• Świątek wygrywała 6:1 i nagle się zaczęło. Po meczu wybuchła. “Co to za pytanie?”

    Świątek wygrywała 6:1 i nagle się zaczęło. Po meczu wybuchła. “Co to za pytanie?”

    O co tutaj chodzi? – pytała Iga Świątek podirytowana zaskakującym pytaniem po meczu z Suzan Lamens w drugiej rundzie US Open 2025, a cała sytuacja była potem szeroko komentowana. Wcześniej na korcie Polka stoczyła niespodziewanie trudny pojedynek, który wygrała 6:1, 4:6, 6:4. W nocy z wtorku na środę, w ramach meczu United Cup z Holandią, ponownie zmierzy się z tą tenisistką.
    Iga Świątek
    Eurosport

    Marion Bartoli tuż po sierpniowym meczu Igi Świątek z Suzan Lamens w US Open mówiła na antenie Sky Sports, że po takim występie należy od razu zareagować. Mistrzyni Wimbledonu z 2013 roku wspomniała wtedy o trenerze Polki Wimie Fissetcie. Teraz Belg będzie w ekipie Biało-Czerwonych, gdy jego tenisistka po raz drugi w karierze zmierzy się z Holenderką. Pytanie, czy ta ostatnia także w ramach meczu w United Cup w Sydney będzie w stanie sprawić faworytce aż takie kłopoty.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Alarmujące słowa dawnej mistrzyni po meczu Świątek. “Kompletnie się rozsypał”

    Świątek przystępowała do ubiegłorocznego US Open po prestiżowym triumfie w Cincinnati. W dwóch wcześniejszych edycjach zawodniczka wygrywająca też “tysięcznik” odnosiła też zwycięstwo w Nowym Jorku, więc kibice z ciekawością obserwowali poczynania wiceliderki rankingu w ostatniej w sezonie odsłonie wielkoszlemowych zmagań. Zaczęła zgodnie z przewidywaniami od szybkiego pokonania 84. W rankingu WTA Kolumbijki Emiliany Arango 6:1, 6:2. Pewnej wygranej Polki spodziewano się także w kolejnej rundzie, gdy rywalką była 66. wówczas na światowej liście Lamens. Ale to spotkanie miało bardzo odmienny przebieg.

    Pierwszy set nie zapowiadał jeszcze żadnych kłopotów – zdobywczyni sześciu tytułów wielkoszlemowych wygrała go 6:1, co zajęło jej 30 minut. Nikt wtedy nie przypuszczał, że spędzi tego dnia na korcie jeszcze ponad półtorej godziny, by awansować do trzeciej rundy. Po przełamaniu w drugiej partii Świątek prowadziła 4:3, ale zamiast po chwili powiększyć przewagę i być już o krok od zwycięstwa, to obserwowała, jak punktuje i wygrywa tę odsłonę jej rywalka.

    Holenderce – która ma na koncie jeden wygrany turniej WTA (Osaka 2024), a w głównej drabince Wielkiego Szlema zadebiutowała dopiero w poprzednim sezonie – trzeba oddać, że prezentowała niekiedy ciekawe zagrania i nie odpuszczała. Ale nie da się ukryć, że przedłużenie tego meczu to także zasługa błędów Polki. Tych niewymuszonych miała 29, przy 26 uderzeniach wygrywających.

    – Nie zdziwiłabym się, gdyby Wim Fissette już dzwonił, żeby zarezerwować dla niej kort treningowy na to popołudnie. Forhend kompletnie się jej rozsypał w połowie tego meczu – podkreśliła potem Bartoli cytowana przez serwis thetennisgazette.com.

    O ile w ubiegłym roku było trochę meczów, w których Świątek wyraźnie okazywała frustrację i dawała się “złamać” przeciwniczkom, to tym razem zachowała więcej opanowania. Także wtedy, gdy w decydującym secie niemal całkiem roztrwoniła przewagę 4:1. Na koniec Polka i jej fani mogli odetchnąć z ulgą.
    Emocje na konferencji prasowej. Świątek po tym pytaniu wybuchła

    Emocje jednak wcale nie wygasły po ostatniej piłce tego trudnego pojedynku. Gorąco bowiem było też potem. W sieci żywo komentowano potem sytuację, do której doszło podczas polskojęzycznej części pomeczowej konferencji prasowej. Jeden z dziennikarzy, który miał początkowo pewne kłopoty ze sformułowaniem pytania, ostatecznie najpierw zagadnął 24-latkę o spotkanie z byłym trenerem Tomaszem Wiktorowskim, a następnie o to, czy nie myślała, by podczas US Open – gdzie zwraca się uwagę na show – np. wpleść koraliki we włosy. Świątek już przy pierwszym zagadnieniu wydawała się nieco podirytowana, ale po pytaniu o koraliki miała dość.

    – Co to jest za pytanie, przepraszam? Czy myślałam o tym, żeby sobie wpleść sobie koraliki we włosy? Nie. O co chodzi? Co to jest za pytanie? – powtarzała tenisistka, wykonując przy tym rękami gesty, które podkreślały jej zdziwienie i irytację.

    Ów dziennikarz spotkał się potem ze sporą krytyką wśród internautów. Niektórzy zwracali też uwagę na dość emocjonalną reakcję tenisistki. Autor feralnego pytania odniósł się potem do sprawy na portalu X. Twierdził, że próbował lekkim zagadnieniem rozładować nieco atmosferę po nerwowej końcówce anglojęzycznej części konferencji, a podczas nowojorskiego turnieju pytania pozasportowe tego typu są normą.

