• 6:0, 6:0 dla Świątek, a po tym walkower. “Nie chciała powtórki”

    6:0, 6:0 dla Świątek, a po tym walkower. “Nie chciała powtórki”

    Amanda Anisimova nie ukrywa, że porażka 0:6, 0:6 z Igą Świątek w finale tegorocznego Wimbledonu była dla niej bolesnym doświadczeniem. – Muszę zrobić wszystko, żeby coś takiego już nigdy się nie powtórzyło – przyznała po tamtym meczu. Teraz, przed ćwierćfinałem US Open, w którym znów stanie naprzeciw Polki, mówi otwarcie: – Kto by pomyślał, że tak szybko ponownie się spotkamy? To będzie świetny mecz. Mam nadzieję, że tym razem zobaczymy prawdziwe widowisko.

    Świątek w wielkiej formie

    Polka zameldowała się w najlepszej ósemce turnieju po pewnym zwycięstwie nad Jekatieriną Aleksandrową, rozstawioną z numerem 12. Choć spodziewano się zaciętej rywalizacji, Rosjanka zeszła z kortu pokonana w zaledwie 65 minut – 3:6, 1:6 – i nie kryła łez.

    Świątek udowodniła, że po nieco słabszych meczach z Suzan Lamens i Anną Kalinską, w kluczowych momentach potrafi włączyć wyższy bieg. Podobny scenariusz widzieliśmy podczas Wimbledonu – tam Polka rozkręcała się z meczu na mecz, by w finale zmiotła Anisimovą z kortu w 57 minut, nie oddając jej nawet gema.

    Anisimova: czas na rewanż?

    Amerykanka również prezentuje się solidnie. W drodze do ćwierćfinału pokonała m.in. Beatriz Haddad Maię 6:3, 6:0, a wcześniej wygrała trzy kolejne mecze, tracąc tylko jednego seta. Jej dyspozycja pozwala wierzyć, że tym razem rywalizacja ze Świątek może być bardziej wyrównana. – Ona gra teraz fantastyczny tenis. Liczę, że uda nam się stworzyć prawdziwe widowisko – mówi dziewiąta rakieta świata.

    Problemem dla Anisimovej może być jednak sfera mentalna. W lipcu wystąpiła w swoim pierwszym wielkoszlemowym finale, który na długo pozostanie dla niej bolesnym wspomnieniem. Porażka 0:6, 0:6 – tzw. „rower” – zdarzyła się w finale turnieju tej rangi po raz pierwszy od 1984 roku. – Czułam ogromny zawód, miałam poczucie winy, że nie pokazałam pełni możliwości. Dopiero późniejsze rozmowy i wsparcie innych pozwoliły mi to przetrawić – przyznaje dziś Anisimova.

    Historia nie daje jej nadziei

    Statystyki przemawiają jednak na korzyść Świątek. Polka w karierze aż dziewięć razy wygrywała mecze 6:0, 6:0 i żadna z tenisistek, które w ten sposób ograła, nigdy nie potrafiła jej się zrewanżować. Najbliżej była Karolina Pliskova, która po upokarzającej porażce w Rzymie w 2021 roku jeszcze kilkakrotnie próbowała – bezskutecznie. Podobnie było z Anastasiją Pawluczenkową czy Anastasiją Potapową, które po „podwójnym bajglu” również nie znalazły sposobu na Polkę.

    Lista ofiar Świątek, które kończyły mecz z wynikiem 0:6, 0:6, jest długa i obejmuje m.in. Vivian Tomę, Alessandrę Crump, Andreę Renee Villarreal, Andreę Prisacariu, Karolinę Pliskovą, Anastasiję Pawluczenkową, Wang Xinyu, Anastasiję Potapową i właśnie Amandę Anisimovą.

    Wszystko wskazuje więc na to, że jeśli Amerykanka marzy o rewanżu, musi przełamać nie tylko grę Świątek, ale i statystyczną klątwę, która ciąży na rywalkach Polki po „rowerze”.

  • Partner Sabalenki zaskakuje światem – ogłasza nowy projekt w chwili, gdy ona przeżywa porażkę

    Partner Sabalenki zaskakuje światem – ogłasza nowy projekt w chwili, gdy ona przeżywa porażkę

    Partner Sabalenki zaskakuje światem – ogłasza nowy projekt w chwili, gdy ona przeżywa porażkę

    ‎Gorzki wieczór w Cincinnati

    ‎Aryna Sabalenka przyjechała do Cincinnati z wielkim apetytem na sukces. Jako liderka rankingu WTA i obrończyni tytułu sprzed roku miała dodatkową presję, by ponownie zaprezentować się z najlepszej strony. Tym razem jednak musiała pogodzić się z rozczarowaniem. W ćwierćfinale została zatrzymana przez Jelenę Rybakinę, która pewnie pokonała ją 6:1, 6:4 i to Kazaszka ruszyła dalej w stronę finału z Igą Świątek.

