• Złamana reguła, potem łzy. Sceny na AO. Świątek czeka na powtórkę

    Złamana reguła, potem łzy. Sceny na AO. Świątek czeka na powtórkę

    Iga Świątek jak dotąd docierała do ćwierćfinału Australian Open dwukrotnie i za każdym wychodziła z niego zwycięsko, zatrzymując się dopiero na półfinale, co do dziś stanowi jej najlepszy wynik na Antypodach. Tak było przed rokiem – gdy 24-latkę ograła późniejsza mistrzyni Madison Keys – oraz w sezonie 2022. Cofnijmy się więc o 4 lata, by przed bojem z Jeleną Rybakiną przypomnieć sobie, jak wyglądał premierowy ćwierćfinał z udziałem Igi Świątek w Melbourne.

    Na kolejnych szczeblach turniejowej drabinki nasza reprezentantka pokonywała wówczas kolejno: Brytyjkę Harriet Dart, Szwedkę Rebeccę Peterson, reprezentującą obecnie Australię Darię Kasatkinę oraz Soranę Cirsteę. Wyjątkowy był zwłaszcza jej pojedynek z Rumunką w 4. rundzie, bo na jego finiszu Iga Świątek zalała się łzami, w ten osobliwy sposób świętując swój triumf.

    A była to zapowiedź tego, co miało wydarzyć się w ćwierćfinale.

    Australian Open. Tak wyglądał pierwszy ćwierćfinał Igi Świątek. Wyrzucona rakieta i łzy radości

    Jej rywalką była wówczas zapomniana już zapewne przez wielu fanów tenisa Estonka Kaia Kanepi. Był to ich pierwszy i ostatni bezpośredni pojedynek w karierze. Ale za to jaki.

    O zaciętości tego meczu najlepiej świadczy jego ostatnia akcja, gdy Iga Świątek musiała zaciekle bronić się z głębi kortu przy smeczach przeciwniczki oraz fakt, że obie tenisistki spędziły na korcie dokładnie 3 godziny i 1 minutę. W tamtym momencie był to najdłuższy mecz w karierze Igi Świątek, choć już trzy miesiące później wynik ten przebiło trwające o 2 minuty dłużej starcie z Ludmiłą Samsonową w Stuttgarcie.

    Wiele mówiła o całej sytuacji także reakcja Igi Świątek, która wbrew własnym regułom aż wyrzuciła w górę swoją rakietę. Ale także i w tym przypadku w jej oczach pojawiły się łzy. Skąd taki wybuch radości i skrajne wyrażanie swoich emocji? O tym Iga Świątek opowiadała później w swoim felietonie opublikowanym na łamach BBC.

    Tuż po moich dwóch ostatnich wygranych meczach płakałam i okazywałam wiele emocji. Na koniec pojedynku w czwartej rundzie z Soraną Cirsteą byłam bardzo rozemocjonowana, gdy usiadłam na moim krześle i zaczęłam szlochać. I później, gdy wygrałam ćwierćfinał z Kaią Kanepi, wyrzuciłam moją rakietę w powietrze i krzyczałam. To była spontaniczna akcja. Zazwyczaj nie robię takich rzeczy

    I dodała: – Oba mecze kosztowały mnie wiele energii i były związane z olbrzymią dawką stresu. Więc gdy wygrałam, mój organizm powiedział: “Nareszcie”. A ja potrafię płakać, gdy wygrywam i potrafię płakać, kiedy przegrywam.

    Reprezentantka Polski ujawniła także wówczas nieco więcej na temat swojej emocjonalności, twierdząc wprost, że dla niej “tydzień bez płaczu to nie tydzień”.

    – Niektórzy uważają, że okazywanie emocji nie jest dobre, ale ja mam odwrotne zdanie. Czasami to pomaga, a czasami nie, to prawda, ale trzeba zrozumieć, co jest potrzebne w danej chwili. W meczu z Kaią okazałam emocje, ale nie powiedziałabym, że robiłam to bardziej niż inni. Czułam, że to pomogło mi odwrócić losy meczu i ostatecznie wygrać. Czasem dobrze jest się nie hamować. Krzyczeć, płakać, cokolwiek. Potem poczujesz się lepiej. Nie twierdzę, że masz płakać i krzyczeć ile się da. Mówię, że chodzi o znalezienie swojej drogi i zrobienie tego, co najlepsze dla ciebie jako jednostki – stwierdziła Iga Świątek.
    Temat wpadki Igi Świątek wraca jak bumerang. Australijczycy w końcu powiedzieli “dość”

    Iga ŚwiątekJOSE BRETON / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFPAFP
    Iga Świątek na kortach Australian Open

    Iga Świątek na kortach Australian OpenYuichi YAMAZAKI / AFPAFP
    Sportowiec ubrany w czarną koszulkę i czapkę, stojący przy mikrofonie na tle niebieskiego ekranu, zakrywający twarz dłońmi wyrażając silne emocje.

    Iga Świątek via ZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

    Iga Świątek: Z tego jestem najbardziej zadowolona. WIDEOPolsat SportPolsat Sport

  • Ojciec rywalki Świątek przerwał milczenie po sześciu latach. Trener zwolniony

    Ojciec rywalki Świątek przerwał milczenie po sześciu latach. Trener zwolniony

    Już w pierwszych dniach Australian Open Jessica Pegula wprawiła tenisowych komentatorów w niemałe zakłopotanie. Amerykanka, która w półfinale turnieju może trafić na Igę Świątek, po jednym ze zwycięstw zostawiła na obiektywie kamery tajemniczy napis. Dla większości kibiców był on zupełnie niezrozumiały. Klucz do zagadki krył się jednak w… rodzinnych powiązaniach tenisistki.

    Po wygranej w pierwszej rundzie z Rosjanką Anastasiją Zacharową Pegula nie celebrowała triumfu w typowy sposób. Zamiast tego podeszła do kamery ustawionej przy korcie i napisała na niej słowa: „It was a catch”, dokładając do tego smutną buźkę. Dosłownie oznacza to: „To był chwyt”. Przekaz wywołał konsternację – komentatorzy i widzowie głowili się, co tenisistka miała na myśli. Tylko amerykańscy kibice szybko połączyli fakty. Wiedzieli, że Pegula nawiązała nie do tenisa, lecz do wydarzeń z boisk NFL.

