• Potwierdza się ws. Abramowicz. Świątek zdecydowała i poprosiła ją o jedno

    Potwierdza się ws. Abramowicz. Świątek zdecydowała i poprosiła ją o jedno

    Uwagi płynące z boksu w stronę Igi Świątek od kilku tygodni budzą ogromne emocje i są szeroko komentowane w środowisku tenisowym. Szczególnie dużo krytyki spadło na Darię Abramowicz. Coraz częściej jednak pojawiają się głosy, że jej aktywność podczas meczów niekoniecznie wynika wyłącznie z własnej inicjatywy. Nowe światło na tę sprawę rzucił Maciej Ryszczuk, sugerując, że to sama zawodniczka mogła inspirować określone zachowania w swoim sztabie.

    Słabsze wyniki Świątek, których kulminacją była porażka z Magdą Linette w pierwszym meczu Miami Open, doprowadziły do rozstania z trenerem Wimem Fissettem. Pozostali członkowie zespołu zachowali jednak swoje stanowiska, co – mimo jasnego komunikatu tenisistki – nie spotkało się z powszechną aprobatą. Część ekspertów uważa, że konsekwencje powinny objąć również psycholog, wskazując na widoczne problemy mentalne zawodniczki. Podobne stanowisko prezentował Rick Macci, który sugerował, że Abramowicz także powinna ponieść odpowiedzialność za obecną sytuację.

    Duże kontrowersje wywołuje również zachowanie psycholog w trakcie spotkań. Abramowicz często aktywnie komunikuje się z zawodniczką, momentami sprawiając wrażenie bardziej zaangażowanej niż główny trener. Była tenisistka Rennae Stubbs publicznie zastanawiała się, czy tego rodzaju wskazówki nie przynoszą odwrotnego efektu i nie destabilizują gry Polki. Jako przykład przywoływano m.in. napiętą wymianę zdań między Świątek a Abramowicz podczas przegranego meczu z Eliną Switoliną w Indian Wells. W opinii wielu obserwatorów komentarze z boksu mogły wówczas jedynie pogłębić frustrację zawodniczki.

    W podobnym tonie wypowiadał się także Artur Szostaczko, który podkreślał, że problem Świątek nie leży w umiejętnościach tenisowych, lecz w sferze mentalnej. Zwracał przy tym uwagę na nietypowy układ sił w sztabie, sugerując, że rola głównego trenera została zepchnięta na dalszy plan kosztem psycholog.

    Nowe spojrzenie na całą sytuację przedstawił jednak Maciej Ryszczuk, od lat współpracujący ze Świątek jako trener przygotowania fizycznego. Jego wypowiedź sugeruje, że zwiększona aktywność członków zespołu, w tym Abramowicz, była odpowiedzią na wyraźne oczekiwania samej zawodniczki.

    – Łatwo jest oceniać z zewnątrz. W ostatnim czasie Iga częściowo tego potrzebowała. Prosiła o konkretne wskazówki w określonych momentach meczu. Sama precyzowała, co chce usłyszeć i kiedy, więc wynikało to bezpośrednio z jej potrzeb. W trudniejszych chwilach oczekiwała większego wsparcia i jeśli nie zawsze je otrzymywała, zwracała się do innych członków zespołu, by również zabierali głos – wyjaśnił Ryszczuk w rozmowie z „Faktem”.

    Szkoleniowiec podkreślił również, że Świątek przechodzi proces dojrzewania jako zawodniczka i coraz lepiej rozumie własne potrzeby. Jego zdaniem rozwój mentalny w sporcie wyczynowym przebiega w specyficzny sposób, ale Polka świadomie kształtuje swoją ścieżkę kariery i wyciąga wnioski z kolejnych doświadczeń.

    Na razie przed Świątek i jej zespołem krótka przerwa, po której rozpoczną przygotowania do turnieju w Stuttgarcie (13–19 kwietnia). Wszystko wskazuje na to, że w Niemczech tenisistka zaprezentuje się już z nowym trenerem u boku.

  • Aryna Sabalenka znów pokazała moc. Będzie wielki hit w Miami

    Aryna Sabalenka znów pokazała moc. Będzie wielki hit w Miami

    Aryna Sabalenka jest nie do zatrzymania w turnieju rangi WTA 1000 w Miami. Liderka światowego rankingu WTA osiągnęła półfinał po tym, jak pewnie pokonała Hailey Baptiste. Teraz czeka ją hitowy pojedynek z Jeleną Rybakiną.

    Aryna Sabalenka ma sporą szansę na to, by zdobyć Sunshine Double. Po tym, jak wygrała turniej rangi WTA 1000 w Indian Wells, teraz zmierza po końcowy triumf w imprezie rozgrywanej w Miami.

    Białorusinka zameldowała się już w półfinale po tym, jak pokonała Hailey Baptiste. Spotkanie rozstrzygnęło się po dwóch w miarę wyrównanych setach – 6:4, 6:4. Teraz przed liderką światowego rankingu WTA wielki hit, a mianowicie starcie z wiceliderką, Jeleną Rybakiną.

    ZOBACZ WIDEO: Iga Świątek dostawała sprzeczne komunikaty? Ostra dyskusja

    Już w pierwszym gemie Sabalenka musiała bronić break pointów. Wówczas jednak stanęła na wysokości zadania i wyszła z opresji. W trzecim również miała problemy, ale ponownie opanowała sytuację.

    Tymczasem Białorusinka nie miała za wiele do powiedzenia w gemach serwisowych Baptiste. Sytuacja w końcu uległa zmianie, kiedy to Amerykanka po raz pierwszy podawała, by pozostać w secie.

    Wówczas liderka światowego rankingu WTA wypracowała pierwsze break pointy, będące piłkami setowymi. Już przy pierwszej udało jej się zamknąć premierową odsłonę za sprawą triumfu 6:4.

    Z kolei od początku II partii miała miejsce wyrównana rywalizacja. Obie tenisistki były nieuchwytne we własnych gemach serwisowych. Sytuacja jednak uległa zmianie w szóstym.

    Sabalenka wypracowała bowiem break pointa, którego wykorzystała w kolejnej wymianie i prowadziła 4:2. Gdy wydawało się, że mecz dobiega już końca, Baptiste była w stanie momentalnie odpowiedzieć (3:4).

    Jednak w końcówce seta powtórzyła się sytuacja z premierowej odsłony. W dziesiątym gemie Amerykanka znów serwowała, by pozostać w grze i wówczas zaczęły się kłopoty. Białorusinka wypracowała bowiem trzy piłki meczowe i wykorzystała już drugą z nich.

