• ‎‎Świątek całkowicie straciła kontrolę. Nagle Abramowicz wkroczyła do akcji. Wszystko się nagrało

    ‎‎Świątek całkowicie straciła kontrolę. Nagle Abramowicz wkroczyła do akcji. Wszystko się nagrało

    ‎‎Świątek całkowicie straciła kontrolę. Nagle Abramowicz wkroczyła do akcji. Wszystko się nagrało

    ‎W drugiej rundzie US Open Iga Świątek trafiła na Suzan Lamens, czyli 66. obecnie rakietę świata. Po totalnej dominacji Polki w pierwszej partii nikt nie spodziewał się, że Holenderka będzie w stanie doprowadzić do wyrównania i podjąć realną walkę z wiceliderką rankingu. Na początku trzeciego seta kilka wskazówek w stronę podopiecznej wykrzyczała Daria Abramowicz.

    ‎Miało być szybko, łatwo i przyjemnie. I po pierwszym secie wydawało się, że tak właśnie będzie. W czwartkowe popołudnie Iga Świątek zagrała z Suzan Lamens o trzecią rundę US Open. W premierowej partii Holenderkę było stać na zaledwie jednego gema. To druga rakieta świata przeważała na nowojorskim hardzie.

    ‎Po przerwie Świątek nie przypominała już samej siebie – szczególnie w końcówce drugiej odsłony. Od stanu 3:4 Lamens wygrała trzy gemy z rzędu, przez co nagle na tablicy wyników widniał remis. O zwyciężczyni 1/32 finału zadecydował set numer trzy.

    ‎Świątek zwróciła się do Abramowicz. Odpowiedź była natychmiastowa

    ‎Na początku tej partii, a konkretnie w pierwszej akcji drugiego gema, rywalka nie odebrała solidnego serwisu autorstwa Polki. Mimo to 24-latka była na tyle niezadowolona ze swojej gry, że z grymasem na twarzy zaczęła mówić coś w kierunku swojego boksu. – Mam problemy z wejściem na piłkę – miała stwierdzić, co wyłapał komentujący ten pojedynek Lech Sidor. Na reakcję nie trzeba było czekać zbyt długo.

    ‎Od razu do akcji wkroczyła Daria Abramowicz. Psycholożka sześciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej krzyknęła w jej kierunku następujące słowa: – Weź oddech i nie skupiaj się na błędach. Masz narzędzia, dawaj – rzuciła w stronę Igi Świątek. Podobnie zrobili Wim Fissette i Maciej Ryszczuk, którzy próbowali przekazać tenisistce, aby “otworzyła kort” swoimi zagraniami.

    ‎Czasami proste wskazówki są najskuteczniejsze. I w tym przypadku tak właśnie było. Od stanu 0:1 nasza tenisistka wygrała cztery pod rząd. Ostatecznie cały mecz Iga Świątek zwyciężyła 6:1, 4:6, 6:4.

    ‎Trzeba przyznać, że nie obyło się bez strachu, jednak najważniejsze jest to, że Polka zagra w trzeciej rundzie US Open.

  • Tak wygląda ranking WTA po dzisiejszym meczu Świątek w US Open

    Tak wygląda ranking WTA po dzisiejszym meczu Świątek w US Open

    Iga Świątek nie miała łatwej przeprawy, ale po raz kolejny udowodniła swoją klasę. Polka pokonała w drugiej rundzie US Open Holenderkę Suzan Lamens 6:1, 4:6, 6:4 i zameldowała się w kolejnym etapie turnieju. Dzięki temu zwycięstwu zbliżyła się do Coco Gauff w rankingu WTA, choć jej pozycja wciąż pozostaje bez zmian.

    Na otwarcie nowojorskiej imprezy liderka polskiego tenisa bez większych problemów ograła Emilianę Arango 6:1, 6:2. Spotkanie z Lamens okazało się już znacznie bardziej wymagające – Świątek szybko wygrała pierwszego seta, lecz później musiała uznać wyższość rywalki. O wszystkim zadecydowała trzecia partia, w której Polka zachowała więcej spokoju i ostatecznie triumfowała.

    Świątek nadal trzecia, ale coraz bliżej Gauff

    Triumf nad Lamens nie przyniósł zmian w klasyfikacji generalnej. Iga Świątek wciąż zajmuje trzecie miejsce, jednak znacząco zmniejszyła stratę do Coco Gauff. Polka ma obecnie na koncie 7633 punkty i traci zaledwie 77 „oczek” do Amerykanki, która rozegra swój mecz drugiej rundy z Donną Vekić w piątek.

    Na szczycie rankingu nie doszło do przetasowań – liderką pozostaje Aryna Sabalenka z dorobkiem 9355 punktów. Aby Świątek mogła ją wyprzedzić już podczas tego turnieju, musiałaby zwyciężyć w całych zawodach i liczyć na bardzo szybkie odpadnięcie Białorusinki, co wydaje się mało prawdopodobnym scenariuszem.

    Ranking WTA po meczu Świątek z Lamens

    1. Aryna Sabalenka – 9355 pkt

    2. Coco Gauff – 7704 pkt

    3. Iga Świątek – 7633 pkt

    4. Mirra Andriejewa – 4793 pkt

    5. Madison Keys – 4579 pkt

    6. Jasmine Paolini – 4006 pkt

    7. Qinwen Zheng – 4003 pkt

    8. Amanda Anisimova – 3929 pkt

    9. Jessica Pegula – 3733 pkt

    10. Jelena Rybakina – 3723 pkt

    W trzeciej rundzie US Open Iga Świątek zagra z Anną Kalinską. Rosjanka wcześniej wyeliminowała Julię Putincewą, wygrywając 6:1, 7:5.

  • ‎Świątek prowadziła 6:1, 2:1 i nagle taki zwrot. Trudno zrozumieć, co się stało

    ‎Świątek prowadziła 6:1, 2:1 i nagle taki zwrot. Trudno zrozumieć, co się stało

    ‎Świątek prowadziła 6:1, 2:1 i nagle taki zwrot. Trudno zrozumieć, co się stało

    ‎Iga Świątek zaczęła od seta błyskawicznego, a gdy zdawała się wszystko kontrolować, nagle zaczęła grać, jak uśpiona. W drugiej rundzie US Open numer dwa światowego rankingu miała wielkie kłopoty w starciu z 66. na liście WTA Suzan Lamens. Przeżywaliśmy nerwy, widzieliśmy nieskuteczną interwencję Darii Abramowicz, a w końcu słuchaliśmy rad dawanych Idze przez cały jej sztab. Na szczęście Świątek wygrała ten horror w trzech setach 6:1, 4:6, 6:4.

