• Gauff wypaliła o Polakach, a teraz takie słowa przed Australian Open. Uderzyła w organizatorów

    Gauff wypaliła o Polakach, a teraz takie słowa przed Australian Open. Uderzyła w organizatorów

    Coco Gauff znalazła się w centrum uwagi już podczas United Cup, gdy głośno zrobiło się o jej słowach dotyczących polskich kibiców. Amerykanka nie ukrywała, że w trakcie rywalizacji czuła wyraźne wsparcie ze strony fanów znad Wisły i bardzo ciepło wypowiadała się o sympatykach Igi Świątek. Zupełnie inny, znacznie chłodniejszy ton przyjęła jednak tuż przed startem Australian Open, kiedy odniosła się do działań organizatorów turnieju. Jej wypowiedź, w której nie zabrakło krytyki, wywołała spore poruszenie w tenisowym środowisku.

    Po zwycięstwie nad Igą Świątek w United Cup Gauff podkreślała, że atmosfera na trybunach była wyjątkowa.
    – Dopingowała mnie przede wszystkim moja ławka. Wiem, że Igę wspierała polska publiczność, która licznie zasiadła na trybunach. Niektórzy kibicowali także mnie i słyszałam was – przyznała Amerykanka.

    Gauff pokonała wiceliderkę rankingu WTA 6:4, 6:2, choć w ostatecznym rozrachunku to Polska wygrała całe spotkanie ze Stanami Zjednoczonymi. Mimo porażki swojej reprezentacji, sympatyczne słowa tenisistki pod adresem polskich fanów zostały bardzo pozytywnie odebrane.

    Znacznie ostrzejsze wypowiedzi padły jednak tuż przed rozpoczęciem Australian Open. Tym razem Coco Gauff otwarcie skrytykowała organizatorów turnieju, a kością niezgody okazały się – ponownie – kwestie finansowe.

    – Oczywiście w tym roku zwiększono pulę nagród, ale w porównaniu z przychodami mężczyzn ten procent wciąż nie jest na poziomie, na którym chciałybyśmy go widzieć – stwierdziła bez ogródek.

    Amerykanka zaznaczyła, że temat wciąż wymaga dalszych rozmów i realnych działań.
    – Myślę, że nadal potrzebne są kolejne dyskusje, nie tylko z organizatorami Australian Open, ale ze wszystkimi turniejami wielkoszlemowymi. Mamy swoich przedstawicieli, którzy bardzo ciężko pracują nad tym w naszym imieniu, bo my same nie zawsze możemy uczestniczyć w takich spotkaniach. Z ostatnich informacji wynika, że co prawda nastąpił postęp, ale nadal nie jest on na poziomie, którego oczekujemy. Mimo wszystko jesteśmy wdzięczne za to, co udało się już osiągnąć – dodała.

    Postulat zrównania zarobków kobiet i mężczyzn w tenisie wraca regularnie od lat. W przeszłości o zmiany w tej sprawie apelowało wiele czołowych zawodniczek, a wśród nich również Iga Świątek. Słowa Coco Gauff pokazują, że temat wciąż pozostaje aktualny i daleki od ostatecznego rozwiązania.

  • “Ona niszczy ludzi”. Tak, to o Świątek. Amerykanka ujawniła prawdę

    “Ona niszczy ludzi”. Tak, to o Świątek. Amerykanka ujawniła prawdę

    Już za moment Iga Świątek rozpocznie rywalizację w Australian Open. W ostatnich dniach wokół występu Polki w Melbourne narosło sporo wątpliwości. Część ekspertów, a nawet zawodniczek ze światowej czołówki, otwarcie mówi, że obecna dyspozycja wiceliderki rankingu WTA nie musi wystarczyć do walki o końcowy triumf. Tuż przed startem turnieju na temat Świątek głos zabrała jednak Jessica Pegula, a kilka wymownych słów dodała również Madison Keys.

    Niepokój wśród komentatorów wzbudziły dwa ostatnie występy Polki w United Cup. Świątek przegrała kolejno z Coco Gauff i Belindą Bencić, co w jej przypadku jest sytuacją rzadko spotykaną. – Iga ma kłopoty, bo przegrała dwa mecze z rzędu, a to jest nietypowe dla byłej liderki rankingu. Nieczęsto widzimy, by przegrywała mecz po meczu – mówiła Danielle Collins. Amerykanka posunęła się nawet do stwierdzenia, że Polka może pożegnać się z Australian Open już w początkowych rundach.

    Czy jednak dwie porażki rzeczywiście przekreślają jej szanse na triumf w Melbourne – jedynym wielkoszlemowym turnieju, którego wciąż brakuje jej do skompletowania klasycznego Wielkiego Szlema? Historia pokazuje, że niekoniecznie. Świątek wielokrotnie udowadniała, że potrafi wygrywać największe turnieje nawet wtedy, gdy przez dłuższą część sezonu nie prezentuje optymalnej formy. W poprzednim roku jej gra na kortach twardych i ziemnych bywała nierówna, za to na trawie należała do ścisłej czołówki światowego touru.

    Teraz 24-latka ponownie stanie do walki w Australii. W pierwszej rundzie zmierzy się z Chinką Yue Yuan, zajmującą 130. miejsce w rankingu WTA. Ich pojedynek zaplanowano na poniedziałek, około godziny 9:00 czasu polskiego. Jeszcze przed startem turnieju o Świątek wypowiedziała się Jessica Pegula w podcaście „Nothing Major Show” i zrobiła to w bardzo dosadny sposób.

