• Tak Tusk chce “dokręcić śrubę” kibolom. Rzecznik rządu tłumaczy

    Tak Tusk chce “dokręcić śrubę” kibolom. Rzecznik rządu tłumaczy

    Rząd alarmuje, że w ostatnich miesiącach wyraźnie wzrosła liczba przestępstw, aktów agresji oraz skandalicznych zachowań związanych ze środowiskami kibolskimi i chuligańskimi. Premier Donald Tusk w noworocznym orędziu zapowiedział zdecydowaną walkę z każdą osobą z tych kręgów, która wejdzie w konflikt z prawem. Do tych deklaracji odniósł się rzecznik rządu Adam Szłapka, podkreślając, że państwo nie zamierza dłużej tolerować poczucia bezkarności.

    Niechęć Donalda Tuska do środowisk kibolskich nie jest nowością i sięga kilkunastu lat wstecz. W tym roku temat ten znalazł się jednak wśród kluczowych wątków noworocznego wystąpienia premiera. – Dociśniemy śrubę przestępcom wszelkiej maści – czy to będzie król kiboli, handlarz narkotyków, skorumpowany polityk czy rosyjski bojówkarz. Każdy, bez wyjątku, kto łamie prawo, w nadchodzącym roku gorzko tego pożałuje. Nie pozwolimy, by grupy przestępcze znów podniosły głowę, a na ulicę wróciła przemoc. Polska ma być i będzie oazą bezpieczeństwa – zapowiedział Tusk.

    Seria brutalnych incydentów

    W ostatnim czasie opinia publiczna regularnie słyszy o kolejnych przestępstwach przypisywanych osobom związanym ze środowiskami kibolskimi. W Gdyni brutalnie pobito 12-letniego chłopca tylko dlatego, że kibicował innej drużynie. Na Podlasiu doszło do napaści na autokar z kibicami Rayo Vallecano, którzy jechali na mecz z Jagiellonią Białystok w Lidze Konferencji.

    Głośno było również o sprawie kiboli Lechii Gdańsk, którzy mieli handlować bronią pochodzącą z Ukrainy i prowadzić działania dywersyjne na rzecz Rosji – w grudniu ruszył w tej sprawie proces sądowy. Na Górnym Śląsku służby rozbiły grupę przemycającą migrantów na Zachód, a jesienią stołeczna policja zlikwidowała gang zajmujący się handlem narkotykami. Do tego dochodzi brutalna wojna między frakcjami kiboli Motoru Lublin, w której dochodziło do pobić, a nawet zabójstw. W 2024 roku kibole Legii mieli z kolei pobić rosyjskiego opozycjonistę na zlecenie.

    Rzecznik rządu: nie ma zgody na bezkarność

    Zdaniem premiera tego rodzaju przestępczość musi być zwalczana bez kompromisów. W podobnym tonie wypowiedział się rzecznik rządu Adam Szłapka. Podkreślił, że władze traktują problem bardzo poważnie i dostrzegają realne zagrożenie dla bezpieczeństwa obywateli.

    – Nie znam środowiska kiboli, ale każdy, kto łamie prawo, musi liczyć się z ostrą reakcją państwa. Nie będę tego interpretował – pan premier mówił wyraźnie o sabotażystach. Generalnie wiemy, że środowiska kibolskie – i podkreślam, nie mówię o zwykłych kibicach – w ostatnim czasie poczuły się bezkarne – powiedział Szłapka w programie „Graffiti” na antenie Polsat News.

    Rzecznik przypomniał także najbardziej bulwersujące sprawy z ostatnich miesięcy. – Pamiętamy przypadek 12-latka na Pomorzu, który był bestialsko męczony. Pamiętamy wydarzenia na Podlasiu, gdzie przygotowywano ustawkę. Nie ma i nie będzie zgody na łamanie prawa w Polsce – zaznaczył.

    Zapowiedzi rządu jasno pokazują, że w 2026 roku polityka wobec przestępczości związanej ze środowiskami kibolskimi ma być znacznie ostrzejsza, a państwo chce wysłać sygnał, że era pobłażania definitywnie się kończy.

  • Świątek rozpętała burzę w Melbourne. Końca nie widać. Jest kolejna reakcja

    Świątek rozpętała burzę w Melbourne. Końca nie widać. Jest kolejna reakcja

    W ostatni weekend zakończyła się rywalizacja na Australian Open. Iga Świątek dotarła do ćwierćfinału, w którym zatrzymała ją późniejsza triumfatorka – Jelena Rybakina. Po porażce z Kazaszką Polka podczas konferencji prasowej wyraziła jasne, zdecydowane stanowisko ws. incydentu z udziałem Coco Gauff. Teraz temat ten poruszył również Taylor Fritz.
    Tenisistka w sportowym stroju z rakietą w ręku, gestykulująca z widocznym wyrazem dezorientacji lub niezadowolenia, na tle ciemnego, zamazanego tła kortu.

    Iga ŚwiątekIZHAR KHANAFP

    Zarówno Iga Świątek, jak i Coco Gauff zakończyły zmagania w Melbourne na etapie ćwierćfinału. Amerykanka nieco niespodziewanie poległa przeciwko Elinie Switolinie (1:6, 2:6 w niecałą godzinę). Zaraz po zakończeniu pojedynku z Ukrainką 21-latka wpadła w furię.

    Po zejściu z kortu skryła się w jednym z korytarzy, gdzie wściekła roztrzaskała rakietę, uwalniając negatywne emocje. Chciała zrobić to po kryjomu. Problem w tym, że całe zdarzenie zarejestrowały kamery, które na całym obiekcie turnieju umieszczone są w wielu miejscach.

    Iga Świątek – Coco Gauff. Skrót meczuPolsat Sport

    Najpierw Światek, a teraz on. Burza po Australian Open nie ma końca. “Nie wiedziałem”

    Po przegranej z Rybakiną (5:7, 1:6) o całą sprawę zapytana została Świątek. Polka nie gryzła się w język.