    ‎W pierwszej rundzie US Open 2025 Iga Świątek potrzebowała zaledwie 60 minut, by wygrać z Kolumbijką Arango 6:1, 6:2. Po wszystkim pokonana rywalka mówiła wprost, że cieszy się z jednego – że nie przegrała 0:6, 0:6. Nie wiemy czy podobne myśli miała w trakcie pierwszego seta meczu ze Świątek Suzan Lamens. Ale chyba nikt nie spodziewał się po tej partii aż takich emocji.

    ‎- To jest poligon doświadczalny – stwierdził Lech Sidor już w trakcie trzeciego gema meczu. Były tenisista komentował spotkanie na antenie Eurosportu i widział, że Świątek zachowuje się trochę jak na treningu. – Otwierają się kąty, a Iga to bardzo dobrze robi [gra kątowo, wykorzystuje geometrię kortu]. I dobrze, bo gdzie próbować, jak nie tutaj, w takich meczach? – analizował ekspert. A Świątek wychodziła już na 3:0.

    ‎Najpierw Świątek się bawiła

    ‎Lamens w wymianach z faworytką po prostu próbowała przetrwać. Zazwyczaj nie była w stanie zrobić nic więcej niż tylko kilka razy odegrać na stronę Polki. Ale robiła to tak, że piłki lądowały prawie zawsze tam, gdzie była Iga. I dawały Idze możliwość generowania kątów. Przez to Holenderka biegała, męczyła się, a i tak nic nie zyskiwała.

    ‎Każdy, kto oglądał ten mecz, musiał szybko uznać, że wygrać go może tylko Polka. – Iga się bawi. Czuje przewagę. Holenderka nie stawia żadnego oporu – mówił Marek Furjan, czyli drugi komentator Eurosportu. Te słowa padły w gemie na 5:1 dla Świątek. To było kolejne przełamanie serwisu Holenderki. Ale jak Świątek mogłaby nie odbierać przeciwniczce podania, skoro ta nadawała piłce prędkości po zaledwie 120 a nawet 115 km/h? – 75 mil przy podaniu to jest nic innego jak prowokacja – stwierdził w pewnym momencie Sidor. – Żeby wejść na piłkę, uderzyć – wyjaśniał.

    ‎Prędkościomierz po jednym z serwisów Lamens pokazał nam nawet tylko 72 mile na godzinę (115,7 km). A Świątek regularnie przekraczała 100 mil na godzinę (ponad 160 km/h). Zabawny był moment, gdy Sidor oceniał, że Polka mogłaby serwować szybciej. To się działo w gemie na 3:0 dla niej. – Iga trochę oszczędza ramię przy serwisie. Jak na siebie serwuje dosyć delikatnie – stwierdził. I od razu dostał odpowiedź. W tamtym momencie Świątek broniła jedynego breakpointa w pierwszym secie i zaserwowała 114 mil/h (183,5 km/h). – No, to jest już wartość solidna – skomentował z uznaniem Sidor. A po chwili Świątek wygrała jeszcze dwa kolejne punkty serwisami i odebrała Lamens złudzenia.

    ‎Tak naprawdę w pierwszym secie Holenderka nawet przez moment nie mogła pomyśleć, że cokolwiek w tym meczu wywalczy. Gdy wyszarpała, wymęczyła w grze na przewagi gema na 1:3, to aż krzyknęła z radości. Wtedy zapewniła sobie, że nie przegra do zera. Po 30 minutach było już po pierwszym secie. Wynik 6:1 dla Świątek dobrze oddawał różnicę między tymi tenisistkami.

    ‎Świątek zgubiła koncentrację. Abramowicz musiała interweniować

    ‎Ale drugi set zaczął się zaskakująco. Najpierw Lamens wyszła na 1:0 przy swoim podaniu. Gema skończyła – uwaga! – swoim pierwszym uderzeniem kończącym w całym meczu. I znów krzyknęła sobie z radości. Po chwili przy podaniu Polki Holenderka prowadziła 40:15 i miała dwie piłki na 2:0.

    ‎- Nie jest łatwo utrzymać koncentrację, gdy 20-, 30-procentowy wysiłek wystarcza, żeby szybko wygrać seta – mówił wtedy Sidor o Świątek. Rzeczywiście wyglądało to tak, jakby Iga po pierwszym secie trochę za bardzo się rozluźniła.

    ‎Polka podniosła poziom. Ale na moment. Najpierw nie dała rywalce uciec na 0:2, następnie sama ją przełamała i wyszła na 2:1. Jednak w drugim secie gra Świątek falowała. Nie było już dominacji z jej strony, jak w pierwszej partii, nie było pewności. Stąd wziął się zaskakujący gem na 2:2. Lamens przy serwisie Świątek wygrała go do zera! Kończąc lobem. To było już drugie takie efektowne zagranie Holenderki w ciągu kilku minut.

    ‎Dawaj, nie skupiamy się na błędach – krzyknęła wtedy do Świątek jej psycholożka, Daria Abramowicz. Trener Wim Fissette powstrzymywał się od rad czy uwag. Nawet gdy moment później Lamens wyszła na prowadzenie w drugiej partii.

    ‎Świątek sama wpuściła rywalkę do meczu

    ‎- Ewidentnie uśpiona jest Iga – zauważali komentatorzy. Po 55 minutach było 6:1, 2:3 patrząc z perspektywy Świątek. I Polka musiała naprawdę mocniej się zmobilizować, żeby spróbować ten mecz dokończyć zgodnie z planem. Zdawało się, że to zrobi. Najpierw wyrównała w drugiej partii na 3:3, pewnie wygrywając gema przy swoim serwisie (do 15). Następnie do 15 przełamała serwis rywalki i prowadziła w meczu 6:1, 4:3.

