• Iga Świątek pominięta, zamiast niej inna tenisistka. W tle skandal z jej udziałem

    Iga Świątek pominięta, zamiast niej inna tenisistka. W tle skandal z jej udziałem

    Iga Świątek ma za sobą znakomity sezon, który na trwałe zapisze się w historii jej kariery. Największym sukcesem było pierwsze w życiu zwycięstwo na kortach Wimbledonu, a dodatkowo Polka stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci sportu w mediach społecznościowych. Sympatię kibiców zdobyła m.in. żartobliwymi opowieściami o „zabieraniu” turniejowych ręczników oraz kulinarną ciekawostką, czyli makaronem z truskawkami. Mimo tego wszystkiego Świątek zabrakło w prestiżowym zestawieniu 50 najbardziej wpływowych kobiet w sporcie, przygotowanym przez brytyjski dziennik „The Telegraph”.

    W rankingu znalazły się za to Aryna Sabalenka oraz inna tenisistka, która w ostatnich latach była bohaterką głośnego skandalu. Pominięcie Polki wzbudziło spore zdziwienie, zwłaszcza że jej osiągnięcia sportowe w 2025 roku trudno zignorować.

    Trzeba jednak pamiętać, że „The Telegraph” to gazeta brytyjska, co w naturalny sposób wpływa na dobór wyróżnionych postaci. Dziennikarze wyraźnie częściej sięgali po bohaterki związane z Wielką Brytanią lub głośne tematy społeczne i medialne. Jak więc wygląda ranking i dlaczego nie znalazło się w nim miejsca dla Igi Świątek?

    Iga Świątek pominięta przez „The Telegraph”

    „The Telegraph” opublikował listę 50 najbardziej wpływowych kobiet w sporcie w 2025 roku. W zestawieniu znalazły się zaledwie trzy postacie związane z tenisem, z czego tylko dwie to czynne zawodniczki. Ku zaskoczeniu wielu kibiców i ekspertów, w tym gronie zabrakło Igi Świątek.

    Na pierwszym miejscu rankingu uplasowała się Kirsty Coventry – nowa przewodnicząca Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego i następczyni Thomasa Bacha. Była znakomita pływaczka z Zimbabwe po zakończeniu kariery sportowej sięgnęła po jedno z najważniejszych stanowisk w światowym sporcie. Drugie miejsce zajęła brytyjska piłkarka Lucy Bronze, a trzecie amerykańska rugbystka Ilona Maher.

    Ranking bez Świątek. Dwie inne tenisistki w zestawieniu

    Wśród 50 wyróżnionych kobiet znalazły się tylko dwie aktywne tenisistki. Na 21. pozycji uplasowała się Aryna Sabalenka, która w 2025 roku utrzymała pozycję liderki rankingu WTA. Dziennikarze zwrócili uwagę nie tylko na jej wyniki sportowe, ale także na medialną aktywność – w tym zapowiedź udziału w tzw. „Bitwie Płci”, w której pod koniec grudnia ma zmierzyć się z Nickiem Kyrgiosem, oraz jej głośne komentarze dotyczące udziału osób transpłciowych w tenisie.

    Jeszcze wyżej sklasyfikowano Emmę Raducanu. Brytyjka znalazła się na 14. miejscu, choć nie ze względu na sukcesy na korcie. O jej obecności w rankingu zadecydowała sprawa stalkingu, z którym zmagała się w ostatnich latach. W 2025 roku mężczyzna prześladujący tenisistkę pojawiał się na turniejach, co skłoniło Raducanu do wydania publicznego oświadczenia i opowiedzenia o trudnych doświadczeniach, z jakimi musiała się mierzyć.

    W rankingu nie zabrakło także legendy światowego tenisa. Szóste miejsce zajęła Billie Jean King, ikona walki o równość w sporcie, która w tym roku skończyła 82 lata.

    Pominięcie Igi Świątek pokazuje, że zestawienie „The Telegraph” nie koncentruje się wyłącznie na wynikach sportowych, lecz przede wszystkim na medialnym wpływie, narracjach społecznych oraz perspektywie brytyjskiej. Mimo to brak triumfatorki Wimbledonu w takim rankingu pozostaje jedną z jego najbardziej zaskakujących decyzji.

  • Iga Świątek pominięta, zamiast niej inna tenisistka. W tle skandal z jej udziałem

    Iga Świątek pominięta, zamiast niej inna tenisistka. W tle skandal z jej udziałem

    Iga Świątek ma za sobą bardzo dobry sezon i wielkie osiągnięcie – wygranie Wimbledonu po raz pierwszy w karierze. Polka przy tym zrobiła furorę w mediach społecznościowych, “kradnąc” ręczniki i opowiadając o makaronie z truskawkami. To jednak nie ona znalazła się w zestawieniu 50 najlepszych kobiet ze świata sportu według “The Telegraph”. Zamiast niej pojawiły się Aryna Sabalenka i inna tenisistka, która stała się bohaterką skandalu.
    Sportowiec ubrany w sportowy top i czapkę z daszkiem zasłania twarz dłońmi, wyrażając silne emocje tuż po zakończeniu meczu tenisowego

    Iga ŚwiątekAFP

    Trzeba pamiętać, że “The Telegraph” to brytyjska gazeta, więc nic dziwnego, że wyszukiwała przede wszystkim spośród swoich zawodniczek. Oto, jak przedstawia się ranking. Dlaczego nie znalazła się w nim Iga Świątek?

    Iga Świątek pominięta przez “The Telegraph”

    “The Telegraph” opublikował ranking 50 najbardziej wpływowych kobiet w sporcie w 2025 roku. Okazało się, że wśród wyróżnionych są jedynie trzy postacie związane ze światem tenisa, z czego dwie czynnie grające zawodniczki. Jak się jednak okazało, dziennikarze brytyjskiego magazynu pominęli Igę Świątek.

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP

    Na pierwszym miejscu zestawienia znalazła się następczyni Thomasa Bacha, czyli nowa szefowa MKOl, Kirsty Coventry. Przed laty reprezentowała ona Zimbabwe jako pływaczka, a potem postanowiła zawalczyć o jedno z najważniejszych stanowisk w świecie sportu. Za nią, na drugim i trzecim miejscu, uplasowały się piłkarka Lucy Bronze z Wielkiej Brytanii oraz rugbystka Ilona Maher z USA.

