• Kłopoty Igi Świątek, łzy na jej twarzy! Nie dało się tego ukryć

    Kłopoty Igi Świątek, łzy na jej twarzy! Nie dało się tego ukryć

    Kłopoty Igi Świątek, łzy na jej twarzy! Nie dało się tego ukryć

    | aktualizacja 9 stycznia 2026, 08:40
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: x.com/z_kortu, Robert Prange/Getty Images / Getty Images)

    Choć Iga Świątek bardzo dobrze rozpoczęła zmagania w meczu United Cup z Mayą Joint, to w pewnym momencie byliśmy świadkami niepokojących scen. Kamery uchwyciły, jak podczas przerwy nasza tenisistka zaczęła płakać. Na szczęście szybko wstała i wróciła na kort, ale obawy pozostały. Wymowne, jak zachował się jej trener Wim Fissette.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Mecz Maya Joint — Iga Świątek to spotkanie otwierające starcie Australii z Polską. Od samego początku nasza tenisistka prezentowała się na korcie lepiej, jednak w pewnym momencie doszło do niepokojącej sytuacji.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Iga Świątek we łzach w meczu United Cup

    Nasza tenisistka bowiem rozpłakała się podczas przerwy między gemami. Do Świątek natychmiast podszedł Wim Fissette i Polka przez chwilę rozmawiała ze swoim trenerem. Nie znany jest powód tej sytuacji, jednak na szczęście nasza tenisistka wróciła na kort i wciąż prezentowała bardzo dobry poziom. Ostatecznie wygrała 6:1, 6:1 i dała Polsce cenny punkt. Po zakończeniu meczu nie została jednak zapytana o to zdarzenie na korcie.

    Relację z meczu Australia — Polska można śledzić w Przeglądzie Sportowym Onet.

  • Niebywałe sceny w Brisbane. Rosjanka oszołomiona. Kibice wyli ze śmiechu

    Niebywałe sceny w Brisbane. Rosjanka oszołomiona. Kibice wyli ze śmiechu

    W piątkowym ćwierćfinałowym meczu Mirry Andriejewej z Martą Kostiuk na turnieju WTA 500 w Brisbane doszło do niebywałej sceny. Próbę serwisu 18-letniej Rosjanki zakłócił bowiem – i to dwukrotnie – nadjeżdżający pociąg, co publiczność spuentowała głośnym śmiechem, który niósł się na korcie wraz z gromką owacją. Organizatorzy imprezy zamieścili w sieci nagranie z całego zajścia.
    Tenisistka w zielonej sportowej sukience wykonuje serwis na korcie, zbliżenie na jej twarz z wyrazem radości oraz uśmiechnięta sędzina siedząca przy mikrofonie.

    Kadry z meczu Mirra Andriejewa – Marta Kostiuk w Brisbanex.com @BrisbaneTennisESP/Twitter

    Turniej WTA 500 w Brisbane – stanowiący bezpośredni przedsmak wielkoszlemowego Australian Open – wchodzi w decydującą fazę. W piątek w walce o miejsce w półfinale doszło do wyjątkowego z geopolitycznego punktu widzenia starcia Rosjanki z Ukrainką. Na korcie spotkały się Mirra Andriejewa oraz Marta Kostiuk.

    Mecz rozpoczął się po myśli tej starszej z nich, a przy tym tej niżej notowanej. 26. w rankingu WTA Marta Kostiuk wygrała bowiem premierową partię, choć 9. obecnie rakieta świata stawiała jej zacięty opór, doprowadzając do tie-breaka. Lepsza była w nim reprezentantka Ukrainy, zwyciężając 9:7.

    WTA Brisbane. Kuriozalne sceny w meczu Mirra Andriejewa – Marta Kostiuk

    Poza wynikiem warte odnotowania są jednak także dość kuriozalne sceny, które rozegrały się w trakcie tego pojedynku.

    Wszystko rozegrało się w gemie serwisowym Mirry Andriejewej, która już podrzuciła piłeczkę i sposobiła się do wykonania podania. Przerwał jej jednak… sygnał dźwiękowy nadjeżdżającego pociągu, który rozległ się nad kortem.

    Publiczność spuentowała to zajście salwą śmiechu, podobnie jak pani arbiter, podczas gdy Rosjanka zdawała się nie dowierzać w to, co właśnie się stało. A to wcale nie był koniec.

    Przy drugim podejściu 18-latki do serwisu sytuacja się powtórzyła. A wówczas i Mirra Andriejewa nie kryła już rozbawienia. Kibice także dobrze się bawili, nie tylko śmiejąc się w głos, bo z trybun rozległy się także gromkie brawa.

    To jest niesamowite. Podziękowania dla ludzi z Queensland Rail za podtrzymywanie pogodnego nastroju!

    Iga Świątek – Maya Joint. Skrót meczuPolsat Sport
    Mirra Andriejewa

    Mirra AndriejewaIMAGO/nordphoto GmbH / Engler/Imago Sport and News/East NewsEast News
    Tenisistka w czerwonym stroju sportowym z daszkiem Nike, stoi na korcie i patrzy na swoją rękę z wyrazem skupienia na twarzy.

    Mirra AndriejewaGreg BAKERAFP
    Kobieta w sportowym stroju z łzami w oczach zakrywa usta jedną ręką, a drugą unosi w geście pożegnania lub podziękowania, na twarzy widoczne silne emocje.

    Marta KostiukMinas Panagiotakis / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

  • Nokaut w meczu Świątek! Łzy polskiej tenisistki. “Coś niepokojącego”

    Nokaut w meczu Świątek! Łzy polskiej tenisistki. “Coś niepokojącego”

    Iga Świątek pokonała Mayę Joint 6:1, 6:1 w meczu Polska – Australia w ramach ćwierćfinału turnieju United Cup! Polka miała absolutną przewagę nad rywalką, ale niepokojący był moment na początku meczu, gdy kamery pokazały, że Świątek płakała. Wspierał ją wtedy trener Wim Fissette. Komentator sugerował, że może przyczyną są problemy zdrowotne.
    Iga Świątek
    Reuters,

    W piątek polscy tenisiści przystąpili do ćwierćfinału drużynowego turnieju mieszanego United Cup. Mierzą się z gospodarzami zawodów, Australijczykami. W pierwszym meczu na kort wyszła Iga Świątek (2. WTA), by rywalizować z najlepszą obecnie Australijką, 19-letnią Mayą Joint (32.).

