• Mirra Andriejewa rozbita. Niespodzianka na Australian Open. Ukrainka wzięła rewanż

    Mirra Andriejewa rozbita. Niespodzianka na Australian Open. Ukrainka wzięła rewanż

    Zwycięstwem Mirry Andriejewej zakończył się jej pierwszy w karierze pojedynek z Eliną Switoliną. Ukrainka z pewnością miała wielką chęć odpłacić się za to Rosjance, eliminując ją z Australian Open. Kibice zgromadzony na trybunach raczej nie spodziewali się jednak, że rywalizacja na korcie obierze tak zaskakujący kierunek. Dość powiedzieć, że pierwszy set zakończył się demolką. Ostatecznie w Melbourne doszło do ogromnej niespodzianki.
    Zawodniczka tenisa ziemnego w jasnym stroju sportowym i czapce, z wyrazistą mimiką oraz gestem uniesionej dłoni, która wykazuje emocjonalną reakcję w trakcie meczu.

    Mirra Andriejewa została wyeliminowana z Australian OpenWilliam WestAFP

    Spory ładunek emocjonalny towarzył meczowi 1/8 finału Australian Open pomiędzy Mirrą Andriejewą i Eliną Switoliną. Od czasu wybuchu wojny rywalizacja z sportowców z Ukrainy i Rosji wykracza poza ramy sportu i generują wielkie emocje, zyskując na swojej symbolice. Zwłaszcza, że 18-latka nie tak dawno została nawet odznaczona przez Władimira Putina.

    Demolka w 1. secie w meczu Switolina – Andriejewa. Ukrainka zaskoczyła

    To 7. tenisistka świata postrzega była przed meczem za wyraźną faworytkę. Switolina mimo przewagi doświadczenia nie potrafiła wygrać z Andriejewą w Indian Wells w ubiegłym roku. Z pewnością miała ogromną ochotę na wzięcie odwetu na rywalce w Melbourne. I to ona jako pierwsza zyskała przewagę.

    Switolina przełamała Rosjankę w czwartym gemie, co pozwoliło jej wyjść na prowadzenie 3:1, narzucając przy tym presję na młodsza rywalkę. A ta znana jest z braku kontroli nad emocjami.

    Chwilę później po przełamanie sięgnęła również Andriejewa i wydawało się, że złepie kontakt. Ukrainka jednak prezentowała na tyle zróżnicowany repertuar zagrań, że raz za razem zaskakiwała młodszą koleżankę “po fachu”. Poskutkowało to kapitalną serią. Od stanu 3:2 Switolina wygrała kolejne trzy gemy z rzędu i całego seta w zaledwie 36 minut 6:2.

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP

    Wielka niespodzianka w Melbourne. Switolina zrewanżowała się Andriejewej

    Drugą partię Rosjanka rozpoczęła z inną energią, jak gdyby wstąpiły w nią nowe siły. Do zera przłamała rywalkę, dołożyła swoje podanie i było 2:0. Jeszcze przed upływem kwadransa miała szansę znów przełamać Ukrainkę, ale ta, choć przegrywała już 15:40, obroniła podanie. Jak to mówi się w przypadku piłki nożnej – niewykorzystane sytuacje się mszczą.

    Bo zamiast 3:0 dla Andriejewej, zrobiło się 3:2 dla Switoliny, która odwróciła losy rywalizacji w drugim secie. Rosjanka biła mocno, ale w wielu sytuacjach niecelnie. Im bliżej było końca seta, tym bardziej zacięta stawała się rywalizacja.

    W newralgicznym momencie lepiej zachowała się Switolina. Pierwszą piłkę meczową Andriejewa jeszcze obroniła, ale drugiej już nie. Ukrainka przełamaniem przeciwniczki zakończyła spotkanie, triumfując 6:2, 6:4 i sprawiając sporą niespodziankę w Melbourne.
    Tenisistka w żółtej sukience wykonuje dynamiczny wślizg, wyciągając rakietę, by odbić lecącą piłkę na niebieskim korcie.

    Mirra AndriejewaMartin KeepAFP
    Tenisistka w białym stroju sportowym unosi zaciśniętą pięść i uśmiecha się, trzymając rakietę tenisową. W tle rozmyta publiczność na trybunach obserwująca wydarzenie.

    Elina SwitolinaPAUL CROCKAFP
    Tenisistka w jasnożółtym stroju krzyczy z emocjami na korcie, pochylona do przodu, trzyma rakietę tenisową, jej twarz wyraża silne zaangażowanie i energię podczas meczu.

    Mirra AndriejewaSport PzNewspix.pl

    PGE Start Lublin – Legia Warszawa. Skrót meczu.

