• Cztery mecze i koniec. Brutalny werdykt dla Świątek. Wiktorowski triumfuje

    Cztery mecze i koniec. Brutalny werdykt dla Świątek. Wiktorowski triumfuje

    Na co stać Igę Świątek w tegorocznym Australian Open? To pytanie coraz częściej pojawia się wśród kibiców i ekspertów, choć coraz rzadziej Polka wymieniana jest w gronie głównych faworytek do końcowego triumfu. Zagraniczne media z uwagą przeanalizowały turniejową drabinkę, a jeden z portali wskazał nawet konkretny mecz, który może okazać się dla wiceliderki rankingu WTA przeszkodą nie do przejścia.

    Australian Open rusza w niedzielę, 18 stycznia, a oczy polskich kibiców tradycyjnie skierowane będą na Igę Świątek. Rozstawiona z numerem drugim raszynianka przystępuje do turnieju z ogromnymi ambicjami, ale też z bagażem pytań o dyspozycję. Początek sezonu nie przyniósł bowiem jednoznacznie optymistycznych sygnałów. W United Cup Świątek wygrała trzy z pięciu spotkań, a porażki z Coco Gauff i Belindą Bencić wywołały szeroką dyskusję w tenisowym środowisku.

    Wątpliwości nie ukrywają także eksperci. – Czasami mam wrażenie, że Iga stresuje się absolutnie wszystkim. Na tym poziomie nie chodzi już wyłącznie o tenis. Ogromną rolę odgrywa psychologia – to, jak reagujesz i jakie decyzje podejmujesz w kluczowych momentach – mówiła na łamach „Faktu” Barbara Schett, była tenisistka, a obecnie ekspertka Eurosportu.

    Pierwsza runda nie powinna stanowić dla Świątek większego problemu. Polka zmierzy się z kwalifikantką Yue Yuan, zajmującą 130. miejsce w rankingu WTA, i będzie zdecydowaną faworytką. Prawdziwe wyzwania mogą jednak pojawić się później – i to dość szybko.

    W drugiej rundzie potencjalnymi rywalkami Polki są Renata Zarazúa lub Marie Bouzková. Trzecia faza może oznaczać starcie z Anną Kalinską, natomiast w 1/8 finału w grę wchodzi pojedynek z Naomi Osaką lub Ludmiłą Samsonową. W ćwiartce turniejowej Świątek znalazły się również Jelena Rybakina oraz Belinda Bencić, a w całej połówce nie brakuje groźnych nazwisk, takich jak Amanda Anisimova, Jessica Pegula, Madison Keys, Linda Noskova czy Jelena Ostapenko.

    Jedną z najbardziej pesymistycznych prognoz przedstawił portal tennisconnected.com. W analizie autorstwa Amy Lundy wprost wskazano, że trudne losowanie może przekreślić marzenia Świątek o triumfie w Melbourne. – Ze względu na układ drabinki nie sądzę, by to był moment dla Igi na zdobycie upragnionego tytułu Australian Open. Myślę, że Osaka może ją zaskoczyć, choć trudno ocenić formę Naomi po problemach zdrowotnych – czytamy. Taki scenariusz oznaczałby odpadnięcie Polki już w 1/8 finału, co byłoby sporym rozczarowaniem. Według Lundy w finale zmierzą się Aryna Sabalenka i Jelena Rybakina, a tytuł trafi w ręce reprezentantki Kazachstanu.

    Nieco inne spojrzenie prezentuje hiszpańskojęzyczny portal puntodebreak.com. Tamtejsi dziennikarze zakładają, że Świątek może dotrzeć do ćwierćfinału, gdzie jej rywalką byłaby właśnie Rybakina. – Ćwierćfinał Rybakina – Świątek byłby meczem legendarnym, ale obie zawodniczki muszą wznieść się na najwyższy poziom, by do niego dotrzeć. Największym zagrożeniem dla Polki wydaje się Osaka w 1/8 finału, natomiast Rybakina może mieć ogromne problemy z rozpędzoną i pewną siebie Belindą Bencić – analizują Hiszpanie.

    Z kolei prestiżowy tennis.com, opisując turniejową ćwiartkę Świątek, skupia się przede wszystkim na potencjalnym starciu Polki z Rybakiną. – Żadna z nich nie jest obecnie w idealnej formie, ale nie bez powodu obie są mistrzyniami Wielkiego Szlema i od lat utrzymują się w ścisłej czołówce rankingu – zauważają dziennikarze. Podkreślają również, że dla Świątek ogromną motywacją będzie szansa na pierwszy w karierze finał w Melbourne i skompletowanie Karierowego Wielkiego Szlema.

    Jednocześnie wskazują, że droga do ćwierćfinału wcale nie jest usłana różami. Naomi Osaka, Ludmiła Samsonowa czy Anna Kalinska to rywalki, które – w sprzyjających okolicznościach – mogą sprawić Polce ogromne problemy. Ostatecznie tennis.com prognozuje, że to Rybakina dotrze do półfinału, co oznaczałoby pożegnanie Świątek z turniejem najpóźniej na etapie ćwierćfinału.