    – Ale wyszło, jak wyszło, czasu nie cofnę. Igę przeproszę przy najbliższej okazji – zapowiedział.

    Niespodziewanie duże kłopoty Polka miała także podczas pierwszego występu w tym sezonie. W ramach poniedziałkowego meczu w United Cup pokonała Evę Lys 3:6, 6:3, 6:4, co zajęło jej dwie i pół godziny. Zajmująca 39. miejsce na światowej liście Niemka dzień wcześniej wygrała z Lemens, która jest teraz 97. rakietą globu, 6:2, 6:2. Nocny pojedynek Świątek z Holenderką odbędzie się po zakończeniu spotkania Huberta Hurkacza z Tallonem Griekspoorem, które rozpocznie się o godz. 0.30 czasu polskiego.

  • To będzie kolejny polski mistrz? Andrzej Gołota jest nim zachwycony

    To będzie kolejny polski mistrz? Andrzej Gołota jest nim zachwycony

    Czy polski boks w nadchodzących latach znów zacznie liczyć się na arenie międzynarodowej? Na jednoznaczną odpowiedź trzeba jeszcze poczekać, ale pojawiają się nazwiska, które pozwalają patrzeć w przyszłość z dużym optymizmem. Jednym z nich jest Fabian Urbański – zaledwie 18-letni pięściarz, który już teraz zapisał się w historii krajowego boksu. W ubiegłym roku sięgnął po mistrzostwo Europy do lat 19, zostając dopiero trzecim Polakiem, który dokonał tej sztuki. Tym samym powtórzył wyczyn Andrzeja Gołoty i – co równie ważne – zrobił na legendzie ogromne wrażenie.

    Rok 2026 może okazać się przełomowy dla polskiego pięściarstwa. Zacznie się z wysokiego C – już 10 stycznia Damian Knyba stanie do walki z Niemcem Agitem Kabayelem. Zwycięstwo w tym starciu może otworzyć Polakowi drzwi do największych pojedynków w wadze ciężkiej. Emocji nie zabraknie jednak również w boksie amatorskim, gdzie coraz mocniej zaznacza się obecność nowego pokolenia utalentowanych zawodników. Oprócz wicemistrzyni świata Julii Szeremety czy mistrzyni globu Agaty Kaczmarskiej, bacznie obserwowany jest także znacznie młodszy od nich Fabian Urbański.

    Polski diament na horyzoncie

    Urodzony w 2007 roku zawodnik klubu PGE BKS Skorpion Szczecin w ostatnich sezonach rozwija się w imponującym tempie. Już w 2023 roku sięgnął po mistrzostwo świata do lat 16 – jako pierwszy Polak w historii. Kilkanaście miesięcy później potwierdził, że nie był to jednorazowy wyskok, zdobywając w październiku mistrzostwo Europy w kategorii U19. W wadze półciężkiej (81 kg) praktycznie nie miał sobie równych, a w finale aż trzykrotnie posłał na deski Gruzina Davita Mkhetsadze.

    Tak efektowne występy nie umknęły uwadze Andrzeja Gołoty. Ikona polskiego boksu, która przed przejściem na zawodowstwo również odnosiła sukcesy w ringu amatorskim (m.in. brązowy medal igrzysk olimpijskich w Seulu w 1988 roku), z uznaniem wypowiada się o młodszym koledze. Co ciekawe, Gołota także był mistrzem Europy do lat 19 – dokładnie w tej samej kategorii wiekowej, w której dziś triumfuje Urbański.

    Gołota pełen podziwu: „To chłopak do walki”

    W rozmowie z Interią legendarny pięściarz nie szczędził pochwał pod adresem 18-latka.
    – To jest chłopak „awantura”! Popatrz, jak on fajnie boksuje. To był finał? Trzy liczenia Gruzina, a sędzia spokojnie mógł wcześniej przerwać walkę. Do tego mańkut. Bardzo dobrze to wygląda – mówił Gołota. – Najważniejsze, żeby nigdy się nie poddawał. Trzeba walczyć i iść do przodu. Boks jest dla wytrwałych – dodał, kierując rady bezpośrednio do Urbańskiego.

    Były pretendent do mistrzostwa świata wagi ciężkiej wierzy, że gdy młody pięściarz za kilka lat wkroczy do rywalizacji seniorskiej, nie zniknie z radarów. Jednocześnie zwraca uwagę na problem systemowy. – Szkoda, że nie ma już kategorii „junior starszy”. Była ona naturalnym pomostem między juniorami a seniorami. Najgorsze jest to, gdy utalentowany chłopak nagle gdzieś ginie i jego boks się kończy – podkreślał Gołota.

    Na razie Fabian Urbański skupia się na najbliższych celach, a tym największym są igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku. Jeśli rozwój jego kariery będzie przebiegał w dotychczasowym tempie, polski boks może w nim zyskać zawodnika, o którym jeszcze nieraz będzie głośno.

  • A więc to prawda o Świątek. Fissette potwierdził, nawet jego to zaskoczyło

    A więc to prawda o Świątek. Fissette potwierdził, nawet jego to zaskoczyło

    Wim Fissette po ponad roku współpracy z Igą Świątek zdążył bardzo dobrze poznać nie tylko jej tenisowe atuty, ale także charakter, podejście do pracy i styl życia. Jedną z obserwacji dotyczących wiceliderki światowego rankingu postanowił ujawnić publicznie. Słowa Belga potwierdziły to, o czym w środowisku tenisowym mówiło się od dawna – z ust doświadczonego trenera wybrzmiało jasno, że przypuszczenia były w pełni trafne.

