• Kamień milowy Lewandowskiego. Od tych liczb może zakręcić się w głowie

    Kamień milowy Lewandowskiego. Od tych liczb może zakręcić się w głowie

    Robert Lewandowski po raz pierwszy od 2 grudnia pojawił się dziś na boisku w meczu La Liga. Choć kapitan reprezentacji Polski nie wpisał się na listę strzelców, i tak może zaliczyć ten wieczór do udanych. FC Barcelona pokonała Villarreal 2:0 i zakończy rok z czteropunktową przewagą nad Realem Madryt. Co więcej, to spotkanie okazało się dla Lewandowskiego historyczne – w jednej z kluczowych statystyk ustępuje już tylko Lionelowi Messiemu i Cristiano Ronaldo.

    W ostatnich tygodniach Hansi Flick wyraźnie oszczędzał polskiego napastnika. Lewandowski nie wystąpił w ligowych starciach z Realem Betis (5:3) oraz Osasuną (2:0), a jego miejsce w składzie zajmował Ferran Torres. Hiszpan wykorzystał szansę, zdobywając w tych dwóch meczach trzy bramki i skutecznie rywalizując o miejsce w ataku.

    Jubileusz Lewandowskiego. Wyżej tylko Messi i Ronaldo

    W meczu z Villarrealem Torres zaprezentował się jednak znacznie słabiej, co skłoniło Flicka do sięgnięcia po Lewandowskiego. Polak pojawił się na murawie w 62. minucie. Choć nie zdobył gola, miał swój udział przy trafieniu na 2:0, które przypieczętowało zwycięstwo Barcelony. Dzięki tej wygranej „Duma Katalonii” zakończy 2025 rok na pozycji lidera tabeli, z czterema punktami przewagi nad Realem Madryt.

    Dla Lewandowskiego był to mecz szczególny także z powodów statystycznych. Spotkanie z Villarrealem było jego 500. występem w ligach TOP 5 w Europie. Na ten imponujący dorobek składa się 384 mecze w Bundeslidze oraz 116 spotkań w La Liga. W sumie Polak zdobył w nich aż 389 bramek.

    Jak zwrócili uwagę statystycy OptaJose, to osiągnięcie stawia Lewandowskiego w absolutnej elicie futbolu. Taki wynik bramkowy po rozegraniu 500 meczów w pięciu najsilniejszych ligach Europy osiągnęli w historii tylko dwaj piłkarze: Lionel Messi (496 goli) oraz Cristiano Ronaldo (495). „500 – Robert Lewandowski rozegrał swój pięćsetny mecz w pięciu najlepszych ligach Europy, strzelając 389 bramek. To wynik, który w historii osiągnęli tylko Messi i Ronaldo. Wieczny” – podkreślają statystycy.

    Szansę na rozegranie 501. spotkania na najwyższym ligowym poziomie Lewandowski będzie miał już 3 stycznia. Tego dnia FC Barcelona wróci do rywalizacji w La Liga, mierząc się na wyjeździe z Espanyolem.

  • Kapitalny powrót polskich siatkarzy. Brazylijczycy nie dali rady, historyczny wynik w MŚ

    Kapitalny powrót polskich siatkarzy. Brazylijczycy nie dali rady, historyczny wynik w MŚ

    Polska siatkówka klubowa znów ma powody do dumy. Po 13 latach przerwy biało-czerwony zespół wraca na podium Klubowych Mistrzostw Świata, a historycznego wyczynu dokonał Aluron CMC Warta Zawiercie. W swoim debiutanckim występie w tej prestiżowej imprezie drużyna prowadzona przez Michała Winiarskiego sięgnęła po brązowy medal, zapisując się w historii polskiej siatkówki. To już piąty krążek dla polskich klubów w dziejach KMŚ.

    Zawiercianie pokazali ogromną odporność psychiczną, podnosząc się po dotkliwej porażce w półfinale. W meczu o trzecie miejsce rozegranym w Brazylii pokonali gospodarzy – Volei Renata – potwierdzając, że potrafią wyciągać wnioski nawet po trudnych chwilach. Starcie to było jednocześnie powtórką spotkania z fazy grupowej, w którym Warta zwyciężyła po emocjonującym tie-breaku.

    Początek rywalizacji o brąz należał do polskiego zespołu. Skuteczny blok Mateusza Bieńka oraz niekonwencjonalny atak Miguela Tavaresa dały Warcie prowadzenie 7:5. Brazylijczycy szybko jednak wyrównali i przejęli inicjatywę. Problemy ze skutecznością Bartłomieja Bołądzia skłoniły trenera Winiarskiego do szybkiej zmiany – na boisku pojawił się Kyle Ensing. Volei Renata odskoczył na 15:12 i długo kontrolował sytuację.