    WTA Miami:

    ćwierćfinał gry pojedynczej:

    Aryna Sabalenka (1) – Hailey Baptiste (USA) 6:4, 6:4

  • Trener nie zostawia suchej nitki ws. Igi Świątek. “To nieakceptowalne”

    Trener nie zostawia suchej nitki ws. Igi Świątek. “To nieakceptowalne”

    Ważne, by w tym dudnieniu do głosu dochodzili fachowcy z tenisowego środowiska. Przede wszystkim, czy jest pan zaskoczony tym ruchem Igi Świątek?

    – Nie jestem zaskoczony. Bo znam historię od czasu, gdy Fissette jeszcze był sparingpartnerem na przykład Kim Clijsters. A jej były trener Carl Maes to mój dobry, bardzo dobry kolega, który mieszkał u mnie w domu przez dwa i pół roku.

    A to ciekawe.

    – No tak. Więc trochę dyskusji tenisowych się toczyło przy herbacie lub kawie. Dlatego mówię, że nie jestem zdziwiony.

    Dlaczego nie jest pan zdziwiony?

    – Pracując w angielskiej federacji mieliśmy grupę, w której były wspólne cele, a przy tym panowała radość i fajna atmosfera. Tacy zawodnicy, jak Jake Draper, gdy tylko wchodzili na kort, to wiedzieli, że mają za sobą całą grupę fizjologów, psychologów, trenerów od fizyczności i trenerów tenisa. Miesiąc temu rozmawiałem z Jamiem Delgado o tej całej sytuacji, bo on przejął Drapera. Jamie jest osobą pozytywną, mającą wiedzę, bo sam grał w tenisa i zajmował się wiele lat Andym Murrayem.

    I przekładając to na team Świątek?

    – Jeszcze spójrzmy na grupy wokół Jannika Sinnera, Carlosa Alcaraza i Novaka Djokovicia. Wszyscy się śmieją, mają radość z tego co robią, funkcjonując według dewizy “next beautiful day”. A niestety tego nie widać w grupie Świątek. Wszyscy są spięci, tajemniczy, zaciśnięte zęby… Ile można to wytrzymać? Trzeba pamiętać jedną rzecz: Iga jest absolutną ikoną polskiego tenisa i ona musi żyć w tym środowisku przez parę lat. Jak jest fajnie i radośnie, czyli mamy fun, to jest dobrze. Jednak jeśli w danym środowisku nie ma radości, a dominują spięcia i napięcia, to na dłuższą metę nie działa.

    To znaczy, że przyszły trener główny ma być kimś, kto wchodzi do tego teamu i sprawia, że wszystkim – odnosząc się do pana słów – rozluźniają się szczęki, uśmiechają się i wraca super atmosfera? A może to tylko iluzja, bo przewietrzenie teamu powinno wyglądać jeszcze inaczej?

    – Ja nie siedzę w tej grupie, a to wyostrzyłoby spojrzenie. Niemniej z boku, będąc na korcie, robiąc rozgrzewki, rozmawiając z agentem Igi i tak dalej, widziałem, że cała grupa jest spięta i nie ma radości. Mówię to jako ktoś, kto wszedł tylko do kuchni i zobaczył, co się dzieje. Życzę Idze jak najlepiej i mam do jej całej pracy ogromny szacunek, tylko szkoda, że dziewczyna nie ma wokół siebie grupy, która w dążeniu do wspólnego celu tworzy radosną atmosferę. To od razu różni team Igi od tych, które generalnie widzę, łącznie z moim byłym w federacji angielskiej przez cztery i pół roku.

    W przypadku Igi nie przesądzam, ale możliwa jest taka sytuacja, że zatarły się pewne granice, a tylko dopuszczenie kogoś ze świeżym spojrzeniem pozwoliłoby to wskazać i uwypuklić. Wszystko jednak zaczyna się od tego, że taka osoba musiałaby być wpuszczona. Bo jeśli ktoś uważa, że Iga jest jego własnością i nie wolno otworzyć się na coś nowego, to mamy trudną sytuację. Wówczas następny trener też poleci.

    I z tego bierze się ta cena, którą teraz płaci Iga? Chodzi też o hermetyczność grupy, co może doprowadzać do przesileń?

    – Ja wiem jedno: jeśli odsuwasz się od wszystkich i budujesz mur, to z czasem, jak spojrzymy na historię Chin, tak samo się cofasz. Uważam, że oczywiście trzeba robić swoją robotę, ale przy tym być otwartym na opinie i głosy nieprzypadkowych ludzi ze środowiska. Od razu mi się przypomina, gdy Piotr Woźniacki pracował z Karoliną. Wówczas, obserwując z boku trening, tam była radość z grania. On zawsze stworzył sytuację, że jego córka była zadowolona, były fajne emocje, a ludzie lubili patrzeć na jej zajęcia. Oczywiście Karolina zawsze miała też bardzo fajną charyzmę, czyli rodzaj magnetyzmu, który przyciągał. Ale nawet w przypadku Agnieszki Radwańskiej stworzono sytuację, że chciała pracować, a przy tym było wesoło, mimo że miała swoje problemy.

    Używając przenośni powiedział pan, że wszedł do kuchni, z której przyglądał się teamowi Świątek. Czy dojrzał pan, że osobowość Fissette’a może wiązać się z niemożnością przełamania tej rutyny, powagi i odseparowywania, czy został zdominowany, przez co nie był w stanie pewnych rzeczy uwolnić i poprawić?

    – Ja tego nie wiem. To wie tylko Fissette, w jaki sposób dał sobie radę z członkami teamu. To osoba, która mogłaby wyłożyć kawę na ławę. Ja natomiast dostrzegałem, że standardowo na pewno nie popełnił dużych błędów, bo zna się na tym fachu, jest długo w środowisku, więc uniknął pomyłek młodości. A jeśli zawiodła komunikacja w teamie, to już chyba nawet nie sprawa językowa, bo wszyscy w zespole mówią dobrze po angielsku. Jednak teoretycznie, nawet jeśli dobrze mówi się po angielsku, to we własnym języku czuje się to po prostu lepiej.

    Dokładnie w tym kierunku w rozmowie ze mną poszedł Piotr Woźniacki, na wstępie dementując informacje, że obejmie rolę trenera Świątek.