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”

    Początek meczu ułożył się świetnie dla naszej zawodniczki. Iga dobrze serwowała, grała agresywnie, dominowała w wymianach. Dzięki temu szybko przełamała Australijkę, odskakując na 3:1. Joint próbowała nadążać w wymianach, ale jej uderzenia były zbyt wolne i zbyt czytelne. Miejscowi kibice od początku starali się wspierać swoją reprezentantkę, ale niewiele to dawało.
    Świątek prowadzi, ale zaczyna płakać

    W przerwie między gemami przy stanie 2:1 kamery pokazały Świątek, która siedziała na ławce i wyglądało tak, jakby płakała. To też zasugerował komentujący w Polsacie Sport Dawid Olejniczak. – Może to jakaś kwestia zdrowotna, oby wszystko było ok – powiedział Olejniczak. Trener Wim Fissette stał obok i wspierał naszą tenisistkę, rozmawiał z nią. Ta otarła twarz ręcznikiem i po chwili wróciła do gry.

    “Iga prowadzi z przełamaniem, ale dzieje się coś niepokojącego. Wim Fissette wspiera swoją podopieczną. Oby wszystko było w porządku z naszą reprezentantką” – zauważył popularny profil “Z kortu” na X. “Iga Świątek przełamuje Mayę Joint na 2:1 i płacze. Oby to nie oznaczało, że coś ją boli, że to jakaś kontuzja” – dodał Łukasz Jachimiak ze Sport.pl.

    Pomimo tej sytuacji Iga Świątek dalej miała sporą przewagę nad Mayą Joint, ponownie przełamała jej podanie, podwyższając prowadzenie na 5:1. Jeśli źle się czuła, nie było tego widać w trakcie gry i wymian, nie przekładało się to na wynik spotkania. Mecz układał się po jej myśli.

    Australijka z kolei sporo psuła, nie była w stanie złapać rytmu. Grała nerwowo, oglądaliśmy szarpane uderzenia z jej strony, nie potrafiła zdominować faworytki, za słabo podawała, by postawić się Świątek. Po 27 minutach nasza tenisistka wygrała pierwszego seta gładko 6:1. – Pokaz siły! – podsumował komentator. Wyglądało to podobnie, jak w Seulu we wrześniu ubiegłego roku, gdy Świątek w półfinale rozbiła Joint 6:0, 6:2.

    – Ale dobrze gra Polka. Wydaje się, że jej taktyka polega na tym, by szybko przejmować inicjatywę, nie pozwolić rozpędzić się rywalce. Gra jak w transie, ależ występ – podkreślił Dawid Olejniczak. Kamery pokazały w pewnym momencie Wima Fissette’a, który sprawiał wrażenie bardzo zadowolonego z tego, co Świątek robiła na korcie.
    Sukces Świątek na początku meczu z Australią

    Joint nie zamierzała się poddawać. Początek drugiej partii to był najlepszy fragment spotkania w jej wykonaniu. Uratowała się przy własnym podaniu ze stanu 0:40, potem miała też break pointa przy serwisie rywalki. Polka zauważyła jednak, że należy unikać bekhendu Australijki i dzięki temu odzyskała kontrolę nad pojedynkiem. Przełamała Joint i wyszła po chwili na 4:1. Polka nie oddała już przewagi, rozbijając Australijkę 6:1, 6:1. To był jej doskonały występ, a łzy z początku meczu nie miały wpływu na jego przebieg.

    Wiceliderka rankingu ma fantastyczne statystyki w United Cup. Nie opuściła dotąd żadnej edycji imprezy rozgrywanej od 2023 roku. Wygrała w tym czasie 15 z 17 spotkań, a jedyne przegrane to z Jessicą Pegulą trzy lata temu w półfinale z USA oraz rok temu w finale z Coco Gauff, gdy także mierzyliśmy się z Amerykanami.

    Dzięki zwycięstwu Świątek reprezentacja Polski przybliżyła się do triumfu nad Australią i do awansu do półfinału United Cup. Po paniach na kort wyszli panowie. Hubert Hurkacz (83. ATP) przegrał jednak z Alexem de Minaurem (6.) 4:6, 6:4, 4:6. Na koniec rozegrany zostanie mikst. To on zdecyduje, kto zagra w następnej rundzie, w której czeka zespół USA.

  • Mirra Andriejewa pogrążona, niespodzianka w Brisbane. Rosjanka za burtą

    Mirra Andriejewa pogrążona, niespodzianka w Brisbane. Rosjanka za burtą

    Mirra Andriejewa musiała włożyć sporo wysiłku, by dotrzeć do ćwierćfinału turnieju WTA 500 w Brisbane, jednak ostatecznie zameldowała się w najlepszej ósemce imprezy. Na tym etapie jej rywalką była Marta Kostiuk, a rosyjsko-ukraińskie starcie na australijskich kortach zapowiadało się niezwykle interesująco. Scenariusz spotkania do złudzenia przypominał wcześniejszy mecz Andriejewej z Lindą Noskovą – Rosjanka ponownie przegrała pierwszego seta, a drugiego rozpoczęła w świetnym stylu. Później jednak inicjatywa stopniowo przechodziła na stronę Ukrainki i to 26. rakieta świata ostatecznie wyeliminowała 18-letnią sensację.

    W pozostałych ćwierćfinałach Aryna Sabalenka poradziła sobie z Madison Keys i o finał turnieju WTA 500 w Brisbane zmierzy się z Karoliną Muchovą, która sprawiła niespodziankę, eliminując Jelenę Rybakinę. Awans do półfinału wywalczyła również Jessica Pegula, pewnie pokonując Ludmiłę Samsonową 2:0. Amerykanka spokojnie czekała na wyłonienie swojej rywalki, którą ostatecznie została Marta Kostiuk po zwycięstwie nad Andriejewą.

    Rosjanka w trzeciej rundzie stoczyła bardzo wymagający bój z Lindą Noskovą. W trakcie tamtego meczu nie brakowało nerwowych reakcji z jej strony, momentami wyraźnie dawała upust emocjom. Kostiuk natomiast zaprezentowała się z doskonałej strony, eliminując turniejową „dwójkę” Amandę Anisimovą, co znacząco podniosło jej notowania przed starciem z kolejną wyżej notowaną przeciwniczką.