  • “Katastrofa” Świątek. Gorąco przed walką Polki o ćwierćfinał. Niepokojący werdykt

    “Katastrofa” Świątek. Gorąco przed walką Polki o ćwierćfinał. Niepokojący werdykt

    Iga Świątek już za kilkadziesiąt godzin może znaleźć się w najlepszej ósemce Australian Open. Polka, póki co, na Antypodach radzi sobie całkiem dobrze, choć nie brakuje w jej grze niepokojących momentów. Raszynianka wystraszyła swoich kibiców w sobotę, gdy aż 1:6 przegrała seta z Anną Kalinską. Ponadto sporo do życzenia pozostawiał pierwszy serwis. Tuż przed ćwierćfinałem właśnie o tym zrobiło się głośno. Bezkompromisowy werdykt wydał jeden z byłych tenisistów. “To jest katastrofa, nie ma się co oszukiwać” – przyznał.
    Sportowiec ubrany w sportowy top i czapkę z daszkiem zasłania twarz dłońmi, wyrażając silne emocje tuż po zakończeniu meczu tenisowego

    Iga ŚwiątekAFP

    Podopieczna Wima Fissette’a ma za sobą iście szalony mecz trzeciej rundy Australian Open. Nie dość, że zagrała trzy sety, to na dodatek każdy z nich kończył się wynikiem 6:1. Kibice wielkie oczy robili zwłaszcza podczas drugiej partii, podczas której Rosjanka kompletnie zdominowała faworytkę. Już po niej ruszyły pierwsze analizy. Ogromne poruszenie wywołały zwłaszcza statystyki zaprezentowane przez organizatorów zmagań. A w nich przy punktach wygranych po pierwszym serwisie Polki pojawiło się zaledwie trzynaście procent.

    “???” – napisał tylko krótko Dawid Żbik na platformie X. Internauci byli zdecydowanie bardziej bezpośredni. Tak samo zresztą jak niektórzy eksperci. W niedzielny poranek dołączył do nich Michał Dembek. “13 proc. to jest katastrofa, nie ma się co oszukiwać. Oczywiście, rywalka zaczęła wywierać returnem trochę większą presję, ale spadek poziomu podania Świątek i tak jest absolutnie nielogiczny. Bo przecież nie stoi za tym problem fizyczny, w tym elemencie Iga wygląda świetnie. To wszystko sprowadza się najwyraźniej do głowy i ciągłego falowania” – powiedział były tenisista w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet.

    Iga Świątek musi się poprawić. Sceny z soboty już nie mogą się powtórzyć

    Później wiceliderka rankingu WTA wróciła do odpowiedniej gry i w decydującej partii nie dała żadnych szans oponentce. Nie zmienia to jednak faktu, że w kolejnych potyczkach podobne liczby mogą być zgubne w skutkach. Poziom rośnie wraz z każdą kolejną rundą. “Brakuje trochę cierpliwości, przetrzymania, zaakceptowania tego, że sytuacja jest trudniejsza i trzeba się uspokoić, może spróbować czegoś innego. Trzeba na to uważać, bo choć rywalka w czwartej rundzie nie wygląda na bardzo groźną [Maddison Inglis z kwalifikacji – dop. red.], to od ćwierćfinału mogą się już pojawić duże kłopoty” – ostrzegł Michał Dembek.

    100 dni do XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. WIDEOANDREA BERNARDI / AFPTV / AFPAFP
    Tenisistka ubrana w czarną koszulkę sportową z różowymi akcentami oraz różową czapkę trzyma rakietę tenisową i piłkę, widoczna na czarnym tle kortu.

    Iga Świątek AFP
    Tenisistka w ciemnym stroju i białej czapce zakrywa dłonią twarz w geście wyrażającym emocje, stojąc na korcie tenisowym, w tle rozmyta widownia.

    Iga ŚwiątekAFP
    Iga Świątek

    Iga ŚwiątekAFP

  • Powiedział to głośno o współpracy Świątek i Fissette’a. “To nie jest rozwojowe”

    Powiedział to głośno o współpracy Świątek i Fissette’a. “To nie jest rozwojowe”

    Iga Świątek w poniedziałek zagra o ćwierćfinał Australian Open. Polka podczas swoich spotkań potrafi grać świetnie, by po chwili zdecydowanie obniżyć poziom. Michał Dembek, były tenisista, a obecnie trener, wskazał w rozmowie z “Przeglądem Sportowym Onet”, co jest największą bolączką wiceliderki światowego rankingu.
    Iga Świątek, Wim Fissette
    Polsat Sport

    Zdecydowanie można powiedzieć, że to był mecz z gatunku dziwnych. W trzeciej rundzie Australian Open Iga Świątek zmierzyła się z Anną Kalinską. Wygrała pierwszego seta 6:1, by przegrać kolejnego… takim samym wynikiem. W trzeciej partii również był rezultat 6:1, lecz ponownie na korzyść Świątek. Kalinska zmagała się z problemami zdrowotnymi, nie grała na jakimś zadziwiająco wysokim poziomie, a mimo wszystko najlepsza polska tenisistka miała problemy, by ją pokonać.

    Zobacz wideo Jaką Igę Świątek zobaczymy w 2026? Jej trener zapowiada zmiany
    Świątek nie słucha Fissette’a? Oto wnioski

    Kibiców zastanawia, dlaczego Świątek w ciągu kilku minut potrafi tak drastycznie obniżyć poziom gry. Można to pokazać na przykładzie serwisu, który w pierwszym secie starcia z Kalinską funkcjonował bardzo dobrze, a w drugiej partii fatalnie. Nawet komentatorzy Eurosportu twierdzili, że nigdy w życiu nie widzieli takich rzeczy. Może się okazać, że w bataliach z silnymi przeciwniczkami Świątek będzie bez szans na zwycięstwo.

