• Świątek nie dała żadnych szans Rybakinie! Co to był za mecz!

    Świątek nie dała żadnych szans Rybakinie! Co to był za mecz!

    Christmas didn’t give Rybakina a chance! What a game it was!

    Iga Świątek w efektownym stylu kończy występy w tym roku. Wiceliderka światowego rankingu w turnieju pokazowym w Shenzhen pokonała w 70 minut Jelenę Rybakinę 6:3, 6:3.

    Iga Christmas
    Screen Canal+ Sport

    Iga Świątek (2. WTA) na koniec tego roku zdecydowała się na udział w turnieju pokazowym w chińskim Shenzhen. Gra tam w drużynie Europy, która mierzy się z ekipą reszty świata. Już w pierwszym pojedynku Polka w hitowym starciu zagrała z Jeleną Rybakiną (5. WTA). Był to rewanż za ich ostatni mecz w turnieju WTA Finals. Wtedy sześciokrotna triumfatorka turniejów wielkoszlemowych przegrała 6:3, 1:6, 0:6.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Kapitalny mecz Igi Świątek w Shenzhen

    Iga Świątek błyskawicznie w tym meczu zdobyła przełamanie, bo już w trzecim gemie. Bardzo pomogła jej rywalka, bo Rybakina popełniła w tym gemie aż trzy niewymuszone błędy. Przy break-poincie Kazaszka minimalnie wyrzuciła piłkę w aut za linię boczną z forhendu. Poprosiła o challenge i po chwili zawiedziona usiadła na ławeczce, a kibice westchnęli na trybunach, bo rzeczywiście brakło jej centymetra, dwóch, by zmieścić piłkę w korcie.

    Polka walczyła o każdą piłkę. W piątym gemie potrafiła znów przełamać rywalkę. I to mimo faktu, że przegrywała 0:40! Potem w walce na przewagi wykorzystała czwartego break-pointa. Rybakina cały czas nie mogła znaleźć odpowiedniego rytmu gry, raziła niewymuszonymi błędami. W szóstym gemie Świątek zaimponowała kapitalnym skrótem tuż za siatkę. Zdobyła punkt, zacisnęła pięść i aż się uśmiechnęła w kierunku sztabu szkoleniowego. I tylko można powiedzieć “szkoda”, że Polka nie próbuje skrótów częściej w bardziej prestiżowych turniejach.

    Świątek miała serię aż czterech wygranych gemów z rzędu i prowadziła 5:1. Wtedy miała chwilę słabości, przegrała dwa gemy, ale przy stanie 5:3 kapitalnie dwa razy zagrała returnem, a potem skutecznie minęła rywalkę z forhendu przy piłce setowej. Pierwsza partia trwała tylko 35 minut. Świątek mogła być zadowolona, bo przecież aż trzy razy przełamała jedną z najlepiej serwujących zawodniczek świata, liderkę w tym roku wśród w klasyfikacji asów.

    Polka zaczęła drugiego seta od mocnego uderzenia. Pierwszego gema skończyła dwoma asami z rzędu! Walka była jednak bardziej wyrównana, bo Rybakina złapała odpowiedni rytm gry, nie popełniała już tak dużo niewmuszonych błędów. To ona również pierwsza wywalczyła przełamanie i prowadziła 3:2. Świątek błyskawicznie jednak odrobiła straty po świetnej grze w szóstym gemie. Miała w nim niemal wszystko: piękny return, kapitalne minięcie z forhendu i skuteczny smecz.

    Przy stanie 4:3 dla Polki i serwisie Rybakiny doszło do gema na przewagi. Przy trzecim break poincie piłka zatańczyła po taśmie i spadła na stronę Kazaszki. W efekcie Świątek przełamała rywalkę i prowadziła 5:3. Chwilę później cieszyła się z wygranej po 70 minutach walki.

    Zobacz także: Tak potraktowali Igę Świątek w Chinach. Nagranie obiegło świat

    Zanim Świątek zagrała z Rybakiną, na korcie w Shenzhen był pasjonujący pojedynek. “Belinda Bencić pokonała Xinyu Wang na start World Tennis Continental Cup. Zwrotów akcji było jednak co niemiara. Starcie było tak wyrównane, że o jego losach musiał zadecydować super tie-break” – pisała Agnieszka Piskorz ze Sport.pl.
    Iga Świątek – Jelena Rybakina 6:3, 6:3.

