• Rybakina nagle podeszła do Vukova. Sceny w meczu ze Świątek. I ta mina

    Rybakina nagle podeszła do Vukova. Sceny w meczu ze Świątek. I ta mina

    To koniec. Iga Świątek musi poczekać do 2027 roku, aby znów powalczyć o puchar w Melbourne. Tym razem Polka odpadła na etapie ćwierćfinału, w którym lepsza okazała się Jelena Rybakina. Mimo triumfu Kazaszce – szczególnie na początku pojedynku – towarzyszył wielki stres, co przełożyło się na wynik. Nagle rywalka Świątek podeszła do swojego trenera.
    Trener w sportowej czapce i kurtce rozmawia z tenisistką w niebieskim stroju, oboje skupieni na rozmowie, w tle widoczne trybuny z siedzącymi kibicami.

    Vukov, RybakinaMatthew StockmanAFP

    – Nie mam do siebie żadnych pretensji. Od początku wchodziłam agresywnie w jej drugi serwis, wywierałam presję. Jak gra się tak agresywnie, jak my – returnując – no to faktycznie błędy się pojawią (…) Ogromna szkoda, ale… obie jesteśmy dobrymi tenisistkami. Ona też bardzo dobrze gra, lubi szybkie nawierzchnie. Po prostu walczyłam i nie do końca poszło po mojej myśli – mówiła Iga Świątek po porażce z Jeleną Rybakiną.

    To reprezentantka Kazachstanu awansowała do półfinału Australian Open, w którym zmierzy się przeciwko Jessice Peguli. Na przestrzeni całego spotkania piąta rakieta świata była lepsza, zagrała pewniej i solidnej w kluczowych momentach, co przełożyło się na zwycięstwo 7:5, 6:1.

    Iga Świątek – Coco Gauff. Skrót meczuPolsat Sport

    To Rybakina powiedziała trenerowi. Zaraz po starcie meczu ze Świątek

    Choć ostatecznie Rybakina pokazała się z bardzo dobrej strony, to początek meczu w jej wykonaniu nie należał do perfekcyjnych, łagodnie mówiąc. W pierwszym gemie piłka była po stronie Kazaszki, która od stanu 15:15… nie wygrała żadnego punktu. Tym samym to Świątek na start przełamała rywalkę.

    Niestety – z perspektywy polskich kibiców – w gemie numer dwa przy podaniu naszej reprezentantki to 26-latka wykorzystała trzeciego break-pointa i doprowadziła do remisu. Mecz rozpoczął się więc od dwóch przełamań.

    Nagle kamery pokazały moment, w którym Jelena Rybakina podeszła do swojego boksu. A w nim zasiadał Stefano Vukov – jej trener, wokół którego w ostatnich latach działo naprawdę wiele. Na światło dzienne wyszły kulisy rzekomej toksycznej współpracy szkoleniowca z tenisistką. Vukov był nawet zawieszony przez WTA, jednak teraz legalnie może być w sztabie Kazaszki.

    Wracając do tego, co działo się na korcie – trener, znajdujący się dosłownie obok Rybakiny, zaczął dawać jej wskazówki dotyczące starcia. – Musisz zrozumieć przebieg meczu – tłumaczył. Nagle tenisistka, poprawiając warkocz, wypaliła: – Obie zaczęłyśmy tak fatalnie (używając nieco bardziej niecenzuralnych słów). Stefano Vukov pokiwał życzliwie głową, po czym na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Chwilę później reprezentantka Kazachstanu wróciła do rywalizacji, która ostatecznie potoczyła się po jej myśli.
    Jelena Rybakina

    Jelena RybakinaIZHAR KHANAFP
    Mężczyzna w sportowej czapce i bluzie Yonex gestykuluje podczas rozmowy z tenisistką ubrana w niebieski strój sportowy, siedzącą przodem do niego na trybunach.

    Stefano Vukov udzielający wskazówek Jelenie RybakinieMATTHEW STOCKMAN/Getty Images via AFPAFP
    Jelena Rybakina awansowała do półfinału Wimbledonu 2024

    Jelena Rybakina awansowała do półfinału Wimbledonu 2024HENRY NICHOLLS / AFPAFP

    Marica Płowdiw – DevelopRes Rzeszów.

  • Świątek ogłasza po porażce z Rybakiną. Powiedziała to przed kamerami. “Nie czułam”

    Świątek ogłasza po porażce z Rybakiną. Powiedziała to przed kamerami. “Nie czułam”

    Świątek po porażce z Rybakiną: „Po prostu walczyłam, ale nie wszystko ułożyło się po mojej myśli”

    Iga Świątek zakończyła swój udział w Australian Open na etapie ćwierćfinału. W nocy z wtorku na środę polskiego czasu wiceliderka rankingu WTA przegrała z Jeleną Rybakiną 5:7, 1:6. Tego dnia to reprezentantka Kazachstanu była wyraźnie skuteczniejsza i to ona awansowała do półfinału turnieju w Melbourne.

    Pierwszy set przez długi czas był niezwykle wyrównany. Już na samym początku obie tenisistki zanotowały po jednym przełamaniu, a następnie konsekwentnie utrzymywały własne podania. Różnica polegała jednak na tym, że to Świątek przez większość partii musiała gonić wynik. Przy stanie 6:5 dla Rybakiny Polka stanęła przed szansą doprowadzenia do tie-breaka, ale nie zdołała obronić własnego serwisu. 26-letnia zawodniczka urodzona w Moskwie wykorzystała moment i objęła prowadzenie w całym spotkaniu.

    Druga odsłona była już wyraźnie pod dyktando Rybakiny. Kazaszka nabrała pewności siebie, poprawiła serwis i narzuciła tempo, z którym Polka nie była w stanie sobie poradzić. Świątek ugrała w tej partii tylko jednego gema, a cały mecz zakończył się wynikiem 7:5, 6:1 po niewiele ponad półtorej godziny gry. W półfinale Australian Open Rybakina zmierzy się z Jessicą Pegulą.

    Krótko po zakończeniu spotkania Iga Świątek pojawiła się przed kamerami polskiego oddziału „Eurosportu”, gdzie podzieliła się swoimi przemyśleniami. Zapytana, czy kluczowy był pierwszy, bardziej wyrównany set, odpowiedziała bez wahania:
    – Nie, nie można tak powiedzieć. Faktycznie w pierwszym secie poziom był bardziej wyrównany i kilka piłek zrobiło różnicę, a w drugim ona już się rozkręciła. Serwowała lepiej, złapała pewność, a mi było coraz trudniej. Taka była różnica. Nie ma znaczenia, który set był ważniejszy.

