• Świątek była murowaną faworytką! Rywalka zagrała mecz życia w United Cup

    Świątek była murowaną faworytką! Rywalka zagrała mecz życia w United Cup

    Iga Świątek po trudnym spotkaniu pokonała Ewę Lys 3:6, 6:3, 6:4 w meczu Polska – Niemcy w ramach turnieju drużynowego United Cup! Polka wyszarpała to zwycięstwo, bo przez długi czas popełniała wiele błędów, a i rywalka grała znakomicie. To jednak Świątek potrafiła odwrócić losy rywalizacji, choć przegrywała już 1:6, 1:3.
    Iga Świątek
    Fot. REUTERS/Stephanie Lecocq

    W poniedziałek polscy tenisiści zaczęli turniej drużynowy United Cup rozgrywany w Australii. W pierwszy spotkaniu grają z Niemcami. Najpierw Hubert Hurkacz (72. ATP) pokonał Alexandra Zvereva 6:3, 6:4. Dla Polaka to powrót do gry po półrocznej przerwie i tym cenniejsze zwycięstwo nad trzecią rakietą świata. Po Hurkaczu na kort wyszła Iga Świątek (2. WTA), by rywalizować z Ewą Lys (39.).

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”

    Początek meczu miał zaskakujący przebieg, bo Świątek już w pierwszym gemie została przełamana. Lys grała odważnie, agresywnie, zmuszała rywalkę do błędów. Nasza mistrzyni szybko zareagowała, podkręciła tempo w wymianach i odrobiła straty (1:1). W ostatniej akcji była cierpliwa, wytrzymała kolejne mocne odbicia i skorzystała na błędzie Niemki.

    Po chwili jednak Polka znów straciła serwis. Lys kapitalnie odczytywała kierunki podania naszej tenisistki, wchodziła głęboko w kort na returnie, ryzykowała i przejmowała inicjatywę. Faworytka popełniła też kilka niewymuszonych błędów. Niemka mogła odskoczyć na 3:1, ale znów zgubiła przewagę. Świątek nie pozwoliła jej się rozpędzić. Była bardzo aktywna, stała głęboko w korcie, jedną z akcji zakończyła kapitalnym wolejem, inną płaskim forhendem po linii. W efekcie doszła na 2:2. Zwłaszcza ta akcja przy siatce wyglądała obiecująco, bo wraz z trenerem Wimem Fissettem zapowiadali, że chcą bardziej urozmaicić jej grę.
    Lys fantastyczna, a Świątek z problemami

    Trzeba jednak podkreślić, że Niemka zaczęła mecz z Polką wyjątkowo dobrze. W poprzednich trzech spotkaniach ze Świątek wygrywała raptem po kilka gemów, była tłem dla faworytki. W poniedziałek potwierdziła, że wysokie miejsce w rankingu WTA to nie przypadek. Poprzedni sezon był rekordowy dla Ewy Lys – m.in. czwarta runda Australian Open, nominacja do nagród WTA, co nie może dziwić skoro awansowała w ciągu 12 miesięcy o prawie 100 pozycji. – Na razie nie gra na 100 procent, a na 150 procent – zachwycał się komentator Polsatu Sport dyspozycją Niemki, która ponownie przełamała Świątek i odskoczyła na 4:3.

    Tym razem Lys utrzymała przewagę, prowadząc już 5:3. Nasza tenisistka miała kilka szans, ale rywalka grała jak w transie, wytrzymała wszystkie trudne momenty. Pomagały jej też kolejne pomyłki Świątek, której forhend nie funkcjonował dobrze, a i na returnie częściej niż zwykle myliła się. Niemka grała z pełną mocą i ryzyko opłacało się. Do tego stopnia, że po chwili mogła cieszyć się z sensacyjnego zwycięstwa w pierwszym secie 6:3. Po raz czwarty w tej partii przełamała serwis wiceliderki rankingu. Polka ewidentnie walczyła nie tylko z przeciwniczką, ale i z samą sobą. Brakowało jej stabilizacji w grze, akcje były rwane i bez odpowiedniego tempa, stąd rosnąca liczba pomyłek.
    Zwrot Igi Światek

    W przerwie między setami kamery pokazały, jak Fissette rozmawiał dłużej ze Świątek. Polka wróciła na kort i od razu przełamała Niemkę. Nadal jednak falował jej forhend, co wybijało ją z rytmu. Efekt? Po chwili kolejny raz straciła serwis, a mimo prowadzenia 40:15 w gemie rywalki, to Lys wyszła na 2:1. Rosła przewaga reprezentantki Niemiec na tablicy wyników, gdy serwowała, by odskoczyć już nawet na 4:1. Wtedy jednak nastąpił kolejny zwrot w tym meczu.

    Czytaj także: Szaleństwo po powrocie Hurkacza

    Polka zaczęła grać bardziej cierpliwie, by w ten sposób zniwelować pomyłki. Nie szukała okazji do przyspieszenia w każdej akcji, zaskakiwała kierunkiem podania i z 1:3 wyszła na 4:3. Niemka widziała, że zwycięstwo zaczyna jej uciekać i wściekła rzuciła rakietą. To ona nagle zaczęła częściej mylić się, miała problem z topspinowymi zagraniami Świątek. A końcówka seta to już pełna dominacja faworytki. W ostatnim gemie przełamała Lys do zera. Pewność siebie znów biła z uderzeń Polki. Wygrała pięć gemów z rzędu i doprowadziła do decydującej partii.
    Świątek wygrała z rywalką i własnymi problemami

    W trzecim secie Iga Świątek początkowo szła za ciosem. Prowadziła już 3:1, rozrzucała rywalkę po korcie, a ta zmęczona psuła więcej piłek. Niemka jednak nie zamierzała się poddawać i po stracie podania natychmiast przełamała Igę, siódmy raz w tym spotkaniu (3:2). Pojedynek znów się wyrównał, a Polka znalazła się jeszcze raz pod ścianą. Rywalka atakowała zaciekle jej serwis, pojawiły się szanse na ponowne przełamanie, ale nasza zawodniczka zastosowała wtedy inną taktykę – grała wolniej, precyzyjniej, z prawej na lewą i odwrotnie. To pozwolił jej się obronić, a potem wygrać dwa ostatnie gemy i całe spotkanie 2:1.

