• Rosjanie już dopadli pierwszą “uciekinierkę”. Jest oficjalny wyrok sądu

    Rosjanie już dopadli pierwszą “uciekinierkę”. Jest oficjalny wyrok sądu

    Od momentu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, rozpoczętej pod koniec lutego 2022 roku, rosyjscy tenisiści i tenisistki funkcjonują w międzynarodowym tourze pod szeregiem ograniczeń. Nie mogą rywalizować w rozgrywkach drużynowych, występują bez flagi i hymnu, oficjalnie jako zawodnicy „neutralni”. W takiej rzeczywistości coraz więcej z nich zaczęło rozważać zmianę obywatelstwa sportowego. W ostatnich tygodniach zjawisko to szczególnie mocno uderzyło w rosyjską federację tenisową. Teraz jednak Moskwa pokazała, że nie zamierza pozostawać bierna – w sobotę poinformowano o pierwszym wyroku sądowym, który zapadł na jej korzyść. Co istotne, decyzja została podjęta w Rosji.

    Lawina transferów nabrała tempa na przełomie jesieni i zimy. Najpierw Maria Timofiejewa ogłosiła przejście do Uzbekistanu, po niej ten sam kierunek obrała Kamilla Rachimowa. Następnie Anastasija Potapowa zdecydowała się reprezentować Austrię, a Polina Kudiermietowa również wybrała Uzbekistan. Od początku listopada do końca grudnia aż cztery rosyjskie tenisistki poinformowały o zmianie obywatelstwa, choć warto podkreślić, że proces ten rozpoczął się znacznie wcześniej.

    Najgłośniejszym przypadkiem była decyzja Darii Kasatkiny. Tenisistka od dawna nie przylatywała do Rosji, obawiając się represji ze względu na swoją orientację seksualną, a od blisko roku oficjalnie reprezentuje Australię. Wcześniej Aleksandr Szeczenko przeniósł się do Kazachstanu, Ksenia Jefremowa i Warwara Graczowa wybrały Francję, a Elina Awanesian – Armenię. Mowa tu o zawodnikach i zawodniczkach z pierwszej lub drugiej setki rankingu, a także o bardzo obiecujących talentach, jak choćby 16-letnia Jefremowa. Lista takich przypadków jest jednak znacznie dłuższa.

    Przez długi czas rosyjskie władze tenisowe zdawały się akceptować te odejścia, zwłaszcza że nie dotyczyły one największych gwiazd. W Rosji za takie uchodzą m.in. Mirra Andriejewa, Diana Sznajder, Jekatierina Aleksandrowa czy Anna Kalinska. Z czasem jednak kibice zaczęli coraz głośniej komentować skalę „ucieczek”, a działacze – z prezesem federacji Szamilem Tarpiszczewem na czele – próbowali bagatelizować problem.

    Teraz okazało się, że federacja postanowiła sięgnąć także po środki prawne.

    Jak poinformował dziennik „Izwiestija”, Rosyjska Federacja Tenisowa wygrała sprawę przeciwko Elinie Awanesian, która latem ubiegłego roku zdecydowała się reprezentować Armenię. Tenisistka tłumaczyła swoją decyzję słowami: „Jestem podekscytowana tym nowym rozdziałem i możliwością odnoszenia sukcesów dla ojczyzny moich przodków”.

    Federacja skierowała sprawę do Narodowego Centrum Arbitrażu Sportowego, które po kilkumiesięcznej analizie dokumentów wydało wyrok korzystny dla strony rosyjskiej. W oficjalnym komunikacie przekazano, że zawodniczka zostanie zobowiązana do zwrotu federacji określonych kwot.

    „Tenisistka będzie musiała zwrócić FTR wysokość strat ustalonych przez NCSA, odszkodowanie z tytułu dochodów z tenisa przewidzianych w umowie o szkolenie sportowe oraz inne wydatki poniesione przez FTR” – napisano w oświadczeniu rosyjskiej federacji.

    Elina Awanesian w marcu tego roku zajmowała 36. miejsce w rankingu WTA, a na przełomie lutego i marca dotarła do półfinału turnieju WTA 500 w Meridzie. Obecnie spadła na 118. pozycję, a w styczniu nie była nawet rozstawiona w kwalifikacjach Australian Open. Co więcej, pozostaje jedyną reprezentantką Armenii notowaną w czołowej dziewięćsetce światowego rankingu.

    Wyrok ten może być sygnałem ostrzegawczym dla kolejnych rosyjskich tenisistów i tenisistek rozważających zmianę barw narodowych – i zapowiedzią zaostrzenia kursu przez federację z Moskwy.

  • Najlepszy wynik Polki w Pucharze Świata w karierze! Tak tego dokonała

    Najlepszy wynik Polki w Pucharze Świata w karierze! Tak tego dokonała

    Najlepszy wynik Polki w Pucharze Świata w karierze! Tak tego dokonała

    Narciarstwo alpejskieNajlepszy wynik Polki w Pucharze Świata w karierze! Tak tego dokonała
    PAP/depesze
    Maryna Gąsienica-Daniel
    Maryna Gąsienica-Daniel (Foto: JOHANN GRODER / AFP)

    Dzięki znakomitemu drugiemu przejazdowi Maryna Gąsienica-Daniel zajęła piąte miejsce w slalomie gigancie w austriackim Semmering, osiągając swój najlepszy w karierze wynik w alpejskim Pucharze Świata. Zwyciężyła reprezentantka gospodarzy Julia Scheib.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Gąsienica-Daniel na półmetku była 12., ale miała trzeci czas drugiego przejazdu, zdominowanego dość niespodziewanie przez Ninę Astner. Austriaczka po pierwszej próbie była 30., ale awansowała na najwyższą w karierze 12. lokatę.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Polka po raz pierwszy od prawie trzech lat znalazła się w czołowej dziesiątce elitarnego cyklu. Ostatnio udało jej się to w marcu 2023 r. w Andorze, gdzie była ósma. Rekordowe dotychczas wyniki osiągała w latach 2021-2022, kiedy czterokrotnie zajęła szóstą pozycję

    Scheib uzyskała 0,14 s przewagi nad Szwajcarką Camille Rast oraz 0,40 s nad mistrzynią olimpijską z Pekinu w tej konkurencji Szwedką Sarą Hector, która prowadziła po pierwszym przejeździe. Gąsienica-Daniel straciła do zwyciężczyni 1,36 s.

