeszcze wyższe tempo. Collins nie była w stanie odpowiedzieć – ograniczała się wyłącznie do rozpaczliwej defensywy, a jej język ciała zdradzał coraz większe zniechęcenie. Cristian konsekwentnie dominowała i punktowała niemal każdą akcję. Efekt? Błyskawiczne 6:0 i koniec meczu po zaledwie 67 minutach.

    Koniec sezonu dla Collins

    Jacqueline Cristian melduje się w drugiej rundzie, gdzie zmierzy się ze zwyciężczynią meczu Ashlyn Krueger – Sofia Kenin. Dla Danielle Collins porażka oznacza koniec nie tylko przygody z nowojorskim turniejem, ale i całego sezonu – Amerykanka wcześniej zapowiadała, że tegoroczny US Open będzie jej ostatnim występem w 2025 roku. To już szósty raz w karierze, kiedy Collins odpada z US Open po zaledwie jednym meczu.

  • ‎2-7 Gauff w tie-breaku. Niedowierzanie na Arthur Ashe Stadium. Decydował trzeci set

    ‎2-7 Gauff w tie-breaku. Niedowierzanie na Arthur Ashe Stadium. Decydował trzeci set

    ‎2-7 Gauff w tie-breaku. Niedowierzanie na Arthur Ashe Stadium. Decydował trzeci set

    ‎Coco Gauff prowadziła już z Ajlą Tomljanovic 6:4 i 4:2, kibice na Arthur Ashe Stadium odliczali już minuty do końca tego starcia. Miało wyłonić ostatnią uczestniczkę drugiej rundy US Open, faworytka pewnym krokiem zmierzała do sukcesu. I nagle Gauff wpadła w kryzys, przegrała trzy kolejne gemy, a później i seta. Amerykanie stanęli w sytuacji, gdy druga z ich gwiazd, po Madison Keys, mogła pożegnać się z najważniejszym turniejem za oceanem. I nie byli pewni sukcesu nawet w trzecim secie, tu było jeszcze 5:5.

    ‎Dwa lata temu 19-letnia Coco Gauff dopięła swego – wygrała US Open, najważniejszy dla amerykańskich tenisistek turniej, bo rozgrywany w ich kraju. W XXI wieku udało się to jeszcze siostrom Williams i niespodziewanie Sloane Stephens. A później Coco, która ma się stać przecież następczynią Sereny Williams.

    ‎Do połowy czerwca wszystko Amerykance się udawało, świetnie grała na mączce, wygrała French Open. A trawa już to wrażenie zmieniła, wpadki w Berlinie czy Londynie. Nie było przełomu w Montrealu i Cincinnati, Coco zdecydowała się więc na zmianę w swoim sztabie trenerskim. I “transfer” Gavina McMillana, który wyprowadził na prostą w zakresie serwisu samą Arynę Sabalenkę.

    ‎Gauff spodziewała się, że w US Open może być jeszcze trudno o jakieś efekty ich współpracy. I słusznie, także w zakresie podania wciąż nie jest u niej dobrze.

    ‎US Open. Coco Gauff kontra Ajla Tomljanovic w US Open. Rewanż za igrzyska w Paryżu

    ‎Amerykanie stracili już na Flushing Meadows jedną ze swoich faworytek, bo sensacyjnie mecz przegrała Madison Keys. Trudno było sobie wyobrazić, by to samo mogło spotkać Gauff. Z Austrlijką mierzyła się rok temu w Paryżu, w smutnych w sumie dla nich igrzyskach. Wtedy jednak nie zawiodła, w 57 minut rozbiła rywalkę 6:3, 6:0.