    – Brakuje trochę cierpliwości, przetrzymania, zaakceptowania tego, że sytuacja jest trudniejsza i trzeba się uspokoić, może spróbować czegoś innego. Trzeba na to uważać, bo choć rywalka w czwartej rundzie nie wygląda na bardzo groźną (Maddison Inglis z kwalifikacji – dop. red.), to od ćwierćfinału mogą się już pojawić duże kłopoty – powiedział w rozmowie z “Przeglądem Sportowym Onet” Michał Dembek, były tenisista, a obecnie trener.

    Dembek przyznaje, że w zeszłym roku Świątek i jej trener Wim Fissette osiągnęli wielki sukces, wygrywając Wimbledon. Według niego jednak Polka obecnie nie dokonuje zmian w grze podczas spotkań. Wygląda to niepokojąco.

    – Gdy Wim Fissette opowiada o tym, jak chciałby zmieniać tenis Świątek, to ja słucham i zgadzam się w stu procentach. Skróty, trochę więcej siatki, różnorodność drugiego serwisu… Wszystko prawda – przyznał Dembek.

    – Tylko potem przychodzi mecz i praktycznie 90 proc. tego drugiego serwisu idzie na bekhend rywalki. I to jest dziś – moim zdaniem – rzecz, która najbardziej kuleje w grze Świątek. Nie wiem, jakie Wim Fissette ma przełożenie, żeby Igę do pewnych rzeczy przekonać. Żeby grała tak, jak on opowiada w mediach. Nawet jeśli przegra przez to kilka meczów – dodał.
    Świątek nie ma odwagi, by stosować zmiany? “To nie jest myślenie rozwojowe”

    Dembek zwraca uwagę na to, iż w przypadku Świątek nie możemy mówić o podejmowaniu odważnych decyzji, spróbowaniu nowych rzeczy. Dlatego też ma wątpliwości, czy Polka rzeczywiście wykonuje plan nakreślony przez trenera.

    – Meczowo jakby brakowało odwagi, jakby się bała, że jeżeli coś spróbuje zrobić coś nowego dwa-trzy razy w meczu, to nagle wynik jej ucieknie. To nie jest niestety myślenie rozwojowe, które cechuje największych mistrzów: Djokovicia, Nadala – skwitował.

    Czytaj także: Rywalka Świątek ujawnia, co dzieje się na AO. “Większość z nas ma problemy”

    Trener tenisa podkreślił również, że Świątek ma wielki talent, sześć tytułów wielkoszlemowych, ale przede wszystkim potencjał na to, by liczba tych tytułów była dwucyfrowa. Bez stopniowej poprawy gry jednak ten scenariusz się nie ziści.

  • Hurkacz odpadł, a tu taka nowina. Jednak Polak zagra w ćwierćfinale Australian Open

    Hurkacz odpadł, a tu taka nowina. Jednak Polak zagra w ćwierćfinale Australian Open

    Czwartkowe wydarzenia na kortach Australian Open przyniosły polskim kibicom spore rozczarowanie w singlu mężczyzn. Hubert Hurkacz sensacyjnie odpadł już w drugiej rundzie, przegrywając z Ethanem Quinnem. Mimo tej niespodzianki biało-czerwoni nie zostali jednak bez pozytywnych emocji w męskiej rywalizacji. O awans do ćwierćfinału debla walczył bowiem bohater niedawnego United Cup – Jan Zieliński. Warszawianin po raz kolejny zaprezentował się znakomicie, a losy spotkania rozstrzygnęły się w zaledwie 68 minut.

    Tegoroczny Australian Open już teraz jest dla Jana Zielińskiego turniejem wyjątkowym. Wszystko za sprawą historycznego sukcesu w United Cup, gdzie wspólnie z Katarzyną Kawą pozostali niepokonani w pięciu meczach miksta i poprowadzili Polskę do pierwszego w dziejach triumfu w tych drużynowych rozgrywkach. Styczeń to dla Zielińskiego także nowy rozdział w deblu mężczyzn. Jego nowym partnerem został Brytyjczyk Luke Johnson. Przed przylotem do Melbourne duet miał okazję wystąpić tylko w jednym turnieju – imprezie rangi ATP 250 w Adelajdzie, gdzie wygrał mecz otwarcia, kończąc udział na drugiej rundzie.

    Po przenosinach do Melbourne Zieliński łączył start w deblu mężczyzn z rywalizacją w mikście, gdzie występował u boku Su-Wei Hsieh. Ten wątek zakończył się jednak szybko – obrońcy tytułu z Australian Open 2024 pożegnali się z turniejem już w pierwszej rundzie, przegrywając z parą Irina Chromaczowa/Christian Harrison 4:6, 6:7(5). Od tego momentu Polak mógł skupić się wyłącznie na grze podwójnej.

    W czwartek Zieliński i Johnson stanęli do walki o awans do ćwierćfinału debla. Ich rywalami byli Adam Pavlasek, były partner deblowy Polaka, oraz Australijczyk John-Patrick Smith. Spotkanie rozegrano na John Cain Arena, trzecim co do ważności obiekcie turnieju, co miało dodatkowe znaczenie ze względu na obecność miejscowego tenisisty.

    Od pierwszych piłek Zieliński i Johnson starali się przejąć inicjatywę. Rozpoczęli mecz od serwisu, wywierając presję na przeciwnikach. Już w drugim gemie mieli aż pięć break pointów, lecz nie zdołali ich wykorzystać. Kluczowy moment pierwszego seta nadszedł jednak w czwartym gemie, gdy rywale nie zdobyli ani jednego punktu przy własnym podaniu. Przełamanie okazało się decydujące – polsko-brytyjska para do końca partii pewnie kontrolowała sytuację i wygrała ją 6:3.