    Szczególne emocje wzbudza potencjalny mecz Świątek z Osaką, który mógłby być jednym z hitów całego turnieju. Obie tenisistki grały ze sobą dotychczas trzykrotnie – dwa razy triumfowała Polka, raz górą była Japonka. Ich ostatnie starcie miało miejsce podczas Roland Garros 2024, gdy Świątek wygrała po zaciętym boju 7:6, 1:6, 7:5.

    Dodatkowego smaczku ewentualnemu pojedynkowi dodaje postać Tomasza Wiktorowskiego. Były trener Igi Świątek prowadził Polkę w latach 2021–2024, a po krótkiej przerwie od pracy szkoleniowej, pod koniec lipca 2025 roku rozpoczął współpracę właśnie z Naomi Osaką. Taki kontekst sprawia, że możliwe starcie w Melbourne elektryzuje kibiców jeszcze przed pierwszą piłką.

    Australian Open zapowiada się więc dla Świątek jako turniej pełen wyzwań, pytań i potencjalnych hitów. Odpowiedź na to, jak daleko zajdzie Polka, poznamy już w najbliższych dniach.

  • Aż huczy wokół Świątek. A teraz Polka ogłasza. 2 dni przed Australian Open

    Aż huczy wokół Świątek. A teraz Polka ogłasza. 2 dni przed Australian Open

    Występ Igi Świątek podczas United Cup rozgrzał dyskusję do czerwoności i sprawił, że atmosfera przed Australian Open stała się jeszcze bardziej napięta. Kibice i eksperci zaczęli zadawać pytanie, które powraca jak bumerang: czy aktualna forma wiceliderki rankingu WTA pozwoli jej realnie myśleć o walce o brakujący w dorobku tytuł wielkoszlemowy? Opinie są podzielone, a medialna burza narastała z każdym kolejnym dniem. Na dwa dni przed startem turnieju w Melbourne głos w tej sprawie zabrała jednak sama zainteresowana, otwarcie komentując swoją dyspozycję.

    Turniej United Cup okazał się w tym sezonie wyjątkowo udany dla reprezentacji Polski. Po dwóch przegranych finałach biało-czerwoni wreszcie sięgnęli po końcowy triumf, pokonując w decydującym meczu Szwajcarię. Sukces zespołu był źródłem ogromnej radości także dla Igi Świątek, która miała swój istotny wkład w końcowe zwycięstwo.

    Raszynianka znakomicie rozpoczęła rywalizację w fazie grupowej. Najpierw bez większych problemów poradziła sobie z Niemką Evą Lys, a następnie potwierdziła wysoką formę w pojedynkach z Suzan Lamens oraz – już w ćwierćfinale – z utalentowaną Mayą Joint. Wydawało się, że wszystko zmierza w idealnym kierunku. Później jednak pojawiły się trudności.

    W półfinale zmagań, w starciu z reprezentacją Stanów Zjednoczonych, Świątek uległa w dwóch setach Coco Gauff (4:6, 2:6). Jeszcze bardziej niepokojący okazał się finał ze Szwajcarią, w którym Polka po wygranym pierwszym secie przegrała z Belindą Bencic 6:3, 0:6, 3:6. Dwie porażki z rzędu wywołały falę komentarzy i analiz dotyczących aktualnej dyspozycji byłej liderki światowego rankingu. Portal Tennis365.com zwrócił uwagę na spadek jej skuteczności w meczach z czołowymi zawodniczkami touru, co tylko dolało oliwy do ognia.

    Wątpliwości nie kryła także jedna z najbardziej wyrazistych rywalek Świątek – Danielle Collins. Amerykanka, goszcząc w podcaście „The Big T”, podkreślała, że dwie kolejne porażki to coś rzadko spotykanego w przypadku Polki. Jej zdaniem kluczowe będzie to, jak Świątek poradzi sobie z tą sytuacją od strony mentalnej. Collins zaznaczyła, że gdy Polka jest w pełni skupiona i czuje się dobrze, potrafi grać jak numer jeden na świecie, jednak w obecnych okolicznościach nie widzi jej w roli głównej faworytki Australian Open.

    Jak jest naprawdę? Na to pytanie odpowiedziała sama Iga Świątek w rozmowie z Eurosportem, udzielonej na dwa dni przed startem turnieju w Melbourne.

    – Te mecze w Sydney nie były idealne, nie wszystko układało się tak, jakbym chciała. Jest kilka elementów, które muszę jeszcze potrenować i dopracować. W Melbourne miałam już kilka godzin na korcie treningowym i pracujemy dalej. Wiadomo jednak, że kiedy wychodzi się na mecz, wszystko może wyglądać zupełnie inaczej – przyznała 24-latka.

    Polska tenisistka zaznaczyła, że na razie koncentruje się wyłącznie na pierwszej rundzie Australian Open. – Zobaczę, jak będę się czuła na korcie. Skupiliśmy się głównie na dostosowaniu do warunków, bo są inne niż w Sydney. Sama nawierzchnia również wydaje się nieco inna. Czuję, że gram dobrze, ale na tym poziomie wszyscy prezentują wysoki poziom. Detale będą miały ogromne znaczenie – podkreśliła.