    Piąte miejsce Maryny Gąsienicy-Daniel w slalomie gigancie w austriackim Semmering to bez wątpienia jedno z najważniejszych wydarzeń tego sezonu dla polskiego narciarstwa alpejskiego. Zawodniczka z Zakopanego udowodniła, że po trudniejszych miesiącach wraca do ścisłej światowej czołówki, osiągając najlepszy wynik w swojej dotychczasowej karierze w zawodach Pucharu Świata.
    Kluczem do sukcesu okazał się znakomity drugi przejazd. Po pierwszej części rywalizacji Gąsienica-Daniel zajmowała dopiero 12. miejsce, co nie zapowiadało aż tak spektakularnego awansu. Jednak w drugiej próbie Polka pojechała niezwykle odważnie, dynamicznie i bez większych błędów, uzyskując trzeci czas przejazdu. Taka jazda pozwoliła jej przesunąć się aż o siedem pozycji w górę klasyfikacji i zakończyć zawody na piątej lokacie.
    Ten wynik ma ogromne znaczenie także w szerszym kontekście kariery zawodniczki. Po raz pierwszy od niemal trzech lat Maryna znalazła się w czołowej dziesiątce Pucharu Świata, nawiązując do swoich najlepszych sezonów z lat 2021–2022. Wówczas czterokrotnie kończyła zawody na szóstym miejscu, co do tej pory pozostawało jej najlepszym osiągnięciem. Piąta lokata w Semmering jest więc symbolicznym przełamaniem i sygnałem, że Polka znów może regularnie walczyć z najlepszymi.
    Zwycięstwo w zawodach odniosła Austriaczka Julia Scheib, wyprzedzając Camille Rast i Sarę Hector, jednak to występ Gąsienicy-Daniel przyciągnął szczególną uwagę polskich kibiców. Jej jazda pokazała ogromną determinację, odporność psychiczną i wysokie umiejętności techniczne. Jeśli forma z Semmering zostanie utrzymana, Maryna może być jedną z niespodzianek kolejnych startów w Pucharze Świata.

  • Tusk po rozmowie z przywódcami. “Takie gwarancje to bezpieczniejsza Polska”

    Tusk po rozmowie z przywódcami. “Takie gwarancje to bezpieczniejsza Polska”

    Premier Donald Tusk przekazał, że podczas sobotniej rozmowy z przywódcami państw UE i NATO panowała jednomyślność co do konieczności zapewnienia Ukrainie konkretnych i pewnych gwarancji bezpieczeństwa. Szef rządu zapowiedział, że ciąg dalszy rozmów nastąpi po niedzielnym spotkaniu Wołodymyra Zełenskiego z Donaldem Trumpem na Florydzie.

    Donald Tusk rozmawiał telefonicznie z przywódcami krajów Europy i NATO o szansach na pokój w UkrainieAnita WalczewskaEast News

    “Wszyscy rozmówcy (dołączyli także Skandynawowie, Kanada, Holandia i NATO) zgodzili się, że kluczowe są gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Konkretne i pewne. Takie gwarancje to także bezpieczniejsza Polska. Jutro po spotkaniu prezydentów USA i Ukrainy wracamy do rozmowy” – napisał we wpisie na X Donald Tusk.

    Premier rozmawiał telefonicznie z przywódcami m.in. Ukrainy, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch oraz Unii Europejskiej, by omówić szanse na zawarcie porozumienia pokojowego kończącego wojnę w Ukrainie.

    Rozmowa poprzedziła wspomniane we wpisie premiera niedzielne spotkanie prezydentów Ukrainy i USA. Odbędzie się ono w Palm Beach na Florydzie o godz. 15 czasu miejscowego (godz. 21 w Polsce).

    Donald Tusk rozmawiał z liderami Europy i NATO. “Kluczowe są gwarancje dla Ukrainy”

    Kwestiami spornymi w ramach toczących się negocjacji pozostają nadal ustalenia dotyczące kontroli nad terytoriami: Rosja domaga się wycofania ukraińskich wojsk z nieokupowanej dotąd części Donbasu (głównie z obwodu donieckiego), podczas gdy Kijów chce zamrożenia linii frontu na obecnych pozycjach. Nadal omawiana jest także sprawa kontroli nad Zaporoską Elektrownią Atomową, okupowaną przez siły rosyjskie.

    Wiceminister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Riabkow powiedział, że w rozmowach na temat zakończenia wojny udało się osiągnąć “punkt zwrotny”, choć przedstawiona przez Kijów wersja 20-punktowego planu pokojowego różni się od tej, która była omawiana przez delegacje USA i Rosji.

    W sobotę rano doszło do rosyjskiego ataku na stolicę Ukrainy. W komunikatorze Telegram prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował, że do ataku Rosja użyła blisko 500 dronów i 40 rakiet. “Główny cel to Kijów: energetyka i infrastruktura cywilna. Niestety, są trafienia także w budynki mieszkalne” – poinformował Zełenski.

    “Gość Wydarzeń”. Muniek o alkoholu w święta: Oduczyłem się, na Wigilii zero

  • 27-letnia Polka przeszła do historii. Jest pierwsza na świecie

    27-letnia Polka przeszła do historii. Jest pierwsza na świecie

    Przed mistrzostwami świata mówiłam, że jest możliwe, by walczyć o trzy medale, ale nie wszyscy traktowali mnie poważnie. Ja sobie wtedy pomyślałam, że udowodnię, że jest to możliwe i to zrobiłam. Bardzo się cieszę, bo wiem, że to nie tylko mój prywatny sukces. Zdaję sobie sprawę, że zapisałam się na kartach historii i jest to sukces całego polskiego sportu – mówiła Klaudia Zwolińska zaraz po powrocie do Polski z mistrzostw świata w kajakarstwie slalomowym w australijskim Penrith. Jej wyczyn bez wątpienia należy do grona największych w polskim sporcie w mijającym roku. W plebiscycie “Momenty Roku” możecie głosować na swoich faworytów w sondażu pod tym artykułem.

    Zobacz wideo Potężna spina w redakcji legendarnego tygodnika. “Patrz go k***a, analfabeta p********y!