    ‎Wtedy przy swoim podaniu Świątek znów zaskakująco się męczyła. Grała z Lamens na przewagi, musiała bronić breakpointa. Komentatorzy mieli rację, gdy mówili, że Świątek wygrywa i przegrywa punkty, a od przeciwniczki niewiele zależy. – I znów wpuszczona Lamens do meczu – ubolewał Furjan, gdy Świątek przy tym breakpoincie popełniła podwójny błąd serwisowy i było 6:1, 4:4. – Od dobrych 30 minut Iga nie gra równo, nie jest stabilna na korcie – punktował Furjan. Dodajmy, że widoczne były też nerwy naszej tenisistki. Przy stanie 6:1, 4:4 i serwisie Lamens Świątek przegrywała 0:40. Wtedy zagrała dwie świetne akcje, po czym – gdy już kolejny raz zdawało się, że ma wszystko w swoich rękach – popełniła błąd. I przy stanie 6:1, 4:5 musiała serwować, żeby przedłużyć drugiego seta.

    ‎Niestety, nie zdołała tego zrobić. Od stanu 4:3 Świątek w drugim secie przegrała trzy gemy z rzędu i przez to przegrała całą partię. Z niedowierzaniem patrzyliśmy na wynik 6:1, 4:5, 15:40. Nagle Lamens miała dwie piłki setowe. – Set dla Holenderki to bez wątpienia byłaby sensacja – mówił wtedy Sidor. I miał rację.

    ‎Tak, set wygrany przez Lamens w meczu ze Świątek to już sensacja. Nie żaden dramat, nie kompromitacja, nic z tych rzeczy. Ale sensacja – jak najbardziej. Po reakcjach Lamens, jej trenerki i całej nowojorskiej publiki długo w tym meczu było widać, że wszyscy są pogodzeni z tym, że Świątek wygra w dwóch setach. Z biegiem gry po prostu Holenderka wykorzystała szanse, które dawała jej Polka. A gdy doszło do decydującego seta, to Lamens wyglądała już całkiem inaczej niż na początku. Grała odważniej, intensywniej.

    ‎W ostatnim secie ze Świątek grał już cały team

    ‎- Weź oddech i nie skupiaj się na błędach. Masz narzędzia – krzyczała Abramowicz do Świątek po pierwszym gemie decydującej partii. Wtedy było 6:1, 4:6, 0:1 patrząc z perspektywy naszej zawodniczki. Wtedy Świątek skarżyła się swojemu zespołowi, że ma problemy z pójściem do przodu. Wtedy ożywił się też trener Fissette. – Iga, najpierw musisz kort otworzyć! – krzyknął Maciej Ryszczuk przy stanie 6:1, 4:6, 0:1 i 30:30.

    ‎To było po akcji, którą Świątek chciała skończyć zbyt szybko i nadziała się na kontrę. To samo chwilę wcześniej mówił, tyle że po angielsku, Fissette.

    ‎W tej nerwowej chwili Idze pomógł dobry serwis. Zdobyła nim dwa punkty na wagę wyrównania na 1:1. W nie mniej nerwowym kolejnym gemie, granym na przewagi, Świątek zdołała przełamać Lamens. Prowadziła 6:1, 4:6, 2:1 i serwowała. Trzeba było mieć nadzieję, że wreszcie wróci na poziom z pierwszego seta. Że odjedzie rywalce. “Jazda!” – krzyknęła Iga po asie serwisowym na 6:1, 4:6, 2:1 i 30:15. Po chwili wygrała wymianę złożoną z aż 17 uderzeń. I serwisem o prędkości 111 mil na godzinę (179 km/h) podwyższyła prowadzenie na 6:1, 4:6, 3:1. W kolejnym gemie zobaczyliśmy najdłuższą wymianę meczu – miała aż 24 uderzenia. Wygrała ją Świątek. Wyszła na 30:15 przy serwisie Lamens. A po chwili wygrała też punkt na 40:15 i miała dwie szanse na prowadzenie z podwójnym przełamaniem. Holenderka obroniła się dziesiątym i jedenastym winnerem w meczu. Przypomnijmy: w pierwszym secie nie miała ani jednego uderzenia kończącego. Już po tej jednej statystyce widać, jak bardzo rozwinęła się w trakcie tego meczu.

    ‎‎Ale, na szczęście, w decydującym momencie Świątek zaczęła dowodzić, że jest tenisistką z innej półki. Tego gema na 4:1 wygrała w końcu swoimi winnerami. A gdy prowadziła 6:1, 4:6, 4:1 i serwowała, mając przewagę dwóch przełamań, to już naprawdę chcieliśmy wierzyć, że możemy się uspokoić.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1961115753312075800

    ‎Ale nic z tego! Swoje podanie Świątek przegrała do 30. Decydującą piłkę wyrzuciła daleko w aut forhendem granym z połowy kortu. Wydawało się, że to komfortowa pozycja. Ale komfortowo w tym meczu Świątek nie poczuła się już do końca. Po zmniejszeniu strat na 2:4 przy serwisie Polki, Holenderka przy swoim podaniu zbliżyła się do faworytki jeszcze bardziej. Punkt na 3:4 w tym secie wygrała po kolejnym błędzie Świątek – wyrzuconym w aut returnie.

    ‎Na szczęście wtedy, przy stanie 6:1, 4:6, 4:3 Świątek spokojnie wygrała swojego gema serwisowego. Prowadząc 6:1, 4:6, 5:3 Świątek wypracowała sobie meczbola przy serwisie Lamens. Ale szansy na skończenie meczu po równo dwóch godzinach nie wykorzystała. Od prowadzenia Igi 40:30 Holenderka wygrała trzy punkty z rzędu. Uratowała się dobrym serwisem. I wtedy, przy wyniku 6:1, 4:6, 5:4 dla Świątek pozostawała nam nadzieja, że teraz to Iga dobrze poserwuje. I że wreszcie wygra ten mecz.

    ‎Wielkie uff wydobyło się pewnie z ust wielu kibiców po tym jak w ostatnim gemie Świątek najpierw zagrała świetną akcję serwis + forhend, jak na 30:0 podwyższyła smeczem, a punkt na 40:0 wygrała po długiej wymianie, której rywalka nie wytrzymała. Wtedy Iga miała kolejne trzy meczbole. Pierwszego z nich, czyli drugiego w meczu, zmarnowała. Popełniła podwójny błąd serwisowy. Ale meczbola numer trzy Świątek już wykorzystała. Asem. Uff!

