• Braun w uderzeniu, co zrobi Konfederacja? Bosak ujawnia plan

    Braun w uderzeniu, co zrobi Konfederacja? Bosak ujawnia plan

    Krzysztof Bosak komentuje rosnące poparcie dla partii Grzegorza Brauna i wskazuje, co różni jego formację.

    Bosak wskazuje na przesunięcie nastrojów społecznych w stronę bardziej radykalnych postulatów oraz rozczarowanie wyborców dotychczasowymi elitami politycznymi.

    Współlider Konfederacji komentuje także relacje polsko-ukraińskie i ostatnią wizytę Wołodymyra Zełenskiego w Warszawie.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głów

    Marta Kurzyńska, Interia: Irytuje pana fakt, że partia Grzegorza Brauna depcze wam po piętach, a w ostatnim sondażu nawet przegania?

    Krzysztof Bosak, lider Konfederacji, wicemarszałek Sejmu: – Zaczekajmy na inne sondaże, zobaczymy czy to jest rzeczywiście tendencja. Natomiast ogólne wnioski można wyciągnąć nie z jednego sondażu, ale z samego faktu, że Grzegorz Braun ze swoją inicjatywą przekracza próg wyborczy.

    I jakie wnioski pan wyciąga?

    – To pokazuje, że większość wyborców ma zapotrzebowanie na dużo radykalniejszy przekaz niż ten, który jest akceptowany w debacie publicznej czy w mediach, ponieważ Grzegorz Braun operuje głównie poza mediami, nie tylko głównego nurtu, ale także poza mediami prawicowymi.

    Macie pomysł, jak na to odpowiedzieć?

    – My jesteśmy przekonani do tego, co robimy, to znaczy z jednej strony do zakotwiczenia w naszych ideach politycznych i wartościach, a z drugiej strony budowania profesjonalizmu politycznego umożliwiającego realizację programu w sytuacji rządzenia państwem.

    Może będziecie się radykalizować, skoro mówi pan, że jest na to zapotrzebowanie?

    – Czasem trzeba powiedzieć coś mocniej, czy być gotowym do działań ulicznych i takie działania również prowadzimy. Wydaje mi się, że nawet w większym zakresie niż nasi konkurenci z innych partii. Świadectwem są choćby manifestacje antyimigranckie, które przeprowadziliśmy w dziesiątkach miejsc w kraju. Jesteśmy po Marszu Niepodległości, w którym oczywiście niebagatelną rolę odgrywa ruch narodowy. Nie zamierzamy jednak licytować się na radykalizm czy na prowokację.

    A co zamierzacie?

    – Zamierzamy pokazywać ideowość, ale w odsłonie umożliwiającej rywalizację o przywództwo na prawicy i o przywództwo państwowe.

    Nie będziecie wzmacniać antyukraińskiego przekazu?

    – To, co mówimy w Konfederacji, nie jest kwestią taktyki politycznej, tylko jest wyrazem naszych poglądów. To się nie zmieni.
    Dwóch mężczyzn w garniturach stoi w eleganckim wnętrzu, jeden z nich trzyma w ręku telefon i spogląda na ekran, drugi lekko się uśmiecha i patrzy na ekran telefonu.

    Krzysztof Bosak i Grzegorz Braun w Sejmie – zdjęcie z 9 września 2024 rokuAdam ChelstowskiAgencja FORUM

    Każdy polityk przekonuje, że kierują nim wyłącznie czyste pobudki.

    – Uważam, że w wielu fundamentalnych kwestiach jak lockdowny, jak ustawy nadające przywileje Ukraińcom, polityka klimatyczna, kwestie migracyjne, mówiliśmy rzeczy niepoprawne politycznie, zanim to było modne. Mamy zdolność do mówienia rzeczy mających status mniejszościowy, który bywa nazywany w mediach poglądami radykalnymi. Nie musimy niczego tutaj udowadniać. Natomiast na pewno nie zamierzamy uprawiać radykalizmu czy prowokacji w ramach taktyki politycznej. Uważam to za możliwe, ale niepotrzebne.

    Dlaczego wyborcy kupują radykalny przekaz? Z czego wynika to rosnące poparcie dla Grzegorza Brauna?

    – Z przesunięcia nastrojów w polskim społeczeństwie. Polacy są coraz bardziej zmęczeni obecną sytuacją i zniechęceni do klasy politycznej. I to dlatego my zyskaliśmy popularność. Grzegorz Braun zyskuje popularność z tego samego powodu.

    Czyli to słabość obecnych elit politycznych wzmacnia Grzegorza Brauna?

    – Nie tylko Grzegorza Brauna, ale także nas. My pracowaliśmy wspólnie najpierw nad stworzeniem alternatywy dla dotychczasowego układu partyjnego. W tej chwili pracujemy odrębnie, ale nadal tworzymy alternatywę. Szczególne powody do obaw ma PiS. Jeżeli popatrzy się na wzrost Grzegorza Brauna to, co ciekawe, nie są to przepływy z Konfederacji, ale w dużej mierze z PiS-u.

    Jakby mi się podobało, to bym zapisał się do partii Grzegorza Brauna. Jestem przekonany do jakości i stylu naszej pracy politycznej.

    Dlaczego to PiS traci na rzecz Grzegorza Brauna?

    – Bo już właściwie nie wiadomo, jaki PiS ma program. Zamiast na meritum, skupia się na swoich wewnętrznych podziałach. Wyborcy, moim zdaniem, są dużo bardziej przesunięci na prawo niż oferta, którą ma tzw. centroprawica. W całej Europie partie centroprawicy tracą swoje poparcie na rzecz partii alternatywnej prawicy. To, co może być ciekawe w Polsce, to fakt, że w tej chwili takie partie mamy dwie, a nie jedną. I myślę, że inność stylu politycznego, który z jednej strony prezentuje Grzegorz Braun, z drugiej Konfederacja, w oczywisty sposób przekłada się na odmienną bazę wyborców. Jedni lubią przekaz bardziej stonowany i bardziej profesjonalny, inni lubią przekaz i postawę bardziej konfrontacyjną i kontrowersyjną.

    Współpracował pan z Grzegorzem Braunem bardzo długo. Czy jego radykalizacja postępuje?

    – Wydaje mi się, że u Grzegorza Brauna sytuacja wygląda stabilnie. Zwiększyła się obecnie koncentracja medialna na nim. Natomiast jeżeli chodzi o skłonność do różnych niestandardowych działań, jest ona taka sama (śmiech).

    I wszystkie te ekscesy, zarzuty, jakie na nim ciążą, to dla was nie problem, żeby w przyszłości stworzyć koalicję?

    – Dla dobra Polski jesteśmy gotowi współpracować z każdym. Natomiast idziemy w tej chwili odrębnymi ścieżkami. My rozwijamy i szkolimy kadry. Budujemy swoje zaplecze eksperckie po to, żeby być gotowym realizować nasz program. Można też obserwować, jak partia Grzegorza Brauna pracuje w konkretnych okręgach wyborczych, w Sejmie czy Parlamencie Europejskim i wyciągać z tego wnioski. Jednym się to będzie podobać, innym mniej.

    A panu się podoba?