    Zwolińska do historii swojej dyscypliny przeszła 4 października. W Penrith 27-latka z Nowego Sącza wywalczyła trzy medale: złote w konkurencjach C-1 i K-1 oraz brązowy w kayak crossie. Nikt w historii kajakarstwa nie zdobył wcześniej trzech medali na jednych mistrzostwach świata. Zwolińska stała się też pierwszą Polką i dopiero drugą zawodniczką na świecie, która z jednych mistrzostw przywiozła dwa złota.

    – Nie docierało to do mnie, że mogę być legendą polskiego sportu. Zaczęło to do mnie docierać w momencie, kiedy razem z trenerami zaczęliśmy analizować występy polskich sportowców w letnich dyscyplinach i zaczęliśmy się zastanawiać, kiedy ostatni raz były trzy medale indywidualne z jednych mistrzostw świata. To jest to, o czym marzyłam i do czego dążyłam. Nigdy nie chciałam błyszczeć tylko w swojej konkurencji, ale chciałam robić wielkie rzeczy dla polskiego sportu. Chciałam dokonywać takich rzeczy, żeby one były trudne do pobicia – opowiadała Zwolińska w rozmowie z Interią.
    “Tak mi nie szło, że nie wiedziałam, czy to w ogóle ma sens”

    Do Australii jechała w roli jednej z głównych faworytek do złota w swojej koronnej konkurencji K-1. To w niej Zwolińska zdobyła srebro na igrzyskach olimpijskich w Paryżu, przegrywając jedynie z Jessicą Fox. Szanse Polki na mistrzostwach świata były tym większe, że Australijka z rywalizacji we własnym kraju wypadła z uwagi na kontuzję.

    Ale za Zwolińską stały nie tylko igrzyska w Paryżu. W K-1 Polka zdobywała też brąz mistrzostw świata w 2023 r. w Lee Valley, srebro igrzysk europejskich w Krakowie w tym samym roku i mistrzostwo Europy w Lublanie w 2024 r. Zanim jednak Zwolińska wsiadła w Penrith do kajaka, dzień wcześniej czekała ją rywalizacja w kanadyjce. W niej Polka liczyła na medal, ale ostateczny rezultat przerósł jej najśmielsze oczekiwania.

    Kwalifikacje nie były udane, bo Zwolińska zajęła w nich dopiero 17. miejsce. Jak się jednak okazało, była to tylko próbka możliwości naszej zawodniczki tego dnia. Mimo że w półfinale Polka miała gorszy czas, to tym razem uniknęła kary dwóch sekund i zajęła drugie miejsce, pewnie awansując do finału. A w nim nie dała rywalkom najmniejszych szans.

    Mimo że w pierwszym punkcie pomiaru czasu w finałowym starcie Polka traciła 0,62 s do Rosjanki Alsu Minazowej, to w kolejnej części trasy była perfekcyjna. Już na drugim punkcie pomiaru czasu Zwolińska miała 2,45 s przewagi nad Minazową i tę przewagę systematycznie powiększała. Ostatecznie Polka uzyskała czas 108,49 s, wyprzedzając Rosjankę aż o 4,39 s. – Była nieprawdopodobnie szybka – zachwycał się Zwolińską komentator rywalizacji.

    Polka była pewna srebra, ale o ostatecznej kolejności decydowała próba najlepszej w półfinale Brytyjki Kimberley Woods, czyli brązowej medalistki z igrzysk w Paryżu w konkurencji K-1. I 30-latka tym razem kompletnie nie wytrzymała presji. Woods dwukrotnie dotknęła bramki, za co otrzymała cztery karne sekundy i ostatecznie zajęła dopiero ósme miejsce. To oznaczało złoto w C-1 dla Zwolińskiej!

    – Nie wiem, co mam w ogóle powiedzieć. Złoty medal w kanadyjce, tego akurat się nie spodziewałam. Przyjechałam tutaj walczyć o medale, ale szczerze mówiąc, myślałam o kajaku. Wiedziałam, że robię postępy i coraz mocniej czuję się w C-1, ale brakowało mi powtarzalności. Mało kto w to wierzył, ale ja wiedziałam, że w końcu to wypali. Ale nie spodziewałam się, że w finale mistrzostw świata – mówiła Zwolińska w rozmowie z Polskim Związkiem Kajakowym, zaraz po finałowej rywalizacji.

    – To były dwa udane przejazdy, bo po półfinałach byłam druga. Nie spodziewałam się, że w finale będę w stanie powtórzyć ten wynik, a co dopiero jeszcze urwać z tego kilka sekund. Nie wiem, co się dzieje. Kiedy tu przyjechaliśmy z moim trenerem Rafałem, to tak mi nie szło, że nie wiedziałam, czy start w C-1 w ogóle ma sens. Szok, ale oby tak dalej. Teraz w ogóle pytanie, jak ja jutro mam popłynąć szybciej w K-1. No bo tak by przecież pasowało – dodawała z szerokim uśmiechem.
    Deklasacja w K-1

    Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy Zwolińska udźwignie ciążącą na niej presję, już kolejnego dnia mógł przeprosić polską mistrzynię. W swojej koronnej dyscyplinie 27-latka nie dała szans rywalkom, zaliczając trzy bezbłędne przejazdy. Zwolińska dobrze też rozłożyła siły, bo w kwalifikacjach była 9., a półfinał zakończyła na szóstym miejscu.

    Wszystko, co najlepsze Polka zostawiła na finał. W nim od początku do końca była na prowadzeniu, a ostatecznie uzyskała czas 100,32 s, wyprzedzając Kate Eckhardt z Australii aż o 3,52 s. Mimo że była bezbłędna, a jej czas był fantastyczny, to nasza zawodniczka nie wiedziała jeszcze, czy wystarczy jej to do upragnionego złota. Po niej startowało bowiem jeszcze pięć zawodniczek, które uzyskały lepszy czas w półfinale.

    Żadna z nich nie była jednak w stanie zbliżyć się do Zwolińskiej. Zresztą startujące po niej Evy Leibfarth, Woods, Eva Alina Hocevar, Maialen Chourraut i Camille Prigent popełniły po jednym błędzie i otrzymały po dwie karne sekundy. Żadna z rywalek nie wytrzymała narzuconej przez Zwolińską presji.