    Zwycięstwo Igi Świątek oznacza, że Polska jest już pewna wygranej nad Niemcami (2:0). Rozegrany zostanie jeszcze mecz par mieszanych, ale nie wpłynie to na końcowy wynik rywalizacji obu reprezentacji. W środę biało-czerwoni zmierzą się z Holendrami, którzy w niedzielę przegrali z Niemcami 0:3. Transmisje w Polsacie Sport, relacje w Sport.pl.

  • Nikt się nie spodziewał takiego meczu Igi Świątek! Była pod ścianą

    Nikt się nie spodziewał takiego meczu Igi Świątek! Była pod ścianą

    Nikt się nie spodziewał takiego meczu Igi Świątek! Była pod ścianą
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: Robert Prange/Getty Images / Getty Images)

    Wielka przemiana Igi Świątek! W pierwszym secie starcia z Evą Lys w ramach United Cup nasza tenisistka była wyraźnie słabsza od kapitalnie grającej Niemki. W drugiej partii Świątek również była już w złym położeniu, jednak wtedy nastąpił zwrot. Polka zaczęła grać spektakularnie, wygrywała seryjnie gemy z rzędu i ostatecznie zwyciężyła w całym spotkaniu 3:6, 6:3, 6:4. A to ma wielkie konsekwencje dla reprezentacji Polski. Oto dlaczego.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Polscy kibice nie mogli sobie wymarzyć lepszego rozpoczęcia United Cup w wykonaniu naszej reprezentacji. Jako pierwszy do walki stanął, powracający po kontuzji, Hubert Hurkacz, który kapitalnie zaprezentował się w starciu z Niemcem Alexandrem Zverevem. Polak wygrał 6:3, 6:4, zdobywając bardzo ważne zwycięstwo dla Polski.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Następnie przyszedł czas na spotkanie Igi Świątek, która zmierzyła się z Evą Lys. Rywalka naszej tenisistki miała pewne problemy z nogą — doznała urazu podczas meczu z Suzan Lamens — i grała ze specjalnym opatrunkiem na nodze. Mimo tego od samego początku postawiła niesamowicie twarde warunki.

    Pierwsze cztery gemy w meczu padały łupem zawodniczek, które nie serwowały. Świątek miała pewne problemy szczególnie przy uderzeniach forhendem, po których popełniała bardzo dużo błędów własnych. Przy stanie 2:2 utrzymała jednak swoje podanie, a w następnym gemie zyskała break pointa. Niemka jednak obroniła się w kapitalnym stylu, zagrywając świetnego winnera po linii i kończąc gema uderzeniem po przekątnej. Następnie zaś po raz trzeci w meczu przełamała naszą tenisistkę i sytuacja zaczęła robić się dla Polki nieciekawa.
    Eva Lys zszokowała kibiców. Niesamowity poziom

    Następny gem był zdecydowanie najlepszy w pierwszym secie — obie zawodniczki popisywały się świetnymi zagraniami i toczyły długie, pasjonujące wymiany. Obie miały także kilka szans na zakończenie gema, który niestety ostatecznie padł łupem Lys (Świątek nie wykorzystała dwóch break pointów). W tamtym momencie Polka miała na koncie już aż 19 błędów własnych, a jej skuteczność po returnie pierwszego serwisu była wyraźnie niższa od rywalki.

    Polecamy: “Szokujące!”. Nie czekali do końca meczu. Tak podsumowali Igę Świątek

    Następnego gema rozpoczęła kapitalna wymiana, którą ostatecznie wygrała Lys. Niestety udało się także przełamać Polkę czwarty raz, zwyciężyła 6:3 i objęła prowadzenie w meczu.
    Kapitalny powrót Igi Świątek! Widownia oszalała

    W przerwie między setami można było zauważyć wielkie zdenerwowanie na twarzy Polki. Nerwy widać też było na początku drugiej partii, ponieważ Świątek wyszła na prowadzenie 40:0, jednak całą tę przewagę straciła. Ostatecznie jednak wyszła zwycięsko z gry na przewagi i przełamała Lys. Na niewiele się to jednak zdało, ponieważ Niemka odpowiedziała tym samym, następnie utrzymała podanie i znów przełamała naszą tenisistkę, wychodząc na prowadzenie w secie 3:1.

    Polka nie zamierzała składać broni — w bardzo dobrym stylu wygrała następnego gema przy serwisie rywalki, zamykając go szwankującym w tym meczu forhendowym returnem. Następny gem był niezwykle ważny dla losów meczu. Świątek zaczęła go świetnie, wygrywając dwie pierwsze akcje, jednak następne trzy wymiany padły łupem rywalki. Ostatecznie doszło do gry na przewagi, z której zwycięsko wyszła nasza tenisistka, doprowadzając do remisu 3:3. Następnie w bardzo dobrym stylu znów przełamała rywalkę, wygrywając tym samym trzeciego gema z rzędu.

    Polecamy: Cały świat mówi o tym, co zrobił Hubert Hurkacz. Tak nazwali jego występ

    Nasza tenisistka poszła za ciosem. Wyraźnie rozpędzona Świątek zaczęła grać na bardzo wysokim poziomie, utrzymując podanie i będąc bardzo blisko wyrównania stanu meczu. Zrobiła to przy pierwszej możliwej okazji, dokonując spektakularnego powrotu.
    Co za emocje w końcówce meczu Igi Świątek!