    Ranking bez Igi Świątek. Zamiast niej dwie inne tenisistki

    Wśród wybranych do rankingu znalazły się tylko dwie czynne tenisistki. Na 21. miejscu znalazła się Aryna Sabalenka, która w tym roku nie tylko utrzymała pozycję liderki rankingu WTA, ale również postanowiła wziąć udział w “Bitwie Płci”, w której pod koniec grudnia zmierzy się z Nickiem Kyrgiosem. Zwrócono również uwagę na jej komentarz dotyczący osób transpłciowych w tenisie.

    Co jednak ciekawe, wyżej od Sabalenki uplasowała się… Emma Raducanu. Na 14. miejscu znalazła się jednak nie przez wzgląd na tenisowe osiągnięcia, a na aferę ze swoim udziałem. Brytyjka w ostatnich latach prześladowana była przez stalkera – w 2025 roku mężczyzna pojawiał się na turniejach, a Raducanu postanowiła wydać w tej sprawie specjalne oświadczenie i wyznać, z czym się mierzy w ostatnich latach. Szóste miejsce w rankingu zajęła za to legenda tenisa, Billie Jean King, która w tym roku skończyła 82 lata.
    Kobieta siedząca przy stole podczas konferencji prasowej, trzymająca mikrofon, w tle logo WTA Tour oraz BNP Paribas, sportowe ubranie

  • Barcelona wygrała, w tle wielki dramat kolegi Lewandowskiego. Flick powiedział jasno

    Barcelona wygrała, w tle wielki dramat kolegi Lewandowskiego. Flick powiedział jasno

    Kolejny raz FC Barcelona pokazała klasę i pokonała 2:0 małą rewelację LaLigi, Villarreal. Co ciekawe, Hansi Flick musiał sobie radzić bez kilku ważnych zawodników. Do tego doszła także poważna kontuzja Andreasa Christensena. Niemiecki szkoleniowiec niedługo po ostatnim gwizdku zabrał głos m.in. właśnie w sprawie Duńczyka. Jak zdradził niewykluczone są transfery.
    Piłkarze w strojach FC Barcelony oraz członkowie sztabu szkoleniowego stoją na linii bocznej boiska podczas trwającego meczu. W tle widoczne są ławki rezerwowych oraz reklamy sponsorów.

    Hansi Flick i piłkarze Barcelony Alex Caparros/Getty ImagesGetty Images

    Po porażce 0:3 z Chelsea w ramach fazy ligowej Ligi Mistrzów FC Barcelona wygrywa wszystko. Ekipa Hansiego Flicka pokonała po drodze m.in. Atletico Madryt, czy Eintracht Frankfurt, dzięki czemu była niepokonana od sześciu spotkań. Passa mogła zostać przedłużona w niedzielę, gdy na Estadio de la Ceramica “Dumę Katalonii” podjął Villarreal.

    – Musimy teraz świętować Boże Narodzenie z rodziną, uważam, że to ważne. Życzę wszystkim wszystkiego dobrego, a szczególnie Daniemu (Olmo), Gaviemu, Pedriemu czy Ronaldowi (Araujo), którzy nie mogli dziś tu być – mówił cytowany przez “Sport”.

    Flick zapowiada, mogą być transfery. Ależ słowa

    Osobno wypowiedział się także ws. swojego defensora. Jak przyznał, niewykluczone, że podczas nadchodzącego okienka transferowego Barcelona może się rozglądać za nowym obrońcą. Niemiecki trener zapowiedział, że porozmawia na ten temat z Deco, czyli dyrektorem sportowym klubu. Do tego dodał, że liczy na powrót do zdrowia Christensena.

    – Zobaczymy. Porozmawiam z Deco. Najważniejsze jest, by Andreas wrócił zdrowy. Był w dobrym momencie – dodał.

    Następny mecz Barcelona rozegra już w 2026 roku. Będzie to spotkanie z RCD Espanyol. Rywalizacja zaplanowana jest na 3 stycznia na godz. 21:00.

    Villarreal CF – FC Barcelona 0-2. SKRÓT. WIDEO (Eleven Sports)Eleven SportsEleven Sports
    Hansi Flick

    Hansi FlickMATTHIEU MIRVILLE / MATTHIEU MIRVILLE / DPPI VIA AFPAFP
    Andreas Christensen

    Andreas ChristensenUrbanandsport / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP
    Piłkarz ubrany w pomarańczową koszulkę z herbem klubu FC Barcelona, szeroko uśmiecha się, stojąc na boisku podczas meczu piłkarskiego.

  • Słodko-gorzki rok “Lewego”. Martwi jedna zmiana [OPINIA]

    Słodko-gorzki rok “Lewego”. Martwi jedna zmiana [OPINIA]

    2025 był znakomitym rokiem dla Roberta Lewandowskiego. Sięgnął z Barceloną po cztery trofea. Ale już druga połowa roku niepokoi – wpływ Polaka na losy drużyny Hansiego Flicka staje się coraz mniejszy.

    Barcelona skończyła 2025 rok bardzo udanie. Wyjazdowe zwycięstwo z Villarreal (2:0) pozwoliło ekipie z Katalonii utrzymać nie tylko pozycję lidera La Ligi, ale także bezpieczną, 4-punktową przewagę w tabeli nad Realem Madryt.

    Drużyna Hansiego Flicka jest w drugiej części tego sezonu miażdżąco regularna. Ostatniej porażki doznała w El Clasico (1:2), a było to 26 października. Przez dwa kolejne miesiące odniosła osiem kolejnych zwycięstw ligowych. Co prawda w Champions League już tak kolorowo nie było (“Barca” jest 15. w tabeli), ale tam jeszcze wszystko jest do nadrobienia.

    W ostatnim swoim meczu w 2025 roku Robert Lewandowski wszedł na boisko na końcowe pół godziny, ale znaczącej roli w zwycięstwie Barcelony nie odegrał. Niestety, w jego przypadku zaczyna to ostatnio być regułą.

