• Padła szokująca propozycja – Lewandowski nagle odchodzi z Barcelony. Sensacyjna wymiana

    Padła szokująca propozycja – Lewandowski nagle odchodzi z Barcelony. Sensacyjna wymiana

    Wszystko wskazuje na to, że Joao Cancelo lada moment trafi do FC Barcelona na zasadzie półrocznego wypożyczenia. Zielone światło dla transferu miał już podobno dać Hansi Flick. Teraz jednak pojawiła się kolejna sensacyjna informacja dotycząca przyjścia Portugalczyka do „Dumy Katalonii”. Istnieje bowiem możliwość, że w transakcję włączony zostanie Robert Lewandowski, co byłoby ogromnym zaskoczeniem.

    Finalizacja wypożyczenia Joao Cancelo z Al Hilal do Barcelony wydaje się coraz bliższa. Początkowo mówiło się wyłącznie o standardowym wypożyczeniu Portugalczyka, jednak według doniesień Sachy Tavolieriego sytuacja może przybrać nieoczekiwany obrót.

    – W obecnych rozmowach na temat transferu Cancelo, Al Hilal wpadło na pomysł włączenia do transakcji Roberta Lewandowskiego. Dzięki temu polski napastnik mógłby na pół roku przenieść się do Saudi Pro League zamiast kończyć sezon w LaLiga – podaje Tavolieri.

    Sensacyjne odejście Lewandowskiego? Pojawiła się szalona propozycja

    Dziennikarz, który ujawnił tę informację, już zdążył wywołać spore poruszenie w sieci, zwłaszcza na portalu „X”, gdzie ma ponad 200 tys. obserwujących.

    – Lewandowski uwolniłby Barcelonę od swojej wysokiej pensji na ostatnie sześć miesięcy sezonu, a sam mógłby otrzymać w Al Hilal jeszcze wyższe zarobki – dodaje Tavolieri.
    – Ostatecznie wszystko zależy od zgody „Lewego”. Na razie nie wiadomo, jakie jest jego stanowisko – podsumowuje dziennikarz.

    Na ten moment trudno sobie wyobrazić, że Lewandowski nagle opuści Barcelonę na rzecz Al Hilal. Warto jednak przypomnieć, że w ostatnich miesiącach w nieoczekiwanych okolicznościach z Camp Nou odchodzili m.in. Ousmane Dembele i Inigo Martinez. Początkowo również te transfery wydawały się mało realne, a finalnie doszło do nich w szybkim tempie – Francuz trafił do PSG, a Bask do Al Nassr, rywalizującego z Al Hilal o tytuł w lidze saudyjskiej.

    Obecnie Lewandowski przebywa w Arabii Saudyjskiej, koncentrując się na grze w Superpucharze Hiszpanii. Po powrocie do Barcelony temat jego ewentualnego półrocznego wypożyczenia z pewnością powróci. Na ten moment nie wiadomo jednak, czy polski napastnik jest zainteresowany takim rozwiązaniem i czy klub w ogóle rozważa tę opcję poważnie.

    https://x.com/sachatavolieri/status/2008254736466927883?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2008254736466927883%7Ctwgr%5E81e483618a8b4cbdb5112129696cd62fd30f8473%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Frobert-lewandowski%2Fnews-padla-szokujaca-propozycja-lewandowski-nagle-odchodzi-z-barcnId22505295

  • Rząd Tuska bierze się za polski sport. Jest projekt

    Rząd Tuska bierze się za polski sport. Jest projekt

    W środę Rada Ministrów zajmie się projektem ustawy zmieniającej ustawę o sporcie, który przedstawi minister sportu i turystyki. Już wiadomo, jakie problemy rząd chce rozwiązać w pierwszej kolejności – skorzystać mają m.in. sędziowie oraz kobiety. To jednak nie wszystko.

    Minister sportu i turystyki, Jakub Rutnicki, liczy na to, że nowe przepisy poprawią sytuację nie tylko sportowców, ale także arbitrów. Środa może okazać się przełomowa, bo rząd ma obradować nad projektem zmian w ustawie o sporcie.

    Główne wyzwania polskiego sportu
    Projekt ustawy uwzględnia m.in. przeciwdziałanie przemocy wobec sędziów sportowych. Piłkarscy arbitrzy mają być objęci ochroną na podobieństwo funkcjonariuszy publicznych, a wrogie zachowania ze strony zawodników czy kibiców mogą być surowo karane.

    Kolejnym istotnym tematem są stypendia sportowe dla kobiet po urodzeniu dziecka. Obecnie panie otrzymują połowę stypendium ministra przez sześć miesięcy od narodzin dziecka. Projekt zakłada poprawę tego rozwiązania.

    Ministerstwo chce także usprawnić procedury przekształcania związków w polskie związki sportowe oraz ogólnie poprawić kondycję sportu w kraju.

    Budżet i priorytety
    Jak podkreśla minister Rutnicki, celem zmian jest wsparcie rozwoju polskiego sportu. Obecnie wiele inwestycji dotyczy m.in. modernizacji orlików. W rozmowie z TVP Sport minister ujawnił, że budżet przeznaczony na sport wynosi około 2,6 miliarda złotych.

    – To znaczne środki, choć oczywiście wszystko zależy od obszaru wsparcia. Na infrastrukturę przeznaczamy ponad miliard złotych, a w 2025 roku na dofinansowanie związków sportowych wydaliśmy prawie 200 milionów złotych – mówi Rutnicki. – Sport profesjonalny jest bardzo ważny, ale inwestujemy także w sport powszechny. W ramach programu „Z Orlika na Stadion” w piłkę nożną grało aż 80 tysięcy chłopców i dziewczynek – podkreślił minister.