    – Jakby mi się podobało, to bym zapisał się do partii Grzegorza Brauna. Jestem przekonany do jakości i stylu naszej pracy politycznej. I kiedy jeszcze byliśmy razem, to widziałem tę różnicę na co dzień.

    Czyli dobrze nie jest, ale dla władzy zakopiecie topór wojenny?

    – Mówienie o toporze wojennym to publicystyczne metafory, których ja osobiście nie lubię, bo uważam, że nic nie wyjaśniają. Natomiast oczywiście będziemy rywalizować. Zresztą jak ktoś chce w tej chwili rozważać możliwe koalicje, to obecnie jest to interesujące ćwiczenie intelektualne, ale nic ponadto. Mój wariant preferowany i pożądany to jest usunięcie dotychczasowych partii poza parlament i większość dla Konfederacji i innych nowych list.

    To chyba wariant tyle preferowany przez pana co nierealny.

    – Chcemy, by w Sejmie byli zupełnie nowi ludzie, najlepiej z paru nowych list politycznych z dominującym udziałem Konfederacji. To jest plan maksimum.

    Rządzący mówią, że będziecie nieszczęściem dla Polski, że idzie brunatna fala, którą trzeba powstrzymać.

    – Szkoda czasu na komentowanie tego rodzaju obraźliwych zaczepek.

    Wewnętrzne zaczepki zaszkodzą PiS-owi?

    – Jest to znak rozprężenia i pewnej słabości przywództwa politycznego. Wiadomo, że w każdej partii ma miejsce rywalizacja. Natomiast z zasady politycy dbają o to, żeby nie prowadzić jej publicznie, ponieważ finalnie wszyscy na tym tracą. Jeżeli dochodzi do publicznych kłótni, to jest to zawsze negatywny sygnał dla wyborców, sygnał jakiegoś kryzysu.

    – Organizacyjnie, technicznie w zarządzaniu partią radzi sobie doskonale. Natomiast część tych rozgrywek ma charakter sporu kadrowego, z podtekstem sporu ideowego.

    PiS szuka nowej tożsamości?

    – Trwa spór, czym naprawdę ma być PiS, czy to ma być partia centrowa, czy technokratyczna, czy to ma być partia suwerennościowej prawicy. Są ogromne napięcia wokół Mateusza Morawieckiego, ale nie tylko. Tam jest więcej dwuznacznych postaci.

    Mateusz Morawiecki osiągnie zamierzony cel? Czy jest za bardzo obciążony i za bardzo centrowy?

    – W PiS-ie sytuacja jest stabilna. Los każdego z polityków jest zależny od woli prezesa.

    Może właśnie niektórym już uwiera ta stabilizacja?

    – Ta rywalizacja frakcji odbywa się w niejako kontrolowanych warunkach, tam nikt nie sprzeciwi się prezesowi. Oni tylko są chętni atakować się nawzajem. To rodzaj dworskich rozgrywek na dworze stworzonym przez prezesa partii.

    Czy Jarosław Kaczyński popełnił błąd, nie pojawiając się na głosowaniu w sprawie ustawy łańcuchowej?

    – Nie czuję, by to miało jakiekolwiek znaczenie.

    Nie pokazał tym trochę podejścia: “nie wiem, co zrobić, więc wyeliminuję konieczność wyboru”?

    – PiS, a szczególnie Jarosław Kaczyński, w sprawie zwierząt jest partia niespójną.

    Są za a nawet przeciw?

    – Typowa taktyka parlamentarna polityków, którzy albo z przekonania, albo z przymusu popierali coś, co wiedzą, że jest niepopularne. Dziwię się, że popierali zły projekt. Dobrze, że nie przyłączyli się do próby odrzucenia weta prezydenta.

    A dlaczego to był, pana zdaniem, zły projekt?

    – Kojce dla psów mogą być czymś pożytecznym, jeżeli są stworzone dobrowolnie, natomiast jeżeli są stworzone przymusowo, stają się po prostu kosztownym obowiązkiem. Dość powiedzieć, że obowiązek kontrolowania tego spoczywałby na przykład na policji. A rozmiar kojca był uzależniony od wagi psa, co powodowałoby absurd tego rodzaju, że policja musiałaby chodzić z wagami dla psów po gospodarstwach, by to kontrolować. Mam wrażenie, że posłowie czasem w swoim legislacyjnym temperamencie nie są ograniczeni absolutnie niczym poza granicami swojej wyobraźni. Efekt jest taki, że generują absurdy.

    Dla obrońców praw zwierząt to nie absurd.

    – Mamy w Polsce kilkadziesiąt tysięcy pogryzień przez psy rocznie i pytanie, kto ma jeszcze wziąć odpowiedzialność za wszystkie psy spuszczone z łańcucha, bo łatwo jest powiedzieć, że właściciel, a dużo trudniej jest to wymóc. Państwo jest obecnie bezradne wobec psów, które opuszczają posesję, gryzą ludzi.
    Mężczyzna w garniturze przemawia przy mównicy w sali parlamentarnej, na blacie znajduje się mikrofon i szklanki z wodą.

    Współlider Konfederacji i wicemarszałek Sejmu Krzysztof BosakJacek SzydlowskiAgencja FORUM

    Rząd przygotowuje projekt dotyczący Ukraińców. Zakłada, że po 4 marca 26 roku wszyscy Ukraińcy będą traktowani jak inni cudzoziemcy? Może w tej sprawie będziecie zgodni z rządzącymi?

    – To jest prosta realizacja naszych postulatów wyrażonych już dwa lata temu, więc można by powiedzieć “lepiej późno niż wcale”. Szkoda, że w międzyczasie musiał się zmienić rząd i prezydent, żeby nasze państwo zaczęło pracować nad rozsądną polityką w tym zakresie.

    Dobrze słyszę, że chwali pan rząd?

    – Po prostu cieszę się, że rządzący zaczynają przymierzać się do realizacji naszych postulatów.

    Jaka jest polityczna waga wizyty prezydenta Zełenskiego w Polsce?

    – Zażegnanie pełzającego kryzysu w relacjach prezydentów obu państw, ale chyba nic więcej. Nie spodziewałem się, że Zełenski z czymś konkretnym przyjedzie do Polski, więc też nie jestem zaskoczony, że nic nie ogłoszono.

    Jest pan rozczarowany?

    – Kijów wszystko dostaje od Warszawy bez żadnych zabiegów, więc nie musi się wysilać ani wychylać w kierunku naszych oczekiwań. Prezydent Zełenski wygłosił zestaw standardowych frazesów dyplomacji ukraińskiej podszytych fałszywą symetrią w opisie ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce wschodniej, ale obawiam się, że mało kto to zauważył. Na odnotowanie zasługuje żenujące zachowanie części posłów i posłanek podczas tej wizyty, którzy zachowywali się jak fani Zełenskiego, uganiający się za nim po Sejmie, by ogrzać się w blasku idola. W tym samym czasie premier wprzęga nasze państwo w finansowanie Ukrainy przez UE i oddaje kolejne samoloty. Więc Zełenski wyjeżdża z Polski z bardzo drogimi podarunkami, a Polska nic nie ugrała i zostaje z gigantycznymi kosztami na kolejne dekady.