    – Pytanie brzmi, czy my jesteśmy tenisistkami, czy zwierzętami w zoo? One są obserwowane nawet przy wypróżnianiu. Byłoby miło mieć nieco prywatności. Nie zawsze chce się być tak uważnie obserwowanym. Byłoby miło móc zrobić takie rzeczy w przestrzeni, gdzie nie patrzy cały świat (…) My tenisistki powinniśmy być oglądane na korcie i w trakcie konferencji. To nasza praca – grzmiała sfrustrowana wiceliderka rankingu.

    Podobną opinię wyraziło wielu zawodników z touru WTA i ATP. Reagowała chociażby sama damska organizacja. “Niedawne niepokoje zawodniczek WTA dotyczące kamer w strefach poza kortem, zgłaszane podczas Australian Open, są całkowicie uzasadnione. To bardzo ludzka i sprawiedliwa prośba – zawodniczki potrzebują przestrzeni, w której mogą odpocząć i nie czuć się stale obserwowane” – pisano.

    Ostatnio do opisywanych wydarzeń odniósł się Taylor Fritz. Amerykanin odpadł z pierwszego wielkoszlemowego turnieju w sezonie na etapie 1/8 finału po porażce z Lorenzo Musettim. 28-latek stanął w obronie swojej rodaczki, jednak równocześnie nie dziwił się, że organizatorzy chcą urozmaicić kibicom śledzenie zawodów. – Wszędzie, gdzie jesteśmy o tym poinformowani, są kamery. Owszem, to trochę narusza prywatność, ale rozumiem, dlaczego chcą nas zobaczyć – można wtedy zarejestrować mnóstwo fajnych momentów – tłumaczył w rozmowie z fanami na platformie Twitch.

    – Kamery na siłowni nie zwracają uwagi na to, że jesteśmy filmowani. Wiem, że cały czas tam są, że cały czas nagrywają. Ale jeśli skierują ją na mnie, nie będę o tym myślał. Mimo to wiem, że nie powinienem robić niczego, czego nie chciałbym, żeby ludzie widzieli. Wszędzie są kamery i myślę, że to dobrze, bo ludzie chcą zobaczyć to, co dzieje się za kulisami – dodawał.

    Następnie Fritz powiedział, że doskonale zna miejsce, w którym Gauff rozbiła rakietę, ale sam nie wiedział, że obejmuje je oko kamery. – Oczywiście, poszła tam specjalnie, bo myślała, że nie ma tam kamery. Dlatego myślę, że w takich sytuacjach raczej nie powinni tego pokazywać – podsumował.
    Temat wpadki Igi Świątek wraca jak bumerang. Australijczycy w końcu powiedzieli “dość”

    Temat wpadki Igi Świątek wraca jak bumerang. Australijczycy w końcu powiedzieli “dość”JOSE BRETON / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFPAFP
    Kobieta w sportowym stroju, z opaską na głowie, zaciska pięść z wyrazem silnych emocji na twarzy, wyrażając triumf lub determinację podczas meczu tenisowego.

    Coco GauffPhoto by MINAS PANAGIOTAKIS / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Taylor Fritz

    Taylor FritzDAVID GREYAFP

    Indykpol AZS Olsztyn – Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa. Skrót meczu.

  • Rząd wstrzymuje reformę rynku pracy. “Tusk postawił sprawę na ostrzu noża”

    Rząd wstrzymuje reformę rynku pracy. “Tusk postawił sprawę na ostrzu noża”

    Miała to być jedna z kluczowych reform rynku pracy zaplanowanych na 2026 rok. Dziś jednak jej los stoi pod dużym znakiem zapytania. Zmiany dotyczące tzw. umów śmieciowych mogą w ogóle nie wejść w życie, a wszystko przez poważny konflikt, który wybuchł wewnątrz rządu.

    Pod znakiem zapytania znalazła się reforma Państwowej Inspekcji Pracy. Szefowa Rządowego Centrum Legislacji Joanna Knapińska przyznała w rozmowie z money.pl, że projekt w obecnym kształcie nie będzie dalej procedowany. – Zwróciłam go pani minister jeszcze na etapie Rady Ministrów – powiedziała. Teraz oczekuje się, że ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk przedstawi poprawioną wersję ustawy.

    Jak się okazuje, obecna propozycja jest nie do zaakceptowania dla części rządu, w tym dla premiera Donalda Tuska. Spór wokół reformy był na tyle poważny, że podczas posiedzenia Rady Ministrów we wtorek, 30 grudnia, doszło do ostrej awantury.

    Rząd w konflikcie o reformę rynku pracy

    Kością niezgody stał się przede wszystkim zapis przyznający Państwowej Inspekcji Pracy prawo do przekształcania nieprawidłowo zawartych umów cywilnoprawnych w umowy o pracę. Projekt z takim rozwiązaniem jest jednym z tzw. kamieni milowych w ramach Krajowego Planu Odbudowy i był już wcześniej omawiany na forum rządu. Wówczas padło jednoznaczne „nie”, jednak resort pracy nie zrezygnował z prób forsowania zmian.

    Jak informuje TVN24, taka postawa miała wyjątkowo zirytować Donalda Tuska, który poczuł się wprowadzony w błąd. Podczas posiedzenia rządu premier domagał się wyjaśnień od Agnieszki Dziemianowicz-Bąk oraz Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, pytając, dlaczego projekt w tej formie trafił pod obrady. Po jego pytaniach zapadała niezręczna cisza, a sama dyskusja miała trwać ponad godzinę.

    Według relacji TVN24 premier był wyraźnie poirytowany, uznając tłumaczenia minister pracy za zbyt długie i niekonkretne. Efekt? Prace nad reformą PIP zostały wstrzymane. Ich wznowienie będzie możliwe dopiero po przedstawieniu nowej wersji projektu.