  • Kapitalny powrót Świątek na koniec starcia z Rybakiną. Prestiżowy triumf Polki w Shenzhen

    Kapitalny powrót Świątek na koniec starcia z Rybakiną. Prestiżowy triumf Polki w Shenzhen

    Po kilkutygodniowej przerwie kibice ponownie mogli zobaczyć Igę Świątek w akcji. Choć był to jeszcze mecz pokazowy, stanowił już bardzo wartościowe przetarcie przed startem sezonu 2026. Podczas World Tennis Continental Cup w Shenzhen Polka zmierzyła się z triumfatorką WTA Finals – Jeleną Rybakiną. Zapowiadało się więc starcie na wysokim poziomie i dokładnie tak było. Raszynianka zaprezentowała solidną, momentami efektowną grę, odwróciła losy drugiego seta i ostatecznie zwyciężyła 6:3, 6:3. Oto szczegółowy przebieg tego spotkania.

    World Tennis Continental Cup to dla Igi Świątek ostatni sprawdzian przed oficjalną inauguracją sezonu 2026. Polka rozpocznie nową kampanię już 5 stycznia, meczem z Evą Lys w ramach United Cup. Mimo zbliżającej się przerwy między sezonami, 24-latka zdecydowała się jeszcze w tym roku wystąpić w nowym, pokazowym evencie w Shenzhen, do którego zgłosiło się kilka uznanych nazwisk światowego tenisa. Wśród nich znalazła się także mistrzyni WTA Finals 2025 – Jelena Rybakina.

    To właśnie od starcia z reprezentantką Kazachstanu wiceliderka rankingu WTA rozpoczęła swój udział w WTCC. Było to już szóste spotkanie obu zawodniczek w tym roku, choć wcześniejsze pojedynki rozgrywane były w ramach oficjalnych turniejów. Ostatni raz Świątek i Rybakina stanęły naprzeciw siebie w Rijadzie, gdzie Kazaszka przerwała serię czterech zwycięstw Polki, odwracając losy meczu po przegranym pierwszym secie. Tamto starcie zakończyło się wygraną Rybakiny 3:6, 6:1, 6:0, a kilka dni później sięgnęła ona po końcowe trofeum. Piątkowy mecz w Shenzhen był więc dla Igi okazją do symbolicznego rewanżu.

    Pojedynek rozpoczął się od serwisu Rybakiny, która już na otwarcie posłała asa i szybko objęła prowadzenie 1:0. Po zmianie stron Kazaszka konsekwentnie wywierała presję na podaniu Świątek. Po podwójnym błędzie serwisowym Polki doszło do równowagi, jednak kluczowe punkty padły łupem raszynianki i gem zakończył się remisem. Chwilę później pojawiła się pierwsza szansa na przełamanie. Przy break poincie Rybakina uderzyła piłkę bardzo blisko linii, lecz sędzia wywołał aut. Challenge potwierdził minimalną pomyłkę, a Świątek objęła prowadzenie z przewagą przełamania.

    Polka zaczęła grać coraz pewniej i utrzymywała wysoki, równy poziom. W piątym gemie Rybakina prowadziła już 40:0, ale ponownie dopuściła do wyrównania. Kolejne break pointy wpadły na konto wiceliderki rankingu, która ostatecznie jeszcze powiększyła przewagę. Świątek grała z coraz większym luzem, co potwierdziła efektownym dropszotem przy własnym serwisie – rywalka nie miała żadnych szans na dojście do piłki.

    Iga była blisko wygrania seta 6:1, prowadząc 30:15 przy returnie, jednak Rybakina zdołała jeszcze dorzucić drugiego gema. Chwilę później mistrzyni WTA Finals po raz pierwszy przełamała serwis Polki i złapała kontakt punktowy. Świątek nie pozwoliła jednak na dalszy pościg. Po głębokim returnie wypracowała sobie setbola, a następnie popisała się precyzyjnym minięciem, kończąc pierwszą partię wynikiem 6:3 po trzecim przełamaniu rywalki.

    Drugi set rozpoczął się od podwójnego błędu serwisowego Świątek, lecz Polka szybko opanowała sytuację i utrzymała podanie. Rybakina stopniowo podnosiła poziom gry, co przyniosło efekt w piątym gemie, kiedy wykorzystała szansę na przełamanie, kończąc akcję mocnym forhendem. Odpowiedź Świątek była natychmiastowa – raszynianka rozegrała kapitalny gem na returnie, a całość zwieńczyła efektownym minięciem z bekhendu po przekątnej.