    ‎Sabalenka, mimo frustracji, nie zamierzała ukrywać emocji. W swoich mediach społecznościowych przyznała otwarcie, że oczekiwała lepszego wyniku. „Nie jest to rezultat, którego chciałam, ale jestem gotowa na nowy początek w Nowym Jorku. Dziękuję Cincinnati – zawsze wracam tu z przyjemnością” – napisała.

    ‎Cień Nowego Jorku już się zbliża

    ‎Wspomnienie o Nowym Jorku to jasne odniesienie do US Open – ostatniego Wielkiego Szlema w sezonie. Sabalenka ma tam do obrony nie tylko trofeum, ale też ogromną liczbę punktów rankingowych. Stawka jest więc niezwykle wysoka, a każdy krok przygotowań ma znaczenie.

    ‎Plotki krążyły od dawna – teraz stały się faktem

    ‎W chwili, gdy Sabalenka mierzy się ze sportowymi wyzwaniami, jej partner postanowił zwrócić na siebie uwagę całego świata. Od miesięcy szeptano, że Georgios Frangulis, grecki biznesmen i założyciel sieci Oakberry, zamierza zrobić wielki krok w świat sportu. Teraz sam potwierdził, że to nie były puste plotki.

    ‎Oficjalne ogłoszenie – i to w symbolicznej chwili

    ‎Krótko po porażce Sabalenki w Ohio, Frangulis zamieścił w sieci wpis, który rozwiał wszelkie wątpliwości. „Tak, kupiliśmy najfajniejszy klub piłkarski” – ogłosił z dumą. Do słów dołączył specjalnie przygotowane nagranie. Na filmie widać go m.in. na stadionie, w klubowej koszulce, podczas konferencji prasowej oraz w prywatnym samolocie.

    ‎Reakcja Aryny mówi wszystko

    ‎Jak na nowe przedsięwzięcie swojego ukochanego zareagowała Aryna Sabalenka? Nie zostawiła miejsca na domysły. „Mój ukochany jest w gazie” – napisała pod jego wpisem. Widać wyraźnie, że liderka światowego rankingu nie tylko akceptuje zawodowe ambicje partnera, ale także mocno go wspiera.

    ‎Związek oparty na pracy i pasji

    ‎Sabalenka i Frangulis tworzą parę od 2023 roku. Dzieli ich osiem lat, lecz na co dzień różnica wieku nie ma znaczenia. Białorusinka wielokrotnie podkreślała, że to właśnie Grek jest „miłością jej życia”. Ich więź nie ogranicza się tylko do życia prywatnego. Frangulis jest obecny niemal na każdym meczu w jej boksie, a Sabalenka pełni rolę ambasadorki jego marki Oakberry, oferującej napoje i przekąski z jagód acai.

    ‎Sport, biznes i miłość – silny fundament

    ‎Ich wspólna historia pokazuje, że potrafią łączyć życie osobiste z zawodowym. Podczas gdy Sabalenka przygotowuje się do jednego z najważniejszych turniejów sezonu, jej partner realizuje ambitne projekty biznesowe. A choć każde z nich działa w innej przestrzeni, jedno jest pewne – wspólnie stanowią duet, który coraz częściej przyciąga uwagę nie tylko kibiców tenisa, ale i całego sportowego świata.

  • Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał US Open!

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał US Open!

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek o półfinał US Open!

     

    Znamy godzinę meczu Igi Świątek — Amanda Anisimova o półfinał US Open. Polska tenisistka dostanie szansę pokazania się na korcie centralnym imienia Arthura Ashe’a w sesji dziennej. To fantastyczne wieści dla polskich kibiców, którzy nie będą musieli zarywać nocy, by śledzić poczynania polskiej nadziei. Jej spotkanie zaplanowano nie przed 19.00 polskiego czasu.

     

    Organizatorzy US Open opublikowali już plan gier na środę. W tej fazie imprezy mecze seniorów w grze pojedynczej odbywają się już tylko na korcie centralnym im. Arthura Ashe’a. Dla Igi Świątek będzie to powrót na tę arenę po starciu z Jekateriną Aleksandrową, które odbywało się na korcie im. Louisa Armstronga.

     

    Jako pierwsi na kort centralny wyjdą tym razem Felix Auger-Aliassime oraz Alex De Minaur. Po nich, nie przed 19.00 polskiego czasu, swoje spotkanie rozpocząć mają Iga Świątek oraz Amanda Anisimova. Można jednak spodziewać się pewnego opóźnienia w przypadku wydłużenia spotkania Kanadyjczyka z Australijczykiem.