    Gdy gospodarze prowadzili już 24:21, wydawało się, że pierwszy set jest rozstrzygnięty. Zawiercianie pokazali jednak charakter. Blok Jurija Gladyra doprowadził do remisu 24:24, a w grze na przewagi decydujący okazał się as serwisowy Ensinga, który zapewnił Warcie zwycięstwo 27:25.

    Druga partia to już wyraźnie lepsza gra polskiej drużyny. Po skutecznym bloku zawiercianie objęli prowadzenie 11:7 i mimo kilku błędów utrzymywali bezpieczną przewagę. Nerwowo reagował trener rywali Eduardo Horacio Dileo, ale jego uwagi nie przyniosły oczekiwanych efektów. Pewnie w przyjęciu prezentował się Bartosz Kwolek, a kolejne punkty dokładali Aaron Russell i Tavares. Set zakończył się przekonującym zwycięstwem Warty 25:19.

    W kolejnych fragmentach spotkania Aluron CMC Warta Zawiercie nie zwalniała tempa. W odróżnieniu od półfinału z Osaką, tym razem zawiercianie potrafili zrobić różnicę zagrywką. Ensing raz po raz nękał rywali serwisem, a w czwartym secie polski zespół szybko zbudował przewagę 13:9. Brazylijczycy jeszcze próbowali wrócić do gry, zmniejszając stratę po udanym bloku na Ensingu, lecz w kluczowych momentach zawodził ich atakujący Newton.

    Końcówka należała do zespołu z Zawiercia, który zachował spokój i nie pozwolił sobie odebrać zwycięstwa. Set wygrany 25:21 przypieczętował sukces i zapewnił Warcie brązowy medal.

    Debiutancki występ Aluronu CMC Warty Zawiercie w Klubowych Mistrzostwach Świata zakończył się więc spektakularnym sukcesem. To pierwszy medal polskiego klubu w tych rozgrywkach od 13 lat, kiedy po brąz sięgnęła PGE GiEK Skra Bełchatów, i kolejny dowód na to, że polska siatkówka klubowa znów liczy się na światowej scenie.

  • Lewandowski wszedł, po chwili gol dla Barcelony. Hiszpanie wydali werdykt

    Lewandowski wszedł, po chwili gol dla Barcelony. Hiszpanie wydali werdykt

    FC Barcelona pokonała Villarreal 2:0 w niedzielnym spotkaniu La Liga. Jednym z głównych bohaterów meczu – choć spędził na boisku nieco ponad pół godziny – był Robert Lewandowski. Kapitan reprezentacji Polski doczekał się wreszcie szansy od Hansiego Flicka i zanotował pierwsze ligowe minuty od 2 grudnia. Co ciekawe, chwilę po jego wejściu „Duma Katalonii” zdobyła drugą bramkę. Hiszpańskie media dość chłodno oceniły jednak występ Polaka.

    Lewandowski po raz ostatni zagrał w La Liga na początku grudnia, gdy Barcelona wygrała 3:1 z Atletico Madryt. W kolejnych ligowych spotkaniach Flick stawiał na Ferrana Torresa. Hiszpan potrafił się odwdzięczyć, notując m.in. hat-tricka, lecz w starciu z Villarrealem był praktycznie niewidoczny i nie spełnił pokładanych w nim nadziei.

    W efekcie trener Barcelony zdecydował się na zmianę już w 62. minucie. Torres opuścił murawę, a jego miejsce zajął Robert Lewandowski. Dla Polaka był to powrót do ligowej rywalizacji po trzech tygodniach przerwy. Niemal natychmiast po jego wejściu padł gol na 2:0. Choć Lewandowski nie wpisał się na listę strzelców, miał udział w tej akcji – po jego próbie strzału piłka trafiła do Frenkiego de Jonga, który zagrał do Lamine’a Yamala, a młody Hiszpan bez problemów wykończył akcję.

    Barcelona dowiozła prowadzenie do końca i umocniła się na pozycji lidera, utrzymując czteropunktową przewagę nad Realem Madryt. Po meczu uwagę kibiców przyciągnęły jednak oceny, jakie Lewandowski otrzymał od hiszpańskich mediów.