    Przy stanie 3:3 walka o zwycięstwo w secie rozpoczęła się na nowo. Kluczowy moment nastąpił w ósmym gemie, gdy Rybakina roztrwoniła wysokie prowadzenie, otwierając Polce drogę do trzeciego gema z rzędu. Świątek wykorzystała okazję, a przy stanie 5:3 serwowała po zwycięstwo w całym meczu. Zadanie wykonała bezbłędnie, kończąc spotkanie skuteczną akcją przy siatce. Ostatecznie Iga Świątek triumfowała w Shenzhen 6:3, 6:3, udanie kończąc swój ostatni występ przed startem sezonu 2026.

  • Media: Lewandowski rozchwytywany! Oni na pewno nie odpuszczą

    Media: Lewandowski rozchwytywany! Oni na pewno nie odpuszczą

    Coraz intensywniej robi się wokół przyszłości Roberta Lewandowskiego, a wraz z upływem czasu pracy przybywa także jego agentowi – Pinimu Zahaviemu. Z początkiem 2026 roku rozpocznie się bowiem kluczowa faza negocjacyjnej gry o dalsze losy kapitana reprezentacji Polski. Zainteresowanie napastnikiem Barcelony deklarują m.in. AC Milan oraz amerykańskie Chicago Fire, a z wyścigu nie zamierza wypisywać się również Arabia Saudyjska. Jak informuje dziennik „AS”, przedstawiciele tamtejszej ligi planują bezpośrednie spotkanie z Zahavim, by omówić potencjalny transfer Polaka.

    Choć spekulacje na temat przyszłości Lewandowskiego trwają od wielu miesięcy, FC Barcelona do tej pory mogła pozwolić sobie na zwlekanie z ostatecznymi decyzjami. W klubie konsekwentnie powtarzano, że kluczowe rozstrzygnięcia zapadną w pierwszej połowie 2026 roku. Tyle że do 1 stycznia pozostało już zaledwie kilka dni, a wraz z nadejściem nowego roku temat przyszłości Polaka nabierze jeszcze większego tempa. Czas zaczyna działać na niekorzyść Katalończyków, a liczba doniesień medialnych systematycznie rośnie.

    USA, Włochy i Barcelona. Decyzja coraz bliżej

    Wciąż nie można wykluczyć scenariusza, w którym Lewandowski przedłuży kontrakt z Barceloną. Dotychczasowe informacje sugerują, że jeśli klub zdecyduje się na złożenie mu konkretnej propozycji, pozostanie w Katalonii może być dla niego priorytetem. Jeśli jednak taka oferta nie padnie, chętnych na pozyskanie doświadczonego napastnika z pewnością nie zabraknie.

    Już kilka tygodni temu hiszpańskie media informowały, że sprowadzenie Lewandowskiego byłoby wielkim marzeniem władz AC Milanu. Z kolei niedawno pojawiły się doniesienia o spotkaniu Polaka i jego agenta z trenerem oraz dyrektorem sportowym Chicago Fire, Greggiem Berhalterem. MLS jawi się więc jako realna opcja, ale nie jest jedyną drogą, jaką może obrać kapitan reprezentacji Polski.

    Arabia Saudyjska wraca do gry

    O transferze Lewandowskiego na Bliski Wschód mówi się od dawna, traktując go jako naturalny kierunek na końcowym etapie kariery – zwłaszcza z uwagi na gigantyczne pieniądze oferowane przez saudyjskie kluby. Teraz wszystko wskazuje na to, że tamtejsza liga zamierza przejść do konkretów. Według „AS” planowane jest spotkanie przedstawicieli Saudi Pro League z Pinim Zahavim, które ma zapoczątkować negocjacyjną ofensywę.

    – Opcja spędzenia co najmniej dwóch kolejnych lat w Arabii Saudyjskiej wydaje się realna i bardzo korzystna finansowo dla zawodnika – czytamy w hiszpańskim dzienniku.

    Przed Lewandowskim stoją więc decyzje, które mogą zaważyć na ostatnich latach jego piłkarskiej kariery. Na razie jednak Polak może skupić się na bieżących obowiązkach. Już w sobotę, 3 stycznia o godzinie 21:00, Barcelona rozegra ligowe spotkanie z Espanyolem. Mecz będzie miał specyficzny, „półwyjazdowy” charakter – inny stadion, ale to samo miasto. Na wielkie decyzje przyjdzie czas później, choć coraz wyraźniej widać, że moment ten zbliża się nieuchronnie.

