• To dlatego Lewandowski odrzucił zaproszenie na ślub Szczęsnego

    To dlatego Lewandowski odrzucił zaproszenie na ślub Szczęsnego

    Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny od lat uchodzą za jednych z najbliższych sobie kolegów z piłkarskiego środowiska. Ich relacja, oparta na zaufaniu i wzajemnym szacunku, z czasem przerodziła się w prawdziwą przyjaźń, która dziś obejmuje już całe rodziny. Przeprowadzka Szczęsnego do FC Barcelony oraz osiedlenie się jego bliskich w Katalonii tylko jeszcze bardziej ich do siebie zbliżyły. Mało kto jednak pamięta, że kapitana reprezentacji Polski zabrakło na jednym z najważniejszych dni w życiu bramkarza – jego ślubie z Mariną Łuczenko.

    Wojciech Szczęsny i znana wokalistka powiedzieli sobie „tak” 21 maja 2016 roku. Ceremonia została zorganizowana na przedmieściach Aten i do samego końca owiana była aurą tajemnicy. Informacje były dozowane tak oszczędnie, że nawet zaproszeni goście nie znali szczegółów wydarzenia. Ślub odbył się tuż przed rozpoczęciem zgrupowania reprezentacji Polski przed Euro 2016 – turniejem, który później okazał się najlepszym występem kadry od dziesięcioleci.

    Na uroczystości pojawiła się Anna Lewandowska, jednak bez męża. Jak opisywały przed laty media, nawet ona dopiero na lotnisku dowiedziała się, dokąd leci. Była jedyną osobą z grona zaproszonych, która znała choć fragment planu. „Zaślubiny Wojciecha Szczęsnego i Mariny Łuczenko-Szczęsnej były strzeżone bardziej niż tajemnica państwowa. Goście nie wiedzieli, gdzie lecą ani czy rzeczywiście zmierzają na ślub. Anna Lewandowska poznała szczegóły dopiero na lotnisku” – relacjonował portal plotek.pl.

    Nieobecność Roberta Lewandowskiego miała jednak bardzo konkretny i całkowicie zrozumiały powód. Tego samego dnia napastnik Bayernu Monachium musiał wziąć udział w finale Pucharu Niemiec. Jego zespół mierzył się z Borussią Dortmund, a spotkanie było niezwykle zacięte. Po 90 minutach i dogrywce na tablicy wyników wciąż widniał bezbramkowy remis, a o trofeum zdecydowały rzuty karne. Bayern wygrał je 4:3, a Lewandowski pewnie wykorzystał swoją „jedenastkę” w drugiej serii, dając drużynie prowadzenie po wcześniejszym pudle Svena Bendera. Cały mecz – aż 120 minut – rozegrał również Łukasz Piszczek, choć nie podchodził do rzutów karnych.

    Szczęsny doskonale rozumiał sytuację kolegi z reprezentacji i nigdy nie miał do niego pretensji o nieobecność na ślubie. Co więcej, ich relacja z biegiem lat stała się jeszcze silniejsza. Wspólne świętowanie Sylwestra, rodzinne spotkania i zdjęcia publikowane w mediach społecznościowych tylko potwierdzały, że łączy ich coś więcej niż boiskowa znajomość.

    Ostatecznym symbolem tej bliskości okazało się przyjście Wojciecha Szczęsnego do FC Barcelony. Bramkarz zamieszkał w sąsiedztwie Lewandowskich, a codzienny kontakt jeszcze bardziej scementował ich przyjaźń. Dziś obaj są nie tylko filarami reprezentacji Polski, ale również jednymi z najbliższych sobie osób poza boiskiem – mimo że kiedyś ważny dzień w życiu jednego z nich musiał obyć się bez obecności drugiego.

  • To dlatego Lewandowski odrzucił zaproszenie na ślub Szczęsnego

    To dlatego Lewandowski odrzucił zaproszenie na ślub Szczęsnego

    Robert Lewandowski i Wojciech Szczęsny są od lat w bardzo dobrych relacjach. Przyjście bramkarza do FC Barcelony i przeprowadzka rodziny do Katalonii sprawiły, że jeszcze bardziej zbliżyli się do siebie. Jednak mało kto dziś pamięta, że Lewandowskiego nie było na ślubie Szczęsnego, musiał odrzucić zaproszenie.
    Marina Łuczenko i Wojciech Szczęsny w maju 2016 roku wzięli pełny przepychu, ale jednocześnie dyskretny ślub w Grecji.
    Management Mariny Łuczenko

    Wojciech Szczęsny i wokalistka Marina Łuczenko pobrali się 21 maja 2016 r. Ceremonię zorganizowali na przedmieściach Aten, stolicy Grecji, ale była ona wielką tajemnicą nawet dla zaproszonych gości. Wszystko odbyło się krótko przed startem zgrupowania przed Euro 2016, które było najlepszym turniejem reprezentacji Polski od dziesięcioleci.

    Zobacz wideo Kosecki znalazł winnego swojego wstydliwego wypadku: Coś czuję, że to ty mi te spodenki poluźniłeś
    Lewandowskiego nie było na ślubie Szczęsnego

    Na ślubie Szczęsnego pojawiła się Anna Lewandowska. Jak opisywał przed laty portal plotek.pl, dopiero na lotnisku dowiedziała się, gdzie leci. Ale była jedyną osobą, która wtedy poznała choć trochę szczegółów.

    “Zaślubiny Wojciecha Szczęsnego i Mariny Łuczenko-Szczęsnej były strzeżone, bardziej niż tajemnica państwowa. Zaproszeni goście nawet na lotnisku nie wiedzieli, gdzie lecą i czy w ogóle lecą na ślub. Jedyną osobą, która znała część planów była Anna Lewandowska. O tym, gdzie leci, dowiedziała się jednak dopiero na lotnisku” – czytamy.