    ZOBACZ WIDEO: Jak Lewandowski jest traktowany w kadrze? Brzęczek odsłonił kulisy

    Na ten moment Polak przegrywa rywalizację z Ferranem Torresem, ale być rezerwowym w Barcelonie to jeszcze nie wstyd. Przecież meczów w podstawowym składzie nie zaczyna także taki Marcus Rashford. Gorzej, że wpływ Roberta na poczynania drużyny robi się coraz mniejszy.

    Polak rozegrał w tym sezonie 18 meczów w barwach Blaugrany i zdobył osiem goli, zanotował dwie asysty. Cały ten dorobek zgromadził wyłącznie w La Liga, bo pięć spotkań w Lidze Mistrzów (w sumie 248 minut), to były puste przebiegi.

    Oczywiście pod względem sukcesów 2025 rok był dla Roberta znakomity. Z “Barcą” wygrał La Ligę, Puchar Króla i Superpuchar Hiszpanii, a w Lidze Mistrzów, dotarł do półfinałów, w których trzeba było uznać wyższość Interu Mediolan. Ale, co nie mniej ważne niż wymierne sukcesy, Barcelona wiosną grała najbardziej widowiskowy futbol na świecie. Traciła sporo bramek, ale jeszcze więcej strzelała. Rozgrywała szalone mecze, a rywali porażała
    swoją jakością w ofensywie. O jej sile stanowiło unikalne “El tridente”: genialni na flankach Raphinha i Lamine Yamal oraz finalizujący perfekcyjnie ich akcje Robert Lewandowski.

    Polak zdobył w minionym sezonie 27 bramek w lidze, 3 w Pucharze Króla, 1 w Superpucharze Hiszpanii oraz 11 w Champions League. Razem stanowi to aż 42 trafienia, co oczywiście dało mu miano najskuteczniejszego piłkarza Barcelony poprzedniego sezonu (drugi Raphinha zanotował 34 gole, a trzeci Ferran Torres – 19).

    Ta statystyka najlepiej oddaje jak ważną postacią “Barcy” był Lewandowski.

    Właśnie, istotne jest tu słówko “był”, bo to pasmo sukcesów wydarzyło się w pierwszej połowie roku. Druga, niestety nie była już tak efektowna dla kapitana reprezentacji Polski. Co prawda Barcelona jest liderem La Liga, ale wpływ Roberta na losy drużyny Hansiego Flicka jest już coraz mniejszy i zaczyna to wyglądać już na pewną tendencję.

    Polak tylko osiem razy wychodził w podstawowym składzie i to też częściej w pierwszej połowie tego sezonu. Ostatniego gola “Lewy” zdobył miesiąc temu, 22 listopada w meczu z Athletic Bilbao. Czyli jak na Roberta, co najwyżej średnio.

    Jak to wpłynie na jego przyszłość? Co chwile pojawiają się informacje, że w przyszłym sezonie Polak nie zostanie w Barcelonie, ale trafi do innego klubu. Swego czasu najczęściej wymieniano AC Milan (już nieaktualne), dość często wskazywano na kierunek saudyjski, a ostatnio najczęściej padały nazwy klubów MLS: Inter Miami, Chicago Fire czy New York Red Bulls.

    Nie oznacza to wcale, że Robert wybiera się do Ameryki. Oznacza to jedynie tyle, że Pini Zahavi, agent “Lewego” i sam zawodnik już rozpoczęli swoją grę. Lewandowski – póki co – tę Amerykę traktuje wyłącznie jako kartę negocjacyjną w rozmowach o przedłużeniu kontraktu z Barceloną. Bo to jest jego prawdziwy priorytet.

    Stany Zjednoczone to dla niego opcja rezerwowa, na wypadek, gdyby nie udało się dogadać z klubem z Katalonii. A na wyjazd do Ameryki nie będzie za późno nawet po kolejnym sezonie w La Liga (2026/2027). Na dzisiaj Lewandowski ma ciągle jeszcze duże ambicje sportowe. Zresztą związane nie tylko z klubem.

    Przypomnijmy, że w marcowych barażach reprezentacja Polski powalczy o wyjazd na mundial, który odbywa się m.in. właśnie w USA.

    Jeśli kadrze Jana Urbana udałoby się w półfinale baraży pokonać Albanię w Warszawie, a później poradziłaby sobie na wyjeździe ze zwycięzcą meczu Ukraina – Szwecja i Polska pojechałaby na turniej finałowy, pozycja negocjacyjna Lewandowskiego w ewentualnych rozmowach z klubami z USA mocno by się poprawiła.

    Bądźmy szczerzy, na dziś “Lewy” nie może się pochwalić zbyt dużą rozpoznawalnością w Stanach. Ale udział w amerykańskim mundialu mógłby tę rozpoznawalność nieco poprawić. Zresztą warto pamiętać, że w listopadzie Lewandowski poleciał właśnie do Nowego Jorku, by symbolicznie uruchomić biało-czerwone oświetlenie na Empire State Building. Niby chodziło o polski akcent na Święto Niepodległości, ale niewątpliwie był to także element promocji marki własnej Roberta na rynku amerykańskim.

    Jedno jest pewne. Pomimo tego, że co chwila będą się w mediach hiszpańskich pojawiały “fajerwerki” o kolejnych potencjalnych pracodawcach Roberta, to do marca, a może nawet kwietnia, żadne ostateczne decyzje nie zapadną.

    O jego przyszłości zadecyduje to, w jakiej formie będzie w pierwszych miesiącach 2026 roku. Czy będzie w stanie wrócić do dyspozycji z wiosny w poprzednim sezonie, gdy był jednym z liderów Barcelony, czy raczej z każdym kolejnym meczem będzie widać po nim, że upływ czasu nie oszczędza nikogo.

    Co ważne, żeby pozostać na kolejny sezon w drużynie Hansiego Flicka, “Lewy” wcale nie musi dokonywać cudów. Może wchodzić z ławki, czy być wcześniej zdejmowany z boiska przez trenera, ale musi mieć swoje “akcenty”, czyli gole i asysty. Nie może dopuścić do tego, by w Katalonii zapanowało przeświadczenie, że wyniki Barcelony nie zależą już od Roberta. Że z nim czy bez niego, nie ma różnicy, bo “Barca” tak samo wygrywa, albo tak samo przegrywa.

