W drugiej połowie stycznia Linda Klimovicova była na ustach wszystkich. Polka przeszła trzy rundy kwalifikacyjne Australian Open, a w drugiej rundzie postawiła się Elinie Switolinie. Pierwszy set przegrała po zaciętej walce 5-7. W drugim przegrała już 1:6, ale wrażenie, jakie po sobie zostawiła, było bardzo dobre. Polka po AO wskoczyła na 129 miejsce w rankingu WTA, najwyższe w karierze.
Polka była na autostradzie do pierwszej setki
Wtedy wydawało się, że jest na autostradzie do pierwszej setki rankingu. Bardzo optymistycznie podchodził do sprawy menedżer zawodniczki Piotr Szczypka. Wszystko jednak się zacięło. W trzech następnych turniejach odpadała w 1. rundzie, w dwóch kolejnych w drugiej. Błysnęła w Oeiras Open, gdzie doszła do półfinału. Potem jednak wszystko się zacięło, a seria siedmiu porażek z rzędu (przegrała m.in. z Mananchayą Sawangkaew, z którą pechowej porażki w Wimbledonie zaznała Maia Chwalińska) zachwiała wiarą w jej możliwości. Zresztą po fatalnej serii wypadła poza drugą setkę.
– Zaczęło to wyglądać słabo od strony mentalnej, więc wdrożyliśmy plan ratunkowy dla Lindy. Dlatego pojechała na słabo obsadzony turniej ITF W25 do angielskiego Aldershot – wyjaśnia nam Szczypka.
Nagle zaczęli mówić, że Klimovicova jest beznadziejna
Plan ratunkowy do pewnego stopnia wypalił, bo Klimovicova wygrała z Japonką Naho Sato (6:3, 7:6), Belgijką Clarą Vlasselaer (6:1, 6:1) oraz Hinduską Vaidehi Chaudhari (6:0, 6:3) i awansowała do półfinału. Tam musiała uznać wyższość Riny Saigo, choć była faworytką meczu ze sklasyfikowaną na 324. miejscu Japonką. Finału więc nie było, ale były trzy wygrane mecze. I choć rywalki były o wiele niżej notowane, to zwycięstwa pozwoliły do pewnego stopnia odbudować się Klimovicovej. Minuty spędzone na korcie też powinny zaprocentować.
W BKT Advantage Bielsko-Biała martwią się tylko całą otoczką wokół zawodniczki. – Rok temu wszyscy mówili, że jest świetna, wspaniała, że mamy super talent. Teraz ta sama zawodniczka jest beznadziejna, ma fatalny team i jeszcze gorszych doradców. Linda Klimovicova z dnia na dzień stała się ofiarą nagonki i hejtu. Dziwny jest ten świat – te ostatnie słowa Szczypka już nam zaśpiewał, przyznając, że nie ma innej dobrej puenty.
Mówi co myśli o skreślaniu Klimovicovej
– Nie rozumiem, jak można tak łatwo wpadać w skrajności. W sezonie mamy tylko cztery Wielkie Szlemy, więc trudno tym podzielić te 10 tysięcy dziewczyn, które walczą na kortach całego świata o wygrane i o to, żeby być przynajmniej w setce. Tenis to jednak bardzo trudna dyscyplina. Trzeba być świetnie przygotowanym fizycznie i mocnym mentalnie, a i to nie gwarantuje wygranej w każdym turnieju – zauważa Szczypka.
Menedżer Klimovicovej zwraca uwagę, że takie skreślanie kogoś z powodu słabej passy nie ma większego sensu, jak się spojrzy choćby na Chwalińską, która kilka lat czekała na swoje 5 minut w Paryżu. – Nigdy nie wiesz, kiedy to wszystko zaskoczy – przyznaje Szczypka, który oczywiście wierzy, że Linda wróci na dobre tory i znów zaskoczy.
Tenisistka w czerwonym stroju sportowym wykonuje gest triumfu na korcie, trzymając rakietę tenisową. W tle widać rozmyte sylwetki kibiców.
Linda KlimovicovaTomasz Jastrzębowski/Foto Olimpik/REPORTERReporter
Kobieta ubrana w sportową, białą koszulkę z widocznymi logotypami sponsorów trzyma w ręce żółtą piłkę tenisową, pochylając głowę w skupieniu.
Maja ChwalińskaKENTARO TOMINAGAEast News
Paulina Czarnota-Bojarska o najnowszych informacjach w polskim futbolu.

Leave a Reply