    Decydującą partię również rozpoczęła kapitalnie — od pewnie wygranego gema przy swoim podaniu. Lys jednak walczyła dalej, odpowiadając tym samym. Polce udało się jednak wykorzystać swoją szansę i po utrzymanym podaniu, przełamała rywalkę. Lys w tym meczu udowodniła już jedna, że czuje się na korcie bardzo dobrze i nie rezygnowała z szansy na pokonanie naszej tenisistki — odpowiedziała przełamaniem powrotnym, a następnie doprowadziła do stanu 3:3.

    Polka następnie stanęła pod ścianą, ponieważ w kluczowym momencie musiała bronić dwóch break pointów. Świątek walczyła jednak niesamowicie, co przyniosło efekty — utrzymała swoje podanie. W pewnym momencie wynik meczu wynosił już 5:4 dla Polki i była już o krok od dokończenia spektakularnego powrotu. Mimo tego, że Lys robiła, co mogła, to nasza tenisistka zrobiła to — przełamała Niemkę, odnosząc wielkie zwycięstwo 3:6, 6:3, 6:4.

    Polecamy: Gwiazda tenisa popiera Igę Świątek. Aryna Sabalenka zostaje osamotniona

    Taki wynik oznacza, że mecz Niemcy — Polska jest już rozstrzygnięty — nie wpłynie już na niego los starcia mikstów. Dzięki temu będzie można dokonać pewnych roszad w składzie. Następny mecz zaś Polska zagra z Holandią i to spotkanie będzie kluczowe w kwestii walki o awans.

    Źródło: Przegląd Sportowy Onet

    Data utworzenia:

    5 stycznia 2026 11:53
    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet
    Wydarzenie dnia
    Przeczytaj także

    ©

    2026

    Ringier Axel Springer Polska – Powered by Ring Publishing | Developed by RAS Tech

    Systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z tej strony internetowej (web scraping), jak również eksploracja tekstu i danych (TDM) (w tym pobieranie i eksploracyjna analiza danych, indeksowanie stron internetowych, korzystanie z treści lub przeszukiwanie z pobieraniem baz danych), czy to przez roboty, web crawlers, oprogramowanie, narzędzia lub dowolną manualną lub zautomatyzowaną metodą, w celu tworzenia lub rozwoju oprogramowania, w tym m.in. szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez uprzedniej, wyraźnej zgody Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. (RASP) jest zabronione. Wyjątek stanowią sytuacje, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe.

  • Incydent na meczu Polski, Niemiec wpadł w furię. Nerwy kompletnie puściły

    Incydent na meczu Polski, Niemiec wpadł w furię. Nerwy kompletnie puściły

    Incydent na meczu Polski, Niemiec wpadł w furię. Nerwy kompletnie puściły

    Alexander Zverev już wielokrotnie w swojej karierze rzucał rakietą o kort – działo się tak w przeszłości w turnieju w Madrycie, na Australian Open, a nawet w pokazowym World Tennis League. Teraz do tego zestawienia dołączy Sydney i United Cup. Niemiecki tenisista niezwykle mocno zareagował na przegranie jednej z wymian przeciwko Hubertowi Hurkaczowi. Po tamtym punkcie postawił się pod ścianą, to był jedyny break w drugim secie.
    Zbliżenie na twarz sportowca wyrażającego silne emocje oraz małe wstawione zdjęcie pokazujące tenisistę uderzającego rakietą o kort podczas meczu na tle widowni.

    Alexander ZverevJulian FinneyGetty Images

    Na korcie w Sydney było wtedy 6:3, 3:3 i 40:30 dla Huberta Hurkacza. Alexander Zverev bronił się w tej wymianie przed przełamaniem, ale nie dał rady. Świetny bekhend Polaka przeciwko jego nogom sprawił, że niemiecki tenisista stracił kontrolę nad drugim setem, co niedługo później doprowadziło do jego porażki i dało “Biało-Czerwonym” prowadzenie w całym starciu w United Cup.

    Przegranie wspomnianej wymiany znowu obudziło złe demony Zvereva. W swojej karierze już wielokrotnie rzucał rakietą o kort i tak właśnie znowu stało się w poniedziałek. Nie miał szans na dojście do piłki zagranej przez “Hubiego”, co bardzo mocno go sfrustrowało.

    Alexander Zverev znowu nie wytrzymał, cisnął rakietą o kort. Próbowano go uspokoić

    “Rozwalona rakieta […] Sfrustrowany, wściekły. Nic mu się tu nie układa, nie tak z jego perspektywy miał wyglądać ten mecz. Jest nieobecny, spoglądający na swój sztab” – mówił komentujący to spotkanie w Polsacie Sport Filip Gawęcki.

    To na razie nie jego mecz, wymyka mu się

    Złotemu medaliście turnieju olimpijskiego z Tokio (2021 r.) trudno było szybko dojść do stabilizacji emocji. Po tym gemie akurat była chwila przerwy, więc mógł usiąść na ławce otoczony swoimi kolegami i trenerami, jeden ze szkoleniowców próbował z nim rozmawiać. Ten wziął ręcznik i oparł twarz o dłonie, jakby nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie się wydarzyło.

    Hubert Hurkacz: Nadzwyczajna wymiana w finale United Cup. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Alexander Zverev

    Alexander ZverevMARCO BERTORELLOAFP
    Hubert Hurkacz

    Hubert HurkaczLILLIAN SUWANRUMPHAAFP
    Alexander Zverev przegrał z Francisco Cerundolo w czwartej rundzie turnieju ATP Masters 1000 w Madrycie

    Alexander Zverev przegrał z Francisco Cerundolo w czwartej rundzie turnieju ATP Masters 1000 w MadrycieJOSE BRETON / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFPAFP

  • Niespodziewany komunikat Hurkacza do Świątek. Zwrot akcji, ogłasza publicznie

    Niespodziewany komunikat Hurkacza do Świątek. Zwrot akcji, ogłasza publicznie

    Polacy rozpoczęli zmagania na United Cup 2026. Jednak na kilka godzin przed startem pierwszego meczu doszło do pewnego niespodziewanego zwrotu akcji, który to na wideo ogłosił Hubert Hurkacz. Zwrócił się z informacją do Igi Świątek. Chodzi o “zaginioną” maskotkę drużyny. Sprawa właśnie się rozwiązała. I to z jakim efektem.
    Po lewej stronie mężczyzna w czarnym t-shircie zakrywa twarz dłonią z uśmiechem, na prawej kobieta w szarej, bezrękawnikowej bluzce patrzy przed siebie z poważnym wyrazem twarzy. W tle inne osoby pozostają nieostre.