    Futbolowy dramat, który dotknął rodzinę Pegulów
    W Stanach Zjednoczonych trwały wówczas play-offy ligi NFL, a dokładniej faza ćwierćfinałów, znana jako divisional round. Dzień przed meczem Peguli w Melbourne rozegrano spotkanie, które szczególnie ją poruszyło. W Denver miejscowi Broncos mierzyli się z Buffalo Bills – drużyną należącą do jej ojca, Terry’ego Peguli.

    Mecz miał niezwykle dramatyczny przebieg. Na 55 sekund przed końcem Broncos objęli prowadzenie 30:27. Gdy wydawało się, że zwycięstwo jest blisko, Bills zdołali doprowadzić do remisu rzutem na pięć sekund przed końcową syreną. O losach spotkania miała więc zadecydować dogrywka.

    To właśnie w niej doszło do sytuacji, która wywołała ogromne emocje. Rozgrywający Bills Josh Allen posłał długie podanie w pole punktowe rywali. Piłkę złapał Brandin Cooks, lecz w momencie upadku futbol został mu odebrany przez obrońcę Broncos Ja’Quana McMillana. Sędziowie uznali przechwyt, a Broncos wykorzystali sytuację i wygrali 33:30.

    Kibice Bills nie pogodzili się z tą decyzją. Ich zdaniem Cooks miał pełną kontrolę nad piłką, a akcja powinna zostać uznana jako skuteczny chwyt. To właśnie do tej kontrowersji nawiązała Jessica Pegula, pisząc na kamerze „It was a catch”. Gdyby arbitrzy ocenili sytuację inaczej, Bills mieliby piłkę i realną szansę na zwycięstwo.

    – Tak, wczoraj było po prostu fatalnie – przyznała Pegula już w Melbourne. – Trudny mecz, bolesna porażka. Sposób, w jaki przegraliśmy, był jak cios prosto w serce – dodała.

    Decyzja właściciela i koniec pewnej epoki
    Tuż po porażce Terry Pegula zdecydował się na radykalny krok i zwolnił wieloletniego trenera Bills, Seana McDermotta. Właściciel klubu tłumaczył później, że nie była to reakcja na kontrowersyjną decyzję sędziów, lecz efekt głębszych przemyśleń.

    – Kiedy zobaczyłem drużynę w szatni, zobaczyłem rozpacz. Zdałem sobie sprawę, że rok po roku w play-offach uderzamy w tę samą ścianę. Zadałem sobie pytanie: dokąd zmierzamy z tym, co mamy? I to była podstawa mojej decyzji – wyjaśniał Pegula w pierwszym od sześciu lat obszernym wywiadzie dla mediów.

    McDermott prowadził Bills przez dziewięć sezonów. Zbudował zespół regularnie zaliczany do grona faworytów do Super Bowl, ale mimo świetnych występów w sezonie zasadniczym drużyna nigdy nie awansowała do wielkiego finału.

    Nowy stadion i ogromne pieniądze
    Nadchodzący sezon będzie dla Bills wyjątkowy także z innego powodu. Drużyna zadebiutuje na nowym New Highmark Stadium, który pomieści 67 tysięcy widzów. Koszt budowy obiektu wyniósł 2,2 miliarda dolarów, z czego aż 850 milionów pochodzi z pieniędzy publicznych. Stan Nowy Jork dołożył 600 milionów, a hrabstwo Erie – 250 milionów.

    Terry Pegula, który fortunę zbudował na wydobyciu gazu łupkowego, kupił Buffalo Bills w 2014 roku za 1,4 miliarda dolarów, płacąc całą kwotę gotówką. W rywalizacji o klub pokonał m.in. Donalda Trumpa, przyszłego prezydenta USA, od lat marzącego o posiadaniu drużyny NFL. Z perspektywy czasu była to znakomita inwestycja – dziś wartość Bills jest ponad czterokrotnie wyższa niż w momencie zakupu.

    Pegula jest również właścicielem drużyny NHL Buffalo Sabres oraz zespołu lacrosse’a Buffalo Bandits.

    Tenisowe emocje w Melbourne
    Tymczasem Jessica Pegula skupia się na rywalizacji w Melbourne. W nocy z wtorku na środę rozegra ćwierćfinał Australian Open przeciwko Amandzie Anisimovej. Jeśli wygra, w półfinale może dojść do jej starcia z Igą Świątek – pod warunkiem, że Polka pokona Jelenę Rybakinę. To spotkanie również zaplanowano na noc z wtorku na środę czasu polskiego.

  • Rywalka Świątek odpuściła, sama to ogłosiła. Szokujące wyznanie stało się faktem

    Rywalka Świątek odpuściła, sama to ogłosiła. Szokujące wyznanie stało się faktem

    Danielle Collins zupełnie inaczej wyobrażała sobie początek sezonu 2026. Z powodu problemów zdrowotnych Amerykanka została zmuszona do wycofania się z Australian Open, pierwszego w tym roku turnieju wielkoszlemowego. Kontuzja pleców okazała się na tyle poważna, że tenisistka musiała przejść kilka zabiegów i skupić się na rehabilitacji. Choć sportowo jest to dla niej spory cios, 32-latka nie zamierzała tracić czasu i postanowiła poświęcić się sprawom prywatnym, o których otwarcie opowiedziała fanom w mediach społecznościowych.

    Collins jest w Polsce postacią doskonale rozpoznawalną, głównie za sprawą głośnych konfliktów z Igą Świątek. Ich relacja zaostrzyła się w 2024 roku podczas igrzysk olimpijskich w Paryżu. Po jednym z meczów Amerykanka w ostrych słowach skrytykowała Polkę, zarzucając jej m.in. fałsz i nieszczerość. Od tamtej pory nie brakowało prowokacyjnych gestów oraz wypowiedzi, które tylko podsycały napięcie między obiema zawodniczkami i wzbudzały emocje wśród kibiców.

    Teraz jednak tenisistka znalazła się w zupełnie innym momencie życia. Przerwa od rywalizacji sprawiła, że Collins zaczęła głośno mówić o swoich planach poza kortem. Jednym z tematów, który szczególnie zainteresował jej obserwatorów, była kwestia miłości. Amerykanka nie ukrywa, że obecnie jest singielką i chciałaby to zmienić. W tym celu postanowiła spróbować szczęścia w aplikacji randkowej.