    – Premier jasno dał do zrozumienia, że obecny kształt ustawy jest nie do przyjęcia i postawił sprawę na ostrzu noża. Nakazał wycofanie projektu z porządku prac rządu i odesłanie go do resortu pracy. Jeśli ministra Dziemianowicz-Bąk nie wprowadzi istotnych poprawek, reforma upadnie – powiedział anonimowy polityk w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.

    KPO komplikuje manewr rządu

    Planowane korekty mają dotyczyć przede wszystkim uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy – właśnie tych, które wywołały największy sprzeciw. Problem polega na tym, że są one jednym z kamieni milowych KPO. Wycofanie się z kontrowersyjnego zapisu może skutkować wstrzymaniem unijnych środków. Alternatywą byłoby renegocjowanie warunków podczas kolejnej rewizji KPO, co jednak również nie jest łatwe.

    Warto dodać, że uprawnienia PIP i tak zostały już wcześniej ograniczone w porównaniu z pierwotnymi założeniami. Zrezygnowano m.in. z działania decyzji inspekcji wstecz oraz z ich natychmiastowej wykonalności.

    Pracodawcy biją na alarm. Na liście zagrożeń także szpitale

    Mimo tych ustępstw projekt nadal budzi zdecydowany sprzeciw pracodawców. – Sprzeciwiamy się propozycjom zawartym w projekcie ustawy i apelujemy o rezygnację z zaproponowanych przepisów – mówił prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan oraz przewodniczący zespołu Rady Dialogu Społecznego ds. prawa pracy.

    Konfederacja Lewiatan podkreśla, że obecna sytuacja na rynku pracy – niskie bezrobocie i wysoki popyt na pracowników – sprawia, iż to zatrudnieni w praktyce decydują o formie współpracy. Zdaniem organizacji, wystarczające byłoby usprawnienie istniejących mechanizmów ochrony pracowników, bez tak daleko idącej ingerencji.

    Jako przykład często przywoływane są zawody medyczne. Wielu lekarzy pracuje dziś na kontraktach B2B lub w ramach własnej działalności gospodarczej. Dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego im. prof. Orłowskiego w Warszawie Tomasz Kopiec ostrzegał w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną”, że w przypadku przymusowego przechodzenia na etaty „większość zabiegowców czy radiologów z dnia na dzień przeniesie się do sektora prywatnego”.

    – Na umowie o pracę nie będą w stanie zarabiać tyle, co obecnie. Alternatywą byłyby żądania pensji rzędu 100 tysięcy złotych miesięcznie – podkreślał.

  • W mediach aż huczy o Świątek i Alcarazie. Wszystkie oczy na nich

    W mediach aż huczy o Świątek i Alcarazie. Wszystkie oczy na nich

    Iga Świątek i Carlos Alcaraz przed historyczną szansą. Zagraniczne media nie mają wątpliwości

    Iga Świątek oraz Carlos Alcaraz mogą przejść do historii już podczas tegorocznego Australian Open. Taką tezę stawiają prestiżowe zagraniczne portale tenisowe, które zgodnie podkreślają, że styczeń 2026 roku może okazać się przełomowy zarówno dla Polki, jak i Hiszpana.

    Oboje mają obecnie na koncie po sześć triumfów wielkoszlemowych. Świątek czterokrotnie wygrywała Roland Garros (2020, 2022–2024), a także sięgała po tytuły na Wimbledonie (2025) i US Open (2022). Alcaraz dwukrotnie triumfował we French Open (2024–2025), dwukrotnie na Wimbledonie (2023–2024) oraz dwukrotnie w US Open (2022, 2025).

    Jeden brakujący element

    Łączy ich jedno – żadne z nich nigdy nie wygrało Australian Open. To właśnie ten turniej pozostaje ostatnim brakującym elementem do skompletowania Karierowego Wielkiego Szlema. Jak zauważa portal tennis365.com, jeśli Świątek i Alcaraz sięgnęliby po tytuły w Melbourne, staliby się pierwszą taką parą w historii, która dokonałaby tego wyczynu podczas tej samej edycji turnieju.

    „Świątek i Alcaraz walczą nie tylko o siódmy tytuł wielkoszlemowy w karierze, ale również o wyjątkowy kamień milowy. Brakuje im jednego turnieju do skompletowania Karierowego Wielkiego Szlema” – czytamy na łamach portalu.

    Dla Igi Świątek byłoby to pierwsze takie osiągnięcie w karierze. Alcaraz miał już okazję dokonać tego wcześniej, jednak nie zdołał wykorzystać swojej szansy.

    Elitarne grono

    Dotychczas w erze Open Karierowy Wielki Szlem zdobyło zaledwie 12 zawodniczek i zawodników. W tym gronie znaleźli się m.in. Margaret Court, Rod Laver, Billie Jean King, Chris Evert, Martina Navratilova, Steffi Graf, Andre Agassi, Serena Williams, Roger Federer, Rafael Nadal, Maria Szarapowa oraz Novak Djoković, który jako ostatni dokonał tego w 2016 roku.

    Australian Open wciąż wyzwaniem

    O potencjalnym historycznym wyczynie Świątek i Alcaraza pisze również Tennisuptodate.com, zwracając uwagę, że mimo ogromnych sukcesów w innych turniejach wielkoszlemowych, Australian Open od lat pozostaje dla nich problematyczny.

    Portal podkreśla, że Polka nigdy nie dotarła w Melbourne do finału. Jej najlepsze wyniki to półfinały w 2022 i 2025 roku. „Świątek miała swoje szanse, ale wciąż nie osiąga w Australian Open poziomu, jakiego się od niej oczekuje” – zauważają dziennikarze, przypominając jej wcześniejsze odpadnięcia oraz bolesne porażki, m.in. z Danielle Collins i późniejszą mistrzynią Madison Keys.

    Jeszcze skromniej prezentuje się dorobek Alcaraza w Melbourne. Hiszpan dwukrotnie docierał tam do ćwierćfinału – w 2024 i 2025 roku – i na tym etapie kończył swój udział w turnieju.