    Dziennik „Sport” wystawił Polakowi notę „6” w dziesięciostopniowej skali – identyczną jak Ferranowi Torresowi. W uzasadnieniu podkreślono, że Lewandowski miał niewiele kontaktów z piłką, głównie ze względu na brak przestrzeni. Zaznaczono również, że po czerwonej kartce dla Renato Veigi gra toczyła się głównie na połowie gospodarzy, ale napastnik Barcelony nie był często obsługiwany podaniami.

    „Mundo Deportivo” zwróciło uwagę na determinację Polaka. Dziennik przypomniał, że Lewandowski nie zdobył gola od końcówki listopada, od meczu z Athletikiem Bilbao, i w starciu z Villarrealem próbował przełamać złą passę. Jednocześnie zaznaczono, że nie był to występ na miarę jego możliwości i nie zakończył się trafieniem.

    Znacznie bardziej krytyczne było „El Desmarque”. Ferran Torres otrzymał tam ocenę „3”, a Lewandowski tylko punkt więcej. Dziennikarz zauważył, że jeśli Hiszpan był niemal niewidoczny, to z Polakiem sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Podkreślono, że Lewandowski miał więcej kontaktów z piłką w doliczonym czasie gry niż przez wcześniejsze 30 minut spędzone na murawie.

    Z kolei „Marca” praktycznie nie zauważyła występu kapitana reprezentacji Polski. Lewandowski nie otrzymał noty, a jego udział w meczu podsumowano jednym zdaniem: że pojawił się na boisku w 62. minucie i nie odegrał znaczącej roli.

    Na kolejne spotkanie Barcelony trzeba będzie poczekać aż do 2026 roku. Pierwszym meczem po noworocznej przerwie będą derby z Espanyolem, zaplanowane na sobotę 3 stycznia o godzinie 21:00.

  • Bomba Tomasiaka w kwalifikacjach. Jest miejsce na podium. Reszta Polaków nie zawiodła

    Bomba Tomasiaka w kwalifikacjach. Jest miejsce na podium. Reszta Polaków nie zawiodła

    Engelberg nie okazał się dotąd zbyt przyjazny dla reprezentantów Polski. Po sobotnim konkursie najwyżej sklasyfikowanym z „biało-czerwonych” był Kacper Tomasiak, który zajął 13. miejsce. Niedziela przyniosła jednak szansę na rehabilitację – najpierw w kwalifikacjach do drugiego konkursu indywidualnego, które rozpoczęły się o godz. 14:30. Te zakończyły się zwycięstwem Felixa Hoffmanna, a bardzo mocny sygnał wysłał również Tomasiak, który był najlepszym z Polaków i uplasował się na trzeciej pozycji. Co istotne, awans do konkursu wywalczyli wszyscy nasi reprezentanci.

    Sobotnie zmagania w Engelbergu zdecydowanie nie ułożyły się po myśli polskich skoczków. Już po pierwszej serii z rywalizacją pożegnali się Dawid Kubacki (44. miejsce) oraz Maciej Kot (36.). Do finałowej trzydziestki awansowali natomiast Kamil Stoch, Kacper Tomasiak i Piotr Żyła. Ostatecznie to 18-letni Tomasiak okazał się najlepszym z Polaków, kończąc konkurs na 13. pozycji. Tuż za nim uplasował się Piotr Żyła (17. miejsce), a Kamil Stoch zakończył zawody na 22. lokacie.

    Niedziela dawała jednak nadzieję na poprawę nastrojów kibiców znad Wisły. Na 21 grudnia zaplanowano drugi konkurs indywidualny, poprzedzony rundą kwalifikacyjną, w której wystąpiło sześciu Polaków.

    Początek kwalifikacji nie należał do najbardziej widowiskowych. Wśród pierwszej dziesiątki skoczków tylko Erik Belshaw zdołał przekroczyć granicę 120 metrów, lądując na 126. metrze. Chwilę później podobny rezultat osiągnął Hektor Kapustik (123 m). Zmienna aura skutecznie utrudniała dalsze próby mniej doświadczonym zawodnikom.

    Jako pierwszy z Polaków na belce pojawił się Paweł Wąsek. Skok na 116 metrów zapewnił mu bezpieczną kwalifikację. Tuż po nim zaprezentował się Maciej Kot, który wylądował na 123. metrze i po swojej próbie zajmował wysoką, siódmą pozycję. Niedługo później Dawid Kubacki uzyskał 119 metrów – wynik daleki od ideału, ale wystarczający do awansu.