    ‎W trzeciej rundzie US Open Świątek zmierzy się z Anną Kalinską. Rosjanka szybko (w godzinę i 19 minut) pokonała reprezentującą Kazachstan Julię Putincewą 6:1, 7:5.

  • ‎‎Iga Świątek była wściekła. I nagle te krzyki ze sztabu. Cały świat to usłyszał

    ‎‎Iga Świątek była wściekła. I nagle te krzyki ze sztabu. Cały świat to usłyszał

    ‎‎Iga Świątek była wściekła. I nagle te krzyki ze sztabu. Cały świat to usłyszał

    ‎Ależ tam się działo! Suzan Lamens niespodziewanie sprawiła spore kłopoty Idze Świątek w drugiej rundzie US Open i zdołała urwać jej nawet jednego seta. W decydującej partii nasza rodaczka ewidentnie nie była sobą na korcie, ale wtedy padły niesamowicie ważne słowa z jej sztabu. Maciej Ryszczuk i Daria Abramowicz podali “receptę na sukces”.

    ‎Iga Świątek była faworytką w meczu z Suzan Lamens (66. WTA) i w pierwszym secie było to widać gołym okiem. Polka wygrała w bardzo pewnym stylu wynikiem 6:1 i wydawało się, że w drugiej partii będzie podobnie.

    ‎Oto co Daria Abramowicz wykrzyczała do Igi Świątek. To było kluczowe

    ‎A tu nagle zwrot! Nasza rodaczka zaczęła popełniać dużo więcej błędów, a Holenderka z tego korzystała. To pozwoliło jej zwyciężyć drugą partię wynikiem 6:4 i na korcie centralnym zrobiło się nieco nerwowo. Widać to było także po zachowaniu najlepszej polskiej tenisistki.

    ‎Wtedy jednak na wysokości zadania stanął jej sztab. W trzecim secie, gdy Świątek zaczęła od wyniku 0:1 padło kilka kluczowych porad. — Weź oddech. Nie skupiaj się na błędach. Masz narzędzia, dawaj — wykrzyczała w pewnym momencie psycholożka Daria Abramowicz.

    https://x.com/Eurosport_PL/status/1961115753312075800

    ‎Po chwili kilka słów od siebie dołożył także trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk. — Iga najpierw musisz kort otworzyć — usłyszeliśmy, a mikrofony na korcie bardzo dobrze wyłapały jego słowa. Potem najlepsza polska tenisistka faktycznie zaczęła graćdużo lepiej.

  • Świątek w szoku, Fissette odpowiedział tuż przed meczem. “Nie byłem zaskoczony”

    Świątek w szoku, Fissette odpowiedział tuż przed meczem. “Nie byłem zaskoczony”

    Świątek w szoku, Fissette odpowiedział tuż przed meczem. “Nie byłem zaskoczony”

    ‎Iga Świątek rozpoczęła tegoroczny US Open w iście mistrzowskim stylu. W pierwszej rundzie kompletnie zdominowała Kolumbijkę Emilianę Arango, tracąc zaledwie trzy gemy i pewnie meldując się w kolejnym etapie turnieju. Jej kolejną rywalką była Holenderka Suzan Lamens, ale jeszcze zanim Polka wyszła na kort, w studiu Eurosportu pojawiły się słowa, które zelektryzowały kibiców. Wim Fissette – trener Świątek – udzielił szczerego wywiadu, w którym nie tylko opisał drogę Igi do wielkiej formy, lecz także zdradził kulisy ich współpracy.

    ‎Zaskoczenie mistrzyni i spokojna pewność trenera

    ‎Po zwycięstwie w Cincinnati Iga otwarcie przyznała, że jest w szoku, jak dobrze poradziła sobie na niezwykle szybkim korcie. Sama nie wierzyła, że ta nawierzchnia, z którą wcześniej miewała problemy, może stać się jej sprzymierzeńcem. Tymczasem Fissette podkreślił, że on… wcale nie był tym zaskoczony.

    ‎– Od początku wiedziałem, że Iga może grać dobrze wszędzie. Może ona sama jeszcze tego nie czuła, ale z zewnątrz to było widoczne. Niezależnie, czy mówimy o mączce, trawie czy szybkim hardzie, jej gra daje jej ogromną pewność siebie – powiedział Belg, zdradzając, że klucz tkwił w podejściu i cierpliwości.

    ‎Przełamanie barier i odkrycie nowej wersji Świątek

    ‎Jeszcze kilka miesięcy temu wielu ekspertów twierdziło, że trawa nigdy nie będzie przyjazna dla Polki. A jednak to właśnie pod okiem Fissette’a Świątek „odczarowała” tę nawierzchnię i sięgnęła po wymarzony tytuł w Wimbledonie. Później przyszło zwycięstwo w Cincinnati – miejscu, które uchodzi za jedną z najszybszych aren w całym kalendarzu WTA.

    ‎Fissette nie ukrywał, że droga do tego sukcesu nie była prosta. – Początek nie należał do łatwych. Były trudne miesiące, wielkie oczekiwania i presja. Madryt i Rzym nie były perfekcyjne, ale po tamtych turniejach w jej podejściu nastąpiła wyraźna zmiana. I to odmieniło całą dynamikę – zaznaczył trener.

    ‎Klucz do sukcesu – doświadczenie i cierpliwość

    ‎Świątek często mówi o swojej nieufności wobec komplementów i zapowiedzi. Jak wyznał Fissette, Iga musi najpierw czegoś doświadczyć, by naprawdę w to uwierzyć. – Mogę jej coś powiedzieć, ale dopiero, gdy zobaczy i poczuje to na własnej skórze, rodzi się prawdziwa wiara. Cincinnati było właśnie takim momentem – zdradził Belg.

    ‎Według niego recepta na tamten turniej była prosta: solidna gra z głębi kortu, duża rotacja i dopiero w dalszej kolejności ofensywa. Takie podejście pozwoliło Świątek zdominować rywalki i sięgnąć po tytuł, który jeszcze rok wcześniej wydawał się poza jej zasięgiem.

    ‎Przedsmak nowej ery?