    Rozmawiała Marta Kurzyńska

  • Świątek przerwała milczenie. Chodzi o kłopoty finansowe

    Świątek przerwała milczenie. Chodzi o kłopoty finansowe

    Zaledwie kilka dni temu Iga Świątek ogłosiła nazwiska sześciu sportowców, którym jej fundacja pomoże w przejściu etapu z juniora na seniora. Reprezentantka Polski doskonale wie, że dla młodych sportowców jest to bardzo wymagający czas – zwłaszcza ze względu na finanse. W rozmowie z “Forbesem” przyznała, że ona również miała problemy finansowe. “Tego wsparcia bardzo potrzebowaliśmy” – powiedziała.
    WTA-FINALS/SAUDI
    Fot. REUTERS/Stephanie Lecocq

    – Wiadomo, że nie da się pomóc wszystkim, ale zamierzamy tym kilku sportowcom, którzy mają potencjał, żeby rozwijać się. Chciałam po prostu podzielić się swoim doświadczeniem, doświadczeniem zespołu, bo miałam ogromne szczęście też, że trafiłam na tych ludzi, na których trafiłam w odpowiednim wieku. Ale wiem, że niektórzy takiego szczęścia nie mają – mówiła Iga Świątek, gdy ogłaszała nazwiska pierwszych stypendystów swojej fundacji. Na wsparcie polskiej tenisistki mogą liczyć Ignacy Andrzejczak (bieg przez płotki), Wiktor Chmurski (pływanie), Liwia Kubin (łyżwiarstwo szybkie), Jan Pyla (golf) oraz Oliwia Sybicka (tenis).

    Zobacz wideo Kosecki z mocnym przesłaniem w sprawie piłkarzy Legii: Współczuję im. Cierpią na tym ich bliscy
    Świątek szczerze o pieniądzach. “Tego wsparcia bardzo potrzebowaliśmy”

    Kilka dni temu “Forbes” opublikował ranking najwięcej zarabiających sportsmenek na świecie – Iga Świątek zajęła w nim trzecie miejsce z wynikiem 25,1 mln dolarów. Wyżej sklasyfikowane były jedynie Coco Gauff i Aryna Sabalenka. Polski oddział gazety przeprowadził rozmowę z Igą Świątek, w której zapytał tenisistkę o momenty, w których brakowało jej wsparcia finansowego.

    – W karierze większości tenisistów przychodzi moment, w którym kończą się możliwości finansowania. To bardzo drogi sport, a wsparcie systemowe jest ograniczone – poza turniejami drużynowymi, gdzie faktycznie reprezentuje się Polskę – powiedziała Iga Świątek w rozmowie z “Forbes”.

    – Gdy miałam 14-15 lat, byliśmy już na etapie, na którym tego wsparcia bardzo potrzebowaliśmy. Mój tata starał się mnie od tych problemów odciąć, ale jako dziecko i tak wiedziałam, co się dzieje. Domyślałam się – i był to stresujący czas dla całej rodziny, a przede wszystkim dla niego. Tata włożył ogrom pracy, serca i determinacji w to, żebyśmy ja i moja siostra mogły grać w tenisa. Zwłaszcza widząc nasz potencjał i to, jak się rozwijałam. Dzięki niemu dziś tu jestem – dodała.

    Teraz Iga Świątek poprzez swoją fundację chce pomóc innym młodym sportowcom. Zdradziła też dlaczego wybrała taką, a nie inną piątkę na pierwszych stypendystów. – To dość trudne do zdefiniowania – może trochę metafizyczne. Oglądając ich materiały, z wieloma osobami mogłam się utożsamić, łatwiej było mi zrozumieć ich historię, wyzwania, z którymi się mierzą. Potencjał nie zawsze widać w aktualnej formie sportowej. Nie brakuje im motywacji. Widać to po ich twarzach, gdy opowiadają o tym, co robią. Mają w sobie coś, co po angielsku nazywa się “spark” – iskrę, która pcha do działania – zaznaczyła.

  • A jednak to prawda o Świątek. Trener nie ma złudzeń. Takie wady ma Polka

    A jednak to prawda o Świątek. Trener nie ma złudzeń. Takie wady ma Polka

    Wim Fissette nie ma złudzeń. Taki jest plan dla Igi Świątek. Bez skrupułów o wadach Polki

    Sezon 2025 był pierwszym w karierze Igi Świątek, w której jej karierą zawiadował szkoleniowiec spoza Polski. Nasza gwiazda postawiła na Wima Fissette’a i wydaje się, że ta decyzja przyniosła efekty. Oczywiście tym najważniejszym był triumf w Wimbledonie. W rozmowie na kanale “Break Point” Belg opowiedział o tym, co dzieje się obecnie. – W tym momencie skupiamy się na “pierwszych dwóch piłkach” – zdradził Belg.
    Iga Świątek, Wim Fissette

    Iga Świątek, Wim FissettePSNEWZ/SIPA/SIPA/East News, STACH ANTKOWIAK/REPORTER East News

    Iga Świątek pod koniec sezonu 2024 zdecydowała się na być może najbardziej ryzykowny i nieoczekiwany ruch w swojej karierze. Nasza gwiazda uznała bowiem, że jej czas pod wodzą trenera, który zrobił z niej najlepszą tenisistkę świata, dobiegł końca. Rozstanie z Tomaszem Wiktorowskim było szokiem.

    W miejsce byłego już szkoleniowca Igi Polka chciała zatrudnić obcokrajowca. Ostatecznie wybór padł na Belga – Wima Fissette’a, choć nie było to nazwisko oczywiste. Karta kariery belgijskiego trenera wyglądała jednak na tyle dobrze, że można było mieć nadzieję na progres w grze i wynikach Igi w poszczególnych turniejach.

    Fissette opowiedział o przygotowaniach Igi. To jest cel

    Początki ich współpracy były trudne, nie ma co do tego złudzeń. Po kilku nieco bardziej skomplikowanych miesiącach przyszedł czas wielkiej radości, a więc triumfy w Wimbledonie i Cincinnati. To dwa największe sukcesy ich współpracy, a apetyt na sezon 2026 jest z pewnością ogromny.

    Fissette w przerwie między sezonami pojawił się w podcaście Dawida Celta i Marka Furjana. Na początku opowiedział o planach i tym, jak wyglądają przygotowania. – Jesteśmy w środku przygotowań, to interesujący czas. Aktualnie trenujemy trzy dni z rzędu, a potem mamy dzień przerwy – rozpoczął Belg na kanale “Break Point”.

    – W tym momencie skupiamy się na “pierwszych dwóch piłkach”, a więc serwisie albo returnie i kolejnym uderzeniu. Gdy spojrzymy na czołową dziesiątkę, to mamy tam wiele “bighitterek” czy “bigserverek”. To bardzo ważne, żeby Iga w tym aspekcie zanotowała poprawę. Musi być mniej przewidywalna – dodał trener Polki.

    – Czuję, że musimy sprawić, żeby Iga czuła się bardziej komfortowo w pozycji, gdy rywalka atakuje ją agresywnie już od pierwszej piłki. Iga jest zdrowa, więc mimo pewnego zmęczenia wszystko idzie zgodnie z naszym planem. Pierwsza piłka będzie bardzo ważna – kontynuował w pierwszej części rozmowy szkoleniowiec naszej gwiazdy.