    – Iga na wolnym korcie i na mączce… Czasami mam wrażenie, że kiedy jest w formie i wszystko u niej funkcjonuje, to ona po prostu niszczy ludzi – przyznała Amerykanka. – Chyba każda z nas dostała kiedyś od niej „bajgla”. To nic przyjemnego. Da się jednak wyczuć, czy jest w odpowiednim nastroju. Jeśli tak, to jest naprawdę źle. A jeśli nie, wtedy myślisz: okej, mam szansę – dodała Pegula.

    Podobne zdanie ma Madison Keys, która w zeszłym roku wyeliminowała Świątek w półfinale Australian Open. Ona również podkreśliła wyjątkowość Polki, zwłaszcza na jej ulubionej nawierzchni. – Jest jak Rafa – podsumowała krótko, porównując dominację Świątek na kortach ziemnych do tej, jaką przez lata prezentował Rafael Nadal.

    Choć przed Igą Świątek stoi w Melbourne wiele wyzwań, słowa rywalek pokazują jedno: nawet jeśli nie wszyscy wierzą w jej triumf, respekt wobec jej umiejętności pozostaje niezmienny.

  • Polki najlepsze na świecie. Świątek musiała o tym przypomnieć. Co za widok!

    Polki najlepsze na świecie. Świątek musiała o tym przypomnieć. Co za widok!

    Iga Świątek postanowiła podjąć wyzwanie. Pokazała swój wielki triumf

    Iga Świątek już w poniedziałek rozpocznie zmagania w tegorocznym Australian Open. Polka w pierwszym meczu zmierzy się z kwalifikantką Yue Yuan. W międzyczasie jednak tenisistka nie zapomina o tym, co dzieje się w sieci. Ostatnio sporą estymą cieszy się tzw. 2016 challenge – wyzwanie, które polega na zamieszczaniu zdjęć z 2016 roku, najlepiej z jakąś historią. Świątek zdecydowała się pokazać swój wielki triumf.
    Sportowiec w białej czapce i koszulce z polską flagą oraz czerwonym nadrukiem, ściska pięść w geście zwycięstwa na korcie tenisowym.

    Iga Świątek AFP

    Przed dziesięcioma laty Iga Świątek była wciąż juniorką. Największe juniorskie sukcesy świętowała w roku 2018, ale 2016 też był dla niej bardzo ważny. Postanowiła w mediach społecznościowych pochwalić się swoim sporym osiągnięciem.

    Iga Świątek niebawem wystartuje w Australian Open

    Już w poniedziałek Iga Świątek wystartuje w tegorocznym Australian Open. Mecz pierwszej rundy rozegra przeciw kwalifikantce, Yue Yuan z Chin, 84. tenisistką według rankingu WTA. Na ten mecz czekają nie tylko polscy kibice, ale także fani z całego świata, ciekawi, jak po wymagającym United Cup 24-latka poradzi sobie w pierwszej rundzie pierwszego wielkoszlemowego turnieju w tym roku.

    Iga Świątek rozpoczęła pobyt w Australii od prezentu. „Dobra kawa. Tego mi teraz potrzeba”© 2025 Associated Press

    Mecz Polki zaplanowany jest na poniedziałek, 19 stycznia, na 9:00. Nie tylko grą i bieżącym turniejem żyje jednak Iga Świątek. Postanowiła wziąć udział w popularnym aktualnie wyzwaniu, które podjęło już wielu sportowców i celebrytów na całym świecie. Pochwaliła się przy tym swoim dawnym triumfem.

    Iga Świątek wzięła udział w #2016challenge

    Świątek postanowiła wziąć udział w #2016challenge, które polegało na wrzucaniu swoich zdjęć z 2016 roku, by pokazać, jak wiele zmieniło się w ciągu 10 lat i gdzie jest się w tej chwili, a gdzie było wtedy. Polska tenisistka w tamtym czasie była jeszcze juniorką i nawet największe juniorskie sukcesy były wciąż przed nią.

    Pokazała za to zdjęcie z wielkiego drużynowego zwycięstwa, a mianowicie wygranej w Junior Fed Cup, wersji Fed Cup dla młodszych zawodniczek. Pokazała radość z wygranego pucharu i tego, że udało jej się tego dokonać razem z koleżankami z reprezentacji.

    “Wiele zmieniło się przez te 10 lat, ale tu byłyśmy my, wygrywające Junior Fed Cup po raz pierwszy. Co za podróż” – zauważyła Świątek. Pod zdjęciem wiele znanych i mniej znanych osób gratulowało jej dawnego osiągnięcia i cieszyło się razem z nią z tego, co przez kolejną dekadę udało jej się dokonać.
    Sportowiec w stroju tenisowym z rakietą na ramieniu i słuchawkami na uszach, skupiony, w trakcie przechodzenia przez oświetlone różowym światłem pomieszczenie

    Iga Świątek AFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekAKPA

  • Karol Nawrocki zażartował z szans medalowych Polaków. Dostał brawa

    Karol Nawrocki zażartował z szans medalowych Polaków. Dostał brawa

    Prezydent Karol Nawrocki coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność w świecie sportu. Na niespełna trzy tygodnie przed rozpoczęciem zimowych igrzysk olimpijskich pojawił się w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego, gdzie wziął udział w spotkaniu i kolędowaniu z tzw. Polską Rodziną Olimpijską. W trakcie wydarzenia pozwolił sobie na żart dotyczący liczby medali, jakie mogą zdobyć biało-czerwoni w Mediolanie, a także otrzymał nietypowy, bokserski prezent związany z Andrzejem Gołotą.