    ‎Dziś Polka wydaje się być w punkcie, w którym każdy kort, każda nawierzchnia i każde wyzwanie może stać się jej szansą. A Fissette, choć nie ukrywa, że początki były wyboiste, jest przekonany, że Świątek ma przed sobą kolejne wielkie chwile. – To dopiero początek. Teraz naprawdę może grać dobrze wszędzie – podsumował, dając jasno do zrozumienia, że jego podopieczna ma szansę na coś więcej niż tylko obronę tytułu w Nowym Jorku.

    ‎US Open dopiero się rozkręca, ale już teraz widać, że Polka wchodzi w turniej z niezwykłą pewnością siebie i spokojem. Jeśli jej trener się nie myli, kibice mogą być świadkami kolejnego przełomowego rozdziału w historii Igi Świątek.

  • ‎Sabalenka wchodzi do gry po awanturze Ostapenko. Nowe światło ws. “zmory Świątek”

    ‎Sabalenka wchodzi do gry po awanturze Ostapenko. Nowe światło ws. “zmory Świątek”

    ‎Sabalenka wchodzi do gry po awanturze Ostapenko. Nowe światło ws. “zmory Świątek”

    ‎Jelena Ostapenko dość długo nie mogła pogodzić się z wynikiem meczu drugiej rundy US Open z Taylor Townsend, dla niej oznaczającym eliminację z turnieju singla. Zrobiła przy siatce awanturę, która później przeniosła się do mediów społecznościowych. Ta ich rywalizacja ma drugie dno, bo Amerykanka jest liderką rankingu deblistek, a Łotyszka, broniąca w deblu tytułu, też miała na to w ostatnich tygodniach szansę. Jej kuriozalne zachowanie skomentowała już Aryna Sabalenka. A miała sporą wiedzę, bo tuż po meczu rozmawiała ze “zmorą Igi Świątek”.

    ‎To miała być względnie spokojna noc – bez polskich akcentów, z raczej spodziewanym awansem Aryny Sabalenki do trzeciej rundy US Open. Do jednej niespodzianki doszło, Ann Li pokonała rozstawioną Belindę Bencic, choć patrząc na formę Szwajcarki po półfinale Wimbledonu – aż tak to nie dziwi.

    ‎A później długimi godzinami rozprawiano o spotkaniu Jeleny Ostapenko z Taylor Townsend, a właściwie o tym, co wydarzyło się po jego zakończeniu. Zapytana o to została nawet Aryna Sabalenka, bo sytuacja rzeczywiście była iście kuriozalna. Wyjaśnienia Białorusinki rzucają inne światło na zachowanie sześciokrotnej pogromczyni Igi Świątek.

    ‎Jelena Ostapenko kontra Taylor Townsend w drugiej rundzie US Open. Sceny po meczu. Do rewanżu może dojść w… finale debla

    ‎Obie panie zakończyły grę już po północy polskiego czasu – Townsend sprawiła niespodziankę, bo jest znacznie niżej notowana w singlu od Ostapenko. Łotyszka zagrała w tym sezonie dwa genialne turnieje, w Dosze i Stuttgarcie, w obu ogrywała Świątek, w Niemczech – także i Sabalenkę. Gdyby wyjąć je z jej dorobku, miałaby w tym sezonie bilans 8 zwycięstw i 16 porażek. Sytuację ratuje jednak w deblu, tam miała w sierpniu okazję by zostać światową jedynką. Nie udało się, Katerinę Siniakovą wyprzedziła za to właśnie Taylor Townsend, z którą Czeszka gra w jednej parze.

    ‎Amerykanka wygrała w US Open z Ostapenko 7:5, 6:1, choć pierwsze trzy gemy wygrała Łotyszka. Do gorszących scen doszło po meczu, bo Jelena zaczęła coś mówić do rywalki, wskazywała palcem, a wyraz twarzy potwierdzał, że nie są to miłe słowa. Kibice zaś buczeli na Łotyszkę.

    ‎- Ona powiedziała mi, że nie mam żadnej klasy, że jestem niewyedukowana i że zobaczę, co się stanie, jak wyjadę poza USA – powiedziała później Townsend. Ostapenko zaś kontrowała, że rywalka nie okazała jej szacunku. A to dlatego, że… nie przeprosiła po zagraniu piłki po siatce. – Ona zaś odpowiedziała, że w ogóle nie musi za to przepraszać – napisała Łotyszka. I przypomniała, że Świątek czy Sabalenka przepraszają w takich sytuacjach. A później jeszcze gorączkowała się w mediach społecznościowych.

    ‎O komentarz do takiego zachowania poproszona też została Aryna Sabalenka, która później stoczyła bój z Poliną Kudiermietową, wygrany 7:6 (4), 6:2. Na konferencji prasowej po swoim spotkaniu odpowiedziała, że zaraz po meczu Ostapenko rozmawiała z Łotyszką. – Wciąż jednak nie wiem, co się wydarzyło. Ona jest miła, ale czasem traci kontrolę – mówiła Białorusinka.

    ‎I zdradziła, że Ostapenko “ma w życiu pewne problemy, z którymi musi się zmierzyć” – Próbowałam jej pomóc, może trochę ją uspokoić. Być dla niej kimś, z kim może porozmawiać i odpuścić. Ona, tak myślę, czasem traci kontrolę nad emocjami, ale mam nadzieję, że któregoś dnia sama sobie z tym poradzi – mówiła Sabalenka.

    ‎Z jej słów wynika, że właśnie z tego powodu Ostapenko może mieć takie wahania w singlu. I tyle słabych spotkań. – Jestem prawie pewna, że patrząc wstecz, ona nie jest zadowolona ze swojego zachowania – dodała liderka rankingu WTA.

  • Sabalenka nawet się nie zawahała. Tak nazwała Ostapenko po skandalu

    Sabalenka nawet się nie zawahała. Tak nazwała Ostapenko po skandalu

    Na kortach US Open emocje sięgają zenitu nie tylko z powodu wyników meczów, ale także przez wydarzenia poza nimi. Jedną z bohaterek ostatnich dni, choć wcale nie w pozytywnym sensie, stała się Jelena Ostapenko. Łotyszka po niespodziewanej porażce w drugiej rundzie z Amerykanką Taylor Townsend znalazła się w centrum kontrowersji, które rozgrzały do czerwoności sportowe media i internetowe dyskusje. Teraz głos w tej sprawie zabrała także liderka światowego rankingu Aryna Sabalenka, która wprost powiedziała, że jej koleżanka z kortu „czasami traci kontrolę nad sobą”.

