• Ewa Pajor pozbawiona rekordu w Madrycie. Hitowe El Clasico rozstrzygnięte trzema golami

    Ewa Pajor pozbawiona rekordu w Madrycie. Hitowe El Clasico rozstrzygnięte trzema golami

    Ewa Pajor uwielbia grać w El Clasico. Polka po ostatnim występie w Lidze Mistrzów stała się najlepszą strzelczynią w historii tych spotkań. Szansę na poprawę dorobku dostała błyskawicznie, bo już w kolejnym spotkaniu. W ramach 24. kolejki ligi hiszpańskiej w Madrycie Barcelona znów zmierzyła się z Realem, a Polka zaczęła mecz na ławce. Pajor weszła na murawę w 70. minucie przy wyniku 0:3 i ten już się nie zmienił. Barcelona ponownie zatriumfowała w starciu z Realem Madryt.
    Ewa Pajor

    Ewa PajorIMAGO/Joan GosaEast News

    O ile w rywalizacji Realu Madryt z FC Barcelona wśród panów mamy względny remis, o tyle w przypadku pań istnieje tak naprawdę tylko jedna strona – ta katalońska. Wystarczy napisać, że na ostatnie 10 meczów piłkarki Barcelony wygrały aż dziewięciokrotnie, a wielki udział w tym miała Ewa Pajor.

    Polka w Katalonii jest dość krótko, ale już napisała nową kartę w historii żeńskich El Clasico. W niedawnym meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów w Madrycie Pajor popisała się dubletem. Były to jej odpowiednio 12 i 13 gol w historii rywalizacji z zespołem “Las Blancas”.

    FC Barcelona triumfuje w Madrycie. Pajor weszła z ławki

    Dzięki temu napastniczka reprezentacji Polski stała się najskuteczniejszą piłkarką w historii kobiecych El Clasico razem z Alexią Putellas. Szansę na poprawę dorobku bramkowego dostała błyskawicznie. Po ledwie czterech dniach zawodniczki z Barcelony ponownie zawitały do Madrytu, aby zmierzyć się z rywalkami z Realu.

    Tym razem w ramach 24. kolejki ligi hiszpańskiej. Różnica w tabeli wynosiła przed spotkaniem 10 oczek na rzecz przyjezdnych. Być może dlatego Pajor zaczęła jako rezerwowa. Brak Polki był widoczny w grze Barcelony. Mimo tego to właśnie przyjezdne wyszły na prowadzenie.

    W 18. minucie na strzał z dystansu zdecydowała się Ona Battle. Piłka po kopnięciu defensorki odbiła się od jednej z zawodniczek Realu i wpadła do bramki. Niedługo później dobrą okazję miała zmienniczka Pajor – Paralluelo. 22-latka otrzymała dobre dośrodkowanie w pole karne.

    Nie zdołała się jednak złożyć odpowiednio do strzału i tę szansę zaprzepaściła. Real właściwie nie odpowiedział niczym. Do przerwy Barcelona prowadziła 1:0 i mogła mieć poczucie absolutnej kontroli. Druga połowa rozpoczęła się bez żadnych zmian personalnych w obu zespołach.

    Widać było jednak zmianę nastawienia w grze Realu. Na nic się ona jednak zdała, bo Barcelona już w 51. minucie podwyższyła prowadzenie. Zrobiła to Alexia Putellas, która tym samym strzeliła czternastego gola w El Clasico i i wyprzedziła pod tym względem Ewę Pajor.

    To nie był koniec. Już w 55. minucie Barcelona prowadziła 3:0. Tym razem samobójczym trafieniem “popisała się” Lakrar. Jakby tego było mało w 70. minucie na boisku zameldowała się Ewa Pajor. Polka już po minucie miała bardzo dobrą okazję, którą jednak zmarnowała. Wiele więcej już się nie wydarzyło. Barcelona wygrała ostatecznie 3:0 i śrubuje świetną serię w meczach bezpośrednich.
    0 – 3
    Piłkarka FC Barcelony w stroju klubowym wyraża radość po zdobyciu gola, w tle widoczny fragment meczu na ekranie z sytuacją podbramkową.

    Ewa Pajor strzeliła szesnastego gola w obecnie trwającym sezonie ligi hiszpańskiejUrbanandsport / youtube.com/@ligaf_oficialAFP
    Zawodniczka drużyny FC Barcelona w stroju sportowym z widocznym logotypem klubu oraz sponsora, wykonuje gest triumfu unosząc zaciśniętą pięść, na jej twarzy widać silne emocje i determinację.

    Ewa Pajor jest liderką Barcelony. Przed nią starcie z Realem MadrytUrbanandsportEast News
    Piłkarka w stroju drużyny FC Barcelona z uśmiechem na twarzy unosi rękę w geście triumfu podczas meczu, w tle rozmyte sylwetki i ciemne trybuny stadionu.

    Ewa Pajor cieszyła się z kolejnego zwycięstwa FC BarcelonyIMAGO/Joan GosaEast News

    “Czekamy na drugiego Lewandowskiego”. Co za słowa Hajty o Pietuszewskim.