    Jeszcze niedawno prezydent Nawrocki był obecny na Jasnej Górze podczas XVIII Ogólnopolskiej Patriotycznej Pielgrzymki Kibiców. Teraz, w kontekście zbliżających się zimowych igrzysk, zawitał do gmachu PKOl-u. Oficjalnym powodem wizyty było świąteczne spotkanie i wspólne kolędowanie z przedstawicielami środowiska olimpijskiego.

    Rodzina olimpijska bez najważniejszych działaczy
    W spotkaniu uczestniczyli głównie dawni działacze sportowi, politycy oraz byli reprezentanci Polski. Wśród zaproszonych sportowców znaleźli się m.in. Andrzej Supron – srebrny medalista olimpijski w zapasach z Moskwy, Wojciech Bartnik – brązowy medalista olimpijski w boksie z Barcelony, Dariusz Goździak – złoty medalista w pięcioboju nowoczesnym z tych samych igrzysk, a także były piłkarz reprezentacji Polski Marek Citko. Zwracała jednak uwagę nieobecność czołowych działaczy największych polskich związków sportowych oraz przedstawicieli zarządu i prezydium PKOl-u.

    Ich brak to efekt narastającego konfliktu z prezesem Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosławem Piesiewiczem, który był organizatorem kolędowania. Jego styl zarządzania od dłuższego czasu budzi kontrowersje – krytykowany jest za autorytarne metody, liczne napięcia wewnątrz komitetu oraz sposób wydatkowania środków finansowych. Część prezesów związków sportowych już wcześniej apelowała o jego dymisję, jednak Piesiewicz nie zamierza ustępować. Ma on dobre relacje z prezydentem Nawrockim, który przyjął zaproszenie na wydarzenie. Po przybyciu do siedziby PKOl-u obaj panowie odbyli kilkunastominutową rozmowę w cztery oczy, a dopiero później prezydent dołączył do zgromadzonych gości.

    Mobilny Dom Polski na igrzyskach
    Podczas oficjalnej części głos zabrał prezes PKOl-u.
    – Będziemy się starali jako Polski Komitet Olimpijski i jako pracownicy zrobić wszystko, by nasi sportowcy mieli jak najlepsze warunki. Nie będzie to łatwe wyzwanie. Pięć wiosek olimpijskich, pięć różnych lokalizacji, które trzeba kompleksowo zabezpieczyć. Po raz pierwszy w historii zimowych igrzysk olimpijskich zorganizowany zostanie mobilny Dom Polski – mówił Radosław Piesiewicz.

    Następnie przemawiał prezydent Karol Nawrocki.
    – Chciałem podziękować całej rodzinie olimpijskiej i wszystkim sportowcom. W istocie jesteście ambasadorami Rzeczypospolitej Polskiej – na boiskach, stadionach i wszystkich arenach sportowych – rozpoczął, choć aktywnych zawodników na sali było niewielu.

    Żart prezydenta i aplauz sali
    Pod koniec wystąpienia prezydent pozwolił sobie na lekki żart, odnosząc się do prognoz przed rozpoczynającymi się 6 lutego zimowymi igrzyskami.
    – Znam analizy specjalistów i komentatorów, którzy twierdzą, że tych medali nie będzie zbyt wiele. Ale chcę powiedzieć jedno. Gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że będę prezydentem Polski… – uśmiechnął się, co wywołało gromkie brawa na sali.
    – To nie komentatorzy ani bukmacherzy decydują o medalach. Decydują sportowcy. Wierzę, że nie zabraknie im siły, determinacji i umiejętności, by dać radość wszystkim obywatelom naszej wspaniałej, ukochanej Polski – zakończył.

    Po oficjalnych przemówieniach rozpoczęło się wspólne śpiewanie kolęd oraz poczęstunek, jednak ta część spotkania nie była już dostępna dla przedstawicieli mediów.

    Bokserski akcent i prezent z Gołotą w tle
    Jeszcze przed kolędowaniem prezydent otrzymał niecodzienny prezent. Warto przypomnieć, że zanim zajął się historią i polityką, Karol Nawrocki trenował boks, a w młodości sięgnął nawet po juniorski Puchar Polski. Pięściarstwo pozostaje mu bliskie, podobnie jak piłka nożna. Tym razem obdarowano go książką Przemysława Osiaka o Andrzeju Gołocie zatytułowaną „Niepokonany w 28 walkach”. Prezydent nie krył zadowolenia i wyraźnie docenił ten symboliczny, sportowy gest.

  • Piękna polska noc w Hobart. Tytuł WTA tuż przed startem Australian Open

    Piękna polska noc w Hobart. Tytuł WTA tuż przed startem Australian Open

    Już w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego rozpocznie się Australian Open – pierwszy wielkoszlemowy turniej sezonu. Ostatnim sprawdzianem formy przed wyjazdem do Melbourne były zawody WTA w Adelajdzie i Hobart. I właśnie z Tasmanii napłynęły w niedzielny poranek znakomite informacje dla polskich kibiców. Katarzyna Piter, świeżo upieczona triumfatorka United Cup, dołożyła do kolekcji kolejny tytuł, tym razem w grze podwójnej turnieju rangi WTA 250. Co więcej – zrobiła to w imponującym stylu. Wspólnie z Janice Tjen potrzebowały zaledwie 61 minut, by sięgnąć po mistrzostwo.