    Hubert Hurkacz, Iga ŚwiątekBartlomiej Kudowicz/Forum/MAREK KUDELSKI/AGENCJA SE/East NewsAgencja FORUM

    Polacy rozpoczęli w Sydney grupowe zmagania w ramach United Cup. Po starciach z Niemcami (5 stycznia) zaplanowane są mecze z Holandią (7 stycznia). W biało-czerwonej kadrze znaleźli się Iga Świątek, Hubert Hurkacz, Katarzyna Kawa, Katarzyna Piter, Jan Zieliński i Daniel Michalski. Kapitanem jest Mateusz Terczyński, wieloletni sparingpartner i przyjaciel Hurkacza. Prosto z Australii panowie nadali teraz komunikat skierowany do wiceliderki rankingu WTA.

    Komunikat dla Igi Świątek. Jest dobra wiadomość

    Na nowym wideo, którego współtwórcami są Terczyński, WTA, ATP i United Cup, w pierwszych kadrach widzimy najpierw Świątek pływającą w basenie na różowym dmuchanym flamingu, a za chwilę Hurkacza, który ma dla tenisistki ważną wiadomość. Stoi przed kamerą, trzymając flaminga, i komunikuje: “Znaleźliśmy flaminga i wraca do nas do reprezentacji Polski na United Cup”.

    O co chodzi z całą akcją? To wytłumaczono w dalszej części nagrania. “To nadzwyczajna opowieść o zaginionym przedmiocie, który należał do reprezentacji Polski w tenisie” – rozpoczęto. Flaming towarzyszył biało-czerwonej kadrze podczas wcześniejszych meczów United Cup i był niejako maskotką drużyny oraz symbolem jej zwycięstwa. Jednak w pewnym momencie zniknął.

    Nie mam pojęcia, gdzie jest teraz

    Okazuje się, że został przekazany na licytację na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a później trafił w ręce Górskiej Akademii z Zakopanego. Teraz nastąpił zwrot akcji i wrócił w ręce polskiej drużyny tenisa. “Maskotkę” z rąk dzieci ze szkółki odebrał Hurkacz. “Nie wiedzieliśmy, gdzie się podziewał. Dziękujemy, że fantastycznie się nim zaopiekowaliście” – powiedział.

    W ten sposób flaming znów towarzyszy Świątek i spółce podczas United Cup. I kto wie, może znów będzie szczęśliwym amuletem i razem z Polakami dotrze aż do finału turnieju? Ten zaplanowany jest na 11 stycznia. Poprzedzą go półfinał (10 stycznia), ćwierćfinały (8-9 stycznia) i trwająca właśnie (do 7 stycznia) faza grupowa.

    Iga Świątek rozpoczęła pobyt w Australii od prezentu. „Dobra kawa. Tego mi teraz potrzeba”© 2025 Associated Press
    Hubert Hurkacz i Iga Świątek

    Hubert Hurkacz i Iga ŚwiątekPatrick HAMILTONAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekROBERT SZANISZLO / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP
    Dwójka tenisistów w sportowych strojach świętuje udaną akcję na korcie, podając sobie ręce i uśmiechając się do siebie. Tło stanowi niebieski kort tenisowy.

    Hubert Hurkacz, Iga ŚwiątekRob PrangeAFP

  • “Szokujące!”. Nie czekali do końca meczu. Tak podsumowali Igę Świątek

    “Szokujące!”. Nie czekali do końca meczu. Tak podsumowali Igę Świątek

    “Szokujące!”. Nie czekali do końca meczu. Tak podsumowali Igę Świątek
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: x.com, Robert Prange / Contributor / Getty Images)

    Nie do wiary! Po genialnym meczu Huberta Hurkacza wydawało się, że wygrana Igi Świątek w United Cup będzie formalnością. Nic bardziej mylnego! Polka już w pierwszym secie dała się zaskoczyć Evie Lys i przegrała wynikiem 3:6. Niemka zszokowała cały świat swoim niesamowitym poziomem gry.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    W poniedziałek rozpoczęło się spotkanie Polski z Niemcami na start fazy grupowej United Cup. Jako pierwszy wystąpił Hubert Hurkacz, który sensacyjnie pokonał Alexandra Zvereva 6:3, 6:4, o czym piszemy tutaj.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Wpadka! Gorąco po tym, co stało się w meczu Igi Świątek. Rywalka zszokowała

    Po nim na kort weszła Iga Świątek, której rywalką była Eva Lys. “Na papierze” Polka była zdecydowaną faworytką, ale jej przeciwniczka od samego początku grała bardzo dobrze. Wykorzystywała błędy naszej rodaczki, nie myliła się i wygrała 6:3. A w sieci zawrzało.

    Nie przegap: United Cup: Niemcy — Polska [RELACJA NA ŻYWO]

    “Lys jest ZSZOKOWANA swoim poziomem. Niesamowite sceny” — pisze Jose Morgado.

    “Wow. Eva Lys gra najlepszego seta w swoim życiu, pokonując Igę Świątek 6:3 w Sydney” — dodaje znany tenisowy dziennikarz.

    “Świetnie ogląda się ten mecz. Niektóre wymiany i zagrania wyśmienite. Końcówka tego gema w wykonaniu Evy Lys — WOW” — reaguje Daniel Topczewski.