  • Nawrocki trzymał kciuki za fiasko Lewandowskiego. “Cieszyłem się”

    Nawrocki trzymał kciuki za fiasko Lewandowskiego. “Cieszyłem się”

    Robert Lewandowski bez cienia wątpliwości zapisał się w historii jako jeden z najwybitniejszych polskich piłkarzy. Jego talent był widoczny już na samym początku seniorskiej kariery, gdy występował w barwach Znicza Pruszków. Co ciekawe, jeden z meczów młodego napastnika z tamtego okresu z trybun obserwował obecny prezydent RP, Karol Nawrocki. Paradoksalnie – cieszył się wtedy, że Lewandowski nie zdobył bramki. Miał jednak ku temu bardzo konkretne powody.

    Lewandowski reprezentował Znicz Pruszków w latach 2006–2008. Sezon 2007/2008 był dla zespołu spod Warszawy wyjątkowo udany – drużyna realnie walczyła o awans do Ekstraklasy, a po pierwszej części rozgrywek była nawet liderem ówczesnej II ligi. Ostatecznie Znicz zakończył sezon na piątym miejscu. Co istotne, zgromadził tyle samo punktów co Piast Gliwice i Arka Gdynia, jednak o niższej lokacie zdecydował gorszy bilans bezpośrednich spotkań oraz bilans bramkowy.

    Nawrocki i mecz, który zapadł w pamięć

    Indywidualnie tamten sezon był dla Roberta Lewandowskiego bardzo udany. Napastnik został królem strzelców rozgrywek, zdobywając 21 bramek. Rozpoczął sezon imponująco – trafiał do siatki w czterech pierwszych meczach z rzędu. Później przyszła niemal miesięczna przerwa bez gola, ale gdy już się przełamał, zrobił to z rozmachem, notując hat-tricka w spotkaniu z GKS-em Jastrzębie. W dalszej części rozgrywek dorzucił jeszcze m.in. cztery dublety.

    Mimo znakomitej formy były jednak zespoły, którym Lewandowski nie zdołał w tamtym sezonie strzelić ani jednej bramki. Jednym z nich była Lechia Gdańsk – późniejszy triumfator II ligi. Kluczowe znaczenie miał mecz 32. kolejki, rozegrany 18 maja 2008 roku w Gdańsku. Znicz przegrał wówczas 0:1, a Lewandowski spędził na boisku pełne 90 minut, nie znajdując jednak sposobu na defensywę „Biało-Zielonych”.

    To właśnie to spotkanie doskonale pamięta Karol Nawrocki, dziś prezydent RP, a wówczas zagorzały kibic Lechii. Jak sam wspominał, znajdował się wtedy w kibicowskim młynie i doskonale zdawał sobie sprawę z wagi tego meczu. Jeśli 20-letni Lewandowski nie zdobyłby bramki, Lechia stanęłaby przed ogromną szansą powrotu do Ekstraklasy po wielu latach przerwy.

    – Dla nas był to jeden z najważniejszych meczów w historii, bo zwycięstwo nad Zniczem otworzyło nam drogę do Ekstraklasy. Mówię „my”, bo byłem i jestem wiernym kibicem Lechii. Dlatego wtedy cieszyłem się, że Robert nie strzelił gola. Jednocześnie już wtedy było widać, że wyróżnia się na boisku – w końcu był najlepszym strzelcem ligi – wspominał Nawrocki w biografii „Lewandowski. Prawdziwy” autorstwa Sebastiana Staszewskiego.

    Z perspektywy czasu tamten mecz jest ciekawym epizodem w historii kariery Lewandowskiego – momentem, gdy przyszła gwiazda światowego futbolu została zatrzymana, ku radości jednych kibiców, ale już wtedy budziła powszechny szacunek i uznanie.

  • Andrzej Duda odpowiedział na apele. Błyskawiczna reakcja

    Andrzej Duda odpowiedział na apele. Błyskawiczna reakcja

    „Przez 25 lat mieszkałam na Białorusi, ale to Polska jest moim domem” – mówi Maria Żodzik. To właśnie dzięki niej biało-czerwoni wrócili z lekkoatletycznych mistrzostw świata 2025 z medalem. A ona sama wreszcie przestała być ofiarą systemu, który wcześniej brutalnie ją zawiódł.

    – Brawo! Co za postawa Marii Żodzik! Dwa metry zaliczone – proszę państwa, to oznacza medal mistrzostw świata! – nie krył euforii komentator TVP Marek Rudziński. – To jest absolutnie nieprawdopodobne! Rekord życiowy i srebro mistrzostw świata. Coś wyjątkowego! – dodawał chwilę później.

    Takie emocje towarzyszyły nam ostatniego dnia mistrzostw świata w lekkoatletyce, które we wrześniu odbyły się w Tokio. Teraz, pod koniec roku, te chwile wracają jako jedna z kandydatur w plebiscycie „Momenty Roku”, w którym czytelnicy Sport.pl wybierają najważniejsze wydarzenie 2025 roku w polskim sporcie.