    Nowy sezon to dla Igi Świątek kolejna szansa, by odzyskać dominację na światowych kortach i poprawić rezultaty z poprzedniego roku. Polka już intensywnie przygotowuje się do Australian Open, rywalizując w United Cup, a Wim Fissette dba o to, by każdy element układanki funkcjonował dokładnie tak, jak powinien. Wszystko podporządkowane jest jednemu celowi – jak najlepszemu startowi w pierwszym Wielkim Szlemie sezonu.

    Nie jest żadną tajemnicą, że Świątek na korcie zawsze zostawia całe serce – zarówno podczas meczów, jak i na treningach. Jej zaangażowanie i perfekcjonizm sprawiają, że już teraz można zakładać, iż zrobi wszystko, by jak najszybciej dogonić Aryną Sabalenkę i odzyskać pierwsze miejsce w rankingu WTA. O tym, jak niezwykle profesjonalną i wymagającą zawodniczką jest raszynianka, niedawno opowiedział sam Fissette, zdradzając kulisy pracy z jedną z najlepszych tenisistek świata.

    Belg przyznał, że w pewnym momencie nie mógł już dłużej milczeć na temat postawy swojej podopiecznej. – Dla niej pierwszy mecz turnieju WTA 500, pierwszy mecz Wielkiego Szlema czy finał – to dokładnie to samo. To samo pragnienie zwycięstwa, ta sama motywacja i dyscyplina w przygotowaniach. Skupienie na każdym detalu. To sprawia, że czuje się bardziej komfortowo w decydujących momentach dużych turniejów, takich jak Szlemy – powiedział Fissette w rozmowie z Arturem Gacem z „Interii”.

    Jak się okazuje, nawet dla tak doświadczonego szkoleniowca postawa Świątek jest czymś wyjątkowym. Choć w swojej karierze pracował z wieloma zawodniczkami ze ścisłej światowej czołówki, Polka wciąż potrafi go zaskoczyć. – Nie mam pojęcia, jak ona to robi. Odniosła już ogromny sukces, a mimo to każdego dnia dostarcza najlepszą wersję siebie – dodał Belg we wrześniu w rozmowie z Dominikiem Senkowskim na kanale „Program Tenisowy” na YouTube.

    – Jestem w tourze od 15 lat, ale to, co widzę u Igi, jest naprawdę imponujące i robi na mnie ogromne wrażenie – podkreślił Fissette, nie kryjąc uznania dla etyki pracy swojej zawodniczki.

    Już za kilka dni Iga Świątek rozpocznie rywalizację w Australian Open i po raz kolejny stanie przed szansą na triumf w tym turnieju po raz pierwszy w karierze. Dotychczas jej najlepszym wynikiem były półfinały osiągnięte w 2022 i 2025 roku. Tegoroczne zmagania na australijskich kortach ruszą 12 stycznia, a tekstowe relacje z meczów Polki będzie można śledzić na portalu sport.interia.pl.

  • Dramat Ter Stegena, Barcelona potwierdza. Pilny komunikat ws. Niemca

    Dramat Ter Stegena, Barcelona potwierdza. Pilny komunikat ws. Niemca

    Piłkarze FC Barcelony przebywają obecnie w Arabii Saudyjskiej, gdzie już w środowy wieczór rozpoczną rywalizację o Superpuchar Hiszpanii. Do Dżuddy Hansi Flick zabrał trzech bramkarzy: Joana Garcíę, Wojciecha Szczęsnego oraz Marca-André ter Stegena. Już teraz wiadomo jednak, że Niemiec na pewno nie wystąpi w tym turnieju, o czym klub poinformował w oficjalnym komunikacie.

    „Duma Katalonii” przed rokiem sięgnęła po Superpuchar Hiszpanii po efektownym zwycięstwie 5:2 nad Realem Madryt w finale. W tegorocznej edycji Blaugrana ponownie uchodzi za jednego z głównych faworytów do zdobycia trofeum, ale najpierw musi uporać się w półfinale z Athletikiem Bilbao. Spotkanie zaplanowano na środę, 7 stycznia, na godzinę 20. W przypadku awansu Barcelona w finale zmierzy się z Atlético Madryt lub Realem Madryt. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem stało się jasne, że z szerokiej kadry Hansiego Flicka wypadł jeden z golkiperów.

    Niemiecki szkoleniowiec powołał do Arabii Saudyjskiej trzech zawodników występujących między słupkami: Garcíę, Szczęsnego oraz ter Stegena. Flick już wcześniej zapowiedział, że w Superpucharze postawi na podstawowego bramkarza zespołu, czyli Joana Garcíę. To oznaczało, że zarówno Polak, jak i Niemiec mieli rozpocząć turniej na ławce rezerwowych.

    Teraz wiadomo już, że Marc-André ter Stegen nie pojawi się na boisku nawet w awaryjnej sytuacji. We wtorkowy, późny wieczór FC Barcelona opublikowała komunikat, z którego wynika, że Niemiec opuszcza zgrupowanie zespołu w Arabii Saudyjskiej i wraca do Barcelony na szczegółowe badania medyczne. Jednocześnie poinformowano, że do drużyny dołączy Diego Kochen, bramkarz zespołu rezerw.

    Na razie klub nie ujawnił, co dokładnie dolega ter Stegenowi ani jak poważny jest jego uraz. Warto przypomnieć, że doświadczony golkiper w ostatnich miesiącach zmagał się z problemami zdrowotnymi. Po operacji pleców i długiej rehabilitacji wrócił do gry dopiero pod koniec ubiegłego roku.