    Drugi set również szybko ułożył się po myśli Zielińskiego i Johnsona. Już w trzecim gemie wypracowali dwa break pointy i wykorzystali pierwszego z nich. Od tego momentu konsekwentnie zmierzali po zwycięstwo i awans do ćwierćfinału. Przy stanie 5:4 przypieczętowali sukces, a w dziesiątym gemie Jan Zieliński popisał się efektownym lobem, po którym nie krył radości, celebrując udane zagranie. Po 68 minutach rywalizacji mecz dobiegł końca – Polak i Brytyjczyk zwyciężyli 6:3, 6:4.

    W walce o półfinał Australian Open Zieliński i Johnson zmierzą się z jedną z najmocniejszych par turnieju: albo z duetem Marcelo Arevalo/Mate Pavić, albo z parą Austin Krajicek/Nikola Mektic.

  • Sabalenka się przyznała. Prosto z kortu w Melborune. “Nie wierzę, że to mówię”

    Sabalenka się przyznała. Prosto z kortu w Melborune. “Nie wierzę, że to mówię”

    Aryna Sabalenka zameldowała się w ćwierćfinale Australian Open. W nocy z soboty na niedzielę polskiego czasu Białorusinka pokonała 19-letnią Victorię Mboko w dwóch setach. Szczególnie w drugiej partii rywalka napsuła jej krwi. Zaraz po zakończeniu pojedynku pierwsza rakieta świata doceniła Kanadyjkę, a przy okazji pokusiła się o dosyć szczerą refleksję względem samej siebie.
    Tenisistka udzielająca wywiadu na korcie po meczu, z mikrofonem oznaczonym logo turnieju Australian Open. W tle widownia i transparenty kibiców.

    SabalenkaDavid GrayAFP

    Do tej pory podczas tegorocznej edycji Australian Open Aryna Sabalenka nie straciła jeszcze żadnego seta. Najbliżej wpadki była w starciu z Anastazją Potapową, którą ograła dopiero po dwóch tie-breakach. Z soboty na niedzielę naszego czasu o ćwierćfinał zawodniczka z Mińska mierzyła się z Victorią Mboko.

    W pierwszej partii liderka rankingu WTA kompletnie rozbiła młodą Kanadyjkę. Pozwoliła ugrać jej tylko jednego gema, dodając do tego dwa przełamania. “Początkowo obserwowaliśmy jednostronne starcie, ale później zrobiło się bardzo interesująco. Ostateczne rozstrzygnięcie poznaliśmy po 86 minutach” – relacjonował Mateusz Stańczyk z naszej redakcji.

    „Pragnę pokoju” – Sabalenka odpowiada na słowa Oliynykovej© 2026 Associated Press

    Sabalenka ogłasza, prosto z Melbourne. Już wszystko jasne

    W drugiej partii rywalizacja była już zdecydowanie bardziej wyrównana. Choć Białorusinka prowadziła już 4:1, to Mboko zdołała doprowadzić do remisu 5:5. Kanadyjka dwa razy wygrywała gema, kiedy piłka była po stronie przeciwniczki. Ostatecznie byliśmy świadkami tie-breaka, w którym większym doświadczeniem wykazała się starsza z tenisistek.

    Sabalenka dosłownie rozniosła Mboko. W pewnym momencie było już 6:0, jednak faworytka nie wykorzystała piłki meczowej. Koniec końców zamknęła “dogrywkę” wynikiem 7:1, triumfując na etapie 1/8 finału Australian Open.

    Tak czy inaczej Victoria Mboko pokazała się z bardzo dobrej strony. Rywalizować z pierwszą rakietą świata jak równy z równym, w wieku 19 lat? Szacunek. Tego samego zdania jest sama Aryna Sabalenka, która nie szczędziła Kanadyjce ciepłych słów. Gdyby tego było mało, sama przyznała, że jako 27-latka wcale nie czuje się już jak dojrzała kobieta.

    Jak na tak młody wiek, jest niesamowitą zawodniczką (Mboko – red.). To niesamowite widzieć tak młode tenisistki wchodzące na turniej. Nie mogę uwierzyć, że to mówię – wciąż czuję się jak dziecko, ale cóż

    – Jest niesamowitą zawodniczką. Naprawdę dała mi dziś popalić. Jestem niesamowicie szczęśliwa z wygranej. Grała fantastycznie i rywalizowała ze mną do granic możliwości. Ale cieszę się, że awansowałam – powtórzyła.
    Kobieta ubrana w sportowy strój tenisowy trzyma rakietę, uśmiecha się i unosi otwartą dłoń w geście pozdrowienia podczas meczu tenisowego.

    Aryna SabalenkaDavid GrayAFP
    Aryna Sabalenka zagra w Brisbane o tytuł

    Aryna Sabalenka zagra w Brisbane o tytułWilliam WestAFP
    Aryna Sabalenka rywalizowała z Mirrą Andriejewą o ćwierćfinał Australian Open 2025

    Aryna Sabalenka rywalizowała z Mirrą Andriejewą o ćwierćfinał Australian Open 2025WILLIAM WEST / AFPAFP

    PGE Start Lublin – Legia Warszawa. Skrót meczu.