    Lewandowska była na ślubie bez męża. Robert w tym czasie musiał zostać w Niemczech. Akurat Szczęsny nie mógł mieć żadnych pretensji o nieobecność kapitana reprezentacji Polski, bowiem Lewandowski musiał zagrać tego dnia w finale Pucharu Niemiec. Bayern Monachium mierzył się w finale z Borussią Dortmund.

    Po 90 minutach gry był bezbramkowy remis, w dogrywce także nie zobaczyliśmy goli. O wszystkim zdecydowały rzuty karne, które Bayern wygrał 4:3. Lewandowski strzelał w drugiej serii i się nie pomylił. Dał Bayernowi prowadzenie, bowiem wcześniej rzutu karnego nie wykorzystał Sven Bender. W tym meczu 120 minut zagrał również Łukasz Piszczek, ale nie podchodził do “jedenastki”.

    Zobacz też: To może być ofiara Papszuna w Legii. Pierwszy do odstrzału

    Mimo nieobecności Lewandowskiego na ślubie jego relacja ze Szczęsnym nie uległa pogorszeniu. Wręcz przeciwnie – z biegiem czasu jest to coraz silniejsza przyjaźń. Ich rodziny spędzały razem Sylwestra, publikowali wspólne zdjęcia w social mediach. Przyjście Szczęsnego do Barcelony, który potem został sąsiadem Lewandowskiego, tylko ich do siebie zbliżyło.

  • Niesamowity wyczyn Lewandowskiego i Barcelony! Gol za golem

    Niesamowity wyczyn Lewandowskiego i Barcelony! Gol za golem

    FC Barcelona może zaliczyć miniony rok do wyjątkowo udanych. Zespół prowadzony przez Hansiego Flicka nie tylko regularnie sięgał po trofea, ale też imponował stylem gry, który zachwycał kibiców na całym świecie. Potwierdzeniem ofensywnej siły „Dumy Katalonii” jest rekord strzelecki, jaki piłkarze z Camp Nou ustanowili w 2025 roku.

    Historyczne osiągnięcie Barcelony

    Jak poinformował portal „OptaJose”, FC Barcelona zdobyła aż 169 bramek w 60 spotkaniach rozegranych w 2025 roku we wszystkich rozgrywkach, licząc również gole samobójcze rywali. To najlepszy wynik w historii La Liga w roku kalendarzowym wśród drużyn, które nie miały w składzie jednocześnie Lionela Messiego ani Cristiano Ronaldo. Statystyka ta dobitnie pokazuje, jak niezwykły był wpływ Argentyńczyka i Portugalczyka na ligę w czasach ich największej świetności, a jednocześnie podkreśla skalę obecnego sukcesu Barcelony.

    Lewandowski jednym z liderów strzelania

    Duży udział w tym imponującym dorobku miał Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski zakończył rok z dorobkiem 27 bramek, tyle samo co Ferran Torres, który rywalizował z nim o miejsce w ataku. Niewiele mniej, bo 25 trafień, zanotował Raphinha, natomiast 21 goli zdobył Lamine Yamal – wicemistrz Złotej Piłki 2025 i jedna z największych gwiazd młodego pokolenia światowego futbolu.

    Przyszłość Lewandowskiego pod znakiem zapytania

    Niepewna pozostaje przyszłość Lewandowskiego w Barcelonie. Od 1 stycznia Polak może prowadzić rozmowy z innymi klubami, co sprawia, że jego dalszy wkład w ofensywne statystyki „Blaugrany” w 2026 roku stoi pod znakiem zapytania. Ewentualne odejście napastnika byłoby dużym wyzwaniem dla zespołu Flicka, który musiałby znaleźć nowego lidera ataku.

    Intensywny początek 2026 roku

    Nowy rok Barcelona rozpocznie od ligowego hitu – derbów z Espanyolem, zaplanowanych na 3 stycznia o godzinie 21:00. Katalończycy przewodzą tabeli La Liga, mając cztery punkty przewagi nad Realem Madryt. W 2026 roku przed drużyną Flicka stoją także ambitne cele w Lidze Mistrzów, Pucharze Króla oraz Superpucharze Hiszpanii, co zapowiada kolejne miesiące pełne emocji i walki o najwyższe laury.

    https://x.com/OptaJose/status/2006322326196178998?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2006322326196178998%7Ctwgr%5Eaf88b90b882ad56110865e67bbbfcb88d0c23ba1%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fwww.sport.pl%2Fpilka%2F76508232501497niesamowity-wyczyn-lewandowskiego-i-barcelony-gol-za-golem.html

  • A jednak to nie plotki ws. Świątek i Abramowicz. Nowe zdjęcie z Sydney dowodem

    A jednak to nie plotki ws. Świątek i Abramowicz. Nowe zdjęcie z Sydney dowodem

    Daria Abramowicz od lat uchodzi za jeden z filarów zespołu Igi Świątek. Od dawna mówi się o wyjątkowej relacji, jaka łączy tenisistkę z jej psycholog – o ogromnym zaufaniu, wspólnym języku i wsparciu wykraczającym daleko poza kort. Panie spędzają razem także prywatny czas, a wskazówki Abramowicz mają dla Świątek znaczenie zarówno w sporcie, jak i w codziennym życiu. Najnowsze zdjęcie, które właśnie pojawiło się w sieci, tylko potwierdza te doniesienia. Jeden kadr mówi więcej niż wiele słów.

    Po zakończeniu sezonu i występie w WTA Finals Iga Świątek pozwoliła sobie na chwilę wytchnienia. Wraz z ojcem, Darią Abramowicz oraz menedżerem Jules’em Mercierem wybrała się na wakacje na Mauritius. Później przyszedł czas na krótki pobyt w Polsce, a następnie znów ruszyła w podróż – tym razem do Chin, gdzie wzięła udział w pokazowym turnieju World Tennis Continental Cup.