    Spotkanie Ostapenko (26. WTA) z Townsend (139. WTA) samo w sobie już było dużym wydarzeniem, bo faworytka z Łotwy wyraźnie zawiodła i przegrała 5:7, 1:6. Jednak to, co wydarzyło się później, przyćmiło nawet wynik meczu. Pod siatką doszło do spięcia – jak relacjonował Norbert Amlicki ze Sport.pl, Ostapenko zarzuciła rywalce brak sportowej postawy i domagała się przeprosin za zagranie, w którym piłka trafiła w górną część siatki i spadła po jej stronie. Townsend miała odpowiedzieć chłodno, że nie ma absolutnie za co przepraszać. Od tej wymiany zdań zaczęła się burzliwa kłótnia.

    Amerykanka w swoim pomeczowym wywiadzie nie gryzła się w język. – To jest rywalizacja, to są emocje… ludzie reagują różnie, gdy przegrywają. Niektórzy mówią rzeczy, których później żałują. Ona powiedziała mi, że nie mam klasy ani wykształcenia i żebym zobaczyła, co się stanie, gdy wyjedziemy poza USA – wyznała Townsend. Jej słowa wywołały falę komentarzy, a cała sytuacja szybko nabrała dodatkowego wymiaru. Ostapenko w mediach społecznościowych próbowała się bronić i odpowiadała nawet na zarzuty o rasizm, jednak po kilku godzinach zdecydowała się usunąć większość wpisów. Zostawiła jedynie krótką rolkę, w której dziękowała kibicom za wsparcie.

    Nic więc dziwnego, że cała sprawa odbiła się szerokim echem także wśród innych tenisistek. Podczas konferencji prasowej po swoim meczu w drugiej rundzie została o nią zapytana Aryna Sabalenka (1. WTA). Liderka światowego rankingu nie ukrywała, że sytuacja jest dla niej trudna do oceny, ale jednocześnie zdecydowała się na dość szczery komentarz. – Rozmawiałam z Jeleną po meczu i nadal nie do końca rozumiem, co się wydarzyło. To naprawdę miła dziewczyna, ale czasami traci kontrolę nad sobą. Starałam się ją uspokoić, pokazać, że można podejść do tej sytuacji dojrzale i spokojnie, ale ona była kompletnie pogrążona we własnych emocjach – mówiła Białorusinka.

    Sabalenka posunęła się nawet do osobistej refleksji na temat rywalki z touru. – Mam nadzieję, że pewnego dnia zrozumie, co się dzieje. Wydaje mi się, że Jelena zmaga się z trudnościami, które nie ograniczają się tylko do tenisa. To sprawia, że bywa osobą niestabilną. Chciałabym, żeby znalazła równowagę – dodała.

    Dyskusja wokół Ostapenko to kolejny przykład, jak cienka jest granica między sportową rywalizacją a osobistymi emocjami. Jedni winią Łotyszkę za brak profesjonalizmu, inni wskazują, że tenis to nie tylko technika i przygotowanie fizyczne, ale też presja, która potrafi przytłoczyć nawet doświadczonych zawodników.

    Tymczasem sama Sabalenka skupia się na dalszej walce w turnieju. W trzeciej rundzie jej rywalką będzie Leylah Fernandez (30. WTA). Dla wielu kibiców to starcie zapowiada się niezwykle emocjonująco, bo obie tenisistki mierzyły się już w pamiętnym półfinale US Open w 2021 roku. Wtedy Kanadyjka okazała się lepsza po trzysetowym boju – 7:6(3), 4:6, 6:4. Teraz faworytką będzie Sabalenka, ale biorąc pod uwagę formę Fernandez i jej styl gry, kibice mogą liczyć na kolejne widowisko na najwyższym poziomie.

  • ‎‎Zaskakujący opór Holenderki, tak Iga Swiątek znalazła się w 3. rundzie Szlema. Rekord pobity

    ‎‎Zaskakujący opór Holenderki, tak Iga Swiątek znalazła się w 3. rundzie Szlema. Rekord pobity

    ‎‎Zaskakujący opór Holenderki, tak Iga Swiątek znalazła się w 3. rundzie Szlema. Rekord pobity

    ‎Od czasu zakończenia kariery przez Kiki Bertens Iga Świątek Holandia nie ma zawodniczki, która w singlu byłaby na poziomie światowej czołówki. Dziś rakietą numer 1 Niderlandów jest Suzan Lamens – i to ona w czwartek stanie w szranki z Igą Świątek. A stawką będzie trzecia runda US Open. Nasza gwiazda z zawodniczkami z tego kraju rozegrała dotąd tylko cztery spotkania. Jedno z nich sensacyjnie przegrała, w jednym zaś ustanowiła swój wspaniały rekord. Wtedy też stawką była trzecia runda Wielkiego Szlema.

    ‎Tytuł w Wimbledonie, tytuł w Cincinnati – to wszystko sprawiło, że akcja Igi Świątek na wygranie kolejnego Wielkiego Szlema znów znacząco wzrosły. Dziś bukmacherzy w jednym szeregu stawiają Polką i Arynę Sabalenkę, a przecież jeszcze przed zmaganiami na trawie różnica między nimi była wyraźna. W teorii Polka może nawet zostać za 11 dni nową liderką światowego rankingu, ale tu zdecydowanie więcej zależy od Białorusinki. Jeśli dojdzie do ćwierćfinału, “przyklepie” sobie jedynkę na kolejne tygodnie.

    ‎Polka w Nowym Jorku zdążyła już się jednak zapoznać z kortami, zwłaszcza na Arthur Ashe Arena. Doszła do finału rywalizacji miksta, we wtorek zaś ograła w pierwszej rundzie Kolumbijkę Emilianę Arango, oddała jej ledwie trzy gemy (6:1, 6:2), zakończyła spotkanie w godzinę.