     

    Jest godzina meczu Igi Świątek. Oto plan ćwierćfinałów US Open w środę

     

    W sesji nocnej swój mecz rozegra Naomi Osaka. Japonka, która dopiero co wyeliminowała z gry Coco Gauff, zmierzy się z Karoliną Muchovą, która wygrała z Martą Kostiuk. Dzień na korcie centralnym zakończy starcie Jannika Sinnera z Lorenzo Musettim. To wtedy poznamy wszystkich półfinalistów US Open.

     

    Już we wtorek poznamy pierwszych półfinalistów turnieju w Nowym Jorku. O awans do najlepszej czwórki walczą Jessica Pegula i Barbora Krejcikova, Jiri Lehecka i Carlos Alcaraz, Aryna Sabalenka i Marketa Vondrousova oraz Novak Djoković i Taylor Fritz.

     

    Finał kobiecego odbędzie się w sobotę 6 września. Z kolei na 7 września zaplanowano finał panów.

  • Wielki wyczyn Świątek i Sabalenki, napisały razem historię. Świat tenisa na to czekał

    Wielki wyczyn Świątek i Sabalenki, napisały razem historię. Świat tenisa na to czekał

    Świątek i Sabalenka piszą na nowo historię tenisa – rekord po dwóch dekadach

    Noc, która zmieniła statystyki na zawsze

    Tegoroczny US Open przyniósł już wiele niezapomnianych momentów, ale to, czego dokonały w Nowym Jorku Iga Świątek i Aryna Sabalenka, zapisało ich nazwiska w kronikach w sposób, jakiego nie widziano od 20 lat. Obie zawodniczki zameldowały się w ćwierćfinale bez większych problemów, a tym samym nie tylko awansowały dalej w turnieju – stworzyły historię, na którą świat tenisa czekał dwie dekady.

    Niepowstrzymana Świątek

    Dla Igi Świątek tegoroczny US Open to jak dotąd pokaz całkowitej dominacji. W pierwszych czterech meczach liderka rankingu straciła zaledwie jednego seta, odprawiając kolejne rywalki z bezwzględną skutecznością. Jej ostatnią ofiarą została Rosjanka Jekaterina Aleksandrowa, która nie miała żadnych argumentów wobec siły i precyzji Polki. Umiejętność Świątek do rozbijania przeciwniczek pod presją stała się jej znakiem rozpoznawczym – i po raz kolejny udowodniła, dlaczego to właśnie ona jest uważana za główną faworytkę największych imprez.

    Niezłomna szarża Sabalenki

    Świątek nie jest jednak jedyną gwiazdą, która elektryzuje Nowy Jork. Aryna Sabalenka, jej największa rywalka i nieustanna pretendentka do tronu, podąża niemal identyczną drogą. Białorusinka również odprawiła już cztery rywalki w przekonującym stylu, zapewniając sobie miejsce w najlepszej ósemce. Symetria ich występów wywołała nie tylko emocje wśród kibiców, ale i statystyczne znaczenie, którego niewielu się spodziewało przed startem turnieju.

    Przełom po 20 latach

    Według danych analityków z „OptaAce” to dopiero piąty raz w całym XXI wieku, kiedy dwie tenisistki w jednym sezonie zdołały awansować do ćwierćfinału wszystkich czterech turniejów wielkoszlemowych. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 2005 roku, gdy tour zdominowały Lindsay Davenport i Maria Szarapowa. Teraz, po dwóch dekadach, Świątek i Sabalenka odświeżyły to wyjątkowe osiągnięcie.

    Jeszcze bardziej imponujące jest to, że Świątek – mając zaledwie 24 lata – stała się najmłodszą tenisistką od czasów Szarapowej, której udała się ta sztuka. To kolejny kamień milowy w jej karierze, już i tak pełnej sukcesów – i zarazem przypomnienie, że Polka wciąż dopiero zaczyna pisać swoją legendę.

    Co dalej dla dwóch rywalek?

    Historia jednak jeszcze się nie kończy. Kolejna przeszkoda Świątek jest już znana – 3 września Polka zmierzy się z Amandą Anisimovą. Ich ostatnie spotkanie było szokiem dla świata – Świątek rozbiła Amerykankę w finale Wimbledonu wynikiem 6:0, 6:0. To wspomnienie z pewnością będzie ciążyć Anisimovej, gdy obie ponownie wyjdą na kort w blasku nowojorskich reflektorów.