    Świątek wystąpiła tam w barwach Drużyny Europy. Najpierw rozegrała dwa mecze singlowe: pokonała Jelenę Rybakinę 6:3, 6:3, a następnie uległa Wang Xinyu 2:6, 3:6. Później zagrała jeszcze w deblu u boku Valentina Vacherota. Para ta przegrała z duetem Jelena Rybakina/Andriej Rublow 4:6, 4:6, co przesądziło o porażce całej europejskiej ekipy.

    Ten etap sezonu jest już jednak zamknięty. Teraz wiceliderka rankingu WTA skupia się na nowych wyzwaniach. Świątek jest już w Australii, gdzie najpierw wystąpi w United Cup, a następnie przystąpi do rywalizacji w wielkoszlemowym Australian Open. Jak wygląda obecnie codzienność w jej sztabie szkoleniowym? Dość niespodziewanie uchyliła rąbka tajemnicy właśnie Daria Abramowicz.

    Wymowne zdjęcia z Australii. Rzadki gest Darii Abramowicz

    W fazie grupowej United Cup reprezentacja Polski zmierzy się w Sydney z Niemcami oraz Holandią. Pierwszy mecz „biało-czerwoni” rozegrają w poniedziałek 5 stycznia. Hubert Hurkacz stanie naprzeciw Alexandra Zvereva, a Iga Świątek zmierzy się z Evą Lys. W planach jest również mikst Polska – Niemcy. Dwa dni później Hurkacz zagra z Tallonem Griekspoorem, Świątek z Suzan Lamens, a całość uzupełni mikst Polska – Holandia.

    Przygotowania do tych występów Świątek tradycyjnie realizuje w otoczeniu najbliższych i najbardziej zaufanych osób. Niezmiennie ważną rolę odgrywa w nich Daria Abramowicz, z której wsparcia tenisistka korzysta od wielu lat. Tym razem psycholog zdecydowała się na nietypowy krok i opublikowała w mediach społecznościowych kilka zdjęć zza kulis przygotowań.

    Na jednym z nich widać Świątek i Abramowicz pogrążone w rozmowie na korcie – obrazek, który dobitnie pokazuje, jak bliska i partnerska jest ich relacja. To potwierdzenie, że opinie o Abramowicz jako jednym z kluczowych punktów tenisowego zespołu Igi nie są przesadzone.

    Poza tym Abramowicz udostępniła także inne kadry: zdjęcie Igi z kartką z napisem „reset”, zbliżenie na torbę tenisistki ozdobioną licznymi naklejkami oraz fotografię z siłowni. Całość opatrzyła krótkim, ale znaczącym komentarzem:
    „Przedsezonowe klimaty. Szlifowanie, przeformułowanie, docieranie do granic możliwości”.

    Taka aktywność w mediach społecznościowych w wykonaniu Darii Abramowicz to rzadkość. W całym roku opublikowała zaledwie 13 postów, a prywatne ujęcia zazwyczaj zachowuje wyłącznie dla siebie. Tym bardziej zdjęcia z Australii przyciągnęły uwagę.

    W komentarzach pojawili się m.in. trener Igi Wim Fissette oraz była tenisistka Paula Kania-Choduń. Ta ostatnia żartobliwie skomentowała zdjęcie z siłowni: „Uuuu, łapa rośnie!”. Abramowicz szybko odpowiedziała w podobnym tonie: „Klasyk mawia: niceps”.

    Ten drobny, ale szczery gest tylko podkreśla atmosferę panującą w obozie Igi Świątek u progu nowego sezonu – pełną zaangażowania, bliskości i wspólnej pracy nad kolejnymi celami.

  • A jednak sensacyjny zwrot akcji i złoto dla Szeremety? “Szef mówi, że się za tę sprawę wezmą”

    A jednak sensacyjny zwrot akcji i złoto dla Szeremety? “Szef mówi, że się za tę sprawę wezmą”

    Choć od igrzysk olimpijskich w Paryżu minęło już sporo czasu, emocje związane z finałową walką Julii Szeremety wciąż nie gasną. Starcie Polki z Lin Yu-ting nadal budzi ogromne zainteresowanie kibiców i mediów, a pojawiające się wątpliwości sprawiają, że temat wraca jak bumerang. Choć Szeremeta przegrała walkę o złoto, coraz częściej mówi się, że sprawa wcale nie została definitywnie zamknięta. W tle pojawia się nawet scenariusz sensacyjnego zwrotu akcji, który mógłby doprowadzić do przyznania Polce złotego medalu olimpijskiego. Sama zawodniczka po raz kolejny zabiera głos.

    Życie po Paryżu zmieniło się diametralnie

    Dla Julii Szeremety igrzyska w Paryżu 2024 były momentem przełomowym. Srebrny medal w boksie w kategorii do 57 kilogramów oraz całe zamieszanie towarzyszące jej występom sprawiły, że młoda pięściarka z dnia na dzień stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego sportu. Popularność rosła, ale wraz z nią narastały także kontrowersje.

    Choć od finału minęło już wiele miesięcy, dyskusja wokół tego pojedynku wciąż trwa. Gdy stało się jasne, że rywalką Szeremety w walce o złoto będzie Lin Yu-ting z Tajwanu, w mediach rozpętała się prawdziwa burza. Pojawiły się pytania i spekulacje dotyczące płci Tajwanki, a temat szybko wymknął się poza ramy sportu.

    „Podchodziliśmy do tego czysto sportowo”

    Jak dziś wspomina tamten moment sama Szeremeta? W rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet podkreśla, że ona i jej sztab starali się patrzeć na sprawę wyłącznie przez pryzmat rywalizacji sportowej.

    – Podchodziliśmy do tego czysto sportowo. W naszej dyscyplinie bardzo wiele zawodniczek nie wygląda stereotypowo kobieco – tłumaczy. – Spójrz na Hinduski, niektóre normalnie mają wąsy. Wiedzieliśmy, że Lin Yu-ting i Algierka z wyższej kategorii wagowej były wcześniej zdyskwalifikowane na mistrzostwach świata i zawieszone w innej federacji. Słyszeliśmy o kontrowersjach, ale co mogliśmy zrobić? Po prostu wychodzisz do ringu i boksujesz.

