• Julia Szeremeta ma dość, grzmi o oszustwie. Nie mogła powstrzymać łez

    Julia Szeremeta ma dość, grzmi o oszustwie. Nie mogła powstrzymać łez

    Wraca temat jednego z najbardziej kontrowersyjnych werdyktów sędziowskich podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu. Choć od tamtych wydarzeń minęło już sporo czasu, emocje wciąż są żywe – szczególnie u Julii Szeremety. Wicemistrzyni olimpijska nie kryje frustracji i mówi wprost o niesprawiedliwości, jaka spotkała Elżbietę Wójcik. W dniu, gdy jej koleżanka z reprezentacji żegnała się z marzeniami o medalu, ona sama zapewniła sobie miejsce na podium. Radości jednak nie było – pojawiły się łzy i poczucie krzywdy. W najnowszej wypowiedzi Szeremeta nie owija w bawełnę.

    W rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” Julia Szeremeta wraca myślami do igrzysk olimpijskich w Paryżu, które diametralnie odmieniły jej życie i sportową karierę. Zdobycie srebrnego medalu sprawiło, że jej popularność eksplodowała, a dziś nazwisko pięściarki regularnie pojawia się w nagłówkach sportowych mediów w całej Polsce.

    W wywiadzie szeroko odnosi się również do burzy, jaka rozpętała się po jej olimpijskim finale. Rywalka Polki, Lin Yu-ting, wzbudziła ogromne kontrowersje – część opinii publicznej kwestionowała nawet jej prawo do startu w kobiecej rywalizacji, podważając tym samym wynik walki o złoto. Jak się okazuje, temat wciąż nie jest zamknięty, a w kuluarach mówi się o możliwych dalszych działaniach.

    – Nasz szef zapowiada, że zajmie się tą sprawą i będzie walczył o tamten złoty medal – zdradza Szeremeta, dając do zrozumienia, że sprawa może mieć jeszcze ciąg dalszy.

    Jednak równie mocno, jak własny finał, porusza ją to, co spotkało Elżbietę Wójcik. Szeremeta wraca do tamtych chwil bez emocjonalnego dystansu i jasno staje po stronie koleżanki z kadry.

    Choć dla wielu kibiców Julia Szeremeta stała się rozpoznawalna dopiero po igrzyskach w 2024 roku, środowisko bokserskie znało ją znacznie wcześniej. Eksperci dostrzegali jej potencjał, choć często przewidywali, że na największe sukcesy będzie musiała jeszcze poczekać. Sama zawodniczka miała jednak zupełnie inne podejście.

    – Poświęciłam boksowi absolutnie wszystko. Nie widziałam innej opcji niż medal – tu i teraz. Nie trenowałam po to, żeby to się zmarnowało. Był moment, gdy razem z Elą Wójcik niemal na każdym treningu siłowym płakałyśmy z wyczerpania. Trener dokładał kolejne kilogramy, a my nie miałyśmy już siły, ale mimo to robiłyśmy jeszcze dwa, trzy powtórzenia więcej – wspomina w rozmowie z Hubertem Kęską.

    Wypowiedzi Szeremety wielokrotnie wracają do postaci Elżbiety Wójcik, której olimpijski start zakończył się w cieniu ogromnych kontrowersji. W jej przypadku nie chodziło o kwestie formalne czy regulaminowe, lecz – zdaniem wielu – o rażąco niesprawiedliwy werdykt sędziów. W ćwierćfinale Polka przegrała niejednogłośną decyzją z Atheyną Bylon, choć zarówno kibice, jak i eksperci byli przekonani, że to Wójcik powinna awansować dalej. Trener Kamil Gorząd nie krył oburzenia, mówiąc wprost o skandalu i podkreślając, że trzecia runda zdecydowanie należała do Polki.

    Dzień tej decyzji był dla Julii Szeremety wyjątkowo trudny. Tego samego dnia sama stoczyła walkę, która zapewniła jej co najmniej brązowy medal olimpijski. Mimo historycznego sukcesu nie potrafiła jednak cieszyć się chwilą.

    – Kompletnie nie odczuwałam radości. Było mi po prostu strasznie smutno, że Eli się nie udało. Moim zdaniem wygrała ten pojedynek i powinna zwyciężyć u sędziów. Została oszukana. Decydującą rundę wygrała do jednej bramki. Byłam już w strefie medalowej igrzysk olimpijskich, a po policzkach ciekły mi łzy. Razem ze sztabem w ogóle się z tego nie cieszyliśmy – mówi bez ogródek.

    Słowa Julii Szeremety pokazują, jak głębokie emocje towarzyszyły polskim pięściarkom w Paryżu. Choć igrzyska przyniosły historyczny sukces, dla wielu z nich pozostawiły również poczucie niedosytu i sportowej niesprawiedliwości, która – jak widać – do dziś nie daje o sobie zapomnieć.

  • Bartosz Kurek potwierdził ws. małżeństwa z Anną. Nie zamierza kryć i otwarcie wyznaje

    Bartosz Kurek potwierdził ws. małżeństwa z Anną. Nie zamierza kryć i otwarcie wyznaje

    W oczach kibiców uchodzą za jedno z najbardziej zgodnych i wspierających się małżeństw w polskim sporcie. Teraz te przypuszczenia znalazły swoje potwierdzenie w drobnym, lecz niezwykle wymownym geście. Bartosz Kurek skomentował najnowszy wpis swojej żony Anny i w zaledwie dwóch słowach zawarł więcej treści, niż niejeden długi wywiad. Nie krył emocji ani tego, jak ogromną rolę odgrywa ona w jego życiu. A to dopiero część tej historii.

