• Bitwa płci rozstrzygnięta. A tu werdykt 250. gracza ATP ws. Igi Świątek

    Bitwa płci rozstrzygnięta. A tu werdykt 250. gracza ATP ws. Igi Świątek

    O godz. 17 w Dubaju powinno rozpocząć się spotkanie Aryny Sabalenki z Nickiem Kyrgiosem – najlepszej dzisiaj tenisistki świata z zawodnikiem, który swoje wielkie chwile ma już za sobą. I z powodu różnych urazów gra niewiele i rzadko. Wciąż jednak jest cytowany na świecie, choćby za sprawą swoich kontrowersyjnych wypowiedzi po pozytywnych dopingowych testach Jannika Sinnera i Igi Świątek. Mimo że na korcie znaczy już niewiele.

    To wydarzenie zyskało jednak potężną marketingową otoczkę – głośno o nim od kilku miesięcy. Jak jakby miało pokazać, że Białorusinka jest w stanie na równi walczyć z mężczyznami, nawet jeśli warunki gry nie będą dla obu takie same.

    Z taką tezą rozprawia się jednak tenisista, któremu mecz proponowały w przeszłości Serena i Venus Williams.

    Oczy świata zwrócone na kort w Dubaju. Czy Aryna Sabalenka ma szansę w meczu z Nickiem Kyrgiosem?

    Francisco “Pato” Clavet to zawodnik z szeroko rozumianej czołówki przełomu XX i XXI wieku – bez wielkich atutów, najlepiej czujący się na mączce, ale generalnie na wszystkich nawierzchniach dochodził do trzeciej czy czwartej rundy w Wielkich Szlemach. Cieszył się też ze zdobycia Pucharu Davisa, w szczytowym momencie kariery był 18. na liście ATP.

    To właśnie on dostał na początku 1998 roku propozycję gry z siostrami Williams – Venus miała już pierwsze sukcesy, 16-letnia Serena chwilę wcześniej zadebiutowała w Szlemie (w deblu), a tym singlowym pierwszym startem był właśnie występ w Australian Open.

    Serena już wtedy była przekonana, że jest w stanie podbić świat, ale też: będzie potrafiła grać na równi z zawodowcami z męskiej strony touru. Tymi z pierwszej setki. Wybór padł na Claveta, bo… był stosunkowo przeciętny.

    – Dotarło to przez ATP. To Serena powiedziała: z Pato Clavetem. Musiała pomyśleć, że jestem słaby – przyznał Hiszpan w rozmowie z Claytenis. A wtedy był 32. zawodnikiem świata.

    On potraktował to jako żart – i odmówił.
    Zawodnik tenisowy w czerwonej koszulce i opasce na głowie wykonuje energiczny ruch podczas meczu, skupiony na uderzeniu piłki rakietą.

    Francisco ClavetRHONA WISEAFP

    Amerykanki jednak nie odpuściły, ostatecznie zagrały z Niemcem Karstenem Braaschem. Trzy lata wcześniej był jeszcze w TOP 50 rankingu singlistów, ale gdy w Australii dostał tę propozycję, znajdował się już na początku trzeciej setki. I skupiał niemal wyłącznie na deblu.

    Leworęczny 30-latek w Melbourne szybko odpadł, więc propozycję sióstr przyjął. Najpierw ograł 6:1 Serenę, a za chwilę – 6:2 Venus. Przed tym drugim meczem wypalił kilka papierosów, później przyznał, że w ogóle tego dnia pił piwo i grał w golfa. A jednak mecz łatwo wygrał.

    Clavet uważa, że jeśli Kyrgios będzie chciał wygrać z Sabalenką, to wygra. – W normalnej sytuacji ona nie ma szans. To prawda, że Kyrgios jest zawodnikiem, który się rozprasza i ciągle robi głupie rzeczy. W Dubaju będzie show, więc pewnie pojawi się tego więcej. To daje może Sabalence szansę na wygranie większej liczby gemów niż z innymi graczem ATP – twierdzi były hiszpański zawodowiec w Claytenis. I dodaje, że gdyby zdecydowała się na mecz z innym tenisistą, podał tu przykład Jaume Munara, jej szanse są zerowe.

    – Nie chodzi tu o umniejszanie kobiet ani Sabalenki. To świetna zawodniczka, która uderza niesamowicie, często mocniej niż wielu mężczyzn. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę wszystko, czym jest tenis, nie tylko siłę, różnica jest ogromna: mam na myśli budowę ciała, nogi, wytrzymałość, szybkość, powtarzalność uderzeń – twierdzi.
    Aryna Sabalenka

    Aryna SabalenkaAl Bello/Getty Images/AFP / Getty Images via AFP / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / AL BELLOAFP

    W 1973 roku Bobby Riggs, były lider rankingu i mistrz Wimbledonu, zmierzył się z wówczas najlepszą w tourze Margaret Court. Amerykanin miał wtedy… 55 lat, ich mecz został nazwany “wojną płci”. W USA śledziły to miliony osób, Riggs wygrał pierwsze starcie 6:2, 6:1, co nazwano “Masakrą w Dzień Matki”. W rewanżu w Houston lepsza okazała się zawodniczka z Australii, ale wiele osób podważało ten wynik, sugerowało… ustawienie spotkania. Sama Court nie chce nawet porównywać jej spotkania do obecnego Kyrgiosa z Sabalenką. Wtedy walczyła o społeczne zmiany i prawa kobiet.

    – Obie organizacje, ATP i WTA, rozwijały się w podobny sposób, cały tenis jest teraz mocniejszy, szybszy, bardziej fizyczny. Tyle że wciąż jest podobna różnica jak w chwili, gdy doszło do sytuacji z siostrami Williams w Australii – uważa Clavet.
    Iga Świątek i Daniel Michalski byli w składzie reprezentacji Polski podczas United Cup 2023 i 2024

    Iga Świątek i Daniel Michalski byli w składzie reprezentacji Polski podczas United Cup 2023 i 2024Bradley Kanaris / Getty Images / Tiziana FabiAFP

    A jakby potwierdzeniem tego są słowa Daniela Michalskiego, dziś zawodnika numer 250 w światowym rankingu. W przeszłości był już członkiem polskiej drużyny w United Cup, trenował wspólnie z Igą Świątek. I w najbliższym tygodniu będzie podobnie – jest w składzie rezerwowym singlistą, zmiennikiem Huberta Hurkacza.