    Wybór padł na Rayę – ekskluzywną platformę znaną z tego, że korzystają z niej celebryci, sportowcy i ludzie ze świata show-biznesu. Już sam opis profilu Collins wywołał spore poruszenie. Tenisistka bardzo jasno określiła swoje oczekiwania i wizję przyszłości. Podkreśliła, że choć wciąż jest profesjonalną sportsmenką, marzy o bardziej tradycyjnym życiu rodzinnym. Wprost napisała, że chce skupić się na domu, rodzinie, pieczeniu chleba, opiece nad psami i – w przyszłości – macierzyństwie. Nie zabrakło też bezpośrednich uwag skierowanych do potencjalnych kandydatów, w których zaznaczyła, że nie toleruje kłamstw, nawet tych dotyczących wzrostu.

    Eksperyment z aplikacją randkową nie trwał jednak długo. W trakcie sesji pytań i odpowiedzi w mediach społecznościowych Collins została zapytana o to, jak idą poszukiwania partnera. Jej odpowiedź była szczera i jednoznaczna. Przyznała, że na Rayi spędziła zaledwie dwa tygodnie i całkowicie zrezygnowała z dalszego korzystania z aplikacji.

    – Byłam na Rayi przez dwa tygodnie i już wiem, że nigdy tam nie wrócę do żadnej aplikacji randkowej. Jest tam zdecydowanie za dużo oszustów – przekazała.

    Choć próba znalezienia miłości w sieci zakończyła się rozczarowaniem, Danielle Collins nie traci otwartości i poczucia humoru. Na razie skupia się na powrocie do zdrowia i rehabilitacji, a kibice z pewnością będą uważnie śledzić nie tylko jej sportowy comeback, ale także kolejne życiowe decyzje jednej z najbardziej wyrazistych postaci kobiecego tenisa.

  • Furia Coco Gauff po zejściu z kortu, a teraz takie słowa. Amerykanka się tłumaczy

    Furia Coco Gauff po zejściu z kortu, a teraz takie słowa. Amerykanka się tłumaczy

    Coco Gauff nie zdołała awansować do półfinału Australian Open 2026. Jedna z głównych faworytek turnieju pożegnała się z Melbourne już na etapie ćwierćfinału, a jej porażka była wyjątkowo bolesna. Elina Switolina kompletnie zdominowała Amerykankę, zwyciężając 6:1, 6:2 w zaledwie 59 minut. Po meczu uwagę kibiców i mediów przyciągnęło jednak nie tylko sportowe niepowodzenie 21-latki, lecz także jej emocjonalna reakcja poza kortem.

    Rozstawiona z numerem „3” Gauff od pierwszych piłek nie potrafiła narzucić rywalce swojego stylu gry. Ukrainka prezentowała się znakomicie – była agresywna, precyzyjna i konsekwentna, a Amerykanka szybko zaczęła popełniać błędy. Frustracja narastała z każdym gemem, a końcowy wynik tylko podkreślił skalę bezradności młodej gwiazdy.

    Tuż po ostatniej piłce Gauff w pośpiechu opuściła kort. Chwilę później kamery telewizyjne uchwyciły moment, w którym tenisistka rozładowywała emocje, kilkukrotnie z impetem uderzając rakietą o ziemię. Nagrania błyskawicznie obiegły świat, wywołując dyskusję na temat zachowania zawodniczki i granic prywatności sportowców.

    Na pomeczowej konferencji prasowej sama zainteresowana odniosła się do całej sytuacji. – Próbowałam znaleźć miejsce, w którym nikt by mnie nie nagrywał, ale oczywiście kamery i tak tam były. Mam wrażenie, że jedynym prywatnym miejscem na tym turnieju jest szatnia – przyznała szczerze Gauff, nie kryjąc rozczarowania sposobem realizacji transmisji.

    Amerykanka przypomniała również, że podobne sceny miały już miejsce w przeszłości i dotyczyły innych czołowych tenisistek. – Aryna Sabalenka też znalazła się w takiej sytuacji, gdy grałam z nią w finale US Open. Uważam, że nie ma potrzeby, by takie momenty były transmitowane – dodała.

    Gauff zaznaczyła przy tym, że nie jest dumna ze swojego zachowania i że nie był to pierwszy raz, gdy dała upust emocjom w podobny sposób. Wspomniała o incydencie z Roland Garros, po którym obiecała sobie, że nie będzie więcej łamać rakiet na korcie. – Powiedziałam wtedy, że to nie jest dobre zachowanie i nie chcę tego powtarzać – przypomniała.

    21-latka podkreśliła jednak, że na korcie zawsze stara się panować nad nerwami, mając świadomość, że jest wzorem dla młodszych kibiców. – Chcę dawać dobry przykład dzieciom i fanom na trybunach. Tym razem musiałam jednak wyrzucić z siebie emocje, bo w przeciwnym razie mogłabym wyładować frustrację na swoim zespole, a oni absolutnie na to nie zasługują – tłumaczyła.

    Dla Coco Gauff porażka ze Switoliną oznacza jedno z najbardziej rozczarowujących zakończeń wielkoszlemowego turnieju w ostatnich miesiącach. Dla samej tenisistki to jednak także kolejna lekcja – nie tylko sportowa, ale i emocjonalna. Jeśli chcesz, mogę przygotować wersję jeszcze bardziej analityczną albo stylizowaną pod tekst do portalu sportowego.

  • Cały świat widział, co zrobiła Iga Świątek. Moment prawdy

    Cały świat widział, co zrobiła Iga Świątek. Moment prawdy

    Przed Igą Świątek jedno z najważniejszych wyzwań tej edycji Australian Open. Ćwierćfinałowy pojedynek z Jeleną Rybakiną zapowiadany jest jako prawdziwy „mecz prawdy”, który może wiele powiedzieć o dyspozycji Polki w dalszej części turnieju. Rywalka zajmuje piąte miejsce w rankingu WTA i od lat należy do ścisłej światowej czołówki, ale – jak podkreśla Dominik Senkowski ze Sport.pl – nie jest zawodniczką nie do pokonania. „Niedawno przegrała w ćwierćfinale turnieju w Brisbane z Karoliną Muchovą, co pokazuje, że także ona miewa słabsze momenty” – zauważa dziennikarz.

    Świątek w czwartej rundzie nie dała żadnych szans Maddison Inglis. Australijka, sklasyfikowana na 168. miejscu na świecie, była jedną z największych niespodzianek turnieju – do głównej drabinki dostała się przez eliminacje i skorzystała z dopingu miejscowej publiczności. Na korcie jednak różnica klas była wyraźna. Polka wygrała 6:0, 6:3, kontrolując wydarzenia od pierwszej do ostatniej piłki.