    Po pięciu latach spędzonych w Japonii Bartosz Kurek w 2024 roku wrócił do Polski, podpisując kontrakt z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle. Powrót do PlusLigi miał być nowym otwarciem, jednak okazał się krótkim epizodem. Po jednym sezonie zabrakło ofert, które spełniałyby oczekiwania doświadczonego siatkarza. Decyzja była trudna, ale ostatecznie zapadła – raz jeszcze Azja, raz jeszcze Japonia. Kulisy tego wyboru zdradziła jego żona.

    – To nie była łatwa decyzja ani dla mnie, ani dla Bartka. Każda zmiana klubu to zmiana miejsca zamieszkania, a wraz z nią niepewność: jak będzie wyglądała nasza przyszłość, czy sobie poradzimy. Czeka nas przeprowadzka, kolejne budowanie wszystkiego od zera – naszego życia i codziennego funkcjonowania – mówiła Anna Kurek w swoim vlogu na YouTubie.

    Dziś Anna wraca myślami do minionych dwunastu miesięcy i podsumowuje czas pełen wyzwań, zmian i emocji, już po kolejnej przeprowadzce do Japonii. Jej wpis w mediach społecznościowych nie przeszedł bez echa, a komentarz męża natychmiast przyciągnął uwagę fanów.

    „Podsumowanie 2025 roku. Wzloty i upadki, ale z odpowiednimi ludźmi u boku zawsze jest łatwiej” – napisała Anna, dołączając serię zdjęć, które najlepiej oddają charakter ostatnich miesięcy. Wśród fotografii znalazły się ujęcia z boiska w nowych barwach – obecnie Bartosz reprezentuje Tokyo Sunbeams – kadry z siłowni, ulic Tokio, wakacyjnych wyjazdów, ale przede wszystkim liczne zdjęcia z mężem. To one najdobitniej pokazują, jak ważną częścią jej życia jest Bartosz.

    I uczucie jest w pełni odwzajemnione. Świadczy o tym krótki, lecz bardzo osobisty komentarz siatkarza: „Moja inspiracja”, opatrzony czerwonym sercem. Dwa słowa, które mówią wszystko o ich relacji.

    Kurek wielokrotnie podkreślał, jak ogromnym wsparciem jest dla niego żona. W rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet” bez wahania przyznał, że tworzą „zgraną parę”, a fundamentem ich małżeństwa jest zrozumienie, a nie pretensje. – Życzę każdemu, żeby mógł bez problemu łączyć życie prywatne z zawodowym. U nas, choć nie zawsze było łatwo, nigdy nie usłyszałem z ust mojej żony żadnych wyrzutów, że coś dla mnie poświęciła – mówił szczerze.

    Jak podkreślał, już w dniu, w którym poznał Annę, czuł, że to kobieta jego życia, a kolejne doświadczenia tylko go w tym utwierdzały. Gdy nagle żegnał się z klubem z Hiroszimy, mogła to być jedna z trudniejszych chwil w jego karierze. Wtedy Anna znów stanęła za nim murem. – Moja żona za każdym razem udowadnia, że im trudniejsza przeszkoda, tym lepiej sobie z nią radzi. W tamtej sytuacji zachowała się fantastycznie i będę jej dłużnikiem do końca życia – przyznał bez ogródek.

    Na tym jednak historia się nie kończy. Jak zdradziła sama Anna, Bartosz był gotów pójść jeszcze dalej – nawet zakończyć sportową karierę, gdyby tego wymagała ich relacja. Przed ostatnim wyjazdem do Japonii to właśnie jej zdanie było dla niego kluczowe. – Szanuję to, że Barti pytał mnie sto tysięcy razy, czy na pewno jestem gotowa. Powiedział wprost, że jeśli ja powiem „nie”, to on – i to jest takie jego – zrezygnuje nawet z siatkówki dla mnie – wyznała.

    Ich historia pokazuje, że za sportowymi decyzjami, transferami i sukcesami często stoją relacje, zaufanie i wsparcie, których nie widać w statystykach. W przypadku Bartosza i Anny Kurek to właśnie one wydają się największym zwycięstwem.

  • Świątek w Australii, a tutaj aż huczy. Głośno o Polce i Hiszpanie. “Byliby pierwszą parą”

    Świątek w Australii, a tutaj aż huczy. Głośno o Polce i Hiszpanie. “Byliby pierwszą parą”

    Iga Świątek już za moment rozpocznie rywalizację w United Cup, gdzie wspólnie z Hubertem Hurkaczem poprowadzi reprezentację Polski w walce o historyczny triumf. Zanim jednak Polka wyjdzie na kort w barwach narodowych, zagraniczne media szeroko rozpisują się o niej w zupełnie innym, jeszcze bardziej przełomowym kontekście. Wszystko za sprawą możliwej historii, która może zostać napisana podczas nadchodzącego Australian Open – i to wspólnie z jedną z największych gwiazd męskiego tenisa.