    – Wejdę w słowo, ja od razu czułem, że to jest kaczka dziennikarska. Znam Piotra dobrze i wiedziałem, że tak odpowie. Ma trójkę pięknych wnucząt, więc jak on ma jeździć z Igą w momencie, gdy tam w teamie jest ciężka sytuacja mentalna i zostawić najmłodsze skarby, które kocha? Ja również bym tego nie zrobił.

    Zmierzam jednak do następujących słów pana Piotra: “Ja wiem, że Iga jest komunikacyjna w różnych językach, ale myśli po polsku. To nie znaczy, że ona ma mieć tylko polskich trenerów, broń Boże, bo byśmy doszli do jakiegoś absurdu. Jednak uważam, że w tym momencie to jest bardzo dobra chwila, żeby jeszcze raz spróbować z kimś z Polski. I jakby wypuścić powietrze z tego balonu. Nawet żeby to było okresowe, jeśli nawet nie podjęli decyzji końcowej, ale by spróbować. Uważam, że to naprawdę dużo by jej dało”. I wytypował Dawida Celta.

    – Polski trop, w tej sytuacji, jest bardzo trafny. Celt jest fajnym chłopakiem. Kapitan reprezentacji Polski, miły, grzeczny, mąż pani Radwańskiej.

    To dobry kandydat?

    – Nie wiem, bo nigdy nie pracował w takim ujęciu jako pierwszy trener. I na przykład nigdy nie widziałem go z jakimś juniorem, który zdobyłby mistrzostwo Polski.

    A pan kogo by zasugerował? Padają przeróżne nazwiska zagranicznych fachowców, ot choćby Francisco Roig.

    – Tylko to znowu będą rozmowy po angielsku. W dodatku Roig tylko komunikuje się po angielsku, ale nie myśli po angielsku. I to jest problem, który dotyczy wielu Hiszpanów.

    Medialnie wrócił temat Tomasza Wiktorowskiego. Ale w rozmowie z WP SportoweFakty obecny trener Naomi Osaki grzecznie podziękował.

    – I wcale mu się nie dziwię. Ja na przykład, jeśli wykąpię się w jakimś jeziorku, już nigdy tam nie wracam. W środowisku wszyscy wiedzą, że pracując z moimi zawodnikami robię wszystko, co mogę, ale jak już zakończę, to nie ma powrotów.

    Więc kto? Jest ktoś, kogo chciałby pan życzliwie podsunąć dla Igi?

    – Trudno, bardzo trudno jest mi powiedzieć. To dlatego, że nie wiem, co dzieje się w teamie Igi oraz w jej życiu prywatnym. Ludzie o jej sytuacji mówią różne rzeczy, ale oficjalnie nic nie wiem. Rozmawiam dużo choćby z jej byłym trenerem Piotrem Sierzputowskim, bo jesteśmy kolegami, do tego ja trochę jego mentorem, ale… Rozmawiamy o różnych sprawach, ale nie mam absolutnej pewności. Nie wiem, jaka jest sytuacja rodzinna między tatą i mamą, czy Iga w ogóle rozmawia ze swoją rodzicielką, czy jej mama czegoś nie zaakceptowała. To nie moje sprawy, ale niewykluczone, że jakieś historie po prostu na nią wpływają.

    Z imienia i nazwiska nikogo pan nie poda?

    – Odpowiem inaczej. Jest wielu naprawdę dobrych trenerów, ale sytuacja nie jest łatwa. Ja widziałbym kogoś, kto jest trochę starszy. Przeszedł pewną drogą, odrobił cenne lekcje i wychował wielu zawodników. Taka osoba może Idze pomóc. Czyli ktoś, kto czuje się autorytetem, bo taka osoba ma w sobie siłę i nikt jej nie podskoczy. Jeśli miałeś iluś świetnych zawodników, z którymi pracowałeś od podstaw ileś lat, wchodzisz i układasz pracę teamu według swoich najlepszych doświadczeń. Niech pan popatrzy na Toniego Nadala, jemu nikt nie podskoczy. Nikt, żaden dziennikarz, psycholog, trener fizyczny, ani tenisowy. Jemu nikt nie może ingerować w robotę, bo się ośmieszy.

    W wątku z Piotrem Woźniackim powiedział pan, że teraz wyzwaniem jest wejść do teamu, gdzie jest “ciężka sytuacja mentalna”. I tu dochodzimy do najbardziej nielogicznej puenty, bo Iga ma w zespole psycholog Darię Abramowicz, z którą pracuje od 2019 roku.

    – To znowu delikatna sprawa. Jeśli ma się osobę, która dba o twoją głowę i wszystko, co związane z psychologią oraz treningiem mentalnym, to z czasem dzieje się tak, że wciąż można dostrzegać różne problemy, ale już nie potrafić na nie skutecznie reagować. Porównam to do sytuacji rodziców i dzieci. No przecież zgodzimy się, że często odnośnie swoich pociech uważamy, że są najpiękniejsze i najmądrzejsze. I czasem następuje trudna konfrontacja, gdy nauczyciel w szkole powie: “tak, pana dziecko jest fajne, ale to i to jest do poprawy”.

    Czyli zatraca się zdolność do trzeźwej oceny sytuacji i optymalnego reagowania?

    – Ja nie chcę nikogo krytykować, tylko może zaistniała sytuacja, że po tak długiej współpracy zatarły się granice między tym, kto jest lekarzem, kto kolegą, a kto przyjacielem. I jeśli dojdzie do takiego momentu, to kogoś wspaniałe wykształcenie, otwartość na nowinki i najlepsze intencje okazują się być niewystarczające. To miał na przykład Alcaraz ze swoim trenerem Juanem Carlosem Ferrero, z którym był od dziecka. Aż pojawił się moment, gdy zobaczył, że zatracili zdolność świeżego patrzenia i w grudniu rozstali się po ponad 7 latach. Ja na przykład wiele razy, pracując z danymi zawodnikami, rozmawiałem z moimi kolegami-trenerami, prosząc ich, by przyszli zobaczyć jak wygląda nasz trening. Byłem otwarty na ich spostrzeżenia i sugestie, chcąc przekonać się, co oni sądzą o tym z boku. Nie bałem się, że trener podbierze mi zawodnika, tylko wychodziłem z założenia, iż dobrze posłuchać kogoś ze świeżą parą oczu. W przypadku Igi nie przesądzam, ale możliwa jest taka sytuacja, że zatarły się pewne granice, a tylko dopuszczenie kogoś ze świeżym spojrzeniem pozwoliłoby to wskazać i uwypuklić. Wszystko jednak zaczyna się od tego, że taka osoba musiałaby być wpuszczona. Bo jeśli ktoś uważa, że Iga jest jego własnością i nie wolno otworzyć się na coś nowego, to mamy trudną sytuację. Wówczas następny trener też poleci.