    Polska czekała na medal do samego końca mistrzostw. Zawiedli faworyci, nie powiodło się utytułowanym zawodnikom. Dopiero w deszczowym, niezwykle wymagającym konkursie skoku wzwyż po medal sięgnęła zawodniczka, która dopiero od niedawna reprezentuje biało-czerwone barwy.

    Okradziona z igrzysk

    Historia Marii Żodzik to opowieść o talencie, cierpliwości i ogromnej determinacji. W 2023 roku złożyła wniosek o polskie obywatelstwo, rok później otrzymała je z rąk prezydenta Andrzeja Dudy, a w 2025 – już z orłem na piersi – została wicemistrzynią świata. To jeden z najbardziej poruszających momentów całego sezonu w polskim sporcie.

    28-letnia dziś zawodniczka urodziła się w Baranowiczach na Białorusi, niespełna 200 kilometrów od polskiej granicy. Przez lata reprezentowała swój kraj i zapewne robiłaby to nadal, gdyby nie wydarzenia, które całkowicie zmieniły jej życie.

    Już w 2021 roku Żodzik boleśnie odczuła niekompetencję białoruskich działaczy. Mimo uzyskania olimpijskiego minimum i rekordu życiowego – 196 cm – nie pojechała na igrzyska w Tokio. Powód? Brak wymaganej liczby badań antydopingowych. Federacja zwyczajnie nie dopilnowała formalności, a zawodniczka została wykluczona w ostatniej chwili.

    Jak opisywał portal tribuna.com, zator w systemie i fatalna organizacja pozbawiły ją startu w największej imprezie sportowej świata. Kilka miesięcy później sytuacja stała się jeszcze gorsza – po agresji Rosji na Ukrainę i wsparciu ze strony Białorusi sportowcy z tego kraju zostali praktycznie odcięci od międzynarodowych startów.

    Nowy początek w Polsce

    W 2023 roku Maria Żodzik podjęła decyzję, która okazała się przełomowa. Skoro jej dziadkowie byli Polakami, a w rodzinie lekkoatletyka miała długą tradycję, postanowiła spróbować kontynuować karierę w Polsce. Postawiła wszystko na jedną kartę – albo dołączy do polskiej reprezentacji, albo zakończy sportową drogę.

    Początki były dalekie od bajkowych. Po przeprowadzce do Białegostoku nie mogła utrzymać się wyłącznie ze sportu, dlatego treningi łączyła z pracą w restauracji McDonald’s. Dopiero z czasem jej sytuacja się ustabilizowała, co pozwoliło skupić się wyłącznie na przygotowaniach. Efekt? Forma życia i niezapomniany występ w Tokio.

    Deszcz, rekord i srebro

    W konkursie finałowym na Stadionie Olimpijskim w Tokio Żodzik od początku imponowała spokojem i odpornością psychiczną. Bezbłędnie zaliczyła 1,88 m, potem 1,93 i 1,97 m. Gdy poprzeczka zawisła na wysokości 2,00 m, nad stadionem rozpętała się ulewa.

    Przez deszcz Polka musiała czekać kilkanaście minut na swoją próbę. Pierwsza – nieudana. Druga – również. Została ostatnia szansa. I wtedy wydarzyło się coś, co na długo zapadnie w pamięć kibiców. Żodzik idealnie trafiła w moment, poszybowała nad poprzeczką i wylądowała na mokrym materacu z nowym rekordem życiowym.

    W tym momencie było już jasne – Polska ma medal. Chwilę później opady były tak intensywne, że sędziowie przerwali konkurs. Ale dla nas to nie miało już znaczenia. – Gdy zaczęło padać, było trochę strasznie, ale jestem stabilna i spokojna. Potrafiłam się wyłączyć – mówiła później wicemistrzyni świata.

    Szybka decyzja prezydenta

    Sukces w Tokio był potwierdzeniem tego, o czym środowisko lekkoatletyczne mówiło od dawna. Maria Żodzik to talent poparty ogromną pracą. Tomasz Majewski, dwukrotny mistrz olimpijski i wiceprezes PZLA, od miesięcy zabiegał o przyspieszenie procedury nadania jej obywatelstwa. – Dokumenty są u prezydenta, my zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy – mówił w lutym 2024 roku.