    Jeszcze sześć dni wcześniej Piter zasiadała w polskim boksie podczas finału United Cup, zdzierając gardło i wspierając Igę Świątek, Huberta Hurkacza, Katarzynę Kawę oraz Jana Zielińskiego. Choć sama nie pojawiła się na korcie, była pełnoprawną częścią mistrzowskiej drużyny. Teraz przyszła pora na jej własny finał – w Hobart, w turnieju WTA 250 rozgrywanym na Tasmanii.

    Finałowy pojedynek prowadziła Marija Čičak – jedna z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych sędzi w kobiecym tourze, która niedawno arbitrowała finał United Cup w Sydney pomiędzy Igą Świątek a Belindą Bencic. Tym razem na korcie rywalizowały pary: Katarzyna Piter/Janice Tjen (Polska/Indonezja) oraz Magali Kempen/Anna Siskova (Belgia/Czechy).

    Mecz trwał niewiele ponad godzinę, ale emocji nie brakowało. Przy stanie 6:2, 5:2 i 40-40 Kempen serwowała do Tjen przy k w składzie. Presja okazała się zbyt duża – Belgijka popełniła podwójny błąd serwisowy, kończąc spotkanie. Piter i Tjen zwyciężyły 6:2, 6:2, zdobywając drugi tytuł w swoim drugim wspólnym starcie. Trzecia okazja nadejdzie już w przyszłym tygodniu – w Melbourne.

    Duet Piter–Tjen po raz pierwszy połączył siły jesienią podczas turnieju WTA 250 w Kantonie. Polka, starsza od partnerki o 11 lat, od kilku sezonów skupia się wyłącznie na deblu. Tjen z kolei przeżywała wtedy najlepszy okres w singlowej karierze, przebijając się do czołowej setki rankingu WTA. W Chinach wygrały wszystkie cztery mecze, każdy po trzysetowej walce, a finał prowadziła inna sędziowska legenda – Kader Nouni.

    W Hobart nie były rozstawione. Dwa pierwsze spotkania musiały „przepychać”, zwyciężając w super tie-breakach granych do 10 punktów. Dla Tjen był to sposób na odreagowanie słabszego początku sezonu w singlu. Przełom przyszedł w czwartek późnym wieczorem miejscowego czasu, gdy w zimnych, wietrznych i deszczowych warunkach pewnie pokonały w półfinale rozstawioną z numerem trzecim parę Eri Hozumi/Fang-Hsien Wu 2:0.

    W finale ich rywalkami były Belgijka Magali Kempen i Czeszka Anna Siskova. Kluczowy moment pierwszego seta nastąpił w szóstym gemie, przy serwisie Siskovej. Tjen imponowała zarówno z głębi kortu, jak i przy siatce. To właśnie ona popisała się znakomitą akcją przy stanie 0-40, dając pierwsze przełamanie. Chwilę później trzeba było potwierdzić przewagę – serwowała Piter. Gem był wyrównany, ale w decydującej wymianie to poznanianka wymusiła błąd Siskovej. Wynik 5:2 okazał się momentem zwrotnym.

    Od tego momentu na korcie rządził już tylko jeden duet. Piter i Tjen wygrały pierwszego seta 6:2, a w drugim szybko odskoczyły rywalkom, kontrolując wydarzenia aż do końca. Ostatecznie zwyciężyły 6:2, 6:2, notując najłatwiejszą wygraną w swojej dotychczasowej, krótkiej współpracy – już ósmej wspólnej potyczce.

    Dzięki triumfowi w Hobart Katarzyna Piter awansuje na 51. miejsce w deblowym rankingu WTA – zaledwie dwa oczka niżej od życiowego rekordu. Co istotne, w Australian Open nie broni żadnych punktów, więc w Melbourne może już tylko zyskać.

  • Iga Świątek poznała decyzję organizatorów Australian Open. Komunikat z Melbourne

    Iga Świątek poznała decyzję organizatorów Australian Open. Komunikat z Melbourne

    Niespełna 24 godziny pozostały do rozpoczęcia głównej rywalizacji w Australian Open, pierwszym turnieju wielkoszlemowym sezonu 2026. Zmagania na kortach w Melbourne zainaugurują mecze rozgrywane w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego, choć na ten dzień nie zaplanowano jeszcze występów Biało-Czerwonych. Polscy tenisiści i tenisistki wkroczą do akcji dopiero drugiego dnia turnieju. Organizatorzy opublikowali już szczegółowy plan gier na poniedziałek, dzięki czemu wiemy, kiedy na kort wyjdą Iga Świątek, Magda Linette, Magdalena Fręch, Linda Klimovicova oraz Kamil Majchrzak.