  • Polska prawie pewna! Oto potencjalni rywale Świątek i Hurkacza. Zaskakująca zmiana

    Polska prawie pewna! Oto potencjalni rywale Świątek i Hurkacza. Zaskakująca zmiana

    Efektowne zwycięstwo nad Niemcami przybliżyło Polskę do ćwierćfinału United Cup. Role Świątek i Hurkacza niespodziewanie się odwróciły

    Wysoka wygrana z Niemcami otworzyła polskim tenisistom szeroko drzwi do ćwierćfinału turnieju United Cup. Co więcej, w ostatnim meczu grupowym z Holandią biało-czerwoni mogą nawet pozwolić sobie na porażkę, a mimo to wciąż zachować realne szanse na awans. Znamy już także potencjalnych rywali Polaków w fazie pucharowej. Sukces odniesiony nad niemiecką drużyną – biorąc pod uwagę okoliczności – okazał się znacznie cenniejszy niż wskazywałby sam wynik. Największym zaskoczeniem było jednak to, że Iga Świątek i Hubert Hurkacz jakby… zamienili się rolami.

    Rewanż za finał i mocne otwarcie turnieju

    Reprezentacja Polski bardzo udanie rozpoczęła kolejną edycję drużynowego United Cup rozgrywanego w Australii. W poniedziałek nasi tenisiści rozbili Niemców 3:0, biorąc przy okazji rewanż za finał tych rozgrywek z 2024 roku. Wówczas Polacy przegrali 1:2, choć Hubert Hurkacz miał w meczu z Alexandrem Zverevem dwie piłki mistrzowskie (6:7, 7:6, 6:4).

    Tym razem scenariusz był zupełnie inny.

    Hurkacz wraca i wysyła sygnał rywalom

    Po blisko półrocznej przerwie spowodowanej kontuzją Hubert Hurkacz wrócił do gry w najlepszym możliwym stylu. W pojedynku z trzecim tenisistą świata Alexandrem Zverevem zagrał koncertowo, wygrywając 6:3, 6:4. To był występ, który musiał uspokoić zarówno kibiców, jak i samego zawodnika.

    Po urazie odniesionym na Wimbledonie 2024 Hurkacz przeszedł operację, ale początkowo wrócił do rywalizacji zbyt szybko. Tym razem zdecydował się na dłuższą przerwę i – jak widać – był to słuszny wybór. W lutym Polak skończy 29 lat i wciąż wierzy, że stać go na wielkie sukcesy, zwłaszcza w turniejach wielkoszlemowych. Jak dotąd jego najlepsze wyniki to półfinał Wimbledonu 2021 i ćwierćfinał Australian Open 2024.

    Wygrana z Zverevem – dopiero druga w ich bezpośrednich starciach – była dla Hurkacza jak powiew świeżego powietrza. Szczególnie imponował serwis: aż 21 asów i pełna kontrola w kluczowych momentach. Dziś Polak zajmuje dopiero 83. miejsce w rankingu ATP, co zupełnie nie pasuje do jego potencjału i dotychczasowych osiągnięć. Droga powrotna do czołówki będzie długa, ale takie mecze są jej fundamentem.

    Świątek w opałach, ale znów nie pęka

    Paradoksalnie to nie Hurkacz, lecz Iga Świątek miała większe problemy w singlu. Liderka polskiej drużyny trafiła na znakomicie dysponowaną Ewę Lys. 23-letnia Niemka ukraińskiego pochodzenia jest jednym z objawień sezonu 2025 i przeciwko Polce zagrała najlepszy mecz w karierze.

    Lys aż siedem razy przełamała Świątek i była bardzo blisko sensacji. W decydującym secie, przy stanie 3:3, Polka musiała bronić dwóch break pointów po tym, jak wcześniej roztrwoniła prowadzenie 3:1. Gdyby Niemka poszła za ciosem, losy spotkania mogłyby potoczyć się zupełnie inaczej.

    Świątek po raz kolejny pokazała jednak, że w reprezentacji potrafi zostawić na korcie całe serce. Rok temu, w drodze do finału United Cup, również miała trudne momenty – choćby w meczu z Katie Boulter, wygranym 6:7, 6:1, 6:4, gdy w końcówce balansowała na granicy przełamania. To właśnie cecha mistrzyń: umiejętność „wyszarpywania” zwycięstw w dni, gdy nie wszystko funkcjonuje idealnie.

    Cenny punkt w mikście i głębia składu

    Po zwycięstwie Świątek Polska miała już zapewnioną wygraną nad Niemcami, ale zgodnie z regulaminem United Cup rozegrano również miksta. Każdy mecz i każdy set może bowiem mieć znaczenie przy ustalaniu końcowych tabel.

    Kapitan Mateusz Terczyński dał odpocząć liderom i postawił na specjalistów od debla – Jana Zielińskiego i Katarzynę Kawę. Ten duet nie zawiódł, pokonując parę Alexander Zverev – Laura Siegemund 7:6, 6:3. To był kolejny dowód na to, że polska kadra ma szerokie zaplecze i potrafi wygrywać także w zmienionym składzie.

    Co dalej? Scenariusze przed meczem z Holandią

    W środę Polacy zmierzą się z Holandią, która wcześniej uległa Niemcom 0:3. Zwycięstwo zapewni biało-czerwonym pierwsze miejsce w grupie F i bezpośredni awans do ćwierćfinału. Wówczas rywalem Polski byłby najlepszy zespół z grupy D – Czechy lub Australia. Norwegowie po dwóch porażkach odpadli już z rywalizacji.

    Potencjalnie oznacza to pojedynki Igi Świątek z Barborą Krejcikovą lub Mayą Joint oraz Huberta Hurkacza z Jakubem Menšíkiem albo Alexem de Minaurem.

    Co istotne, Polsce do wygrania grupy wystarczy jedno zwycięstwo: Świątek w singlu, Hurkacza w singlu albo triumf w mikście. Nawet porażka 0:3 nie przekreśla jednak szans – wtedy o kolejności w tabeli decydowałby procent wygranych setów.

    Również drugie miejsce może dać awans do ćwierćfinału, ponieważ najlepsza drużyna z drugich miejsc w danym mieście (Sydney lub Perth) również przechodzi dalej.

