• Pajor sam na sam z bramkarką Realu. Oto, co stało się w finale Superpucharu

    Pajor sam na sam z bramkarką Realu. Oto, co stało się w finale Superpucharu

    Piłkarki FC Barcelony po raz kolejny mogły cieszyć się z triumfu w Superpucharze Hiszpanii. Tym razem pokonały Real Madryt 2:0. Jedynie pierwsza połowa była wyrównana. Drugie 45 minut stało pod znakiem absolutnej dominacji zawodniczek ze stolicy Katalonii. 90 minut zagrała Ewa Pajor, była bardzo aktywna w ataku, miała kilka dobrych sytuacji strzeleckich.
    Ewa Pajor miała kilka okazji na gola w finale Suerpucharu Hiszpanii
    https://x.com/rfef/status/2015142829148770324 (Screen)

    Półfinały kobiecego Superpucharu Hiszpanii ułożyły się podobnie jak u mężczyzn. FC Barcelona pokonała Athletic Bilbao (3:1), a Real Madryt wyeliminował Atletico Madryt (3:1). W efekcie w finale mieliśmy drugie w tym sezonie kobiece El Clasico. Znów od pierwszej minuty zagrała Ewa Pajor. Polska napastniczka strzeliła gola w półfinale, chciała to powtórzyć w starciu z Realem.

    Zobacz wideo Lewandowski trafi do MLS? Kosecki: Często to powtarzał, na pewno ma plan
    FC Barcelona i Ewa Pajor z kolejnym trofeum

    Od początku kobiecy Klasyk był otwartą wymianą ciosów. Jeden z nich próbowała wymierzyć Ewa Pajor. Polka miała okazję już w czwartej minucie, ale została w porę zatrzymana. Real liczył za to bardzo mocno na swoje skrzydłowe – Lindę Caicedo i Atheneę del Castillo. To one powodowały największe zagrożenie pod bramką Barcelony.

    Szczęście uśmiechnęło się do “Blaugrany” w 27. minucie. Wyszła na prowadzenie za sprawą trafienia głową Esmee Brugts. Holenderka oszukała dwie defensorki Realu na bliższym słupku przy rzucie rożnym i uderzyła z bliska.

    W końcówce pierwszej połowy tempo narzuciły zawodniczki z Madrytu, szukały gola po strzałach z dystansu. Raz zmusiły Catę Coll do wykazania się w bramce, raz Barcelonę uratowała poprzeczka. Do przerwy Katalonki miały skromne, jednobramkowe prowadzenie. Trudno było wskazać wyraźnie lepszy zespół.

    Po przerwie Barcelona starała się wrzucić wyższy bieg, więcej grała piłką. Krótko po wznowieniu gry przed świetną szansą mogła stanąć Pajor, ale spaliła akcję. Kilka minut później Polka nie dopadła do świetnego podania od Caroline Graham Hansen. W kolejnej groźnej akcji Pajor stanęła oko w oko z bramkarką “Los Blancos”, ale z siedmiu metrów trafiła prosto w nią. Hansen nie trafiła dobitki na pustą bramkę, uderzyła z główki w poprzeczkę. W dalszej części meczu swoje okazje zmarnowały też Claudia Pina, Ona Batlle, Salma Paralluelo i Alexia Putellas.

    Na kwadrans przed końcem meczu zawodniczki Realu miały dużą nadzieję na rzut karny, bowiem ręką zagrała Irene Paredes. VAR jednak nie dopatrzył się naruszenia przepisów u defensorki “Dumy Katalonii”.

    Barcelona kontynuowała dobrą i konsekwentną grę, brakowało jedynie skuteczności. W 80. minucie kolejną okazję miała Pajor, ale spudłowała.

    Zobacz też: Tak Kot potraktował Żyłę po jego ostatnim skoku

    Wyglądało na to, że Barcelona nie wypuści korzystnego wyniku, grała dużo lepiej od Realu. W doliczonym czasie zadała ostateczny cios. Dostała rzut karny po faulu na Putellas. Był on długo sprawdzany przez VAR, ale decyzja z boiska została utrzymana. “Jedenastkę” na gola zamieniła poszkodowana.

    Barcelona wygrała w pełni zasłużenie z Realem 2:0 po bramkach Brugts i Putellas. Tym samym obroniła Superpuchar Hiszpanii.

    To piąte trofeum Ewy Pajor wywalczone w barwach Barcelony. W zeszłym sezonie zdobyła krajową potrójną koronę. Dołożyła do tego triumf w Pucharze Katalonii.

  • Słowa Trumpa o NATO podgrzewają spór. Polscy politycy w ostrej wymianie zdań

    Słowa Trumpa o NATO podgrzewają spór. Polscy politycy w ostrej wymianie zdań

    Donald Trump stwierdził, że wojska NATO miały słaby wkład w misję w Afganistanie.

    W Polsce wywołało to ostrą wymianę zdań między przedstawicielami rządu a opozycją i Pałacem Prezydenckim.