    24-latka odniosła się także do pytania o ewentualny brak chłodnej głowy w decydujących momentach. – Nie mam do siebie pretensji pod tym względem. Od początku agresywnie wchodziłam w jej drugi serwis i starałam się wywierać presję. Gdy gra się tak ofensywnie, błędy po prostu się zdarzają. Pamiętam dwie sytuacje przy stanie 30:30, gdy returnowałam jej drugi serwis i właśnie wtedy popełniłam błędy. Jeśli chce się wygrać seta, takie piłki trzeba trafiać w kort. To był set, w którym zadecydowały dwie, trzy akcje. Ogromna szkoda, ale obie jesteśmy dobrymi tenisistkami. Ona świetnie gra i lubi szybkie nawierzchnie. Po prostu walczyłam i nie do końca poszło po mojej myśli – podsumowała.

    Na zakończenie Świątek spojrzała szerzej na cały swój występ w Melbourne. Po chwili namysłu przyznała, że mimo porażki widzi wiele pozytywów. – To było dobre rozpoczęcie sezonu. Było sporo pracy w trakcie turnieju, jeśli chodzi o poprawianie technicznych elementów. Idealnie byłoby, gdyby wszystko działało od razu na Wielkim Szlemie, ale tenis jest skomplikowanym sportem i nie zawsze tak się dzieje. Na początku nie czułam się najlepiej, później podniosłam poziom i naprawdę podobały mi się mecze po pierwszej rundzie.

    Wracając jeszcze do starcia z Rybakiną, Polka podkreśliła, że choć wynik ją boli, to daje też jasny sygnał, nad czym pracować dalej. – To rezultat, z którego nie jestem zadowolona, ale wiem, co chcę poprawić. Gdybym jutro wyszła na trening, miałabym konkretne cele. Kontynuowałabym to, co zaczęliśmy w okresie przygotowawczym i czego nie zdążyliśmy w pełni dopracować. Chcę się dalej rozwijać jako tenisistka. Nie jestem załamana. W tym sezonie trzeba pracować i iść naprzód – zakończyła Świątek.

  • Świątek nie mogła uwierzyć w to, co zrobiła Rybakina. Aż podniosła rękę

    Świątek nie mogła uwierzyć w to, co zrobiła Rybakina. Aż podniosła rękę

    Iga Świątek zatrzymana w Melbourne. Rybakina zagrała koncert i awansowała do półfinału Australian Open

    Iga Świątek przegrała z Jeleną Rybakiną 5:7, 1:6 w ćwierćfinale Australian Open. Kluczowy okazał się fragment, w którym Polka straciła pięć gemów z rzędu, a jej rywalka weszła na poziom gry, na który trudno było znaleźć odpowiedź. W jednej z decydujących akcji Świątek z niedowierzaniem patrzyła na piłkę, która po uderzeniu Rybakiny minimalnie zahaczyła o linię. – Pokaz mocy Rybakiny! – podsumowali komentatorzy.

    W Melbourne spotkały się druga i czwarta rakieta świata. Dla Świątek i Rybakiny był to już 12. pojedynek w karierze, ale po raz pierwszy na tak zaawansowanym etapie turnieju wielkoszlemowego. Stawka była ogromna – półfinał Australian Open.

    Obiecujący początek Polki

    Świątek zaczęła bardzo dobrze. Już w pierwszym gemie przełamała rywalkę, skutecznie atakując jej drugi serwis. Rybakina miała problemy z pierwszym podaniem, popełniała też błędy z forhendu, co Polka bezlitośnie wykorzystywała. Chwilę później sama jednak znalazła się w opałach. Co prawda obroniła dwa break pointy, dobrze czytała kierunki zagrań przeciwniczki, ale w końcu Kazaszka doprowadziła do przełamania zwrotnego.

    Rybakina wyszła też z poważnych tarapatów przy własnym serwisie, gdy przegrywała 0:40. Wtedy pomogły as i błąd Świątek, której zabrakło cierpliwości w jednej z wymian. Polka szybko jednak odpowiedziała lepszymi gemami serwisowymi i na tablicy wyników znów był remis. – Bądź bardziej agresywna przy returnie drugiego podania – motywował Rybakinę jej trener Stefano Vukov.

    Decydująca końcówka pierwszego seta

    Do stanu 3:3 obie tenisistki pewnie utrzymywały podanie. Rybakina częściej trafiała pierwszym serwisem, Świątek popisała się efektowną akcją bekhendową i dołożyła pierwszego asa. – Tego potrzeba – komentował Dawid Celt w Eurosporcie, a sztab Polki nagrodził ją brawami.

    Z czasem inicjatywę zaczęła jednak przejmować Rybakina. Zagrała znakomitego gema serwisowego, wygranego do zera, uderzając mocno i płasko pod linię końcową. – Świetna gra Jeleny, Iga niewiele może sobie zarzucić – oceniała Justyna Kostyra. W końcówce seta Świątek miała słabszy moment: gorzej serwowała, popełniła błąd z forhendu z powietrza, a potem posłała bekhend w siatkę. Przełamanie przesądziło sprawę – 7:5 dla Rybakiny.

    Drugi set pod dyktando Rybakiny

    Druga partia od początku układała się nie po myśli Polki. Szybkie przełamanie, podwójny błąd serwisowy i coraz więcej pomyłek w wymianach sprawiły, że Rybakina odskoczyła na 3:0. – Za szybko Iga decyduje się na siłowe rozwiązania – zauważał Celt. Kazaszka serwowała niemal bezbłędnie, a Świątek po jednej z przegranych piłek bezradnie rozłożyła ręce w stronę swojego zespołu.

    Polka jeszcze próbowała się podnieść – utrzymała podanie i doprowadziła do równowagi przy serwisie rywalki – ale Rybakina ratowała się asami. Jedno z jej zagrań, które spadło w sam narożnik kortu, wywołało u Świątek wyraźne niedowierzanie. Piłka jednak zahaczyła o linię, a przewaga Kazaszki rosła z każdą minutą. Chwilę później domknęła mecz przy własnym podaniu, wygrywając 7:5, 6:1. – Pokaz siły Rybakiny – podsumowała Kostyra.