  • Trener ujawnił, co Świątek zrobiła w Melbourne. Nie miała wyjścia. “To było ryzykowne”

    Trener ujawnił, co Świątek zrobiła w Melbourne. Nie miała wyjścia. “To było ryzykowne”

    Spotkanie Igi Świątek z Anną Kalinską w 1/16 finału Australian Open było pełne niespodzianek. Najpierw Polka rozbiła Rosjankę 6:1, jednak w drugim secie to rywalka doprowadziła do wyrównania po takim samym wyniku. Żeby było jeszcze ciekawiej, partia numer trzy zakończyła się… identycznym rezultatem, na korzyść naszej tenisistki.

    – Było lekko podwyższone ciśnienie w drugim secie, ale Iga miała w miarę pod kontrolą mecz. Wiedziałem, że raczej odbuduje się, choć nie jest łatwo wygrywać, jak wszystko idzie dobrze, ale w trudniejszych momentach. W chwili, nazwijmy ją “zapaścią jakościową”, żeby się z tego szybko podnieść i Iga to super zrobiła – mówi w rozmowie z “Eurosportem” Maciej Ryszczuk.

    Iga Świątek: Cieszę się z jakości mojej gry. To na pewno był dobry meczPolsat Sport

    Iga Świątek nie przestraszyła się upałów. Trener wszystko opowiedział

    Trener Polki od przygotowania fizycznego poruszył także wątek zdrowia i kondycji drugiej rakiety świata. – Myślę, że z meczu na mecz się rozkręca. Mieliśmy dosyć mocny okres przygotowawczy. Powiedziałbym, że jeden z cięższych. Mam nadzieję, że teraz będzie nam to wszystko oddawało i wydaje mi się, że widać to na korcie. Iga zyskuje pewność siebie. Fizycznie też pokazuje, że jest w stanie wytrzymać warunki panujące w Melbourne – dodał.

    A te są naprawdę ekstremalne. W szczytowych momentach dnia temperatura sięga nawet blisko 40 stopni. W takim upale czasami trudno się poruszać, nie wspominając już o uprawianiu sportu. Z relacji Ryszczuka wynika, że Świątek mogła wybierać pomiędzy treningiem w klimatyzowanej hali a na świeżym powietrzu.

    Ostatecznie wybór padł na drugą z opcji. – To był trochę “rzut monetą”, trochę ryzykowne. Mogliśmy udać się na halę albo trenować na otwartej przestrzeni. Iga wolała na otwartej, żeby podrzucić piłkę na słońcu, żeby była przygotowana na otarty dach (w meczu – red.). Było jak było, ale Iga powiedziała, że dla niej nie jest problemem trenować w takich warunkach – zdradził szkoleniowiec.

    Ponadto dowiedzieliśmy się, że przy takich upałach cały sztab Świątek pomaga sobie różnego rodzaju kamizelkami chłodzącymi, a przede wszystkim dba o odpowiednie nawodnienie i unika ostrego słońca, jeśli jest to możliwe.

    W poniedziałek 26 stycznia około godz. 9:00 Polka przystąpi do meczu z Australijką Maddison Inglis (168. WTA). Jego stawką będzie awans do ćwierćfinału pierwszego Wielkiego Szlema w sezonie.
    Iga Świątek odwróciła losy meczu drugiej rundy z Danielle Collins na Australian Open 2024 w spektakularny sposób

    Iga Świątek odwróciła losy meczu drugiej rundy z Danielle Collins na Australian Open 2024 w spektakularny sposóbANTHONY WALLACE / AFPAFP
    Iga Świątek podczas meczu z Madison Keys, Australian Open 2025

    Iga Świątek podczas meczu z Madison Keys, Australian Open 2025Yuichi YamazakiAFP
    Z lewej strony mężczyzna w czerwonej czapce z daszkiem i jasnej koszulce, z prawej strony kobieta w białej czapce oraz stroju sportowym, trzymająca dużą trofeum z uśmiechem na twarzy.

    Maciej Ryszczuk (L) i Iga Świątek (P)Stach Antkowiak/REPORTER/AFP/DAISUKE URAKAMI/Yomiuri East News

    PGE Start Lublin – Legia Warszawa. Skrót meczu.

  • Świątek kontra Inglis. Wszystko jasne ws. walki o ćwierćfinał AO. Znamy decyzję

    Świątek kontra Inglis. Wszystko jasne ws. walki o ćwierćfinał AO. Znamy decyzję

    Iga Świątek awansowała do 1/8 finału tegorocznego Australian Open po prawdziwym thrillerze w starciu z Anną Kalinską. W walce o miejsce w najlepszej „16” Polka musiała przejść przez spore turbulencje, ale ostatecznie wyszła z nich obronną ręką. Na tym etapie turnieju jej rywalką będzie nierozstawiona Maddison Inglis. Australijka skorzystała w poprzedniej rundzie na wycofaniu się z dalszej gry Naomi Osaki. Organizatorzy opublikowali już plan gier na poniedziałek w Melbourne – znamy dokładną godzinę meczu z udziałem liderki polskiej reprezentacji.