    Jak donosi hiszpański dziennik „Sport”, ter Stegen wziął udział we wtorkowym treningu Barcelony, jednak około 25 minut przed jego zakończeniem musiał opuścić zajęcia z powodu urazu. Od momentu powrotu do gry w grudniu Niemiec wystąpił tylko w jednym spotkaniu – w meczu Pucharu Króla przeciwko Guadalajarze. Dziennikarze podkreślają, że przy Joanem Garcíi jako numerze jeden w bramce, perspektywy ter Stegena w Barcelonie wyglądają coraz gorzej. Tym bardziej że od pewnego czasu bramkarz jest intensywnie łączony z transferem do Girony, a jego przyszłość w klubie od dłuższego czasu stoi pod dużym znakiem zapytania.

  • Nie tylko boks. Oto “druga praca” Szeremety. 34 tys. Polek zajmuje się tym samym

    Nie tylko boks. Oto “druga praca” Szeremety. 34 tys. Polek zajmuje się tym samym

    Jeden olimpijski medal wystarczył, by Julia Szeremeta na stałe zapisała się w historii polskiego sportu. Choć na co dzień skupia się na boksie i to właśnie z nim wiąże swoją przyszłość, 22-latka rozwija się również na zupełnie innym polu. Wicemistrzyni olimpijska z Paryża zdecydowała się na drogę, którą wcześniej wybrała m.in. Natalia Bukowiecka. Co ciekawe, coraz więcej Polek decyduje się na takie połączenie kariery sportowej z inną służbą.

    Latem 2024 roku nazwisko Julii Szeremety obiegło sportowy świat. Reprezentantka Polski dotarła do finału olimpijskiego turnieju bokserskiego w kategorii do 57 kilogramów podczas igrzysk w Paryżu. W walce o złoto musiała uznać wyższość Lin Yu-Ting, jednak srebrny medal miał wymiar historyczny. Było to pierwsze olimpijskie podium dla Polski w boksie od 1992 roku, a zarazem jedno z największych osiągnięć w dziejach kobiecego pięściarstwa w naszym kraju.

    Na ten sukces pracowała latami. Wcześniej Szeremeta sięgnęła po srebro mistrzostw świata w Liverpoolu, zdobyła drugie miejsce w Pucharze Świata w Brazylii oraz wywalczyła tytuł mistrzyni Europy do lat 23. Seria imponujących wyników sprawiła, że zaledwie 22-letnia zawodniczka bardzo szybko stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego sportu.

    Choć boks jest jej największą pasją i głównym zajęciem, Szeremeta nie ogranicza się wyłącznie do kariery sportowej. Równolegle pełni bowiem służbę wojskową. Jest żołnierzem Wojska Polskiego i należy do Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego. W mediach społecznościowych regularnie publikuje zdjęcia w mundurze, pokazując, że potrafi łączyć wymagające treningi z obowiązkami wynikającymi ze służby.

    Jej zaangażowanie zostało również docenione w strukturach wojskowych. 11 listopada ubiegłego roku, w Narodowe Święto Niepodległości, Szeremeta otrzymała awans. „11.11 – Święto Niepodległości. Tym razem wyjątkowe, bo połączone z awansem” – informowała wówczas w sieci, zdradzając, że została mianowana na wyższy stopień przez szefa Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego, pułkownika Mariusza Denkewicza.

    W jednym z wcześniejszych wpisów, opublikowanym z okazji Dnia Flagi Rzeczypospolitej Polskiej, podkreślała wagę narodowych symboli i służby Ojczyźnie. „2 maja to szczególna data, w której oddajemy hołd naszym barwom narodowym – bieli i czerwieni. To dzień dumy, jedności i szacunku dla historii oraz wszystkich, którzy służą Ojczyźnie” – pisała.

    Jak wynika z danych Wojska Polskiego, w marcu 2025 roku służbę pełniło ponad 34 tysiące Polek, z czego około 21 tysięcy stanowiły żołnierki zawodowe. W Centralnym Wojskowym Zespole Sportowym, obok Julii Szeremety, znajduje się także Natalia Bukowiecka (wcześniej Kaczmarek), jedna z najbardziej utytułowanych polskich lekkoatletek. – Naszym zadaniem jest reprezentowanie Polski na arenach międzynarodowych i jednocześnie zachęcanie innych do wstępowania do wojska – podkreślała Bukowiecka, opowiadając o specyfice łączenia kariery sportowej ze służbą wojskową.

    Przykład Julii Szeremety pokazuje, że nowoczesny sportowiec coraz częściej realizuje się na więcej niż jednej płaszczyźnie, a sukcesy olimpijskie mogą iść w parze z zupełnie inną, równie wymagającą drogą życiową.

  • Świątek puściły hamulce. “Zakazane uderzenie” na United Cup. Publika tylko ryknęła

    Świątek puściły hamulce. “Zakazane uderzenie” na United Cup. Publika tylko ryknęła

    Tym razem obyło się bez jakichkolwiek nerwów i niepotrzebnych zwrotów akcji. Iga Świątek w spotkaniu Polska–Holandia w ramach United Cup pewnie pokonała Suzan Lamens 6:3, 6:2, potwierdzając znakomitą dyspozycję na starcie nowego sezonu. Co więcej, liderka naszej reprezentacji grała z taką swobodą, że w pewnym momencie pozwoliła sobie na efektowny pokaz tenisowej fantazji. Jedno z jej zagrań natychmiast obiegło media społecznościowe, a reakcja kibiców była jednoznaczna – takie rzeczy ogląda się z przyjemnością.