    Jak wyglądała walka w ringu?

    Ostatecznie finał zakończył się zwycięstwem Lin Yu-ting, a Julia Szeremeta wróciła do kraju ze srebrem olimpijskim. Czy z perspektywy ringu czuła, że mierzy się z kimś o wyraźnie męskiej sile?

    – To zależy od stylu – ocenia Polka. – Ona nie stała sztywno w miejscu, raczej „pykała”, dużo się przemieszczała. Miała znacznie dłuższy zasięg ramion i potrafiła to wykorzystać. Biła w tempo, kontrolowała dystans. Nie czułam jakiejś wyjątkowej siły ciosu, choć w trakcie walki działa adrenalina.

    Kontrowersje, które nie zniknęły

    Mimo upływu czasu temat walki wciąż powraca. Atmosferę podgrzewa fakt, że zarówno Lin Yu-ting, jak i Imane Khelif – zawodniczki, które w Paryżu wywołały największe kontrowersje – po igrzyskach praktycznie zniknęły ze sportowej rywalizacji. Tajwanka miała wystartować w mistrzostwach świata, ale ostatecznie do tego nie doszło.

    Jej obóz tłumaczył, że do federacji World Boxing wysłano wymagane badania dotyczące płci chromosomalnej, jednak rzekomo nie otrzymano odpowiedzi. Zawodniczka miała przedstawić dokumenty dopiero na miejscu. Pojawiają się też pytania o testy przeprowadzane wcześniej w New Delhi, po których Lin Yu-ting i Khelif zostały zawieszone przez IBA.

    – Tak naprawdę nigdzie nie wypowiadał się lekarz czy osoba, która je badała – zauważa Szeremeta. – Chodzi o te testy, po których zostały zawieszone. To wszystko jest dziwne.

    „W tej sprawie chyba coś jest nie tak”

    Polka przyznaje, że nie czuje się ekspertką od hormonów czy genetyki, ale pewne fakty trudno jej zignorować.

    – Nie znam się na poziomach testosteronu, chromosomach i nie śledzę tego szczegółowo. Ale słyszę różne rzeczy od dziennikarzy i trenera. I mam wrażenie, że w tej sprawie raczej jest coś nie tak – mówi. – Były zawieszone, nie startowały, a po igrzyskach nadal nigdzie nie walczą. Kombinowali, omijali badania…

    Nic więc dziwnego, że temat wciąż do niej wraca. Jak sama przyznaje, niemal na każdym kroku ktoś pyta ją, czy „to złoto w końcu się pojawi”.

    Czy możliwy jest „zielony stolik” i złoto dla Polki?

    Pojawia się więc pytanie, czy realny jest scenariusz, w którym po czasie medal zostałby odebrany Lin Yu-ting, a złoto trafiłoby do Julii Szeremety.

    – Nasz szef mówi, że się za tę sprawę wezmą, że będzie walczyć o tamten złoty medal – zdradza pięściarka.

    Jednocześnie Szeremeta podkreśla, że taki triumf nie dałby jej pełnej satysfakcji. Złoty medal olimpijski jest marzeniem każdego sportowca, ale zdobyty w gabinetach, bez zwycięskiej walki, nie smakowałby tak samo.

    – Przegrałam tamten pojedynek. Gdybym miała walczyć z Lin Yu-ting jeszcze raz, to wyszłabym do ringu i chciała wygrać. Tylko w taki sposób mogę zdobyć złoto. Usłyszeć po półtora roku, że wygrałam turniej, to coś zupełnie innego. Na pewno nie byłoby to aż tak satysfakcjonujące – podsumowuje szczerze.

  • Polscy kibice pokazali, co naprawdę myślą o Świątek. Wszystko jasne!

    Polscy kibice pokazali, co naprawdę myślą o Świątek. Wszystko jasne!

    Iga Świątek triumfuje w plebiscycie Sport.pl. Oto Moment Roku 2025 w polskim sporcie

    Iga Świątek, Robert Kubica i Klaudia Zwolińska – tak przedstawia się podium plebiscytu Momenty Roku 2025 organizowanego przez Sport.pl. Czytelnicy serwisu nie mieli wątpliwości, który sukces zasługuje na miano najważniejszego wydarzenia mijającego roku. Poza pierwszą trójką znalazł się m.in. Bartosz Zmarzlik, mimo że w 2025 roku sięgnął po szósty tytuł mistrza świata, wyrównując osiągnięcia dwóch najbardziej utytułowanych żużlowców w historii. Zaskakiwać może również odległa pozycja siatkarzy, którzy – co brzmi niemal niewiarygodnie – zremisowali w głosowaniu z koszykarzami.

    Jeszcze rok temu plebiscyt bezapelacyjnie wygrała Aleksandra Mirosław. Wówczas nie miała sobie równych, bo zdobyła jedyny dla Polski złoty medal olimpijski w Paryżu 2024. W sezonie 2025 królowa wspinaczki sportowej znów zachwyciła świat – sięgnęła po mistrzostwo świata i po raz jedenasty w karierze poprawiła rekord świata. Tym razem jednak wystarczyło to „zaledwie” do piątego miejsca. Tegoroczny plebiscyt należał bowiem do Igi Świątek.

    W poprzednich edycjach czytelnicy Sport.pl również doceniali sukcesy najlepszej polskiej tenisistki, ale nie zawsze stawiali je na samym szczycie. Rok temu jej osiągnięcia przegrały z olimpijskim złotem Mirosław, a dwa lata wcześniej – z wielkim triumfem siatkarzy w mistrzostwach Europy, kiedy za zwycięstwo 3:0 z Włochami w rzymskim finale dziękował kibicom kapitan reprezentacji Aleksander Śliwka. Teraz role się odwróciły – to Iga Świątek kieruje podziękowania do czytelników.