    – Jestem przekonany, że w następnym sezonie będziemy w stanie wprowadzić do gry Igi więcej gry technicznej, jak wolej, dropshot czy slice, że będzie tego używać w ważnych meczach. Tego brakuje. Nie możemy jednak zapomnieć, że Iga ma znakomity topspinowy forehand, który jest jej gigantyczną bronią. Wszystko opiera się na pewności siebie na korcie – podsumował Belg.

    Skrót finału Wimbledonu 2025: Amanda Anisimova – Iga Świątek [WIDEO]Polsat SportPolsat Sport
    Wim Fissette jest trenerem Igi Świątek od połowy października 2024 roku

    Wim Fissette jest trenerem Igi Świątek od połowy października 2024 rokuDAVID GRAY / AFPAFP
    Wim Fissette nowym trenerem Igi Świątek

    Wim Fissette nowym trenerem Igi ŚwiątekFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP/AFP, ERIC LALMAND / BELGA MAG / Belga via AFPAFP
    Trener Wim Fissette wypełnia obowiązki wobec krajowej federacji. Iga Świątek ćwiczy bez niego

    Trener Wim Fissette wypełnia obowiązki wobec krajowej federacji. Iga Świątek ćwiczy bez niegoAFP

  • Iga Świątek wykluczona z elitarnego grona. To nie żart

    Iga Świątek wykluczona z elitarnego grona. To nie żart

    Końcówka roku tradycyjnie obfituje w różnego rodzaju rankingi, plebiscyty i podsumowania. W czwartek brytyjski „The Telegraph” opublikował listę „50 najbardziej wpływowych kobiet w sporcie w 2025 r.” Polscy kibice największe nadzieje mogli wiązać z triumfatorką ostatniego Wimbledonu i drugą rakietą świata – Igą Świątek. Niestety, w zestawieniu zabrakło miejsca dla naszej tenisistki. Co więcej, żadna Polka nie znalazła się w pierwszej pięćdziesiątce.

    Twórcy rankingu wyjaśnili, że nie chodzi wyłącznie o sukcesy sportowe. „Wyróżniamy te sportsmenki, które wykorzystują swoją pozycję, aby zwrócić uwagę na ważne kwestie. Wśród nich są również osoby zarządzające, które mają władzę nad wprowadzaniem zmian” – napisali.

    Sabalenka i Raducanu docenione, Świątek pominięta

    Brak Świątek może dziwić, bo polska tenisistka otwarcie porusza trudne tematy, m.in. dotyczące kalendarza WTA czy zdrowia psychicznego zawodniczek. „The Telegraph” postanowił natomiast uhonorować jej dwie rywalki. Na 21. miejscu znalazła się liderka światowych list Aryna Sabalenka, a jeszcze wyżej – na 14. pozycji – Emma Raducanu.

    W przypadku Sabalenki dziennikarze docenili przede wszystkim jej trudną drogę do sukcesu. „W 2025 roku musiała wykazać nowym poziomem pokory. Po przegranym finale French Open Sabalenka przyznała, że porażka z Coco Gauff wynikała bardziej z jej własnych błędów niż sprawności rywalki. Później przepraszała za swoje komentarze. To był początek okresu rozwoju, który zakończył się zwycięstwem w US Open” – napisano. Podkreślono również, że w grudniu Białorusinka zmierzy się z Nickiem Kyrgiosem w „bitwie płci” i wcześniej wypowiedziała się przeciwko udziałowi sportowców transpłciowych w kobiecym tenisie.

    Raducanu przed Świątek

    Jeszcze wyżej uplasowała się Raducanu, jednak w jej przypadku kluczowe nie były wyłącznie kwestie sportowe. Choć Brytyjczycy odnotowali, że Raducanu zanotowała najlepszy sezon od 2021 r., kiedy wygrała US Open, to największą uwagę poświęcono jej życiu poza kortem. „Raducanu przetrwała trudny okres, będąc ofiarą stalkera, który śledził ją przez cztery kolejne turnieje w Azji i na Bliskim Wschodzie. Zmierzyła się z tym doświadczeniem godnie i stanowczo, kończąc rok oświadczeniem, że już przed niczym się nie ukrywa” – czytamy w rankingu.

    W czołowej dziesiątce znalazła się także była tenisistka – 82-letnia Billie Jean King, a pierwsze miejsce przyznano nowej prezydentce MKOl-u, Kirsty Coventry. Podium uzupełniły angielska piłkarka Lucy Bronze oraz amerykańska gwiazda rugby Ilona Maher.

  • Świątek wywołała gigantyczną burzę. “Publicznie oskarżyła”

    Świątek wywołała gigantyczną burzę. “Publicznie oskarżyła”

    Iga Świątek w minionym sezonie zapisała jeden z najważniejszych rozdziałów w swojej karierze, sięgając po pierwszy w życiu triumf na kortach Wimbledonu. To zwycięstwo miało dla liderki polskiego tenisa znaczenie szczególne – przyszło bowiem po długim okresie bez tytułów i licznych znakach zapytania dotyczących jej formy. Sukces w Londynie stał się nie tylko sportowym przełamaniem, ale również początkiem otwartego konfliktu z polskimi mediami, który znalazł się w zestawieniu największych kontrowersji tenisowego 2025 roku przygotowanym przez portal khelnow.com.

    Jeszcze przed startem Wimbledonu eksperci i kibice bez trudu potrafili wyliczać miesiące, jakie upłynęły od ostatniego turniejowego triumfu Świątek. Polska tenisistka była w ogniu krytyki, a jej dyspozycja, decyzje kalendarzowe oraz praca sztabu szkoleniowego regularnie trafiały na nagłówki. W Londynie odpowiedziała jednak w najlepszy możliwy sposób. W finale rozbiła Amandę Anisimovą 6:0, 6:0, sięgając po szósty w karierze tytuł wielkoszlemowy i jeden z najbardziej prestiżowych w całym tourze.

    Po tym meczu Świątek nie ograniczyła się wyłącznie do sportowej radości. Podczas konferencji prasowej zdecydowanie odniosła się do tego, jak – jej zdaniem – była traktowana przez media w trakcie słabszego okresu. To właśnie ten moment portal khelnow.com uznał za jedną z największych kontrowersji sezonu, określając ją mianem „Iga Świątek kontra polskie media”.

    „Triumf Igi Świątek w Wimbledonie ponownie rozpalił długo tlący się konflikt z polskimi mediami, które tenisistka publicznie oskarżyła o niesprawiedliwe i krzywdzące traktowanie w czasie trwającego niemal rok spadku formy” – napisano w podsumowaniu.

    Według serwisu, po bezbłędnym finale i zdobyciu szóstego tytułu wielkoszlemowego Świątek wykorzystała spotkanie z dziennikarzami, by otwarcie skrytykować sposób komentowania jej sytuacji. Zwracała uwagę na „nieprzyjemne” analizy dotyczące jej gry, pracy zespołu trenerskiego oraz wyborów związanych z terminarzem. Apelowała przy tym o spokój i możliwość wykonywania swojej pracy bez nieustannej presji i ocen.

    Na tym jednak sprawa się nie zakończyła. Kilka tygodni później, podczas turnieju w Montrealu, tenisistka ponownie odniosła się do publikacji pojawiających się w mediach. Nazwała część z nich „absurdalnymi” i przyznała, że była zszokowana treściami, które czytała w rzadkich przerwach między kolejnymi startami.