    Drugi złoty medal na jednych mistrzostwach świata sprawił, że Polka przeszła do historii. W kobiecym kajakarstwie wcześniej udało się to tylko Fox, która zresztą wręczała Polce złoto w Penrith. – Coś niesamowitego, nie mogę w to uwierzyć. Wczoraj długo myślałam i zastanawiałam się, czy to w ogóle możliwe, by powtórzyć to, co zrobiłam na kanadyjce. Tam wzniosłam się na bardzo równy, wysoki poziom sportowy i zastanawiałam się, czy tego poziomu wystarczy mi, by zaprezentować to samo w kajaku. A w nim ciążyła na mnie wielka presja, którą sama na siebie narzuciłam po igrzyskach, bo chciałam rewanżu tu w Australii – mówiła Zwolińska po finale K-1.

    – W ogóle się nie spodziewałam takiego scenariusza. Już w półfinale czułam się dobrze, ale co mi się leciało w finale… Dobrze odrobiłam lekcję z igrzysk. Doskonale mi się startuje. Dwie konkurencje olimpijskie i dwa złota… Ale jeszcze nie mogę świętować, bo przede mną jeszcze jeden start. Nie mogę obiecać kolejnego medalu, ale muszę się dobrze przygotować. Na razie jestem podwójnie złota i tego się trzymajmy – dodawała.
    “Jak zdobywać medale, to z klasą”

    Kayak cross, czyli ostatnia konkurencja, w której startowała Zwolińska, z różnych względów była dla niej najtrudniejsza. Przede wszystkim chodziło jednak o zmęczenie. Nie tylko to fizyczne, ale też psychiczne. Polka podchodziła do ostatniego startu po dwóch wcześniejszych, w których czuła wielką presję związaną z koniecznością nie tyle co zdobycia medalu, a po prostu zwycięstwa.

    Kayak cross to też najbardziej wymagająca konkurencja pod względem fizycznym. W C-1 i K-1 jednego dnia zawodniczki zaliczały po trzy przejazdy. By zdobyć medal w kayak crossie, w którym jednocześnie ścigają się trzy lub cztery zawodniczki, trzeba wystartować w co najmniej pięciu przejazdach. Co najmniej, bo może być ich sześć, jeśli po kwalifikacjach zawodniczka trafiła do repasaży.

    Tych na szczęście Zwolińska uniknęła, wygrywając swój bieg kwalifikacyjny. W drugim starcie Polka była druga, co dało jej awans do ćwierćfinału. W nim 27-latka znów była najlepsza, wyprzedzając Nikitę Setchell z Wielkiej Brytanii, Wiktoriję Us z Ukrainy oraz Rosjankę Ksenię Kryłową.

    W półfinale wyraźnie słabnąca Zwolińska zajęła drugie miejsce. Mimo że od Polki szybsza była Chourraut, to nasza zawodniczka awansowała do finału, wyprzedzając Setchell i Ricardę Funk z Niemiec. Zwolińska stanęła przed historyczną szansą, bo przed nią żadna zawodniczka nie przywiozła z jednych mistrzostw aż trzech medali.

    I swoją szansę wykorzystała. Mimo że od początku przejazdu wyraźnie prowadziła Angele Hug, a Polka w pewnym momencie była nawet na ostatnim miejscu, to nie odpuściła do samego końca. Ostatecznie po złoto pewnie sięgnęła Hug, drugie miejsce zajęła jej rodaczka Prigent, a zażartą walkę o brąz Zwolińska wygrała z Chourraut. Polsko-hiszpańska rywalizacja o medal trwała do ostatnich metrów. Mimo że po ustabilizowaniu sytuacji na torze Zwolińska miała wyraźną przewagę nad rywalką, to w końcówce biegu nasza zawodniczka wyraźnie osłabła i minimalnie wyprzedziła Chourraut.

    – To był dla mnie niesamowity weekend. Ale w tym momencie jestem tak zmęczona, że brakuje słów. Zostawiłam na torze wszystko, co miałam. Jestem wycieńczona. W finale wyszarpałam brąz na ostatniej bramce. Czułam, że dziewczyna z Hiszpanii mi go zabiera, ale wyrwałam go ostatkiem sił. Czułam, że byłam dobrze przygotowana, ale czułam też, że gasłam, im bliżej było finału. To był bardzo trudny dzień. Po dwóch złotych medalach było we mnie wiele emocji, dziś spałam raptem kilka godzin. Rano byłam bardzo spięta, że nie mam pojęcia, jak zdobyłam ten medal. Jestem bardzo szczęśliwa – mówiła szczęśliwa, ale też wyraźnie zmęczona Zwolińska.

    – Nie wiem, jak wstanę rano na samolot do domu. Muszę gdzieś schować medale. Chociaż mam trzy, to jak jeden się zgubi, to nie będzie tak szkoda. Oczywiście żartuję, nieprawdopodobnie się cieszę. Jak zdobywać medale, to z klasą. Jak się bawię, to na całego. Go hard, or go home – dodawała.

    – To się właśnie robi dla takich dni! Nie był to łatwy sezon, nie brakowało perypetii. Myślę, że Klaudia pokazała na tym torze wszystko, co mogła pokazać. Nie wiem, czy jest sens tu jeszcze wracać! W tym roku wyspa, przy której znajduje się tor, nazwano Fox Island imieniem Jessiki Fox. Może teraz trzeba zmienić ją na Klaudia Zwolińska Island? – śmiał się trener 27-latki, Rafał Polaczyk, cytowany przez oficjalną stronę internetową PKOl.

    Dla Zwolińskiej sukces był tym większy, że na początku sezonu Polka zmagała się z kontuzjami i chorobami, przez które niemal w całości odpuściła pierwsze starty w 2025 r. Kolejny cel? Oczywiście igrzyska olimpijskie, które w 2028 r. odbędą się w Los Angeles. – Mam to już z tyłu głowy. Ale na razie krótkie wakacje. Krótkie, tygodniowe. Od listopada wracam do roboty, bo już taka jestem, że nie potrafię dłużej usiedzieć na miejscu – zapowiedziała Zwolińska.

    Moment roku 2025 w polskim sporcie możecie wybierać od 22 do 30 grudnia w poniższej sondzie. W ostatni dzień roku, 31 grudnia, przedstawimy wyniki plebiscytu.