    Od początku rywalizacji w Melbourne Australian Open stawia przed Igą Świątek kolejne wyzwania. Raszynianka niemal w każdej rundzie zmuszona jest radzić sobie z momentami kryzysu. Podobny scenariusz miało jej spotkanie trzeciej rundy z Anną Kalinską. Polka rozpoczęła je znakomicie, wygrywając pierwszą partię 6:1, jednak w drugim secie inicjatywę przejęła rywalka i role na korcie całkowicie się odwróciły. O awansie do czwartej rundy decydował więc trzeci set, w którym ponownie dominowała Świątek. Ostatecznie zwyciężyła 6:1, 1:6, 6:1 i zameldowała się w najlepszej szesnastce turnieju.

    Układ drabinki zapowiadał w 1/8 finału hitowe starcie pomiędzy Igą Świątek a Naomi Osaką. Gdy obie tenisistki były o krok od bezpośredniej konfrontacji, plany pokrzyżowały problemy zdrowotne Japonki. Czterokrotna mistrzyni wielkoszlemowa wycofała się z turnieju na kilka godzin przed meczem trzeciej rundy z Maddison Inglis. W efekcie Australijka awansowała walkowerem i to ona zmierzy się z Polką w walce o awans do ćwierćfinału w Melbourne.

    Można powiedzieć, że 168. rakieta świata skorzystała na pechu rywalki z Azji. Jednocześnie Inglis zyskała cenny czas na regenerację, co może mieć znaczenie, biorąc pod uwagę jej dotychczasową drogę w turnieju. Australijka musiała bowiem przebijać się do głównej drabinki przez eliminacje, a z pięciu meczów rozegranych w Melbourne aż cztery kończyła w trzech setach. Dla 28-latki już sam awans do czwartej rundy Australian Open jest ogromnym sukcesem, a dodatkowe dni odpoczynku mogą wpłynąć na jej dyspozycję w starciu z liderką światowego rankingu.

    Organizatorzy Australian Open ogłosili już plan gier na poniedziałek. Mecz Igi Świątek z Maddison Inglis został wyznaczony jako pierwszy pojedynek sesji wieczornej na Rod Laver Arena. Oznacza to, że spotkanie powinno rozpocząć się tuż po godzinie 9:00 czasu polskiego. Po zakończeniu tej rywalizacji na głównym korcie zaprezentują się Novak Djoković oraz Jakub Menšík.

    Na Margaret Court Arena rozegrany zostanie natomiast mecz, który wyłoni potencjalną rywalkę dla zwyciężczyni pojedynku Świątek – Inglis. Jelena Rybakina zmierzy się tam z Elise Mertens. To spotkanie zaplanowano jako trzecie w kolejności od godziny 1:30 czasu polskiego, co oznacza, że wcześniej poznamy triumfatorkę kazachsko-belgijskiego starcia.

  • Wstydliwe wyznanie Świątek na korcie. “To jedyne, co potrafię”

    Wstydliwe wyznanie Świątek na korcie. “To jedyne, co potrafię”

    Iga Świątek po wymagającym spotkaniu z Anną Kalinską odprawiła Rosjankę z kwitkiem i zameldowała się w czwartej rundzie Australian Open. W pomeczowym wywiadzie polska tenisistka zaskoczyła kibiców, zdobywając się na dość niespodziewane wyznanie odnośnie swoich poza sportowych umiejętności.
    Kobieta ubrana w sportowe ubranie i czapkę, wykonująca gest triumfu oraz machająca do publiczności na tle stadionu tenisowego. Skupiona twarz, dynamiczna poza i atmosfera rywalizacji sportowej.

    Iga Świątek po meczu zdecydowała się na wyznanie nt. swoich kulinarnych umiejętnościX/TheTennisLetter, WILLIAM WEST/AFPEast News

    Jak co roku w drugiej połowie stycznia Melbourne stało się światową stolicą tenisa. W tegorocznej edycji Australian Open o siódmy tytuł wielkoszlemowy walczy wiceliderka światowego rankingu kobiecego tenisa, Iga Świątek. Polka na starcie odprawiła z kwitkiem Yue Yuan i Marie Bouzkovą, a w trzeciej rundzie wyeliminowała z dalszej gry Annę Kalinską. Podczas starcia w Rosjanką nasza zawodniczka co prawda straciła pierwszego seta w turnieju, jednak zdołała odwrócić losy meczu i po trzysetowej batalii awansowała do czwartej rundy australijskiej imprezy.

    Iga Świątek musiała to wyznać. Ogłosiła przed całym światem

    Zgodnie z tradycją po wygranym spotkaniu z Rosjanką Polka udzieliła pomeczowego wywiadu. Nie zabrakło pytań o życie poza kortem. Rozmówczyni chciała bowiem wiedzieć, jak wyglądają dni wolne Igi, gdy ta wraca do ojczyzny. Na odpowiedź nie musiała wcale długo czekać. Przy okazji nasza zawodniczka zdecydowała się na dość wstydliwe wyznanie dotyczące jej umiejętności kulinarnych.

    “Jestem okropną kucharką. Szczerze mówiąc, jedyne, co potrafię, to makaron z truskawkami. Połowa świata go nienawidzi. Nie rozumiem dlaczego. Szczerze mówiąc, to jedyne, co potrafię” – wyjawiła, wywołując śmiech wśród publiczności.