    Wnioski są optymistyczne

    Zwycięstwo 3:0 nad Niemcami ma ogromną wartość. Hurkacz udowodnił, że wciąż stać go na wielkie granie, Świątek wyszła z poważnych tarapatów, a zmiennicy w mikście pokazali klasę. To wszystko sprawia, że szanse Polski na wyjście z grupy – i to z pierwszego miejsca – są bardzo duże.

    Teraz trzeba jedynie potwierdzić, że dwa kolejne finały United Cup nie były dziełem przypadku. Początek meczu Polska – Holandia w nocy z wtorku na środę o godz. 0:30 czasu polskiego. Transmisja w Polsacie Sport.

  • Nawrocki milczy, na Kremlu mogą świętować. Granice żenady przekroczone

    Nawrocki milczy, na Kremlu mogą świętować. Granice żenady przekroczone

    Wygląda na to, że FIFA może mówić o prawdziwym hat-tricku. Naloty na Wenezuelę i uprowadzenie przez USA prezydenta tego kraju, Nicolasa Maduro, dobitnie pokazały, że dziś warunkiem organizacji piłkarskich mistrzostw świata jest albo łamanie praw człowieka, albo deptanie prawa międzynarodowego. Najlepiej – jedno i drugie jednocześnie. Po mundialu w Rosji i turnieju w Katarze do grona „organizacyjnych twardzieli” dołączają Stany Zjednoczone. A patrząc na listę gospodarzy kolejnych edycji mundialu, można być pewnym, że na tym się nie skończy. To już nie będzie klasyczny hat-trick, ale „la manita” – pięć goli w jednym meczu, jak mawiają Hiszpanie.

    Można by oczywiście stwierdzić, że FIFA po raz kolejny się skompromitowała, gdyby samo pojęcie kompromitacji miało jeszcze jakiekolwiek znaczenie dla Gianniego Infantino. Wszystko wskazuje jednak na to, że prezydent światowej federacji nie odczuwa żadnego wstydu. Przeciwnie – przekraczanie kolejnych granic żenady wydaje się dla FIFA nie wypadkiem przy pracy, lecz standardowym trybem działania. To nie wyjątki, tylko „ustawienia fabryczne” tej organizacji.

    Nawrocki jak FIFA. Lepiej nie drażnić Trumpa

    Donald Trump w wyjątkowo ordynarny sposób zakpił z tzw. „Pokojowej Nagrody FIFA”, którą Infantino wręczył mu zaledwie miesiąc wcześniej. Na rozkaz prezydenta USA amerykańskie lotnictwo zbombardowało cele w Wenezueli, a siły specjalne zatrzymały i wywiozły do Stanów Zjednoczonych prezydenta Nicolasa Maduro. Dla 26 państw Unii Europejskiej była to oczywista, rażąca próba pogwałcenia prawa międzynarodowego, dlatego wspólnie zaprotestowały. Jedynym krajem UE, który nie podpisał się pod deklaracją sprzeciwu, okazały się Węgry.

    FIFA – zgodnie ze swoją tradycją – nie zareagowała w żaden sposób. Laureat jej pokojowej nagrody bombarduje inne państwo, a organizacja odpowiedzialna za mundial nawet nie apeluje o dialog czy deeskalację konfliktu. Milczy także wobec zapowiedzi Trumpa dotyczących kolejnych ataków, jeśli Wenezuela nie podporządkuje się planom zmiany reżimu.

    W podobnym tonie zachowuje się prezydent Karol Nawrocki, który jak dotąd nie zabrał głosu w sprawie amerykańskich nalotów ani porwania Maduro. Trudno się dziwić – lepiej nie narazić się prezydentowi USA, bo konsekwencje mogłyby być nieprzewidywalne. Z drugiej strony, w obecnym klimacie politycznym niemal każda wypowiedź grozi oskarżeniem o bycie „ruską onucą”.

    Nie pomaga fakt, że jako pierwsi odebrania mundialu Amerykanom domagali się… Rosjanie. Były prezes tamtejszej federacji piłkarskiej Wiaczesław Kołoskow oraz były wiceprezes Aleksander Tukmanow otwarcie mówili o tym w rosyjskich mediach. Ten drugi stwierdził w telewizji Match TV wprost: „FIFA nie odbierze USA mistrzostw świata, bo jest ślepa na tego typu wydarzenia. W turniej zainwestowano zbyt ogromne pieniądze”.

    Z każdej strony grozi „onucyzm”

    Rosja broni Maduro nieprzypadkowo – to jej najważniejszy sojusznik na zachodniej półkuli. Z drugiej strony ci, którzy chcieliby chwalić Trumpa za „zrobienie porządku” z przyjacielem Putina, także narażają się na oskarżenia. Przeciwnicy Trumpa podnoszą bowiem argument, że bombardowanie Wenezueli to prezent dla Kremla. W Moskwie zapewne strzelały korki od szampana, bo Zachód po raz kolejny obnażył własną hipokryzję i dostarczył Rosji gotowych argumentów do usprawiedliwiania jej imperialnych działań. Atak USA to woda na młyn rosyjskiej propagandy.

    Być może jedynym wyjściem z tej politycznej kwadratury koła jest brutalna diagnoza stawiana przez ekspertów z ośrodka Strategy&Future: stosunki międzynarodowe zawsze miały charakter anarchiczny, a hasła demokracji, praw człowieka i prawa międzynarodowego były przez mocarstwa – przede wszystkim USA – wygodnym narzędziem realizowania własnych interesów bez użycia siły. Gdy dominacja Ameryki została zakwestionowana przez Rosję i Chiny, świat po prostu wrócił do swoich „fabrycznych ustawień”.