    Donald Tusk zaapelował do prezydenta i prezesa PiS o “wstanie z kolan”. Dostał odpowiedź.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    Późnym piątkowym wieczorem prezydent Karol Nawrocki zamieścił wpis na platformie X, w którym odniósł się do kontrowersyjnej wypowiedzi Donalda Trumpa z poprzedniego dnia. Amerykański prezydent ocenił wówczas, że sojusznicy USA z NATO mieli słaby wkład w misję w Afganistanie.

    “Nie ma wątpliwości, że Polscy żołnierze to Bohaterowie. Zasługują na szacunek i słowa podziękowania za ich służbę. W Afganistanie poległo 44 odważnych Polaków: 43 żołnierzy i cywil. Na zawsze zostaną w naszej pamięci!” – podkreślił Nawrocki.

    “Czas wstać z kolan, panowie Karol Nawrocki i Jarosław Kaczyński. Ludzie patrzą” – napisał nazajutrz premier Donald Tusk, najprawdopobniej zarzucając obu politykom zbyt słabą reakcję na słowa prezydenta USA.

    Doradca Karola Nawrockiego Błażej Poboży odpowiedział na to premierowi: “W podręcznikach historii będzie pan zapamiętany jako specjalista od polityki prowadzonej na kolanach wobec Rosji i Niemiec. Jednocześnie. Czasem lepiej milczeć niż to przypominać”.

    Po kilku godzinach na wpis Tuska odpowiedział sam prezydent.

    “Wolne żarty, Panie Premierze – trzecią dekadę Pan klęczy, od Berlina po Brukselę. W Moskwie też się zdarzało… Naprawdę są takie miejsca na świecie, gdzie nikt nie oczekuje, żeby klękać. To tylko Pana złe przyzwyczajenia” – skomentował Karol Nawrocki.

    Ostra wymiana zdań między rządem a opozycją. Pokłosie wypowiedzi Trumpa o NATO

    Ze strony rządu głos w sprawie zabrał również jego rzecznik, Adam Szłapka. “Ludzie PiS to po prostu tchórze” – stwierdził.

    Z kolei szef MSWiA Marcin Kierwiński napisał: “Przykro patrzeć, że liderom PiS trzeba tłumaczyć znaczenie tak podstawowych pojęć, jak honor i duma”.

    Na wpis Donalda Tuska zareagował także były premier Mateusz Morawiecki: “Mocne słowa w ustach człowieka, który wytarł tuzin par spodni przed brukselskimi i niemieckimi panami. Dlaczego to sobie robisz, Donaldzie?”.

    Poseł PiS Zbigniew Kuźmiuk pytał: “Panie Premierze, czy przypadkiem na tych nartach we włoskich Dolomitach nie uderzył się Pan mocno w głowę?”.

    Donald Trump o żołnierzach NATO w Afganistanie: Byli trochę z tyłu

    W czwartkowym wywiadzie dla Fox News Donald Trump stwierdził, że Ameryka nigdy nie prosiła NATO o pomoc, a wojska Sojuszu w Afganistanie pozostawały “trochę z tyłu”.

    Operacja w Afganistanie, w której wzięło udział ponad 33 tys. polskich żołnierzy i pracowników wojska, była efektem uruchomienia przez USA art. 5 NATO.

    – My nigdy ich nie potrzebowaliśmy. My nigdy tak naprawdę o nic ich nie prosiliśmy – mówił Trump.

    Według niego wojska NATO podczas misji w Afganistanie trzymały się “trochę z dala od linii frontu”. Jak dodał, Ameryka była bardzo dobra dla Europy i wielu innych państw, ale droga współpracy musi być dwukierunkowa.

    “Polityczny WF”: Jak to było z wysłaniem polskich wojsk na GrenlandięINTERIA.PL

  • Prezydent Nawrocki wytyka błędy Europy i ostrzega przed wojną. Nie ma złudzeń wobec Rosji

    Prezydent Nawrocki wytyka błędy Europy i ostrzega przed wojną. Nie ma złudzeń wobec Rosji

    Prezydent Karol Nawrocki ostrzega, że Rosja będzie nadal stanowić zagrożenie dla Europy, niezależnie od potencjalnego porozumienia pokojowego.

    Polska doświadcza wojny hybrydowej z Rosją, udziela wsparcia Ukrainie oraz odgrywa kluczową rolę w działaniach logistycznych.

    Nawrocki podkreśla konieczność wzmocnienia obronności Europy i akcentuje, że silne NATO nie jest możliwe bez udziału Stanów Zjednoczonych.

    Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii

    Prezydent Karol Nawrocki w wywiadzie dla CNBC podkreślił, że niezależnie od tego, czy zostanie podpisany pokój z Ukrainą, Rosja nadal będzie stanowić poważne zagrożenie dla Europy.

    – Myślę, że nadal będzie atakować inne kraje – stwierdził, wskazując na konieczność przygotowań obronnych i zwiększenia solidarności w ramach NATO.

    Karol Nawrocki: Polska jest w stanie wojny hybrydowej

    Prezydent zwrócił uwagę, że Polska doświadcza skutków wojny na Ukrainie, będąc w ciągłej “wojnie hybrydowej” z Rosją.