  • Głośno o tym, co zrobił Nawrocki. Padł zarzut. “Zagranie pod publiczkę”

    Głośno o tym, co zrobił Nawrocki. Padł zarzut. “Zagranie pod publiczkę”

    Tomasz Frankowski: – Że już gorzej być nie może, bo i tak wyglądaliśmy słabo w tym spotkaniu, ale wciąż zachowywaliśmy szanse na awans. Stracona bramka tuż przed przerwą podłamała jeszcze bardziej zespół, po którym i tak widać było, że nie wierzy w swoje umiejętności. Dobrze, że potem nastąpiła dobra rozmowa w szatni. Jak to się mówi, lepiej stracić bramkę w 44. niż w 46. minucie, tuż po powrocie na murawę, gdy burzy to cały twój plan. Więc było tu trochę szczęścia w nieszczęściu. W przerwie – przypuszczam – doszło do słusznej analizy. Nastąpiła zmiana Filipa Rózgi – do którego nie mam pretensji – na Oskara Pietuszewskiego i ten zespół w drugiej połowie wyglądał zgoła inaczej, czego efektem były te dwie bramki naszych dwóch gwiazd.

    I ta reakcja cieszyła, bo – nie wiem, czy pan się zgodzi – ale moim zdaniem nasza kadra w ostatnim czasie miała mentalność z papieru i jej pewność siebie potrafił zdmuchnąć nawet najmniejszy powiew niepowodzeń. Nie mówiąc już o zwycięstwach po tym, gdy pierwsi traciliśmy bramkę, czego kompletnie nie mieliśmy w zwyczaju.

    – Przede wszystkim smutne, że zespół nie wyglądał od pierwszej minuty, tak jak od 46.

    Może z wyłączeniem pierwszego kwadransa.

    – To prawda. Pierwsze 10 minut imponowało, w mecz weszliśmy bardzo dobrze, ale krótko to trwało i to raczej nie wina Polaków, a zasługa Albańczyków, którzy wzięli się w garść, odparli atak i zaczęli grać w piłkę, prowadząc ofensywę na naszą bramkę. A my dawaliśmy im pole do popisu. Chodzi mi zwłaszcza o obrońców, ale i pomocników, którzy łatwo tracili piłkę przy próbach rozegrania. Na tym polu zawodził zwłaszcza Matty Cash, który kilkukrotnie zagrał niedokładnie. Stracona bramka była tego efektem.

    Wrócił Jan Bednarek ze starych, kiepskich lat – chciałoby się powiedzieć…

    – Niestety. Wszyscy mają oczy i widzą. Jan też zdaje sobie sprawę z tego, że taki kiks nie przystoi reprezentantowi Polski.. Ale chwała, że nastąpiła pozytywna reakcja. I w tym trudnym, zamkniętym meczu, w którym Robert był pieczołowicie kryty i nie mógł sobie dać rady, w końcu w 63. minucie dokonał przełomu. Co nie było łatwe.

    Bo wcześniej musiał zdemolować w powietrzu kryjącego go rywala.

    – I to dosłownie. A Robert to zrobił. Dał nadzieję. A z kolei Piotr Zieliński dał awans.

    Padło nazwisko Oskara Pietuszewskiego. Był to – pana zdaniem – debiut dobry czy bardzo dobry?

    – Bardzo przyzwoity. Nie zapominajmy, że on nie ma 25 czy nawet 20 lat, a dopiero 17. Niejeden powiedziałby więc, że było to genialne wejście, bo robi wiatr, porusza trybuny i mimo, że czasem wygląda jak “jeździec bez głowy”, gdy porywa się na dwóch obrońców, tracąc piłkę, to blisko od roku to przynosi efekty. Najpierw w Jagielloni Białystok, potem w FC Porto i w końcu także w reprezentacji Polski, do której wszedł z futryną. Bramki bezpośrednio nie wypracował, ale na pewno miał wkład w to zwycięstwo.

    To jednak Robert Lewandowski dał sygnał do ataku swoją arcyważną i trudną do zdobycia bramką. Powinniśmy się cieszyć, że wciąż to robi czy raczej martwić tym, że ciągle musi tego dokonywać?

    – Nie ma wyboru. Po prostu jest kapitanem i naszą podstawową “dziewiątką”. Więc ma obowiązki “dziewiątki” i kapitana. A że potrafi to robić, to tylko chwała mu za to. Ale jest to piłkarz, którego pewnie docenimy znacznie bardziej, gdy skończy karierę. Jest to akurat mój kolega po fachu, więc wiem, co mówię.

    Patrząc na jego emocjonalną reakcję po meczu… Myśli pan, że mógł być to jego ostatni mecz w kadrze na Stadionie Narodowym?

    – Zdawał sobie sprawę, że to realny scenariusz. Widziałem, jak po meczu szedł całkiem wyobcowany, jakby obok polskiej drużyny. Więc może gdzieś podświadomie odczuwa, co się może wydarzyć po meczu w Szwecji, jeśli ten nie pójdzie po naszej myśli. I niewykluczone, że już gdzieś w głowie przygotowuje się do decyzji o zakończeniu reprezentacyjnej kariery.

    A skoro mowa o pana byłym fachu, nie martwi pana obecny stan ataku naszej reprezentacji?

    – Cóż, to prawda, że jest Robert i cała reszta lata świetlne za nim. Ale nie ma co ukrywać, już od 20 lat zmagam się z tego typu pytaniami, od kiedy sam zakończyłem piłkarską karierę. Zawsze był problem z tym, co będzie, gdy ja przestanę grać w kadrze, gdy odejdzie Maciek Żurawski czy Emmanuel Olisadebe, potem Artur Wichniarek i kolejny napastnicy, grający w reprezentacji. Ale zawsze rodzą się talenty, które mając wokół siebie piłkarzy potrafiących grać w piłkę, potwierdzają swoją jakość. Faktycznie, wokół Roberta kręci się gra ofensywna już od 15 lat, ale ci, którzy wokół niego grali, też potrafili być skuteczni. Że wspomnę Arkadiusza Milika, Karola Świderskiego czy Krzysztofa Piątka. Więc na razie nie wyprzedzajmy czasów. Mamy jeden mecz, który dzieli nas od mundialu i który musimy wygrać lub nawet zremisować, a potem być bardziej skuteczni w rzutach karnych.