    Następnie na rozbiegu zameldował się Piotr Żyła. Doświadczony 38-latek trafił na bardzo trudne warunki, jednak poradził sobie przyzwoicie, osiągając 113 metrów. Dało mu to w tamtym momencie 24. miejsce i pewny awans do konkursu. Chwilę później w powietrzu był już Kamil Stoch. Trzykrotny mistrz olimpijski skoczył 120,5 metra, co przełożyło się na 11. lokatę w kwalifikacjach.

    Świetny skok oddał Johann Andre Forfang – 137 metrów i prowadzenie z notą 145,9 pkt. Jako ostatni z Polaków zaprezentował się Kacper Tomasiak. Młody zawodnik ponownie potwierdził znakomitą dyspozycję, lądując na 136. metrze i obejmując prowadzenie. Norwega wyprzedził dokładnie o jeden punkt.

    Ostatecznie kwalifikacje wygrał Felix Hoffmann, przed Domenem Prevcem i Kacprem Tomasiakiem. Pierwsza seria konkursowa zaplanowana została na godz. 16:00.

    PŚ w Engelbergu – wyniki niedzielnych kwalifikacji:

    1. Felix Hoffmann – 138,5 m – 149,8 pkt

    2. Domen Prevc – 137,5 m – 148,8 pkt

    3. Kacper Tomasiak – 136 m – 146,9 pkt

    4. Kamil Stoch – 120,5 m – 125,8 pkt

    5. Maciej Kot – 123 m – 124,3 pkt

    6. Dawid Kubacki – 119 m – 120,6 pkt

    7. Paweł Wąsek – 116 m – 116,8 pkt

    8. Piotr Żyła – 113 m – 115 pkt

  • Zapadła decyzja ws. Lewandowskiego. Hansi Flick nieugięty. Tego można było się spodziewać

    Zapadła decyzja ws. Lewandowskiego. Hansi Flick nieugięty. Tego można było się spodziewać

    FC Barcelona szykuje się do kolejnego ligowego wyzwania. W niedzielne popołudnie „Duma Katalonii” rozegra wyjazdowe spotkanie z Villarrealem w ramach rozgrywek La Liga. W szerokiej kadrze meczowej znaleźli się zarówno Robert Lewandowski, jak i Wojciech Szczęsny, jednak na niespełna godzinę przed pierwszym gwizdkiem Hansi Flick ogłosił wyjściowy skład. Decyzje niemieckiego szkoleniowca nie były zaskoczeniem.

    Zespół z Barcelony od kilku tygodni prezentuje się bardzo solidnie i znajduje się na czele ligowej tabeli. Drużyna prowadzona przez Flicka wygrała ostatnie spotkanie z Osasuną 2:0, podtrzymując znakomitą serię na krajowym podwórku. Po 16 kolejkach Barcelona ma punkt przewagi nad Realem Madryt, choć warto zaznaczyć, że „Królewscy” rozegrali jedno spotkanie więcej.

    Niedzielny mecz, zaplanowany na 21 grudnia, jest częścią 17. kolejki La Liga. Rywalem Barcelony będzie Villarreal, który zajmuje czwarte miejsce w tabeli i uchodzi za jedną z najmocniejszych drużyn tego sezonu, szczególnie na własnym stadionie.

    Już od rana hiszpańskie media spekulowały na temat składu Barcelony na to spotkanie. W większości prognoz pojawiała się informacja, że zarówno Lewandowski, jak i Szczęsny rozpoczną mecz na ławce rezerwowych. Ostatecznie te przewidywania się potwierdziły.

    Hansi Flick desygnował do gry następującą jedenastkę:
    Garcia – Kounde, Cubarsi, Martin, Balde – Garcia, de Jong, Fermin Lopez – Yamal, Torres, Raphinha.

    Decyzja trenera pokazuje, że Niemiec konsekwentnie stawia na rotacje i szeroką kadrę, nawet w ważnych ligowych starciach.