    Sabalenka z kolei stanie naprzeciw Czeszce Markecie Vondrousovej, po tym jak wcześniej bez problemów uporała się z Cristiną Bucsa. Jeśli obie zawodniczki utrzymają zwycięską passę, tenisowy świat może doczekać się starcia marzeń – finału US Open ze Świątek i Sabalenką po dwóch stronach siatki. To byłoby widowisko, które zelektryzowałoby kibiców i wskazało najgroźniejszą zawodniczkę tego sezonu.

    Rywalizacja, która definiuje epokę

    Dwie dekady temu to Davenport i Szarapowa niosły tenisowy płomień, imponując regularnością i siłą. Dziś to Świątek i Sabalenka piszą nowy rozdział, oparty na determinacji, dominacji i rywalizacji, która może zdefiniować całą epokę.

    Świat tenisa czekał na taką historię – i właśnie ją otrzymał.

  • Kibice zawiedzeni po tym, co zrobiła m.in. Świątek. “Totalne rozczarowanie”

    Kibice zawiedzeni po tym, co zrobiła m.in. Świątek. “Totalne rozczarowanie”

    Kibice nie kryli rozczarowania wydarzeniami z dziewiątego dnia wielkoszlemowego US Open. Na brak emocji narzekano zwłaszcza po meczach singlowych, a wśród uczestniczek znalazła się również Iga Świątek.

    Polka, która walczy o powtórzenie swojego największego sukcesu w Nowym Jorku, czyli triumfu z 2022 roku, kiedy w finale pokonała Tunezyjkę Ons Jabeur 6:2, 7:6(5), zameldowała się już w ćwierćfinale.

    Krótkie mecze, niezadowoleni kibice

    Świątek słynie z ekspresowego tempa gry w tegorocznym turnieju. W trzech pierwszych rundach potrzebowała odpowiednio 61, 127 i 118 minut, aby rozbić kolejne przeciwniczki. Spotkanie czwartej rundy z Jekatieriną Aleksandrową (12. WTA) również nie potrwało długo – Polka zwyciężyła 6:3, 6:1 w zaledwie 66 minut.

    Tymczasem w poniedziałek większość meczów przebiegała podobnie jednostronnie. Wszystkie cztery spotkania mężczyzn zakończyły się w trzech setach, co sprawiło, że wielu kibiców poczuło się zawiedzionych. Jak zauważył portal Sportskeeda.com, tylko jeden z siedmiu pojedynków singlowych rozegranych na głównych stadionach – Arthur Ashe i Louis Armstrong – trwał ponad dwie godziny.

    Fani nie szczędzili ostrych komentarzy:

    • „Dotąd to była senna edycja turnieju”,
    • „Można śmiało powiedzieć, że mecze były przereklamowane”,
    • „Największe emocje dał dziś mecz deblowy. To był smutny dzień”,
    • „Oglądam US Open od ośmiu lat i nigdy nie widziałem, żeby nocna sesja skończyła się tak wcześnie. ESPN musiał zapełniać czas antenowy, bo spotkania skończyły się przed 22:30”.

    Wątpliwości co do doboru meczów na wieczorną część dnia pojawiły się także wśród komentatorów.

    Gilbert: „Nie pamiętam tak jednostronnej IV rundy”

    Do dyskusji dołączył Brad Gilbert, były trener Coco Gauff, który w serwisie X napisał:
    – „Dzisiejsze mecze singlowe były bardzo jednostronne. Szczerze mówiąc, nie pamiętam takiej czwartej rundy w turnieju wielkoszlemowym. Mam nadzieję, że jutro zobaczymy bardziej wyrównane pojedynki”.

    Kolejny test: Anisimova

    W ćwierćfinale Iga Świątek zmierzy się z Amerykanką Amandą Anisimową (9. WTA). Tenisistka ze Stanów Zjednoczonych pewnie pokonała Brazylijkę Beatriz Haddad Maię (22. WTA) 6:0, 6:3.

    Przypomnijmy, że ostatnie starcie Świątek z Anisimovą miało miejsce w tegorocznym finale Wimbledonu. Wówczas Polka nie dała rywalce najmniejszych szans, wygrywając 6:0, 6:0.

    Relację na żywo z meczu Świątek – Anisimova będzie można śledzić na Sport.pl oraz w aplikacji Sport.pl LIVE.

  • Sabalenka wyłożyła kawę na ławę ws. numeru jeden. Poszło w świat

    Sabalenka wyłożyła kawę na ławę ws. numeru jeden. Poszło w świat

    Aryna Sabalenka nie ukrywa, że dobrze odnajduje się w roli liderki światowego rankingu. Tuż po awansie do ćwierćfinału US Open Białorusinka została zapytana o presję związaną z byciem numerem jeden w kobiecym tenisie. Jej odpowiedź była bezpośrednia i szczera. – Cieszę się z tej presji – stwierdziła, podkreślając, że wysokie miejsce w rankingu niesie ze sobą nie tylko oczekiwania, ale również ogromne korzyści.