    Okoliczności mogą sprzyjać Polakowi w tym sensie, że na teraz Hansi Flick potrzebuje w pierwszej kolejności wzmocnienia obrony. Dziury po lekkomyślnym wypuszczeniu latem z klubu Inigo Martineza nie udało się zasypać. W sobotę na treningu Andreas Christensen doznał poważnej kontuzji, która eliminuje go z gry na wiele tygodni. Na dodatek Ronald Araújo przeżywa załamanie mentalne i nie wiadomo kiedy wróci do gry.

    Barcelona będzie musiała wydać pieniądze na klasowych obrońców. A że w kasie pustki, na szukanie drogich napastników zwyczajnie Katalończyków nie będzie stać.

    Lewandowski ze znacząco obniżonym kontraktem będzie najtańszą, bezpieczną opcją. O ile wiosną Robert przekona cały świat, że jeszcze wcale się nie kończy.

    Dariusz Tuzimek, WP SportoweFakty

  • To była 59. minuta meczu Barcelony. Pajor przelobowała bramkarkę, oto efekt

    To była 59. minuta meczu Barcelony. Pajor przelobowała bramkarkę, oto efekt

    FC Barcelona nie zwalnia tempa! Po południowym ligowym triumfie męskiej drużyny, wieczorem komplet zwycięstw dopełniły piłkarki. Zespół ze stolicy Katalonii bardzo pewnie ograł Deportivo Alaves 6:1 w 1/8 finału Pucharu Królowej, efektownie rozpoczynając obronę trofeum zdobytego przed rokiem. Choć udział Ewy Pajor w zdobywaniu bramek był tym razem symboliczny, niewiele brakowało, by reprezentantka Polski wpisała się na listę strzelczyń.

    Piłkarki Barcelony pozostają niepokonane już od dziewięciu spotkań. W tym okresie tylko raz straciły punkty – w starciu Ligi Mistrzyń z Chelsea. Nic więc dziwnego, że w rywalizacji pucharowej były zdecydowanymi faworytkami, zwłaszcza że ich niedzielne rywalki występują na zapleczu najwyższej klasy rozgrywkowej. Co prawda Deportivo Alaves radzi sobie tam solidnie – po 13 kolejkach ma na koncie 30 punktów – ale identycznym dorobkiem może pochwalić się… rezerwowa drużyna Barcelony.

    Pajor rusza po kolejne trofeum

    Damska FC Barcelona to absolutne rekordzistki Pucharu Królowej – triumfowały w tych rozgrywkach już 11 razy. O pięć tytułów mniej mają Espanyol i Levante. „Blaugrana” wygrała siedem z ostatnich dziewięciu edycji i od pierwszych minut spotkania z Alaves było widać, że chce kontynuować tę passę. Na pierwszego gola trzeba było jednak poczekać do 21. minuty, gdy po precyzyjnym podaniu Clary Serrajordi Kika Nazareth z bliska pokonała Sofíę Fuente.

    Końcówka pierwszej połowy przyniosła sporo emocji. Po raz kolejny błysnęła Serrajordi, a Sydney Schertenleib efektownym zwodem i celnym strzałem podwyższyła prowadzenie Barcelony. W doliczonym czasie gry Alaves odpowiedziało szybką kontrą – Gemma Font obroniła pierwszy strzał Ainhoy Guallar, lecz przy dobitce Carmen Sobron była już bezradna.

    O włos od gola Pajor

    Po przerwie Barcelona całkowicie przejęła kontrolę nad meczem. W 59. minucie bardzo bliska zdobycia bramki była Ewa Pajor. Królowa strzelczyń poprzedniej edycji Pucharu Królowej wyszła sam na sam i sprytnie przelobowała bramkarkę, jednak piłka toczyła się zbyt wolno i została wybita z linii bramkowej. Chwilę później było już 3:1 – dośrodkowanie Carli Martinez skutecznie wykończyła Caroline Graham.

    W końcówce spotkania worek z bramkami rozwiązał się na dobre. Najpierw pechowo do własnej siatki trafiła Merche Izal, a następnie po dwóch asystach Serrajordi sama wpisała się na listę strzelczyń. Przy ostatnim trafieniu swój udział miała także Pajor – po rzucie rożnym Polka oddała strzał, który został zablokowany, lecz rykoszet zmylił defensorkę Alaves i piłka wpadła do bramki.

    Deportivo Alaves – FC Barcelona 1:6 (1:2)

    Bramki: Sobron (45+1) – Nazareth (21), Schertenleib (41), Graham (59), Izal (75, sam.), Serrajordi (83), Pichi (86, sam.)

    Składy:
    Alaves: Fuente, Pichi, Juan, Gaste, Parera (71. Gil), Viles (60. Errasti), Rivero, Sobron (80. Fernandez), Navajas (71. Bengoa), Izal, Guallar
    Barcelona: Font, Martinez (64. Brugts), Paredes, Aleixandri (80. Ranera), Camara, Nazareth (46. Graham), Serrajordi, Lopez (46. Pina), Schertenleib, Cano (64. Putellas), Pajor

  • Lewandowski wszedł, po chwili gol dla Barcelony. Hiszpanie wydali werdykt

    Lewandowski wszedł, po chwili gol dla Barcelony. Hiszpanie wydali werdykt

    FC Barcelona wygrała 2:0 z Villarrealem w niedzielnym meczu La Liga. Szansę od Hansiego Flicka w końcu dostał Robert Lewandowski, który na występ w rozgrywkach ligowych czekał od 2 grudnia. Napastnik reprezentacji Polski pojawił się na boisku w 62. minucie i dosłownie po chwili Barcelona zdobyła drugą bramkę! Tak Lewandowskiego oceniły hiszpańskie media.
    Lewandowski
    Screenshot Eleven Sports

    Robert Lewandowski ostatni mecz w La Liga rozegrał 2 grudnia, gdy Barcelona wygrała 3:1 z Atletico Madryt. W kolejnych dwóch meczach ligowych szansę dostał Ferran Torres. Hiszpan odwdzięczył się m.in. hat-trickiem, ale w dzisiejszym starciu z Villarrealem grał słabo.