  • Spotkanie kryzysowe w sztabie Świątek! Fissette zdradził, co się stało

    Spotkanie kryzysowe w sztabie Świątek! Fissette zdradził, co się stało

    Iga Świątek ponad rok czekała na zdobycie trofeum. A gdy już po nie sięgnęła, to w wielkim stylu. Mowa rzecz jasna o triumfie w Wimbledonie. Na kanale “Break Point” Wim Fissette, trener Polki, zdradził, co było kluczowe w powrocie do bardzo dobrej gry.
    Wim Fissette i Iga Świątek
    Screen, REUTERS / Kylie Cooper

    Nie jest tajemnicą, że Iga Świątek zdecydowanie najlepiej czuje się na nawierzchni ziemnej. Zawsze kibice liczą na to, że Polka będzie dominować na mączce, a tymczasem w tym roku jej gra nie wyglądała dobrze. Szczególnie martwić mogła postawa w Rzymie, gdzie nasza najlepsza tenisistka odpadła już w trzeciej rundzie po porażce z Danielle Collins. Jak się okazuje, to był wstęp do kluczowych momentów tego sezonu.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Fissette zdradza szczegóły. “Mieliśmy długą rozmowę”

    Na kanale “Break Point” Wim Fissette, trener Świątek, wskazał, że po kiepskim występie w Rzymie Świątek zaczęła prezentować się zdecydowanie lepiej. Wystarczy wspomnieć, że w Rolandzie Garrosie odpadła w półfinale. Owszem – w poprzednich latach zdominowała rywalizację w Paryżu, ale po słabej grze w Rzymie, ten wynik należy doceniać.

    – Jej występ w Paryżu miał wielkie znaczenie. Roland Garros moim zdaniem był momentem przełomowym w sezonie – ocenił Fissette.

    – Po turnieju w Rzymie mieliśmy długą rozmowę, bardzo dobrą rozmowę z całym zespołem. Coś się zmieniło w jej myśleniu. Zamiast myśleć ciągle o wygrywaniu, musieliśmy skupić się na pracy i tym, co ona nam przyniesie. Kluczowy był ten mecz z Rybakiną w Paryżu, gdy przegrywała 0:1, a potem z przełamaniem w drugim secie – dodał.

    Jak wskazał Fissette, kiedy Świątek przegrywała z Kazaszką, to w prawidłowy sposób skorzystała z planu B przygotowanego na to spotkanie. Efekt był taki, że doprowadziła do trzeciej partii, a następnie pokonała rywalkę, wchodząc do ćwierćfinału. Ostatecznie Polka nie obroniła tytułu, ale otrzymała sporo pewności siebie. A belgijski szkoleniowiec podkreśla, że plan B był być może jeszcze bardziej istotny na szybszych nawierzchniach.
    Popis Świątek na Wimbledonie. Finał był czymś niewiarygodnym

    Głównym zadaniem Fissette’a było to, by poprawić grę Świątek na trawie. Chyba nawet najwięksi optymiści nie spodziewali się tego, że już w pierwszym roku ich współpracy Polka wygra wielkoszlemowy Wimbledon. Już w Bad Homburg raszynianka pokazała klasę, docierając do finału.

    Czytaj także: Świątek przerwała milczenie. Chodzi o kłopoty finansowe

    Wimbledon to z kolei był pokaz mocy. W siedmiu meczach nasza reprezentantka straciła zaledwie jednego seta, a w najważniejszych spotkaniach zmiażdżyła rywalki. W półfinale Belinda Bencic ugrała tylko dwa gemy, w finale Świątek pokonała Amandę Anisimovą 6:0, 6:0. Zdobyła wówczas pierwsze trofeum po nieco ponad roku przerwy.

  • Artysta z niepełnosprawnością stworzył wyjątkowy prezent dla Igi Świątek.

    Artysta z niepełnosprawnością stworzył wyjątkowy prezent dla Igi Świątek.

    Rakieta z 7030 zapałek to dzieło sztuki

    Agnieszka Wojas

    Zwycięstwo Igi Świątek na Wimbledonie to wydarzenie, które zapisało się na kartach historii polskiego sportu. Jej sukces był impulsem dla wielu, w tym dla Przemysława Kozłowskiego, który postanowił uczcić to osiągnięcie w wyjątkowy sposób.

    Kto stworzył rakietę z zapałek dla Igi Świątek?

    Ile zapałek użyto do wykonania rakiety?

    Jak długo trwało stworzenie rakiety?

    Dlaczego Przemysław Kozłowski postanowił stworzyć tę rakietę?
    Rakieta z zapałek. Dzieło sztuki i wyraz wsparcia

    Przemysław Kozłowski jest znany z tworzenia niezwykłych dzieł z zapałek, w tym bożonarodzeniowych szopek czy prezentów dla takich osobistości jak papież Franciszek, czy Robert Lewandowski. Tym razem artysta postawił sobie wyjątkowo trudne zadanie – stworzenie rakiety tenisowej z zapałek, która oddałaby wszystkie detale prawdziwego sprzętu.