    Choć początek drugiego seta mógł na moment zaskoczyć – Świątek straciła podanie, a Inglis zareagowała ogromną radością – odpowiedź wiceliderki rankingu była natychmiastowa. Podkręciła tempo, grała odważnie, sięgała nawet po dropszoty, co tylko potwierdzało jej pewność siebie. Ostatecznie spotkanie zakończyło się po zaledwie 73 minutach, a Polka bez większego wysiłku zameldowała się w najlepszej ósemce turnieju.

    Dla Świątek to już szósty z rzędu turniej wielkoszlemowy, w którym dociera co najmniej do ćwierćfinału. Tym samym zapisała się w historii jako najmłodsza zawodniczka od czasów Sereny Williams, która może pochwalić się taką serią w Wielkim Szlemie. W Melbourne jej najlepszym dotąd wynikiem pozostaje półfinał, osiągnięty w sezonach 2022 i 2025.

    Teraz poprzeczka wędruje jeszcze wyżej. W środowym ćwierćfinale na drodze Polki stanie Jelena Rybakina – tenisistka, która potrafi grać niezwykle agresywnie i narzucać swoje warunki rywalkom. Co może zadecydować o sukcesie Świątek? Zdaniem Dominika Senkowskiego kluczowe będą: stabilny serwis, ograniczenie niewymuszonych błędów oraz cierpliwość w dłuższych wymianach. „Nie chodzi o to, by grać zbyt agresywnie, ale by konsekwentnie budować akcje. Do tego potrzebna jest wiara, że można Rybakinę pokonać – a Iga robiła to już wielokrotnie” – podkreśla dziennikarz.

    Bilans bezpośrednich spotkań przemawia minimalnie na korzyść Polki – 6:5. Ostatni oficjalny mecz pomiędzy tymi zawodniczkami odbył się w listopadzie ubiegłego roku podczas WTA Finals w Rijadzie i zakończył się zwycięstwem Rybakiny, która wcześniej przegrała z Igą cztery pojedynki z rzędu. W grudniu tenisistki spotkały się jeszcze w meczu pokazowym w Chinach – tam górą była już Świątek, wygrywając 6:3, 6:3.

    Wszystko to sprawia, że nadchodzący ćwierćfinał zapowiada się jako jedno z najciekawszych starć turnieju. Dla Świątek będzie to nie tylko walka o półfinał Australian Open, ale także test stabilności, cierpliwości i mentalnej odporności w starciu z jedną z najgroźniejszych rywalek w tourze.

  • Cały świat już widzi, co się dzieje ze Świątek. “Panika, amok”

    Jelena Rybakina, obecnie numer 5 rankingu WTA, wygrała aż 17 ze swych 18 ostatnich meczów. W tym czasie została między innymi mistrzynią WTA Finals. Po tym, jak w finale pokonała Arynę Sabalenkę. A w fazie grupowej odwróciła mecz z Igą Świątek, bijąc Polkę w drugim i trzecim secie 6:1 i 6:0. – Będzie dla Igi najtrudniejszą przeciwniczką, jaką można sobie wyobrazić – nie ma wątpliwości Laura Robson, była tenisistka światowej czołówki, a dziś ekspertka Eurosportu.

    Zobacz wideo Nokaut Świątek, a teraz mecz prawdy! Jak zatrzymać wielką rywalkę?
    Świątek i Fissette mają wyniki. Ale ciągle jeszcze nie mają spokoju

    Półfinał Australian Open 2025, półfinał Roland Garros 2025, wygrany Wimbledon, ćwierćfinał US Open i teraz co najmniej ćwierćfinał Australian Open 2026 – oto komplet wielkoszlemowych wyników Świątek, odkąd jej trenerem jest Wim Fissette. O 15 miesiącach współpracy tej dwójki najlepiej świadczą właśnie przytoczone rezultaty. Ale jednocześnie nie jest tak, że znany szkoleniowiec z Belgii wszystko, czego dotknie w tenisie Igi, zamienia w złoto. A wręcz jest tak, że pewnych ważnych aspektów tenisowych ten trener tylko dotknął, a jeszcze wiele jest do zrobienia. I nie ma pewności czy ta praca zostanie wykonana.

    Piotr Sierzputowski idealnie przeprowadził Igę Świątek z tenisa dzieci do tenisa dorosłych. Z bardzo obiecującej juniorki zrobił wielkoszlemową mistrzynię. Sensacyjną, nastoletnią, błyszczącą piękną, wszechstronną grą na zwycięskim Roland Garros 2020. Dziś trener Sierzputowski występuje w Eurosporcie w roli komentatora i eksperta. Pracując przy meczach Światek mówi wprost, że nie widzi u Igi chęci pełnego ufności pójścia w to, co wymyśla dla niej Fissette. Przy okazji przedziwnego meczu Igi z Anną Kalinską (6:1, 1:6, 6:1 w trzeciej rundzie) Sierzputowski przedstawił to bardzo obrazowo. – Ona nawet nie próbuje grać mocno po pierwszym serwisie. Zwalnia do góry, czego nie widzieliśmy w poprzednich meczach, czego ogólnie nie widzieliśmy za często w zeszłym roku. I myślę, że to jest jeden z tych elementów, o których rozmawialiśmy, czyli ta poprawa gry – chwalił Igę po świetnym pierwszym secie z mocno bijącą Rosjanką. Po secie – dodajmy – granym mądrze, spokojnie. Bez tej typowej dla Igi chęci odpowiadania na mocne zagrania uderzeniami jeszcze mocniejszymi. – Iga ma narzędzia, tylko trzeba, tak jak powiedziałem, nie zanurzyć paluszka i wyjść z tej nowej wody, uciec, tylko rzeczywiście trzeba spróbować przekonać się do nich [tych narzędzi – red.]. No a jeżeli mam taką przewagę w meczu, to tym bardziej. Tutaj nie ma po co się napinać, nie ma po co grać z całej siły każdego uderzenia. Teraz już gramy spokojnie i zagramy sobie w defensywie, i wyjdziemy na woleja, i zamieszamy serwisem. Return doskonale wychodzi. No czego tu więcej chcieć? – mówił dalej Sierzputowski.
    Panika. Amok. Te słowa naprawdę czasami opisują to, co robi Świątek

    Ale co zobaczyliśmy dalej? Panikę, amok – że znów zacytujemy trenera. Świątek w meczu z Kalinską nagle się kompletnie zacięła, zgubiła, rozregulowała. Świetnie, że zdołała to odwrócić po przegranym z kretesem secie. Ale teraz zmierzy się z rywalką, która z takiej zapaści (terminu “jakościowa zapaść” użył na opisanie tego Maciej Ryszczuk, trener Igi od przygotowania fizycznego) raczej nie pozwoli jej wyjść.