    Do rywalizacji z Holandią doszło w nocy z wtorku na środę. Wcześniej Hubert Hurkacz uporał się z Tallonem Griekspoorem, zapewniając „Biało-Czerwonym” awans do ćwierćfinału jeszcze przed wyjściem Igi Świątek na kort. Mimo że stawka meczu była już formalnością, wiceliderka rankingu WTA nie zamierzała odpuszczać ani na moment. Od pierwszych piłek było widać pełne skupienie i chęć dominacji.

    Całe spotkanie trwało zaledwie 72 minuty. W pierwszym secie gra była wyrównana tylko do stanu 3:3. Wtedy Świątek wrzuciła wyższy bieg, wygrała trzy kolejne gemy i pewnie zamknęła partię. Druga odsłona przebiegała już pod pełną kontrolą Polki. Nie straciła ani razu własnego serwisu, dwukrotnie przełamała rywalkę i spokojnie sięgnęła po zwycięstwo 6:3, 6:2.

    Jednak nie sam wynik był tym, co najbardziej zapadło kibicom w pamięć. W środowy poranek w sieci zaczęło krążyć nagranie jednej z akcji z pierwszego gema drugiego seta. Przy stanie 15:0 dla Świątek, przy podaniu Lamens, doszło do wymiany, która wywołała poruszenie na trybunach.

    Holenderka zaserwowała na zewnątrz, a Polka odpowiedziała wysokim slajsem, po którym piłka opadła w środkowej części kortu. Lamens uznała to za doskonałą okazję do ataku – uderzyła mocno w forhend i ruszyła do siatki. Świątek zdołała jeszcze odpowiedzieć, ale rywalka była przygotowana i zagrała krótki drop wolej tuż za siatką. Wtedy wydarzyło się coś, czego nikt się nie spodziewał.

    Zagranie, które wykonała Polka, było efektowne, wręcz showmańskie. Choć – zgodnie z przepisami – rakieta musi mieć kontakt z dłonią zawodnika, a to uderzenie nie spełniało regulaminowych wymogów, publiczność natychmiast zareagowała gromkimi brawami. Było to zagranie nielegalne, ale zarazem spektakularne i „ikoniczne”, idealnie wpisujące się w tenisowy luz i fantazję.

    Po całej akcji trybuny ożyły, a obie zawodniczki wymieniły pod siatką uśmiechy, doceniając niecodzienny moment. Trudno było nie odnieść wrażenia, że w takiej chwili duch Aleksandra Bublika – znanego z podobnych ekscesów na korcie – był gdzieś bardzo blisko. Jedno jest pewne: Iga Świątek nie tylko wygrywa mecze, ale potrafi też bawić tenis i publiczność na całym świecie.

    https://x.com/TennisTV/status/2008723213237281132?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2008723213237281132%7Ctwgr%5Ee0ac26fc4d0201c1852ac8131c2cb1d73f1cb17f%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-swiatek-puscily-hamulce-zakazane-uderzenie-na-united-cup-pubnId22505508

  • To wtedy Świątek wyprzedzi Sabalenkę w rankingu. Wyjaśniamy

    To wtedy Świątek wyprzedzi Sabalenkę w rankingu. Wyjaśniamy

    Iga Świątek ma realną szansę, by już po australijskiej części sezonu ponownie objąć prowadzenie w rankingu WTA. Droga do pozycji numer jeden nie zależy jednak wyłącznie od jej własnych wyników, ale także od postawy aktualnej liderki – Aryny Sabalenki. Wyjaśniamy krok po kroku, jakie warunki muszą zostać spełnione, by Polka wyprzedziła Białorusinkę.

    Australijski początek sezonu i kluczowe turnieje

    Nowy sezon tenisowy tradycyjnie rozpoczął się w Australii. Iga Świątek występuje tam najpierw w drużynowym United Cup, a następnie – od 18 stycznia – w wielkoszlemowym Australian Open. To właśnie te dwa turnieje będą miały decydujące znaczenie dla układu czołówki rankingu WTA na początku lutego.

    Aryna Sabalenka nie bierze udziału w United Cup ze względu na zawieszenie reprezentacji Białorusi w rozgrywkach drużynowych. Zamiast tego wybrała turniej WTA 500 w Brisbane, a następnie przeniesie się do Melbourne na Australian Open.

    Aktualna sytuacja punktowa

    Na starcie sezonu Sabalenka miała wyraźną przewagę punktową nad Świątek. W poprzednim zestawieniu rankingowym Białorusinka zgromadziła 10 870 punktów, a Polka 8395, co dawało różnicę 2475 „oczek”. Po odjęciu części punktów z pierwszego tygodnia sezonu przewaga liderki wynosi obecnie 2312 punktów (10 490 wobec 8178).

    Kluczowe jest jednak to, ile punktów obie tenisistki muszą w Australii bronić, czyli utrzymać w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego sezonu.

    Punkty do obrony: Świątek kontra Sabalenka

    Iga Świątek broni w Australii łącznie 1105 punktów:

    780 za półfinał Australian Open,

    325 za występy w United Cup.

    Aryna Sabalenka ma znacznie trudniejsze zadanie, bo do obrony aż 1800 punktów:

    500 za zwycięstwo w Brisbane,

    1300 za finał Australian Open, przegrany z Madison Keys.

    Już ten fakt sprawia, że potencjalnie więcej do stracenia ma liderka rankingu.

    Ile może zyskać Świątek?

    System punktacji w United Cup jest skomplikowany – liczba punktów zależy od pozycji rankingowej pokonanej rywalki. Teoretycznie maksymalnie można zdobyć 500 punktów, ale tylko przy wygranych z tenisistkami z czołowej dziesiątki.

    W fazie grupowej Świątek mierzyła się z niżej notowanymi rywalkami:

    z Ewą Lys (39. WTA) – zwycięstwo dało jej 35 punktów,

    z Susan Lamens (97. WTA) – 25 punktów.