    Świątek od kilku dni przebywa w Australii, gdzie wystartował już United Cup. Biało-Czerwoni zainaugurują zmagania w poniedziałek 5 stycznia, mierząc się z reprezentacją Niemiec. Cel jest ambitny – sięgnięcie po końcowe zwycięstwo w prestiżowym turnieju drużynowym, który stanowi ważny sprawdzian formy przed pierwszym w sezonie turniejem wielkoszlemowym.

    United Cup to jednak jedynie etap przygotowań do Australian Open, które rozpocznie się 18 stycznia. To właśnie w Melbourne może dojść do wydarzeń, które przejdą do historii światowego tenisa.

    Australian Open – brakujące ogniwo w kolekcji Świątek

    24-letnia zawodniczka z Raszyna ma już na koncie sześć triumfów wielkoszlemowych. Czterokrotnie wygrywała Roland Garros (2020, 2022–2024), sięgnęła po tytuł w US Open (2022) oraz triumfowała na Wimbledonie w 2025 roku. Jedynym turniejem Wielkiego Szlema, którego jeszcze nie zdobyła, pozostaje Australian Open.

    Ten fakt nie umknął uwadze zagranicznych dziennikarzy. Coraz częściej podkreślają oni, że Świątek staje przed wyjątkową szansą na skompletowanie tzw. Karierowego Wielkiego Szlema. Co więcej, podobna sytuacja dotyczy także Carlosa Alcaraza. Hiszpan również ma na koncie sześć tytułów wielkoszlemowych, lecz nigdy nie wygrał w Melbourne.

    Branżowy portal tennis365.com zadaje wprost pytanie:
    „Czy Iga Świątek i Carlos Alcaraz dokonają wyjątkowego wyczynu na Australian Open 2026?”

    Podwójna historia w jednym turnieju?

    Dziennikarze zwracają uwagę, że zarówno Świątek, jak i Alcaraz mogą w Melbourne sięgnąć po swój siódmy tytuł wielkoszlemowy, a jednocześnie zdobyć brakujące trofeum do Karierowego Wielkiego Szlema. Co czyni tę sytuację jeszcze bardziej wyjątkową – nigdy wcześniej kobieta i mężczyzna nie skompletowali Karierowego Wielkiego Szlema podczas tego samego turnieju.

    W erze open dokonało tego jedynie 12 tenisistów i tenisistek: Margaret Court, Rod Laver, Billie Jean King, Chris Evert, Martina Navratilova, Steffi Graf, Andre Agassi, Serena Williams, Roger Federer, Rafael Nadal, Maria Szarapowa oraz Novak Djoković. Ostatnim był Serb, który zapisał się w historii w 2016 roku.

    Świątek i Alcaraz coraz bliżej przełomu

    Dotychczas najlepszym wynikiem Świątek w Australian Open pozostaje półfinał, do którego docierała w 2022 i 2025 roku. Alcaraz z kolei dwukrotnie kończył rywalizację w Melbourne na ćwierćfinale – w 2024 i 2025 roku.

    Hiszpan może jednak zapisać się w historii również z innego powodu. Najmłodszym zawodnikiem, który skompletował Karierowego Wielkiego Szlema, pozostaje Rafael Nadal – dokonał tego w 2010 roku, mając 24 lata. Alcaraz ma obecnie zaledwie 22 lata i w przypadku triumfu w Australian Open pobiłby ten rekord.

    Warto dodać, że w 2026 roku o krok od Karierowego Wielkiego Szlema jest także Jannik Sinner. Włoch ma już triumfy w pozostałych turniejach wielkoszlemowych, a do pełnej kolekcji brakuje mu jedynie zwycięstwa w Roland Garros.

    Najbliższe tygodnie zapowiadają się więc niezwykle emocjonująco – zarówno dla Igi Świątek, jak i dla całego tenisowego świata. Jeśli scenariusze kreślone przez zagraniczne media się spełnią, Melbourne może stać się miejscem absolutnie historycznym.

  • Iga Świątek pod lupą. Zapadł werdykt na 5 lat. “To jakiś żart”

    Iga Świątek pod lupą. Zapadł werdykt na 5 lat. “To jakiś żart”

    Iga Świątek intensywnie przygotowuje się do tenisowej inauguracji sezonu 2026 na australijskich kortach. W czasie gdy wiceliderka światowego rankingu WTA szlifuje formę przed pierwszymi występami w nowym roku, w jej sprawie padły wyjątkowe słowa. Ich autorem jest prawdziwa legenda tenisa, a werdykt dotyczy nie tylko najbliższych tygodni, lecz aż pięciu kolejnych lat kariery Polki. – To jakiś żart – tak podsumowano to, czego dokonała 24-letnia zawodniczka z Raszyna.

    Świątek przebywa już na Antypodach, gdzie 18 stycznia rozpocznie się Australian Open. Zanim jednak Polka stanie do walki o skompletowanie karierowego Wielkiego Szlema, wystąpi w barwach reprezentacji Polski w turnieju United Cup w Sydney. Biało-Czerwoni w fazie grupowej zmierzą się z Niemcami oraz Holandią, a liderka kadry intensywnie trenuje przed inauguracyjnym meczem z Evą Lys.