    Sport zawsze patrzył w inną stronę

    Na sportowym podwórku polityczne wzmożenie to zjawisko stosunkowo nowe – liczy najwyżej 30–40 lat. Wcześniej Związek Radziecki mógł pacyfikować Węgry, Czechosłowację czy najechać Afganistan i nie spotykało się to z reakcją światowych federacji (choć część krajów Zachodu zbojkotowała igrzyska w Moskwie). Francja mogła prowadzić brutalne wojny w Algierii i Indochinach, Wielka Brytania krwawo tłumić powstania antykolonialne w Kenii, a Portugalia aż do lat 70. popełniać zbrodnie w koloniach. Ani MKOl, ani FIFA nie widziały w tym problemu.

    Była Rosja i Katar, będzie Maroko i Arabia Saudyjska

    FIFA prawdopodobnie szybciej niż inni wyczuła, że rodzi się nowy porządek świata. Dlatego bez skrupułów zorganizowała mundial w Rosji w 2018 roku, mimo że kraj ten już w 2014 roku zajął część Ukrainy. Bez oporów powierzyła turniej Katarowi w 2022 roku, ignorując systemowe łamanie praw człowieka. W USA również skutecznie będzie uciszać piłkarzy i przypominać im, że polityka nie jest mile widziana – tak jak robiła to wcześniej.

    Nie było też większych protestów, gdy współgospodarzem mundialu w 2030 roku – obok Hiszpanii i Portugalii – zostało Maroko. Mało kto przypomina, że od ponad 40 lat kraj ten nielegalnie okupuje Saharę Zachodnią, byłe terytorium hiszpańskie, które ogłosiło niepodległość w 1973 roku.

    Prawdziwym zwieńczeniem tej serii decyzji jest jednak przyznanie organizacji mistrzostw świata w 2034 roku Arabii Saudyjskiej – państwu, które systemowo odmawia obywatelom podstawowych praw i aktywnie uczestniczy w wojnie w sąsiednim Jemenie.

    Przy takiej sekwencji wydarzeń trudno już mówić o kolejnych kompromitacjach FIFA. Przekraczanie granic żenady nie jest jej problemem wizerunkowym. To element tożsamości tej organizacji. Jeśli chcesz, mogę też przygotować wersję bardziej publicystyczną, ostrzejszą albo łagodniejszą, np. pod konkretny portal.

  • Piłka idealna. Rywalka Igi Świątek rzuciła się, ale to wszystko na nic [WIDEO]

    Piłka idealna. Rywalka Igi Świątek rzuciła się, ale to wszystko na nic [WIDEO]

    Piłka idealna. Rywalka Igi Świątek rzuciła się, ale to wszystko na nic [WIDEO]

    Polka znalazła się w opałach w meczu z Evą Lys, ale poradziła sobie. Zepchnęła przeciwniczkę do defensywy między innymi takimi piłkami jak perfekcyjny bekhend po linii. To zagranie zdecydowanie warto zobaczyć raz jeszcze.

    Iga Świątek odrobiła stratę i w meczu z Evą Lys przechyliła na korzyść Polski szalę zwycięstwa w starciu z Niemcami w United Cup. Po nieudanym początku, przegranej 3:6 w pierwszym secie, a także przy wyniku 1:3 w drugim secie, liderka polskiego tenisa potrafiła przejąć inicjatywę i zwyciężyć w drugiej oraz trzeciej partii 6:3, 6:4.

    Wiceliderka rankingu WTA pokazała siłę mentalną i umiejętność reakcji w trudnej sytuacji. Iga Świątek, choć początek meczu należał do przeciwniczki, odpowiedziała tenisem na wyższym poziomie.

    Jedno z najpiękniejszych zagrań Igi Świątek było po niespełna dwóch godzinach meczu. Reprezentantka Polski popisała się rewelacyjnym bekhendem po linii. Choć okoliczności były niełatwe, to piłka została skierowana idealnie za kołnierz przeciwniczki.

    ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Gol z połowy boiska. Można oglądać i oglądać

    Eva Lys odważnie rzuciła się w kierunku piłki, ale nie była w stanie nic zdziałać. Iga Świątek zagrała za dobrze i po wygraniu akcji, mogła z zaciśniętą pięścią odwrócić się w kierunku boksu reprezentacji Polski.

    Zobacz efektowną akcję Igi Świątek w meczu z Evą Lys:

  • Oto ranking WTA po thrillerze Igi Świątek w United Cup

    Oto ranking WTA po thrillerze Igi Świątek w United Cup

    Oto ranking WTA po thrillerze Igi Świątek w United Cup
    Here’s the WTA ranking after the Iga Christmas thriller in the United Cup
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: live-tennis.eu, Robert Prange / Contributor / Getty Images)

    Nie było łatwo! Iga Świątek ma za sobą bardzo trudne spotkanie na start United Cup. Polka potrzebowała aż trzech setów, żeby pokonać genialnie dysponowaną Evę Lys, ale to się finalnie udało. Tym samym nasza rodaczka zdobyła pierwsze, cenne rankingowe punkty w nowym sezonie. A dokładnie 32. Jej strata do pierwszej Aryny Sabalenki wciąż jest jednak bardzo duża. Co istotne, zapunktował też Hubert Hurkacz. Tłumaczymy szczegóły.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    To był horror na korcie. O ile Hubert Hurkacz sprawił gigantyczną sensację i bardzo szybko pokonał trzeciego tenisistę świata Alexandra Zvereva, o tyle Iga Świątek, która była faworytką, miała znacznie więcej kłopotów. Reprezentantka Niemiec — Eva Lys — grała bardzo dobrze i widać było, że jest głodna zwycięstwa. Finalnie jednak to nasza rodaczka wygrała 3:6, 6:3, 6:4.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Pierwsze punkty na koncie Igi Świątek po thrillerze z Evą Lys w United Cup

    Tym samym zapewniła też pierwsze zwycięstwo naszej reprezentacji podczas United Cup. A samej sobie pierwsze punkty w rankingu WTA w nowym sezonie. Przed meczem w zestawieniu “na żywo” Świątek miała 8178 pkt, a pierwsza Aryna Sabalenka 10490. Co istotne, obu paniom odjęto już “oczka” za zeszłoroczne występy właśnie w United Cup (Polka) i w WTA 500 Brisbane (Białorusinka).