    W rozmowie z Pawłem Kuwikiem Świątek zwróciła także uwagę na to, jak bardzo na przestrzeni ostatnich lat zmienił się kobiecy tenis. – Poziom bardzo się podniósł. Od 2021 roku jestem w czołówce WTA i wyraźnie czuję, jak tour się rozwija. Gra jest coraz szybsza, rywalki są coraz lepiej przygotowane fizycznie. Mało kto zdaje sobie z tego sprawę. Poziom się wyrównał i dziś wiele zawodniczek ma potencjał, by wygrać turniej wielkoszlemowy. Dlatego o sukcesach decydują naprawdę drobne szczegóły – podsumowała.

    Australian Open rozpocznie się już za moment, a odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące formy Igi Świątek przyniosą pierwsze mecze na kortach w Melbourne. Jedno jest pewne – emocji nie zabraknie.

  • Świątek dostała pierwsze pytanie i nie wytrzymała. Nie mogła tego tak zostawić

    Świątek dostała pierwsze pytanie i nie wytrzymała. Nie mogła tego tak zostawić

    Iga Świątek już w poniedziałek rozpocznie rywalizację w Australian Open, ale zanim wyjdzie na kort w pierwszej rundzie, wzięła udział w dniu medialnym. Jej konferencja prasowa była krótka – trwała niespełna 15 minut – jednak od samego początku nie brakowało w niej zaskakujących momentów. Już po pierwszym pytaniu Polka postanowiła jasno zareagować i zwróciła się do dziennikarzy z wyraźną prośbą, by w przyszłości unikali jednego tematu.

    W tegorocznej edycji Australian Open w singlu kobiet zobaczymy cztery reprezentantki Polski: Igę Świątek, Magdę Linette, Magdalenę Fręch oraz Lindę Klimovicovą, która przeszła przez kwalifikacje. Mimo to zdecydowana większość uwagi kibiców skupia się na wiceliderce rankingu WTA i na tym, jak poradzi sobie na starcie turnieju. Rok temu dotarła w Melbourne aż do półfinału – teraz pytanie brzmi, czy w tym sezonie będzie w stanie pójść jeszcze dalej.

    Powody do optymizmu po United Cup

    Świątek ma za sobą udany występ w United Cup, gdzie wreszcie mogła świętować zwycięstwo z reprezentacją Polski. Bezbłędnie spisywała się para mieszana Katarzyna Kawa – Jan Zieliński, bardzo dobrze po siedmiomiesięcznej przerwie zaprezentował się Hubert Hurkacz. Sama Iga nie zawsze miała szczęście, ale w większości spotkań pokazała solidny tenis, a jej zwycięstwo z Evą Lys w meczu, który wydawał się już przegrany, było jednym z najbardziej charakterystycznych momentów turnieju.

    Nie ulega jednak wątpliwości, że przed Australian Open Świątek wraz z trenerem Wimem Fissette miała jeszcze kilka elementów do dopracowania. Podczas konferencji prasowej przed startem wielkoszlemowej imprezy nie mówiło się jednak o aspektach czysto tenisowych. Największe poruszenie wywołał… temat drabinki turniejowej.

    Jasna reakcja Świątek na pierwsze pytanie

    Pierwsze pytanie, jakie usłyszała Polka, dotyczyło ewentualnych zmian w jej grze pod kątem potencjalnych pojedynków z Naomi Osaką i Jeleną Rybakiną, które znalazły się w jej części drabinki. Świątek już w trakcie zadawania pytania zorientowała się, dokąd zmierza rozmowa i nie kryła lekkiego zniecierpliwienia.

    – Nie patrzyłam na losowanie, więc… dzięki za cynk. Nie, to nie żart. Naprawdę tego nie robię, więc proszę, nie spoilerujcie mi drabinki. Lubię się zaskakiwać po każdym meczu – powiedziała stanowczo, jasno wyznaczając granicę.

    Chwilę później, odpowiadając już wprost na pytanie, dodała krótko: – Nie, bo nawet nie wiedziałam. To wszystko.

    Świątek dała tym samym do zrozumienia, że woli skupiać się wyłącznie na najbliższym rywalu, bez wybiegania myślami kilka rund do przodu.

    W pierwszej rundzie Australian Open jej przeciwniczką będzie Chinka Yue Yuan, która wcześniej musiała przebijać się przez wymagające kwalifikacje. Mecz zaplanowano na poniedziałek, 19 stycznia, nie wcześniej niż o godzinie 1:00 w nocy czasu polskiego. To właśnie od tego spotkania Iga Świątek rozpocznie kolejną próbę sięgnięcia po jedyny wielkoszlemowy tytuł, którego wciąż brakuje w jej imponującej kolekcji.