    W listopadzie w Rijadzie oglądaliśmy naprawdę świetne granie Igi przeciw Rybakinie. Ale tylko w pierwszym secie. Po partii wygranej 6:3 Świątek nie wytrzymała. Rybakina przegrała seta, ale nie odpuściła, była twarda, waleczna, skoncentrowana, niezłomna. I taka pozostała, gdy Świątek coraz bardziej gasła, coraz mocniej się frustrowała – do tego stopnia, aż stała się totalnie bezbronna. Trudno się patrzyło, jak Polka przegrywa kolejne sety 1:6, 0:6.

    Niestety, od jakiegoś czasu trudno się patrzy na to, jak Świątek gra przeciw rywalkom z top 10.

    4:6, 2:6 z Coco Gauff na United Cup 2026
    7:6, 4:6, 2:6 z Amaną Anisimovą na WTA Finals 2025
    6:3, 1:6, 0:6 z Jeleną Rybakiną na WTA Finals 2025
    6:1, 6:2 z Madison Keys na WTA Finals 2025
    1:6, 2:6 z Jasmine Paolini w Wuhan 2025
    4:6, 3:6 z Anisimovą w US Open

    Jak widać, z sześciu ostatnich meczów z tenisistkami z top 10 Świątek wygrała tylko jeden (jest wyżej podkreślony). Coś ewidentnie się zacięło po lecie. W lipcu Iga w cuglach wygrała Wimbledon, w sierpniu triumfowała w Cincinnati, gdzie pokonała m.in. Rybakinę i Paolini. Ale później w meczach z topowymi przeciwniczkami było już niemal tylko źle i coraz gorzej.
    Czy hit Świątek – Rybakina na pewno będzie “bardzo, bardzo wyrównany”?

    Dlatego teraz przed meczem nie do końca stabilnej Świątek z będącą w formie Rybakiną można mieć wątpliwości czy aby na pewno hit ćwierćfinałów Australian Open 2026 będzie zacięty.

    – Spodziewam się bardzo, bardzo wyrównanego meczu – przekonuje Barbara Schett. Dawna numer siedem światowego rankingu podkreśla, że Rybakina świetnie serwuje i znakomicie czuje się w Melborune, ale też widzi dla Świątek taką szansę, że kort na Rod Laver Arenie nie jest aż tak szybki, by Polce brakowało czasu na staranne uderzenia forhendem (Iga często popełnia w tym elemencie mnóstwo błędów). – Rybakina wygrywała swoje poprzednie mecze pewnie (w drodze do ćwierćfinału nie przegrała ani jednego seta), a więc w ogóle nie została przetestowana – podkreśla też Schett.

    Ale ta sama Schett zaledwie kilka dni temu zrobiła idealną analizę tego, z czym zmaga się od jakiegoś czasu Świątek. – Styl Igi sprawia, że bardzo trudno jest jej utrzymać najwyższy poziom przez całe spotkanie. Gra bardzo agresywnie, często na zasadzie wszystko albo nic. Zdarza się, że wkłada w zagrania zbyt dużo siły, spieszy się i to może powodować niewymuszone błędy. Dla niej kluczem jest znalezienie równowagi, kiedy delikatnie się wycofać, a kiedy atakować. Często chce zakończyć wymianę zbyt szybko i sama wpędza się w kłopoty. Chciałabym zobaczyć w grze Igi nowe elementy, choć wiem, że wprowadzanie ich nie jest łatwe. Nie znam jej dobrze prywatnie, ale wydaje się, że bywa uparta i trudno jest jej przekonać się do pewnych rzeczy. Zwłaszcza że wprowadzanie nowych rozwiązań na początku wiąże się z porażkami albo dużą liczbą błędów. Na pozytywne efekty potrzeba czasu. Iga wygrała sporo Wielkich Szlemów [już sześć takich turniejów], więc dużo rzeczy robi znakomicie, ale każdy zawodnik musi się rozwijać. Spójrzmy choćby na Novaka Djokovicia, który jest w tourze od tylu lat, a w każdym sezonie stara się coś zmienić, coś dołożyć, by stać się jeszcze lepszym tenisistą. Wszyscy muszą o tym pamiętać. Iga nie jest tu wyjątkiem – mówiła Austriaczka przed meczem Świątek z Kalinską.
    Oby trener Świątek znów coś wymyślił. I oby Świątek umiała to wykorzystać

    Coś nowego w tenisie Igi przeciw Rybakinie zobaczyliśmy w czwartej rundzie Roland Garros 2025. Wówczas Polka przegrywała już 1:6, 0:2, ale wygrała 1:6, 6:3, 7:5. Po tamtym meczu otwarcie przyznawała, że kluczem do wygranej było posłuchanie rady Fissette’a, który wymyślił, żeby do serwisów Rybakiny Iga ustawiała się dalej i żeby w ten sposób dawała sobie więcej czasu na returny.

    Fissette pewnie i teraz coś wymyśli. Pytanie, czy Świątek z tego skorzysta. W ostatnim meczu z Rybakiną Iga do pewnego momentu grała naprawdę niemal perfekcyjnie. W secie zakończonym w 36 minut wynikiem 6:3 Polka wygrała aż 90 proc. punktów po pierwszym serwisie (18/20) nie tylko dlatego, że podanie działało. Świątek grała wtedy bardzo mądrze w wymianach – zaliczyła pięć uderzeń kończących przy tylko sześciu niewymuszonych błędach. A Rybakina miała co prawda dwa razy więcej winnerów (10), ale za to i aż trzy razy więcej niewymuszonych błędów niż Świątek (17). – Iga nie siłuje się z Rybakiną – podsumowywała komentująca mecz w stacji Canal+ była tenisistka Joanna Sakowicz-Kostecka. I nagle w drugim secie Rybakina została przy swoim bilansie winnerów i niewymuszonych błędów, a Świątek popełniła aż 19 niewymuszonych błędów przy tylko czterech winnerach (jeszcze raz: w pierwszym secie 5:6, w drugim aż 4:19). Z biegiem gry Świątek coraz bardziej się spieszyła, nie panowała nad sobą w wymianach, nie wyciągała wniosków z tego, że myli się na potęgę. W ostatnim secie, przegranym do zera, zagrała trzy uderzenia kończące przy 17 niewymuszonych błędach.