    Motywacja na maksimum

    Jedno jest pewne: zarówno Świątek, jak i Alcaraz przystąpią do Australian Open 2026 niezwykle zmotywowani. Stawką jest nie tylko kolejny wielkoszlemowy tytuł, ale także miejsce w absolutnej historii tenisa. Jeśli uda im się przełamać dotychczasową niemoc w Melbourne, ich nazwiska mogą na stałe trafić do grona legend.

  • Świątek już na korcie. Pokaz siły Polki w Australii. Jasny komunikat dla Niemców

    Świątek już na korcie. Pokaz siły Polki w Australii. Jasny komunikat dla Niemców

    Iga Świątek coraz wyraźniej wchodzi w tryb meczowy i może już niemal odliczać godziny do swojego pierwszego występu w sezonie 2026. Ten debiut będzie miał szczególny charakter – wiceliderka światowego rankingu WTA zagra w barwach reprezentacji Polski w rywalizacji z Niemcami w ramach United Cup. Choć do spotkania pozostało jeszcze kilka dni, Polka nie traci czasu i intensywnie przygotowuje się do startu, wysyłając rywalkom czytelny sygnał.

    Tegoroczna edycja United Cup została już oficjalnie otwarta, a los przydzielił Polskę do grupy F, w której zmierzy się z Niemcami oraz Holandią. Areną zmagań będzie Sydney, a inauguracyjny mecz Biało-Czerwonych z naszymi zachodnimi sąsiadami zaplanowano na poniedziałek 5 stycznia, we wczesnych godzinach porannych czasu polskiego.

    Kapitanem polskiej kadry został Mateusz Terczyński, a trzon zespołu stanowią największe gwiazdy rodzimego tenisa. Oprócz Igi Świątek w składzie znaleźli się wracający do rywalizacji po problemach zdrowotnych Hubert Hurkacz, a także Katarzyna Kawa, Katarzyna Piter, Daniel Michalski oraz Jan Zieliński.

    Świątek nie ukrywa, że chce jak najlepiej rozpocząć nowy sezon. Jej pierwszym singlowym sprawdzianem w 2026 roku ma być pojedynek z reprezentującą Niemcy Evą Lys, tenisistką o ukraińskich korzeniach. Na kilka dni przed tym starciem oficjalne konto United Cup opublikowało nagranie z treningu Polki, które można odebrać jako przedturniejowy pokaz gotowości i pewności siebie.

    Na krótkim filmie widać, jak liderka polskiej drużyny posyła mocne, precyzyjne forhendy i serwisy, ale nie brakuje też solidnych bekhendów oraz zagrań przy siatce. Raszynianka sprawia wrażenie zawodniczki w pełni skoncentrowanej i zdeterminowanej, by od pierwszych piłek narzucić rywalkom swoje warunki gry i mocnym akcentem otworzyć sezon 2026.

    Pobyt w Australii to jednak nie tylko ciężka praca na korcie. Polska reprezentacja znalazła również czas na chwilę wytchnienia i integracji. Zawodnicy i sztab wybrali się na rejs po Zatoce Sydney, podziwiając charakterystyczną panoramę miasta i korzystając ze słonecznej, letniej aury, która panuje na Antypodach.

    Zdjęcia z tej wyprawy pojawiły się w mediach społecznościowych United Cup, a organizatorzy opatrzyli je wymownym komentarzem: „Polski klimat, portowy widok”. Trudno o większy kontrast wobec zimowej aury, z jaką w tym czasie mierzą się kibice w kraju. Jedno jest pewne – Iga Świątek i cała reprezentacja Polski robią wszystko, by w Australii zaprezentować się z jak najlepszej strony już od pierwszego meczu.

    https://x.com/UnitedCupTennis/status/2006853742654894518?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2006853742654894518%7Ctwgr%5E8180ef664deabe8183514564e63a8e2f9e0572c8%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-swiatek-juz-na-korcie-pokaz-sily-polki-w-australii-jasny-komnId22504345

    https://x.com/UnitedCupTennis/status/2006924964294017435?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2006924964294017435%7Ctwgr%5E8180ef664deabe8183514564e63a8e2f9e0572c8%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-swiatek-juz-na-korcie-pokaz-sily-polki-w-australii-jasny-komnId22504345

  • Dziennikarze z całego świata o Świątek. O tych słowach będzie głośno

    Dziennikarze z całego świata o Świątek. O tych słowach będzie głośno

    „The Best of Iga 2025”. Jurorzy z całego świata nie mieli wątpliwości – to był sezon, który przeszedł do historii

    Który mecz Igi Świątek w 2025 roku był najlepszy? Jakie osiągnięcie miało największą wagę? Która rywalka postawiła Polce najtrudniejsze warunki, a które słowa tenisistki wybrzmiały najmocniej? Znamy wyniki czwartej edycji prestiżowego plebiscytu Sport.pl „The Best of Iga”, w którym sezon liderki polskiego tenisa ocenili dziennikarze i eksperci z całego świata.

    W głosowaniu wzięło udział 15 jurorów z różnych krajów, reprezentujących czołowe media sportowe. Każdy z nich wskazał swoje typy w czterech kategoriach, podsumowując jeden z najbardziej wyjątkowych sezonów w karierze Igi Świątek.

    Najlepszy mecz 2025 roku: historyczny finał Wimbledonu

    W tej kategorii niemal nie było dyskusji. Jurorzy zgodnie wskazali finał Wimbledonu, w którym Iga Świątek rozgromiła Amandę Anisimową 6:0, 6:0. Taki wynik w finale turnieju wielkoszlemowego na trawie to absolutny ewenement.

    Eksperci podkreślali nie tylko sam rezultat, ale też pełną kontrolę, spokój i perfekcję w wykonaniu Polki. „Rower” w finale Wimbledonu to wydarzenie, które może nie powtórzyć się przez dekady – zwracali uwagę komentatorzy z Wielkiej Brytanii, Niemiec czy Francji. Dla wielu był to najlepszy indywidualny występ tenisistki w całym sezonie WTA.