    Sabalenka i życie liderki WTA

    27-latka nieprzerwanie przewodzi zestawieniu WTA od października ubiegłego roku. Po zwycięstwie nad Cristiną Bucsą (6:1, 6:4) zapewniła sobie utrzymanie pozycji liderki co najmniej do końca nowojorskiego turnieju. Jak przyznała, już dawno przywykła do tej roli, choć nie da się ukryć, że wiąże się ona także z presją. – Presja jest częścią naszego życia. Dla nas normalne jest to, że żyjemy pod presją. Trzeba jednak pamiętać również o dobrych stronach. Ja naprawdę cieszę się, że jestem numerem jeden na świecie i że mogę towarzyszyć temu uczuciu. Jednocześnie wiem, ile pracy kosztuje mnie to miejsce – podkreśliła w rozmowie cytowanej przez portal Puntodebreak.

    Korzyści większe niż trudności

    Sabalenka zaznaczyła, że mimo stresu, jaki niesie ze sobą pozycja liderki, pozytywne aspekty zdecydowanie przeważają. – Dopóki lubisz swoją pracę, bycie numerem jeden daje ci po prostu fajne życie. To otwiera wiele drzwi – możesz poznawać wyjątkowych ludzi, współpracować z wieloma markami i uczyć się czegoś więcej niż tylko samego tenisa. To właśnie piękno tego sportu – wyjaśniła.

    Sekret sukcesu: równowaga

    Podczas konferencji prasowej zdradziła również swój klucz do sukcesu. – Uważam, że w ostatnich latach nauczyłam się zachowywać idealny balans między intensywną pracą a odpoczynkiem i czasem wolnym. To właśnie dzięki temu czuję, że naprawdę cieszę się swoją drogą i swoim życiem. To jest najważniejsze – powiedziała.

    Przedsmak wielkiego starcia

    1. Sabalenka w ćwierćfinale zmierzy się z Marketą Vondrousovą. Po drugiej stronie drabinki o półfinał powalczy również Iga Świątek, której przeciwniczką będzie Amanda Anisimova.
  • Iga Świątek bije rekord świata na US Open — pierwszy raz od 20 lat

    Iga Świątek bije rekord świata na US Open — pierwszy raz od 20 lat

    Iga Świątek bije rekord świata na US Open — pierwszy raz od 20 lat

    ‎26 sierpnia 2025 roku Iga Świątek z łatwością awansowała do drugiej rundy US Open, pokonując Emilianę Arango 6:1, 6:2.

    ‎Dzięki temu zwycięstwu ustanowiła nowy rekord ery open w tenisie kobiecym, wygrywając 65 kolejnych meczów otwierających turnieje i bijąc wcześniejsze osiągnięcie Moniki Seles, która miała na koncie 64 takie zwycięstwa.

    ‎Dodatkowo Polka odniosła 50. zwycięstwo w sezonie 2025, kontynuując imponującą czteroletnią serię co najmniej 50 wygranych rocznie — coś, czego żadna inna tenisistka w ostatnich latach nie dokonała.

    ‎To niezwykłe osiągnięcie stanowi kamień milowy, na który — jak podkreślają eksperci — „świat tenisa czekał 20 lat”. Rekord ten przetrwał bowiem od początku ery open.

    ‎Iga Świątek wygrywa Wimbledon w historycznym, dominującym stylu

    ‎Podczas Wimbledonu 2025 Świątek zdobyła swój pierwszy tytuł na londyńskiej trawie, pokonując Amandę Anisimovą wynikiem 6:0, 6:0 w zaledwie 57 minut.

    ‎Był to pierwszy w erze open finał kobiet na Wimbledonie, który zakończył się tzw. „podwójnym rowerkiem” (double bagel) i pierwszy taki wynik od 1911 roku.

    ‎Triumf sprawił, że Świątek stała się najmłodszą zawodniczką od czasów Sereny Williams, która skompletowała karierowego Wielkiego Szlema — zwycięstwa na wszystkich trzech nawierzchniach (ziemia, trawa, korty twarde).

    ‎Mając na koncie już sześć tytułów wielkoszlemowych i perfekcyjny bilans 6-0 w finałach, Świątek dołączyła do grona legend, takich jak Margaret Court czy Monica Seles.