    Trzy miesiące temu w meczu z Rybakiną zobaczyliśmy dwie twarze Igi Świątek. Najlepszą i najgorszą. Niestety, od jakiegoś czasu w trudnych meczach wiceliderka światowego rankingu często prezentuje swoje skrajności. A przeciw takiej Rybakinie, w takim momencie takiego turnieju to się nie może zdarzyć. Bo rację ma Laura Robson, gdy mówi wprost, że Rybakina będzie dla Igi najtrudniejszą przeciwniczką, jaką można sobie wyobrazić. A jest tak dlatego, że jeśli w damskim tenisie szukalibyśmy dziś twarzy spokoju, pewności i konsekwencji, to wybór musiałby paść właśnie na reprezentantkę Kazachstanu.

    Ćwierćfinał Australian Open 2026 Iga Świątek – Jelena Rybakina odbędzie się w nocy z wtorku na środę czasu polskiego. Początek o godzinie 1:30. Transmisja w Eurosporcie, na platformie HBO MAX i w Playerze.

  • Dwa sety z Rybakiną, a potem dramat Świątek. Nie mogła dokończyć tamtego starcia

    Dwa sety z Rybakiną, a potem dramat Świątek. Nie mogła dokończyć tamtego starcia

    Jedną z zawodniczek, z którą Iga Świątek prowadzi najbardziej zaciętą rywalizację jeśli mowa o bezpośrednich starciach, jest Jelena Rybakina – do końca sezonu 2025 obie panie spotkały się na placu gry w trakcie profesjonalnej kariery jedenaście razy i niewielką przewagę zdobyła tu Raszynianka, triumfując w sześciu spotkaniach. Był jednak taki czas, w którym to reprezentantka Kazachstanu dominowała na korcie, a najbardziej dramatycznym wyrazem tego była dla Świątek potyczka z Rzymu z 2023 roku.
    Tenisistka świętująca zwycięstwo na korcie ziemnym, ubrana w sportową odzież i czapkę z daszkiem, z rakietą tenisową w dłoni; w okrągłym wstawieniu w rogu widoczna inna tenisistka w geście pozdrowienia z rakietą.

    Iga Świątek w 2023 roku w Rzymie musiała zrezygnować z dalszej gry z Jeleną Rybakiną z powodu kontuzjiTiziana FABI / AFP – Filippo MONTEFORTE / AFPAFP

    Na początku listopada 2025 roku Iga Świątek doznała porażki z Jeleną Rybakiną na prestiżowych WTA Finals – mimo triumfu 6:3 w pierwszym secie Kazaszka zdołała odwrócić losy rywalizacji i wygrać dwie kolejne odsłony bardzo gładko, bo 6:1, 6:0.

    Mimo wszystko Raszynianka dalej utrzymała dobry ze swej perspektywy bilans w potyczkach z Rybakiną – w jedenastu spotkaniach z nią triumfowała w ogólnym rozrachunku sześciokrotnie. Był jednak taki czas, w którym to urodzona w Moskwie sportsmenka dominowała nad Polką.

    Pechowy zwrot w meczu Świątek. W 2023 roku Rybakina zatriumfowała nad nią po kreczu

    Mowa o sezonie 2023 – wówczas to Jelena Rybakina najpierw ograła Świątek na Australian Open 6:4, 6:4 w czwartej rundzie wielkoszlemowego turnieju, a następnie, w marcu, pokonała rywalkę również w półfinale zawodów w Indian Wells.

    W maju tour przeniósł się tymczasem do Rzymu i tam drogi obu tenisistek przecięły się w ćwierćfinale. Mecz zaczął się nie tylko dobrze dla Igi Świątek, ale też… dosyć zabawnie, bowiem w trakcie pierwszego gema grę trzeba było na moment przerwać gdyż… ktoś zadzwonił na niewyciszony telefon czołowej rakiety globu i ta musiała interweniować:

    Ostatecznie nie zbiło to jednak reprezentantki Polski z tropu – pierwszy set wygrała dość pewnie 6:2, ale potem zaczęły się schody. W secie drugim Rybakina pokazała wielki hart ducha i “odgryzła się” rywalce – doszło do tie-breaka, a w nim starsza z zawodniczek zatriumfowała 7-3.

    Wszystko miało rozstrzygnąć się więc w secie trzecim – a tymczasem tuż przed jego rozpoczęciem Iga Świątek zasygnalizowała konieczność interwencji medycznej. Ostatecznie wróciła do gry z bandażem założonym na prawe udo, natomiast widać było, że doskwiera jej nieco poważniejszy uraz.

    Mimo to z dużym zacięciem wciąż dotrzymywała kroku oponentce – a wręcz to właśnie Rybakina była zmuszona gonić wynik. Przy stanie 2:2 Raszynianka musiała jednak ostatecznie powiedzieć “pas” – a tym samym przeciwniczka zatriumfowała nad nią po raz trzeci z rzędu.

    Zła passa w meczach z Kazaszką została ostatecznie przerwana w lutym 2024 roku na zawodach w Dosze, a w przyszłości też i Świątek doczekała się zdominowania Rybakiny – wygrała z nią cztery razy z rzędu w 2025 roku i wszystko zostało tu przerwane dopiero przez wspominane już WTA Finals.
    Iga Świątek i Jelena Rybakina

    Iga Świątek i Jelena RybakinaJULIEN DE ROSA/BURAK AKBULUT/ANADOLUAFP
    Dwie kobiety w sportowych strojach tenisowych na zbliżeniu, każda na osobnym planie, skupione podczas rywalizacji na korcie tenisowym.

    Iga Świątek i Jelena RybakinaMINAS PANAGIOTAKIS / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFP / ANNE-CHRISTINE POUJOULAT / AFPAFP
    Dwie tenisistki po meczu, po lewej stronie zawodniczka w bordowym stroju i z ręcznikiem na ramionach, po prawej zawodniczka w sportowym stroju w jasnych barwach z wyrazem silnych emocji na twarzy, ściskająca pięść w geście triumfu.

    Jelena Rybakina i Iga ŚwiątekSTR / NURPHOTO / NURPHOTO VIA AFP / JUNG YEON-JE / AFPAFP

    Asy serwisowe w meczu UNI Opole – Sokół & Hagric Mogilno.