    Tie-break w pierwszym secie

    Pojedynek Andriejewej z Kostiuk rozpoczął się od pewnych punktów Ukrainki, która wygrała dwie pierwsze akcje. Chwilę później popełniła jednak błąd forhendowy, a następnie Rosjanka popisała się efektownym, praktycznie nie do obrony uderzeniem. Andriejewa dobrze radziła sobie przy returnie i miała nawet break pointa, lecz Kostiuk zdołała wyjść z opresji. Jej gra była jednak nierówna – efektowne zagrania przeplatała prostymi błędami. Przy stanie 1:1 zachwyciła skrótem, by chwilę później popełnić podwójny błąd serwisowy. Mimo to ostatecznie obroniła podanie.

    Kolejne gemy przebiegały zgodnie z serwisem aż do momentu, gdy to Kostiuk jako pierwsza przełamała rywalkę i wyszła na prowadzenie 5:3. Serwując po zwycięstwo w secie, nie wykorzystała jednak okazji. Andriejewa wyraźnie podkręciła tempo, odrobiła stratę i pozostała w grze o triumf w partii. W następnym gemie, mimo problemów z pierwszym podaniem, doprowadziła do remisu 5:5.

    Rosjanka, triumfatorka ubiegłorocznych turniejów w Brisbane i Dubaju, wywierała presję również przy serwisie rywalki. Niewiele brakowało, by forhendem wzdłuż linii wypracowała break pointa, jednak minimalnie się pomyliła. Chwilę później zmusiła Kostiuk do błędu, ale i tak nie zdołała jej przełamać – jedenasty gem zakończył się uderzeniem Andriejewej w siatkę. Kilka minut później doprowadziła do tie-breaka, w którym lepsza okazała się jednak Ukrainka, pieczętując zwycięstwo w pierwszym secie.

    Druga partia pod dyktando Kostiuk

    Podobnie jak w meczu z Noskovą, Andriejewa po przegranym pierwszym secie rozpoczęła drugą partię bardzo mocno. Szybko objęła prowadzenie 2:0, ale przewagi nie potrafiła utrzymać. Kostiuk natychmiast odpowiedziała przełamaniem i wciąż trzymała młodszą rywalkę na krótkiej smyczy. Bezbłędnie rozegrała własny gem serwisowy i na tablicy wyników pojawił się remis 2:2.

    Utrata prowadzenia wyraźnie podcięła skrzydła Andriejewej. Co prawda w piątym gemie zdołała obronić break pointa, jednak przy kolejnym własnym podaniu skapitulowała. Przy stanie 4:3 i swoim serwisie Kostiuk stanęła przed ogromną szansą, by zrobić decydujący krok w stronę zwycięstwa.

    Sama jednak na moment skomplikowała sobie sytuację – przy stanie 30:30 uderzyła w siatkę i z frustracji przysiadła na korcie. Chwilę później odzyskała jednak pełną koncentrację. Dobiegła do siatki i potężnym uderzeniem zakończyła akcję, a następnie forhendem i precyzyjnym bekhendem domknęła gema. Wyraźnie napędzona sukcesem, przy podaniu Andriejewej szybko przejęła kontrolę nad wymianami i przypieczętowała zwycięstwo w secie oraz całym meczu wynikiem 7:6(7), 6:3.

    Dla Mirry Andriejewej oznaczało to koniec przygody z turniejem w Brisbane, natomiast Marta Kostiuk mogła cieszyć się z jednego z cenniejszych zwycięstw w karierze i awansu do półfinału prestiżowej imprezy.

  • Nokaut w meczu Świątek! Łzy polskiej tenisistki. “Coś niepokojącego”

    Nokaut w meczu Świątek! Łzy polskiej tenisistki. “Coś niepokojącego”

    Iga Świątek pewnie pokonała Mayę Joint 6:1, 6:1 w pierwszym meczu ćwierćfinałowego starcia Polska – Australia w turnieju United Cup. Wynik i przebieg spotkania jednoznacznie wskazywały na pełną dominację wiceliderki rankingu WTA, choć na początku meczu kibice mogli poczuć niepokój. Kamery uchwyciły bowiem moment, w którym Polka siedząc na ławce, wyglądała na zapłakaną. Natychmiast wsparcia udzielił jej trener Wim Fissette, a komentatorzy zaczęli zastanawiać się, czy przyczyną nie są problemy zdrowotne.

    W piątkowym ćwierćfinale drużynowych rozgrywek United Cup Biało-Czerwoni mierzą się z gospodarzami turnieju – reprezentacją Australii. Jako pierwsza na kort wyszła Iga Świątek (2. WTA), która zmierzyła się z 19-letnią Mayą Joint (32. WTA), obecnie najwyżej notowaną Australijką.

    Od pierwszych piłek było widać wyraźną różnicę klas. Świątek świetnie serwowała, grała agresywnie i szybko przejmowała inicjatywę w wymianach. Już na początku przełamała rywalkę i objęła prowadzenie 3:1. Joint starała się dotrzymywać kroku Polce, jednak jej uderzenia były zbyt wolne i przewidywalne, by realnie zagrozić faworytce. Australijska publiczność głośno dopingowała swoją zawodniczkę, ale nie przekładało się to na wydarzenia na korcie.

    Chwile niepokoju pojawiły się przy stanie 2:1 dla Świątek. W przerwie między gemami realizator transmisji pokazał Polkę siedzącą na ławce – wyglądało na to, że ma łzy w oczach. – Może to jakaś kwestia zdrowotna, oby wszystko było w porządku – komentował na antenie Polsatu Sport Dawid Olejniczak. Obok tenisistki natychmiast pojawił się Wim Fissette, który rozmawiał z podopieczną i wyraźnie ją wspierał. Po chwili Świątek otarła twarz ręcznikiem i wróciła do rywalizacji.

    Sytuacja odbiła się szerokim echem w mediach społecznościowych. – Iga prowadzi z przełamaniem, ale dzieje się coś niepokojącego. Oby wszystko było w porządku z naszą reprezentantką – napisał profil „Z kortu” na platformie X. Podobne obawy wyraził Łukasz Jachimiak ze Sport.pl, sugerując, że łzy mogą oznaczać uraz lub dyskomfort fizyczny.

    Na korcie jednak nie było widać żadnych oznak słabości. Świątek grała coraz pewniej, ponownie przełamała Joint i szybko odskoczyła na 5:1. Jeśli rzeczywiście coś ją niepokoiło, nie miało to żadnego wpływu na jakość gry. Australijka popełniała coraz więcej błędów, była wyraźnie zestresowana i nie potrafiła złapać rytmu. Po zaledwie 27 minutach Polka zamknęła pierwszego seta wynikiem 6:1. – Pokaz siły – podsumował komentator.