    W tegorocznej edycji Australian Open w singlowych zmaganiach zobaczymy aż sześcioro reprezentantów Polski. Do grona zawodników mających zapewniony start w głównej drabince dzięki rankingowi należą: Iga Świątek, Magda Linette, Magdalena Fręch, Hubert Hurkacz oraz Kamil Majchrzak. W czwartek do tej piątki dołączyła Linda Klimovicova, która po raz pierwszy w karierze przebrnąła eliminacje turnieju wielkoszlemowego na poziomie zawodowym. 21-letnia tenisistka zrobiła to w imponującym stylu, nie przegrywając ani jednego seta. W decydującym meczu kwalifikacji pokonała rozstawioną z numerem 12 Greet Minnen, zapewniając sobie debiut w głównej drabince Szlema. Zawodniczka pochodząca z Ołomuńca stanie przed historyczną szansą zaprezentowania się na największej tenisowej scenie.

    Już w dniu losowania drabinki poznaliśmy wstępne informacje dotyczące terminów występów Polaków w pierwszej rundzie Australian Open. Wówczas stało się jasne, że żaden z naszych reprezentantów nie zagra w niedzielę, a swoje mecze w poniedziałek rozegrają Magda Linette, Magdalena Fręch, Linda Klimovicova oraz Kamil Majchrzak. Do niedawna nie było jednak pewne, kiedy na kort wyjdą Iga Świątek i Hubert Hurkacz. Ostatecznie w piątek potwierdzono, że wiceliderka rankingu WTA również zagra w poniedziałek, natomiast wrocławianin rozpocznie turniej dzień później, we wtorek.

    W nocy z piątku na sobotę czasu polskiego organizatorzy Australian Open opublikowali już szczegółowy plan gier na poniedziałkowe rozgrywki. Z informacji zamieszczonych na oficjalnej stronie turnieju wynika, że Iga Świątek wystąpi na głównej arenie imprezy – Rod Laver Arena. Jej spotkanie z Chinką Yue Yuan otworzy nocną sesję i rozpocznie się tuż po godzinie 9:00 czasu polskiego.

    Choć termin meczu Świątek jest bardzo dogodny dla polskich kibiców, emocji z udziałem naszych zawodników nie zabraknie już znacznie wcześniej. W nocy z niedzieli na poniedziałek, dokładnie o godzinie 1:00 czasu polskiego, rozpoczną się pojedynki Magdy Linette i Magdaleny Fręch. Poznanianka zmierzy się z Emmą Navarro na 1573 Arena, natomiast tenisistka urodzona w Łodzi zagra z Veroniką Erjavec na korcie numer 12.

    Ten sam kort będzie również areną rywalizacji Kamila Majchrzaka. Jego mecz z Jacobem Fearnleyem zaplanowano jako trzecie spotkanie dnia, licząc od godziny 1:00 czasu polskiego, po pojedynkach Fręch – Erjavec oraz Fabian Marozsan – Arthur Rinderknech. Z kolei Linda Klimovicova pojawi się na korcie numer 15, gdzie jej starcie z Francescą Jones wyznaczono jako drugie w kolejności, po meczu Quentin Halys – Alejandro Tabilo.

    Wszystko wskazuje więc na to, że poniedziałek w Melbourne upłynie pod znakiem polskich występów, a kibice nad Wisłą będą mieli wiele okazji do śledzenia losów naszych reprezentantów w pierwszej rundzie Australian Open.

  • Rusza Australian Open, a tu takie wieści o Andriejewej!

    Rusza Australian Open, a tu takie wieści o Andriejewej!

    Wystarczyła godzina. Tak gra największy talent kobiecego tenisa

    Jedna z największych nadziei światowego tenisa dała pokaz siły. Mirra Andriejewa, bo o niej mowa, w finale turnieju WTA w Adelajadzie pokonała Victorię Mboko 6:3, 6:1. To dla niej doskonały prognostyk przed zbliżającym się Australian Open.
    Mirra Andriejewa w wielkiej formie przed AO
    fot. screen https://www.youtube.com/watch?v=Z-erh7o_zvI

    Wielkimi krokami zbliżają się pierwsze mecze najlepszych tenisistek podczas inaugurującego wielkoszlemowe zmagania Australian Open. Wiemy już, że Iga Świątek rozpocznie rywalizację od starcia z Chinką Yue Yuan (130. WTA), zaś Aryna Sabalenka stanie w szranki z Tiantsoą Sarah Rakotomangą Rajaonah z Francji (118. WTA). W turnieju nie zabraknie także tenisowych perełek.

    Zobacz wideo Kamil Majchrzak o minionym sezonie. “Mam nadzieję, że jeszcze sporo przede mną”
    Rosjanka w wielkiej formie przed AO. Wystarczyła godzina

    Mirra Andriejewa i Victoria Mboko to dwie gwiazdy nowego, tenisowego pokolenia. Obie są jeszcze nastolatkami, ale obie pokazały się już szerszej publiczności z doskonałej strony. Rosjanka w Australian Open drogę do sukcesu rozpocznie od starcia z doświadczoną Chorwatką Donną Vekić (70. WTA), zaś Kanadyjkę los skojarzył z Australijką Emerson Jones (155. WTA).

    Czytaj też: Oni już wiedzą. Tak Świątek poradzi sobie w Australian Open

    Zanim jednak Andriejewa i Mboko rozpoczną grę podczas Wielkiego Szlema, obie zmierzyły się w bezpośrednim starciu w finale turnieju WTA w Adelajdzie. Trzeba przyznać, że był to pokaz sił Rosjanki, która w tym roku skończy 19 lat. Wydawało się, że spotkanie będzie dla niej wyzwaniem, ale przebieg meczy tylko potwierdził jej wielki talent.