    Zobacz wideo Kosecki nie certoli się w sprawie Legii: Klub się totalnie skompromitował
    Lewandowski wrócił do składu. Tak ocenili go Hiszpanie

    I choć hiszpańskie media za grę do przerwy oceniły Torresa dość łagodnie, to Hansi Flick zdecydował się zmienić niewidocznego napastnika już w 62. minucie. Na boisku pojawił się Robert Lewandowski, dla którego są to pierwsze ligowe minuty od trzech tygodni. I już po chwili Barcelona zdobyła bramkę na 2:0! Kapitan reprezentacji Polski miał swój udział przy tym trafieniu – to po jego próbie uderzenia piłka trafiła pod nogi Frenkie’ego de Jonga, który podał do Lamine’a Yamala – Hiszpan już bez większych problemów zdobył gola.

    Ostatecznie Barcelona wygrała to spotkanie 2:0 i utrzymała czteropunktową przewagę nad Realem Madryt. A jak hiszpańskie media oceniły Roberta Lewandowskiego za nieco ponad pół godziny gry spędzone na boisku?

    “Sport” dał Polakowi taką samą ocenę jak Ferranowi Torresowi, czyli “6” w dziesięciostopniowej skali. “Nie miał zbyt wielu kontaktów z piłką, bo miał bardzo mało miejsca. Wskutek czerwonej kartki Renato Veigi druga połowa meczu toczyła się na połowie gospodarzy, ale nie dostawał on zbyt wielu podań” – czytamy.

    “Mundo Deportivo” stwierdziło za to, że Lewandowski był “zdeterminowany”. “Nie strzelił od miesiąca, od meczu z Athletikiem pod koniec listopada i dzisiaj próbował skończyć tę złą passę, choć nie włożył w to wiele wysiłku. Nie udało mu się” – dodano.

    “El Desmarque” nie miało litości dla napastników Barcelony. Torres dostał ocenę “3”, a Lewandowski tylko jeden punkt więcej. “Jeśli Ferran był niemal nieobecny, to z Polakiem było prawie tak samo. Miał więcej kontaktów z piłką (pięć) w czasie doliczonym niż przez wcześniejsze 30 minut (tylko trzy) – zauważył oceniający dziennikarz.

    “Marca” ledwo dostrzegła, że Lewandowski wziął udział w tym meczu. Polak skończył bez noty, a o jego występie napisano krótko: “Wszedł na boisko w 62. minucie. Nie odegrał zbyt znaczącej roli”.

    Barcelona kolejny mecz zagra dopiero w 2026 roku. Będzie to derbowe spotkanie z Espanyolem, które odbędzie się w sobotę 3 stycznia o godzinie 21:00. Już teraz zapraszamy do śledzenia tego starcia w Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Poseł PiS napisał do premiera Donalda Tuska. Dostał dwa zdania odpowiedzi

    Poseł PiS napisał do premiera Donalda Tuska. Dostał dwa zdania odpowiedzi

    Prawo składania przez posłów interpelacji i zapytań poselskich wynika z Konstytucji, precyzujących tę regulację przepisów regulaminu Sejmu oraz ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Z uprawnień tych skorzystał niedawno poseł PiS, były wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński.
    O co pytał Paweł Jabłoński?

    8 listopada poseł PiS napisał interpelację skierowaną do Donalda Tuska. “Szanowny Panie Premierze, nie jest tajemnicą, że jednym z najważniejszych sojuszników naszego kraju są Stany Zjednoczone. Utrzymywanie dobrych relacji transatlantyckich od dekad stanowiło jeden z najważniejszych elementów polskiej polityki zagranicznej. Dobre relacje polsko-amerykańskie to jeden z fundamentów naszego bezpieczeństwa. W ostatnich miesiącach pojawiały się liczne doniesienia medialne, jakoby pan premier miał nie najlepsze relacje z prezydentem Stanów Zjednoczonych Donaldem Trumpem” — rozpoczął parlamentarzysta.

    Podkreślił, że informacje te wymagają zweryfikowania, dlatego prosi o udzielenie odpowiedzi na następujące pytania:

    1. Ile bilateralnych spotkań z Donaldem Trumpem odbył Pan od 20 stycznia 2025 r. (tj. daty jego zaprzysiężenia)?

    2. Ile bilateralnych rozmów telefonicznych z prezydentem Trumpem odbył Pan w tym czasie?

    3. Jakie były daty tych rozmów i spotkań?

    4. Jeżeli do takich rozmów/spotkań nie doszło — z jakiego powodu?
    Jakiej odpowiedzi udzieliła Kancelaria Prezesa Rady Ministrów?

    W imieniu Donalda Tuska odpowiedzi udzielił Jakub Stefaniak, zastępca Szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. “Z upoważnienia Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska, w odpowiedzi na interpelację o numerze K10INT13509, przekazuję następujące informacje. Wszystkie oficjalne spotkania i rozmowy zagraniczne Prezesa Rady Ministrów Pana Donalda Tuska są komunikowane na stronie internetowej gov.pl/premier” — napisał krótko.
    Jak zareagował poseł Jabłoński?

    Przekazane informacje nie zadowoliły byłego wiceministra w MSZ. Taka też adnotacja widnieje na stronach Sejmu.
    Interpelacja posła Pawła JabłońskiegoSejm.gov

    Interpelacja posła Pawła Jabłońskiego

    4 grudnia ponownie napisał do Donalda Tuska. “Szanowny Panie Premierze, z dużym rozczarowaniem stwierdzam, że przesłane do mnie dwuzdaniowe, lekceważące w tonie pismo nie stanowi w istocie odpowiedzi na interpelację — ogranicza się bowiem do stwierdzenia, że informacje o rozmowach i spotkaniach publikowane są na pewnej stronie internetowej. Na stronie tej nie ma jednak danych liczbowych ani informacji o przyczynach braku rozmów i spotkań. Co gorsza, kształt i treść tego pisma wskazują, że wydelegowany do udzielenia odpowiedzi podległy Panu pracownik — sekretarz stanu o nazwisku Jakub STEFANIAK — ma znaczne trudności w czytaniu ze zrozumieniem. Każdemu należy się jednak druga szansa” — czytamy w piśmie Jabłońskiego.