    Spotkanie przypominało ich wcześniejszy pojedynek z września ubiegłego roku w Seulu, gdy Świątek w półfinale rozbiła Joint 6:0, 6:2. – Iga gra jak w transie, od razu przejmuje inicjatywę i nie pozwala rywalce się rozpędzić – podkreślał Olejniczak. Kamery często pokazywały też Wima Fissette’a, który z wyraźnym zadowoleniem obserwował poczynania swojej zawodniczki.

    Na początku drugiego seta Joint pokazała się z nieco lepszej strony. Obroniła własny serwis ze stanu 0:40, a chwilę później wypracowała nawet break pointa przy podaniu Polki. Świątek szybko jednak skorygowała taktykę, zaczęła omijać bekhend Australijki i ponownie przejęła kontrolę nad spotkaniem. Przełamanie dało jej prowadzenie 4:1, którego już nie oddała. Druga partia zakończyła się identycznym wynikiem – 6:1.

    Był to znakomity występ wiceliderki rankingu WTA, a emocjonalny moment z początku meczu nie miał żadnego wpływu na jego przebieg. Świątek potwierdziła też swoją świetną passę w United Cup. Od startu rozgrywek w 2023 roku wygrała 15 z 17 spotkań. Jedynych porażek doznała w półfinale z USA przeciwko Jessice Peguli oraz w zeszłorocznym finale z Coco Gauff.

    Zwycięstwo Świątek znacząco przybliżyło Polskę do wygranej z Australią i awansu do półfinału. Teraz na kort wyjdą panowie – Hubert Hurkacz (83. ATP) zmierzy się z Alexem de Minaurem (6. ATP). Jeśli Polak wygra, Biało-Czerwoni zapewnią sobie awans bez konieczności rozgrywania miksta. W półfinale na zwycięzcę tego starcia czeka już reprezentacja Stanów Zjednoczonych.

  • Na Nawrockiego czeka ustawa pułapka. Rząd już zdecydował

    Na Nawrockiego czeka ustawa pułapka. Rząd już zdecydował

    Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o sporcie. To już kolejne podejście do zmian w tym obszarze prawa – poprzednia wersja, przygotowana jeszcze za kadencji ministra Sławomira Nitrasa, nie weszła w życie z powodu sprzeciwu prezydenta Andrzeja Dudy. W nowym projekcie usunięto zapisy budzące największe kontrowersje, choć nie oznacza to wcale, że ustawa bez problemów uzyska podpis obecnej głowy państwa, Karola Nawrockiego.

    Projekt nowelizacji był procedowany w środę i został formalnie przyjęty na posiedzeniu rządu. Teraz trafi do Sejmu, gdzie rozpocznie się dalszy etap prac legislacyjnych.

    Większe wsparcie dla matek w kadrze narodowej

    Jedna z kluczowych zmian dotyczy zawodniczek reprezentacji narodowych, które zdecydowały się na macierzyństwo. Zgodnie z nowymi przepisami okres pobierania stypendium po urodzeniu dziecka zostanie wydłużony z sześciu miesięcy do pełnego roku. Co więcej, zmienia się również jego wysokość – zamiast dotychczasowych 50 procent, zawodniczki mają otrzymywać 81,5 procent wcześniej przyznanego świadczenia. To rozwiązanie ma poprawić bezpieczeństwo finansowe sportsmenek i ułatwić im powrót do rywalizacji na najwyższym poziomie.

    Sędziowie jak funkcjonariusze publiczni

    Druga istotna zmiana dotyczy ochrony prawnej sędziów sportowych. Nowelizacja zakłada objęcie arbitrów taką samą ochroną, jaka przysługuje funkcjonariuszom publicznym. W praktyce oznacza to, że wszelkie przypadki znieważenia, gróźb czy ataków fizycznych wobec sędziów nie będą już ścigane z oskarżenia prywatnego. Po wejściu ustawy w życie każde takie przestępstwo będzie ścigane z urzędu, a prokuratura podejmie działania z chwilą uzyskania informacji o podejrzeniu popełnienia czynu zabronionego.

    O takie rozwiązanie środowisko sędziowskie apelowało od lat, zwłaszcza arbitrzy piłkarscy, którzy szczególnie często spotykają się z agresją – zarówno słowną, jak i fizyczną. Problem ten jest najbardziej widoczny w niższych klasach rozgrywkowych, gdzie poziom zabezpieczenia meczów jest nieporównywalnie mniejszy niż w ekstraklasie czy I lidze.

    Nowe kompetencje Instytutu Sportu

    Trzeci filar nowelizacji dotyczy rozszerzenia uprawnień Instytutu Sportu – Państwowego Instytutu Badawczego w zakresie finansowania przygotowań kadr narodowych. Chodzi o sytuacje, w których związek sportowy nie jest w stanie samodzielnie ponosić kosztów funkcjonowania reprezentacji.

    Takie problemy pojawiły się m.in. w ubiegłym roku, gdy reprezentacja Polski hokeistek miała wziąć udział w olimpijskim turnieju kwalifikacyjnym w Japonii. Polski Związek Hokeja na Lodzie, pogrążony w poważnych kłopotach finansowych, nie dysponował odpowiednimi środkami. Ministerstwo Sportu mogło przekazać pieniądze, ale nie bezpośrednio na konto związku, ponieważ te środki zostałyby zajęte przez komornika. – W Polsce są związki sportowe z zadłużeniem i zobowiązaniami egzekucyjnymi, których nie mogę finansować – tłumaczył wówczas Sławomir Nitras.

    Wcześniej podobne sytuacje rozwiązywano poprzez współpracę z Polskim Komitetem Olimpijskim, który pośredniczył w finansowaniu kadr. Konflikt Nitrasa z prezesem PKOl Radosławem Piesiewiczem sprawił jednak, że minister nie chciał korzystać z tej ścieżki. Ostatecznie wyjazd hokeistek sfinansował Śląski Związek Hokeja, który otrzymał dotację z resortu.