    Mboko od pierwszych piłek była lepsza i wygrała dwa gemy serwisowe rywalki. Andriejewa od stanu 0:3 wygrała jednak w pierwszym secie sześć gemów z rzędu i w partii zwyciężyła 6:3. W drugim secie role się odwróciły. To Andriejewa prowadziła 3:0 i nie popełniła błędów Mboko. Oddała Kanadyjce tylko jednego gema i wygrała 6:1. Mecz trwał zaledwie godzinę i został odnotowany przez całe środowisko tenisowe.

    “Tyle talentu między tymi dwiema, ale Mirra wygrywa dzisiejszą bitwę nastolatek. Zdobywa swój czwarty tytuł WTA. Jedna w swoim rodzaju” – zachwycał się profil The Tennis Letter na portalu X.

    Dla Andriejewej to czwarty tytuł w karierze. Wcześniej wygrywała w Jassy, Dubaju i Indian Wells, gdzie pokonała Arynę Sabalenkę. 19-letnia Victoria Mboko w dotychczasowej karierze zanotowała dwie turniejowe wygrane – w Montrealu i Hongkongu.
    Finał turnieju w Adelajdzie:

    Mirra Andriejewa – Victoria Mboko 6:3, 6:1

  • Piękna polska noc w Hobart. Tytuł WTA tuż przed startem Australian Open

    Piękna polska noc w Hobart. Tytuł WTA tuż przed startem Australian Open

    Sześć dni temu Katarzyna Piter patrzyła z polskiego boksu, jak Iga Świątek, Hubert Hurkacz, Katarzyna Kawa oraz Jan Zieliński zdobywają na korcie mistrzostwo United Cup. Ona była częścią tej drużyny, krzyczała pewnie najgłośniej z boku, zachęcała do gry. I też zdobyła tytuł, mimo że nie pojawiła się w rywalizacji.

    Dziś sama stanęła do walki o mistrzostwo, ale turnieju WTA 250 w Hobart na Tasmanii. A na stołu siedziała Marija Čičak – już sędziowska legenda, jedna z najbardziej znanych postaci w tourze. W tamtym finale w Sydney prowadziła mecz Igi Świątek z Belindą Bencic. A dziś spotkanie duetów: Katarzyna Piter/Janice Tjen (Polska/Indonezja) – Magali Kempen/Anna Siskova (Belgia/Czechy).

    Minęło 61 minut, gdy przy stanie 6:2, 5:2 i 40-40 Kempen zagrywała na Tjen, przy decydującym punkcie. I drugiej piłce mistrzowskiej dla pary z Polką w składzie. Podopieczna Wima Fissette’a z reprezentacji Belgii nie wytrzymała presji, popełniła podwójny błąd serwisowy. A Piter z Tjen wygrały swój drugi tytuł w drugim wspólnym starcie.

    Kolejnny mają już w przyszłym tygodniu – w Melbourne.

    WTA 250 w Hobart. Katarzyna Piter zagrała o tytuł. Wspólnie z Janice Tjen

    Katarzyna Piter i Janice Tjen połączyły siły jesienią w Azji – wspólnie zagrały wtedy debla w WTA 250 w Kantonie. Starsza od Azjatki o 11 lat Polka od kilu sezonów nie gra już w singla, Tjen z kolei akurat wtedy notowała najlepszy czas w karierze, pewnie wskoczyła do najlepszej setki rankingu w grze pojedynczej. W Chinach wygrały wszystkie cztery mecze, wszystkie po 2:1. A finał prowadziła im inna sędziowska legenda – Kader Nouni.

    W Hobart nie zostały rozstawione, pierwsze dwa spotkania też “przepchnęły”, wygrały w trzecich setach, granych do 10 punktów. Tjen odreagowywała słabszy start sezonu w singlu.
    Rozgrywka deblowa kobiet na profesjonalnym korcie tenisowym, dwie pary zawodniczek w trakcie punktu, publiczność na trybunach, tablica wyników pokazuje przewagę zespołu K. Piter i J. Tjen.

    Ofensywne ustawienie Katarzyny Piter i Janice Tjenscreen za Canal+materiał zewnętrzny

    Przełom przyszedł w czwartek przed północą miejscowego czasu, gdy w zimnym, wietrznym i deszczowym Hobart pewnie wygrały półfinał 2:0 z parą rozstawioną z numerem trzy: Eri Hozumi/Fang-Hsien Wu.

    Dziś ich rywalkami były: Belgijka Magali Kempen oraz Czeszka Anna Siskova. Pierwszy przełomowy moment nastąpił w szóstym gemie, podawała Siskova. Świetnie spisywała się Tjen, tak na linii końcowej, jak i przy siatce. I to ona idealnie zagrała przy siatce przy stanie 0-40, dało to pierwszego breaka. Trzeba było jeszcze potwierdzić tę zaliczkę w kolejnym gemie. Serwowała Poznanianka, była równowaga i decydująca akcja. I to Katarzyna wymusiła błąd Siskovej, zrobiło się 5:2.
    Dwie kobiety w sportowych strojach trzymają paletki do tenisa plażowego i uśmiechając się, rozmawiają na tle kolorowej planszy.