    Świątek: „Ten moment został przeżyty wspólnie”

    – Bardzo dziękuję za każdy głos i za to, że moje zwycięstwo na Wimbledonie zostało uznane za Moment Roku 2025 w polskim sporcie. To ogromne wyróżnienie, bo pokazuje, że ten sukces był przeżywany wspólnie – nie tylko przeze mnie i mój zespół, ale także przez kibiców w całej Polsce – mówi Świątek.
    – Wimbledon to turniej absolutnie wyjątkowy, przesiąknięty historią i tradycją, które czuje się od pierwszego wejścia na kort. Wygrana tam była spełnieniem jednego z moich największych sportowych marzeń i momentem, który zostanie ze mną na zawsze. Cieszę się, że został on tak mocno doceniony w kontekście całego polskiego sportu – dodaje tenisistka.

    Skala zwycięstwa Świątek w plebiscycie była imponująca. Spośród blisko 42 tysięcy oddanych głosów aż 35,5 procent przypadło właśnie na nią. Od startu głosowania 22 grudnia aż do jego zakończenia 30 grudnia prowadziła z ogromną, niezagrożoną przewagą.

    Trudno się temu dziwić. Triumf na Wimbledonie był jednym z najbardziej zaskakujących i symbolicznych momentów w jej karierze. Świątek wielokrotnie podkreślała, że gra na trawie nie jest jej naturalnym środowiskiem. Do tego pierwsza część 2025 roku była dla niej wyjątkowo trudna – nie wygrała żadnego turnieju, a w rankingu WTA spadła nawet z drugiego na ósme miejsce. I wtedy nadszedł Wimbledon. Najstarszy i najbardziej prestiżowy turniej świata, na którym Polka zaprezentowała pełnię swojego geniuszu. Kulminacją był finał wygrany z Amandą Anisimovą 6:0, 6:0, wynik wręcz historyczny.

    Trzecia edycja plebiscytu Sport.pl

    „Momenty Roku” to już trzecia edycja plebiscytu Sport.pl. Co roku w grudniu redakcja wybiera 10 najważniejszych chwil polskiego sportu, które następnie są szczegółowo opisywane przez dziennikarzy relacjonujących te wydarzenia na miejscu. Towarzyszą temu rozmowy z zaproszonymi gośćmi. W tym roku swoimi opiniami i typami podzielili się m.in. były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, lider zespołu T.Love Muniek Staszczyk oraz legendarny komentator Dariusz Szpakowski. Wszyscy – podobnie jak czytelnicy – byli zgodni: Moment Roku 2025 należał do Igi Świątek.

    Wyniki plebiscytu „Momenty Roku 2025”:

    1. Iga Świątek – zwycięstwo w Wimbledonie: 35,50% (14 783 głosy)

    2. Robert Kubica – wygrana w 24-godzinnym wyścigu Le Mans: 18,56% (7 729)

    3. Klaudia Zwolińska – dwa złote i jeden brązowy medal MŚ w kajakarstwie górskim: 10,23% (4 260)

    4. Bartosz Zmarzlik – szóste mistrzostwo świata w żużlu: 9,43% (3 926)

    5. Aleksandra Mirosław – złoto MŚ i kolejny rekord świata we wspinaczce: 6,58% (2 739)

    6. Reprezentacja koszykarzy – znakomity EuroBasket, 6. miejsce i wygrana ze Słowenią Luki Dončicia: 4,28% (1 782)

    7. Reprezentacja siatkarzy – brązowy medal mistrzostw świata: 4,28% (1 782)

    8. Władimir Semirunnij – srebro i brąz MŚ w łyżwiarstwie szybkim: 4,18% (1 741)

    9. Agata Kaczmarska, Aneta Rygielska i Julia Szeremeta – trzy Polki w finałach MŚ w boksie: 3,74% (1 558)

    10. Maria Żodzik – wicemistrzostwo świata w skoku wzwyż: 3,23% (1 344)

    Rok 2025 przyniósł polskiemu sportowi wiele wyjątkowych chwil, ale dla czytelników Sport.pl jedna była absolutnie najważniejsza – wimbledoński triumf Igi Świątek.

  • To u jego boku Iga Świątek powitała Nowy Rok. Nie mogło być inaczej

    To u jego boku Iga Świątek powitała Nowy Rok. Nie mogło być inaczej

    To u jego boku Świątek powitała Nowy Rok w Australii. Sama się pochwaliła

    Iga Świątek przebywa w Australii gdzie weźmie udział najpierw w United Cup, a następnie w wielkoszlemowym Australian Open. Lecz przed wyzwaniami na korcie należy jej się trochę luzu i zabawy. Tenisistka hucznie powitała Nowy Rok, w sylwestrowym stroju, z okazjonalną opaską na głowie i fajerwerkami w tle. Sama opublikowała zdjęcie, do którego pozuje z kimś zawodowo bardzo istotnym u swego boku.
    Młoda kobieta w jasnoszarej sukni bez rękawów siedzi na pierwszym planie wśród innych osób. Uśmiecha się, w tle widać kobiety w jasnych ubraniach, skupione na wydarzeniu. W pomieszczeniu panuje oficjalna atmosfera.

    Iga ŚwiątekTomasz Jastrzebowski/REPORTERReporter

    Iga Świątek od niedawna przebywa w Sydney, gdzie lada chwila – wraz z reprezentacją Polski – weźmie udział w fazie grupowej United Cup. Mecze z Niemcami i Holandią zaplanowane są na 5 i 7 stycznia 2026 roku. Potem Polka przeniesie się prawie 900 km dalej, do Melbourne, by wziąć udział w wielkoszlemowym Australian Open (12 stycznia – 1 lutego).

    Przygotowania do zawodów trwają. Jest też jednak czas na odpoczynek i trochę więcej luzu. Okazuje się, że tenisistka wraz z najbliższymi jej zawodowo osobami przywitała już Nowy Rok. Zdjęcie z kimś ważnym u boku trafiło do sieci.