    O słynnym makaronie z truskawkami zrobiło się głośno podczas ubiegłorocznego Wimbledonu. Wówczas po jednym ze spotkań Iga Świątek wyznała, że jest to jeden z jej ulubionych przepisów z czasów dzieciństwa, czym zaskoczyła wielu kibiców z całego świata. Po tym wyznaniu ludzie masowo odtwarzali przepis polskiej zawodniczki na truskawkowy makaron, a filmikami dzielili się na platformie TikTok.

    Tymczasem Iga Świątek kontynuuje walkę o “Karierowy Szlem” w Melbourne. Kolejne spotkanie wiceliderka światowego rankingu kobiecego tenisa rozegra już w poniedziałek 26 stycznia. Polka zmierzy się w czwartej rundzie z przedstawicielką gospodarzy, kwalifikantką Maddison Inglis. Australijka automatycznie awansowała do 1/16 finału po tym, jak z rywalizacji niespodziewanie zrezygnowała Naomi Osaka.
    Sportowiec w białym stroju tenisowym i fioletowej czapce wykonuje gest triumfu, zaciskając pięść z wyrazem determinacji na twarzy. Tło stanowi niebieski kort tenisowy.

    Iga ŚwiątekIZHAR KHANAFP
    Tenisistka w sportowym stroju świętująca punkt na korcie, z zaciśniętą pięścią i rakietą w ręce, w tle rozmyty tłum kibiców obserwujących rozgrywkę.

    Iga Świątek w Australian Open 2026William WestAFP
    Zawodniczka tenisowa w trakcie dynamicznego uderzenia rakietą, żółta piłka tenisowa unosząca się tuż przed nią. Ubrana w sportową koszulkę i czapkę z daszkiem, w tle rozmazana publiczność.

    Iga Świątek rywalizowała o awans do czwartej rundy Australian Open 2026William WestAFP

    Świątek uspokaja: „Fizycznie czuję się dobrze”,

  • Boniek reaguje ws. Nawrockiego. I to jak. Sensacyjna propozycja

    Boniek reaguje ws. Nawrockiego. I to jak. Sensacyjna propozycja

    Marcin Najman kolejny raz zamieścił w sieci polityczny wpis, krytykując prezydenta RP Karola Nawrockiego za jego reakcję na ostatnie słowa swojego odpowiednika z USA – Donalda Trumpa. Z tej okazji nie mógł nie skorzystać Zbigniew Boniek. Były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej odniósł się do stanowiska “Cesarza freak fightów”, pisząc o humorystycznej, acz przy tym i sensacyjnej “propozycji”.
    Dwóch mężczyzn, po lewej stronie osoba w sportowym stroju Polski, trzymająca butelkę wody na tle zielonej murawy, po prawej stronie mężczyzna w garniturze i płaszczu na tle neutralnego otoczenia.

    Na zdjęciu były prezes PZPN Zbigniew Boniek oraz prezydent RP Karol NawrockiPRZEMEK SWIDERSKI/REPORTER / Filip Naumienko/REPORTERReporter

    Znany ze swoich pięściarskich popisów, a następnie przodowania w świecie freak fightów Marcin Najman bardzo chętnie zabiera głos w sprawach dotyczących kwestii geopolitycznych. Tak było i tym razem.

    A wszystko zaczęło się od słów Donalda Trumpa. – My nigdy ich nie potrzebowaliśmy – mówił prezydent Stanów Zjednoczonych, wspominając o interwencji wojsk NATO w Afganistanie, gdzie służyły ponad 33 tysiące polskich żołnierzy.

    Dlatego też na tą wypowiedź zareagował Karol Nawrocki. – Nie ma wątpliwości, że Polscy żołnierze to Bohaterowie. Zasługują na szacunek i słowa podziękowania za ich służbę. W Afganistanie poległo 44 odważnych Polaków: 43 żołnierzy i cywil. Na zawsze zostaną w naszej pamięci! – napisała w krótkim oświadczeniu głowa naszego państwa.

    Absolutnie spóźniona reakcja prezydenta Karola Nawrockiego na haniebne słowa Prezydenta Trumpa na temat żołnierzy sojuszu NATO w tym polskich żołnierzy. Na elementarny brak poszanowania ofiary jaką złożył polski żołnierz! Sam wpis również bojaźliwy i nie ukazujący wprost do czego pan prezydent Nawrocki się odnosi

    I dodał: – Jakże marnie to wygląda na tle reakcji choćby premiera Starmera i wezwania Donalda Trumpa do natychmiastowych przeprosin brytyjskich poległych żołnierzy. Prezydentem się jest, a nie bywa. Brakło refleksu, albo odwagi. A sam wpis prezydenta Nawrockiego… Już lepiej było nic nie zamieszczać.

    Marcin Najman skrytykował Karola Nawrockiego. Zbigniew Boniek ruszył z odpowiedzią

    To jednak nie zakończyło całego tematu, bo do akcji wkroczył lubiący wchodzić we wzajemną polemikę z Marcinem Najmanem Zbigniew Boniek. Były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej żartobliwie rzucił sensacyjną propozycję dotyczącą… walki Nawrocki kontra Najman.

    Walka stulecia N vs N. TOP. Kto wygra?

    – Naprawdę masz wątpliwości Zbychu? – odpowiedział mu Marcin Najman.