    Polecamy: Coco Gauff rozpętała burzę w United Cup. Tak się tłumaczy

    Po wygranej naszej rodaczki z Lys sytuacja się zmienia, ale tylko delikatnie. Za zwycięstwo otrzymuje ona bowiem 32 pkt. To daje 8210 “oczek” w rankingu live. Przewaga liderki rankingu jest więc bardzo duża i wynosi 2280 punktów. Wiadomo, że w trakcie United Cup Świątek będzie ją mogła tylko delikatnie zniwelować. Maksymalna liczba punktów do zdobycia w trakcie tych zawodów wynosi 500.
    Hubert Hurkacz również punktuje po sensacyjnej wygranej w United Cup

    Natomiast Sabalenka, która niedługo zacznie zmagania w Brisbane, również będzie mogła zdobyć tam 500 “oczek”. Sytuacja obu pań w styczniu jest więc bardzo podobna. Zmieni się to dopiero podczas Australian Open, bo na wielkoszlemowej imprezie Białorusinka będzie broniła większej liczby punktów. W tym wszystkim warto też pamiętać, że nie tylko Świątek zdobyła rankingowe punkty.

    Zobacz więcej: Cały świat mówi o tym, co zrobił Hubert Hurkacz. Tak nazwali jego występ

    Cenne “oczka” zainkasował też przywołany wcześniej Hurkacz. Dzięki wygranej ze Zverevem na konto naszego rodaka wpadło 45 punktów. W tym momencie w zestawieniu ATP Live może się on pochwalić rezultatem 755 pkt i 73. lokatą. W kolejnych meczach razem z reprezentacją Polski będzie walczył o to, aby piąć się w górę w światowym rankingu i wrócić do odpowiedniej dyspozycji po ponad półrocznej przerwie.

  • Nawrocki milczy, na Kremlu mogą świętować. Granice żenady przekroczone

    Nawrocki milczy, na Kremlu mogą świętować. Granice żenady przekroczone

    Wygląda na to, że FIFA ustrzeliła hat-tricka. Nalot na Wenezuelę i porwanie przez USA prezydenta tego kraju Nicolasa Maduro ostatecznie pokazało, że aby organizować mundial, trzeba łamać prawa człowieka lub prawo międzynarodowe. Najlepiej jedno i drugie. Po Rosji mieliśmy Katar, teraz USA dołączają w roli kolejnego rozbójnika. A z racji organizatorów kolejnych dwóch mistrzostw świata to już nie będzie hat-trick, a “la manita”, jak w Hiszpanii nazywają pięć goli w meczu –
    Karol Nawrocki z wizytą w Białym Domu
    Fot. SAUL LOEB / AFP / EAST NEWS

    Można by powiedzieć, że FIFA się po raz kolejny skompromitowała, gdyby słowo “kompromitacja” miało rzeczywiście jakieś znaczenie dla jej szefa, Gianniego Infantino. Wygląda jednak, że żenady prezydent Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej nie czuje wcale i przekracza kolejne jej granice, bo to ustawienia fabryczne jego organizacji, a nie żadne wybryki.

    Zobacz wideo Kto jest najlepszym komentatorem? “Ktoś powie, że Pełka, ktoś, że Święcicki, ktoś, że ja. Każdy ma rację”
    Nawrocki jak FIFA. Lepiej się Trumpowi nie narazić

    Donald Trump właśnie w ordynarny sposób zakpił z “Pokojowej Nagrody FIFA”, którą wręczył mu Infantino raptem miesiąc temu. Amerykańskie lotnictwo na rozkaz prezydenta kraju zbombardowało cele w Wenezueli, a siły specjalne ujęły i uprowadziły do USA prezydenta Nicolasa Maduro. 26 krajów Unii Europejskiej zaprotestowało przeciwko tak jawnemu pogwałceniu prawa międzynarodowego. Jedynym krajem z europejskiej wspólnoty, który nie podpisał się pod deklaracją, były Węgry.

    Oczywiście FIFA w żaden sposób nie zareagowała na wieść, że laureat jej pokojowej nagrody i gospodarz piłkarskich mistrzostw świata bombarduje inny kraj. Nie prosi nawet o pokojowe rozwiązanie konfliktu i powstrzymanie kolejnych ataków, które Trump zapowiada na wypadek, gdyby Wenezuela nie współpracowała przy zmianie reżimu. Infantino postępuje zupełnie jak prezydent Karol Nawrocki, który na razie nie wyraził stanowiska w sprawie amerykańskich nalotów na Wenezuelę i porwania Maduro.

    Wiadomo, lepiej się prezydentowi USA nie narazić, bo konsekwencje mogą być szalone. Z drugiej strony ciężko zabrać głos, gdy z każdej strony można dostać “ruską onucą”. Pierwsi, którzy wezwali od odebrania Amerykanom mundialu byli przecież Rosjanie. Mówili o tym były prezes rosyjskiej federacji piłkarskiej Wiaczesław Kołoskow i były wiceprezes Aleksander Tukmanow. “FIFA nie odbierze Amerykanom mundialu, bo jest ślepa na tego typu wydarzenia. Ogromne pieniądze zainwestowano w organizację turnieju” –stwierdził ten ostatni w telewizji Match TV.
    Z każdej strony można dostać “ruską onucą”

    Rosjanie stoją murem za Maduro, bo to był ich największy sojusznik na półkuli zachodniej. Z drugiej strony ci, którzy chcieliby chwalić Trumpa za zrobienie porządku z kolegą Putina, narażają się również na “onucyzm”. Bo przecież – jak odczytują to antagoniści Trumpa – gdy Amerykanie bombardowali Wenezuelę, na Kremlu z pewnością strzelały korki od szampana, bo Zachód w pełni obnażył swoją hipokryzję i ułatwił Rosji usprawiedliwianie jej imperialistycznych zapędów. Atak na Wenezuelę to woda na młyn rosyjskiej propagandy.