  • Sabalenka ma marzenie związane ze Świątek. Szczere wyznanie Białorusinki. I to 2 dni przed Australian Open

    Sabalenka ma marzenie związane ze Świątek. Szczere wyznanie Białorusinki. I to 2 dni przed Australian Open

    Aryna Sabalenka przystępuje do Australian Open 2026 jako główna kandydatka do końcowego triumfu. Liderka światowego rankingu już w pierwszej rundzie zmierzy się z Francuzką Tiantsoa Rakotomanga Rajaonah, ale jeszcze przed startem turnieju głośno zrobiło się o jej wypowiedzi dotyczącej rywalizacji z Igą Świątek. Słowa Białorusinki jasno pokazują, jak wyjątkowa – i momentami frustrująca – jest relacja dwóch najlepszych tenisistek świata.

    Wielkoszlemowe zmagania w Melbourne ruszają w niedzielę, 18 stycznia. Sabalenka, która triumfowała na kortach Australian Open w 2023 i 2024 roku, doskonale zna smak sukcesu w Australii. Przed rokiem była o krok od trzeciego tytułu z rzędu, jednak w finale musiała uznać wyższość Madison Keys. Amerykanka wygrała po trzysetowym boju 6:3, 2:6, 7:5, a porażka ta długo siedziała w głowie liderki rankingu.

    – Przegrana w zeszłorocznym finale z Keys była bardzo bolesna. Grała znakomicie, a ja długo nie mogłam się z tym pogodzić. Przez pewien czas było mi naprawdę ciężko, ale wierzę, że w tym roku będzie lepiej – przyznała Sabalenka na dwa dni przed rozpoczęciem turnieju.

    Sabalenka o Świątek: „Chciałabym grać z nią częściej” W sezonie 2025 wielu kibiców liczyło na wielki finał Australian Open pomiędzy Sabalenką a Igą Świątek. Do takiego starcia jednak nie doszło – Polka odpadła w półfinale po porażce z Madison Keys. W obecnej edycji turnieju teoretycznie obie tenisistki mogą zmierzyć się ze sobą dopiero w finale, co tylko podgrzewa atmosferę wokół ich rywalizacji.

    Podczas rozmów z dziennikarzami Sabalenka została zapytana wprost o pojedynki ze Świątek i nie ukrywała swojego zdziwienia.

    – To szaleństwo, że w zeszłym roku zagrałyśmy ze sobą tylko raz. Oczywiście nie chodzi tylko o nas, bo jest wiele świetnych tenisistek zdolnych do wygrywania wielkich turniejów, ale prawda jest taka, że chciałabym grać z Igą częściej – powiedziała 27-letnia Białorusinka.

    Te słowa mówią wiele o rywalizacji Sabalenki i Świątek, które od kilku sezonów toczą zacięty bój o pozycję numer jeden na świecie. Paradoksalnie, mimo dominacji obu zawodniczek w tourze, ich bezpośrednie pojedynki należą do rzadkości, co sprawia, że trudno jednoznacznie wskazać, która z nich ma wyraźną przewagę.

    Dotychczas tenisistki spotkały się 13 razy – bilans tych starć to 8:5 na korzyść Świątek. W całym 2025 roku doszło jednak tylko do jednego takiego meczu. Był to półfinał Roland Garros, w którym lepsza okazała się Sabalenka, wygrywając 7:6, 4:6, 6:0.

    Aryna Sabalenka swój mecz pierwszej rundy Australian Open rozegra w niedzielę, 18 stycznia, o godzinie 9:00 czasu polskiego. Tekstową relację „na żywo” będzie można śledzić w Interii Sport. Iga Świątek natomiast rozpocznie zmagania w Melbourne w poniedziałek lub we wtorek.

  • Świątek odpowiada na słowa ojca. A jednak, zmiana. Polka ujawnia

    Świątek odpowiada na słowa ojca. A jednak, zmiana. Polka ujawnia

    Iga Świątek coraz bardziej zbliża się do swojego pierwszego wielkoszlemowego startu w nowym sezonie, który tradycyjnie otworzy Australian Open. Turniej rozgrywany w Melbourne może mieć dla Polki wyjątkowe znaczenie — to właśnie tam wiceliderka rankingu WTA stanie przed szansą skompletowania karierowego Wielkiego Szlema. Jak sama podchodzi do tej perspektywy i jak dziś patrzy na cele, o których mówiło się już kilka lat temu? O tym opowiedziała w rozmowie z „Przeglądem Sportowym Onetem”, odnosząc się również do słów swojego ojca Tomasza Świątka sprzed trzech lat.

    Losowanie drabinki Australian Open odbyło się w czwartek i nie ułożyło się dla Igi Świątek szczególnie korzystnie. Już teraz wiadomo, że droga do finału — zwłaszcza w drugim tygodniu turnieju — będzie wymagająca. W przypadku Wielkiego Szlema trudno jednak liczyć na łatwe scenariusze.

    W pierwszej rundzie Polka zmierzy się z kwalifikantką. Ostatecznie rywalką Świątek została Yue Yuan, która stanie przed okazją do rewanżu za porażkę poniesioną przed rokiem w Pekinie. Jeśli wiceliderka rankingu WTA upora się z Chinką, w kolejnym etapie może trafić na Renatę Zarazuę lub Marie Bouzkovą. Potencjalną przeciwniczką w trzeciej rundzie jest Anna Kalinska, a im dalej w turniej, tym poprzeczka będzie zawieszona coraz wyżej.