    Świątek konsekwentnie podkreślała, że krytyka, z jaką się spotykała, była jej zdaniem pozbawiona podstaw, pełna dezinformacji i realnie szkodliwa. Argumentowała, że tylko ona oraz jej najbliższy sztab w pełni rozumieją proces treningowy, podejmowane decyzje i długofalową strategię, której celem jest utrzymanie najwyższego poziomu przez cały sezon.

    Portal khelnow.com przypomniał również inne głośne sprawy, które znalazły się w zestawieniu największych kontrowersji 2025 roku w tenisie. Na pierwszym miejscu wymieniono sytuację związaną z trenerem Jeleny Rybakiny, Stefanem Vukovem. Wśród wyróżnionych tematów znalazły się także komentarze Aryny Sabalenki po porażce z Coco Gauff w Roland Garros oraz zarzuty o rasizm kierowane pod adresem Jeleny Ostapenko.

    W przypadku Igi Świątek sezon 2025 zapamiętany zostanie więc nie tylko ze względu na historyczny triumf w Wimbledonie, ale także jako moment, w którym jedna z największych gwiazd światowego tenisa zdecydowała się otwarcie przeciwstawić medialnej presji i publicznie stanąć w obronie siebie oraz swojego zespołu.

  • Iga Świątek wykluczona z elitarnego grona. To nie żart

    Iga Świątek wykluczona z elitarnego grona. To nie żart

    Końcówka roku tradycyjnie obfituje w różnego rodzaju rankingi, plebiscyty i podsumowania. W czwartek brytyjski „The Telegraph” opublikował listę „50 najbardziej wpływowych kobiet w sporcie w 2025 r.” Polscy kibice największe nadzieje mogli wiązać z triumfatorką ostatniego Wimbledonu i drugą rakietą świata – Igą Świątek. Niestety, w zestawieniu zabrakło miejsca dla naszej tenisistki. Co więcej, żadna Polka nie znalazła się w pierwszej pięćdziesiątce.

    Twórcy rankingu wyjaśnili, że nie chodzi wyłącznie o sukcesy sportowe. „Wyróżniamy te sportsmenki, które wykorzystują swoją pozycję, aby zwrócić uwagę na ważne kwestie. Wśród nich są również osoby zarządzające, które mają władzę nad wprowadzaniem zmian” – napisali.

    Sabalenka i Raducanu docenione, Świątek pominięta

    Brak Świątek może dziwić, bo polska tenisistka otwarcie porusza trudne tematy, m.in. dotyczące kalendarza WTA czy zdrowia psychicznego zawodniczek. „The Telegraph” postanowił natomiast uhonorować jej dwie rywalki. Na 21. miejscu znalazła się liderka światowych list Aryna Sabalenka, a jeszcze wyżej – na 14. pozycji – Emma Raducanu.

    W przypadku Sabalenki dziennikarze docenili przede wszystkim jej trudną drogę do sukcesu. „W 2025 roku musiała wykazać nowym poziomem pokory. Po przegranym finale French Open Sabalenka przyznała, że porażka z Coco Gauff wynikała bardziej z jej własnych błędów niż sprawności rywalki. Później przepraszała za swoje komentarze. To był początek okresu rozwoju, który zakończył się zwycięstwem w US Open” – napisano. Podkreślono również, że w grudniu Białorusinka zmierzy się z Nickiem Kyrgiosem w „bitwie płci” i wcześniej wypowiedziała się przeciwko udziałowi sportowców transpłciowych w kobiecym tenisie.

    Raducanu przed Świątek

    Jeszcze wyżej uplasowała się Raducanu, jednak w jej przypadku kluczowe nie były wyłącznie kwestie sportowe. Choć Brytyjczycy odnotowali, że Raducanu zanotowała najlepszy sezon od 2021 r., kiedy wygrała US Open, to największą uwagę poświęcono jej życiu poza kortem. „Raducanu przetrwała trudny okres, będąc ofiarą stalkera, który śledził ją przez cztery kolejne turnieje w Azji i na Bliskim Wschodzie. Zmierzyła się z tym doświadczeniem godnie i stanowczo, kończąc rok oświadczeniem, że już przed niczym się nie ukrywa” – czytamy w rankingu.

    W czołowej dziesiątce znalazła się także była tenisistka – 82-letnia Billie Jean King, a pierwsze miejsce przyznano nowej prezydentce MKOl-u, Kirsty Coventry. Podium uzupełniły angielska piłkarka Lucy Bronze oraz amerykańska gwiazda rugby Ilona Maher.

  • Najważniejszy start przed Polką. “Kibice mogą sobie dodać dwa do dwóch”

    Najważniejszy start przed Polką. “Kibice mogą sobie dodać dwa do dwóch”

    Trochę mi smutno, kiedy widzę córkę na kamerce, a ona wyrzuca: “Mamy tutaj nie ma”. Babcia musi tłumaczyć, dlaczego – przyznaje Aleksandra Król-Walas, snowboardzistka, jedna z polskich nadziei na medal podczas przyszłorocznych igrzysk olimpijskich.

    Ma na swoim koncie dwa brązowe medale mistrzostw świata. Ten drugi wywalczyła po przerwie na ciążę i narodzinach dziecka. Dziś niespełna dwuletnia Hania kibicuje mamie na zawodach. Będzie także podczas być może najważniejszego startu mamy w całej karierze – na przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich we Włoszech.

    Dawid Góra, szef redakcji WP SportoweFakty: Masz umowę z córką, że wszystkie pierwsze rzeczy w swoim życiu będzie robić przy tobie. Jak idzie?

    Aleksandra Król-Walas, dwukrotna medalistka mistrzostw świata w snowboardzie: Całkiem nieźle! Chociaż dziś babcia wysłała mi filmik z pierwszej kupki zrobionej do nocnika. Do tej pory za każdym razem życzyła sobie pieluszki.

    Ale przy pierwszym kroku byłaś?

    Tak, oczywiście.

    Pierwsze słowo?

    Też. Omijają mnie tylko kolejne, jeśli uczy się jakichś nowych.

    No i nauczyła się skakać z mebla na mebel. Wcześniej tego nie robiła. Ale mam wszystko na wideo! Nowe rzeczy pojawiają się tak często, że trudno nawet spamiętać, co dziś robi, a czego nie robiła wcześniej. Choć trochę mi smutno, kiedy widzę córkę na kamerce, a ona wyrzuca: “Mamy tutaj nie ma”. Babcia musi tłumaczyć, dlaczego.

    ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Co to był za rzut! Skradł show przed meczem

    Wpięłaś już córkę w snowboard?

    Nie, ale w marcu była na nartach.

    Ciebie tata posadził na narty, kiedy miałaś dwa lata. A więc byłaś w podobnym wieku.

    To prawda, z Hanią nie trwało to długo, bo trzeba ją trochę ciągnąć za rączki i szybko zrezygnowała z lekcji, ale idziemy krok po kroku. Myślę, że między świętami a Nowym Rokiem znów spróbujemy. Pewnie to potrwa jakieś trzy minuty, ale zależy mi, żeby zaznajamiała się z nartami, wiedziała, co to jest. Robię pod to podkład czytając specjalną książeczkę.