     

    ‎

  • Słowa komentatora o Świątek i Abramowicz wywołały oburzenie

    Słowa komentatora o Świątek i Abramowicz wywołały oburzenie

    Ćwierćfinał przykryty jednym zdaniem

    Iga Świątek kontynuuje swój marsz przez US Open z taką pewnością, do jakiej przyzwyczaiła kibiców. W poniedziałkowy wieczór polska gwiazda bezlitośnie rozprawiła się z Rosjanką Jekateriną Aleksandrową, zwyciężając 6:3, 6:1 i zapewniając sobie miejsce w ćwierćfinale. Na papierze był to kolejny rutynowy triumf w jej rosnącej kolekcji sukcesów wielkoszlemowych. Jednak zamiast samego zwycięstwa, to coś zupełnie innego przykuło uwagę – niespodziewana uwaga ze strony komentatora, która wywołała oburzenie tysięcy fanów.

    Turniej wchodzi w decydującą fazę

    US Open wkroczył w etap, w którym każdy punkt ma ogromne znaczenie. Na placu boju pozostało tylko osiem zawodniczek: Świątek, Aryna Sabalenka, Marketa Vondrousova, Naomi Osaka, Karolina Muchova, Jessica Pegula, Barbora Krejcikova oraz Amanda Anisimova, która będzie kolejną rywalką Świątek. Każdy pojedynek może teraz napisać nową historię, zmienić układ sił i przetasować ranking.

    Dla Świątek droga naprzód wygląda obiecująco, ale też niebezpiecznie. Jeśli awansuje, w półfinale może czekać ją starcie ze zwyciężczynią meczu Osaka – Muchova. Ten pojedynek już teraz zapowiada się na hit, szczególnie jeśli Polka zmierzy się z Osaką, którą od niedawna prowadzi Tomasz Wiktorowski – były trener Świątek. Historia aż prosi się o dalszy ciąg.

    Punkty, presja i ranking w grze

    Zwycięstwo nad Aleksandrową miało dla Świątek większe znaczenie niż tylko awans do najlepszej ósemki. Dzięki temu obroniła punkty zdobyte w ubiegłorocznej edycji turnieju, kiedy to zatrzymała się właśnie na ćwierćfinale, przegrywając z Jessicą Pegulą. Tym razem każdy kolejny krok może dać jej cenne punkty w rankingu WTA i zmniejszyć dystans do Sabalenki.

    Sytuacja jest fascynująca: Sabalenka wciąż jest numerem jeden, ale w przeciwieństwie do Świątek, musi bronić dorobku z poprzedniego sezonu. Polka natomiast może tylko zyskiwać. Dodajmy do tego, że Coco Gauff – uznawana za największe zagrożenie dla Świątek – odpadła w czwartej rundzie po porażce z Osaką. Z Gauff poza turniejem, pozycja Świątek w czołówce jest zabezpieczona, co pozwala jej grać bez tak wielkiej presji, podczas gdy inne zawodniczki muszą się jej poddawać.

    Rutynowy mecz – aż do tego momentu

    W meczu z Aleksandrową Świątek wyglądała na nie do zatrzymania. Skupiona, konsekwentna, nie dała rywalce żadnej szansy na złapanie rytmu. Jednak w połowie pierwszego seta, przy stanie 4:3, wydarzyło się coś, co odwróciło uwagę od wydarzeń na korcie. Gdy Świątek szykowała się do serwisu, komentatorzy Eurosportu zaczęli rozmawiać o jej odporności psychicznej – czymś, co często przypisuje się wpływowi psycholog sportowej Darii Abramowicz.

    I wtedy padły słowa, które zmieniły atmosferę. Wydawało się, że komentator chciał pochwalić rolę Abramowicz w drodze Świątek, ale określił ją nie tylko mianem psychologa, lecz także „życiowej partnerki” tenisistki.

    Reakcja kibiców: szok, oburzenie i niedowierzanie

    W ciągu kilku minut w sieci zawrzało. Fragmenty transmisji zaczęły krążyć błyskawicznie, a reakcje fanów – zwłaszcza z Polski – były jednoznaczne. Wielu oskarżało komentatora o przekroczenie granicy i ponowne podsycanie plotek oraz spekulacji, które od lat towarzyszą Świątek i Abramowicz.

    „Kto wpadł na pomysł, żeby na żywo nazwać Abramowicz życiową partnerką Świątek?” – grzmiała jedna z internautek.

    „Czy on jest naćpany?” – pytał inny.

    I wreszcie najbardziej wymowne: „Nikt się nie przesłyszał. On naprawdę to powiedział.”

    Incydent uderzył w czuły punkt, bo Abramowicz to nie tylko członek sztabu. Od lat jest stałą częścią drużyny Świątek, wspiera ją w chwilach triumfu i kryzysu. Ich więź zawodowa jest doskonale udokumentowana, ale próby przedstawiania jej jako czegoś więcej zawsze wywoływały kontrowersje.