    – Widzimy to na Morzu Bałtyckim, w presji na nasze granice, atakach na infrastrukturę i naruszeniach przestrzeni powietrznej – mówił Nawrocki. Podkreślił, że Polska, jako państwo wschodniej flanki NATO, odgrywa istotną rolę w zabezpieczeniu regionu.

    Prezydent przypomniał o zaangażowaniu Polski w pomoc dla Ukrainy od początku rosyjskiej agresji w 2022 roku.

    – Ponad 90 proc. światowej pomocy dla Ukrainy przechodzi przez Jasionkę, a Polska gości milion Ukraińców – zaznaczył. Dodał, że kraj pełni rolę hubu energetycznego i logistycznego, uczestnicząc także w planach odbudowy Ukrainy z udziałem polskich firm.

    Nawrocki o roli Polski w NATO. “Jesteśmy dawcami bezpieczeństwa”

    W rozmowie z CNBC prezydent odniósł się do napięć wokół Grenlandii, podkreślając, że Polska nie wysłała swoich żołnierzy na wyspę.

    – Sprawa powinna zostać rozwiązana dyplomatycznie, bez niepotrzebnej eskalacji – powiedział Nawrocki, wskazując na konieczność skupienia się na zagrożeniu rosyjskim i pokoju na Ukrainie.

    Prezydent podkreślił, że obecnie silne NATO nie jest możliwe bez aktywnej roli Stanów Zjednoczonych, które finansują około 65 proc. budżetu Sojuszu.

    – Polska, Finlandia i państwa bałtyckie są nie tylko biorcami, ale też dawcami bezpieczeństwa – mówił Nawrocki, zwracając uwagę na presję Donalda Trumpa, by Europa zwiększyła wydatki na obronność.

    Obawy o niekorzystne porozumienie pokojowe

    – Lepiej wydawać pieniądze na przygotowania do wojny i zapobieganie jej skutkom niż na odbudowę po konflikcie – ocenił polski prezydent.

    Zaznaczył, że Europa długo koncentrowała się na kwestiach ideologicznych i klimatycznych, zamiast przygotowywać się na realne zagrożenia.

    Według Nawrockiego, nawet jeśli prezydent Trump osiągnie porozumienie pokojowe między Rosją a Ukrainą, nie rozwiąże ono problemu zagrożenia dla Europy. – Rosja w każdej sytuacji będzie próbować przegrupować siły i kontynuować agresję – ostrzegł, wskazując na szczególne zagrożenie dla państw pierwszej linii, takich jak Polska i Finlandia.

    Kosiniak-Kamysz w ”Graffiti” chwali prezydenta w sprawie Rady Pokoju Trumpa: To jest dobre posunięciePolsat New

  • Wydał werdykt po meczu Świątek. Alarm ws. Polki. “Bardzo niepokojące”

    Wydał werdykt po meczu Świątek. Alarm ws. Polki. “Bardzo niepokojące”

    Iga Świątek zapewniła sobie awans do czwartej rundy tegorocznej Australian Open. W sobotni poranek Polka pokonała w trzeciej rundzie Rosjankę Annę Kalinską i był to jeden z najddziwniejszych meczów, jakie Świątek rozegrała w życiu. Każdy z trzech setów skończył się bowiem wynikiem 1:6/6:1. Na całe szczęście dwa z nich wygrała Świątek. Po spotkaniu rozgorzała jednak dyskusja, co stało się w tym środkowym. Zaniepokojony zdaje się być Dawid Celt.
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekLUKE HALES / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP

    Iga Świątek do Australian Open w tym roku przystępowała bez większych oczekiwań, jeśli chodzi o podejście kibiców. O ile w poprzednich latach Polka przed startem imprezy w Melbourne zwykle prezentowała naprawdę wysoką formę w reprezentacyjnym turnieju United Cup.

    O tyle w tym roku sytuacja była zgoła odmienna, bo po tym, co Iga pokazała w Sydney panował raczej dość powszechny niepokój o dyspozycję wiceliderki rankingu WTA. Pierwszy mecz w Australian Open zdawał się potwierdzać to, o czym tak wiele mówiło się przed startem pierwszego Wielkiego Szlema w sezonie.

    Niepokój o Świątek. Celt mówi wprost

    Polka pokonała wprawdzie Yue Yuan, ale 130. tenisistka rankingu postawiła Idze naprawdę trudne warunki. W pewnych momentach można było odczuć, że Polka jest dominowana przez rywalkę. W drugiej rundzie takich problemów z Czeszką Bouzkovą nie było, bo ta grała zwyczajnie wolniej.

    W trzeciej rundzie przyszedł czas na zdecydowanie poważniejsze starcie – z Anną Kalinską, która w przeszłości potrafiła Idze sprawić sporo problemów. Tym razem Polka weszła w mecz wręcz spektakularnie. Świątek wygrała 6:1 w ledwie 25 minut i przypomniały się jej najlepsze czasy.