    Choć kalendarz wskazuje już 2026 rok, a kibice żyją emocjami nowego sezonu, tenisowy świat wciąż podsumowuje wydarzenia minionych dwunastu miesięcy. Jednym z tych, którzy postanowili dokładnie przyjrzeć się ostatniemu rokowi, był Andy Roddick. Były lider rankingu ATP na swoim kanale omówił pięć czołowych tenisistek świata, a w dyskusji towarzyszyli mu Mike Hayden oraz Jon Wertheim.

    Roddick w niezwykle ciepłych słowach wypowiedział się o Idze Świątek. Szczególne wrażenie zrobiły na nim jej triumfy na Wimbledonie oraz w Cincinnati, znacząca poprawa serwisu, a także sposób, w jaki Polka potrafiła odwrócić losy sezonu, który ostatecznie okazał się dla niej bardzo udany.

    Amerykanin nie poprzestał jednak na podsumowaniu, wybiegając myślami daleko w przyszłość i wróżąc Świątek kolejne wielkie sukcesy.
    – Przez cały rok była numerem dwa. Spójrzmy na jej całkowity dorobek w turniejach wielkoszlemowych i na to, w jakim znajduje się towarzystwie. Potem wróćmy do tej rozmowy – mówił Roddick. – Ona znów będzie wygrywać Rolanda Garrosa, i to wielokrotnie. To wróci. Nie będzie co roku zmagała się z problemami mentalnymi na tym etapie sezonu – dodał.

    Zachwytu nad całokształtem kariery Polki nie krył także Mike Hayden, który przyznał, że liczby osiągane przez Świątek są wręcz trudne do uwierzenia.
    – Musiałem dwukrotnie sprawdzić jej statystyki, bo coś mi się nie zgadzało. Ona ma już 404 zwycięstwa w karierze i tylko 92 porażki – stwierdził.
    – A ma dopiero 24 lata – dorzucił Jon Wertheim.
    – To jakiś żart – podsumował Roddick, nie kryjąc podziwu. – Będzie lepsza niż większość członków Galerii Sław. W tym kierunku zmierza. Jest po prostu niesamowicie dobra – zaznaczył.

    Triumfator US Open z 2003 roku został zapytany również o to, czy widzi Igę Świątek w gronie głównych faworytek najbliższego Australian Open. Jego odpowiedź nie pozostawiła wątpliwości. Roddick podkreślił, że dotyczy to nie tylko turnieju w Melbourne, ale praktycznie każdej imprezy, jaka zostanie rozegrana w ciągu najbliższych pięciu lat.

    – Ona zawsze jest jedną z faworytek. Świetnie grała poprzednim razem w Australii. To nie jest tak, że źle weszła w poprzedni sezon – zaznaczył. Po czym dodał jeszcze mocniej:
    – Pójdę o krok dalej. Wskażcie dowolny turniej w ciągu najbliższych pięciu lat, a moja odpowiedź prawdopodobnie będzie brzmiała: „tak”. Taka jest Iga Świątek. Po prostu.

  • Wpadka Osaki na oczach Wiktorowskiego. Bolesne zakończenie dla Japonki

    Wpadka Osaki na oczach Wiktorowskiego. Bolesne zakończenie dla Japonki

    Podczas amerykańskiego swingu w sezonie 2025, Naomi Osaka przypomniała o swoim ogromnym potencjale. Poprawa wyników Japonki zsynchronizowała się z przybyciem Tomasza Wiktorowskiego do sztabu czterokrotnej mistrzyni imprez wielkoszlemowych. Już premierowy turniej tego duetu przyniósł świetny rezultat. 28-latka dotarła do finału WTA 1000 w Montrealu. Później przyszedł bardzo dobry występ Naomi w US Open. Pokonała po drodze m.in. Coco Gauff. Zatrzymała się dopiero na etapie najlepszej “4”, gdzie po blisko trzygodzinnej batalii uległa Amandzie Anisimovej. Końcówka poprzedniego roku była już nieco słabsza, ale wyniki osiągnięte we wcześniejszej fazie pozwoliły Japonce zadomowić się w drugiej dziesiątce kobiecego zestawienia.

    W tym sezonie Osaka ma chrapkę na jeszcze lepsze występy. 28-latka postanowiła zainaugurować zmagania od występu w United Cup. Już w pierwszym meczu czekało ją solidne wyzwanie. Po drugiej stronie siatki zameldowała się nieobliczalna Maria Sakkari, która przez lata znajdowała się w czołowej “10” kobiecego zestawienia. Obecnie Greczynka plasuje się na 52. miejscu, o 36 lokat niżej od Naomi. Mistrzyni z Guadalajary z 2023 roku pokazała jednak solidną dyspozycję w premierowym spotkaniu nowej kampanii rozgrywek.

    United Cup: Naomi Osaka kontra Maria Sakkari

    Mecz rozpoczął się od serwisu Sakkari. Pierwsze minuty spotkania należały do Greczynki. Po tym, jak utrzymała swoje podanie, po zmianie stron wkroczyła do akcji returnie. Po jednym z nich wypracowała sobie break pointa na 2:0. Wtedy Osaka wyszła jeszcze z opresji, ale niebawem Maria otrzymała kolejną szansę, tym razem po podwójnym błędzie serwisowym Osaki. Zawodniczka z Europy dopięła swego i wyszła na prowadzenie 2:0. Tenisistka z 52. miejsca w rankingu nie nacieszyła się tym faktem zbyt długo. Po chwili rozegrała bardzo słabego gema, a zakończyła go wyraźną pomyłką przy siatce. Podczas czwartego rozdania Naomi obroniła piłkę na przełamanie i wyrównała na 2:2.