    Jeśli Polka dotarłaby do końca turnieju i w kolejnych meczach pokonywała wyżej sklasyfikowane zawodniczki, mogłaby w United Cup zdobyć do 450 punktów. W porównaniu z ubiegłym rokiem oznaczałoby to +125 punktów do rankingu.

    Jeszcze więcej do zyskania jest w Australian Open. Świątek może poprawić zeszłoroczny wynik tylko na dwa sposoby:

    awansując do finału (1300 punktów),

    wygrywając turniej (2000 punktów).

    Przy triumfie w Melbourne Polka zyskałaby aż 1220 punktów więcej niż rok wcześniej. W najbardziej optymistycznym wariancie – komplet zwycięstw w United Cup i triumf w Australian Open – jej ranking mógłby wzrosnąć łącznie o 1345 punktów, co dałoby 9740 punktów po zakończeniu australijskiej części sezonu.

    Co musi się stać z Sabalenką?

    Jeśli Sabalenka obroni wszystkie punkty – ponownie wygra w Brisbane i dotrze do finału Australian Open – utrzyma dorobek na poziomie 10 870 punktów i Świątek jej nie wyprzedzi.

    Dlatego kluczowe są scenariusze, w których Białorusinka wypada słabiej niż przed rokiem. Najczarniejszy wariant dla liderki rankingu zakłada:

    odpadnięcie w trzeciej rundzie Brisbane (60 punktów zamiast 500),

    porażkę już w pierwszej rundzie Australian Open (10 punktów zamiast 1300).

    W takim przypadku Sabalenka straciłaby łącznie 1730 punktów i spadła do poziomu 9140 „oczek”, co oznaczałoby, że Świątek – przy maksymalnej zdobyczy – bez problemu wróciłaby na pierwsze miejsce.

    Nie trzeba jednak aż tak skrajnego scenariusza. Jeśli Sabalenka:

    obroni tytuł w Brisbane,

    ale odpadnie w trzeciej rundzie Australian Open,

    straci 1170 punktów i zakończy australijski etap z wynikiem około 9700 punktów – o 40 mniej niż Świątek przy jej idealnym występie.

    Możliwe są też inne kombinacje, np. finał w Brisbane i czwarta runda Australian Open, które również otwierają Polce drogę do fotela liderki, o ile sama wykorzysta maksimum swoich szans.

    Nie tylko Australia

    Nawet jeśli Świątek nie uda się wrócić na pozycję numer jeden już na początku lutego, jej sytuacja w dalszej części sezonu wygląda bardzo obiecująco. Wiosną Polka broni znacznie mniej punktów niż Sabalenka. Białorusinka triumfowała rok temu m.in. w Miami i Madrycie oraz grała w finale Roland Garros. Świątek w tych turniejach osiągała słabsze wyniki, co oznacza, że każdy lepszy występ będzie dla niej czystym zyskiem rankingowym.

    Różnica punktowa między obiema tenisistkami systematycznie malała w drugiej połowie 2025 roku, a wszystko wskazuje na to, że w nadchodzących miesiącach jeszcze nieraz zobaczymy je zamieniające się na prowadzeniu w rankingu WTA. Sabalenka jest liderką od października 2024 roku, gdy zawieszona Świątek nie mogła startować w azjatyckiej części sezonu. Teraz Polka ma idealną okazję, by odzyskać utraconą pozycję.

  • Cały świat trąbi o tym, co zrobili Świątek z Hurkaczem

    Cały świat trąbi o tym, co zrobili Świątek z Hurkaczem

    Reprezentacja Polski znakomicie spisuje się w tegorocznej edycji United Cup. Po pewnym zwycięstwie 3:0 nad Holandią Biało-Czerwoni zapewnili sobie awans do ćwierćfinału, w którym zmierzą się z Australią. Forma Igi Świątek i Huberta Hurkacza nie przechodzi bez echa – o ich grze szeroko piszą media na całym świecie, zwłaszcza tuż przed startem Australian Open.

    Dla Świątek i Hurkacza udział w United Cup to ważny etap przygotowań do pierwszego wielkoszlemowego turnieju sezonu. W nocy z wtorku na środę Polacy przypieczętowali awans do fazy pucharowej, nie pozostawiając Holendrom żadnych złudzeń. Na komplet punktów złożyły się trzy zwycięstwa: Iga Świątek pokonała Suzan Lamens, Hubert Hurkacz okazał się lepszy od Tallona Griekspoora, a w grze mieszanej duet Katarzyna Kawa – Jan Zieliński wygrał z parą Demi Schuurs – David Pel.

    Światowe media zachwycone Polakami

    Postawa reprezentacji Polski odbiła się szerokim echem w zagranicznych mediach. Oficjalna strona WTA już w nagłówku podkreślała, że „Świątek i Hurkacz prowadzą Polskę do kolejnego ćwierćfinału United Cup”. Zwrócono uwagę na wyraźną poprawę gry liderki światowego rankingu w porównaniu do wcześniejszego meczu z Evą Lys. Wyliczono m.in., że Polka zanotowała pięć gemów serwisowych wygranych do zera, zdobyła aż 84 procent punktów po pierwszym podaniu i tylko raz musiała bronić break pointa.

    Holenderski portal nos.nl przypomniał, że dla reprezentacji Oranje był to dopiero drugi występ w United Cup i – podobnie jak w 2024 roku – zakończony już na fazie grupowej. Dziennikarze podkreślali przede wszystkim ogromne problemy Tallona Griekspoora w starciu z rozpędzonym Hurkaczem. Mocny serwis Polaka odegrał kluczową rolę – w dwóch setach zanotował aż 21 asów. Z kolei serwis nu.nl określił występ Holandii mianem „drugiej dotkliwej porażki” w turnieju, przypominając, że wcześniej zespół przegrał 0:3 z Niemcami i zamknął tabelę grupy.