    Czyli wdrażasz w życie plan zaprzyjaźniania Hani ze sportem.

    Jest bardzo aktywnym dzieckiem. Biega, skacze, wspina się. Właściwie sama zaprzyjaźnia się ze sportem, ja tylko kanalizuje jej energię. Na pewno będzie musiała ją jakoś spożytkować, a sport to najlepsze rozwiązanie.

    “JAKA KLĄTWA?!”

    Jesteś rozpoznawalna?

    W miejscowości, w której mieszkam, tak. W pobliżu domu mamy stok, na który chodzimy z córką zjeżdżać na sankach. Wtedy sporo osób prosi mnie o wspólne zdjęcie. Ale na ulicy w innych miastach ludzie raczej mnie nie rozpoznają.

    Czyli jesteś zaczepiana częściej na stoku niż podczas wyrzucania śmieci.

    Masz na myśli jedną sytuację, kiedy pan faktycznie rozpoznał mnie pod… wiatą śmietnikową. Wyrzucałam stare buty snowboardowe, a pan stwierdził, że sobie je zabierze i sprzeda choćby po igrzyskach. O aukcji nie było mowy, bo buty nie miały podeszwy, ale skoro pan chciał je wziąć, to dlaczego nie…

    Pierwszy raz płakałaś ze szczęścia po wywalczeniu brązowego medalu mistrzostw świata. To było w tym roku. Nie wyobrażam sobie, co by się działo po zdobyciu olimpijskiego medalu.

    To musi się stać, żebyśmy poznali reakcję. Na każdy sukces człowiek reaguje inaczej. Po wygranej w Pucharze Świata po prostu się cieszyłam. Po pierwszym medalu mistrzostw świata też nie było łez.

    Po ostatnim brązie mąż przygotował sto róż. Jest już gotowy na igrzyska?

    Chyba będzie musiał kombinować na miejscu, bo razem z córką przyjeżdżają dzień przed zawodami.

    To będzie pierwszy start, który Hania zobaczy na własne oczy?

    Nie, była już na Pucharze Świata w Krynicy. Czuję ich wsparcie, po kolejnych przejazdach mogę do nich podejść, zamienić kilka słów. Czasem są też moi rodzice. Miło, że widzą mnie nie tylko w telewizorze. Kiedyś zabraniałam rodzicom przyjeżdżać, bo przez to byłam jeszcze bardziej zestresowana, ale teraz jest wręcz odwrotnie.

    To będą twoje ostatnie igrzyska?

    Nie wiem. Na pewno chcę powiększyć rodzinę, a mam 35 lat, więc kibice mogą sobie dodać dwa do dwóch. Ale nie chcę jeszcze na sto procent niczego deklarować. Mąż radzi mi podchodzić do tematu na spokojnie.

    W razie medalu jesteś gotowa na Królomanię? Dobrze się czujesz przed kamerą.

    Nie wiem, ale chyba najwyższy czas się dowiedzieć!

    Jednak chorążym już nie będziesz.

    Nie, nie jadę w ogóle na ceremonię otwarcia. Jest dwa dni przed startem i to w Mediolanie. Dodatkowo, trzeba być na miejscu na długo przed ceremonią.

    Poza tym klątwa chorążego…

    Jaka klątwa?! W Pekinie zajęłam ósme miejsce. To żaden wstyd! Wszędzie na świecie funkcjonuje przekonanie, że chorążym jest ten, kto ma największe szanse na medal. Tylko w Polsce mówi się o klątwie. Sama, kiedy zgodziłam się na tę funkcję cztery lata temu, zaczęłam się zastanawiać, czy dobrze zrobiłam. Ale refleksja przyszła szybko – dlaczego niby mam słuchać innych?

    DOM Z POKOJAMI DO WYNAJĘCIA

    Zresztą z presją radzisz sobie nieźle, zapewne również dzięki psychologowi sportowemu. Wasza praca jest już ukierunkowana na igrzyska?

    Za dużo się dzieje, żebym stresowała się igrzyskami. Nie patrzę dalej niż jeden start do przodu. Rozmawiałam z psychologiem przed Pucharem Świata w Chinach, ale obecnie nie czuję takiej potrzeby. Choćby w tamtym roku nie zadzwoniłam ani razu. Mam przywilej korzystania z takich porad wtedy, kiedy potrzebuję.

    Sama z wykształcenia jesteś psycholożką ze specjalizacją w sporcie.

    Tak, dlaczego zauważam, kiedy zaczyna się dziać coś złego. Inna sprawa, że szewc w dziurawych butach chodzi. Nie da się do końca pomóc sobie samej. Wiem, że moje myśli idą w złym kierunku, że będę potrzebować pomocy, ale żeby rozwiązać problem, muszę tę pomoc otrzymać.

    Jak widzisz swoją dalszą drogę?

    Sportowo patrzę krok po kroku na każde kolejne zawody. Na pewno chcę powiększyć rodzinę. Budujemy też dom z pokojami do wynajęcia – w Brzegach koło Jurgowa. W przyszłości pewnie tym się będę zajmować.

    Nie będziesz jeździć z zawodnikami jako psycholożka sportowa?

    Zdecydowanie nie chcę już spędzać życia w podróży. Jestem w kadrze od drugiej klasy szkoły średniej – wystarczy już wyjazdów. Choćby z tego powodu nie zamierzam też być trenerką.

    90 PROCENT SUKCESU

    Skupmy się na bliskiej przyszłości. Czujesz, że medal igrzysk jest blisko?

    To najważniejszy medal w karierze każdego sportowca, który uprawia sport olimpijski. Ludzie zapomną o medalach mistrzostw świata – po latach liczą się tylko igrzyska.

    Moje możliwości są ogromne, a marzenia jeszcze większe. Po to trenuję, aby wygrywać, więc cel jest jasny. Przed samymi igrzyskami robimy sobie przerwę w startach, to też dowodzi, jak istotny jest dla nas start we Włoszech.

    Pamiętajmy, że cały start na igrzyskach może rozstrzygnąć się w jednym przejeździe. Odpadasz i koniec. Dlatego też głowa to 90 procent sukcesu. Stres jest naszym towarzyszem. Jeśli ktoś mówi, że nie denerwuje się przed startem to znaczy, że kłamie. Wygra zawodniczka, która poradzi sobie z tym najlepiej.

    Niektórzy lubią na długo przed startem analizować cały zjazd. Ja się odcinam od emocji dzięki muzyce. Mam słuchawki w uszach. Wyjmuję je na krótko przed startem. A potem staję w bramce i zjeżdżam. Wtedy nic nie może zaprzątać moich myśli.

    Aż do samego medalu.

  • Lewandowski otrzymał fatalną wiadomość. Cios tuż przed wylotem z Barcelony. To jednak prawda

    Lewandowski otrzymał fatalną wiadomość. Cios tuż przed wylotem z Barcelony. To jednak prawda

    Tuż przed wylotem drużyny Roberta Lewandowskiego z Barcelony na ligowy hit z Villarrealem dotarły fatalne wieści. Na konferencji przedmeczowej Hansi Flick potwierdził, że jeden z kluczowych zawodników będzie musiał pauzować z powodu kontuzji. Bez niego „Duma Katalonii” stanie przed znacznie trudniejszym zadaniem na Estadio de la Cerámica. Dobrą wiadomością jest jednak fakt, że uraz nie jest poważny.