    Najtrudniejsza możliwa rywalka

    Jeszcze przed ćwierćfinałem ekspertka Laura Robson przewidywała, że Jelena Rybakina będzie dla Świątek najtrudniejszą możliwą przeciwniczką. Te słowa w pełni się potwierdziły. Polka, zwłaszcza w pierwszym secie, prezentowała solidny poziom, ale w starciu z rozpędzoną, znakomicie serwującą rywalką to nie wystarczyło. W drugiej partii zabrakło jej przede wszystkim jakości podania.

    Rybakina awansowała do półfinału Australian Open, gdzie zmierzy się z jedną z Amerykanek – Jessicą Pegulą lub Amandą Anisimovą. W drugim półfinale turnieju Aryna Sabalenka zagra z Eliną Switoliną.

  • Decyzja po meczu Świątek. WTA ogłasza. Rywalka Polki jednak triumfuje

    Decyzja po meczu Świątek. WTA ogłasza. Rywalka Polki jednak triumfuje

    Maddison Inglis – bez niespodzianki – przegrała swój poniedziałkowy mecz IV rundy Australian Open z Igą Świątek. Mimo to ma jednak powody do zadowolenia i chwilę swojego triumfu. A wszystko za sprawą zarządzającej kobiecym tenisem organizacji WTA, która odtrąbiła swoją decyzję za pośrednictwem oficjalnego komunikatu. Jej władze postanowiły wyróżnić Australijkę, przyznając jej honorową nagrodę. I tak 168. zawodniczka światowego rankingu znalazła się na jednej liście choćby u boku Aryny Sabalenki.
    Tenisistka w niebieskiej spódniczce i białej koszulce z uśmiechem trzyma rakietę na korcie tenisowym, w lewym górnym rogu widoczna zbliżona twarz innej tenisistki wykonującej gest uciszenia palcem do ust.

    Iga Świątek i Maddison InglisWILLIAM WEST / AFP / Martin KEEP / AFPAFP

    Walcząca o skompletowanie Karierowego Wielkiego Szlema Iga Świątek pewnie – choć nie bez problemów – pokonała pierwsze cztery szczeble turniejowej drabinki na tegorocznym Australian Open.

    Australijka dotarła do 4. rundy korzystając z problemów zdrowotnych Naomi Osaki i nie zdołała sprawić sensacji. Iga Świątek była poza jej zasięgiem, choć 168. rakieta świata była w stanie wyszarpać jej trzy gemy, przegrywając ostatecznie 0:6, 3:6.

    Jestem jednocześnie rozczarowana i dumna, bo dałam z siebie wszystko. Atmosfera była niesamowita, starałam się cieszyć każdą minutą. Iga jest zawodniczką z innego poziomu, cały czas czujesz presję z jej strony. Nie mam dużego doświadczenia w takich meczach

    Na pocieszenie pozostała jej jednak nie tylko pokaźna nagroda finansowa w wysokości 330 tysięcy dolarów amerykańskich (czyli prawie 1,2 mln złotych). Jej dzielną postawę doceniła po starciu z Igą Świątek i jej poprzednich meczach organizacja WTA, przyznając jej jedną z nagród.

    Australian Open. Porażka ze Świątek, a potem to. Inglis wyróżniona przez WTA

    W oficjalnym komunikacie ogłoszono, że to właśnie Maddison Inglis zaprezentowała w minionych dniach “Najbardziej inspirujący występ tygodnia”.

    Miniony tydzień był prawdziwą rewolucją dla 28-letniej Australijki, która zyskała rzesze fanów dzięki swoim występom na korcie i wrażliwości poza nim

    Tym samym zawodniczka z drugiej setki rankingu trafiła na listę triumfatorek, na której znalazła się między innymi pierwsza rakieta świata Aryna Sabalenka, Coco Gauff czy Mirra Andriejewa. Pełną listę nagród przyznanych przez WTA zamieszczamy poniżej.

    Nagrody tygodnia przyznane przez WTA:

    “Gwiazda tygodnia” – Aryna Sabalenka

    “Najbardziej inspirujący występ tygodnia” – Maddison Inglis

    “Wschodząca gwiazda tygodnia” – Iva Jović

    “Najbardziej niespodziewany wynik tygodnia” – Nikola Bartunkova pokonująca Belindę Bencic

    “Najbardziej zdominowany mecz tygodnia” – zwycięstwo Ivy Jović nad Juliją Putincewą

    “Największy zwrot akcji tygodnia” – zwycięstwo Laury Siegemund nad Ludmiłą Samsonową

    “Uderzenie tygodnia” – “No-look pass” Coco Gauff

    “Modowe oświadczenie tygodnia” – Ikoniczny strój Naomi Osaki

    “Statystyka tygodnia” – Sabalenka wyznaczająca nowy standard w tie-breakach Wielkiego Szlema

    “Gwiazda tygodnia w mediach społecznościowych” – Mirra Andriejewa

    Iga Świątek odwróciła losy meczu drugiej rundy z Danielle Collins na Australian Open 2024 w spektakularny sposób

    Iga ŚwiątekANTHONY WALLACE / AFPAFP
    Tenis. Iga Świątek – obecna wiceliderka rankingu WTA

    Tenis. Iga Świątek – obecna wiceliderka rankingu WTACOREY SIPKIN / AFPAFP
    Uśmiechnięta tenisistka w jasnoniebieskiej spódniczce i białej koszulce, trzymająca rakietę tenisową, na ciemnym tle z elementami oznaczeń boiska i napisami.

    Maddison InglisMartin KeepAFP

    Asy serwisowe w meczu UNI Opole – Sokół & Hagric Mogilno.

  • Złamana reguła, potem łzy. Sceny na AO. Świątek czeka na powtórkę

    Złamana reguła, potem łzy. Sceny na AO. Świątek czeka na powtórkę

    Iga Świątek jak dotąd docierała do ćwierćfinału Australian Open dwukrotnie i za każdym wychodziła z niego zwycięsko, zatrzymując się dopiero na półfinale, co do dziś stanowi jej najlepszy wynik na Antypodach. Tak było przed rokiem – gdy 24-latkę ograła późniejsza mistrzyni Madison Keys – oraz w sezonie 2022. Cofnijmy się więc o 4 lata, by przed bojem z Jeleną Rybakiną przypomnieć sobie, jak wyglądał premierowy ćwierćfinał z udziałem Igi Świątek w Melbourne.