    Tak Iga Świątek przywitała Nowy Rok. Jest zdjęcie

    Australia wita Nowy Rok dużo wcześniej niż Europa i Polska, bo o godzinie 14.00 naszego czasu. Tuż przed północą (czasu w Sydney) Iga Świątek opublikowała w mediach społecznościowych wpis, w którym podsumowała 2025 rok. “Och 2025, od czego mam zacząć? Pewnie od tego, że byłam zdrowa, szczęśliwa i otoczona niesamowitymi, wspierającymi ludźmi – a bez tego trudno prosić o więcej. Mam szczęście, że znajduję się w takim punkcie” – rozpoczęła.

    Wspomniała o marzeniach, które spełniła w mijających dwunastu miesiącach. Przede wszystkim w jej pamięci zapisało się zwycięstwo w Wimbledonie, które “zmieniło jej życie”.

    Przyznała jednak, że bywały też i trudniejsze chwile, ale wie, że są one nieodzownym elementem codzienności. “Takie jest życie. Przeżywamy, przerabiamy, lecimy dalej” – zaznaczyła.

    “W rok 2026 wkraczam z uśmiechem, determinacją i poczuciem, że najlepsze dopiero nadejdzie. Dziękuję wszystkim za wsparcie i pozytywną energię, które są ogromną częścią mojej motywacji do tego, co robię. Do zobaczenia wkrótce!” – dodała.

    Chwilę później opublikowała na InstaStories zdjęcie z australijskiego sylwestra. Okazuje się, że Nowy Rok powitała razem z ludźmi ze swojego sztabu szkoleniowego, w tym z Wimem Fissette’em. Ona i Belg współpracują razem od roku i najwyraźniej dogadują się bardzo dobrze. Tak jak obiecała Iga, największe sukcesy mogą być jeszcze przed nimi.
    Dwie uśmiechnięte osoby pozują do selfie w środku pomieszczenia. Jedna z nich nosi okulary z napisem 2024, a w tle widoczne są ozdoby i napis Happy New Year wraz ze sztucznymi ogniami.

    Iga Świątek i Wim Fissetteinstagram.com/iga.swiatek/ESP/Instagram

    Iga Świątek rozpoczęła pobyt w Australii od prezentu. „Dobra kawa. Tego mi teraz potrzeba”© 2025 Associated Press
    Dwoje ludzi na korcie tenisowym podczas treningu, mężczyzna trzyma kilka piłek tenisowych i tłumaczy coś kobiecie ubranej w fioletowy strój sportowy, oboje mają czapki z daszkiem, w tle niebieska siatka oddzielająca kort.

  • Polscy kibice pokazali, co naprawdę myślą o Świątek. Wszystko jasne!

    Polscy kibice pokazali, co naprawdę myślą o Świątek. Wszystko jasne!

    Iga Świątek, Robert Kubica i Klaudia Zwolińska – tak wygląda plebiscytowe podium za rok 2025. W top 3 nie zmieścił się Bartosz Zmarzlik, mimo że zdobywając mistrzostwo świata już po raz szósty, zrównał się z dwoma najbardziej utytułowanymi żużlowcami w historii. Daleko uplasowali się siatkarze, którzy – uwaga! – zremisowali z koszykarzami. Czytelnicy Sport.pl wybrali Momenty Roku w polskim sporcie.
    Iga Świątek
    Łukasz Jachimiak i screen z https://www.instagram.com/iga.swiatek/

    Rok temu za wygranie plebiscytu Momenty Roku dziękowała wam Aleksandra Mirosław. Wówczas nie miała sobie równych, bo zdobyła jedyny dla Polski złoty medal na igrzyskach olimpijskich Paryż 2024. Teraz nasza królowa wspinaczki wywalczyła kolejne mistrzostwo świata i już jedenasty raz w karierze pobiła rekord świata. Ale w naszym plebiscycie zajęła dopiero piąte miejsce. Tym razem nie było mocnych na Igę Świątek.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany

    Rok temu najlepsze momenty Świątek docenialiście, ale nie aż tak, jak ten złoty moment Mirosław. Dwa lata temu wyczyny Igi na światowych kortach przegrały w Momentach Roku z wielkim triumfem siatkarzy. Wtedy za docenienie wygranej 3:0 z Włochami w rzymskim finale mistrzostw Europy dziękował wam na Sport.pl Aleksander Śliwka, kapitan tamtej złotej ekipy. A teraz czytelnikom naszego serwisu dziękuje Świątek.
    Świątek pod wrażeniem. “Ten moment został tak mocno doceniony”

    – Bardzo dziękuję za każdy głos i za to, że moje zwycięstwo na Wimbledonie zostało uznane za Moment Roku 2025 w polskim sporcie. To dla mnie ogromne wyróżnienie, bo pokazuje, że ten sukces był przeżywany wspólnie, nie tylko przeze mnie i mój zespół, ale przez kibiców w całej Polsce – mówi Iga. – Wimbledon to turniej wyjątkowy, z historią i tradycją, które czuje się od pierwszego wejścia na kort. Wygrana tam była spełnieniem jednego z moich największych sportowych marzeń i momentem, który na zawsze zostanie ze mną. Cieszę się również, że ten moment został tak mocno doceniony w kontekście całego polskiego sportu – dodaje.

    Wimbledoński triumf Świątek rzeczywiście mocno doceniliście. Z prawie 42 tysięcy głosów w naszym plebiscycie aż 35,50 proc. przypadło Idze. Nasza tenisistka od startu głosowania 22 grudnia aż do finału 30 grudnia prowadziła z ogromną, niezagrożoną przewagą.