    – Widziałem z bliska, jak (Iga – red.) profesjonalnie podchodzi do treningu – od pierwszej piłki daje z siebie 110 procent. Intensywność i precyzja jej gry są niesamowite. Naprawdę robi wrażenie. Nie wiem, czy jakiś tenisista byłby w stanie grać na takim tempie z taką dokładnością i starannością na krosach – mówi Michalski w rozmowie z Dominiką Pawlik z serwisu polski-tenis.pl.

    I dodaje: – W sensie technicznym i dynamicznym mogę być wsparciem dla takiej tenisistki, jak wiceliderka rankingu WTA. Oczywiście gram lepiej, bo jestem facetem, ale chodzi o to, by trening był wartościowy dla niej, chodzi o utrzymanie tempa, precyzji i reakcji. Będąc drugim singlistą, to naturalne, że jestem potrzebny do takich treningów, oczywiście poza wykonywaniem swoich. Gdyby nie Iga, to mnie by tam w ogóle nie było. Po tych dwóch latach będę mógł zobaczyć, czy nadążam za jej piłkami.

    Bo trening to jedno, a rywalizacja na korcie – drugie.

    Początek starcia Sabalenki z Kyrgiosem – w niedzielę ok godz. 17.
    Kobieta w sportowym żółtym stroju na korcie tenisowym z wyrazem emocji na twarzy. W tle widoczni rozmazani ludzie oraz nieostre światła.

    Aryna SabalenkaAFP

    Aryna Sabalenka po meczu z Laurą Siegemund: Publiczność dała mi tę energię.

  • “Wstyd”. Lawina komentarzy po meczu Sabalenki z Kyrgiosem

    “Wstyd”. Lawina komentarzy po meczu Sabalenki z Kyrgiosem

    Aryna Sabalenka kończy 2025 rok nie tylko jako liderka światowego rankingu WTA, ale także jako osoba, która stała się obiektem drwin. Wszystko z powodu kontrowersyjnego meczu z Nickiem Kyrgiosem. Na portalu X nie brakuje złośliwych komentarzy dotyczących “bitwy płci”, jak nazwano mecz Białorusinki z Australijczykiem.
    Nick Kyrgios – Aryna Sabalenka
    screen

    Nick Kyrgios przed laty był finalistą Wimbledonu, a obecnie zajmuje 673. miejsce w rankingu ATP. Niedziela 28 grudnia 2025 roku w jego karierze zapisze się szczególnie. Wszystko z powodu meczu z… najlepszą tenisistką świata. Aryna Sabalenka i Kyrgios wyszli na nietypowy kort w Dubaju, by rozegrać mecz, który określono jako “bitwę płci”. Miało to nawiązywać do meczu z 1973 roku, gdy Billie Jeans King pokonała Bobby’ego Riggsa. Zamiast pochlebstw skończyło się na drwinach. Świat tenisa – dziennikarze i kibice – wprost napisali, co sądzą o tym spotkaniu.

    Zobacz wideo To jest najlepsza praca. “Gadam o 22 gościach i mi za to płacą”
    Kibice zabrali głos. Oto co sądzą po “bitwie płci” z udziałem Sabalenki

    “Okej, ten kort wygląda absolutnie okropnie w telewizji…” – napisał portugalski dziennikarz tenisowy Jose Morgado, którego kibicom dyscypliny nie trzeba przedstawiać. Na swoim profilu na portalu X zacytował opublikowany wcześniej przez Tennis Channel fragment meczu. Widać na nim wyraźnie, że część kortu, na którym gra Sabalenka, jest mniejszy od pola gry rywala.

    “To jest jedna z najbardziej absurdalnych rzeczy, jakie kiedykolwiek widziałem, hańba… Oczywiście Sabalenka zarabia na tym sporo pieniędzy, ale to wstyd, że numer 1 na świecie robi to dla pieniędzy” – odpowiedział mu jeden z komentujących.

    “Byłem zaintrygowany, widząc bitwę płci. To tylko pokaz i to bez sensu. Nie jestem pewien, czy to pomaga tenisowi. Podanie Kyrgiosa z dołu, drop shot itp.” – krytykował były finalista US Open Greg Rusedski.

    “Tenisowa bitwa płci. Równe wynagrodzenie, ale mężczyźni grają pięć setów, a kobiety trzy w wielkoszlemowych turniejach. Mecz pomiędzy Kyrgiosem a Sabalenką. Jej strona kortu jest znacznie mniejsza, co utrudnia mu grę” – napisał jeden z kibiców.

    “Myślałem, że ludzie, zwłaszcza kobiety w sporcie, chcą być traktowane równo, a jednak macie tę bzdurę zwaną bitwą płci między Aryną Sabalenką a Nickiem Kyrgiosem, gdzie jedna strona kortu jest skrócona” – dodawał kolejny.

    “Jaki jest absolutny sens tego meczu Sabalenka kontra Kyrgios? Zrobili kiedykolwiek jej stronę kortu mniejszą. Absolutnie żałosne” – oceniał kibic.

    Mecz zakończył się wygraną Kyrgiosa. Australijczyk pokonał liderkę rankingu WTA w dwóch setach – 6:3, 6:3. Więcej na ten temat przeczytasz tutaj.