    Na kolejnych szczeblach turniejowej drabinki nasza reprezentantka pokonywała wówczas kolejno: Brytyjkę Harriet Dart, Szwedkę Rebeccę Peterson, reprezentującą obecnie Australię Darię Kasatkinę oraz Soranę Cirsteę. Wyjątkowy był zwłaszcza jej pojedynek z Rumunką w 4. rundzie, bo na jego finiszu Iga Świątek zalała się łzami, w ten osobliwy sposób świętując swój triumf.

    A była to zapowiedź tego, co miało wydarzyć się w ćwierćfinale.

    Australian Open. Tak wyglądał pierwszy ćwierćfinał Igi Świątek. Wyrzucona rakieta i łzy radości

    Jej rywalką była wówczas zapomniana już zapewne przez wielu fanów tenisa Estonka Kaia Kanepi. Był to ich pierwszy i ostatni bezpośredni pojedynek w karierze. Ale za to jaki.

    O zaciętości tego meczu najlepiej świadczy jego ostatnia akcja, gdy Iga Świątek musiała zaciekle bronić się z głębi kortu przy smeczach przeciwniczki oraz fakt, że obie tenisistki spędziły na korcie dokładnie 3 godziny i 1 minutę. W tamtym momencie był to najdłuższy mecz w karierze Igi Świątek, choć już trzy miesiące później wynik ten przebiło trwające o 2 minuty dłużej starcie z Ludmiłą Samsonową w Stuttgarcie.

    Wiele mówiła o całej sytuacji także reakcja Igi Świątek, która wbrew własnym regułom aż wyrzuciła w górę swoją rakietę. Ale także i w tym przypadku w jej oczach pojawiły się łzy. Skąd taki wybuch radości i skrajne wyrażanie swoich emocji? O tym Iga Świątek opowiadała później w swoim felietonie opublikowanym na łamach BBC.

    Tuż po moich dwóch ostatnich wygranych meczach płakałam i okazywałam wiele emocji. Na koniec pojedynku w czwartej rundzie z Soraną Cirsteą byłam bardzo rozemocjonowana, gdy usiadłam na moim krześle i zaczęłam szlochać. I później, gdy wygrałam ćwierćfinał z Kaią Kanepi, wyrzuciłam moją rakietę w powietrze i krzyczałam. To była spontaniczna akcja. Zazwyczaj nie robię takich rzeczy

    I dodała: – Oba mecze kosztowały mnie wiele energii i były związane z olbrzymią dawką stresu. Więc gdy wygrałam, mój organizm powiedział: “Nareszcie”. A ja potrafię płakać, gdy wygrywam i potrafię płakać, kiedy przegrywam.

    Reprezentantka Polski ujawniła także wówczas nieco więcej na temat swojej emocjonalności, twierdząc wprost, że dla niej “tydzień bez płaczu to nie tydzień”.

    – Niektórzy uważają, że okazywanie emocji nie jest dobre, ale ja mam odwrotne zdanie. Czasami to pomaga, a czasami nie, to prawda, ale trzeba zrozumieć, co jest potrzebne w danej chwili. W meczu z Kaią okazałam emocje, ale nie powiedziałabym, że robiłam to bardziej niż inni. Czułam, że to pomogło mi odwrócić losy meczu i ostatecznie wygrać. Czasem dobrze jest się nie hamować. Krzyczeć, płakać, cokolwiek. Potem poczujesz się lepiej. Nie twierdzę, że masz płakać i krzyczeć ile się da. Mówię, że chodzi o znalezienie swojej drogi i zrobienie tego, co najlepsze dla ciebie jako jednostki – stwierdziła Iga Świątek.
    Temat wpadki Igi Świątek wraca jak bumerang. Australijczycy w końcu powiedzieli “dość”

    Iga ŚwiątekJOSE BRETON / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFPAFP
    Iga Świątek na kortach Australian Open

    Iga Świątek na kortach Australian OpenYuichi YAMAZAKI / AFPAFP
    Sportowiec ubrany w czarną koszulkę i czapkę, stojący przy mikrofonie na tle niebieskiego ekranu, zakrywający twarz dłońmi wyrażając silne emocje.

    Iga Świątek via ZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

    Iga Świątek: Z tego jestem najbardziej zadowolona. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Ojciec rywalki Świątek przerwał milczenie po sześciu latach. Trener zwolniony

    Ojciec rywalki Świątek przerwał milczenie po sześciu latach. Trener zwolniony

    Już w pierwszych dniach Australian Open Jessica Pegula wprawiła tenisowych komentatorów w niemałe zakłopotanie. Amerykanka, która w półfinale turnieju może trafić na Igę Świątek, po jednym ze zwycięstw zostawiła na obiektywie kamery tajemniczy napis. Dla większości kibiców był on zupełnie niezrozumiały. Klucz do zagadki krył się jednak w… rodzinnych powiązaniach tenisistki.

    Po wygranej w pierwszej rundzie z Rosjanką Anastasiją Zacharową Pegula nie celebrowała triumfu w typowy sposób. Zamiast tego podeszła do kamery ustawionej przy korcie i napisała na niej słowa: „It was a catch”, dokładając do tego smutną buźkę. Dosłownie oznacza to: „To był chwyt”. Przekaz wywołał konsternację – komentatorzy i widzowie głowili się, co tenisistka miała na myśli. Tylko amerykańscy kibice szybko połączyli fakty. Wiedzieli, że Pegula nawiązała nie do tenisa, lecz do wydarzeń z boisk NFL.

    Futbolowy dramat, który dotknął rodzinę Pegulów
    W Stanach Zjednoczonych trwały wówczas play-offy ligi NFL, a dokładniej faza ćwierćfinałów, znana jako divisional round. Dzień przed meczem Peguli w Melbourne rozegrano spotkanie, które szczególnie ją poruszyło. W Denver miejscowi Broncos mierzyli się z Buffalo Bills – drużyną należącą do jej ojca, Terry’ego Peguli.

    Mecz miał niezwykle dramatyczny przebieg. Na 55 sekund przed końcem Broncos objęli prowadzenie 30:27. Gdy wydawało się, że zwycięstwo jest blisko, Bills zdołali doprowadzić do remisu rzutem na pięć sekund przed końcową syreną. O losach spotkania miała więc zadecydować dogrywka.

    To właśnie w niej doszło do sytuacji, która wywołała ogromne emocje. Rozgrywający Bills Josh Allen posłał długie podanie w pole punktowe rywali. Piłkę złapał Brandin Cooks, lecz w momencie upadku futbol został mu odebrany przez obrońcę Broncos Ja’Quana McMillana. Sędziowie uznali przechwyt, a Broncos wykorzystali sytuację i wygrali 33:30.