    ‎W czwartek po godz. 17.30 Polkę czeka starcie na największym korcie Flushing Meadows z Suzane Lamens. I nie da się ukryć, że możemy spodziewać się podobnego scenariusza jak ze starcia z Arango.

    ‎Świątek – Holenderki 3:1. Wszystko zaczęło się od starcia z zawodniczką, którą też czeka US Open

    ‎Najlepsza polska tenisistka dość często rywalizuje na korcie z Amerykankami, Rosjankami, Włoszkami czy Czeszkami – to wynika z poziomu tenisa i miejsc rankingowych zawodniczek z tych krajów.

    ‎Z Holenderkami zaś tych spotkań rozgrywa bardzo mało, ale dwa z nich były szczególne. Zaczęło się od starcia z Bibiane Schoofs, 37-letnią już dzisiaj zawodniczką, która wciąż jeszcze rywalizuje na kortach, choć tylko w deblu. I nawet zagra w US Open. Wpadły na siebie w pierwszej rundzie kwalifikacji WTA 250 w Budapeszcie, w lutym 2019 roku. 17-letnia Polka wygrała starcie 6:2, 6:3, doszła wówczas do drugiej rundy głównej drabinki.

    ‎A później doszło do meczu bardzo dziwnego – z Arantxą Rus, we wrześniu 2020 roku w Rzymie. Pandemia wywołała ogromne zawirowania w kalendarzu, część turniejów zlikwidowano, część przesunięto na jesień. Obie trafiły na siebie w Rzymie, na mączce. Iga sensacyjnie przegrała wówczas 6:7 (5), 3:6, a przecież za moment wygrała swój pierwszy Roland Garros. A w Rzymie zapisała triumf siedem miesięcy później, ogrywając m.in. Madison Keys, Elinę Switolinę, Barborę Krejcikovą, Coco Gauff, w finale rozbijając Karolinę Pliskovą w 46 minut “rowerem”.

    ‎Iga Świątek grała z Holenderką o trzecią rundę Wimbledonu. Stawką było też 37. zwycięstwo z rzędu

    ‎Okazję do rewanżu z Rus dostała zaś już po czterech miesiącach, w Australii. W Melbourne wpadły na siebie w pierwszej rundzie, Polka potrzebowała 76 minut, by wygrać z Holenderką 6:1, 6:3.

    ‎To było trzecie, przedostatnie starcie z zawodniczkami z tego kraju. Kolejne miało miejsce wczesnym latem 2022 roku – na trawie w Londynie. Polka była już światową jedynką, miała wspaniałą serię 35 zwycięstw, gdy zaczynała Wimbledon. Ale też już postępowało zmęczenie, nie miała czasu na przygotowania do trawy.

    ‎Wycofała się z WTA 500 w Berlinie, do Wimbledonu przystąpiła z marszu. W pierwszej rundzie ograła Chorwatkę Janę Fett w 75 minut (6:0, 6:3), później zmierzyła się z Lesley Pattinamą Kerkhove. Rywalka ze 138. miejsca na świecie nie powinna jej sprawić większych problemów. A tymczasem kontrola wymknęła się z rąk raszynianki.

    ‎Iga wygrała pierwszego seta 6:4, ale już wtedy widać było pewne problemy, dwa razy oddała własne podanie, przegrywała wtedy 2:3. I jeszcze się przewróciła.

    ‎W drugim secie 30-latka, która przecież dostała się do głównej drabinki jako “szczęśliwa przegrana”, była już nieznacznie lepsza, to ona wywalczyła w końcu breaka. Zdenerwowała Iga poszła po tym przegranym 4:6 secie do szatni, opanowała nerwy.

    ‎Ostatecznie wygrała mecz, trzeciego seta 6:3, odniosła 37. zwycięstwo z rzędu. To najdłuższa seria w XXI wieku, nieosiągalna na razie także dla Igi. W kolejnej rundzie przegrała już z Alize Cornet.

    ‎Do Nowego Jorku Polka przyleciała z pięcioma wygranymi z rzędu z Cinacinnati, wyjeżdżając zaś może mieć ich 12. Doliczając turnieje w Seulu, Pekinie, Wuhanie oraz Rijadzie – mogłaby się zbliżyć do tamtego osiągniecia. To jednak wciąż melodia przyszłości. Na razie wypada trzymać kciuki, by Polka w czwartek zameldowała się w trzeciej rundzie US Open.

  • ‎Szalony mecz Rybakiny. 5:2 40-30 i zwrot akcji. Mistrzyni Roland Garros za burtą

    ‎Szalony mecz Rybakiny. 5:2 40-30 i zwrot akcji. Mistrzyni Roland Garros za burtą

    ‎Szalony mecz Rybakiny. 5:2 40-30 i zwrot akcji. Mistrzyni Roland Garros za burtą

    ‎Środowe zmagania na korcie numer 17 US Open obfitowały w ciekawe rozstrzygnięcia. To na tej arenie swój mecz przegrał m.in. Casper Ruud. Tuż po starciu z udziałem Norwega do gry wkroczyła Jelena Rybakina. Reprezentantka Kazachstanu zmierzyła się z podwójną mistrzynią juniorskiego Roland Garros 2024 – Terezą Valentovą. Pojedynek obfitował w sporo zwrotów akcji, ale ostatecznie zakończył się po myśli faworytki. W trzeciej rundzie czeka nas hitowe starcie. Znamy już rywalkę 26-latki.

    ‎Jelena Rybakina zanotowała trzy półfinały przed wielkoszlemową rywalizacją na US Open. Ostatnią porażkę reprezentantka Kazachstanu zanotowała w potyczce z Igą Świątek. Polka wygrała z 26-latką 7:5, 6:3, a później pognała po tytuł WTA 1000 w Cincinnati. Mimo przegranej z raszynianką, można było śmiało stwierdzić, że forma mistrzyni Wimbledonu sprzed trzech lat była całkiem niezła przed imprezą w Nowym Jorku. Dziesiąta rakieta świata miała ogromną ochotę na to, by poprawić swoją “życiówkę” w tych zmaganiach. Do tej pory nigdy nie dotarła do 1/8 finału.