    Druga partia była zgoła odmienna. Skończyła się wynikiem 6:1, ale dla Rosjanki i trwała aż piętnaście minut dłużej. Najbardziej szokujący był procent wygranych punktów po trafionym serwisie przez Igę. Ten bowiem zatrzymał się na liczbie 13. Polka wygrała ledwie jeden na osiem takich punktów.

    Gdyby nie fakt, że wszystko potwierdzają suche liczby, to trudno byłoby w to uwierzyć. Na całe szczęście w trzeciej partii Iga odnalazła dobrą grę i wygrała… 6:1. Tym, co dzieje się z Polką niepokoi się Dawid Celt. – Nie wiem, co się stało w tym drugim secie, ale to jest bardzo niepokojące – ocenił na kanale “Break Point” kapitan reprezentacji Polski w BJK Cup.

    Można byłoby uznać, że to jednostkowy przypadek, gdyby faktycznie wcześniej nie działy się podobne rzeczy, ale nie tak dawno z Belindą Bencić Świątek wygrała pierwszego seta 6:3, a w dwóch kolejny wygrała ledwie trzy gemy. Pozostaje wierzyć, że źródło problemów zostanie odnalezione i w poniedziałkowym meczu Inglis takich sytuacji nie będzie.
    Iga Świątek odwróciła losy meczu drugiej rundy z Danielle Collins na Australian Open 2024 w spektakularny sposób

    Iga Świątek odwróciła losy meczu drugiej rundy z Danielle Collins na Australian Open 2024 w spektakularny sposóbANTHONY WALLACE / AFPAFP
    W tegorocznym Australian Open Emma Raducanu została zdeklasowana przez Igę Świątek

    W tegorocznym Australian Open Emma Raducanu została zdeklasowana przez Igę ŚwiątekAFP
    Miesiąc temu walczyła z Igą Świątek o ćwierćfinał Australian Open, dzisiaj Eva Lys jest nowym numerem jeden w niemieckim tenisie

    Miesiąc temu walczyła z Igą Świątek o ćwierćfinał Australian Open, dzisiaj Eva Lys jest nowym numerem jeden w niemieckim tenisiePAUL CROCK / WILLIAM WEST / AFPAFP

    Siatkarski quiz z Jakubem Nowakiem i Piotrem Orczykiem!

  • Krótkie oczekiwanie Sabalenki. Demolka w 53 minuty. 18-latka w ćwierćfinale

    Krótkie oczekiwanie Sabalenki. Demolka w 53 minuty. 18-latka w ćwierćfinale

    Na niedzielę zaplanowano mecze czwartej rundy Australian Open w górnej części singlowej drabinki kobiet. Po tym, jak Aryna Sabalenka uporała się z Victorią Mboko, tenisistka z Mińska mogła się przyglądać, z kim przyjdzie jej się zmierzyć w ćwierćfinale. Białorusinka nie musiała długo czekać na odpowiedź. Przeciwniczką liderki rankingu WTA będzie Iva Jovic. Rewelacyjna 18-latka awansowała do najlepszej “8” w niebywałym stylu. W 53 minuty zdeklasowała byłą wielkoszlemową pogromczynię Igi Świątek.
    Dwie kobiety ubrane w stroje tenisowe stoją obok siebie, każda wyrażając inne emocje – po lewej widoczny jest poważny wyraz twarzy, po prawej radosny uśmiech i zaciśnięta pięść w geście triumfu.

    Aryna Sabalenka i Iva Jovic powalczą o półfinał Australian Open 2026MARTIN KEEP / WILLIAM WEST / AFPAFP

    Główne zmagania w ramach tegorocznej edycji Australian Open wkroczyły w drugi tydzień. Na niedzielę przewidziano pierwsze spotkania czwartej rundy w singlu. Jako pierwsza awans do ćwierćfinału zagwarantowała sobie Aryna Sabalenka. Liderka rankingu WTA zmierzała po pewne zwycięstwo w starciu z Victorią Mboko, prowadziła już 4:1 z podwójnym przełamaniem w drugim secie. Potem reprezentantka Kanady zniwelowała jednak stratę, broniąc aż trzech meczboli w dziesiątym gemie. Ostatecznie Białorusinka zwyciężyła dopiero po tie-breaku – 6:1, 7:6(1).

    W momencie, kiedy tenisistka z Mińska kończyła swoje spotkanie na Rod Laver Arena, niemal o tej samej porze startowała rywalizacja, która miała wyłonić przeciwniczkę dla turniejowej “1” w kolejnej fazie wielkoszlemowych rozgrywek w Melbourne. O miano rywalki Sabalenki walczyły: 18-letnia Iva Jovic oraz Julia Putincewa, a więc zawodniczka, która jako ostatnia pokonała Igę Świątek na Wimbledonie. Faworytką dzisiejszej potyczki była jednak reprezentantka Stanów Zjednoczonych, która w trzeciej rundzie wyeliminowała rozstawioną z “7” Jasmine Paolini. W niedzielę młoda tenisistka z USA potwierdziła świetną dyspozycję, nie dając szans bardziej doświadczonej Kazaszce.