  • Nazwisko Casha na ustach Anglików. To reprezentant Polski zrobił w hicie Premier League

    Nazwisko Casha na ustach Anglików. To reprezentant Polski zrobił w hicie Premier League

    Aston Villa w sobotni wieczór potwierdziła znakomitą formę, notując już 11. zwycięstwo z rzędu. Zespół prowadzony przez Unaia Emery’ego triumfował na Stamford Bridge, pokonując Chelsea 2:1, a pełne 90 minut w barwach „The Villans” rozegrał Matty Cash. Jak zaprezentował się reprezentant Polski i jak ocenili go angielscy dziennikarze?

    Villa rośnie na potęgę

    Kolejny występ tylko umocnił pozycję Aston Villi w ścisłej czołówce Premier League. W ramach 18. kolejki londyńska Chelsea podejmowała ekipę z Birmingham, która już od pierwszych minut narzuciła wysoki poziom intensywności. Gospodarze jako pierwsi objęli prowadzenie – w 37. minucie Joao Pedro skutecznie wykończył sprytne dośrodkowanie Reece’a Jamesa z rzutu rożnego.

    Po przerwie role się jednak odwróciły. Bohaterem gości został Ollie Watkins, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców i przesądził o wygranej Aston Villi. Dzięki tym trafieniom drużyna Emery’ego wywiozła z Londynu komplet punktów.

    Kolejny solidny występ Casha

    Dla Matty’ego Casha był to 18. ligowy mecz w tym sezonie, a licząc wszystkie rozgrywki – już 23. występ. Polski obrońca ponownie zagrał od pierwszej do ostatniej minuty, potwierdzając swoją ważną rolę w zespole. W obecnych rozgrywkach może pochwalić się trzema golami i jedną asystą, będąc jednym z najbardziej zaufanych zawodników Emery’ego na prawej stronie defensywy.

    Z polskiego punktu widzenia istotny był jednak moment z 30. minuty, kiedy Cash obejrzał żółtą kartkę. Jak zauważył Rafał Sierhej z Interii Sport, napomnienie oznacza dla reprezentanta Polski pauzę w kolejnym ligowym hicie – 30 grudnia przeciwko Arsenalowi.

    Oceny angielskich mediów

    Jak występ Casha ocenili eksperci z Wysp? Opinie były dość zgodne – solidnie, choć bez fajerwerków.

    astonvillareview.com przyznał Polakowi 6/10, podkreślając, że długo nie dawał się zdominować rywalowi, a kartka – choć zasłużona – została pokazana w dość kontrowersyjnym momencie. WhoScored wystawił notę 6,3, a FotMob ocenił jego grę na 6,8. Dziennikarze birminghammail.co.uk byli nieco bardziej hojni, dając 7, zaznaczając jednak, że Cash miał bardzo trudne zadanie przy dynamicznym Garnacho i aktywnym Cucurelli, a jego absencja w meczu z Arsenalem będzie odczuwalna. Z kolei givemesport.com ocenił Polaka na 6, wskazując, że choć przez większość spotkania radził sobie lepiej od rywala, w ofensywie wniósł niewiele aż do momentu, gdy Villa wyraźnie podkręciła tempo po godzinie gry. Czołówka jest blisko

    Dzięki zwycięstwu Aston Villa awansowała na trzecie miejsce w tabeli Premier League i traci do liderującego Arsenalu zaledwie trzy punkty. Zespół Emery’ego coraz wyraźniej pokazuje, że w tym sezonie nie zamierza być jedynie rewelacją rozgrywek, lecz realnym kandydatem do walki o najwyższe cele.

  • Polskie skoki czekały na to 1105 dni. “Jest jednym z lepszych na świecie”

    Polskie skoki czekały na to 1105 dni. “Jest jednym z lepszych na świecie”

    „Na progu jest światowej klasy”. Maciej Maciusiak szczerze przed Turniejem Czterech Skoczni: o Tomasiaku, kryzysach i presji

    – Na progu jest naprawdę wyśmienity. To jeden z najlepszych zawodników na świecie – mówi w rozmowie z nami trener reprezentacji Polski w skokach narciarskich Maciej Maciusiak, wskazując największy atut Kacpra Tomasiaka. Jednocześnie szkoleniowiec nie ukrywa, gdzie 18-latek ma jeszcze największe rezerwy. W obszernej rozmowie, tuż przed startem 74. Turnieju Czterech Skoczni, trener Polaków ocenia formę kadry, mówi o presji, możliwych zmianach w składzie i zdradza, jakie wyniki w Niemczech i Austrii uznałby za satysfakcjonujące.

    Od trzech lat polscy kibice czekają na moment, w którym biało-czerwony skoczek realnie włączy się do walki o czołowe lokaty w Turnieju Czterech Skoczni. Wszystko wskazuje na to, że i tym razem na przełom jeszcze poczekamy.

    Jedno jednak wyraźnie się zmieniło. Po raz pierwszy od dawna tuż przed Turniejem Polska ma zawodnika, który faktycznie potrafi zbliżyć się do światowej czołówki. Poprzedni raz, gdy w konkursie bezpośrednio poprzedzającym wyjazd do Oberstdorfu Polak znalazł się w pierwszej piątce, miał miejsce 18 grudnia 2022 roku – wtedy w Engelbergu triumfował Dawid Kubacki. Teraz, po 1105 dniach, piąte miejsce w Szwajcarii wywalczył zaledwie 18-letni Kacper Tomasiak.

    To właśnie on jawi się jako największa nadzieja Polaków na Turniej Czterech Skoczni. Nikt jednak nie stawia go jeszcze w gronie kandydatów do Złotego Orła. I trudno się dziwić – dla Tomasiaka będzie to debiut na czterech najbardziej prestiżowych skoczniach świata: w Oberstdorfie, Garmisch-Partenkirchen, Innsbrucku i Bischofshofen.

    Początek sezonu w wykonaniu Polaków był bowiem zbyt słaby, by realnie myśleć o czymś więcej niż solidnych występach młodego lidera kadry. O trudnych pierwszych tygodniach olimpijskiej zimy, problemach zespołu i własnym wizerunku mówi wprost trener Maciej Maciusiak.

    „Rzeczywistość szybko nas sprowadziła na ziemię”

    – Pierwsze tygodnie mocno pana przeczołgały?
    – Na pewno nie tak to sobie wyobrażałem – przyznaje szkoleniowiec. – Zwłaszcza po lecie i pracy, którą wykonaliśmy. W moim odczuciu zrobiliśmy wtedy bardzo dobrą robotę: obyło się bez kontuzji, sprzętowo byliśmy dobrze przygotowani. Myślałem, że początek sezonu będzie znacznie łatwiejszy, ale rzeczywistość szybko przypomniała nam, że w skokach nie można stracić czujności.