    Taki wynik nie dziwi. Wygrywając Wimbledon, Świątek sprawiła niespodziankę. Raz, że wcześniej wiele razy podkreślała, że na trawie nie czuje się komfortowo. Dwa, że w pierwszej części 2025 roku nie była w stanie wygrać żadnego turnieju i w światowym rankingu spadła z miejsca drugiego nawet na ósme. I nagle w najstarszym i najbardziej prestiżowym turnieju świata znów zobaczyliśmy geniusz Polki. Świątek nie miała sobie równych, co podkreśliła finałem wygranym z Amandą Anisimovą aż 6:0, 6:0.

    Momenty Roku to plebiscyt Sport.pl, który miał właśnie swoją trzecią edycję. Chcąc docenić najlepsze chwile polskiego sportu w danym roku, tradycyjnie w grudniu wybieramy 10 momentów i wszystkie przypominamy tekstami autorstwa naszych dziennikarzy, którzy zwykle obsługiwali na miejscu te wydarzenia. O tych wyjątkowych sukcesach rozmawiamy też ze specjalnymi gośćmi. W tym roku swoimi spostrzeżeniami i typami podzielili się z nami były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, lider zespołu T.Love Muniek Staszczyk i legendarny komentator Dariusz Szpakowski.

    Wszyscy, tak samo jak czytelnicy Sport.pl, byli przekonani, że moment roku 2025 w polskim sporcie zawdzięczamy Idze Świątek.

    Wyniki plebiscytu Momenty Roku 2025:

    1. Iga Świątek za wygranie Wimbledonu – 35,50% głosów (14 783)
    2. Robert Kubica za wygranie 24-godzinnego wyścigu Le Mans – 18,56% (7 729)
    3. Klaudia Zwolińska za zdobycie na MŚ w kajakarstwie górskim dwóch medali złotych i jednego brązowego – 10,23% (4 260)
    4. Bartosz Zmarzlik za sięgnięcie po już szóste żużlowe mistrzostwo świata – 9,43% (3 926)
    5. Aleksandra Mirosław za złoto MŚ i kolejny rekord świata we wspinaczce 6,58% (2 739)
    6. Reprezentacja koszykarzy za świetny EuroBasket skończony na szóstym miejscu, a rozpoczęty zwycięstwem nad Słowenią z wielkim Luką Donciciem 4,28% (1 782)
    6. Reprezentacja siatkarzy za brązowy medal MŚ 4,28% (1 782)
    8. Władimir Semirunnij za wywalczenie srebrnego i brązowego medalu MŚ w łyżwiarstwie szybkim 4,18% (1 741)
    9. Pięściarki Agata Kaczmarska, Aneta Rygielska i Julia Szeremeta za wejście jedna po drugiej do finałów na MŚ w boksie 3,74% (1 558)
    10. Maria Żodzik za zdobycie wicemistrzostwa świata w skoku wzwyż na MŚ w lekkoatletyce 3,23% (1 344)

    Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
    Google News Facebook Instagram YouTube X TikTok

  • Cała Polska zobaczyła prawdę o Lewandowskim. Pomnik obalony

    Cała Polska zobaczyła prawdę o Lewandowskim. Pomnik obalony

    Wydana tuż przed Bożym Narodzeniem książka Sebastiana Staszewskiego „Lewandowski. Prawdziwy” okazała się nieoczekiwanym prezentem – i to nie tylko dla czytelników. Robert Lewandowski, przez lata funkcjonujący w zbiorowej wyobraźni jako postać niemal krystaliczna i niedostępna, nagle stał się kimś znacznie bliższym zwykłemu człowiekowi. Jak zauważa Michał Kiedrowski ze Sport.pl – to prawdziwy cud gwiazdkowy.

    Zazwyczaj, gdy mówimy o „obalaniu pomników”, myślimy o procesie bolesnym, niszczącym legendę i wizerunek bohatera. W przypadku Lewandowskiego stało się jednak coś dokładnie odwrotnego. Pomnik runął, ale stojący na nim człowiek wcale na tym nie stracił.

    Krytycy dostali argumenty, ale tylko pozornie

    Biografia wydana w listopadzie przez SQN bez wątpienia podważa wizerunek, który najlepszy polski piłkarz konsekwentnie budował przez lata. Sam autor, Sebastian Staszewski, przyznawał w licznych rozmowach – m.in. w wywiadzie z Pawłem Wilkowiczem – że obawiał się reakcji otoczenia Lewandowskiego, a nawet pozwów sądowych. Nic takiego jednak nie nastąpiło.

    Ci, którzy od dawna patrzyli na Lewandowskiego niechętnie, mogli po lekturze książki poczuć przypływ satysfakcji. Z kart biografii wyłania się postać daleka od ideału. Brak empatii? O tym pisano już wcześniej. Do tego można dorzucić zarzuty o chciwość – wybieranie klubów oferujących najwyższe kontrakty – czy nielojalność wobec selekcjonerów reprezentacji i byłego menedżera Cezarego Kucharskiego.

    Są też epizody znacznie bardziej kontrowersyjne: podanie nazwiska kolegi po otrzymaniu mandatu z fotoradaru, zamiłowanie do szybkiej jazdy czy wątpliwości wokół transferu do Bayernu Monachium, sfinalizowanego wcześniej, niż pozwalają na to przepisy. Z książki można również wysnuć wniosek, że Lewandowski niekoniecznie byłby idealnym kapitanem kadry, a jego egoizm podporządkował całe otoczenie jednemu celowi – własnej karierze.

    Czytana wybiórczo, bez kontekstu, książka Staszewskiego rzeczywiście może budować obraz człowieka pełnego wad.

    Kariera zbudowana na cienkiej linie

    Tyle że takie spojrzenie byłoby uproszczeniem i – paradoksalnie – brakiem empatii. Bo druga strona tej historii robi ogromne wrażenie. Lektura biografii pokazuje bowiem, jak niewiele brakowało, by piłkarska droga Lewandowskiego zakończyła się, zanim na dobre się zaczęła. Jako 18-latek balansował na granicy odrzucenia przez zawodowy futbol, a jego przyszłość była niezwykle krucha.