    Kolejne minuty pojedynku toczyły się pod dyktando serwujących. To działało na korzyść Sakkari, która podawała jako pierwsza w kolejności. Dzięki temu przy stanie 5:4 mogła wywierać presję na Osace. Greczynka nie zwalniała tempa i wywalczyła sobie dwa setbole. Japonka wyratowała się w obu przypadkach serwisem, ale później Maria doczekała się jeszcze jednej okazji. Tym razem nie popisała się czterokrotna mistrzyni imprez wielkoszlemowych. Popełniła wyraźny błąd przy smeczu i w ten oto sposób premierowa partia trafiła w ręce niżej notowanej tenisistki wynikiem 6:4.

    Osaka na bieżąco otrzymywała wskazówki od trenera Tomasza Wiktorowskiego, który przebywał w boksie drużyny Japonii. W trzecim gemie drugiego seta pojawiła się nadzieja na lepszy początek dla Azjatki. Podopieczna polskiego szkoleniowca posiadała dwa break pointy. Jednego obroniła asem Sakkari, ale przy drugim piłka znalazła się już w grze. Naomi popełniła jednak błąd, później także kolejne akcje powędrowały na konto Greczynki i dzięki temu nadal nie widzieliśmy przełamań w tej części pojedynku. To nadeszło w trakcie czwartego rozdania. Japonka zanotowała słabszy moment i pozwoliła odskoczyć rywalce już na dystans dwóch “oczek”.

    Maria nie zamierzała na tym poprzestać. Zawodniczka z Europy poszła za ciosem i powiększyła przewagę. Już przy stanie 5:1 mogła zamykać pojedynek przy swoim serwisie. Wtedy Osaka zerwała się jeszcze na moment do walki, odrobiła jednego breaka. Po zmianie stron rywalizacja dobiegła jednak końca. Sakkari odzyskała to, co chwilę wcześniej straciła i wygrała spotkanie 6:4, 6:2.

    Iga Świątek rozpoczęła pobyt w Australii od prezentu. „Dobra kawa. Tego mi teraz potrzeba”© 2025 Associated Press
    Naomi Osaka

    Naomi OsakaJose Breton / NurPhoto / NurPhoto via AFP – Jose Breton/Pics Action/NurPhoto) (Photo by Jose Breton / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Zawodniczka podczas intensywnego uderzenia dwuręcznym backhandem tenisowym, skupiona twarz, sportowy strój, lotka piłki nad rakietą, dynamiczny ruch i tło z zielonym elementem graficznym.

    Maria SakkariJULIEN DE ROSAAFP
    Mężczyzna w średnim wieku o siwych włosach i brodzie siedzi za stołem, ubrany w koszulkę w odcieniach zieleni, tło rozmyte z ciemnym banerem.

    Tomasz WiktorowskiFoto Olimpik/Nur PhotoAFP

  • Iga Świątek pod lupą. Zapadł werdykt na 5 lat. “To jakiś żart”

    Iga Świątek pod lupą. Zapadł werdykt na 5 lat. “To jakiś żart”

    Iga Świątek przebywa już na Antypodach, gdzie niebawem (18 stycznia) wystartuje Australian Open. Zanim jednak Polka powalczy o skompletowanie karierowego Wielkiego Szlema, będzie broniła barw reprezentacji Polski w turnieju United Cup w Sydney. Nasza kadra zmierzy się w grupie z Niemcami oraz Holandią, a 24-latka już ostro trenuje przed premierowym bojem z Evą Lys.

    Choć nastał już 2026 rok, a przed nami emocje związane z nowym sezonem, wciąż trwają analizy tego, co wydarzyło się w ciągu poprzednich 12 miesięcy.

    Andy Roddick w rozmowie opublikowanej na swoim kanale wziął pod lupę pięć czołowych tenisistek światowego rankingu, a towarzyszyli mu Mike Hayden oraz Jon Wertheim.

    Były amerykański lider światowego w rankingu w niezwykle ciepłych słowa wypowiedział się na temat Igi Świątek, zachwycając się zwłaszcza jej triumfem na Wimbledonie oraz w Cincinnati, genialnym serwisem oraz tym, jak zdołała odwrócić losy swojego sezonu, który koniec końców był dla niej niezwykle udany.

    Przy okazji wybiegł przy tym myślami w przyszłość, wróżąc kolejne wielkie sukcesy naszej tenisistce.

    – Przez cały rok była numerem dwa. Spójrzmy, na jej całkowity dorobek w Wielkim Szlemie i na to, w jakim znajduje się towarzystwie. A potem wróćmy do tej rozmowy. (…) Ona znów wygra Rolanda Garrosa i to wielokrotnie. To wróci. Nie będzie borykała się z problemami mentalnymi rok w rok na tym etapie sezonu.

    Tenis. Iga Świątek chwalona za 2025 rok. Już wróżą kolejne sukcesy Polki

    Nad całokształtem kariery rozpływał się podczas rozmowy Mike Hayden, który wręcz nie mógł uwierzyć w liczby, które wykręca Iga Świątek.

    Dwukrotnie sprawdzałem statystyki, dotyczące jej kariery, bo coś mi tu nie pasowało. Ona już zanotowała 404 wygrane w karierze przy zaledwie 92 porażkach

    – A ma dopiero 24 lata – dodał Jon Wertheim.