    Jak podkreśla Maciusiak, potencjał w drużynie jest, ale poziom światowej czołówki jest dziś niezwykle wysoki, a rywalizacja bardzo wyrównana. – Żeby osiągnąć dobry wynik, wszystko musi się idealnie zgrać. Potrzeba też odrobiny szczęścia. Na razie mieliśmy dwa takie konkursy – w Wiśle i w Engelbergu. Mam nadzieję, że teraz takich dni będzie znacznie więcej.

    Najtrudniejszy moment? Ruka

    Najbardziej bolesnym momentem początku sezonu był dla Polaków konkurs w Ruce. – To było naprawdę trudne – wspomina trener. – Pracujesz codziennie, wszyscy wkładają w to serce, a potem przychodzisz na skocznię i nic nie funkcjonuje. To potrafi zdołować całą drużynę.

    Dodatkowym problemem była przerwa przed kolejnymi zawodami. – Trzeba było wszystko układać od nowa. To nie jest łatwe, bo poprawa nie przychodzi z dnia na dzień. Kluczowe było to, że zawodnicy nadal wierzyli w pracę. Mamy świadomość, że jesteśmy jedną drużyną – sztab i skoczkowie. Ta wiara nie zniknęła.

    Bez uderzania pięścią w stół

    Maciusiak nie jest zwolennikiem nerwowych reakcji. – Po gorszych dniach dajemy sobie wieczór spokoju. Analizy robimy dopiero następnego dnia. To profesjonaliści, którzy widzą, jak wszyscy ciężko pracują – tłumaczy.

    Jako przykład podaje Dawida Kubackiego, który bez pretensji przyjął decyzję o braku powołania na Turniej Czterech Skoczni. – To pokazuje charakter tej kadry.

    „Mam słaby PR? Nie przejmuję się”

    Trener nie ukrywa, że wizerunkowo nie ma łatwo. – Nie przejmuję się opiniami. Robię swoją robotę i wiem, że dajemy z siebie wszystko. Krytyka po słabszych konkursach jest naturalna, ale my zachowujemy spokój – mówi.

    Nie boi się też zarzutów o zbytni optymizm. – W sporcie trzeba wierzyć w swoją pracę. Inaczej nie da się funkcjonować. Ludzie zawsze będą komentować, niezależnie od wyniku.

    Tomasiak: talent, spokój i rezerwy w locie

    Najwięcej pozytywnych emocji w kadrze budzi Kacper Tomasiak. – Bardzo dobrze radzi sobie z rytmem Pucharu Świata. Nie wiedzieliśmy, jak jego organizm zareaguje na starty co tydzień, ale młodość działa na jego korzyść – ocenia trener.

    Największym atutem młodego skoczka jest próg. – Jest naprawdę wyśmienity. Jeden z najlepszych na świecie – podkreśla Maciusiak. – Rezerwy są w drugiej fazie lotu. Chcemy, żeby mniej „dokładał” w nartach, a bardziej po prostu leciał. Tam jest jeszcze spory zapas.

    Równie ważna jest jego psychika. – Presja zdaje się go nie ruszać. Startuje w Pucharze Świata czy w Orlen Cupie – podchodzi do tego tak samo. To jego ogromna przewaga.

    Wąsek, Stoch, Żyła i Kot. Realne oczekiwania

    Trener docenia też powrót Pawła Wąska, który w Engelbergu zanotował najlepszy wynik sezonu. – Wreszcie przełożył to, co miał w głowie, na skoki w zawodach – mówi.

    Skład na Turniej Czterech Skoczni tworzą: Tomasiak, Wąsek, Stoch, Żyła i Kot. – Mam przekonanie, że to obecnie nasi najlepsi zawodnicy – podkreśla Maciusiak, zaznaczając jednak, że nie wyklucza zmian w trakcie Turnieju, jeśli ktoś wyraźnie będzie się męczył.

    Jakie wyniki zadowoliłyby trenera? – Chciałbym, żeby Kacper utrzymał poziom, Paweł przeniósł formę z Engelbergu, Piotrek skakał swoje, Kamil wrócił do dyspozycji z początku sezonu, a Maciek regularnie punktował. Wtedy byłbym bardzo zadowolony.

    Presja? Jest od początku

    – Presja jest z nami od startu sezonu – przyznaje szkoleniowiec. – Najważniejsze są igrzyska olimpijskie i mistrzostwa świata w lotach. Turniej Czterech Skoczni może dać odpowiedzi, ale nie zamyka sezonu. To kolejny etap drogi.

  • Tusk po rozmowie z przywódcami. “Takie gwarancje to bezpieczniejsza Polska”

    Tusk po rozmowie z przywódcami. “Takie gwarancje to bezpieczniejsza Polska”

    Premier Donald Tusk poinformował, że podczas sobotniej rozmowy z przywódcami państw Unii Europejskiej i NATO panowała pełna zgoda co do konieczności zapewnienia Ukrainie realnych, jednoznacznych i trwałych gwarancji bezpieczeństwa. Szef rządu zapowiedział, że dalszy ciąg konsultacji nastąpi po niedzielnym spotkaniu prezydentów Ukrainy i Stanów Zjednoczonych, Wołodymyra Zełenskiego i Donalda Trumpa, które odbędzie się na Florydzie.

    „Wszyscy rozmówcy – do których dołączyli także liderzy państw skandynawskich, Kanady, Holandii oraz przedstawiciele NATO – zgodzili się, że kluczową kwestią są konkretne i pewne gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Takie gwarancje oznaczają również większe bezpieczeństwo dla Polski. Jutro, po spotkaniu prezydentów USA i Ukrainy, wracamy do rozmów” – napisał Donald Tusk we wpisie opublikowanym na platformie X.

    Premier prowadził telefoniczne konsultacje m.in. z przywódcami Ukrainy, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch, a także z przedstawicielami instytucji Unii Europejskiej. Głównym celem rozmów było omówienie szans na zawarcie porozumienia pokojowego, które mogłoby doprowadzić do zakończenia wojny w Ukrainie.