    Australian Open: Iva Jovic kontra Julia Putincewa w czwartej rundzie

    Mecz mógł się rozpocząć bardzo pozytywnie z perspektywy Putincewej. Już na “dzień dobry” miała dwa break pointy z rzędu przy serwisie Jovic. Ostatecznie turniejowa “29” zdołała jednak wyjść ze stanu 15-40, wygrywając cztery akcje z rzędu. Po zmianie stron Julia prowadziła 30-15 przy własnym podaniu, ale to i tak nie wystarczyło, by zdobyć premierowe “oczko”. Amerykanka wywalczyła przełamanie i na tablicy wyników zrobiło się 2:0. Pierwsze dwa gemy okazały się kluczowe dla dalszych losów partii. W kolejnych minutach obserwowaliśmy dominację Ivy. Ostatecznie 18-latka nie straciła ani jednego rozdania w tym secie, wygrała go aż 6:0.

    Reprezentantka Kazachstanu polowała na przełamanie także na starcie drugiej części pojedynku. Tym razem Jovic wróciła ze stanu 15-30 i znów zaczęła uciekać rywalce. Szybko zrobiło się 4:0 z perspektywy młodej zawodniczki ze Stanów Zjednoczonych. Dopiero wtedy Putincewa zdołała wygrać jakiegokolwiek gema. Przełamała rywalkę do 15 i dała sobie jeszcze cień szansy na nawiązanie rywalizacji. Po zmianie stron nadzieja definitywnie zgasła. Iva nie straciła już ani jednego “oczka” do końca spotkania. Po 53 minutach rywalizacji turniejowa “27” zwyciężyła w tym starciu 6:0, 6:1. Dzięki temu Jovic po raz pierwszy w karierze zagra w wielkoszlemowym ćwierćfinale na poziomie zawodowym. Zobaczymy, jak sobie poradzi we wtorkowej batalii z liderką rankingu WTA – Aryną Sabalenką.

    „Pragnę pokoju” – Sabalenka odpowiada na słowa Oliynykovej© 2026 Associated Press
    Aryna Sabalenka

    Aryna SabalenkaADRIAN DENNIS / AFPAFP
    Uśmiechnięta kobieta w stroju tenisowym i białej czapce z daszkiem podnosi rękę w geście powitania lub zwycięstwa, w tle rozmazane światła oraz postać ubrana na czarno.

    Iva Jović, Australian Open 2026William WestAFP
    Julia Putincewa

    Julia PutincewaPAUL CROCK / AFPAFP

  • Sabalenka grała z Mboko o ćwierćfinał Australian Open. Koniec po dwóch setach

    Sabalenka grała z Mboko o ćwierćfinał Australian Open. Koniec po dwóch setach

    The second week of competition in the main draw of the Australian Open 2026 has begun, and the very first Sunday match on Rod Laver Arena immediately attracted plenty of attention. World No. 1 Aryna Sabalenka faced the highly promising Victoria Mboko, with a place in the quarterfinals of the Grand Slam tournament in Melbourne at stake. Although the opening stages suggested a one-sided affair, the match grew increasingly interesting as it progressed. The final outcome was decided after 86 minutes of play.

    Sabalenka had not dropped a single set either at the Australian Open 2026 or throughout the entire season. Her impressive streak nearly came to an end in the third round, however, when she faced Anastasia Potapova. The WTA rankings leader had to reach her highest level, as her opponent played boldly and forced tie-breaks in both sets. In the second set, Potapova even came back from 0–4, and in the decisive tie-break she held four set points. Ultimately, though, the tournament’s top seed kept her composure, winning 7–6(4), 7–6(7) and securing a place in the last 16.

    In the fourth round, the Belarusian met 19-year-old Victoria Mboko for the first time. The Canadian is considered one of the biggest revelations of recent months, having won the WTA 1000 tournament in Montreal last season. In Melbourne, she reached this stage after a hard-fought three-set victory over Clara Tauson. For Mboko, it was her first-ever encounter with the world No. 1. On paper, the matchup promised plenty of excitement, but initially the reality on court told a different story.

    Sabalenka opened the match on serve and was tested straight away. Mboko earned two break points thanks to spectacular returns—one down the line and one cross-court. The WTA leader managed to escape the danger and hold serve. The next games largely followed the servers’ lead until the fourth game, when the Canadian ran into serious trouble for the first time. Sabalenka capitalized ruthlessly, breaking her opponent to love, and soon after built a 3–1 lead.

    After the change of ends, Mboko’s situation became even more difficult. Serving at 40–15, she failed to close out the game, allowing Sabalenka back to deuce before the top seed struck with a decisive winner. Moments later, Sabalenka held a double-break advantage and comfortably closed out the opening set on her own serve, winning it 6–1 without dropping a single point.

    The second set began with continued dominance from Sabalenka. She broke Mboko to love once again and confirmed the advantage to go up 2–0. The Canadian finally halted a run of seven consecutive lost games in the third game, getting her name back on the scoreboard. It proved only a brief respite, however, as the tournament favorite quickly regained control and, after another break, led 4–1.