    “Świetna Eva Lys i rozregulowana Iga Świątek w pierwszym secie. To mogło się zakończyć tylko w jeden sposób. Niemka wygrała premierową partię 6:3 (pierwszy zdobyty set Lys w historii starć z Polką) i przybliża drużynę Niemiec do wyrównania stanu meczu” — dodaje Topczewski.

    “Lys wygrywa pierwszego seta 6:3 z Igą Świątek w United Cup. Niesamowity poziom Evy jak dotąd. Nie jestem pewien, czy kiedykolwiek rozegrała lepszą partię tenisa” — czytamy na profilu “The Tennis Letter”.

    “Spoza tego świata” — oceniają jedno z zagrań Lys organizatorzy na swoim profilu.

    Źródło: Przegląd Sportowy Onet

    Data utworzenia:

    5 stycznia 2026 10:28
    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego Onet
    Wydarzenie dnia
    Przeczytaj także

  • Lewandowski leci do Arabii Saudyjskiej. Potwierdziły się doniesienia. Oto szczegóły

    Lewandowski leci do Arabii Saudyjskiej. Potwierdziły się doniesienia. Oto szczegóły

    FC Barcelona w ostatnim czasie wyraźnie złapała rytm i imponuje formą. W sobotnich derbach Katalonii zespół prowadzony przez Hansiego Flicka bez większych problemów pokonał Espanyol 2:0. Kropkę nad „i” w samej końcówce postawił Robert Lewandowski, który sprytnym lobem nad bramkarzem rywali przypieczętował zwycięstwo. Teraz przed kapitanem reprezentacji Polski i całym zespołem Blaugrany kolejna podróż – tym razem do Arabii Saudyjskiej. Powód jest jasny.

    Ostatnia porażka Barcelony miała miejsce 25 listopada, gdy Katalończycy ulegli Chelsea 0:3 na Stamford Bridge w Lidze Mistrzów. Od tamtego momentu drużyna Flicka prezentuje się znakomicie, notując serię ośmiu kolejnych zwycięstw. Najświeższym sukcesem było właśnie sobotnie derby z Espanyolem.

    To spotkanie było szczególne również dla Roberta Lewandowskiego. Polski napastnik przełamał strzelecką niemoc, która trwała ponad miesiąc. W 90. minucie meczu zachował zimną krew i efektowną podcinką ustalił wynik rywalizacji. W trwającym sezonie Lewandowski rozegrał już 19 spotkań, w których zdobył dziewięć bramek i dorzucił dwie asysty.

    Superpuchar Hiszpanii w Arabii Saudyjskiej. Kto poleci z Barceloną?

    Teraz przed Barceloną kolejne wyzwanie – rywalizacja w Superpucharze Hiszpanii. W tegorocznej edycji turnieju, obok Dumy Katalonii, udział biorą także Real Madryt, Atletico Madryt oraz Athletic Bilbao. W półfinale mistrzowie Hiszpanii zmierzą się właśnie z zespołem z Kraju Basków.

    Mecz zaplanowano na środę 7 stycznia, na godzinę 20:00. Areną zmagań będzie King Abdullah Sports City w Dżuddzie, a więc – podobnie jak w poprzednich latach – turniej rozegrany zostanie w Arabii Saudyjskiej. Kataloński dziennik „Sport” ujawnił szczegóły dotyczące podróży zespołu.

    Zgodnie z informacjami hiszpańskich mediów, barcelońska „ekspedycja” ma wyruszyć do Dżuddy w poniedziałek o godzinie 12:30. W kadrze meczowej nie zabraknie oczywiście Roberta Lewandowskiego, który po udanym występie w derbach może liczyć nawet na miejsce w wyjściowym składzie.

    Dziennikarze „Sportu” informują również, że bardzo możliwy jest wylot Ronalda Araujo razem z drużyną. Urugwajczyk nie pojawiał się w meczowej kadrze Barcelony od pamiętnego starcia z Chelsea, w którym obejrzał czerwoną kartkę. Później zmagał się z problemami natury mentalnej i nie był dostępny dla trenera. Ostatnio jednak wrócił do treningów i wszystko wskazuje na to, że jego powrót na boisko jest coraz bliżej.

    „Przebywanie z zespołem może odegrać kluczową rolę w jego dalszym rozwoju oraz pomóc mu uporać się z problemami ze zdrowiem psychicznym” – podkreśla kataloński dziennik. Do Arabii Saudyjskiej ma polecieć także Gavi, który powoli wraca do pełni sił po kontuzji łąkotki.

    FC Barcelona przystępuje do turnieju w roli obrońcy tytułu Superpucharu Hiszpanii. Relację na żywo z półfinałowego starcia z Athletikiem Bilbao będzie można śledzić na łamach Interii Sport.

  • Wybitny powrót Hurkacza. Zverev pokonany, wszystko w rękach Świątek

    Wybitny powrót Hurkacza. Zverev pokonany, wszystko w rękach Świątek

    Prawie siedem miesięcy kibice musieli czekać na kolejny występ Huberta Hurkacza. W poniedziałek odliczanie wreszcie dobiegło końca. Wrocławianin wrócił do rywalizacji podczas United Cup i od razu został rzucony na głęboką wodę. Jego pierwszym rywalem był Alexander Zverev, jeden z czołowych tenisistów świata. Polak sprawił jednak ogromną niespodziankę. Zaprezentował się tak, jakby w ogóle nie miał za sobą długiej przerwy od gry, i w znakomitym stylu pokonał Niemca 6:3, 6:4, dając reprezentacji Polski prowadzenie w rywalizacji.

    Problemy zdrowotne, które doskwierały Hurkaczowi podczas turnieju ATP 250 w ’s-Hertogenbosch, wykluczyły go z gry na wiele miesięcy. Polak zniknął z kortów, poddał się kolejnemu zabiegowi i konsekwentnie realizował plan powrotu do pełnej dyspozycji. Tym razem nie chciał ryzykować i popełnić błędu z 2024 roku, gdy zbyt szybki powrót odbił się na jego formie. Dlatego świadomie zrezygnował z końcówki poprzedniego sezonu, skupiając się na solidnym przygotowaniu do nowej kampanii.