    Sobotnie rozmowy były wstępem do zaplanowanego na niedzielę spotkania Wołodymyra Zełenskiego z Donaldem Trumpem. Dojdzie do niego w Palm Beach na Florydzie o godzinie 15 czasu lokalnego, co odpowiada godzinie 21 w Polsce.

    Wciąż jednak pozostaje wiele spornych kwestii w toczących się negocjacjach. Najpoważniejsze różnice dotyczą kontroli nad terytoriami. Rosja domaga się wycofania ukraińskich wojsk z dotąd nieokupowanej części Donbasu, przede wszystkim z obwodu donieckiego. Z kolei Kijów opowiada się za zamrożeniem linii frontu na obecnych pozycjach. Nadal nierozstrzygnięta pozostaje także sprawa kontroli nad Zaporoską Elektrownią Atomową, która znajduje się pod rosyjską okupacją.

    Wiceminister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Riabkow oświadczył, że w rozmowach dotyczących zakończenia wojny udało się osiągnąć „punkt zwrotny”. Jednocześnie zaznaczył, że przedstawiona przez Kijów wersja 20-punktowego planu pokojowego różni się od propozycji omawianych wcześniej przez delegacje Stanów Zjednoczonych i Rosji.

    Na tle dyplomatycznych rozmów sytuacja na froncie pozostaje dramatyczna. W sobotę rano Rosja przeprowadziła zmasowany atak na stolicę Ukrainy. Prezydent Wołodymyr Zełenski poinformował w serwisie Telegram, że do uderzenia użyto blisko 500 dronów oraz 40 rakiet. Jak przekazał, głównym celem były obiekty energetyczne oraz infrastruktura cywilna w Kijowie. „Niestety, odnotowano również trafienia w budynki mieszkalne” – podkreślił ukraiński przywódca.

  • Barcelona pod ścianą. Przełom ws. transferu Lewandowskiego już pewny. Nie ma odwrotu

    Barcelona pod ścianą. Przełom ws. transferu Lewandowskiego już pewny. Nie ma odwrotu

    Umowa Roberta Lewandowskiego z FC Barceloną wygasa po zakończeniu obecnego sezonu. To oznacza, że już od stycznia polski napastnik – wraz ze swoim agentem – będzie mógł nie tylko prowadzić rozmowy z innymi klubami, ale również podpisać z nimi przedwczesną umowę, całkowicie z pominięciem „Dumy Katalonii”. Zasady gry w sadze z udziałem kapitana reprezentacji Polski ulegną więc diametralnej zmianie. Od początku nowego roku z dnia na dzień może pojawić się informacja, że decyzja dotycząca jego przyszłości właśnie zapadła.

    Sam Lewandowski w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim podkreślał jednak, że na tym etapie nie odczuwa presji czasu i nie spieszy się z wyborem kolejnego kierunku kariery. Polak otwarcie przyznał, że wciąż nie wie, gdzie będzie grał w następnym sezonie. Jedno jest pewne – ostateczna decyzja nie zapadnie przed 1 stycznia 2026 roku. To właśnie ta data będzie momentem przełomowym. Dokładnie sześć miesięcy przed wygaśnięciem kontraktu piłkarz zyska bowiem prawo do swobodnych negocjacji z innymi klubami w sprawie darmowego transferu.

    Do tej pory Robert Lewandowski zachowywał pełną powściągliwość i nie zdradzał żadnych szczegółów dotyczących swoich planów. Nadal nie wiadomo, czy jego priorytetem jest pozostanie w Barcelonie, czy też coraz poważniej rozważa zmianę otoczenia.

    Już za kilka dni sytuacja ulegnie jednak zmianie. Jeśli „Lewy” wewnętrznie skłania się ku nowemu wyzwaniu, od 1 stycznia 2026 roku będzie mógł – wspólnie z Pinim Zahavim – rozpocząć bezpośrednie rozmowy transferowe. W ostatnich tygodniach media donosiły, że nazwisko Lewandowskiego znajduje się wysoko na listach życzeń kilku klubów z MLS, a jego agent miał już spotykać się m.in. z przedstawicielami Chicago Fire.

    Zainteresowanie polskim napastnikiem wykazują również kluby z Arabii Saudyjskiej, co w kontekście ostatnich trendów transferowych nie jest zaskoczeniem. Co więcej, uwagę w kierunku Lewandowskiego kierują także uznane marki europejskie, z AC Milanem na czele.

    Najbliższe miesiące zapowiadają się więc jako absolutnie kluczowe dla przyszłości jednego z najlepszych piłkarzy w historii polskiego futbolu. FC Barcelona z pewnością chciałaby jak najszybciej poznać decyzję swojego napastnika i wiedzieć, czy uwzględniać go w planach na kolejny sezon. Klub byłby skłonny zatrzymać Lewandowskiego, ale pod warunkiem zgody na obniżenie wynagrodzenia.

    W przypadku jego odejścia Barcelona będzie zmuszona do poszukiwań nowego lidera ofensywy. Jednym z rozważanych scenariuszy ma być wykupienie Marcusa Rashforda z Manchesteru United za około 30 milionów euro.

    Dotychczas transferowa saga wokół Roberta Lewandowskiego pozostawała w zawieszeniu. Od stycznia wszystko nabierze jednak nowej dynamiki. Każdego dnia może pojawić się informacja, że kapitan reprezentacji Polski doszedł do porozumienia z nowym klubem i podpisał kontrakt obowiązujący od kolejnego sezonu. A to zmieni układ sił nie tylko dla samego piłkarza, ale również dla FC Barcelony.

  • Wielki triumf Świątek w Chinach. Na takie słowa warto było czekać. “Na poważnie”

    Wielki triumf Świątek w Chinach. Na takie słowa warto było czekać. “Na poważnie”

    Mimo że nie był to oficjalny mecz, Iga Świątek i Jelena Rybakina grały na 100 proc. Nie było odpuszczania, zwalniania ręki, taryfy ulgowej. Triumfatorka Wimbledonu zaciekle walczyła w mistrzynią WTA Finals w pokazowych zawodach World Tennis Continental Cup.

    Ostatecznie to wiceliderka światowego rankingu wygrała 6:3, 6:3. W przedostatnim gemie drugiej partii po jednej z efektownych akcji Świątek ostentacyjnie – machając rękami – zachęcała chińską publikę do jeszcze żywszego dopingu. Na jej twarzy widniał szeroki uśmiech. Obie zawodniczki prezentowały wysoki poziom, choć był to jedynie sparing w obecności kibiców.