    “Z zapałek buduję od 25 lat, ale projekt rakiety dla Igi Świątek był jak dotąd najbardziej wymagający. Musiałem zastosować nową technikę, by wiernie oddać kształt prawdziwej rakiety (za wzór posłużyła mi rakieta pożyczona od kolegi — tenisisty). Każdą zapałkę przeciąłem na pięć części, każdą z części przyklejałem pęsetą. Musiałem zachować precyzję zwłaszcza przy tworzeniu strun, układać zapałki tak, by nie stykały się ze sobą, zachować przynajmniej 2 mm odstępu. Spędziłem nad tym 720 godz.” – mówi w rozmowie z serwisem “Eska” Kozłowski.

    Przeczytaj również: 400 zł za lekcję tenisa i brak gwarancji na sukces. “Takich dziewczynek jak Iga są tysiące”

    Artysta rozpoczął projekt jeszcze wtedy, gdy Świątek zmagała się z trudniejszym okresem w swojej karierze. To właśnie wtedy chciał pokazać, że prawdziwi kibice wspierają swoich idoli nie tylko w chwilach triumfu, ale także w momentach pełnych wyzwań.
    Wyjątkowy prezent czeka na swoją mistrzynię

    Przemysław Kozłowski marzy, by osobiście wręczyć rakietę Idze Świątek.

    “Iga Świątek odezwij się, proszę. Zrobiłem dla Ciebie rakietę tenisową z 7030 zapałek i zajęło mi to 720 godz. pracy, ale warto było, bo jesteś wyjątkową osobą naszą Mistrzynią dumą narodową” – napisał Kozłowski w mediach społecznościowych, apelując do tenisistki o kontakt.

  • Fissette się nie certolił ws. Świątek. Wskazał, co musi poprawić. “To ważne”

    Fissette się nie certolił ws. Świątek. Wskazał, co musi poprawić. “To ważne”

    Sezon 2026 zbliża się wielkimi krokami i dla Igi Świątek oraz jej sztabu oznacza wyjątkowo intensywny okres pracy. Najlepsza polska tenisistka wraz z trenerem Wimem Fissette’em szlifuje formę przed kolejnymi wyzwaniami, a Belg uchylił ostatnio rąbka tajemnicy na temat kierunku, w jakim ma zmierzać gra 24-latki. W podcaście „Break Point” jasno dał do zrozumienia, że zmiany są planowane, ale ich wdrażanie wymaga cierpliwości.

    Przed Świątek stoi niezwykle istotny sezon, zwłaszcza jego pierwsza część. Polka nie będzie musiała bronić wielu punktów, bo w poprzednim roku na pierwszy tytuł czekała aż do lipca, kiedy triumfowała na Wimbledonie. Najważniejszym celem pozostaje jednak Australian Open – jedyny turniej wielkoszlemowy, którego brakuje jej do skompletowania Karierowego Wielkiego Szlema. Czy właśnie w Melbourne uda się postawić brakującą kropkę nad „i”?

    Fissette mówi wprost. Na tym skupiają się przygotowania

    Wim Fissette nie ukrywa, że wraz ze swoją podopieczną koncentruje się obecnie na kluczowych aspektach gry. – W tym momencie skupiamy się na „pierwszych dwóch piłkach”, czyli serwisie lub returnie oraz kolejnym uderzeniu – zdradził trener w rozmowie na YouTube’owym kanale „Break Point”.

    Jak podkreśla Belg, ma to ogromne znaczenie w konfrontacjach z czołówką światowego rankingu, gdzie niemal każda zawodniczka potrafi mocno serwować, agresywnie returnować i szybko przejmować inicjatywę. – Ważne jest, aby Iga stała się w tych elementach lepsza, mniej przewidywalna i czuła się bardziej komfortowo, gdy rywalki próbują atakować ją od pierwszej piłki – zaznaczał.

    Fissette chce także urozmaicić arsenał Świątek. – Od czasu do czasu pojawi się slajs, skrót czy wolej. To jednak wymaga czasu – tłumaczył, studząc ewentualne oczekiwania na natychmiastową rewolucję w jej stylu gry.

    Fundamenty pozostają bez zmian

    Jednocześnie trener jasno daje do zrozumienia, że nie ma mowy o burzeniu tego, co przez lata przynosiło Polce sukcesy. – Jest powód, dla którego odnosiła tyle zwycięstw w poprzednich sezonach i te elementy chcemy zachować. Z drugiej strony zależy nam na jej dalszym rozwoju, dlatego znów kluczowe będą pierwsze uderzenia – mówił.