    Prezydent Andrzej Duda odpowiedział na apele i nadał Żodzik obywatelstwo na tyle szybko, że mogła wystąpić już na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 2024 roku. Tam sukcesu jeszcze nie było – odpadła w eliminacjach. Ale rok później przeżyła najpiękniejszy moment w karierze.

    I wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek. Maria Żodzik właśnie wchodzi w najlepszy okres sportowego życia – a Polska może dzięki niej przeżyć jeszcze wiele podobnych chwil.

  • Jest Wigilia, a tu nagle taki komunikat ws. Ewy Pajor

    Jest Wigilia, a tu nagle taki komunikat ws. Ewy Pajor

    Świetna dyspozycja Ewy Pajor w ostatnich tygodniach została dostrzeżona w Hiszpanii. Reprezentantka Polski znalazła się w gronie kandydatek do prestiżowego wyróżnienia przyznawanego przez ligę hiszpańską, a o końcowym werdykcie zdecydują głosy kibiców.

    Statystyki Pajor w obecnej edycji Ligi Mistrzyń prezentują się bardzo solidnie. Napastniczka FC Barcelony wystąpiła dotychczas w pięciu spotkaniach i czterokrotnie wpisywała się na listę strzelczyń. W klasyfikacji najskuteczniejszych zawodniczek fazy grupowej minimalnie wyprzedzają ją jedynie Evelyne Viens z AS Romy oraz Pernille Harder z Bayernu Monachium, które zdobyły po pięć bramek.

    Ewa Pajor walczy o nagrodę ligi hiszpańskiej

    Jeszcze lepiej Polka radzi sobie na krajowych boiskach. W rozgrywkach ligi hiszpańskiej jest aktualnie najskuteczniejszą piłkarką – ma na koncie 11 goli oraz trzy asysty. Tuż za nią plasuje się jej klubowa koleżanka z Barcelony, Claudia Pina, która zdobyła 10 bramek. Tak imponująca forma sprawiła, że Pajor została nominowana do nagrody dla najlepszej zawodniczki grudnia, przyznawanej przez ligę hiszpańską.

    Oprócz Polki o to wyróżnienie walczy jeszcze sześć piłkarek: Eva Navarro (Real Madryt), Rosa Márquez (Sevilla), Ainhoa Martín (Deportivo La Coruña), Malou Marcetto (Madrid CFF), Carla Andrés (Eibar) oraz Daniela Agote (Athletic Bilbao).

    Na oficjalnej stronie ligi pojawił się komunikat zachęcający do udziału w głosowaniu:
    „Święty Mikołaj przynosi mały prezent: nominowanych do tytułu Gracza Miesiąca Grudnia! Zagłosuj teraz na swojego faworyta i wygraj nagrodę”.

    Zwyciężczynię wybiorą kibice, którzy mogą oddawać swoje głosy do 28 grudnia. Wyniki głosowania zostaną ogłoszone 12 stycznia 2026 roku. W samym grudniu Ewa Pajor rozegrała trzy ligowe spotkania, w których zdobyła dwie bramki.

    FC Barcelona pozostaje liderem tabeli ligi hiszpańskiej. Po 14 kolejkach zespół zgromadził 39 punktów i ma aż siedem „oczek” przewagi nad drugim w tabeli Realem Madryt.

  • Oto co Nawrocki zrobił w Wigilię. W ruch poszły pięści

    Oto co Nawrocki zrobił w Wigilię. W ruch poszły pięści

    Karol Nawrocki nie spędził wigilijnego poranka wyłącznie w domowej atmosferze, czekając na wieczorne pierogi. Prezydent RP bardzo aktywnie rozpoczął świąteczny dzień, co pokazano w materiale opublikowanym na oficjalnym profilu Kancelarii Prezydenta. Nagranie dokumentuje jego wizytę na granicy polsko-białoruskiej, gdzie spotkał się z polskimi żołnierzami oraz funkcjonariuszami Straży Granicznej.

    Prezydent od lat podkreśla swoje przywiązanie do sportu – szczególnie piłki nożnej i boksu, które trenował w młodości. Do dziś pozostaje w dobrej formie fizycznej, co regularnie widać w jego aktywności medialnej. Tym razem dał temu wyraz podczas wigilijnego spotkania z mundurowymi pełniącymi służbę na wschodniej granicy kraju.

    Wspólny trening i rozmowy z żołnierzami

    Na opublikowanym nagraniu pokazano najważniejsze momenty wizyty Karola Nawrockiego. Były rozmowy z żołnierzami i funkcjonariuszami Straży Granicznej, wizyta w terenie, symboliczne łamanie się opłatkiem, a także element, który szczególnie przyciągnął uwagę – wspólny trening bokserski. Prezydent założył rękawice i uderzał w tarcze trzymane przez żołnierzy, demonstrując dobrą kondycję i doświadczenie sportowe. Nie zabrakło również serdecznych gestów, uścisków dłoni i „piątek”.