    – To jakiś żart – spuentował całą sprawę Andy Roddick, nie kryjąc swojego zachwytu Polką.

    – Będzie lepsza niż większość członków Galerii Sław. W tę stronę zmierza. Jest tak dobra – podkreślił przy tym.

    Triumfator US Open z 2003 roku został zapytany także o to, czy widzi Igę Świątek wśród głównych faworytek najbliższego Australian Open. Odparł, że tak i dotyczy to nie tylko najbliższej wielkoszlemowej imprezy na Antypodach, ale też w zasadzie każdego turnieju, który zostanie rozegrany w ciągu najbliższych pięciu lat.

    – Zawsze jest jedną z faworytek. Świetnie grała poprzednim razem w Australii. To nie jest tak, że źle weszła w miniony rok – powiedział Andy Roddick. I dodał:

    Pójdę o krok dalej. Wskażcie dowolną imprezę w ciągu najbliższych pięciu lat, a moja odpowiedź będzie brzmiała prawdopodobnie “tak”. Taka dobra jest Iga Świątek. Po prostu

    Iga Świątek: Gra dla reprezentacji Polski to zawsze ogromna przyjemność. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Kobieta ubrana w różową bluzę z kapturem i czapkę w tym samym kolorze siedzi, gestykuluje dłońmi i prowadzi rozmowę, obok widoczny biały ręcznik.

    Iga ŚwiątekAFP
    Iga Świątek podczas konferencji prasowej

    Iga Świątek podczas konferencji prasowejFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekMatthieu Mirville / Matthieu Mirville / DPPI via AFPAFP

  • Wstrząs po rezygnacji, triumf Świątek. A jednak, ostateczny komunikat

    Wstrząs po rezygnacji, triumf Świątek. A jednak, ostateczny komunikat

    4 kwietnia 2022 roku – ta data już na stałe zapisała się w kronikach polskiego tenisa. Tego dnia Iga Świątek jako nasza pierwsza zawodniczka w historii znalazła się na pierwszym miejscu w rankingu WTA.

    Raszynianka historyczny awans zapewniła sobie już wcześniej – 21 marca – gdy awansowała do trzeciej rundy turnieju WTA w Miami, następnie sięgając po tytuł. Już wówczas stało się jasne, że to ona skorzysta na nagłej rezygnacji ówczesnej pierwszej rakiety świata – Ashleigh Barty, która postanowiła nagle przejść na emeryturę, a następnie poprosiła o skreślenie jej nazwiska ze światowego zestawienia.

    – Ten dzień jest dla mnie trudny i pełen emocji, ponieważ ogłaszam wycofanie się z tenisa. (…) Jestem bardzo wdzięczna za wszystko, co dał mi ten sport, odchodzę z poczuciem dumy i spełnienia. Dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie w mojej drodze, zawsze będę wdzięczna za wspomnienia, które razem stworzyliśmy, a zostaną ze mną na całe życie – przekazała wówczas Australijka, wywołując ogromną konsternację.

    Tenis. Ashleigh Barty wróci na kort? Padła jednoznaczna deklaracja

    Od tamtej pory minęły już niemal cztery lata, a 29-letnia Ashleigh Barty – która w międzyczasie sprawdzała się na polu golfowym – wciąż jest w wieku, który nie przekreśla jej szans na powrót na kort w wielkim stylu.

    Czy ten scenariusz wciąż jest możliwy? Głos w tej sprawie zabrała sama zainteresowana w rozmowie z “The New Daily”.

    Minęły prawie cztery lata, odkąd Barty zszokowała świat tenisa i nagle zrezygnowała. Jednak 29-letnia matka dwójki dzieci nie planuje powrotu

    A sama zainteresowana dodała: – Na pewno nie tęsknię za życiem na walizkach. Zawsze byłam domatorką i uwielbiam być w domu. Kocham spędzać czas z moimi dziećmi, siostrami, siostrzenicami i siostrzeńcem. Jestem bardzo, bardzo szczęśliwa, wiodąc nudne, szczęśliwe życie. Moim priorytetem i celem na chwilę obecną jest to, aby móc cieszyć się moimi dziećmi i rodziną, obserwować ich rozwój i dorastanie. Kocham swoje życie – ogłosiła wszem i wobec Ashleigh Barty.

    Australijka zapewniła przy tym, że brakuje jej pewnych rzeczy z czasów kariery, lecz w świecie tenisa zamierza spełniać się wyłącznie w roli bacznej obserwatorki wydarzeń na korcie.

    – Tęsknię za wieloma rzeczami związanymi z graniem, ale jest też wiele takich, których mi nie brakuje. Myślę, że jest tak tylko dlatego, że jestem niezwykle wdzięczna za to, że mogłam być w samym centrum wydarzeń, a teraz cieszę się nimi jako widz – stwierdziła była liderka rankingu WTA.