    ‎Teraz cały ten swój dorobek z Paryża Australijka miała już zapisany w wyniku po czterech gemach, prowadziła 3:1. Coco popełniała błędy, serwowała nie z prędkością ponad 180 km/godz., do czego przecież wcześniej przyzwyczaiła. Dziś to był pomiar 150-160, do niedawna coś niewyobrażalnego. Nie chciała ryzykować podwójnych błędów, będących jej zmorą, długo to się udawało. A w pewnym momencie przejęła inicjatywę, ze stanu 1:3 doprowadziła do 6:4. Tomljanovic korzystała właściwie tylko z błędów Amerykanki, czekała na nie. Sama w tej partii miała zaledwie jedno wygrywające zagranie.

    ‎Nie inaczej było i w drugim secie, aż do stanu 4:2 dla faworytki. Coco jeszcze serwowała, miała równowagę, była o dwie piłki od 5:2. Z takiego stanu pewnie już rywalka by się nie podniosła.

    ‎Za moment zaś wszystko się odmieniło. To Ajla zaczęła grać agresywnie, wymuszała błędy. Odrobiła straty, miała dwa setbole w dziesiątym gemie. Wtedy nie dopięła swego, uczyniła to w tie-breaku.

    ‎Mina Coco Gauff po drugim secie mówiła wszystko – zgubiła całą pewność siebie, którą miała do połowy tej partii. Gdyby i teraz zawiodła, właściwie mogłaby pożegnać się z już marzeniami o rywalizacji z Aryną Sabalenką i Igą Świątek w tym roku o szczyt rankingu. Ona musi później bronić wielkich zdobyczy w Pekinie i Rijadzie, w Nowym Jorku mogła zaś trochę odrobić.

    ‎Tymczasem początkowo w trzecim secie przełomu nie było. Obie miały problemy serwisowe, na przegranego gema Tomljanovic tym samym reagowała Gauff. Serwis przestał być ich jakimkolwiek atutem. I już miało być 2:2, gdy przy stanie 15-40 Coco dała jednak radę coś zmienić. Trochę pomógł chyba brak sił Australijki, ale też wróciło mocno i skuteczne pierwsze podanie. To dające punkt na 3:1 było posłane z mocą 113 mil na godzinę, grubo ponad 180 km/godz. Tego wcześniej Amerykance brakowało.

    ‎Znów więc trzecia rakieta świata miała sporą zaliczkę, ale przecież w poprzednim secie było podobnie. I nic to nie dało.

    ‎W końcu zaczęły wygrywać swoje gemy serwisowe, Coco miała jednak wciąż tę minimalną przewagę. Miała też piłkę na 5:2, Australijka wybroniła się serwisem.

    ‎Była już 4.01 w nocy polskiego czasu, gdy Gauff serwowała przy stanie 5:4. I zaczęła gema od… dwóch podwójnych błędów. A później wyrzuciła forhend na 15-40. Za moment zaś, po 168 minutach walki, zrobiło się 5:5. I cała zabawa zaczynała się od nowa.

    ‎Więcej precyzji w tych dwóch ostatnich gemach zachowała jednak Coco. Wygrała 6:4, 6:7 (2), 7:5 – po 177 minutach ciężkiej walki. Choć nie pokazała formy, która stawiałaby ją w roli kandydatki do tytułu.

  • Niewiarygodny wyczyn Świątek! US Open aż nie mogło się powstrzymać. “Rekord świata”

    Niewiarygodny wyczyn Świątek! US Open aż nie mogło się powstrzymać. “Rekord świata”

    Oficjalne konto US Open w mediach społecznościowych ogłosiło właśnie niezwykły wyczyn Igi Świątek. Polka pobiła historyczny rekord należący dotąd do Moniki Seles i zapisała się w annałach tenisa. Od początku ery open, czyli od 1968 roku, żadna zawodniczka nie mogła pochwalić się serią aż 65 kolejnych zwycięstw w meczach otwarcia turniejów. Teraz rekord należy do Świątek.