    W trakcie wizyty Nawrocki zwrócił się do mundurowych, podkreślając znaczenie ich codziennej służby. Jak zaznaczył, wolność nie jest dana raz na zawsze, a zagrożenia związane z wojną są dziś bliżej niż wielu chciałoby przyznać. – Pod presją działań Rosji i Białorusi nasze granice są zagrożone, ale pozostają bezpieczne dzięki waszej pracy – mówił prezydent, cytowany przez oficjalną stronę Kancelarii Prezydenta RP.

    Podkreślił również, że jego obecność na granicy w Wigilię jest wyrazem najwyższego szacunku dla polskiego munduru. – Nie wiem, jak lepiej mógłbym powiedzieć „dziękuję za waszą służbę”, niż spędzając z wami ten wyjątkowy wieczór – zaznaczył, składając żołnierzom i funkcjonariuszom świąteczne życzenia oraz życząc im spokojnej Wigilii spędzonej w gronie przyjaciół.

    Na zakończenie Karol Nawrocki odniósł się także do kwestii bezpieczeństwa państwa. Podkreślił, że wzmacnianie armii oraz przeznaczanie 5 proc. PKB na obronność ma jeden zasadniczy cel – odstraszanie potencjalnych agresorów. – Zbroimy się i budujemy siły zbrojne po to, aby nikt nie odważył się zaatakować naszej ukochanej Rzeczypospolitej Polskiej – podsumował prezydent.

  • Iga Świątek wróciła na kort! Jest potwierdzenie

    Iga Świątek wróciła na kort! Jest potwierdzenie

    Ponad miesiąc temu można było zobaczyć Igę Świątek na korcie, podczas Billie Jean King Cup. Teraz Polka wraca na kort i zagra w turnieju pokazowym w Shenzhen. Pojawiły się pierwsze nagrania z przywitania Świątek na lotnisku i jej pierwszego treningu.
    TENNIS-SEOUL/
    Fot. REUTERS/Kim Soo-hyeon

    6 – tyle turniejów wielkoszlemowych wygrała dotychczas Iga Świątek. 24-letnia tenisistka cztery razy triumfowała w Rolandzie Garrosie, raz na Wimbledonie i w US Open. Polka cały czas jednak czeka na zwycięstwo w Australian Open. Wtedy zostałaby jedyną aktywną tenisistką, która zwyciężyła w finałach wszystkich turniejów wielkoszlemowych.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Iga Świątek jest już w Chinach. Pojawiły się nagrania

    Teraz Iga Świątek nie będzie mogła w spokoju odpoczywać w święta Bożego Narodzenia. Już w piątek, 26 grudnia rozpocznie bowiem udział w turnieju pokazowym w Shenzhen. Właśnie tego dnia Polka zmierzy się z Kazaszką Jeleną Rybakiną (5. WTA), która wygrała tegoroczny turniej WTA Finals, rozgrywany z udziałem ośmiu najlepszych tenisistek rankingu WTA.

    “Chcę tylko życzyć wam Wesołych Świąt! Mam nadzieję, że spędzicie je dokładnie tak, jak chcecie. Jako że dzisiaj jestem w drodze do Chin, to coś dla was” – napisała Świątek we wtorek w mediach społecznościowych i pokazała, jak umalowała się na kolację wigilijną.

    W środę w mediach społecznościowych pojawiły się filmy z przywitania Igi Świątek na lotnisku w Chinach. Tuż po wejściu na lotnisku Polka pozuje do zdjęcia z kobietą, a w tle widać piękną choinkę.

    W serwisie X można też zobaczyć krótki filmik z pierwszego treningu Świątek w Shenzhen.

    W turnieju World Tennis Continental Cup w Shenzhen Świątek zagra w drużynie europejskiej. Są w niej Szwajcarka Belinda Bencic, Monakijczyk Valentin Vacherot oraz Włoch Flavio Cobolli.

    Zobacz także: Tak kibice z Polski potraktowali Świątek. Tenisistka reagować

    Drużynę światową utworzą: Kazaszka Jelena Rybakina, Chinka Wang Xinyu, Rosjanin Andriej Rublow i Chińczyk Zhang Zhizhen.