  • Świątek poszkodowana przed meczem z Rybakiną. Jest decyzja

    Świątek poszkodowana przed meczem z Rybakiną. Jest decyzja

    Poranny termin – kłopot czy atut? Świątek stanie przed wyzwaniem w meczu z Rybakiną

    Czy gra o tak wczesnej porze może być dla Igi Świątek problemem, czy wręcz przeciwnie – przewagą? To jedno z kluczowych pytań przed ćwierćfinałowym starciem Polki z Jeleną Rybakiną w Australian Open. Organizatorzy zdecydowali, że pojedynek rozpocznie się o godz. 11:30 czasu lokalnego, czyli o 1:30 w nocy czasu polskiego. Dla kibiców w Europie to fatalna wiadomość, ale dla samej Świątek sytuacja wcale nie musi być jednoznacznie negatywna.

    To pierwsze tak wczesne wyjście Polki na kort w tegorocznym turnieju w Melbourne. Dotychczasowe mecze rozgrywała głównie w sesji wieczornej – z Yue Yuan w pierwszej rundzie, Anną Kalińską w trzeciej oraz Maddison Inglis w czwartej. Jedynie spotkanie z Marie Bouzkovą odbyło się nieco wcześniej, późnym popołudniem. Tymczasem warunki w Australii w ciągu dnia i wieczorem potrafią różnić się diametralnie. Trwa tam środek lata, a temperatury przekraczają nawet 40 stopni Celsjusza. W takich okolicznościach kort zachowuje się inaczej, powietrze jest bardziej suche, a fizyczna odporność zawodniczek zostaje wystawiona na ciężką próbę.

    Pod tym względem Świątek znalazła się w najtrudniejszym położeniu spośród wszystkich ćwierćfinalistek grających w sesji dziennej. Co prawda aż trzy z czterech ćwierćfinałów singla kobiet zaplanowano na dzień – poza meczem Coco Gauff z Eliną Switoliną – jednak Polka jako jedyna nie miała wcześniej okazji przetestować porannych warunków w tegorocznym Australian Open.

    Rybakina ma pod tym względem nieco większe obycie. W pierwszej rundzie grała w ciągu dnia z Kają Juvan, a w czwartej rundzie po południu z Elise Mertens. Pozostałe mecze rozgrywała wieczorem, ale Kazaszka zdążyła już poczuć, jak funkcjonuje jej gra w upale i ostrym słońcu.

    Na tym etapie turnieju różnice sportowe między zawodniczkami są minimalne, dlatego każdy szczegół może odegrać rolę – także przyzwyczajenie do warunków czy pory dnia. Mecze ćwierćfinałowe odbędą się wyłącznie na Rod Laver Arena, więc kwestia „oswojenia” kortu nie ma większego znaczenia – wszystkie osiem tenisistek miało już okazję wystąpić na centralnym obiekcie.

    Warto jednak przypomnieć wcześniejszą dyskusję ekspertów Tennis Channel sprzed meczu Świątek z Inglis. Jim Courier zdradził wówczas, że Polka wnioskowała o grę w ciągu dnia, natomiast australijska stacja telewizyjna naciskała na termin wieczorny, korzystniejszy pod względem oglądalności. – Ostatecznie telewizja dostała to, czego chciała, a Iga nie – mówił Courier, nie kryjąc zdziwienia, że liderka światowego rankingu preferuje grę za dnia. Podobnie wypowiadała się Lindsay Davenport, zwracając uwagę, że nocne godziny meczów są szczególnie niekorzystne dla europejskich kibiców.

    Dziś jednak widać, dlaczego Świątek mogło zależeć na wcześniejszym terminie starcia z Inglis. Gdyby zagrała wtedy w ciągu dnia, miałaby już jedno spotkanie rozegrane w warunkach zbliżonych do tych, które czekają ją w ćwierćfinale z Rybakiną – w pełnym słońcu i wysokiej temperaturze.

    Tenisiści mogą co prawda składać wnioski dotyczące pory meczu, ale ostateczna decyzja zawsze należy do organizatorów. Wielu zawodników woli grę dzienną z bardzo praktycznych powodów. Po spotkaniu czekają ich zabiegi fizjoterapeutyczne, konferencje prasowe i inne obowiązki. Jeśli mecz kończy się późnym wieczorem, powrót do hotelu i sen często przesuwają się na wczesne godziny poranne, co zaburza rytm dobowy.

    O tym, jak duży wpływ może mieć terminarz, mówiła choćby Jelena Ostapenko po US Open 2023. Po nocnym meczu z Igą Świątek spała do piątej rano, a dzień później była wyraźnie wyczerpana. – Nawet jeśli śpisz siedem–osiem godzin, organizm nie wraca w pełni do normy – przyznawała, sugerując, że Coco Gauff miała korzystniejsze warunki, bo grała znacznie wcześniej.

    Ciekawym kontekstem jest także turniej w Cincinnati w 2025 roku, gdzie Świątek rywalizowała z Rybakiną w dziennych warunkach. Wówczas Lindsay Davenport zwracała uwagę, że Polka była lepiej przygotowana na upał, bo wcześniej regularnie grała w południe, podczas gdy jej rywalka częściej występowała wieczorami. – Do takich warunków można się przyzwyczaić, ale to nie do końca sprawiedliwe – oceniałą wtedy Amerykanka. Teraz role się odwróciły, a korzystniejsza sytuacja wydaje się być po stronie Rybakiny.

    Czy poranny termin okaże się dla Igi Świątek przeszkodą, czy też Polka szybko zaadaptuje się do ekstremalnych warunków i przekuje je w atut? Odpowiedź poznamy w środku nocy czasu polskiego, gdy w Melbourne rozpocznie się jeden z najciekawszych ćwierćfinałów tegorocznego Australian Open.

  • Coco Gauff wpadła w furię po sensacyjnej porażce. Zeszła z kortu i się zaczęło

    Coco Gauff wpadła w furię po sensacyjnej porażce. Zeszła z kortu i się zaczęło

    Półfinalistka Australian Open 2024 tym razem musiała pożegnać się z turniejem już na etapie ćwierćfinału. Coco Gauff nie sprostała znakomicie dysponowanej Elinie Switolinie, która pokonała Amerykankę w dwóch setach. Trzecia rakieta świata błyskawicznie opuściła kort, jednak – jak szybko się okazało – emocje wzięły nad nią górę, a realizator transmisji uchwycił sceny, które momentalnie obiegły świat.

    Wygrana z Mirrą Andriejewą 6:2, 6:4 w 1/8 finału była jedynie początkiem pięknej przygody Switoliny na kortach w Melbourne. Po ograniu siódmej zawodniczki rankingu WTA Ukrainka stanęła przed jeszcze większym wyzwaniem – pojedynkiem z Coco Gauff, aktualną numer trzy światowego tenisa. I tym razem scenariusz był jednostronny. Niedawna pogromczyni Igi Świątek nie miała żadnych argumentów, by przeciwstawić się znakomicie grającej Switolinie. Ukrainka triumfowała 6:1, 6:2, a cały mecz zakończył się w zaledwie 59 minut.