    Poseł PiS ponownie domaga się udzielenia mu szczegółowych informacji. “Ponawiam zatem wszystkie cztery pytania i proszę o udzielenie rzetelnej odpowiedzi. Dla ułatwienia zrozumienia tekstu przez. p. STEFANIAKA — który, jak zakładam, ponownie zostanie wydelegowany do udzielenia odpowiedzi — kluczowe słowa zostały pogrubione i podkreślone:

    1. Ile bilateralnych spotkań z Donaldem Trumpem odbył Pan od 20 stycznia 2025 r. (tj. daty jego zaprzysiężenia)?

    2. Ile bilateralnych rozmów telefonicznych z prezydentem Trumpem odbył Pan w tym czasie?

    3. Jakie były daty tych rozmów i spotkań?

    4. Jeżeli do takich rozmów/spotkań nie doszło — to z jakiego powodu?” — pisze Paweł Jabłoński.

    Ponowne wystąpienie oczekuje obecnie na odpowiedź.

    Czytaj także:

    Karol Nawrocki usłyszał okrzyk. Prezydent nie zastanawiał się ani chwili [WIDEO]
    Niecodzienne głosowanie w Sejmie. “Za” byli wszyscy posłowie na sali
    “To nie początek wojny. To deklaracja zemsty”. USA bombardują ISIS

    Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Subskrybuj Onet Premium. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

    GRS

    Dziennikarze Onet Wiadomości

    Data utworzenia:

    22 grudnia 2025, 04:37
    Zobacz również

    Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie

  • Adam Małysz reaguje na odsunięcie gwiazdora przed TCS. Jednoznacznie

    Adam Małysz reaguje na odsunięcie gwiazdora przed TCS. Jednoznacznie

    Adam Małysz reaguje na odsunięcie gwiazdora przed TCS. Jednoznacznie
    Adam Małysz
    Adam Małysz (Foto: Marcin Golba/NurPhoto via Getty Images / Getty Images)

    Tego jeszcze nie było w tym sezonie! W niedzielę w Engelbergu Kacper Tomasiak realnie walczył o podium, Paweł Wąsek był blisko pierwszej dziesiątki, a w skokach Kamila Stocha było widać energię. Prezes PZN Adam Małysz powiedział nam, co to może oznaczać w najbliższej przyszłości i jak wypadnięcie ze składu na Turniej Czterech Skoczni powinno wpłynąć na Dawida Kubackiego. Zwrócił też uwagę na szczegół, który może dawać przewagę zwycięzcy z niedzieli.

    Więcej ciekawych informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Kamil Wolnicki: Adam, o co chodzi w tych skokach? W sobotę Paweł Wąsek nie istnieje, w niedzielę walczy o miejsce w dziesiątce. Skończył 13., ale to i tak jego najlepszy wynik w sezonie.

    Adam Małysz (prezes PZN): Widzisz, da się. Dopiero co o tym rozmawialiśmy, że skoki są nieobliczalne. Raz jesteś, raz cię nie ma. Czasem coś zajarzy i działa. Rozmawiałem też z Maćkiem Maciusiakiem. Mówił mi, że Paweł w niedzielę skoczył normalnie, bez żadnego kombinowania. Nawet przy złych warunkach w drugiej próbie sobie poradził. Czasem mały błąd potrafi zrobić dużo zamieszania, w ogóle niepotrzebnego, ale później skoczkowi trudno się pozbierać. I w drugą stronę, mała zmiana może spowodować, że zaczynasz się liczyć.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Adam Małysz wprost o skokach Kamila Stocha i Macieja Kota

    O najmilszych kwestiach porozmawiamy później. Najpierw trudne sprawy. Dawid w niedzielę przekreślił szansę na wyjazd na Turniej Czterech Skoczni.

    Decydują trenerzy, ale uważam, że Dawidowi przyda się spokojny trening albo starty w zawodach niższej kategorii. Tam może nabrać pewności siebie.

    A 18. Kamil Stoch i 27. Maciek Kot w niedzielę skoczyli na swoim aktualnym poziomie?

    Kamil może skakać zdecydowanie lepiej. Sam wiem, jak skakał jeszcze niedawno. Z drugiej strony w niedzielę w Engelbergu było widać poprawę, próg zaczął mu oddawać. Wcześniej skakał z dużą rezerwą. Tak było w Klingenthal, Wiśle czy nawet w sobotę w Engelbergu. Drugiego dnia w Szwajcarii było widać, że nawet przy trudnych warunkach jest w stanie trochę odlecieć, a to dlatego, że było w tym zdecydowanie więcej energii. Jeśli chodzi o Maćka, to myślę, że też go stać na wiele więcej, bo te niedzielne skoki wcale nie były rewelacyjne. Jeszcze jest za mało nad nartami, za dużo walczy z tym wszystkim i nie ma takiej swobody. Na pewno jest jednak jakiś punkt zaczepienia, bo zdobywa punkty.

    A co wymyślił Piotrek Żyła, który odpadł w pierwszej serii?

    Po pierwsze, to strasznie spóźnił skok, a przy takim tylnym wietrze, to nie ma szans. Rozmawiałem też z Maćkiem o tym, że strasznie się mi nie podoba, jak on szarpie rękami. Później prostuje za progiem. Kiedy przypilnuje te ręce, to wtedy biodro się zdecydowanie wyżej uniesie i nie wyprostuje go tak bardzo. Tylko wiadomo, że z Piotrkiem to jest trudna rozmowa na takie tematy.
    Adam Małysz wierzy, że Kacper Tomasiak wskoczy na podium

    Został nam Kacper. Był czwarty po pierwszej serii, skończył piąty. Liczyłeś już w niedzielę na podium?

    Przy odrobinie szczęścia mógł tam być, ale też prawda jest taka, że on sam trochę popsuł ten drugi skok. Cieszę się jednak, bo Kacper jest stabilny i nawet kiedy popełni jakiś błąd, to jednak zostaje w czołówce. A podium? Myślę, że to kwestia czasu, kiedy faktycznie tam stanie. Przy takich skokach ma naprawdę wielką szansę.

    Taki nastolatek w polskich skokach to rzadkość.