  • Jak kula z armaty. Rekord Polski i najlepszy wynik na świecie pod dachem

    Jak kula z armaty. Rekord Polski i najlepszy wynik na świecie pod dachem

    Jak kula z armaty. Rekord Polski i najlepszy halowy wynik na świecie

    Jeszcze rok temu 15-letnia Kinga Jackowska z hukiem zakończyła sezon startem w Spale. Wówczas poprawiła rekord Polski młodziczek i juniorek młodszych, a w tej pierwszej kategorii osiągnęła drugi wynik w historii. Dziś rywalizuje już wyłącznie jako juniorka młodsza – i znów zrobiła coś wyjątkowego. Na finiszu 2025 roku dołożyła kolejne 31 centymetrów. Nowy halowy rekord Polski U-18 wynosi 17,65 m. Co więcej – żadna inna zawodniczka na świecie nie pchnęła w tym roku pod dachem dalej.
    – Ma to coś. Ten „klik” na końcu, który sprawia, że kula wylatuje z ręki jak z armaty – mówił niedawno o niej Konrad Bukowiecki.

    W męskim pchnięciu kulą polscy kibice wciąż mogą liczyć na Konrada Bukowieckiego, który znów poprawia swoje wyniki, a być może po kontuzji do wysokiej formy wróci też Michał Haratyk. W rywalizacji kobiet optymizmu jest jednak znacznie mniej. Owszem, potencjał pokazuje Zuzanna Maślana, lecz ostatni sezon nie przyniósł tak wielu powodów do nadziei. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że za kilka lat to właśnie Kinga Jackowska może stać się twarzą polskiego pchnięcia kulą.

    Zaledwie 16-letnia zawodniczka z Kieźlin pod Olsztynem, reprezentująca Juranda Szczytno, od dwóch lat wyraźnie wyprzedza swoją kategorię wiekową. W minionym sezonie startowała w Olimpijskim Festiwalu Młodzieży Europy w Skopje, rywalizując głównie z zawodniczkami o rok starszymi. Z kolei w mistrzostwach Europy U-20 mierzyła się z rywalkami nawet o trzy lata starszymi od siebie.

    Z Macedonii Północnej przywiozła srebrny medal, a w fińskim Tampere wystąpiła w 12-osobowym finale mistrzostw Europy U-20. To doświadczenie może okazać się bezcenne. W kolejnym roku celem podopiecznej Macieja Bukowieckiego będzie już zapewne medal mistrzostw Europy U-18 w Rieti, a także kwalifikacja do mistrzostw świata U-20, które odbędą się na legendarnym Hayward Field w Eugene.

    Początek sezonu halowego zapowiada się dla Jackowskiej znakomicie. Dokładnie 200 dni przed mistrzostwami Europy w Rieti znów przypomniała o swoim potencjale. Rok temu kończyła sezon w Spale wynikiem 17,34 m – był to rekord Polski młodziczek i juniorek młodszych oraz drugi najlepszy rezultat w historii wśród 15-latek. Jej trener, Maciej Bukowiecki, pisał wówczas o „pięknym sezonie” i wynikowej perełce na zakończenie roku. To on trzy lata temu dostrzegł talent Kingi podczas szkolnych zawodów i zaprosił ją do Szczytna. Od tego czasu wspólnie wykonali ogromną pracę.

    W maju tego roku Jackowska pchnęła trzykilogramową kulę w Białymstoku na 18,67 m – to dziś dziesiąty wynik w historii juniorek młodszych. W 2025 roku lepsza była jedynie Chinka Xinyao Chen, starsza od Polki o ponad rok. Właśnie wtedy Konrad Bukowiecki mówił w rozmowie z Tomaszem Kalembą z Interii: – Mam nadzieję, że brat zrobi dużą karierę trenerską. Kinga Jackowska, którą prowadzi, jest niesamowitym talentem. Dawno nie widziałem kogoś takiego w pchnięciu kulą. Oby tylko była zdrowa, bo ta dziewczyna może pchać bardzo daleko. Ma to coś, co ja miałem jako młody zawodnik – ten klik na końcu, który sprawia, że kula wylatuje z ręki jak z armaty.

    Końcówkę 2025 roku Jackowska ponownie spędziła w Spale, startując w zawodach „Jurand Cup”. Był to jej pierwszy występ po czterech miesiącach przerwy – swoisty wstęp do sezonu halowego, który potrwa do marca. I już w pierwszej próbie pchnęła kulę na 17,65 m. To nowy rekord życiowy w hali, rekord Polski U-18, a – jak podkreśla Tomasz Spodenkiewicz, ekspert i statystyk prowadzący profil Athletics News na platformie X – także najlepszy halowy wynik na świecie w tej kategorii wiekowej w całym 2025 roku.

  • Następca Lewandowskiego już w Barcelonie, nastąpił zwrot akcji. Decyzja zapadła

    Następca Lewandowskiego już w Barcelonie, nastąpił zwrot akcji. Decyzja zapadła

    Wraz z kolejnymi tygodniami coraz wyraźniej widać, że przyszłość Roberta Lewandowskiego w FC Barcelonie wisi na włosku. Zbliżający się wielkimi krokami 30 czerwca, czyli dzień wygaśnięcia kontraktu kapitana reprezentacji Polski z „Dumą Katalonii”, tylko potęguje atmosferę niepewności. Najnowsze doniesienia hiszpańskich mediów nie pozostawiają złudzeń – wszystko wskazuje na to, że umowa nie zostanie przedłużona. Co więcej, doszło do niespodziewanego zwrotu akcji: klub miał już wskazać następcę „Lewego”, a wybrany piłkarz przebywa obecnie w Barcelonie.

    Przez długi czas lista potencjalnych następców Lewandowskiego była imponująca. W kontekście gry w Barcelonie wymieniano takie nazwiska jak Dušan Vlahović, Erling Haaland, Julián Álvarez czy Serhou Guirassy. Z biegiem czasu kolejne kandydatury jednak odpadały. Jako pierwszy z tej listy wypadł Serb, który nie zachwyca formą w obecnym sezonie, przez co zainteresowanie ze strony „Blaugrany” wyraźnie osłabło.

    Sam Lewandowski wciąż czeka na ostateczną decyzję władz klubu i stara się udowodnić, że zasługuje na nowy kontrakt. Według doniesień jest gotów pójść na daleko idące ustępstwa – zaakceptować znaczną obniżkę pensji, a nawet pogodzić się z mniejszą rolą w drużynie.