    Zwykłe przejęzyczenie czy coś więcej?

    Niektórzy twierdzą, że to była zwyczajna pomyłka, niefortunne sformułowanie wypowiedziane w ferworze transmisji na żywo. Inni widzą w tym coś poważniejszego – lekkomyślną uwagę, która podsyca spekulacje i podważa profesjonalizm zarówno Świątek, jak i Abramowicz. Pewne jest jedno: komentarz sprawił, że relacja z meczu stała się tematem numer jeden, całkowicie przyćmiewając wydarzenia na korcie.

    Szersza perspektywa

    Cała sytuacja pokazuje, jak szybko mogą zmieniać się narracje w świecie sportu. Jedno zdanie – być może nieprzemyślane, być może celowe – wystarczyło, by rozpalić burzę. Tymczasem Świątek nadal walczy o kolejny wielkoszlemowy tytuł, ale musi robić to w cieniu medialnego zamieszania, którego sama nie wywołała.

    Jej następny mecz z Amandą Anisimovą zapowiada się na niezwykle emocjonujące starcie na korcie. Poza nim jednak pozostaje pytanie: czy komentatorzy będą od teraz ostrożniejsi w słowach? A może mleko już się rozlało?

  • ‎”Życiowa partnerka Igi Świątek”. Takie słowa o Darii Abramowicz na antenie

    ‎”Życiowa partnerka Igi Świątek”. Takie słowa o Darii Abramowicz na antenie

    ‎”Życiowa partnerka Igi Świątek”. Takie słowa o Darii Abramowicz na antenie

    ‎Iga Świątek po raz kolejny udowadnia swoją dominację na największej scenie. W poniedziałek polska gwiazda pewnie zameldowała się w ćwierćfinale US Open, rozbijając Jekaterinę Aleksandrową wynikiem 6:3, 6:1. Sam wynik nie budził wątpliwości, ale to, co wydarzyło się poza kortem – a nie sam tenis – wywołało prawdziwą burzę w internecie.

    ‎

    ‎Podczas transmisji jeden z komentatorów Eurosportu wypowiedział słowa, które wprawiły kibiców w osłupienie. Chwaląc mentalność Świątek i podkreślając rolę jej wieloletniej psycholożki sportowej, Darii Abramowicz, komentator nagle określił Abramowicz mianem „życiowej partnerki” tenisistki.

    ‎

    ‎Słowa, które zaszokowały widzów

    ‎

    ‎Ta wpadka językowa natychmiast wywołała poruszenie. Abramowicz odgrywa ogromną rolę w karierze Świątek, wspierając ją w zmaganiach z ogromną presją towarzyszącą życiu sportowca światowej klasy. Jednak nazwanie jej „życiową partnerką” – określeniem w języku polskim powszechnie rozumianym jako partnerka w sensie romantycznym – wystarczyło, by oburzyć widzów, którzy nie mogli uwierzyć w to, co usłyszeli.

    ‎

    ‎Media społecznościowe eksplodowały w ciągu kilku minut. „Nikt się nie przesłyszał, on naprawdę to powiedział” – pisał zszokowany kibic. Inni byli bardziej bezpośredni: „Jak można coś takiego powiedzieć na żywo w telewizji?” czy „Czy on zwariował?”. Reakcje były natychmiastowe i ostre – jedni zarzucali komentatorowi brak odpowiedzialności, inni zwykłą nieuwagę, a część uważała, że po prostu nie wie, o czym mówi.

    ‎

    ‎Świątek skupiona na tenisie

    ‎

    ‎Podczas gdy w internecie trwała gorąca dyskusja, sama Świątek wydawała się niewzruszona. Na swoim profilu na Instagramie czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa podzieliła się radością z awansu do kolejnego ćwierćfinału US Open. „Jak dobrze znów być w ćwierćfinale US Open. Dzięki za wsparcie i do zobaczenia w środę” – napisała, dodając do posta kilka zdjęć z ostatniego meczu.

    ‎

    ‎Jej kolejną rywalką będzie Amanda Anisimova – ta sama, którą Świątek zmiażdżyła w tegorocznym finale Wimbledonu, wygrywając 6:0, 6:0. Tamten występ odbił się szerokim echem w świecie tenisa, a kibice zastanawiają się, czy Polka powtórzy podobny popis także na amerykańskich kortach.

    ‎

    ‎Rola Darii Abramowicz

    ‎

    ‎Nie da się zaprzeczyć, jak ogromny wpływ na rozwój kariery Świątek miała Abramowicz. Jako jej pełnoetatowa psycholożka towarzyszy jej zarówno w chwilach triumfu, jak i w trudnych momentach, pomagając radzić sobie z bezlitosnymi oczekiwaniami związanymi z byciem globalną gwiazdą sportu.