    Dlaczego Duda powiedział „nie” i dlaczego Nawrocki może mieć dylemat

    Rozszerzone kompetencje Instytutu Sportu znalazły się już w poprzedniej wersji nowelizacji, przygotowanej za czasów Nitrasa. Projekt przeszedł przez parlament, ale prezydent Andrzej Duda odmówił jego podpisania i skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Jego sprzeciw dotyczył przede wszystkim zapisów o parytetach płci we władzach związków sportowych oraz obowiązkowym udziale przedstawicieli kadr narodowych w zarządach. Zdaniem prezydenta były to regulacje zbyt głęboko ingerujące w konstytucyjną wolność zrzeszania się. Dodatkowo za niespełnienie tych wymogów groziły związkom dotkliwe sankcje finansowe.

    W nowym projekcie kontrowersyjnych zapisów już nie ma, ale to wcale nie gwarantuje spokojnej drogi do podpisu prezydenta. Po pierwsze, nie ma pewności, czy Sejm nie wprowadzi do ustawy kolejnych poprawek. Po drugie, sporo emocji może wzbudzić kwestia ochrony sędziów w kontekście zachowań kibiców. Choć nikt nie zamierza ścigać fanów za hasła w rodzaju „sędzia kalosz”, to już popularne przyśpiewki sugerujące korupcję arbitra mogą zostać uznane za znieważenie funkcjonariusza publicznego podczas wykonywania obowiązków – a to przestępstwo ścigane z urzędu.

    W efekcie prezydent Karol Nawrocki może znaleźć się w trudnym położeniu. Z jednej strony trudno podważać potrzebę lepszej ochrony sędziów, szczególnie w piłce nożnej. Z drugiej – jako deklarowany kibic Lechii Gdańsk, może narazić się środowisku fanów, dla których nowe przepisy oznaczają koniec bezkarności zachowań dotychczas tolerowanych na trybunach.

  • Niebywały występ Świątek. Czekała na to 784 dni. “Nie jest w stanie”

    Niebywały występ Świątek. Czekała na to 784 dni. “Nie jest w stanie”

    Jednostronny półfinał i zapowiedź rewanżu. Joint znów na drodze Świątek

    We wrześniu, w półfinale turnieju WTA w Seulu, Iga Świątek nie pozostawiła Mai Joint najmniejszych złudzeń, zwyciężając 6:0, 6:2. Był to wyjątkowy dzień dla Polki – po raz pierwszy od ponad dwóch lat wygrała dwa mecze jednego dnia w imprezie rangi WTA. Teraz Australijka stanie przed szansą rewanżu. W piątek obie tenisistki zmierzą się w ćwierćfinale drużynowego United Cup.

    Reprezentacja Polski bez większych problemów wygrała grupę F turnieju United Cup 2026 rozgrywanego w Australii. Biało-Czerwoni pokonali zarówno Niemców, jak i Holendrów po 3:0 i pewnie zameldowali się w fazie pucharowej. W ćwierćfinale ich rywalami będą gospodarze, a to oznacza m.in. singlowy pojedynek Igi Świątek, wiceliderki rankingu WTA, z 19-letnią Mają Joint, obecnie 32. rakietą świata.

    Dotychczas Świątek i Joint spotkały się tylko raz – właśnie 20 września 2025 roku w Seulu. Tamto starcie było popisem Polki, która wygrała 6:0, 6:2 w zaledwie 67 minut. Co więcej, kilka godzin wcześniej Świątek rozegrała jeszcze jeden mecz, pokonując Barborę Krejcikovą 6:0, 6:3. Był to pierwszy od 784 dni przypadek, gdy Iga jednego dnia wyszła na kort dwukrotnie w turnieju WTA. Wcześniej podobna sytuacja miała miejsce podczas Poland Open w Warszawie w lipcu 2023 roku, gdy w półfinale ograła Janinę Wickmayer, a następnie w finale Laurę Siegemund.

    Joint bez argumentów

    W Korei Południowej zupełnie nie było widać po Świątek zmęczenia wcześniejszym spotkaniem. W pierwszym secie meczu z Joint trzykrotnie przełamała serwis Australijki, nie musiała bronić ani jednego break pointa, a cała partia trwała zaledwie 25 minut. Przyczyn tak jednostronnego przebiegu nie miał wątpliwości komentujący to spotkanie trener Dawid Celt.

    – Z takim wprowadzaniem piłki do gry ona nie będzie w stanie zagrozić Idze. Tam nie ma prędkości na serwisie, jest tylko wprowadzanie piłki. Iga nie odczuwa żadnej presji – oceniał na antenie Canal+ Sport. Po kolejnym przełamaniu dodawał wprost, że Joint nie jest w stanie postawić się Polce ani serwisem, ani fizycznością, a wynik w pełni oddaje różnicę poziomów. W pierwszym secie Świątek zdobyła aż 25 punktów, przy zaledwie dziewięciu rywalki.

    Druga partia była nieco bardziej wyrównana. Joint rozpoczęła ją od utrzymania serwisu i zdołała nawet przełamać Polkę. Świątek jednak odpowiedziała z nawiązką, przełamując Australijkę trzykrotnie. Komentatorzy zwracali uwagę, że młoda zawodniczka z Antypodów nie wytrzymuje tempa narzucanego przez Polkę. W pewnym momencie Iga poczuła się na tyle swobodnie, że zdecydowała się na skrót – zagranie, z którego rzadko korzysta w oficjalnych meczach. Punktu co prawda nie zdobyła, ale jak zauważył Maciej Zaręba, sama próba była dowodem pełnej kontroli nad spotkaniem. Chwilowa strata serwisu nie wybiła jej z rytmu.

    Warto dodać, że również Joint miała tamtego dnia w nogach dwa spotkania. Dwie godziny wcześniej sensacyjnie pokonała Clarę Tauson 6:0, 6:3, przez co kibice stracili szansę na rewanż Świątek z Dunką za porażkę w Montrealu. Awans Australijki do półfinału był jednak w pełni zasłużony. Sezon 2025 był dla niej przełomowy, choć w starciu z Igą zabrakło jej argumentów.

    Gwiazda młodego pokolenia

    Joint jest jedną z największych rewelacji ostatnich dwunastu miesięcy. Sezon zaczynała jako 118. tenisistka świata, a zakończyła go już na 32. pozycji. Dotarła do półfinału turnieju WTA w Hobart, ćwierćfinału w Meridzie, a także wygrała imprezy w Rabacie i Eastbourne. W tym ostatnim finale po dramatycznym tie-breaku 12:10 pokonała Alexandrę Ealę. Jesienią dołożyła półfinały w Seulu i Hongkongu, co pozwoliło jej zostać pierwszą rakietą Australii, wyprzedzając m.in. Darię Kasatkinę, byłą zawodniczkę top 10.