    Być może ratunkiem z tej kwadratury koła jest to, co mówią eksperci ze Strategy&Future: stosunki międzynarodowe od zawsze miały charakter anarchiczny, a zaprowadzanie demokracji, prawa człowieka i prawa międzynarodowe były wygodnym narzędziem dla mocarstw (przede wszystkim USA) do realizacji swoich interesów bez przemocy. Gdy światowa hegemonia Amerykanów została zakwestionowana przez Rosję i Chiny, świat wrócił do swoich ustawień fabrycznych.

    Wracając na sportowe podwórko: polityczne wzmożenie wokół boisk to kwestia ostatnich 30-40 lat. Wcześniej Sowieci mogli pacyfikować Węgry czy Czechosłowację, wkraczać do Afganistanu i nikt ich ze sportowych organizacji nie usuwał (choć po inwazji na Afganistan niektóre państwa z obozu amerykańskiego zbojkotowały igrzyska w Moskwie). Francuzi też mogli dopuszczać się krwawych zbrodni w Algierii i Indochinach, a nikt nie myślał, żeby bojkotować ich na boisku. Tak samo było z Brytyjczykami, którzy we krwi skąpali antykolonialne powstania w Kenii i innych krajach. Portugalczycy zbrodnie w koloniach popełniali aż do lat 70. Żaden MKOl., żadna FIFA na to nie reagowała.
    Była Rosja i Katar, będzie Maroko i Arabia Saudyjska

    I wydaje się, że FIFA wcześniej niż inni wyczuła, że tworzy się nowy porządek świata. Dlatego bez wstydu zorganizowała mundial w Rosji w 2018 roku, choć ten kraj w rozbójniczy sposób zajął część Ukrainy w 2014 roku. Nie miała też problemu z łamiącym podstawowe prawa człowieka Katarem w 2022 roku. W USA też będzie skutecznie zamykać piłkarzom usta i przywoływać ich do porządku, jak to robiła cztery lata wcześniej. Cichosza, choćby Amerykanie zbombardowali jeszcze parę krajów.

    Tak samo nie było protestów, żeby turniej za cztery lata powierzyć – obok Portugalii i Hiszpanii – Maroku. Kto by pamiętał, że ten ostatni kraj od ponad 40 lat nielegalnie i wbrew prawu międzynarodowemu okupuje ogromną część Sahary Zachodniej, byłej kolonii hiszpańskiej, która ogłosiła niepodległość w 1973 roku.

    A już wyjątkowym ukoronowaniem tej serii jest organizacja mundialu w 2034 roku w Arabii Saudyjskiej, czyli w kraju, który odmawia mieszkańcom podstawowych praw człowieka i jeszcze angażuje swoje siły zbrojne w wojnę domową w sąsiednim Jemenie.

    Przy takiej serii naprawdę nie można już mówić, że FIFA się kompromituje. Ona przekraczanie granic żenady ma wpisane w swój statut.

  • Burza po meczu Sabalenki. “Żałosny i arogancki”. Natychmiastowa odpowiedź

    Burza po meczu Sabalenki. “Żałosny i arogancki”. Natychmiastowa odpowiedź

    28 grudnia Aryna Sabalenka zmierzyła się z Nickiem Kyrgiosem w “Bitwie płci”. Białorusinka poległa 3:6, 3:6 w meczu, o którym mówił cały tenisowy świat. Bardzo krytyczną opinię – szczególnie w stosunku do Australijczyka – przedstawiła niedawno Sarah Pitkowski-Malcor. Jej słowa dotarły do Kyrgiosa, który w swoim stylu odpowiedział za pośrednictwem mediów społecznościowych.
    Kobieta z emocjonalnym wyrazem twarzy, wzruszona, trzyma dłonie przy policzkach, w tle niewyraźna publiczność. Wstawka w lewym górnym rogu pokazuje mężczyznę w sportowej koszulce i czapce, wyrażającego zaskoczenie lub intensywne emocje.

    Aryna Sabalenka i Nick Kyrgios rywalizowali ze sobą w DubajuWILLIAM WEST / AFP / AL BELLO / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Pod koniec zeszłego roku doszło do wyczekiwanej “Bitwy płci”. W Dubaju Aryna Sabalenka zmierzyła się z Nickiem Kyrgiosem. Zasady były nieco inne niż w przypadku klasycznych meczów tenisowych. Strona kortu Białorusinki była o 9 proc. mniejsza od standardowego rozmiaru placu gry. Oprócz tego oboje mieli do dyspozycji tylko jeden serwis.

    Ostatecznie to były finalista Wimbledonu cieszył się z wygranej 6:3, 6:3. – Czułam się świetnie. Myślę, że stoczyłam bardzo dobrą walkę. On miał problemy, był naprawdę zmęczony. Cieszy mnie, że rywal zaczyna się spinać, gdy odbiera jeden z moich serwisów. Uważam, że poziom był bardzo wysoki – mówiła Sabalenka zaraz po zakończeniu pojedynku. Pierwsza rakieta świata nie ukrywa, że chciałaby rozegrać rewanż.

    Iga Świątek jasno o „Bitwie płci”. „To była tylko rozrywka [WIDEO]© 2025 Associated Press

    Nazwała Kyrgiosa “aroganckim i żałosnym”. Takiej reakcji się nie spodziewała. Ostro

    Dla jednych damsko-męskie starcie Sabalenki z Kyrgiosem było ciekawą odskocznią od standardowych spotkań w tourze oraz elementem show, którego czasami brakuje w tenisie. Inni zaś traktują je jako profanację tego sportu oraz niepotrzebną chęć porównywania damskiego i męskiego poziomu.

    Zdecydowanie do drugiej grupy należy Sarah Pitkowski-Malcor. Francuska zawodniczka, była 29. tenisistka w tourze WTA w rozmowie z “RMC” mocno skrytykowała Nicka Kyrgiosa za jego nonszalanckie podejście do meczu z Aryną Sabalenką. 50-latka użyła bardzo ostrych słów.