    Mieliśmy kilku takich nastolatków, ale tu potrzeba bardzo rozsądnego podejścia, bo byli i tacy, którzy potrafili wygrać, a później znikali. Trzeba dużo spokoju w tym wszystkim, to na pewno. Z drugiej strony super, że pojawił się zawodnik, który faktycznie może konkurować w Pucharze Świata na tak wysokim poziomie. Jestem przekonany, że Kacper może wygrywać, kiedy nabierze jeszcze większej pewności siebie i złapie stuprocentową formę. Dzisiaj to nasze oczko w głowie i największa nadzieja. Z drugiej strony mogę śmiało powiedzieć, że dzisiaj mamy kilku takich młodych skoczków. Jeszcze nie odpalili tak, jak Kacper, ale trzeba poczekać. My, w przeciwieństwie często do dziennikarzy i opinii publicznej, musimy czekać, bo wiemy, jaki jest sport. Potrzeba zmiany pokolenia, a to zajmuje trochę czasu, żeby wszystko wystrzeliło.

    Słyszę w twoim głosie dużo więcej optymizmu niż ostatnio, ale można też spojrzeć krytycznie na teraźniejszość. Zostawiając na boku Tomasiaka, to reszta skacze tak, że można losować przed konkursem, kto akurat zaprezentuje się przyzwoicie, a kto zawali swój start. Nic nie wiadomo. Przecież dopiero co wydawało się, że Żyła jest najbliżej tego, żeby doskoczyć do Kacpra, tymczasem zawalił niedzielę. Zupełnie odwrotna jest sytuacja z Wąskiem.

    Odpowiedź jest dość prosta. Kacper osiągnął stabilny poziom, reszta nie jest w punkcie, w którym można liczyć na podobne skoki jeden za drugim. Nie mówię, że od razu najlepsze, ale równe. W niedzielę w Engelbergu to wyszło Kamilowi czy Maćkowi, ale i tak wszyscy będziemy się zastanawiać, jak to wyjdzie w Turnieju.

    I co przewidujesz?

    Wiesz co… Weźmy pod uwagę też fakt, że w niedzielę w Engelbergu warunki były trudne i zmienne, więc trudno powiedzieć kto w jakiej formie pojedzie na Turniej. Mogę powiedzieć, że Kacper będzie skakał dobrze, ale pozostali… Wracamy do braku stabilności.
    Domen Prevc i jego kombinezon. “Nie tylko ja się zastanawiam”

    Masz rację, chociaż zarazem ci, którzy są w formie i tak latali daleko.

    Tak, ale zmierzam do tego, że jestem bardzo podbudowany. Trenerzy i niektórzy zawodnicy także, bo to już jakoś wyglądało. Kacper walczył o podium, Paweł o pierwszą dziesiątkę, a Kamil z Maćkiem o drugą. A najważniejsze, że była ta walka.

    Myślisz, że przed turniejem Ryoyu Kobayashi i Domen Prevc są poziom wyżej niż Philipp Raimund, Felix Hoffmann, Kacper i kilku innych?

    Nie. Ta dwójka skacze dobrze, ale są w zasięgu. Swoją drogą, patrzę na Prevca i się zastanawiam nad jedną rzeczą. Wydaje mi się, że ma duży kombinezon w stosunku choćby do naszych. Nie chcę spekulować, ale kiedy pokazują go z tyłu w locie, to widać, że ten krok jest nisko. Chyba że tak go zmierzyli. Myślę, że nie tylko ja się nad tym zastanawiam i obserwuję. Domen nie jest tak dobry na progu, żeby później tak lecieć. Na pewno mocno się nakręca nad narty i to mu daje prędkość w powietrzu, ale nigdy nie był taki mocny przy wietrze z tyłu.

    Źródło: Przegląd Sportowy Onet

    Data utworzenia:

    22 grudnia 2025 06:00
    Redaktor naczelny Przeglądu Sportowego Onet

    Redaktor naczelny Przeglądu Sportowego Onet
    Wydarzenie dnia
    Przeczytaj także

    ©

    2025

    Ringier Axel Springer Polska – Powered by Ring Publishing | Developed by RAS Tech

    Systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z tej strony internetowej (web scraping), jak również eksploracja tekstu i danych (TDM) (w tym pobieranie i eksploracyjna analiza danych, indeksowanie stron internetowych, korzystanie z treści lub przeszukiwanie z pobieraniem baz danych), czy to przez roboty, web crawlers, oprogramowanie, narzędzia lub dowolną manualną lub zautomatyzowaną metodą, w celu tworzenia lub rozwoju oprogramowania, w tym m.in. szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez uprzedniej, wyraźnej zgody Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. (RASP) jest zabronione. Wyjątek stanowią sytuacje, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe.

  • Czy Polacy czują się partnerami Ukrainy? Oto wyniki sondażu

    Czy Polacy czują się partnerami Ukrainy? Oto wyniki sondażu

    Przed wizytą prezydenta Ukrainy w Warszawie Karol Nawrocki w wywiadzie dla Wirtualnej Polski podkreślał, że Polska powinna nadal wspierać Ukrainę, ale jednocześnie oczekiwać relacji opartych na partnerstwie.

    Dalszy ciąg tekstu znajduje się pod materiałem wideo

    “Polska powinna wspierać Ukrainę, ale jednocześnie powinniśmy doprowadzić (…) do partnerskiego traktowania Polski przez Ukrainę” — mówił.

    — “Konflikt trwa blisko cztery lata i mam wrażenie, że my — Polacy — często nie czujemy się w tej relacji jak partnerzy” — dodał.
    Czytaj także w BUSINESS INSIDER

    Prezydent wskazywał również na kwestie szczególnie istotne z punktu widzenia Polski, takie jak sprawa ekshumacji na Wołyniu.

    — “Jeżeli w sprawach, które dla Polaków są ważne (…) widzimy, że dla strony ukraińskiej nie są one nawet przedmiotem realnego rozważenia, to pojawia się pytanie: gdzie jest partnerstwo? Liczę, że się to zmieni” — zaznaczył Nawrocki.

    Podczas konferencji prasowej z Wołodymyrem Zełenskim Karol Nawrocki wyraził też opinię, że pomoc Polski “nie spotkała się z wystarczającym docenieniem” ze strony Ukrainy.

    Czytaj też: Zełenski w Polsce. Prezydent Nawrocki: Nasz wysiłek i pomoc nie zostały docenione
    Wołodymyr Zełenski dziękował Polsce

    Podczas wizyty w Warszawie Wołodymyr Zełenski kilkukrotnie dziękował Polakom za wsparcie udzielane jego krajowi. Po spotkaniu z prezydentem RP podkreślał, że Polska wspierała Ukrainę od momentu uzyskania przez nią niepodległości w 1991 roku.