    Celem jest gra ofensywna, ale oparta na odpowiedniej równowadze. – Topspinowy forhend to jej wielka broń. Niewiele tenisistek dysponuje takim uderzeniem i musimy to wykorzystywać, by rywalki czuły się niekomfortowo. Obrona również jest jedną z jej najmocniejszych stron, więc także powinna odgrywać ważną rolę. Najważniejsza pozostaje jednak regularność – podkreślał Fissette.

    Intensywne treningi i brak powodów do obaw

    Trener zdradził również, jak obecnie wygląda harmonogram przygotowań. – Zazwyczaj trenujemy trzy dni z rzędu, a potem robimy dzień przerwy, aby organizm mógł się zregenerować – wyjaśniał. Najważniejsze jest jednak to, że Świątek pozostaje zdrowa, a przygotowania przebiegają zgodnie z planem. – Okres przedsezonowy zawsze wiąże się z wyzwaniami. To dużo ciężkiej pracy i zmęczenia, ale wszystko idzie w dobrym kierunku – podsumował.

    Teraz pozostaje czekać na pierwsze efekty tej pracy. Iga Świątek pojawi się na korcie już w styczniu, gdy wystąpi w United Cup. W poprzedniej edycji polska reprezentacja dotarła aż do finału, w którym musiała uznać wyższość Amerykanów. Niedługo później Polka rozpocznie rywalizację w Australian Open. W minionym sezonie dotarła tam do półfinału, gdzie zatrzymała ją Madison Keys – późniejsza triumfatorka turnieju. Czy tym razem w Melbourne historia potoczy się inaczej?

  • Godziny do meczu Barcelony, a tu takie wieści o Lewandowskim! “Nadszedł moment”

    Godziny do meczu Barcelony, a tu takie wieści o Lewandowskim! “Nadszedł moment”

    Nie można wykluczyć, że w niedzielę (21 grudnia) zobaczymy na boisku Roberta Lewandowskiego. FC Barcelona zmierzy się na wyjeździe z Villarrealem, a Polak znalazł się w kadrze meczowej. Hiszpańskie media podkreślają, że głównie dzięki ogromnej ambicji może wrócić do gry.

    W ostatnich dniach sporo działo się wokół Roberta Lewandowskiego, choć miało to związek głównie ze sprawami pozaboiskowymi. W czwartek napastnik FC Barcelony pojawił się w Polsce, by odebrać z rąk Radosława Sikorskiego, wicepremiera i ministra spraw zagranicznych, Odznakę Honorową “Bene Merito”. Dzień później “Lewy” był już w Katalonii. W tym tygodniu spotkał się także z chorymi dziećmi, co jest tradycją dla piłkarzy Barcelony.

    Zobacz wideo Piłkarze Legii balują po przegranych meczach? Kosecki: Po remisie z Lechią piłkarze bawili się w klubie
    Wielka praca Lewandowskiego. “Tydzień hałasu”

    Przed niedzielnym spotkaniem z Villarrealem Lewandowski znalazł się w kadrze meczowej swojego zespołu. A to wcale nie było takie pewne, bo Polakowi doskwierał w ostatnim czasie ból ścięgna udowego. Nie otrzymał żadnego czasu gry przeciwko Osasunie i nie znalazł się w kadrze na starcie z Guadalajarą w ramach Pucharu Króla.

    “To był tydzień hałasu i ciężkiej pracy dla polskiego napastnika, który chce zakończyć rok na boisku. Lewandowski pojawił się tylko w jednym z ostatnich czterech meczów Barcelony” – pisze o polskim napastniku dziennik “Sport”.

    “Lewandowski trenował z kolegami z drużyny w piątek i ponownie w sobotę, i został włączony do kadry na niedzielny mecz z Villarrealem. Wygląda na to, że jego moment nadszedł na La Ceramicie. Nie oczekuje się, że zagra w pierwszym składzie, ale jest dostępny dla Flicka, jeśli niemiecki trener będzie go potrzebował” – dodano.
    Lewandowski ma dobre wspomnienia z Estadio de la Ceramica

    “Sport” podkreśla, że Lewandowski jest głodny gry, a w przeszłości pokazał już, że na stadionie Villarrealu potrafi być skuteczny. W barwach Barcelony zagrał na Estadio de la Ceramica trzykrotnie. Strzelił trzy gole i zanotował jedną asystę. W każdym przypadku Blaugrana triumfowała.