    Iga Świątek: Gra dla reprezentacji Polski to zawsze ogromna przyjemność. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekAKPA

  • Tak Polacy podbijają Australię przed United Cup. Oto co zrobiła Świątek

    Tak Polacy podbijają Australię przed United Cup. Oto co zrobiła Świątek

    2 stycznia – tego dnia wystartowało United Cup. Polacy do gry wkroczą za trzy dni. Teraz mają czas wolny, z którego korzystają, a czym chwalą się również organizatorzy. Opublikowali dwa posty z udziałem Biało-Czerwonych. Królują na nich Iga Świątek i Hubert Hurkacz.
    Iga Świątek i Hubert Hurkacz
    Screen Tennis TV

    Finał United Cup – na ten etap rywalizacji przez dwa lata z rzędu docierali Polacy. W 2024 roku ulegli Niemcom, a 12 miesięcy później Amerykanom. Jak mawia przysłowie: “do trzech razy sztuka”. I potwierdzić to chcą Biało-Czerwoni. W 2026 celują w zwycięstwo. I skład będą mieli silny, bo zagrają m.in. Iga Świątek i Hubert Hurkacz, a ich rywalami będą nasi zachodni sąsiedzi oraz Holandia. Tak więc tym pierwszym przeciwnikom nasi rodacy będą mogli zrewanżować się za porażkę z 2024.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Polacy zachwycają w Australii. Organizatorzy chwalą się ich obecnością

    Polacy już zameldowali się w Australii, gdzie wkrótce rozpoczną rywalizację. Powoli przygotowują się do zmagań, o czym informują organizatorzy. Już w noworoczny wieczór na profilu United Cup na X pojawiło się nagranie z treningu Świątek. Ćwiczyła m.in. forehand, backhand, wolej czy serwis. To jednak nie koniec obecności Polaków w mediach społecznościowych turnieju.

    Opublikowano też zdjęcia ze wspólnego wypadu na jacht. Widać na nich całą polską ekipę, w tych Hurkacza i Świątek, którzy robili sobie wspólne selfie. “Polskie klimaty, widoki na port. Spędzą tu resztę dnia” – pisali organizatorzy. “Polska!”, “Drużyna marzeń!!!”, “Jazda” – takie komentarze pojawiły się pod wpisem. Wiele osób zazdrości naszej ekipie pięknego i ciepłego lata w Australii.

    Zobacz też: Dziennikarze z całego świata o Świątek. O tych słowach będzie głośno.
    Oto plan gier Polaków w pierwszej fazie United Cup

    United Cup startuje już dziś! Biało-Czerwoni do gry wkroczą natomiast 5 stycznia. Tego dnia zmierzą się z reprezentacją Niemiec. Hurkacz zagra z Alexandrem Zverevem, a Świątek z Evą Lys. Trzeci mecz będzie rywalizacją mikstów. 7 stycznia Polacy zmierzą się z Holendrami. Hurkacz będzie mierzył się z Tallonem Griekspoorem, a Świątek z Suzan Lamens. Trzecie spotkanie to znów pojedynek mikstów. Zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej z tych meczów na stronie głównej Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Tak Tusk chce “dokręcić śrubę” kibolom. Rzecznik rządu tłumaczy

    Tak Tusk chce “dokręcić śrubę” kibolom. Rzecznik rządu tłumaczy

    Zdaniem rządu w ostatnim czasie urosła liczba przestępstw, wybryków i skandalicznych zachowań w wykonaniu kiboli i chuliganów. Premier Donald Tusk zapowiedział w swoim orędziu walkę z każdą osobą z tych środowisk, która wpadnie w konflikt z prawem. Do słów premiera odniósł się rzecznik rządu, Adam Szłapka.
    Fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl

    O niechęci Donalda Tuska do środowisk kibolskich wiadomo od kilkunastu lat. Kibole i chuligani byli jednym z punktów noworocznego orędzia premiera. – Dociśniemy śrubę przestępcom wszelkiej maści – czy to będzie król kiboli, handlarz narkotyków czy skorumpowany polityk czy rosyjski bojówkarz. Każdy, bez wyjątku, kto łamie prawo, w nadchodzącym roku gorzko tego pożałuje. Nie pozwolimy, żeby grupy przestępcze znów podniosły głowę, a na ulicę powróciła przemoc. Polska ma być i będzie oazą bezpieczeństwa – powiedział Tusk.

    Zobacz wideo Skandal na Stadionie Narodowym! Wandalizm, patologia
    Rzecznik rządu komentuje zapowiedzi Tuska ws. kiboli

    W ostatnim czasie coraz głośniej jest o przestępstwach popełnianych przez osoby związane ze środowiskami kiboli i chuliganów. W Gdyni dotkliwie pobili 12-latka, bo kibicuje innej drużynie. Na Podlasiu napadli na autokar z kibicami Rayo Vallecano, którzy jechali na mecz z Jagiellonią Białystok w Lidze Konferencji.

    Kibole Lechii Gdańsk handlowali bronią z Ukrainy, dokonywali dywersji na rzecz Rosji – w grudniu ruszył proces sądowy. Na Górnym Śląsku rozbito grupę zajmującą się przemycaniem imigrantów na Zachód. Jesienią stołeczna policja rozbiła grupę zajmującą się handlem narkotykami. Do tego wszystkiego można dodać wojnę między frakcjami kiboli Motoru Lublin, dochodzi do pobić i zabójstw. W 2024 r. kibole Legii brutalnie pobili rosyjskiego opozycjonistę na zlecenie.

    Zdaniem premiera tego typu przestępczość należy zwalczać za wszelką cenę. Do jego słów odniósł się Adam Szłapka, rzecznik rządu. Przyznał, że rządzący traktują ten temat poważnie, widzą zagrożenie dla społeczeństwa.