    W tym kontekście dzisiejszy Lewandowski – kandydat do Złotej Piłki, symbol konsekwencji i długowieczności na najwyższym poziomie – jawi się jako przykład absolutnej determinacji. Człowiek oskarżany o chłód emocjonalny pokazuje cechę, której często najbardziej oczekujemy od dorosłych: odpowiedzialność.

    Owszem, lubił się bawić, zdarzały mu się noce do białego rana. Ale szybko zrozumiał, że w jego przypadku każda nadmierna beztroska miałaby konsekwencje nie tylko dla niego samego, lecz także dla rodziny, klubu, drużyny narodowej – a pośrednio dla milionów kibiców. Cena była zbyt wysoka.

    Samodyscyplina, konsekwencja i gotowość do rezygnacji z przyjemności to cechy, których Lewandowskiemu mogą zazdrościć nie tylko sportowcy, ale wszyscy próbujący coś zbudować w swoim życiu.

    Lewandowski schodzi z pomnika i… oddycha

    Symbolicznym dopełnieniem książki okazał się wywiad, którego Lewandowski udzielił Bogdanowi Rymanowskiemu na YouTube. Stało się jasne, że autor biografii może spać spokojnie – zamiast procesów pojawiła się akceptacja. Piłkarz nie tylko przyjął do wiadomości swoje wady, ale też spróbował wytłumaczyć kontrowersje opisane w książce: kwestie specjalnego traktowania w kadrze czy relacji z selekcjonerami.

    Nie obyło się bez wpadek – jak choćby sugestii, że w Polskim Związku Piłki Nożnej rządzą ludzie bardzo prości – czy półprzyznania się do sytuacji, w której Barcelona miała sugerować ograniczenie liczby strzelanych goli ze względów finansowych wobec Bayernu.

    Jednocześnie Lewandowski mówił o rodzinie, córkach, codzienności i podejściu do pieniędzy. Pokazał się nie jako bezduszna maszyna do zdobywania bramek ani wykreowany przez magazyny celebryta, lecz jako człowiek z krwi i kości.

    I być może właśnie dlatego wszystko to działa na jego korzyść. Na tym pomnikowym cokole od dawna było mu niewygodnie. Teraz, gdy z niego zszedł, wreszcie może swobodnie oddychać.

  • Żyła zaczął fatalnie. Koszmar w Ga-Pa

    Żyła zaczął fatalnie. Koszmar w Ga-Pa

    Polscy skoczkowie oddali pierwsze treningowe skoki na Grosse Olympiaschanze w Garmisch-Partenkirchen. Najlepszym z Biało-Czerwonych był Kacper Tomasiak, ale najdalej skoczył Paweł Wąsek. O katastrofie może mówić Piotr Żyła. Wygląda na to, że przyjechał na Turniej Czterech Skoczni bez formy.
    Piotr Żyła podczas zawodów PŚ w Wiśle
    Screen Eurosport

    Trener Maciej Maciusiak zapowiadał po konkursie w Oberstdorfie, że w Garmisch-Partenkirchen “będzie troszeczkę łatwiej”, bowiem profil skoczni ma bardziej odpowiadać polskim skoczkom. Treningi wskazywały, że ta teoria u części może się sprawdzić.

    Zobacz wideo Gorąco wokół polskich skoków. Chodzi o skład na igrzyska
    Pierwsze próby Polaków w Ga-Pa. Dramatyczny Żyła

    Pierwsze próby na skoczni w Ga-Pa odbyły się w podobnych warunkach do tych, które panowały w Oberstdorfie. Wiało z tyłu skoczni, zdarzały się pojedyncze mocniejsze podmuchy wiatru. Mimo to nawet teoretycznie słabszym zawodnikom udawało się oddać całkiem dobre skoki, w okolicach 130. metra.

    Jako pierwszy obiekt sprawdzał Maciej Kot, który skoczył 128 metrów i to była całkiem niezła próba. Dalej skoczył Paweł Wąsek, bo 130 metrów. To był sygnał, że może przebudzać się po przeciętnym występie w Oberstdorfie. Obaj znaleźli się w czwartej dziesiątce. Z pewnością z takimi odległościami uzyskanymi przy krótszym rozbiegu byliby znacznie wyżej w klasyfikacji.

    Zobacz też: Świątek może zapisać się w historii! “Niespotykany dotąd wyczyn”

    Lepszy skok mógł oddać Kamil Stoch, który wylądował na punkcie K wynoszącym 125 metrów. Trafił jednak na mocniejszy podmuch wiatru w plecy, osiągający prędkość 0,8 m/s. Dało mu to miejsce w trzeciej dziesiątce.

    Kacper Tomasiak skakał z niższej belki, ale krótszy rozbieg w niczym mu nie przeszkodził. Oddał solidny skok na odległość 129,5 metra, który zapewnił mu miejsce w drugiej dziesiątce.

    Wyraźny spadek formy podczas Turnieju Czterech Skoczni widzimy u Piotra Żyły, który znów notuje słabe treningi. W pierwszej próbie w Ga-Pa skoczył zaledwie 114 metrów. Przegrał z reprezentantami Kazachstanu, Włoch, Estonii i Francuzem Julesem Chervetem. Dalej od niego skoczył nawet reprezentant Słowacji, Hektor Kapustik, bo 116,5 m, ale Żyła wyprzedził go, bo skakał z niższej belki. Polak znalazł się poza najlepszą 50.

    Pierwszą serię treningową wygrał Felix Hoffmann. Reprezentant Niemiec skoczył aż 139 metrów.

    Miejsca Polaków w pierwszej serii treningowej:

    19. Kacper Tomasiak 129,5 m, 89.8 pkt.
    24. Kamil Stoch 125, 86.6
    34. Paweł Wąsek 130, 80.1
    37. Maciej Kot 128, 79.1
    55. Piotr Żyła 114, 64.0

    Więcej informacji wkrótce.