    Polka dokonała tego, pokonując w pierwszej rundzie US Open 2025 Emilianę Arango 6:1, 6:2. Spotkanie trwało zaledwie godzinę i było jednostronnym widowiskiem, ale miało wielką wartość historyczną. To właśnie to zwycięstwo pozwoliło Świątek ustanowić nowy rekord świata – 65. triumf z rzędu w meczach rozpoczynających kolejne turnieje.

    Tenisowi statystycy już od dłuższego czasu śledzili tę serię. Iga nie przegrywa na otwarcie – od lat zawsze zaczyna turnieje od zwycięstwa, często idąc później znacznie dalej w drabince. Dla porównania, Monica Seles była niepokonana w 64 kolejnych spotkaniach otwarcia pomiędzy 1990 a 1996 rokiem. Warto jednak podkreślić, że mowa o „meczach otwarcia”, a nie wyłącznie o pierwszych rundach – bo czołowe zawodniczki często mają w nich wolny los.

    Cztery lata bez porażki na otwarcie. Na horyzoncie rekord Djokovicia
    Ostatni raz Świątek odpadła w pierwszym meczu turnieju w 2021 roku w Cincinnati, gdzie po wolnym losie w pierwszej rundzie przegrała w drugiej z Ons Jabeur 3:6, 3:6. Od tamtej pory minęły cztery lata, a Iga nieprzerwanie wygrywa mecze otwarcia. Teraz goni już tylko jeden absolutny rekord – Novak Djoković w swojej karierze rozpoczął zwycięsko aż 75 kolejnych turniejów. To najlepszy wynik w historii, bez podziału na płeć.

    Rywalki daleko w tyle
    Dla porównania, Aryna Sabalenka, aktualna liderka rankingu WTA i najpoważniejsza rywalka Polki, ma obecnie serię 11 wygranych meczów otwarcia. Jej ostatnia porażka w pierwszym spotkaniu turnieju miała miejsce w lutym tego roku w Dosze. Jeszcze gorzej wygląda bilans Coco Gauff – trzeciej rakiety świata – która w ostatnich miesiącach odpadała już po pierwszych meczach zarówno w Berlinie, jak i na Wimbledonie.

    Seria 65 zwycięstw Świątek to osiągnięcie, do którego współczesne rywalki nie są w stanie się nawet zbliżyć.

  • ‎Mistrzyni z Osaki już czeka na Igę Świątek. Znamy kolejną rywalkę Polki w US Open

    ‎Mistrzyni z Osaki już czeka na Igę Świątek. Znamy kolejną rywalkę Polki w US Open

    ‎Zanim jeszcze Iga Świątek rozpoczęła swoje pierwsze starcie w singlu w tegorocznym US Open, od pół godziny na Stadium 11 trwał już bój jej potencjalnych rywalek w kolejnej rundzie. A o swoją pierwszą możliwość gry w karierze z polską dominatorką rywalizowały: Holenderka Suzane Lamens i Amerykanka Valerie Glozman. Niespodzianki w tym starciu nie było, wyżej notowana z tych zawodniczek potrzebowała 86 minut by zameldować się w drugiej rundzie.

    ‎W Wielkim Szlemie rozstawione zawodniczki mają ten przywilej, że w dwóch pierwszych rundach omijają je inne zawodniczki z numerkami w drabince. A to powoduje, że ewentualne hity odbywają się znacznie później. Choć są wyjątki, rozstawienia w tym roku nie miały przecież Barbora Krejcikova, Emma Raducanu czy Marketa Vondrousova, a starcia z nimi to już ciężka przeprawa. Przekonała się o tym choćby Victoria Mboko, triumfatorka z Montrealu odpadła w pierwszej rundzie.

    ‎Idze Świątek drabinka ułożyła się zaś całkiem dobrze, przynajmniej na samym początku. W zeszłym roku w drugich rundach musiała grać z Danielle Collins czy Naomi Osaką, toczyła zacięte boje, była blisko wypadnięcia z gry w Paryżu. A w Nowym Jorku znów losowała znakomicie, bo przecież najpierw Emiliana Arango z Kolumbii, a później lepsza z pary: Suzan Lamens/Valerie Glozman nie powinna być dla niej większym wyzwaniem.