    FC Barcelona kończy rok 2025 bardzo wymagającym wyzwaniem – wyjazdem na Estadio de la Cerámica, gdzie zmierzy się z Villarrealem.
    „Los Amarillos” ostatnio zawodzili na arenie międzynarodowej i w Pucharze Króla, ale w lidze są jedyną drużyną poza Barceloną, która może pochwalić się długą serią zwycięstw. Ostatnie sześć ligowych spotkań zakończyli triumfami.

    Teraz Villarreal ma szansę zakończyć 2025 rok w wielkim stylu. Na Estadio de la Cerámica zmierzy się z FC Barceloną, aktualnym liderem tabeli.

    Pedri poza grą. Kluczowy pomocnik Barcelony nie zagra z Villarrealem

    Dzień przed meczem dotarły złe wieści dla gości. Na konferencji przedmeczowej Hansi Flick oficjalnie potwierdził, że Pedri – absolutnie kluczowy zawodnik Barcelony – nie będzie mógł zagrać w tym spotkaniu.

    „Pedri nie zagra. Ma uraz. Nie jestem z tego zadowolony” – powiedział Hansi Flick.
    „Myślę, że będzie gotowy na mecz z Espanyolem. Mógłby zagrać teraz, ale ryzyko jest zbyt duże” – dodał Niemiec.
    „To najlepsza decyzja, jaką możemy teraz podjąć. Potrzebujemy go w nadchodzących meczach z RCD Espanyol i w Superpucharze Hiszpanii. Musimy dostosować się do sytuacji, bo mamy w drużynie wielu jakościowych zawodników” – podsumował.

    Wiemy już, że Pedri nie zagra z Villarrealem. Flick nie ryzykuje więc jego zdrowiem, ale za to ryzyko utraty punktów w sobotę znacznie wzrosło.

    Na tej samej konferencji Hansi Flick potwierdził też, że Robert Lewandowski będzie gotowy do gry przeciwko Villarrealowi. Możemy więc spodziewać się, że polski napastnik pojawi się na Estadio de la Cerámica i wesprze drużynę. Problemy zdrowotne, które pojawiły się przed meczem Pucharu Króla, zostały już zażegnane.

    Nawet jeśli FC Barcelona przegra z Villarrealem, wciąż pozostanie liderem LaLiga. Jej przewaga nad drugim w tabeli Realem Madryt wynosi cztery punkty. Zespół Xabiego Alonso zagra w sobotę u siebie z Sevillą i będzie zdecydowanym faworytem do zwycięstwa.

  • Niesamowite, co robi 18-latek z Polski. Fenomen na cały świat

    Niesamowite, co robi 18-latek z Polski. Fenomen na cały świat

    Szczęścia nie miał nie tylko Tomasiak. Konkurs w Engelbergu przebiegał w trudnych warunkach z wiatrem z tyłu skoczni, który wzmagał się w różnych momentach – np. w samej końcówce, tuż przed skokiem prowadzących po pierwszej serii Rena Nikaido i Ryoyu Kobayashiego. Niestety, jedną z takich chwil był moment, gdy na belce usiadł nasz młody zawodnik.

    Zobacz wideo Kosecki nie certoli się w sprawie Legii: Klub się totalnie skompromitował
    Tomasiak nie przepadł jak inni. Ale skok w złych warunkach zabrał mu szansę na świetny wynik

    Gorsze warunki od Tomasiaka, który w pierwszej serii uzyskał 125 metrów, miało tylko czterech skoczków. Wiało mu średnio aż 1,78 metra na sekundę z tyłu, za co dodano mu 27,9 punktu. Wokół Polaka większość zawodników jednak “wycięło” – lądowali o wiele bliżej i, w kilku przypadkach, nawet nie weszli do drugiej serii. A Kacper, choć nie znalazł się wysoko w klasyfikacji i był 22. ex aequo z Piotrem Żyłą, to nie przepadł i znalazł się w “30”.

    To dało mu szansę na poprawę kilkanaście minut później. W drugim skoku uzyskał już 133 metry. Choć w rekompensacie za wiatr – dodanych 21,8 punktu – nie widać aż takiej różnicy, to nie do końca warto wierzyć przelicznikom. W powietrzu widać było, że Polak był w stanie o wiele lepiej “nakręcić” skok, nadając mu odpowiedniej rotacji, a w konsekwencji odlecieć.

    I dzięki temu przeskoczył aż o dziewięć pozycji wyżej w końcowych wynikach. 13. miejsce to jego trzeci najlepszy wynik tej zimy – po piątym miejscu w Wiśle i 12. w Falun. A gdyby nie gorsze warunki przy pierwszym skoku, być może i dziś byłby jeszcze wyżej. Choćby w najlepszej “10”, bo jego drugi skok dałby mu w finałowej rundzie dziewiąte miejsce.

    Szkoda, zwłaszcza że Tomasiak twierdzi, że to ten pierwszy skok był w sobotę lepszy. – Technicznie był nawet lepszy niż ten z drugiej serii. Ciężko było po prostu odlecieć. Pewnie, że trochę mi szkoda, ale czasem tak bywa i trzeba iść dalej. Te skoki wyglądają nieźle, a to dobry prognostyk – mówił 18-latek w rozmowie z Eurosportem po zawodach.
    Tak Tomasiak zareagował na największą wpadkę. Niesamowite, jak się podniósł

    Najważniejsze jednak, że udało mu się osiągnąć cel, o którym Eurosportowi mówił w piątek. Stwierdził, że chciałby, żeby jego skoki były powtarzalne. Żeby pojawiła się regularność. I nawet pomimo problemów z pierwszej serii wywołanych trudnymi warunkami, udało mu się o to zadbać.

    W Engelbergu Tomasiak wyrównał swoją najlepszą serię skoków na Top15 kolejnych indywidualnych serii podczas zawodów Pucharu Świata. Był w niej cztery razy – siódmy i trzynasty w piątkowych treningach, dziesiąty w kwalifikacjach, a na koniec siódmy w sobotniej serii próbnej. Niewiele zabrakło, żeby ten wynik wyraźnie pobił – niestety, przydarzyło się 22. miejsce po pierwszej serii zawodów.