    ‎

    ‎Sama Abramowicz wielokrotnie starała się jednak jasno zaznaczyć granice swojej relacji z zawodniczką. „Możemy spędzać razem 24 godziny na dobę, ale to nie oznacza, że stajemy się przyjaciółmi. Nie rozmawiamy o wszystkim, nie robimy wszystkiego razem. Zawodnik nigdy nie będzie kolegą psychologa” – mówiła w jednym z wywiadów, odpierając sugestie, że ich więź wykracza poza ramy zawodowe.

    ‎

    ‎Niepotrzebne zamieszanie?

    ‎

    ‎Dla wielu kibiców niefortunne sformułowanie komentatora to nic więcej jak zwykła pomyłka, ale w erze mediów społecznościowych takie słowa rozchodzą się błyskawicznie. Zamiast celebrować pewne zwycięstwo Świątek i jej marsz w stronę kolejnego możliwego tytułu w Nowym Jorku, uwaga opinii publicznej skupiła się na wpadce z transmisji, która zelektryzowała internet.

    ‎

    ‎Przed ćwierćfinałem jedno jest jednak pewne: Świątek pozostaje maksymalnie skoncentrowana na kolejnym meczu. Niezależnie od tego, czy internetowa burza szybko ucichnie, czy potrwa dłużej, Polka już wielokrotnie udowodniła, że potrafi znakomicie funkcjonować pod presją – zarówno na korcie, jak i poza nim.

    ‎

  • Rosjanie naprawdę napisali to o Świątek. Zaraz po wygranej w US Open

    Rosjanie naprawdę napisali to o Świątek. Zaraz po wygranej w US Open

    ‎Iga Świątek bez najmniejszych problemów zameldowała się w ćwierćfinale US Open. W poniedziałkowy wieczór polskiego czasu nasza reprezentantka pokonała Jekatierinę Aleksandrową. Na przestrzeni całego meczu oddała jej tylko cztery gemy. Zaraz po triumfie Polki głos zabrali rosyjscy dziennikarze, którzy skomentowali porażkę swojej tenisistki.

    ‎Bez obaw można stwierdzić, że starcie z Jekatieriną Aleksandrową w 1/8 finału US Open dla Igi Świątek było dotychczas drugim najłatwiejszym spotkaniem w całym nowojorskim turnieju. 24-latka zdominowała Rosjankę na każdej płaszczyźnie. W pierwszym secie przeciwniczka ugrała trzy, a w drugim jednego gema.

    ‎Wszystko rozstrzygnęło się w nieco ponad godzinę. Szybciej i sprawniej mistrzyni Wimbledonu ograła tylko Emilianę Arango w pierwszej rundzie. Zdecydowanie trudniejsze były starcia z Holenderką Suzan Lamens i Anną Kalinską.

    ‎Tak rosyjskie media podsumowały mecz Świątek z Aleksandrową. Jaśniej się nie dało

    ‎Kiedy poniedziałkowe spotkanie dobiegło końca, na łamach rosyjskich portali ukazało się wiele artykułów, w których podsumowano występ Jekatieriny Aleksandrowej z wiceliderką światowego rankingu. Tamtejsi dziennikarze nie ukrywali, że tym razem ich reprezentantka była bezradna.

    ‎”Pierwszy set meczu zakończył się wynikiem 6:3 na korzyść Świątek. Druga połowa przebiegała już całkowicie po myśli Polki. Aleksandrowa zaczęła popełniać więcej błędów w prostych sytuacjach i przegrała dwa gemy przy swoim serwisie” – odnotowano na championat.com.

    ‎Na nieco bardziej gorzkie słowa zdobył się ekspert sport.ru. “Mocna gra Igi Świątek, Aleksandrowa nie miała dziś żadnych szans. W rezultacie w singlu nie ma już ani jednej Rosjanki” – czytamy. Portal sport24.ru podkreślił, że pojedynek 30-latki z sześciokrotną mistrzynią wielkoszlemową trwał zaledwie godzinę i sześć minut, “kończąc się porażką Aleksandrowej w dwóch setach”.

    ‎Za to na sport-express.ru wyliczono kilka statystyk z opisywanego spotkania. “W trakcie meczu Aleksandrowa zaliczyła dwa asy serwisowe, popełniła cztery podwójne błędy serwisowe i wykorzystała jednego break pointa z czterech. Za to Świątek miała siedem asów, 4 podwójne błędy i wykorzystała pięć z ośmiu break pointów. Rosyjska tenisistka nie dotarła do ćwierćfinału US Open” – piszą Rosjanie.