    Jak jednak informuje „Diario AS”, los polskiego napastnika ma być już przesądzony. Barcelona miała zdecydować się na konkretne rozwiązanie i wybrać jego następcę. Co ciekawe, klub nie zamierza sprowadzać nowego, klasycznego napastnika.

    W tej roli ma występować Ferran Torres, obecnie najlepszy strzelec zespołu w trwającym sezonie. Hiszpańskie media podkreślają, że w przypadku odejścia Lewandowskiego to właśnie on ma zostać pierwszym wyborem na środku ataku. To spore zaskoczenie, bo jeszcze niedawno wydawało się, że Barcelona mimo wszystko sięgnie po nową gwiazdę, która wypełni lukę po 37-letnim Polaku.

    Taki scenariusz jest jednak ściśle związany z trudną sytuacją finansową mistrzów Hiszpanii. Priorytetem dla klubu jest obecnie wzmocnienie defensywy, a szczególnie sprowadzenie nowego stopera. Marzeniem Hansiego Flicka pozostaje Nico Schlotterbeck, lecz jego transfer wiązałby się z ogromnymi kosztami. Równie drogie byłoby ewentualne pozyskanie Joško Gvardiola z Manchesteru City – a na takie wydatki Barcelona nie może sobie teraz pozwolić.

    W tej sytuacji trudno wyobrazić sobie, by klub dodatkowo inwestował wielkie pieniądze w nowego napastnika. Tym bardziej że władze „Blaugrany” są skłonne zatrzymać na dłużej Marcusa Rashforda, który z powodzeniem może grać zarówno na skrzydle, jak i w środku ataku. Niemiecki szkoleniowiec już testował Anglika w tej roli, a jego argumentami są nie tylko liczby, ale także wyraźny rozwój pod okiem Flicka.

  • Na jaw wyszedł sekret Sabalenki. Taką ofertę złożył Łukaszenka. To był koniec

    Na jaw wyszedł sekret Sabalenki. Taką ofertę złożył Łukaszenka. To był koniec

    Przez długi czas Aryna Sabalenka unikała jednoznacznych deklaracji dotyczących wojny w Ukrainie. To milczenie sprawiło, że tenisistka z Mińska była regularnie oskarżana o sympatie wobec reżimu Aleksandra Łukaszenki, bliskiego sojusznika Władimira Putina. W oczach wielu kibiców i komentatorów brak otwartego potępienia agresji Rosji, a także roli Białorusi w tym konflikcie, był równoznaczny z cichym poparciem władz w Mińsku.

    Dopiero po wielu miesiącach liderka światowego rankingu WTA zdecydowała się przerwać ciszę. W 2023 roku, podczas jednej z emocjonalnych wypowiedzi, Sabalenka jasno podkreśliła, że nie popiera wojny i nie chce, by jej kraj był w nią w jakikolwiek sposób zaangażowany. Gdy padło pytanie o Aleksandra Łukaszenkę, tenisistka nie ukrywała wewnętrznego konfliktu.

    – Mówiłam to wiele razy: nie popieram wojny. Nie chcę, by mój kraj brał w niej udział. Czy popieram Aleksandra Łukaszenkę? To bardzo trudne pytanie… Skoro nie popieram wojny, to w obecnej sytuacji nie popieram też Aleksandra Łukaszenki – powiedziała wówczas zapłakana Sabalenka.

    Spotkanie z Łukaszenką, które zmieniło wszystko

    Milczenie Sabalenki nie było jednak przypadkowe. Jak się okazuje, tenisistka miała bardzo konkretny powód, by przez lata unikać ostrych deklaracji pod adresem białoruskiego prezydenta. W przeszłości sama musiała skorzystać z jego pomocy, a na Białorusi wciąż mieszka jej najbliższa rodzina. Publiczne atakowanie reżimu mogłoby więc przynieść dla niej i jej bliskich poważne konsekwencje.

    Kulisy tej historii ujawnił białoruski dziennikarz Jarosław Pisarenko w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onet”. Jak relacjonował, na początku kariery Sabalenka wpadła w pułapkę wyjątkowo niekorzystnego kontraktu z rosyjskim agentem. Umowa, która miała pomóc w rozwoju sportowym, szybko stała się dla niej ogromnym problemem.

    – Kiedy Aryna była utalentowaną juniorką, desperacko szukała sponsorów, by móc jeździć na turnieje i rozwijać karierę. Wtedy poznała mężczyznę z Rosji, który obiecał finansowanie wyjazdów. Podpisali umowę – jak się później okazało, wieloletnią i pełną pułapek – opowiadał Pisarenko.

    Sabalenka zaczęła odnosić pierwsze sukcesy, wygrywać ważne mecze i turnieje. Problem polegał na tym, że pieniądze z nagród trafiały nie do niej, lecz wyłącznie do agenta. Próby rozwiązania sprawy na poziomie sportowym nie przynosiły efektów.

    – Zwróciła się o pomoc do działaczy białoruskiego związku tenisowego. Usłyszała, że spróbują skontaktować się z władzami – dodał dziennikarz.

    Pałac Niepodległości i „propozycja nie do odrzucenia”

    W 2018 roku Aryna Sabalenka spotkała się z Aleksandrem Łukaszenką w Pałacu Niepodległości. Rozmowa odbyła się w cztery oczy. Choć do mediów trafiły zdjęcia z wizyty, oficjalnie nigdy nie ujawniono, czego dotyczyło spotkanie. Przez lata sprawa owiana była tajemnicą.

    Jak twierdzi Pisarenko, reakcja władz była jednak błyskawiczna i – jak to określił – „w stylu Łukaszenki”.

    – Agent Sabalenki nie był postacią krystaliczną. Wcześniej miał problemy kryminalne w Rosji, a nawet wyrok. Z tego, co wiem, otrzymał jasną propozycję: albo natychmiast rozwiązuje umowę z Aryną, albo wraca do Rosji w kajdankach – ujawnił białoruski dziennikarz.