    Czas na rewanż?

    Kilka dni temu Joint zadebiutowała w United Cup. W meczu z Czechami przegrała z Barborą Krejcikovą 4:6, 1:6, a wcześniej z powodu choroby nie zagrała przeciwko Norwegii. Wszystko wskazuje jednak na to, że jest już gotowa do gry, bo Australijczycy zapowiedzieli jej występ w piątkowym ćwierćfinale ze Świątek.

    Polka będzie wyraźną faworytką, ale musi zachować czujność. Młode zawodniczki potrafią rozwijać się bardzo szybko, co Świątek odczuła niedawno w meczu z Ewą Lys. Wcześniej ogrywała Niemkę bardzo łatwo, tym razem jednak zwycięstwo przyszło dopiero po trzysetowej walce.

    Rywalizacja Australia – Polska rozpocznie się od singla pań. Następnie na kort wyjdą Hubert Hurkacz i Alex de Minaur, a na koniec zaplanowano miksta. Po stronie gospodarzy zagrać mają Storm Hunter i John-Patrick Smith, natomiast w polskiej ekipie zgłoszeni są Iga Świątek i Hubert Hurkacz, choć kapitanowie mogą jeszcze dokonać zmian. Początek ćwierćfinału o 7.30 czasu polskiego, transmisja w Polsacie Sport.

  • Początek roku, a Sabalenka robi coś takiego w Australii

    Początek roku, a Sabalenka robi coś takiego w Australii

    Aryna Sabalenka idzie jak burza w swoim pierwszym turnieju w nowym sezonie. Liderka światowego rankingu miała teraz najtrudniejszą rywalkę na swojej drodze, ale i tak poradziła sobie z nią bez większych problemów. Białorusinka pokonała Madison Keys w dwóch setach 6:3, 6:3 i pewnym krokiem weszła do półfinału turnieju rangi WTA 500 w Brisbane.
    Aryna Sabalenka pokonała w ćwierćfinale turnieju w Brisbane Madison Keys
    https://x.com/WTA/status/2009495308821254206 (Screen)

    Aryna Sabalenka z łatwością pokonała wcześniej Hiszpankę Cristinę Bucsę i Rumunkę Soranę Cirsteę. Wygląda na to, że przyjechała do Brisbane, będąc w naprawdę dobrej dyspozycji.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Sabalenka idzie jak burza w Brisbane

    Rywalką Białorusinki w ćwierćfinale była Madison Keys. Amerykanka nie ma przekonującego startu sezonu. Już w meczu 1/8 finału straciła seta, grała nierówno z Dianą Sznajder. Podobnie było w pierwszych gemach meczu z Sabalenką. Triumfatorka zeszłorocznego Australian Open mogła zostać przełamana już na starcie, ale obroniła break pointa. W czwartym gemie pierwszego seta sama mogła przełamać rywalkę, jednak Sabalenka przetrwała ten moment. Kolejny gem był rozgrywany na przewagi, skończył się pomyślnie dla Keys.

    Sabalenka wyczuła, że musi wrzucić wyższy bieg, narzucić intensywniejsze tempo, jeśli chciała zacząć dominować na korcie. Tak też zrobiła. W siódmym gemie doszło do przełamania, zbudowała przewagę podania. W dziewiątym miała trzy break pointy na seta. Keys dzielnie się broniła, mimo słabszego momentu w polu serwisowym. W całym pierwszym secie popełniła aż siedem podwójnych błędów. Ostatecznie set padł łupem Sabalenki 6:3.

    Druga partia zaczęła się od szybkiego przełamania Sabalenki przez Keys. To zwiastowało większe emocje. Ale Białorusinka zdołała się odgryźć, w mgnieniu oka doprowadziła do wyrównania, a kilka minut później kolejny raz przełamała Keys. Amerykanka złapała nieoczekiwanie kontakt, odłamując w piątym gemie.

    Ale potem widzieliśmy rozpędzoną Sabalenkę tak jak w drugiej części pierwszego seta. Mieliśmy kolejne przełamanie, pierwszy meczbol już w ósmym gemie. Keys obroniła jednak tę piłkę i przedłużyła swoje nadzieje w tym meczu. Ale w dziewiątym Sabalenka docisnęła Amerykankę do ściany, wygrywając do zera, całego seta 6:3 i mecz 2:0. To był udany rewanż za zeszłoroczny finał Australian Open.

    Zobacz też: Media: Lewandowski na wylocie?! “Flick i Laporta naciskają”

    W półfinale rywalką liderki światowego rankingu będzie Karolina Muchova. Czeszka pokonała Jelenę Rybakinę w trzech setach 6:2, 2:6, 6:4.

  • Kaczyńskiemu wyrasta rywal, prezes PiS ostrzega. Odsłaniamy kulisy

    Kaczyńskiemu wyrasta rywal, prezes PiS ostrzega. Odsłaniamy kulisy

    Kaczyński ostrzega przed Braunem. W PiS narasta niepokój o prawą flankę i relacje z USA – kulisy

    Jarosław Kaczyński coraz uważniej przygląda się rosnącym notowaniom Grzegorza Brauna. Jak wynika z rozmów z politykami Prawa i Sprawiedliwości, prezes partii realnie obawia się wzmocnienia ugrupowania Korony Polskiej i wprost przestrzega swoich posłów przed jakimikolwiek rozważaniami o przyszłej współpracy. W jego ocenie taki sojusz mógłby poważnie zaszkodzić relacjom Polski ze Stanami Zjednoczonymi. W samym PiS słychać jednak głosy, że poświęcanie Braunowi tak dużej uwagi może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego.

    Apel o jedność w cieniu partyjnych sporów

    Podczas ostatniego wyjazdowego posiedzenia klubu parlamentarnego PiS Jarosław Kaczyński znaczną część wystąpienia poświęcił kwestii jedności i konieczności „zwierania szeregów”. Była to wyraźna reakcja na ostatnie tygodnie, w których wewnętrzne napięcia w partii osiągnęły niespotykany dotąd poziom. Rywalizujące ze sobą frakcje zaczęły atakować się publicznie, często w bardzo ostrym tonie, a prezes – jak przyznają sami politycy PiS – miał coraz większy problem z opanowaniem sytuacji.

    W partyjnych kuluarach liczono, że przerwa świąteczno-noworoczna pozwoli na chwilowe wyciszenie emocji. Rzeczywistość szybko jednak zweryfikowała te nadzieje.