    No właśnie, jak pan patrzy na mecz ze Szwecją? Zdaje się, że nie jedziemy tam w roli faworyta, ale jednak z szansami na awans.

    – Tak. Wygrać nie musimy. Może to być zwycięski remis, jak przed dwoma laty z Walią. Szanse rozkładają się 50 na 50. Zdajemy sobie sprawę, że Szwedzi dostali się do baraży “tylnymi drzwiami”, czyli poprzez zwycięstwo w dywizji C Ligi Narodów. Eliminacje kompletnie zawalili, ale te eliminacje skończyły się pół roku temu. W międzyczasie zmienili trenera. W spotkaniu z Ukrainą Szwedzi udowodnili, że są już innym zespołem. Mają ofensywnych piłkarzy, o których wiedzieliśmy, że są groźni. Viktor Gyokeres i Anthony Elanga są po prostu świetni. A my musimy ich wykluczyć z gry. Więc liczę na to, że Jan Bednarek i Jakub Kiwior zagrają jak w FC Porto, a nie jak ostatnio z Albanią. Są do tego zdolni. Mam nadzieję, że cała nasza obrona na PGE Narodowym wyczerpała limit błędów przeznaczony na całe baraże i zobaczymy już nieco inne oblicze reprezentacji Polski.

    – Nie ma co ukrywać, że decyzje i posunięcia prezydenta Karola Nawrockiego są kontrowersyjne, by nie powiedzieć niewłaściwe. Przynajmniej w mojej opinii. Ta wizyta w szatni naszych piłkarzy, podobnie jak to było wcześniej w przypadku koszykarzy, to zagranie ewidentnie pod publiczkę. Oczywiście, wiemy, z jakiego światka wywodzi się prezydent, więc przyśpiewki nie są mu obce. Ale na temat Karola Nawrockiego w kontekście sportu wolałbym się nie rozwijać, bo są ważniejsze sprawy dla bezpieczniejsza naszego kraju i jego weta, w tym przede wszystkim to dotyczące programu SAFE czy zupełnie niepotrzebna wizyta na Węgrzech w celu wsparcia prorosyjskiego Premiera Orbana.
    Piłkarz w czerwonej koszulce z godłem Polski siedzi przy stole konferencyjnym, trzyma rękę przy ustach, w tle tablica z logotypami sponsorów oraz mikrofony.

    Robert LewandowskiAFP
    mężczyzna w garniturze z białą koszulą i czerwonym krawatem, uśmiechnięty, w tle jasne drzwi

    Karol NawrockiTomasz Jastrzebowski/REPORTEREast News

    Jak będzie wyglądał mecz Szwecja – Polska? Eksperci prognozują.

  • Nokaut. Ranking WTA już zaktualizowany

    Nokaut. Ranking WTA już zaktualizowany

    Aryna Sabalenka ponownie najlepsza. Tym razem liderka rankingu WTA świętowała zwycięstwo w turnieju w Miami. Mizerne pocieszenie dla czwartej Igi Świątek jest takie, że pokonana w finale Coco Gauff nie oddaliła się od niej.

    Aryna Sabalenka wystartowała w turniejach na kortach twardych w USA po Australian Open. Białorusinki brakowało w rywalizacji w imprezach na Bliskim Wschodzie, ale już w Stanach Zjednoczonych zaprezentowała rewelacyjną formę.

    Sabalenka była najlepsza zarówno w Indian Wells i w Miami. Akurat na Florydzie broniła punktów za zwycięstwie w poprzednim sezonie, więc cieszy się podtrzymaniem dorobku. Wynosi on 11025 punktów. Sabalenka dominuje w klasyfikacji, jest bezkonkurencyjną liderką.

    Za Aryną Sabalenką na drugim miejscu jest Jelena Rybakina z 8108 punktami.

    ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Gol z połowy boiska. Można oglądać i oglądać

    Już sam awans do finału Coco Gauff oznaczał, że Amerykanka weszła w rankingu na żywo na trzecie miejsce przed Igę Świątek. Jej przewaga nad Polką jest niewielka, ponieważ 15-punktowa. W sobotę ani drgnęła z powodu porażki Coco Gauff w trzysetowym finale.

    Przypomnijmy, że Iga Świątek odpadła w Miami po jednym meczu w drugiej rundzie w Magdą Linette, stąd strata 150 punktów.

    Zobacz sytuację w rankingu WTA po turnieju w Miami:
    Punkty Zysk/strata w Miami
    1. Aryna Sabalenka 11025 –
    2. Jelena Rybakina 8108 +325
    3. Coco Gauff 7278 +530
    4. Iga Świątek 7263 -150
    5. Jessica Pegula 6243 -425

  • Wielka radość w domu mistrzyni WTA Finals. Wraz z ukochanym ogłaszają

    Wielka radość w domu mistrzyni WTA Finals. Wraz z ukochanym ogłaszają

    Caroline Garcia rozpoczyna nowy etap w życiu. Była gwiazda światowego tenisa, która w ubiegłym roku zakończyła karierę, ogłosiła radosną nowinę – już wkrótce po raz pierwszy zostanie mamą. Na reakcję ze świata nie trzeba było czekać – rywalki błyskawicznie pospieszyły z gratulacjami.
    Caroline Garcia zostanie mamą

    Caroline Garcia zostanie mamąInstagram/carogarcia, Franck FIFEAFP

    Caroline Garcia to jedna z najbardziej utytułowanych francuskich tenisistek ostatnich lat. W trakcie swojej kariery sięgała po zwycięstwa w prestiżowych turniejach WTA, była notowana w czołówce światowego rankingu i dała się poznać jako zawodniczka o niezwykle ofensywnym stylu gry. Na koncie ma m.in. triumf w WTA Finals, a także sukcesy w grze podwójnej, w tym triumfy wielkoszlemowe, które na stałe zapisały ją w historii dyscypliny. Przez lata rywalizowała z najlepszymi tenisistkami świata, w tym m.in. z Igą Świątek, dostarczając kibicom wielu emocjonujących pojedynków.