    Gdyby tak było, to… Nie chcę użyć zbyt nacechowanego słowa.

    – Ja także, ale szkoda, że Iga – ikona polskiego tenisa – jest w takiej sytuacji. Bardzo szkoda. Ja chciałbym, żeby miała radość z grania. Wrócę do Karoliny, jej tata Piotr mimo że nie był trenerem tenisowym, tylko piłkarskim, to robił co mógł. I zrobił dla córki wszystko wspaniale, przy tym samemu ucząc się całego systemu. A są niektóre takie teamy, w których non stop coś się wali lub przychodzi moment, w którym zaczyna się sypać.

    A może też trzeba by było spojrzeć na całą sytuację z innej strony. Przez to, że Iga w tak spektakularnym stylu weszła kilka lat temu na najwyższy poziom i wciąż jest tą jedną, jedyną Polką w absolutnym topie, może generujemy za dużo tematów? W efekcie jej wytrzymałość, jak również całego teamu, skruszała?

    – Może, nie jestem pewien. To już jest sprawa Darii Abramowicz, żeby radzić sobie z tymi sytuacjami. Na tym też polega ta praca, a dziennikarzom trudno odmawiać prawa do tego, by szukali tematów i zgłębiali pewne historie. Na pewno nie można powiedzieć, że to wina tych złych dziennikarzy.

    Jeszcze jeden temat chciałbym z panem przedyskutować, mianowicie pracę teamu podczas meczu. Zgodzimy się, że zazwyczaj podpowiedzi padają w momencie z problemami, więc sytuacja sama w sobie już jest wymagająca. Czy może być tak, że naraz do swojego zawodnika mówią trzy osoby, kierując podpowiedzi i rady, a w dodatku jedna z drugą nawet się nie zazębia? A może takie obrazki są absolutnie nieakceptowalne?

    Ma pan całkowitą rację: to jest absolutnie nieakceptowalne. W teamie musi być jedna osoba, która przekazuje wiadomości, ale może je konsultować z teamem. Jeśli wszyscy kierują podpowiedzi i mówią przez siebie, to mamy nokaut. Jeśli mówimy konkretnie o meczu Igi z Magdą Linette, to nie ma wątpliwości, że team nie zareagował dobrze.

    – Był trudny mecz, była trudna sytuacja i team zawiódł. Zamiast pomóc, stworzyli nokaut. Trzy osoby zaczęły przez siebie krzyczeć, zamiast we trójkę skonsultować, by na końcu jedna osoba komunikowała podpowiedzi.

    To znaczy, że nawet trener główny, jeśli nie byłby wytypowany do takiej roli, nie ma prawa krzyczeć? Tak powiedział mi Piotr Woźniacki.

    – Tak. Powinien przekazać swoją wskazówkę tej osobie, która zgodnie z ustaleniem jako jedyna ma głośno wypowiadać sentencje. To święte słowa Piotra, on wie co mówi, bo zaczynając z 12-letnią Karoliną zjadł na tym sporcie zęby. A tutaj team zachował się jak amatorzy. Przepraszam, pełny respekt do pani psycholog, trenera Fissette’a oraz innych, ale trzeba to nazwać po imieniu. W ciężkiej sytuacji nie zdali egzaminu, zachowując się błędnie.

    – Tak też może być. Inna osoba może być tzw. team speakerem, ale to musi być skonsultowane, ustalone i przez wszystkich respektowane. Na pewno nie wyobrażam sobie, że trener nie przychyla się do takiego rozwiązania, tylko zostałoby ono przeforsowane. Bo to już na wstępie niweczy wszystko. Swoją drogą, gdyby osoba z językiem polskim była kimś takim, to nawet widzę w pewnym obszarze przewagę takiego rozwiązania, bo przeciwnicy nie rozumieją, o co chodzi. I tutaj znów wrócę do Piotra, który w naszym języku robił coaching z Karoliną. W czasie, gdy jej trenerem był Thomas Johansson, z którym ja też pracowałem w wieku juniora, niezmiennie speakerem był ojciec. Wchodził na kort, konsultował się z trenerem, który wygrywał w 2002 roku Australian Open, ale sam zabierał głos. Twierdzę, wracając do Igi, że zmotywowanie w języku polskim powinno na nią trochę lepiej podziałać niż w języku obcym. A teraz, w tej trudnej sytuacji, być może najlepiej.

    Miał pan dość poważne problemy ze zdrowiem. Jak obecnie wygląda pana życie i praca zawodowa?

    – Mówiłem panu o wypadku na Wimbledonie z okiem i ta historia się ciągnie. Przez półtora roku co trzy-cztery tygodnie dostawałem zastrzyki w oko. Na początku słabiej widziałem, przez co nie mogłem prowadzić samochodu, a teraz wszystko się poprawiło. Dosłownie cztery tygodnie temu dostałem wiadomość od lekarza, że pierwszy raz będę miał aplikowane zastrzyki co dwa miesiące. Nienawidzę tych zastrzyków, bo bardzo źle się po nich czułem i chorowałem. Na początku dali mi takie sterydy, że nabawiłem się zapalenia płuc. Teraz jest lepiej, natomiast przez ten cały czas nie mogłem za dużo jeździć, a przez to pracować. Co będzie? Nie wiem. Miałem spotkanie z angielską federacją. Możliwe, że tam wrócę, a to wszystko zależy od zdrowia. Za to na miejscu, w Oslo, zrobiłem małą grupę paru osób, konkretnie dzieci. I z niczego doszły do kadry narodowej do lat 14. Ponadto pomagam norweskiemu Davis Cup z porannymi treningami. Tak że cały czas jestem przy tenisie, ale z powrotem wrócę wyżej.

    Rozmawiał Artur Gac

    Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: artur.gac@firma.interia.pl
    Tenisistka w sportowym stroju oraz czapce z daszkiem wykonuje gest ręką na ciemnym tle, skupiona na grze.