    ‎I gdy Polka gromiła Kolumbijkę na Arthur Ashe Stadium, o przywilej z nią toczył się pojedynek na korcie numer 11. Nie doszło w nim do niespodzianki

    ‎US Open. Suzan Lamens kontra Valerie Glozman. Ten mecz miał wyłonić potencjalną rywalkę Igi Świątek

    ‎Jeszcze rok temu Suzan Lamens, choć starsza od Świątek o dwa lata, nie potrafiła przebić się do głównych drabinek w Wielkich Szlemach. Przez lata była zawodniczką z drugiej czy trzeciej setki rankingu, osiem razy wystąpiła w kwalifikacjach, ani razu nie dotarła nawet do ich finałów.

    ‎Przełom nastąpił zeszłej jesieni, już po US Open. W WTA 250 w japońskiej Osace też musiała grać w eliminacjach, a odniosła życiowy sukces. Wykorzystała słabszą obsadę w tych zawodach, wygrała siedem spotkań, unikała na swojej drodze gwiazd, bo Elise Mertens czy Clara Tauson odpadały wcześniej. Zgarnęła główne trofeum, wskoczyła do czołowej setki, a wkrótce potwierdziła swoją lepszą dyspozycję.

    ‎W tym roku już dość regularnie ogrywała zawodniczki z TOP 100, w Brisbane pokonała m.in. Magdalenę Fręch, niedawno w Montrealu zaś Betriz Haddad Maię. Wciąż jednak jest to zawodniczka z drugiego szeregu, “odbijająca się” od rywalizacji na wyższym poziomie.

    ‎W US Open Lamens wylosowała jednak o tyle dobrze, że w pierwszej rundzie trafiła na 18-letnią Valerie Glozman – Amerykankę, która dostała tu dziką kartę.

    ‎Zawodniczkę z 902. miejsca na liście WTA, która… gra właściwie tylko w USA. Nawet w zmaganiach juniorskich nie opuszczała swojego kraju, raz tylko poleciała do Turcji na finały BJK Cup. A to z kolei powodowało, że nawet w rankingu ITF nie była w stanie zajmować czołowych pozycji. Mimo zeszłorocznego triumfu w juniorskim Indian Wells, a później ćwierćfinału US Open (przegrała z Ivą Jović), wskoczyła jedynie na 90. pozycję w rankingu zawodniczek do lat 18.

    ‎Zapewne była jedną z najsłabszych zawodniczek w stawce 128 uczestniczek US Open. I to potwierdziło w sumie całe spotkanie. Mimo bardzo przeciętnej gry Lamens odniosła historyczne zwycięstwo w US Open.

    ‎Pierwszy gem dla Amerykanki, a później już dominacja faworytki. Lamens uporała się tuż przed końcem starcia Igi Świątek

    ‎Glozman wygrała pierwszego gema, mimo break pointa dla rywalki, dostała za to solidne brawa od kibiców. A później już była znacznie gorsza od starszej rywalki. Po kilkunastu minutach Holenderka prowadziła już 5:1, spokojnie ogrywała Amerykankę, która była znacznie słabsza fizycznie. I próbowała to nadrabiać choćby uderzeniami oburącz.

    ‎Mimo to Lamens też miała słabsze momenty, oddała trzy gemy z rzędu, ale ostatecznie zmobilizowała się w kluczowym momencie. I wygrała 6:4. A później w pewnym sensie sytuacja się powtórzyła z tą różnicą, że 18-latka na swój lepszy moment musiała dłużej poczekać.