    Janice Tjen i Katarzyna Piter z… nagrodami za triumf w Hobartscreeny za Canal+materiał zewnętrzny

    Ruszyła więc lawina, Piter i Tjen zaczęły zdecydowanie dominować. Wygrały tego pierwszego seta 6:2, w drugim też szybko odskoczyły. Skończyło się na 61 minutach i wyniku 6:2, 6:2. Ich najłatwiejszym we wspólnej grze, już ósmym.

    Poznanianka w rankingu WTA będzie teraz 51. – zaledwie o dwie pozycje niżej od swojego rekordu. A w Melbourne żadnych punktów nie broni, może tylko zyskać.
    Katarzyna Piter

    Katarzyna PiterFoto Olimpik/NurPhotoAFP
    Tenisistka w sportowym stroju podczas rozgrywki, wykonuje uderzenie rakietą w kierunku nadlatującej piłki tenisowej na niebieskim korcie.

    Janice TjenClive Brunskill/Getty Images via AFPAFP

    Zrobili to! Zobacz piłkę meczową na wagę zwycięstwa Piter i Zielińskigo.

  • W nocy dotarł komunikat Australian Open ws. Świątek. Bezpowrotna decyzja

    W nocy dotarł komunikat Australian Open ws. Świątek. Bezpowrotna decyzja

    Iga Świątek poznała decyzję organizatorów Australian Open. Komunikat z Melbourne

    Niespełna doba dzieli nas od rozpoczęcia głównych zmagań w Australian Open, czyli pierwszej wielkoszlemowej imprezie w sezonie 2026. Pierwsze mecze zostaną zainaugurowane w nocy z soboty na niedzielę czasu polskiego, chociaż jeszcze bez udziału naszych reprezentantów. Ci wkroczą do akcji podczas drugiego dnia zmagań. Wiemy już, kiedy na kort wyjdą Iga Świątek, Magda Linette, Magdalena Fręch, Linda Klimovicova i Kamil Majchrzak. Oto plan gier na poniedziałek.
    Zbliżenie na sportowczynię o skupionym wyrazie twarzy trzymającą rękę przy głowie, ubrana w białą koszulkę sportową, w tle rozmyta publiczność.

    Iga Świątek poznała godzinę swojego pierwszego meczu w Australian Open 2026MARCIN CHOLEWINSKI/ NEWSPIX.PLNewspix.pl

    Aż sześciu naszych reprezentantów weźmie udział w singlowych zmaganiach podczas pierwszej wielkoszlemowej imprezy w tym sezonie, czyli Australian Open. Do naszej etatowej piątki, która ze względu na ranking ma zagwarantowany udział w głównej drabince rozgrywek (Iga Świątek, Magda Linette, Magdalena Fręch, Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak), w czwartek dołączyła Linda Klimovicova. 21-latka po raz pierwszy w karierze przeszła eliminacje Szlema na poziomie zawodowym. Dokonała tego w znakomitym stylu, nie tracąc choćby seta. W decydującej rundzie kwalifikacji pokonała rozstawioną z “12” Greet Minnen. Dzięki temu tenisistka pochodząca z Ołomuńca zadebiutuje w głównych zmaganiach.

    Jeszcze w dniu losowania drabinki poznaliśmy wstępny zarys dotyczący polskich meczów w pierwszej rundzie Australian Open. Wtedy dowiedzieliśmy się, że żaden nasz reprezentant nie zagra w niedzielę, a mecze Magdy Linette, Magdaleny Fręch, Lindy Klimovicovej oraz Kamila Majchrzaka odbędą się w poniedziałek. Do wczoraj nie było jasne, którego dnia wystąpią Iga Świątek i Hubert Hurkacz. W piątek okazało się, że Raszynianka również pojawi się na korcie podczas drugiego dnia zmagań, a Wrocławianin – dobę później, czyli we wtorek.

    Australian Open: Organizatorzy zaprezentowali plan gier na poniedziałek

    W nocy z piątku na sobotę czasu polskiego pojawił się już konkretny plan gier na poniedziałkowe rozgrywki w Melbourne. Organizatorzy wielkoszlemowej imprezy poinformowali o tym fakcie za pośrednictwem swojej strony internetowej. Na głównym obiekcie Australian Open zobaczymy Świątek. Jej spotkanie z Yue Yuan otworzy nocną sesję na Rod Laver Arena, czyli rozpocznie się tuż po godz. 9:00 czasu polskiego.

    Chociaż pojedynek Igi rozlokowano w dogodnym terminie z perspektywy naszych kibiców, to i tak nie zabraknie wczesnych emocji z udziałem Polaków. W nocy z niedzieli na poniedziałek o godz. 1:00 czasu polskiego wystartują starcia Magdy Linette i Magdaleny Fręch. Poznanianka zagra z Emmą Navarro na 1573 Arena, a zawodniczka urodzona w Łodzi zmierzy się z Veroniką Erjavec na korcie numer 12.

    Ten ostatni obiekt będzie też areną rywalizacji z udziałem Kamila Majchrzaka. Jego mecz z Jacobem Fearnley’em zaplanowano jako trzeci w kolejności od godz. 1:00 czasu polskiego (po starciach: Magdalena Fręch – Veronika Erjavec oraz Fabian Marozsan – Arthur Rinderknech). Z kolei Linda Klimovicova pojawi się na korcie numer 15. Jej pojedynek z Francescą Jones wyznaczono jako drugie starcie dnia (po spotkaniu Quentin Halys – Alejandro Tabilo). Szykuje się zatem polski poniedziałek w Melbourne.