    Dla Gauff oznaczało to szybki koniec przygody z Australian Open, natomiast Switolina już może przygotowywać się do półfinałowego starcia z Aryną Sabalenką.

    Nerwy Coco Gauff po sensacyjnej porażce

    Tuż po ostatniej piłce Coco Gauff szybko spakowała swoje rzeczy i ze spuszczoną głową skierowała się do szatni. W tym czasie Elina Switolina, wyraźnie uszczęśliwiona zwycięstwem, udzielała jeszcze wywiadu pomeczowego. Transmisja przeniosła się do studia Eurosportu, jednak realizatorzy szybko ponownie skupili uwagę na Amerykance.

    Kamery umieszczone w korytarzach obiektu uchwyciły moment, w którym Gauff postanowiła rozładować frustrację po bolesnej porażce. Początkowo szła spokojnie, lecz nagle emocje wzięły górę. Amerykanka wykonała szeroki zamach prawą ręką i z impetem zaczęła uderzać rakietą o ziemię, powtarzając ten gest kilkukrotnie. Te obrazki natychmiast obiegły media społecznościowe i wywołały ogromne poruszenie w świecie tenisa.

    Dla Coco Gauff to powtórka z zeszłego roku – również w Australian Open 2025 (wcześniej 2024) zakończyła swój udział na etapie ćwierćfinału. Wówczas jej pogromczynią była Paula Badosa, która wygrała 7:5, 6:4.

    W drugim półfinale turnieju – obok pojedynku Aryny Sabalenki z Eliną Switoliną – zobaczymy zwyciężczynie starć Jessica Pegula / Amanda Anisimova oraz Iga Świątek / Jelena Rybakina. Melbourne wkracza w decydującą fazę, a emocji na kortach z pewnością nie zabraknie.

  • Świątek prowadziła wtedy z Rybakiną już 3:0, a potem zwrot. Koniec po 89 minutach

    Świątek prowadziła wtedy z Rybakiną już 3:0, a potem zwrot. Koniec po 89 minutach

    Rywalizacja Igi Świątek z Jeleną Rybakiną to jedna z najbardziej wyrazistych i intensywnych historii ostatnich lat w kobiecym tourze. Na początku sezonu 2026 Polka prowadziła w bezpośrednich pojedynkach 6:5, jednak świeże wspomnienia nie działały na jej korzyść. Ostatnie starcie, rozegrane podczas WTA Finals, zakończyło się bowiem bolesną porażką Świątek po trzech setach i tylko podkreśliło, jak niewygodną rywalką potrafi być Kazaszka.

    Panie miały już okazję mierzyć się ze sobą również w Australian Open. W 2023 roku górą była Rybakina, która w czwartej rundzie wygrała 6:4, 6:4, choć przebieg spotkania wcale nie był tak jednostronny, jak sugeruje wynik. Co więcej, Polka w pewnym momencie miała mecz pod kontrolą, by ostatecznie wypuścić go z rąk.

    Do tegorocznej edycji Australian Open Iga Świątek przystępowała bez nadmiernej presji i wielkich deklaracji. Analizując jej turniejową drabinkę, szybko można było dojść do wniosku, że potencjalny ćwierćfinał z Jeleną Rybakiną jest niemal nieunikniony. Kazaszka to zresztą zawodniczka, która w Melbourne prezentowała się historycznie bardzo skrajnie – albo odpadała szybko, albo dochodziła niemal do samego końca.

    W 2026 roku Rybakina od początku sprawiała jednak wrażenie znakomicie przygotowanej. Do ćwierćfinału dotarła bez straty seta, prezentując tenis oparty na potężnym serwisie i agresji z głębi kortu. Prawo gry o półfinał w poniedziałkowy poranek czasu polskiego wywalczyła także Świątek, która w czwartej rundzie uporała się z Maddison Inglis.

    Ćwierćfinałowe zestawienie przywołało wspomnienia sprzed trzech lat. W 2023 roku, również w Melbourne, Iga Świątek musiała uznać wyższość Rybakiny. Wówczas Polka była turniejową „jedynką”, a Kazaszka przystępowała do rywalizacji jako 22. zawodniczka rozstawienia. Już początek spotkania okazał się dla liderki rankingu WTA bardzo trudny. Świątek straciła podanie w pierwszym gemie, a choć chwilę później miała dwie okazje na przełamanie powrotne, nie potrafiła ich wykorzystać.

    Rybakina szybko objęła prowadzenie 2:0, ale ten stan nie utrzymał się długo. Polka wygrała kolejny gem serwisowy, a przy trzeciej szansie na przełamanie doprowadziła do remisu 2:2. Wydawało się, że mecz zaczyna układać się po jej myśli. Następne dwa gemy padły łupem serwujących i kluczowy okazał się siódmy gem pierwszego seta – moment często przełomowy, bo rozgrywany jeszcze starym kompletem piłek.

    Tym razem to właśnie wtedy Świątek straciła podanie po raz drugi. Strat tej nie zdołała już odrobić i pierwsza partia zakończyła się zwycięstwem Rybakiny 6:4, co znacząco przybliżyło ją do ćwierćfinału.

    Drugi set rozpoczął się dla Polki idealnie. Świątek pewnie utrzymała serwis, następnie przełamała rywalkę i potwierdziła przewagę własnym podaniem. Po kilkunastu minutach prowadziła 3:0 i wszystko wskazywało na to, że spotkanie zmierza w stronę trzeciej partii. Od tego momentu jednak inicjatywę całkowicie przejęła Rybakina.

    Raszynianka wygrała już tylko jednego gema, dwukrotnie tracąc podanie. Kazaszka konsekwentnie narzucała swoje warunki, a mecz zakończyła efektownym winnerem po dokładnie 89 minutach gry. Po wyeliminowaniu Świątek Rybakina poszła za ciosem, pokonując jeszcze Jelenę Ostapenko oraz Wiktorię Azarenkę. Jej imponujący marsz zatrzymała dopiero Aryna Sabalenka, która w finale zwyciężyła 6:4, 3:6, 4:6.

    Tamto spotkanie do dziś pozostaje jednym z najbardziej gorzkich wspomnień Igi Świątek z Australian Open i tylko podkreśla, jak wiele emocji oraz niewiadomych niesie każdy kolejny pojedynek z Jeleną Rybakiną.