    Iga ŚwiątekAFP
    Dwie kobiety, po lewej stronie osoba w białej sportowej koszulce z logo Polski, w okularach, z blond włosami spiętymi do tyłu, o skupionym wyrazie twarzy; po prawej stronie kobieta w sportowej czapce i niebieskiej koszulce, z widocznym logotypem sponso…

    Daria Abramowicz, Iga ŚwiątekFoto Olimpik/NurPhoto via AFP/Robert Prange/Getty ImagesAFP
    mężczyzna w czarnej sportowej odzieży i czapce stoi na kortcie tenisowym, trzymając rakietę w dłoni, na tle zielonego baneru z napisem ‘DAVISCUP.COM’

    Trener Paweł Straussarchiwum prywatne/Paweł StraussPUSTE

    Iga Świątek: Gra dla reprezentacji Polski to zawsze ogromna przyjemność.

  • Koniec domysłów. Domniemany powód zapaści Świątek. Członek sztabu mówi otwarcie

    Koniec domysłów. Domniemany powód zapaści Świątek. Członek sztabu mówi otwarcie

    Iga Świątek ponownie znalazła się w wymagającym momencie swojej kariery. Początek sezonu 2026 nie układa się po jej myśli – mimo że w każdym turnieju była wymieniana w gronie głównych kandydatek do triumfu, ani razu nie zdołała dotrzeć do półfinału. Po rozczarowującym występie w Miami zdecydowała się na istotną zmianę i zakończyła współpracę z trenerem Wimem Fissette’em. Pojawiły się spekulacje, czy za słabszymi wynikami stoją problemy fizyczne. Do tych doniesień odniósł się Maciej Ryszczuk, odpowiedzialny za przygotowanie motoryczne tenisistki.

    Udział w turnieju WTA 1000 w Miami zakończył się dla Świątek już na etapie pierwszego meczu. Przegrana z Magdą Linette w drugiej rundzie była bolesnym doświadczeniem, którego zawodniczka nie próbowała bagatelizować. Wydawało się niemal przesądzone, że w jej sztabie dojdzie do zmian – pytanie dotyczyło jedynie ich skali. Ostatecznie zdecydowano się na rozstanie wyłącznie z głównym trenerem.

    Belg prowadził Świątek przez 17 miesięcy, w trakcie których wspólnie sięgnęli po trzy tytuły. Najważniejszy z nich przypadł na kortach Wimbledonu, a Polka triumfowała także w Cincinnati i Seulu. Mimo tych sukcesów współpraca dobiegła końca, a przed zespołem otwiera się nowy etap.

    – To dla mnie trudna sytuacja, bo bardzo dobrze dogadywałem się z Wimem – przyznał Ryszczuk w rozmowie z Eurosportem. – Teraz czeka nas budowanie wszystkiego od nowa z nowym trenerem. Podchodzę do tego jednak z otwartą głową i traktuję jako szansę na rozwój oraz zdobycie nowych doświadczeń.

    Specjalista odniósł się również do opinii sugerujących, że Świątek mogła stracić na dynamice i wydolności. Jego zdaniem takie teorie nie znajdują potwierdzenia w danych.

    – Zamierzamy wprowadzić pewne zmiany, by dostarczyć jej nowych bodźców treningowych – wyjaśnił. – Natomiast jeśli chodzi o parametry fizyczne i wyniki testów, Iga utrzymuje stabilny poziom, a momentami są one nawet lepsze niż wcześniej. Trzeba jednak pamiętać, że nie zawsze przekłada się to bezpośrednio na grę meczową, bo wpływa na nią wiele innych czynników.

    Ryszczuk podkreślił, że wrażenie mniejszej szybkości na korcie może wynikać z elementów pozafizycznych. – Reakcja, napięcie, zmęczenie czy brak snu – to wszystko ma znaczenie. Gdy jednak wszystkie warunki są optymalne, Iga wciąż prezentuje najwyższy światowy poziom. Gdyby było inaczej, sam zasugerowałbym zmiany – zaznaczył.

    Nazwisko nowego szkoleniowca Świątek powinna ogłosić w najbliższych dniach lub tygodniach. Do rywalizacji wróci w połowie kwietnia podczas turnieju WTA 500 w Stuttgarcie, który otworzy jej sezon na nawierzchni ziemnej. Przygotowania do tego startu będzie kontynuować na Majorce – miejscu, które dobrze zna i które przyniosło jej szczęście przed ubiegłorocznym triumfem w Wimbledonie.

  • Trener dosadnie punktuje team Igi Świątek. “Zachowali się jak amatorzy”

    Trener dosadnie punktuje team Igi Świątek. “Zachowali się jak amatorzy”

    Doświadczony szkoleniowiec Paweł Strauss nie pozostawił suchej nitki na funkcjonowaniu sztabu Iga Świątek. W rozmowie z Interią wprost ocenił, że w kluczowym momencie meczu z Magda Linette cały zespół zawiódł, a jego zachowanie określił jako „amatorskie”.

    Chaos zamiast wsparcia

    Strauss szczególnie mocno odniósł się do sytuacji z kortu, kiedy to – jego zdaniem – zabrakło podstawowej organizacji komunikacji w boksie trenerskim.
    Zamiast jednej osoby odpowiedzialnej za przekazywanie wskazówek, pojawił się chaos.

    – W trudnym momencie trzy osoby zaczęły mówić jednocześnie. To niedopuszczalne. W takim układzie zawodnik dostaje sprzeczne sygnały, co tylko pogarsza sytuację – podkreślił trener.

    Według niego w profesjonalnym zespole obowiązuje jasna zasada: tylko jedna osoba komunikuje się z zawodnikiem, a reszta najpierw konsultuje swoje uwagi.

    „Nie zdali egzaminu”

    Szkoleniowiec nie miał wątpliwości co do oceny tej sytuacji.
    – Team nie zdał egzaminu. Zamiast pomóc zawodniczce, doprowadził do chaosu. Trzeba to powiedzieć wprost – zachowali się jak amatorzy – zaznaczył.

    Problem głębszy niż jeden mecz

    Strauss zwrócił uwagę, że problem może być szerszy i dotyczyć całej atmosfery wokół liderki polskiego tenisa. Jego zdaniem w porównaniu do zespołów takich zawodników jak Novak Djokovic, Carlos Alcaraz czy Jannik Sinner, w obozie Świątek brakuje luzu i pozytywnej energii.

    – Tam widać radość, uśmiech, swobodę. A tutaj? Napięcie, spięcie, zamknięcie. Na dłuższą metę tak się nie da funkcjonować – ocenił.

    Jaki trener dla Świątek?

    Ekspert uważa, że w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem byłoby zatrudnienie doświadczonego autorytetu – trenera, który potrafi nie tylko rozwijać sportowo, ale też uporządkować cały sztab.