    Iga Świątek – Belinda Bencic. Skrót meczuPolsat Sport
    Zawodniczka tenisowa w czapce i jasnym stroju pokazuje zaciśniętą pięść w geście triumfu na tle niebieskiego kortu.

    Iga ŚwiątekXiao YijiuAFP
    Kobieta w sportowej odzieży uczestnicząca w meczu tenisowym, z widocznym wyrazem determinacji i zaangażowania, trzyma zaciśniętą pięść, na głowie ma biały daszek sportowy, a tło jest rozmyte.

    Magda LinetteScott TaetschAFP
    Magdalena Fręch

    Magdalena Fręch Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP – Foto Olimpik/NurPhoto) (Photo by Foto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFPAFP

  • McEnroe wydał wyrok ws. Igi Świątek. Niektórym otworzą się oczy

    McEnroe wydał wyrok ws. Igi Świątek. Niektórym otworzą się oczy

    Iga Świątek przed Australian Open. McEnroe uspokaja: „To może być sygnał alarmowy, który działa na korzyść”

    19 stycznia Iga Świątek rozpocznie rywalizację w Australian Open. Choć to pierwszy wielkoszlemowy turniej sezonu, wokół występu Polki narosło sporo znaków zapytania. Dwie porażki poniesione w United Cup – z Coco Gauff oraz Belindą Bencić – sprawiły, że forma wiceliderki rankingu WTA stała się tematem licznych dyskusji. A w Melbourne łatwiej nie będzie, bo drabinka Świątek zapowiada się wyjątkowo wymagająco. Jej aktualną dyspozycję w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” ocenił legendarny John McEnroe.

    11 stycznia reprezentacja Polski po raz pierwszy w historii sięgnęła po triumf w United Cup, co było ogromnym sukcesem całej drużyny. Kibice mieli jednak poczucie niedosytu – zabrakło zwycięstw Igi Świątek w starciach z najmocniejszymi rywalkami. Porażki z Gauff i Bencić wywołały pytania o to, na jakim etapie przygotowań jest obecnie najlepsza polska tenisistka. Teraz przed nią znacznie większe wyzwanie – Australian Open, turniej, w którym presja i stawka są nieporównywalnie wyższe.

    McEnroe o porażkach Świątek: „Nigdy nie wiesz, jak to się potoczy”

    John McEnroe podchodzi do ostatnich wyników Polki z dużym spokojem. Amerykanin podkreśla, że pojedyncze porażki tuż przed Wielkim Szlemem wcale nie muszą zwiastować problemów, a czasem wręcz działają mobilizująco. Odwołał się przy tym do własnych doświadczeń z czasów kariery.

    – Czasami to działa w drugą stronę. To bywa swego rodzaju sygnałem alarmowym, pobudką, ale w tenisie nigdy nie wiesz, jak sprawy się potoczą. Pamiętam mój najlepszy rok w karierze – przegrałem w pierwszej rundzie na tydzień przed US Open. A mimo to czułem, że nie wpłynie to na moją pewność siebie. Sam fakt przegranej nie oznacza, że w Wielkim Szlemie pojawi się problem, gdy przyjdzie grać o najwyższą stawkę – powiedział McEnroe w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”.

    Słowa legendy światowego tenisa sugerują, że nie warto wyciągać daleko idących wniosków z jednego turnieju drużynowego, zwłaszcza na tak wczesnym etapie sezonu.

    Obrona Fissette’a i nowego stylu gry Świątek

    McEnroe odniósł się także do zmian w grze Świątek, które wprowadza trener Wim Fissette. Nowy kierunek obrany przez Belgijskiego szkoleniowca ma zarówno zwolenników, jak i krytyków, szczególnie w kontekście większego ryzyka i modyfikacji serwisu. Amerykanin zdecydowanie stanął jednak po stronie trenera.

    – Nie ma tu prostej odpowiedzi, ale pamiętam, jak oglądałem ją na Wimbledonie. Pomyślałem wtedy, że serwuje potężniej i mocniej, niż kiedykolwiek wcześniej. To było zaledwie sześć miesięcy temu. Nie widzę powodu, dla którego nie mogłaby tego powtórzyć w Australian Open. Rok temu była bardzo blisko – zauważył McEnroe.

    Zdaniem siedmiokrotnego triumfatora turniejów wielkoszlemowych, potencjał wciąż jest ogromny, a zmiany wprowadzone w ostatnich miesiącach mogą zaprocentować właśnie w Melbourne.

    Początek rywalizacji i możliwe hity

    Iga Świątek swój pierwszy mecz w tegorocznym Australian Open rozegra 19 stycznia. Jej rywalką będzie Chinka Yue Yuan, która przeszła przez kwalifikacje. W dalszej fazie turnieju w części drabinki Polki może dojść do niezwykle interesującego starcia z Naomi Osaką, prowadzoną obecnie przez Tomasza Wiktorowskiego – byłego trenera Świątek.

    Australian Open zapowiada się więc dla Polki jako sprawdzian nie tylko formy sportowej, ale i odporności mentalnej. Jak przekonuje McEnroe, czasem właśnie w takich okolicznościach rodzą się najlepsze turnieje w karierze.