    Wkrótce potem współpraca została definitywnie zakończona, a Sabalenka odzyskała kontrolę nad swoją karierą.

    Dlaczego Sabalenka musiała milczeć?

    Nie ma wątpliwości, że wydarzenia z 2018 roku miały ogromny wpływ na dalszy rozwój kariery Aryny Sabalenki. Dziś jest jedną z największych gwiazd światowego tenisa i od wielu miesięcy pozostaje na szczycie rankingu WTA. Trudno jednak nie zadać pytania, czy bez interwencji Łukaszenki jej droga na tenisowy szczyt w ogóle byłaby możliwa.

    – Bez tej pomocy kariera Sabalenki mogła utknąć w martwym punkcie. Dlatego dziś Aryna ma ogromny problem z jednoznacznymi odpowiedziami na pytania o wojnę i o prezydenta Białorusi. Musi bardzo uważać na każde słowo – podkreślił Pisarenko.

    To właśnie ta zależność z przeszłości oraz realne obawy o bezpieczeństwo bliskich sprawiły, że Sabalenka przez długi czas wybierała milczenie. Dopiero po latach zdecydowała się na częściowe odsłonięcie swoich poglądów, choć – jak widać – nadal porusza się po wyjątkowo cienkim lodzie.

  • 1:6, 5:7. Porażka Igi Świątek z wielką rywalką. “Sygnał ostrzegawczy”

    1:6, 5:7. Porażka Igi Świątek z wielką rywalką. “Sygnał ostrzegawczy”

    1:6, 5:7. Iga Świątek’s defeat with a great rival. ‘Warning signal’

    Aż do lipca polscy kibice musieli czekać na pierwszy wygrany turniej przez Igę Świątek w sezonie 2025. Polka w wielkim stylu wygrała wtedy wielkoszlemowy Wimbledon. Jak się okazuje po czasie, jedna z wcześniejszych porażek była dla niej “sygnałem ostrzegawczym”. – Nawet nie chodzi o rywalkę, tylko o moment, w którym byłam i jak wyglądałam na korcie – tłumaczyła Świątek.

    Iga Świątek
    Screenshot Canal+Sport

    Aktualnie Iga Świątek występuje w turnieju pokazowym World Tennis Continental Cup w chińskim Shenzen. Polka ma za sobą mecze z Kazaszką Jeleną Rybakiną (wygrana 6:3, 6:3) i Chinką Xinyu Wang (porażka 2:6, 3:6). W niedzielę Świątek zagra jeszcze w mikście z Monakijczykiem Valentinem Vacherotem przeciwko parze Jelena Rybakina / Andriej Rublow. Świątek zakończyła poprzedni sezon z wygranym wielkoszlemowym Wimbledonem, a także z triumfami w turniejach WTA w Cincinnati oraz Seulu.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    “Zimny prysznic” dla Świątek. Wtedy grała z Danielle Collins

    Świątek pojawiła się w programie “Oko w Oko” w TVP Sport przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Iga wskazała kluczowy moment w poprzednim sezonie, który sprawił, że potem wygrała Wimbledon.

    – Bez dwóch zdań najtrudniejsza była porażka w Rzymie. Nawet nie chodzi o rywalkę, tylko o moment, w którym byłam i jak wyglądałam na korcie. No nie było to coś, do czego dążę i raczej był to zimny prysznic, ale prysznic niezbędny do tego, żeby potem zagrać półfinał na Rolandzie Garrosie i wygrać Wimbledon. Mogę tego żałować, ale myślę że nie doprowadziło by mnie to do tego, żebym faktycznie zaczęła… nie powiem, że ciężko pracować, bo pracowałam bardzo ciężko i bardzo chciałam tych zwycięstw w pierwszej części sezonu – powiedziała.

    Wtedy Świątek przegrała 1:6, 5:7 z Amerykanką Danielle Collins w trzeciej rundzie turnieju WTA 1000 w Rzymie. Wokół tych tenisistek było gorąco, zwłaszcza w trakcie igrzysk olimpijskich w Paryżu, gdy Collins nazwała Świątek “fałszywą i nieszczerą”. Po tamtej porażce w Rzymie media wprost pisały o “kryzysie w grze Polki”. – Myślę, że po prostu nie byłam gotowa, żeby walczyć i rywalizować – tłumaczyła wówczas Świątek.

    “Dotkliwa porażka z Collins była sygnałem ostrzegawczym” – pisze serwis sportskeeda.com.

    Zobacz też: Cały świat zobaczył, jak Sabalenka potraktowała hejtera Świątek
    Świątek wypowiedziała się nt. Fissette’a. “Dołożyłam sobie oczekiwań”

    Przy okazji meczu Świątek – Collins w Rzymie pojawiły się też czarne chmury nad Fissettem. Pojawiało się sporo opinii, że Belg do tamtego momentu nic nie zmienił w grze Igi. Jak o współpracy z Fissettem mówi sama tenisistka?

    – Wtedy dopiero zaczęłam pracować z Wimem i chciałam udowodnić, że z tak doświadczonym trenerem mogę wygrać jeszcze więcej. Sama dołożyłam sobie oczekiwań, które były niepotrzebne. Chęci były, ustalenia były, ale może nie do końca ukierunkowane tak, jak być powinny. Dopiero po Rzymie weszłam na odpowiedni tor, jeśli chodzi o taką konstruktywną pracę w tych aspektach – wytłumaczyła Świątek.

  • Poruszenie po słowach Nawrockiego, reaguje Tusk. “Znowu wskazał Zachód”

    Poruszenie po słowach Nawrockiego, reaguje Tusk. “Znowu wskazał Zachód”

    Donald Tusk skrytykował prezydenta Karola Nawrockiego za wskazywanie Zachodu jako zagrożenia dla Polski, podkreślając głębokość sporu politycznego.

    Minister Radosław Sikorski uspokaja, że obecnie nie ma realnego zagrożenia ze strony zachodniej granicy, dopóki Niemcy są częścią NATO i UE.