    Czytaj także: Dopiero co grali w finale europejskiego pucharu. Idą na dno, co za upadek

    Hiszpanie wyliczają, że Polak nie strzelił gola w oficjalnym meczu od 22 listopada, kiedy to na Camp Nou zanotował jedno trafienie w starciu z Athleticiem Bilbao. Jak na razie w tym sezonie ligowym “Lewy” zgromadził osiem bramek.

  • Wieści o Świątek to jednak nie były tylko plotki. Już nie ukrywa swojego szczęścia

    Wieści o Świątek to jednak nie były tylko plotki. Już nie ukrywa swojego szczęścia

    Wieści o Świątek to jednak nie były tylko plotki. Już nie ukrywa swojego szczęścia

    Iga Świątek oprócz tego, że jest wybitną tenisistką, regularnie udziela się na Instagramie, żeby utrzymywać kontakt z fanami – a jest ich sporo, bo aż 2,3 mln. Ostatnio Raszynianka spotkała się z gwiazdą Marylą Rodowicz, gdzie wymieniły się uprzejmościami. Tym razem Iga przekazała w mediach społecznościowych ważną wiadomość. Już dłużej nie chciała ukrywać swojego szczęścia.

    Ewa Chodakowska o relacji z Lewandowską. Co myśli o diecie gwiazd?

    Wieści o Świątek to jednak nie były plotki. Oficjalne informacje nie pozostawiają złudzeń

    Raszynianka nie raz już pokazała, że słynie z życzliwości, czego dowodem jest również jej własna inicjatywa “Iga Świątek Foundation”. Choć projekt został utworzony w lipcu, tenisistka poinformowała o tym dopiero po dwóch miesiącach. Ma on pomagać zdolnym osobom w osiąganiu sukcesów w sporcie.

    “To projekt szczególnie bliski mojemu sercu, bo sport dał mi bardzo wiele: sukcesy, ale przede wszystkim doświadczenie i wartości, które ukształtowały mnie jako człowieka. Teraz chcę dzielić się tymi zasobami i wspierać innych sportowców na ich drodze” – napisała w poście na Instagramie.

    Pilotażowa edycja programu objęła stypendia na 12 miesięcy i wiedzę od ekspertów, np. psycholog tenisistki, Darii Abramowicz.

    We wtorek tuż po południu potwierdziły się doniesienia ws. Igi Świątek: “Czekałam na ten dzień”

    We wtorek na Instagramie Igi mogliśmy zobaczyć krótki filmik, na którym nieco onieśmielona dzwoni do wybranych osób. Wideo obejrzało już ponad 275 tys. osób.

    “Czekałam na ten dzień. Spotykamy się dziś z pierwszymi stypendystami mojej Fundacji. Tu małe spoilery” – podpisała post.

    Z rumieńcami na twarzy Iga nie ukrywała swojego szczęścia, że może pomóc zdolnym sportowcom w rozwoju kariery. Dla nich to również było wielkie przeżycie – niektórzy wprost nie mogli opanować emocji.

    “Poprzednie telefony spotkały się z takimi reakcjami… naprawdę super. Chociaż nie chciałam dzisiaj doprowadzać ludzi do płaczu, ale kilka osób się popłakało” – mówiła z uśmiechem Iga Świątek przed ostatnim telefonem.

    To oni otrzymali swoją szansę od Igi Świątek:

    Ignacy Andrzejczak – lekkoatleta,

    Wiktor Chmurski – pływak,

    Liwia Kubin – łyżwiarka szybka,

    Jan Pyla – golfista,

    Oliwia Sybicka – tenisistka,

    Ludzie reagują na szczęście Igi Świątek. Nie brakuje komplementów w komentarzach

    Pod postem Igi znajdziemy mnóstwo słów wsparcia w komentarzach:

    “Cudnie. To piękne co robisz. Jakie ważne i motywujące” – skomentowała Joanna Koroniewska,

    “Sama się popłakałam, a nie jestem sportowcem ani tym bardziej laureatem”,

    “Iga jakie rumieńce! Czuć ekscytację. Brawo! Czekamy na więcej szczegółów”,

    “To co robisz jest wspaniałe. Dziękuję za wszystko”,

    “Super, jesteś inspiracją”,

    “Najlepsza! Nie tylko na korcie”.

    Zobacz też:

    Oficjalnie potwierdziło się ws. Świątek i Abramowicz. “Temat jest zamknięty”

    To już koniec plotek. Matka Igi Świątek zniknęła z jej życia

    A jednak to nie były plotki ws. Stocha. Nawet sam nie sądził, że do tego dojdzie. To musiało się tak skończyć