    Seria spotkań prezesa PiS

    Zanim doszło do posiedzenia klubu, odbyło się spotkanie prezydium komitetu politycznego PiS. Jeszcze wcześniej, tuż po Nowym Roku, Jarosław Kaczyński spotkał się na długą rozmowę w cztery oczy z Mateuszem Morawieckim. Wszystkie te działania miały jeden cel: ograniczenie konfliktu pomiędzy obozem byłego premiera a jego wewnątrzpartyjnymi przeciwnikami, którzy nie chcą widzieć Morawieckiego ani w roli jednego z liderów, ani tym bardziej jako potencjalnego kandydata na premiera.

    Prezes postanowił rozegrać sprawę po swojemu. Oświadczył, że to nie jest moment na rozstrzyganie personalnych ambicji i wybór kandydata na szefa rządu, bo priorytetem powinna być praca programowa. Podkreślał, że w PiS jest „miejsce dla różnych skrzydeł” i że partia musi „grać na różnych fortepianach”, traktując wewnętrzne różnice jako atut, a nie problem.

    Czy te słowa uspokoiły sytuację? – Spór nie zniknie, najwyżej na chwilę ucichnie – mówi jeden z polityków PiS. – Prezes chciał przede wszystkim pokazać jedność: stąd oświadczenie po prezydium i późniejsze wystąpienie na klubie w tonie apelującym o wspólny marsz – dodaje.

    Demonstracja jedności i chłodne nastroje

    W publicznym oświadczeniu Kaczyński zapewniał, że prace programowe będą oczywiście generować dyskusje, ale „z całą pewnością nie będą to dyskusje prowadzące do napięć czy rozłamów”. – To są marzenia naszych przeciwników i one się nie spełnią – przekonywał.

    Obok prezesa stanęli wszyscy wiceprezesi partii, w tym także ci najbardziej skonfliktowani: Mateusz Morawiecki, Joachim Brudziński, Przemysław Czarnek, Tobiasz Bocheński, Elżbieta Witek i Patryk Jaki. Obrazek miał symbolizować jedność, choć – jak przyznają sami posłowie – nastroje w partii dalekie są od euforii.

    Wyjazdowe posiedzenie klubu odbyło się w Sękocinie, w tym samym miejscu, gdzie w lipcu ubiegłego roku parlamentarzyści PiS spotykali się z Karolem Nawrockim, krótko po wygranych wyborach prezydenckich. – Wtedy była euforia i poczucie, że jesteśmy na fali. Teraz atmosfera była zdecydowanie chłodniejsza – relacjonuje jeden z posłów, obecny na obu spotkaniach.

    Braun jako temat numer jeden

    Z rozmów z parlamentarzystami PiS wynika, że szczególnie mocno wybrzmiał jeden wątek: jednoznaczne odcięcie się od Grzegorza Brauna i wykluczenie jakiejkolwiek powyborczej współpracy.

    – Prezes mówił wprost, że koalicja z Braunem nie wchodzi w grę. Mamy nie atakować jego wyborców, nie wdawać się w niepotrzebne spory, ale od samego Brauna i jego formacji mamy się wyraźnie dystansować – opowiada jeden z posłów.

    Inny rozmówca podkreśla, że Kaczyński ponownie odwoływał się do argumentu relacji międzynarodowych. – Wprost mówił, że współpraca z Braunem oznaczałaby poważny kryzys w relacjach polsko-amerykańskich. Powoływał się nawet na rozmowę z wysoko postawionym przedstawicielem administracji USA, który miał go przed tym ostrzegać – słyszymy.

    Przekaz był jasny: PiS powinno zrobić wszystko, by po wyborach w 2027 roku nie znaleźć się w sytuacji, w której głosy ugrupowania Brauna byłyby niezbędne do stworzenia większości.

    Spór wewnątrz PiS i satysfakcja jednej frakcji

    Słowa prezesa zostały z zadowoleniem przyjęte przez zwolenników Mateusza Morawieckiego. Przypominają oni, że o ewentualnej koalicji z Braunem publicznie mówił Jacek Sasin, uważany za głównego oponenta byłego premiera w partyjnych rozgrywkach.

    – Jeśli wyborcy zdecydują, że partia Grzegorza Brauna wejdzie do Sejmu i okaże się, że bez niej nie da się zbudować większości, to trzeba będzie to poważnie rozważyć – mówił jakiś czas temu Sasin w TVN24, dodając, że wolałby Brauna niż Donalda Tuska.

    Kim są wyborcy Brauna i czego boi się PiS

    Obawy Kaczyńskiego mają związek z sondażami. W najnowszym badaniu United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna uzyskała 9,7 proc. poparcia, zajmując czwarte miejsce – za Koalicją Obywatelską (30,9 proc.), PiS (25,9 proc.) oraz Konfederacją Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka (11,2 proc.).

    PiS analizowało przepływy elektoratu i – jak twierdzą partyjni politycy – nie są one masowe. – Wyborcy Brauna to inny profil: młodsi, głównie mężczyźni, bardzo radykalni i antysystemowi – mówi jeden z rozmówców. Wskazuje, że elektorat Korony Polskiej składa się z byłych wyborców Konfederacji, sympatyków drobnych radykalnych ugrupowań, takich jak Polska Jest Jedna, oraz części wyborców PiS.

    – My nie tracimy dlatego, że ludzie masowo przechodzą do Brauna. Tracimy, bo nasi wyborcy deklarują, że nie pójdą na wybory albo nie wiedzą, na kogo głosować. I to o nich powinniśmy walczyć – przekonuje polityk PiS. – Niepotrzebnie prezes poświęca Braunowi tyle uwagi, bo tylko go w ten sposób wzmacnia – dodaje.

    Dlaczego Kaczyński reaguje tak ostro?

    Zdaniem rozmówców powodów jest kilka. – Prezes nie lubi, gdy coś wyrasta mu po prawej stronie. Do tego dochodzi obawa o relacje z Amerykanami i przekonanie, że sklejanie PiS z Braunem to element strategii Donalda Tuska – wylicza jeden z polityków.

    Jedno jest pewne: Jarosław Kaczyński chce, by przekaz był jednoznaczny. – Mówił bardzo twardo, że Braun nie może być naszym sojusznikiem i wyraźnie zależało mu, by to mocno wybrzmiało – podsumowuje poseł PiS.