    W ubiegłym roku Francuzka oficjalnie zakończyła swoją sportową karierę i przeszła na emeryturę. Decyzję tę zapowiedziała już w maju 2025 roku, informując, że po występie w US Open zamknie zawodowy rozdział życia. Podkreślała wtedy, że po kilkunastu latach rywalizacji na najwyższym poziomie i dekadach podporządkowania codzienności tenisowi czuje gotowość na zmiany. Zaznaczała jednak, że zanim to nastąpi, chce jeszcze w pełni przeżyć ostatnie turnieje i godnie pożegnać się z kortem.

    Jeszcze przed przejściem na sportową emeryturę życie prywatne francuskiej gwiazdy nabrało tempa. W lipcu 2025 roku poślubiła Borję Durana, z którym związana jest od 2023 roku, rozpoczynając nowy etap u boku ukochanego. Teraz Garcia ogłosiła, że przed nią i jej wybrankiem kolejny, niezwykle ekscytujący rozdział.

    Caroline Garcia zostanie mamą. “Rodzina się powiększa”

    W niedzielę 29 marca Caroline Garcia opublikowała w mediach społecznościowych wpis, w którym wraz z mężem przekazali światu radosne wieści. Podzielili się oni zdjęciami zrobionymi na plaży, na których zauważyć można… zaokrąglony brzuch tenisistki oraz zdjęcia wykonane podczas badania USG. “Rodzina się powiększa” – napisali w krótkim, ale wymownym opisie.

    Pod postem natychmiast pojawiła się fala gratulacji i ciepłych słów. Wśród osób, które publicznie wyraziły radość, znalazły się również znane tenisistki, w tym m.in. Ons Jabeur, Paula Badosa, Danielle Collins, Jasmine Paolini oraz Garbine Muguruza. Wszystko wskazuje na to, że dla Caroline Garcii zaczyna się jeden z najpiękniejszych etapów życia – już nie na korcie, lecz poza nim.
    Caroline Garcia

    Caroline GarciaCarmen Mandato / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / Getty Images via AFPAFP
    Caroline Garcia

    Caroline GarciaALEXANDRE MARTINS / Alexandre Martins / DPPI via AFPAFP
    Caroline Garcia

    Caroline GarciaBERTRAND GUAY / AFPAFP

    Alexander Zverev – Jannik Sinner. Skrót meczu.

  • Pożegnalny skok Kamila Stocha, a tu taki gest. Poruszający komunikat FIS

    Pożegnalny skok Kamila Stocha, a tu taki gest. Poruszający komunikat FIS

    Kariera Kamil Stoch dobiegła końca. W niedzielne przedpołudnie w Planica świat skoków narciarskich pożegnał jednego z najwybitniejszych zawodników w historii tej dyscypliny. Trzykrotny mistrz olimpijski zakończył swoją sportową drogę, a wyjątkowy hołd oddała mu również FIS, publikując w mediach społecznościowych specjalny materiał wideo z najważniejszymi momentami jego kariery.

    Stoch zadebiutował w Pucharze Świata 17 stycznia 2004 roku w Zakopane, zajmując 49. miejsce. Już rok później pokazał swój potencjał, zdobywając pierwsze punkty i zajmując wysoką, siódmą lokatę podczas próby przedolimpijskiej w Pragelato. Na pierwsze zwycięstwo w cyklu musiał jednak jeszcze poczekać – przyszło ono w Zakopanem i miało wymiar symboliczny. W tym samym czasie swój ostatni sezon kończył Adam Małysz. Po jego upadku w pierwszej serii konkursu to właśnie młodszy kolega sięgnął po triumf, co wielu odebrało jako przekazanie pałeczki lidera polskich skoków.

    Przez ponad dwie dekady Stoch zapisał się złotymi zgłoskami w historii sportu. Na swoim koncie zgromadził trzy złote medale olimpijskie, dwa tytuły mistrza świata, dwie Kryształowe Kule za triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata oraz trzy zwycięstwa w prestiżowym Turniej Czterech Skoczni.

    Ostatni rozdział tej imponującej kariery rozegrał się ponownie w Planicy. Stoch jako jedyny reprezentant Polski wystąpił w finałowym konkursie sezonu, przeznaczonym dla najlepszej trzydziestki klasyfikacji generalnej. W pierwszej serii uzyskał 193 metry, co dało mu 30. miejsce na półmetku.

    Drugą serię rozpoczynał jako pierwszy – oddając tym samym swój ostatni skok w karierze. W tej wyjątkowej chwili towarzyszyła mu żona, Ewa Bilan-Stoch, która pojawiła się na belce startowej i symbolicznie wypuściła go na rozbieg. W finałowej próbie osiągnął 190 metrów, zamykając tym samym swoją wieloletnią przygodę ze skokami.