    Kibice Bills nie pogodzili się z tą decyzją. Ich zdaniem Cooks miał pełną kontrolę nad piłką, a akcja powinna zostać uznana jako skuteczny chwyt. To właśnie do tej kontrowersji nawiązała Jessica Pegula, pisząc na kamerze „It was a catch”. Gdyby arbitrzy ocenili sytuację inaczej, Bills mieliby piłkę i realną szansę na zwycięstwo.

    – Tak, wczoraj było po prostu fatalnie – przyznała Pegula już w Melbourne. – Trudny mecz, bolesna porażka. Sposób, w jaki przegraliśmy, był jak cios prosto w serce – dodała.

    Decyzja właściciela i koniec pewnej epoki
    Tuż po porażce Terry Pegula zdecydował się na radykalny krok i zwolnił wieloletniego trenera Bills, Seana McDermotta. Właściciel klubu tłumaczył później, że nie była to reakcja na kontrowersyjną decyzję sędziów, lecz efekt głębszych przemyśleń.

    – Kiedy zobaczyłem drużynę w szatni, zobaczyłem rozpacz. Zdałem sobie sprawę, że rok po roku w play-offach uderzamy w tę samą ścianę. Zadałem sobie pytanie: dokąd zmierzamy z tym, co mamy? I to była podstawa mojej decyzji – wyjaśniał Pegula w pierwszym od sześciu lat obszernym wywiadzie dla mediów.

    McDermott prowadził Bills przez dziewięć sezonów. Zbudował zespół regularnie zaliczany do grona faworytów do Super Bowl, ale mimo świetnych występów w sezonie zasadniczym drużyna nigdy nie awansowała do wielkiego finału.

    Nowy stadion i ogromne pieniądze
    Nadchodzący sezon będzie dla Bills wyjątkowy także z innego powodu. Drużyna zadebiutuje na nowym New Highmark Stadium, który pomieści 67 tysięcy widzów. Koszt budowy obiektu wyniósł 2,2 miliarda dolarów, z czego aż 850 milionów pochodzi z pieniędzy publicznych. Stan Nowy Jork dołożył 600 milionów, a hrabstwo Erie – 250 milionów.

    Terry Pegula, który fortunę zbudował na wydobyciu gazu łupkowego, kupił Buffalo Bills w 2014 roku za 1,4 miliarda dolarów, płacąc całą kwotę gotówką. W rywalizacji o klub pokonał m.in. Donalda Trumpa, przyszłego prezydenta USA, od lat marzącego o posiadaniu drużyny NFL. Z perspektywy czasu była to znakomita inwestycja – dziś wartość Bills jest ponad czterokrotnie wyższa niż w momencie zakupu.

    Pegula jest również właścicielem drużyny NHL Buffalo Sabres oraz zespołu lacrosse’a Buffalo Bandits.

    Tenisowe emocje w Melbourne
    Tymczasem Jessica Pegula skupia się na rywalizacji w Melbourne. W nocy z wtorku na środę rozegra ćwierćfinał Australian Open przeciwko Amandzie Anisimovej. Jeśli wygra, w półfinale może dojść do jej starcia z Igą Świątek – pod warunkiem, że Polka pokona Jelenę Rybakinę. To spotkanie również zaplanowano na noc z wtorku na środę czasu polskiego.

  • Rywalka Świątek odpuściła, sama to ogłosiła. Szokujące wyznanie stało się faktem

    Rywalka Świątek odpuściła, sama to ogłosiła. Szokujące wyznanie stało się faktem

    Danielle Collins zupełnie inaczej wyobrażała sobie początek sezonu 2026. Z powodu problemów zdrowotnych Amerykanka została zmuszona do wycofania się z Australian Open, pierwszego w tym roku turnieju wielkoszlemowego. Kontuzja pleców okazała się na tyle poważna, że tenisistka musiała przejść kilka zabiegów i skupić się na rehabilitacji. Choć sportowo jest to dla niej spory cios, 32-latka nie zamierzała tracić czasu i postanowiła poświęcić się sprawom prywatnym, o których otwarcie opowiedziała fanom w mediach społecznościowych.

    Collins jest w Polsce postacią doskonale rozpoznawalną, głównie za sprawą głośnych konfliktów z Igą Świątek. Ich relacja zaostrzyła się w 2024 roku podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu. Po jednym z meczów Amerykanka w ostrych słowach skrytykowała Polkę, zarzucając jej m.in. fałsz i nieszczerość. Od tamtej pory nie brakowało prowokacyjnych gestów oraz wypowiedzi, które tylko podsycały napięcie między obiema zawodniczkami i wzbudzały emocje wśród kibiców.

    Teraz jednak tenisistka znalazła się w zupełnie innym momencie życia. Przerwa od rywalizacji sprawiła, że Collins zaczęła głośno mówić o swoich planach poza kortem. Jednym z tematów, który szczególnie zainteresował jej obserwatorów, była kwestia miłości. Amerykanka nie ukrywa, że obecnie jest singielką i chciałaby to zmienić. W tym celu postanowiła spróbować szczęścia w aplikacji randkowej.

    Wybór padł na Rayę – ekskluzywną platformę znaną z tego, że korzystają z niej celebryci, sportowcy i ludzie ze świata show-biznesu. Już sam opis profilu Collins wywołał spore poruszenie. Tenisistka bardzo jasno określiła swoje oczekiwania i wizję przyszłości. Podkreśliła, że choć wciąż jest profesjonalną sportsmenką, marzy o bardziej tradycyjnym życiu rodzinnym. Wprost napisała, że chce skupić się na domu, rodzinie, pieczeniu chleba, opiece nad psami i – w przyszłości – macierzyństwie. Nie zabrakło też bezpośrednich uwag skierowanych do potencjalnych kandydatów, w których zaznaczyła, że nie toleruje kłamstw, nawet tych dotyczących wzrostu.

    Eksperyment z aplikacją randkową nie trwał jednak długo. W trakcie sesji pytań i odpowiedzi w mediach społecznościowych Collins została zapytana o to, jak idą poszukiwania partnera. Jej odpowiedź była szczera i jednoznaczna. Przyznała, że na Rayi spędziła zaledwie dwa tygodnie i całkowicie zrezygnowała z dalszego korzystania z aplikacji.

    – Byłam na Rayi przez dwa tygodnie i już wiem, że nigdy tam nie wrócę do żadnej aplikacji randkowej. Jest tam zdecydowanie za dużo oszustów – przekazała.