    Australijskie zapowiedzi przed ćwierćfinałem

    Przed ćwierćfinałowym starciem również australijskie media poświęcają Polakom sporo uwagi. Portal wellingtontimes.com.au wprost zapowiada, że gospodarze zmierzą się z będącą w bardzo dobrej formie reprezentacją Polski. W tekście podkreślono, że „mocno serwujący Hubert Hurkacz poprowadził Polskę do przebojowego starcia z Australią”, przywołując jego zwycięstwo 6:3, 7:6 (7:4) nad Griekspoorem.

    Nie zabrakło także pochwał pod adresem Igi Świątek, która – jak napisano – „poszła śladem Hurkacza”, pokonując Suzan Lamens 6:3, 6:2 w zaledwie godzinę i 12 minut. Australijscy dziennikarze odnotowali również decydujący punkt w mikście, gdzie Kawa i Zieliński przypieczętowali triumf Polski, wygrywając 6:3, 3:6, 10:4 z Schuurs i Pelem.

    Media antypodów zaznaczają, że przed gospodarzami stoi bardzo trudne zadanie. Polska to bowiem dwukrotny wicemistrz United Cup, podczas gdy Australijczycy w poprzedniej edycji nie zdołali nawet awansować do ćwierćfinału.

    Ćwierćfinałowe starcie Polski z Australią zaplanowano na piątek, 9 stycznia. Rywalizację rozpocznie mecz Igi Świątek z Mayą Joint o godz. 7:30 czasu polskiego. Następnie, nie przed 9:00, na kort wyjdą Hubert Hurkacz i Alex De Minaur. W razie potrzeby o losach awansu zadecyduje gra mieszana. Zwycięzca tego pojedynku w półfinale zmierzy się z reprezentacją USA lub Grecji.

  • Aż wierzyć się nie chce. 87,5%. Świątek na czele, absolutna dominacja

    Aż wierzyć się nie chce. 87,5%. Świątek na czele, absolutna dominacja

    Iga Świątek po raz kolejny potwierdziła, że United Cup to turniej, w którym od lat nie ma sobie równych. Choć reprezentacja Polski wciąż czeka na końcowy triumf w tych rozgrywkach, a sama liderka kadry ma na koncie już dwa przegrane finały, jej indywidualne występy budują status absolutnej królowej turnieju rozgrywanego na antypodach. Środowe zwycięstwo nad Suzan Lamens było kolejnym pokazem klasy wiceliderki rankingu WTA, a opublikowane po meczu statystyki tylko potwierdziły skalę jej dominacji.

    Polska reprezentacja znakomicie rozpoczęła nowy sezon, imponując formą w fazie grupowej United Cup. „Biało-Czerwoni” nie pozostawili rywalom złudzeń, wygrywając oba spotkania 3:0 – najpierw z Niemcami, a następnie z Holandią. Ogromny wkład w te sukcesy miała właśnie Iga Świątek, która pewnie wygrała oba swoje mecze singlowe.

    W poniedziałek raszynianka musiała co prawda odrabiać straty w starciu z Evą Lys. Po przegranym pierwszym secie pokazała jednak charakter i odwróciła losy pojedynku, triumfując 3:6, 6:3, 6:4. Jeszcze bardziej przekonujące było jej środowe wystąpienie przeciwko Suzan Lamens. Notowana na 97. miejscu rankingu WTA Holenderka nie była w stanie zagrozić Polce, która zwyciężyła 6:3, 6:2, kończąc mecz po zaledwie 72 minutach gry.

    – Bardzo się cieszę, że w środkowej fazie pierwszego seta potrafiłam być bardziej solidna, bo wcześniej gra była dość wyrównana. Później czułam już większą kontrolę nad piłką i mogłam częściej przejmować inicjatywę – podkreślała Świątek po spotkaniu. – To ważne, że wygraliśmy cały mecz już po singlu. Daje nam to sporo pewności siebie przed ćwierćfinałami – dodała liderka polskiej drużyny.

    Po zwycięstwie nad Lamens uwagę kibiców i ekspertów przykuły statystyki opublikowane przez portal OptaAce, specjalizujący się w analizie danych tenisowych. Liczby jednoznacznie pokazują, jak wyjątkową pozycję zajmuje Świątek w historii United Cup. Od pierwszej edycji turnieju w 2023 roku Polka może pochwalić się bilansem zwycięstw na poziomie aż 87,5 procent w singlu – najlepszym spośród wszystkich zawodniczek, które rozegrały co najmniej pięć meczów.

    Na ten imponujący wynik składa się 14 wygranych spotkań w 16 występach. Co więcej, tylko dwie tenisistki zdołały w tym czasie pokonać Świątek w United Cup – Coco Gauff w finale ubiegłorocznej edycji oraz Jessica Pegula w 2023 roku. Poza tymi wyjątkami Polka pozostaje praktycznie nie do zatrzymania.