    Na dole czekali na niego najbliżsi oraz koledzy z reprezentacji, którzy wspólnie uczcili zakończenie jego kariery. Swój hołd oddała także FIS, publikując pożegnalny film ukazujący drogę Stocha – od pierwszych kroków w sporcie, przez debiut i triumf w Zakopanem, sukcesy w Turnieju Czterech Skoczni, aż po rekordowe loty w Planicy i japońskim Sapporo.

    https://x.com/FISskijumping/status/2038183976280506741?ref_src=twsrc%5Etfw%7Ctwcamp%5Etweetembed%7Ctwterm%5E2038183976280506741%7Ctwgr%5E28702a7fdd9a306c8a57f03b21e00be1ff52001a%7Ctwcon%5Es1_c10&ref_url=https%3A%2F%2Fsport.interia.pl%2Fskoki-narciarskie%2Fnews-pozegnalny-skok-kamila-stocha-a-tu-taki-gest-poruszajacy-komnId23320326

  • Iga Świątek powiedziała “nie” Dawidowi Celtowi. Ten wprost komentuje decyzję Polki

    Iga Świątek powiedziała “nie” Dawidowi Celtowi. Ten wprost komentuje decyzję Polki

    Iga Świątek przechodzi ostatnio trudny okres w swojej karierze. Nieudany występ w turnieju Miami Open oraz decyzja o zakończeniu współpracy z trenerem Wim Fissette sprawiły, że wokół Polki zrobiło się wyjątkowo głośno. Kibice liczyli, że mimo tych zawirowań zobaczą ją w akcji podczas spotkania z Ukrainą w ramach Billie Jean King Cup w Gliwicach, jednak tak się nie stanie.

    Tenisistka ogłosiła swoją decyzję 28 marca za pośrednictwem mediów społecznościowych. Przyznała, że nie był to dla niej łatwy wybór, zwłaszcza mając świadomość oczekiwań polskich kibiców. Podkreśliła jednak, że ostatnie tygodnie były dla niej bardzo wymagające — zarówno pod względem sportowym, jak i przez zmiany zachodzące w jej otoczeniu. Zaznaczyła, że potrzebuje chwili wytchnienia, by uporządkować pewne sprawy i skupić się na spokojnej, jakościowej pracy.

    Do decyzji Świątek odniósł się kapitan reprezentacji Polski, Dawid Celt. W rozmowie z Przeglądem Sportowym Onet nie ukrywał rozczarowania, choć jednocześnie zaznaczył, że rozumie sytuację zawodniczki. Przyznał, że od dłuższego czasu prowadził z nią rozmowy i starał się przekonać ją do występu w Gliwicach.

    Jak podkreślił, zrobił wszystko, by odwlec tę decyzję i dać Świątek czas na spokojne przemyślenie sytuacji. Ostatecznie jednak tenisistka pozostała przy swoim stanowisku. Celt zaznaczył również, że choć brak jej w składzie to duża strata dla drużyny, to obecnie najważniejsze dla niej powinno być znalezienie nowego trenera.

    Kapitan reprezentacji zwrócił uwagę, że funkcjonowanie bez głównego szkoleniowca może być dla niektórych zawodników możliwe przez pewien czas, jednak jego zdaniem Świątek potrzebuje stabilizacji i wsparcia w tym zakresie. W obecnym momencie to właśnie odbudowa zaplecza szkoleniowego wydaje się dla niej kluczowym wyzwaniem.

  • Media: Przyszłość Lewandowskiego wyjaśniona, Barcelona podjęła decyzję. To go czeka

    Media: Przyszłość Lewandowskiego wyjaśniona, Barcelona podjęła decyzję. To go czeka

    Do wygaśnięcia kontraktu Roberta Lewandowskiego z FC Barceloną pozostały zaledwie trzy miesiące, a sytuacja wokół przyszłości napastnika zaczyna nabierać tempa. Choć do tej pory klub nie przedstawił mu oficjalnej propozycji przedłużenia umowy, zainteresowanie jego osobą nie słabnie. Wśród potencjalnych kierunków wymienia się m.in. Juventus, Milan, a także zespoły z MLS i Arabii Saudyjskiej. Mimo to priorytetem Polaka pozostaje dalsza gra w barwach katalońskiego klubu. Najnowsze doniesienia medialne wskazują jednak, że w tej sprawie nastąpił przełom.

    Sezon 2025/2026 układa się dla Barcelony bardzo dobrze. Drużyna prowadzona przez Hansiego Flicka przewodzi tabeli LaLiga i bez większych trudności awansowała do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. W składzie „Dumy Katalonii” wciąż istotną rolę odgrywa Lewandowski, który mimo upływu lat regularnie pojawia się na boisku.

    38-letni napastnik rozegrał w bieżących rozgrywkach 38 spotkań, zdobywając 16 bramek i notując trzy asysty. Swoją postawą stara się przekonać władze klubu, że zasługuje na nowy kontrakt. Obecna umowa wygasa wraz z końcem sezonu, co tylko podsyca spekulacje dotyczące jego przyszłości.

    Polski reprezentant nie może narzekać na brak ofert. Poza włoskimi gigantami, zainteresowanie wykazują również kluby spoza Europy. Mimo to sam zawodnik skłania się ku pozostaniu w Barcelonie, co wydaje się realne, zwłaszcza w kontekście niedawnych wypowiedzi prezydenta klubu, Joana Laporty.