    Z kolei podczas rozmów z Donald Tusk Zełenski dziękował “narodowi polskiemu za znaczące wsparcie od samego początku tej wojny”.

    Czytaj też: Wołodymyr Zełenski w Polsce. Zobacz, o czym rozmawiał z Donaldem Tuskiem
    Skala polskiej pomocy

    Jak przypomina portal rp.pl, od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji Polska udzieliła Ukrainie szerokiej pomocy wojskowej. W latach 2022–2024 przekazano m.in. setki czołgów, pojazdów opancerzonych, zestawów artyleryjskich, a także myśliwce MiG-29 i śmigłowce Mi-24. Łączna wartość wsparcia wyniosła około 4 mld euro.

    Polska stała się również kluczowym hubem logistycznym dla pomocy zagranicznej — niemal cały strumień wsparcia trafia na Ukrainę przez lotnisko Rzeszów–Jasionka. Jednocześnie nasz kraj przyjął setki tysięcy uchodźców wojennych z Ukrainy.
    Wyniki sondażu: większość popiera ocenę prezydenta

    Uczestników sondażu SW Research dla rp.pl zapytano:

    “Karol Nawrocki powiedział, że Polacy często nie czują się dziś w relacji z Ukraińcami jak partnerzy. Czy zgadza się Pani/Pan z oceną prezydenta?”

    59,8 proc. respondentów odpowiedziało “tak”
    25 proc. — “nie”
    15,2 proc. nie ma zdania

    Jak komentuje Justyna Sobczak z SW Research, z opinią prezydenta częściej zgadzają się mężczyźni niż kobiety, a najwyższy odsetek poparcia widać w grupie wiekowej 25–34 lata. Częściej takie stanowisko prezentują także osoby z wykształceniem zasadniczym zawodowym, respondenci o wyższych dochodach oraz mieszkańcy średnich miast.

    Badanie zostało przeprowadzone przez agencję badawczą SW Research wśród użytkowników panelu on-line SW Panel w dniach 16-17 grudnia 2025 r. Analizą objęto grupę 800 internautów powyżej 18. roku życia. Próba została dobrana w sposób losowo-kwotowy. Struktura próby została skorygowana przy użyciu wagi analitycznej tak, by odpowiadała strukturze Polaków powyżej 18. roku życia pod względem kluczowych cech związanych z przedmiotem badania. Przy konstrukcji wagi uwzględniono zmienne społeczno-demograficzne.

  • Tak wygląda prawda o Stanach Zjednoczonych. Boją się katastrofy

    Tak wygląda prawda o Stanach Zjednoczonych. Boją się katastrofy

    Amerykańskie rozczarowanie. Wielki plan w rozsypce, mundial pod znakiem zapytania? Niekoniecznie

    W Stanach Zjednoczonych znów słychać narzekania. Kolejna ambitna wizja miała zmienić kraj w piłkarską potęgę, a skończyło się na poczuciu niespełnionych obietnic. Futbol – ten „europejski”, a nie amerykański – miał stać się numerem jeden w USA, lecz nigdy nim nie został. Dziś, przed zbliżającymi się mistrzostwami świata, pojawiają się nawet obawy, że turniej zakończy się organizacyjną i frekwencyjną klapą. Paradoksalnie to, co budzi dziś największy lęk – wysokie ceny biletów – może okazać się jednym z atutów całej imprezy, a nie jej przekleństwem.

    Już pod koniec lat 90. Amerykanie snuli niezwykle ambitne plany. W 1998 roku United States Soccer Federation zaprezentowała dokument zatytułowany „Project 2010”. Liczący 113 stron raport, przygotowany przez portugalskiego trenera Carlosa Queiroza, był szczegółową mapą drogową dla rozwoju piłki nożnej w USA. Założenia brzmiały niemal jak science fiction: w 2006 roku reprezentacja Stanów Zjednoczonych miała być gotowa na grę w półfinale mistrzostw świata, a cztery lata później – w 2010 – miała już uchodzić za jednego z głównych kandydatów do tytułu mistrzowskiego.

    Ambicje były ogromne, wiara w projekt niemal bezgraniczna. Przez moment wydawało się nawet, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Mundial w 2002 roku przyniósł Amerykanom awans do ćwierćfinału i rozbudził nadzieje, że plan Queiroza rzeczywiście zaczyna działać. Później jednak nastąpiło brutalne zderzenie z rzeczywistością. Wyniku z Korei i Japonii nigdy nie udało się powtórzyć, a prawdziwym ciosem była kompromitująca porażka eliminacyjna w 2018 roku, gdy USA po raz pierwszy od dekad nie zakwalifikowały się na mistrzostwa świata.

    Równolegle rozpadła się druga wielka prognoza: że piłka nożna stanie się najważniejszym sportem w Stanach Zjednoczonych. Argumenty wydawały się mocne. Miliony dzieci i dorosłych grających w piłkę, rosnące zainteresowanie mundialami, dynamiczny rozwój MLS, do której co roku dołączały nowe kluby z kolejnych miast. Wszystko to miało być zapowiedzią głębszej zmiany kulturowej.

    Według tej wizji Ameryka miała się przeobrazić – stać się bardziej wieloetniczna, otwarta i liberalna, wraz z napływem imigrantów z Ameryki Łacińskiej, Afryki i Europy. A skoro zmienia się społeczeństwo, miały zmienić się także jego sportowe fascynacje. Baseball, uznawany za symbol „starej” Ameryki, oraz futbol amerykański miały stopniowo tracić na znaczeniu. Ich miejsce – tak zakładano – miała zająć piłka nożna, sport globalny, uniwersalny i wspólny dla całego świata.

    Tak się jednak nie stało. Soccer urósł, zadomowił się i zyskał swoje miejsce w amerykańskim pejzażu sportowym, ale nigdy nie zdetronizował dawnych gigantów. Dziś pozostaje sportem ważnym, lecz wciąż stojącym w cieniu NFL, NBA czy MLB. A mimo to wizja mundialu w USA wcale nie musi zakończyć się fiaskiem – nawet jeśli nie spełni dawnych, przesadnie ambitnych marzeń o piłkarskiej hegemonii.