    Po pewnym awansie z fazy grupowej przed reprezentacją Polski kolejne wyzwanie. Już za dwa dni „Biało-Czerwoni” zmierzą się w ćwierćfinale z gospodarzami turnieju – Australijczykami. Przypomnijmy, że w dwóch poprzednich edycjach United Cup Polacy docierali aż do finału, jednak za każdym razem musieli uznać wyższość rywali – najpierw Niemców, a następnie reprezentacji Stanów Zjednoczonych. Czy tym razem uda się zrobić ostatni krok? Z formą Igi Świątek nadzieje są jak najbardziej uzasadnione.

    https://x.com/OptaAce/status/2008733938836254993?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2008733938836254993%7Ctwgr%5E245c8f64e133950dcbf45356f256985f77b4f45a%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Figa-swiatek%2Fnews-az-wierzyc-sie-nie-chce-87-5-swiatek-na-czele-absolutna-dominId22505527

  • 72 minuty i koniec nocnego meczu Igi Świątek! Ma ukryte znaczenie

    72 minuty i koniec nocnego meczu Igi Świątek! Ma ukryte znaczenie

    72 minuty i koniec nocnego meczu Igi Świątek! Ma ukryte znaczenie
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: Robert Prange / Getty Images)

    Takie mecze Igi Świątek jak ten zdarzają się niezwykle rzadko. Ale ona grała tak, jakby nie miała pojęcia o rzeczywistej stawce spotkania! W starciu z Suzan Lamens stawką nie był już awans Polski, a tylko punkty do rankingu WTA. Pomimo rozstrzygniętego boju z Holandią Świątek wygrała 6:3, 6:2, a mogła równie dobrze wygrać dużo wyżej, i co istotne, w drugiej partii zagrała znacznie lepiej niż w pierwszej. Kibiców cieszyć może szczególnie jeden wniosek, ale również fakt, że Polka zgarnie bonus do rankingu.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Rzadko zdarza się, by polscy kibice mogli odczuwać taki spokój przed meczem Igi Świątek. Tym razem starcie z Suzan Lamens było pozbawione większej stawki. Polska już po meczu Huberta Hurkacza zapewniła sobie wygranie grupy F i awans do ćwierćfinału United Cup, więc wynik rywalizacji wiceliderki rankingu nie miał już żadnego znaczenia. Ale to nie oznacza, że mieliśmy do czynienia ze sparingiem.

    Stawką dla mistrzyni Wimbledonu są przecież kolejne punkty do rankingu WTA, jakie dostaje się za każde zwycięstwo w turnieju. A perfekcyjny bilans pozwoliłby jej na zyskanie aż 500 “oczek” do klasyfikacji. Na razie, w starciu z Holenderką, mogła poprawić swój dorobek o kolejne 58 punktów. A wynik jest istotny również dlatego, że równolegle w Brisbane o 500 punktów walczy też Aryna Sabalenka.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Grająca bez większych nerwów Iga Świątek mogła pozwolić sobie na nieco więcej luzu w grze, ale nie zanosiło się na powtórkę z nerwów z meczu z Evą Lys. Już na początku spotkania Polka wyszła na prowadzenie 3:1 z przełamaniem, ale chwilę później dość niespodziewanie dała się dogonić. Suzan Lamens nie było jednak stać na to, by od pierwszych piłek zmuszać faworytkę do większego wysiłku.

    A wymiany takie jak ta, nawet pomimo zdobycia punktu przez Lamens, w rzeczywistości dawały jej tylko krótkie powody do uśmiechu.

    Minęło ledwie kilka minut, a Świątek odzyskała przewagę i serwowała po wygranie pierwszego seta w rywalizacji z Holenderką. I choć w ostatnim gemie serwisowym Polki pojawiły się pewne kłopoty, bo po jej stronie szwankowała nieco skuteczność, ostatecznie nie wypuściła prowadzenia z rąk. Dzięki prowadzeniu 6:3 do drugiego zwycięstwa w Sydney brakowało jej już tylko jednego seta.
    Jedno w grze Igi Świątek cieszyło szczególnie. Ależ wyczyn

    W drugim secie Suzan Lamens próbowała przejść do natychmiastowej ofensywy, ale efekt był podobny. Błyskawicznie jej nieudane ataki przerodziły się w przełamanie na korzyść przeciwniczki. Pojedyncze punkty mogły przynosić wyrównaną batalię, w trakcie której nawet Iga Świątek nie była w stanie dotrzeć do skutecznych skrótów. Ale dla Holenderki były to tylko nieliczne momenty.

    Tym razem do podobnego zwrotu nie doszło i wydawało się, że Lamens nieco opuściły siły. To, czym zachwycała na początku spotkania, czyli wysoka determinacja potrzebna w walce o sprawienie sensacji, jakby zupełnie uleciała. Nie zanosiło się na powtórkę z US Open, gdy niespodziewanie udało jej się wygrać seta przeciwko wielkiej faworytce.

    Zobacz także: Hubert Hurkacz to wyszarpał, Polska ma awans! Będzie wielki hit

    Co istotne, po stronie Świątek cieszyć mogła niezwykle wysoka skuteczność przy siatce. Pomyliła się tylko raz, przy piłce setowej, co zresztą chwilę później i tak okazało się wpadką bez żadnych konsekwencji.

    Do sensacyjnego zwrotu już nie doszło. Iga Świątek bez najmniejszych kłopotów pokonała Suzan Lamens 6:3, 6:2, powiększając swoje prowadzenie w drugiej partii. W ten sposób nasza reprezentantka zgarnie kolejne punkty do rankingu WTA — po zwycięstwie zapewniła sobie bonus wynoszący kolejne 58 “oczek”.

    To oznacza, że Polska na pewno wygra swój drugi mecz w fazie grupowej United Cup i zanotuje czwarte zwycięstwo w singlu. Teraz Biało-Czerwoni w piątek zmierzą się z reprezentacją Australii, a stawką będzie udział w półfinale turnieju.

    Iga Świątek — Suzan Lamens 6:3, 6:2