    Według informacji katalońskiego „Sportu” Barcelona wkrótce ma przedstawić Lewandowskiemu propozycję przedłużenia kontraktu o kolejny rok. Nowa umowa miałaby jednak wiązać się ze znaczną redukcją wynagrodzenia – nawet o około 50 procent. Jednocześnie klub planuje wprowadzić system bonusów uzależnionych od liczby rozegranych meczów oraz zdobytych bramek, co mogłoby częściowo zrekompensować obniżkę.

    Ostateczna decyzja będzie należeć do samego piłkarza, który musi rozważyć, czy zaakceptować nowe warunki, czy też zdecydować się na zmianę otoczenia.

    Tymczasem przed Barceloną kolejne ligowe wyzwanie. 4 kwietnia zmierzy się ona z Atletico Madryt w ramach 30. kolejki LaLiga. Początek spotkania zaplanowano na godzinę 20:00.

  • Dobre wieści dla Świątek. Tak wygląda ranking WTA po finale Miami Open

    Dobre wieści dla Świątek. Tak wygląda ranking WTA po finale Miami Open

    Aryna Sabalenka triumfuje w Miami i umacnia swoją pozycję liderki rankingu WTA. To dobra wiadomość dla Igi Świątek, która odpadła już w drugiej rundzie tego turnieju. Przed finałem Coco Gauff wyprzedziła ją na trzecim miejscu, a teraz miała szansę jeszcze powiększyć przewagę. Oto jak wygląda aktualny ranking WTA po Miami Open.

    Iga Świątek sensacyjnie odpadła z Miami Open już w meczu otwarcia. Była liderka światowego rankingu przegrała w starciu z Magdą Linette 6:1, 5:7, 3:6. “To pierwsza porażka Igi Świątek w meczu otwierającym dany turniej – poza WTA Finals – od sierpnia 2021 roku, kiedy również odpadła w drugiej rundzie, bo w pierwszej miała tzw. ‘wolny los’” – pisał wówczas Dominik Senkowski na łamach Sport.pl.

    Iga Świątek poza podium rankingu WTA

    Ta porażka, przy awansie Coco Gauff do finału, miała wpływ na ranking WTA. Amerykanka przesunęła się na trzecie miejsce, spychając Świątek na czwórkę. To nie wszystko – po sobotnim finale Gauff mogła jeszcze powiększyć swoją przewagę.

    W finale Gauff zmierzyła się z Aryną Sabalenką, liderką rankingu WTA. Spotkanie zapowiadało się emocjonująco, biorąc pod uwagę, że obie tenisistki spotkały się na korcie już 12 razy i miały wyrównany bilans – po sześć zwycięstw każda.

    Jednak mecz zdecydowanie lepiej rozpoczęła Białorusinka, która wygrała pierwszą partię 6:2 w zaledwie 38 minut. Druga odsłona była bardziej wyrównana, a Amerykanka starała się doprowadzić do remisu. Udało jej się to, wygrywając 6:4. W trzeciej partii jednak to Sabalenka okazała się lepsza, wygrywając 6:4 i zdobywając tytuł.

    Gauff mogła odskoczyć Świątek w rankingu WTA live

    Dzięki temu zwycięstwu Aryna Sabalenka umocniła swoją pozycję na pierwszym miejscu w rankingu WTA live, mając 11025 punktów, co daje jej przewagę 2567 punktów nad drugą Jeleną Rybakiną (8108 pkt). Coco Gauff, mimo porażki w finale, utrzymała trzecie miejsce z dorobkiem 7278 punktów, mając tylko 15 punktów przewagi nad Igą Świątek, która z dorobkiem 7263 punktów spadła na czwarte miejsce.

    To dobry prognostyk przed nadchodzącą zmianą nawierzchni na korty ziemne, na których Iga Świątek dotychczas dominowała, choć ostatni sezon tego nie potwierdził.

    Top 5 rankingu WTA live:

    1. Aryna Sabalenka – 11025 pkt

    2. Jelena Rybakina – 8108 pkt

    3. Coco Gauff – 7278 pkt

    4. Iga Świątek – 7263 pkt

    5. Jessica Pegula – 6243 pkt

    Za czołową piątką plasują się:
    6. Amanda Anisimova – 6180 pkt
    7. Elina Svitolina – 3965 pkt
    8. Jasmine Paolini – 3907 pkt
    9. Victoria Mboko – 3531 pkt
    10. Mirra Andriejewa – 3121 pkt

    Reprezentantki Polski:

    Magdalena Fręch – 38. miejsce, 1348 pkt

    Magda Linette – 57. miejsce, 1059 pkt

  • Nerwy w finale, Aryna Sabalenka to zrobiła! Wyrównała wielki wyczyn Świątek

    Nerwy w finale, Aryna Sabalenka to zrobiła! Wyrównała wielki wyczyn Świątek

    Tylko jeden mecz dzielił liderkę rankingu od tego, by wyrównać osiągnięcie Igi Świątek z 2022 r. Od tego czasu nie powtórzyła go ani jedna tenisistka, a w całej historii kobiecego tenisa udało się to tylko nielicznym. Chodziło o sięgnięcie po Sunshine Double, czyli tytuły w Indian Wells i Miami w jednym sezonie. Tak doskonałej szansy Sabalenka nie miała nigdy wcześniej.

    Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

    Na Florydzie nie musiała bowiem mierzyć się z Igą Świątek, a po sukcesie w meczu z Jeleną Rybakiną należało uznawać ją za murowaną faworytkę do sukcesu. W końcu pokazała już w przeszłości, że w Miami radzi sobie fantastycznie, wygrywając turniej rok temu po finale z Jessicą Pegulą.