  • Oto sensacyjna rywalka Świątek w Wielkim Szlemie. “Jest skazana”

    Oto sensacyjna rywalka Świątek w Wielkim Szlemie. “Jest skazana”

    Alex Corretja, finalista Rolanda Garrosa z 1998 i 2001 roku, a obecnie ekspert telewizyjny, wytypował nieoczywistą kandydatkę do zdobycia tytułu wielkoszlemowego w przyszłym sezonie.Ekspert o rywalce Igi Świątek. “Jest skazana na zdobycie wielkiego tytułu”

    Nie ma wątpliwości, że Sabalenka, Świątek i Gauff będą też faworytkami w turniejach wielkoszlemowych w przyszłym roku. Eksperci uważają, że mogą im przeszkodzić przede wszystkim Kazaszka Jelena Rybakina czu Rosjanka Mirra Andriejewa.

    Inną kandydatkę, trochę niespodziewaną do zdobycia tytułu wielkoszlemowego wskazał Alex Corretja, były hiszpański tenisista, finalista Rolanda Garrosa w 1998 i 2001 roku, a obecnie ekspert telewizyjny. Wytypował bowiem Hiszpankę Paulę Badosę (25. WTA). Hiszpański tenis kobiecy potrzebuje Badosy. Jest ona zawodniczką o najwyższym poziomie i wielkiej osobowości. Oby była zdrowa fizycznie i znalazła dobrą równowagę, by mogła grać dobrze zarówno pod względem tenisowym, jak i mentalnym. Myślę, że Paula to zawodniczka, która jest skazana do wygrania wielkiego tytułu, do dotarcia tam, gdzie sama marzy być, i że będzie to możliwe tylko wtedy, gdy ominą ją kontuzje i liczne wahania formy. Uważam, że zawsze myślała i marzyła o osiągnięciu czegoś, czego inne zawodniczki sobie nawet nie wyobrażają i sądzę, że jest do tego zdolna – powiedział Corretja w rozmowie z Eurosportem.

    Badosa w 2025 roku osiągnęła swój najlepszy wynik w turnieju wielkoszlemowym. Dotarła bowiem do półfinału Australian Open. Hiszpanka ten sezon skończyła z bilansem 18 zwycięstw i 14 porażek.

  • Iga Świątek usłyszała to pytanie i nagle rzuciła: Jezu!

    Iga Świątek usłyszała to pytanie i nagle rzuciła: Jezu!

    Iga Świątek usłyszała to pytanie i nagle rzuciła: Jezu!

    Opracowanie:

    Marcin Gałązka
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: Pawel Jaskolka / NEWSPIX.PL / newspix.pl)

    Iga Świątek tuż przed startem sezonu 2026 była gościem programu “Oko w oko” na TVP Sport. Po jednym z pytań zadanym przez Jacka Kurowskiego nasza tenisistka była zszokowana. — Jezu, jakie trudne pytanie — przyznała, ale ostatecznie odpowiedziała, co odziedziczyła po swoim tacie. Możecie być zaskoczeni.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Sezon 2026 w tenisie wystartuje już 1 stycznia, więc przed tenisistami ostatnie dni na szlifowanie formy. Iga Świątek jeszcze do niedawna przebywała w Polsce i w tym czasie udzieliła długiego wywiadu dla TVP Sport. Jedno z pytań było szczególnie zaskakujące.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Oto co Iga Świątek odziedziczyła po tacie

    Dziennikarz Jacek Kurowski spytał Świątek: Co masz z taty?

    — Wydaje mi się, że determinacja. Mój tata bardzo nie lubi odpuszczać i dzięki temu, że ma tę cechę, to tutaj jestem. Jezu, jakie trudne pytanie, jaka psychoanaliza nagle. […] Już tyle wywiadów zrobiłam w życiu, że nie spodziewałam się znowu. Odświeżające, odświeżające tak jak Wimbledon było to pytanie. Naprawdę. Determinacja, ogólnie profesjonalizm, mój tata mnie tego nauczył, też był sportowcem, więc wie, jak to wygląda. Umiejętność ciężkiej pracy i takiej żmudnej pracy, która jest niezbędna w sporcie. I myślę, że znalazłoby się kilka takich bardziej prywatnych, ale to naprawdę musiałabym się zastanowić — przyznała Świątek.

    Zobacz także: Aryna Sabalenka zwraca się wprost do Polaków. Zapanowała konsternacja

    Świątek sezon 2026 rozpocznie turniejem United Cup, gdzie u boku Huberta Hurkacza, Katarzyny Kawy, Katarzyny Piter, Jana Zielińskiego i Daniela Michalskiego będzie reprezentować Polskę

    Opracowanie:Marcin Gałązka