    Pod koniec grudnia półfinalista Wimbledonu z 2021 roku udał się do Australii, gdzie tradycyjnie rozpoczął sezon od występu w drużynowym United Cup. Razem z resztą reprezentacji Polski chciał nawiązać do bardzo udanych występów z poprzednich edycji – w 2023 roku biało-czerwoni dotarli do półfinału, a w dwóch kolejnych sezonach meldowali się w wielkim finale. Tegoroczna rywalizacja od początku zapowiadała się jednak niezwykle wymagająco. Polacy trafili do trudnej grupy F, w której mierzą się z Niemcami oraz Holandią.

    Na inaugurację czekało ich starcie z naszymi zachodnimi sąsiadami – drużyną, która dwa lata temu odebrała Polakom tytuł w finale. Wówczas Hurkacz miał nawet piłki mistrzowskie w meczu z Zverevem, lecz Niemiec doprowadził do decydującego miksta, wygranego przez swój zespół. Tym razem Hubert dostał szansę na sportowy rewanż. Przed meczem trudno było jednak przewidzieć jego dyspozycję po tak długiej przerwie.

    Spotkanie rozpoczęło się od serwisu Hurkacza. Już pierwszy gem przyniósł zaciętą walkę na przewagi, lecz Polak nie dopuścił rywala do żadnego break pointa. Chwilę później sam ruszył do ataku i błyskawicznie zaskoczył Zvereva. Po błędzie trzeciego zawodnika rankingu ATP Wrocławianin wypracował dwie okazje na przełamanie i przy drugiej z nich wyszedł na prowadzenie. Po potwierdzeniu breaka Hurkacz objął wynik 3:0, nadając ton całemu setowi.

    Niemiec próbował odpowiedzieć i szukał swoich szans przy returnie, ale Polak był w tej fazie meczu praktycznie bezbłędny. Nawet jeśli przegrywał pierwszy punkt w gemie, natychmiast ratował się kapitalnym serwisem. W premierowej odsłonie Hurkacz imponował podaniem, notując aż 13 asów w pięciu własnych gemach serwisowych. Taka dyspozycja pozwoliła mu pewnie wygrać seta 6:3.

    Druga partia zaczęła się od serwisu Zvereva, który starał się przejąć inicjatywę i wywrzeć większą presję na Polaku. W czwartym gemie Niemiec doczekał się pierwszego break pointa, lecz Hurkacz obronił go asem i chwilę później doprowadził do remisu 2:2. Choć Zverev wyglądał na nieco bardziej stabilnego, z każdą kolejną minutą narastała w nim frustracja wynikająca z braku realnych korzyści.

    Przełom nastąpił w siódmym gemie. To Hurkacz od początku dyktował warunki i szybko wypracował dwie szanse na przełamanie. Pierwsza nie została wykorzystana, lecz przed kolejnym break pointem Zverev otrzymał ostrzeżenie od sędziego za przekroczenie czasu. Niemiec długo dyskutował z arbitrem, jednak decyzja nie została cofnięta. Chwilę później Polak znakomicie rozegrał akcję, odważnie zaatakował i przełamał rywala, co wyraźnie wytrąciło Zvereva z równowagi. Niemiec, nie kryjąc emocji, cisnął rakietą o kort.

    Po zmianie stron Hurkacz bez problemu potwierdził przełamanie i znalazł się o krok od zwycięstwa. Zverev zdołał jeszcze dorzucić jednego gema, przerzucając presję na Polaka przy zamykaniu meczu. Wrocławianin zachował jednak spokój, wytrzymał napięcie i ostatecznie triumfował 6:3, 6:4, kończąc spotkanie z imponującym dorobkiem 21 asów serwisowych.

    Jeśli w kolejnym singlu Iga Świątek pokona Evę Lys, reprezentacja Polski zapewni sobie zwycięstwo nad Niemcami już po grach indywidualnych.

    Wyniki: Hubert Hurkacz – Alexander Zverev 6:3, 6:4
    Iga Świątek – Eva Lys
    Iga Świątek/Hubert Hurkacz – Laura Siegemund/Alexander Zverev

    Stan rywalizacji: 1:0 dla Polski

  • Sensacyjny mecz Hurkacza! 84 minuty i koniec, Zverev wyszedł z siebie

    Sensacyjny mecz Hurkacza! 84 minuty i koniec, Zverev wyszedł z siebie

    Miała być rdza, a był koncert! Hubert Hurkacz w świetnym stylu powrócił do rywalizacji po 208 dniach przerwy. Co chwilę korzystał ze swojej największej broni i wygrał z będącym trzecią rakietą świata Alexandrem Zverevem 6:3, 6:4. na otwarcie pierwszego meczu Polaków w drużynowym United Cup. A Niemcowi zostało rzucanie rakietą ze złości.
    Hubert Hurkacz, Iga Świątek
    Polsat Sport

    Z jednej strony wielki głód gry, a z drugiej długa przerwa w grze – tak wyglądała sytuacja Huberta Hurkacza przed poniedziałkowym pojedynkiem z Alexandrem Zverevem. Ich wcześniejsze mecze zapowiadane były zwykle jako hity. Ale teraz, właśnie ze względu na ponadpółroczny rozbrat z rywalizacją – obecne możliwości Polaka były ogromną niewiadomą. Zamiast jednak zakrywać oczy z powodu lania fani 28-latka niekiedy mogli przecierać je z niedowierzania.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Wyjątkowe zwycięstwo Hurkacza tuż przed feralną kontuzją. Polak wyprowadził Niemca z równowagi

    – Jestem w pełnił sił, a to teraz najważniejsze. To będzie wyzwanie i dobra okazja, by zobaczyć, na jakim jestem poziomie – opowiadał Hurkacz na konferencji prasowej tuż przed rozpoczęciem United Cup. Poprzedni mecz zagrał 11 czerwca ubiegłego roku, a niedługo później – po raz drugi w ciągu 12 miesięcy – przeszedł artroskopię kolana.