    ‎Kazaszka wylosowała w pierwszej rundzie utalentowaną juniorkę – Julietę Pareję. Amerykanka próbowała nawiązać rywalizację w premierowej odsłonie, ale później na korcie dominowała już Rybakina. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 6:3, 6:0 na korzyść Jeleny. W kolejnej fazie na turniejową “9” czekała kolejna nastolatka, ale już nieco bardziej ograna na poziomie zawodowym. Mowa o Terezie Valentovej – triumfatorce juniorskiego Roland Garros 2024 w singlu i deblu. Czeszka miała być już bardziej wymagającą przeciwniczką. Przebieg spotkania to potwierdził.

    ‎US Open: Jelena Rybakina kontra Tereza Valentova w drugiej rundzie

    ‎Mecz rozpoczął się od serwisu Rybakiny. Reprezentantka Kazachstanu już na “dzień dobry” musiała bronić break pointów – i to w sumie aż trzech. Zdołała jednak wyjść z opresji i jako pierwsza objęła prowadzenie. Valentova dotrzymywała kroku i w trakcie piątego gema przypuściła kolejny atak na returnie. Tym razem już premierowa z dwóch szans została zamieniona w przełamanie. Po zmianie stron Tereza posiadała dwie okazje z rzędu na 4:2, ale nie wykorzystała żadnej z nich. Przegrała cztery kolejne wymiany i zrobiło się 3:3. Mistrzyni Wimbledonu 2022 poszła za ciosem. Do końca seta nie straciła już ani jednego “oczka”. Ostatecznie partia zakończyła się wynikiem 6:3 na korzyść faworytki.

    ‎Na starcie drugiej części pojedynku znów zobaczyliśmy słabszy fragment w wykonaniu Rybakiny. 18-latka szybko uzyskała prowadzenie 2:0. Potem zobaczyliśmy reakcję ze strony Kazaszki. Po czterech gemach mieliśmy remis W piątym Jelena wyszła na 30-15 przy podaniu Valentovej. Mimo to Czeszka przetrwała trudny moment i przerwała korzystną serię rywalki. To od razu uruchomiło świetny moment z perspektywy Terezy. Reprezentantka naszych południowych sąsiadów dominowała w kolejnych minutach i już w ósmym gemie, przy wyniku 5:2 40-30, doczekała się setboli.

    ‎Rybakina nie pozwoliła jednak rywalce na domknięcie partii. Obroniła dwie okazje przeciwniczki i ostatecznie utrzymała swój serwis. Presja przeszła na stronę Valentovej. W momencie, gdy Czeszka podawała po doprowadzenie do trzeciej odsłony, została przełamana do zera. Potem Jelena wyrównała na 5:5 i gra o zwycięstwo w secie zaczęła się od nowa. Finalnie o wszystkim decydował emocjonujący tie-break. W nim obserwowaliśmy trzeciego i czwartego setbola dla 18-latki. W kluczowym momencie znów zabrakło jednak postawienia “kropki nad i”. Kazaszka przetrwała napór i przy stanie 8-7 doczekała się meczbola. Już po pierwszej okazji zapewniła sobie zwycięstwo 6:3, 7:6(7). W trzeciem rundzie US Open zmierzy się z Emmą Raducanu. Czeka nas zatem hitowe starcie z udziałem dwóch mistrzyń wielkoszlemowych.

  • 74 minuty i koniec. Sensacja! Półfinalistka Wimbledonu wyrzucona z US Open

    74 minuty i koniec. Sensacja! Półfinalistka Wimbledonu wyrzucona z US Open

    Jeszcze niedawno zachwycała kibiców świetnymi występami w wielkoszlemowych turniejach. Była czwarta runda Australian Open, był półfinał Wimbledonu – Belinda Bencic przeżywała bardzo dobry rok. Nawet kłopoty zdrowotne, które wykluczyły ją z Roland Garros, nie zatrzymały jej rozpędu. Tym większym zaskoczeniem okazał się tegoroczny start w Nowym Jorku – najgorszy dla Szwajcarki wynik w US Open od siedmiu lat.

    Udany sezon, obiecujące sygnały

    Rozstawiona z numerem 19. Bencic prezentowała w 2025 roku solidną i równą formę. W Melbourne dotarła do czwartej rundy, gdzie po trzech setach uległa Coco Gauff, a kilka tygodni później sięgnęła po tytuł w prestiżowym turnieju WTA 500 w Abu Zabi. Później były jeszcze ćwierćfinał w Indian Wells oraz czwarta runda w Madrycie. Po wymuszonej przerwie zdrowotnej Bencic wróciła do rywalizacji w wielkim stylu – na kortach Wimbledonu zameldowała się w półfinale, zatrzymana dopiero przez Igę Świątek, która rozbiła ją 6:2, 6:0.

    W Nowym Jorku wielkie rozczarowanie

    Choć jej przygotowania do US Open nie były idealne – szybkie porażki w Montrealu i Cincinnati budziły niepokój – historia ostatnich lat sugerowała, że Bencic potrafi grać w Nowym Jorku znakomicie. Po pierwszorundowej wpadce w 2018 roku notowała już tylko coraz lepsze występy: półfinał (2019), ćwierćfinał (2021), trzecia runda (2022) czy czwarta runda (2023). Dlatego tym bardziej zaskoczył kibiców fakt, że tym razem jej przygoda zakończyła się tak szybko.

    Po zwycięstwie w pierwszym meczu ze Shuai Zhang (6:3, 6:3) wydawało się, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Jednak w drugiej rundzie Szwajcarka natrafiła na świetnie dysponowaną Ann Li. Amerykanka grała pewnie, wykorzystywała kluczowe momenty i bezlitośnie obnażyła słabsze punkty rywalki. W całym spotkaniu przełamała Bencic czterokrotnie, oddając serwis tylko raz. W efekcie mecz zakończył się błyskawicznie – 6:3, 6:3 w zaledwie 74 minuty.

    Tak zakończyła się tegoroczna przygoda półfinalistki Wimbledonu z US Open. Jej porażka to kolejna niespodzianka w turnieju, który już na początku przynosi sensacyjne rozstrzygnięcia.

    Ann Li pisze własną historię

    Triumf nad Bencic otworzył przed Amerykanką drzwi do trzeciej rundy, w której czeka na nią Australijka Priscilla Hon (126. WTA). Będzie to pierwsze spotkanie obu zawodniczek, a jego stawką może być życiowy sukces którejś z nich.