    Then came an unexpected twist. Sabalenka momentarily lost her focus, while Mboko visibly relaxed and raised her level. The Canadian recovered one break and then held serve from 0–30. For the first time in a while, the pressure shifted toward the world No. 1. Sabalenka responded in her trademark style, restoring a two-game cushion.

    The tension peaked in the tenth game. Sabalenka held two match points but failed to convert them. Moments later, Mboko earned break points and capitalized, leveling the score at 5–5. The 19-year-old gained momentum and guaranteed herself at least a tie-break. She even fought for another break in the twelfth game, but Sabalenka survived a series of deuces and forced the decisive breaker.

    The tie-break was a display of experience and authority from the world No. 1. Sabalenka played flawlessly, leaving her opponent with little chance. After 86 minutes, she sealed a 6–1, 7–6(1) victory and advanced to the quarterfinals of the Australian Open 2026, where she will face either Iva Jović or Yulia Putintseva.

  • Ewa Pajor wyszła na Real Madryt. To musiało się tak skończyć. Absolutny pokaz siły

    Ewa Pajor wyszła na Real Madryt. To musiało się tak skończyć. Absolutny pokaz siły

    W sobotnim finale Superpucharu Hiszpanii doszło do kolejnej odsłony wielkiego „El Clásico”. FC Barcelona zmierzyła się z Realem Madryt i – zgodnie z przewidywaniami – potwierdziła swoją dominację. Jedną z piłkarek, które miały poprowadzić „Dumę Katalonii” do triumfu, była Ewa Pajor. Choć reprezentantka Polski nie wpisała się na listę strzelczyń, i tak może świętować kolejne trofeum. Barcelona wygrała 2:0 i po raz kolejny udowodniła, że krajowy Superpuchar to jej absolutne królestwo. To, co „Blaugrana” prezentuje w tych rozgrywkach w ostatnich latach, jest wręcz demonstracją siły.

    Niespełna dwa tygodnie wcześniej męska drużyna FC Barcelony, prowadzona przez Hansiego Flicka, sięgnęła w Dżuddzie po Superpuchar Hiszpanii, pokonując w finale Real Madryt 3:2. Jedną z bramek dla katalońskiego zespołu zdobył wówczas Robert Lewandowski. Dokładnie 13 dni później kibice obu klubów znów mogli emocjonować się starciem Barcelony z Realem w walce o to samo trofeum – tym razem jednak w wydaniu kobiecym.

    Zdecydowanymi faworytkami tego pojedynku były zawodniczki Barcelony, które w poprzednim sezonie zdominowały krajowe rozgrywki, sięgając po mistrzostwo Hiszpanii, Puchar Królowej oraz Superpuchar. Co więcej, „Barca” zdobywa to trofeum nieprzerwanie od sezonu 2021/2022 i także tym razem nie zamierzała oddać go rywalkom.

    Jedną z kluczowych postaci miała być Ewa Pajor. Zgodnie z zapowiedziami hiszpańskich mediów Polka wyszła w podstawowym składzie i pełniła rolę liderki ofensywy. Jej znaczenie było jeszcze większe ze względu na kontuzję Aitany Bonmatí, która nie mogła wystąpić w finale.

    Choć to Pajor miała przyciągać największą uwagę, bohaterką pierwszej połowy została Esmee Brugts. Holenderka najlepiej zachowała się przy rzucie rożnym w 28. minucie i precyzyjnym strzałem głową z bliskiej odległości otworzyła wynik spotkania.

    https://x.com/rfef/status/2015130369629024511?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2015130369629024511%7Ctwgr%5Eb97b5d9a439e572c656b38d065f2fe1effa44d2a%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fpilka-nozna%2Fla-liga%2Fnews-ewa-pajor-wyszla-na-real-madryt-to-musialo-sie-tak-skonczycnId22543159

    Przez długi czas wydawało się, że to trafienie przesądzi o losach tytułu. Barcelona kontrolowała przebieg gry, ale brakowało jej skuteczności w wykończeniu akcji. Przewaga „Dumy Katalonii” była jednak wyraźna, co doskonale odzwierciedlały statystyki – 18 strzałów Barcelony, z czego aż 12 celnych, wobec zaledwie 8 uderzeń Realu Madryt i tylko jednego strzału w światło bramki.

    Przełamanie nastąpiło dopiero w doliczonym czasie gry. W 93. minucie Alexia Putellas pewnie wykorzystała rzut karny, ustalając wynik meczu na 2:0 i przypieczętowując triumf Barcelony.

    https://x.com/rfef/status/2015151448477057099?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2015151448477057099%7Ctwgr%5Eb97b5d9a439e572c656b38d065f2fe1effa44d2a%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fpilka-nozna%2Fla-liga%2Fnews-ewa-pajor-wyszla-na-real-madryt-to-musialo-sie-tak-skonczycnId22543159

    Wraz z ostatnim gwizdkiem Ewa Pajor i jej koleżanki mogły unieść ręce w geście zwycięstwa, a następnie odebrać trofeum dla triumfatorek Superpucharu Hiszpanii. Puchar po raz piąty z rzędu trafił na Camp Nou, potwierdzając niepodważalną dominację FC Barcelony w tych rozgrywkach.