    Wielu sympatyków tenisisty z Wrocławia mogło się obawiać tego występu, mając na uwadze nie tylko wspomnianą przerwę, ale też to, że naprzeciwko zawodnika, który spadł na 83. miejsce w liście ATP (w United Cup korzysta z tzw. zamrożonego rankingu) stanął właśnie Zverev. Trzeci tenisista globu dzień wcześniej znacząco przyczynił się do efektownego zwycięstwa Niemców nad Holendrami 3:0, a w trzech wcześniejszych pojedynkach z Polakiem przegrał tylko raz. Tuż przed feralną kontuzją kolana Hurkacza na Wimbledonie 2024, która mocno naznaczyła w ostatnich dwóch sezonach jego karierę.

    W poniedziałek jednak półfinalista Wimbledonu 2021 pokazał, że przygotował się naprawdę dobrze, a wspomniany głód gry zrobił swoje. Owszem, były momenty, kiedy ta tenisa rdza dała o sobie znać. Przykładowo wtedy, gdy w pierwszym secie zespół akcję przy siatce i nie udał mu się skrót. Ale w zdecydowanej większości sytuacji Hurkacz prezentował się wtedy w wydaniu, za jakim bardzo tęsknili jego fani. I przypomniał po raz kolejny, że należy do najlepiej serwujących tenisistów świata. W pierwszej partii zaliczył 13 asów, a Zverev nieraz tylko kierował bezradny wzrok w kierunku swojej drużyny.

    Niemiec początkowo nieco pomagał w tej partii rywalowi swoimi błędami. Ale nie tylko dzięki nim Polak najpierw prowadził 3:0, a po kilku minutach 4:1. Tylko pierwsze kilka akcji razem z resztą ekipy oglądała z uśmiechem Iga Świątek. Potem liderka Biało-Czerwonych udała się przygotowywać do swojego występu. Tak jakby przewidziała, że jej kolega z drużyny da popis i pewnie pokona faworyta.

    Zverev już pod koniec pierwszej odsłony zaczął się lepiej spisywać, a od początku kolejnej jasno pokazywał, że łatwo nie odpuści. Mierzący niemal dwa metry Niemiec poprawił skuteczność serwisową i zaczął lepiej atakować podanie Polaka. Ale jedyne, co był w stanie osiągnąć, to „break point” w czwartym gemie. Ale w kluczowym momencie wrocławianin znów był na posterunku i posyłał kolejne asy, a jego przeciwnik tylko zasłaniał twarz po nieudanych akcjach.

    Cierpliwość Polaka została wynagrodzona w siódmym gemie. Wykorzystał wtedy drugą okazję na przełamanie, a sfrustrowany Zverev tylko cisnął mocno rakietą o kort, za co otrzymał ostrzeżenie. Finalista Australian Open 2025 nie miał już potem nic do powiedzenia – koncert Polaka trwał w najlepsze.

    W wymarzony sposób Hurkacz nie tylko wrócił do gry po długiej przerwie, ale i powetował sobie jedną z pamiętnych porażek ze Zverevem. W finale United Cup 2024 przegrał trzygodzinny dreszczowiec, w którym nie wykorzystał dwóch piłek meczowych. Biało-Czerwoni przegrali wtedy cały mecz 1:2. Przegrali też finał poprzedniej edycji, w której ich rywalami była ekipa USA.

    W drugiej odsłonie meczu Polska – Niemcy Iga Świątek zagra z Evą Lys. Hurkacz i Zverev mogą zmierzyć się jeszcze ponownie w poniedziałek na korcie w Sydney, jeśli kapitanowie obu drużyn wytypują ich również do występu w mikście. W przypadku remisu po pojedynkach singlowych rywalizacja par mieszanych będzie rozstrzygająca.

  • Kluczowa zmiana w rankingu WTA! Ważna wiadomość dla Świątek

    Kluczowa zmiana w rankingu WTA! Ważna wiadomość dla Świątek

    Sezon 2026 dopiero co startuje, a już doszło do ważnej zmiany w rankingu WTA. Dotyczy ona czołowej pozycji. W poniedziałek ukazało się najnowsze zestawienie. Pozycja Aryny Sabalenki i Igi Świątek wydaje się niezagrożona. Do roszady doszło natomiast na pozycji numer trzy. Tak wysoko ta tenisistka w karierze jeszcze nie była. Tak wygląda ranking WTA.
    ;Tenis . Mecz o brazowy medal Iga Swiatek – Anna Schmiedlova
    Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

    Już za kilkanaście minut na korcie po raz pierwszy w 2026 roku zamelduje się Iga Świątek. Polka zmierzy się z Evą Lys w ramach United Cup. Nasza kadra celuje w trofeum, z którym dwa lata z rzędu rozmijała się o włos – przegrywała w finale. Zanim jeszcze 24-latka rozpoczęła rozgrzewkę, to dotarła do niej ważna wiadomość. Doszło do kluczowej zmiany w rankingu WTA. I to tuż za jej plecami.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Zmiana na pozycji numer trzy światowego rankingu. Amanda Anisimowa tuż za Igą Świątek

    W poniedziałek 5 stycznia ukazało się najnowsze zestawienie. Na dwóch pierwszych pozycjach nie doszło do modyfikacji. Stawce wciąż przewadzi Aryna Sabalenka. I jak na razie jest niezagrożona. Ma ponad dwa tysiące punktów przewagi nad wiceliderką – Igą Świątek.