    A biorąc pod uwagę ciągłe treningi Karola Nawrockiego i jego bokserskie doświadczenie z ringu, z przymrużeniem oka można by spytać, w czyje zwycięstwo tak mocno wierzy “El Testosteron”.
    Mężczyzna w garniturze z krawatem, uśmiecha się szeroko, tło jest jednolite, rozmyte, z mikrofonami ustawionymi w tle.

    Karol NawrockiMarysia Zawada/REPORTEREast News
    Mężczyzna w średnim wieku w eleganckim garniturze siedzi na stadionowych krzesełkach, podpiera głowę ręką, widoczna bransoletka na nadgarstku i plakietka na smyczy. W tle częściowo widoczne inne osoby i oznaczenia stadionowe.

    Zbigniew BoniekGrzegorz Wajda/REPORTEREast News
    Marcin Najman

    Marcin NajmanAgencja SE/East NewsAFP

    Trump żartuje z Infantino i chwali rekordową sprzedaż biletów

  • Tak podsumowali Pajor, po tym co zrobiła w finale z Realem Madryt

    Tak podsumowali Pajor, po tym co zrobiła w finale z Realem Madryt

    Ewa Pajor ma za sobą całkiem dobre 90 minut w finale Superpucharu Hiszpanii, w którym FC Barcelona wygrała 2:0 z Realem Madryt. Polska napastniczka może jedynie żałować, że nie udało się jej wpisać na listę strzelczyń. Słaba skuteczność Polki była po meczu wytykana przez hiszpańskie media.
    SOCCER-SPAIN-RMA-BAR/
    Fot. REUTERS/Pablo Morano

    Ewa Pajor miała kilka dogodnych sytuacji w polu karnym, stawała też oko w oko z bramkarką Realu Madryt, Misą Rodriguez. Polka jednak nie zdołała zamienić żadnej okazji na gola. Zrobiły to jej koleżanki – w pierwszej połowie do siatki Realu trafiła Esmee Brugts, a w końcówce meczu z rzutu karnego Alexia Putellas.

    Zobacz wideo Jak piłkarze radzą sobie z hejtem? Łukasik: Najgorsze to, gdy przypną nam łatkę
    Tak Hiszpanie ocenili Pajor za finał Superpucharu Hiszpanii

    Pajor na pewno była wyróżniającą się postacią w ataku FC Barcelony w tym meczu. Regularnie dochodziła do sytuacji strzeleckich, defensorki Realu Madryt miały z nią sporo problemów. Ale może żałować, że nie udało się jej zdobyć bramki w sobotnim finale.

    Brak gola przy nazwisku Polki – na to przede wszystkim zwrócił uwagę dziennik “Mundo Deportivo”, oceniając jej występ. “Pustka” to słowo, które zdaniem gazety najlepiej oddaje wrażenia z jej gry.

    “Zdobywając 20 bramek w tym sezonie. Poruszała się po całej linii ataku, wbiegając w wolną przestrzeń. Miała trzy świetne okazje, ale natknęła się za każdym razem na Misę. Pracowała tak ciężko, że brakowało jej świeżości w wykończeniu bardzo ważnych akcji, co jest zadziwiające, zwłaszcza jak na tak dobrą ‘dziewiątkę’, jaką jest Polka” – czytamy.

    Kataloński “Sport” stwierdził, że dużą robotę przy sytuacjach z Pajor wykonała Misa Rodriguez. Bardziej chwalono bramkarkę Realu niż krytykowano Polkę. “Pozwoliła uniknąć pogromu, intwerweniując przy strzałach Pajor, gdy mecz zaczynał Realowi uciekać” – dodano.

    Madrycki dziennik “Marca” był za to pod wrażeniem motoryki i wytrzymałości Ewy Pajor, która była najtrudniejsza do upilnowania na boisku. “Szybka Pajor najbardziej angażowała do pracy obronę Realu” – stwierdzono.

    Na portalu flashscore.com Pajor miała ocenę 6.1 w skali 1-10. To była najniższa nota w całej Barcelonie. Ale pod uwagę przy ocenie brane są przede wszystkim statystyki indywidualne. Brak gola i zmarnowane szanse mają tutaj duży wpływ.

    Zdania kibiców co do występu Pajor są z kolei podzielone, co można było przeczytać w social mediach. Część uważa, że występ Polki był na wysokim poziomie, ponieważ była zaangażowana, bardzo aktywna, nieustępliwa. Według opinii niektórych fanów Pajor pokazała, że jest najlepszą napastniczką świata.

    Inni z kolei przekonywali, że to był wyjątkowo irytujący mecz w wykonaniu Pajor, ponieważ nie przygotowała sobie wystarczająco dobrze pozycji do strzałów, a w niektórych sytuacjach powinna inaczej się zachować, najlepiej podać do innej zawodniczki. Były też komentarze, według których każda zmarnowana sytuacja przez Polkę to był potencjalny punkt zwrotny w finale dla Realu. Ale Barcelona miała wystarczająco dużą przewagę na boisku, by nie dopuścić rywalki do sytuacji w drugiej połowie.

    Zobacz też: Hiszpanie już wiedzą, co z Lewandowskim. Flick podjął decyzję

    Pajor nie strzeliła gola, ale mogła cieszyć się z piątego trofeum wywalczonego z FC Barceloną. Ma na koncie mistrzostwo, Puchar i dwa Superpuchary Hiszpanii oraz Puchar Katalonii.