    A teraz jej rywalką została Coco Gauff, zawodniczka, która co prawda dysponuje ogromnym talentem, ale często walczy na korcie w dużej mierze z własnymi błędami, zwłaszcza tymi przy serwisie. Od jakości tego aspektu gry zależało to, jak będzie w stanie poradzić sobie przeciwko pierwszej rakiecie świata. A przecież Gauff pokonała Sabalenkę w pamiętnym finale Rolanda Garrosa w poprzednim sezonie.

    Zaczęło się od mocnego ciosu: przełamania na korzyść turniejowej faworytki. Gauff znów popełniała błąd za błędem, grając dużo ofensywniej przy podaniu rywalki, niż przy swoim serwisie. Sabalenka mogła prowadzić nawet 4:1 z dwoma przełamaniami, ale Amerykanka uratowała się po długim gemie. I choć widać było nerwy u obrończyni tytułu, to przecież radzi sobie z presją najlepiej w całym cyklu WTA.

    Ale te nerwy szybko odeszły na dalszy plan, zwłaszcza po kluczowym gemie przy stanie 4:2, gdy Sabalenka jeszcze raz przełamała Gauff i po chwili bardzo pewnie zapewniła sobie prowadzenie 6:2 po pierwszym secie finału. Wynik ten był w pełni sprawiedliwy, bo choć Amerykanka stawiała na pełną ofensywę, rywalka szybko kontrowała jej zapędy i była przy tym niemal bezbłędna.

    W drugim secie tenisistka rozstawiona z numerem 4. od samego początku starała się grać dużo uważniej, ograniczając swoje błędy do minimum. I dzięki temu była w stanie dotrzymać kroku wielkiej faworytce, zmuszając ją do dużo większego wysiłku, niż zapowiadała to pierwsza partia.

    Zadanie było niezwykle trudne, ale to Coco Gauff nie miała nic do stracenia. I po świetnym gemie na returnie to ona wywalczyła pierwsze w tym spotkaniu przełamanie, doprowadzając do stanu 6:2, 4:6. A trzeci set na Miami Stadium zapowiadał się niezwykle interesująco!

    Co ciekawe, Sabalenka w tym sezonie praktycznie nie traci setów: przegrywała je wyłącznie przeciwko Jelenie Rybakinie. Z kolei Gauff w Miami nie przegrała ani jednej partii tylko w jednym meczu. I to pokazywało, że Amerykanka może być bardziej przygotowana do wyniszczającej batalii w meczu o tytuł w Miami.

    Widownia na Florydzie stała murem za swoją rodaczką i spodziewała się, że w tym momencie Coco Gauff ruszy do ofensywy i wykorzysta słabszy moment faworytki. Ale nic takiego nie miało miejsca, bo to Aryna Sabalenka wywalczyła przełamanie jako pierwsza w trzecim secie i postawiła znaczący krok w walce o Sunshine Double.

    I choć w trzecim secie kłóciła się z kibicami, którzy krzyczeli pomiędzy punktami, a nawet w trakcie wymian, liderka rankingu utrzymała nerwy na wodzy! Wygrała cały mecz 6:2, 4:6, 6:3 i zdobyła Sunshine Double, co udało się wcześniej tylko czterem tenisistkom w erze open. Wyczyn Igi Świątek z 2022 r. został wyrównany, a poza tą dwójką w Indian Wells i w Miami w jednym sezonie wygrywały jeszcze tylko Steffi Graf (dwukrotnie), Kim Clijsters i Wiktoria Azarenka.

    Aryna Sabalenka — Coco Gauff 6:2, 4:6, 6:3

  • Gauff stanęła na drodze Sabalenki do Sunshine Double. Trzysetowy finał w Miami

    Gauff stanęła na drodze Sabalenki do Sunshine Double. Trzysetowy finał w Miami

    22 zwycięstwa w 23 meczach, 21 spotkań wygranych bez straty seta – tak wyglądał do dziś tegoroczny bilans Aryny Sabalenki. Tę jedyną porażkę Białorusinka zanotowała w finale Australian Open. A tego jednego seta w wygranym spotkaniu przegrała w finale Indian Wells.

    Oba te mecze, które nie kończyły się wygranymi liderki rankingu WTA 2:0, łączyła osoba rywalki – Jeleny Rybakina. To Kazaszka pozbawiła Sabalenkę najważniejszego tytułu w tym roku, w Melbourne. Ale czy mogłaby już teraz jej zagrozić. Półfinał w Miami pokazał, że raczej nie. Sabalenka wygrała 6:4, 6:3. I to wtedy stało się ostatecznie jasne, że niespełna 28-letnia zawodniczka z Mińska może jako piąta w historii wygrać w jednym sezonie tytuły w Indian Wells i Miami. A tą poprzednią była cztery lata temu Iga Świątek, gdy po raz pierwszy zostawała światową “1”.

    Dziś na drodze Sabalenki do tego historycznego wydarzenia stanęła Coco Gauff. Dla niej to był pierwszy finał w tym roku, w Indian Wells zakończyła rywalizację już na trzeciej rundzie, kreczując w starciu z Alexandrą Ealą przy stanie 2:6, 0:2. Stan jej zdrowia nie dawał pewności, że na Florydzie wszystko już będzie pewności. A tu w czterech pierwszych spotkaniach awans zapewniła sobie dopiero po trzecich setach. Dopiero w półfinale, przeciwko Karolinie Muchovej, wynik był rzeczywiście okazały – 6:1, 6:1. Choć nie oddawał tego, co działo się na korcie.