    Wypowiedź Nawrockiego podczas obchodów w Poznaniu wywołała lawinę politycznych komentarzy, także ze strony Marcina Kierwińskiego.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    “Prezydent Nawrocki znowu wskazał Zachód jako główne zagrożenie dla Polski. To jest istota sporu między antyeuropejskim blokiem (Nawrocki, Braun, Mentzen, PiS) a naszą Koalicją. Sporu śmiertelnie poważnego, sporu o nasze wartości, bezpieczeństwo, suwerenność. Wschód albo Zachód” – napisał na X premier Donald Tusk.

    To reakcja na wypowiedź Karola Nawrockiego, która padła w Poznaniu,. Prezydent podkreślał, że Polska jest otwarta na Zachód, ale także “gotowa do obrony zachodniej granicy Rzeczypospolitej”.

    Komentarz do słów prezydenta. Sikorski: Pragnę uspokoić

    Wcześniej komentarz do tych słów zamieścił w mediach społecznościowych minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. “Pragnę uspokoić pana prezydenta, że dopóki Niemcy są w NATO i UE, a rządzą nimi chrześcijańscy lub socjaldemokraci, zagrożenie naszej zachodniej granicy jest żadne” – napisał.

    Jak dodał wicepremier i szef polskiej dyplomacji, takie zagrożenie powstać mogłoby “dopiero, gdyby władzę za Odrą objęli eurofobiczni nacjonaliści”.

    Reakcja na słowa prezydenta Nawrockiego pojawiła się też ze strony szefa MSWiA Marcina Kierwińskiego. “W Wigilię prezydent Nawrocki był na wschodniej granicy u funkcjonariuszy i żołnierzy jej strzegących. Wczoraj w Poznaniu radośnie uznał, że zagrożona jest jednak granica zachodnia. Jak mu się to łączy? Bóg raczy wiedzieć…” – skomentował na X.

    Wystąpienie Karola Nawrockiego w Poznaniu. “Gotowość do obrony”

    – Inspirujmy się Wielkopolską i wspaniałym Poznaniem w całej Polsce, bo to Wielkopolska dała nam przykład, jak zwyciężać – mówił w sobotę Karol Nawrocki podczas głównych obchodów Narodowego Dnia Zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego.

    Prezydent podkreślał w Poznaniu, że powstańcy wielkopolscy “podjęli swoją walkę w imieniu ojców, matek, dziadków i pradziadków, którzy przez dziesiątki lat nie poddali się pruskiemu imperializmowi”.

    Dodał, że na ziemi wielkopolskiej Bolesław Chrobry przyjął koronę, która jest symbolem suwerenności państwa, a także wiele mówi o naszej narodowej wspólnocie: otwartej na Zachód, ale także gotowej do obrony zachodniej granicy Rzeczypospolitej.

    “Gość Wydarzeń”. Muniek o alkoholu w święta: Oduczyłem się, na Wigilii zeroPolsat News

  • Tak Rosjanin potraktował Świątek. Sędzia zakończył mecz po 71 minutach

    Tak Rosjanin potraktował Świątek. Sędzia zakończył mecz po 71 minutach

    Niedziela to ostatni dzień zmagań w ramach pokazowego turnieju World Tennis Continental Cup 2025, gdzie drużyna Europy mierzy się z ekipą Reszty Świata. Po tym, jak w nocy czasu polskiego Jelena Rybakina pokonała Belindę Bencić, Kazaszka wyprowadziła swój globalny team na prowadzenie 9-7. Na decydującą sesję zmagań zaplanowano dwa spotkania – jedno z udziałem Igi Świątek.

    Według pierwotnego harmonogramu Polka miała wyjść na kort w drugim spotkaniu od godz. 10:00 naszego czasu. Tuż przed rozpoczęciem gier doszło jednak do zamiany. Ostatecznie mikst raszynianki przesunięto na pierwszą pozycję w planie. Wiceliderka rankingu WTA wystąpiła w duecie z Valentinem Vacherotem – mistrzem tegorocznego ATP Masters 1000 w Szanghaju.

    Po drugiej stronie zameldowali się zawodnicy z drużyny Reszty Świata: Jelena Rybakina oraz Andriej Rublow. Świątek miała już okazję rywalizować z Kazaszką podczas WTCC w Shenzhen. Podczas piątkowego spotkania w singlu lepsza okazała się Iga, wygrywając 6:3, 6:3. Teraz mistrzyni WTA Finals 2025 otrzymała szansę na rewanż.

    World Tennis Continental Cup: Iga Świątek/Valentin Vacherot – Jelena Rybakina/Andriej Rublow

    Mecz rozpoczął się od serwisu Vacherota. Już na “dzień dobry” polsko-monakijski duet musiał bronić break pointa. Rywale doprowadzili do decydującej akcji, ale ostatecznie to Iga i Valentin jako pierwsi objęli prowadzenie. Podczas kolejnego rozdania Rybakina oraz Rublow dopięli już jednak swego. Wypracowali sobie aż cztery okazje z rzędu na przełamanie przy podaniu Świątek. Trzecia z nich pozwoliła na uzyskanie przewagi breaka.

    Jelena oraz Andriej bardzo aktywnie pracowali przy siatce, wywierając presję na przeciwnikach. W następnych minutach Kazaszka oraz Rosjanin pilnowali wypracowanej różnicy. Okazja na zamknięcie partii otworzyła się już w dziewiątym gemie, kiedy to doprowadzili do decydującego punktu przy podaniu Vacherota. Monakijczyk przetrwał jednak wymianę i przedłużył jeszcze nadzieje swojego duetu na triumf w premierowej odsłonie.

    Po zmianie stron serwował Rublow. Wydawało się, że Andriej ma wszystko pod kontrolą, szybko wyszedł na 30-0. Później jednak Iga oraz Valentin rzucili się w pogoń. Zgarnęli trzy akcje z rzędu i niespodziewanie dostali dwie szanse na 5:5. Ostatecznie żadnej z nich nie udało się wykorzystać. Rosjanin doprowadził do setbola – ale tym razem przy własnym podaniu. W trakcie kluczowej wymiany Polka za bardzo podniosła piłkę, co umożliwiło Rybakinie wykończenie wymiany przy siatce. Dzięki temu to przeciwnicy Świątek wygrali partię 6:4.