    Choć próba znalezienia miłości w sieci zakończyła się rozczarowaniem, Danielle Collins nie traci otwartości i poczucia humoru. Na razie skupia się na powrocie do zdrowia i rehabilitacji, a kibice z pewnością będą uważnie śledzić nie tylko jej sportowy comeback, ale także kolejne życiowe decyzje jednej z najbardziej wyrazistych postaci kobiecego tenisa.

  • Furia Coco Gauff po zejściu z kortu, a teraz takie słowa. Amerykanka się tłumaczy

    Furia Coco Gauff po zejściu z kortu, a teraz takie słowa. Amerykanka się tłumaczy

    Coco Gauff nie zdołała awansować do półfinału Australian Open 2026. Jedna z głównych faworytek turnieju pożegnała się z Melbourne już na etapie ćwierćfinału, a jej porażka była wyjątkowo bolesna. Elina Switolina kompletnie zdominowała Amerykankę, zwyciężając 6:1, 6:2 w zaledwie 59 minut. Po meczu uwagę kibiców i mediów przyciągnęło jednak nie tylko sportowe niepowodzenie 21-latki, lecz także jej emocjonalna reakcja poza kortem.

    Rozstawiona z numerem „3” Gauff od pierwszych piłek nie potrafiła narzucić rywalce swojego stylu gry. Ukrainka prezentowała się znakomicie – była agresywna, precyzyjna i konsekwentna, a Amerykanka szybko zaczęła popełniać błędy. Frustracja narastała z każdym gemem, a końcowy wynik tylko podkreślił skalę bezradności młodej gwiazdy.

    Tuż po ostatniej piłce Gauff w pośpiechu opuściła kort. Chwilę później kamery telewizyjne uchwyciły moment, w którym tenisistka rozładowywała emocje, kilkukrotnie z impetem uderzając rakietą o ziemię. Nagrania błyskawicznie obiegły świat, wywołując dyskusję na temat zachowania zawodniczki i granic prywatności sportowców.

    Na pomeczowej konferencji prasowej sama zainteresowana odniosła się do całej sytuacji. – Próbowałam znaleźć miejsce, w którym nikt by mnie nie nagrywał, ale oczywiście kamery i tak tam były. Mam wrażenie, że jedynym prywatnym miejscem na tym turnieju jest szatnia – przyznała szczerze Gauff, nie kryjąc rozczarowania sposobem realizacji transmisji.

    Amerykanka przypomniała również, że podobne sceny miały już miejsce w przeszłości i dotyczyły innych czołowych tenisistek. – Aryna Sabalenka też znalazła się w takiej sytuacji, gdy grałam z nią w finale US Open. Uważam, że nie ma potrzeby, by takie momenty były transmitowane – dodała.

    Gauff zaznaczyła przy tym, że nie jest dumna ze swojego zachowania i że nie był to pierwszy raz, gdy dała upust emocjom w podobny sposób. Wspomniała o incydencie z Roland Garros, po którym obiecała sobie, że nie będzie więcej łamać rakiet na korcie. – Powiedziałam wtedy, że to nie jest dobre zachowanie i nie chcę tego powtarzać – przypomniała.

    21-latka podkreśliła jednak, że na korcie zawsze stara się panować nad nerwami, mając świadomość, że jest wzorem dla młodszych kibiców. – Chcę dawać dobry przykład dzieciom i fanom na trybunach. Tym razem musiałam jednak wyrzucić z siebie emocje, bo w przeciwnym razie mogłabym wyładować frustrację na swoim zespole, a oni absolutnie na to nie zasługują – tłumaczyła.

    Dla Coco Gauff porażka ze Switoliną oznacza jedno z najbardziej rozczarowujących zakończeń wielkoszlemowego turnieju w ostatnich miesiącach. Dla samej tenisistki to jednak także kolejna lekcja – nie tylko sportowa, ale i emocjonalna. Jeśli chcesz, mogę przygotować wersję jeszcze bardziej analityczną albo stylizowaną pod tekst do portalu sportowego.

  • Cały świat widział, co zrobiła Iga Świątek. Moment prawdy

    Cały świat widział, co zrobiła Iga Świątek. Moment prawdy

    Przed Igą Świątek jedno z najważniejszych wyzwań tej edycji Australian Open. Ćwierćfinałowy pojedynek z Jeleną Rybakiną zapowiadany jest jako prawdziwy „mecz prawdy”, który może wiele powiedzieć o dyspozycji Polki w dalszej części turnieju. Rywalka zajmuje piąte miejsce w rankingu WTA i od lat należy do ścisłej światowej czołówki, ale – jak podkreśla Dominik Senkowski ze Sport.pl – nie jest zawodniczką nie do pokonania. „Niedawno przegrała w ćwierćfinale turnieju w Brisbane z Karoliną Muchovą, co pokazuje, że także ona miewa słabsze momenty” – zauważa dziennikarz.

    Świątek w czwartej rundzie nie dała żadnych szans Maddison Inglis. Australijka, sklasyfikowana na 168. miejscu na świecie, była jedną z największych niespodzianek turnieju – do głównej drabinki dostała się przez eliminacje i skorzystała z dopingu miejscowej publiczności. Na korcie jednak różnica klas była wyraźna. Polka wygrała 6:0, 6:3, kontrolując wydarzenia od pierwszej do ostatniej piłki.

    Choć początek drugiego seta mógł na moment zaskoczyć – Świątek straciła podanie, a Inglis zareagowała ogromną radością – odpowiedź wiceliderki rankingu była natychmiastowa. Podkręciła tempo, grała odważnie, sięgała nawet po dropszoty, co tylko potwierdzało jej pewność siebie. Ostatecznie spotkanie zakończyło się po zaledwie 73 minutach, a Polka bez większego wysiłku zameldowała się w najlepszej ósemce turnieju.

    Dla Świątek to już szósty z rzędu turniej wielkoszlemowy, w którym dociera co najmniej do ćwierćfinału. Tym samym zapisała się w historii jako najmłodsza zawodniczka od czasów Sereny Williams, która może pochwalić się taką serią w Wielkim Szlemie. W Melbourne jej najlepszym dotąd wynikiem pozostaje półfinał, osiągnięty w sezonach 2022 i 2025.