    Największy sukces: Wimbledon ponad wszystko

    Triumf w Londynie został również jednogłośnie uznany za najważniejsze osiągnięcie sezonu. Był to pierwszy tytuł Igi Świątek na trawie i jednocześnie szósty wielkoszlemowy triumf w karierze. Dzięki temu Polka skompletowała zwycięstwa w Wielkich Szlemach na wszystkich nawierzchniach – ziemnej, twardej i trawiastej.

    Jurorzy zgodnie podkreślali symboliczne znaczenie tego sukcesu. Wimbledon – najbardziej prestiżowy turniej w historii tenisa – długo uchodził za „brakujące ogniwo” w dorobku Świątek. Rok 2025 zamknął tę dyskusję definitywnie. Dla części ekspertów był to nie tylko największy triumf w jej karierze, ale wręcz jedno z najważniejszych osiągnięć w historii polskiego sportu indywidualnego.

    Najlepszy występ przeciwko Idze Świątek: Madison Keys w Melbourne

    Wyróżnienie dla rywalki, która zaprezentowała się najlepiej w bezpośrednim starciu z Polką, trafiło do Madison Keys. Amerykanka pokonała Świątek w półfinale Australian Open 5:7, 6:1, 7:6, broniąc po drodze piłki meczowej i wygrywając dramatycznego tie-breaka decydującego seta.

    Jurorzy podkreślali rangę meczu, presję, z jaką musiała mierzyć się Keys, oraz jej odporność psychiczną. Dla wielu był to najlepszy mecz kobiecego tenisa w całym sezonie 2025. Co więcej, Keys poszła za ciosem – w finale w Melbourne pokonała Arynę Sabalenkę, osiągając życiowy sukces.

    Najważniejsze słowa: mocny głos o realiach współczesnego tenisa

    W kategorii „Najważniejsza wypowiedź” najwięcej głosów zdobyły słowa Igi Świątek dotyczące przeciążonego kalendarza i zasad WTA. Jesienią Polka otwarcie skrytykowała obowiązkowe turnieje, intensywność sezonu i brak przestrzeni na regenerację.

    – Sezon jest długi, a w jego drugiej części zawodnicy są bardziej zmęczeni. Przepisy WTA sprawiają, że to dla nas istne szaleństwo. Nie da się zmieścić wszystkiego w harmonogramie – mówiła Świątek, wywołując szeroką debatę w środowisku tenisowym.

    Jurorzy docenili odwagę, z jaką była liderka rankingu zabrała głos w imieniu zawodniczek. Wielu z nich podkreślało, że była to wypowiedź, która wykraczała poza sport, dotykając kwestii zdrowia psychicznego i przyszłości zawodowego tenisa.

    Wysoko oceniono także inne jej słowa – dotyczące hejtu w mediach społecznościowych oraz refleksji po trudnym okresie na mączce, gdy przyznała, że była wobec siebie zbyt surowa i musiała zmienić nastawienie.

    Sezon, który zdefiniował karierę

    Plebiscyt „The Best of Iga 2025” pokazuje jednoznacznie: miniony rok był dla Igi Świątek momentem przełomowym. Po trudnym początku sezonu, cieniu spraw pozasportowych i krytyce, Polka wróciła na szczyt w najbardziej spektakularny możliwy sposób – triumfując na Wimbledonie i zamykając kolejne rozdziały swojej kariery.

    Dla jurorów z całego świata nie ma wątpliwości: 2025 rok to sezon, który na zawsze pozostanie jednym z najważniejszych w historii Igi Świątek – i całego polskiego sportu.

  • Trener Igi Świątek jasno o swojej roli w zespole. Nie ukrywa prawdy

    Trener Igi Świątek jasno o swojej roli w zespole. Nie ukrywa prawdy

    Iga Świątek już niebawem rozpocznie tenisowy sezon na United Cup. Polska tenisistka najbardziej szykuje się jednak na nadchodzące wielkimi krokami Australian Open. By jak najlepiej przygotować się do startu, Świątek korzysta m.in. z nieustającej pomocy Macieja Ryszczuka, który jest jej trenerem od przygotowania fizycznego. W jednej z internetowych dyskusji Ryszczuk powiedział, jak naprawdę wygląda jego rola w teamie Polki.
    Dwie osoby ubrane w sportowe ubrania i czerwone czapki z daszkiem, jedna patrzy przed siebie w świetle ulicznych lamp, druga siedzi w jasnym wnętrzu, spoglądając na rozmówcę.

    Iga Świątek od dłuższego już czasu współpracuje z Maciejem RyszczukiemSTACH ANTKOWIAK/REPORTER, IMAGO/Juergen Hasenkopf/Imago Sport and NewsEast News

    Maciej Ryszczuk to jeden z najbardziej rozchwytywanych w świecie tenisa i nie tylko fizjoterapeutów. Polak zdobył sobie uznanie m.in. pracą z Igą Świątek, ale również z polskimi lekkoatletami. Dziś uważany jest za jednego z najlepszych w branży.

    Maciej Ryszczuk i Iga Świątek – duet nie do zatrzymania

    Iga Świątek w 2025 roku po raz pierwszy wygrała Wimbledon, a w kolejnym sezonie ma chrapkę na to, by zapolować na Wielki Szlem i zdobyć tytuł podczas Australian Open. Pomóc w tym ma jej Maciej Ryszczuk, jej fizjoterapeuta i trener od przygotowania fizycznego, który znany jest ze swojej wymagającej natury, jak i świetnych rezultatów.

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP

    Ryszczuk jest już gotowy na kolejne wyzwania, jakie niesie ze sobą rok 2026. Postanowił również wypowiedzieć się pod jednym z tenisowych podsumowań. Najpierw zwrócił uwagę na świetny sezon przyjaciółki Igi Świątek, a potem wyjaśnił, jak naprawdę wygląda jego rola w teamie jednej z najlepszych tenisistek świata.