    – W tej rozrywce, którą stworzono, postawa i zachowanie Nicka Kyrgiosa były absolutnie odrażające; ten facet jest odrażający. Jest tak arogancki, aż nie do zniesienia. Wyrządza więcej szkody męskiemu tenisowi niż Sabalenka, która próbuje poważnie grać przeciwko żałosnemu facetowi, który próbuje ożywić swoją karierę, a jedyne, co robi, to prowokować ludzi – stwierdziła.

    – Był tak nonszalancki, że to nawet brak szacunku dla tych, którzy inwestują pieniądze w tego typu pokazy. Nie rozumiem nawet, jak mogli go wybrać – dodała. Okazuje się, że jej słowa dotarły do… samego Australijczyka.

    Krygios udostępnił wpis z wypowiedzią Pitkowski-Malcor oraz dodał jedynie: “Kto?”. W ten sposób 30-latek dosadnie podkreślił anonimowość 50-latki, która zmieszała go z błotem. Jego post zgromadził ponad 600 tys. wyświetleń na platformie “X”.
    Kobieta w sportowym stroju trzymająca piłkę tenisową oraz mężczyzna w sportowym ubraniu siedzący na ławce, oboje w otoczeniu widowni podczas wydarzenia sportowego.

    Aryna Sabalenka i Nick Kyrgios zmierzą się w “Bitwie Płci”DIMITAR DILKOFF / AFP, WILLIAM WEST/AFPEast News
    Dwie osoby stoją naprzeciwko siebie, patrząc sobie w oczy, po środku znajduje się duży srebrny puchar z napisem Battle of the Sexes. Kobieta ma długie blond włosy związane w kucyk i ubrana jest na czarno, mężczyzna ma brodę i zieloną czapkę z daszkiem …

    Nick Kyrgios, Aryna SabalenkaFADEL SENNAAFP
    Nick Kyrgios

    Nick KyrgiosANDREJ ISAKOVIC / AFPAFP

  • Sceny w meczu Igi Świątek, rywalka zszokowana. To naprawdę się stało

    Sceny w meczu Igi Świątek, rywalka zszokowana. To naprawdę się stało

    Kibice śledzący spotkanie Igi Świątek z Evą Lys w United Cup byli świadkami scen, które trudno było przewidzieć jeszcze przed pierwszą piłką. Niemka weszła w mecz w imponującym stylu i przez długi czas całkowicie dominowała nad wiceliderką rankingu WTA. Po niespełna godzinie gry sensacyjnie wygrała pierwszego seta 6:3, a jej zaskoczona mina najlepiej oddawała skalę tego, co działo się na korcie. Dla Świątek był to dopiero drugi taki przypadek w całej karierze.

    Nowy sezon Iga Świątek rozpoczęła od występu w United Cup. Już pierwsze mecze turnieju przyniosły polskim kibicom sporo emocji, głównie za sprawą Huberta Hurkacza. Wrocławianin, który wrócił do rywalizacji po ponad 200 dniach przerwy, zaprezentował się znakomicie i pokonał 6:3, 6:4 trzeciego tenisistę świata – Alexandra Zvereva. Był to sygnał, że reprezentacja Polski może w Australii namieszać.

    Po występie Hurkacza na korcie pojawiła się Świątek, a po drugiej stronie siatki stanęła Eva Lys. Dotychczasowe pojedynki obu zawodniczek nie zapowiadały problemów dla Polki – w poprzednim sezonie Raszynianka dwukrotnie wygrywała z Niemką bez straty seta. Tym razem jednak scenariusz meczu okazał się zupełnie inny.

    Notowana na 39. miejscu w rankingu WTA Lys od pierwszych piłek grała niezwykle odważnie. Prezentowała bogaty wachlarz zagrań, była bardzo precyzyjna i popełniała minimalną liczbę błędów. Tych po stronie Świątek było natomiast zdecydowanie za dużo. To Niemka kontrolowała wydarzenia na korcie i w pełni zasłużenie sięgnęła po zwycięstwo w pierwszym secie 6:3.

    Tak dobra postawa Evy Lys nie umknęła uwadze ekspertów i dziennikarzy. Tuż po zakończeniu pierwszej partii głos w mediach społecznościowych zabrał znany tenisowy komentator Jose Morgado, który nie krył zachwytu nad grą Niemki.

    – Lys sama wygląda na zszokowaną poziomem, jaki prezentuje. Niesamowite sceny – napisał.

    Drugi set przyniósł jednak zmianę obrazu gry. Świątek zaczęła stopniowo odzyskiwać rytm, lepiej poruszała się po korcie i skuteczniej wykorzystywała swoje okazje. Polka wygrała partię 6:3, choć nadal wyraźnie było widać problemy przy własnym serwisie. W dwóch pierwszych setach z siedmiu gemów serwisowych aż sześć razy została przełamana, co tylko potęgowało zaskoczenie obserwatorów. Z drugiej strony sama również często odbierała podanie rywalce, co sprawiało, że mecz był niezwykle chaotyczny.

    Zdziwienie towarzyszyło nie tylko kibicom, ale i ekspertom. Dla Igi Świątek była to bowiem dopiero druga sytuacja w karierze, gdy przegrała pierwszego seta w swoim inauguracyjnym meczu sezonu. Wcześniej przydarzyło jej się to jedynie w 2021 roku, podczas turnieju WTA Melbourne, gdy uległa Kai Juvan.