    Teraz poprzeczka wędruje jeszcze wyżej. W środowym ćwierćfinale na drodze Polki stanie Jelena Rybakina – tenisistka, która potrafi grać niezwykle agresywnie i narzucać swoje warunki rywalkom. Co może zadecydować o sukcesie Świątek? Zdaniem Dominika Senkowskiego kluczowe będą: stabilny serwis, ograniczenie niewymuszonych błędów oraz cierpliwość w dłuższych wymianach. „Nie chodzi o to, by grać zbyt agresywnie, ale by konsekwentnie budować akcje. Do tego potrzebna jest wiara, że można Rybakinę pokonać – a Iga robiła to już wielokrotnie” – podkreśla dziennikarz.

    Bilans bezpośrednich spotkań przemawia minimalnie na korzyść Polki – 6:5. Ostatni oficjalny mecz pomiędzy tymi zawodniczkami odbył się w listopadzie ubiegłego roku podczas WTA Finals w Rijadzie i zakończył się zwycięstwem Rybakiny, która wcześniej przegrała z Igą cztery pojedynki z rzędu. W grudniu tenisistki spotkały się jeszcze w meczu pokazowym w Chinach – tam górą była już Świątek, wygrywając 6:3, 6:3.

    Wszystko to sprawia, że nadchodzący ćwierćfinał zapowiada się jako jedno z najciekawszych starć turnieju. Dla Świątek będzie to nie tylko walka o półfinał Australian Open, ale także test stabilności, cierpliwości i mentalnej odporności w starciu z jedną z najgroźniejszych rywalek w tourze.

  • Cały świat już widzi, co się dzieje ze Świątek. “Panika, amok”

    Jelena Rybakina, obecnie numer 5 rankingu WTA, wygrała aż 17 ze swych 18 ostatnich meczów. W tym czasie została między innymi mistrzynią WTA Finals. Po tym, jak w finale pokonała Arynę Sabalenkę. A w fazie grupowej odwróciła mecz z Igą Świątek, bijąc Polkę w drugim i trzecim secie 6:1 i 6:0. – Będzie dla Igi najtrudniejszą przeciwniczką, jaką można sobie wyobrazić – nie ma wątpliwości Laura Robson, była tenisistka światowej czołówki, a dziś ekspertka Eurosportu.

    Zobacz wideo Nokaut Świątek, a teraz mecz prawdy! Jak zatrzymać wielką rywalkę?
    Świątek i Fissette mają wyniki. Ale ciągle jeszcze nie mają spokoju

    Półfinał Australian Open 2025, półfinał Roland Garros 2025, wygrany Wimbledon, ćwierćfinał US Open i teraz co najmniej ćwierćfinał Australian Open 2026 – oto komplet wielkoszlemowych wyników Świątek, odkąd jej trenerem jest Wim Fissette. O 15 miesiącach współpracy tej dwójki najlepiej świadczą właśnie przytoczone rezultaty. Ale jednocześnie nie jest tak, że znany szkoleniowiec z Belgii wszystko, czego dotknie w tenisie Igi, zamienia w złoto. A wręcz jest tak, że pewnych ważnych aspektów tenisowych ten trener tylko dotknął, a jeszcze wiele jest do zrobienia. I nie ma pewności czy ta praca zostanie wykonana.

    Piotr Sierzputowski idealnie przeprowadził Igę Świątek z tenisa dzieci do tenisa dorosłych. Z bardzo obiecującej juniorki zrobił wielkoszlemową mistrzynię. Sensacyjną, nastoletnią, błyszczącą piękną, wszechstronną grą na zwycięskim Roland Garros 2020. Dziś trener Sierzputowski występuje w Eurosporcie w roli komentatora i eksperta. Pracując przy meczach Światek mówi wprost, że nie widzi u Igi chęci pełnego ufności pójścia w to, co wymyśla dla niej Fissette. Przy okazji przedziwnego meczu Igi z Anną Kalinską (6:1, 1:6, 6:1 w trzeciej rundzie) Sierzputowski przedstawił to bardzo obrazowo. – Ona nawet nie próbuje grać mocno po pierwszym serwisie. Zwalnia do góry, czego nie widzieliśmy w poprzednich meczach, czego ogólnie nie widzieliśmy za często w zeszłym roku. I myślę, że to jest jeden z tych elementów, o których rozmawialiśmy, czyli ta poprawa gry – chwalił Igę po świetnym pierwszym secie z mocno bijącą Rosjanką. Po secie – dodajmy – granym mądrze, spokojnie. Bez tej typowej dla Igi chęci odpowiadania na mocne zagrania uderzeniami jeszcze mocniejszymi. – Iga ma narzędzia, tylko trzeba, tak jak powiedziałem, nie zanurzyć paluszka i wyjść z tej nowej wody, uciec, tylko rzeczywiście trzeba spróbować przekonać się do nich [tych narzędzi – red.]. No a jeżeli mam taką przewagę w meczu, to tym bardziej. Tutaj nie ma po co się napinać, nie ma po co grać z całej siły każdego uderzenia. Teraz już gramy spokojnie i zagramy sobie w defensywie, i wyjdziemy na woleja, i zamieszamy serwisem. Return doskonale wychodzi. No czego tu więcej chcieć? – mówił dalej Sierzputowski.
    Panika. Amok. Te słowa naprawdę czasami opisują to, co robi Świątek

    Ale co zobaczyliśmy dalej? Panikę, amok – że znów zacytujemy trenera. Świątek w meczu z Kalinską nagle się kompletnie zacięła, zgubiła, rozregulowała. Świetnie, że zdołała to odwrócić po przegranym z kretesem secie. Ale teraz zmierzy się z rywalką, która z takiej zapaści (terminu “jakościowa zapaść” użył na opisanie tego Maciej Ryszczuk, trener Igi od przygotowania fizycznego) raczej nie pozwoli jej wyjść.

    W listopadzie w Rijadzie oglądaliśmy naprawdę świetne granie Igi przeciw Rybakinie. Ale tylko w pierwszym secie. Po partii wygranej 6:3 Świątek nie wytrzymała. Rybakina przegrała seta, ale nie odpuściła, była twarda, waleczna, skoncentrowana, niezłomna. I taka pozostała, gdy Świątek coraz bardziej gasła, coraz mocniej się frustrowała – do tego stopnia, aż stała się totalnie bezbronna. Trudno się patrzyło, jak Polka przegrywa kolejne sety 1:6, 0:6.

    Niestety, od jakiegoś czasu trudno się patrzy na to, jak Świątek gra przeciw rywalkom z top 10.