    Maciej Ryszczuk szczerze o swojej roli w teamie Świątek

    Znany dziennikarz sportowy, Dominik Senkowski, postanowił podsumować tenisowo rok 2025. Wskazał na najważniejsze osiągnięcia Igi Świątek i Kamila Majchrzaka, a także “falowanie” Magdy Linette i Magdaleny Fręch. Jak się okazało, w krótkim wpisie pominął jedną polską zawodniczkę, która w tym roku pokazała, że stać ją na świetną grę.

    W komentarzu Maciej Ryszczuk podał nazwisko Mai Chwalińskiej, chwaląc jej tegoroczne dokonania. “Oczywiście, dla Mai również kolejny udany sezon, a razem z takim trenerem przygotowania fizycznego w kolejnym roku może być jeszcze lepiej!” – odpisał Senkowski. Fizjoterapeuta postanowił szczerze odpowiedzieć.

    “Ja to mam trzeciorzędną rolę w większości wypadków. Brawa dla zawodniczek i zawodników, że dają z siebie przez cały rok najwięcej jak to możliwe, w danym momencie” – odpisał skromnie Ryszczuk. Zdaje się jednak, że parę osób nie podzielało jego zdania, twierdząc, że to właśnie dzięki niemu wszystko u Świątek i nie tylko działa jak w zegarku.
    Dwie osoby w sportowych ubraniach i białych czapkach siedzą obok siebie, klaszcząc na trybunach, w tle widać fragmenty trybun oraz inne osoby.

    Maciej Ryszczuk w towarzystwie Darii Abramowicz, odpowiadającej za przygotowanie mentalne Igi Świątek Foto OlimpikAFP
    Iga Świątek ze swoim sztabem i tatą

    Iga Świątek ze swoim sztabem i tatąArtur WidakAFP

  • W mediach aż huczy o Świątek i Alcarazie. Wszystkie oczy na nich

    W mediach aż huczy o Świątek i Alcarazie. Wszystkie oczy na nich

    Iga Świątek i Hiszpan Carlos Alcaraz mogą dokonać historycznego wyczynu na tegorocznym Australian Open. Rozpisują się o tym prestiżowe zagraniczne portale tenisowe.
    Fot. KIM SOO-HYEON / REUTERS

    6 – po tyle triumfów w turniejach wielkoszlemowych mają Iga Świątek (2. WTA) oraz Carlos Alcaraz (1. ATP). Polka cztery razy wygrywała Rolanda Garrosa (2020, 2022-2024) i po razie Wimbledon (2025) i US Open (2022). Alcaraz triumfował po dwa razy Rolanda Garrosa (2024-2025), Wimbledon (2023-2024) i US Open (2022, 2025).

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    W mediach huczy o Świątek i Alcarazie. Wszystkie oczy na nich

    Świątek i Alcaraza łączy to, że nigdy w swojej karierze nie wygrali Australian Open, który zostanie rozegrany w styczniu tego roku. Na ten temat rozpisują się prestiżowe portale zagraniczne, zajmujące się tenisem.

    “Czy Iga Świątek i Carlos Alcaraz dokonają wyjątkowego wyczynu na Australian Open 2026?” – to tytuł z tennis365.com.

    “Świątek i Alcaraz chcą wygrać swój siódmy turniej wielkoszlemowy podczas Australian Open 2026, ale chcą też osiągnąć wyjątkowy kamień milowy. Byliby pierwszą parą, której się to uda podczas tego samego turnieju. Brakuje im bowiem jednego turnieju do zdobycia Karierowego Wielkiego Szlema” – czytamy.

    Świątek ma szansę to osiągnąć po raz pierwszy w karierze. Alcaraz mógł tego dokonać na początku ubiegłego roku, ale się nie udało.

    Dotychczas wielkiego szlema w erze Open wygrało 12 osób. Dokonali tego kolejno: Margaret Smith Court, Rod Laver, Billie Jean King, Chris Evert, Martina Navratilova, Steffi Graff, Andre Agassi, Serena Williams, Roger Federer, Rafael Nadal, Maria Szarapowa oraz Novak Djoković (jako ostatni w 2016 roku).

    O szansie Świątek i Alcaraza rozpisuje się też “Tennisuptodate.com”.

    “Oboje wygrywali już trzy turnieje wielkoszlemowe. Ich forma prezentowana na tych imprezach nie znalazła odzwierciedlenia w Australian Open, pierwszym turnieju wielkoszlemowym sezonu. Jak na ich bardzo wysokie standardy, jest to wynik zdecydowanie poniżej poziomu, jaki pokazują na kortach gdzie indziej. Alcaraz i Świątek mogą wpisać swoje nazwiska na legendarną listę mistrzów i oboje są niezwykle zmotywowani, by dopiąć celu. Ta para celuje w zapisanie się w historii, ale będzie musiała poprawić swoją dotychczasową słabą formę na Australian Open.” – czytamy.

    Portal podkreśla też, że Australian Open nie leży Idze Świątek. Polska tenisistka w tej imprezie nigdy nie doszła nawet do finału. Jej najlepsze wyniki to półfinał w 2022 i 2025 roku.

    Zobacz także: Polacy zdecydowali. Tak Świątek zareagowała po usłyszeniu wyników

    “Świątek mogła mieć lepsze wyniki w Melbourne, ale wciąż nie osiąga standardów, których się od niej oczekuje. Obecna druga rakieta świata zadebiutowała w 2019 roku, przegrywając w drugiej rundzie. Kolejne dwa odpadnięcia w czwartej rundzie poprzedziły jej najlepszy jak dotąd występ – dotarcie do półfinału w 2022 roku. Jednak niespodziewana porażka z Collins wstrzymała aspiracje na kolejny rok. Potem odpadała w IV i III rundzie. Drugi półfinał w 2025 roku pokazał postęp, ale ponownie w meczu z amerykańską outsiderką Polka przegrała. Tym razem z przyszłą mistrzynią Madison Keys” – dodaje “Tennisuptodate.com”.