    Dla 24-letniej tenisistki tegoroczny start w Australii ma szczególny wymiar. Po raz pierwszy w karierze stanie bowiem przed realną szansą zdobycia brakującego tytułu wielkoszlemowego i skompletowania całego zestawu. Do tej pory jej najlepszym wynikiem na kortach w Melbourne był półfinał. Jak jednak podkreśla sama zainteresowana, jej spojrzenie na wielkie cele znacząco się zmieniło.

    – Patrzę na swoje ambicje trochę inaczej niż kilka lat temu. Oczywiście Australian Open czy złoto olimpijskie są gdzieś na mojej liście marzeń, ale nie traktuję ich jak Świętego Graala. To cele, które realizuję krok po kroku – zaznaczyła druga rakieta świata.
    – Dziś znacznie bardziej skupiam się na procesie, zdrowiu i ciągłym rozwoju. Wyniki są ważne, bo uprawiamy zawodowy sport, ale nie są jedyną miarą satysfakcji, zwłaszcza w codziennej pracy. Mówiłam to kilka lat temu i powtarzam również teraz: to maraton, a nie sprint. I wierzę, że jeszcze wiele przede mną – dodała.

    W trakcie rozmowy Iga Świątek odniosła się także do słów swojego ojca, Tomasza Świątka, który w 2023 roku wskazywał upór jako kluczową cechę charakteru córki, stojącą za jej spektakularnymi sukcesami na światowych kortach.

    Tenisistka przyznała, że determinacja wciąż jest ważnym elementem jej mentalności, ale jednocześnie podkreśliła, że z biegiem lat nauczyła się większej równowagi.
    – Upór i determinacja, a właściwie wytrwałość i determinacja, zawsze były częścią mnie, szczególnie w trudnych momentach, gdy nie wszystko układało się po mojej myśli. Z czasem jednak nauczyłam się większej elastyczności oraz zaufania — zarówno do siebie, jak i do całego zespołu, który mnie otacza. Czasem trzeba mocniej przycisnąć, a czasem odpuścić i zaufać procesowi – wyjaśniła wiceliderka rankingu WTA.

    Takie podejście ma jej pomóc nie tylko w walce o kolejne trofea, ale także w zachowaniu równowagi i długofalowym rozwoju kariery, która — jak sama podkreśla — wciąż jest daleka od finiszu.

  • Dwie najlepsze nastolatki świata w finale! Są na językach przed Australian Open

    Dwie najlepsze nastolatki świata w finale! Są na językach przed Australian Open

    Dwie najlepsze nastolatki świata w finale! Są na językach przed Australian Open
    Mirra Andriejewa
    Mirra Andriejewa (Foto: ZUMA / newspix.pl)

    Będzie nastoletni finał w turnieju WTA rangi 500 w Adelajdzie! W nocy czasu polskiego Victoria Mboko pokonała gładko reprezentantkę gospodarzy Kimberly Birrell 6:2, 6:1, a nad ranem dołączyła do niej Mirra Andriejewa, która ograła swoją rodaczkę, prezentując niesamowity tenis. Sobotni finał będzie miał drugie, na pierwszy rzut oka niewidoczne znaczenie, zwłaszcza dla Kanadyjki.

    Więcej ciekawych historii znajdziesz w Przeglądzie Sportowym

    Mboko zdecydowanie zdominowała Birrell, serwując osiem asów. 19-latka musiała bronić jedynie jednego break pointa przez całe spotkanie, a sama pięć razy odebrała serwis rywalce. W sobotę stanie przed historyczną szansą.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo
    Mirra Andriejewa zagra z Victorią Mboko w finale w Adelajdzie

    W drugim półfinale Mirra Andriejewa mierzyła się ze swoją deblową partnerką, Dianą Sznajder. To starsza z Rosjanek lepiej rozpoczęła spotkanie, przełamując rywalkę na 3:1, ale Andriejewa odpowiedziała serią aż sześciu gemów wygranych z rzędu i prowadziła 6:3, 1:0.

    W drugim secie leworęczna tenisistka miała swoje szanse, starała się rozrzucać 18-latkę po korcie, ale ta zdołała odgrywać niemal z każdej pozycji. Pod koniec meczu widać było po Sznajder rezygnację i uznanie wyższości rywalki tego dnia.

    Zobacz także: Iga Świątek o łzach i stresie na korcie. “Nigdy nie zostanę robotem”

    W przededniu Australian Open w finale w Adelajdzie zagrają 19-letnia Mboko i 18-letnia Andriejewa. Kanadyjka już teraz w rankingu WTA live jest na 16. miejscu, które jest dla niej najlepsze w karierze. Gdyby sięgnęła po triumf w całym turnieju, to przesunie się na 14. pozycję. Rosjanka z kolei już na pewno będzie siódmą rakietą świata.

    W pierwszej rundzie Australian Open Andriejewa zagra z doświadczoną wicemistrzynią olimpijską z Paryża Donną Vekić, a Mboko zmierzy się z 17-letnią Emerson Jones.