    ‎Holenderka szybko wywalczyła sobie jedno przełamanie, a za moment i drugie. Odskoczyła na 3:0, jedną nogą była już pewnie myślami przy starciu ze Świątek, która na Arthur Ashe Stadium wygrywała już wyraźnie z Arango.

    https://x.com/z_kortu/status/1960382857286647968

    ‎Nawet przegrany własny gem serwisowy niewiele tu zmienił, był raczej efektem rozprężenia faworytki niż umiejętności Amerykanki. Glozman znów zebrała brawa po szóstym gemie, trwającym niemal 20 minut – bo go wygrała. Całe spotkanie na swoje konto zapisała jednak Holenderka: 6:4, 6:2. I to ona stanie w drugiej rundzie w szranki z Igą Świątek.

  • Oto prawda o relacji Świątek i Fissette’a. Nastąpił zwrot

    Oto prawda o relacji Świątek i Fissette’a. Nastąpił zwrot

    Iga Świątek pod koniec ubiegłego roku zdecydowała się nawiązać współpracę z belgijskim szkoleniowcem Wimem Fissette’em. Początki nie były łatwe – brak oczekiwanych rezultatów sprawił, że w mediach coraz częściej pojawiały się głosy o braku porozumienia między nimi, a nawet sugestie, że trener powinien zostać zwolniony. Sytuacja jednak diametralnie zmieniła się po Wimbledonie. Eksperci wyjaśniają, co wpłynęło na ten przełom.

    Trudny początek sezonu

    Sezon 2025 Iga Świątek rozpoczęła w wyjątkowo wymagających okolicznościach. Wracała do gry po problemach, które mocno dały jej się we znaki w poprzednim roku. Niestety pierwsze miesiące nie układały się po jej myśli. Nawet na mączce, która zawsze była jej największym atutem, nie potrafiła sięgnąć po tytuł. Na dodatek spadła w rankingu WTA, co stanowiło kolejny cios.

    Zwrot w pracy z Fissette’em

    Sytuacja zaczęła się odwracać dopiero latem. Świątek najpierw dotarła do finału w Bad Homburg, a następnie sięgnęła po wielki triumf na Wimbledonie. Później, po raz pierwszy w karierze, zwyciężyła także w prestiżowym turnieju w Cincinnati. To sprawiło, że przed US Open jej forma wygląda znacznie obiecującej.

    Paweł Ostrowski, były trener m.in. Angelique Kerber, w rozmowie z Interią zaznaczył, że utrzymanie najwyższego poziomu przez cały rok jest praktycznie niemożliwe. Podkreślił również, że rozpoczęcie współpracy z nowym szkoleniowcem wymaga czasu. – Trzeba pamiętać, że docieranie się Igi z trenerem było procesem, który musiał trochę potrwać – ocenił.

    Bariera języka i zaufanie

    Do tej pory Świątek współpracowała wyłącznie z polskimi trenerami. Jak zaznaczył Ostrowski, w takich relacjach znaczenie mają nawet drobne niuanse w komunikacji. – Można perfekcyjnie znać język obcy, ale istnieje jeszcze specyficzny żargon sportowy i sposób przekazywania informacji. Zanim się do niego przyzwyczaimy, potrzeba trochę czasu – wyjaśnił.

    Według eksperta kluczowym momentem było to, że Świątek „wpuściła” Fissette’a bliżej siebie, zaufała jego metodom i zaczęła konsekwentnie wdrażać jego koncepcję. – Iga dopuściła trenera do swojego świata i zaczęła realizować jego wizję, dlatego jej gra wygląda coraz lepiej i możemy spodziewać się dalszych sukcesów – podkreślił Ostrowski.

    Początek US Open

    Już we wtorek, 26 sierpnia, Iga Świątek rozpocznie rywalizację w nowojorskim turnieju. W pierwszej rundzie zmierzy się z Emilianą Arango, 84. zawodniczką światowego rankingu. Spotkanie rozpocznie się nie wcześniej niż o godzinie 17:30 czasu polskiego. Transmisję przeprowadzi Eurosport oraz platforma MAX.