    Jeszcze słabszy najlepszy wynik w Australian Open ma Alcaraz. Dotychczas był w ćwierćfinale w 2024 i 2025 roku.

  • Tomasiak nie przestaje zachwycać, znów walczył z czołówką. Prevc zdecydowanie najlepszy

    Tomasiak nie przestaje zachwycać, znów walczył z czołówką. Prevc zdecydowanie najlepszy

    74. Turniej Czterech Skoczni dotarł do półmetka, a rywalizacja na dobre rozgrzała kibiców. Za nami już niemiecka część prestiżowej imprezy, zwieńczona tradycyjnym noworocznym konkursem na Grosse Olympiaschanze w Garmisch-Partenkirchen. Zwycięzcą zawodów został Domen Prevc, który sięgnął po swoje drugie triumfalne zwycięstwo w tegorocznej edycji turnieju. Z polskiego punktu widzenia zdecydowanie najlepiej zaprezentował się Kacper Tomasiak. Zaledwie 18-letni skoczek oddał dwa równe, bardzo solidne skoki, co pozwoliło mu uplasować się na znakomitym 8. miejscu.

    Noworoczny konkurs w Garmisch-Partenkirchen tradycyjnie zakończył niemiecką odsłonę Turnieju Czterech Skoczni. Wyniki serii próbnej dość trafnie oddawały aktualną dyspozycję biało-czerwonych, spośród których czterech wywalczyło awans do głównych zawodów. Najlepiej zaprezentował się Kacper Tomasiak, który zajął 13. miejsce i potwierdził swoją rolę sportowego lidera kadry. Kamil Stoch uplasował się na 23. pozycji, co było kontynuacją jego solidnych, choć nieco nierównych występów z poprzednich konkursów. Wynik Macieja Kota (32.) sugerował, że walka o drugą serię może być trudna, natomiast 41. lokata Pawła Wąska nie napawała większym optymizmem.

    Jak jednak często bywa w skokach narciarskich, konkurs rządzi się własnymi prawami, a system KO potrafi całkowicie zmienić układ sił. W pierwszej parze z udziałem Polaka Paweł Wąsek zmierzył się z Johannem Forfangiem. Choć Polak poprawił się w porównaniu do serii próbnej, skok na odległość 124,5 metra okazał się niewystarczający. Do Norwega stracił 5,5 metra i ponad 15 punktów, co oznaczało szybkie pożegnanie z rywalizacją.

    Znacznie lepiej poradził sobie Maciej Kot, który trafił na wymagającego przeciwnika – Mariusa Lindvika. Skoczek z Limanowej uzyskał 127 metrów, czyli o pół metra więcej od Norwega. Dodatkowo pomogły mu korzystniejsze rekompensaty za wiatr oraz wyższe noty sędziowskie. W efekcie Kot wygrał swoją parę różnicą 5,2 punktu i zameldował się w drugiej serii.

    Kolejnym Polakiem na belce był Kacper Tomasiak, rywalizujący z legendarnym Simonem Ammanem. Szwajcar nie postawił wysoko poprzeczki, lądując na 122,5 metra. Młody Polak już od wyjścia z progu wyglądał bardzo pewnie i bez problemu pokonał doświadczonego rywala. Co więcej, po swoim skoku przez moment objął prowadzenie, zapewniając sobie bardzo dobrą pozycję wyjściową przed finałową serię.

    Na koniec pierwszej rundy zaprezentował się Kamil Stoch. Po znakomitych kwalifikacjach, w których zajął 9. miejsce, mógł liczyć na teoretycznie łatwiejszego rywala – Jewhena Marusiaka. Skok na 129 metrów w zupełności wystarczył, by pewnie awansować dalej, zwłaszcza że Ukrainiec uzyskał jeden z najsłabszych wyników konkursu.

    Po pierwszej serii na prowadzeniu, zgodnie z oczekiwaniami, znajdował się Domen Prevc. Słoweniec poszybował aż na 143 metry i wyprzedzał Jana Hoerla o 3,2 punktu oraz Rena Nikaido o 10,5 punktu. Kacper Tomasiak po kolejnym bardzo dobrym skoku zajmował 7. miejsce. Kamil Stoch plasował się na 18. pozycji, Maciej Kot był 20., natomiast Paweł Wąsek zakończył konkurs na 35. lokacie. Istotnym wydarzeniem dnia była również kolejna dyskwalifikacja Timiego Zajca, która ponownie wywołała spore poruszenie w środowisku skoków.

    Druga seria rozpoczęła się od występu Macieja Kota. Doświadczony zawodnik musiał zmierzyć się z wyjątkowo trudnymi warunkami, co przełożyło się na aż siedmiopunktową rekompensatę. Mimo to oddał przyzwoity skok na 128 metrów, który na dłuższą chwilę dał mu nawet 4. miejsce.

    Chwilę później na rozbiegu pojawił się Kamil Stoch. Mistrz olimpijski poleciał dokładnie 129 metrów, co pozwoliło mu objąć 3. pozycję w klasyfikacji bieżącej i zapewniło, że w najgorszym wypadku zakończy zawody na 20. miejscu.

    W międzyczasie kapitalną próbą popisał się Ryoyu Kobayashi. Utytułowany Japończyk skoczył aż 141 metrów i wyraźnie dał sygnał rywalom, że mimo 11. miejsca po pierwszej serii nie można go skreślać w walce o czołowe lokaty. Ostatnim z biało-czerwonych był Kacper Tomasiak. Sklasyfikowany na 7. miejscu po pierwszym skoku, w finale również zaprezentował się bardzo stabilnie, uzyskując 129,5 metra. Z łączną notą 260,8 punktu na moment awansował na 2. pozycję, tuż za Kobayashim, i mógł być już pewny miejsca w najlepszej dziesiątce.