    Zobacz też: Oto cel Rosjan w 2026 roku. Nawet się z tym nie kryją

    – Nie znam środowiska kiboli, ale każdy, kto łamie prawo, musi spodziewać się ostrej reakcji państwa. Nie będę tego interpretował, pan premier mówił wyraźnie o sabotażystach. Generalnie wiemy, że środowiska kibolskie, bo nie mówię o kibicach, poczuły się w ostatnich czasach bezkarne – powiedział Szłapka w programie stacji Polsat News “Graffiti”.

    – Pamiętamy sprawę 12-latka, który był na Pomorzu męczony, pamiętamy tę sprawę na Podlasiu, kiedy zaczęto przygotowywać tam ustawkę. Nie ma zgody na to, żeby łamać prawo w Polsce – dodał.

  • Wiktorowski nie dowierzał w to, co robi Osaka! Demolka w hicie United Cup

    Wiktorowski nie dowierzał w to, co robi Osaka! Demolka w hicie United Cup

    Grecja objęła prowadzenie w rywalizacji z Japonią w United Cup, a wszystko dzięki znakomitemu występowi Marii Sakkari. Greczynka zaprezentowała ogromną determinację, była konsekwentna i walczyła o każdą piłkę, co przyniosło niespodziewany efekt. 52. zawodniczka rankingu WTA sprawiła sensację, pokonując Naomi Osakę, która momentami grała bardzo nerwowo, popełniała wiele błędów i oddawała rywalce punkty bez walki. Szczególnie wyraźna przewaga Sakkari była widoczna w drugim secie.

    United Cup dopiero się rozpoczął, a emocji nie brakowało już od pierwszych spotkań. Na inaugurację Hiszpania zmierzyła się z Argentyną, jednak rywalizacja okazała się jednostronna. Argentyńczycy wygrali wszystkie trzy mecze – singlowe starcia kobiet i mężczyzn oraz pojedynek mikstów – triumfując 3:0. Chwilę później na kort wyszli reprezentanci Grecji i Japonii, a już pierwszy mecz zapowiadał się na prawdziwy hit.

    Nerwowy początek i przełom w końcówce seta

    Rywalizację rozpoczęły liderki obu drużyn. Po stronie Grecji wystąpiła Maria Sakkari, obecnie 52. rakieta świata, natomiast Japonię reprezentowała Naomi Osaka – była liderka rankingu WTA, aktualnie sklasyfikowana na 16. miejscu. Japonka po raz pierwszy od 2022 roku wróciła do czołowej dwudziestki, m.in. dzięki współpracy z Tomaszem Wiktorowskim, byłym trenerem Igi Świątek. Przed meczem to Osaka uchodziła za wyraźną faworytkę.

    Początek spotkania kompletnie jednak jej nie wyszedł. Już w pierwszym własnym gemie serwisowym popełniła aż trzy podwójne błędy, co natychmiast wykorzystała Sakkari. Greczynka przełamała rywalkę po bardzo długim i zaciętym gemie, w którym rozegrano aż 13 wymian, i objęła prowadzenie 2:0. Radość nie trwała jednak długo, bo chwilę później sama straciła koncentrację i dała się przełamać.

    Po wyrównaniu na 2:2 gra stała się niezwykle wyrównana. Zawodniczki raz rozgrywały bardzo długie, wyczerpujące gemy, innym razem kończyły je błyskawicznie. Kluczowy okazał się dziesiąty gem pierwszego seta. Osaka znalazła się w nim pod ogromną presją i nie zdołała jej udźwignąć. Sakkari wypracowała kilka piłek setowych i wykorzystała trzecią z nich, wygrywając partię 6:4. Sam set trwał aż 57 minut, co najlepiej oddaje skalę walki na korcie.

    Jednostronny drugi set i sensacja stała się faktem

    W drugiej odsłonie spotkania Sakkari nie zwolniła tempa. Nadal imponowała walecznością i konsekwencją, nie odpuszczała żadnej piłki. Już w trzecim gemie znalazła się w trudnej sytuacji, broniąc dwóch break pointów Osaki, ale wyszła z opresji w efektownym stylu. Chwilę później sama przełamała Japonkę i objęła prowadzenie 3:1.

    Na tym jednak nie poprzestała. Kolejne przełamanie w szóstym gemie pozwoliło jej odskoczyć na 5:1 i serwować po zwycięstwo. Choć przy pierwszej próbie nie udało się jeszcze zakończyć meczu – pojawiła się nerwowość i Osaka zdołała odpowiedzieć przełamaniem – to był tylko chwilowy zryw Japonki. W ósmym gemie Sakkari ponownie przełamała rywalkę i zakończyła seta wynikiem 6:2. Druga partia trwała zaledwie 37 minut, a całe spotkanie zakończyło się pewnym zwycięstwem Greczynki 2:0.

    Maria Sakkari – Naomi Osaka 6:4, 6:2
    Grecja – Japonia 1:0

    Teraz na kort wyjdą panowie. Grecję reprezentować będzie Stefanos Tsitsipas, obecnie 36. tenisista świata, natomiast po stronie Japonii zagra 99. w rankingu Shintaro Mochizuki. Po meczu singlowym mężczyzn zaplanowano jeszcze pojedynek mikstów, który może okazać się decydujący dla losów całej rywalizacji.