    Jako przykład wskazał model pracy znany z kariery Toni Nadal, gdzie jedna osoba ma pełną kontrolę nad kierunkiem działań i nikt nie podważa jej decyzji.

    – To powinien być ktoś, kto ma za sobą lata pracy, wychował zawodników i potrafi narzucić jasne zasady. Taki trener wchodzi i układa wszystko od nowa – wyjaśnił.

    Potrzeba świeżego spojrzenia

    Strauss zasugerował również, że problemem może być zbyt hermetyczna struktura zespołu oraz zatarcie granic między jego członkami, w tym w relacji z psycholog Daria Abramowicz.

    – Po latach współpracy może dojść do sytuacji, w której traci się dystans i świeże spojrzenie. Wtedy potrzebny jest ktoś z zewnątrz, kto powie: „to działa, a to nie” – zaznaczył.

    Klucz: prostota i jasne zasady

    Na koniec trener wrócił do podstawowej kwestii organizacyjnej:

    – W zespole musi być porządek. Jedna osoba mówi, reszta wspiera. Jeśli tego nie ma, nawet najlepszy zawodnik świata będzie miał problem.

    Jego słowa wpisują się w szerszą dyskusję po rozstaniu Świątek z Wim Fissette, które wywołało ogromne poruszenie w świecie sportu.

  • Wiadomo, skąd będzie trener Świątek. Już zarezerwowano kort. Będzie wylot poza Polskę

    Wiadomo, skąd będzie trener Świątek. Już zarezerwowano kort. Będzie wylot poza Polskę

    Rozstanie Iga Świątek z Wim Fissette, do którego doszło 23 marca 2026 roku po blisko osiemnastu miesiącach współpracy, otworzyło nowy rozdział w karierze polskiej tenisistki. Do kolejnego turnieju w Stuttgart pozostało jeszcze trochę czasu, a plan zakłada, że już wtedy w jej boksie pojawi się nowy szkoleniowiec. Jak się okazuje, pierwsze konkretne działania w tym kierunku zostały już podjęte – według informacji przekazanych przez trenera Alexandra Eala, Świątek zarezerwowała kort na trening z potencjalnym nowym trenerem i wkrótce uda się w podróż poza Polskę.

    Dotychczasowa droga szkoleniowa Świątek nie była szczególnie rozbudowana – w trakcie profesjonalnej kariery współpracowała z zaledwie trzema trenerami, a ostatnim z nich był właśnie Fissette. Belg znany jest z tego, że rzadko pracuje z jedną zawodniczką przez dłuższy czas, dlatego niemal półtoraroczna współpraca z Polką i tak była dłuższa niż jego średnia. Ostatecznie jednak obie strony zdecydowały się zakończyć współpracę, co natychmiast wywołało lawinę spekulacji dotyczących następcy.

    Pierwsze konkretne wskazówki pojawiły się dzięki wypowiedzi Joan Bosch, trenera Eali. Hiszpan w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” zasugerował, że nowy szkoleniowiec Świątek może pochodzić właśnie z Hiszpanii. Przyznał, że zwrócił się do akademii na Majorce z prośbą o możliwość przeprowadzenia wspólnego treningu, gdy Polka pojawi się na wyspie. To oznaczałoby podróż na dystans ponad trzech tysięcy kilometrów.

    Według informacji dziennikarza Sebastian Parfjanowicz, głównym kandydatem do objęcia funkcji trenera Świątek jest Francisco Roig. To szkoleniowiec doskonale znany w tenisowym środowisku, przede wszystkim dzięki wieloletniej pracy w sztabie Rafael Nadal. Bosch nie krył uznania dla tej kandydatury, podkreślając, że byłby to bardzo dobry wybór.

    Pewną komplikacją pozostaje jednak fakt, że Roig jeszcze niedawno współpracował z Giovanni Mpetshi Perricard. Szczegóły ewentualnych ustaleń nie są znane, jednak – jak zaznaczył Bosch – praca ze Świątek byłaby dla każdego trenera ogromnym wyzwaniem, ale i wielką szansą.

    Hiszpański szkoleniowiec podkreślił również, że kierunek hiszpański wydaje się logiczny w kontekście stylu gry Polki. Jego zdaniem Świątek powinna wrócić do swoich fundamentów – solidnej gry z głębi kortu i konsekwentnej defensywy, które przez lata stanowiły jej największe atuty.

    Sam Bosch przyznał, że ewentualna współpraca z liderką światowego tenisa byłaby dla niego ogromnym wyróżnieniem. Na razie jednak koncentruje się na pracy z Ealą, choć nie ukrywa ambicji, by w przyszłości osiągać sukcesy również w cyklu WTA. Jak dodał, ogromnie ceni talent i etykę pracy Świątek, podkreślając, że jest to zawodniczka, z którą można sięgać po triumfy wielkoszlemowe.

  • Osiem goli w Madrycie. Pajor na ustach Hiszpanów. Polka dokonała czegoś historycznego

    Osiem goli w Madrycie. Pajor na ustach Hiszpanów. Polka dokonała czegoś historycznego

    Piłkarki Realu Madryt i FC Barcelony mierzyły się ze sobą już trzykrotnie w obecnym sezonie – i za każdym razem górą była drużyna z Katalonii. Szansą na przełamanie tej serii dla „Królewskich” miał być ćwierćfinał Ligi Mistrzyń, jednak pierwszy mecz w Madrycie szybko rozwiał ich nadzieje. Spotkanie zakończyło się efektownym zwycięstwem Barcelony 6:2, a jedną z głównych bohaterek została Ewa Pajor, która zdobyła dwa gole i zapisała się w historii.

    Zespół Barcelony od dłuższego czasu dominuje na krajowym podwórku i nie ma sobie równych w Hiszpanii. W tabeli ligowej „Blaugrana” wyraźnie wyprzedza Real Madryt – po 23 kolejkach przewaga wynosi aż dziesięć punktów. Trudno sobie wyobrazić, by „Las Blancas” były w stanie odrobić taką stratę i realnie włączyć się do walki o tytuł. Duży wkład w świetne wyniki Barcelony ma Pajor, która prezentuje znakomitą formę.

    Równie jednostronnie wyglądają bezpośrednie starcia obu drużyn. W trzech wcześniejszych meczach tego sezonu Barcelona nie tylko wygrywała, ale robiła to bez straty gola. Ćwierćfinał Ligi Mistrzyń miał być dla Realu okazją do rewanżu, jednak pierwszy akt tej rywalizacji nie pozostawił złudzeń.