    Źródło: Przegląd Sportowy

    Data utworzenia:

    16 stycznia 2026 07:23
    Dziennikarz Przeglądu Sportowego

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego
    Wydarzenie dnia
    Przeczytaj także

    ©

    2026

    Ringier Axel Springer Polska – Powered by Ring Publishing | Developed by RAS Tech

    Systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z tej strony internetowej (web scraping), jak również eksploracja tekstu i danych (TDM) (w tym pobieranie i eksploracyjna analiza danych, indeksowanie stron internetowych, korzystanie z treści lub przeszukiwanie z pobieraniem baz danych), czy to przez roboty, web crawlers, oprogramowanie, narzędzia lub dowolną manualną lub zautomatyzowaną metodą, w celu tworzenia lub rozwoju oprogramowania, w tym m.in. szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez uprzedniej, wyraźnej zgody Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. (RASP) jest zabronione. Wyjątek stanowią sytuacje, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe.

  • Iga Świątek o łzach i stresie na korcie. “Nigdy nie zostanę robotem”

    Iga Świątek o łzach i stresie na korcie. “Nigdy nie zostanę robotem”

    Iga Świątek o łzach i stresie na korcie. “Nigdy nie zostanę robotem”
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: Marcin Cholewiński, ZUMA / newspix.pl)
    To jest treść premium dostępna w ramach pakietu

    — Warto, abyśmy trochę głośniej mówili o tym, że emocje są częścią sportu i życia. Ponieważ bardzo zależy nam sportowcom na tym, co robimy, czasami będziemy płakać, czasami głośno się cieszyć, a czasami złościć. Stres także jest nieodłączną częścią sportu, a ja z roku na rok jestem dojrzalsza, uczę się regulować emocje, zarządzać stresem. Nigdy jednak nie zostanę robotem — mówi nam Iga Świątek. Gwiazda polskiego sportu zdradza, czego się nauczyła, nad czym pracuje i na które turnieje czeka szczególne w 2026 r.

    Więcej ciekawych historii przeczytasz w serwisie premium “Przeglądu Sportowego”

    Rozmowa została przeprowadzona w czasie przerwy między sezonami. Pochodzi ze Skarbu Kibica “Wielki tenis 2026”

    Iga Świątek podzieliła się z nami refleksjami na temat popularności, odpowiedzialności i swojego charakteru. Opowiedziała też o lekcjach z przeszłości i celach na przyszłość.

    Piotr Chłystek: Co jest najprzyjemniejsze w byciu gwiazdą światowego formatu?

    Iga Świątek: Myślę, że najbardziej cieszy mnie to, że mogę w jakiś sposób inspirować ludzi — szczególnie dzieci. Kiedy słyszę, że ktoś zaczął grać w tenisa, “bo Iga”, to robi mi się naprawdę ciepło na sercu. No i oczywiście możliwość rywalizowania na najwyższym poziomie na kortach na całym świecie to ogromny przywilej.

    Polecamy także: Alarm przed Australian Open. To dlatego Iga Świątek została zdeklasowana

    Popularność wiąże się z odpowiedzialnością?

    Źródło: Przegląd Sportowy

    Data utworzenia:

    16 stycznia 2026 05:10
    Dziennikarz Przeglądu Sportowego

    Dziennikarz Przeglądu Sportowego
    Wydarzenie dnia
    Przeczytaj także

    ©

    2026

    Ringier Axel Springer Polska – Powered by Ring Publishing | Developed by RAS Tech

    Systematyczne pobieranie treści, danych lub informacji z tej strony internetowej (web scraping), jak również eksploracja tekstu i danych (TDM) (w tym pobieranie i eksploracyjna analiza danych, indeksowanie stron internetowych, korzystanie z treści lub przeszukiwanie z pobieraniem baz danych), czy to przez roboty, web crawlers, oprogramowanie, narzędzia lub dowolną manualną lub zautomatyzowaną metodą, w celu tworzenia lub rozwoju oprogramowania, w tym m.in. szkolenia systemów uczenia maszynowego lub sztucznej inteligencji (AI), bez uprzedniej, wyraźnej zgody Ringier Axel Springer Polska sp. z o.o. (RASP) jest zabronione. Wyjątek stanowią sytuacje, w których treści, dane lub informacje są wykorzystywane w celu ułatwienia ich wyszukiwania przez wyszukiwarki internetowe.

  • Była 95. minuta. Oto co Yamal zrobił Lewandowskiemu. Od razu przeprosił

    Była 95. minuta. Oto co Yamal zrobił Lewandowskiemu. Od razu przeprosił

    Barcelona długo męczyła się z liderem La Liga 2, ekipą Racingu Santander. Katalończycy ostatecznie wygrali 2:0, a jedną z bramek mógł zdobyć Robert Lewandowski. Mógł, ale za każdym czegoś zabrakło.
    Yamal przeprasza Leweandowskiego w meczu z Racingiem Santander
    screen z X Eleven

    Kapitan reprezentacji Polski wszedł na plac gry w 68. minucie, zmieniając Ferrana Torresa. 25-latek chwilę wcześniej wpisał się na listę strzelców, otwierając wynik spotkania na El Sardinero. Lewandowski także mógł strzelić gola, ale finalnie do tego nie doszło. Po spotkaniu Polak zebrał jednak dobre recenzje. Hiszpańskie media chwaliły go przede wszystkim za wielką waleczność.