  • Fatalny zwrot akcji. Po meczu padł werdykt. “Iga nie jest tego świadoma”

    Fatalny zwrot akcji. Po meczu padł werdykt. “Iga nie jest tego świadoma”

    Sobotnie zwycięstwo Igi Świątek nad Anną Kalinską dało jej awans do kolejnej rundy Australian Open, jednak mimo końcowego sukcesu pojawiły się powody do niepokoju. Wszystko przez gwałtowny i trudny do wytłumaczenia zwrot akcji w drugim secie, w którym Polka zupełnie straciła kontrolę nad wydarzeniami na korcie. To właśnie ten fragment spotkania stał się głównym tematem komentarzy ekspertów, w tym Tomasza Wolfkego, który w rozmowie z portalem „WP Sportowe Fakty” nie krył konsternacji.

    Początek meczu w trzeciej rundzie turnieju w Melbourne zapowiadał się dla Świątek wręcz idealnie. W pierwszym secie wiceliderka światowego rankingu dominowała od pierwszej piłki, oddając Kalinskiej zaledwie jednego gema. Jej gra była poukładana, konsekwentna i oparta na dobrze dobranej taktyce. Niewiele wskazywało na to, że obraz rywalizacji może się diametralnie zmienić.

    A jednak druga partia przyniosła całkowite odwrócenie ról. Tym razem to Świątek zatrzymała się na jednym wygranym gemie, a Rosjanka przejęła inicjatywę i narzuciła własne warunki. O losach awansu musiał więc rozstrzygnąć trzeci set, w którym ponownie zobaczyliśmy Polkę w znacznie lepszym wydaniu. Wynik znów był identyczny jak na początku meczu – 6:1 – lecz tym razem korzystny dla drugiej rakiety świata.

    Po spotkaniu Świątek nie ukrywała zadowolenia z końcowego rezultatu, jednocześnie przyznając, że mecz miał dwa zupełnie różne oblicza. – Były dwa zwroty akcji, ale szczerze mówiąc nie jestem zaskoczona, bo Anna potrafi grać świetnie. I właśnie to zrobiła w drugim secie. Może ja mogłam zacząć go bardziej intensywnie albo spróbować czegoś innego. Najważniejsze, że w trzecim secie to się udało – podsumowała Polka.

    Znacznie bardziej krytycznie na wydarzenia z drugiej partii spojrzał Tomasz Wolfke. Komentator Eurosportu przyznał wprost, że sam ma problem ze zrozumieniem, co dokładnie wydarzyło się na korcie. – Ja już nic nie rozumiem. Pewnie nie tylko ja. Wszystko rozstrzyga się w jej głowie. Mam wrażenie, że Iga sama do końca nie jest świadoma, co się stało. Trudno to logicznie wytłumaczyć – stwierdził ekspert.

    Wolfke zwrócił uwagę, że podobne załamania zdarzają się w kobiecym tenisie częściej niż w męskim, co zresztą sama Świątek zauważyła w jednej z pomeczowych wypowiedzi. – Wyniki w stylu 0:6 czy 1:6 nie są w WTA niczym nadzwyczajnym – dodał komentator.

    Zdaniem Wolfkego kluczowy moment drugiego seta nastąpił przy stanie 1:3. Wówczas gra Polki kompletnie się rozsypała. – Nagle przestała realizować założenia taktyczne. W pierwszym secie grała lżej, dokładniej, wszystko było pod kontrolą. Potem zaczęła uderzać z pełną siłą, piłki lądowały w autach albo Kalinska wykorzystywała tempo i przejmowała inicjatywę. Gdy coś nie idzie po myśli Igi, wygląda to tak, jakby wpadała w panikę – ocenił Wolfke, podkreślając, że problem ma przede wszystkim podłoże mentalne.

    Ekspert zaznaczył również, że jednym z mankamentów w grze Świątek bywa brak wyraźnego planu B – rozwiązania, które można wdrożyć, gdy podstawowa strategia przestaje działać. To właśnie w takich momentach Polka, jego zdaniem, traci płynność i pewność siebie.

    Mimo tych uwag Świątek może już skupić się na kolejnym wyzwaniu. W czwartej rundzie Australian Open zmierzy się – przynajmniej na papierze – z rywalką znacznie niżej notowaną. Jej przeciwniczką w walce o ćwierćfinał będzie reprezentantka gospodarzy Maddison Inglis, zajmująca 168. miejsce w rankingu WTA. To spotkanie powinno dać Polce szansę na spokojniejszy występ, choć wydarzenia z meczu z Kalinską pokazują, że w Melbourne nic nie można brać za pewnik.