    Kamila Baranowska

  • Nawrocki ma do podpisania ustawę pułapkę. Może postąpić inaczej Duda

    Nawrocki ma do podpisania ustawę pułapkę. Może postąpić inaczej Duda

    Rząd przyjął nowelizację ustawy o sporcie. Poprzedni projekt, który firmował swoim nazwiskiem poprzedni minister sportu Sławomir Nitras, nie wszedł w życie z powodu sprzeciwu prezydenta Andrzeja Dudy. Z nowego zniknęły kwestionowane zapisy, co jednak nie znaczy, że ustawę podpisze prezydent Karol Nawrocki.
    Karol Nawrocki podczas pielgrzymki kibiców na Jasnej Górze. 11 stycznia 2025 roku
    Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

    Rząd projektem nowelizacji ustawy o sporcie zajął się w środę. Ustawa została przyjęta na posiedzeniu Rady Ministrów i skierowana do dalszych prac w sejmie.
    Sędziowie zyskają większą ochronę

    Najważniejsze zmiany dotyczą trzech kwestii. Po pierwsze: ustawa poprawia sytuację zawodniczek kadry narodowej, które zdecydowały się urodzić dziecko. Według nowych przepisów będą one dostawać stypendium nie przez sześć miesięcy, jak dotąd, ale przez cały rok. W dodatku kwota będzie wynosiła 81,5 procent wcześniejszej wysokości stypendium, a nie, jak do tej pory, 50 procent.

    Drugą ważną zmianą jest objęcie sędziów sportowych taką samą ochroną prawną, jak funkcjonariuszy publicznych. Oznacza to, że arbitrzy, którzy zostaną zaatakowani fizycznie lub słownie, albo pod ich adresem zostaną skierowane groźby, nie będą musieli ścigać winowajców z oskarżenia prywatnego jak do tej pory. Każde przestępstwo wobec sędziów będzie od chwili wejścia ustawy w życie ścigane z urzędu. To znaczy, że prokuratura podejmie działanie z chwilą, gdy dowie się o podejrzeniu popełnienia czynu zabronionego wobec sędziego.

    O tego typu rozwiązanie już dawno apelowali arbitrzy piłkarscy, którzy najczęściej spotykają się ze słowną i fizyczną agresją na boiskach. Problem dotyczy przede wszystkim niższych lig, gdzie sędziowie nie mogą liczyć na taką samą ochronę jak podczas meczów ekstraklasy czy I ligi.
    Ustawa rozwiąże problem, który miał Nitras z PKOl

    Trzecim istotnym aspektem nowelizacji jest poszerzenie uprawnień Instytutu Sportu – Państwowego Instytutu Badawczego, jeśli chodzi o finansowanie zadań związanych z przygotowaniem kadry narodowej. Chodzi przede wszystkim o sytuację, gdy związek sportowy z jakichś powodów nie może ponosić kosztów prowadzenia kadry narodowej.

    Z tego typu sytuacją mieliśmy do czynienia w ubiegłym roku, gdy polskie hokeistki miały pojechać na turniej eliminacji olimpijskich do Japonii. Pogrążony w finansowej zapaści Polski Związek Hokeja na Lodzie nie miał na to pieniędzy. Potrzebną kwotę mogło przekazać ministerstwo sportu, ale nie mogło tego zrobić bezpośrednio na konto związku. – Gdybym przekazał środki do PZHL, zostałyby one zajęte przez komornika. Niestety, w Polsce są związki sportowe, które mają długi i zobowiązania komornicze, a tych nie mogę finansować – tłumaczył wtedy dziennikarzom Sławomir Nitras.

    Poprzedni minister sportu mógł problem obejść przez współpracę z Polskim Komitetem Olimpijski i wcześniej tak to właśnie działo. Ministerstwo przekazywało pieniądze PKOl, a ten opłacał potrzeby, jakie miała ta czy inna kadra narodowa. Nitras był jednak skonfliktowany z szefem PKOl Radosławem Piesiewiczem i nie chciał powierzać komitetowi żadnych pieniędzy. Ostatecznie hokeistki do Japonii wysłał Śląski Związek Hokeja, który dostał na ten cel dofinansowanie z ministerstwa.
    Duda ustawy nie podpisał, Nawrocki też może mieć problem. Ta ustawa to pułapka

    Przepisy o poszerzonych kompetencjach Instytutu Sportu znalazły się w ustawie, którą ministerstwo sportu przygotowało jeszcze za czasów Nitrasa. Nowelizacja przeszła przez sejm, ale nie podpisał jej prezydent Andrzej Duda. Zamiast tego skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego. Jego wątpliwości wzbudziły zapisy, których nie ma już w nowym projekcie. Chodziło o tzw. parytety we władzach związków sportowych i o członków zarządów związków, których mieli wyłaniać spośród siebie zawodnicy i zawodniczki kadr narodowych. Zdaniem poprzedniego prezydenta była to zbyt daleka ingerencja w wolność prawa do zrzeszania się, z którego korzystają związku sportowe. Obiekcje prezydenta były tym większe, że za niewywiązanie się z określonych parytetów płci we władzach związku i za brak dopuszczenia do władz przedstawiciela kadry narodowej, groziły związkom poważne konsekwencje finansowe.

    Zakwestionowanych przez Dudę zapisów nie ma już w nowym projekcie nowelizacji, ale to nie oznacza, że o podpis prezydenta będzie łatwiej. Po pierwsze: nie wiadomo, czy ustawa przejdzie przez sejm bez zmian, a po drugie nie wiadomo, jak zareaguje na nią tzw. środowisko kibicowskie. Bo o ile za skandowanie “sędzia kalosz” nikt kibiców ścigać nie będzie, o tyle popularna przyśpiewka z nazwiskiem sędziego i pytaniem “Ile ci dali?”, może już podpadać pod znieważenie funkcjonariusza publicznego w czasie pełnienia przez niego obowiązków. Takie przestępstwo ściga się z urzędu.

    I można powiedzieć, że prezydent Karol Nawrocki znajdzie się między młotem a kowadłem. Z jednej strony nie ma wątpliwości, że sędziowie – zwłaszcza piłkarscy – powinni zostać objęci większą ochroną przed wybrykami kibiców i piłkarzy. Z drugiej strony prezydent, który sam deklaruje się jako kibic Lechii Gdańsk, narazi się innym fanom, którym z pewnością nie spodoba się, że to, co dotąd uchodziło im na sucho, będzie odtąd zagrożone karą.