    Decydująca partia była już prawdziwym testem charakteru. Po ponad dwóch godzinach gry Świątek zachowała więcej spokoju, lepiej radziła sobie w kluczowych momentach i ostatecznie przechyliła szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Po trwającym blisko 2,5 godziny boju Polka wygrała z Evą Lys 3:6, 6:3, 6:4, a reprezentacja Polski podwyższyła prowadzenie w rywalizacji z Niemcami w United Cup.

    https://x.com/TheTennisLetter/status/2008106352795619748?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2008106352795619748%7Ctwgr%5E258e98b36ffa6574e3a3665cd6e880af47dce7fd%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-sceny-w-meczu-igi-swiatek-rywalka-zszokowana-to-naprawde-sienId22505073

  • Niebywałe sceny w meczu Świątek. Gest Polki wyrażał więcej niż tysiąc słów

    Niebywałe sceny w meczu Świątek. Gest Polki wyrażał więcej niż tysiąc słów

    Iga Świątek aż zakryła usta po jednym ze błędów w meczu z Evą Lys w United Cup. Wyszły wtedy na wierzch jej wszystkie tenisowe grzechy, które dawały o sobie znać w poprzednim sezonie. Polka zmazała je, gdy była trzy kroki od sensacyjnej porażki, wygrywając 3:6, 6:3, 6:4. A reakcje trenera Wima Fissette’a nie zostawiały żadnych wątpliwości.
    Iga Świątek

    – Znów można odetchnąć – skwitował w trzecim secie komentator Polsatu Sport, gdy w trudnej sytuacji Eva Lys popełniła błąd. Bo wtedy wszyscy już dobrze wiedzieli, że Niemka niespodziewanie okazała się bardzo trudną przeszkodą dla Igi Świątek w pierwszym meczu w sezonie. Po zakończeniu dwuipółgodzinnego pojedynku wszyscy fani Polki i Biało-Czerwonych po raz kolejny mogli odetchnąć głęboko z ulgą, bo niespełna 24-letnia rywalka do końca stawiała mocny opór.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Rywalka Świątek sama nie mogła uwierzyć w to, co robiła

    Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności przed meczem Polska – Niemcy, realnym scenariuszem wydawał się remis po rywalizacji singlistów. Tyle że w tym scenariuszu większość wskazywałaby na przegraną Huberta Hurkacza i pewne zwycięstwo Świątek. Tymczasem wracający do rywalizacji po 208-dniowej przerwie tenisista z Wrocławia sprawił sensację w spotkaniu z trzecim w światowym rankingu Alexandrem Zverevem, a fani drugiej rakiety świata mogli być mocno zaniepokojeni. Skończyło się na strachu, bo mistrzyni Wimbledonu 2025 przypomniała tego dnia nie tylko o swoich słabościach, ale i o jednej z najlepszych cech.

    Lys przez niektórych była skazywana w poniedziałek wręcz na pożarcie. Debiut w United Cup zaliczyła dzień wcześniej, a w żadnych z trzech wcześniejszych pojedynków ze Świątek nie była w stanie zapisać na swoim koncie więcej niż cztery gemy. A tuż przed ich czwartym spotkaniem pokazywano powtórkę ujęcia z niedzielnego występu, gdy nadwyrężyła kolano. Teraz też od początku meczu uwagę zwracało zabezpieczenie prawej nogi urodzonej w Ukrainie Niemki. Ale potem już uwagę przykuwała jedynie świetna gra 40. zawodniczki rankingu WTA.

    Podczas serii przełamań po obu stronach z pierwszej części seta otwarcia komentator Polsatu Sport zachwycał się zabójczymi returnami, którymi nieraz już w przeszłości popisywała się Świątek.

    – Prędkość, precyzja. Rywalka absolutnie bezradna – relacjonował.
    Bolesne 14:1. Wielkie odrodzenie Świątek

    O problemach faworytki skutkujących stratą podania mówił na początku meczu, że ma nadzieję, iż okażą się tylko wypadkiem przy pracy. Ale potem coraz częściej wyliczał coraz liczniejsze błędy Polki, a efekt wzmacniały prezentowane przez realizatora transmisji grafiki ze statystykami. Jedną z wymowniejszych było 14:1 w błędach z forhendu. W minionych sezonie, gdy Świątek radziła sobie gorzej, to wtedy również często zawodziło ją to uderzenie. Podobnie jak wtedy było to często efektem zbytniego pośpiechu i nerwowości. Mająca znacznie mniejsze doświadczenie Lys zaś znacznie lepiej radziła sobie w wygrywaniu kluczowych akcji.

    Niemka została nagrodzona za odważną grę, której efekty czasem ją samą zaskakiwały. Kilka razy uśmiechała się wtedy z niedowierzaniem, a niemiecka ekipa oklaskiwała ją na stojąco. W polskiej drużynie zaś miny były coraz posępniejsze, zwłaszcza przy stanie 1:3 w drugiej partii.

    Nieco wcześniej Świątek w dłuższej wymianie posłała niedokładny skrót, z czego skorzystała rywalka. Polka podskoczyła wówczas kilka razy i zakryła twarz dłonią, zdając sobie sprawę z kosztownego błędu. Kilka razy też nieco sfrustrowana machała rękami. Operatorzy początkowo regularnie robili zbliżenie co jakiś czas na Wima Fissette’a. Trener wiceliderki światowego rankingu miał kamienny wyraz twarzy. Był to jednak spokój. Dokładnie z taką samą powagą obserwował bowiem potem, jak jego zawodniczka przełamuje kryzys.

    W ubiegłym roku Świątek miała kilka meczów, w których dała się „złamać” i nie odrabiała strat. Teraz jednak przypomniała, że nie bez powodu w przeszłości chwalono ją nieraz za waleczność i odporność psychiczną. Sama ograniczyła błędy, a Lys na pewien czas obniżyła loty. Ale ta ostatnia w trzecim secie też pokazała, że nie rezygnuje do samego końca, czego efektem było jeszcze kilka widowiskowych akcji. Górą jednak było doświadczenie – Polka po raz pierwszy od września odwróciła losy spotkania, w którym przegrała pierwszą partię. Dzięki temu Biało-Czerwoni są już – jeszcze przed rywalizacją mikstów – pewni zwycięstwa w meczu z Niemcami. W środę, w drugim pojedynku grupowym, zmierzą się z Holendrami.