  • Iga Świątek ogłasza z radością tuż po wygranym meczu. Cztery słowa

    Iga Świątek ogłasza z radością tuż po wygranym meczu. Cztery słowa

    Iga Świątek ogłasza z radością tuż po wygranym meczu. Cztery słowa
    Iga Świątek
    Iga Świątek (Foto: PAP/EPA/JAMES ROSS)

    Iga Świątek nie na lekko. Pierwsze mecze 24-latki na tegorocznym Australian Open nie oszczędziły nerwów kibicom, a ten z Anną Kalinską, nie był inny. Polka wygrała z Rosjanką w trzech setach 6:1, 1:6, 6:1, choć było to starcie pełne nerwów i zwrotów akcji. Oto co po wygranym boju napisała w sieci raszynianka.

    Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet

    Iga Światek w kolejnej rundzie Australian Open

    Iga Świątek nie bez problemów zameldowała się w czwartej rundzie Australian Open, w której zmierzy się z kwalifikantką Maddison Inglis, która zajmuje 168. miejsce w rankingu WTA. Fani tenisa oczekiwali, że o ćwierćfinał Australian Open Iga Świątek powalczy z Naomi Osaką, jednak Japonka w trakcie meczu Polki z Rosjanką ogłosiła, że z powodu kontuzji musi zrezygnować z dalszej części rywalizacji w turnieju.

    Dalszy ciąg materiału pod wideo

    Madison Keys nie kryła odrazy po tym, co wymyśliła dla niej rywalka. “To obrzydliwe”

    Polka ogłasza z radością. Cztery słowa

    “Oto jesteśmy. Tydzień drugi” — napisała Iga Świątek na swoim profilu na Instagramie. Do opisu posta Polka dodała dwie emotikonki “👏🏼☺️” i kilka zdjęć z wygranego meczu.

    Gwiazdor jest o 11 lat starszy od swojej córki. Prawda wyszła na jaw

    Świątek z australijską tenisistką do tej pory mierzyła się tylko raz i było to w 2021 r. w Adelajdzie. Polka wygrała wtedy spotkanie ze starszą rywalką 6:1, 6:3. Inglis nie ma na swoim koncie jeszcze żadnego zwycięstwa w cyklu WTA.

    Pod postem polskiej tenisistki pojawiło się wiele komentarzy. Fani nie ukrywali, że w drugim secie zjadały ich nerwy. “Moje nerwy wciąż dochodzą do siebie po drugim secie… Co za ulga. Widzę, że nie jestem sama. Znowu w drodze do wielkości”, “Iga! Myślę, że wiem, jaka będzie twoja następna praca, gdy przestaniesz grać w tenis. Zostaniesz reżyserem filmów — thriller”, “Musiałam wziąć lek na serce w drugim secie, ale dałaś radę. Uwielbiam twój uśmiech” — brzmiały niektóre komentarze.
    Kiedy kolejny mecz Igi Świątek w Australian Open?

    Iga Świątek z Maddison Inglis zmierzy się w poniedziałek 26 stycznia. Godzina spotkania nie została jeszcze ustalona. Na relacje z tenisa zapraszamy do Przeglądu Sportowego

    Autor:ZA

    Źródło: Przegląd Sportowy

    Data utworzenia:

    24 stycznia 2026 12:54
    Wydarzenie dnia
    Przeczytaj także

  • Przegrała seta 1:6. Nagrali, co krzyczała do swojego boksu

    Przegrała seta 1:6. Nagrali, co krzyczała do swojego boksu

    Iga Świątek przeżyła prawdziwy wstrząs w drugim secie meczu trzeciej rundy Australian Open z Anną Kalinską. Kamery nagrały, co krzyczała do swojego sztabu.

    Iga Świątek nie miała łatwej przeprawy w meczu trzeciej rundy Australian Open z Anną Kalinską. Spotkanie było niezwykle nierówne, a każda z tenisistek miała swoje momenty dominacji. Polka znakomicie rozpoczęła, ale potem wydarzyło się coś, co nawet dla niej samej pozostało zagadką.

    Pierwszy set był pokazem siły światowej “dwójki”. Świątek niemal zmiotła rywalkę z kortu, wygrywając 6:1 w zaledwie 25 minut. Kalinska wydawała się bezradna, korzystała z przerwy medycznej, a na jej plecach dało się zauważyć oklejone plastry. Wszystko wskazywało na łatwą przeprawę Polki do czwartej rundy.

    Nagle jednak role się odwróciły. W drugiej partii to Kalinska przejęła inicjatywę, zaczęła grać zdecydowanie i dokładnie, a Świątek popełniała błędy. To Rosjanka wygrała tego seta… również 6:1. Zaskoczenie było ogromne – także w samym obozie Polki.

    Kiedy Świątek zeszła na przerwę po drugiej partii, widać było jej frustrację. Kamery uchwyciły moment, w którym zwróciła się do swojego boksu i krzyknęła: – Nie wiem, co się stało. To krótkie zdanie mówiło wiele o chaosie, jaki ogarnął jej grę w tamtym fragmencie meczu.

    Na szczęście Świątek szybko odzyskała kontrolę. W decydującym secie znów wyglądała jak liderka światowego tenisa. Nie dała Kalinskiej szans, wygrała 6:1 i pewnie zameldowała się w czwartej rundzie turnieju.

    ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Sceny w Turcji. Polka po meczu od razu ruszyła na trybuny