    W ich potyczkach było do tej pory 6:6. Sabalenka miała pewnie jednak w pamięci to, że dwa wielkoszlemowe finały – w Nowym Jorku i Paryżu – kończyła jednak jako przegrana.

    WTA Miami. Aryna Sabalenka kontra Coco Gauff. Stawką tytuł

    Sabalenka momentami sprawdzała Amerykankę, takie można było odnieść wrażenie. Jak ta zareaguje. W drugim gemie, przy stanie 40-30, posłała drugi serwis z prędkością 122 km/godz. A Gauff nie potrafiła returnem przejąć inicjatywy, za kilka sekund było już 0:2 w gemach.
    Zbliżenie tenisistki w różowym stroju podczas intensywnego uderzenia piłki rakietą, z dobrze widoczną koncentracją na twarzy i piłką unoszącą się tuż przed jej oczami.

    Aryna Sabalenka w meczu z Coco GauffCRISTOBAL HERRERA-ULASHKEVICHPAP/EPA

    Wydawało się, że Białorusinka dość spokojnie będzie kontrolowała tego seta. Tyle że do gry włączyli się z jednej strony kibice, wyraźnie wspierający Amerykankę, ale z drugiej – i sama liderka rankingu. Najpierw pokpiła sprawę w piątym gemie, gdy miała stan 40-15 ze swojej perspektywy, dwa break pointy. I po lekkim drugim serwisie Coco przejęła inicjatywę. Mogła skończyć gema, odskoczyć na 4:1. A tymczasem zagrała niepotrzebnym w tej sytuacji slajsowanym skrótem w siatkę. Ostatecznie przegrała tego gema, Gauff dostała drugie życie. Przynajmniej na chwilę.

    Amerykanka biegała momentami jak szalona, broniła piłki daleko za końcową linią, przebijała je na drugą stronę. Tyle że tam stała już liderka rankingu. Sabalenka grała chwilami trochę nerwowo, ale jednak jej siła brała górę. Po 38 minutach było ostatecznie 6:2, Aryna była w połowie drogi do wielkiego osiągnięcia.

    Gauff w w tym turnieju przechodziła momentami samą siebie. Grała bardzo nierówno, ale skutecznie. Cztery razy wygrywała po trzecich setach, dwukrotnie – z Elisabettę Cocciaretto i Alycią Parks, przegrywała te pierwsze. A później odrabiała straty.

    Teraz też wygrała pierwszego gema, przy własnym serwisie. Ważnego, bo nie odebrał jej nadziei. A nawet dał trochę wiatru, bo przecież za moment pojawił się pierwszy break point w całym spotkaniu. Zepsuła go w dość bolesny sposób, akurat nie była zepchnięta do defensywy.
    Tenisistka w jasnym stroju sportowym i czapce z daszkiem idzie po korcie, trzymając zaciśniętą pięść, z wyrazem skupienia na twarzy, tło rozmazane z widoczną publicznością.

    Coco GauffCRISTOBAL HERRERA-ULASHKEVICHPAP/EPA

    Problemy dla Amerykanki pojawiły się w piątym gemie. Miała 40-0, grała dość pewnie. A tu przegrała dwa punkty, a później popełniła czwarty w spotkaniu podwójny błąd. I wtedy na jej dość spokojnej twarzy pojawiły się emocje, zaczęła uderzać w rakietę. A moment pojawiła się szansa na przełamanie dla Aryny. Gdyby tu Białorusinka zdołała wywalczyć breaka, pewnie już by było po meczu. To jednak Gauff ostatecznie objęła prowadzenie 3:2, kamery uchwyciły stojącą i wiwatującą mamę Coco.

    Amerykanka wyglądała coraz pewniej, wrócił serwis, w jej boksie pięść zaciskał Gavin McMillan, którego “podkradła” zeszłego lata Białorusince. W 10. gemie pojawiła się piłka setowa dla Amerykanki, Sabalenka byłą coraz bardziej spięta. I ta pierwsza szansa już dała wyrównanie stanu meczu, set zakończył się wynikiem 6:4.

    Na Hard Rock Stadium zapanowała euforia, Gauff była też na fali wznoszącej. Wygrała dwie pierwsze akcje na starcie trzeciej partii i… stanęła. Przegrała tego gema, a przecież to ona tu serwowała. Coś, co Sabalence nie udało się w drugiej partii, stało się faktem właśnie teraz.

    Białorusinka miała więc kopię sytuacji z pierwszego seta. I już nie wypuściła tej okazji. Wygrała finał 6:2, 4:6, 6:3.

    A teraz może ze spokojem czekać na to, co za trzy tygodnie wydarzy się w Stuttgarcie. Tam też ma coś do udowodnienia – po… czterech przegranych finałach.

    Dokładny zapis relacji “na żywo” z finału WTA 1000 Miami Open między Aryną Sabalenką i Coco Gauff można znaleźć tutaj.
    Zawodniczka tenisa ziemnego w czerwonym topie i białej spódnicy z rakietą w lewej dłoni wykonuje gest wzruszenia ramionami, stojąc na korcie podczas meczu.

    Coco GauffCHARLY TRIBALLEAU AFP
    tenisistka w różowym stroju wyraża silne emocje, stoi z otwartymi ustami w geście krzyku na korcie tenisowym, w tle rozmazana postać sędziego

    Aryna SabalenkaPhoto by CLIVE BRUNSKILL / GETTY IMAGES NORTH AMERICA / GETTY IMAGES VIA AFPAFP

    Coco Gauff: Na trybunach słychać było doping polskich kibiców