    4:6, 2:6 z Coco Gauff na United Cup 2026
    7:6, 4:6, 2:6 z Amaną Anisimovą na WTA Finals 2025
    6:3, 1:6, 0:6 z Jeleną Rybakiną na WTA Finals 2025
    6:1, 6:2 z Madison Keys na WTA Finals 2025
    1:6, 2:6 z Jasmine Paolini w Wuhan 2025
    4:6, 3:6 z Anisimovą w US Open

    Jak widać, z sześciu ostatnich meczów z tenisistkami z top 10 Świątek wygrała tylko jeden (jest wyżej podkreślony). Coś ewidentnie się zacięło po lecie. W lipcu Iga w cuglach wygrała Wimbledon, w sierpniu triumfowała w Cincinnati, gdzie pokonała m.in. Rybakinę i Paolini. Ale później w meczach z topowymi przeciwniczkami było już niemal tylko źle i coraz gorzej.
    Czy hit Świątek – Rybakina na pewno będzie “bardzo, bardzo wyrównany”?

    Dlatego teraz przed meczem nie do końca stabilnej Świątek z będącą w formie Rybakiną można mieć wątpliwości czy aby na pewno hit ćwierćfinałów Australian Open 2026 będzie zacięty.

    – Spodziewam się bardzo, bardzo wyrównanego meczu – przekonuje Barbara Schett. Dawna numer siedem światowego rankingu podkreśla, że Rybakina świetnie serwuje i znakomicie czuje się w Melborune, ale też widzi dla Świątek taką szansę, że kort na Rod Laver Arenie nie jest aż tak szybki, by Polce brakowało czasu na staranne uderzenia forhendem (Iga często popełnia w tym elemencie mnóstwo błędów). – Rybakina wygrywała swoje poprzednie mecze pewnie (w drodze do ćwierćfinału nie przegrała ani jednego seta), a więc w ogóle nie została przetestowana – podkreśla też Schett.

    Ale ta sama Schett zaledwie kilka dni temu zrobiła idealną analizę tego, z czym zmaga się od jakiegoś czasu Świątek. – Styl Igi sprawia, że bardzo trudno jest jej utrzymać najwyższy poziom przez całe spotkanie. Gra bardzo agresywnie, często na zasadzie wszystko albo nic. Zdarza się, że wkłada w zagrania zbyt dużo siły, spieszy się i to może powodować niewymuszone błędy. Dla niej kluczem jest znalezienie równowagi, kiedy delikatnie się wycofać, a kiedy atakować. Często chce zakończyć wymianę zbyt szybko i sama wpędza się w kłopoty. Chciałabym zobaczyć w grze Igi nowe elementy, choć wiem, że wprowadzanie ich nie jest łatwe. Nie znam jej dobrze prywatnie, ale wydaje się, że bywa uparta i trudno jest jej przekonać się do pewnych rzeczy. Zwłaszcza że wprowadzanie nowych rozwiązań na początku wiąże się z porażkami albo dużą liczbą błędów. Na pozytywne efekty potrzeba czasu. Iga wygrała sporo Wielkich Szlemów [już sześć takich turniejów], więc dużo rzeczy robi znakomicie, ale każdy zawodnik musi się rozwijać. Spójrzmy choćby na Novaka Djokovicia, który jest w tourze od tylu lat, a w każdym sezonie stara się coś zmienić, coś dołożyć, by stać się jeszcze lepszym tenisistą. Wszyscy muszą o tym pamiętać. Iga nie jest tu wyjątkiem – mówiła Austriaczka przed meczem Świątek z Kalinską.
    Oby trener Świątek znów coś wymyślił. I oby Świątek umiała to wykorzystać

    Coś nowego w tenisie Igi przeciw Rybakinie zobaczyliśmy w czwartej rundzie Roland Garros 2025. Wówczas Polka przegrywała już 1:6, 0:2, ale wygrała 1:6, 6:3, 7:5. Po tamtym meczu otwarcie przyznawała, że kluczem do wygranej było posłuchanie rady Fissette’a, który wymyślił, żeby do serwisów Rybakiny Iga ustawiała się dalej i żeby w ten sposób dawała sobie więcej czasu na returny.

    Fissette pewnie i teraz coś wymyśli. Pytanie, czy Świątek z tego skorzysta. W ostatnim meczu z Rybakiną Iga do pewnego momentu grała naprawdę niemal perfekcyjnie. W secie zakończonym w 36 minut wynikiem 6:3 Polka wygrała aż 90 proc. punktów po pierwszym serwisie (18/20) nie tylko dlatego, że podanie działało. Świątek grała wtedy bardzo mądrze w wymianach – zaliczyła pięć uderzeń kończących przy tylko sześciu niewymuszonych błędach. A Rybakina miała co prawda dwa razy więcej winnerów (10), ale za to i aż trzy razy więcej niewymuszonych błędów niż Świątek (17). – Iga nie siłuje się z Rybakiną – podsumowywała komentująca mecz w stacji Canal+ była tenisistka Joanna Sakowicz-Kostecka. I nagle w drugim secie Rybakina została przy swoim bilansie winnerów i niewymuszonych błędów, a Świątek popełniła aż 19 niewymuszonych błędów przy tylko czterech winnerach (jeszcze raz: w pierwszym secie 5:6, w drugim aż 4:19). Z biegiem gry Świątek coraz bardziej się spieszyła, nie panowała nad sobą w wymianach, nie wyciągała wniosków z tego, że myli się na potęgę. W ostatnim secie, przegranym do zera, zagrała trzy uderzenia kończące przy 17 niewymuszonych błędach.

    Trzy miesiące temu w meczu z Rybakiną zobaczyliśmy dwie twarze Igi Świątek. Najlepszą i najgorszą. Niestety, od jakiegoś czasu w trudnych meczach wiceliderka światowego rankingu często prezentuje swoje skrajności. A przeciw takiej Rybakinie, w takim momencie takiego turnieju to się nie może zdarzyć. Bo rację ma Laura Robson, gdy mówi wprost, że Rybakina będzie dla Igi najtrudniejszą przeciwniczką, jaką można sobie wyobrazić. A jest tak dlatego, że jeśli w damskim tenisie szukalibyśmy dziś twarzy spokoju, pewności i konsekwencji, to wybór musiałby paść właśnie na reprezentantkę Kazachstanu.

    Ćwierćfinał Australian Open 2026 Iga Świątek – Jelena Rybakina odbędzie się w nocy z wtorku na środę czasu polskiego. Początek o godzinie 1:30. Transmisja w Eurosporcie, na platformie HBO MAX i w Playerze.