    “As Sportu Interii i Polsatu Sport 2025”. Tomasz Lorek ocenił szanse Igi ŚwiątekPolsat Sport

    Eksperci przemówili po triumfie Świątek. Co za słowa

    Tak czy inaczej widać, że tuż przed nowym sezonem Iga Świątek jest w świetnej formie. Zaraz po wygranej z Kazaszką głos zabrali eksperci.

    “To tylko pokazówka, ale Iga Świątek zaprezentowała się z bardzo dobrej strony w meczu z Rybakiną. Zakończenie meczu przy siatce niech będzie dobrym podsumowaniem tego występu. Znów czuję głód tenisa” – pisze Dawid Żbik.

    “Pierwszy mecz Igi Świątekw “nowym” sezonie (choć jeszcze w starym roku) wygrywa 6:3, 6:3 z Jeleną Rybakiną. To pokazówka w WTCC w Shenzhen. Pierwszy mecz o stawkę dopiero za kilka dni. W Sydney, w United Cup (…)Widać u Świątekświeżość i sporo radości z gry, jak to na początku sezonu. Jednak pokazówka, to pokazówka i prawdziwe sprawdziany czekają Polkę dopiero w Australii” – odnotował Adam Romer.

    “Brawo, Iga Świątek! 6-3, 6-3 – niby mecz pokazowy, ale wyglądało na to, że i Iga i Rybakina grały na poważnie” – dostrzegł Mariusz Machnikowski.

    “Fajne przetarcie przed zbliżającym się sezonem. Był skuteczny dropszot, co cieszy. Do tego fajny powrót w drugim secie” – czytamy na profilu “Z kortu – informacje tenisowe”.

    “Pierwszy mecz i przekonujące zwycięstwo Igi Świątek 6:3 6:3 w starciu z niewygodną Jeleną Rybakiną. Było kilka bardzo fajnych zagrań ze strony Polki (dropshot), która w wielu przypadkach świetnie absorbowała moc zagrań Rybakiny. Pozytywny początek. Czekamy na Australię” – ocenia Daniel Topczewski.

    “Udany początek World Tennis Continental Cup w wykonaniu Igi Świątek. Wiceliderka rankingu pewnie pokonuje Jelene #Rybakina, dając drużynie Europy drugi punkt podczas trwającej w Shenzen imprezy. Cieszy bardzo dobry mecz w wykonaniu Polki, która w obu setach straciła swe podanie po razie, aby samemu przełamać podanie Kazaszki pięciokrotnie” – czytamy na profilu “Pasjonat Sportu”.

    “Zagrać idealny skrócik = bezcenne. Najszczerszy uśmiech na świecie” – pisze Maciej Zaręba.
    Tenisistka w jasnym stroju i czapce wykonuje uderzenie rakietą w czasie meczu na korcie tenisowym, skupienie na twarzy, piłka tenisowa widoczna przed nią.

    Iga Świątek rywalizowała z Jeleną Rybakiną podczas World Tennis Continental CupJUNG YEON-JEAFP
    Tenisistka w sportowym stroju i czapeczce z daszkiem z wyciągniętymi ramionami, z intensywnym wyrazem twarzy. W tle rozmyta publiczność na trybunach.

    Iga ŚwiątekMATTHEW STOCKMAN / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / ELSA / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Zawodniczka w fioletowej koszulce i czapce uderzająca rakietą piłkę tenisową na czarnym tle, wyrażając intensywną koncentrację i wysiłek.

    Iga Świątek w meczu z Jeleną RybakinąFAYEZ NURELDINEAFP

  • Nawrocki rozmawiał z Trumpem. Kancelaria Prezydenta ujawniła temat

    Nawrocki rozmawiał z Trumpem. Kancelaria Prezydenta ujawniła temat

    Nawrocki rozmawiał z Trumpem. Komunikat Kancelarii Prezydenta

    Karol Nawrocki i Donald Trump odbyli rozmowę telefoniczną – podała Kancelaria Prezydenta RP. Przywódcy rozmawiali m.in. na temat relacji transatlantyckich i bezpieczeństwa w regionie w związku z wojną w Ukrainie . W szczególności dyskutowano o postępach dot. uzgodnień pokojowych.
    Prezydent rozmawiał w piątek z Donaldem Trumpem

    Prezydent rozmawiał w piątek z Donaldem TrumpemPrzemysław KelerKPRP

    “Dzisiaj odbyła się kolejna rozmowa telefoniczna prezydenta RP Karola Nawrockiego z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Na początku prezydenci złożyli sobie życzenia z okazji Świąt Bożego Narodzenia” – przekazano.

    Karol Nawrocki rozmawiał z Donaldem Trumpem. Kancelaria Prezydenta ujawniła szczegóły

    W dalszej części rozmowy prezydenci poruszyli temat “stanu relacji transatlantyckich, bezpieczeństwa w regionie w związku z toczącą się wojną na Ukrainie wywołaną przez Federację Rosyjską”.

    Jak dodano, szczególnym punktem rozmowy były “postępy uzgodnień pokojowych”.

    Karol Nawrocki i Donald Trump rozmawiali także o udziale Polski w pracach grupy G20, polsko-amerykańskiej współpracy gospodarczej i kwestiach dotyczących energetyki.

    Kancelaria Prezydenta RP zaznaczyła, że rozmowa odbyła się w ciepłej i serdecznej atmosferze.

    Polska na szczycie G20 na Florydzie

    Na początku września prezydent Karol Nawrocki poinformował podczas wizyty w Waszyngtonie, że prezydent USA zaprosił go na szczyt G20 na Florydzie.

    Szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz wziął udział w grudniu w USA w spotkaniach przygotowawczych do szczytu i podkreślił, że Polska została na nich “bardzo dobrze przyjęta” przez państwa G20.

    Grupa G20 to forum skupiające 19 państw oraz Unię Europejską i Unię Afrykańską, które odpowiadają za około 85 proc. światowego PKB, ponad 75 proc. światowego handlu oraz reprezentują dwie trzecie populacji świata.

    Choć grupa G20 nie ma stałego sekretariatu i nie podejmuje wiążących decyzji, stanowi kluczową platformę rozmów o globalnych wyzwaniach gospodarczych.

    “Wydarzenia”: Mikrocity w Lublinie. W Polsce powstaje rekordowa makieta