    Do zmiany doszło na trzeciej pozycji. Straciła ją Coco Gauff. Jej miejsce zajęła jej rodaczka, Amanda Anisimowa. Tak wysoko finalistka Wimbledonu i US Open z 2025 roku jeszcze nie była. Najwyżej plasowała się na czwartej lokacie. “Jest teraz numerem jeden wśród Amerykanek. Pnie się coraz wyżej” – pisał profil The Tennis Letter na X. Anisimowa wyprzedziła Gauff nieznacznie, bo ledwie o 14 punktów. Na piątym miejscu plasuje się z kolei Jelena Rybakina. Do innych roszad w TOP 10 nie doszło.
    Ranking WTA (stan na 5 stycznia 2026):

    1. Aryna Sabalenka – 10 490 pkt
    2. Iga Świątek – 8178 pkt
    3. Amanda Anisimowa – 6287 pkt
    4. Coco Gauff – 6273 pkt
    5. Jelena Rybakina – 5850 pkt
    6. Jessica Pegula – 5583 pkt
    7. Madison Keys – 4335 pkt
    8. Jasmine Paolini – 4236 pkt
    9. Mirra Andriejewa – 4125 pkt
    10. Jekatierina Aleksandrowa – 3375 pkt
    …
    52. Magda Linette – 1089 pkt
    59. Magdalena Fręch – 1051 pkt.

    Zobacz też: Gauff zaatakowała… własnych kibiców. “Najgorsi w tenisie”.

    Już wkrótce Anisimowa rozpocznie sezon. Nie wystartowała w United Cup. Pojawi się za to w Brisbane. Jej pierwszą rywalką w 2026 roku będzie 106. w rankingu WTA Kimberly Birrell. Będzie to dla niej pierwszy, a zarazem ostatni sprawdzian przed wielkoszlemowym Australian Open. Z kolei Świątek na kort wyjdzie już dziś, tuż po meczu Huberta Hurkacza z Alexandrem Zverevem, który rozpocznął się po godzinie 7:30. Zapraszamy do śledzenia relacji tekstowej z meczów Polaków w Sydney na stronie głównej Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

  • Potwierdzają się niebywałe doniesienia o Justynie Kowalczyk-Tekieli. Ma powód do radości

    Potwierdzają się niebywałe doniesienia o Justynie Kowalczyk-Tekieli. Ma powód do radości

    Justyna Kowalczyk-Tekieli ponownie pojawiła się na trasach biegowych i zrobiła to w sposób, który nie pozostawił żadnych wątpliwości co do jej sportowej klasy. Multimedalistka olimpijska w imponującym stylu wygrała XII edycję Pucharu Kościeliska, zdecydowanie pokonując wszystkie rywalki. Jej triumf miał szczególny wymiar, bo tegoroczne zawody odbywały się ku pamięci wybitnego polskiego olimpijczyka i legendy lokalnego sportu.

    Nie ma przesady w stwierdzeniu, że Justyna Kowalczyk-Tekieli jest najwybitniejszą postacią w historii polskich biegów narciarskich. Multimedalistka igrzysk olimpijskich, dwukrotna mistrzyni świata, czterokrotna zdobywczyni Kryształowej Kuli oraz czterokrotna zwyciężczyni Tour de Ski przez lata wyznaczała standardy światowego narciarstwa biegowego. Jej kariera była symbolem żelaznej konsekwencji, odporności psychicznej i sportowej doskonałości, a sukcesy osiągane na największych arenach na trwałe zapisały jej nazwisko w historii światowego sportu. Dla wielu młodych zawodniczek i zawodników stała się wzorem do naśladowania i inspiracją.

    Choć kilka lat temu zakończyła zawodową karierę i przeszła na sportową emeryturę, nigdy nie odcięła się od narciarstwa biegowego. Wręcz przeciwnie – nadal aktywnie uczestniczy w życiu sportowym, angażując się w szkolenie młodzieży i promocję aktywności fizycznej. Od czasu do czasu sama także staje na linii startu, udowadniając, że prawdziwa pasja i znakomita forma nie znikają wraz z końcem profesjonalnej rywalizacji.

    Tak było również podczas XII edycji Pucharu Kościeliska. Zawody rozegrano na trasach biathlonowych w Kirach, gdzie na starcie stanęło łącznie 121 amatorów narciarstwa biegowego – 27 kobiet i 94 mężczyzn. Rywalizacja odbywała się w formule startu wspólnego, oddzielnie dla kobiet i mężczyzn, co dodatkowo podkreślało sportowy charakter wydarzenia.

    W rywalizacji pań faworytka była tylko jedna – i szybko potwierdziła swoją pozycję. Justyna Kowalczyk-Tekieli od pierwszych metrów narzuciła bardzo wysokie tempo, stopniowo powiększając przewagę nad rywalkami. Dystans pięciu kilometrów pokonała w znakomitym czasie 10:34,8, zdecydowanie deklasując pozostałe zawodniczki. Jej występ był prawdziwą ozdobą zawodów i kolejnym dowodem na to, że nawet po latach pozostaje zawodniczką z absolutnego topu.

    Tegoroczna edycja Pucharu Kościeliska miała również wyjątkowy, symboliczny charakter. Zawody poświęcono pamięci Stanisława Bukowskiego – wybitnego olimpijczyka, trenera oraz 12-krotnego mistrza Polski, który przez lata był jedną z ikon sportu w Kościelisku. Bukowski reprezentował Polskę m.in. podczas igrzysk olimpijskich w Cortinie d’Ampezzo w 1956 roku, zajmując 13. miejsce, co przez długi czas pozostawało najlepszym wynikiem polskiego narciarza. Legendą stała się także jego niezwykła sprawność – w wieku 60 lat oddał skok na Wielkiej Krokwi, i to w tradycyjnym góralskim stroju.

    Zwycięstwo Justyny Kowalczyk-Tekieli w Kirach było więc nie tylko sportowym pokazem klasy, ale również pięknym hołdem dla bogatej historii polskiego narciarstwa i postaci, które je tworzyły.