    Druga część pojedynku przebiegała nieco inaczej. Na początku oba duety pilnowały swoich podań, ale wszystko zmieniło się w siódmym gemie. Wtedy to rywale znów “dobrali się” do serwisu Świątek. Zrobiło się 0-40 z perspektywy Polki, a to oznaczało cztery break pointy z rzędu. Tym razem już premierowa okazja została zamieniona w przełamanie.

    Rybakina i Rublow pewnie zmierzali w kierunku zakończenia spotkania na swoją korzyść. Znów mogli dopiąć swego w trakcie dziewiątego rozdania, posiadali dwa meczbole przy serwisie Vacherota. W kluczowych akcjach błysnęła przy siatce Iga. To właśnie raszynianka sprawiła, że jej team dorzucił czwarte “oczko” na swoje konto i presja zamykania starcia przeszła na podanie Andrieja.

    Pierwsze dwie akcje dziesiątego gema trafiły na konto Świątek i Vacherota. Chwilę później, po efektownym smeczu Rublowa, który przemknął tuż obok naszej reprezentantki, zrobiło się 30-30. Kolejny punkt trafił do Igi oraz Valentina. Dzięki temu, podobnie jak w pierwszym secie, pojawiły się dwie okazje dla polsko-monakijskiego duetu na 5:5. Kluczowe akcje powędrowały jednak do Jeleny i Andrieja. Najpierw tegoroczny mistrz z Szanghaju zaryzykował returnem i nie trafił w korytarz deblowy, a potem Rosjanin posłał asa. Po 71 minutach sędzia ogłosił zwycięstwo pary Rybakina/Rublow 6:4, 6:4. Taki rezultat oznacza, że drużyna Reszty Świata pokonała europejski team w całych rozgrywkach World Tennis Continental Cup. Aktualny wynik to 12-7.

    Dokładny zapis relacji z meczu Iga Świątek/Valentin Vacherot – Jelena Rybakina/Andriej Rublow jest dostępny TUTAJ.

    Iga Świątek: Gra dla reprezentacji Polski to zawsze ogromna przyjemność. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
    Dwie kobiety w sportowych strojach tenisowych na zbliżeniu, każda na osobnym planie, skupione podczas rywalizacji na korcie tenisowym.

    Iga Świątek i Jelena RybakinaMINAS PANAGIOTAKIS / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / ANNE-CHRISTINE POUJOULAT / AFPAFP
    Tenisista trzymający puchar w jednej ręce i bukiet kwiatów w drugiej, w tle duże flagi Chin oraz sylwetki ludzi w lekkim rozmyciu.

    Valentin VacherotHector RetamalAFP
    Andriej Rublow

    Andriej RublowTHOMAS COEX / AFPAFP

  • Elektryzujące starcie Świątek z Rosjaninem w Shenzhen. Wszystko jasne po 71 minutach gry

    Elektryzujące starcie Świątek z Rosjaninem w Shenzhen. Wszystko jasne po 71 minutach gry

    Organizatorzy World Tennis Continental Cup sprawili sporą niespodziankę kibicom i samym zawodnikom. Spotkanie gry mieszanej z udziałem Igi Świątek, które pierwotnie miało zostać rozegrane jako drugie w niedzielnym harmonogramie, ostatecznie otworzyło rywalizację tego dnia. Mecz rozpoczął się punktualnie o godz. 10:00 czasu polskiego. Polka wystąpiła w parze z Valentinem Vacherotem, a ich rywalami byli Jelena Rybakina i Andriej Rublow. Po dwóch setach lepsi okazali się reprezentanci drużyny Reszty Świata, zwyciężając 6:4, 6:4.

    Niedziela była finałowym dniem pokazowego turnieju World Tennis Continental Cup 2025, w którym drużyna Europy rywalizuje z zespołem Reszty Świata. Kilka godzin wcześniej Jelena Rybakina pokonała Belindę Bencić w singlu, co pozwoliło ekipie „globalnej” objąć prowadzenie 9:7 przed decydującą sesją. W planie znalazły się dwa ostatnie mecze, w tym mikst z udziałem wiceliderki rankingu WTA.

    Jeszcze zgodnie z pierwotnym planem Świątek miała pojawić się na korcie w drugim spotkaniu dnia, jednak tuż przed startem gier doszło do roszady. Mikst z udziałem Polki przesunięto na pierwszą pozycję. Partnerem raszynianki został Valentin Vacherot, który w tym sezonie sensacyjnie sięgnął po triumf w turnieju ATP Masters 1000 w Szanghaju.

    Po drugiej stronie siatki stanęli Jelena Rybakina oraz Andriej Rublow. Dla Świątek było to kolejne starcie z Kazaszką podczas WTCC – w piątek Polka wygrała z nią pojedynek singlowy 6:3, 6:3. Tym razem jednak Rybakina, w duecie z jednym z najlepszych rosyjskich tenisistów, dostała szansę na rewanż.

    World Tennis Continental Cup

    Iga Świątek / Valentin Vacherot – Jelena Rybakina / Andriej Rublow 4:6, 4:6

    Spotkanie rozpoczęło się od serwisu Vacherota i już w pierwszym gemie europejski duet musiał mierzyć się z kłopotami. Rywale wypracowali break pointa i doprowadzili do decydującej akcji, jednak ostatecznie to Świątek i Vacherot zapisali gema na swoim koncie. Chwilę później Rybakina i Rublow byli już skuteczniejsi. Przy podaniu Polki wypracowali aż cztery break pointy z rzędu i trzeci z nich dał im przełamanie.

    Kazasachsko-rosyjska para bardzo dobrze funkcjonowała przy siatce, regularnie wywierając presję na przeciwnikach. Wypracowana przewaga była konsekwentnie utrzymywana. Już w dziewiątym gemie pojawiła się szansa na zamknięcie seta – Rybakina i Rublow doprowadzili do decydującego punktu przy serwisie Vacherota. Monakijczyk zdołał jednak wyjść z opresji i przedłużył rywalizację.