    Ostatecznie po zwycięstwo sięgnął Domen Prevc. 26-letni Słoweniec po skokach na 143 i 141 metrów nie pozostawił rywalom żadnych złudzeń, triumfując z przewagą przekraczającą 15 punktów. Drugie miejsce zajął Jan Hoerl, a na najniższym stopniu podium stanął bardzo młody i obiecujący Stephan Embacher.

    Wyniki konkursu w Ga-Pa:
    1. Domen Prevc – 303.1 pkt
    2. Jan Hoerl – 287.7 pkt
    3. Stephan Embacher – 287.1 pkt
    …
    8. Kacper Tomasiak – 260.8 pkt
    …
    20. Kamil Stoch – 242.1 pkt
    23. Maciej Kot – 239.2 pkt

  • Takim majątkiem dysponuje teraz Szeremeta. Może aż zakręcić się w głowie

    Takim majątkiem dysponuje teraz Szeremeta. Może aż zakręcić się w głowie

    Srebrny medal igrzysk olimpijskich w Paryżu okazał się dla Julii Szeremety momentem przełomowym – nie tylko sportowo, ale i życiowo. Ogromny sukces otworzył przed młodą pięściarką wiele drzwi, diametralnie zmienił jej codzienność i sprawił, że dziś znajduje się w zupełnie innym miejscu niż jeszcze kilka lat temu. Dzięki talentowi, ciężkiej pracy i rosnącej popularności 22-latka systematycznie buduje swój majątek, który już teraz robi spore wrażenie. Apartament zapewniony przez sponsora, dwa samochody i własne mieszkanie to dopiero początek długiej listy.

    Igrzyska olimpijskie w Paryżu wyniosły Julię Szeremetę na szczyt rozpoznawalności, ale jej droga do tego momentu była długa i wymagająca. Boks towarzyszy jej od 12. roku życia. Początkowo trenowała równolegle karate – do czego zachęciła ją mama – jednak ten epizod trwał zaledwie rok. Bardzo szybko całkowicie skupiła się na pięściarstwie, spędzając na sali treningowej niemal każdą wolną chwilę.

    – Zostawałam na zajęciach starszych grup, nie zwracając uwagi na to, czy robi się ciemno. Ciągnęło mnie do sportu, a nie do domu – wspomina dziś w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet”.

    Ten tryb życia niewiele się zmienił. Szeremeta rzadko bywa w rodzinnym Bieniowie, z którego pochodzi. Jak sama przyznaje, przez większość roku przebywa poza domem. – Przez około 270 dni jestem na zgrupowaniach. Między obozami dochodzą jeszcze zobowiązania sponsorskie, kontrakty, dodatkowe treningi w Lublinie, wywiady – tłumaczy.

    Jej droga edukacyjna i sportowa od początku wymagała samodzielności. Pierwsze klasy szkoły podstawowej ukończyła w Leonowie, później – po likwidacji placówki – przeniosła się do Stołpia, gdzie skończyła zarówno podstawówkę, jak i gimnazjum. Kolejnym etapem był Lublin. W wieku zaledwie 15 lat praktycznie wyprowadziła się z domu rodzinnego.

    – Tata uznał, że skoro chcę postawić na boks w stu procentach, muszę trafić do najlepszego klubu. Trenowałam wtedy w uczniowskim klubie II LO w Chełmie, a jego dobrym znajomym był prezes Paco Lublin. W Lublinie funkcjonowało liceum współpracujące z klubem, gdzie można było trenować. Sama wizja życia w dużym mieście mnie nie przerażała. Szybko się usamodzielniłam – wyjazdy na kadrę i obozy nauczyły mnie długiej nieobecności w domu – opowiadała Hubertowi Kęsce.

    Dziś Julia Szeremeta kończy etap boksu młodzieżowego i z pełnym impetem wchodzi na seniorskie areny. Ma już na koncie sukcesy, które stawiają ją w gronie najbardziej obiecujących zawodniczek w kraju. Doskonale zdaje sobie sprawę, że to jej najlepszy moment – zarówno sportowo, jak i finansowo.

    – Wiem, że to czas, w którym mogę zapracować sobie na dobre życie. Ciągle coś się dzieje: chwila przerwy i znowu kolejne wyzwania. Ale robię to po to, by w przyszłości żyć spokojnie i nie martwić się o jutro – przyznaje.

    Jej obecna sytuacja materialna pokazuje, jak bardzo zmieniło się jej życie. Na co dzień mieszka w apartamencie zapewnionym przez sponsora, ale ma również własne mieszkanie. – Kupiłam je raczej pod wynajem. Nie opłaca mi się tam mieszkać, skoro w domu jestem tylko przez cztery–pięć dni w miesiącu – wyjaśnia.

    Po igrzyskach olimpijskich na jej konto trafiły także konkretne nagrody finansowe i rzeczowe. Otrzymała 25 tys. zł od urzędu miasta, 75 tys. zł premii z ministerstwa, 100 tys. zł od Polskiego Związku Bokserskiego, samochód, a także obraz i voucher wakacyjny. Polski Komitet Olimpijski przyznał jej dodatkowo 200 tys. zł oraz diament, którego – jak sama zdradza – jeszcze nie odebrała. Do tego dochodzą dochody z kontraktów sponsorskich, wydarzeń promocyjnych i współprac reklamowych. – Mam prywatny samochód oraz S-Crossa od Suzuki, oklejonego moimi zdjęciami – dodaje z uśmiechem.

    Choć jej kariera dopiero się rozpędza, o życiu po zakończeniu sportowej drogi myśli raczej w zarysach. – Planów jest sporo, ale najważniejsze to zabezpieczyć przyszłość. Co dalej? Jest kilka rzeczy, które mogłyby dać mi satysfakcję. Może kiedyś otworzę własny klub bokserski? A może zajmę się końmi – pensjonat, szkółka jazdy… – podsumowuje.

    Jedno jest pewne: srebro olimpijskie nie było dla Julii Szeremety metą, lecz początkiem zupełnie nowego rozdziału.