    Zobacz wideo Oto cała prawda o talencie Lewandowskiego. “Ktoś, kto to mówił, po prostu kłamie”

    Przepraszający gest Yamala. To miał być gol “Lewego”

    Barcelona nie miała na terenie lidera Segunda Division łatwego zadania. Racing już raz sprawił niespodziankę w tym sezonie w Pucharze Króla, eliminując ekipę Villarreal. Zawodnicy trenera Hansiego Flicka od początku spotkania mieli wielką przewagę, ale aż do 66. minuty za sprawą kapitalnego, prostopadłego podania Fermina Lopeza i skutecznego uderzenia Torresa nie byli w stanie jej zaznaczyć na tablicy wyników. Chwilę później do gry wszedł Lewandowski.

    Polak w 79. minucie próbował dobijać strzał Lopeza, ale jego próba z zaledwie 5 metrów spotkała się z kapitalną interwencją Jokina Ezkiety. 29-latek popisał się świetnym refleksem i wyczuciem, dzięki czemu uratował swój zespół przed utratą drugiego gola.

    To, czego nie udało się graczom Barcelony w 79., miało swój szczęśliwy finał w 95. minucie. Chwilę wcześniej jednak w szeregach Dumy Katalonii zrobiło się bardzo gorąco, ale na posterunku był niezawodny ostatnio Joan Garcia, broniąc strzał, wychodzącego sam na sam Manexa Lozano z około 12 metrów. Po paradzie Garcii, zawodnicy Blaugrany przeszli do kontry…:

    Gdyby tylko Lamine Yamal dobrze podał do Lewandowskiego, wówczas Polak miałby wielką szansę na zdobycie gola. 18-latek musiał zdawać sobie z tego sprawę tuż po tym, jak to on wpisał się na listę strzelców, bo niemal od razu skierował przepraszające gesty w stronę bardziej doświadczonego kolegi.

    – Nie spodziewaliśmy się, że będą tak twardym rywalem. Trochę nas zaskoczyło, że aż tak bardzo się zamknęli. Wiemy, że wszystko zależy od nas. Wiedzieliśmy, że musimy rozciągnąć grę, zachować spokój i ostatecznie to wypaliło. Ta ostatnia akcja meczu… całe szczęście, że mamy Joana – przyznał po spotkaniu Ferran Torres.

    FC Barcelona dołączyła do ośmiu najlepszych drużyn Pucharu Króla w tym sezonie. Losowanie par ćwierćfinałowych odbędzie się w poniedziałek, 19 stycznia. Wcześniej, bo w niedzielę 18 stycznia Duma Katalonii pojedzie na mecz ligowy do San Sebastian. Początek starcia z Realem Sociedad o 21.

  • Danielle Collins już uderza w Igę Świątek. Wróży jej marny los

    Danielle Collins już uderza w Igę Świątek. Wróży jej marny los

    Choć Danielle Collins nie zobaczymy w tym roku na kortach Australian Open, Amerykanka i tak nie daje o sobie zapomnieć. Często widujemy ją w roli ekspertki, a tym razem pojawiła się w programie na żywo na kanale “Tennis Channel”. Została tam zapytana m.in. o potencjalne największe niespodzianki nadchodzącego turnieju. Collins wspomniała o Idze Świątek. W negatywnym kontekście.
    Danielle Collins o Idze Świątek
    fot. Screen: https://x.com/TennisChannel/status/2011954502073491503 fot. REUTERS/Jeremy Piper

    O tym, że Danielle Collins odpuszcza pierwszą część sezonu na czele z Australian Open, wiemy już od grudnia. Amerykanka informowała poprzez media społecznościowe, że chce w pełni wyleczyć trapiący ją uraz pleców. To jednak absolutnie nie oznacza, że 31-latka pozwala, by było o niej cicho. Wręcz przeciwnie, Collins postanowiła zaangażować się mocno jako ekspertka. Odwiedziła m.in. podcast “The Big T” prowadzony przez byłych tenisistów Brada Gilberta i Coco Vandeweghe.

    Zobacz wideo Tak Maroko awansowało do finału PNA. Cudowna obrona karnego!
    Collins znów uderza w Świątek. Wskazała ją od razu

    Amerykanka stwierdziła tam m.in., że nie widzi obecnie Igi Świątek w gronie faworytów Australian Open. Przypomnijmy, iż Collins od lat ma z Polką na pieńku i wielokrotnie ją lekceważyła, zarówno na korcie, jak i poza nim. Wygląda jednak na to, że tym razem 31-latka naprawdę nie wróży naszej reprezentantce za dobrze. W programie na żywo na kanale “Tennis Channel” zawodniczka z USA znów wypowiedziała się o Polce i ponownie nie były to pochlebstwa. Collins stwierdziła, że szybkie odpadnięcie Świątek w ogóle jej nie zdziwi.