    Już w 6. minucie Pajor otworzyła wynik spotkania po podaniu Alexii Putellas. Trafienie miało szczególne znaczenie – Polka została bowiem samodzielną rekordzistką pod względem liczby goli w historii kobiecego El Clasico. Było to jej dwunaste trafienie przeciwko Realowi.

    Barcelona szybko poszła za ciosem. Siedem minut później Esmee Brugts podwyższyła prowadzenie na 2:0. Choć w 30. minucie Linda Caicedo zdobyła bramkę kontaktową dla gospodyń, odpowiedź przyszła błyskawicznie – już dwie minuty później Irene Paredes przywróciła dwubramkową przewagę. Do przerwy było 3:1 dla Barcelony.

    Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił. W 57. minucie Pajor skompletowała dublet, zdobywając swojego trzynastego gola przeciwko Realowi. Niedługo później Vicky Lopez podwyższyła wynik na 5:1. Co prawda Caicedo ponownie trafiła dla Realu, zmniejszając straty, ale ostatnie słowo należało do Barcelony. W 89. minucie rzut karny na gola zamieniła Putellas, ustalając wynik meczu na 6:2.

    Tak wysoka wygrana sprawia, że Barcelona może z dużym spokojem przystąpić do rewanżu i jest zdecydowanym faworytem do awansu do półfinału.

  • Wydało się, co Fissette robi po rozstaniu ze Świątek. Żona ujawniła

    Wydało się, co Fissette robi po rozstaniu ze Świątek. Żona ujawniła

    Decyzja Iga Świątek o zakończeniu współpracy z Wim Fissette była jednym z najgłośniejszych wydarzeń ostatnich dni w świecie tenisa. Informacja przekazana w poniedziałek zaskoczyła zarówno kibiców, jak i ekspertów. Belg szybko odniósł się do sprawy, publikując krótkie oświadczenie, w którym podziękował swojej byłej podopiecznej i życzył jej dalszych sukcesów. Tymczasem nowe światło na jego obecną sytuację rzuciła jego żona, Jasmien Clijsner, dzieląc się w mediach społecznościowych kulisami życia rodzinnego.

    Świątek od kilku sezonów pozostaje jedną z czołowych postaci kobiecego tenisa. Na swoim koncie ma liczne triumfy, w tym zwycięstwa w turniejach wielkoszlemowych, a także imponującą liczbę tygodni spędzonych na pozycji liderki rankingu WTA. Przez długi czas dominowała na kortach, narzucając rywalkom własny styl gry. Z biegiem czasu przeciwniczki zaczęły jednak skuteczniej analizować jej tenis, co przełożyło się na coraz większą liczbę wymagających spotkań.

    Przełomowym momentem okazała się końcówka 2024 roku. Wówczas Polka wycofała się z azjatyckiej części sezonu po tym, jak wykryto u niej niedozwoloną substancję. Ostatecznie udało się udowodnić, że znalazła się ona w organizmie przypadkowo, jednak cała sytuacja wyraźnie odbiła się na psychice zawodniczki. To właśnie wtedy zdecydowała się na zmiany w sztabie i zakończyła współpracę z Tomasz Wiktorowski, którego miejsce zajął Fissette.

    Największym sukcesem wspólnej pracy Świątek i belgijskiego trenera było zwycięstwo w Wimbledon, które potwierdziło jej wszechstronność i zdolność do triumfowania również na trawie. Kolejne miesiące nie były już jednak tak udane. Forma Polki zaczęła falować, a niespodziewane porażki – jak ta z Magda Linette podczas turnieju WTA 1000 w Miami – wzbudzały coraz większe dyskusje. Była to jej pierwsza przegrana w meczu otwarcia od 2021 roku.

    Ostatecznie słabsze wyniki skłoniły Świątek do podjęcia kolejnej ważnej decyzji i zakończenia współpracy z Fissette’em. Sam szkoleniowiec pozostał jednak w Stanach Zjednoczonych. Obecnie przebywa w Miami, gdzie spędza czas z najbliższymi – żoną oraz synami, Arthurem i Louisem. W mediach społecznościowych pojawiają się ujęcia pokazujące ich codzienność: dzieci bawiące się na plaży czy samego trenera korzystającego z rodzinnego wypoczynku.

    Wszystko wskazuje na to, że po intensywnym okresie pracy u boku jednej z najlepszych tenisistek świata Fissette postawił na chwilę wytchnienia i regenerację. Niewykluczone, że wkrótce wróci do zawodowych obowiązków, jednak na razie skupia się na czasie spędzonym z rodziną i odpoczynku przed kolejnymi wyzwaniami.

  • Były trener Williams chce pracować ze Świątek! “Mógłbym pomóc Idze”

    Były trener Williams chce pracować ze Świątek! “Mógłbym pomóc Idze”

    Iga Świątek stoi przed ważnym momentem w swojej karierze. Po zakończeniu współpracy z Wim Fissette liderka światowego tenisa pozostaje obecnie bez głównego szkoleniowca, a w przestrzeni medialnej pojawia się coraz więcej nazwisk potencjalnych następców. Jednym z nich jest Michael Joyce, znany z pracy m.in. z Maria Szarapowa.

    Tymczasem swoją gotowość do wsparcia Polki wyraził również Rick Macci – ceniony szkoleniowiec, który w przeszłości współpracował z takimi gwiazdami jak Serena Williams, Venus Williams czy Jennifer Capriati. W rozmowie ze Sport.pl podkreślił, że mógłby pełnić rolę konsultanta w sztabie Świątek.

    – Mógłbym pomóc Idze spojrzeć na pewne rzeczy z innej perspektywy i przekazać jej wskazówki, których wcześniej nie słyszała – zaznaczył Macci. Przyznał jednak, że ze względu na prowadzenie własnej akademii oraz bieżące zobowiązania nie byłby w stanie regularnie podróżować z zawodniczką. Mimo to pozostaje otwarty na współpracę w ograniczonym zakresie.

    Co ciekawe, sama Świątek już wcześniej nie wykluczała wzmocnienia swojego sztabu o dodatkową osobę w roli konsultanta. Zwracała jednak uwagę na ograniczenia czasowe, jakie niesie za sobą napięty kalendarz tenisowy. Podkreślała, że nawet czterotygodniowy okres przygotowawczy bywa zbyt krótki, by w pełni wdrożyć nowe elementy do gry.