    Po zmianie stron serwował Rublow. Rosjanin szybko objął prowadzenie 30:0 i wydawało się, że kontroluje sytuację, lecz Świątek i Vacherot zerwali się do walki. Zdobyli trzy punkty z rzędu i niespodziewanie mieli dwie okazje na odrobienie strat. Nie potrafili jednak ich wykorzystać. Rublow doprowadził do setbola, a w kluczowej wymianie Świątek zagrała zbyt wysoką piłkę, co bezlitośnie wykorzystała Rybakina, kończąc akcję przy siatce. Pierwsza partia padła łupem pary Reszty Świata 6:4.

    Drugi set miał bardziej wyrównany początek – oba duety pewnie wygrywały swoje gemy serwisowe. Przełom nastąpił w siódmym gemie, gdy Rybakina i Rublow ponownie zaatakowali podanie Świątek. Polka znalazła się w trudnym położeniu przy stanie 0:40, co oznaczało cztery break pointy. Tym razem rywale nie zmarnowali okazji i już przy pierwszej z nich uzyskali przełamanie.

    Od tego momentu kazachsko-rosyjski duet konsekwentnie zmierzał po zwycięstwo. W dziewiątym gemie mieli dwa meczbole przy serwisie Vacherota. W decydujących momentach znakomicie spisała się jednak Świątek, która kilkoma udanymi zagraniami przy siatce pozwoliła swojemu zespołowi zdobyć czwartego gema i przenieść presję na serwis Rublowa.

    Dziesiąty gem rozpoczął się od dwóch punktów wygranych przez Świątek i Vacherota. Chwilę później, po efektownym smeczu Rublowa, piłka minęła Polkę dosłownie o centymetry i zrobiło się 30:30. Następna akcja ponownie trafiła na konto europejskiego duetu, co dało im dwie szanse na doprowadzenie do remisu 5:5 – podobnie jak w pierwszym secie. Kluczowe punkty należały jednak do Rybakiny i Rublowa. Najpierw Vacherot zaryzykował returnem i posłał piłkę w korytarz deblowy, a chwilę później Rublow zakończył mecz asem serwisowym.

    Po 71 minutach gry sędzia ogłosił zwycięstwo pary Rybakina/Rublow 6:4, 6:4. Ten wynik przesądził o końcowym triumfie drużyny Reszty Świata w całym turnieju World Tennis Continental Cup. Aktualny bilans rywalizacji to 12:7 na korzyść globalnego zespołu.

  • As serwisowy zakończył nietypowy mecz Igi Świątek

    As serwisowy zakończył nietypowy mecz Igi Świątek

    Iga Świątek porażką kończy zmagania w turnieju pokazowym World Tennis Continental Cup w chińskim Shenzen. Polka w parze z Monakijczykiem Valentinem Vacherotem przegrali w starciu z Jeleną Rybakiną i Andriejem Rublowem.
    Iga Świątek i Valentin Vacherot
    fot. Canal+ Sport

    Iga Świątek miała za sobą trzy występy w turnieju pokazowym World Tennis Continental Cup w chińskim Shenzen. W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia wygrała z Jeleną Rybakiną 6:3, 6:3. Za to w sobotę niespodziewanie przegrała gładko 2:6, 3:6 z reprezentantką gospodarzy Xinyu Wang. Chwilę po tamtym spotkaniu w ramach rozrywki wystąpiła w nietypowym deblu do 10 wygranych punktów z udziałem kobiet rywalizujących na co dzień w tenisie na wózkach. 24-latka zagrała w duecie z Zhenzhen Zhu. Po drugiej stronie siatki zameldowały się Xinyu Wang oraz Ziying Wang. Świątek i Zhu zwyciężyły 10-2.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Iga Świątek przegrywa w mikście w World Tennis Continental Cup

    W niedzielny poranek polskiego czasu Iga Świątek w parze z Valentinem Vacherotem (zespół Europa) zmierzyli się w mikstowym starciu z Jeleną Rybakiną i Andriejem Rublowem (zespół Świat). Chociaż był to mecz w ramach turnieju pokazowego, to żadna z par nie zamierzała odpuszczać.

    Dla losów pierwszego seta kluczowy okazał się pierwszy gem serwisowy Igi Świątek przy wyniku 1:2. Chociaż Polka serwowała dobrze, to sporo błędów popełniał przy siatce jej monakijski partner. Co prawda przy wyniku 4:5 mieli piłkę na doprowadzenie do remisu, to nie wykorzystali tej szansy i po 34 minutach Rybakina i Rublow wygrali tego seta 6:4.

    Zobacz również: Najpierw porażka ze Świątek, a teraz taki wynik Rybakiny w hitowym starciu

    W drugiej partii także było wyrównanie, ale znowu nastąpiła powtórka z rozrywki. 3:3, serwis Igi Świątek i przełamanie do zera ze strony Rosjanina i Kazaszki. Ci wygrali kolejnego gema i mieli piłki meczowe przy serwisie Vacherota, ale wtedy Świątek dwoma kapitalnymi zagraniami uratowała sytuację. Dalej było jednak 4:5 i serwis Rublowa. Świątek i Vacherot znowu mieli okazje na wyrównanie, ale górę wzięła siłą i precyzja Rosjanina, który na koniec posłał asa serwisowego. Efekt? Rybakina i Rublow wygrali 6:4, 6:4 ze Świątek i Vacherotem.

    W rywalizacji Europa – Świat jest wynik 7:12. Ostatnim meczem turnieju będzie starcie Andrieja Rublowa z Flavio Cobollim. Czy do niego dojdzie? Nie wiadomo.

    Po zmaganiach w Chinach Igę Świątek czeka wylot do Australii, gdzie już po Nowym Roku rywalizować będzie w drużnowym United Cup, co będzie dla niej oficjalnym rozpoczęciem gry w nowym sezonie.