    – To zapewne nie jest niespodzianka, dla tych, którzy śledzą tenis, ale muszę wskazać Igę Świątek. Byłam trochę zaniepokojona jej grą podczas United Cup. Przegrała tam dwa mecze z rzędu. Zatem widać, że są u niej pewne kłopoty – powiedziała Amerykanka, zapytana o to, które zawodniczki z Top 10 rankingu WTA mogą odpaść w dwóch pierwszych rundach Australian Open.
    Polka nie przegrywa pierwszego meczu. Praktycznie nigdy. I nie jest to przesada

    Gdyby okazało się, że Collins ma rację, a Polka odpadłaby w pierwszej lub drugiej rundzie, stałoby się coś wręcz historycznego. Nasza reprezentantka nie przegrała swego pierwszego meczu na jakimkolwiek turnieju od Cincinnati w 2021 roku (II runda z Ons Jabeur). Za to ostatni raz, gdy Świątek odpadła z turnieju wielkoszlemowego przed III rundą miał miejsce w 2019 roku podczas US Open (II runda). Nasza reprezentantka będzie jednak rzecz jasna murowaną faworytką zarówno w pierwszej, jak i w drugiej rundzie. Zmagania w Melbourne zacznie od starcia z Chinką Yue Yuan (130. WTA), a jeśli wygra, to potem zmierzy się ze zwyciężczynią starcia między Marie Bouzkovą (45. WTA) a Renatą Zarazuą (84. WTA).

  • Radwańska zaryzykowała ws. WOŚP i się opłaciło. Powtórzyła eksperyment

    Radwańska zaryzykowała ws. WOŚP i się opłaciło. Powtórzyła eksperyment

    Agnieszka Radwańska od lat jest mocno związana z WOŚP i co roku stara się przekazywać na aukcje wartościowe przedmioty lub swój własny czas w postaci spotkań i treningów. Przez lata jej propozycje cieszyły się bardzo dużym powodzeniem. W pewnym momencie zdecydowała się na jedną formę wsparcia akcji charytatywnej Owsiaka i dzięki temu udało jej się zebrać sporą sumę.
    Dwóch dorosłych udzielających wywiadu dziennikarzom, każde w innym miejscu; mężczyzna w okularach i kolorowej koszulce z napisem, kobieta w jasnej czapce z daszkiem i żółtej koszulce sportowej z logotypami.

    Jurek Owsiak i Agnieszka RadwańskaFOT.TEDI & Mateusz BialczykNewspix.pl

    Jurek Owsiak co roku może cieszyć się sporym poparciem ze strony znanych sportowców. Udzielają mu go od lat m.in. Iga Świątek czy Robert Lewandowski. Od lat swoje robi również Agnieszka Radwańska, która dokłada kolejne cegiełki do dzieła WOŚP. W pewnym momencie zauważyła, że jeden rodzaj aukcji szczególnie się u niej sprawdza.

    Agnieszka Radwańska znalazła klucz do licytujących na WOŚP?

    Radwańska od lat oferowała różnego rodzaju aukcje dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wystawiała rakiety z ważnych turniejów w jej karierze, ręczniki sygnowane jej imieniem i nazwiskiem, piłki z podpisami czy nawet własną suknię ślubną. Tenisistka zawsze lubiła się udzielać charytatywnie i chętnie współpracowała z różnymi inicjatywami, które zbierały pieniądze na ważne cele.

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP

    W 2022 roku zdawało się, że Agnieszka Radwańska znalazła na siebie ostateczny sposób w ramach WOŚP. Była tenisistka postanowiła wtedy po raz pierwszy wystawić w ramach akcji spotkanie i trening z samą sobą. Okazało się to sporym sukcesem.

    Agnieszka Radwańska wystawiła trzykrotnie to samo na WOŚP

    Pierwsza aukcja tego typu, którą zorganizowała, zakończyła się uzyskaniem od licytującego 55 600 zł. Radwańska postanowiła spróbować tego samego jeszcze raz w roku następnym, czyli 2023. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę i udało jej się uzyskać nawet nieco większą sumę, czyli 56 700 zł.

    Zachęcona tym sukcesem była finalistka Wimbledonu spróbowała tego samego jeszcze raz w 2024 roku. Tym razem okazało się jednak, że zainteresowanie nie było już tak duże. Ostatecznie udało jej się zebrać 22 100 zł. Tak zakończył się jej eksperyment z tym formatem. Z WOŚP jednak wciąż blisko współpracuje.
    Agnieszka Radwańska

    Agnieszka RadwańskaFoto Olimpik/NurPhotoAFP
    Po lewej stronie kobieta ubrana w sportowy strój tenisowy z rakietą, na głowie biała czapka z daszkiem. Po prawej starszy mężczyzna w okularach o czerwonych oprawkach, ubrany w kolorową koszulkę z napisem, z zawieszką na szyi, wyrażający ekspresję twarzy.

    Agnieszka Radwańska i Jurek OwsiakŁukasz Gdak & Jakub SzametoEast News