    Pozycje Kacpra Tomasiaka we wszystkich seriach indywidualnych tej zimy:
    Lillehammer: 27, 20, 15, 19, 15, 23, 19, 25
    Falun: 13, 11, 10, 8, 17, 14, 21, 18, 12
    Ruka: 30, 34, 18
    Wisła: 22, 34, 25, 23, 27, 18, 9, 5, 9
    Klingenthal: 19, 17, 29, 40, 5, 29, 47, 32
    Engelberg: 7, 13, 10, 7, 22, 9

    Do tej pory tak dobrze szło mu tylko raz: w Falun, gdy skakał odpowiednio na 13., 11., 10. i 8. miejsce. Trzy razy z rzędu wyższe pozycje zajmował jeszcze w Wiśle, kiedy w dniu drugiego konkursu nie wypadał z Top10 – był dziewiąty, piąty i znów dziewiąty. Te liczby pokazują, że Tomasiak potrafi uzyskać pewien rytm dobrego skakania. Tak naprawdę z osiągania solidnych wyników wypadł tylko w zeszłą niedzielę w Klingenthal. Jednak to była tylko mała wpadka – której spodziewalibyśmy się o wiele wcześniej i nikt nie ma prawa na nią narzekać. A Tomasiak i tak podniósł się po tym niepowodzeniu bardzo szybko I, jak widać, w znakomitym stylu. Jego regularność na takim poziomie to fenomen na skalę światową – pokazuje, co realnie odróżnia go od innych.
    Tydzień do Turnieju Czterech Skoczni, 50 dni do igrzysk. A patrząc na Polaków trudno o entuzjazm

    Tomasiak pozostaje niemal jedyną nadzieją Polaków na dobre wyniki w trakcie 74. Turnieju Czterech Skoczni. Jego początek już za osiem dni, a my nadal w czołówce możemy się spodziewać praktycznie tylko tego zawodnika, od którego tej zimy mieliśmy wiele nie oczekiwać. Bo będzie się uczył i zbierał doświadczenie. A już dziś musimy to przyznać: Kacper Tomasiak swoim debiutem w Pucharze Świata wyważył drzwi do szerokiej czołówki cyklu. Wręcz pochłania to, co potrzeba przeżyć, żeby nabierać w tej stawce coraz większej pewności siebie. Nie ma sensu nakładać na niego dodatkowej presji: wystarczy obserwować, jak świetnie radzi sobie z tą dotychczasową. Kolejne dobre wyniki powinny przychodzić same.

    A reszta kadry? 17. miejsce Piotra Żyły nie przyniesie nam pewnie entuzjazmu, ale nie jest też złym wynikiem. Choć mocno brakuje mu stabilności, wiślanin dalej pokazuje, że przy dwóch równych skokach byłoby go stać na wyniki na miarę Top10. Gorzej wygląda ostatni punktujący Polak, czyli 22. Kamil Stoch. W jego skokach dalej brakuje błysku, którym cieszyliśmy się jeszcze miesiąc temu, gdy Puchar Świata zaczynał się w Lillehammer i Falun. Nie ma jednak tamtej dynamiki w powietrzu, coś wyraźnie nie gra. Nie ma więc także walki o wysokie pozycje.

    O pozostałych zawodnikach trudno powiedzieć coś pozytywnego. Trzeba byłoby cieszyć się takimi wyskokami jak 16. miejsce Dawida Kubackiego i 17. miejsce Macieja Kota w serii próbnej. Jednak, gdy przyszło do serii, gdy walczy się już “o coś” i pojawia się dodatkowa presja, to obaj nie awansowali do drugiej serii – zajęli odpowiednio 44. i 36. miejsce. W niedzielę zapewne okaże się, czy na Turniej Czterech Skoczni nie pojedzie któryś z nich, czy ten, który odpadł w kwalifikacjach do sobotnich zawodów, czyli pogubiony w swoich skokach Paweł Wąsek.

    Niestety, przed TCS, czyli jednym z największych wydarzeń w trakcie sezonu, to chyba najciekawszy temat wokół polskiej kadry. Oczywiście, wyniki Kacpra Tomasiaka to przyjemny akcent, ale jego sytuacja przypomina nam tę z udziałem Pawła Wąska sprzed roku – on też prezentował się bardzo dobrze i osiągał życiowe rezultaty, ale ogółem polski zespół odstawał od tych najlepszych. Naszych skoczków dalej wyprzedzają przedstawiciele od siedmiu do nawet ponad dziesięciu nacji. Drużynowo zbyt rzadko liczymy się w walce z obecnymi największymi potęgami skoków – Austriakami, Słoweńcami i Japończykami. W sobotnich wynikach byliśmy także gorsi od Niemców i Norwegów.

    Nadzieje na wyraźną poprawę w niedzielę? Niewielkie. A czasu do igrzysk olimpijskich we Włoszech coraz mniej. W niedzielę do konkursu na normalnej skoczni w Predazzo zostanie równo 50 dni. Przypomnijmy, że celem, o którym jasno mówi trener Polaków Maciej Maciusiak, jest zdobycie medalu. A nie pozostanie w miejscu, w którym nasze skoki są już od dłuższego czasu: za plecami tych, którzy odnoszą sukcesy.

  • Szef ambasady w Ukrainie komentuje słowa Nawrockiego. “Być może to będzie zbyt brutalne”

    Szef ambasady w Ukrainie komentuje słowa Nawrockiego. “Być może to będzie zbyt brutalne”

    Słowa prezydenta Karola Nawrockiego po spotkaniu z Wołodymyrem Zełenskim wywołały szeroką dyskusję. Do sprawy odniósł się również Piotr Łukasiewicz, dyplomata kierujący ambasadą RP w Ukrainie, który w rozmowie z TVN24 użył wyjątkowo dosadnych słów.

    – Być może zabrzmi to brutalnie, ale powiem wprost: Ukraińcy odpłacają nam się liczbą Rosjan, których bardzo skutecznie eliminują – stwierdził Łukasiewicz. Jak podkreślił, zwycięstwo Rosji w wojnie z Ukrainą oznaczałoby bezpośrednie zagrożenie dla całej Europy, w tym także dla Polski i państw bałtyckich. – Rosjanie, którzy wygraliby tę wojnę, ruszyliby dalej – na Europę, na Polskę – zaznaczył. W jego ocenie to właśnie na ukraińskim froncie rozstrzyga się dziś kluczowy interes Polski, zwłaszcza w wymiarze bezpieczeństwa.

    Komentarz dyplomaty był odpowiedzią na wypowiedź prezydenta Karola Nawrockiego, który dzień wcześniej spotkał się w Warszawie z Wołodymyrem Zełenskim. Podczas wspólnej konferencji prasowej prezydent RP przyznał, że jednym z tematów rozmów była kwestia oceny polskiej pomocy dla Ukrainy po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej inwazji.

    – Mamy dziś świadomość – i takie wrażenie odnoszą także Polacy – że nasz wysiłek i wielowymiarowe wsparcie Ukrainy nie zawsze spotykały się z należnym docenieniem i zrozumieniem – powiedział Nawrocki. Jak dodał, przekazał to ukraińskiemu prezydentowi w „twardej, uczciwej, ale jednocześnie bardzo kulturalnej i dżentelmeńskiej rozmowie”.

    Wołodymyr Zełenski odniósł się do tych słów, podkreślając wdzięczność Ukrainy za pomoc udzieloną przez Polskę, zwłaszcza w pierwszych dniach wojny. Ukraiński prezydent zaapelował także o dalsze pogłębianie współpracy między oboma krajami. – Musimy wspierać się nawzajem i koordynować nasze działania na rzecz obrony Europy i naszych narodów. To są nasze najważniejsze cele – zaznaczył.

    Zełenski zadeklarował również gotowość Ukrainy do współpracy z polskimi firmami przy odbudowie kraju po zakończeniu działań wojennych. – Jesteśmy gotowi powitać polskie przedsiębiorstwa. Wspólne projekty zawsze zbliżają – powiedział. Na zakończenie zaprosił prezydenta Karola Nawrockiego do Kijowa oraz zaapelował do Polski o wsparcie Ukrainy w kwestii przekazania zamrożonych rosyjskich aktywów na rzecz odbudowy kraju.