    – Czasem nie nadążam z realizacją tego, co trener chce wprowadzić. Chciałabym zastosować coś w meczu, ale nie czuję jeszcze, że jest to odpowiednio przećwiczone – mówiła. Jednocześnie zaznaczyła, że dodatkowy konsultant może być cennym wsparciem, szczególnie gdy potrzebna jest świeża perspektywa lub impuls motywacyjny.

    Macci nie był zaskoczony decyzją o zakończeniu współpracy z Fissettem. Jak zauważył, w sytuacjach kryzysowych to właśnie trener najczęściej ponosi konsekwencje pierwszych zmian.

    – Kiedy pojawiają się problemy, to trener zwykle odchodzi jako pierwszy. Być może Iga uznała, że potrzebuje nowego głosu – stwierdził.

    Zdaniem amerykańskiego szkoleniowca kluczowe wyzwania, przed którymi stoi obecnie Świątek, mają przede wszystkim charakter mentalny.

    – Iga to mistrzyni, doskonale wie, jak wygrywać i rywalizować na najwyższym poziomie. Jednak patrząc z boku, mam wrażenie, że w jej głowie dzieje się bardzo dużo. To może wynikać zarówno z presji, jaką sama na siebie nakłada, jak i z czynników zewnętrznych – ocenił Macci.

    Sytuacja wokół sztabu Świątek pozostaje więc dynamiczna, a wybór nowego trenera – lub ewentualne rozszerzenie zespołu o konsultanta – może okazać się kluczowy dla dalszego przebiegu jej kariery.

  • Dobitny głos ws. Abramowicz i Świątek. “Czy to jest normalne?”

    Dobitny głos ws. Abramowicz i Świątek. “Czy to jest normalne?”

    Decyzja Iga Świątek o zmianach w sztabie szkoleniowym ponownie rozpaliła dyskusję wokół jej najbliższego otoczenia. Tomasz Smokowski w “Kanale Sportowym” zwrócił uwagę nie tylko na sportowe wyzwania liderki światowego tenisa, ale też na budzącą emocje relację z Darią Abramowicz, sugerując, że jej charakter może wykraczać poza standardowy układ zawodowy.
    Daria Abramowicz i Iga Świątek

    Daria Abramowicz i Iga ŚwiątekZUMA Press Wire/ShutterstockEast News

    Decyzja Igi Świątek o zakończeniu współpracy z Wimem Fissettem wywołała szeroką dyskusję w środowisku tenisowym. Choć zmiany w sztabach szkoleniowych na najwyższym poziomie nie są niczym niezwykłym, w tym przypadku pojawiło się wiele pytań o kierunek, w jakim zmierza kariera liderki światowego tenisa.

    Wraz z tą decyzją powrócił temat roli, jaką w zespole odgrywa Daria Abramowicz. Psycholożka od lat jest jedną z najbliższych współpracowniczek tenisistki, jednak coraz częściej pojawiają się opinie, że jej wpływ wykracza poza klasyczne ramy relacji zawodowej. Dyskusja dotyczy tego, czy tak bliska więź – obejmująca nie tylko sferę mentalną, ale też codzienne funkcjonowanie – sprzyja utrzymaniu równowagi potrzebnej w sporcie na najwyższym poziomie.

    Tomasz Smokowski o relacji Igi Świątek i Darii Abramowicz. “Czy zdarzyło wam się, żebyście pojechali ze swoim lekarzem na wakacje?”

    Do tej kwestii odniósł się teraz Tomasz Smokowski w “Kanale Sportowym”. Podkreślił, że Świątek jest “naszym skarbem narodowym”, przypominając jej imponujące osiągnięcia. Zwrócił jednak uwagę, że sytuacja sportowa Polki w ostatnim czasie mocno się zmieniła, ponieważ rywalki nauczyły się grać przeciwko niej, co prowadzi do większej liczby błędów i oznak frustracji.

    To właśnie tym kontekście Smokowski poruszył temat relacji Świątek z Abramowicz, sugerując, że może ona przekraczać granice układu pacjent-terapeuta. “Czy zdarzyło wam się, żebyście pojechali ze swoim lekarzem na wakacje? Czy ktoś pojechał ze swoim terapeutą na wakacje? Wydaje mi się, że jest jedna sfera życia, która powinna być bardzo oddzielona od innej sfery życia. Tylko takie pytanie: czy to jest normalne, że jeździsz ze swoim lekarzem na wakacje?” – pytał retorycznie, wskazując na potrzebę oddzielenia życia prywatnego od zawodowego. Jego zdaniem, gdy relacja staje się zbyt bliska, traci swój profesjonalny charakter i może być “niezdrowa, wręcz nienaturalna”.

    Dziennikarz zasugerował także, że wpływ Abramowicz mógł mieć znaczenie przy rozstaniu z Tomaszem Wiktorowskim, z którym Świątek osiągnęła największe sukcesy i została liderką rankingu WTA. Jednocześnie Smokowski zaznaczył, że życie prywatne tenisistki to wyłącznie jej sprawa. Podkreślił, że Świątek ma prawo kształtować swoje relacje według własnych potrzeb, nawet jeśli Abramowicz pełni w jej życiu wiele ról jednocześnie. Zwrócił jednak uwagę, że tak złożona relacja może mieć konsekwencje dla aspektów stricte sportowych, które wymagają jasnych granic i przejrzystej struktury współpracy.
    Dwie tenisistki idą razem obok ogrodzenia kortu tenisowego, jedna z nich trzyma butelkę wody, przed nimi znajduje się kamerzysta nagrywający ich z bliska, w tle widoczni są inni sportowcy oraz tenisowe piłki ułożone w zielonej torbie.

    Iga Świątek i Daria AbramowiczWojciech KubikEast News
    Iga Świątek oraz jej psycholog, Daria Abramowicz. Czy “team Świątek”, tak jak podpowiada trener Paweł Strauss, może się powiększyć?

    Iga Świątek oraz jej psycholog, Daria AbramowiczFoto Olimpik / NurPhoto / NurPhoto via AFP AFP
    Mężczyzna z mikrofonem na uchu gestykulujący ręką, z widocznym tatuażem na przedramieniu, w tle rozmyte czerwone i fioletowe barwy sugerujące scenę lub wystąpienie publiczne.

    Tomasz SmokowskiANDRZEJ IWANCZUKReporter

    Marin Cilic – Alexander Zverev. Skrót meczu